6 września 2016

Kocha­my się, bo ona tak sa­mo mi się nie po­doba jak ja jej, i nie ma nierówności.

VII KLASA ◊ SLYTHERIN ◊ PAŁKARZ ◊ PROT
JAWOR, 10 I 3/4 CALA, SZTYWNA, WŁÓKNO SMOCZEGO SERCA
OPCM ◊ ELIKSIRY ◊ TRANSMUTACJA
PATRONUSEM PUMA ◊ ARACHNOFOBIA
          Rodzice zawsze z zadowoleniem obserwowali, z jaką ekscytacją ich syn czeka na King’s Cross na odjazd pociągu do Hogwartu. Póki jeszcze na to pozwalał, matka gładziła go po głowie a ojciec ściskał go niemalże czule za ramię, wyrażając oszczędnie swoją dumę. Byli przekonani, że w prastarych murach zamku ich pierworodny dba o dobre imię rodziny, a listy, które od czasu do czasu otrzymywali od opiekuna domu, są jedynie dowodem na zdrowy rozwój młodego, targanego burzą hormonów organizmu.
          Pff, jasne.
          Reece to ostatnia osoba, którą można posądzić o wyczekiwanie powrotu do Hogwartu z czystej chęci zdobywania wiedzy albo przynoszenia chluby przewrażliwionym na punkcie wykształcenia rodzicom. Owszem, dbanie o niebycie kretynem jest bardzo ważne, prace domowe zawsze zdaje o czasie i tylko raz dostał złą ocenę (naprawdę złą, nie przywykł do P czy W na tyle, aby jakoś specjalnie za nimi tęsknić), ale i tak większą wagę przykłada do rozłożenia przeciwników na łopatki. Na miotle czuje się wolny jak ptak, a podczas meczy budzi się w nim bestia, którą uspokoić może dopiero wygrana. (Czasem żałuje, że w Hogwarcie nie ma reprezentacji w Łomocie, ponieważ jest święcie przekonany, że ciągle by wygrywał. )
          Ale ludzie chyba go lubią. Jak trzyma z kimś sztamę, to na zawsze, słowny jest aż do przesady i jeżeli raz wyznał, że szanuje cię jak brata, to już tak będzie po wieczność. Tylko z babami ma ten sam odwieczny problem — którą wybrać? Pewnie dlatego ostatnio rozeszła się fama, że woli kolegów z drużyny, skoro to z nimi spędza niemal cały czas, zamiast zabrać którąś koleżankę na randkę...

Śmieszka mi się zachciało.  
Gombrowicz i Gesnouin.
cogito.ergo.rekin@gmail.com / gg:51169145
Druga postać.

27 komentarzy:

  1. [Aż łezka w oku mi się kręci, tak bardzo Twoja postać przypomina mi młodego Lenarda. Tyle, że on chyba jakoś lepiej sobie z pannami radził ;) witaj z nową postacią! Udanych wątków, może i że mną :) ]

    Aaron // Solene // Lenard

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! To Pff, jasne już na wstępie mnie kupiło, a Addie ma słabość do śmieszków, więc nie mogłam nie wpaść, by nie przywitać i nie zaproponować jakiegoś wątku, zwłaszcza że na boisku ona również zamienia się w bestię, a w jej słowniku nie istnieje słowo przegrana. Przy okazji życzę świetnej zabawy!
    P. S. Próbuję rozkminić tatuaż pana na zdjęciu i wciąż nie do końca ogarniam, co przedstawia xD]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  3. [Śmieszki są super! Reece wydaje się ciekawą postacią, a mój pan ma nadzieję, że zapewne dawny kolega z drużyny dowodzi, że w Ślizgonach siła ^^
    Miłej zabawy, wielu wątkó, szalonych powiązań, weny i czasu (bo jego zawsze brakuje ;c)!]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Cześć! Oj, polubiłam Reece'a po tej karcie ;) Jeżeli masz ochotę na dramatyczny przyjacielsko-i-chyba-coś-więcej wątek to mi się ostatnio wykruszyło takie powiązanie i je mogę zaproponować, a jeżeli nie to tak czy inaczej zapraszam do mnie na maila albo pod kartę, coś wymyślimy :D ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  5. [Chyba powinnam z góry ostrzec, że jako najmłodsza z rodzeństwa i w dodatku jedyna dziewczyna Addison udoskonaliła sztukę bicia się, więc na pewno pola Reece'owi ustępować nie będzie ;)
    A chodźmy w ten Quidditch, bo do tej pory nie mam żadnego wątku związanego z moją ukochaną dyscypliną sportową! Co prawda wakacje się skończyły, ale mój pomysł wygląda następująco: obóz szkoleniowy dla młodych, zdolnych, wschodzących gwiazd Quidditcha z całego kraju organizowany może przez Ministerstwo, a może nawet przez jakąś profesjonalną drużynę. Oczywiście determinacja i ryzyko podejmowane przez nasze postaci nie zostało niezauważone, więc oboje zostali zaproszeni. Podczas meczu sparingowego właściwie bardziej niż na wygranej (szok!), skupili się na sobie nawzajem, żeby tylko upokorzyć/zepchnąć z miotły/trwale uszkodzić tą drugą osobę. Skończy się to pobytem jednej postaćki w namiocie szpitalnym, podczas gdy to drugie zostanie zmuszone do dotrzymywania mu towarzystwa. A ponieważ to mógłby być ich kolejny taki wybryk, pewnie nie obyłoby się bez kary. Zabrano by im różdżki, zabroniono uczestniczenia przez cały dzień w treningach i zmuszono by ich do wykonywania różnych prac w obozie mugolskimi metodami. Pod wieczór może nawet zostaliby zmuszeni do uzbierania chrustu na wspólne ognisko, zapuściliby się do lasu, zaczęliby się kłócić i oczywiście by się zgubili. A potem czekałyby ich wspaniałe atrakcje: niedźwiadki, węże, skręcone kostki, ulewa, trujące rośliny - do wyboru do koloru ;) Pytanie tylko, czy coś takiego by ci odpowiadało i czy próbujemy im ustalić jeszcze jakieś powiązanie, bo możemy pomyśleć nad głębszym powodem, dla którego tak bardzo za sobą nie przepadają. A jak nie to będziemy myśleć dalej :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cóż, miejsce by się znalazło, najgorzej z czasem ;p
    Ale jakby był dobry pomysł - to czemu by nie? ^^]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Ok, tylko w tym przypadku trochę nie byłoby o czym wątkować, bo Julia po prostu unikałaby go jak się tylko da i koniec historii. Ona jest raczej typem osoby, która negatywne relacje ma w głębokim poważaniu, więc nie wiem jak to mogłoby wypalić :D ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  8. [O matko, ale się uśmiałam, kiedy wyobraziłam sobie tę scenę. Addie też nie będzie się podobało za bardzo to noszenie na rękach, pewnie będzie się tak wierciła, że oboje wylądują twarzami w jakimś cuchnącym bagnie xD
    Idealnie! W sumie to właśnie Addison z zemsty za to nieudane randkowanie mogła rozpuścić złośliwą plotkę, że Reece woli chłopców z drużyny, zwłaszcza że widzę go trochę jako seksistowskiego szowinistę, więc Puchonka uznałaby, że to najlepsza kara ;)
    Mogłabym cię ładnie prosić o zaczęcie? <3]

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Julia i Reece przyjaźnią się od kilku lat. Wszystko fajnie, super. Może rzucać seksistowskie żarty, pozwalam, Julka się nie obrazi. I w końcu tak się wydarzy, że się w sobie zakochają. Tyle, że Julia nie chce być w związku i się ich mega boi, więc raczej będzie sobie wmawiała, że to nadal przyjaźń i ona wcale nie jest zakochana, nic a nic. Reece będzie czuł coś więcej i widział, że ona też, bo przecież zna ją być może lepiej niż ona samą siebie. No i wątkowa drama gotowa. Możemy to rozwiązać raczej dowolnie. Mogą ostatecznie być razem. Mogą dojść do wniosku, że to bez sensu. Reece może mieć w tym wszystkim jeszcze jakiś problem. Generalnie jestem otwarta na pomysły. Tylko nie jestem pewna czy to pasuje do Reece'a, ale to już Ty wiesz lepiej. Zawsze możemy to zmodyfikować albo wymyślić coś innego :) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  10. [W sumie trudno mi powiedzieć, od którego miejsca najlepiej byłoby zacząć. Teoretycznie możemy spróbować z meczem i namiotem szpitalnym, ale nie wiem, czy w pewnym momencie nie przerodziłoby się to trochę w lanie wody, chociaż rozgrywka, przechwałki i popychanie się na miotłach mogłoby być interesujące ;) Albo po prostu zaczniemy od tego, jak odbywają wspólną karę i niczym Jaś i Małgosia wybierają się do lasu. Mnie to naprawdę jest obojętne, zależy, który zamysł będzie ci lepiej leżał przy zaczynaniu :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Rozumiem ;) No dobra, to ja jeszcze pomyślę, Ty też myśl i z czymś na pewno się dogadamy :D ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo że Addison określano mianem najlepszej ścigającej w drużynie Hufflepuffu od kilkudziesięciu lat, nie miała pewności, czy uda jej się dostać do elity młodych zawodników otrzymujących zaproszenie do udziału w Quidditch Qampie, zwłaszcza że jej nazwisko w kręgach czarodziejskich zaczęto powtarzać z pogardą pełną trwogi. Kiedy sowa upuściła przed nią złotą, błyszczącą się kopertę z czerwonym zniczem śmigającym po papierze, jakby pragnął opuścić niewielką powierzchnię kartki i wzbić się w powietrze, jej serce na kilka sekund zgubiło rytm, po czym zaczęło bić we wzmożonym tempie. Drżącymi palcami przełamała pieczęć z dwoma "Q", z trudem przełykając ślinę, gdy wzrokiem przebiegła tekst. Dopiero za trzecim razem dotarła do niej treść listu i po raz pierwszy od wielu miesięcy na jej twarzy pojawił się szczery, promienny uśmiech, który jednak szybko zniknął, gdy na zbiórce wśród tłumu rozentuzjazmowanych graczy dostrzegła charakterystyczną czuprynę i, cholera jasna, tę przystojną twarz. Próbowała sobie wmówić, że nie czuje do niego żalu i wcale nie ma ochoty zetrzeć mu tego złośliwego, pełnego wyższości uśmieszku z twarzy, że oboje są dojrzałymi ludźmi i dla dobra drużyny będą w stanie ze sobą współpracować, ale szybko się okazało, że rzeczywistość znacząco odbiegała od powziętych przez nią planów. Wystarczyło, by Reece rzucił jeden komentarz (właściwie już nawet nie pamiętała, co jej powiedział, ale na pewno było to coś obraźliwego i miała prawo do podobnej reakcji!), by w Addie obudził się instynkt mordercy. Zawsze miała gwałtowny temperament, działała impulsywnie pod wpływem emocji i gdy tylko w powietrzu rozbrzmiał pierwszy gwizdek sędziego, zanurkowała w kierunku Sandersa, próbując zepchnąć go z miotły. Możliwe, że przy okazji rzuciła jakąś kąśliwą uwagę na temat jego matki i to wystarczyło, by przez najbliższe piętnaście minut rzucali sobie do gardeł, aż Linder ściągnął ich na ziemię, zabrał różdżki i wyznaczył tę bezsensowną karę, która w zamierzeniu miała umocnić w nich ducha współpracy i koleżeństwa poprzez wspólną pracę.
    W tej chwili fakt, że miała do czynienia z najskuteczniejszym trenerem ostatnich lat, przestał mieć znaczenie. Najchętniej kopnęłaby go w jaja. Wszyscy faceci byli po prostu durniami. Wolała zmierzyć się z mantykorą niż spędzić choć jedną minutę w towarzystwie Sandersa.
    — Nie rozśmieszaj mnie. Że niby znalazłeś się tutaj przeze mnie? — parsknęła kpiąco, podnosząc z ziemi suchą gałązkę tylko po to, by rzucić nią w plecy idącego przed nią Reece'a. — Sam jesteś sobie winny, kretynie. Twoje tłumaczenie było żałosne. Celowałem w tłuczek i zupełnie przypadkiem przywaliłem jej pałką w ramię, naprawdę nie chciałem — Addie przedrzeźniała jego głos, parodiując minę wyniosłego, narcystycznego Ślizgońskiego dupka i wymachując dłońmi w powietrzu. — Serio, Sanders? Jaka szkoda, że oba tłuczki znajdowały się jakieś pięćdziesiąt metrów dalej! Nie sądziłam, że jesteś aż tak tępy!
    Jeżeli żywiła jeszcze jakikolwiek sentyment do chłopaka, z którym przez jakiś czas łączyła ją bliższa zażyłość (notabene była przekonana, że do napoju regularnie dolewał jej eliksir miłosny, inaczej nie potrafiła wytłumaczyć swojego chwilowego zamroczenia i chęci spędzania z nim wolnego czasu) to wyparował on podczas rozgrywanego meczu. Reece nie miał nawet jaj, by otwarcie przyznać, że próbował ją znokautować, podczas gdy ona nie kryła się ze swoimi zamiarami zepchnięcia go z miotły. Nawet trzymając kafla w ręku i kierując się w stronę trzech pętli przeciwnika, szukała sposobu na zahaczeniem bokiem o ciało Sandersa czy wymierzenie mu bolesnego kopniaka w goleń. Gdyby z podobną zaciętością próbowała rzucić bramkę, a on z identyczną determinacją wywiązywałby się należycie ze swoich pałkarskich obowiązków, ich drużyna prawdopodobnie prowadziłaby z przewagą stu punktów, a tak skończyli we dwójkę w zupełnie nieznanym lesie, zajmując się tak durnym zajęciem jak zbieranie chrustu na ognisko, w którym ze względu na swoją karę nawet nie wezmą udziału.

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  13. [Hej! :D Fajny ten Pan ;3 Życzę Tobie jak i zarówno Sandersowi masę udanej zabawy i wielu owocnych wątków :) Dobrze znana Adamowi fobia, on również nienawidzi tych małych bestii xd W razie chęci zapraszam do siebie. Czuję, że nasi Panowie mogą się fajnie polubić :)]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Witaj znowu. Nie powitałem Twojej pierwszej postaci, bo byłem w trakcie przygotowań do kampanii wrześniowej, która już teraz na szczęście zakończyła się pomyślnie. Witam więc teraz i chwalę zarówno pierwszą jak i tą postać. W razie jakichkolwiek chęci na wątek zapraszam do którejś z moich postaci. Mam nadzieję, że się skusisz, bo ostatnio moje wątki się wykruszyły. Przyjemnego pisania :) ]

    Louis Wallsh/Karol Zdunk/Audrey Miller

    OdpowiedzUsuń
  15. [Z pewnością mój pan będzie wyciągał go ze szlabanów czy innych tarapatów, a nawet lekcji, w końcu warto korzystać z dodatkowych przywilejów, by chronić tyłek kumpla :D Niczego więcej ambitnego nie trzeba, Twój pomysł mi odpowiada :) To co? Pewnie mam zacząć?]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  16. Addison wciąż nie mogła uwierzyć, że kiedyś dobrowolnie zorganizowała ich wspólny wypad na mecz ulubionej drużyny Sandersa (która obecnie była jej najbardziej znienawidzonym zespołem na świecie i bojkotowała każdą rozgrywkę Quidditcha w ich wykonaniu), a nawet załatwiła mu spotkanie z Travisem Pearsonem, pałkarzem, na którego widok Reece zaczynał się ślinić bardziej niż wtedy, gdy przyłapała go na wgapianiu się w obfity biust długonogiej, starszej o rok Krukonki, która rozmiarami nie do końca naturalnych krągłości przyciągała wzrok niejednego przedstawiciela płci męskiej. Dostanie biletów w loży VIP na to najgorętsze spotkanie sezonu graniczyło niemal z cudem, a ten dupek nawet jej nie podziękował! Tyle zachodu dla takiej gnidy jak Sanders, którego później w dodatku przyłapała w składziku na miotły z ową Krukonką!
    Dobrze, że poznała go od najgorszej strony, zanim zdążyła się w nim zakochać. Jeszcze ktoś by pomyślał, że zupełnie straciła głowę dla tego imbecyla, ale na szczęście jej serce pozostawało w jednym kawałku. Ewentualnie nabawiło się kilku rys, jednak nie miały one żadnego związku z pewnym irytującym, zadufanym w sobie Ślizgonem! Addison kategorycznie odmawiała przyjęcia jego istnienia do wiadomości, chyba że znajdował się w promieniu pięćset metrów od niej. Wtedy z reguły rozpętywało się piekło.
    — Wyświadczyłabym tylko światu przysługę, gdybym prawym sierpowym naprostowała twój krzywy ryj! — wycedziła Addie, rzucając w niego kolejną gałązką. Rozważała użycie kamieni, ale wtedy na pewno wyrzuciliby ją z Quidditch Qampu, a Sanders nie był tego warty. Nie chciała pokazać po sobie, jak bardzo to jego trzepotanie rzęsami ją ubodło, jednak jak zawsze w końcu poległa. — Poza tym ja wcale tak nie mówię!
    Spuściła wzrok na ziemię, uparcie wpatrując się w swoje cytrynowe trampki zamiast skupić się na poszukiwaniu odpowiednich konarów w leśnym poszyciu. W jej mniemaniu to Reece doprowadził do tej sytuacji, więc to on powinien się męczyć, ona nie miała zamiaru nawet kiwnąć palcem. Może to go nauczy trochę pokory!
    Po chwili Addie zaczęła pod nosem nucić popowy hit Czarodziejek Miłości, który przyniósł im wielomilionowe dochody. Była to także jedyna piosenka witchbandu, który kilka lat temu zawojował Czarlistę Przebojów, utrzymując się na szczycie przez niemal trzynaście tygodni. Po tym okresie zespół rozpadł się pod wpływem kłótni, zostawiając setki fanów ze złamanymi sercami. Nie należał do nich Reece i dziewczyna skrzętnie wykorzystywała nienawiść chłopaka do tego łzawego utworu o utraconej miłości w skocznych rytmach, nucąc go za każdym razem, gdy Sanders znalazł się w pobliżu. Czerpała niezdrową satysfakcję z doprowadzania go do szewskiej pasji. Tym razem jednak nie kierowała się jedynie chęcią zemsty na Ślizgonie; las wydawał się być niezwykle cichy i to zaczynało ją martwić. Nie słyszała żadnych odgłosów ze strony obozowiska: żadnego śmiechu czy krzyków. Najlżejszy podmuch wiatru nie poruszał koronami drzew, brakowało cykania świerszczy czy dźwięków wydawanych przez inne zwierzęta. W pierwszym odruchu chciała zwrócić chłopakowi na to uwagę, ale szybko stwierdziła, że wyśmiałby ją.
    — Uwierz mi, ja każdego dnia modlę się o jakąś bestię, która by cię pożarła! Ale pewnie dostałaby niestrawności od twojego jadu! — krzyknęła za nim Addie, z naburmuszoną miną splatając dłonie na klatce piersiowej i zmierzając w przeciwnym kierunku co on. — Będę tam! Tylko nie próbuj mnie wołać, gdy złamiesz sobie paznokieć albo zsikasz w majtki ze strachu!

    Addie

    [Zgadzam się, po prostu uśmiałam się podczas czytania twojego odpisu <3]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Zaczęcie ogólnie idą mi opornie, jednak dałam słowo, więc go dotrzymam :) Spodziewaj się czegoś na weekendzie ;3]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  18. Addison zazgrzytała zębami, zaciskając drobne dłonie w pięści.
    — Wcale nie wpatrywałam się w ciebie jak cielę! I nie wymawiaj przy mnie tego słowa na "r". To był największy błąd w moim życiu! — wykrzyknęła, czując, że jeszcze trochę i zupełnie straci nad sobą panowanie. — Poza tym pozwól, że przypomnę ci twój beznadziejny tekst na podryw. "Czy ty przypadkiem nie jesteś wilą? Bo chyba rzuciłaś na mnie urok!" Jeśli ktokolwiek się wgapiał, to właśnie ty we mnie!
    Gdyby ktokolwiek ich teraz widział, na pewno nie uwierzyłby, że w przeszłości łączyła ich nić. sympatii, a nawet czegoś więcej. Ba!, oni sami mieli kłopot z przyswojeniem tej informacji.
    — Och, martwisz się, że się zgubię? To takie urocze z twojej strony! Poza tym kłóciłabym się, które z nas bardziej przypomina królewnę: ze swoim wygórowanym mniemaniem o sobie, próżnością oraz despotyzmem prawdopodobnie zdeklasowałbyś mnie w konkursie na najwredniejszą księżniczkę. Brakuje ci tylko różowej tiary — stwierdziła Addie, posyłając mu złośliwy uśmiech. Wcisnęła dłonie głębiej w kieszenie spodenek i niewzruszona jego protestami, zapuściła się między drzewa. Prychając pod nosem, niechętnie się schyliła i zaczęła przerzucać patyczki w poszukiwaniu chrustu z prawdziwego zdarzenia, gdy jej uwagę przyciągnął błysk żółtych ślepi. Zamarła, a jej serce na chwilę zgubiło rytm. Zwierzę wydawało się być ogromne, ale z powodu ciemności jego kontury zlewały się z otoczeniem i Addison nie potrafiła określić, z jakim stworzeniem miała do czynienia. Z trudem przełknęła ślinę i zaczęła się wycofywać, kiedy przez przypadek nastąpiła na gałązkę.
    Trzaśnięcie wydawało jej się być najgłośniejszym dźwiękiem, jaki usłyszała w życiu.
    Czarny kształt nagle zafalował, sprężając się do skoku. Nie wiedziała, co to jest, ale jednego była pewna; nie miała zamiaru zawrzeć bliższej znajomości z tym stworzeniem. Obróciła się na pięcie i zaczęła biec w kierunku Reece'a. Złapała go za rękę, po czym pociągnęła za sobą, ignorując nisko zawieszone gałęzie, które drapały ją po twarzy i odkrytych ramionach, zostawiając krwawe szramy na jej delikatnej skórze.
    — O nic nie pytaj! Biegnij! — popędziła go, mocniej zaciskając palce na jego dłoni. W jej głowie rozbłysła myśl, że powinna była zostawić go za sobą, by bliżej niezidentyfikowany potwór się nim najadł i zostawił ją w spokoju, ale we dwójkę mieli większe szanse na stoczenie walki i przeżycie. Za ich plecami słyszała ciche powarkiwania oraz szelest liści, ale nie odważyła się odwrocić, by sprawdzić, jak blisko nich znajdowało się zwierzę. Zamiast tego przyspieszyła, mimo że paliły ją mięśnie łydek, a w boku czuła nieprzyjemne kłucie, które utrudniało jej miarowe oddychanie. W dodatku jej trampki z cichym plaśnięciem ślizgały się w błocie, kiedy manewrowała między drzewami, próbując wrócić do obozowiska rozstawionego na przestronnej, dobrze oświetlonej polanie. Jednak im dłużej biegła, tym bardziej była przekonana, że zgubili się w tym przeklętym lesie, w przeciwnym razie już dawno natrafiliby na ślady bytności ich kolegów z Quidditch Qampu. Addison czuła, jak w jej wnętrzu zaczyna narastać panika, która niczym ognista obręcz zacisnęła się wokół jej klatki piersiowej.
    — Kurwa, kurwa, kurwa — mamrotała pod nosem, ze strachem rozglądając się dookoła, ale nie wdziała niczego poza ciemnością. Nagle spomiędzy jej warg wyrwał się wysoki pisk, kiedy straciła oparcie pod stopami i runęła w dół zbocza, koziołkując. Jej upadek złagodziło coś miękkiego i pewnego. Niepewnie uchyliła powieki i zobaczyła leżącego pod sobą Reece'a, który pojękiwał cicho prawdopodobnie od uderzenia. Addie oparła czoło tuż pod jego obojczykiem, próbując uspokoić gwałtowne bicie serca, które niespokojnie obijało się o jej żebra. Nie licząc ich nierównomiernych oddechów, w lesie ponownie zapanowała przerażająca cisza, od której dostawała gęsiej skórki. Gdzie się podział goniący ich potwór?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Musiałeś poprosić o jakąś bestię, która zechciałaby pożreć cię żywcem? — wysyczała z wyrzutem, mierząc go wściekłym spojrzeniem, gdy próbowała odzyskać oddech po szaleńczym biegu. — Nie mogłeś pomyśleć o słodkim puszku pigmejskim albo innym nieszkodliwym zwierzątku?
      Ostrożnie zsunęła się z jego ciała, starając się narobić jak najmniej hałasu.

      Addie

      Usuń
  19. [ Jeśli mam być szczery, to przy ciekawym wątku mogę pisać i męsko-męskie i damsko-męskie. To już zależy od Ciebie w czym się lepiej czujesz :)
    Co do wizerunku, to dobrze, że Cię ubiegłem xD ]

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  20. Serce na chwilę w niej zamarło, gdy na palcach Reece'a dostrzegła szkarłatną, lepką ciecz. W panice przejechała dłońmi po jego zmierzwionych włosach, sprawdzając, czy rozciął jedynie policzek, bo każda rana głowy była potencjalnie niebezpieczna. Odetchnęła z ulgą, gdy nie znalazła żadnych poważnych obrażeń, jedynie kilka połamanych gałązek oraz śliskich liści w ciemnej czuprynie chłopaka. Wciąż jednak czuła niepokój, widząc grymas bólu na jego twarzy. Nie wszystkie rany musiały być widoczne na pierwszy rzut oka. Mugole nazywali to wstrząsem mózgu, a Sanders naprawdę mocno grzmotnął głową o ziemię. Był wyraźnie rozdrażniony, co stanowiło jeden z objawów tej przypadłości.
    — Chce ci się wymiotować? Pamiętasz, co się wydarzyło? Wiesz, gdzie jesteśmy? — Addie wyrzucała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, próbując przypomnieć sobie wszystkie symptomy wstrząśnienia mózgu. Dezorientacja, zaburzenia równowagi, ból głowy, nieobecny wyraz twarzy i wpatrywanie się w jeden punkt... W jej gardle pojawiła się nieprzyjemna gula, gdy nadzwyczaj łagodnie otarła jego rozcięcie na policzku rękawem koszulki, rozmazując ciemną krew na jego gładko ogolonej skórze.
    — Nic ci nie będzie — szepnęła Addie. Nie była pewna, czy próbowała do tego przekonać bardziej jego, czy siebie. Razem z Reece'em nie potrafili spędzić pół minuty w jednym pomieszczeniu bez rzucenia się sobie do gardeł, ale to nie znaczyło, że pragnęła, by coś mu się stało. Zdążyła już przyzwyczaić się do ich słownych przepychanek i trudno jej było sobie wyobrazić codzienność bez kąśliwej uwagi rzuconej pod jej adresem przez tego irytującego Ślizgona. — Przecież ktoś musi mnie wciąż dręczyć.
    Dopiero teraz Addison uświadomiła sobie, że trochę za bardzo się rozkleiła. Cholera jasna, to wszystko wina strachu wciąż kotłującego się w dole jej brzucha oraz buzującej w jej żyłach adrenaliny! Chociaż, gdyby się nad tym głębiej zastanowić, jej ból brzucha mógł być spowodowany okropną, smakującą jak gluty galaretką, którą podali im na deser. Quidditch Qamp mógł być renomowanym obozem dla młodych gwiazd tego sportu, ale żarcie serwowali po prostu paskudne! Od początku turnusu co drugi dzieciak skończył w szpitalnym namiocie z powodu zatrucia pokarmowego.
    — Rusz tyłek, Sanders. Jesteśmy za bardzo na widoku — syknęła przez zaciśnięte zęby Addie, podnosząc się z ziemi na drżących nogach i z niepokojem rozglądając się dookoła. Włoski na karku stanęły jej dęba, jakby byli obserwowani. Dlaczego to zwierzę wciąż ich nie zaatakowało? Nie, żeby narzekała, ale w tej chwili stanowili łatwy łup. Jedyne wytłumaczenie nasuwające jej się na myśl nie było zbyt pokrzepiające: wkroczyli na teren czegoś większego i bardziej zabójczego.

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  21. [Dzięki <3]

    Quidditch nie był dla Rosjanina zwykłą grą. Grając na pozycji szukającego podczas każdego z meczy, gdy szukał Złotego Znicza, który przynosił natychmiastową wygrane dla drużyny czuł się jakby szukał własnej ścieżki przez którą miałby podążać do końca życia, jednak owa droga za każdym razem posiadała nowe skrzyżowania, które zmuszały go do obrania nowej, ale jednak tej samej trasy, która był jedną wielką niewiadomą. Tak właśnie było ze Zniczem. Nie wiadomo było, w której części boiska ta mała, szalona piłeczka się znajduje i kiedy zechce zostać zauważoną. Oczywiście był świadom swojej popularności w szkole, jednak nawet przez chwilę nie czuł się lepszy od innych. Robił o co kochał, rozwijał się w tym kierunku aż powrócił ponownie do Hogwartu jako Stażysta. Nie przywiązywał za bardzo uwagi do zawiązywania znajomości. Wolał siedzieć w swoim pokoju zakopany w książkach, które kochał całym swoim sercem. Był osobą, którą łatwo polubić, jednak znacznie łatwiej znienawidzić, prawie tak samo było z zaufaniem, łatwo było je stracić, a jeszcze trudniej je zyskać. Kochał i ufał tylko tym którzy na to zasłużyli. Do życia jak i ludzi podchodził z dystansem.
    O dziwo Sandersowi udało się osiągnąć tak wysoką sztukę jaką było zaufanie ze strony Rosjanina. Za czasów szkolnych uważał chłopaka za kogoś tak samo neutralnego i szarego jak reszta szkolnego grona, jednak wszystko się zmieniło. Adam nie spodziewał się, że połączy ich braterska więź. Nie żałował, naprawdę. Ratował mu tyłek z wielu szlabanów, a jak już do nich doszło, to i tak go z nich wyciągał. Momentami nawet dochodziło do tego, że Lebiediew po skończonych zajęciach nie mając co robić, dla zabicia nudy wyciągał chłopaka z jego ostatnich lekcji usprawiedliwiając go u nauczyciela jakąś zmyśloną bajeczką.
    Na miejsce ich spotkania przyszedł odrobinę spóźniony z powodu pierwszoroczniaka, który zatruwał mu tyłek milionem pytań na temat Dementorów, na których punkcie chłopak miał bzika, dosłownie. Przekroczywszy próg lokalu od razu dostrzegł przyjaciela. Od razu ruszył w jego stronę i usiadł na stołku tuż obok niego. Uśmiechnął się nieco.
    - Cześć - przywitał się szturchając go nieco ramieniem, po czym zamówił sobie Rum porzeczkowy, który mimo wysokiej zawartości alkoholu nie był w stanie tak szybko zawrócić w głowie Rosjanina. - Jakieś kary? Szlabany? Ploteczki? Co nowego?

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  22. Addison prychnęła cicho pod nosem. Człowiek raz okaże nieco troski w strachu przed oskarżeniem o umyślne usiłowanie zabójstwa, a już go niesłusznie posądzają o posiadanie cieplejszych uczuć!
    — Nie bądź śmieszny. Nigdy cię nawet nie lubiłam! Teraz żałuję, że podczas spadania mocniej ci nie przywaliłam! — fuknęła, otrzepując ubrania z leśnego poszycia i odwracając się do niego plecami, by ukryć mało subtelny, szkarłatny rumieniec, który zalał jej szyję oraz blade policzki. Była wściekła na siebie, że w pierwszym odruchu zareagowała tak przesadnie; gdy wrócą do obozu, Reece pewnie nie da jej spokoju i w kółko będzie się naśmiewał z jej naiwnej troski. Sama myśl była już nieznośna, a co dopiero rzeczywistość, w której Sanders wykorzystywał każdy możliwy szczegół, aby jej dopiec! Nie czekając na chłopaka, zaczęła wspinać się w górę zbocza, mamrocząc pod nosem wyrzuty pod swoim adresem. Zamiast wycierać krew z jego policzka, powinna była porządnie trzepnąć go w głowę.
    Kiedy udało im się wspiąć na wzniesienie, Addie bezwiednie spojrzała w dół i zaczęła fantazjować o ponownym zrzuceniem chłopaka ze stromej górki. Ciekawe, czy to robiło z niej złego człowieka. Nawet jeśli, nie za bardzo się tym przejęła.
    Niepewnie rozglądnęła się dookoła, w zastanowieniu przegryzając wnętrze policzka, ale wszystkie ścieżki wyglądały dla niej tak samo. Nienawidziła przyznawać się do niewiedzy, zwłaszcza przed Reece'em, lecz chwilowo musiała przełknąć swoją dumę, przyznać się do swojej kiepskiej orientacji w przestrzeni i pozwolić mu się poprowadzić. Wolała znosić głupie docinki ze strony Ślizgona niż skończyć rozszarpana na strzępy przez dzikie zwierzę.
    — Pamiętasz, z której strony przyszliśmy? — spytała w końcu z rezygnacją, starając się ukryć przed nim swoją frustrację. Drzewa rosły tutaj tak gęsto, że blade promienie księżyca z najwyższym trudem przebijały się przez rozłożyste korony. Zmrużyła błękitne oczy, próbując w półmroku dostrzec jakiś charakterystyczny ślad z kierunku, z którego przyszli, jednak każda ścieżka wydawała się jej być równie nieprzyjazna i odpychająca co pozostałe.

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Mam nadzieję, że nie jest źle xD ]

    Piątkowy wieczór. Idealna pora na spokojny spacer. W piątki tak już było, że wszyscy uczniowie, lub może raczej większość, woleli zostać w pokojach albo udać się do Hogsmeade, by świętować ukończenie pierwszego tygodnia nauki. Sam Wallsh planował porządnie wypocząć, bo na weekend zaplanował jus kilka rzeczy. Pierwszą i najważniejszą był kurs teleportacji. Co prawda chłopak dopiero się do niego przygotowywał i czytał księgi na ten temat, by wiedzieć co i jak. Odkąd tylko dowiedział się, że za pomocą magii może się przenieść gdzie tylko sobie tego zażyczy, to obiecał sobie, że na pewno taki kurs odbębni. Zaoszczędziłoby to wiele pieniędzy wydawanych na środki transportu podczas wakacji. Niestety jego mina zrzedła, gdy ogarnął z jakim ryzykiem wiąże się teleportacja. Rozszczepienie. Na samą myśl o tym po jego ciele przebiegał nieprzyjemny dreszcz, powodujący gęsią skórkę. W jego głowie pojawiały się obrazy widziane w podręcznikach. Zdjęcia te były dość krwawe i na domiar złego ruszały się. Wzdrygnął się. Nie chciał narażać siebie, a tym bardziej własnej matki na takie urazy. Nawet nie chciał przywoływać wizji, w której teleportował się z domu razem z ręką rodzicielki.
    W jego pokoju nie było nikogo. Na całe szczęście. To nie tak, że nie przepadał za współlokatorami. Po prostu nie był teraz w nastroju do rozmów na niezwykle ważne tematy. W dormitoriach zazwyczaj panowała przyjemna atmosfera. Louis nie mógł narzekać na swoich towarzyszy, bo byli świetni i on sam nie mógł trafić na lepszych, jednak czasem ich obecność była przytłaczająca, a Krukon czasem czuł dziwny przymus podtrzymywania rozmowy wtedy, gdy cisza zapada na zbyt długi czas. Nie dał rady jednak usiedzieć na tyłku w jednym miejscu. Wpatrywanie się w sufit nie było zbyt pasjonujące, a do czytania nie potrafił się przemóc, więc podręcznik leżał otwarty na jego brzuchu. Westchnął głośno, nim postanowił się ruszyć. Zrzucił z siebie książkę i usiadł. Przeciągnął się i rozejrzał dookoła. Nałożył na siebie czarny sweter i wyszedł z dormitorium.
    W Pokoju Wspólnym również nie zastał nikogo. Przynajmniej tak myślał. Z błędu wyrwał go dopiero widok leżącej na sofie dziewczyny, która z zamiłowaniem czytała najnowszy numer Czarownicy. Przywitał ją lekkim skinieniem głowy i poszedł dalej.
    Dopiero na korytarzach znalazł kilku szwendających się uczniów. Odetchnął z ulgą, bo powoli zaczynał myśleć, że cała szkoła nagle się wyludniła, a on został tutaj sam z nieszczęsną Krukonką, która musiałaby stać się jego towarzyszką niedoli. Wyminął rozmawiającą pod oknem grupkę i skierował się w stronę schodów. Przed drzwiami spotkał jednego ze swoich współlokatorów, z którym chwilę porozmawiał. Grzecznie wymigał się od wspólnego pójścia do Dziurawego Kotła, gdzie podobno miało się wydarzyć coś ciekawego. On jednak nie miał ochoty na nic ciekawego. Poszedł dalej.
    Gdy znalazł się przy schodach, to znów był sam. Stanął na jednym stopniu i schody automatycznie powędrowały w górę. Dopiero na kolejnym piętrze coś przykuło jego uwagę. Znajoma sylwetka przemykała z piętra wyżej na kolejne. Wallsh zadarł głowę i zmrużył oczy, by przyjrzeć się lepiej.
    – Sanderssss! – wysyczał ostatnie es, co robił zawsze, gdy na horyzoncie pojawiał się jakiś Ślizgon. Oczywiście nie każdy miał na końcu odpowiednią do syczenia literkę. – Co ta twoja gadzia główka kombinuje w tym momencie? Tylko nie kłam, bo wiem, że coś knujesz – powiedział, podjeżdżając na schodach do Reece'a.

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  24. [Matt chętnie przestawi mu nos, ale musi mieć dobry powód. :D]

    Jenkins

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Szczerze – chciałabym rzucić porządnym pomysłem i przede wszystkim mieć napływ weny, żeby ten pomysł spłodzić, ale ostatnio stałam się bardziej umarlakiem blogosfery aniżeli aktywnym autorem, więc będąc jedną nogą w grobie, trudno mi nawet stwarzać pozory.
    Może zaczniemy spontanicznie? Być może skończy się to katastrofą, aczkolwiek w trakcie zawsze można coś dodać tu i ówdzie.]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  26. [ Wybacz długość i jakość, będzie lepiej, to chwilowy kryzys :) ]

    Uśmiechnął się pod nosem stanął na skraju piętra. Obserwował, jak schody powoli się do niego zbliżają, jednocześnie przypatrywał się ruchom Ślizgona. Gdy ruchome schody dotknęły już piętra, na którym stał, Krukon postawił stopę na drugim stopniu i zaczął sunąć w górę. Nie wiedział, czy ciemnowłosy zdawał sobie sprawę, że słowami nie wściubiaj nosa w nieswoje sprawy sprawił, że Wallsh zainteresował się jego osobą. Podziałało to bowiem jak płachta na byka. Teraz już nie miał zamiaru odpuścić, i chociaż z początku wcale nie był ciekawy, co Reece kombinuje, tak teraz zapragnął się tego dowiedzieć i w konsekwencji wypisać odpowiednią ilość punktów ujemnych Wężom.
    Jako dziecko pochodzące z krótkiego romansu między czarodziejem a mugolką, nie miał pojęcia o wszystkich hogwarckich legendach, które krążyły po zamku. Nie interesował się nimi. W prawdzie lubił wiedzieć różne historyjki i ciekawostki z życia szkoły, jednak potrafił oddzielić prawdę od fikcji. Nawet w świecie, w którym żyły jednorożce, smoki i wróżki, Louis cały czas zachowywał racjonalizm i nie chciał wierzyć we wszystko, co usłyszał.
    – Nie miało być oryginalne – mruknął, gdy znalazł się na tym samym piętrze co Reece. – Mogę odbębnić patrol tutaj. Może mnie coś zainteresuje – powiedział, uśmiechając się przebiegle. Wiedział, że Sanders coś knuje, widział to w jego oczach. Ze względu na to, że Louis nie miał nic ciekawszego do roboty, to postanowił potowarzyszyć Ślizgonowi czy tego chciał, czy nie. – Chętnie spędzę z tobą troszkę czasu – mruknął i wymijając chłopaka poszedł w głąb korytarza.
    Przy słabym oświetleniu korytarz wydawał się być nieco bardziej ponury. Louis lubił takie klimaty. Czuł się nieco jak w horrorach, które uwielbiał oglądać. Co prawda nigdy nie chciał by jego życie w którymś momencie zaczęło przypominać film grozy. Zupełnie nie wiedział, co może się tutaj znajdować, bo oprócz trzech zapasowych klas i zamkniętego korytarza nie było tam nic. Dlatego też Krukon zaczął nabierać podejrzeń, co może knuć Ślizgon. Spojrzał na niego przez ramię.
    – Co kombinujesz?

    Louis

    OdpowiedzUsuń