31 października 2016

It takes a gret deal of courage to stand up to your enemies

BUT EVEN MORE COURAGE TO STAND UP TO YOUR FRIENDS
THEODORA HARTH 
Hufflepuff (and proud), VII klasa • Jasnowidz • 13  i 3/4'' lipa srebrzysta i włos rougarou • patronus: jastrząb zwyczajny • bogin: szydzący z niej znajomi • koło zielarskie i wróżbiarskie 

Czasem używa różdżki jako drutu do robótek. Tak powstały niegubiące się rękawiczki. Słyszałeś o tym? Pewnie nie, to nie jest jedna z tych informacji o Dorze Harth, jakie często się słyszy. Podobno zupełnie nie urosła od pierwszej klasy i nikt jej nie wierzy, że jest już w siódmej. Może to przez tę okrągłą buzię, nie bez powodów nazywają ją Pyzą. A także... paroma innymi określeniami, których tu nie powtórzę. No cóż, nie należy do najbardziej lubianych. Prawdę mówiąc, co roku wygrywa w rankingach na ulubiony obiekt drwin. Zaczęło się w pierwszej klasie, z jakiegoś powodu nauczycielom zależało, żeby starsi uczniowie się nią opiekowali. Nie można było podokuczać jej jak pierwszorocznej, miała specjalny klosz. Potem podrosła, choć tylko na papierze, jej koledzy skończyli szkołę, a inni już szykowali się na wyegzekwowanie długu. Co się nie wydarzyło. Okazało się, że to jakaś dziwna Puchonka. Już nie tak wściekła jak w najgorszym okresie, ale dalej łatwiej ją zdenerwować niż przestraszyć. Podobno stara się panować nad sobą, ale czasem sądzę, że nawet mi mogłaby przegryźć tętnicę. Gorzej, ma naturalne zdolności przywódcze. Jak czasem uderzy z tego autorytetu, to przez resztę wieczoru mam wyrzuty sumienia, że w trzeciej klasie oddałem na Historii Magii esej starszego kuzyna. I teraz najgorsze ze wszystkiego: uważa za swój obowiązek opiekowanie się znajomymi oraz pomoc absolutnie wszystkim ofiarom losu. Wszystkim zagubionym młodszym kolegom. Wszystkim, którzy właśnie wyszli ze skrzydła szpitalnego i mają zaległości. Ona w jakiś sposób wyczuwa, że potrzebujesz pomocy albo uprzejmego kopniaka na rozpęd i tam jest dla ciebie.
Jest zorganizowana. Doskonale wie co, jak, gdzie i kiedy. Może nie przekłada się to jakoś na jej naukę, ale ma w sobie coś takiego... patrzysz na tę dziewczynę, która zna na pamięć kilkadziesiąt życiorysów słynnych czarownic i wiesz, że ona rzeczywiście jest kimś, na kim możesz się oprzeć. Protekcjonalna. Zaborcza. Nie znosi sprzeciwu.
Nie wiem, czy można być lepszym przyjacielem. 
 - Uff, otworzyłeś oczy. Myślałam, że cię załatwiła tym ostatnim zaklęciem. 
 - Dlaczego mi nie pomogłaś? 
- Bo wtedy leżelibyśmy tu oboje. A ktoś musi zebrać z ziemi twoje zwłoki. 
 ----------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć! Nigdy wcześniej nie pisałam w realiach potterowskich, więc błagam, nie zjedzcie mnie. 
Lubię wątki, kocham powiązania, z których cieszyłabym się najbardziej. A gdyby znalazł się dla niej jakiś love interest, byłabym szczęśliwa. 
fc: Carrie Hope Fletcher 
Mistrzu Gry, jakbyś nie miał się gdzie podziać, Dora przygarnie. 

55 komentarzy:

  1. [O wow, jaka ona jest świetna! I to zdjęcie mnie urzekło, i wszystko mi się podoba.
    Okej, miałam sobie zrobić limit wątków, ale gdybyś chciała coś ze mną i Joshem naskrobać, to zapraszam (też by mu się przydał love interest, a skoro oboje są z dwóch różnych światów, to mogłoby być jeszcze ciekawiej). Mam nadzieję, że będziesz tutaj jak najdłużej! ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam serdecznie na blogu!
    Świetna ta twoja Dora, a dodatkowo Puchonka, więc tym bardziej wyjątkowa i bliska memu sercu :D
    Nie ma to jak prawie ręcznej roboty robótki; oryginalne i niepowtarzalne, a przy tym człowiek ma radochę, że sam je zrobił i jakoś dał radę ;)
    Życzę wielu ciekawych wątków oraz czasu i weny na ich prowadzenie! :)]

    Ted Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. [A ja, nie wiedzieć, czemu, wsadziłabym ją mimo wszystko do Ravenclawu. :D
    Witam serdecznie Twoją "ciepłą kluchę" (jak ją określiłaś wcześniej) i mam nadzieję, że rozwinie się jeszcze bardziej w Hogwarcie! :D]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ja też bym nad tym wszystkim popracowała, a co wyjdzie, to wyjdzie :D Napisz do mnie na maila: budyntoffi@gmail.com, to obgadamy wszystko dokładniej, coby nikt tu nam niczego nie podglądał c: ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  5. [O jejku, mam przeprosić? Nie wiedzieć czemu, mam takie poczucie :< Wybacz, nie chciałam nikogo onieśmielać, ani tym bardziej pośrednio zrażać do wątków ze mną i moimi 'synusiami' xx
    Dziękuję jednak niezmiernie za twoje słowa; nie śmiałabym prosić o lepszy i więcej znaczący dla mnie komplement, naprawdę :]
    I oczywiście, że mam ochotę na wątek; tym bardziej z Puchonką! :D Pytanie tylko, którego wolisz; Teda, czy Jamiego? U Teddy'ego mam już nieco wątków, Jamesa na razie chyba nikt pod tym względem nie chce, ale jestem otwarta na wątki jednym i drugim :) Daj tylko znać, który by ci bardziej odpowiadał :)]

    Teddy L. || James P.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Możemy z Dorą popisać jednym i drugim, jak najbardziej! :) Teda ostatnimi czasy trudno znieść, ale przy swoich studentach się stara, więc pewnie coś by nam z tego wyszło :] Pytanie tylko, czy chcesz mieć dwa różnorzędne wątki, czy na przemian - najpierw z Jamiem, potem z Teddym? xx
    O, świetny pomysł, bardzo mi coś takiego pasuje :) W sensie, z tym przepowiedzeniem mu w przyszłości (obecnie już w przeszłości, zakładam) jakiejś tragedii :D Chciałabyś szczegóły omówić tutaj, czy przez maila/gg?
    Jeśli chodzi o sam wątek, pewnie; również mi pasuje :D Jamiemu przyda się taka odskocznia, tym bardziej, że w zeszłe wakacje napięcia z Mrocznymi sięgały już pewnie zenitu i zaledwie parę miesięcy później, na dobre zmieniły życie wszystkich w to jakoś wmieszanych. Jamesa z pewnością :-/ Z tym właśnie mogłaby być powiązana przepowiednia Dory, miałoby to spory sens ;)]

    Jamie || Teddy

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ha ha, o jejku; od razu ostrzegam, że Teddy przypadkowego dotyku nie znosi, więc niech jej nawet do głowy przytulenie go bez ostrzeżenia nie przychodzi xxD Może się to źle dla nich obojga skończyć, niestety :D
    Oczywiście, że mi się podoba - i zaraz do ciebie napiszę :)]

    Jamie || Teddy

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jaka sympatyczna Puchonka! :) Witam, życzę wytrwałości i samych cudownych wątków, dzięki którym nie będziesz chciała stąd odejść! :) Oczywiście zapraszam do siebie, wybierz sobie którąś z postaci, a na pewno coś wymyślimy :)]

    Artair, Avalon, Hyun, Lourdes i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  9. [Czy dobrze go sobie skonstruowałam, to się jeszcze okaże! W mojej głowie jest całkiem, całkiem... Wiadomo, że najtrudniej utrzymać postać w fabule. Niemniej pięknie dziękuję i wysyłam serducha za Orbitowskiego.]

    Francis

    OdpowiedzUsuń
  10. [Dobry wieczór! Dziękuję za tak miłe słowa, wiele dla mnie znaczą :) Jeżeli jesteś pierwszy raz na blogu w realiach Harrego Pottera, to naprawdę bardzo dobrze sobie poradziłaś, bo Twoja postać (przynajmniej dla mnie) jest bardzo puchońska. Świetna robota, aczkolwiek bogin, z tego co wiem, powinien przybrać materialną formę, coś co można ujrzeć, więc radziłabym zmienić nieco opis. Z drugiej strony przeszło przez oczy administracji, więc nie jest to aż tak straszne :) Dziękuję raz jeszcze i powodzenia!]

    Allie i Clementine

    OdpowiedzUsuń
  11. [Kochamy Puchonki! W dodatku takie, które potrafią postawić na swoim! Nie wiem, czy zobaczysz to, co widzę ja, ale w moja wyobraźnia podpowiada mi, że jeśli w Hufflepuffie jakieś dziewczęta miałyby się o coś pobić to byłyby to Lu i Dora. Witamy serdecznie i cieplutko, zapraszamy oczywiście do naszych małych (i jednej dużej) paskud!]

    Ethel Covel, Lucy Wood, Julien Skehan

    OdpowiedzUsuń
  12. Spokój i cisza. Razem dawały relaks absolutny, który Joshua cenił ponad wszystko i napawał się nim, gdy tylko mógł. Trudno było znaleźć chwilę dla siebie pośród szkolnej wrzawy i nagabywania nauczycieli. Siódma klasa zobowiązywała, zmuszała do podjęcia pewnych kroków i teoretycznie powinna motywować do działania, aby zapewnić sobie świetlaną przyszłość. Lenistwo brało jednak w górę i Josh wolał leżeć z papierosem w ustach i opasłym tomiskiem w dłoniach, które na pewno nie zaliczało się do kanonu podręczników szkolnych. Tak było i dzisiaj – wykorzystał puste dormitorium, gdyż jego współlokatorzy magicznie postanowili w tym samym czasie opuścić sypialnię. Ułożył się wygodnie na łóżku, oparł księgę przemyconą z Działu Ksiąg Zakazanych o zgięte w kolanach nogi, odpalił papierosa i zaczął się relaksować. Mimo, że rok szkolny dopiero się rozkręcał, on i tak czuł sporą presję wywołaną przez środowisko, w jakim zdarzyło mu się znaleźć. Musiał sobie pomóc i raz na jakiś czas odciąć się od negatywnych czynników.
    Sielankę przerwało mu gwałtowne otwarcie drzwi. Wyciągnął papierosa spomiędzy ust i uniósł pytająco brew, widząc swoją młodszą siostrę Andreę oraz jej przyjaciółkę Frankie. Ta druga zanosiła się niepohamowanym płaczem, co zapaliło w głowie Josha czerwoną lampkę. Potrafił zachować się jak prawdziwy lew, jeśli ktoś krzywdził jego rodzeństwo oraz ich przyjaciół. Widział tę więź pomiędzy najmłodszą Yaxleyówną a Francescą i skoro Andy wybrała ją na swoją przyjaciółkę, to Joshua zrobi wszystko, aby pomóc im ją pielęgnować, nawet jeśli nie był zbyt dobry w pocieszaniu dwunastoletnich dziewczynek.
    - Miałeś nie palić… - zaczęła niepewnie Andrea, na co Joshua od razu zgasił papierosa i wrzucił go do popielniczki stojącej na etażerce.
    - To nie jest ważne. Co się stało? – zapytał, wstając z łóżka, aby następnie kucnąć przed dziewczynkami.
    I wtedy rozpoczęła się opowieść, a z każdym kolejnym zdaniem oczy Josha niebezpiecznie czerniały. Wystarczająco zdenerwował się na słuch o kolejnym dokuczaniu Francesce za jej aparycję, a złość spotęgował bezpośredni atak na jego siostrę. Słysząc wzmiankę o Mrocznym Znaku, widocznie drgnęła mu powieka, a on zacisnął dłonie w pięści, powodując pojawienie się kilku żył. Był wściekły. Buzowała w nim taka złość, że nie potrafił jej nawet opisać. Wstał z klęczek i sięgnął po różdżkę leżącą na materacu. Joshua nie wtrącał się w nie swoje sprawy, ponieważ nie miał żadnego interesu w czymś, co go nie dotyczyło. Jednak tutaj chodziło o jego siostrę, a szydzenia ze swojego rodzeństwa nie był w stanie podarować nikomu.
    - Nie planujesz ich zabić, prawda, Josh? – zapytała Andrea, marszcząc zabawnie nos, jak to miała w zwyczaju.
    Joshua spojrzał na nią z błyskiem w oku, uśmiechając się przy tym, gdyż słowa siostry naprawdę go rozbawiły i rozrzedziły napiętą i wymieszaną ze złością atmosferą.
    - Może tylko trochę potorturuję. – Mrugnął do dziewczynek i wyszedł z dormitorium.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krawat luźno zwisał mu z szyi, rękawy miał podwinięte do łokci, nie przejmował się włożeniem koszuli do spodni. To byli trzecioklasiści, którym mógł napluć na głowę. Niech raz na zawsze dowiedzą się, komu można płatać „psikusy”, a od kogo trzymać się z daleka. Stanął pod ścianą, skanując bystrym spojrzeniem tłumy uczniów, aż w końcu zauważył swój cel. Nawet się nie zastanawiał – po prostu do nich podszedł, chwycił jednego z Gryfonów za koszulę i podniósł, aby następnie przycisnąć go do ściany i różdżką trzymaną w drugiej ręce dźgnąć policzek trzynastolatka. Znał tyle zaklęć, którymi mógłby potraktować tych gagatków… Szkoda, że po użyciu ich prawdopodobnie zostałby wydalony ze szkoły.
      - Matka nie nauczyła cię szacunku, smarkaczu? – warknął, mocniej wbijając różdżkę w policzek Gryfona. Bał się, to dobrze. Właśnie tego oczekiwał Joshua.- Za kogo ty się…
      Nie dokończył zdania, gdyż usłyszał znany głos. Spojrzał w stronę nikogo innego jak Theodory Harth, nie łapiąc się nawet na tym, że mimowolnie zagryzł wargę.
      - Przerwałaś mi resocjalizację idiotów – mruknął, podążając wzrokiem za pewną siebie Puchonką. On naprawdę nie miał jej niczego za złe, pomoc zawsze się przyda.

      Joshua

      Usuń
  13. [ Muszę się zgodzić z autorką Josha - ona jest świetna :D A karta wyjątkowo urzekająca, brawo! Witam Cię u nas serdecznie, nie zjemy Cię na pewno ;) Życzę dużo weny, czasu na odpisy i wyjątkowych wątków :) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ojej, ale ma szeroki uśmiech! :D I coś czuję, że Kalia też nie polubiłaby Dory i trochę by jej dogryzała. Jeśli nie masz nic przeciwko negatywnym relacjom, możemy wymyślić jakiś wątek :)]

    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  15. [Każdy, kto jest Puchonem powinien być dumny – a wszyscy Puchoni, jak głosi stara, znana i wspaniała dewiza, powinni trzymać się razem, o. Czeeeść, witam gorąco przeuroczą Theodorę. (: Jejku, jaka to jest fajna historia – naprawdę, bardzo podoba mi się nie tylko pomysł opisania panny Harth z perspektywy przyjaciela, ale także zawarty w tekście, cały proces jej przemiany. Kurde, straszliwie żałuję, że nie mam więc żadnego dobrego pomysłu na powiązanie, a przecież z jasnowidzem – musi to być coś szalonego! Dlatego też tym czasem życzę Wam jedynie dobrej zabawy, wiele wytrwałości i super wątków.

    pani pielęgniarka VERA THORNE

    OdpowiedzUsuń
  16. [Mała katastrofa brzmi super, ale jaki miałoby to związek z naszymi dziewczętami? :D Może byłyby razem w parze, ale w czymś by się nie zgadzały, trochę by się pokłóciły i przypuśćmy, że madragora, którą by się opiekowały i właśnie przesadzały, ugryzłaby najpierw jedną, później drugą i wylądowałyby w Skrzydle Szpitalnym, cały czas się kłócąc :)]

    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dora mnie urzekła, jest taka... Puchońska <3
    Co powiesz na to, żeby Dora była tą osóbką, która będzie go wyciągać z dołków? Mimo że Thomas nie będzie chciał jej zdradzić ich prawdziwego powodu, mogliby się rozumieć bez słów a Dora zawsze by wiedziała, kiedy Tommy jest już na krawędzi i nie daje rady.]

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  18. Relacje Dory i Josha, cofając się te kilka lat wstecz, były przeplatane naprawdę głośnym śmiechem i szerokimi uśmiechami. Jedenastolatkowie, którzy nie musieli przejmować się nikim i niczym, grali w gargulki, aż nie wypędzono ich do łóżek, a w weekendy biegali po błoniach i nadawali imiona chmurom płynącym po bezkresnym niebie. Samo myślenie o tak sympatycznych chwilach wypełniało go miłym ciepłem, a na jego twarzy czaił się lekki uśmiech, któremu Joshua nie pozwolił się pojawić, coby stwarzać pozory groźnego i stanowczego Ślizgona. Chciałby znów poczuć beztroskość i wiatr we włosach podczas spaceru po błoniach. Teraz to miejsce kojarzyło mu się z samotnością i zbyt długim myśleniem o egzystencji.
    Josh uważnie obserwował poczynania Dory, słuchał jej słów, nie zapominając jednocześnie o trzymanym przy ścianie młodym Gryfonie. Miał ochotę umyć ręce po tak bliskim kontakcie z kimś gorszym, ale musiał się jeszcze przemęczyć z tą gnidą. Joshua nie wiedział, czy tylko mu się wydawało, czy naprawdę tak było, ale chłopiec wyglądał, jakby zaraz miał zemdleć ze strachu. A może po prostu popuścił. Cóż, tak to jest, gdy zadziera się nie z tą rodziną co trzeba. Joshua Yaxley był dumny ze swojego pochodzenia. Godnie nosił swoje nazwisko i reprezentował rodzinę. Oczywiście odczuwał dużą presję, jako że był najstarszy z czwórki rodzeństwa, wymagano od niego najwięcej i w razie niepowodzenia, to on wysłuchiwał niepochlebnych słów ojca, które raniły nie tylko psychicznie, ale również fizycznie. Takie wychowanie wykreowało bezwzględny charakter Josha, jego obojętność i egocentryzm. To nadawało mu otoczki kogoś, z kim nie chciało się zamieniać więcej niż pięciu słów.
    Joshua nachylił się nad uchem uwięzionego Gryfona i zaśmiał się szyderczo. Była to głównie gra aktorska, bo mimo rosnącej w nim złości, sytuacja wydała mu się trochę zabawna, a straszenie młodszych uczniów Śmierciożercami bawiło go jak nic innego.
    - Mój dziadek walczył u boku Voldemorta – wysyczał do ucha chłopaka. – Takich jak ty miał na pęczki i nawet nie zastanawiał się nad ich losem. Szkoda, że te czasy minęły, bo chętnie potraktowałbym cię podobnie.
    Nie mówił tego na serio, jego zamiarem było wystraszenie chłopaka i wbicie do jego pustej głowy pewnej hierarchii społecznej czarodziejów. Jaka część jego chciała potraktować tych delikwentów jakimś mało przyjemnym zaklęciem, lecz miał uwiązane ręce i w szkole nie mógł pozwolić sobie na takie zabawy. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po jego słowach, chłopak przyznał się do posiadania książki Yaxleyówny. Joshua uśmiechnął się władczo, stawiając Gryfona na ziemi, lecz nadal go nie puszczając. Nie wiedział, co siedziało w tej pustej już głowie młodziaka. Tak bardzo skupił się na zatrzymaniu chłopaka w miejscu, że nie zdołał zareagować na atak młodej Krukonki w stronę Dory. Wtedy się w nim zagotowało. Prawdziwie się zdenerwował.
      - Jeśli się stąd ruszysz, powyrywam ci nogi z dupy – warknął do Gryfona, którego puścił i odwrócił się w stronę dwóch „walczących” ze sobą dziewczyn. – Jak wielkim tchórzem trzeba być, żeby atakować plecy przeciwnika?! – zagrzmiał, kątem oka zauważając, że drugi z chłopaków podnosi książkę należącą do jego siostry. – Stój w miejscu i się nie ruszaj, jeśli to zrobisz, to wydłubię ci oczy różdżką.
      Cóż, to chyba zadziałało, Josh sam w to nie wierzył. Najwyraźniej ci trzynastolatkowie byli głupsi, niż myślał. Teraz miał jednak ważniejsze rzeczy na głowie. Krukonka, dosyć „duża” jak na swój wiek, skutecznie uzyskiwała przewagę nad Dorą. Koniec tej szopki, Joshua naprawdę musiał się szanować i nie miał zamiaru pokazywać jakiejkolwiek słabości.
      Joshua był dobrym czarodziejem. Wypracował sobie wiele umiejętności, które pozwalały mu rzucać skomplikowane inkantacje, werbalnie jak i bez użycia jakichkolwiek słów. Już samo użycie niewerbalnego zaklęcia mogło zwiększyć respekt u młodych uczniów, więc chyba było warto spróbować.
      Machnął różdżką w stronę wojującej Krukonki, co spowodowało jej odrzucenie w stronę ściany i jednocześnie uwolniło Dorę z jej uścisku. Kolejnym machnięciem zwrócił Puchonce jej różdżkę, następnie skupiając się na trzynastolatce, która próbowała wstać i sięgnąć swój patyk leżący nieopodal.
      - Jak śmiesz atakować kogoś od tyłu? – wycedził, górując nad Krukonką. – Jak wielkim jesteś tchórzem? Jak ty patrzysz na swoje odbicie w lustrze, widząc w nim niedołęgę? Wstyd.
      Joshua był przekonany, że czasami słowa ranią bardziej niż czyny, a manipulacja słowna bywała naprawdę skuteczna, więc nie zaszkodzi mu pobawić się trochę z umysłem ofiary. W końcu potrafił być naprawdę nieprzyjemny.

      Joshua

      Usuń
  19. [Wiele osób marudzi nad Puchonami, a tak naprawdę, to fajne dzieciaki, taka jak Twoja panna. Świetna postać, dla mnie pozytywna! Trzymaj się i w razie czego zapraszam do siebie!]

    Laura // Lenard // Aaron

    OdpowiedzUsuń
  20. Wszystko skończyło się tak, jak to sobie wyobrażał w głowie. Może nie było to stuprocentowe oddanie jego początkowego planu, który swoim pojawieniem się zniweczyła Dora, ale nie mógł narzekać, gdyż wszystko złożyło się w ładną całość i przyniosło zamierzone efekty. Przez chwilę poczuł się, jakby wrócił do tych dawnych czasów, kiedy działali wspólnie i mimo młodego wieku mogli mieć cały świat u swoich stóp. Teraz, jako dorośli już ludzie, mogli zdziałać o wiele więcej. Połączyli już siły w słusznej sprawie, teoretycznie na chwilę zapomnieli o tym, co zdarzyło się w drugiej klasie, lecz czy po „rozprawieniu się” z irytującą Krukonką znów przypomną sobie o mniej miłych zdarzeniach? Joshua miał cichą nadzieję, że nie. Czuł w środku niepohamowaną ochotę zakopania topora wojennego, jeśli w ogóle istniał. Potrafił wyciągać rękę na zgodę, w skrajnych przypadkach jego duma mu na to pozwalała. Skoro sprawa była słuszna, on był w stanie podjąć ryzyko i postarać się o lepsze jutro.
    Miał ochotę spoliczkować tych idiotów, którzy myśleli, że dokuczanie młodszym uczennicom tylko przez ich wygląd i pochodzenie może być zabawne. Dopóki Joshua uczęszczał do tej szkoły, jego rodzeństwo było nietykalne, był w stanie zapewnić im pewnego rodzaju ochronę przez chamami i zapatrzonymi w siebie chłystkami. Mimo że był to jego ostatni rok w Hogwarcie, w przyszłości znajdzie sposób na kontrolowanie sytuacji w szkolnych murach. Wbrew pozorom nie będzie to takie trudne – w końcu był czarodziejem, ma bardzo szerokie pole do popisu.
    Starał się nie wybuchnąć śmiechem, gdy zwrócono się do niego per pan Yaxley, ponieważ brzmiało to nader komicznie z ust przerażonego trzynastolatka. Joshua lubił respekt, jego ego zostało nieco połechtane, co złożyło się na niewielkie polepszenie jego dzisiejszego humoru. Niech się boją, przynajmniej żadne z młodszych uczniów już nie ucierpi. Joshowi naprawdę nie chciało już się biegać za jakimiś głupkami i doprowadzać ich do porządku.
    Spojrzał na Janett, która najwyraźniej nie robiła sobie nic ze słów i czynów starszych uczniów. Zapatrzona w siebie kretynka, tylko tak potrafił ją opisać. Kiedy zaprzestano uczenia dzieci w domach szacunku do starszych? Czy rodzice nie widzieli, jakie naprawdę były ich pociechy? Może warto zrzucić to na dojrzewanie i nastoletni bunt, bo głupoty nie było warto usprawiedliwiać.
    - W jaki sposób ty trafiłaś do Ravenclawu, nie mam pojęcia – westchnął, krzyżując ręce na torsie i mierząc Janett zimnym i surowym wzrokiem. – Więcej w gębie niż w głowie.
    Zastanowił się chwilę nad tym, jak powinna skończyć ta niewdzięczna dziewucha. Na jego język cisnęły się słowa takie jak „tortury”, „niewinne Levicorpus” czy „zrzućmy ją z Wieży Astronomicznej”, ale był świadom tego, iż te pomysły raczej nie przejdą. Musiał wpaść na coś innego i mniej… drastycznego. Szkoda.
    - Poszedłbym z tym do opiekuna Krukonów, ale nie wiem, czy mi się chce – mruknął. – Może ją oskalpuj, będziecie kwita za to ciągnięcie za włosy.
    Spojrzał na bujną czuprynę Puchonki i szybko ocenił jej stan. Dzięki gęstym włosom dziewczyny ubytki nie były aż tak widoczne, więc chyba nie musiała się niczym martwić. Ech, dziewczyny miały naprawdę dziwny sposób rozwiązywania konfliktów.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  21. [Master Chefa to raczej na eliksirach robią :D Na zielarstwie bardziej zajmują się opieką i rozpoznawaniem roślin, tak mi się wydaje, więc to raczej spokojny przedmiot i prócz tego wypadku z mandragorą nic do głowy mi nie przychodzi :c]

    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  22. [Pewnie :) W międzyczasie i ja nad czymś lepszym pomyślę.]

    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ooo! Jestem bardzo za – świetny pomysł. (: Hm, a może już polecimy po bandzie i z tym jasnowidzeniem pójdziemy w jakąś burzliwą rozmowę pielęgniarki z nauczycielem ONMS, z której wynika, co ich kiedyś łączyło – Vera wtedy wpadnie w niemałą panikę, bo nikt nie miał o tym wiedzieć, czy coś. ;]

    V. T.

    OdpowiedzUsuń
  24. [Cześć, dziękuję! Cudna ta Theodora; gdyby miała zbędna parę tych rękawiczek, to Finley chętnie przygarnie.]

    Finley Campbell

    OdpowiedzUsuń
  25. Cóż, rozwiązanie Dory na pewno było bardziej racjonalne, oraz trochę bardziej przerażające w mniemaniu Josha, jeśli chodziło o jego przekaz, lecz on nadal skłaniałby się ku temu radykalniejszemu sposobowi, jakim było oskalpowanie. Byłoby zabawnie, może wraz z utratą włosów, Krukonce wróciłby mózg, taki handel wymienny. Jednak szanował wybór i zdanie Puchonki, więc nie miał zamiaru się kłócić. Zadziwiał sam siebie, bo gdyby miał do czynienia z kimś innym niż panna Harth, pewnie nagabywał go do wybrania surowszej kary, aż w końcu sam stałby się katem. Pod tym względem bardzo przypominał swojego ojca – jeśli już czymś się zajmował, to zawsze do końca i zawsze z przytupem. Pogłoski o wyższości jego osoby powinny dźwięczeć w szkolnych korytarzach i budzić respekt; on sam jednak nie chciał chwały. Potrzebował porządku i inteligencji otaczających go osób. Chyba nie prosił o zbyt wiele, prawda?
    Theodora Harth nigdy nie przestawiała go zadziwiać. W tej drobnej osobie kryło się tyle nieodkrytych cech, że nawet Joshua, który miał czas na obserwację Puchonki, nadal potrafił dostrzec w niej nową iskierkę, jakiej nie widział wcześniej. Dzisiaj też go zaintrygowała, praktycznie wnikając w umysł nic nieprzeczuwającej Krukonki, potwierdzając tylko, że ma wiele umiejętności i potrafi je wykorzystać. No i do tego do niego mrugnęła. Mrugnęła. Joshua jak najbardziej to zauważył, nie potrafił zignorować tego gestu, na który zareagował drgnięciem kącika wargi, co na niego i tak było dużym wyczynem. Wbrew pozorom miał w sobie naprawdę wiele uczucia i emocji, tylko szukał kogoś, kto pomógłby mu je uwolnić.
    Przestań myśleć w ten sposób, Joshua, weź się w garść i wyprostuj plecy.
    To właśnie zrobił. Podarował sobie mentalnego liścia w policzek i na jego twarzy znów pojawił się ten dumny wyraz. Mimo że rysy nadal pozostały ostre, jego oczy złagodniały, przez co można było odczuć sympatyczniejszą aurę bijącą od chłopaka. Dało się z nim dogadać, był otwarty na inteligentne rozmowy.
    Wziął książkę od Puchonki i obejrzał ją z kilku stron. Rzeczywiście można było ją złożyć w całość za pomocą zaklęcia, nie było to nic, czego on nie potrafił zrobić. Chodziło tu o pomoc siostrze i jej przyjaciółce; winiłby samego siebie, gdyby zawiódł. Obecność Dory dodała mu odrobinę pewności siebie. Nie skreślał swoich szans, gdyby pozostał z czwórką trzecioklasistów sam na sam, ponieważ, cholera, umiał o wiele więcej od nich, jednak przybycie Puchonki utwierdziło go w przekonaniu, że ma w to kieszeni i konfrontacja nie zakończy się fiaskiem. To było dobre uczucie.
    Jego uśmiech powiększył się na słowa dziewczyny i to był szczery uśmiech. Prawdziwy, szeroki, z lekkim kiwnięciem i pochyleniem głowy, jakby dziękował za komplement i było mu bardzo miło go usłyszeć. W istocie tak się czuł – jego ego zostało połechtane, ambicja nieco podrasowana.
    - Naprawdę nie toleruję głupoty i tchórzostwa – powiedział szczerze, spoglądając na Dorę. – Nie musisz mi dziękować, to był ludzki odruch. Pewnie zrobiłabyś to samo. – Nie był pewien, czy by to zrobiła, ale mózg nakazał mu wypowiedzieć te słowa. – Andrea to moje oczko w głowie, naprawdę skoczyłbym za nią w ogień.
    Zazdrościła go Andrei. Czy wyszedłby na desperata, gdyby zaczął analizować te słowa? Czy to oznacza, że znów będzie między nimi dobrze? Czy może chciała go jako brata? O, ta ostatnia opcja nie wyglądała zbyt obiecująco. Joshua miał nadzieję, że od razu będzie mógł ją odrzucić.
    - Nie chcę jakoś… - zaczął niepewnie. – Nie wiem, jak to ubrać w słowa, ale… Tęskniłem za tym. Za twoim towarzystwem.
    Zrobił to. Wyrzucił to z siebie. Uff.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  26. [Jestem, już się ogarniam z wątkami u Luśki. Bardzo mi się podoba pomysł na zbudowanie chwiejnej równowagi, która może runąć w każdej chwili. Nawet Ci powiem, że teraz ten konflikt może po prostu wisieć w powietrzu i drobna iskra wystarczy, żeby wybuchło. A jeśli w przyszłości jeszcze dziewczyny będą zmuszone do współpracy w jeszcze innych dziedzinach to być może zostaną najlepszymi frienemisami Hogwartu :D Zacznę, jak tylko poodpisuję na zaległe wątki, chyba że Ty masz chwilę i chęć to również możesz zacząć :)]

    Lu

    OdpowiedzUsuń
  27. [Cześć! Cóż za urocza, pocieszna osóbka; nic dziwnego, że ze swoim nastawieniem do ludzi została puchońską opiekunką wszystkich zagubionych duszyczek wymagających pomocy :D Zawsze mnie rozbawia fakt jak malutcy czarodzieje zostają wybrani przez długie różdżki, coś o tym z moimi postaciami wiemy :D Na dobrą sprawę między naszymi postaciami nie ma dużej różnicy wieku (Tori ma 23 lata, ale Teresa, którą opublikuję niebawem, zaledwie 20) więc co byś powiedziała na to by Dora od czasu do czasu w za mian za dobrą herbatę albo kilka galeonów, pomagała Tessie w herbaciarni, gdzie ta będzie pracowała? :D]

    TORI WEASLEY/przyszła TESSA IVES

    OdpowiedzUsuń
  28. [Przepraszam, że odzywam się dopiero teraz ale miałam wczoraj małe zamieszanie c: Miło mi bardzo, że przyszłaś od razu z jakiś pomysłem, a ja na niego przystąpię bardzo chętnie. Myślę, że w tym momencie nie ma chyba problemu, że Theodora jest o rok starsza? Skoro profesor ma wysłać ulubienicę to chyba nie robi różnicy klasa, prawda? Zacznę nam w takim razie, skoro to Ty podsunęłaś nam pomysł :)]

    Vinay

    OdpowiedzUsuń
  29. Joshua czuł się dobrze będąc najstarszym z czwórki rodzeństwa. Chciał być jak najlepszym bratem, dawać przykład młodszym i pomagać im jak tylko umiał. Lisa, jego piętnastoletnia siostra, miała swój własny rozum i w niektórych kwestiach była nawet dojrzalsza od niego. Była już prawie kobietą, inteligentnym człowiekiem, który potrafi się sobą zaopiekować. W oczach Josha nadal była tą piegowatą dziewczynką, która sięgała po jego dłoń, gdy czegoś się bała i potrzebowała otuchy. Dzisiaj nadal czasami to robi, a w sercu Josha rozlewa się przyjemne ciepło i braterska miłość. Andrea była nieco bardziej zadziorna od Lisy i o wiele bardziej przebojowa od Josha. Dwunastolatka chciała jak najszybciej się usamodzielnić, co czasem kończyło się fiaskiem, lecz z pomocą starszego rodzeństwa zawsze wychodziła z tarapatów. W rzeczywistości była bardzo wrażliwą dziewczyną, przejmowała się wieloma rzeczami i wypłakiwała się w rękaw Joshuy, jakby był jej jedyną ostoją. A najmłodszy z rodzeństwa, Nicholas, rozbiegany dziesięciolatek, dopiero uczył się życia. Joshua chciał pokazać Nickowi najważniejsze aspekty egzystencji, nauczyć tego, co mały powinien wiedzieć, podać braterską dłoń i poklepać młodszego po głowie. Był wdzięczny za swoje rodzeństwo. Mimo że atmosfera w jego domu przesiąknięta była apodyktycznością i surowym wychowaniem, a czasem podniesioną ręką w momentach buntu, to mógł uciec od tego wszystkiego razem z siostrami i bratem. Potrzebowali siebie, najbardziej potrzebowali Josha.
    Joshua też kogoś potrzebował i nie chodziło tu o młodsze rodzeństwo, które nie jest w stanie pomóc mu w codziennym życiu. Czasem czuł taką samotność i przygnębienie, że nie potrafił zauważyć żadnego pozytywnego aspektu w otaczającym go świecie. Nie mógł zatracić się w tych myślach, skazując się na samodestrukcję. Potrzebował kogoś, kto pokaże mu jaśniejszą stronę świata.
    Może Dora, z tym swoim szerokim uśmiechem i burzą loków, będzie tą osobą. Joshua naprawdę na to liczył.
    Nie wybaczyłby sobie, gdyby dobra relacja z Dorą znów mu się wymsknęła. W swoim życiu stracił już tyle wartościowych osób, przez co czuł się jeszcze bardziej samotny, jednocześnie winiąc się za taki obrót spraw. Dobijany odejściem kolejnego ważnego człowieka, powoli tracił wiarę w pozytywne relacje międzyludzkie. Musiał otoczyć się wianuszkiem otwartych na świat osób, inaczej zamknie się w czterech ścianach i już nigdy nie zobaczy światła dziennego.
    Zacisnął smukłe palce na dłoni Puchonki i uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Przeszedł go lekki dreszcz (Josh miał nadzieję, że Dora tego nie poczuła – nie chciał się z niczego tłumaczyć, bo poplątałby mu się język). Chciał wymazać z pamięci kłótnie, nawet tak odległe, i zastąpić je dobrymi wspomnieniami. Na pewno będzie ich bardzo wiele, trzeba było się tylko trochę postarać, aby je ukształtować.
    - Racja, to było głupie. – Skinął głową. – Przeprosiny przyjęte. Ja też przepraszam, bo swoje za uszami mam.
    W wieku siedemnastu lat w końcu zmądrzeli i zapomnieli o absurdalnych waśniach sprzed kilku lat. Dwunastolatkowie potrafili kłócić się o najmniejszą błahostkę, aż zabawnym było wyobrażenie, że byli w stanie przeprosić dopiero po pięciu latach mijania się na korytarzach i uczęszczania na te same zajęcia.
    - Nie chcesz może wyjść gdzieś w któryś z weekendów? – zapytał niepewnie, jakby sam nie wierzył w to, co mówi. Zaprawdę, pytanie padło naprawdę bardzo spontanicznie, nie planował go zadać, ale jakoś tak wyszło. Człowiek w pewnym stopniu oczarowany i zadowolony nie używał swojego mózgu w racjonalny sposób, a ślina pracowała szybciej niż rozum. – Jakiś spacer po błoniach? Znajdziesz czas?

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  30. [Dziękuję za miłe słowa!
    Twoja panna ma świetnie napisaną kartę, więc to ja podziwiam; dodatkowo ta postać taka nietuzinkowa... Wow, po prostu.]

    Quinn Scabior

    OdpowiedzUsuń
  31. Widząc uśmiech na twarzy Dory, cieszył się jak małe dziecko, które zobaczyło pierwszy śnieg zimy. Nie były to emocje, które często mu towarzyszyły, a taka odmiana dobrze na niego wpływała i powoli widział dla siebie iskierkę nadziei na lepsze jutro. Towarzystwo drugiej osoby naprawdę potrafiło przenosić góry, zmieniać pogląd na świat i dawać porządnego kopa w tyłek. Joshowi naprawdę chciało się śpiewać. Oczywiście tego nie zrobi, bo nie potrafił i nie miał zamiaru niszczyć słuchu Dorze, ale liczyły się chęci. Był bardzo szczęśliwy.
    Takie niewinne wydarzenie, głupia, ale jakże ważna konfrontacja z bandą trzecioklasistów, potrafiła zmienić praktycznie wszystko. Kilkanaście minut spędzonych na leczeniu głupoty dało więcej niż pięć lat niewygodnej ciszy i chłodnych spojrzeń. Joshua nie chciał nawet myśleć o tym, że może to i dobrze, iż to wszystko miało miejsce i pomogło im naprawić to, co niegdyś zepsuli. Przecież tu chodziło o dobro jego siostry, życzył jej wszystkiego co najlepsze i nienawidził patrzeć na jej smutną twarz. Może los i tak jakoś popchnąłby go do Puchonki i prędzej czy później i tak by się pogodzili. Tak, jakby pisane im było wspólne towarzystwo.
    Na początku nieco spochmurniał, gdy usłyszał o sprawdzianie dziewczyny. On nigdy nie uczył się na transmutację, gdyż był to jeden z tych przedmiotów, do których miał po prostu dryg. Tak samo miał z zaklęciami i historią magii – wystarczyło, że raz przeczytał dany dział i bez problemu zapamiętywał wszystkie nazwiska, daty i ważne wydarzenia. Niestety, nie miał takiego szczęścia z eliksirami i astronomią, które nijak chciały wejść mu do głowy i Joshua dwoił się i troił, aby zaliczyć te przedmioty. W pewnym momencie chciał zaproponować pomoc w nauce, ale skoro spacer po błoniach miał być przyjemną przechadzką, a nie przykrym powtarzaniem materiału, to nawet nie wychodził z inicjatywą wspólnej nauki. Dora miała rację – przerwa od nauki, tym bardziej na świeżym powietrzu, dobrze wpływała na samopoczucie i mózg. Tak więc spacer. Zero książek, pergaminów i piór. Spacer.
    Z każdym kolejnym zdaniem wypowiedzianym przez Puchonkę, uśmiech chłopaka powiększał się, a oczy radośnie błyszczały. Prawie nikt tak na niego nie działał, a widok pozytywnie nastawionego do ludzi Yaxleya mógł zdziwić przynajmniej siedemdziesiąt pięć procent uczniów Hogwartu.
    - Przynieś te ciastka, jeśli ich nie spalisz – zaśmiał się, poprawiając książkę siostry w dłoni.
    Powoli zaczął się wycofywać, tyłem, aby nie stracić dziewczyny z oczu. Nie potrafił ich od niej oderwać. Był w jakby transie przeplatanym tęsknotą. On naprawdę za nią tęsknił.
    - W sobotę o dwunastej przy wyjściu – rzucił, po czym mrugnął do niej i odwrócił się w odpowiednią stronę, aby wrócić do lochów. – Do zobaczenia.
    Obejrzał się jeszcze za ramię, uśmiechając się przy tym, przez co potknął się o wystającą z podłogi płytę kamienną. Zdołał utrzymać równowagę, na szczęście. Poprawił i tak niezawiązany krawat, po czym machnął ręką w stronę Dory, aby następnie pewnym krokiem wrócić do swojego dormitorium.
    Cholera, jaki on był szczęśliwy.

    Sobota nadeszła o wiele za wolno, niżby Joshua tego chciał, ale jednak nadeszła i trzeba było się z tego cieszyć. Joshuę obudził jeden z jego współlokatorów, który rzucił go poduszką, krzycząc przy tym, że znowu śmierdzi dymem papierosowym i „spuści mu te wszystkie fajki w kiblu”. To naprawdę nie zrobiło żadnego wrażenia na Yaxleyu, który zmierzył kolegę zimnym wzrokiem i pokazał środkowy palec.
    Prysznic, śniadanie, zabranie maminego dyniowego soku, który przyszedł wczoraj pocztą (pani Yaxley robiła najlepszy sok dyniowy w całej Szkocji, każdy magiczny Szkot ci to powie) i w końcu stopy zaprowadziły go do wyjścia prowadzącego na błonia. Nie mógł się doczekać, aż ponownie zobaczy tę burzę loków, które mogły zwiastować tylko jedną osobę.

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  32. [Odpiszę w sobotę, bo teraz już padam na twarz, a za 6 godzin wybywam na dwa dni i nie będzie mnie w internetach. Z góry Cię przepraszam za trzydniowe czekanie, no ale mam nadzieję, że będzie warto! Do napisania!]

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  33. [Podoba mi się drugi pomysł, Tommy mógłby się trochę wyluzować... znaczy mógłby, gdybym nie była szatanem i nie lubiła męczyć moich postaci. Co powiesz na to, żeby dodać do tego motyw skrzata chcącego się przebrać za wilkołaka (bo usłyszałby np. że mugole to robią i mu się spodobało). W Thomasie oczywiście wywołało by to złe wspomnienia, i Dora musiałaby go stawiać na nogi przy piwie kremowym.]

    Thomas

    OdpowiedzUsuń
  34. [Wątek wychodziłby raczej od Dory (bo Thomas sam z siebie pewnie by nie wyszedł do Hogsmeade), ale jak bardzo chcesz mogę zacząć :D]

    Thomas

    OdpowiedzUsuń
  35. [Hm… może na przykład zobaczyć – a przecież on ma żonę, a i ona jest w teorii przeznaczona innemu – jak się całują gdzieś w Zakaźnym Lesie, czy coś. Mam jeden szalony plan, ale nie wiem, czy go wprowadzę w życie – myślałam, że Dora mogłaby wyśnić sekret Very, a jest nim ukrywanie ciąży (nie jestem pewna, czy jej to zrobię, ale tak mi wpadło na myśl, bo gdzieś w dalekosiężnych panach wątku z Connorem, padła taka wzmianka). ; D]

    VERA

    OdpowiedzUsuń
  36. [Hm, jeśli mam zacząć bez tej wizji, tylko zarysować jakieś tło – koło weekendu powinno się pojawić. Zdradź mi tylko, jaką długość preferujesz. ;]

    V.T.

    OdpowiedzUsuń
  37. [Cześć. :)

    Vivian właśnie zdecydował, że chce mieć znowu siedemnaście lat i bardzo mocno chce do szkoły, jego życzenie zostało więc spełnione i tak oto wychodzi nam, że razem z Dorą są na jednym roku.]

    V. Calvert

    OdpowiedzUsuń
  38. [Wróciłam z wojaży i odpisuję!]

    Miał w planach zaproszenie Dory na jeszcze więcej spacerów, nawet jeśli ten dzisiejszy zakończy się nieprzyjemnie. Zresztą, o czym on w ogóle myślał? Dlaczego tworzył w głowie ciemne scenariusze? Przecież wszystko będzie dobrze, spędzą miły czas na błoniach, będą korzystać ze swojego towarzystwa i uśmiech nie będzie schodził z ich twarzy. Musieli nadrobić to, co stracili przez te pięć lat. Naprawdę mieli co nadrabiać.
    Szukał powodów do radości, czasem naprawdę rozpaczliwie, aby nie spaść w otchłań negatywnych odczuć. Teraz nawet nie myślał o tym, że coś miało źle się zakończyć, że znów zostanie sam, przepełniony goryczą i winą. Miał wrażenie, że Theodora będzie światełkiem w jego życiu, które kiedyś zgasło i nie dało się go zapalić. Naprawdę uśmiechał się od razu, gdy ją widział. Na przykład teraz, gdy zauważył ją przepychającą się przez tłum uczniów, którzy przewyższali Puchonkę. U niej naprawdę wszystko było na swoim miejscu, wszystko do siebie pasowało, jak w układance. W oczach Josha Dora była po prostu całością, zaczynając od wyglądu, drobna postura i bujna czupryna na głowie, które idealnie się dopasowywały i jednocześnie oddawały charakter dziewczyny. Joshua naprawdę powinien strzelić sobie w twarz, bo już kilka razy złapał się na takim myśleniu o Puchonce, co sprawiało, że sam siebie nie rozumiał. Przecież Joshua Yaxley nie powinien oddawać się uczuciowym marzeniom, to do niego nie pasowało.
    Gdy jego oczy spoczęły na Dorze, rozluźnił się. Komfort, którego dawno nie czuł, spłynął na niego jak jakaś nadprzyrodzona siła, oblewając całe jego ciało. Nie stresował się, nie czuł strachu, postanowił oddać się chwili. Czas w końcu zająć się sobą. Miał dość tej chorej ambicji zaimponowania innym. Ta wieczna ambicja, aby być najlepszym i pokazać się z jak najpozytywniejszej strony… Teraz mógł o tym zapomnieć. W końcu poczuł się wolny. Tak odrobinę. I to dobrze wpływało na jego samopoczucie.
    - To rodzinne, ta bladość, nic z tym nie zrobię – zaśmiał się, otwierając drzwi prowadzące na zewnątrz. Przepuścił przez nie Dorę, bo przecież maniery! i sam przeszedł przez nie jako drugi. Uderzyło w niego przyjemne łaskotanie promieni słonecznych, które jesienią odczuwało się całkiem inaczej niż latem. W połączeniu z hulającym wiatrem było całkiem przyjemne. – Jak ci minęło tych kilka dni? Ciasteczka upieczone?

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  39. Może i śmierdziało od niego pochodzeniem i „arystokracją”. Przesiąkł tym zapachem już w dzieciństwie, kiedy wpojono mu wszystkie rodzinne tradycje i poglądy, aby od najmłodszych lat się z nimi oswajał i zdawał sobie sprawę z ich słuszności. Wyraz twarzy również wskazywał na to, że czuł się lepszy, co negatywnie odbierała spora część społeczności szkolnej, aczkolwiek Joshua nie czuł wobec nich żadnego zobowiązania. Plotki istniały zawsze, jego uszy odbierały wiele szeptów i tych głośniejszych rozmów, które w większości mówiły o tym, kogo Yaxleyowie przetrzymują w piwnicy swojej posiadłości. Tak naprawdę nie przetrzymywali nikogo. Kiedyś może i tak, teraz dojrzewa tam tylko wino i wędzi się szynka.
    Może Dora uważała inaczej i miała gdzieś hulające po korytarzach plotki. Joshowi byłoby wtedy naprawdę bardzo miło i poczułby się doceniony, jeśli ktoś przymknie oko na jego pochodzenie. Przecież chodziło o człowieka, nie o jego nazwisko.
    Joshua opatulił się szczelniej swoim srebro-zielonym szalikiem, jako że był zmarzluchem, a jego wysokie i smukłe ciało okalał chłodny wiatr. Każdy jego podmuch przyprawiał go o dreszcze i naprawdę żałował, że nie ubrał podwójnego swetra. Miał nawet jeden w kufrze, robiony własnoręcznie przez jego świętej pamięci babcię, która dokładnie wyhaftowała jego inicjały na piersi. To był jego ulubiony sweter. Dlaczego go nie założył?
    Ach, no tak. Był zbyt zaabsorbowany wizją spotkania z Dorą, aby myśleć racjonalnie. Dobrze, że przynajmniej wziął szalik. Bez niego zapewne zmieniłby się w sopel lodu, a to dopiero jesień. Strach pomyśleć, co będzie zimą.
    Joshua ostatnio całkiem sporo schudł, dlatego jego tkanka tłuszczowa nie dostarczała mu wystarczającej ilości ciepła. Czasem widział zazdrosne spojrzenia dziewczyn, które tęsknie patrzyły na jego długie i chude nogi, jakby oddały wszystko, aby osiągnąć swoją wymarzoną figurę. Naprawdę tego nie rozumiał, a dodatek było mu przez to zimno w uda.
    Obserwował Puchonkę i westchnął cicho, widząc pąsowe zabarwienie jej policzków. Naprawdę nie musiała mówić mu o rzeczach, które sprawiały jej pewną trudność. Josh nie był człowiekiem, który naciskał na swojego rozmówcę – jeśli druga osoba chciała mu o czymś powiedzieć, to on był skłonny jej wysłuchać. Nie do końca służył radą, bo skoro trudno mu poradzić sobie ze swoimi problemami, to co dopiero z cudzymi, ale samym słuchaniem też mógł pomóc.
    - Hej, stój – powiedział łagodnie, chwytając w swoje dłonie drobne ręce dziewczyny, chronione teraz przez rękawiczki. Chciał, aby zatrzymali się na chwilę, na dosłownie minutę, potem mogą iść dalej, aby gdzieś przycupnąć, rozpalić małe ognisko i zjeść ciasteczka oraz wypić sok dyniowy spoczywający w torbie przewieszonej przez ramię Ślizgona. – Zrelaksuj się. Mów o tym, o czym tylko chcesz, ja nie będę na ciebie naciskał. Nie chcę, żebyś czuła się przy mnie niekomfortowo, okej? Okej. Chodź, mam ochotę na te twoje ciasteczka. – Uśmiechnął się do niej na koniec, po czym chwycił za rękę i pociągnął w stronę jeziora, tę ustronniejszą, gdzie nie było słychać wrzawy i okrzyków bawiących się uczniów.

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  40. [Chętnie spróbuję tego, co proponujesz, zwłaszcza, ze w karcie wspominasz o tym, że Theodora oferuje kopniaka na rozpęd wszystkim, którzy mogą go potrzebować, a w dodatku sama jest w stanie to wyczuć - kobieta-marzenia, zwłaszcza, jeśli ktoś jest taką ofiarą losu, jak Vivian, typowy przykład na started from the bottom now I'm somewhere in the middle.

    Napisz, czy chcesz zaczynać, jak nie, to się do tego wezmę. ;)]

    V. Calvert

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie mógł pozwolić na to, żeby Dora czuła się źle w jego towarzystwie. Dopiero co sprowadzili ich relację na właściwy tor, więc nie mogli pozwolić sobie na jakiekolwiek odchyły, które doprowadziłyby ich do ponownego zepsucia tego, co sobie wypracowali. Podstawą pewnego poziomu znajomości było zrozumienie. Najlepiej takie bez słów. Krótkie spojrzenie, niewinny uśmiech i już wiadomo, o co chodzi kompanowi. Serce Josha mówiło mu, że jego relacja z Puchonką będzie opierała się właśnie na takiej wartości, jaką było zrozumienie i zaufanie. Zgadzało się z rozumem. W końcu zaczął coś czuć.
    Znał ją z czasów dzieciństwa, a teraz, jako dorośli ludzie, powinni poznać się na nowo. Pięć lat to wbrew pozorom szmat czasu, który niesie ze sobą długą listę człowieczych zmian, przekształcających pewien pogląd na świat. Josh na pewno stał się nieco mroczniejszy, skonfliktowany i zagubiony. Szukał tego światełka, które wyprowadzi go z ciemności. Nie wiedział, czy tego chciał. Po prostu coś mu mówiło, że powinien dalej szukać.
    Może już je znalazł.
    Słuchał. Słuchał każdego wypowiedzianego przez Puchonkę zdania, słyszał wszystko i odbierał każdy pojedynczy dźwięk. Uważał za kompletny brak szacunku ignorowanie rozmówcy, został dobrze wychowany. Z każdą kolejną informacją w jego głowie układała się pewna historia, która stawała się częścią układanki do znanej wcześniej opowieści. Wiedział co nieco o rodzinie i historii Theodory. Była ciekawa, pełna zawirowań i ciekawostek, które Josh na pewno chciał poznać, ale nie miał zamiaru na nią naciskać. Więc słuchał, bo tylko to mu pozostało. Niewygodne pytania nie powinny opuścić jego ust, więc nie odzywał się wcale. Chłonął każdą kolejną informację jak gąbka. Później zlepi to wszystko w jedną całość i będzie miał nad czym rozmyślać w wolnych chwilach.
    Gdy tak zatracił się w historii Dory, prawie nie poczuł, gdy jej ręka wyślizgnęła się z jego uścisku. Coś jednak mu nie pasowało, a rękawiczka stała się pusta i zbyt płaska. I wtedy usłyszał głos. Nie był to przyjemny dźwięk głosu należącego do panny Harth; nie, to było coś, co przyprawiało go o dreszcze. Bał się odwrócić, aby zbadać źródło przeraźliwego dźwięku, po prostu coś go sparaliżowało. Zebrał się w sobie i odwrócił dopiero wtedy, gdy głos powoli ucichał. Otworzył usta, gdy zauważył strużkę krwi wypływającą z nosa Puchonki i niemal od razu sięgnął do swojej torby, gdzie powinien mieć kilka chusteczek. Zbliżył się maksymalnie do dziewczyny i chwycił ją w pasie, widząc, jak chwieje się na nogach. Następnie przyłożył chusteczkę do jej nosa, aby krew w nią wsiąkała.
    - Pochyl głowę, żeby krew spłynęła – szepnął. – Chcesz iść do Skrzydła Szpitalnego? Mogę ci jakoś pomóc? Nie strasz mnie tak, Dora, proszę cię…

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  42. [Cóż za urocza pani! Jest przewspaniała! I zdjęcie tak bardzo pasuje do opisu, że lepiej być nie może, naprawdę! I chociaż kręconych włosów naprawdę nie lubię, tak bardzo, bardzo mi się podoba.
    Dziękuję bardzo za powitanie i pozostaje mi wyłącznie trzymać kciuki za to, że tak będzie :3]

    Rhenawedd Travers

    OdpowiedzUsuń
  43. [Przepraszam, że dopiero teraz, ale uczelnia dała mi trochę w kość w tym tygodniu i nie miałam wziąć się za odpisywanie :( ]

    Bał się, że przy tak delikatnym stanie Dory coś jej zrobi, co sprawi, że Puchonka poczuje się jeszcze gorzej. Dlatego też postanowił odkryć swoją bardzo głęboko ukrytą delikatność, która normalnie praktycznie nie istniała, ale czasami można było zrobić wyjątek, prawda? Theodora Harth na pewno była warta chwilowego odskoczenia od rutyny i wizerunku zimnego Ślizgona. Człowiek był w stanie zmienić się dla drugiej osoby. Czasami nawet nie zdawał sobie sprawy z takiej zmiany, która uderzała nagle, ze zdwojoną siłą. Jednak Joshua ją czuł. Czuł, jak jego ciało ogarnia to miłe ciepło, które rzadko kiedy go odwiedzało. Miał wrażenie, że non stop siedzi pod puchatym kocem i pije gorącą herbatkę, maczając w niej herbatniki maślane.
    Wtedy przypomniał sobie o ciastkach upieczonych przez Dorę. Dlaczego akurat w tym momencie? Jego mózg chyba miał problemy ze skupieniem się na o wiele ważniejszych sprawach niż ciasteczka. Aż dziwnym były umiejętności Josha, nieproste do opanowania, przy tak płytkim rozwinięciu emocjonalnym. Może to po prostu zależało od jego płci. Przecież był tylko facetem.
    Ukucnął przy powoli uspokajającej się dziewczynie, bojąc się, że zaraz znów dostanie palpitacji serca. Nie był dobry z leczenia ludzi, nie potrafił tego robić, więc jakiekolwiek działania w tym kierunku zapewne zakończyłyby się fiaskiem. Co z tego, że znał zaklęcie na naprawienie złamanego nosa czy zatamowanie krwotoku z otwartej rany, skoro jego umiejętności uzdrowicielskie były równe zeru. Jego życie mogłoby składać się tylko z pojedynków i przyjemności. Wtedy poradziłby sobie znakomicie.
    - Hej, nie, nie zraniłaś mnie – powiedział szczerze, odgarniając niesforne kosmyki z jej twarzy. – Nie przejmuj się tym, nie zrobiłaś niczego złego. Nie masz żadnego powodu, aby mnie przepraszać. Po prostu mnie wystraszyłaś. Miałaś dziwny głos i… Mówiłaś dziwne rzeczy. Coś o jakimś słudze bez pana, że będzie szukał zemsty… Trochę przerażające. Jakby przepowiednia. Cholernie mnie tym wystraszyłaś.
    Bo tak było. Naprawdę się wtedy wystraszył. W sumie nie skupiał się za bardzo na słowach Puchonki, jako że najpierw zabrał się za sprawdzenie, czy z jej samopoczuciem wszystko w porządku, lecz jakby spojrzeć na to z drugiej strony… Słowa tej przepowiedni były naprawdę intrygujące. Nie wiadomo, co do końca oznaczały, przez co cała sytuacja stała się jeszcze bardziej przerażająca. Joshua uwielbiał takie rzeczy, wychował się na takich historiach i opowieściach. Może nie była to najlepsza metoda wychowywania dzieci, ale na pewno niekonwencjonalna i dosyć ciekawa.

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  44. Potrzebował informacji, aby jak najlepiej i najszybciej pomóc Dorze. Naprawdę chciał dla niej dobrze, ale nie wiedząc, o co chodzi, nie był w stanie zrobić zupełnie nic. Bał się jej zaszkodzić, bo nawet najmniejsza nieuwaga mogła pogorszyć osłabiony stan dziewczyny. Dlatego też po prostu patrzył, oddychał, raz, dwa, trzy, cztery i od początku, aby złapać normalny rytm. Jego serce prawie wyrywało się z klatki piersiowej, galopowało jak szalone, ponieważ przepełnione było emocjami i adrenaliną. Nienawidził patrzeć, gdy ktoś na kim mu zależało cierpiał, tym bardziej w jego towarzystwie. Nie miał zamiaru naciskać, bo przecież jeśli Dora będzie chciała mu coś powiedzieć, to to zrobi. Ponaglanie jej w tej sytuacji było najgorszym możliwym wyborem, jaki mógł podjąć.
    Więc Joshua patrzył na Puchonkę spojrzeniem pełnym zrozumienia i zaintrygowania jednocześnie, kiedy zauważył nadejście (a może raczej nadlecenie?) nieoczekiwanego „gościa”. Zmarszczył brwi i wstał z klęczek, zrównując się wzrostem z nikim innym jak Mattem Murphym, którego dobrze znał z boiska Quidditcha, jako że Joshua ma przyjemność komentowania każdych rozgrywek w tej szkole. Może i Ślizgon nie był aż tak rosły jak jego rówieśnik z Hufflepuffu, może i nie miał w sobie tyle krzepy i siły, ale nie można było mu odmówić wzrostu, więc młody Yaxley nie czuł się przyćmiony przez osobę Puchona.
    - Chyba sobie kpisz.
    To były pierwsze słowa, które padły z ust Josha. Mógł być człowiekiem naprawdę ugodowym, lecz nigdy nie dawał sobie w kaszę dmuchać. Walczył o swoje, mógł być bezwzględny i chłodny, kiedy tylko chciał. Takie sytuacje tylko korciły go, aby sięgnąć po różdżkę do kieszeni spodni i załatwić sprawę raz a dobrze, lecz w tym momencie wiedział, że będzie to naprawdę nierozważne i nieprzemyślane. Dlatego najpierw postanowił załatwić sprawę werbalnie.
    Zdawał sobie sprawę, że w zamku miał raczej negatywną opinię, niezmienną od prawie siedmiu lat. Sformułowana na podstawie jego pochodzenia powinna go ranić, lecz Joshua był człowiekiem zbyt dumnym, aby się nią przejmować. Kojarzenie go z bólem i ranieniem innych było dość pochopne, bo nigdy bez powodu nie skrzywdziłby drugiego człowieka. Najwyraźniej inni ludzie nadal nie do końca go poznali, a szkoda. Joshua naprawdę starał się być wartościowym człowiekiem.
    - Nic jej nie zrobiłem, przecież ci powiedziała. – Spiął mięśnie i lustrował Matthew piorunującym wzrokiem, tak, jak to miał zawsze w zwyczaju, gdy budowała się w nim złość. – Zajmij się sobą, nikt nie zapraszał cię do odgrywania roli niepotrzebnego super bohatera.
    Joshua był człowiekiem, który szybko tracił cierpliwość. Nie lubił bezsensownego przeciągania struny. Nienawidził też fałszywego oskarżania jego osoby, co powodowało u niego białą gorączkę.

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  45. Stał tam jak osłupiały. Po prostu patrzył, jak Matthew cholerny Murphy zabiera mu Dorę sprzed nosa, nie racząc nawet wytłumaczyć swoich czynów. Po prostu gdzieś ją zabrał. Mieli spędzić ze sobą miłe popołudnie, jedząc ciastka, pijąc sok dyniowy i nie przejmując się zupełnie niczym, tak jak robili to kiedyś. A teraz seria niefortunnych zdarzeń doprowadziła do tego, że Joshua stał w miejscu i po prostu patrzył, jak dwoje Puchonów powoli się od niego oddalało, bez żadnego wyjaśnienia. Joshua nawet nie zdążył zareagować – przecież nie będzie robił z siebie idioty i nie zacznie ich gonić czy za nimi krzyczeć. To przyciągnęłoby niepotrzebną uwagę innych uczniów. Nie miał też zamiaru rzucać bezsensownych zaklęć w plecy – nie był tchórzem. Więc po prostu stał w miejscu, aż Dora i Matt zniknęli z jego pola widzenia.
    - Co do cholery… - wyszeptał sam do siebie, po czym poprawił torbę na ramieniu i odwrócił się w stronę jeziora, aby na nie spojrzeć i przetworzyć wszystkie informacje. To zagranie zakończyło się jedynie nieco otwartymi ustami i wysoko uniesionymi brwiami oraz wzrokiem wbitym w spokojną taflę wody. Musiał wyglądać komicznie, tak zawieszony i z wyrazem niedowierzania wymalowanym na twarzy.
    Ocknął się po jakichś pięciu minutach. Zaczęło doskwierać mu zimno, więc za główny cel obrał sobie ogrzanie się. Był zły, co mijający go uczniowie mogli zauważyć poprzez jego spojrzenie, ale nie zamierzał rozprawiać się z Murphym ani szukać Dory po całym zamku. Postanowił ochłonąć i pozwolić Puchonce zrobić to samo. Wpadł wściekły do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, co przykuło uwagę kilku osób. Niektórzy chcieli zapytać, czy coś się stało, Joshua potrafił wyczytać to z ich twarzy. Żadne jednak się nie odważyło – i tak nie otrzymaliby odpowiedzi. Gdy chłopak znalazł się już w swoim dormitorium, usiadł na łóżku, sięgnął po paczkę papierosów leżącą na etażerce i odpalił jednego z nich za pomocą różdżki. Dym łaskoczący jego płuca wyjątkowo go uspokajał i Joshua na chwilę zapominał o drżących dłoniach. Patrzył na rękawiczkę Dory, którą wcześniej położył na zielonej pościeli. Gdyby wzrok mógł wypalać dziury, rękawiczka już dawno by zniknęła.
    Kończył wypalać całą paczkę, co świadczyło o jego zdenerwowaniu. Dormitorium było pochłonięte przez dym, będzie musiał to wywietrzyć, żeby jego współlokatorzy znów nie mieli do niego pretensji. Całe popołudnie spędził na bezproduktywnym wpatrywaniem się w baldachim łóżka. Bez sensu. Jego letarg przerwało otwarcie drzwi i już przygotował się na usłyszenie wiązanki przekleństw któregoś ze swoich rówieśników. Usłyszał jednak delikatny głos swojej najmłodszej siostry.
    - Mam dla ciebie liścik od Dory. Czy to jakiś miłosny? – zachichotała, na co Joshua podniósł się na łóżku i zmarszczył brwi, wyciągając rękę bez papierosa w stronę Andrei.
    - Zaraz zamienię ci włosy w dżdżownice – mruknął, na co Andy zaśmiała się głośno, dała bratu karteczkę i uciekła z dormitorium.
    Josh wsadził papierosa pomiędzy usta i rozwinął świstek papieru. Jego oczy śledziły każde słowo, a czoło pokrywało się kolejnymi zmarszczkami. Najwyraźniej miał plany na dzisiejszą noc.

    Rzadko kiedy miał problem z wymykaniem się z Pokoju Wspólnego w nocy. Większość prefektów nawet nie zwracała na niego uwagi, a nauczyciele pojawiali się na korytarzach bardzo rzadko. Podobnie było tym razem. Joshua bez problemu szedł w stronę Wieży Astronomicznej. Założywszy kaptur czarnej bluzy na głowę, wyglądał trochę bardziej surowo niż zwykle. Dłonie schował w dużej kieszeni, w której znajdowała się również jego różdżka oraz rękawiczka Dory. Jego ciekawość rosła w nim niesamowicie szybko.
    Gdy dotarł do odpowiedniego zaułku, Dora już tam na niego czekała. Stanął naprzeciwko niej i lekko przekrzywił głowę.
    - Cześć - zaczął lekko i spokojnie, lecz nie uśmiechał się, a w jego oczach trudno było wyczytać cokolwiek.

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  46. Dotarło do niego to przyjemne ciepło. Dotarł do niego zapach słodki moreli. I mimo, że nie spodziewał się ani pierwszego, ani drugiego, to uśmiechnął się na to spotkanie i nieco rozluźnił. Na początku czuł się nieco nerwowy, na przykład tak samo jak wtedy, gdy w wieku dziewięciu lat powiedział mamie o tym, że przypadkowo podpalił krzew róż w ogrodzie i nie bardzo wiedział, jak ugasić ogień. Te dwie sprawy nieco się od siebie różniły, lecz i wiek Josha uległ zmianie – niektóre rzeczy postrzegał pod nieco innym kątem i reagował na nie inaczej. Do tego serce mówiło mu, że powinien do końca wysłuchać Dory i nie opuszczać jej ani na moment, przynajmniej tej nocy. Joshua nie zamierzał tego robić.
    Rozsiadł się na schodach i wyciągnął przed siebie długie nogi, które przez czarne spodnie wydawały się jeszcze szczuplejsze i dłuższe. Mama kiedyś mu powiedziała, że może powinien przytyć albo chociaż zacząć nosić niebieskie jeansy (podobno dziewczyny na to leciały), jednak on jak zawsze pozostawał wierny czerni. Na potrzeby domu również zieleni i srebru, ale to tylko w skrajnych przypadkach szkolnych.
    - Nie szkodzi, nie kontrolowałaś go – odparł na przeprosiny za Murphy’ego. Oczywiście, był na niego zły, ale mógł zrozumieć to, że Puchon stanął w obronie Dory. Opinia Josha nie stawiała go w najlepszym świetle, wiec rozumiał zachowanie osób z domów innych niż Slytherin. Swój prawie zawsze stanie za swoim.
    Chciał powiedzieć coś jeszcze, co dotyczyło Matta, ale nie było mu to dane, jako że im przeszkodzono. Podniósł wzrok spod włosów opadających mu na czoło i kaptura i uniósł brew, widząc swojego współlokatora oraz jego najnowszą zdobycz. Aiden Greenhill naprawdę lubił wykorzystywać swój urok osobisty, aby czarować nim coraz to kolejne dziewczęta (a chodziły plotki, że nawet i chłopaków). Joshua zastanawiał się, jak to było, że kolejne dawały się na to nabrać, mimo że cały Slytherin huczał od pikantnych plotek. Może po prostu dostawały Confundusem albo wypijały eliksir miłosny. To ostatnie było wątpliwe, bo Aiden był bardzo słaby z eliksirów.
    Na pożegnanie Joshua pokazał blondynowi środkowy palec, ale nie potrafił ukryć uśmiechu, który wkradł się na jego twarz. Miał nadzieję, że Dora nie zauważyła delikatnych rumieńców na jego policzkach. Może cień panujący na schodach dobrze je ukrył.
    Gdy usłyszał wyznanie Puchonki, spojrzał na nią bystrym wzrokiem i zagryzł dolną wargę. W jego głowie świtała myśl, że tak mogło być, że Theodora Harth mogła mieć dar jasnowidzenia, lecz Joshua nie chciał niczego sobie wmawiać. Dopiero usłyszenie potwierdzenia gdybania prosto z ust Dory sprawiło, że Josh poczuł się pewnie, stanął na stabilnym gruncie.
    - Okej – powiedział po prostu, nie wiedząc za bardzo, jak zareagować na tę informację. – Cieszę się, że mi powiedziałaś. I jak to jest? – zapytał z nutką ciekawości w głosie. – Uciążliwe? Często masz krwotoki z nosa?

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  47. [Hej! Oczywiście, że jest chęć na wątek :D Fajna babeczka ;D Co powiesz na to, by Grace przyłapała ją na nocnym powrocie do pokoju? Kto wie może nawet jej ten mały wybryk odpuści :D]

    Grace

    OdpowiedzUsuń
  48. Rodzina Yaxleyów charakteryzowała się aż przesadnym czasami przywiązaniem do tradycji. W wychowanie potomków rodu wchodziło nie tylko wpajanie idei czystości krwi, ale także zaznajamianie ich z historią czarodziejów. Była ona opowiadana z punktu widzenia czarnoksiężników, którzy walczyli w Wojnach Czarodziejów po ciemnej stronie, u boku Voldemorta, którego byli wiernymi poplecznikami. Joshua zawsze wpatrywał się jak w obrazek w swojego dziadka, który zawsze zasiadał w czerwonym fotelu na biegunach i z kieliszkiem szkockiej w dłoni opowiadał kolejną historię sprzed kilkudziesięciu lat. Pasja, z jaką Corban Yaxley przekazywał z pokolenia na pokolenie swoje przeżycia, była nie do opisania. Josh miał czasem wrażenie, że sam znajduje się na polu bitwy i to on bierze odpowiedzialność za życie drugiego człowieka. Może i opowiadanie dziecku dosyć krwawych i przerażających opowieści nie było dobrą metodą wychowawczą, ale dzięki temu Joshua wiedział, jak było naprawdę i jaki pogląd na świat powinien przyjąć.
    Wraz z opowieściami przychodziły również plotki o różnych rodach, więc tak, Joshowi obiło się o uszy zamieszanie związane z rodziną Harthów, chociaż nie wiedział, o co dokładnie w nim chodzi. Jego dziadek i ojciec również nie znali szczegółów, jedynie ogólnikowo opisywali sprawę. Chociaż, gdyby tak dłużej pomyśleć, dziadek wspominał coś o załatwianiu brudnej roboty ze zdrajcami i tchórzami, co przyprawiło go o wiele bóli głowy i pęcherzy na dłoni przez zbyt mocne trzymanie różdżki. Może nie powinien o tym wspominać Dorze, to nie wpłynęłoby dobrze na przebieg dzisiejszego wieczoru.
    Sprawa jasnowidzenia była poważna, Joshua zdawał sobie z tego sprawę. Skoro te przepowiednie były na tyle ważne, aby znalazły swoje miejsce w Departamencie Tajemnic, to ich waga była ogromna. A on słyszał taką przepowiednię. I co teraz? Co jeśli ktoś będzie chciał ją poznać i będzie miał przez to problemy? Już za dużo ma na głowie, dziękuję bardzo.
    Słuchał Dory, marszcząc przy tym czoło. Złość na Matthew powoli z niego ulatywała, chociaż szczątki nadal unosiły się w ciele Ślizgona; taki już był, rzadko kiedy wybaczał do końca, co najwyżej zapominał na jakiś czas, bo nie chciało mu się zajmować głupotami.
    - Dobra, to miłe z jego strony – mruknął, kiwając przy tym głową. – Co nie zmienia faktu, że mnie tym zdenerwował. Cholerny bohater.
    Ostatnie zdanie wymsknęło mu się z ust, bo wcale nie chciał tego powiedzieć. Po prostu tak jakoś wyszło.
    - Okej, to doprowadziłoby do mnie, bo to w końcu moja siostra była dręczona, ale ja nie potrafię używać ligilimencji – stwierdził, ściągając kaptur z głowy. Nagle zrobiło mu się gorąco, co było dziwne, bo rzadko kiedy w listopadzie było mu ciepło. – Udowodniliby to, to nie jest trudne, następnie doszliby do ciebie. Więc to ty miałabyś problemy. Więc w sumie Matthew bronił bardziej ciebie, niż mnie. Czy ja to dobrze kojarzę? – Spojrzał na nią pytająco, nie do końca wiedząc, czy jego mózg poprawnie przetworzył otrzymane informacje. – Może powinienem być zazdrosny – dodał szeptem i oj, nie powinien był tego robić. Podarował sobie mentalnego policzka i opuścił wzrok, żałując, że ściągnął kaptur.

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  49. Nauczyciele na pewno uwierzą, że któryś z uczniów użył zakazanej w szkole magii, jako że kiedyś w murach Hogwartu miała miejsce taka sytuacja. Kiedyś, czyli jeszcze w tym roku szkolnym, więc w przeciągu zaledwie dwóch miesięcy. Nie była ona związana z ligilimencją ani żadnym innym wnikaniem w umysły ludzi, ponieważ Josh nie potrafił tego robić (choć nie ukrywał, bardzo kusiło go podjęcie nauki tej umiejętności). Chodziło o to, że młody Yaxley pasjonował się czarną magią, darzył wielkim szacunkiem i pochłaniał zakazane księgi szybciej niż ciasteczka maślane swojej matki. Szkoda, że pisanie wypracowań nie szło mu w takim tempie. Joshua znał więcej zaklęć niż powinien przeciętny uczeń siódmej klasy, a większość z nich zapisana była na pożółkłych stronicach tomów znajdujących się w Dziale Ksiąg Zakazanych. Jego ojciec wiedział o osobliwym hobby syna i wcale nie zamierzał zmuszać go do zaprzestania rozwijania swoich umiejętności. Przecież sam się tym interesował, więc na jak wielkiego hipokrytę wyjdzie, jeśli zakaże Joshowi praktykowania tej ciemniejsze magii? Tu nawet nie chodziło o samą praktykę – Joshua po prostu poznawał i ćwiczył. Takie ćwiczenia ostatnio zakończyły się fiaskiem – zaklęcie nie zadziałało jak powinno, Yaxley dostał rykoszetem i prawie stracił rękę. Oczywiście został uleczony w odpowiednim momencie, lecz bandaż na jego dłoni przykuwał uwagę nauczycieli, którzy nie byli głupi i zdawali sobie sprawę z tradycji jego rodziny. Boyd Yaxley został wezwany do szkoły, aby sprawa została wyjaśniona, lecz na słowa grona pedagogicznego wywrócił jedynie oczami. Dopiero później wziął syna na stronę i powiedział mu, co myśli o jego nieuwadze i głupocie, że prawie dał się złapać. Ta konfrontacja nie była przyjemna i zakończyła się dosyć sporym przecięciem na policzku Josha pozostawionym przez sygnet ojca.
    Jednak rana się zagoiła i sprawę zamknięto. Bez sensu było rozdrapywanie jej na nowo. Dlatego też Josh rozumiał Dorę, bo on sam nie chciał mieć kłopotów, podobnie jak nie chciał na nie narażać Puchonki. Wizja ponownego oddalenia się od Dory, kiedy dopiero co się pogodzili, nie napawała go optymizmem. Sprawiła, że Josh się naburmuszył, co dziewczyna bez problemu mogła wyczytać z jego twarzy. Joshua Yaxley bardzo widocznie okazywał swoje niezadowolenie. Jego jedynym pocieszeniem była informacja, że Matthew Murphy jedynie koleguje się z Dorą, ale co z tego? Teraz i tak zepsuł mu się humor.
    - Rozumiem, wszystko rozumiem. – Pokiwał głową. – I tak mam na swoim koncie niezbyt czyste zagrania z magią, więc nauczyciele naprawdę mogą się na mnie uwziąć.
    Sięgnął do kieszeni swojej bluzy i wyciągnął z niej rękawiczkę Dory, która czekała, aby powrócić do swojej właścicielki. W pewnym momencie Josh chciał przetrzymać ją jeszcze przez dwa tygodnie, aby mieć pretekst do kolejnego spotkania z Puchonką, ale miał wrażenie, że nie było to konieczne, bo i tak do niego dojdzie.
    - Proszę, została u mnie, kiedy, wiesz… Matt cię zabrał – mruknął, podając rękawiczkę dziewczynie. – Zobaczymy się jeszcze, co? Za te dwa tygodnie? Chyba, że urządzimy sobie jakieś tajemnicze schadzki, no wiesz… - Wyszczerzył się do niej i mrugnął w dosyć dwuznaczny sposób, choć wcale nie chciał, żeby tak to wyszło.

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  50. Gdyby ktoś założył na nos magiczne okulary wykrywające czarną magię lub chociaż zainteresowanie tą dziedziną czarów, to wokół Josha pojawiłaby się ciemna chmura z małymi błyskawicami. Dodatkowo pewnie kapałby mu na głowę deszcz. Niektórzy nie widzieli tej aury wokół niego, inni wręcz przeciwnie – trzymali się od niego z daleka, jakby bali się, że zaraz dostaną Cruciatusem w plecy. Po pierwsze, Joshua nigdy nie zaatakowałby kogoś od tyłu, bo była to odznaka tchórzostwa i marnego przygotowania do walki. Po drugie, jedyne Cruciatusy, które rzucał, trafiały w małe robaki gdzieś w środku nocy na mało okupowanych korytarzach. Może nie było to zbyt przyjazna dla tych małych żyjątek, ale i tak byłyby gdzieś później rozdeptane, a Joshua Yaxley pozostawał bezduszny wobec nic nieznaczących istnień. Jego ślizgoński chłód nadal gdzieś w nim tkwił i nie zamierzał z niego wyjść.
    Łamanie zasad było dla Josha czymś prostym i całkiem normalnym. Wymykanie się z Pokoju Wspólnego nigdy nie sprawiało mu większych problemów, tylko raz zdarzyło mu się, że zarobił za to szlaban. Było to w piątej klasie, a on okazał się wyjątkowo głupi, aby krzyknąć, gdy przeleciał przez niego duch. Los chciał, że rzecz wydarzyła się pod gabinetem nauczyciela zielarstwa. Jak tak teraz o tym myślał, to chyba dlatego na SUMach dostał tylko zadowalający i już nigdy nie pojawił się w szkolnych szklarniach. Nie zawsze naginanie zasad łączyło się z czymś przyjemnym; dzisiejszy wieczór jednak okazał się bardzo miły, mimo dosyć poważnej rozmowy. Najbliższe kilkanaście dni nie będą najprostszymi w jego życiu, ale on i Dora nie byli głupi; przecież oboje są zdolnymi nastolatkami, które poradzą sobie w dżungli, jaką był Hogwart. Nawet największe ofermy dawały sobie tutaj radę. I oni mieliby nie podołać?
    Tym bardziej, że Josh czuł płynące od Puchonki wsparcie. I to rozpalało go od środka. Popychało do działania. Intrygowało i kusiło.
    Wow, koniec. Josh, wróć na ziemię.
    - Może zróbmy coś podczas śniadania lub kolacji – zaczął, marszcząc przy tym brwi. – Może coś w stylu… Przypadkiem ktoś zabrał moją książkę, poprosił się o oddanie jej mi, bo on sam nie miał do tego głowy, a ty, jako miła koleżanka, mi ją przynosisz. A potem razem jemy kurczaka.
    Uśmiechnął się na odpowiedź Dory dotyczącą sekretnych schadzek. Brzmiało to dosyć zabawnie i jednoznacznie, ale kimże byłby Josh, gdyby na to nie przystał? Na pewno nie sobą. Skoro to oznaczało więcej czasu spędzonego w towarzystwie Puchonki, sam na sam, to był za.
    - To brzmi trochę jak uciekanie przed czujnym okiem rodziców – powiedział z lekkim śmiechem. – Podoba mi się to. Nawet teraz czuję się jak na takiej schadzce. Późno, ciemno, nikt nas nie widzi.

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  51. [Dzień dobry!
    Contessina bardzo się ucieszy z bycia ulubioną nauczycielką i z czystym sumieniem może odwdzięczyć się tym samym. Na pewno dostrzegła w Dorze potencjał i dar, więc zapewne zapamiętała jej imię i chętnie wróżyłaby z nią z fusów czy kuli. Ogółem mogłoby wyjść z tego coś ciekawego, gdyby któraś akurat miała pokręconą wizję i odpłynęła, a potem razem próbowałyby ją rozszyfrować. Coś takiego mi przychodzi do głowy. :)]

    Contessina

    OdpowiedzUsuń
  52. [Naturalnie! Mam nadzieję, że pomiędzy kolejnymi sesjami korzystania z dobrodziejstw powietrza zgodnego ze wszystkimi unijnymi normami uruchomili przynajmniej jeden pre-śmierciożerczy artefakt i wspólnymi siłami złamali zaklęcie chroniące Pokój, Do Którego Nie Wolno Wchodzić.]

    GELLERT

    OdpowiedzUsuń
  53. [Jejujejujeju, wybacz, że tyle to trwało. Postaram się już grzecznie pilnować swoich wątków i przywrócić Lu trochę do życia.]

    Cholera.Jasna.
    Nie wiedziała dlaczego wszystko sprzysięgło się przeciw Puchonom w tym roku. W zeszłym roku spokojnie mogła poprowadzić swoją drużynę przez każdy, nawet najtrudniejszy mecz. Teraz co chwilę działo się coś, co uniemożliwiało systematyczną pracę. Ten kicha, tamta nie widzi kafla, obrońca puszcza gole, ona sama nie może skupić myśli. Na dodatek ścigający dostał w czasie halloweenowej zabawy dynią tak mocno, że zleciał z miotły i poobijał sobie żebra do tego stopnia, że nie można było tego sensownie i szybko posklejać.
    Puściła więc po znajomych wiadomość, że na gwałtu rety szuka kogoś, kto choćby na treningach, a może i na samym meczu, mógł zastąpić McKinneya. Nie sądziła jednak, że tak bezmyślnie puszczona w eter prośba spotka się z odzewem, z którego niespecjalnie się ucieszy. Gdzieś w kościach czuła, że jeszcze przyjdzie jej skarcić się w myślach za nieprzemyślane słowa. W sytuacji, w której się znajdowała absolutnie nie mogła pozwolić sobie na jakiekolwiek nieprzemyślane zdanie, a jednak cały czas miała wrażenie, że gdy siedzi na miotle, sprawy codzienne jej nie dotykają. Jakby chciała, by Quidditch został nietknięty. Nie potrzebowała więcej problemów, a tak się akurat złożyło, że jeden z nich pojawił się na stadionie.
    Dora Harth. To była ostatnia osoba, którą Lucy poprosiłaby o pomoc. Czasem miała wrażenie, że gdy obie znajdują się w jednym pomieszczeniu, wystarczyłby jeden krzywy podmuch powietrza, by spowodować eksplozję. I od pierwszej chwili, od momentu, w którym ich oczy spotkały się po przydzieleniu im wspólnego domu, Lucy wiedziała już, że jednocześnie obie będą chciały usadzić tą drugą i żadna nie będzie chciała dać się usadzić na następne siedem lat. Dlatego z jednej strony załamując ręce, z drugiej będąc niewymownie zaskoczoną, zleciała w trakcie treningu do wchodzącej na stadion dziewczyny.
    Wylądowała przed nią, powstrzymując język od zadawania inteligentnych pytań takich jak Co ty tu robisz? Dziewczyna miała na sobie strój i miotłę w ręku, więc jasnoniebieskie oczy Lu spochmurniały nieco pod zmarszczonymi lekko brwiami. Nie znała umiejętności Dory, ale zanim cokolwiek powiedziała, doszła do wniosku, że musi być naprawdę niezła i być tego pewna, skoro w ogóle odważyła się pojawić gdzieś, gdzie Wood ma zawsze ostateczny głos.
    - Hallaway i Horvath wprowadzą cię w taktykę. Gramy z Gryfonami, którzy mają mocną defensywę. Musimy szybko i zwinnie napykać im punktów – powiedziała rzeczowo, mierząc dziewczynę wzrokiem. Naprawdę starała się nie zadzierać nosa, po prostu tu było jej miejsce i koniec. – Na początek po prostu postarajmy się zagrać. Cokolwiek zagrać. – mruknęła, pocierając dłonią oczy w geście zmęczenia. Musiała ocenić odważną dziewczynę, a tak bardzo chciała już widzieć jakieś efekty mozolnych treningów.

    Lucy Wood

    OdpowiedzUsuń