6 listopada 2016

Don't give up, I won't give up

        Typowy chłopak z dobrego domu, którego matka wychowała na dżentelmena, zaś ojciec na złotą rączkę. To jednak babka ze strony matki zaszczepiła w nim pasję do roślin, szczególnie tych magicznych, co zostało mu do dzisiaj. Wolne chwilę spędza więc w szklarni, babrając się w ziemi i opiekując się wszystkimi znajdującymi się tam roślinkami. Czasami chodzi też na skraj Zakazanego Lasu lub wędruje wzdłuż brzegu jeziora, mając nadzieję, że natknie się na jakiś ciekawy gatunek. W torbie zaś cały czas nosi grubą i zniszczoną od nadmiernego użytku książkę dotyczącą zielarstwa, którą dostał od babki, a do której zagląda codziennie przed snem, przez co zna ją niemalże na pamięć. Nie zapomina jednak o swoich obowiązkach prefekta, które wykonuje równie sumiennie, co wszystkie prace domowe. Stara się nie wchodzić nikomu w drogę i być oazą spokoju, którą trudno jest wyprowadzić z równowagi. Nie lubi przemocy, brzydzi się kłamstwem, a osób, którym naprawdę ufa jest zaledwie garstka. Mimo to, przyjazny z niego człowiek – poratuje radą i chętnie pomoże w potrzebie, aczkolwiek nie da się przy tym wykorzystać w żaden sposób.
Daniel Westwood
siedemnaście lat  klasa VII  Gryffindor  pół-krwi  patronusem koliber  o boginie nie mówi  różdżka długa na dwanaście i trzy czwarte cala, wykonana z sosny, zawiera pióro feniksa, sztywna  koło zielarskie  trzyletnia sowa Beth  astma oskrzelowa  prefekt


Joe Collier i  Sia.

24 komentarze:

  1. [Jak ja lubię Twoje karty. <3
    Miałyśmy mieć wątek Quinn-Kalia, lecz wyszło, jak wyszło; co w takim razie powiesz na wątek Daniel-Lysander? c:
    Życzę Ci powodzenia z tym panem, weny i ciekawych historii, bo to bardzo motywujące, no i cześć!]

    Quinn Scabior, Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam kolejną z twoich postaci (?) na blogu ;) Chyba że to zbieżność nicków i wyglądu karty, w takim razie, przepraszam i równie serdecznie witam :P
    Fajny ten twój chłopak, z bardzo interesującym patronusem (zapewne niedocenianym przez wielu) i w dodatku noszący jedno z najładniejszych imion jakie są na świecie, moim skromnym zdaniem :)
    Życzę Ci wielu ciekawych wątków, niekończącej się weny i przede wszystkim, udanej zabawy!]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cóż za wspaniałość!
    Cudowna karta, a kreacja postaci - cud, miód, malina. Uwielbiam takich. Widzę też, że ulubione miejsca mają z Trixie bardzo podobne, więc Trixie na pewno z zaciekawieniem łypie na uroczego kolegę, na którego regularnie się natyka.
    Piękny patronus! A Trixie miała początkowo nosić imię Beth, reagowałaby razem z Danielową sową.
    Nasłodziłam trochę, ale nie mogłam się powstrzymać.]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń
  4. [Trochę żałuję tego wątku z Kalią, mimo wszystko, bo miałam przeczucie, że mógłby być ciekawy. Jednak, życzę powodzenia z nową, drugą postacią i muszę przyznać, że Daniel wydaje się być sympatycznym chłopakiem. Przyjemności! :)]

    Już wiesz kto

    OdpowiedzUsuń
  5. [Czytam kartę, znalazłam zielarstwo. Pomyślałam: wpadnę. Bez profesora od zielarstwa się nie obędzie! Tak więc witam, Twoją już chyba drugą postać. Tego grzecznego chłopczyka, gdzie tu szaleństwo? Czy jest na to trochę miejsca? Jeżeli tak, to zapraszam do siebie!]

    Aaron // Laura // Lenard

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [O nie! Czy poświęciłaś dla niego Kalię?]

      Usuń
  6. [Co do wątku, to pomysłu nie mam, bo rzuciłam tak o Lenardzie, ot tak. U Lenarda wątków mam dużo, a skoro kiepsko Ci idą męsko-meskie, to możemy coś stworzyć z Laurą. :) ]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Nie mam nic przeciwko! Wręcz przeciwnie - stwierdzam, że ogromna z Trixie szczęściara.
    Jednak dziwne z niej jest stworzenie. Trochę jak z Wierzbą Bijącą, a trochę jak z testralem, przed Danielem więc wielkie wyzwanie. Na pewno niczego by nie zauważyła. A nawet gdyby dawał jakieś dyskretne znaki - jej podświadomość stwierdziłaby, że to niemożliwe, bo przecież nie jest osobą, w której można się podkochiwać. Poza tym, obiecała sobie, że nie będzie budowała w szkole relacji na całe życie, bo te mogłyby zniszczyć jej po-szkolne plany podróżowania. I ciepłe uczucia, w przypadku Trixie, zawsze przynosiły rozczarowanie.
    Co do samego wątku - może wystawimy na próbę sumienie naszego sumiennego prefekta? Mógłby złapać Trixie na błoniach lub w okolicach wieży astronomicznej późną nocą. Z jednej strony musiałby ją upomnieć, z drugiej mógłby się troszkę zmartwić, że włóczy się gdzieś o takiej porze, na dodatek byłaby w nie najlepszym nastroju.]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń
  8. [Zróbmy na razie tak, że zostaniemy przy wątku Gwen-Vinay, ja w tym czasie skończę wszystkie moje wypociny na konkurs literacki i dokładnie zastanowię się nad jakąś relacją dla Avalon i Daniela, hm? :) Nie chcę Cię znowu wykorzystywać do wymyślania! Jasne rozumiem, sama miałam tu wcześniej inne postacie, których jak się później okazało, nie mogłam prowadzić, bo były jednak nieodpowiednie dla mnie, nie mogłam się z nimi dogadać ani zżyć, więc jak najbardziej rozumiem usunięcie Kalii ;)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Oh! Jaki fajny ten Daniel ;) Jeżeli masz ochotę to zapraszam do mnie na burzę mózgów, z pewnością uda nam się coś ciekawego wymyślić (a przynajmniej taką mam nadzieję). ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  10. [Już-prawie był u mnie zamiar, żeby odpisać pod Gwen, ale przyznam, że nie mogę przejść obok Daniela obojętnie, bo, o matko, jaki on niewinny! Rzadko się teraz takich spotyka. :D

    I w sumie to teraz widzę, że prędzej by się Vivian z Danielem dogadał (byli koledzy po fachu, jakby nie patrzeć), niż z Gwen, ale ty decyduj, ja tu właściwie jestem tylko po to, żeby się zachwycić postacią.]

    V. Calvert

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ona by mu oczy wydrapała, gdyby zobaczył, co jest w środku. A tak serio, to na pewno byłaby zła, bo bardzo nie lubi, gdy ktoś widzi jej zdjęcia. Ma coś w rodzaju kompleksu, że nie robi ich za dobrych i nie pokaże światu, póki nie stwierdzi, że ją zadowalają. W sumie mogliby zacząć się kłócić i to dosyć głośno, przez co w sumie oboje mogliby wylądować na szlabanie.]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Uwielbiam wpadać ostatnia pod kartę, żeby się przywitać *zapłon* xD Bardzo dobrze, że Daniel przełamuje stereotyp głośnego, impulsywnego Gryfona, a przy tym jest taki uroczy, że chciałoby się go tylko ukochać <3 W dodatku wybrałaś mu świetne zdjęcie (nie oszukujmy się, wszyscy jesteśmy wzrokowcami :P). Danny nie ma za wiele wspólnego z Addie, ale i tak nieśmiało rzucę propozycją wątku.]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  13. [Byłabym niezmiernie wdzięczna, gdybyś zgodziła się czynić honory. :D]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Nie wiem czy jakichkolwiek wątków mi brakuje, ale mam dwa pomysły, które mogą też zostać połączone w jeden.
    Pierwszy jest taki, że Daniel mógłby być jedną z tych osób, którym Julia, w czysto przyjacielskim sensie, skradła serduszko swoim uśmiechem numer 6 i przez to chłopak całkowicie przymyka oko na jej niewinne, ale częste łamanie regulaminu poprzez nocne spacery po zamku albo, co gorsze, poza nim. Może czasem nawet miałby ochotę dołączyć.
    Drugi pomysł to przyjaźń w stylu "jak coś to jestem". Normalnie nie mają dla siebie czasu (a przynajmniej Julka nie ma), więc w tej relacji po prostu nie zwracają sobie głowy głupotami i chodzeniem na kremowe piwo bez powodu.
    No ten drugi pomysł nie jest do końca dopracowany, ale nie wiem czy Ci w ogóle odpowiada i jak go ugryźć tak, żeby wyszło całkiem emocjonalnie i żeby było duże pole do popisu w wątkach. Trzeba dobudować jakąś fajną historię.
    W każdym razie tyle ode mnie jak na razie. Oczywiście możesz to poprzekształcać pod siebie albo zaproponować coś zupełnie innego, ja jestem otwarta. Jakoś nie widzę między nimi jednoznacznie negatywnego wątku, bo Daniel jest zbyt super ;-) I romansowy też odpada. A tak to nie wiem... przyjaciół z dzieciństwa może też już Julii wystarczy, ale ostatecznie może być. Nie wiem. Kombinujmy! ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ A i jeszcze jedno. Daniel to zapewne kolega z dormitorium Julii chłopaka. To też jakiś punkt zaczepienia ;) ]

      Usuń
  15. [Wiesz co, chyba nawet miałabym pomysł, jak ogarnąć to ich kuzynostwo/znajomość, bo obie opcje są możliwe :) Ogólnie rzecz biorąc, na blogu jakiś rok temu był wątek III wojny czarodziejów. W tej wojnie po stronie złych stanęła cała rodzina Addie, chociaż ona sama nie miała pojęcia o tym, że jej rodzice i dwójka starszych braci ma jakiś związek z czarną magią. W każdym bądź razie po zakończeniu wojny jej rodzice trafili do Azkabanu, jeden z jej braci umarł, a drugi uciekł aurorom i ukrywa się gdzieś na terenie kraju. Sama Addie znalazła się w opłakanej sytuacji, bo odcięli ją od skrytki w banku Gringotta, jej krewni w większości odwrócili się do niej plecami, część uciekła z kraju, część nie chciała mieć z nią do czynienia, bo bali się oskarżenia o współpracę z Mrocznymi. I tutaj na scenę wkracza Daniel wraz ze swoją rodziną. Mogą być albo kuzynami, albo ich rodzice się ze sobą mocno przyjaźnili – w każdym bądź razie przyjęli Addison pod swój dach, gdy ta nie miała gdzie się podziać. Wcześniej ją i Daniela mogły łączyć właśnie takie relacje na zasadzie "nasi rodzice się przyjaźnią, więc od czasu do czasu musimy ze sobą spędzać czas, ale to nie znaczy, że my też się zaprzyjaźnimy", więc mogli ze sobą w szkole w ogóle nie rozmawiać, a nawet odczuwać do siebie niechęć. No i kiedy jego rodzice przyjęli Addie, na początku było im bardzo ciężko się ze sobą dogadać, ale może pod koniec wakacji nawet zaczęliby się lubić? I niby w szkole mieli znowu się do siebie nie odzywać, jednak jakoś tak wyszło, że nie potrafili zupełnie obojętnie przejść koło siebie na korytarzu? Powiedz, czy coś takiego ci pasuje :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  16. [Jak najbardziej odpowiada mi takie powiązanie oraz wątek. Wielkie umysły myślą tak samo, bo miałam proponować podobną akcję, ale nie byłam po prostu pewna, czy z reguły cichy, stojący trochę na uboczu Daniel będzie miał ochotę na taką konfrontację, jednak cieszę się, że ci to odpowiada, bo ja nie mam żadnego problemu ze znęcaniem się nad moją postacią ;) Teraz pozostaje tylko pytanie, kto zaczyna.]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  17. Korytarze wydawały się być opustoszałe, echo kroków Addison głośno odbijało się od wilgotnych ścian w lochach. Większość osób pewnie wciąż napawała się ucztą w Wielkiej Sali (przez ostatnie dni Puchonka podkradła porcje bezpośrednio z kuchni od skrzatów domowych, by uniknąć cichych, złośliwych szeptów i pełnych niechęci spojrzeń przy wspólnych posiłkach – tak, była żałosna, nie wiedziała, kiedy z pewnej siebie, momentami bezczelnej i pełnej energii dziewczyny przeistoczyła się w podobnego tchórza), sama chciała niezauważona przemknąć do sali eliksirów, by schronić się w klasie przed kolejnymi docinkami. Była tak zatopiona w swoich myślach, że nie zauważyła dwóch dryblasów skradających się za jej plecami ani wyłaniającego się zza zakrętu chłopaka, który zastapił jej drogę. Addison uniosła wzrok i zamarła.
    – Parrish – powiedziała z niesmakiem, kręcąc głową, jakby ją rozczarował – Twoja przewidywalność zaczyna mnie męczyć. Co tym razem? Znowu spróbujesz mi wysadzić nogę za pomocą łajnobomby? Tak w ogóle, to był beznadziejny pomysł.
    Pewnie nie powinna z nim pogrywać i tylko bardziej go nakręcać, nie kiedy jego przystojną twarz szpecił okrutny, pełen zadowolenia grymas. Ale Addison musiała zyskać trochę czasu, ostrożnie kątem oka rozglądała się po korytarzu, szukając czegoś, co mogłoby jej pomóc. W tym samym czasie jej dłoń niewinnie zbliżała się do wybrzuszenia w torbie, które było jej różdżką. Może jej się wydawało, ale zielonkawe, upiorne latarnie w lochach nieco przygasły, zostawiajac ich w sugestywnym półmroku.
    – Twoja rodzina odebrała mi wszystko, a ty się włóczysz po zamku, jakbyś nim rządziła? Wszyscy wiemy, że tak naprawdę jesteś Mroczną. Wykonamy dobry uczynek, gdy się ciebie pozbędziemy – wysyczał, wyrzucając z siebie wiązankę przekleństw na temat Hallawayów. Addie mocno zacisnęła zęby, próbując nie wybuchnąć, gdy wymyślał jej rodzinie, złość w niczym by jej teraz nie pomogła. Parrish zaczął się do niej zbliżać z gracją drapieżnego kota i bezwiednie się skuliła, kiedy spojrzał na nią z góry z nienawiścią w oczach, ale też dziwnym błyskiem. – Jesteś ładniutka, Hallaway. Może najpierw sam zabawię się z dziwką Mrocznych, a potem cię wykończę?
    Parrish mocno chwycił ją za włosy, przytrzymując jej twarz, mimo że wiła się i kopała w jego uścisku. Brutalnie rozchylił jej usta językiem, napawając się jej dreszczami obrzydzenia, podczas gdy drugą dłonią nachalnie błądził po jej krągłościach, przypierając ją do ściany. Na szczęście odwróciło to jego uwagę od różdżki. Addison pewnie chwyciła ją w dłoń, po czym ugryzła chłopaka w język. Poczuła metaliczny posmak krwi, kiedy Parrish zawył z bólu i rozluźnił uchwyt na jej włosach. Rąbnęła go kolanem w podbrzusze, po czym przetoczyła się pod jego ramieniem, gdy próbował ją złapać.
    – Nox! – wrzasnęła, biegnąc korytarzem. Wszystkie latarenki zgasły i Addie musiała zwolnić, by przypadkiem nie wpaść na jakąś ścianę. W ciemności słyszała postękiwania i wściekłe przekleństwa, a następnie ciężkie kroki. Nie chciała uciekać, chciała walczyć, chciała, by Parrish wił się jej u stóp, czując to samo upokorzenie, jakie ona czuła, gdy wepchnął jej język do gardła, ale odkąd posłała do Skrzydła Szpitalnego pewnego Krukona, który również próbował wyrównać z nią rachunki, znajdowała się na okresie warunkowym. Nie mogła żadnego z nich trwale uszkodzić, a gdyby próbowała ich rozbroić, czuła, że mogłoby ją ponieść.
    Dziewczynie już się wydawało, że udało jej się uciec, kiedy w ciemnościach ktoś rąbnął ją w twarz. Z jej nosa momentalnie wytrysnęła szkarłatna krew, brudząc jej szatę, a siła uderzenia zwaliła ją z nóg. Skuliła się na chłodnej podłodze, rozpaczliwie próbując palcami wymacać różdżkę, którą upuściła podczas upadku.
    – Błagaj o litość, śmieciu, a może skończę z tobą szybką. – Addison czuła, jak stopa Parrisha przygniata ją do ziemi, podczas gdy dwójka jego kolegów śmiała się z niej i drwiąco gwizdała.– Takie szmaty jak ty nie zasługują na to, by przebywać wśród normalnych. Wyświadczę światu przysługę.

    Addison

    [Mam nadzeję, że może być :) ]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Z tobą zawsze! ♡ Zbieramy wszystkie pomysły do kupy i coś z tego zmontujemy? :)]
    Martynka

    OdpowiedzUsuń
  19. [O to jest dobre! Od lat byli swoimi sąsiadami i w dzieciństwie, kiedy Daniel odkrył swoją miłość do roślin, zabierał ze sobą Martine na spacery. Opowiadał jej o nich to co wiedział. Ona zaś słysząc jakie mają właściwości, zaczęła zgłębiać tajniki przyrządzania eliksirów. Ich współpraca wyglądała mniej wiecej tak: Daniel mógł w końcu wygadać się komuś na temat czegoś co kocha, a ona pilnie tego słuchała, próując wyłapać właśnie informacji o ich zastosowaniu. Daniel mówił jej które rośliny warto zrywać, które są trujące, a które lecznicze. Oboje jakoś w ten sposób zyskiwali.
    A co do wątku: są już w Hogwarcie, a ich współpraca dalej trwa, chociaż już nie tak otwarcie o tym mówią, ze względu na dwa różne domy. Spotykają się w dni wolne, pod osłoną nocy, czy w czasie jego dyżurów jako prefekt. Martine uzupełnia swoje zapasy roślin potrzebnych do przyrządzania eliksirów, a on zgłębia swoją wiedzę na ich temat. Teraz mogłybyśmy trochę cofnąć czas i cofnąć się do Nocy Duchów. Wszyscy byliby w Wielkiej Sali, więc postanowiliby się wyrwać ze szkoły i spotkać. Mieliby jedną zasadę - do Zakazanego Lasu wchodzą, ale nie dalej niż jakieś tam przewalone drzewo. Daniel mógłby nalegać, że przecież nic im nie będzie, że to potrwa tylko chwilę i weszliby głębiej. Mogliby znaleźć jakiś kwiat, czy zioło, którego Daniel nie potrafiłby zidentyfikować. Zerwaliby go i wrócili do zamku, żeby zbadać co to za gatunek. Martine mogłaby zrobić jakiś eliksir i wtedy wszystko zaczęłoby się sypać. Jakieś wybuchy, nieoczekiwane zwroty akcji i przeszkody na ich drodze mile widziane. Co ty na to? A no i w sumie możemy wybrać jaka relacja by ich łączyła tak naprawdę. Prawdziwi przyjaciele, czy może jakiś zalążek miłości, z jednej lub dwóch stron :)]
    Martine

    OdpowiedzUsuń
  20. Julia rzeczywiście była dość grzeczną i dobrą uczennicą, a szkolny regulamin łamała niemal wyłącznie wtedy, kiedy się z nim nie zgadzała albo był jej wyjątkowo nie na rękę. Uważała, że wymykanie się nocą z dormitorium jest czynem o niskiej szkodliwości społecznej i nie zagraża nikomu, poza ewentualnie nią samą, dlatego nocne spacery w końcu stały się dla niej tak normalne, że nawet przestała się bać tego, że z kolejnym krokiem oddalającym ją od Wieży Zachodniej jest coraz bliżej zarobienia kolejnych ujemnych punktów dla Krukonów. Rzadko je jednak otrzymywała. Sporą część grona pedagogicznego i prefektów zdążyła już swoim uporem, a być może również promiennym uśmiechem, przekonać do swoich racji, a na całą resztę nie zwracała większej uwagi i zawsze następnego dnia po prostu nadrabiała stracone punkty wybitną, jak na siebie, aktywnością na zajęciach.
    Lubiła zamek nocą, jego spokój, jego ciszę, jego tajemniczą atmosferę, tak różną od tej, która panowała w dzień, kiedy korytarze wypełnione były uczniami, rozmawiającymi głośno, biegającymi z jednej sali do drugiej, pierwszorocznymi, często jeszcze piszczącymi na widok ruszających się na obrazach postaci, nauczycielami, którym wydawało się, że krzykiem Cisza! na długą metę cokolwiek załatwią. W nocy nie było tego hałasu. Około drugiej znaczna większość uczniów spała już w swoich łóżkach, a Julię, mimo zmęczenia, jeszcze gdzieś ciągnęło. Do miejsc, w których czas choć przez chwilę będzie płynął wolniej, gdzie zwolni jej niespokojny umysł i pozwoli jej później zasnąć, bez wyrzutów sumienia, że tyle jeszcze chciałaby zrobić, a nie ma kiedy. Ciągle musiała wybierać i analizować, co jest ważniejsze, co musi zrobić, co chce, co chce, ale nie powinna, bo... To wszystko się nie kończyło. Zawsze chciała zrobić więcej niż była w stanie.
    - Cześć, Daniel. - powiedziała cicho, odwracając się do przyjaciela i delikatnie pocałowała go w policzek. Uśmiechnęła się lekko i wskoczyła na parapet, a jej wzrok, lekko zamglony przez opadające już trochę powieki, spoczął na twarzy chłopaka. Dla niego też nie miała czasu. Jasne, że dopadały ją wyrzuty sumienia, unikała go przecież od ponad tygodnia. Nie potrafiła mu powiedzieć, nie potrafiła mu nie mówić. Nie wiedziała, jak mogłaby stanąć przed nim i tak po prostu oznajmić, że jej nikt, nigdy zmieniło się na Julien, zawsze. I jak wytłumaczyć Danielowi to wszystko, kiedy sama nie do końca była w stanie to zrozumieć.


    Julia

    OdpowiedzUsuń