13 listopada 2016

I do not think that any realism is beautiful


Po skończeniu szkoły próbowała życia bez magii, jednak mimo bólu i rozczarowań, jakich dostarczył jej magiczny świat, nie potrafiła schować różdżki w jakimś ciemnym kącie i zapomnieć. Po śmierci matki, która była jej jedyną rodziną, Flora sprzedała rodzinny dom i podjęła próbę powrotu do magii. Zanim w sierpniu tego roku trafiła do hogwarckiej biblioteki, pracowała w sklepie zielarskim, napisała książkę z dziedziny mugoloznawstwa, zajmowała się puszkami pigmejskimi, śpiewała w magicznych barach i była chłopcem na posyłki w jednym z departamentów w Ministerstwie Magii. Szuka swojego miejsca na świecie, choć między regałami pełnymi książek czuje się naprawdę dobrze, pierwszy raz od dłuższego czasu. Do książek słabość miała zawsze; jako uczennica zaszywała się w zakamarkach biblioteki lub na błoniach, jeśli akurat nie była na próbie chóru. Miłość do muzyki nigdy jej nie opuściła. Z nostalgią myśli o kilkunastoletniej wersji siebie, widząc jak bardzo się zmieniła; już pod koniec edukacji żadna z niej była Gryfonka. Uważa się już za starą pannę i ma wrażenie, że łupie ją w krzyżu, odkąd zaczęła nosić okulary do czytania. Z sentymentu (i nieco masochistycznie) hoduje róże; także z ich powodu chodzi z wiecznie pokaleczonymi dłońmi. Wiecznie z głową w chmurach, w swoim świecie, kreuje własną rzeczywistość, bo ta, w której żyje, jest zbyt rozczarowująca.
Flora Erskine, 33 lata, bibliotekarka, była Gryfonka, mugolaczka, patronusem słowik, boginem kompletna ciemność, dziesięciocalowa wierzbowa różdżka z włóknem z pachwiny nietoperza, nieodłączna Jędza u boku

6 komentarzy:

  1. [Mnie już uczyniłaś szczęśliwą, został tylko Lenard <3 Wiesz wszystko, niedługo wrócę znowu!]

    wciąż wzdychający Lenard Cortez

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Jędza jest tak wdzięcznym imieniem, że aż nie sposób się nim nie zachwycić, a w dodatku prezentuje się tak ślicznie, że od razu podbiła moje serce. Pewnie więc dogadałaby się ze Zjawą mojego pana, on natomiast z całą pewnością porozumiałby się z Florą, która ma absolutnie zachwycającą kartę! Aż nie można się nie zastanawiać, czego panna Erskine w swoim imponującym życiu jeszcze nie robiła i czym można by ją było zaskoczyć... ;D Niemniej, naprawdę podziwiam za zabawną, ale treściwą i przyjemną w odbiorze kartę, bo to niemała sztuka! ;)
    Życzę dobrej zabawy na blogu, dużo weny i dużo ciekawych historii, a przede wszystkim zapału i zżycia się z postacią. :) W razie czego zaś, gdyby Flora stęskniła się za puszkami pigmejskimi, to zapraszamy do mojego pana, który chętnie udostępni jej jakiegoś do pomiziania, jakby chciała. :D]

    profesor Connor Greyback

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam na blogu! :)
    Bardzo fajna ta twoja Flora; nic, tylko się cieszyć, że wróciła do magicznego świata :] Pomimo bujania w obłokach, wydaje się być jednak dość smutna, trzymam więc kciuki, by uległo to niebawem zmianie :) I to bynajmniej nie przez irytację, którą zapewne wzbudzają w niej co poniektórzy uczniowie ;)
    Życzę wielu ciekawych wątków oraz niekończących się pokładów weny, mając nadzieję, że zostaniesz z nami jak najdłużej!]

    Ted Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dobry wieczór! Naprawdę urocza z niej osóbka i cieszę się, że w końcu czuje się dobrze w jakimś miejscu :) Życzę miłej zabawy na blogu, a w razie chęci i pomysłów zapraszam do siebie!]

    Gwen/Daniel

    OdpowiedzUsuń
  5. Ogromne drewniane drzwi do biblioteki mijał codziennie i równie często przystawał przy ścianie naprzeciwko, by rozważyć kilka scenariuszy. Myślał nad tym, co powinien powiedzieć, jak się zachować i w jaki sposób ująć w słowa to, co siedziało mu w głowie. Ta wypełniona była w głównej mierze dwoma słowami: przepraszam, wybacz.
    Kiedy ujrzał ją pierwszego dnia nowego roku, gdy dyrektor podczas uroczystego obiadu przedstawiał nowych pracowników, wręcz nie mógł oderwać od niej wzroku. Przypominała mu dokładnie wszystko to, co chciał pamiętać, a jednocześnie wyzbyć się z własnej głowy. Wciąż była tak samo piękna i delikatna, jak ją zapamiętał ostatniego dnia. Dokładnie tego samego, gdy dziadek postawił mu ultimatum, a on sam popełnił największy błąd życia. Wybrał dokładnie to, co podpowiadał ślizgoński rozum pielęgnowany bardzo dokładnie przez głowę rodziny. Senior nie przewidział tylko jednego – hiszpański temperament, który Lenard odziedziczył po ojcu obrócił się przeciwko niemu. Cortez po zrozumieniu swojego wyboru zerwał kontakt z całą swoją rodziną, pozostawiając sobie jedynie przesmyk do najmłodszej i najukochańszej siostry. Od tamtego czasu próbował skontaktować się z porzuconą Florą, lecz gdy tylko łapał gdzieś informację o byłej Gryfonce - okazywała się ona nieaktualna. Tak właśnie pozostał wierny swoim przyjaciołom, dla których był na zawołanie, kiedykolwiek tylko tego chcieli. Przez to też zrezygnował z marzenia piosenkarza, które przez dłuższy czas mogło go cieszyć, kiedy z wielkim uśmiechem i gitarą na kolanach tworzył piosenki o miłości - wciąż aktualnej. Chyba miał nadzieję, że kobieta usłyszy jedną z nich i zrozumie, jak bardzo jest mu wstyd, za swoje czyny. Tylko, że wylądował w Hogwarcie ucząc dzieciaki poprawnego obywania się z roślinami, bez miłości, bez rodziny. Ot, kolejna nieszczęsna dusza między murami zamku, błąkająca się z wiecznym uśmiechem na ustach. Nie narzekał – miał pracę, przyjaciół i dwie pasje przy sobie. Na zmianę grał na gitarze i pielęgnował najróżniejsze składniki do eliksirów. Bywały jednak momenty, a zdarzały się one praktycznie codziennie, gdy po wszystkich zajęciach sięgał po Ognistą. Mały flakonik skryty w skórzanej torbie każdego dnia zostawał pusty i na ślepo wetknięty w jedną z losowych grządek w cieplarni. Przez ten napój stawał w znanym mu korytarzu, przed ogromnymi drzwiami do biblioteki tylko po to, by stwierdzić, że w takim stanie nie nadaje się do rozmowy i szedł dalej. Jednak w momentach, gdy był zupełnie trzeźwy nie potrafił odważyć się na wejście do niej oraz rozpoczęcie rozmowy. Chociaż tyle na to czekał, po to spędził szmat czasu, by znaleźć ją i móc porozmawiać, nawet jedynie przeprosić – nie potrafił do niej przyjść, gdy miał Florę tuż przy sobie.
    Znowu wracając do własnego gabinetu, skręcił w korytarz prowadzący również do biblioteki. Zwolnił tempo, gdy ujrzał ledwo przymknięte drewniane drzwi, rzucające długą smugę światła na kamienne płytki po jego stronie podłogi. Był już czas, gdy każdy z uczniów powinien już dawno siedzieć w swoim dormitorium, przygotowując się do spania i wypoczynku na kolejny dzień zajęć. Zaciekawiony podszedł bliżej, a łapiąc za skrzydło otworzył je szerzej. Fala ciepłego światła oblała twarz Hiszpana, oślepiając go na krótką chwilę. Bibliotekę zastał dokładnie taką samą, jaką zapamiętał jeszcze z czasów szkolnych, kiedy to z przymusu musiał przesiadywać tu z książkami przed nosem. Tymczasem znalazł się tu zupełnie przypadkiem, przywiany szumem po alkoholu, którego tego dnia nie wypił. Jego stażystka po prostu ukryła buteleczkę przed nim, po czym sama rozpłynęła się w powietrzu, o dziwo nie naprawiając rozkopanej przez pierwszaków grządki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Rozumiem, że na naukę nigdy nie jest za późno, ale chyba warto byłoby odpocząć, Willis – rzekł, gdy ujrzał ucznia z piątego roku tuż nad księgami z działu o eliksirach. Ten zbystrzał, odkręcił się w stronę stojącego z założonymi rękami profesora, by w końcu pośpiesznie zacząć pakować swoje rzeczy. – Gdybyś potrzebował jakiejś pomocy, wiesz gdzie mnie szukać – Lenard uśmiechnął się do Krukona, gdy mijał go z lewej strony. Potem spojrzał na wprost i wręcz go sparaliżowało. Stała po drugiej stronie dębowego stołu, przyciskając kilka książek do siebie. Włosy kręciły się na wszelakie strony i choć sprawiały wrażenie zupełnego nieładu, to był on kontrolowany, a i jakże uroczy w połączeniu z jej drobną posturą. Patrzyła na niego, tymi ciemnymi oczyma, za którymi tak tęsknił, tak myślał – teraz miał wrażenie, że wwiercają mu się w umysł. – Przechodziłem… Chciałem sprawdzić, bo mam dyżur… i przez przypadek… wszedłem – Zaczął swoje tłumaczenie. Tylko Flora Erskine miała ten dar paraliżowania jego pewności siebie. Przy niej od zawsze zachowywał się zupełnie inaczej. Znacznie uważniej i z szacunkiem do wspaniałej kobiety, którą była do tej pory.
      Westchnął. Mięśnie puściły odrobinę, by pozwolić mu spuścić ramiona. Cortez złapał za krzesło obok, a opierając się o nie, skierował spojrzenie w dół.
      - Oboje dobrze wiemy, że nie zjawiłem się tu przez przypadek. Zresztą, ani ty, ani ja w te przypadki nie wierzymy, a przynajmniej tak mi się wydaje.

      Lenard

      Usuń