26 września 2016

Reflections




lily luna potter
30 sierpnia 2008 ― Gryffindor, rok V ― nie całkiem czysta krew ― 13 ⅔", jad bazyliszka, heban ― patronusem sarna ― boginem pająk ― Klub Eliksirów ― Koło ONMS ― uroczy Bandyta ― wężousta
– Merlinie, Lily znów chce dostać w prezencie książkę. Co ona robi z tymi książkami, zjada je?
– Nie, ale je obiady, żeby rosnąć. A kiedy rośnie, jej mózg również rośnie – brzmiała całkiem rozsądna odpowiedź.
W dorastaniu najbardziej nie podoba jej się fakt, iż nikt jej nie zapytał: Czy chciałaby pani wziąć udział w naszym eksperymencie? Wtedy z całą mocą swojego półtorametrowego ciałka mogłaby zapewnić, że nie, absolutnie nie czuje takiej potrzeby, i odejść z wysoko uniesioną głową. Nie rozumie i nigdy chyba już nie zrozumie, co takiego ekscytującego jest w tym, że ciało się zaokrągla, a mózg przechodzi jakieś nieodwracalne zmiany, objawiające się między innymi wzdychaniem do chłopaków z siódmej klasy i niekontrolowanymi napadami płaczu, gdy ów obiekt westchnień okazuje się nie do końca wymarzonym księciem z bajki.
Bracia zawsze mówili o niej, że jest takim rodzinnym promyczkiem, takim słoneczkiem, co przegania każde ciemne chmury i rozjaśnia świat po wielkiej burzy. Istotnie, posiada zadziwiającą łatwość czerpania z życia prawdziwej radości, która to cecha na ogół dana jest tylko małym dzieciom, jeszcze niedoświadczonym i niewinnym. Lily otwarcie przyznaje, że w odróżnieniu od rówieśniczek, jej samej nie spieszy się do tego całego dorastania. Być może, gdyby myślała tak, jak koleżanki, nie mogłaby przeboleć faktu, iż wciąż wygląda na kilka lat mniej, a jej figura nadal pozostaje w fazie dziecinnej niewinności. Chude nogi, płaska klatka piersiowa, wąskie biodra. Ona jednak ma na głowie całkiem inne sprawy, niż zamartwianie się, czy chłopiec z szóstej klasy zwróci na nią uwagę albo czy różowe paznokcie pasują do niebieskiej sukienki. Ciągle jeszcze nie wyrosła z niektórych dziecięcych zabaw i czasem wciąż zdarza jej się zabłądzić w krainie marzeń. Swoimi niektórymi wypowiedziami doprowadza rozmówców do śmiechu, choć wcale nie stara się być zabawna. Cechuje ją wrodzona beztroska i dzięki temu nie może zbyt długo przejmować się czymkolwiek; jest roztrzepana, często działa szybciej niż myśli i chociaż ma dobre intencje, nieustannie ładuje się w tarapaty. Kiedy miała kilka lat, wymyśliła sobie, że sąsiad z naprzeciwka jest wampirem i nim spostrzegła, że pozwoliła wyobraźni za bardzo rozwinąć skrzydła, już bała się przejść obok jego domu, gdy na dworze zapadł zmierzch. Mimo to, owa historia wcale nie wyleczyła jej wcale z nadmiernego ubarwiania rzeczywistości, choć do tej pory na samo wspomnienie czuje na karku dreszcz strachu. 
Jest dość skryta i niechętnie rozmawia o sobie, bo uważa, że to niezbyt zajmujący temat, a poza tym co cię to w ogóle obchodzi. Nie wiadomo po kim odziedziczyła wyjątkową szybkość i łatwość przyswajania wiedzy, przez co na lekcjach czuje się jak ryba w wodzie. Największy talent ma chyba do Eliksirów i chciałaby kiedyś zostać z tego tytułu kimś znanym, nie tylko jako córka Pottera, ale na razie musi jej wystarczyć bycie orłem we własnej klasie. Jest bystra, ambitna i uparta jak osioł, ze skłonnościami do perfekcjonizmu, które niebywale drażnią wszystkich wokół, a przy tym okropnie przekorna z niej osóbka. Jeśli nie chcesz, by Lily coś zrobiła, to dokładnie to każ jej zrobić. Ciągle głodna wiedzy o najgłębszych tajemnicach świata, chciałaby wiedzieć więcej i więcej, a chociaż umie sporo, nie nosi głowy wysoko i nie zadziera nosa. Gdzie leży siedem mórz? A siedem gór? Dokąd odchodzi sen? I gdzie to jest, kiedy śpimy? Bo zawsze każecie mi układać się do snu i ja nie rozumiem. A czy wiesz, że żaba, kiedy chce przełknąć, musi zamknąć oczy? Najpopularniejsze imię dla złotej rybki to Żarłacz. Nos człowieka ma tą samą długość, co kciuk. Gąsienice mają blisko cztery tysiące mięśni. Że motyl czuje smak tylnymi odnóżami, a karaluchy lubią klej ze znaczków pocztowych. Że kiedy myślisz, że masz rację, to najprawdopodobniej się mylisz. 
Ja wiem. A ty?

35 komentarzy:

  1. [Podziwiam za tak długą kartę, ja już dawno straciłam siłę na pisanie takich :D I śliczna czcionka w imieniu i nazwisku, to serduszko zamiast kropki jest urocze, jak cała Lily ;) Cześć!]

    Tatiana

    OdpowiedzUsuń
  2. [Myśmy się już kiedyś chyba widziały, bo coś Lily mi znajomo wygląda :3 Oby została z nami jak najdłużej, baw się dobrze i oczywiście zapraszam do Lucy albo Ethel, coś wymyślimy!]

    Lu Wood/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  3. [A była, była c:
    No cóż, Tatiana to taka zwykła nastolatka, a takie często zmieniają obiekty westchnień :D No i jak widać można, ale w sekrecie powiem, że i tak nie potrafi bez nich dwóch dni wytrzymać, także jej dieta idzie w pizdu!
    I ten, jakbyś miała chęć i pomysł to zapraszam, może jakoś nasze panny połączymy c:]

    Tatiana

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ale mi się podoba. Z reguły dziecięce postaci nie mają takiej popularności na blogach grupowych, ale jeśli karta jest dobrze opracowana, można znaleźć naprawdę wartościowe wątki - od dzieci uczymy się w sumie najwięcej. Jestem przekonana, że z takim podejściem, jakie posiada Twoja Lily, uda ci się utrzymać na wodach naszej hogwarckiej społeczności przez długi, długi czas :D I jeśli miałabyś ochotę na wątek, to zapraszam. Aktualnie nie posiadam konkretnego pomysłu, ale dziel się, jeśli tobie wpadnie coś do głowy. Pomyślnych wiatrów, czasu i wytrwałości!]

    Leoś

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wydaje mi się, że Twoja Lily była już chyba u nas. Może się mylę, ale mam takie nieodparte wrażenie...
    Tak czy siak, witam serdecznie i porywających wątków życzę. Zaproszę też do kuzynki, jakiś rodzinny wątek w sumie by się też przydał. ;)]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  6. [No tak z... trzeci raz na pewno jest na Kronikach. :D Straciłam rachubę w sumie już. :D
    Hm, hm, sama nie wiem... Przez lata Rose odcinała się od ludzi i wystawiła niejednego przyjaciela. Źle się z tym czuła, ale nic nie potrafiła poradzić na to, co się z nią działo, po prostu się poddała.
    Teraz, na siódmym roku, czuje się strasznie samotna i opuszczona, i w sumie chciałaby wyjść do ludzi, zyskać przyjaciół, ale nie ma odwagi, nie wie, jak. Może jakaś pomoc dla kuzynki by się przydała? :D]

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  7. [Woah, jaka cudna Lilcia! Karta pięknie napisana, a chociaż dość długa - czytało się szybciutko i bardzo przyjemnie. A dodatkowo sporo można się było o córce Pottera dowiedzieć ^^
    Życzę mnóstwa szalonych wątków, pokręconych powiązań, weny, czasu i niesłabnących chęci!
    Ahoj! No i w razie chęci zapraszam do mnie ^^]

    Scarlett Bell i Zabini

    OdpowiedzUsuń
  8. [To pięknie, że przybyłaś! Nie przedłużając – zgadzam się, zaczynam i wprawiam Ethel w osłupienie z Twoją pomocą! Kto wie? Może właśnie Lily będzie tą dobrą duszą, która nieświadomie rozczuli i ociepli serducho drętwej stażystki? ;)]

    Musiała wszystko pozbierać. Się pozbierać, pozbierać relacje międzyludzkie, które rozleciały się jak rtęć z rozbitego mugolskiego termometru. Jeszcze niedawno klęczała przy umierającym ojcu. Ojcu, który dopiero na łożu śmierci zdawał się przypominać sobie imię swojej jedynej córki. Jeszcze niedawno chciała rzucić to wszystko w diabły i nigdy nie wrócić do Hogwartu. Żyć w domu, który pamiętała z dzieciństwa – tak chłodnego i ciepłego jednocześnie. Ale jednak poczucie zagrożenia popchnęło ją znów w te mury, które kryły wiele słodko-gorzkich wspomnień. Jednocześnie szczęśliwych i smutnych. Choć sprawiała świetne wrażenie osoby, która wie, co myśli i czuje, często łapała się na tym, że nie potrafiła nazwać ani uporządkować tego natłoku myśli.
    Zwykle aż do zachodu słońca siedziała w cieplarni. Później otwierała szybę jednej z nich, opierała przedramiona na parapecie i słuchała jak profesor Cortez żegna dzień przy dźwiękach swojej gitary. Dziś jednak nie mogła odrzucić myśli tkwiących gdzieś podstępnie z tyłu głowy i szepczących, że powinna coś zrobić. Coś. Cokolwiek. Rzuciła na ziemię ściskane do tej pory rękawice. Zwykle nie dawała opanować się złości, ba, nawet rzadko ją w ogóle czuła, jakby była obojętna na ten rodzaj emocji – ból, strach, napięcie, zazdrość – tak, ale nie złość.
    Teraz… teraz czuła rezygnację i bezsilność. Z drugiej strony, Hogwart wydawał się być jedynym miejscem, gdzie nic nikomu nie zagrażało i można było wreszcie oddać się upragnionej rutynie. A jednak ona nie przychodziła. To znaczy była, ale nie w takim wymiarze, by móc całkowicie ogarnąć i uspokoić życie. Ale czy tego właśnie chciała? To właściwie nie było życie, tylko rutynowa egzystencja. Zrezygnowana kobieta ruszyła w stronę jeziora, by posłuchać jak wiatr tańczy między liśćmi potężnego dębu. Usiadła tak, by móc przyglądać się pomarańczowemu słońcu tańczącemu w wodzie. Prawą dłoń położyła na popękanym pniu drzewa.
    - Przydałoby się to zwierciadło, które pokazuje czego naprawdę się chce – mruknęła, niby do siebie, niby do jedynego swojego towarzysza. A przynajmniej tak jej się wydawało. Do tej pory pamiętała historię opowiadaną jej przez starszego o rok Lupina. Ten wysłuchał jej z pierwszej ręki. Była pewna, że przez lata dopowiedzieli sobie to i owo, a i ona już tak dobrze nie pamiętała każdego szczegółu, ale było to coś, co przywoływało słodkie uczucie dziecięcości, które wydawała się zgubić już dawno.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  9. [Hej. Nie było mnie dwa tygodnie i wpadłam zapytać - coś się zmieniło, klecimy wątek?]

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cześć :) Dziękuję ślicznie za powitanie i bardzo miłe słowa; niezmiernie się cieszę, że Ted przypadł Ci do gustu :]
    Urzekły mnie obie twoje postaci; obie bardzo realistyczne, bez niepotrzebnego przerysowania ;) Forsyth jest sierotą, wychowywaną przez przybraną 'rodzinkę'. Teddy doskonale zna to uczucie, w końcu też był niemowlęciem, gdy stracił oboje rodziców. Miał więcej szczęścia, niż twoja postać, jeśli chodzi o to, kto go wychowywał, ale i tak... Cóż, bądźmy szczere; Harry sam był jeszcze dzieckiem, w dodatku bardzo dotkniętym przez los i wojnę, w której musiał walczyć... Andromeda z kolei straciła tak cholernie wiele... Życie tak mocno ją pokiereszowało, że z osobowością, którą sobie dla niej zawsze wyobrażałam, mimo miłości do wnuka, nie mogła mieć łatwych relacji z Teddym. Nie, gdy okazał się być o stokroć bardziej przekorny, niż Forsyth, z tendencją do szukania po kłopotów ;)
    Jeśli chodzi o Lily, wiadomo - są prawie jak rodzina :) Bardzo ciekawie ją przedstawiłaś, swoją drogą; tak cholernie normalnie, a zarazem smutno, że trudno nie chcieć jej przytulić :P Teddy na pewno bardzo lubiłby w niej to, że mimo sporej wiedzy nie wywyższa się nad innych i nie próbuje być na siłę inna; jest sobą, dorastającą, naturalnie pogubioną nastolatką. Nie wiem, jak sobie wyobrażasz ich relacje... Lily miała roczek, gdy Teddy rozpoczął Hogwart i dziesięć lat, gdy wyjechał na kilka lat, nie wiadomo gdzie i po co. W kanonie Jo dała do zrozumienia, że mała Lily bardzo za nim była i szczerze kibicowała jego związku z Tori, więc zakładam, że obecnie średnio za nim przepada :P
    Na wątek ochotę mam, pewnie, jak bardziej :D Którą postacią, zależy od Ciebie, a nad wątkiem pomyślimy ;) Na pewno coś nam do głowy wpadnie :P]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dziękuję! Obawiam się, że to jedynie złudne wrażenie, a Evan bardzo szybko da mi w kość podczas wątkowania. Pożyjemy, zobaczymy. :>
    Nigdy szczególnie nie interesowałam się postacią Lily, ale muszę przyznać, że w twoim wykonaniu wydaje się przyjemną osobą. Ciężko byłoby mi wymyślić wątek dla naszych postaci, więc nie chcę się z tym wychylać, jednak jeszcze raz dziękuję za miłe słowa!]

    Evan

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Hej c:
    Dziękuję za powitanie. KP napisana ciekawie, Twoja Lily jest fajna, ma chyba trochę wspólnego z Freddiem. Jemu też nie spieszy się do dorastania :D
    Przybywam na zaproszenie, ale niestety wyczerpałam się ostatnio z pomysłów co do wątków, a nawet powiązań, ale jak ty coś masz to wal śmiało! ]

    Freddie/Archie

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Pasuje mi to jak najbardziej! Freddie'mu przyda się taka mała duszyczka C: Znając życie będzie zachowywał się w stosunku do niej jak trochę wkurzający, ale kochany starszy brat ;3
    Chciałabyś może nam zacząć? :D ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Hej! Dziękuję za powitanie i miłe słowa :) Skuszę się na wątek z Lily :) ]

    OdpowiedzUsuń
  15. Chciałaby powiedzieć, że czasami miała dość – tylko czasami. Ale to „czasami” zamieniło się w „zawsze”, „codziennie” i co tam tylko można było wymyślić. Czasami chciała żyć z dnia na dzień, jak inni uczniowie, jak normalni, rozrywkowi Gryfoni pełni radości, optymizmu i radości. Chciałaby w ten chłodny dzień wynieść płaszcz i położyć się na błoniach, zamknąć oczy i odpocząć.
    Był w końcu piątek. Można było z radością rzucić torbę w kąt i wyjść gdzieś, gdziekolwiek się podobało. No cóż, również nie tutaj. Nowy miesiąc, nowy rok szkolny, dla prefekt naczelnej wiązał się z ustaleniem grafiku na najbliższe noce, ustaleniem zasad na nadchodzący rok szkolny i zawiązaniem kolejnej współpracy. Musiała znaleźć jakiś pomysł. Zebranie miało być w niedzielę wieczorem, po kolacji. W sobotę ma się skontaktować z drugim prefektem naczelnym.
    Po zajęciach, jeszcze przed kolacją, gdy Pokój Wspólny stał niemal pusty, kreśliła przy kominku kolejne pomysły na rozporządzenie czasu, tak, aby każdy był wypoczęty, przynajmniej w miarę. Ale tak się nie dało – i musiałaby na siebie wziąć o wiele za dużo, żeby inni mogli być szczęśliwi i wypoczęci.
    Kolejny zwitek pergaminu skończył w ogniu, a Rose wyciągnęła następną, zamoczyła pióro w atramencie i zastanowiła się głęboko nad kolejnym rozwiązaniem. Nim jednak zdążyło jej przyjść coś do głowy, na pergaminie pojawił się piękny i wielki kleks. Gdy padł na niego wzrok rudowłosej, warknęła i zrzuciła pergamin ze stołu. Wraz z atramentem, który wylał się na podłogę.
    - Cholera jasna! – krzyknęła, wstając z miejsca.
    Świetnie. Teraz będzie musiała kupić nowy atrament. Świetny początek roku szkolnego, naprawdę! Może sama powinna już gdzieś wyjść, rzucić to wszystko gdzieś i odpocząć.
    Może faktycznie była już przemęczona…

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ja zawsze chętna! Prowadzę wątek z Albusem, więc Lily i Martine z pewnością miały jakiś tam kontakt, mimo różnicy wieku. Oczywiście nie chcę, żeby tamten wątek jakoś szczególnie wpływał na nasz, ale dzięki niemu możemy mieć kilka punktów zaczepienia.
    Może ty masz jakieś pomysły? :)]
    Martine

    OdpowiedzUsuń
  17. [W sumie możemy postawić na negatywną. Martine ma dosyć duży wpływ na Albusa, co mogłoby nie odpowiadać Lily. Mogłaby ją winić, za jakieś jego zachowania, przyzwyczajenia czy sytuacje...]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Cześć! :)
    Nie ma sprawy, doskonale to rozumiem; sama mam mocno ograniczony czas i niezłe zaległości z odpisami... No ale, staramy się udzielać, a to się liczy :)
    Na wątek z Forsyth jestem jak najbardziej wciąż chętna, co powiesz jednak na to, byśmy na razie skupiły się na relacji Lily-James Syriusz? U Jamiego mam niewiele wątków, a o ten między rodzeństwem zawsze łatwiej :) Co prawda Jamesa nie ma już w Hogwarcie i od czasu bitwy jest nieco innym człowiekiem, niemniej wciąż jest bardzo za swoim rodzeństwem, szczególnie Lilą, więc gdybyś chciała, możemy coś spróbować. Zdaję sobie sprawę jednak z tego, że mój James różni się od poprzednich osłon i może Ci nie odpowiadać... W każdym bądź razie, jeśli jesteś chętna; szczegóły chyba rozsądniej byłoby omówić prywatnie, by Ci pod kartą nie zaśmiecać; przez maila lub na gg. Odezwij się, proszę, w wolnej chwili :)]

    Jamie || Teddy

    OdpowiedzUsuń
  19. [Mi to jak najbardziej pasuje :) Martine mogła być na jakiś czas u Potterów podczas jednych z wakacji. Lily oczywiście cały czas ją ignorowała i nie wdawała się w żadne dyskusje. Ich kontakty na pewno byłyby jeszcze gorsze po ucieczce wakacyjnej, o którą byłaby obwiniana Martine, już nie tylko przez Lily, ale i całą rodzinę Potterów.
    Jaki teraz chcemy dokładny wątek? :)]
    Martine

    OdpowiedzUsuń
  20. [To zróbmy tak: Zajęcia klubu eliksirów, nauczyciel zapomniał jakiś ważnych ingrediencji, więc poprosiłby dwie pierwsze lepsze osoby - Martine i Lily, które oczywiście nie byłyby zadowolone ze swojego towarzystwa. Obie zapomniałyby różdżek i podczas gdy zbierały jakieś liście, czy zioła, nauczycielka zielarstwa zamknęłaby szklarnię, nie widząc ich. Oczywiście dziewczyny dowiedziałyby się o tym dopiero po zebraniu wszystkich rzeczy. Nie miałyby jak otworzyć drzwi bez różdżek. Jedyną nadzieją pozostałaby pomoc ze strony profesora, który je wysłał. W tym samym czasie jednak mogłoby wydarzyć się coś złego w szkole (coś jak troll w lochach hah), więc nikt by nie przyszedł po nie. A potem to już możemy decydować, czy chcemy podobnej sytuacji jak w pierwszej książce i musiałyby się skonfrontować z jakimś niebezpiecznym stworzeniem, czy po prostu siedziałyby tam zamknięte aż do rana.
    Co ty na to?]
    Martine

    OdpowiedzUsuń
  21. [Dobry wieczór! Dziękuję za powitanie i miłe słowa :)
    Rudzielce łączmy się ♥ W sumie to bardzo fajnie, że obydwie mają ten fałszywy kolor włosów (jeszcze mój ukochany, marchewkowy), bo jeśli ktoś kiedyś miał jakieś wąty odnośnie tego, to mogły się bronić, ach. Mam tylko takie dziwne obawy, że Polly — nawet mimo tego, że Lily ma dość silny charakter — mogłaby ją trochę przytłoczyć, zgnieść i ogłuszyć. Bo z tej Bailey to taka okropnie głośna, szybka i postrzelona bestia. Szkoda mi Lily, ale wątek tworzymy, szkoda okazji. Raczej pozytywny z małymi zgrzytami, duże też mogą być. A ja oczywiście piszę się na coś takiego, tylko wymyśl nam coś ciekawego.
    Za wskazanie braku ogonków bardzo dziękuję :D]

    Polly

    OdpowiedzUsuń
  22. Czuła na sobie wzrok pary niebieskich oczu. Ich właściciel dokładnie obserwował jej poczynania, zupełnie nie interesując się zamieszaniem wywołanym przez Lilly Potter, która zresztą bardzo dobrze przyciągnęła uwagę pozostałych uczniów oraz samej pani profesor. Panna Potter zaproponowała dziś bowiem, zrobienie jednego z trudniejszych, a zarazem niezwykle ciekawych eliksirów, o którym z zainteresowaniem czytała przez kilka ostatnich dni. Pani Audrey z nieukrywaną radością zaakceptowała pomysł nastolatki, angażując do pomocy przy jego tworzeniu całą grupę składającą się z kilkudziesięciu uczniów, należących do tych niezbyt lubiących się domów. Zafascynowani obserwowali poczynania nauczycielki i jej głównej asystentki, czekając na efekt, który miał zaskoczyć ich wszystkich. Wizja zobaczenia czegoś niesamowitego spowodowała, że nikt — poza tym jednym, niebieskookim — nie zauważył jak panna Bailey szybciutko podchodzi do szafek, w których przechowywane były przeróżne składniki i dość sprawnie wyszukuje wszystkie produkty, o których zdobycie prosiła ją przyjaciółka. Nie zrobiła przy tym prawie żadnego bałaganu ani hałasu, choć jedną z fiolek złapała w idealnym momencie. Obawiała się tylko, jak postąpi Arthur z jej roku, któremu udało się zaobserwować jej występek. Wprawdzie była pewna, że nie doniesie na nią do nauczycielki, to jednak obawiała się, na jakie głupie pomysły z wykorzystaniem tego faktu może wpaść. Nie chciała powtarzać sytuacji z trzeciego roku, kiedy to podstawiona pod ścianą musiała całować się z Gilbertem, ale zdecydowała się nie zaprzątać sobie tym teraz głowy.


    Do grupy wróciła niemal w ostatniej chwili, kiedy to pani profesor spokojnie oznajmiała, że teraz tajemnicza substancja potrzebuje dłuższej chwili w spokoju i małego ognia, co spowodowało niezadowolone westchnięcie uczniów, którzy zmuszeni byli wrócić na swoje miejsca i zając się warzeniem eliksiru, którego dokładne przygotowanie opisane było na sto dwudziestej drugiej stronie podręcznika.


    — Załatwione — Polly włożyła rękę do kieszeni i wyjęła z niej kilka — w tym jeden szczególnie podejrzany — składników. Pani profesor zajęta była przy swoim stanowisku, oddalonym od ich o przynajmniej pięć stolików, więc nie musiały obawiać się tego, że zostaną nakryte już na samym początku. — Plan zemsta przechodzi do etapu drugiego, piona. — szepnęła, uśmiechając się.

    [Stwierdziłam, że skoro pomysł nam się podoba, to od razu zacznę. Nie jest chyba aż tak tragicznie, trochę krótko, ale może się rozkręcimy!]

    Polly

    OdpowiedzUsuń
  23. Rose usiadła na fotelu i ukryła twarz w dłoniach. To wszystko było bez sensu, nie potrafiła się skupić. W dodatku dopadało ją coraz bardziej zmęczenie, przepracowanie, brak jakiejkolwiek rozrywki. Ganiła się każdego dnia, że przez wakacje się rozleniwiła i teraz po prostu nie potrafi nadążyć. A przecież doszły jej jeszcze obowiązki prefekta naczelnego. A to dopiero początek. Wszystko zacznie się komplikować.
    Zamknęła na moment oczy i oddychała głęboko, starając się uspokoić zszargane przed momentem nerwy. Gdy uchyliła powieki, oprócz radośnie trzaskającego w kominku ognia dostrzegła wszędzie porozrzucane, pomięte kawałki pergaminów, na których starała się cokolwiek napisać. Obrazku dopełniała piękna, czarna plama przy stoliku.
    Dobrze, że przynajmniej wszyscy udali się na jakąś imprezę do Krukonów, przynajmniej nikt nie zauważy i nie skomentuje…
    - Wszystko w porządku? – usłyszała cichy, ale nad wyraz wyraźny głos dobiegający ze szczytu schodów prowadzących do dormitorium. Odwróciła się za moment, zdezorientowana.
    Tam natomiast dostrzegła drobną sylwetkę rudowłosej istotki. Wyglądała dosłownie jak drugoklasistka, bezbronna, nieobyta. Ale Rose rozpoznała w niej Lily – swoją kuzynkę. Odetchnęła cicho. Lepiej było zobaczyć ją niż kogokolwiek innego.
    W końcu, bądźmy ze sobą szczerzy, mało kto ją tutaj tolerował czy chociaż przechodził obok niej obojętnie.
    - Tak, w porządku – skłamała, chociaż nie była pewna czy tymi słowami uspokoiła małą panienkę Potter. – Myślałam, że wszyscy poszli do Krukonów… - mruknęła dość niemrawo, znów przenosząc wzrok na porozrzucane wszędzie papiery.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  24. [Cześć, kuzynko! Chęci są jak najbardziej, masz może jakąś wizje tego jak można by ich ciekawie połączyć? Bo powiązanie już mamy (:]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  25. [A oni nie spędzają świąt oddzielnie? Ewentualnie pewnie spotkaliby się jeden dzień po wigilii, w ramach odwiedzin, np Potterowie przyszliby do Weasleyów i zaczęliby ich denerwować opowieściami z dawnych lat. Wtedy mogliby postanowić wyjść z domu i spotkałyby ich jakieś kłopoty, jeszcze nie wiem jakie]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  26. [Cześć :)
    Wracam w końcu na dobre na Kroniki :D W związku z tym chciałam spytać, czy nadal coś planujemy wspólnie pisać; czy to na linii Lily-Jamie/Lily-Teddy, czy też Forsyth-James/Forsyth-Teddy ;)
    Daj mi znać, proszę i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! xx]

    Teddy Lupin || Jamie Potter

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dziękuję pięknie za powitanie. :) Mi w zasadzie Luca wciąż pasuje najbardziej do Rose, ale właśnie na przekór wszystkim schematom postanowiłam poszukać dalej. Może do Hattie się przekonam, bo na chwilę obecną się jeszcze odrobinę gryziemy. :)
    Skorzystam chętnie z zaproszenia, z tym, że mam wrażenie, że nie będzie łatwo z takimi charakterami jak Lily i Rose... Mimo że w niektórych aspektach są do siebie dość podobne.]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  28. [Cieszę się bardzo! :)
    Wymyślamy coś nowego dla Lily i Jamesa, tak by być na bieżąco?]

    Jamie Potter

    OdpowiedzUsuń
  29. [Hmm... Wspominałaś kiedyś, że Lily byłaby bliżej z Albusem, niż z Jamesem, ale nie wiem, czy to nadal aktualne ;) Jeśli tak, to mimo wszystko byłaby za tym, by ich relacje były jako-tako pozytywne. Jamie bez wątpienia kocha swoje rodzeństwo i jest w stanie bardzo wiele dla nich zrobić, niezależnie od jak dobre/złe są relacje między nimi.
    A ty, jak to wszystko widzisz? Jestem otwarta na propozycje :)]

    Jamie

    OdpowiedzUsuń
  30. [Jasne, że mógłby być dystans. :)
    Tylko jak byśmy to wplotły w wątek? Bo myślę, że do spięć może dochodzić tylko czasami, a generalnie to tylko takie ochłodzenie... czy coś.]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  31. Sama nie wiedziała, co tu właściwie robiła. To chyba Amelia z piątego roku namówiła ją na imprezę piątkowego wieczora. A może Charlie od Puchonów? Nie była pewna. Wieści w Hogwarcie rozchodziły się szybko i jakimś sposobem plotka o spotkaniu w wieży Krukonów dotarła również do Weasleyówny.
    Nie wychodziła ostatnio zbyt często. Raczej siedziała w dormitorium albo kręciła się po błoniach. Zdarzało jej się też odrobić kilka szlabanów pod rząd i przy okazji załapać się na rozmowę z opiekunem domu, bo przecież jak to możliwe, że urocza i inteligentna panna Weasley tak się stacza?. Prychała zwykle w odpowiedzi, wzruszając ramionami i obrzucając nauczycielkę nienawistnym spojrzeniem, jak to ostatnio miała w zwyczaju. Bo nie zamierzała nikomu się tłumaczyć. Miała dość słów pociechy i głupich wywodów. Nienawidziła, gdy ludzie wmawiali jej, że matka patrzy na nią z góry i na pewno chciałaby, aby Roxanne zachowywała się, jak należy.
    – Niech da już pani spokój – mruczała zawsze w odpowiedzi i marszczyła brwi. – Nie jestem jedyna, która zarabia szlabany.
    Odchodziła i starała się nie dać złapać następnym razem. Bo, jak bardzo by nie próbowała, jej pięści nie chciały się słuchać. Kopniaki posłane w przestrzeń nie wystarczały. Zniszczyła już dwie zabytkowe wazy, choć nie rozumiała, w czym leży problem. Była w Hogwarcie, nauczyciele mogli bez trudu naprawić każdy stłuczony przez nią przedmiot. Chyba dawano jej do zrozumienia, że coraz mniej jej współczują. I dobrze, myślała. Nie chciała niczyjej łaski. Chciała jedynie, by cała ta złość kiedyś z niej uleciała i wróciła w formie pozytywnej energii, którą jeszcze nie tak dawno tryskała na prawo i lewo.
    – Słuchaj, Alice, jak masz ochotę znowu się nawalić tak, że nie podniesiesz się z kałuży własnych rzygów, to droga wolna, ale ja ci włosów trzymać nie będę. – Zmierzyła koleżankę wzrokiem, marszcząc ciemne brwi.
    Chwyciła kieliszek Alice do ręki i, kręcąc głową z dezaprobatą, odsunęła go od niej, po czym sama wlała sobie jego zawartość do gardła. Widząc oburzenie dziewczyny, zaśmiała się cicho i przyłożyła jej palec do ust.
    – Ćśśś, zobacz, ledwo siedzisz prosto. – Chwyciła Alice pewnie za ramiona i usadziła prosto. – No już, nie ruszaj się parę minut, to ci przejdzie. Chcesz wody?
    Blondynka niemrawo pokiwała głową, wzdychając ciężko i chowając twarz w dłoniach. Wymamrotała coś pod nosem, jednak Weasley zdążyła się już ulotnić w stronę kuchni. Alice była jej dobrą koleżanką, mimo że często przesadzała i wracała do dormitorium, ledwo utrzymując się na nogach. No, i zachowywała się jak typowa piętnastolatka, bez przerwy gadała o makijażu oraz, co gorsza, wzdychała do kuzyna Roxanne, Albusa, co w oczach Gryfonki uwłaczało jej bardziej niż źle nałożony róż na policzkach.
    Nie spodziewała się, że po drodze do kuchni usłyszy swoje imię. Obróciła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Napotkała wzrok jakiegoś niemrawo wyglądającego chłopaka wyłaniającego się zza rudej, dobrze dziewczynie znanej czupryny. Uniosła wyżej jedną brew, jednak po chwili dotarły do niej słowa wypowiedziane przez Lily. Kiedyś była fajna, ale coś jej odwaliło, okej? Szuka tylko uwagi i tłucze wszystkich. Zmarszczyła brwi, wolnym krokiem zmierzając w stronę kuzynki.
    – Wow, Lily. Ciężko ci było powiedzieć mi to w twarz, jak widzę. – Uśmiechnęła się krzywo, przenosząc ciężar ciała na prawą nogę.

    Kuzyneczka <3

    OdpowiedzUsuń
  32. [W porządku w takim razie, bardzo mnie to cieszy. Twoje maile mówiły wówczas co innego i o wątek nie było tak łatwo ;) Jamie może i daleki jest od ideałów, ale sądzę, że mając takich rodziców i taką rodzinę, a przede wszystkim taką osobowość, z jaką go sobie wyobrażam - bardzo kocha swoje rodzeństwo. Tak więc opiekuńczy się z pewnością aż nader w pewnych momentach, szczególnie jeśli zostajemy przy tym wydarzeniu w trakcie bitwy, o którym Ci wspominałam.
    Od wojny i końcowej bitwy już nieco minęło, fakt, ale skoro nie wszyscy Mroczni zostali jeszcze złapani, to również pewnie mniej oficjalni z ich popleczników, wciąż się tu i tam kręcą. Może Lily, po krótkiej sprzeczce z Jamesem, weszłaby nie w tą uliczkę i natknęła się na typków spod bardzo mrocznej gwiazdy? Mogliby nawet się na nią czaić, patrząc na jej nazwisko i fakt, że jest rozpoznawana, siłą rzeczy. Jamie udałby się w kierunku, w którym poszła i mógłby usłyszeć jak woła o pomoc? Co prawda, może i daleko mu do beztalencia w pojedynkach, ich arcymistrzem jednak nie jest, więc ograniczmy się może z do dwóch rzezimieszków? Pasuje ci coś takiego?]

    Jamie

    OdpowiedzUsuń
  33. [Poprzednia pani bibliotekarka uciekła, ale ja na wątek jestem bardzo chętna. :> Masz może jakiś w niebanalny pomysł, który pominie zapoznawanie się? Może Bandyta zaginie gdzieś w bibliotece lub Josie napotka Lily podczas nocnych wędrówek po zamku?]
    Josie

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Mam słabość do wszelakich pań z imieniem Lily łączącym się z nazwiskiem Potter. Uwielbiam ją też za zjadanie książek i tak ładnie napisaną kartę, ale niestety nie mam pomysłów na wątek czy chociażby powiązanie ani z nią ani z twoją drugą panią. Obiecuje, że wrócę jak na coś wpadnę, a tym czasem przyszłam się po prostu przywitać c; ]

    Clancy

    OdpowiedzUsuń