14 listopada 2016

everything that drowns me makes me wanna fly

Gellert Horváth

22 listopada 2005 • Budapeszt (bardziej Buda niż Peszt) • VII klasa • Hufflepuff • Klub Pojedynków • ścigający w drużynie Puchonów  • czysta krew • różdżka: 13 cali, jesion, włos z ogona testrala • bogin: nieznany (dzięki meczowemu incydentowi, któremu Gellert oprócz nieznajomości swojego bogina zawdzięcza również najdłuższy z pobytów w Skrzydle Szpitalnym) • patronus: hipogryf  nadal udaje, że nie ma na drugie imię István

Gdyby połączyć Rapsodię węgierską Nr 2 Liszta z symfonią o spadaniu z taboretu podczas prowadzenia poszukiwań pierwszego wydania ostatniego tomu Standardowej Księgi Zaklęć na bardzo zagraconym strychu, powstałaby muzyka życia Gellerta. Wszystko jest poukładane i rozplanowane z godną Puchona pieczołowitością, ale należy również spodziewać się, że w bliżej nieokreślonym momencie i bez wyraźnej przyczyny przez całą tę składną kompozycję przejdzie tornado, pozostawiając po sobie chaos i zniszczenie. I to nie żadna obca i potężna siła będzie sprawcą tego kataklizmu, ale sam Gellert, któremu zabraknie akurat kilku cenionych przez Helgę Hufflepuff cnót, z cierpliwością na czele. Wtedy do akcji muszą wkroczyć Theoroda Harth i Gruby Mnich, żeby wspólnymi siłami uspokoić wezbrany w żyłach gulasz. Przelotny temperament u Gellerta nie wziął się jednak znikąd, ale powstał z połączenia wszystkich tych cech, które uczyniły z Horváthów rodzinę znaną z tego, że wywołałaby zamieszki nawet w klasztorze klauzurowym. Pokojowe zamieszki, oczywiście. I w imię wolności. Ziarno nieposłuszeństwa i rozszalałego poczucia sprawiedliwości padało zresztą na podatny grunt, ponieważ kilka ostatnich pokoleń zawsze miało przeciwko czemu protestować. Z tą tylko różnicą na korzyść przodków, że oni mogli przy okazji korzystać ze wszystkich dobrodziejstw sztuki dyplomagii i w międzyczasie nie wyprzedawać się z osiemnastowiecznych mebli, żeby najmłodsza latorośl jednak nie potrzebowała ministerialnej zapomogi na dokończenie nauki w Hogwarcie. 

George Blagden, OneRepublic.
Zapraszam Mistrza Gry.

7 komentarzy:

  1. [ Dyplomagia! Dyplomagia to tak przepiękne słowo.
    Cześć. Czy może Geller jest tą osobą, która będzie pałętać się razem z Dorą podczas wakacji po dworku w fazie renowacji? Cóż, że renowacja, kiedy wiejskie powietrze jest zdrowsze.]

    Theodora Harth

    OdpowiedzUsuń
  2. [A już myślałam, ze to taki poukładany chłopiec, a jednak nie do końca. I dobrze! Witam serdecznie i życzę miłej zabawy na blogu :) Zapraszam też do siebie, może wspólnymi siłami coś wymyślimy.]

    Gwen

    OdpowiedzUsuń
  3. [No w końcu Puchon, jakich lubię! Sama takich kiedyś tworzyłam, dlatego życzę Ci cudnych wątków. Z takimi najlepiej sie pisze, więc jak masz chęci zapraszam do swoich postaci - coś się znajdzie. Witaj na pokładzie!]

    Aaron // Laura // Lenard

    Ps. Ten rdzeń różdżki, jak na Puchona jest niepokojący.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dzień dobry! Chyba Allie ma go dość, skoro tyle czasu spędził w Skrzydle Szpitalnym, w dodatku będąc opisywanym tornadem. Oby był dla niej wtedy łaskawy, bo inaczej odwrotnie nie będzie! Powodzenia!]

    Allie i Clementine

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam serdecznie na blogu :)
    Ciekawa ta rodzinka Horváth, nie ma co :D No i sam Gellert, który został w bardzo fajny sposób przez Ciebie przedstawiony :D Dodatkowy plus za wzmiankę o Dorze, której trudno nie lubić oraz, rzecz jasna, za zrobienie z niego Puchona :)
    Życzę wielu ciekawych wątków oraz czasu i weny na ich pisanie! :] W razie chęci, zapraszam do siebie; którymś z moich panów pewnie się dogadają ;)]

    Ted Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Uroczy jegomość o ciekawym charakterze. Witam, witam i życzę dobrej zabawy :)]

    Lysander Rowle/Frederick Winters-Macnair

    OdpowiedzUsuń
  7. [Podglądałam go w szkicach, czekałam, a potem życie mnie porwało i nawet się nie przywitałam. Puchon z niego cudowny, a Blagden kradnie moje serce całkowicie. <3]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń