27 sierpnia 2016

we are the reckless, we are the wild youth

chasing visions of our futures, one day we'll reveal the truth, that one will die before he gets there.
hufflepuff | 13 września 2007 | szósty rok w hogwarcie | 11 cali, włos jednorożca, jabłoń, mało elastyczna | o swoim boginie woli zapomnieć, a patronusa nawet nie próbuje wyczarować | kot Neon
june july stone

Kiedy była małą dziewczynką tata karmił ją opowieściami o miłości tak silnej, że była w stanie przezwyciężyć wszystkie nieszczęścia i naprawić wyrządzone zło. Były to czasy, kiedy żyła w świecie utkanym z uśmiechów i tęczy, wierząc, że jeśli tylko wystarczająco się postara będzie w stanie zrobić wszystko. Serce miała jednak złamane więcej razy niż byłaby w stanie policzyć, a starania, szczególnie jeśli chodzi o naukę, od lat nie przynoszą jej żadnych zadowalających efektów.
Choć bardzo by chciała, nie odznacza się wybitną inteligencją ani świetnymi ocenami, nie przyciąga swoją urodą spojrzeń na korytarzu ani nie błyszczy w towarzystwie - jest zwykłą Puchonką mugolskiego pochodzenia i gdyby nie fakt, że o kilka razy za dużo została przyłapana w dosyć jednoznacznych sytuacjach z różnymi uczennicami nikt nie wiedziałby kim jest ani jak się nazywa.
Wakacje spędza na obrzeżach Londynu z tatą, który płacze za dużo, a przerwy świąteczne w Miami u mamy, która nie może na nią patrzeć. Tęskni za czasami, kiedy wszyscy byli razem, ale w przypadku ich rodziny miłość nie wystarczyła, by utrzymać ją razem. W wolnym czasie udaje więc, że wcale nie tęskni za April May i wmawia sobie, że jej śmierć nie była jej winą. 
Ledwo zdaje z klasy do klasy, kocha koty, gorącą czekoladę i kwiaty, a urocze dziewczyny z ładnymi uśmiechami przyprawiają ją o szybsze bicie serca.

cześć i czołem, zdjęcie znalezione dawno temu na tumblerze, w nagłówku i pod nim fragmenty piosenki youth zespołu daughter, szukamy dla june prawdziwej miłości i może paru przyjaciół, wstępny limit wątków: 0/7

powiązania | historia | inne

17 komentarzy:

  1. [Cześć! Śliczna z niej panna :) Mam nadzieję, że znajdzie w końcu jakąś prawdziwą miłość. Tymczasem życzę miłej zabawy na blogu i w razie chęci zapraszam do siebie!]

    Beau

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dzień dobry :) Życzę miłej zabawy na blogu oraz wielu owocnych wątków! Śliczna Pani na zdjęciu! :)]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Hello, hello! Nie wiem jak ta dziewczyna może nie przyciągać swoją urodą spojrzeń na korytarzu :D Zapraszam do siebie, jeśli masz ochotę ;) ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dzień dobry wieczór. :) Podoba mi się ta panna. Jeżeli szukasz jej prawdziwej miłości... Może zaproszę do mojej Uny? Mogłoby wyjść nam coś ciekawego.]

    Una DeVere

    OdpowiedzUsuń
  5. [ O nie, nie! Julia szybko by od June uciekła, gdyby ta próbowała ją rozruszać :) Chociaż w sumie... Zawsze można zrobić wyjątek. Możemy zrobić tak, że June próbuje Julię rozruszać tylko czasami np. wyciągając ją na imprezy, gdzie ta ma już względnie wolną wolę i może w granicach imprezy uciekać przed ludźmi ile tylko się da :) Julia za to może z łatwością wyłapywać spojrzenia, które June jednak przyciąga ;> ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Ok, to ja zacznę :) ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  7. Aktywnością, której Julia bardzo nie lubiła było chodzenie na imprezy. I wszyscy bliscy znajomi o tym wiedzieli. Kiedy ktoś mówił, że organizuje urodziny w Pokoju Wspólnym ona tylko patrzyła z zakłopotaniem zastanawiając się jaka wymówka będzie najmniej niemiła i najbardziej skuteczna. Zazwyczaj jednak i tak uczestniczyła w większości imprez, na które ją zapraszano, bo albo przyjaciele je organizowali albo po prostu mieli tam być, a to już był jakiś zalążek nienajgorszej imprezy. Bo tak właściwie to Julia przy tej całej swojej niechęci do imprez, miała wiele wspaniałych wspomnień z nimi związanych. Często udało jej się wymknąć z kimś w spokojny kąt i porozmawiać, znaleźć osobę, która tak samo jak ona wolałaby być gdzieś indziej i chętnie spędzi ten czas uciekając od wszechobecnego szaleństwa, a czasem nawet przyciągała kogoś, kto był typowym imprezowiczem, ale chciał odpocząć lub zastanawiał się dlaczego całkiem ładna dziewczyna siedzi na kanapie i nie śmieje się co chwilę z tych wszechobecnych żartów. Może Julia lubiła imprezy, ale tylko takie, na których potrafiła odnaleźć jakąś formę ciszy. Nawet jeżeli wokół dość głośno grała muzyka.

    - June, czy ja muszę tam iść? - mruknęła, marszcząc brwi i robiąc słodką minkę w stronę koleżanki.
    Siedziały na korytarzu, przy zimnej ścianie, po turecku i obserwowały uczniów wracających z kolacji. Same przyszły na sam początek, zjadły szybko i ewakuowały się na cotygodniowe posiedzenie. Ot, taka piątkowa tradycja bez większego sensu.

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  8. Już to widziała! „Będziemy się świetnie bawić”. Zawsze się świetnie bawią. A konkretnie June świetnie się bawi, a Julia się męczy. No chyba, że jest fajnie. Ale raczej nie. I to nie jest pesymizm. To jest realizm i oparcie na doświadczeniach z przeszłości. Grubo ponad połowa imprez okazywała się niewarta pojawienia się na nich. Wyliczone oczywiście na oko.
    - Nie no, jak powiedziałaś Melody to już musimy być. Zwłaszcza ja, bo przecież Melody mnie ubóstwia. - uśmiechnęła się sztucznie, potwierdzając tym samym ironiczny charakter wypowiedzi. Ślizgonka zawsze była miła, ale tylko z pozoru. Po kątach obgadywała Julię i dopiero wtedy było widać jak bardzo nie znosi dziewczyny. Oczywiście Julia o wszystkim wiedziała. Świetnie umiała wyczuć fałsz w jej uśmiechu i uprzejmych słowach.
    Za to June Melody lubiła i to nawet bardzo. Jej typ człowieka. „Będziemy tańczyć całą noc, nie myśląc o niczym.”. I zawsze tak było.
    - Dobra, pójdę. Ale jak nie będzie nikogo fajnego to wychodzę. - mruknęła, śmiejąc się. - Bo na Ciebie to zupełnie nie można liczyć. Zawsze gdzieś się stopisz z tłumem i dobrze będzie jak Cię spotkam gdzieś nad ranem.
    Nie zawsze tak było. Czasem udawało im się pogadać i w miarę dobrze bawić przez chwilę.
    Julia wstała z podłogi, pociągnęła dziewczynę za sobą i ruszyła w stronę dormitorium Puchonów. Musiały pójść do June po potrzebne rzeczy a potem do Wieży Północnej i sypialni Julii, żeby tam ostatecznie się wyszykować na wieczór. Kiedy w końcu tam dotarły Julia usiadła na rogu łóżka i wyjęła spod niego butelkę wody.
    - Chcesz? - spytała i niezależnie od odpowiedzi wyjęła kolejną butelkę i postawiła ją na stoliku, przy okazji patrząc w lustro. - Powiedz, że wyglądam jak milion dolarów i mogę się tylko przebrać i wyjść. Albo chociaż jak pięćset dolarów. To mi zupełnie wystarczy.
    Uśmiechnęła się zalotnie, jakby miała dzięki temu wyglądać o te kilka dolarów lepiej.

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ach, dziękuję. c:
    Wydaje mi się, że dziewczyny pod wieloma względami są swoimi przeciwieństwami – mam tu na myśli między innymi Domy, które stereotypowo się nienawidzą (cóż, przynajmniej jedna strona nienawidzi drugiej). Dodatkowo rodzina Uny to tacy tradycjonaliści... Jako, że nie znoszę, kiedy postacie dopiero się poznają, załóżmy, że skoro spędziły sześć lat w jednej szkole, to na pewno mają sobie do powiedzenia więcej niż "cześć" i wiedzą o sobie nieco więcej. Chętnie zrobiłabym z tego mimo wszystko skomplikowaną relację. Ot, co powiesz na to: przeniesiemy się na koniec zeszłego roku szkolnego, tuż przed wakacjami. Między dziewczynami jest już chemia, mięta i cukierki, obie wiedzą, że to właśnie siebie wzajemnie chcą... I ze strony June pada propozycja, by wreszcie poznać rodziców Uny. DeVere oczywiście będzie się chciała od tego wykręcić, bo, wbrew wszystkiemu, paranoicznie boi się, że rodzina odkryje jej orientację i będzie mieć z tego tytułu kłopoty. Między naszymi pannami mogłoby się coś popsuć, no ale, to przecież ma być ta prawdziwa miłość, więc zrobimy happy end... Co powiesz?

    PS Ja za to jestem bardzo ciekawa, kim była April May. Siostrą, czyżby?]

    Una DeVere

    OdpowiedzUsuń
  10. Otworzyła szafę i zaczęła powoli przeglądać rzeczy tak, żeby nie zaburzyć idealnego porządku na półkach.
    - Ja nie wiem czy chcę wyglądać jak dwa miliony - mruknęła, odwracając się do koleżanki i zmarszczyła brwi, jakby usilnie się zastanawiała. - Chyba wolę dżinsy i białą koszulę. Klasyka!
    Julia nie unikała sukienek, jak tylko mogła. Nie można też było powiedzieć, że ich nie lubi. W pewien sposób kochała chodzić w sukienkach, ale w jej szafie był to element przeznaczony tylko na specjalne okazje i sytuacje, które zwyczajnie tego wymagały. A na imprezy na dobrą sprawę można się było ubierać zupełnie dowolnie, jeżeli nie było powiedziane inaczej. Na większości z nich dało się zauważyć ogromną różnorodność stylizacji. Chłopcy ubierali się zarówno w idealnie skrojone garnitury, ale można było też znaleźć wielu, których wygląd niczym się nie różnił od ubioru codziennego. U dziewcząt było podobnie, chociaż w tym przypadku nie pojawiały się aż takie skrajności. W większości przypadków, nawet jeśli stylizacja była całkowicie codzienna, uczennice podkreślały swoją urodę mocniejszym lub po prostu wyjątkowym makijażem, czasem nakladały wysokie buty albo bardziej widoczną biżuterię.
    Dla Julii dżinsy i biała koszula były idealnym środkiem. Nie zależało jej na tyle, aby nakładać sukienkę, ale wiedziała też, że to nie jest luźna impreza w Pokoju Wspólnym. Kiedy założy obcasy i pomaluje usta na czerwono, nie będzie odbiegała wyglądem ani od eleganckich uczniów ani od tych ubranych swobodniej. Bo grunt to nie rzucać się w oczy.
    - W sumie to może i dobrze, że mnie namówiłaś na tę imprezę. - przyznała, opierając się o drzwiczki szafy. - Będą wszystkie domy, więc na sto procent trafię na jakichś znajomych. Bo ciebie z całą pewnością porwie parkiet.
    Impreza miała odbyć się w dużej, opuszczonej sali, w dalekim zakątku zamku, gdzie ani woźnemu, ani nauczycielom nie było po drodze. Zdolni uczniowie rzucali zaklęcia wyciszające i zabawa stawała się jako tako odcięta od świata.
    Julia wyjęła wybrane rzeczy z szafy i poszła do łazienki się przebrać, nucąc coś pod nosem. Kiedy wróciła miała już pomalowane usta na odcień głębokiej czerwieni i wyglądała dość zjawiskowo jak na tak mały wysiłek.
    - Na razie tak, ale jeszcze moment - oznajmiła, pokazując się z każdej strony pospiesznie, po czym zaczęła szukać pod łóżkiem odpowiednich butów. W końcu odnalazła wygodne czarne obcasy. Założyła je na bose stopy, przesunęła się w najodleglejszy kąt sypialni i spojrzała wyczekująco na June.
    - I jak? - spytała radośnie, uśmiechając się.
    Potem skierowała wzrok na ubrania przyniesione przez Puchonkę, a później spojrzała na nią wyczekująco.
    - Twoja kolej. - oznajmiła i rozsiadła się w dużym fotelu, w idealnej pozycji do oceniania stylizacji koleżanki.

    [Chyba Cię przebiłam, jeżeli chodzi o absurdalną godzinę ;) Jakby były jakieś dziwne literówki, które przeoczyłam to wybacz, pisałam na telefonie.]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  11. [Beau już przyjaciółki ma, więc może coś lekko negatywnego? Mogli się kiedyś o coś mocno pokłócić (tylko nie wiem o co) i do tej pory rzucają w swoją stronę nienawistnymi spojrzeniami, prawie wcale się do siebie nie odzywają, a kiedy już muszą to mili nie są.]

    Beau

    OdpowiedzUsuń
  12. [Tak naprawdę DeVere jest biseksualna, aczkolwiek z chłopakami nie łączy (i nie połączy) jej żadna głębsza relacja, poza tą cielesną. Z pewnością będzie chciała utrzymać ich związek w tajemnicy jak najdłużej, aczkolwiek w końcu... To się jeszcze wszystko okaże.
    Zaczniesz nam? :)]

    Una DeVere

    OdpowiedzUsuń
  13. [O MATKO TAY TAY <3 UWIELBIAM <3
    Kupiłaś mnie tym zdjęciem, a na dodatek jeszcze Hufflepuffem *taki mały fetysz, ciiii*
    Osobiście z wielką przyjemnością uściskałabym June, bo cudna z niej dziewczynka, a ja mam słabość do takich postaci. Szkoda mi jej troszku, ale wydaje się być tak zwyczajna, że to cudowne! Trzymam kciuki, żeby się tu zaaklimatyzowała <3
    Morza weny, wątków, czasu i szaleństwa! Ahoj!]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ślicznotka! Dziękuje za powitanie. Masz ochotę na jakiś wątek z moją panienka?]

    Gemma Anderson

    OdpowiedzUsuń
  15. Ma czasem takie wrażenie, że mimo dotyku, bliskości ciał i plątaniny włosów na poduszce, dzieli je jakiś niewyobrażalny, niewidoczny mur, którego nie jest w stanie pokonać żadna ze stron. Gruby, ciężki mur, nie pozwalający im zbliżyć się do siebie, chociaż wydaje się, iż dłoń dotyka drugiej dłoni, palce delikatnie przesuwają się po czole, a głowa wtulona jest w zagłębienie pod obojczykiem. Ktoś jej kiedyś powiedział, że dwie powierzchnie nigdy tak naprawdę nie mogą się zetknąć, bo ze względu na odpychanie jonowe zawsze pozostanie między nimi mikroskopijna, nieskończenie maleńka odległość. Więc, chociaż Unie może się wydawać, że dotyka ramienia June i wplata jej palce we włosy, to na poziomie atomowym – zero szans.
    Czuje się czasem, jakby pływała w gorącym budyniu, bezlitośnie zwalniającym wszystkie jej ruchy, odwrotnie proporcjonalnie do bicia serca, które przyspiesza nieustannie, słysząc na korytarzu kroki. Nieświadomie ściska wtedy rękę dziewczyny mocniej i mocniej, nawet nie zdając sobie sprawy, jak bardzo boi się zdemaskowania. Przez gorącą, lepką i gęstą maź jej ruchy są bardzo ograniczone; a jednak nigdy nie zrobiła tego, o czym niejednokrotnie myślała: że łatwiej byłoby dostosować się do oczekiwań rodziców.
    W sobotnie popołudnia dormitoria najczęściej są puste, pozbawione aury śledczych oczu, chowających się za zasłonami czy w najmniejszych nawet szczelinach; presja otoczenia, by być idealną jakby zanika, unosi się w powietrze niczym para, żeby – gdy tylko ktoś przekroczy próg – znów na nie opaść. Una na ogół nalega, by zostać w dormitorium Hufflepuffu, gdzie nie odczuwa tak bardzo atmosfery śmiechu i podglądaczy, nieustannie czyhających na czyjąś porażkę.
    Nie lubi dużo mówić, bojąc się o słowa, które wciąż czekają, by się ulotnić. Zawsze była małomówna, ale czasem odnosi wrażenie, że w towarzystwie June po prostu nie ma ochoty rozmawiać. Po pierwsze, bo cisza między nimi pulsuje nieustająco w rytm ich oddechów, ich serc i gestów, co nader przyjemnie koi zmysły i zszargane nerwy zestresowanej Ślizgonki; powodem drugim jest strach, strach, że od jednego słowa do drugiego, narodzi się wreszcie pytanie, którego tak bardzo się obawia.
    Wzdryga się, gdy nagle głos June rozcina ciszę jak sztylet, niespodziewanym ruchem krusząc unoszącą się w powietrzu mgiełkę. Błogość i bezpieczeństwo – delikatna, przejrzysta poświata, rozlewająca się ponad ich ciałami.
    Stanowią przyjemny kontrast; karmelowa skóra Puchonki i blada jak porcelana Una, i przychodzi jej do głowy, może zbyt często, że pod innymi względami różnią się tak samo wyraźnie. Mimo to jest pewna swojego uczucia, nawet, jeśli nie umie wykrzyczeć tego z Wieży Astronomicznej.
    Gdybym miała powiedzieć o nas całemu światu, mówi czasem, nachyliłabym się i szepnęła ci to do ucha. I chociaż wie, że nie kłamie, nie potrafi wyzbyć się wyrzutów sumienia, iż być może podchodzi to pod grający na uczuciach wykręt.
    Niepewnie unosi się na łokciu, próbując zajrzeć w twarz leżącej obok dziewczynie, dziewczynie o pięknym odcieniu skóry i iskrzących się oczach.
    – Chyba nic takiego... – stwierdza cicho, jakby onieśmielona. Powietrze wokół gęstnieje. Na ramionach czuje gęsią skórkę, jak gdyby chłód przeniknął ją na wylot. – Dlaczego pytasz?

    [Jest dobrze, bardzo mi się podoba.]
    Una DeVere

    OdpowiedzUsuń
  16. Chwile, kiedy może się rozluźnić, z wiekiem zdarzają się coraz rzadziej. Miewa przelotne, niezbyt przyjemne wrażenie, iż proporcjonalnie do cyferek, wskazujących lata dziewczyny, wymagania i oczekiwania rodziców wzrastają, i wie, że tak naprawdę nigdy nie doczeka się końca niewygodnych pytań o chłopca, o męża, o przyszłość. Wolałaby móc odpowiedzieć wprost, że żadne z tych wydarzeń w jej życiu nie nastąpi, lecz przerasta ją strach, zwyczajny strach przed rodzicami; zwłaszcza przed ojcem. Zdaje sobie sprawę, iż jako tradycjonalista, chciałby tuż po zakończeniu szkoły ujrzeć ją w białej sukni, poprowadzić do ołtarza za rękę i pogrozić palcem panu młodemu, w geście ostrzeżenia. Rozumie też, pewnie nawet zbyt dobrze, że choćby wszystko z nią było w porządku, Julius DeVere jest zniszczony od środka, trawiony przez zabijającą go nienawiść do całego świata.
    Nawet do własnej rodziny.
    Una sztywnieje mimowolnie, słysząc odpowiedź. Nie chce kłamać; obiecała sobie, że nigdy nie okłamie tej istoty, najważniejszej – do czego panicznie boi się przyznać – w swoim życiu. Tak naprawdę nie zamierzała z nikim się wiązać, nic do nikogo poczuć, bo uczucia to przywiązanie, a przywiązanie potrafi wypalić wszystkie wnętrzności, jednakże to, co działo się pomiędzy nimi, wisiało niezauważalnie w powietrzu i wyczuwane tylko przez nie, było jednocześnie najwspanialszym i najtragiczniejszym, co ją spotkało.
    Delikatnie marszczy brwi, czując pod powierzchnią skóry wzbierającą falę żalu, żalu do wszystkich wokoło: do siebie, że nie potrafi się przełamać; do June, że w ogóle zapytała. Do ojca, że jest taki, jaki jest i matki, że nie potrafi mu się sprzeciwić. Una czuje się, jak zabawka rozrywana na kawałki przez małe, nieustępliwe dzieci, nieumiejące się niczym dzielić. Niewątpliwie w dużej mierze sama jest sobie winna, że na to pozwala, ale szesnastolatka tak naprawdę nie zna już innego życia niż to, do którego przywykła i w którym nauczyła się obracać. I, chociaż nieustannie okłamywała rodziców w innej kwestii, w tej jednej umiała tylko zmienić temat.
    – Ja... – zaczyna cicho, usiłując ogarnąć rój myśli w głowie, rozpraszający ją i irytujący. Brzmi trochę, jak zepsute radio, same w nim trzaski i szumy, których nie da się przypisać do niczego konkretnego. – Myślę, ż-że to nie jest zbyt dobry pomysł.
    Już w momencie, w którym zaczęła wypowiadać owo fatalne zdanie, wiedziała, że będzie tego gorzko żałować i faktycznie, natychmiast po skończeniu, czuje w ustach gorzki, nieprzyjemny smak.
    – Oczywiście, że się zobaczymy – dodaje pospiesznie, chcąc załagodzić atmosferę i starając się odsunąć na bok uporczywe myśli o tym, że będzie musiała wymknąć się z domu i o tym, jak zamierza to właściwie zrobić. – Po prostu nie u mnie w domu. W porządku?
    Pyta, choć tak naprawdę zna odpowiedź. Wie. Wcale nie jest w porządku. I nigdy nie będzie, dopóki nie nauczy się pokazywać wszystkim swojej prawdziwej twarzy.

    Una DeVere

    OdpowiedzUsuń
  17. [W związku z trwającym już jakiś czas brakiem aktywności, prosimy serdecznie o danie znaku życia do środy, 14 września c: W przeciwnym razie postać będzie musiała niestety zostać usunięta z linków]

    OdpowiedzUsuń