13 września 2016

"Chłód wieje z przestrzeni"


Nymphaea Unity Shadow
po prostu shade | 31.12.2003 | była Ślizgonka | stażystka Eliksirów | półkrwi | 15 cali, migdałek, kieł nietoperza | patronusem nietoperz | bogin jej prywatną tajemnicą | animag
  TROCHĘ NUDNEJ HISTORII

Wychowała się praktycznie sama, dlatego od zawsze za wszelką cenę, z przyzwyczajenia, dąży do niezależności, co kompletnie nie harmonizuje z jej delikatnym wyglądem. Ledwie półtora metra wzrostu, niezdrowa, wręcz chorobliwa chudość i ciemne cienie pod oczami, które to cechy zapewniają niechciany instynkt opiekuńczy wobec niej u innych. Blada skóra, zbyt łatwo powstające siniaki i wyraźne zmęczenie, jak gdyby problemem było dla niej samo stawianie kroków czy wychodzenie z łóżka. Nie pija kawy, bo woli gorącą czekoladę; przestała chadzać na imprezy w momencie, w którym odkryła, że lepszą formą rozrywki jest zagłębianie się w książki i błoga cisza. Pali jak smok, przeklina trochę zbyt dużo i chociaż wyrosła już ze swoich lat uczniowskich, wciąż tęskni za łamaniem przepisów. Nigdy nie była grzeczną dziewczynką. Łatwiej byłoby rzec, że dla większości nauczycieli stanowiła spore utrapienie, ze swoimi wrednymi odzywkami i ciętymi komentarzami na każdy temat. Mimo to znacznej części kłopotów uniknęła dzięki wrodzonemu sprytowi i inteligencji, co niejednokrotnie ratowało jej reputację czy nawet życie. Najlepsza była z Eliksirów, co pozostało jej do dziś i pozwoliło choć odrobinę wrócić do tego, za czym całe wakacje tęskniła.
Tak dziwnie było w tym roku spoglądać na znajome z lat szkolnych twarze i boleśnie odczuwać, że czasu nigdy nie da się cofnąć; że już nie wrócą beztroskie dziecinne rozrywki, a największym dylematem nie będzie temat wypracowania na Historię Magii czy nauka przed egzaminami zamiast kolejnej imprezy. Wcale nie spieszyło jej się do dorosłości; nie miała czasu pobyć dzieckiem, zanim naprawdę wyrosła z kilkulatki w nastolatkę. I tak odtąd przyszło egzystować kobiecie, wyglądającej jak mała dziewczynka – z cichym, tłumionym żalem w sercu za tym, co przeminęło.

Wątki z młodszymi paniami nam nie idą. 
Poszukujemy jakiegoś okropnego romansidła z nauczycielem/nauczycielką bądź stażystą/stażystką. Będzie miło,
obiecuję.

15 komentarzy:

  1. [Cześć. c:
    Bardzo ładne zdjęcie wybrałaś i gif też niczego sobie. Ciekawa postać, choć dość nieoczywista mimo, że oczywista, hahaha. Tak, wiem coś tu się nie klei. xd
    Bardzo miło mi się czytało kartę, bardzo przejrzysta i przyjemna. Oczywiście zapraszam do Charlie bądź też Romèo, oni bardzo chętnie powątkują. Romèo z przyjemnością zapali z starszą koleżanką. ]
    Charlie/Romèo

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Cześć! Życzę udanych wątków i dobrej zabawy :) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam :) Życzę udanej zabawy na blogu oraz wielu owocnych wątków :3 Zostań z nami na długo!]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  4. [Zacznę dosyć prostacko, bo wybrałaś jeden z moich ulubionych wizerunków, co bardzo chwalę. Przechodząc do bardziej złożonej i ciekawszej części mojego komentarza, to Twoja chudzinka będzie miała bardzo trudno u pani Audrey - Lenard coś tam wie. Niestety ten mój Hiszpan więcej stanowisk pod sobą nie ma, a wszystkich chętnie by przygarnął. Kobiety zwłaszcza. No nic, witaj na blogu z tą smutną chudzinką :) ]

    Aaron // Solene // Lenard

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Może prosto z mostu – chętnie wpakuję się w pomysł w dopisku autorskim (jeśli "nauczyciel/stażysta nie wyklucza woźnego)! Ale za nim do tego dojdzie... Dlaczego tu taka cisza? Karta jest cudowna! Jedynie mogę się doczepić do jej długości, bo chciałabym więcej, więcej i więcej. Ta historia mnie urzekła – taka prawdziwa, a – jednak – tak rzadko spotykana tu w blogosferze. A Twoja panna, o pięknym imieniu, jest naprawdę ciekawą osobą. Tak kruchą i zarazem silną — wspaniale.
    Dziękuję za miłe słowa, witam się pięknie i życzę masy wątków! Na wątek się piszę, oczywiście.]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  6. [Och jak przyjemnie, że się odezwałaś! Czasem nie nadążam za nowymi postaciami, ale bardzo się cieszę, że sama dałaś znać, szczególnie, że panna stażystka jest bardzo ciekawa. Ponieważ moja Ethel już jest w szkole prawie rok, może siłą rzeczy wydawać się dumna z tego faktu i sprawiać wrażenie, że zadziera nosa. Aparycją są dość podobne, szczególnie, że moja Ethel ma teraz nieco pod górkę. Ale chętnie przygarniemy wątki, bo nam trochę tam cicho od jakiegoś czasu. Nie wiem czy panny pamiętają się ze szkoły, pewnie jeśli tak, to dość mgliście, ale nic nie stoi na przeszkodzie by pokombinować teraz :) W zależności od tego, czego chcemy, ukleimy jakiś fajny wątek. Może na początku wprowadzimy im mały zatarg, by z czasem okazało się, że wcale się tak od siebie nie różnią? Może nawet się zaprzyjaźnią? Ethel ewidentnie brakuje dobrej kobiecej duszy, której mogłaby się wygadać, ale nie zamierza się do tego przyznać.]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  7. [Świetnie! Myślę, że trafiłaś w moment zastoju, bo panienka jest naprawdę fajna :) Kwestia tego, na ile Nymphaea interesuje się światem magicznym oraz ludźmi w niej siedzących. Cedara mogła kojarzyć jeszcze z czasów nauki, bo rocznikiem minęły trzy lata odkąd ją zakończyła – on mógł już stawiać swe pierwsze kroki na stołku woźnego, kiedy Ślizgonka kończyła siódmy rok. Samo nazwisko – mniej czy więcej – jest kojarzone wśród pewnych grup czarodziei, a mugolska krew nie wyklucza jej z zainteresowania (szczegółowego) światem magicznym. Bo nie wiem, jak się zapatrujesz na relację – mamy szeroki wachlarz, jeśli chodzi o pomysły. Możemy namieszać im w życiorysach od siódmego roku, ale z drugiej strony, nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć mieszać od momentu, gdy Nymphaea pojawiła się ponownie w progach Hogwartu. Mogą to być koligacje związane poniekąd z intrygą dotyczącą jego nazwiska, jeśli pani stażystka byłaby nim jakkolwiek zainteresowana; może to być relacja z nienawiści (gdyby na siódmym roku się pogryźli) do bliskości; wszystko może się zacząć także od momentu, w którym po prostu ona się pojawia i bum (jeśli założyć, że wcześniej na siebie nie wpadli). Z pewnością da się wymyślić coś pokręconego :)]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  8. [Pomysł jest w porządku, zacznę nam, oczywiście. Myślę jeszcze nad jakimś dalszym biegiem wydarzeń, ale godzina chyba mi już nie sprzyja. Niemniej, zaczęcie pojawi się albo za dziś jakiś czas, albo w dzień! :)]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  9. [To ja proponuję taki myk, by Ethel jako stażystka, która jest tu od niemal roku została niejako przyklejona do Shade, jako pomoc, encyklopedia, towarzyszka. Co powiesz na to, by pod nieobecność opiekuna Klubu Ślimaka został na nie zepchnięty obowiązek organizacji przyjęcia? Będzie to świetna okazja by Shade trochę powkurzała Ethel, a Ethel zadarła nosa i pokazała kto tu rządzi. Będzie okazja żeby się posprzeczać i lepiej poznać, a po sukcesie nawiąże się między dziewczętami nić porozumienia. Jak widzisz ten pomysł?]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy września, jak co roku, nie odznaczał się niczym szczególnym – przydział klas pierwszych pod godło odpowiedniego domu; powitanie reszty roczników i przedstawienie nowych nauczycieli oraz stażystów, których w progach Hogwartu mnożyło się, z każdym początkiem roku, coraz więcej. Dlatego, także tego dnia, Cedar spodziewał się ujrzeć na stołkach nauczycielskich znajome twarze, które niegdyś w uczniowskich szatach przemierzały tutejsze tereny, jeszcze kilka lat temu porządnie zakuwając do SUMów, bądź OWUTemów – poniekąd sam był jednym z nich. Wprawdzie, nim ponownie stanął na ziemiach tutejszej Szkoły Magii, minęło sporo czasu; zdążywszy odbyć staż w Szwajcarii, uprzednio zasilił szeregi Wizengamotu, gdzie miał okazję umoczyć paluchy w kilku rozprawach i nawiasowo sprawdzić samego siebie w roli członka magicznego sądu, będącego po dziś dzień jego azylem. Niemniej, nigdy nie zastanawiał się na tym, czy wróci do Hogwartu i nic nie wskazywało na to, by mógł tego zaszczytu dostąpić – aż do momentu, w którym propozycja dyrektora wydała się całkiem rozsądną wizją, mogącą zrodzić w przyszłości produktywny owoc.
    Swój pierwszy dzień pod szyldem woźnego zapamiętał tak dobrze, jakby wyrwał go żywcem z przyszłości i wcisnął w teraźniejszość z dopiskiem „wczoraj” – stojąc niegdyś przed kolosalną liczbą uczniów i słuchając powitalnych słów dyrektora, który obwieszczał wszem i wobec o nowym woźnym, przez głowię przebiegł mu cichy głos zdenerwowania; kilkusekundowa cisza przed owacjami i niepewność w dźwięcznych oklaskach wystarczyła, by zarysować linię napiętej relacji, opartej o karty historii, którą Cedar zresztą dobrze rozumiał. Jednak, wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że pan Grindelwald wcieli w życie całkowicie nowe zasady, puszczając mimo uszu dyndającą nad stołkiem woźnego nieprzychylną opinię. Dopiero kiedy zasiadł przy stole, spojrzał na wszystko z zupełnie innej strony, i dopiero wtedy dotarło do niego, jak wiele trzeba zmienić.
    Grindelwalda nie trzeba było przedstawiać tym, którzy obcowali z nim za młodu. Wielokrotnie zdarzało mu się wyróżniać w gronie rówieśników, aczkolwiek nie skrupulatną arogancją, czy wynikami w nauce, a sposobem bycia i cholernie semickim akcentem, który dodawał wypowiedziom Cedara szalenie dojmującej aury, będącej niekiedy jego utrapieniem. Bo nawet, jeśli w duszy się uśmiechał, a iskry szczęścia kołatały jego sercem – wiecznie brzmiący antypatycznie głos, niszczył entuzjazm wszystkich towarzyszy w obrębie metra. Być może urodził się by sądzić, a nietypowe pytania, dolewając oliwy do ognia, usadziły go ostatecznie w jednym z kilkudziesięciu siedzisk Wizengamotu.
    Nieformalne powitania w gronie personelu przypominały potoczne klepanie się po plecach, a Cedar był prawdopodobnie jedynym, który przed podaniem ręki, uprzednio wypuszczał na wiatr swoje obiekcje. Nie widział nic złego w rozwiewaniu wątpliwości, poza tym, do dziś nie nauczył się uśmiechać na zawołanie.
    — Dyrektorze, czy ktoś czuwa nad naborem stażystów? — Zwrócił się poniekąd do wszystkich, przerywając ich dotychczasowe rozmowy. Nie bez kozery wysilił się na głośniejszy ton, sugerując powołanie nieodpowiedniej osoby — Jeśli tak, to jak to możliwe, że na tak odpowiedzialne stanowisko trafiają niekompetentne osoby? — Uniósł usta w górę, rysując na twarzy zalążek żartu i obrócił się delikatnie w kierunku panny Shadow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci, którzy kojarzyli jej lata nauki, byli sobie w stanie przypomnieć, ile razy dziewczyna zdołała zszargać nerwy personelu podczas zajęć. Teraz, rzeczywiście obracali to w żart, dlatego Cedar nie bez przyczyny pokusił się nasunięcie kilku wybryków, związanych z eliksirami.
      Dla rozluźnienia atmosfery, postąpił kilka kroków w kierunku stołu, by sięgnąć z talerza kulkę białych winogron – większość powróciła do rozmów, a unosząca się w powietrzu sugestia, pozostawiła jedynie lekki niesmak w uszach tych, dla których Grindelwald wydał się zbyt bezpośredni. Jednak, pytanie brzmi – w jaki sposób odebrała to Nymphaea?


      [Wybacz za poślizg – oczywiście pamiętałam, miałam po postu sporo na głowie, ale tak to jest, jak człowiek zmienia branżę.]

      Cedar Grindelwald

      Usuń
  11. [Nie należę do autorów, którzy ganią za chwalenie wizerunku, więc nie marudziłabym nawet jeślibyś to zrobiła. Dziękuję ślicznie za powitanie! Prawdę powiedziawszy - wątki z kobietami nie zawsze idą mi dobrze, ale ta pani mnie oczarowała. A to się zdarza naprawdę rzadko! I prawdę powiedziawszy - chętnie coś skrobnę! Prawdę powiedziawszy - zastanawiam się nad jakimś powiązaniem z przeszłości - nie wiem do końca na ile mogę sobie pozwolić, ale wolę rozpisać się na raz!
    1) Może jakiś związek z przeszłości? Jako, że oboje to byli Ślizgoni, musieli się znać, a Tibs zawsze lubił mieć kolorowe życie towarzyskie. Z tego można pójść w trzy strony.
    a) rozpadło się i są wobec siebie raczej niechętni, ale raczej nie sądzę, że na niechęci byłybyśmy w stanie stworzyć dobry wątek!
    b) trwało to na tyle długo i zżyli się ze sobą tak bardzo, że po rozstaniu przy "zgodzie obu stron", najprościej w świecie stali się przyjaciółmi i po dzień dzisiejszy spędzają ze sobą mnóstwo czasu na stopie przyjacielskiej.
    c) taka trochę toksyczna znajomość, bo mimo, że rozeszli się, nadal utrzymują kontakt na stopie "traktujmy się przy ludziach jak przyjaciele, a po godzinach kochajmy się, bo.. tak".

    2) A gdyby tak bez związku? Po prostu za czasów szkolnych byliby nierozłączni. Tibs traktowałby ją jak młodszą siostrę, otaczał opieką i bronił. A relacja ta utrzymałaby się nawet tyle lat po zakończeniu szkoły.

    Może to nic szczególnego, ale mam nadzieję, że coś skleimy!]

    Tiberius

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie był pewien, czy słowa, które padły z ust byłej podopiecznej Slytherinu miały trafić w niego, czy przepłynąć obok, bowiem w drugiej osobie nie zwracał się do Cedara nikt, oprócz dyrektora i bliskich, których można wyliczyć na placach jednej dłoni. Jednak spojrzał raz jeszcze w kierunku młodej kobiety, lustrując ją z zażenowanym wyrazem twarzy, na której usta zadrżały chcąc przybrać formę uprzejmego uśmiechu – ostatecznie, stłumił tylko wymalowaną na wargach iskrę rozbawienia.
    Uwaga dziewczyny brzmiałaby dość naturalnie, gdyby różnica wieku między ta dwójką nie przekraczała przynajmniej jakiś ośmiu wiosen i faktu, że Grindelwald nie spoufalał się ze sferą uczniowską w żaden sposób; prócz kilku małych wyjątków, o których zresztą nikt nie wiedział. Chcąc, czy też nie chcąc, Nymphaea pozostanie w jego oczach uczennicą jeszcze przez dobrych kilka lat, a mimo, że jej aparycja na przełomie dwuletniej przerwy nieco dojrzała, charakter, najwidoczniej, nadal pozostawał niewzruszony biegiem czasu. Niemniej, wlepiała spojrzenie w niego, stąd stwierdził, że i tym razem słowa nie dotyczyły nikogo innego.
    — Broda nie czyni człowieka filozofem, a stołek nie czyni wyjątkowym... Nie sądzę, żebyśmy mieli okazję raczyć się wspólnie Ognistą i mówić sobie na „Ty”, panno Shadow — zauważył, nieco zaskoczony tym, że dziewczyna tak szybko przykleiła jego obiekcje do własnej osoby; nie wymienił żadnego nazwiska, ani konkretnego stażu, a przecież Nymphaea nie była jedyną stażystką, której, osobiście nie powierzyłby takiego zadania, bo do tegoż grona należała również panna Covel. Aczkolwiek, biorąc pod uwagę miarę, którą Cedar stosował podczas wystawiania prywatnych ocen – niewielu było w stanie wpasować się w jej dość nienaturalne normy. Grindelwald rzadko zdobywał się na pokłady zaufania, a zmieniał zdanie dopiero wtedy, kiedy widział odzwierciedlenie słów i założeń w czynach.
    — Natomiast problemy mam znacznie większe, niż te o których mowa, dlatego pozwoli pani, że zgłoszę się na rozmowę, kiedy rzeczywiście najdzie mnie ochota — dodał, wracając spojrzeniem na zegarek, i zamierzając udać się z rozmową do Lupina, jeszcze na moment przystanął — Choć uprzedzam, że tematy na osobności mnie nie dotyczą. Może pani poruszyć go tutaj, nie mam nic do ukrycia i, jak mniemam, pani również.
    W gruncie rzeczy, był ciekaw co takiego Nymphaea mogła mu powiedzieć, bądź w jaki sposób mu zagrozić, bo nie sądził, że w ich debacie na salony wkroczyłby różowy temat, pełen pięknych epitetów. Spodziewał się odbijania szorstkich docinek; co praktykował w Hogwarcie od zarania dziejów, równocześnie będąc obojętnym w ich aspekcie, bowiem marnowanie czasu nie należy do mocnych stron Grindelwalda. W zamian za zbędną polemikę, mógł zrobić dodatkowy obchód po zamku, albo podlać rośliny na Wieży Astronomicznej – było wiele sensowniejszych rzeczy do zrobienia, które wciąż pozostawały nie ruszone. A przede wszystkim, kończąca się błyskawicznie nalewka z piołunu i raczej jej prawie pusty dzban.

    [Ale to oczywiście dobrze, bo nie raz może mi się zdarzyć, dlatego jak najbardziej – wal drzwiami i oknami! :)]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jak już dogadasz wszystko z twórcą Grindelwalda, to daj znać! Co do cofania się w czasie - nie mam nic przeciwko! I pytanie, idziemy na żywioł od spotkania po latach, które mijały tylko na wysyłaniu od czasu do czasu listów? Czy jakoś ustalamy? I jeśli wybierasz pierwszą opcję - to mogłabyś może zacząć? :) ]

    Tiberius

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jak dla mnie w porządeczku, nabijam punkty Puchasiom w ten sposób, więc nie krępuj się :D]

    Powrót do szkoły był wyczekiwany i bolesny zarazem. Z jednej strony nie chciała tu wracać, czuła, że gdzieś popełniła błąd, ale gdy cofała się myślami do okresu sprzed kilku miesięcy, nie potrafiła go odnaleźć. Cały czas czuła, że coś trzyma ją w przeszłości, ale nie potrafiła znaleźć supła do rozplątania. Z drugiej, jednak, strony wydawało się jej, że jedyne, czego potrzebowała to te chłodne mury, które w jakiś dziwny sposób oferują spokój. Nie potrafiła wytrzymać w pustym domu, który zionął samotnością. Tu przynajmniej były złudne nadzieje.
    Mimo tego, że czuła się mocno zagubiona prywatnie, to praca z profesorem Cortezem była dla niej pewnego rodzaju terapią. Spokojna rutyna, mechaniczne działania, czy rozwiązywanie problemów wychowawczych, rozgraniczenie pracy i niezrozumiałych emocji wydawało się jej niewypowiedzianie proste. I choć najtrudniej było wieczorami, to gdzieś wewnątrz siebie miała poczucie, że zagrzała tu miejsce. Że jest właśnie na miejscu, na którym być powinna. I bardzo nie chciałaby, by ktoś teraz rewolucjonizował jej poukładane klocki.
    A jednak nie przewidziała, że coś tak zwykłego i prostego jak pojawienie się kolejnej stażystki przewróci część tego, co sobie poukładała. Doprawdy, ludzie zbyt prosto doklejali etykietki i porządkowali ludzi, przypisując im konkretne zadania. Ani się obejrzała, a obie były stażystkami. Niby prawda, ale coś jednak ukłuło poczucie wartości Ethel, która do tej pory wymieniana była w powierzanych jej zadaniach w liczbie pojedynczej. Czemu nagle miała brać odpowiedzialność za kogoś dorosłego?
    - Więc… - stojąc naprzeciw młodej kobiety, wyraźnie nie wiedziała co powiedzieć, by nie zabrzmieć pretensjonalnie. – Ethel Covel – wyciągnęła do niej dłoń, choć miała wrażenie, że pamięta Shade ze szkoły aż za dobrze. Były jak ogień i lód, pamiętała doskonale o jakie emocje przyprawiały ją wybryki Ślizgonki. I chyba nie chciała się jej w tej chwili rzucić na szyję z radości. Pomijając fakt, że rzucanie się komuś na szyję było czymś niezwykle rzadkim w jej życiu.
    - Z tego, co wiem, zmuszono nas do współpracy, choć mam nadzieję, że znajdziemy… przynajmniej wspólny front – spojrzała na nią uważnie, jakby z pewną rezerwą oceniała zakres relacji, które będzie musiała w tym momencie nawiązać. Organizacja spotkania w Klubie Ślimaka, podczas gdy będąc w Hogwarcie tak bardzo uciekała od tego kółka wzajemnej adoracji, było dla niej niczym cios poniżej pasa. Doskonale pamiętała, jak jeden chłopak chciał ją tam kiedyś zaprosić, ale zdecydowanie zbyt szybko wyrywał się z uczuciami , więc skończył ze świńskimi uszami i ryjkiem. Mimowolnie uśmiechnęła się krzywo, nie wiedzieć czemu na to wspomnienie, czy też może do dziewczyny, której przecież nie chciała tak od razu do siebie zrazić. Ale przecież najczęściej wychodziło zupełnie inaczej, niż się tego chciało.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń