11 września 2016

Śmierć to sa­mot­ność i wol­ność ostatnia.

Victor Drei

Slytherin | 9 ¾ cala, szczurzy ogon | VII rok | patronus przybiera kształt bobra | 
do dnia dzisiejszego nie wie, w co zamienia się jego bogin

Słucham uważnie. Oddycham spokojnie. Czytam między wierszami. Skinam głową nawet wtedy, kiedy nie jestem pewien. Przybijam piątki za każdym razem, kiedy coś mi wyjdzie. Uśmiecham się. Jestem kulturalny. Darzę szacunkiem ludzi, którzy na to zasługują. Pomagam. Wierzę. Jestem szczery. Pewny siebie. Dążę do celu. Rozważam wszystkie za i przeciw. Zastanawiam się trzy razy, nim coś powiem. Gratuluję. Motywuję. Wspieram.

Cześć, jestem Victor, a cała reszta jest nieprawdą.
_____________
Skompresowany minimalizm. Witam i zapraszam do wątków. Wolę zaczynać, aniżeli wymyślać.

30 komentarzy:

  1. [ Lubię ten minimalizm. Witam na blogu i życzę dobrej zabawy! W razie ochoty na wątek z Julią zapraszam :) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hej, hej!
    Fajny pan, minimalizm bardzo zminimalizowany, ale bardzo mi pasuje. Niech przyjdzie do Romèo to zobaczymy jaki ma charakter, przy nim to nawet święty oszaleje. :)]
    Romèo Molière

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! Bardzo podoba mi się taka minimalistyczna karta. Jeśli masz ochotę, to zapraszam do Jamesa, może coś ciekawego wymyślimy. :)]
    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  4. [Minimalizm <3 Cześć! Witam Cię bardzo serdecznie na blogu oraz życzę masy udanej zabawy na blogu :) Cóż pomysłu nie mam, ale i tak zapraszam.]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  5. [No pięknie, taka oszukana karta, wszystko trzeba przekręcać! ;) Przez ten skompresowany minimalizm na razie nie wpada mi do głowy żaden oczywisty pomysł, ale i tak zapraszam do siebie, może burza mózgów nam wyjdzie :) A przy tym życzę ci mnóstwa zabawy na blogu!]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Nie mam, bo Victor wydaje mi się zbyt niemiły dla Julii. Ona ucieka od niemiłych ludzi. Więc mam nadzieję, że masz jakiś pomysł na relację, która tę dwójkę połączy, bo może coś fajnego z tego wyjść ;) Może być chociaż zalążek pomysłu, zawsze to jakaś iskra do burzy mózgów :D ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Może i oklepany, ale chyba nie mam takiego wątku ;) Victor jest Ślizgonem, więc pewnie ma rodziców czystej krwi, Julia też, nawet oni mogli się znać. To może zrobimy tak, że "przyjaźnili się" tak do końca trzeciej klasy? Bo jeżeli to nie będzie aż tak odległa przeszłość to większa szansa, że właśnie któremuś z nich będzie na tyle zależeć, żeby do tego wrócić. Zaczniesz, skoro masz pomysł na początek czy mi go podrzucasz? ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  8. [Merlinie, nawet nie wiesz, jak ciepło na serduchu mi się teraz zrobiło! Dziękuję ślicznie. Wiesz co, podrzucę ci kilka pomysłów, a ty wybierz ten, który najbardziej będzie ci pasował :) Możemy pójść w koncepcję frenemies - czyli teoretycznie cały czas nawzajem sobie dopiekają, ale jedno za drugie skoczyłoby w ogień, chociaż nie jestem pewna, czy taka relacja pasuje do charakteru Victora. Lub możemy pójść w dość duży dramat - przyjaźnili się, byli ze sobą dość blisko, może nawet nieśmiało kiełkowało między nimi coś więcej, ale wydarzyła się III wojna czarodziejów? I załóżmy, że najlepszy przyjaciel Victora został zabity przez starszego brata Addison, więc w takich warunkach przyjaźń oczywiście została zerwana, bo nawet jeśli to nie była do końca jej wina, Vic nie potrafiłby sobie poradzić z żalem po jego odejściu i szukałby osoby, na którą mógłby przelać całą swoją nienawiść. Albo spróbujmy poszaleć z jakąś magiczną, nadnaturalną więzią, która się między nimi wytworzyła - nie wiem, mogli być dziećmi, spędzali czas na plaży, Addie zmyłaby fala, a Victor by ją uratował. I gdzieś niedawno temu, może nawet podczas III wojny ona uratowałaby życie jemu, co doprowadziłoby do powstania między nimi dziwnej więzi, którą próbowaliby rozgryźć, bo nie do końca by im to odpowiadało, zwłaszcza że oboje mogą sobie z trudem radzić z syfem we własnych życiach, no i przez te lata ich relacja mogła znacząco się zmienić. Możemy pójść albo w to, że jeśli się skupią, potrafią odczuwać uczucia, a nawet myśli tej drugiej osoby, albo w to, że na przykład zawsze są świadomi, gdzie ta druga osoba się znajduje i zdarza im się przenikać do swoich snów. Albo nie wiem, jak Victor zapatruje się na opinie innych, bo mógłby się z nią przyjaźnić, ale tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy, żeby przypadkiem nie narazić się innym dryblasom lub wtedy, gdy coś od niej potrzebuje, bo to taka idealna pocieszycielka, a on trochę by na niej żerował. Zawsze można też odwrocić tę sytuację, Addie w strachu o jego bezpieczeństwo unika go jak może i ich spotkania ograniczają się do tych na opuszczonych korytarzach, a ich oboje ta sytuacja zaczyna już porządnie frustrować. Albo na przykład w przeszłości, gdy byli dużo młodsi, któreś zakochało się w tym drugim, ale doznało z jego strony upokorzenia na forum szkoły na tle tego zauroczenia (choć przypadkowo) i od tamtej pory jest między nimi mała wojna.
    Tak sobie teraz myślę, że z tych pomysłów pewnie ciężko będzie uzbierać coś kreatywnego i sensownego, ale na dzisiaj mój mózg już umarł. Daj znać, czy coś ci odpowiada, czy będziemy myśleć dalej :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  9. Był dość ciepły dzień, jak na wrzesień, ale nie przesadnie gorący. Julia nie miała na co narzekać, bo ulubiony ostatnio zestaw "dżinsy, bluzka, bluza" wydawał się trafiony w punkt, więc wybrała się na długi spacer nad brzegiem jeziora. Chodziła przez godzinę, usiłując przemyśleć wszystko, co ostatnio ją martwiło, aż w końcu zmęczyła się zarówno marszem, jak i natłokiem myśli. Postanowiła wybrać się na długi pomost, z którego rozciągał się widok na całe jezioro, góry oraz zamek. Chciała usiąść na jego końcu, wyjąć z torby książkę i zatracić się w życiu kogoś innego. Kogoś kto nawet prawdopodobnie nie istniał. Po drodze nie spotkała nikogo. Była właśnie pora obiadu, więc wszyscy pewnie siedzieli w Wielkiej Sali i pałaszowali radośnie przygotowane przez skrzaty posiłki. Dopiero niedaleko pomostu dostrzegła, że ktoś siedzi przy pobliskim drzewie, jednak zbyt daleko, żeby poznała tę osobę. Skręciła na pomost i ruszyła na jego koniec, zapatrzona w górski krajobraz, a nawet trochę zauroczona tym widokiem, mimo że nie był jej obcy i mogła go obserwować już od sześciu lat niemal każdego dnia. Była już prawie na samym końcu, kiedy nagle poczuła, że traci równowagę, potknąwszy się o wyłamaną deskę. Szła zbyt blisko krawędzi. Zbyt blisko, żeby upaść na twarde drewno pomostu. Wpadła do wody i czując ból w kostce, starała się machać nogami i wypłynąć na powierzchnię. Nie mogła. Ruszała jedną nogą i odpychała wodę rękami, ale ciągle miała wrażenie, że opada coraz niżej i niżej. Powoli traciła resztki powietrza, pozostałe w płucach. Była przerażona.

    [Mam nadzieję, że Victor ją uratuje i że taka akcja Ci pasuje ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  10. Poczuła czyjąś rękę na swojej talii, chociaż bodźce z zewnątrz ledwo już docierały do jej mózgu. Nie widziała kto to był, ale czuła, że w końcu nie porusza się w stronę dna, a wręcz przeciwnie. Wydawało się jakby ta droga trwała wiecznie. Julia traciła siły, nie myślała, chciała tylko odetchnąć. Już miała się poddać, dopuścić słodką wodę jeziora do swoich płuc, kiedy poczuła w nozdrzach powietrze. Złapała się kurczowo belki przy pomoście, jakby od tego miało zależeć jej życie i oddychała szybko, z trudem, jakby każdy wciągnięty litr powietrza powodował ból, ale jednocześnie przecież ogromną ulgę. Skupiła się tylko na tym. Już po krótkiej chwili było lepiej. Rozejrzała się dookoła i dostrzegła obok... Victora.
    - Dziękuję – powiedziała, zachrypniętym, zmęczonym głosem. Jakby samo topienie się nie było wystarczająco traumatyczne to jeszcze trafiła na człowieka, którego od czterech lat tak bardzo nie chciała widzieć. Był jej najlepszym przyjacielem. Osobą, której ufała, w którą wierzyła, na którą myślała, że zawsze mogła liczyć. A okazało się, że nie mogła. W chwili, w której najbardziej go potrzebowała, kiedy wysłała do niego najdłuższy list w życiu, pełen smutku i żalu, po tym jak wydawało jej się, że straciła brata. Matt wyjechał do Stanów kilka miesięcy wcześniej. Ale do Julii dotarło to dopiero, kiedy wróciła na wakacje do Londynu. Wtedy dostrzegła, że osoba, która zawsze była najważniejszą w jej życiu, zniknęła. Nadal mieli kontakt. Pisali do siebie, rozmawiali przez kominek, ale ona wiedziała, że to nie jest to samo. Była smutna i zrozpaczona. Potrzebowała wsparcia przyjaciela. Tego, który ją wtedy zostawił, zawiódł. Później nie miała nawet ochoty z nim rozmawiać. Omijała szerokim łukiem, aż w końcu stało się to naturalne, przestała o tym rozmyślać, tęsknić. Nie zapomniała. Przyzwyczaiła się.
    Położyła ręce na pomoście i podciągnęła się tak, że zdołała na nim usiąść. Cofnęła się w stronę bezpiecznego środka pomostu i razu spojrzała na lewą kostkę. Nie była złamana. Już nie bolała tak bardzo. Była mocno obita, a z powstałego przetarcia z zewnętrznej strony delikatnie sączyła się krew. Julia przeniosła wzrok na chłopaka. Nie wiedziała, co powiedzieć, więc tylko patrzyła mu w oczy, trochę ze smutkiem, aż zaczęła się trząść z zimna. Była cała przemarznięta. Zdjęła bluzę, bo wiedziała, że ta tylko pogorsza sprawę.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  11. Addison nie była typem rannego ptaszka, a już tym bardziej nie była miłośniczką joggingu, dlatego każdy, kto zobaczył ją o tak wczesnej porze na Błoniach z trudem truchtającą po łagodnych wzniesieniach śliskich od rosy, przecierał oczy w zdumieniu, zastanawiając się, czy przypadkiem nie ma do czynienia z fatamorganą. Jej twarz przybrała niezdrowy odcień szkarłatu, pot perlił się na jej skroniach, dyszała, z trudem łapiąc powietrze, paliły ją mięśnie łydek i kłuło ją w boku, a mimo to uparcie biegła przed siebie, z determinacją powtarzając sobie, że od tego zależy jej przyszłość. Ponieważ w tej chwili Addison Hallaway nie miała żadnej przyszłości. Samo jej nazwisko zamykało wiele dróg, powtarzane jednocześnie ze strachem i pogardą w czarodziejskiej społeczności, czyniąc z niej zapomnianego wyrzutka. Większość jej krewnych albo się do niej nie przyznawała, albo uciekła za granicę w strachu o magiczny proces i zsyłkę do Azkabanu. Ministerstwo Magii zajęło jej rodzinną posiadłość oraz skrytkę w Banku Gringotta na wypadek, gdyby skontaktował się z nią Damien i chciała wesprzeć swojego brata, któremu udało się uciec i teraz gdzieś się ukrywał, dlatego była bez dachu nad głową oraz bez grosza przy duszy. Już w szóstej klasie zainteresował się nią łowca talentów i miała propozycje od trzech dużych klubów Quidditcha, którzy chcieli ją na ścigającą, ale po wydarzeniach z III wojny zupełnie zerwali z nią kontakt. Jeżeli Addison chciała mieć jeszcze szansę i znaleźć swoje miejsce po ukończeniu szkoły, musiała być jeszcze szybsza, jeszcze zwinniejsza, jeszcze silniejsza. Musiała być lepsza niż ktokolwiek inny, by mimo jej nazwiska zdecydowali się ją przyjąć. Dlatego jak szalona wypruwała sobie flaki, byle tylko osiągnąć doskonałość. Perfekcja była jednak kosztowna; jej skóra stawała się coraz bardziej blada, kręgi pod oczami coraz większe, a zmęczenie było tak duże, że o ironio, nie mogła nawet spać.
    Potknęła się o własne nogi, gdy zobaczyła Victora. Stał tak blisko, niemal na wyciagnięcie ręki, lecz wiedziała, że gdy tylko ją zobaczy, natychmiast odejdzie lub powie coś, by ją zranić. Nie potrafił jej wybaczyć, bo nie tylko jej brat zamordował Samhira, ale także ona powstrzymała Dreia przed rzuceniem zaklęcia śmiertelnego na Damiena. Nie mogła pozwolić, by jej brat zginął, nie tak jak Jeremy, którego nawet nie mogła opłakiwać, bo również był Mrocznym. Po śmierci Samhira próbowała wielokrotnie porozmawiać z Victorem, wypracować jakieś rozwiązanie, ale on zawsze znikał w tłumie, zanim zdążyła się do niego zbliżyć. Czasem udawało jej się zapędzić w kozi róg, czując się niczym najprawdziwszy stalker, jednak zawsze wtedy rezygnowała z konfrontacji. Bo co miała mu powiedzieć? Cześć, wiem, że mój starszy brat zabił twojego najlepszego przyjaciela, ale możemy się wciąż przyjaźnić, bardzo cię potrzebuję? Sama myśl wydawała jej się być tak absurdalna, że uciekała niczym tchórz.
    Ale teraz nie potrafiła odejść.
    - Samhir kiedyś namalował mi wschód słońca. Zawsze uważał, że wschody są lepsze niż zachody, bo niosą nadzieję i coś niespodziewanego, bo każdy dzień mógł być inny, a noce często są takie same - wymamrotała Addie, ale nie była zdolna spojrzeć na Victora.

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  12. Obserwowała uważnie jego zachowanie. Miała wrażenie, że chce odejść, po prostu ją zostawić, tak jak wtedy, cztery lata temu, kiedy tak niesamowicie go potrzebowała. W jej oczach był ból, bo wróciły wszystkie wspomnienia tamtego okresu. Odrzucenie, zawód, smutek. Zależało jej wtedy bardziej niż powinno, mocniej niż mogłyby to wyznaczyć jakiekolwiek zasady emocjonalnego bezpieczeństwa. To dlatego to wszystko rozsypało się z hukiem, sprawiając, że tamte wakacje były najgorzymi w jej życiu. Takimi, których nie chciała już przeżywać, a w tej chwili właśnie tak było.
    Victor był najważniejszy. Tak samo ważny jak Matt i Adam, może trochę mniej jak brat. Po prostu wspaniały przyjaciel. Tak niesamowicie trudno było się od niego odsunąć, ale skrzywdził ją, nie miała siły tego wyjaśniać, z resztą on nie wydawał się chcieć. Przez te wszystkie lata nie zamienili nawet słowa, nigdy nie dowiedziała się dlaczego tak postąpił. W tym samym momencie myślała, że straciła trzy najważniejsze osoby w jej życiu. I to bolało jak diabli, dawet w tej chwili. Siedziała mokra na pomoście, nawet nie nie myśląc o bólu, zbyt szybkim oddechu czy przeszywającym zimnie. Patrzyła na Victora, chcąc coś powiedzieć, bo im dłużej patrzyła, tym bardziej odzywała się w niej jakaś tęsknota. W końcu podszedł do niej. Otulił ją ciepłą szatą i wziął jej dłonie w swoje. Oddech jej przyspieszył, dłonie wręcz ją paliły od jego dotyku, a w głowie kłębiło się od emocji, zakumulowanych wewnątrz przez lata. Chciała to wszystko naprawić, znów mieć go tak naprawdę obok siebie, ale nie potrafiła. Patrzyła tylko na niego swoimi wielkimi, czekoladowymi oczami, trochę przerażona tym wszystkim, a nawet samą sobą.
    Uśmiechnął się. To było jak nadzieja. Znak, że wszystko będzie w porządku. Wtedy czuła, że w końcu mogłaby mu wybaczyć. Tęskniła tak bardzo.
    - Dobrze. - szepnęła tylko i podniosła się z trudem na nogi. Kostka bolała ją przy każdym kroku, ale na tyle do zniesienia, aby mogła iść w miarę normalnie. Aż do schodów, bo tam już było trochę trudniej. Kto wymyślił skrzydło szpitalne na trzecim piętrze? W końcu dotarli na miejsce. Julia usiadła na wskazanym przez pielęgniarkę łóżku i nadal patrząc tylko na Victora, piła podany przez nią eliksir i wykonywała polecenia. Po chwili ból w nodze zniknął, a po ranie nie było śladu. Oboje dostali po kubku parującej herbaty, a pielęgniarka poszła do siebie. Chwilę siedzieli w milczeniu. Julia tak bardzo nie wiedziała, co powiedzieć, bo chciała powiedzieć wszystko - co czuła, co ją bolało. Wszystko.
    - Victor... - zaczęła tylko cicho. Nie mogła zdobyć się na nic innego. Wszystko się zmieniło, a jednocześnie nic. Zapomniała o swoich emocjach, częściowo zapomniała, że chłopak kiedykolwiek istniał, ale to wszystko było w niej i teraz nagle wybuchło. Musiała mu o tym powiedzieć. - Tak bardzo za Tobą tęskniłam.
    Tylko tyle. Spuściła wzrok i schowała twarz w dłoniach. To było za trudne. Nie była aż tak silna. Nie potrafiła. Ale musiała.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  13. [Chciałabym poinformować, że jestem chętna na raczej negatywną relację, ponieważ takich mi bardzo brakuje. Myślę, że najlepiej jeśli Victor i Romèo będą ze sobą konkurować. Może będą byłymi przyjaciółmi, w piątej klasie poróżnili się, hmm? Z powodu... (liczę na podpowiedź xd)
    Od dziś konkurują ze sobą i się nienawidzą, mimo, że kiedyś byli wprost nierozłączni. c:]

    OdpowiedzUsuń
  14. [To jest jakaś opcja. Myślę, że możemy zrobić z nich kuzynów lub jakichś jeszcze dalszych krewnych.
    Wszystkie święta i spotkania konczą się nie przyjemną wymianą zdan między tą dwójką. Wątek możemy zacząć od piątej klasy, kiedy to mój pan roześle po całej szkole pewną plotkę, może jakiś top sikret, o którym powiedział mu Victor. Co myślisz? :)]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Pomysł mój, więc ty? c:
    Mam zwyczaj do szybkiego odpisywania!]

    OdpowiedzUsuń
  16. Wzruszył ramionami. Miała już dość wzruszania ramionami, odpuszczania, poddawania się. Sama nie chciała się poddawać. Wykrzesała z siebie resztki odwagi, żeby mu powiedzieć co czuje. Zasługiwał na szczerość, chociażby ze względu na te wspomnienia. Na te długie, letnie dni, które mieli tylko dla siebie. Zrozumienie, które jej dawał. To, że wcześniej nigdy nie wzruszał ramionami, bo wszystko między nimi i u niej było dla niego ważne, a im obojgu zależało tak samo mocno.
    W końcu podszedł i pocałował ją delikatnie. Oparła czoło o jego czoło i zamknęła oczy. Wdychała jego zapach, tak blisko siebie. Był znajomy, ale jakby inny. Widziała, że chłopak się zmienił i to nie tylko fizycznie, bo dostrzegła to w jego spojrzeniu.
    - Dlaczego mnie wtedy zostawiłeś? - zapytała w końcu, odsuwając się na kilka centymetrów. Musiała to wiedzieć, bo zadawała sobie to pytanie nieskończoną ilość razy, a tylko on mógł dać jej odpowiedź. Wsunęła dłoń w jego i splotła ich palce, chcąc dodać mu odwagi, żeby wiedział, że nie pyta z wyrzutem. Jego skóra była zimna jak zawsze, tak perfekcyjnie kontrastująca z jej.

    [Mam nadzieję, że taka długość Ci nie przeszkadza ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  17. Roméo spacerował długi czas po szkole, wszystko, aby tylko nie trafić na lekcje za wcześnie. Nie lubił siedzieć w klasie przed rozpoczęciem lekcji, uważał to za marnowanie cennego czasu, chociaż teraz ten właśnie czas marnował. Spojrzał na zegar. Już powinien iść w stronę klasy, tak też zrobił. OPCM zawsze było ulubionym przedmiotem Roméo, jednak nie lubił tego, że na tym przedmiocie musi znosić swojego kuzyna, Victor'a Drei. Wszystkim świętą zawsze towarzyszyła nie przyjemna atmosfera, właśnie przez to, że Victor i Roméo za sobą nie przepadają. Krukon zawsze uważał, że zachowanie Victor'a jest nad wyraz dziecinne. Brunet rozejrzał się po klasie, jak przypuszczał w ławce siedział już Victor rozwalony na cztery strony świata otwierając swoją paszczę jak tylko chciał. Brak klasy, kultury, brak wszystkiego. Roméo odnalazł wzrokiem Adam'a i Patrick'a, szybko do nich podszedł i przywitał się z nimi jak zwykle.
    – Roméo? Roméo, gdzie Twoja Julia?! – usłyszał skrzeczący głos kuzyna. Automatycznie ukrył swoje uszy, aby tylko jego głos nie dotarł do niego, niestety zrobił to nieudolnie, nikt nie zatrzyma Drei. Przyjrzał się kuzynowi i oparł swoją rękę na blacie. Z przymrużeniem oka można było stwierdzić, że są do siebie bardzo podobni. Z niedowierzaniem zauważył, że inni Ślizgoni śmiali się z dennego żartu chłopaka.
    – Naprawdę, Victor? – zaczął z niedowierzaniem obserwując każdy jego ruch. – Liczyłem na coś lepszego, trochę już przynudzasz. Ale no dobra, Juli nie ma. A gdzie ty masz swojego chłopaka? – spytał śmiejąc się głośno, ponieważ teraz Krukoni śmiali się po słowach chłopaka. Każdy już słyszał o plotce, którą rozniósł Krukon. Sprawa homoseksualizmu Vicotr'a do tej pory nie została rozwikłana. Jedni w to wierzą i inni nie. Co prawda spraw przycichła, ale Romeo zawsze chętnie powtórzy plotkę na nowo. Ta wymiana zdan bardzo bawiła Krukona, czekał tylko na moment aż Ślizgon nie będzie miał nic do powiedzenia. Do sali wkroczył nauczyciel.

    [ Jasne, że może być c:
    A i takie pytanko z mojej strony, do tej plotki zrobimy retrospekcje? :)
    I tak pomyślałam, że może tą plotką będzie to, że niby Victor jest gejem. I wybacz, ale już to napisałam w wątku, więc trochę słabo, ale jeśli chcesz to mogę co nie co zmienić i wymyślimy inną plotkę. :P]
    Roméo Moliére

    OdpowiedzUsuń
  18. [Zdecydowanie burza mózgów, gdyż ja sama nie dam rady czegokolwiek wymyślić xd]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  19. Zmarszczyła brwi, patrząc na niego z troską, bo nie mogła stłumić w sobie i ukryć tych uczuć. W tej jednej chwili znowu był najważniejszy, jakby nic się nie stało, mimo że coś kuło ją w serce niczym cierń. Łatwo ignorowała ten rodzaj bólu, bo przecież to był ON. Tak blisko. Jej przyjaciel, jej Victor.
    Nie wiedziała, co stało się z jego ojcem. Nie dotarły do niej żadne plotki, a nawet strzępki informacji. Kiedyś lubiła jego ojca. Zawsze był dla niej bardzo miły, zresztą tak jak dla wszystkich. Pozwalał im siedzieć poza domem do późnej nocy, biorąc na siebie dyskusje z mamą. Najwidoczniej coś się jednak zmieniło. Chciała się dowiedzieć co, jeżeli tylko on będzie gotowy, żeby się z tego zwierzyć. Może to dziwne, ale jakaś część niej czuła, jakby nadal był jej przyjacielem, inna część wiedziała, że nie, ale chciała walczyć i do tego wrócić, jeszcze inna buntowała się, mówiła, że będą z tego tylko kłopoty i masa cierpienia, tak jak ostatnio. Może to jakiś emocjonalny masochizm, ale w tym momencie słuchała tylko pierwszych dwóch części siebie, spychając trzecią gdzieś na tył głowy.
    Nie puszczając jego dłoni wstała, sprawiając jednocześnie, że on zrobił to samo.
    - Chodź stąd. - szepnęła i ruszyła w stronę wyjścia ze skrzydła szpitalnego. Noga już jej zupełnie nie bolała, więc szła normalnie. W pewnym momencie na korytarzach zaczęło się robić tłoczno. Uczniowie wracali właśnie z Wielkiej Sali do swoich dormitoriów, rzucając czasem zaciekawione spojrzenia na Julię i Victora, idących za rękę, w dodatku w przeciwną stronę niż cały ten tłum. Ona nie widziała tych spojrzeń. Dla niej istnieli tylko oni. Przez tą chwilę była zamknięta w swojej głowie, zastanawiając się co właściwie robi, bo wydawało się to największą głupotą w życiu. Jednocześnie nigdy nie była czegokolwiek tak pewna jak tego. Pierwszy raz zdecydowała się skoczyć. Nie stać nad klifem, nie patrzeć tylko z góry na piękne morze przed sobą i bać się zaryzykować, tylko rzeczywiście skoczyć do wody. Tym razem się nie bała. Zapomniała o wszystkim, co zawsze mogło ją blokować, bo to tutaj i teraz było ważniejsze od strachu.
    Zeszli na pierwsze piętro, gdzie znajdował się niewielki korytarz typu droga bez wylotu, na którego końcu było okno z dość szerokim parapetem i kilkoma poduszkami na nim. Julia usiadła po prawej stronie, nadal nie puszczając ręki chłopaka, czekając aż usiądzie obok. Gdy to zrobił wyswobodziła dłoń i usadowiła się bokiem do okna, oparta lekko plecami o ścianę. Uśmiechnęła się do chłopaka delikatnie, trochę wyczekująco, cicho licząc na to, że teraz już powie jej o co chodziło.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  20. [Mi to pasuje :) A ta plota to prawda?? W zasadzie mogą sie przyjaźnić. Adam z pewnością po tej plocie oceniać go nie bd bo w sumie Lebiediew sam ma pewne upodobania w mężczyznach do czego się nie przyznaje xd]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  21. Widziała jego ból, który natychmiast oddziaływał na nią, bo nie mogła się od tego odciąć. Czuła ścisk w gardle, napięte mięśnie, drżenie rąk. To ona powinna być tutaj pewna, stabilna, tak żeby mógł się jej trzymać, żeby sam się nie złamał. Ale nie potrafiła z tym walczyć. Kiedy patrzyła w jego oczy, tak pełne cierpienia, serce pękało jej na samą myśl o tym jak on się teraz czuje. Przez chwilę chciała zamknąć go w swoich ramionach i nie puszczać aż poczuje, że przynajmniej na razie wszystko jest w porządku. Nie mogła. Musiał skończyć mówić. O swoim ojcu skurwielu. Który kiedyś był rodzicem, którego wiele dzieci mogło Victorowi zazdrościć. Julia uwierzyła mu jednak. Doskonale wiedziała, że ludzie potrafią się zmieniać, nawet o sto osiemdziesiąt stopni i w mgnieniu oka.
    Szybko przyszły wyrzuty sumienia. Wiedziała, że to wszystko między nimi, to co się rozpadło było tylko jej winą, a po powrocie do Hogwartu na czwarty rok to Victor potrzebował jej bardziej niż kiedykolwiek i niż ona jego niecałe dwa miesiące wcześniej. Powinna z nim porozmawiać wtedy, dowiedzieć się, dlaczego jej nie odpisał. Powinna w niego wierzyć, że nie zostawiłby jej tak po prostu. Nigdy. Schowała twarz w dłoniach, próbując powstrzymać się od płaczu. Musiała być silna, ale tak cholernie żałowała. Tak bardzo chciała cofnąć czas.
    Zeskoczyła z parapetu i podeszła do chłopaka. Dotknęła delikatnie jego policzka i skierowała jego twarz na swoją.
    - Przepraszam Cię. - szepnęła drżącym głosem i przycisnęła swoje ciepłe usta do jego czoła, po czym oparła na nim swoje czoło. - Nie martw się teraz. Wszystko jest okej. Nic Ci nie grozi. Jestem tutaj. I zostanę tak długo jak chcesz.
    Jej dłonie delikatnie gładziły go po szyi. Sama była zaskoczona swoją pewnością tego wszystkiego, bo nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek zamieni z nim choć słowo, a już na pewno nie że w godzinę ich relacja tak się odmieni. Wróci. Z taką niesamowitą siłą rażenia.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  22. Romèo od dłuższego czasu siedział na schodach i rozglądał się po twarzach przechodzących ludzi, jakby szukał w ich oczach odpowiedzi na nurtujące go pytanie. Czyżbym o czymś zapomniał? To wydawało mu się bardzo prawdopodobne, coś podpowiadało mu, że zapomniał o czymś bardzo ważnym, a brak Victor'a w zasięgu jego oczu go w tym utwierdzał. Na dziś lekcje już skończył co go bardzo cieszyło jednak nie potrafił się cieszyć z tego powodu. Zmarszczył brwi i bacznie przyglądał się sowiarnii zza okna. Zauważył stojącą tam postać, która starała się wyciągnąć jedną z sów. To był Victor, Romèo prawie natychmiast przypomniał sobie o urodzinach ciotki Candy. Natychmiast zerwał się na równe nogi i pognał do sowiarnii.
    – Gnojek. – warknął sam do siebie w biegu. Był zły na swojego kuzyna, zazwyczaj ten przypominał mu o urodzinach tej starej ropuchy, ale teraz najwyraźniej "zapomniał." Jak najszybciej znalazł się w sowiarnii, jego kuzyn jeszcze tam stał. Widział wysoką sylwetkę Ślizgona, prędko schował się za klatką zatykając nos. Smród był nie do zniesienia dla takiej osoby jak brunet.
    – Powiedz jej, że ją kocham. – po usłyszeniu tych słów, Krukonowi bardzo ciężko było się opanować. W tym momencie na pewno użył by jednej ze swoich chamskich odzywek. Gdy kuzyn wyszedł już z sowiarnii, Romèo wkroczył do akcji. Z niezwykłym trudem zaczął przeciskając się przez okno łapać sowę, było to cholernie trudne. Gdy tylko sowa pojawiała się bliżej jego dłoni, automatycznie robił zły ruch i ptak odlatywał kawałek. Znudzony złapał za swoją różdżkę znajdującą się w tylnej kieszeni. Jedynym ruchem różdżki spowodował, że sowa znalazła się na jego ramieniu. Z satysfakcją wymalowaną na twarzy wyciągnął karteczkę przywiązaną do ptaka i otworzył kopertę. Ledwo powstrzymał się od przeczytania życzen. Wymazał za pomocą różdżki imię Ślizgona i wpisał na jego miejsce swoje. Przez chwilę się zastanowił. Może to nie głupi pomysł? Wyciągnął kawałek pergaminu z torby i zaczął pisać.

    Wszystkiego najlepszego stara krowo!
    Mam nadzieję, że jeszcze przed gwiazdką mogę spodziewać się spadku. Lata lecą.
    Victor.


    Może słowa nie były zbyt wymyślne, ale najważniejsze, że się starał. Przywiązał do stopy sowy nowy list od Victor'a i podał ptaku miejsce, gdzie ma się znaleźć, na wszelki wypadek zaczarował zwierze, gdyby nie chciało z nim współpracować. Ptak poleciał. Z klatki wyciągnął śliczną czarną sówkę i przyczepił list od "siebie." Z dumą i satysfakcją obserwował lecące ptaki. To będą najlepsze urodziny ciotki Candy, już sobie wyobrażał jej pomarszczoną i czerwoną z nerwów twarz. Jednak najbardziej czekał na wyjca, przerażona twarz Victor'a to coś co kochał, od zawsze.

    [ Nie no beka z mojego pana! xd
    + Ale się porobiło, zaczęła się wojna.
    Myślę sobie, może po jakimś czasie przepleciemy śmierć matki Romèo, hę? c: ]
    Kuzyn

    OdpowiedzUsuń
  23. Na początku przemknęła jej przez głowę myśl, że żartuje. A nawet nie tyle on żartuje, tylko cała sytuacja jest jednym, wielkim, okrutnym żartem, bo to po prostu nie mogła być prawda. Wiedziała jednak, że była, bo w oczach Victora dostrzegała takie cierpienie, z jakim nie spotkała się nigdy. Krew dudniła jej w uszach, serce biło chyba mocniej niż kiedykolwiek w życiu, jakby miało wyskoczyć z piersi i roztrzaskać się u ich stóp, bo teraz było bardziej kruche niż szkło. Kochała go. Kiedyś bardziej niż siebie samą i nie mogła pozwolić nikomu go skrzywdzić, zwłaszcza z jej winy. Nawet teraz, bo najwidoczniej zmieniło się mniej niż im obojgu mogłoby się wydawać.
    Przez głowę przemykały jej tysiące myśli - głupich, naiwnych rozwiązań, słów, które mogła powiedzieć, ale nic by nie zmieniły. Odcięła się od tego, robiąc coś, czego nie spodziewałaby się po sobie w żadnym wypadku, a perspektywa czego zawsze powodowała u niej niemalże atak paniki. Pokonała te kilka centymetrów, które ich dzieliły i delikatnie musnęła jego usta swoimi. Trochę bezmyślnie, impulsywnie, ale w tym natłoku myśli mogła już robić chyba tylko to, co czuła. Nigdy nie całowała nikogo w ten sposób. Zawsze tylko uciekała. A teraz wplotła palce we włosy chłopaka i pogłębiła pocałunek, całując go tak, jakby nic innego w ich życiu nie mogło się liczyć. W jej głowie wciąż jednak dudniło tylko jedno zdanie. Zabije mnie.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  24. [Bardzo lubię minimalizm, jednak czasami karty są tak minimalistyczne, że człowiek w zasadzie nic nie wie. Z tej Twojej na szczęście da się czegoś dowiedzieć o bohaterze :) Też strasznie nie lubię wymyślać i zdecydowanie wolę zaczynać, więc... Co powiesz na to, aby ustalić coś wspólnymi siłami? Pierw może jednak powiedz, która moja postać najbardziej by Cię interesowało i odpowiadało Twej postaci :)]

    Avalon, Hyun i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  25. To ona zawsze była od trzaskania go książką w tył głowy. Teraz potrzebowała tego nie mniej niż on. Bo prawie zawsze robiła to co powinna, a teraz powinna odsunąć się i odejść, wyłącznie dla jego dobra, nawet jeżeli sama miałaby przez to cierpieć.
    Parapet boleśnie wbijał jej się w uda, kiedy znalazła się już maksymalnie blisko Victora. Zignorowała to, zatapiając się w jego miękkich ustach, czując jego ciepłe ciało tuż przy swoim. Było idealnie. Zaskakująco bez wątpliwości. W jej pocałunku było jednak dużo rozpaczy, ale także beztroski, chęci oderwania się od tego koszmaru, w którym się znaleźli. Poczuła, że się uśmiechnął, więc powoli, trochę niechętnie odsunęła się od niego odrobinę, wciąż trzymając dłonie z tyłu jego głowy. To był jej pierwszy pocałunek. Była go niepewna jak diabli.
    - Czy uwierzyłbyś, gdybym Ci powiedziała, że jakoś damy radę? - zapytała smutno, mimo wszystko uśmiechając się lekko. Ona nawet byłaby w stanie w to uwierzyć, a to tylko dlatego, że zależało jej najbardziej na świecie i nie chciała po prostu się poddawać. Stracili całe trzy lata i nawet jeśli w tym czasie zdążyła udawać, że zapomniała, że jej nie zależy to i tak głęboko w środku kochała go tak samo każdego dnia i chciała wrócić. Wtedy to nie było takie proste, a teraz okazało się jeszcze trudniejsze, ale nie chciała wierzyć, że niemożliwe, bo przecież jego ojciec był tylko człowiekiem, a od takiego zawsze można jakoś uciec. Czasem Julia potrafiła naprawdę szybko biegać, a dla Victora biegłaby jeszcze szybciej. Co jej się stało? Jeśli to było to słynne zakochanie to rzeczywiście idealne narzędzie autodestrukcji. Dlaczego podświadomie tak bardzo go pragnęła?

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  26. [Cześć! Minimalizm z jednej strony jest fajny, ale jak idzie wymyślać watek to już jest gorzej :D Może masz ochotę na jakiś konkretny wątek albo chociaż podpowiesz mi czy wolisz relację bardziej negatywną czy pozytywną? Wtedy może coś wymyślę, bo na razie pustka w głowie :c]

    Selene

    OdpowiedzUsuń
  27. [Rozumiem :D To co? Może zaczniemy od tego, że Vic wpadnie w małe kłopoty? Hmm...Np po 24 któryś z nauczycieli go przyłapie na spacerowaniu po Hogwarcie i akurat napatoczy się też Adam ze stertą książek z biblioteki i uratuje Victora od szlabanu? :D]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Napisałam maila do Ciebie jeszcze :) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  29. Jego słowa ją raniły, ale nie miała zamiaru się wycofywać.
    – Chyba oszalałeś! Nie wiesz, o czym mówisz! Samhir nie wybaczyłby tobie, gdybyś zamienił się w mordercę! – Addison nie mogła uwierzyć, że Victor w ogóle zaproponował coś takiego. Cała aż trzęsła się ze złości, zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, że kłykcie jej pobielały. Chłopak wyraźnie uznał rozmowę za zakończoną, bo zaczął się od niej oddalać, ale nie mogła tego tak po prostu zostawić. Prędzej czy później musiało między nimi dojść do konfrontacji, Drei nie mógł jej wiecznie unikać, zwłaszcza że ich więź nie została całkowicie zerwana. Nie pamiętała w przeszłości momentu, w którym się z nim nie przyjaźniła, zbyt wiele lat spędzili wspólnie, uzupełniając się wzajemnie i rozumiejąc bez słów, by tak po prostu z dnia na dzień stać się obcymi sobie ludźmi, którzy nie potrafili nawet spojrzeć sobie w oczy. Addie nie była typem osoby, która łatwo z czegoś rezygnowała, a determinacja popychała ją do tego, by zawalczyć o przyjaźń jej i Victora, która w ostatnich latach przyjęła nawet głębszy wymiar. – Na Merlina, to mój brat, Vic! Miałam po prostu stać z boku i się przyglądać, jak próbujesz go zabić?! Przy okazji prawdopodobnie uratowałam ci życie! Co ty sobie w ogóle wtedy myślałeś? Że uda ci się pokonać doskonale wyszkolonego Mrocznego?! Zamiast jednego, musiałabym odwiedzać dwa nagrobki!
    Dlaczego chłopak musiał być tak cholernie uparty?! Dlaczego nie dostrzegał, że Addison w tamtej chwili nie miała innego wyjścia? Tak, Damien skrzywdził wiele osób, ale dla niej już zawsze będzie nadopiekuńczym starszym bratem, który ciągnął ją za włosy, spychał z pomostu do wody i wpychał jej się pod kołdrę, nucąc jej kołysanki, gdy jako mała dziewczynka nie potrafiła zasnąć w nocy podczas burzy. Nie żałowała swojego wyboru i drugi raz postąpiłaby tak samo. Jej własna rodzina ją zdradziła, porzuciła na pastwę losu, skazując na odrzucenie przez społeczność czarodziejską, jednak Addie była lojalna aż do końca. Oczywiście, że czuła żal, ale gdyby tylko mogła rzuciłaby się w ramiona rodziców czy Damiena, przebaczając im. Dlaczego Victor nie potrafił postawić się w jej sytuacji i również jej wybaczyć? Mogła się założyć, że na jej miejscu postąpiłby tak samo, podobnie jak Samhir, który nie pałałby do niej aż taką nienawiścią jak Drei. Widziała w jego oczach żal, gorycz, frustrację, desperację i niechęć. To była mieszanka wybuchowa, ale Addie wciąż uparcie za nim podążała.

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  30. Roméo zadowolony jak nigdy dotąd zaczął iść w stronę Wielkiej Sali. Zazwyczaj nie jadał kolacji, zwyczajnie nie miał na to czasu, jednak teraz zrobił wyjątek. Miał nadzieję, że zobaczy minę Victor'a, gdy otworzy wyjca. Palant jeszcze nigdy go nie dostał! Przynajmniej od rodziny. Zawsze był tym lepszym. Czas na zmianę! Gdy usłyszał znaczące pogwizdywanie Ślizgona był zdziwiony. Czyli jeszcze nie dostał wyjca! Szkoda. Może jutro? Miał taką nadzieję. Roméo często dostawał nie przyjemne listy od ojca, gdy tylko zapomniał o jakiejś dacie. Mama była tą pobłażającą, zawsze. Na słowa kuzyna zaśmiał się głośno i szeroko. Postanowił nie mówić mu prawdy, będzie więcej frajdy jutro. Spojrzał na niego ze słabym uśmiechem i pokiwał głową.
    – Mama mi nie wybaczyła! Ojciec się wkurwił. Nieźle się działo. Łoboziuu. – jęknął "smutno" co jakiś czas śmiejąc się, nie był aż tak wytrzymały, aby się powstrzymać. Ślizgon był debilem więc Krukon miał nadzieję, że kuzyn niczego nie zauważy. Spojrzał na swoje buty udając, że kaszle, nie chciał, aby śmiech znowu go zdradził. Nienawidził swojego kuzyna do granic możliwości, zawsze musiał być pupilkiem całej rodziny, wkurzało go to! Nawet ojciec czasami mówił, że Victor byłby zdecydowanie lepszym synem, niż on. Jasne! Przeskoczył z nogi na nogę machając do kuzyna na pożegnanie. Nie chciał się zdradzić, ale chyba już to zrobił. Śmiech to chyba raczej nie rodzaj smutku. Odszedł kawałek i poszedł do Wielkiej Sali śmiejąc się co jakiś czas głośno. Jutrzejszy dzien zdecydowanie będzie należał do jego najlepszych dni w życiu. Przeczesał włosy szybko odnajdując miejsce obok Patrick'a i Tom'a z domu Slizgonów, którym nigdy nie przeszkadzało, że siada przy ich stole. Nauczyciele traktowali to jako objaw przyjaźni między domami. Aha. Chłopacy z szerokimi uśmiechami słuchali opisu rozmowy jego z kuzynem. Jak się okazało, Victor niczego się nie domyśla.

    [Spoko. A więc tak, to może być szok jego mama zmarła na zawał. A najgorsze jest to, że ojciec nie pozwolił chłopakowi jej pomóc. Gdy Krukon wyciągnął swoją różdżkę, mama poprosiła go, aby jej nie pomagał.]

    Moliére

    OdpowiedzUsuń