1 października 2016

Ale... kim ty jesteś?


Vinay Belzungovich
Szósty rok w Ravenclawie | pałkarz – kapitan
12 cali | wiśnia | włókno smoczego serca
Numerologiczna siódemka
Podczas długiej wędrówki zgubił się na jednym z rozwidleń, zamiast wybrać drogę usłaną piaszczystą plażą z możliwością moczenia stóp w chłodnej wodzie oceanu, mierzy się z wysokimi, skalistymi górami. Tłumaczy sobie, że właśnie tak miało się stać, inaczej nigdy nie wkroczyłby na tę ścieżkę. Vinay jest bardzo przesądnym człowiekiem, co z pewnością odziedziczył wraz z genami swojego ojca, do tego stopnia, że rzadko kiedy spogląda w swoje lustrzane odbicie, nie przechodzi nigdy pod drabiną, a gdy drogę przetnie mu czarny kot, najchętniej nie wychodziłby z łóżka. Wbrew pozorom nienawidzi wróżbiarstwa, nie odnalazł w sobie wewnętrznego oka, ale z wielką przyjemnością uczęszcza na zajęcia astronomii i numerologii.
Często jest brany za obcokrajowca, głównie ze względu na swoje nazwisko i odrobinę skośne oczy przypominające migdałki, które wraz z przesądnością odziedziczył po swoim ojcu. Odkąd w rodzinnym domu pojawiła się dwójka przybranego rodzeństwa, sam nie potrafi określić kim jest. Zdaje sobie sprawę z tego, że dusi się przebywając w domu, ale gdy wraca do szkoły, odnajduje spokój… Jego oddech jest miarowy, a pięści rozluźnione. Przestaje nawet bać się tłumu, chociaż wciąż odczuwa pewien dyskomfort, spowodowany brakiem umiejętności określenia siebie samego.

Julia, Addison, Adam.

51 komentarzy:

  1. [Coś tu się widzę podziało. :o
    Co do pomysłów? Prawdę powiedziawszy... nic mi w głowie nie siedzi, może Ty byś coś miała? :)]

    Tibs

    OdpowiedzUsuń
  2. Ileż to jeszcze razy potkniesz się o swoje głupie wyobrażenia? O wiarę w ludzi i to, ze ich znasz, podczas gdy chyba nie wiesz o nich nic? Wywrócisz się pod ciężarem własnego błędu i zupełnie się zagubisz, nie będziesz wiedzieć, co myśleć, tak jakby wszystko dotąd było kłamstwem i być może kłamstwem miało pozostać.
    Belzungovich nie był dla niej tylko kapitanem, kolegą z drużyny. Wydawało jej się, że zna go trochę lepiej, a to wszystko zostało poddane pod wątpliwość, gdy przeczytała ten przeklęty artykuł w Proroku do końca. Chyba wolałaby nie wiedzieć. Poprzedniego dnia nie siedzieć na dziedzińcu, oparta o kolumnę, ukryta w cieniu, tak że nikt kto wychodził z zamku nie mógł jej dostrzec. Z resztą, zazwyczaj i tak nikt nigdzie nie wychodził w środku nocy, a Julia mogła odbyć swój niemal codzienny rytuał siedzenia przez chwilę w ciszy na dworze w absolutnym spokoju. Tym razem było inaczej, bo ktoś jednak opuścił zamek, a ona od razu rozpoznała w tej osobie Vinaya. Obserwowała go uważnie przez jakiś czas, aż w końcu jego sylwetka zniknęła gdzieś na drodze  do Hogsmeade, a na jej twarzy zdziwienie i ciekawość były coraz bardziej widoczne. Siedziała na dziedzińcu dłużej niż zwykle, tak jakby czekała na powrót swojego kapitana. Tylko co by wtedy zrobiła? Nie była osobą, która lubi wchodzić ludziom z butami w życie, wtrącać się, ale w jakim celu Vinay mógł iść do Hogsmeade w środku nocy? To było co najmniej dziwne. Nie doczekała się jego powrotu, więc poszła spać z postanowieniem, że zapyta go rano. Rano zapomniała o tym wszystkim, do czasu aż w jej dłonie wpadł Prorok Codzienny i przeczytała artykuł. Spojrzała na Vinaya, siedzącego przy stole w Wielkiej Sali kawałek od niej. Musiała to wyjaśnić. Nie chciała przez kolejne dni myśleć, że kumpluje się z mordercą, ale jej zaufanie już wisiało na włosku. Wstała z ławki, obeszła stół na około, stanęła za Vinayem i sięgnęła po leżącą obok niego złożoną gazetę. Delikatnie uderzyła go nią w ramię.
    - Chodź. - wycedziła przez zęby, patrząc na chłopaka z lekko zmarszczonymi brwiami. - Teraz.
    Kiwnęła głową w stronę drzwi i ruszyła do wyjścia, starając się powstrzymać złość, strach i dezorientację. Zupełnie nie wiedziała co myśleć. Kiedy oboje znaleźli się poza Wielką Salą, stanęła przed Vinayem i rozłożyła gazetę, ukazując jego oczom nagłówek Śmierć w Hogsmeade.
    - Vinay, co to ma być? - zapytała, patrząc na niego surowym wzrokiem i zaraz znowu złożyła gazetę, wciąż nie odrywając oczu od chłopaka.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  3. Westchnęła ciężko na jego odpowiedź, kręcąc z niedowierzaniem głową. Doskonale wiedział o co jej chodziło, przez co nie był nawet w stanie spojrzeć jej w oczy.
    - Jasne. - odparła ironicznie, stanowczo złapała chłopaka za ramię i odciągnęła w taki zakątek Sali Wejściowej, w którym nikt ich już nie mógł usłyszeć. Teoretycznie.
    Była zła. Nie do końca wiedziała za co, ale była wkurzona na Vinaya jak nigdy. Przez moment patrzyła jeszcze na chłopaka wyczekująco, z uniesionymi brwiami i ustami zaciśniętymi w wąski paseczek. Zastanawiała się co zrobić. Nie mogła tak po prostu zapomnieć i udawać, że nie widzi żadnego powiązania między tym wszystkim.
    - Widziałam Cię wczoraj jak szedłeś do Hogsmeade. - oznajmiła w końcu. Tak po prostu. Zwyczajnie. Szybko i prosto z mostu. Nie chciała przedłużać tej męczarni. - I przecież wiem, że chodzi o Twój breloczek.
    Widziała ten przedmiot wielokrotnie i szczerze wątpiła aby ktokolwiek w promieniu dziesięciu kilometrów stąd miał podobny.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  4. [Tak wielki wybór w postaciach. <3 Prosicie bym wybierała, a ja nigdy nie potrafię. Najchętniej bym wszystkich przygarnęła. Przydreptałam tutaj, bo... nie oszukujemy się, kobiety najlepiej odnajdują się w wątkach z facetami, a i strasznie tutaj pusto pod kartą. Czy może takie jest moje mylne wrażenie?
    I oboje mają w sobie wiśnię. Vinay ucieka przed czarnym kotem, a Romy sama w sobie takim jest. Pachnie pechem i nieznanym. Myślisz, że mogliby się zagryźć, krzyczeć, chichotać, kochać?
    W końcu Romy to tylko mała dziewczynka. Nie trzeba jej się bać.]

    Romy

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dziękuje za powitanie i przywiało mnie do tego pana... Poza Louders wydaje mi się najbliższy,a u niego tak smutno pusto.
    Dzis co prawda ledwo żyję, zabiegany dzień, ale jutro z rana pomyślę nad wątkiem jeśli jest taka chęć.

    Ps: nie przeglądałem kart wcześniej, nie widziałem że masz wpisaną numerologiczną siódemkę... Cytat z początku znam od dawna, ale jeśli Ci przeszkadza podobieństwo, mogę się go pozbyć :D]

    Jonathan

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak mogła tak szybko zwątpić? Właściwie nie znali się aż tak dobrze. Od kilku lat grali razem w drużynie, w kwestii quidditcha niemal zawsze mogli na siebie liczyć, ale to nie była kwestia quidditcha. To była poważna sprawa. Morderstwo. A ona strasznie chciała wierzyć, że Vinay nie ma z tym nic wspólnego, ale to nie było takie proste, ponieważ wszystko wskazywało na to, że jednak ma.
    To nie tak, jak myślisz. No tak, co innego mogłaby usłyszeć? Tłumaczenie tak typowe, że aż oklepane i nie wnoszące nic, bo w wielu sytuacjach się jednak okazywało, że jest mniej więcej tak jak się na początku myślało. Mniej więcej.
    - Vinay, ja Cię nigdy nie prosiłam, żebyś mi się z czegokolwiek tłumaczył. Nigdy nie wchodziłam Ci z butami w życie. Nigdy o nic nie dopytywałam, jeśli mi na to nie pozwalałeś, ale teraz muszę wiedzieć, bo po prostu... - skrzywiła się i spojrzała w sufit, jakby dzięki temu miało jej być łatwiej ubrać myśli w słowa. - Nie wiem jak mam z Tobą rozmawiać albo grać w jednej drużynie, jeśli to mi ciągle będzie siedziało z tyłu głowy.
    Zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się słabo, jakby w bezsilności.
    - Proszę. - odparła jeszcze cicho i odetchnęła głęboko, patrząc kapitanowi w oczy, trochę wyczekująco.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dziękuję za powitanie! Bardzo długo zastanawiałam się, pod którą z Twoich kart napisać, bo wszystkie podobały mi się równie mocno. W końcu padło na Vinaya. Chyba, że uznasz, że moja propozycja bardziej pasuje do innej postaci.
    Pomyślałam sobie, że Vinay nie przepadałby za Dorą, która jest taką siostrzyczką miłosierdzia i lituje się właściwie nad każdym. Przez większość czasu po prostu nie wchodziliby sobie w drogę i nie byłoby problemu. Aż do chwili, kiedy nauczyciel na przykład wróżbiarstwa wysłałby swoją ulubienicę (z wiadomych względów), żeby przypomniała Vinayowi, że dostał zgodę na późniejsze oddanie pracy ze względu na sezon quidditcha, ale to nie równało się z przełożeniem terminu na nigdy. ]

    Theodora Harth

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć, dziękuję! Zrobiłam wyliczankę i padło na Vinaya, co teraz?]

    Finley Campbell

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Wydaje mi się, że ten rok różnicy nie będzie aż tak istotny, bo w tym wypadku Dora zostałaby potraktowana trochę jak przewodnicząca samorządu szkolnego, o ile rozumiesz, co mam na myśli. Taka osoba, która po prostu ma być mediatorem. A nauczyciel uznałby, że ona, taka sympatyczna i miła, na pewno przekaże wiadomość w należyty sposób.
    Będę niecierpliwie wypatrywać rozpoczęcia ;) ]

    Theodora Harth

    OdpowiedzUsuń
  10. Westchnął głośno i przeciągle, niemal teatralnie. Spojrzał na ciemnowłosego. Starał się ignorować pamięć o uczuciach, które kiedyś ich łączyły, albo łączyły nadal, jednakże Karol próbował udawać, że wszystko to już minęło. Prawda była taka,że nic nie minęło i Vinay nadal odgrywał dość ważną rolę w życiu blondyna. Oczywiście nie mógł się do tego przyznać i nawet nie chciał myśleć, co by się stało, gdyby Krukon się o tym dowiedział.
    – Rób sobie co chcesz, chciałem dobrze, ale jak zwykle mi się za do obrywa – mruknął, krzyżując ręce na piersi. Spojrzał w inną stronę. Nie chciał, by ich spojrzenia zbyt długo się stykały. Unikanie Vinaya było trudne, zwłaszcza że obaj spędzali ze sobą zbyt dużo czasu jak na osoby, które w obecnej sytuacji powinny się raczej unikać. Zdunk był bowiem pewny, że gdyby nie częste kontakty, to ich relacja nie byłaby tak napięta, w końcu gdyby widywali się sporadycznie na przykład w ciągu jakichś wspólnych zajęć, to byłoby im łatwiej się ignorować i przy spotkani udawać, że się chociaż tolerują.
    Karol przejął się upadkiem Vinaya, a myśl że mogłoby mu się coś stać, była nie do zniesienia. Nie chciał jednak pokazać, że w sumie to i tak prędzej czy później przyszedłby do Skrzydła Szpitalnego, by zapytać w jakim stanie znajduje się Krukon. Nie musiałby go widzieć, bo wystarczyłoby, że pielęgniarka powiedziałaby mu, jak się sprawy mają. Zdunk jasno by zaznaczył, żeby kobieta nie mówiła nic o jego obecności, bo w przeciwnym wypadku marny byłby jej los. W końcu ktoś mógłby przypadkowo rozlać jakąś śliską substancję na schodach i stałoby się nieszczęście.
    – Nie powiedziałem, że nie mamy kapitana – odpowiedział, unosząc głowę i wstając z krzesła. – Słyszę, że pielęgniarka już idzie, więc nie ma sensu, żebym tu siedział – zdążył wydusić z siebie, zanim pielęgniarka weszła do sali. Blondyn uśmiechnął się do niej i wyszedł cicho.
    Wiedział, że nie powinien mówić nic o nowym kapitanie, bo spowodowałoby to, że Vinay na pewno zacząłby się zadręczać myślą o tym, kim ów kapitan mógł być. Po czasie stwierdził jednak, że odrobina stresu na pewno nie zaszkodzi dumnemu Krukonowi, więc mógł trochę pocierpieć.
    Reszta dnia minęła mu szybko i w sumie nawet beztrosko. Pomimo tego, że co jakiś czas myślał o Krukonie leżącym w Skrzydle Szpitalnym, to nie chciał, żeby przejęło to kontrolę nad całym jego dniem.

    Karolek

    OdpowiedzUsuń
  11. [No czeeeść! Ja to był jakoś połączyła Gwen z Vinayem. Nie wiem czemu, ale wyobraziłam sobie jak spacerują razem w milczeniu po błoniach, siedzą razem na trawie i wpatrują się w błękitne niebo, a gdy nadchodzi zima, ukrywają się razem w jakiejś pustej sali pełnej poduszek. Mogą rozmawiać, mogą milczeć, czasami mogą się wygłupiać, zwierzać się sobie. Co ty na to? :)]

    Gwen

    OdpowiedzUsuń
  12. [Niech będzie, chociaż chwilę pewnie poczekasz :D Powiedz mi tylko, masz pomysł na konkretny wątek czy mam wolną rękę, sama mam coś wymyślić i cię zaskoczyć (co pewnie się nie stanie, bo zazwyczaj mam marne pomysły, chlip :c)?]

    Gwen

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ojej, tyle postaci, jak Ty sobie dajesz radę, naprawdę. Podziwiam ogromnie, dostajesz medal. :D
    Dziękuję za miłe słowa. Może któregoś dnia skrobnę coś o Trixie - kto wie. Jak tylko wpadnie mi do głowy kolejny genialny pomysł.
    Vinay bardzo przypadł mi do gustu, więc pokusiłabym się o wątek z nim. Jeśli nie masz nic przeciwko. ;D Mam nadzieję, że faktycznie wyjdzie nam z tego coś niebanalnego!]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Zamiast zajmować się głupotami, może wreszcie raczysz mi zacząć~
    #naprawdęwsadzęcięczeklotypaskudnikunakonieckolejki wiesz kto, więc zaczynaj

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wyjdź albo cię stąd wyprowadzę XDDD]

    OdpowiedzUsuń
  16. Addison przez ostatni rok stała się mistrzynią unikania ludzi. Miała dość zjadliwych komentarzy, podejrzliwych spojrzeń i cichych gróźb, dlatego opanowała sztukę wtapiania się w tłum do perfekcji, mimo że jeszcze zaledwie kilka miesięcy wcześniej uwielbiała znajdować się w centrum uwagi i robiła wszystko, by zostać zauważoną. Odkryła wąskie odgałęzienia korytarzy, którymi uczniowie najrzadziej się przemieszczali, puste, zakurzone klasy, z których nikt nigdy nie korzystał, ciemne wnęki w ścianach kryjące ją przed wzrokiem rówieśników. Nierzadko dotarcie na lekcje zajmowało jej dwa razy więcej czasu niż gdyby wybrała najprostszą trasę, ale te dodatkowe minuty spokoju były warte swojej ceny. Na początku jeszcze dumnie unosiła podbródek do góry, udawała, że nie dosłyszała złośliwych słów wypowiedzianych tonem pełnym nienawiści albo załatwiała wszystko pięściami oraz magią. Z czasem robiła się jednak coraz bardziej zmęczona – powtarzanie tych samych słów na swoją obronę, walczenie o dobre imię nieżyjącego brata, po którym nie dane jej było nosić żałoby, kolejne szlabany, gdy kończyła jej się cierpliwość i wybierała dosadne metody przekazu... Te starcia kosztowały ją coraz więcej energii, a zmuszenie się do promiennego uśmiechu było porównywalne z wysiłkiem koniecznym do wspięcia się na Mount Everest. Łatwiej było po prostu zniknąć.
    Trybuny zawsze zapewniały jej poczucie bezpieczeństwa. Quidditch dawał jej wolność,ma atmosfera panująca na boisku nie mogła równać się z niczym innym. Uczniowie rzadko się tutaj pojawiali, jeżeli nie było treningu lub meczu, zwłaszcza o tej porze roku; nikt nie chciał ryzykować odmrożeniem sobie tyłka, dzięki czemu Addie zyskiwała kilka godzin pełnego niewymuszonej ciszy schronienia. Za niedługo zrobi się zbyt zimno, by mogła bezkarnie przesiadywać na trybunach, ogrodzona od szkolnej społeczności wypełnionej niechęcią do najmłodszej Hallaway, ale na razie wykorzystywała ten czas maksymalnie. Przynajmniej do momentu, w którym traciła czucie w stopach, dłoniach i czubku zaczerwienionego nosa.
    Addison schodziła po schodach, nucąc pod nosem najnowszą piosenkę witchbandu, który wdarł się na Czarlistę Przebojów w ostatnim tygodniu, deklasując łzawą balladę o porzuceniu autorstwa Czarodziejek Miłości. Okropnie fałszowała, w dodatku muzyka była okropna, ale kiedy wpadła do głowy, zupełnie przejmowała kontrolę nad umysłem. Już dawno odkryła, że łatwiej było jej nie myśleć, kiedy otaczały ją nad wyraz irytujące dźwięki i może dlatego ostatnio katowała współlokatorki z dormitorium najbardziej żenującymi kawałkami w historii muzyki. Jej głos rozbrzmiewał na trybunach, kiedy pokonywała kolejne szczeble drewnianej konstrukcji, ale nagle urwała w połowie, dostrzegając znajomą sylwetkę. Zamarła w pół kroku, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Z jednej strony chciała spuścić głowę, odwrocić wzrok i przemknąć koło Vinay'a, z drugiej miała na końcu języka jakąś złośliwą uwagę, która prawdopodobnie zabolałaby ich oboje. Nie zdążyła jeszcze podjąć decyzji, kiedy nagle chłopak chwycił ją za rękę i pociągnął, nie dając jej żadnej szansy na protest.
    — Nie mów mi, co mam robić — warknęła w odpowiedzi dziewczyna, zaznaczając swoje niezadowolenie poprzez uderzenie Belzungovicha pięścią w brzuch; cios był na tyle mocny, żeby go odczuł, ale jednocześnie na tyle lekki, że nie mogła zrobić mu krzywdy ani spowodować u niego głośniejszej reakcji, skoro mieli pozostać niewidzialni dla kapitana ślizgońskiej drużyny i jego dwóch pachołków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona również ich usłyszała. Znienawidzony głos Eugene'a Monroe'a, oślizgłego kapitana drużyny Ślizgonów, Marcusa Edwardsa, jednego z najbardziej agresywnych ścigających na boisku oraz Warrena Abercombie'ego, ich tępego pałkarza, który tyle razy oberwał w głowę, że obecnie potrafił porozumiewać się jedynie trudnymi do rozszyfrowania pomrukami.
      — Musimy wygrać z tymi ofermami. Po wygranej z Ravenclaw zajmują pierwsze miejsce i jeśli przegramy, mogą zwinąć nam Puchar Quidditcha sprzed nosa. Nie możemy do tego dopuścić, Abercombie. Nie zniosę, jeśli ta dziwka Mrocznych, Hallaway będzie śmiała mi się w twarz na boisku.
      Addison na palcach zbliżyła się do ściany, starając się skryć w najbardziej zacienionym rogu przy wnęce. Eugene znany był z tego, że stosował wszystkie możliwe, niedozwolone chwyty na i poza boiskiem, ale nigdy go nie złapano. Już od dawna chciała dać mu nauczkę, jednak jej własna kapitan powstrzymywała impulsywny temperament Hallaway za każdym razem, obawiając się kary dla drużyny Puchonów. W końcu miała szansę odegrać się na tym dupku za wszystkie lata.
      Warren wymamrotał coś niezrozumiale.
      — Wiem, że tym razem eliksir natłuszczający nie zadziała. Myślałem o czymś bardziej... ostatecznym. Musimy ich wyeliminować z gry na dobre.
      Addie bezwiednie zacisnęła mocno dłonie w pięści, wbijając paznokcie we wrażliwą skórę. Pod wpływem złości zaczęła oddychać szybciej, jej policzki pokryły się szkarłatem. Miała ochotę wyskoczyć z wnęki i trzasnąć Eugene'a w głowę, jedynie milcząca obecność Vinay'a powstrzymywała ją od aktów przemocy. Na razie. Zawsze była prostolinijna i skomplikowane intrygi nie były w jej stylu, chociaż miała dar do ich planowania; wolała otwarcie załatwiać swoje sprawy, podobna okazja mogła się jednak nigdy nie nadarzyć. Miała szansę przechytrzyć wyjątkowo złośliwego Ślizgona, a przy okazji się zemścić.
      Musiała tylko poczekać, aż Monroe wyjaśni, co planuje.

      Addison

      Usuń
  17. Była istnym promykiem szczęścia znanym ze swojego optymizmu i szerokiego uśmiechu. Starała się wszystkich rozweselać, pomagać i bronić słabszych, choć mogłoby się wydawać, że to ona jest tą słabszą. Wyglądała na delikatną i wrażliwą, niezbyt silnie psychiczną, aczkolwiek były to jedynie pozory. Życie w sierocińcu nauczyło ją walki o swoje, bycia twardą i nie przejmowania się opinią innych, dzięki czemu przetrwała w Hogwarcie pięć ostatnich lat. Co prawda, trudno nie było, bowiem niewiele osób jej dokuczało, szczególnie, gdy zdali sobie sprawę, że umie się postawić i nie da sobą pomiatać. Mimo to, płakała jak każda dziewczyna, jak każdy potrafiła mieć słabszy dzień. I ten dzień nadszedł właśnie dzisiaj. Przetrwała jednak słabą ocenę z Zaklęć, przetrwała też wstyd po nieudanym ćwiczeniu na Transmutacji, ale kiedy grupka Ślizgonek z ostatniego roku zaczęły się z niej podśmiewywać, nie wytrzymała. Zamknęła się w jednej z łazienek na pierwszym piętrze i tam spędziła dwie następne godziny, szlochając cicho pod nosem.
    Nie miała ochoty pojawiać się na obiedzie, za to na zaplanowane na dzisiejszy wieczór spotkanie z Vinayem zdecydowanie chciała się wybrać. Potrzebowała czyjegoś towarzystwa; potrzebowała kogoś, kto będzie potrafił ją w jakiś sposób pocieszy i odciągnąć myśli od dzisiejszego dnia. Wyszła więc z kabiny i podeszła do umywalek, po czym ochlapała twarz chłodną wodą, aby nie było widać, że płakała. Kiedy już jako tako wyglądała, wymknęła się z łazienki i zeszła do kuchni, chcąc wziąć coś do jedzenia, gdyż wiedziała, że za jakiś czas głód ją dosięgnie. Zapakowała więc do torby resztkę dyniowych pasztecików, trochę pieczonych ziemniaków pokrojonych w półksiężyce oraz ciasteczka czekoladowe na deser. Przy okazji znalazła też paczuszkę żelków zmieniających smak z Miodowego Królestwa, którą wczoraj spakowała do jednej z przegród torby.
    Korytarze nie były zbyt zaludnione, co Gwen było tym razem na rękę. Nie miała ochoty na tysiąc pytań od znajomych typu: Gdzie byłaś?, Co się stało? czy Gdzie idziesz?. Lubiła mieć swoje tajemnice, a spotkania z Vinayem w jednej z pustych sal zdecydowanie nią było. Nie dlatego, że wstydziła się chłopaka, bo wcale tak nie było, po prostu uważała, że te spotkania to wyłącznie ich sprawa i nikt nie powinien o nich wiedzieć. Kiedy więc dotarła pod salę na końcu korytarza na piętrze trzecim, upewniła się, że w pobliżu nikt się nie kręci, po czym szybko wślizgnęła się do środka. Vinaj już tam był, siedząc w rogu Sali, gdzie kilka tygodni temu rozłożyli kilkanaście miękkich poduszek, by mieli wygodne miejsce do siedzenia.
    — Cześć — powiedziała cicho z nikłym uśmiechem, siadając obok chłopaka. Torbę położyła na podłodze, tuż obok siebie, po chwili sprawdzając chłodnymi dłońmi czy jej policzki przestały być gorące od płaczu.

    Gwen

    OdpowiedzUsuń
  18. Dzisiejszy dzień należał do niezwykle intensywnych. Miesięczna przerwa od Hogwartu, sprawiła iż Adam kompletnie wypadł z rytmu. Poranne wstawianie, sprawiało mu wiele trudności, a śniadanie wzbudzało w nim odruchy wymiotne. Musiał ponownie zorientować się jak uczniowie stoją z tematami czy pogodzić się z nocnymi obchodami po zamku, zaraz po ciszy nocnej, by upewnić się, że żaden z uczniów nie wymknął się ze swojego dormitorium. Czuł się niewyspany i dosłownie wszystko działao mu na nerwy, a w Hogwarcie był już przecież od prawie dwóch tygodni. Niegdyś czuł się tutaj jak w domu, a teraz, teraz czuł się dziwnie obco, tak nieswojo. Gdyby nie garstka osób, które wspierają go na co dzień, zacząłby się zastanawiać czy nadal chce spełniać się w roli stażysty, a w przyszłości jako jeden z nauczycieli. Chwile wahania zdarzają się niezwykle często, jednak od momentu pierwszego spotkania z rodzicami, co spowodowało nagły wyjazd, zastanawiał się kim tak właściwie jest. Stracił wiarę we własne możliwości. Nie uśmiechał się tak jak kiedyś, stał się nawet nieco opryskliwy. Zauważyli to nie tylko nauczyciele, ale i również sami uczniowie, którzy starali się nie nadepnąć Rosjaninowi na odcisk. Rodzice wyraźnie dali mu do zrozumienia, że dla nich nie istnieje. Nauczył się, że ludzie tak, czy siak z niego zrezygnują. Zaczęło się od rodziców, czas dalej pociągnął za sobą brata, ciotkę, ukochaną dziewczynę, a nawet wujka. Nie wiedział, czy sam w istocie był głównym powodem, utraty bliskich, czy tylko los, chce zrzucić na jego barki miażdżącą samotność. Można było nazwać go głupcem, gdyż mimo tak bolesnych przeżyć i tak się angażował, za każdym razem spotykając się z rozczarowaniem. Kogo chciał oszukać? Sam z siebie robił kompletnego głupka. Dobrze wiedział, jak to się może skończyć, a i tak zawsze wierzy, że tym razem będzie zupełnie inaczej. Zsunął się z parapetu i postąpił kilka kroków przez pogrążony w mroku korytarz. Marzył o tym, by wreszcie skończyć obchód i wrócić do siebie. Jak dobrze, że jutrzejszy dzień był wolny od zajęć i nie musiał się martwić, tym, że czeka go pobudka z samego rana. Wreszcie będzie mógł porządnie wypocząć. Przetarł dłonią twarz i westchnął ciężko. Zmarszczył czoło, widząc w oddali czyjąś sylwetkę. Musiał nieźle wytężyć wzrok, by dowiedzieć się kim jest owy delikwent. Zgasił różdżkę, by nie zdradzać za bardzo swojej obecności. Komuś stanowczo szykował się szlaban.
    - Chyba już dawno powinieneś być u siebie, prawda? – zwrócił chłopakowi uwagę nie wiedząc nadal kim jest, jednak wszelakie wątpliwości zostały rozwiane, gdy tylko Lebiediew ponownie użył zaklęcia, które delikatnym, białym światłem otuliło korytarz.
    - Prosisz się o szlaban, Belzungovich – rzucił Adam, gdy tylko ujrzał bardzo dobrze znajomą sobie twarz. Zbliżył się do chłopaka, by zatopić dłoń w jego przyjemnie miękkich włosach. – I chyba to wykorzystam – szepnął mu na ucho.
    Może, albo i z pewnością popełniał kolejny błąd, ale Vinay działał na Rosjanina w nieopisany dotąd sposób. Adam miał nadzieję, że nie będzie mu dane po raz kolejny żałować swoich wyborów, choć tak często dostawał po tyłku, że było mu to obojętne. W końcu jego codzienność opierała się na szerokich starach, nie tylko w gronie bliskich.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  19. Adam uśmiechnął się czując na swoich ustach, wargi chłopaka, a po jego ciele rozlało się przyjemne ciepło. Rozejrzał się po korytarzu, chcąc mieć pewność, że nadal są sami i nikt im nie zagraża. Ponownie wplątał palce we włosy chłopaka, masując przy tym czule jego skórę głowy. Choć różnica wieku wynosiła aż siedem lat, to Lebiediew czuł, że trafił na niezwykle dojrzałego młodzieńca. Choć ich związek z pewnością wzbudzałby wiele kontrowersji, to najważniejsze było to, że mają siebie. Niestety musieli się ukrywać, jeśli nie chcieli rezygnować z siebie. Wiele razy, ta cała zabawa w chowanego była niezwykle męcząca, to Lebiediew mógł śmiało przysiąść, że było warto. – Przez najbliższy tydzień, będziesz przychodził do mnie wieczorami, rzekomo mi w czymś pomagając – wyszeptał z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy. – Dalej coś, wymyślę, nie będziemy się nudzić – dodał jeszcze bardziej ściszając głos, jakby bał się, że nagle może ich ktoś nakryć.
    Z grymasem na twarzy pomasował wolną dłonią obolałe plecy, których ból powracał zawsze, gdy Lebiediew był przemęczony. Dawne spotkanie z mantykoroą należało do dość pamiętliwych, a nadzwyczajną pamiątkę, skrywało na lędźwiach Rosjanina w postaci długiej, okropnej blizny.
    - Chodź – poprosił chłopaka i gasząc różdżkę ruszył przez korytarz w stronę swojego pokoju. Przepuścił chłopaka w drzwiach i gdy tylko je za nimi zamknął, upewnił się dwa razy, że są dokładnie zamknięte, a rano nikomu nie przyjdzie do głowy, wchodzić tutaj bez pukania. Może i ryzykowali nocnymi schadzkami, ale inaczej nie umieli, nie było innej opcji. Tylko sen w ciasnym, zdecydowanym uścisku, sprawiał iż byli w stanie wstać naprawdę wypoczęci.
    - Rano, gdy Cię ktoś zobaczy, powiedz, że oddawałeś mi książki, które ode mnie pożyczyłeś.
    Adam zawsze dbał o ich alibi. Zawsze musiał mieć jakiś plan, by uniknąć kłopotów. Chyba za bardzo mu zależało, by mógł dopuścić do tego, aby coś poszło źle.
    Mozolnie zdjął z siebie szatę, a twarz przemył w niewielkiej umywalce, stojącej w rogu pokoju. Zdecydowanie miał dość dzisiejszego dnia. Gdy tylko poczuł pod sobą przyjemny, cieplutki materiał pościeli na sobie, powieki stały się niezwykle ciężkie.
    - No co się tak patrzysz? Chodź tutaj – rzucił lekko rozbawiony w stronę chłopaka, by chwilę później, móc swobodnie sunąc dłonią, po jego torsie.
    Baron szybko odnalazł swoiste źródło ciepła i mrucząc w niebogłosy, wskoczył na łóżko. Ułożywszy się wygodnie za uchem Vinaya, przeciągnął się i zwinął w kłębek, co Lebiediew skwitował cichym śmiechem. Pocałował Krukona w czoło, obejmując go całą szerokością swoich ramion. Od razu odechciało mu się spać.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  20. - Nie martw się, to nic takiego – wyszeptał przymykając na moment powieki. Rano, gdy się obudzi, zdecydowanie poczuje się lepiej, a po jakimkolwiek dyskomforcie związanym z bólem pleców, nie będzie już najmniejszego śladu. Z cichym pomrukiem odwzajemnił pocałunek. Brakowało mu tego, naprawdę mocno za tym tęsknił. Pocałował go czule w czubek głowy, przyciągając do siebie jeszcze bliżej, gdy ten schował głowę w zagłębienie jego szyi. Jak zwykle, wplątał palce w jego kosmyki włosów, masując przy tym delikatnie jego skórę głowy. Nie wiedział dlaczego, ale lubił to robić. Westchnął cicho, gdy dłoń chłopaka, trafiła na wyraźnie, podłużne zgrubienie na jego plecach – blizna. W zasadzie to nigdy nie pozwalał mu dotykać tego miejsca, ani sam nie kwapił się do wyjaśnień w jakich okolicznościach się tego nabawił. Nic interesującego.
    - Śpij, Vinay – szepnął mu na ucho i pogłaskał po policzku. Zamknął oczy i sam z zamiarem zaśnięcia ułożył wygodnie głowę na poduszce, nie zabierając dłoni chłopaka z chorego miejsca. Był zbyt zmęczony i wyczerpany, by na niego warczeć lub uciekać od jego dotyku, chciał tylko zasnąć nic więcej. Nawet sen przychodził mu z trudem. Wybiła godzina pierwsza w nocy, następnie trzecia, czwarta i tak zeszło do szóstej rano, a Adam ani razu nie zmrużył oczu. Wpatrywał się w twarz Vinaya, co jakiś czas gładząc jego policzek. Baron przez całą noc, wiernie dotrzymywał im towarzystwa, mrucząc za każdym razem, gdy tylko Rosjanin przeczesywał leniwie mięciutkie futerko na brzuszku.
    Przekręcił się powoli na pracy, tak, że Krukon wręcz leżał na jego torsie. Lebiediew uśmiechnął się i zaczął głaskać go ramieniu, co jakiś czas całując w czubek głowy.
    Gdy wybiła ósma Adam ostrożnie zwlókł się z łóżka, okrywając szczelnie chłopaka kołdrą, nie chcąc go budzić. Sam zaś udał się pod prysznic, a gdy wrócił zrobił sobie herbaty i usiadł na parapecie. Zaczął padać śnieg, okrywając wszystko wokół delikatnym puszkiem. Lebiediew choć mało komu o tym wspominał, to uwielbiał śnieg, naprawdę. Kochał zimę, uwielbiał rzucać się śnieżkami, czy tarzać w śniegu. Upił łyk gorącego napoju i odwrócił głowę w stronę chłopaka, napotykając jego zaspane spojrzenie. Wyglądał tak uroczo…
    - Dzień dobry – rzucił Adam schodząc z parapetu. Odstawił kubek, a następnie usiadł na łóżku. - Wyspałeś się? – zapytał przyciągając go na swoje kolana. Odgarnął mu z twarzy kosmyki włosów i pocałował w policzek.

    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  21. Adam leniwie przesunął nosem po policzku Vinaya i cicho westchnął, po czym zabrał się za składanie delikatnych cmoknięć na jego szyi, uważnie go przy tym słuchając. W końcu oderwał się od niego i położył nieco ociężałą głowę na jego ramieniu, przymknął powieki, oddając się chwili relaksu w ramionach chłopaka.
    - Marnie spałem – odpowiedział głaszcząc chłopaka po policzku. – W zasadzie to wcale nie spałem – dodał zgodnie z prawdą. Mimo braku snu, teraz nie czuł się jakoś tragicznie, naprawdę. Marzył o ukochanych skrzydełkach, które zawsze podawano podczas śniadania, na które wyjątkowo dziś miał ochotę, więc postanowił z tego skorzystać.
    - Nie, nie wybieram się dziś do miasteczka. Wolę zostać w zamku – mruknął ponownie rozpoczynając wędrówkę po szyi Vinaya za pomocą czułych cmoknięć, gdzieniegdzie przygryzał jego skórę, by chwilę później ucałować to miejsce. Słysząc jego dalsze słowa, uniósł brew ku górze i spojrzał mu w oczy. Uśmiechnął się nieco. – Nie zostawiłbym Cię – zapewnił go, by następnie złożyć na jego wargach namiętny pocałunek. Oderwał się od niego dopiero wtedy, gdy oboje byli zmuszeni zaczerpnąć powietrza. Pogłaskał go po policzku. Podniósł się ze swojego miejsca i będąc ubranym w same bokserki, podszedł do szafy. Stojąc tyłem do chłopaka, wydobył z jej czeluści świeże ubrania, które sprawnie na siebie naciągnął. Lekko się przeciągnął i dopił swoją herbatę. Spojrzał na zegarek; mogli sobie pozwolić na jeszcze chwilę lenistwa przed śniadaniem.
    - Jakie plany na święta? – spytał cicho Adam układając się na łóżku. Przyciągnął do siebie chłopaka i pocałował w czubek głowy. Sam za bardzo świąt nie lubił. Było w nich zdecydowanie za dużo radości, sztucznej, rodzinnej radości. Nie miał zamiaru się nigdzie ruszać, zostanie w zamku. Zrobi zapasy w Hogsmeade, począwszy od ulubionych słodkości, a skończywszy na ukochanym alkoholu. Nic więcej do szczęścia nie było mu potrzeba. Sadzając sobie chłopaka na swoich biodrach, uniósł się nieco do góry, aby móc dosięgnąć jego ust.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  22. Westchnął z zadowolenia, gdy poczuł wargi Vinaya na swojej szyi. Zmrużył lekko oczy mrucząc, a po jego ciele rozlało się przyjemne ciepło. Po dłuższym zastanowieniu, do Rosjanina dotarło, że chociażby na jeden dzień świąt musiał wybyć z Hogwartu, gdyż miał w swoim gronie osobę, która nie pozwoli mu spędzić wigilijnego dnia w zamku. Nie chciał się z nią kłócić, dlatego też będzie zmuszony przystać na jej propozycję, choć nie miał zamiaru udawać, że w pełni mu to pasuje, jednak nie chciał zawodzić przyjaciółki.
    - Czyli mamy podobnie – odpowiedział z uśmiechem, by następnie złożyć na wargach chłopaka pełen namiętności pocałunek. Gdy się od niego oderwał, spojrzał mu w oczy. – Myślę, że woźny będzie wniebowzięty mogąc wlepić komuś karę – zaśmiał się, kreśląc delikatne wzroki na plecach chłopaka. Cmoknął go w policzek, zupełnie ignorując jego dalsze słowa. Nie miał zamiaru wypuścić go aż tak szybko ze swojego pokoju. Ułożywszy go pod sobą, spojrzał mu w oczy, by po raz tysięczny tego poranka, zasmakować ust ucznia. Ten pocałunek różnił się zdecydowanie od poprzednich. Można było w nim odczuć masę oddania i zaangażowania. Leniwie wsunął dłonie pod materiał jego spodni, by zacisnąć palce na jego pośladkach. Skierował pocałunki na szyję chłopaka, a zatrzymał wargi dopiero na jego klatce piersiowej, gdzie zostawił delikatną malinkę, po której nie będzie już śladu za parę minut. Oderwał się od niego dopiero wtedy, gdy nabrzmiałe od pocałunków wargi dawały o sobie znać. Wziął parę głębokich wdechów. Teraz był w pełni zadowolony. Pogłaskał go po policzku z delikatnym uśmiechem.
    - Zmykaj, tylko uważaj na siebie i przyjdź, gdy tylko będziesz miał chwilę – rzucił z nieco szerszym uśmiechem, pozwalając mu wstać z łóżka. Zadbał o jego nieco pogiętą koszulę, by nikt niczego się nie domyślał, a następnie pocałował go na pożegnanie. Gdy tylko został sam, spojrzał na zegarek. Miał jeszcze dwadzieścia minut do śniadania, więc usiadł na łóżku. Poczuł się mocno senny. Okrył się kocem, pozwalając zawładnąć senności nad jego ciałem. Nie musiał się martwić, że ktoś go zbudzi. Vinay dobrze wiedział jak otworzyć drzwi od pokoju Adama nie posiadając klucza. Wystarczyło parę stuknięć różdżki, by drzwi się otworzyły, czego nauczy ł go sam Lebiediew. Nawet zapomniał o głodzie, sen zdecydowanie bardziej mu był potrzebny.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  23. Sen Adama nie trwał długo, a zaledwie trzy godziny. Lepsze coś niż nic. Mając ogromną ochotę na sok dyniowy, zwlókł się z łóżka i gdy tylko otworzył jedną z szafek, dotarło do niego jak bardzo posiadał rażące braki w swoich prywatnych zapasach. Westchnął ciężko. Czyli, jednak wycieczka do Hogsmeade była nieunikniona. Ubrany od stóp do głów grubo, a co najważniejsze ciepło opuścił mury zamku. Śnieg zdecydowanie utrudniał przedostanie się do miasteczka, przez niewydeptana jeszcze ścieżkę. Pobyt w Hogsmeade minął mu niezwykle sprawnie oraz szybko. Wiedział po co idzie, poza tym w wieli miejscach posiadał znajome osoby. Zaoszczędził dzięki temu parę galeonów oraz cierpliwości, która u Rosjanina była teraz na wagę złota. Przeklinał coraz gęściej padający śnieg, ściskając w dłoni pokaźną siatkę z zakupami. Oczywiście przeważały butelki z ukochanym sokiem dyniowym oraz biała czekolada, której parę tafelków zajadł najczęściej przed snem. Gdy był już wystarczająco blisko zamku, jego uwagę zwróciły czyjeś donośne śmiechy oraz wołanie o pomoc. Zmrużył oczy i nie czekając ani chwili dłużej ruszył w stronę hałasów. Musiał przyznać, że to co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Poczuł jak serce wręcz podeszło mu do gardła.
    - To takie zabawne?! Naprawdę?! Ciekawe czy będzie wam równie wesoło podczas sprzątania kibli – krzyknął Lebidiew będąc wyraźnie wkurzonym. Ślizgoni naprawdę zepsuli sobie żywot w oczach Rosjanina. Po przywołaniu miotły od razu ją dosiadł i ruszył w stronę Vinaya. Miał coraz mniej czasu, chłopak wyglądał na naprawdę przemarzniętego.
    - Do reszty zdurniałeś? – warknął po wciągnięciu go na trzonek miotły. Objął go mocno, by ten nie spadł. Adam nie wierzył w głupotę chłopaka, która chyba po tym co zobaczył, nie miała granic.
    Po dotarciu do zamku, trzymał chłopaka blisko siebie. Miał wrażenie, że jego drżące ciało odmawia współpracy.
    - Powinienem Ci nakopać do dupy, wiesz idioto? – syknął Lebidiew. Tak cholernie się o niego bał. Przecież on…Nie, Adam nawet nie chciał o tym myśleć. Wyprostował się nieco, gdy napotkał na swojej drodze jednego z profesorów.
    - Zajmę się nim, to tylko zimna kąpiel, sądzę, że porządny szlaban wybije mu z głowy kolejne głupie wybryki – rzucił stażysta w stronę posiwiałego już mężczyzny, a następnie wyminął go i gdy tylko przekroczył próg swojego pokoju, zamknął drzwi na klucz. Posadził Vinaya na łóżku ściągając z niego przemoczone ubranie, co zastąpił swoją dresową bluzą wraz z grubym kocem. Idiota, pieprzony idiota, skończony dureń. Obowiązkowo wcisnął w dłonie chłopaka kubek z gorącą herbatą. Wziął głęboki wdech, by się opanować. Miał nadzieję, że uczeń zdawał sobie sprawę jak mogło się to skończyć. Przetarł twarz, lekko drżącymi dłońmi.

    Adaś, ten co zwykle szału ni ma.

    OdpowiedzUsuń
  24. Adam westchnął ciężko i przebrał nieco przemokniętą bluzę na ulubiony, czarny sweter. Dopiero wtedy odwrócił się w stronę chłopaka, który wyglądał niczym obraz nędzy i rozpaczy. Lebiediew powoli czuł jak opadają emocje. Powinien porządnie przetrzepać mu ten pusty łeb, ale widząc go takiego zmizerniałego, nie umiał dłużej się na niego gniewać.
    - Nie rób więcej razy takich głupot – wydukał Adam, a następnie zbliżył się do chłopaka. Wsunął się pod kołdrę i przytulił go do siebie, uważając na kubek, który trzymał w dłoniach. Okrył go grubym materiałem pościeli i ucałował czule w czoło. Vinay nadal był lodowaty. Musiał się jak najszybciej rozgrzać. Lebiediew po paru minutach wziął od niego nieco upity kubek, który odstawił na stolik, a następnie przechodząc do pozycji leżącej, zdecydowanie przyciągnął do siebie chłopaka.
    - No już…zaraz zrobi Ci się cieplej – szepnął, czując jak bardzo ten drży. Pocałował go w czoło i zaczął głaskać po plecach. Powoli wszystko wracało do normy. – Nie strasz mnie już – poprosił cicho Adam. Schował go w swoich ramionach broniąc przed całym światem. Lebiediew czuł się dziwnie odpowiedzialny za Vinaya. Zależało mu na nim i nie zniósłby myśli, że coś mogłoby mu się przytrafić, to było coś okropnego. – Cholernie się o Ciebie bałem – dodał zaciskając powieki. Ten widok z pewnością długo pozostanie w jego pamięci. Zacisnął usta w wąski paseczek i wstał na moment tylko po to, aby dorzucić do kominka i okryć chłopaka drugim kocem w połączeniu ze świeżą pościelą. Oczywiście on sam powrócił na swoje poprzednie miejsce. Cmoknął go delikatnie w usta. To wszystko było takie zwariowane…Lebiediew czuł się jakby znajdował się w jakiejś karuzeli, która nigdy nie ma zamiaru się zatrzymać.
    - Prześpij się – poprosił Adam, głaszcząc Vinaya po policzku. – Jak się obudzisz, ja nadal przy Tobie będę – dodał na zachętę. Sam również czuł się bardzo zmęczony. W końcu to wszystko kosztowało go wiele wysiłku oraz emocji, poza tym nie był w dobrej kondycji.

    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  25. Adam westchnął ciężko i przeszedł do pozycji siedzącej. Uważnie spoglądał na chłopaka, ani razu mu nie przerywając. Skoro chciał się na nim wyładować, proszę bardzo, Lebiediew mu nie bronił, jednak nie miał zamiaru wchodzić z nim głębszą dyskusję, która i tak poprowadzi ich do większej kłótni. Zacisnął usta w wąski paseczek. Chciał tylko pomóc, a widocznie zabrał się za to w zupełnie nieodpowiedni sposób, który tylko rozzłościł chłopaka. Przetarł twarz dłońmi, a następnie spojrzał w stronę drzwi, nie chciał go zatrzymywać.
    - Klucz jest tam gdzie zawsze – odpowiedział jedynie, wstając ze swojego miejsca. Oboje powinni ochłonąć, jednak Adam był pewien, że nie ma zamiaru patrzeć po raz kolejny na rażącą głupotę chłopaka, który chce udowadniać innym, że nie ma dla niego granic, granic czystego debilizmu. Przysiadł na parapecie z butelką soku w dłoni. Skrzywił się nieco, gdy plecy znowu dały o sobie znać. Westchnął cicho. I na co ci to było, chłopie? Oparł głowę o chłodną szybę, przymykając przy tym powieki. Powinien się przespać, porządnie wyspać. Może to pozwoliłoby mu pozbyć się ogromnego mętliku w głowie, który towarzyszył mu od dobrych paru dni. W końcu, jednak ubrał na siebie gruby szal i rękawiczki, a na to długi płaszcz. Opuścił zamek, by na granicy zakazanego lasu, zmienić się w czarną panterę. W zwierzęcej postaci czuł się czasem znacznie lepiej niż podczas bycia człowiekiem. Nie pojawił się w zamku aż do kolacji, na której zjawił się nieco spóźniony, jednak nie wszystko zostało jeszcze zjedzone i udało mu się na coś załapać. Mało kto wiedział o tym, że Adam zaliczał się do grona animagów i nie zamierzał tego zmieniać, gdyż stawało się to bardzo przydatne, naprawdę w wielu sytuacjach.
    Po kolacji udał się do siebie, gdzie zabrał się za sprawdzanie zaległych prac, jednak jak na złość, został wezwany do dyrektora, który poprosił go o zorganizowanie grupki uczniów, do rozwieszenia reszty, świątecznych dekoracji, za co Lebiediew miał zabrać się zaraz po śniadaniu.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  26. Adam nie był zadowolony z rozwieszania świątecznych dekoracji, a jeszcze bardziej nie był zadowolony z tego, że jednak przypadła mu grupka uczniów, którzy mieli odbyć szlaban. Zdecydowanie łatwiej, by poszło, gdyby to sam wybrał sobie zaufanych uczniów, a tak to, musiał psuć sobie nerwy, co jakiś czas zwracając im uwagę. Popijał sok dyniowy, czytając kolejną lekturę, na której nie mógł w pełni się skupić, gdyż musiał doglądać owych delikwentów. Ta cała szopka z Clementem, nawet nieco go bawiła. Vinay, naprawdę sądził, że Lebiediew mógłby być zazdrosny? Jeśli tak, to cholernie się mylił. Adam musiał przyznać, że mimo wielu wygłupów oraz małych sprzeczek szło im to całkiem sprawnie. W końcu podniósł się ze swojego miejsca, by ocenić starania, a raczej wypociny uczniów.
    - Całkiem nieźle – rzucił lekko się przy tym uśmiechając, po czym odwrócił się w stronę swojej ulubionej dwójeczki. Uśmiechnął się nieco. – Widzę, że świąteczna aura nieźle Wam dopisuje. W głównym holu jest jemioła, nie traćcie okazji – dodał wciskając im w dłonie pudełko z bombkami i wyraźnie się zamyślił, gdy wpadło mu coś do głowy, jednak z tym poczeka do końca wieszania dekoracji, które cóż, dzisiaj musiały być skończone. Nie chciał zostawiać ich zbytnio samych, gdyż wiedział jak to się może skończyć, wiec przyjął pustą butelkę soku dyniowego z lekkim smutkiem. Dalsze zabawy z masą łańcuchów przysporzyło trochę problemów, jednak w końcu wszystko zostało zapięte na ostatni guzik, a uczniowie mogli wrócić do siebie. No tak, nie do końca.
    - Skoro się Wam tak dobrze razem pracuje, to zapraszam za mną – rzucił Adam, patrząc wymownie na Vinaya i Clementa. Ruszył przez korytarz milcząc, nie kwapił się na razie na wyjaśnienia. Zaprowadził ich do biblioteki.
    - Przyprowadziłem Pani, dwójkę chętnych do pomocy uczniów. Z chęcią przetrą z kurzu wszystkie regały oraz odniosą wszystkie książki na odpowiednie miejsca – oznajmił patrząc się na kobietę, co bibliotekarka przyjęła z niemałym zachwytem. Skoro chłopcom tak dobrze się razem pracowało, to dlaczego by nie pociągnąć tego dalej? I nie, Adam nie robił im na złość, po prostu chciał pomóc lubianej bibliotekarce…teoretycznie.
    - Bez żadnych numerów. Przyjdę tutaj za pół godziny, by skontrolowac jak wam idzie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Adam zacisnął wargi w wąski paseczek i pokręcił z niedowierzania głową. Czyli tutaj Vinay też już zdążył narozrabiać. Uważnie wysłuchał dość dziwnej wymiany zdań, a następnie nieco się zamyślił. Bibliotekarka musiała mieć na myśli coś bardziej poważniejszego niż Rosjaninowi mogło się wydawać, jednak na chwilę obecną nie chciał się w tym za bardzo zagłębiać.
    - Poradzą sobie, proszę mi wierzyć – rzucił Adam, co kobieta przyjęła delikatnym skinieniem głowy, a chwilę później, gdy Lebiediew miał sobie już iść, zaproponowała mu herbatę przy talerzyku wypełnionym po brzegi, pierniczkami w białej czekoladzie. Nie umiał odmówić, więc z chęcią przystał na jej propozycję. Zasiedli przy niewielkim stoliczku w jej małym kąciku, z którego był świetny widok na regały z książkami. Adam naprawdę nie chciał się mścić bo nie miał za co, choć tylko tak mogła ta dwójka to odebrać. Gdy tylko dopił herbatę, uprzejmie podziękował i zmył się z biblioteki, zostawiając chłopców pod opieką kobiety. Sprawdził resztę wypracowań i po ponad godzinie wrócił do czytelni, gdzie Vinay wraz z Clementem, nadal zmagali się z warstwą kurzu na regałach.
    - Na dziś im wystarczy, jutro przyślę do pani kogoś nowego – oznajmił Lebidiew krzyżując ręce na piersi. Nie chciał już dłużej zawracać kobiecie głowy, więc pożegnał się i nie czekając na chłopców, opuścił pomieszczenie. Udał się do siebie, gdzie walnął się na łóżko. Pękała mu głowa. Zdecydowanie miał dość dzisiejszego dnia. Na kolację udał się będąc dość markotny i pobladły, co jedynie wyostrzyło cienie pod oczami. Mimo złego samopoczucia, towarzyszył mu całkiem wzmożony apetyt, dzięki czemu najadł się do syta jak nigdy, wdając się w rozmowę z nauczycielami. To co usłyszał później, wprawiło go w prawdziwe osłupienie. Z początku miał wrażenie, że dyrektor się pomylił przedstawiając nową Stażystkę. Wiera Sokołow – jego była. Zagryzł tak mocno dolną wargę ze zdenerwowania, że poczuł metaliczny posmak krwi. Poświęcił jej tak wiele, kochał ją całym sobą, a ona okazała się być zimną suką, zaś teraz ma tupet powracać i ponownie przekręcać życie Rosjanina do góry nogami. Nawet na nią nie spojrzał, choć wiedział, że ona gapi się na niego zupełnie bezwstydnie.
    Gdy pierwsi uczniowie zaczęli opuszczać Wielką Salę, a zaraz po nich Adam, na jednym z korytarzy do Vinaya doczepił się Baron, wyraźnie domagając się uwagi oraz pieszczot ze strony chłopaka. Łasił się oraz wczepiał pazurki w spodnie chłopaka. Lebiediew rzadko kiedy wypuszczał kociaka ze swojego pokoju zupełnie samemu. Był zdecydowanie jeszcze zbyt mały, mogło się mu coś stać, choć powinien już poznawać tak wielkie terytorium zamku.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  28. Adam nieco się zmartwił, gdy pod dłuższym leżeniu na łóżku nie przyszedł do niego Baron, po krótkim nawołaniu dotarło do niego, że ta mała bestia, widocznie musiała uciec mu z pokoju. Westchnął ciężko i przetarł twarz dłońmi. Nie uśmiechało mu się łazić za tym futrzakiem, jednak naprawdę nie chciał, by coś mu się stało. Na szczęście poszukiwania nie trwały długo. Lebiediew uśmiechnął się delikatnie widząc jak Vinay, bawi się z jego zgubą.
    - Nie może, ale widocznie znalazł lukę, którą pozwolił sobie na ucieczkę – dopowiedział Adam i cicho westchnął. Wziął kociaka w swoje ramiona i delikatnie cmoknął w maleńki łepek. Zamyślił się na moment słysząc pytanie Vinaya i skinął, jedynie potwierdzająco głową, choć za pewnie nie będą mieli okazji zbyt długo porozmawiać, gdyż Lebiediew dosłownie padał z nóg.
    Po wejściu do pokoju, postawił kociaka na podłodze, który od razu znalazł ciepłe miejsce na swojej poduszce, ulokowanej obok kominka zaś sam Adam zdjął z siebie szatę, w której tak naprawdę nigdy nie lubił chodzić. Przemył twarz zimną wodą, a następnie usiadł na łóżku.
    - Napijesz się czegoś? –zapytał przenosząc wzrok na Vinaya. Chwycił butelkę z sokiem dyniowym, która chwilę później wylądowała w dłoniach chłopaka. Adam ziewnął przeciągle zasłaniając dłonią usta, by chwilę później przyciągnąć ucznia na swoje kolana. Rosjanin nie umiał żyć w takim dziwnym napięciu, chciał być blisko chłopaka, stęsknił się za nim. Bez słowa schował twarz w zagłębieniu jego szyi i zamruczał niczym rasowy kociak. Zdecydowanie teraz mu było tego potrzeba.
    - Zdecydowanie szlaban nadal jest aktualny – wymamrotał i pogłaskał go po plecach. Nie wiedział czy chłopak nadal się gniewa czy też może mu przeszło. Jedno było pewne, Adam go teraz potrzebował. Pocałował go czule za uchem, którego płatek delikatnie przygryzł.
    - Chyba, że wolisz wracać do siebie – dodał po chwili, odsuwając się od niego delikatnie, by móc spojrzeć na jego twarz.

    Adaś <3

    OdpowiedzUsuń
  29. Cmoknął go w czubek nosa, po czym pogłaskał z wyraźną czułością po policzku. Odwzajemnił małą pieszczotę w postaci niewinnego pocałunku, a następnie ułożył się na poduszkach, pociągając za sobą chłopaka. Słysząc wzmiankę o małej wycieczce, Rosjanin nieco się rozmarzył. Zdecydowanie coś takiego obojgu, by się przydało. Z szerokim uśmiechem, przekręcił się na bok, by móc lepiej widzieć Vinaya, a następnie ucałował go w policzek.
    - Wiesz, to brzmi całkiem świetnie i z pewnością powinniśmy z tego pomysłu skorzystać – odpowiedział układając wygodnie głowę na jego torsie. Przymknął na moment powieki. Dopiero czując przyjemnie miękki materac oraz bijące ciepło od ciała chłopaka, dotarło do Rosjanina jak bardzo był padnięty. Plecy dały o sobie znać, a senność coraz bardziej brała górę zaś ból, jedynie przybierał na sile. Adam wyglądał marnie, choć obydwoje byli nieźle wymęczeni.
    - Słabo się czuje. Posiedź jeszcze chwilę – poprosił Adam, okrywając siebie oraz jego kołdrą. Schował twarz w zagłębieniu jego szyi. – Prześpię się w końcu i będzie okej - dodał nie chcąc, by Vinay się martwił. Ponownie ucałował go w policzek i zaciągnął się jego zapachem. Poczuł, jedynie jak Baron układa się na jego biodrze, a chwilę później spokojnie zasnął otulony przez bliskość ukochanego. Przebudził się dosłownie parę minut później, gdy do jego uszu dobiegł dźwięk pukania do drzwi. Jęknął niezadowolony i wyraźnie zasapany udał się, by otworzyć drzwi, wcześniej pokazując Vinayowi, miejsce w którym mógł się ukryć.
    Nie spodziewał się, że wizytę postanowi złożyć mu Wiera.
    - Czego chcesz? – zapytał uważnie na nią patrząc. Jak zawsze na jej twarzy gościł pewny siebie uśmiech, zaś jasne, krótkie włosy, były ułożone w najstaranniejszym porządku. Obmiotła pogardliwym wzrokiem sylwetkę Lebiediewa.
    - Jak zawsze milutki – zaśmiała się, jednak Rosjaninowi nie było do śmiechu. Uśmiechnął się krzywo i nie mając zamiaru wykazywać się jakąkolwiek kulturą zatrząsnął jej drzwi przed nosem. Gdzieś tam, któraś z szuflad w jego pokoju, skrywała list, który od niej otrzymał, parę miesięcy temu, w którym podle wyrzekła się wszystkich uczuć, traktując Adama jak zwykłą zabawkę, która jej się znudziła – Pieprzona suka – wymamrotał pod nosem. Przyszła tylko po to, by go zdenerwować, nic więcej. Za pewne zrobi to jeszcze nie raz, nie dwa. Oparł się biodrem o szafkę i wziął głęboki wdech. Uniósł wzrok i spojrzał na Vinaya.
    - Moja była – wyjaśnił pokrótce. – Gdyby sprawiała Ci trudności, powiedz mi o tym. Nie wierzę, że kiedyś byłem w stanie poświęcić dla niej wszystko.
    Usiadł na łóżku i dosłownie schował się w ramionach Vinaya. – Zaraz pęknie mi głowa – jęknął i pomasował nieco skronie. Przymknął powieki zaś zaraz po tym, cmoknął chłopaka w żuchwę. – Powinieneś wracać do siebie. Nie chcę byś miał kłopoty poza tym, że możesz usprawiedliwić się szlabanem.


    ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  30. Adam westchnął ciężko. To wszystko było takie skoligowanie i zdecydowanie było tego zbyt dużo jak na jeden dzień. Spojrzał na Vinay’a, a dłonią przetarł wyraźnie zmęczoną twarz. Nie miał ochoty na głębsze wyznania, jednak nie chciał też zostawiać chłopaka z jakimiś niedomówieniami czy wątpliwościami, więc chciał czy też nie, musiał mu to wszystko wyjaśnić.
    – Nie, nie jesteś moim pierwszym, Vinay. Pociągają mnie zarówno kobiety jak i mężczyźni. Nie mam szczęścia w związkach. Zwykle jestem przerzucany z kąta w kąt. Z nikim nie udało mi się nigdy stworzyć czegoś naprawdę silnego, poza Wierą, z którą byłem aż siedem lat. Rezygnowano ze mnie od tak, nawet ona w końcu to zrobiła. Przyzwyczaiłem się i z każdym razem mocno wierzę, że tym razem się uda. Śpij dobrze i uważaj podczas powrotu do dormitorium – odpowiedział, mając nadzieję, że udzielił wystarczającej odpowiedzi, a następnie odprowadził go wzrokiem do drzwi, które zamknął za nim na klucz od środka. Teraz naprawdę miał gdzieś wszystko i wszystkich. Choćby się waliło i paliło, on miał zamiar się wyspać. Zdecydowanie mu się należało. Po rozebraniu się do bokserek, ułożył się wygodnie w pościeli i zasnął jak małe dziecko, dosłownie. Przespał spokojnie całą noc aż do śniadania, na którym pojawił się wreszcie w pełni wypoczęty. Nawet na zajęciach był nieco weselszy. Gdy tylko wybiła ostatnia minuta jego zajęć, jednak planowo dla reszty miała się odbyć jeszcze ostatnia godzina, uśmiechnął się przebiegle. Nie myśląc ani chwili dłużej, wystrzelił jak z procy z jednej klas, by wparować do drugiej, znajdującej się na samym końcu korytarza.
    - Przepraszam profesorze, ale pilnie potrzebny mi pan Belzungovich – oznajmił Adam, nie siląc się na większe wyjaśnienia. Nieco posiwiały już mężczyzna, kiwnął głową, co miało znaczyć, aby Vinay spakował swoje rzeczy i opuścił klasę w towarzystwie stażysty. Całą drogę do pokoju Adama, Rosjanin udawał, że daje uczniowi ostrą reprymendę i prowadzi go do siebie na poważną rozmowę, gdyż dosłownie ciągle mijał ich ktoś na korytarzy, w tym nawet sama Wiera, a musieli utrzymywać pozory na każdym kroku.
    - Jak się czujesz? – zapytał Lebieidew, gdy tylko zamknął za nimi drzwi. – Po takiej kąpieli, mam nadzieję, że żadne choróbsko cię nie dopadnie – wyjaśnił i przetarł twarz dłonią. – Zabrałem Cię z ostatniej godziny bo stwierdziłem, że ostatnimi czasu, zdecydowanie zbyt mało czasu mamy dla siebie. Widzimy się przelotem, na dosłownie kilka minut. Wiem, że nie możemy sobie pozwalać na zbyt wiele, gdyż żadne z nas nie chce mieć kłopotów, ale obiecaj mi, że gdy uda nam się wyrwac na ta naszą małą wycieczkę, Hogwart i cały ten zapyziały, magiczny świat, przestanie mieć znaczenie. Zajmiemy się tylko sobą, hm? – spojrzał na chłopaka takim wzrokiem jakim nie patrzył na niego jeszcze nigdy w życiu. – Mam nadzieję, że to co wczoraj powiedziałem, w żaden sposób Cię nie uraziło. Wiera to już przeszłość, coś do czego nigdy nie chcę wracać.
    Wcisnął głowę w zagłębienie jego szyi. – Teraz ty jesteś moim centrum.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  31. Adam z niebywałą przyjemnością odwzajemnił pocałunek, opadając na łóżko. Przesunął dłońmi po plecach chłopaka, a gdy się od niego oderwał, trącił nosem jego nos. Był szczęśliwy i równie radosny co sam Vinay. Dosłownie spadł mu kamień serca, a chwil takich jak te, powinni przeżywać znacznie częściej, jednak prawdą było, że szkolne mury wszystko, dosłownie wszystko utrudniały i byli zmuszeni radzić sobie na swój, nieco zwariowany sposób. Rosjanin, przesunął wierzchem dłoni, po delikatnie zaróżowionym policzku chłopaka, by ponownie złożyć pocałunek na jego wargach. Musiał przyznać, że już nie mógł się doczekać ich wspólnej wycieczki. Miał dość nudnych murów szkoły przez, które momentami człowiek tracił poczucie czasu, zapominał jaki jest dzień tygodnia, czuł się jakby stale, stał w miejscu.
    — Zdecydowanie przyda nam się tak mały wypad — rzucił z uśmiechem i przesunął powoli wargami po ramieniu chłopak. Przerzucił nogę przez jego biodro, tak że między ich ciałami nie było nawet milimetra przerwy, co bardzo odpowiadało Rosjaninowi.
    — Jakieś plany na dalszą część dnia? — zapytał Adam zadzierając nieco głowę do góry by móc spojrzeć na twarz chłopaka, gdy swoją obecnością zaszczycił ich nie kto inny, a Baron, który ułożył się wygodnie na brzuchu Vinaya, mrucząc wyraźnie zadowolony. Lebiediew zaśmiał się i wyciągnął dłoń, by móc pogłaskać kotka za uchem, który przyjął małą pieszczotę z wyraźnym zadowoleniem.
    W zasadzie sam Adam nie miał większych planów, jak mógłby spędzić resztę dnia. Miał ochotę się lenić, porządnie się lenić i nie kiwnąć nawet najmniejszym palcem, dlatego też ciężko mu będzie zwlec tyłek z łóżka w razie potrzeby. — Liczę na to, że szybko się stąd nie zmyjesz — dodał z delikatnym uśmiechem na twarzy, głaszcząc Vinaya po torsie. — Z resztą… — uniósł się lekko na łokciu, by móc go lepiej widzieć. Ujął jego podbródek w dwa palce. — Nie wypuściłbym Cię tak szybko — puścił mu oczko, a następnie nachylił się, by żarliwie go pocałować. Wsunął język do jego ust, co znacznie pogłębiło pieszczotę. Zamruczał z zadowolenia. Oderwał się od niego po dłuższej chwili, gdy oboje byli zmuszeni zaczerpnąć powietrza. Cmoknął go jeszcze w czubek nosa i z uśmiechem, wtulił się w jego bok. Przymknął powieki, zrobił się nawet nieco senny, jednak nie miał zamiaru zasypiać, nie teraz, kiedy było tak przyjemnie.

    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  32. [Dziękuję za urocze przywitanie!
    Przeglądam Twoje karty i nie mogę się zdecydować - wszystkie postacie mają w sobie to coś, ale chyba Vinay najbardziej do mnie przemówił.
    Może coś powiązanego z jakże urokliwą grą kłyknicza?]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  33. [Oj, dziękuję, jest mi bardzo miło!
    Na wątek bardzo chętnie wpadnę i bardzo chętnie tutaj; za imię, za zdjęcie, za treść, za wszystko. Co powiesz na obsadzenie Vinaya w roli przyjaciela?]

    Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  34. [Są na tym samym roku w tym samym Domu – poszłabym w coś typu przyjaźń od pierwszej podróży pociągiem do Hogwartu, dwoje podekscytowanych smarkaczy i Żaby Czekoladowe. :D Teraz natomiast mogliby razem wyruszyć na poszukiwanie zwierząt, które-można-znaleźć-ale-nikt-jeszcze-tego-nie-zrobił. c: Oczywiście mam na myśli noc, ciemny Zakazany Las i kłopoty, w które się wpakują.]

    Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  35. [Super, ja również. W takim razie dobrej nocy życzę! c:]

    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  36. - Nie. - odparła od razu zdecydowanym tonem, ale zaraz pozwoliła mu mówić dalej. Nie podejrzewała, że mógłby kogoś skrzywdzić. Dlatego cholernie jej się to wszystko nie potrafiło zgrać. Chciała mu wierzyć, a jednocześnie zupełnie nie potrafiła, bo wszystkie pozorne znaki mówiły, że to chodzi o niego. Wolałaby, aby te znaki się myliły. Nie chodziło o byle kogo. Sprawa dotyczyła jej kapitana, jej kumpla i człowieka, któremu kiedyś już powiedziała, że może na nią liczyć. To więcej niż się wydaje.
    - Nie trzeba różdżki, żeby zabić człowieka. - powiedziała bardzo cicho, patrząc w dół i kręcąc delikatnie głową. Uniosła ją dopiero, gdy Vinay zadał jej pytanie. Spojrzała mu w oczy i westchnęła. - Spójrz mi w oczy i po prostu powiedz, że nikogo nie zabiłeś.
    Głupio jej było prosić go o dokładne wyjaśnienia gdzie był, z kim i po co. Tak jakby dopytywanie o szczegóły nocnej wycieczki było większym wtrącaniem się niż wyciąganie kogoś za ramię z sali i podejrzewanie o morderstwo. Ale co miała sobie myśleć? Czy Vinay wyobrażał sobie jakikolwiek inny scenariusz po przeczytaniu tej wiadomości? Czy nie spodziewał się właśnie takiej reakcji znajomych?

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  37. [Grają na tej samej pozycji z przeciwnych drużynach, więc zakładam, że darzyliby się raczej niechęcią. Może wepchnąć ich razem na szlaban, albo zamknąć razem w pustej klasie? Coś, co zmusiłoby ich do interakcji, raczej mało dobrowolnej]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  38. Adam z uwielbieniem wymalowanym w oczach, spoglądał na ukochanego, głaszcząc go przy tym po policzku. Nie było na Ziemi lepszego miejsca niż możliwość trwania u boku Vinaya. Adam był w pełni odprężony i szczęśliwy. Miał wrażenie, że połowa słów, wypowiedziana przez chłopaka, kompletnie do niego nie trafiła. W całości był pochłonięte bliskością chłopaka, jednak w końcu zamrugał gwałtownie, wracając na ziemię. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, co chłopak tak naprawdę powiedział. Zmarszczył czoło, a palcami przeczesał w czułym geście jego kosmyki włosów.
    — Nie musisz się martwić o pieniądze, poradzimy sobie — wydukał z uśmiechem, będąc pewnym swoich słów. Miał dość sporo oszczędności, więc co jak co, ale o ten aspekt mogli być spokojny. Cmoknął go w policzek, by chwilę później chwycić koc, którym okrył siebie oraz jego. Dzisiejszego dnia, nie chciało mu się za bardzo palić w kominku, ani tym bardziej dorzucać regularnie do niego drewna, dlatego też w pokoju było nieco chłodno. Przytulił się do jego piersi i przymknął powieki. Dzięki przyjemnemu materiałowi, który otulał ich ciała, zrobiło się jeszcze przyjemniej.
    — Chcę żebyś ze mną poleżał jak najdłużej się da — odpowiedział masując ostrożnie kark Vinaya. Pocałował go parę razy w szyję, muskając jej skórę ciepłym oddechem, następnie przerzucił nogę przez jego biodro, chcąc mieć go najbliżej siebie, jak tylko się da.
    — Mógłbym już tak leżeć z tobą w nieskończoność — zaśmiał się, będąc uroczo rozleniwionym. Wziął głęboki wdech i na moment odsunął się od chłopaka, by móc wydmuchać nos, przez co był zmuszony wstać z łóżka. Miał nadzieję, że się nie rozchoruje. Nienawidził być chory. Wszystko inne, tylko nie to pieprzone choróbsko. Gdy tylko wrócił pod ciepły koc w sekundzie ciasno oplótł Vinaya ramionami z szerokim uśmiechem na twarzy. Baron nie dał za wygrana i znowu wgramolił się chłopakowi na brzuch, układając w kłębuszek.
    — Uparciuch — skomentował Lebidiew, a następnie uniósł się na łokciu, by móc żarliwie pocałować ukochanego. — Uwielbiam Cię — wyszeptał prosto w jego usta, gdy tylko się od niego oderwał, aby swobodnie mogli zaczerpnąć powietrza. – Całego Cię uwielbiam.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  39. [Dobry!
    Przyznam szczerze, że jeszcze nie do końca odkryłam prawdziwe "ja" Harveya, ale na pewno wiem, że ma obdarte knykcie i rozwaloną wargę. Stąd wnioskuję, że nie jest aż taki miły i uroczy, ale to nawet lepiej, grzeczne postacie zdecydowanie mi nie idą.
    Z Vinayem mogą albo się lubić i dobrze dogadywać się na boisku oraz poza nim, albo rywalizować, bo Campbell w poprzedniej odsłonie był kapitanem drużyny. I pewnie nadal chciałby nim być. :v]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  40. [Podejrzewam, że Campbella za bardzo by poniosło w nieodpowiednim czasie i po prostu straciłby odznakę kapitana. Powiedzmy, że na szkolnym korytarzu wdał się w bójkę, widział to opiekun domu i gotowe.
    I sądzę, że chcąc odzyskać stanowisko na każdym kroku próbowałby udowodnić Vinayowi, jaki jest w tej roli beznadziejny - krytykowałby taktykę, plany treningów oraz jego umiejętności gry. Może nawet by się pobili?]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  41. [Oo, będę ogromnie wdzięczna!]

    OdpowiedzUsuń
  42. Adam nie sądził, że jego pomysł skierowany do samego dyrektora Hogwaru, przyniesie aż tak duże zainteresowanie oraz akceptację ze strony grona pedagogicznego. Lebiediew kierował się kolejnym, ciekawym urozmaiceniem, które sprawiłoby, że uczniowie przyswajaliby nową wiedzą w znacznie przyjemniejszy sposób, co udało mu się nadzwyczaj owocnie. Pod czujnym okiem nauczycieli, każda z par stawała do pojedynków i nie było nawet mowy o nieczystej grze. Bezpieczeństwo stawiano ponad wszystko, a każdy zły ruch, skutkował przerwaniem pojedynku oraz wykluczeniem z zawodów. Panowała dość wesoła atmosfera, a mimo porażek, które ponosili niektórzy uczniowie, na ich twarzach nadal gościły szerokie uśmiechy, a chęć dalszej rywalizacji nie pozwalała dać za wygraną. Dopiero, gdy zmieniono turę, zrobiło się znacznie ciekawej, gdyż przyszedł czas na stażystów, którzy mogli pokazać znacznie więcej od uczniów. Adam nie miał zamiaru stać w miejscu i się gapić, skoro był pomysłodawcą tejże inicjatywy, to właśnie jako pierwszy stanął na środku Sali tyłem do wylosowanego wcześniej przeciwnika. Gdy tylko się odwrócił, zacisnął mocniej palce na różdżce. Wzrok Wiery wręcz wiercił mu dziurę w brzuchu. Nienawiść biła od niej dość wyraźnie wraz z determinacją, która wskazywała na to, że nie zamierza przegrać. Gorzej nie mógł trafić. Nie było nawet czasu na rozpaczanie, gdyż od razu padły pierwsze zaklęcia, które Lebiediew dość sprawnie odparł. W tle można było usłyszeć osoby dopingujące Rosjanina, zmieszane z pełnymi emocji okrzykami. Lebiediew był tak skupiony, że zupełnie zapomniał o tym, że otaczają go masa uczniów wraz z nauczycielami, że setki par oczu śledzą każdy jego najmniejszy ruch. Jego wygrana stale pięła się ku górze. Zmęczona Wiera, nie nadążała odpychać zaklęć, które Adam rzucał jak szalony z niebywałą precyzją i w przeciwieństwie do niej, miał na uwadze bezpieczeństwo przeciwnika oraz otaczających ich widzów.
    Wystarczyło, że na chwilę opuścił różdżkę, by zasygnalizować koniec pojedynku, by Wiera to wykorzystała, kompletnie nie myśląc nad swoim ruchem, rzuciła kolejne zaklęcia. — Serpensortia — Adam totalnie znieruchomiał. W jego oczach malowało się ogromne przerażenie, gdy wąż zbliżał się w jego stronę. Totalnie nie mógł się ruszyć zaś różdżka odmówiła posłuszeństwa. Za czasów szkolnych, wąż był dla niego swoistym symbolem siły zaś dosłownie dwa lata temu podczas dość nieciekawej nocy, stał się dla Adama obiektem przerażenia.
    — Petrifikus Totalus! Everte Statum! — jej krzyk rozniósł się po Wielkiej Sali echem, zaś Adam boleśnie pod wpływem zaklęcia uderzył w jedną ze ścian i zupełnie bezwładnie opadł na ziemię przy czym towarzyszył dość nieprzyjemny huk. Z jego nosa oraz ucha ciekła stróżka krwi. Nauczyciele byli zbyt przerażeni, by zająć się wypędzaniem uczniów. Od razu zajęto się Adamem.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  43. Hej, hej! Czy wśród wspomnianego w karcie rodzeństwa Vinaya (cudne imię!) trafi się może jakaś panienka i czy byłaby możliwość przejęcia takowej? Jeśli możesz, skontaktuj się ze mną tu: homelessmoon666@gmail.com, będę bardzo wdzięczna. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  44. Wiera była prawdziwym dowodem tego jak bardzo człowiek potrafi być mściwy oraz bezuczuciowy. Adam nigdy nie zagrał nieczysto względem niej, jednak Wiera robiła wszystko, by mieć pewność, że Lebiediew nigdy nie zechce do niej wrócić, gdyż tak myśl od dość dłuższego czasu nie chciała zniknąć z jej głowy. Okłamywała samą siebie. Udawała, że zupełnie jej na nim nie zależy, celowo go krzywdziła, a podczas pojedynku miara się przebrała, jednak nie dawała sobie poznać, że coś ją tknęło, że jeszcze jakąś jego cząstka pozostała w jej sercu. Musiała zrobić wszystko, by Adam w pełni stał się przeszłością, nawet jego kosztem. Ominęła dzisiejszą kolację przez długą rozmowę z dyrektorem, który nie wyciągnął żadnych konsekwencji z jej czynów, poza dość długim i dość karcącym przemówieniem na osobności. Była cholernie głodna po tak mocnej dawce emocji. Udała się do Wielkiej Sali z nadzieją, że uda jej się coś jeszcze dla siebie znaleźć, gdy jej uwagę zwróciła znajoma torba, należąca do jednego z uczniów. Zmarszczyła czoło rozglądając się na boki. Wszystko wskazywało na to, że właściciela już dawno nie było w pobliżu, więc zupełnie nie zastanawiając się nad tym, że może ktoś ją w każdej chwili przyłapać na dość nieładnym czynie. Nie musiała długo się zastanawiać do kogo należała torba, a w jej dłonie wpadł naprawdę cudowny rarytas do utarcia tej dwójce nosa. Porzuciwszy torbę, wybiegła z Sali trzymając w dłoni kawałek pergaminu. Z łatwością znalazła Vinaya i od razu zagrodziła mu drogę.
    — Terry Byron panie Vinay? Vinay Belzungovich ? Sprytnie — rzuciła kręcąc na boki głową z szyderczym uśmiechem na twarzy. — Sądziłeś, że się nie dowiem? Widziałam, Twój pojedynek oraz tablicę z punktami, które niestety Cię zdradziły, kochaniutki. — wbiła w niego triumfujące spojrzenie. — Adam z pewnością byłby z Ciebie dumny, gdyby nie leżał teraz w Mungu, nieprzytomny i niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Może poza paroma złamaniami coś odbije się na jego tępym móżdżku? Kto wie? Dowiemy się za prę dni, albo miesięcy, ewentualnie nigdy. Jednakże nie po to Cię tutaj złapałam. — uniosła pergamin do góry, otworzyła go i zaczęła specjalnie na głos czytać treść napisanego przez Adama listu, mając gdzieś, że może ich ktoś usłyszeć. Gdy była w połowie, zamilkła na moment przenosząc na chłopaka spojrzenie.
    — Mówi Ci to coś? — zapytała, po czym przysiadła wygodnie na parapecie, a list schowała do kieszeni, by nie przyszło chłopakowi do głowy, aby rzucić się na nią z zamiarem wyrwania pergaminu z dłoni. — Na drugi raz pilnuj swoich rzeczy, skarbeńku i grzecznie mi tu bo chyba nie chcesz kończyć z ujemnymi punktami lub ze szlabanem? Profesor Rathmann z chęcią zawiesi Cię w obowiązkach kapitana. Jedynie Cię ostrzegam. Co Cię łączy z Lebiediewem? Po treści listu sądzę, że nie są to zwykłe relacje.

    Adaś <3

    OdpowiedzUsuń
  45. Wiera wybuchła dość donośnym śmiechem i skrzyżowała ręce na piersi, wlepiając podły wzrok w chłopaka. Nie miała zamiaru dać mu odejść, nie tak łatwo. Nie była typem osoby, która łatwo daje za wygraną. Osiągnie swój cel. Zniszczy Lebiediewa, choćby miało pociągnąć to za sobą Vinaya, a z pewnością tak się stanie. Nie obchodziło jej to. Liczyły się tylko i wyłącznie własne korzyści. Pokręciła z niedowierzaniem głową.
    — Sądzisz, że Ci uwierzę? — zapytała schodząc z parapetu. Uniosła brew ku górze, wyraźnie oczekując odpowiedzi. — Myślisz, że zamydlisz mi oczy? To wy tutaj jesteście przegrani, Vinay. To wy idziecie na dno, a ja z przyjemnością na to popatrzę i dowiodę tego co Was łączy, a wtedy Hogwart stanie się dla Was tylko i wyłącznie wspomnieniem, no może Ty zostaniesz, ale Lebiediew to co innego. — Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a oczy błyszczały złowieszczo. Nachyliła się lekko nad chłopakiem. — Nie wiesz do czego jestem zdolna…Nie pogrywaj sobie ze mną bo może źle się to dla Ciebie skończyć… - wydukała dość głośno, tak, by trafiło to do chłopaka, jednak na tyle za głośno, że nadchodzący profesor Rathmann mógł wszystko swobodnie usłyszeć, no prawie wszystko, jednak wystarczająco, by się obok nich zatrzymać. Położył dłoń na ramieniu swojego wychowanka.
    — Mocne słowa, panienko Sokołow — odezwał się, a następnie spojrzał na Vinaya. — Sądzę, jednak, że takie nastawienie względem ucznia jest karygodne, zwłaszcza dla Stażystki. Groźby? Rozumiem ostrzeżenie, szlaban lub jakaś reprymenda, ale groźba? Wydaje mi się, że rozmowa z dyrektorem niewiele Ci pomogła, moja młoda damo. Wiem, że Vinay to osoba, która nie umie usiedzieć na tyłku i wiecznie musi wpakować się w kłopoty, ale grożenie moim wychowankom, to poważny błąd Wiero. Sam jestem dość surowy, ale nigdy nikomu nie grożę, zwłaszcza uczniom, którzy mają czuć się tutaj bezpiecznie. Nie chcę wiedzieć, co między Wami zaszło, jednakże jutro rano zapraszam Cię na ponowną rozmowę do dyrektora.
    Zacisnął usta w wąski paseczek, a Rosjanka wręcz kipiała ze złości. Niemiec ponownie spojrzał na Vinaya. — Zmykaj i nie chcę Cię widzieć o nieodpowiedniej porze na korytarzu bo nie będę już tak spokojny.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  46. [Cześć! Cieszę się, że Millie się podoba :) Coś czuję, że dziewczyna wyśmiałaby tę przesądność Vinaya, gdyż sama w takie bzdury nie wierzy. Mogłaby nawet wyciągać go z łóżka, gdyby nie chciał z niego wyjść przez czarnego kota. Taka starsza koleżanka, która pomimo roku różnicy nieco by mu matkowała, co ty na to? Na co dzień pewnie byłaby dosyć surowa (oj, biedne jej przyszłe dzieci), ale czasami mogłaby go pocieszać i pomagać mu odnaleźć siebie :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  47. [W takim razie czekam niecierpliwie! C:]

    najukochańsza Essie

    OdpowiedzUsuń
  48. [Cieszę się w takim razie :) Zastanawiam się od czego możemy zacząć i wpadł mi do głowy pomysł, że Vinay z jakiegoś powodu (gorszy humor czy coś takiego) mógłby gdzieś się zaszyć. Millie po pewnym czasie (przypadkowo lub nie) mogłaby go znaleźć i się do niego dosiąść. A później jakoś się to potoczy , co ty na to? :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  49. Adam nie czuł się najlepiej, jednak po dość długim czasie jaki spędził w Mungu, miał naprawdę dość tego miejsca, dlatego też uparł się, że wróci do Hogwartu, który był dla niego najlepszym lekarstwem na jakiekolwiek choroby czy najmniejsze urazy. Starał się nie myśleć o Wierze, na którą z pewnością wpadnie. Nie wiedział czego może się po niej spodziewać. Przeprosin? A może żalu, że udało mu się wrócić do zdrowia? Głowa Rosjanina dosłownie pękała od bezsensownych myśli, jednak ogarnął go dziwny spokój, gdy tylko zobaczył mury zamku. Cholera, naprawdę stęsknił się za tym miejscem. Nie brakło życzliwych uczniów oraz zainteresowania ze strony nauczycieli. Adam dosłownie był oblegany przez rządnych rozmowy ludzi, jednak Lebiediew po części był świadom, że nie rozmawiają z nim z czystej kultury i zmartwienia jego stanem, tylko z powodu zagarnięcia nowych plotek, na temat tego co tak naprawdę wydarzyło się podczas pojedynku i dlaczego Wiera mogła postąpić w taki, a nie w inny sposób, jednak Dyrektor szybko odgonił wszystkich ciekawskich i zakazał zawracania głowy Adamowi, którego powrót do Hogwartu na jaw, tak naprawdę wyszedł podczas kolacji, gdy dołączył do nauczycielskiego stołu parę minut po rozpoczęciu uczty, u boku Dyrektora, z którym zawzięcie o czymś rozmawiał, jednak przestał skupiać się na mowie mężczyzny, gdy tylko wzrok Rosjanina trafił na dobrze znanego sobie ucznia. Zacisnął usta w wąski paseczek, a po jego ciele rozlało się przyjemne ciepło. Zdecydowanie tego mu było potrzeba, za tym najbardziej tęsknił, jednak nie podchodziłby do tego tak optymistycznie, gdyby tylko wiedział, jak bardzo Wiera namieszała w ich małym, głęboko skrytym świecie. Lekko szturchnięty przez jednego z nauczycieli w ramię, wrócił na Ziemię, po czym zabrał się za jedzenie, które w sekundzie zapełniło, prawdziwymi pysznościami, wszystkie stoły.
    W nocy spał dość marnie, jednak rano nie był zmęczony, a po śniadaniu nawet nie miał ochoty wracać do swojego pokoju, więc dosłownie ubłagał nauczycielkę, by pozwoliła mu wziąć udział w lekcji. Zgodziła się, jednak był zmuszony usiąść w ostatniej ławce w kącie i po prostu przyglądać się kobiecie. Dosłownie go skręcało, to on powinien tam stać, jednak nie dawał niczego po sobie poznać.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  50. [Hej, hej!
    Chciałam się tylko spytać, co z naszym wątkiem? Aktualny? :D]

    Lysander

    OdpowiedzUsuń