5 sierpnia 2016

The head is too wise. The heart is all fire.



Solange Thynne

klasa VI
krew czysta
Slytherin
czarodziejska arystokracja
Klub Ślimaka









You need to be cold to be queen. Anne Boleyn thought only with her heart and she got her head chopped off.

Codziennie przemierzasz te same korytarze. Otoczona starymi kamiennymi ścianami unosisz brodę trochę wyżej mijając innych uczniów. Nie wszyscy cię lubią, nie wszyscy cię podziwiają, ale na pewno cię znają. Nie jesteś kolejną twarzą w tłumie, jesteś Solange Thynne. Nie możesz zrozumieć, jak twoja matka mogła to wszystko zostawić. Nie jesteś idealna, ale nazwisko, historia rodziny, majątek dają ci poczucie bliskie wszechmocy. Nie patrzysz na mijanych ludzi z góry, nie rzucasz złośliwych komentarzy. Znasz na tyle własną wartość, że nie musisz. To poczucie wartości potwierdzane przez oceny, nauczycieli i innych spotykanych na drodze ludzi jest tym, co prowadzi cię przez życie. Idąc tym korytarzem nie patrzysz na nikogo, jakbyś była od niego lepsza. Wiesz, że jesteś. Ktoś zaczepia cię po drodze i zadaje pytanie. Z uśmiechem odpowiadasz i ruszasz dalej słysząc za plecami "Jaka ona jest miała, jak na Ślizgonkę". Na twoich ustach pojawia się lekki, wręcz niewidoczny uśmiech. Pozory bywają bardzo mylące.

szczegóły ~ więzi 

---------------------------------------
Witam się ładnie ze wszystkimi ;) Na wstępie mówię, że pani na zdjęciu to Amber Heard. Nie mam jak na razie limitu an wątki, ale zdecydowanie wolę dziwne i pogmatwane powiązania od przypadkowych potkań. Mogę wymyślać, mogę też zacząć, ale lubię układ "coś za coś", czyli albo jedno albo drugie. Jak coś kontakt do mnie- redredster97@gmail.com.

6 komentarzy:

  1. [Ahoj! Tak czytałam Twoją kartę i z każdym następnym słowem coraz bardziej zaczęłam myśleć, że to Ślizgonka z krwi i kości. W zasadzie to nie wiem, dlaczego zawsze odgórnie dopisuje się wszystkim Ślizgonom wredność do cech charakteru. Cieszymy się wspólnie z Lizzie, że Solange należy do tej miłej części domu węża.
    Życzę dużo ciekawych wątków, szalonych powiązań i mnóstwa weny :)]

    Elizabeth Harford

    OdpowiedzUsuń
  2. [Lizzie ma małą alergię na Ślizgonów, ale jeśli nie kojarzy Sol jako osoby, która rzucała w jej kierunku złośliwe komentarze,to damy radę. Kombinujmy! Mili Ślizgoni są dla panny Harford na wagę złota :3]

    Lizzie

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ooo, myślę, że to dobry początek ich znajomości. Zastanawiam się na czym mogłybyśmy oprzeć wątek. Masz jakiś pomysł czy robimy burzę mózgów na mailu?]

    Lizzie

    OdpowiedzUsuń
  4. [Skąd ja Cię kojarzę, Redster...? Hm,whatever xd
    Cześć i czołem, ahoj, witam! Ślizgoneczka udana, nie powiem. Ciekawa, interesująca, ma coś w sobie. Jej historia wydaje się być czymś odpowiednim na notkę może? Hmhmhm ;> Trzymam kciuki, żeby się tu nam ładnie odnalazła! Życzę mnóstwa cudnych wątków, pokręconych powiązań, szaleństwa, morza weny, czasu i niesłabnących chęci!]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  5. Zmierzała do lochów na lekcje eliksirów. Cóż, pierwszy raz miała nietęgą minę. Kochała te zajęcia, ale kiedy się okazało, że będzie na nich dość spora grupa Ślizgonów, jej entuzjazm gwałtownie opadł. Można nawet powiedzieć, że zbyt gwałtownie... Jej nogi zdawały się same ją prowadzić. Snuła się teraz po korytarzach jak duch. Kiedy stanęła przed wejściem, wzięła głęboki oddech. Nie będzie tak źle, nie będzie tak źle. Pchnęła delikatnie drzwi i wkroczyła do sali. Od razu rzuciły jej się w oczy te srebrno-zielone krawaty. Wybrała miejsce przy najbardziej oddalonym stanowisku. Wyjęła książkę z torby i właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczyła nauczycielka eliksirów. Kobieta zilustrowała wzrokiem obecnych. Standardowo przywitała się, a potem nas poparowała. Lizzie modliła się do wszystkich bóstw tego świata o jakiegoś Puchona. Z resztą, Gryfona czy Krukona również przyjęłaby z otwartymi ramionami. W duszy powtarzała niczym pan Potter podczas ceremonii przydziału: "Tylko nie Slytherin, nie Slytherin". Wewnętrzna rozpacz ogarnęła ją, kiedy do jej stanowiska podszedł niejaki Dean Townley, uczeń domu węża. Nauczycielka pokazała im kociołek z jakąś substancją. Oczywiście liczyła na to, że ktoś powie jej, co się tam znajduje. Elizabeth z ciekawością w oczach wyciągnęła szyję, by zobaczyć, co jest w środku. Ta zielona, charakterystyczna barwa... Uśmiechnęła się w duchu. Wiedziała, co to jest, ale nie podniosła ręki. Coś ją powstrzymało. Wolała milczeć. Ktoś krzyknął w końcu prawidłową nazwę. Eliksir wiggenowy - to właśnie był temat ich pierwszego zadania.
    - Obyś umiała go zrobić, Harford - warknął. Nic nie odpowiedziała. Zaczęła ją już ogarniać pewna nerwowość. Spojrzała kątem oka na recepturę. W normalnych okolicznościach dałaby radę. Wystarczyła dokładność, skupienie i cierpliwość przede wszystkim, jak do każdej mikstury w tej trudnej sztuce. Wzięła głęboki oddech. Chciała współpracować z Deanem, ale on oczekiwał tylko, że to ona wykona za niego całą robotę. Krew salamandry, mieszanie zgodnie z ruchem wskazówek zegara, potem przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Ręce jej drżały, ruchy miała nie do końca pewne, ale mimo tego jakoś szło. Do pewnego momentu... Jedna chwila, jeden błąd może sprawić, że cała praca pójdzie na marne. Liczyła spokojnie ilość kółek, zrobionych podczas mieszania. Raz, dwa, trzy, cztery...
    - Długo jeszcze? - zapytał zniecierpliwiony.
    - Cierpliwości - odpowiedziała z lekką nerwowością.
    Sześć, siedem, osiem. Odłożyła narzędzie i złapała za niewielką buteleczkę ze śluzem gumochłona. Zgodnie z recepturą potrzebowali jedynie dwóch kropli. Drżące ręce były jednak tu ogromnym problemem. Szanse na to, że doda odpowiednią ilość były znikome.
    - Czy mógłbyś wlać dwie krople? - zapytała cichutko.
    - Żartujesz sobie chyba - odburknął tylko.
    Najchętniej rzuciłaby się na niego albo wylała na jego głowę eliksir niwelujący lenistwo i wredotę jednocześnie. Jeśli taki nie istnieje, Elizabeth poprzysięgła sobie w duchu, że go wynajdzie, razem z tym dodającym odwagę... Przechylała buteleczkę powoli, uważnie się jej przyglądać. Przy okazji starała się opanować to głupie drżenie.
    - Weź się pośpiesz, ile można czekać!
    Gdyby ton jego głosu był o kilka decybeli cichszy, może nic by się nie stało, ale nie był. Dziewczyna lekko się wystraszyła, a to spowodowało, że gwałtownie przechyliła rękę. Do kociołka nie wpadły dwie krople, ale dwadzieścia! Przełknęła ślinę. Teraz to dopiero będzie afera... Zaczął unosić się dym, a samo naczynie gwałtownie poruszało się na palniku. Sprawiało wrażenie, jakby miało za chwilę wybuchnąć. Lizzie zasłoniła się w geście obrony, ale w tym momencie nauczycielka machnęła różdżką i cała zawartość została w porę usunięta. Kryzys zażegnany. Odetchnęła z ulgą, jednak już sekundę później dopadło ją gniewne spojrzenie Deana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Co ty zrobiłaś?! Nie potrafisz uwarzyć nawet prostego eliksiru, ale co się dziwić, z takiej szlamy nigdy nic dobrego nie będzie - stwierdził.
      Harford była bliska płaczu. Taka klapa i to na eliksirach... Dlaczego los musiał jej dać akurat Ślizgona do pary? Jeszcze rok temu poradziłaby sobie z nim, ale sytuacja uległa zmianie i to o 180 stopni.
      - Może gdybyś mnie tak nie popędzał, to dałabym radę - odważyła się powiedzieć.
      - Chyba kpisz! Jeszcze na mnie zrzuca winę za to, że nic nie potrafi. Żałosne! - odparł.
      Tą wymianę zdań przerwała nauczycielka. Spojrzała na nich i ewidentnie zastanawiała się, jakby tu rozwiązać ten problem.
      - Tu pomoże chyba tylko zmiana pary... - mruknęła z niezadowoleniem.
      - No wreszcie! - Ślizgon był wyraźnie ucieszony.
      Elizabeth również w duchu skakała z radości pod samo niebo. Tylko jaki będzie jej nowy partner bądź partnerka?

      Lizzie

      Usuń