2 października 2016

Żyła raz pchła, co kochała psa

Psa, którego jadła.
Ruth Cavendish
Prefekt Krukonów na siódmym roku. Lis i klatka.

Nie prosiła nigdy o wiele. Chciała tylko, aby jej nie przeszkadzano, gdyż święty spokój był zawsze tym, na czym zależało jej najbardziej. Podium nigdy nie miało trzech miejsc, a jedynie dwa, przez co Timothy okazywał się zarazem drugim i ostatnim w kolejności, jeżeli chodziło o listę priorytetów. Później odszedł, pozostawiając po sobie tylko zmarszczone brwi i wydęte usta, bo przecież jej nie wolno tak po prostu zostawiać. Wie, że wróci, wszyscy wracają.
Trzepotka kwitnie raz na sto lat, a jej zapach oznacza zgubę. Amortencja pachniała Timothym, a to zupełnie jak znaleźć trzepotkę.


Pasja do zielarstwa i niechęć do eliksirów, które z różnych powodów musi kontynuować. Odznaka prefekta wypolerowana na błysk, kołnierzyk wykrochmalony i gałązka zaplątana we włosy. Brak skrupułów, bystre spojrzenie i uśmiech, który może okazać się mylący. Tajemnica, która ujrzy światło dzienne z hukiem.
Najeżdżamy! 
Witamy się zatem, szukamy różnych powiązań (zwłaszcza Timothy'ego, imię jest zmyślone, ale o tym później) oraz wątków wszelkiej maści.

16 komentarzy:

  1. [ Cześć! Uroczy minimalizm ;) Życzę Ci dobrej zabawy i dużo udanych wątków. ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  2. [Krótka, acz treściwa karta. To się chwali. Zapraszam do siebie, może wymyślimy gdzieś, jakiś ciekawy wątek :)]


    Avalon, Hyun, Lourdes i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  3. [Bardzo ciekawy pomysł na kartę. Jestem niezwykle przejęta postacią Timothy'ego, więc trzymam kciuki, by się pojawił. Baw się dobrze! A gdyby Ruth zupełnie przypadkiem pojawiła się wieczorem na patrolowaniu korytarzy i przyłapała Lucy w miejscu, gdzie nie powinno jej być, to oczywiście zapraszamy ;>]

    Lucy Wood/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  4. [Powiedz mi tylko czy lecimy w pozytyw, czy w negatyw, a coś nam zacznę :)]

    Vinay

    OdpowiedzUsuń
  5. Belzungovich jako kapitan krukońskiej drużyny quidditcha był bardzo wymagający. Nauczył już graczy, że najważniejsze co się liczy w tym sporcie to wygrana. Pełnioną funkcję brał bardzo poważnie, nie traktował tego jako sposobu na rozrywkę. Wymagał od drużyny sto pięćdziesiąt procent zaangażowania, a sam dawał dwieście, cały czas mając nadzieję, że pójdą za jego przykładem i również będą wkładać w grę całe swoje serce, ambitnie pragnąc za każdym razem wygrywać. Pomimo, że nie dogadywał się z wszystkimi ludźmi należącymi do drużyny był w stanie ich zaakceptować, jeżeli udowodnili mu, że naprawdę się do tego nadają i traktują to śmiertelnie poważnie. Może i był kapitanem-katem, ale nie przejmował się tym w ogóle. Nie akceptował żadnych wymówek usprawiedliwiających nieobecność na treningu, a gdy już się coś takiego wydarzyło, potrafił zorganizować dodatkowy trening, by nieobecni mogli wszystko ponownie przećwiczyć. Sam nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby odpuścić któryś z treningów. Warunki atmosferyczne nie były żadną wymówką. Mgła, przez którą widoczność to zaledwie kilka metrów? Trudno, trzeba ćwiczyć, trzeba grać. Trzeba wygrywać.
    Nikt nawet nie ośmielił się zastanawiać, czy Vinay kiedyś opuści spotkanie drużyny. Ten sport był dla niego wszystkim, kiedy więc jednego z wrześniowych popołudni Krukon nie pojawił się na szkolnym boisku dla wszystkich był to nie mały szok. Przecież był kapitanem, on nawet nie słuchał próby wyjaśnienia nieobecności, ciągle zagrzewał ich do walki, krzycząc zawzięcie, klnąc na nich za każdym razem gdy grali nieodpowiednio.
    Wielkimi krokami zbliżał się mecz Krukonów ze Ślizgonami, a Vinay zamiast przygotowywać siebie samego oraz drużynę do wygranej, siedział w Wielkiej Sali i wpatrywał się w swój talerz, na którym leżała kartka z jego imieniem zapisanym czerwonym atramentem, gdyby tego było mało obok talerza leżała łyżka ułożona brzuszkiem do góry. Niby nic się nie stało, ale chłopak cały pobladł i nie był w stanie oderwać spojrzenia od kuchennej zastawy.
    — Musimy przełożyć mecz… — Szepnął cicho, nie odrywając spojrzenia od kartki ze swoim imieniem. — Nie ma mowy, nie gramy dzisiaj. Znajdźcie sobie jakieś zajęcie na dziś. — Szepnął, przełykając głośno ślinę. Pozostali gracze siedzieli w pobliżu i tylko patrzyli na niego, niektórzy z zaciekawieniem, inni z niedowierzeniem, a pozostali z troską, bowiem Vinay nigdy, nikomu nie darował treningu, a co tu mówić o próbach przełożenia meczu.

    *nie mam tego zaznaczonego w karcie Vinaya, ale ten ma koreańskie geny w sobie, przesąd z łyżką ułożoną brzuszkiem jak i imię zapisane czerwonym kolorem zwiastują śmierć.
    przerażony Vinay

    OdpowiedzUsuń
  6. [Napisz na budyntoffi@gmail.com :) Dogadamy się! ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  7. [Myślę, że to poszukiwanie "świętego spokoju" mogłoby być jakimś punktem zahaczenia. Charlie nie znosi hałasu, wrzawy zatem mało czasu spędza w pokoju wspólnym, częściej w bibliotece albo na błoniach.]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Czyżby Timothy był na tyle ważny, by wszystko kręciło się wokół niego?
    Cześć i jasne. Tylko kiepsko wymyślam.]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla niektórych przesądy były jedynie zwykłymi wydarzeniami, które w żaden sposób nie wpływały na życie. Według Vinaya były to jednak fakty. Poza tym, zawsze mu się wszystko z przesądów sprawdzało, chociażby przecięcie drogi przez czarnego kota. Zawsze w takie dni miał pecha, co było dość uciążliwe, ponieważ po Hogwarcie biegało pełno kotów, w tym też te czarne, pechowe. Piątki trzynastego były najgorszymi piątkami w całym jego życiu, a gdy tylko zaobserwował księżyc na porannym niebie, w ciągu dnia przytrafiało mu się coś dobrego, szczęśliwego. Czasami nawet specjalnie każdego poranka wpatrywał się w niebo w celu dostrzeżenia księżyca, jednak wówczas szczęście nie działało. Takie rzeczy musiały dziać się samoistnie, inaczej przesądy nie miały najmniejszego znaczenia. Uniósł głowę, aby spojrzeć co się dzieje, gdy jakiś piątoklasista wstał i zrobił miejsce, na którym zasiadła prefekt z siódmego roku. Zagryzł wargi, wpatrując się w tę cholerną kartkę.
    — A właśnie, że mogę. — Mruknął, chociaż nie był co do tego pewien. Z drugiej strony, gdyby poszedł do sędziego i powiedział, że źle się czuje… Może udałoby się coś z tym zrobić. W końcu był kapitanem i chwilowo jedynym pałkarzem w drużynie. Krukoni nie mogliby zagrać bez pałkarzy. Jak na złość mieli zastępczego ścigającego, ale za żadną cholerę nikt nie chciał zgłosić się na stanowisko pałkarza, a przecież to takie dobre miejsce… Można wyładować swoją frustrację lub całkiem przypadkowo znokautować jakiegoś wkurzającego imbecyla z przeciwnej drużyny. Oczywiście, Vinay jako kapitan nigdy takich czynów się nie dopuszczał, ale zawsze istniała taka możliwość. Dla kogoś, na pozycji jedynie pałkarza. — Nie chcę ryzykować, może się dziś wydarzyć coś szczególnie nieszczęśliwego i niebezpiecznego. — Mruknął, spoglądając znacząco na kartkę i łyżkę. Wiedział, że nikt poza nim nie jest tego w stanie zrozumieć, no może jeszcze Hyun pojmował co takiego właśnie mu się przytrafiło, jednak ten wyglądał na spokojnego, a Vinay dobrze wiedział, że i ten wierzy w przesądy. Może nie tak obsesyjnie, ale mimo wszystko. — Imię, zapisane czerwonym kolorem zwiastuje śmierć. Nie mam zamiaru ryzykować. — Dodał wyjaśniająco, chociaż zdawał sobie sprawę, że zebranym dookoła może się to wydawać po prostu śmieszne. — Niech no jeszcze pojawi się pobliżu ktoś z białą wstążką, a nie ruszę się z tego miejsca do końca dnia. — Oznajmił i rozejrzał się uważnie po siedzących w pobliżu ludziach. Na szczęście żadna z dziewczyn takowej we włosach nie miała, ani nikt inny. Przynajmniej ten tego nie zauważył.

    Vinay

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Z moich obserwacji wynika, że nie ma takiej relacji, która wychodziłaby mi źle. :D
    Z tego, co pamiętam, myśl jaka towarzyszyła mi przy tworzeniu V. była dosyć jednoznaczna – stworzyć silny charakter w opozycji do mojej drugiej postaci, w której przypadku nie ma mowy o wątkach, że tak to ujmę wybuchowych. Miło byłoby więc napisać mi coś, co składałoby się ze skoków adrenaliny i niejednoznaczności.
    Jakaś szerzej zarysowana koncepcja czy wszystko do zbudowania?]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  11. [Improwizujmy! Wybacz, ale średnio idzie mi pisanie długich odpisów, a często takie widuje. Mam nadzieję, że nie będziesz mi miała za złe.]

    Ten rok zapowiadał się inaczej od poprzedniego pod jednym względem - piąta klasa dłużyła się jej się, była nudna. Szósta jednak wyglądała na niesamowicie denerwującą i stresującą. Może nie byłaby aż tak źle nastawiona już po pierwszym miesiącu, gdyby nie pewny drobny wypadek. Charlotte szła spokojnie korytarzem, trzymając księgi w ramionach, gdy ni z tego, ni z owego zza rogu wyskoczył na nią czwartoklasista z Gryffindoru. Pewnie śpieszył się na lekcje i zupełnie nie pomyślał, że ktoś może akurat wyjść na przeciwko niego. Jednak jako że Ślizgonka była niska i dość szczupła, po takim zderzeniu upadła na plecy z całej siły. Nie trzeba chyba mówić jak bardzo wyprowadziło ją to z równowagi. Nawet nie zdążyła się podnieść, a już obrzuciła go wiązanką przekleństw. Nie obchodziło ją, że dany uczeń był Gryfonem, mógł być kimkolwiek, ale uważała, że kultury wymaga się od każdego.
    Większość czasu jak zwykle spędzała w bibliotece. Szczególnie teraz doceniła tę instytucję, gdy miała dostęp do pewnych regałów w Dziale Ksiąg Zakazanych. Jedynie kiedy czytała była względnie spokojna. Względnie, bo pod stołem podrygiwała nerwowo nogami i przystępowała ze stopy na stopę. Cóż, przynajmniej na nikogo nie warczała ani nie posyłała wściekłych spojrzeń. Od tygodnia nie miała spokoju, nauka dawała jej się we znaki. Prymusem nigdy nie była, ale starała się, żeby była uznawana za co najmniej dobrą uczennicę. Stąd ciągły stres, a w takim stanie nawet gdy może się wydawać, że jest dobrze, nie należało ją zanadto irytować.

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  12. Ludzie przychodzili i odchodzili. Przywiązywanie się do poszczególnych jednostek nigdy nie należało do mocnych cech charakteru Joshuy Yaxleya. Jedynymi permanentnymi ludźmi w jego życiu była rodzina, ewentualnie pojedyncze osoby, które mijał na szkolnym korytarzu i witał się z nimi poprzez skinięcie głowy lub lekkie drgnięcie kącika ust. Nie warto było wysilać się na nic więcej – prawdopodobnie już ich dzisiaj nie zobaczy, a jutro powtórzy cały schemat. Indywidualizm był jego mocną stroną. Brak jakichkolwiek ograniczeń, pewne działanie, własny plan i pomysły, których nie zakłóci nikt poza jego własnym sumieniem. Chociaż to ostatnie również kołysało się na bardzo cienkiej linii zawieszonej nad nicością – czekało na osłabienie i ostateczny upadek. Resztki sumienia Joshuy prawdopodobnie są powoli wymazywane przez jego osobliwe hobby. Hobby, którym czasem warto było się z kimś podzielić, gdyż samemu można się w nim zatracić i samemu spaść w ciemność.
    Joshua nie posiadał typowego podziału na dobro i zło. Nie rozumiał regulaminów i zasad, które zostały spisywane i ustalane, aby pokazać, co jest „dobre”, a co „złe”. Każdy wyznawał własne wartości. Każdy miał swoje zasady moralne. Joshua miał swoje poglądy i uznawał je za słuszne, a nie za czarno-białe.
    Może to dlatego wiele osób z góry skreślało go za po prostu bycie. Przecież jego rodzina to Śmierciożercy, on pewnie też by chciał nim być, gdyby mógł. Pewnie wieszają w swojej posiadłości mugolaków na żyrandolach. Na pewno torturują mugoli, gdy jakichś zobaczą!
    Tak, rodzina Yaxleya jest związana ze Śmierciożercami, a on sam prawdopodobnie również dołączyłby do ich szeregów, gdyby miał taką możliwość. Nie, nie wieszają mugolaków na żyrandolach, po prostu nie zwracając na nich uwagi, ewentualnie rzucą jakiś nieprzyjemny epitet. I nie, nie torturują mugoli, bo mają taką zachciankę.
    Plotki bywały uciążliwe i nieprawdziwe, a tylko niektóre posiadały w sobie ziarnko prawdy.
    Plotki, plotki, dzisiaj w Hogwarcie również dosyć sporo się ich potworzyło. Pierwsze pojawiły się już podczas powrotu z Hogsmeade. Co prawda dzisiaj Joshua nie zaszczycił wioski swoją obecnością, bo najzwyczajniej mu się nie chciało, ale słyszał innych uczniów w Pokoju Wspólnym Ślizgonów i już to sprawiło, że wytworzyła się w nim potrzeba podsłuchania wszystkiego, co inni mają do powiedzenia.
    Tylko gdy usłyszał nazwisko Cavendish i kilka określeń podobnych do „świruska” czy „wariatka”, wstał z kanapy i po prostu opuścił pomieszczenie.
    Bo czasami jednak przywiązywał się do innych. Ruth, mimo że ostatnio nie było między nimi najlepiej, należała do osób, które Joshua obroniłby w ciągu ułamka sekundy, jeśli groziłoby jej jakiekolwiek zagrożenie. Naprawdę niewiele było takich ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było mu zimno, gdyż wyszedł jedynie w cienkim swetrze, a szyję owinął zielono-srebrnym szalem, co nie dawało mu odpowiedniego ogrzania przy ostrym wietrze i niskiej temperaturze. Musiał działać szybko – najpierw przedostać się do Wierzby Bijącej, następnie ją unieruchomić, aby na końcu przedostać się do Wrzeszczącej Chaty.
      Nie miał pewności, czy Ruth tam była. Podejrzewał to, podsłuchiwał, znał ją. To pozwalało mu wysunąć odpowiednie wnioski i obmyślić plan działania. Nie był głupi i potrafił łączyć fakty.
      Wiatr ranił jego twarz zimnem, a on musiał szczelniej uwinąć się szalikiem. Znalazłszy się przy Wierzbie Bijącej, stanął w odpowiednim, bezpiecznym miejscu i wyciągnął różdżkę zza pasa. Jedno zaklęcie i po sprawie.
      - Immobulus.
      Drzewo jakby zamarło. Jego gałęzie delikatnie kołysały się na mroźnym wietrze, co dało Joshowi prostą drogę do tunelu. Ten ostatni etap drogi był najprostszy. Pod ziemią wydawało się jakby cieplej, dzięki czemu chłopak chociaż na chwilę mógł odetchnąć i zregenerować odpowiednią temperaturę ciała.
      W końcu znalazł się we Wrzeszczącej Chacie. Kurz, ciemność, aura tajemniczości – każdy z tych czynników był niezbędny, aby otrzymać niepodrobioną pełnię tego miejsca. Stare deski skrzypiały pod jego trampkami, które szybko pokrywały się warstwą pyłu. Szedł instynktownie – był już tu kilka razy, wiedział, gdzie znajdują się odpowiednie pomieszczenia. Oby teraz się nie mylił.
      Ślizgoński spryt i intuicja okazały się naprawdę pomocne. Pokój emanował dziwną, ale ekscytującą energią. Joshua zatrzymał się przy framudze i oparł się o nią, nie chcąc jeszcze przekraczać progu pokoju. Jego szare oczy skanowały Ruth siedzącą na podłodze i pochłaniającą treść majestatycznej księgi. Nie wiedział, czy ma cokolwiek mówić. Nie wiedział, jaką księgę czytała.
      Martwił się o nią.

      Joshua

      Usuń
  13. [Nie bój żaby! Zawsze można coś wykoncypować, a skoro już mamy mały wstęp to proponuję jeszcze, by podczas tego ich spotkania, co to nikt o nim dowiedzieć się nie może, bo każde z nich ma co nieco do ukrycia, przyuważyli mimowolnie czym się interesują, jako, że oboje są obserwatorami. Mimo względnych niechęci do siebie bo niechętnym Yaxley'om być należy, mogliby nawiązać trochę nici porozumienia w całej tej tajemniczej otoczce. Żeby nam się nie nudziło, to Lu (której transmutacja ludzka jest obecnie najbliższa) mogłaby wystawić spostrzegawczość Josha na małą próbę. Mogą się założyć, że Lu będzie transmutować swój wygląd przez X dni i Joshua będzie musiał ją po czymś poznać (po oczach, piegach, kaczym chodzie, krzywym nosie, whatever). Jeśli mu się uda to... cośtam (jeszcze nie wymyśliłam, ale może Josh będzie chciał czegoś się dowiedzieć, coś od Lu dostać, albo żeby Lu coś za niego zrobiła). To taki luźny pomysł w zamian za te zmartwienia, który właściwie daje sporo możliwości relacji między postaciami, mogą się naprawdę dogadać, mogą utknąć w czymś między sympatią a niechęcią, mogą się rozumieć, ale sobie nie ufać, pożreć, pokochać, znienawidzić, wszystko naraz. Hm, zjadliwe?]

    Luśka

    OdpowiedzUsuń
  14. [Zupełna zbieżność nazwisk! Tibs nie ma nic wspólnego z Sir Cadoganem, no chyba, że o czymś nie wie :D
    A co do Andy'ego - szczerze? Nie wiem, dla mnie on pozostanie Biersackiem!]

    Tiberius

    OdpowiedzUsuń
  15. [Byłam pewna, że Ci odpowiedziałam, cholerka.
    Po pierwsze - dziękuję! Nie lubię rozmemłanych ciap, niezależnie od ich przynależności domowej, więc cieszę się, że udało mi się tego uniknąć.
    Odpowiem trzy razy tak na Twoje zaproszenie, bo, przyznam się bez bicia, Ruth spodobała mi się jeszcze przed dołączeniem do bloga. Wydaje się stosunkowo mocną osobowością, co działa bardzo na plus.
    Ciężko jest mi wymyślić coś tak na poczekaniu, szczególnie dzisiaj, więc po prostu zapytam - jak widziałabyś ich relację?]

    Evan

    OdpowiedzUsuń