8 września 2016

tylko czasem w dłoniach chowam twarz

Matthew Jenkins
Gryffindor, VI rok, obrońca

Jego historia zaczyna się późnym, sierpniowym popołudniem, kiedy, odrywając matkę od jej poplamionego różnymi kolorami płótna, postanowił przyjść na świat o dwa miesiące za wcześnie. Urodził się drobniutki i kruchy, a wyrósł na dryblasa wybijającego się znacznie ponad tłum rówieśników. Na szczęście długie kończyny przydają mu się na boisku. Nie jest obrońcą doskonałym, ale w grę wkłada swoje całe lwie serce, śmiało koziołkując na miotle, czy sytuacja tego wymaga, czy wymaga tego głodny wrażeń tłum kibiców. Jakiś czas temu porzucił marzenie o byciu gwiazdą quidditcha i przyszłość postanowił powiązać z bardziej przyziemną produkcją mioteł. Swoje zamiłowanie do zielarstwa wykorzystuje więc w pierwszej próbie stworzenia miotły, studiując pieczołowicie książki o magicznych właściwościach poszczególnych gatunków drzew. Poza poprawą wyników w nauce nie zostały zaobserwowane jeszcze żadne postępy, choć Matt czasami szwęda się na skraju Zakazanego Lasu i zbiera gałęzie.

Matthew jest średni. Średni w nauce (choć na zaklęciach i zielarstwie zdarza mu się starać), w utrzymywaniu długodystansowych relacji, w byciu cierpliwym oraz zorientowanym w sytuacji i w pojawianiu się w umówionym miejscu na czas. W quidditchu jest dobry, ale znowu nie najlepszy. Ten poziom - średni - wynika z czystego lenistwa, które przykleiło się do Gryfona po tym, gdy na pierwszym roku usiłował dostać W ze wszystkich egzaminów i w efekcie nie dostał żadnego. Przez chwilę było mu przykro, a potem stwierdził, że nie chce mu się przechodzić przez to ponownie kiedykolwiek i poszedł zaczepiać Ślizgonki z trzeciej klasy.

Nie odziedziczył artystycznej duszy po matce, ani rozwagi i cierpliwości po ojcu. W rodzinie gadają, że Mattowi najbliżej do dziadka, upartego awanturnika i pijaka, lekkoducha pykającego fajkę dzień i noc. Matthew, jak do tej pory, nie odniósł się do tych pomówień i tylko oczyma przewraca, gdy słyszy tę samą śpiewkę rok w rok przy bożonarodzeniowym stole.

~∆~

Witamy, na wątki się piszemy, szukamy byłej lub aktualnej dziewczyny, z którą nie da się dojść do porozumienia (czyli ewentualny związek chyliłby się ku końcowi, no drama) oraz kogoś mądrego za kumpla, który charytatywnie pomoże w konstruowaniu tej nieszczęsnej miotły (mógłby też czuć więcej niż zwykły kumpel powinien, także drama goni dramę, ale ja tak lubię). Zapraszam!

16 komentarzy:

  1. [ Witam serdecznie. Fajny ten Matt ;) Julia to się chyba średnio nadaje na byłą/aktualną dziewczynę, ale zawsze możemy coś pokombinować. W każdym razie, w razie ochoty na wątek - zapraszam ;D ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  2. [Apogeum bycia żałosnym człowiekiem osiągnęłam czekając na pierwszy komentarz pod tą kartą, bo bałam się widnieć tutaj jako pierwsza, ale pominę ten nieciekawy temat.
    Choć mam świadomość, że to wierutne kłamstwo, to wiem, że może się wydawać, iż Milo do poważnych relacji nie dorósł, ale przysięgam na cokolwiek, że potrafi być ciekawy ii jeśli jakiś kaprys by się pojawił, to ja bardzo chętnie, choćby przez gotującą się we mnie desperację do uzyskania wymaganych trzech wątków. c:]

    #Milo

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Ja raczej nie lubię wątkować w negatywnej relacji, bo Julia jak kogoś nie lubi to go unika i nie ma o czym pisać, więc jestem za czymś pozytywnym. Jeżeli chcesz to możemy zrobić tak, że Julia i Matt przyjaźnili się od dość dawna i (np. trochę przed wakacjami) oboje uznali, że chyba czują coś więcej. Julia strasznie się bała, bo nigdy nie była w związku i wydawało jej się, że nie chce być, ale długo o tym rozmawiali i postanowili spróbować. Na początku było dość dobrze, potem się zaczęło psuć (powody do rozpracowania jeszcze). I teraz mamy początek roku, niedługo mogliby się rozstać. Generalnie wątek pt. DRAMA ŻYCIA. Pasuje Ci w ogóle coś w tym stylu? ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Któryś z moich panów chętnie pomoże przy konstruowaniu miotły. Mogą się nawet wymądrzać. Witam i życzę dobrej zabawy i zapraszam do siebie w razie chęci na wątek. Niech wena będzie z Tobą :) ]

    Karol Zdunk/Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  5. [Milo generalnie stara się, by te żarty nie były jakoś szczególnie grożące zdrowiu czy życiu ofiary, ale ma te swoje słabe punkty i ktoś faktycznie mógłby w jeden z nich trafić, aa biedny Matthew oberwałby za kogoś innego.
    Generalnie jeśli Cię to interesuje, to zapraszam do głębszego odkrywania tych słabych punktów, ale to taka luźna propozycja, luźna, płytsza znajomość też jest jak najbardziej w porząsiu.
    Jeżeli jedziemy z tym pomysłem, to na logikę powinnam zacząć, także proszę mi dać dzień, dwa, maksymalnie trzy, powinnam się do tego czasu zebrać!]

    #Milo

    OdpowiedzUsuń
  6. [Typowy facet: raz mu nie wyszło i poszedł zarywać do starszych dziewczyn, w dodatku Ślizgonek! :P
    Cześć i czołem, ta średniość w ogóle nam nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, jest całkiem słodki i przez to przystępny! (Chociaż Addie prawdopodobnie by mnie zamordowała za użycie słowa słodki) Życzę ci wspaniałej zabawy. W razie chęci serdecznie zapraszam do siebie, a na dramy zawsze jesteśmy chętne!]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Hahaha :) Matt nie może uparcie starać się znaleźć Julii chłopaka i jednocześnie być jej przyjacielem, bo dostałby w łeb 120 000 razy za takie starania. Oczywiście przyjaźń może być, ale musimy wymyślić jakiś jeszcze punkt zaczepienia. Przede wszystkim coś, z czego będzie ciekawy wątek. Hmmm... Skoro Matt ma problem z utrzymywaniem długodystansowych relacji to zróbmy z tego taką przyjaźń, w której Julce ciągle zależy, a Mattowi to tak raz na jakiś czas. Chyba jest dla niego ważna, bardzo ją lubi, ale nie stara się. Julii czasem chce się za nim biegać, czasem już nawet nie. Ale jest to przyjaźń warta biegania, nawet jeżeli nikt nie wie czy właściwie można ją przyjaźnią nazwać, bo jeżeli już się spotkają to jest super. Tylko na wątek oczywiście i tak nie mam pomysłu :( W ogóle co Ty na to? ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  8. [Zazdroszczę, witam się i zapraszam — wprawdzie Sanders nie pomoże mu z miotłą ani nie będzie się w nim skrycie bujał, ale mogą się pobić przed meczem.]

    Reece Sanders ze Slytherinu

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Zaczynam :) ]

    Śniadania bywały nudne. Często przy stoliku Krukonów poruszano nudne zagadnienia. Louis, pomimo bycia dość towarzyską osobą, nie przepadał za rozmawianiem o pogodzie trzy razy w ciągu dnia. Jego znajomi wydawali się być mało oryginalni. Wallsh ożywił się nieco, gdy na stole pojawiły się maślane bułeczki. Pieczywo to było tak pyszne, że mogło się stać jedynym argumentem za tym, by wstawać wcześnie i rzeczywiście fatygować się na śniadanie. Zaburczało mu w brzuchu, a on nieświadomie oblizał górną wargę. Jako pierwszy sięgnął po wypieki. Wziął trzy sztuki. Jeśli chodziło o bułeczki, to Krukon był zachłanny. Gdyby mógł, to porwałby cały talerz i uciekł z Wielkiej Sali. Zaszyłby się wtedy w swoim pokoju albo w skrytce na miotły i tam w spokoju wpakowałby w siebie wszystko, co udało mu się podwędzić, rozkoszując tym samym widokiem min wszystkich mijanych uczniów. Na samą myśl o tym, uśmiech wkradł mu się na usta.
    Ugryzł kawałek bułeczki. Przyjemnie słodki i delikatny smak zalał całą jamę ustną. Chłopak poczuł się jak w domu. Jego matka również lubiła te wypieki i sama przyrządzała je na śniadanie. Wtedy też siadali razem przy stole i opowiadali o swoich przygodach. Mieli dużo do nadrobienia, bo przez dziesięć miesięcy nie maja ze sobą żadnego kontaktu. Matka chłopaka, ze względu na zerowy procent magii w jej krwi, nie była w stanie wysyłać żadnych wiadomości. Prefekt nie ukrywał tego, że brak rodzicielki często mu przeszkadzał. Mieli ze sobą dobry kontakt, gdyż tylko ona była przez większość życia przy nim.
    Śniadanie powoli dobiegało końca. Louis wywrócił oczyma, gdy po raz kolejny ktoś zapytał go o to, czy obstawia, że będzie dzisiaj padać. Chłopak umiejętnie zmienił temat i zaczął rozprawiać o quidditchu. Co prawda znał się na tym sporcie tak samo, jak na budowaniu domów, ale nie przeszkadzało mu to w wygłaszaniu swoich monologów na temat błędów popełnianych przez wspaniałych Krukonów. Gdy dyskusja nieco się zaostrzyła, młody prefekt postanowił się wycofać. Co też uczynił, zabierając ze sobą ostatnie dwie bułeczki, które natychmiast upchał do kieszeni szaty, ot żeby mieć na później.
    W Wielkiej Sali pozostało już niewiele osób. Większość zapewne wróciła do swoich pokoi aby móc spać dalej. Nie było nic lepszego niż wstawanie w sobotę rano tylko po to, by zjeść śniadanie. Najzwyczajniej w świecie uczniowie po zjedzeniu szli się zdrzemnąć, bo i tak nie mieli zapewne ciekawszych rzeczy do zrobienia. Wallsh również planował dać jeszcze susa pod swoją ciepłą kołderkę. O tak, to był świetny plan i być może uświetni się całodziennym leżeniem w łóżku i liczeniem plam na suficie.
    Chłopak ugryzł kolejny kawałek bułki i przywitał się z koleżanką z zajęć Eliksirów. Przystanął z nią przy stoliku domu Gryffindoru, do którego należała. Po skończonej rozmowie miał wychodzić, gdy kątem oka zobaczył kilka porozrzucanych po stoliku kartek.
    – Jenkins, planujesz coś za co mogę odebrać punkty Gryfonom, by przyczynić się do wygranej najlepszego domu w Hogwarcie? – zapytał i podszedł do chłopaka. Na kilku kartkach znalazły się rysunki kilku mioteł i rozpiska gatunków drzew. Z początku nie wiedział, po co to wszystko było, ale wyczuł że może okazać się to znacznie ciekawsze, niż plamy na suficie. – Co kombinujesz?

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń
  10. [Z nudów przed opublikowaniem karty rozpisałam w swoim magicznym notesie większość aspektów Milo, mam tam jego sekrety i sekreciki, a także tego słynnego bogina, do którego nagle nikt się nie chce przyznać, a on nie jest tutaj wyjątkiem. +sam jakoś wybitnie utalentowany nie jest, każde zaklęcie przychodzi mu z trudnością i na pewno czuje się trochę odłączony od tej całej czarodziejskiej społeczności, więc mimo wszystko przepełnia go trwoga, że tu nie pasuje, a przez to, co przeżył w mugolskim świecie, naprawdę chciałby tutaj pozostać. Nawet ta zalinkowana u mnie fota pieska ma jakieś znaczenie. Ii miałam czas, by pomyśleć, więc jeśli bardziej by Ci (aa, duża litera, chyba wreszcie się nauczyłam) to odpowiadało, to możemy poprowadzić wątek na temat Hogsmeade, bo Green mógłby nie dostać podpisiku przez sprawy osobiste i teraz próbowałby jakoś się tam dostać mimo wszystko, w końcu halo, Miodowe Królestwo, to wystarczający powód na wizytę, nie wspominając o dniu wolnym od ciągłego oglądania tych samych ścian i wysłuchiwania jęczenia Irytka. Więc w razie takowej chęci, możemy coś pokombinować z tym, bo osobiście wydaje mi się to odrobinę łatwiejsze, ale mogę się mylić. :D]

    #Milo

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dobry wieczór! Witam kolejną nową osóbkę! :) Życzę udanej zabawy na blogu oraz wielu owocnych wątków!]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Jasne, może być. Chyba z tego pomysłu na wątek wynika, że lepiej będzie jak ty zaczniesz, ale jeżeli wolisz, żebym na to zrobiła to daj znać. Coś wymyślę :) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  13. [Słucham?
    Jeśli będą chęci? Dobre sobie...
    Jasne, że są chęci. Charlie będzie zachwycona jeżeli będzie miała możliwość towarzyszenia tak cudownemu Gryfonowi!
    A więc, tak. Mogę pokminić, możemy zrobić burzę mózgów, ale może ty masz jakiś pomysł? Wtedy automatycznie z prędkością światła zacznę nam! :D]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Proponuję klasyczne obicie mordy rywalowi w walce o kobietę! :D]

    Reece

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wiesz co, jeśli to wciąż aktualne, chętnie zmierzyłabym się z pozycją byłej/aktualnej/to skomplikowane dziewczyny, bo mimo że Addie nie wygląda to jest małą, wredną złośnicą, która naprawdę potrafi zaleźć za skórę, ja za to wykazuję niezdrową miłość do negatywnych relacji, których ostatnio mi brakuje. A jeśli nie, spróbujemy pokombinować inaczej :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  16. Spojrzał na Gryfona, potem powędrował za jego wzrokiem i zmierzył się z dwiema piątoklasistkami, które gdy się zorientowały, że na nie patrzy, spuściły głowy i zaczęły szeptać między sobą. Krukon ponownie skupił swoją uwagę na Jenkinsie. Na twarzy Louisa pojawiło się coś na kształt uśmiechu. A więc to taka sprawa. Nie spodziewałby się po nikim z Gryffindoru prób stworzenia miotły. Quidditch nie był czymś, czym chłopak zbytnio się interesował, dlatego nie w głowie były mu miotły i dla niego każda wyglądała dokładnie tak sami. Domyślał się jednak, że dla czarodziejów miotły były tym samym czym samochody dla mugoli. Wiadomym było więc to, że każdy chciałby mieć jak najlepszy model. Nie orientował się jednak, co obecnie jest na topie.
    Przez chwilę przyglądał się chłopakowi w milczeniu, co dla osób postronnych zapewne wyglądało dziwnie. Cóż, nigdy nie starał się być normalny i robił co chciał, bez zbytniego przejmowania się opinią innych osób. W końcu jednak pochylił się nad ramieniem Matta i bliżej przyjrzał papierom.
    Nieco jeszcze pamiętał z lekcji latania, które udało mu się odbębnić na pierwszym roku. Co prawda lepiej szła mu teoria aniżeli praktyka, więc sporo pamiętał. Pamiętał jak nauczycielka latania mówiła o odpowiednim rodzaju drzewa, długości trzonka i kształtu. Pamiętał, że miotła musiała być równocześnie lekka i wytrzymała. Nie mogła być zbyt giętka, żeby lot nie był esowaty i niezbyt sztywna, żeby nie mogła się złamać. Trzeba było znaleźć we wszystkim złoty środek. Niestety nie był to wyznacznik idealny dla każdej sztuki. Miotła powinna być dostosowana do właściciela. Tak wydawało się Wallshowi i wiedział, że w tym przypadku miał stu procentową rację. W końcu osoba szczupła, nie powinna latać na miotle dla osoby grubszej i na odwrót.
    Usiadł na krześle i wziął do ręki jeden ze szkiców. Rysunek przedstawiał dość zgrabnie narysowaną miotłę. Jej trzonek był prosty, a wiecha dość gęsta, ale nieco nieproporcjonalna w stosunku do reszty. O ile jednak wszystko na papierze wyglądało ładnie, tak w rzeczywistości mogło być całkiem inaczej.
    – Nie wydaje ci się, że trzonek jest zbyt długi? – zapytał w zadumie. Oczami wyobraźni widział, jak jakiś uczeń próbuje latać na takiej miotle. Cóż, zapewne byłoby to wykonalne, ale również trudne. Wsparł głowę na dłoni i spojrzał prosto przed siebie. Tak, taką pozę przyjmował, gdy intensywnie nad czymś myślał. Mruknął coś pod nosem, jednak było to tak niezrozumiałe, że mogło to znaczyć równanie dynamiki lub plany, co chłopak chce zjeść na śniadanie. – Poza tym, wierzba to dość elastyczne drzewo, więc może się wyginać – dodał oddając kartkę siedzącemu obok Gryfonowi.

    Louis Wallsh

    OdpowiedzUsuń