21 listopada 2016

I loved and I loved and I lost you

Ravenclaw, VII rok | akacja i pióro feniksa, giętka, dwanaście cali |
patronus przybiera bezkształtną formę | nie zna swojego bogina

Często się boi, jednak nikomu o tym nie mówi. Docenia chwile samotności, ale nie czuje dyskomfortu wśród ludzi. Z przyjemnością podzieli się historią przeczytaną w jednej z książek, porozmawia o pogodzie lub ostatnim egzaminem. Będzie opowiadała z uśmiechem na ustach o wielkich i małych wyprawach. Szczerze odpowie na pytania dotyczące jej ostatnich wakacji. Amelia nie lubi opowiadać o sobie samej, nie lubi mówić o niczym co wymaga od niej emocnjonalnego zaangażowania. Nie ma kamienia zamiast serca, ani z jej oczu nie bije chłód. Po prostu utrzymuje dystans, do wielu spraw podchodzi sceptycznie. Nim podejmie ostateczną decyzję, zastanowi się kilkakrotnie, rozważając wszystkie, możliwe opcje. Gdy sytuacja tego wymaga, bierze kawałek pergaminu i pisze list do babci, chcąc poznać jej opinię. Jej słowa uznaje za najświętsze, więc nawet gdy na piątym roku rozstała się z chłopakiem nie poszła do przyjaciólki, nie opowiedziała niczego matce. Napisała list do babci, a uśmiech szybko, ponownie zawitał na jej twarzy. Starała się go jednak nie ukazywać całemu światu. Lubi zachowywać momenty dla siebie, chociaż zdarzają się chwilę gdy po prostu chce się nimi z kimś podzielić. Wtedy po prostu to robi. Mówi, dużo i szybko, za dużo, za szybko. A później... Później żałuje, bo znów pozwoliła chwili uciec. Przekazując ją następnej osobie, sama ją traci. 

fc: random, nie umiem pisać kart
pomaranczovelove@gmail.com
wątki i powiązania mile widziane
wątki: 3/5

66 komentarzy:

  1. [Hej.
    Fajna karta, ogólnie, łatwo mi się i przyjemnie czytało. :) Podobna do Romeo wbrew pozorom, pozdrawiam Cię i serdecznie zapraszam do siebie! :)]
    Romeo

    OdpowiedzUsuń
  2. [Och, jakaż ona jest momentami podobna do mojego Lysa! Bardzo, bardzo podoba mi się to, jak piszesz. Z chęcią przedłużyłabym sobie tą kartę, by móc się bardziej nacieszyć, no ale cóż, pozostaje mi tylko... zaprosić do wątku!
    Masz może ochotę? (:

    PS Świetne zdjęcie, naprawdę!]

    Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Witam koleżankę z dormitorium! Zgadzam się z przedmówcą, świetne zdjęcie. I karta też mi się podoba. Umiesz. Życzę dobrej zabawy i wielu wciągających wątków ;) ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dobre, dobre, dobre. A więc tak, Mój Krukon był kiedyś z Amelią, miał ją za pierwszą lepszą, jednak ona miała go za miłość swojego życia.
    Będzie na niego patrzyła, co Romeo często będzie zauważał i z jakiegoś powodu będzie czuł się z tym głupio. Pokłócą się, ona nazwie go dupkiem i się wkurzy, obrazi ją i ucieknie, jak zawsze. Romeo jest tchórzem.]

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Wątek zawsze, ale na razie nie mam mózgu, potrzebnego do burzy mózgów, więc no... odezwę się potem. A jak nie to Ty się odezwij, coś na pewno wymyślimy ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  6. [Wydaje mi się, że pasowałaby tu relacja tego typu: "Kiedyś na chemii dowiedziałam się, że dwie powierzchnie nigdy nie mogą tak naprawdę się zetknąć, ponieważ ze względu na odpychanie jonowe zawsze pozostaje pomiędzy nimi nieskończenie mała odległość, więc chociaż człowiekowi może się wydawać, że ociera się o coś albo trzyma kogoś za rękę, to na poziomie atomowym – nic z tych rzeczy." Taka właśnie bliskość, choć nieskończenie mała odległość, która by ich dzieliła, której nigdy nie mogliby pokonać. Nie nazwałabym tego więzią "brat-siostra", raczej taki zalążek przyjaźni... Lysander mógłby ją zabrać na jedną ze swoich wypraw, bo ona zrozumie. :D

    PS Ja i Lysander dziękujemy bardzo za miłe słowa dotyczące jego osoby! <3]

    Lys Scamander

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dobry wieczór! Och, uwielbiam to imię. Amelka, cudo. Karta jest naprawdę fajna, ale podejście Amelii trochę mnie dziwi. Dzieląc się chwilą z kimś innym, na pewno jej nie tracimy, jeszcze podwajamy. Szczególnie jeśli to ktoś bliski. Może kiedyś uda jej się o tym przekonać. Fragment z listami i babcią jest naprawdę uroczy. Baw się z nami dobrze! Dużo weny i samych ciekawych wątków.]

    Pollyanna Bailey

    OdpowiedzUsuń
  8. [O, ja kocham akcję, więc mi się to bardzo, bardzo podoba!
    Hm, może więc tak: Lysander namawia Amelię na wyprawę w jakiś weekend, niby taką parogodzinną, leciutką, bezpieczną. W trakcie tejże wyprawy mogą "dać się uwieść" jakiemuś zwierzątku, które zaprowadzi ich na skraj Zakazanego Lasu. Wówczas możemy wprowadzić motyw "zgubionego tropu"; nasza parka rozejrzy się więc wokół, natrafi na jaskinię/zabunkrowaną norę w ziemi, wejdą tam, natykając się na jakieś przedmioty z czasów którejś wojny czarodziejów... I co dalej, to się rozwinie w wątku, niemniej chciałabym zgotować im niezłe kłopoty. Na początek wejście do owej dziury mogłoby po prostu zniknąć, jeżeli tylko masz ochotę. :D]

    Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ja również, czuć to w kościach. <3
    Jejku, gdybym miała coś przeciwko zaczynaniu przez współautora, to nie napisałabym żadnego wątku, bo mi to tak sobie idzie, a wręcz bardzo "tak sobie". :D Spokojnie, mi się nigdzie nie spieszy!]

    Lys Scamander

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cudownie! Polcia bardzo potrzebuje kogoś takiego, nawet do zwykłego doradzenia, wygadania i przytulania (to niezwykle uczuciowa bestia, wygniecione koszule gwarantowane), nie będzie też znowu tak bardzo nachalna, chociaż... Mamy świetny pomysł na powiązanie. Co do wątku, może niech spotkają się w bibliotece? O , coś mam. Polly do zrobienia ma projekt, Am jej pomaga, a przynajmniej próbuje, bo rudej nie w głowie zadania. Trochę spojrzeń i słodkich uśmiechów sprawia, że obydwie wyruszają na poszukiwania kota Polly, który już drugi dzień ukrywa się gdzieś w zamku lub okolicy. I tu mamy możliwości sporo, bo mogą prowadzić poszukiwania w murach albo i wyjść na błonia, nawet zakazany las jest możliwy.
    Ewentualnie możemy postawić na coś bardziej statycznego, jakieś rozmowy w wieży, wyskok do Hogsmeade, pieczenie ciasteczek?
    Coś wybieramy, myślimy dalej, a może masz jeszcze jakiś pomysł/wzbogacenie tych propozycji?]

    Polly

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jak ja się cieszę, gdy mnie ludzie zaczepiają! Sama mam trochę bajzel i po urlopie go ogarniam pomału, ale właśnie w takich chwilach raduje się serce moje, że na Julka ktoś uwagę zwraca :D Amelia jest tak naturalna w swoim sceptycyzmie, że aż mnie ujęła, naprawdę. Jeżeli szukasz akcji, to Julek z dziką przyjemnością wyciągnie ją do Wrzeszczącej Chaty na wycieczkę, żeby zobaczyć czy tam na pewno straszy. A jeśli wolisz dramaty, to oferujemy opcję Skehan, odkąd masz dziewczynę w ogóle nie masz czasu dla przyjaciół! Chyba, że i Tobie coś po głowie chodzi, to jesteśmy otwarci!]

    Julien

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Julia zawiera przyjaźnie, ale raczej z dziewczynami jej nie wychodzi. Ma jedną przyjaciółkę, a poza tym to jakoś tak ciężko jej idą relacje damsko-damskie.
    Co do rywalizacji, hmmm... Julia jest chyba jakaś dziwna, bo w sumie gra w tego Quidditcha, no fajnie jak się wygra, ale dla niej to jest raczej jak nagroda za niezłą pracę zespołową, wysiłek drużyny i własny wysiłek, a mniej kwestia rywalizacji.
    Po tym co zaproponowałaś, przypomniał mi się jeden wątek, który miałam, a skończył się, zanim się zaczął, bo został wymyślony, ja zaczęłam i to tyle. Tylko tam idea była taka, że to była jednostronna rywalizacja, tamten chłopak ścigał się z Julką nie wiadomo po co, a ona zazwyczaj to olewała, czasem dawała się wciągnąć, ale było to dość nieszkodliwe. I wątek zaczynał się w momencie, kiedy nagle robią eliksir przy jednym stole, chłopak odchodzi na chwilę po jakiś składnik, a jego eliksir wybucha. Ktoś wrzucił mu coś do kociołka. Nie była to Julia, ale on właśnie ją miał podejrzewać, ostatecznie obydwoje profesor miał wysłać na szlaban, dla świętego spokoju. Możemy zrobić recykling tego wątku, jeśli masz ochotę. A poza tym, tak pomijając eliksiry i działalność naukową, to mogą być całkiem spoko koleżankami ;) To co Ty na to? ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  13. [Miło mi bardzo! A ty masz ode mnie plusa za Fleurie <3 I śliczna z niej panienka! Co do relacji, niekoniecznie muszą być one negatywne. Victor nie jest niemiły, po prostu jest dość specyficzny i, tak jak Amelia, utrzymuje dystans, chociaż pewnie większy niż ktokolwiek :) Hmm, a może zrobimy tak, że kiedyś coś między nimi było, ale jak Victor, jak to Victor, bał się odrzucenia i to on odrzucił ją pierwszy? A teraz tego żałuje, ale nie wie jak przeprosić i wszystko naprawić.]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Tzn tam było chyba tak, że jemu się wydawało, że ona z nim rywalizuje, ale tak na serio to nie do końca tak było. Ale spoko, możemy robić coś innego, ja jestem otwarta. Może w międzyczasie powstaną Tobie jakieś powiązania z postaciami, z którymi ja mam powiązania i na podstawie tego coś uda nam się wymyślić. Zobaczymy ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Oczywiście, nie ma problemu, stworzymy coś innego. Z wymienionych przez Ciebie postaci mam wątek z Julienem - Julia i Julien przyjaźnią się od dobrych kilkunastu lat, potem ona się zakochała, potem on się zakochał, ale ona nie chciała być w związku bała się tego i w ogóle wszystko, więc jak przyszło co do czego w lutym tamtego roku, cała przyjaźń się posypała i nie odezwali się do siebie ani słowem, aż do niedawna. I teraz są razem. Ale właściwie mało kto jeszcze o tym wie. Poza tym, że obydwoje się pewnie dość dziwnie inaczej zachowują. Jeszcze będę miała wątek z Romeo, ale nie wiem jaki, bo jakoś słabo u mnie z pomysłami :/ ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  16. [Jakie ładne zdjęcie! Ja na wątek oczywiście zawsze jestem chętna, a skoro już sobie sama wybrałaś postać tym przyjemniej. Pomyślę w takim razie nad czymś dla naszych postaci i przybędę już z gotowymi pomysłami! :D]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  17. [Prowadź ją dobrze, bo mam głęboki sentyment do nazwiska Mulciber. Karta za to bardzo ładna i delikatna, mnie się podoba. Witam serdecznie i udanego wątkowania]

    Aaron Laura Lenard

    OdpowiedzUsuń
  18. Krukon siedział któregoś ranka samotnie przy dużym stole w Wielkiej Sali. Uczniowie z Ravenclaw'u już dawno zaczęli lekcje, jednak on się tym nie przejmował, ponieważ złamał rękę, a zrobił to tak głupio, że żadne czary nie były wstanie mu pomóc. Siedział więc z ręką w gipsie i zajadał się przepysznymi ciasteczkami, które przemycił z któregoś wypadu do Hogsmead. Uśmiechał się szeroko, uwielbiał samotność tak bardzo jak jej nienawidził. Kochał być przy ludziach, ponieważ czuł się wtedy królem, ale jednocześnie nienawidził, gdy ludzie mu przeszkadzali, bardzo go to wkurzało.
    – Świetnie. Wspaniale. - zaczął mówić sam do siebie, uśmiech wciąż nie schodził mu z ust. Był zadowolony jak nigdy dotąd, do czasu, do czasu aż nie przypomniał sobie, że to właśnie dziś wieczorem ma się spotkać z Amelią Mulciber, Krukonką z jego roku. Dziewczyna była ładna i prosta, wystarczyło się trochę przy niej zakręcić, a ona już była wstanie zrobić dla ciebie wszystko. Miał ochotę pobyć z nią jeszcze tydzień, a zaraz potem zerwać z nadzieją, że przebiegnie to w przyjemnej atmosferze. Nie lubił, "wiecznych zerwań." Jedna Ślizgonka nie dała mu spokoju do piątej klasy, a byli ze sobą w trzeciej. Nie ma co, była wytrwała. Mulciber była w porządku, dało się z nią pogadać, jednak zauważył w niej coś co go do pewnego stopnia przeraziło, była dość dziwna, specyficzna. Często pisała do swojej babci, co uznawał za dziecinadę, ale szczerze, nigdy nie dowiedział się dlaczego to robiła. Gdy miał dziewczynę oczekiwał od niej, że będzie mu o wszystkim mówiła, sam nie za dużo mówił i nie zamierzał tego zmieniać. Pasowało mu tak jak było. Prawda jest taka, że Krukonka już mu się trochę znudziła, ale nie chciał jej tego pokazywać. Więc zmusił się, aby ruszyć się i zacząć już szykować na szesnastą. Zimą szybko robi się ciemno. Mu to nie przeszkadzało, ale może Amelia się boi? Nie wiedział tego, ona nie mówiła nigdy, że czegoś się boi lub, że coś ją przeraża.
    Wychodząc z Wielkiej Sali natkną się jeszcze na skrzydło szpitalne z nadzieją, że pani Pomfrey nie będzie mu kazała ściągać gipsu co było dość bolesne. I na szczęście nie kazała.
    Gdy wrócił do dormitorium ubrał na siebie czarne spodnie i białą koszulkę, zwyczajnie, ale i tak robił wrażenie. Było już późno, ale przyszedł na czas. Przy schodach, tam gdzie mieli się spotkać stała już Amelia. Uśmiechnął się, wyglądała świetnie. Przytulił ją od tyłu.
    - Cześć. - szepnął.
    Romèo

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hej :) Urocza z niej osóbka :D Wydaje mi się, że Wiktor jest bardziej zdystansowany i skryty, w zasadzie to nie wydaje mi się tylko tak jest. Że tak powiem, ona ma na wszystko dosadnie wyjebane i ciężko zyskać jego uwagę na dłuższą chwilę :D Nie jest jakimś tam wygórowanym egoistą, ale dba o swoje i nie miesza się tam gdzie nie trzeba :D Można między nimi nawiązać dość ciekawą relację, ale od razu mówię, że nie lubię zaczynać od początku znajomości. Muszą się już znać :D]

    Wiktor

    OdpowiedzUsuń
  20. [Oczywiście, słowo przyjaciel padło tu z naszej strony zupełnie luźno i dla zobrazowania relacji, bo Julien to taka powsinoga i wszędzie znajdzie sobie znajomych. Ewentualnie możemy wykorzystać wrzeszczącą chatę do czegoś co pomału zacznie robić z bliskich znajomych przyjaciół. Może deczko niebezpieczeństwa pokaże im, że mogą sobie ufać? Jesteśmy z Julkiem otwarci na propozycje, bo on jest eksperymentem postaciowym, człowiekiem-gumą, który do każdego wątku się nadaje ;)]

    Julien

    OdpowiedzUsuń
  21. [Nie podałam pomysłu na wątek, wyjaśniłam, jedynie na jakiej płaszczyźnie znajduje się Wiktor i co może powstać między nim, a Amelką, a jakie okoliczności i wydarzenia będą się rozgrywać, to już nie mam zielonego pojęcia. Musimy myśleć nad czymś razem, niestety ;3]

    Wiktor

    OdpowiedzUsuń
  22. – Zostajemy na terenie Hogwartu, czy mamy w planie jakąś wycieczkę, Romèo? — zapytała go dziewczyna ze strachem i niepewnością w oczach. Wkurzyło go to, sam nie wiedział dlaczego, po prostu nie lubił, gdy ktoś się czegoś bał, ponieważ był zdania, że nikt nie przeżył takiego piekła jak on sam. Może pozory mylą?
    Romèo z gipsem na całej ręce wyglądał dość głupio. Szczególnie z uśmiechem, który aktualnie znajdował się na jego ustach, ale zaraz zniknął. Z jakiegoś powodu wydawało mu się, że dziewczyna jest smutna, nie obchodziły go jej uczucia, ale właśnie teraz chciał z nią zerwać, domyślał się jednak, że to zły pomysł. Nie chciał jej totalnie niszczyć, a wiedział, że smutek i zerwanie z chłopakiem może się dla niej źle skonczyć. Nie żeby obchodziło go jej życie, ale no.. nie chciał jej mieć na sumieniu. Jej śmierć na pewno jakoś by nim wstrząsnęła. Złapał ją zdrową ręką za rękę.
    – Przejdźmy się, — zaproponował dziewczynie. – po Hogsmead. — dodał uśmiechając się do niej przesłodko. Uwielbiał grać zakochanego w tej grze, zwanej życiem. Uwielbiał udawać kogoś kim nie był, kochał to. Czuł, że gdyby ktoś go poznał naprawdę od razu by się od niego odwrócił. Romèo nie był tak wesołym i zabawnym człowiekiem jak w swojej imitacji bycia sobą. Tak naprawdę już zapomniał jak to jest zachowywać się jak chce. Gdy jeszcze matka żyła i musiał chodzić z ojcem na przeróżne bankiety było strasznie. Nie mógł zachowywać się jak chciał, musiał robić wszystko to co ojciec mu kazał, bo tak trzeba. Nienawidził tego zdania, nadal nienawidzi. Teraz, aby owijać ludzi wokół własnego palca też nie mógł być sobą.
    – Możemy iść czy się boisz? — dopytał wiedząc, że dziewczyna mu nie odmówi. Pani profesor z Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami przeszła właśnie koło nich. Krukon ucieszył się widząc jedną ze swych ulubionych nauczycielek. Zawsze dawała mu fory, gdy jeszcze chodził na ONMS. – Dobry Wieczór. — odparł na jej szeroki uśmiech. Starsza kobieta przeszła dalej, speszona? Najprawdopodobniej. Spojrzał na Amelię, jakby pierwszy raz ją zobaczył. Złapał ją mocniej za rękę i zaczął szybko biec, a raczej wybiegać ze szkoły. Był piątej, a więc nikt nawet by nie zauważył gdyby nie wrócili w sobotę. Mimo to zaczął biec, nie zwracając uwagi na to, że panna Mulciber może nie chcieć tak uciekać ze szkoły. No cóż, jak zawsze musiało być po jego myśli. Gdy byli już tak daleko, że o odwrocie nie dało się nawet pomyśleć, zatrzymał się.

    – Nie bój się, jesteś ze mną, znam całą drogę. — odparł na jej niepewny wyraz twarzy. Chciał ją pocieszyć, sam jednak nie był pewien czy zna całą drogę. Nie pewnie zaczął okręcać się wokół własnej osi, tak teraz... chyba, na przód.

    Romèo

    OdpowiedzUsuń
  23. [Nie, nie! Wszystko jest w jak najlepszym porządku, pomysł bardzo mi się podoba :3 Będę bardzo zła jak poproszę o zaczęcie?]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  24. [Dziękuję pięknie, będę bardzo wdzięczna <3]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  25. [ W zasadzie to mój Wiktor obecnie cierpi z powodu wyrzucenia go z domu przez rodziców. Zaciska zęby, wierzy, że da sobie radę, ale no byli dla niego naprawdę ważni i mimo dość negatywnego nastawienia do świata, szanował ich i uważał za najważniejszych, więc przyznam szczerzę, że nie chciałabym mu sprawiać kolejnych negatywów, więc postawiłabym na przyjaźń. Taką przyjaźń, w której Amelia byłaby jedyną, ale to jedyną osobą, która tak naprawdę wie o Bułgarze wszystko, nawet o tych najbardziej kompromitujących rzeczach. Wiktor jest dość specyficzny, ale taka osóbka nie pogardzi :)]

    Wiktor

    OdpowiedzUsuń
  26. [Witam serdecznie c;
    Sama nie miałabym pomysłu, bo dzieli je dość dużo lat i nie wiem w jaki sposób mogłybyśmy je połączyć. Jedynie na myśl przychodzi mi poznanie się na jakimś przyjęciu, gdzie też ich rodziny będą miały ze sobą styczność. Ale co dalej? Jaka relacja miałaby je połączyć?]

    Geraldine

    OdpowiedzUsuń
  27. [Na chwilę obecną jest jedna kompromitująca rzecz, mianowicie, baraszkowanie z innym uczniem w bibliotece, przez co zostali przyłapani przez bibliotekarkę :D Upsik XD Było, minęło, ale no w pamięci pozostaje XD
    Może jeden z Krukonów zamknie Wiktora w cieplarni na noc wcześniej zabierając mu różdżkę? Akurat padnie, że klasa Melki będzie miała pierwsza lekcję i zastaną sobie Wikusia śpiącego gdzieś w rogu pomieszczenia z rozwalonym nosem i łukiem brwiowym, dzięki czemu dziewczyna będzie zwolniona z lekcji i zaprowadzi delikwenta do Skrzydła, z którego on i tak się wymsknie, by wpierdzielić Krukonowi, aby odzyskać różdżkę :D]

    Wiktor

    OdpowiedzUsuń
  28. Sam nie wiedział kogo w swoim życiu potrzebował, ale w tym momencie stwierdził, że osoby, która będzie się z nim we wszystkim zgadzać i jedynie przytakiwać. Wkurzył się, nienawidził, gdy ktoś się z nim nie zgadzał. Spojrzał na nią spode łba i pokręcił głową z niedowierzania, nie wierzył w to, że ktokolwiek jest wstanie się z nim nie zgodzić. Przecież to on zawsze miał rację! On, nikt inny!
    — Nie, pójdziemy przed siebie, znam się na tym. — warknął nie zbyt miło. No cóż, nie zależało mu na tym, aby teraz być miłym. Wkurzyła go. Widać było, że nie chciała go obrazić, ale nie przejął się tym. Gdy był zły nie zwracał uwagi na to czy ktoś jest smutny, wesoły czy może melancholijny, i tak zawsze interesowały go jedynie jego uczucia, zawsze tak było.
    Miał rację i świetnie o tym wiedział, przecież pamiętał tą drogę do Hogsmeade. Wiedział, że idzie się prosto, potem w lewo i znowu prosto ii... i potem skręcić w prawo. Spojrzał na nią jeszcze raz, cholera, miała rację. Potrząsnął głową i zaczął się rozglądać z nadzieją jakby miał znaleźć coś nowego, coś co pozwoli mu przypomnieć sobie gdzie powinni teraz iść. Niestety, jedyną drogą prowadzącą do Hogsmeade była droga po prawej stronie.
    — Idziemy przed siebie. — syknął tajemniczo i zaczął iść prosto. Nie zwracał uwagi na to czy dziewczyna za nim idzie, miał to gdzieś. Naprawdę był już zmęczony, zmęczony słuchaniem jej głosu. Wkurzał się za każdym razem, gdy słyszał jej głos. Dziewczyna była irytująca i męcząca. No i trochę mu się już znudziła. Wolał towarzystwo tych debili ze Slytherin'u, przynajmniej rozumieli kiedy mają się nie odzywać.
    — Idziemy na ulicę Śmiertelnego Nokturnu. — mruknął słysząc jej pytanie. A więc teraz dziewczyna pozna jego prawdziwe życie. Czarna Magia zawsze była jedynym z jego największych i najbardziej ulubionych hobby, czas, aby dziewczyna sama się o tym przekonała. Może sama z nim zerwie? Gdzieś w środku miał nadzieję, że nie. Dziewczyna jednocześnie go odpychała i przyciągała jednocześnie. Gdy się odwrócił dziewczyna szła za nim, zatrzymał się, aby nadążyła za nim. Coś w środku mówiło mu, że nie powinien być tak podły w stosunku do niej. Ona była miła, może nie była tak otwarta jak inne dziewczyny, ale była miła. Chciał z nią być, ponieważ chciał rozwiązać jej zagadkę, chciał dowiedzieć się kim ona jest i co ukrywa. Wiedział o niej tylko parę nie ważnych informacji, może podróż po Nokturnie zmusi ją do wyzwan? Może wreszcie powie mu, że się boi. Szczerze Romèo nie uważał strachu za coś złego, ponieważ to właśnie on ukazuje to, że jesteśmy ludźmi. Nie maszynami nie mającymi uczuć, tylko ludźmi, którzy wiedzą co to strach, szczęście czy radość. Krukon świetnie wiedział co to znaczy strach i rozpacz. Wiedział wiele innych rzeczy. Miał nadzieję, że zdoła kupić coś u Borgina i Burkes'a.

    Romèo

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dziękuję bardzo za miłe słowa. :) Brakuje Ci może kogoś do powiązań albo masz jakiś pomysł na tę niebanalną relację?]

    OdpowiedzUsuń
  30. [Myślę, że coś na zasadzie przyjacielskiej relacji powinno przejść. :D Poza tym Amelia mogłaby go pociągać, choć na pierwszy rzut oka jest poza jego ligą - starsza, na pewno mądrzejsza, czystokrwista, ze znanego rodu itd. Nie wiem, jak zareagowałaby, gdyby Blaise czegoś próbował, w każdym razie Gryfon mógłby pełnić rolę jej odskoczni od codziennego życia.]

    OdpowiedzUsuń
  31. [Witam serdecznie na blogu; z opóźnieniem, fakt, lecz niemniej serdecznie.
    Nie dziwię się Amelii w utrzymywaniu dystansu, choć mam nadzieję, że uda się jej w końcu znaleźć prawdziwie pokrewną duszę, dziękuję którego bardziej otworzy się na świat i ludzi.
    Życzę Ci udanej zabawy w naszym gronie oraz wielu ciekawych wątków, a gdybyś kiedykolwiek miała ochotę, zapraszam do siebie.]

    Ted Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  32. [Nie witałyśmy się, więc też mówię cześć!
    Skoro chętnie coś wymyślisz, to zamieniam się w słuch. Jeśli chodzi o relację, to na pewno nie chcę iść w nic negatywnego. Joshowi niepotrzebna jest większa ilość stresu niż ma teraz c: ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  33. [Czołem!
    Amelia bardzo mi się podoba, do tego jest śliczna i jeszcze to imię! Jeżeli wymyślanie idzie ci łatwiej niż mi, to świetnie, a co do kierunku... Lepiej idą ci wątki pozytywne czy negatywne? Dramy czy takie z wartką akcją czynną? :D]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  34. [MAM.
    Albo może nie tyle co na koniec, ale w jakieś ciekawe miejsce. Może gdzieś, gdzie dostaną okazję zmierzenia się z boginem? W sumie zapomniałam umieścić tę informację, więc chętnie dowiem się, czego mój Harvey się boi.]

    Harvs

    OdpowiedzUsuń
  35. [O, może połączymy dwa punkty: Josh mógłby być tym chłopakiem z piątego roku, a po półtorej roku rodzice Amelii, skoro dobrze znają się z Yaxleyami, mogliby coś usłyszeć o kłopotach w rodzinie Joshuy. Mimo że ojciec Josha nie chce, żeby to wyszło na jaw, bo wtedy jego reputacja bardzo by zmalała, to jednak wścibskie uszy dotrą wszędzie i pojawią się plotki (na razie wśród dorosłych, nie chciałabym, żeby nagle cała szkoła o tym huczała). Więc rodzice Amelii coś jej tam napomkną, przez co dziewczyna spróbowałaby zerwać ten dystans między nią a Joshem. Mógłby być taki misz-masz?]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  36. [Możemy dać im szansę i spróbować rozwinąć ten wątek w kierunku romansu - jeśli nie będzie między nimi widać tej chemii, to zawsze można pozostawić ich jako kolegów czy przyjaciół :) ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  37. [Pewnie by nie przyszedł, bo by stwierdził, że nie będzie marnował czasu na takie pierdoły, tym bardziej, że nikt się nie podpisał. Więc opcja z zaciągnięciem go gdzieś przez Amelię byłoby lepszą opcją. Skrobnę ten początek, bo Ty już tyle nam tu stworzyłaś, że powinnam Ci bić pokłony :D ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  38. Dzisiejszego dnia był jak duch – do granic możliwości apatyczny, jakby unoszący się kilka centymetrów nad ziemią, bo chodził tak lekko, nie wydając prawie żadnego dźwięku. Zwykle warknąłby na ludzi, którzy idąc korytarzem wpadliby na niego czy lekko trącili ramieniem, lecz dzisiaj tego nie robił. Zupełnie jakby wszystkie receptory odczuwania czegokolwiek zostały odłączone, a oczy zamglono obojętnością. Ostatnio często miał takie dni, pełne niczego. Pojawienie się na zajęciach było formalnością, gdyż sam nie skupiał się na ich przebiegu. Brak snu można było zauważyć u niego gołym okiem – podkrążone oczy zwieńczone sińcami, blada cera i drżące ręce nie wskazywały na zregenerowany organizm, lecz nikt o to nie pytał. Wiedzieli, że w odpowiedzi otrzymają jedynie zimne spojrzenie. Może i tak było lepiej, bo Joshua przynajmniej nie musiał odpowiadać na niewygodne pytania. Nie miał na to chęci i siły. Dzisiejszy dzień po prostu nie był szczytem jego możliwości.
    Torba na jego ramieniu jakoś dziwnie mu ciążyła. Niepotrzebnie brał tyle książek, skoro i tak nie otworzył ani jednej. Jego zmęczenie (spowodowane nie tylko bezsennością, ale również ogólnym nawałem wszystkich spraw) sprawiało, że szedł spokojnie, zbyt spokojnie jak na niego, lekko stawiając kroki, nie przejmując się tłumem uczniów idących do Wielkiej Sali na obiad. On nie był głodny. Naprawdę dawno odczuwał głód, a papierosy pozwalały mu zamaskować to specyficzne skręcanie w żołądku.
    Teraz też miał taki plan – ze spokojem wypalić papierosa, popatrzeć na ścianę i iść spać (albo chociaż spróbować). Dziękował Merlinowi, że jego lekcje dzisiaj już się skończyły i nie musiał użerać się z kolejnym wykładem.
    Zręcznie omijał grupki uczniów. Niektórzy z nich patrzyli na niego z dziwnym błyskiem w oku, inni w ogóle nie zaszczycali go spojrzeniem. I to było w porządku, bo nie potrzebował kółka adoracji, które donosiłoby mu jajecznicę do łóżka i masowało plecy.
    Był tak wyłączony na wszelakie bodźce zewnętrzne, że prawie nie poczuł ściśnięcia nadgarstka. Po prostu szedł dalej, mając ten sam cel do osiągnięcia. Jednak gdy chwyt stał się mocniejszy, Joshua odwrócił się i zobaczył osobę, której w ogóle się nie spodziewał.
    Amelia Mulciber, dziewczyna, którą znał bardzo dobrze, a jednak nie wiedział o niej prawie niczego (lub tego, co zdarzyło się w przeciągu półtora roku). Uniósł brew, patrząc na twarz Krukonki, którą mógł opisać jako naprawdę piękną, bo właśnie taka była w jego oczach. Dojrzalsza, ale nadal piękna.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  39. [Też tak myślę! Pytanie tylko, jak to wszystko miałoby się zacząć. Jakieś przypadkowe spotkanie podczas przerwy świątecznej teoretycznie mogłoby być, ale musiałybyśmy znaleźć naprawdę dobry powód, aby zechcieli razem wybrać się gdziekolwiek, skoro się nie lubią.
    Chyba że ich rodzice się znają i zorganizują swoim pociechom TAKĄ FAJNĄ OJEJU WYCIECZKĘ gdzieś na jakieś, za przeproszeniem, zadupie, i trochę się zgubią. XD]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  40. [Cześć i dziękuję za powitanie :) Jak masz w zanadrzu jakiś pomysł to możemy pokombinować! Sama niestety nie wiem jak można by ich połączyć, różne Domy, a dodatku Amelia jest rok starsza :c]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  41. [Dziękuję! Amelia ma w sobie bardzo dużo uroku i chętnie ją porwiemy. Może masz już jakiś pomysł? Karta jest dosyć enigmatyczna :D]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  42. Ludzie chcieli z nim rozmawiać, widząc stan Josha i jego podejście do życia (a raczej jego brak, bo wegetacja pod kocem nie mogła równać się jakiejkolwiek egzystencji). Po prostu rzucali puste pytania, patrzyli na niego przez chwilę, a później się poddawali, bo Yaxley trzymał buzię na kłódkę i nawet nie miał zamiaru się przed nimi otwierać. Trwał w przekonaniu, iż ci ludzie interesują się jego stanem tylko dlatego, bo wypada zapytać. Nie siedzieli z nim dłużej niż pięć minut. W ogóle go nie znali i nie wiedzieli, co siedzi w jego głowie. Josh nie był ekstrawertykiem i zatracanie się w swoich własnych myślach wydawało się o wiele prostsze niż wyrzucanie z siebie problemów w stronę drugiego człowieka. Nie, to nie było w jego stylu. Chyba jeszcze do tego nie dojrzał.
    I wtedy pojawiła się Amelia, która po dłuższym czasie ciszy postanowiła się odezwać. Joshua oczywiście nie zwalał na nią winy, bo od czasu ich zerwania on również nie wykazał żadnej inicjatywy do odbudowania ich relacji. Po prostu się zdziwił. Nie sądził, że Amelia tak nagle będzie chciała z nim o czymkolwiek rozmawiać. Byli dorosłymi ludźmi i powinni zachowywać się jak dorośli.
    - W porządku. – Zmarszczył brwi i poszedł za dziewczyną w ustronne miejsce, z dala od wścibskich spojrzeń i szeptów, które wbrew pozorom były bardzo dobrze słyszalne.
    Weszli do jednej z pustych sal, w której cisza zwiastowała nadchodzącą burzę. Nie, nie chodziło mu o kłótnię czy podniesione głosy, bo znał Amelię i wiedział, że nie będzie na niego krzyczała. Nie miała powodu i nie była takim człowiekiem. Po prostu obawiał się wyjawienia prawdy i mimo, że w głębi duszy przeczuwał, czego będzie dotyczyła ich rozmowa, to chciał uciec jak najdalej stąd i nic nie mówić. Nie minął nawet miesiąc, on sam nie zdążył jeszcze wszystkiego przemyśleć i wyciągnąć wniosków ze swojego zachowania.
    Ciążąca mu na ramieniu torba wylądowała na podłodze, a Josh usiadł na jednej ze szkolnych ławek, jako że długie nogi dosłownie się pod nim uginały i nie chciał ryzykować omdlenia z powodu braku snu. Pochylił głowę i wbił wzrok w drżące ręce, które nerwowo bawiły się palcami, aby jakoś zająć ten czas.
    - O czym chcesz porozmawiać? – wychrypiał, nie podnosząc wzroku. – Jeśli się o cokolwiek martwisz, to po prostu ostatnio mało sypiam i tyle…
    To była bardzo płytka wypowiedź. Prawdziwa, ale płytka. A dno nadal pozostało nieodkryte.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  43. I usłyszał to, czego się obawiał. Wszystko wyciekło i niedługo zaraz połowa czarodziejskiej społeczności będzie wiedziała, co się stało. Rodzina Yaxleyów była szanowana i znana, więc każda pikantna plotka od razu docierała do uszu wszystkich wśród elity czystokrwistych czarodziejów. Oczywiście nie podejrzewał Amelii o roznoszenie plotek, bo przecież taka nie była i wiedział, że z jej strony nie ma się o co obawiać, lecz jeśli jej rodzina już o wszystkim wie, to kto będzie następny? Skąd to wiedzieli? Przecież ojciec Joshuy nie był na tyle głupi, aby sam kopać pod sobą dołki, matka przeżywała swój własny kryzys psychiczny, a rodzeństwo było tutaj w Hogwarcie i nadal trzymało się blisko swojego najstarszego brata, mimo zakazu ojca. Ktoś jednak musiał być winny; szkoda, że Joshua nie miał siły na szukanie winowajcy.
    Ślizgon nie chciał, aby ktokolwiek się o tym dowiedział – po pierwsze, to zupełnie zniszczyłoby pozycję ojca, którego wbrew pozorom nadal kocha i gdzieś w głębi wierzy, że może nie wszystko stracone i uda im się odbudować ich więź, jakakolwiek ona jest; po drugie, nie czuł się na siłach, aby skonfrontować się z całą szkołą i straszyć irytujące dzieciaki Zaklęciami Niewybaczalnymi, co zwykł robić, gdy był w nieco lepszym stanie. Chciał przeczekać burzę, skończyć szkołę i rozpocząć wszystko od nowa. Chyba był głupi, myśląc, że nic nie wyjdzie na jaw.
    - Wiem, że mogę na ciebie liczyć, dziękuję – wyszeptał, rozluźniając spięte wcześniej mięśnie, gdy poczuł delikatny dotyk Amelii na swoim ramieniu. Poczuł pewne wsparcie i wiedział, że miał osobę, do której może zwrócić się w każdej sytuacji. Problem tkwił w tym, że chyba nie był na to jeszcze gotowy. – Po prostu… Ja już chyba nie daję rady z samym sobą. Chcę być w tym sam, ale jednocześnie tak bardzo się tym wszystkim katuję, że prędzej czy później wykituję. I czasem nawet ciepłe mleko nie pomaga. – Pokręcił głową, podnosząc wzrok i patrząc zmęczonym wzrokiem na Amelię. – Ale towarzystwo w nocy chyba dobrze na mnie wpłynie. Od czegoś trzeba zacząć, co? – Kącik jego ust lekko drgnął, jakby był zalążkiem dawno niewidzianego uśmiechu.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  44. [Miałam parę pomysłów, ale różnica wieku je wyeliminowała...
    Może mogliby regularnie wpadać na siebie w sowiarni? Adam często pisze do mamy, Amelia do babci, może po pewnym czasie uprzejmych skinień głową mogliby do siebie zagadać?]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  45. [Cieszę się, że przypadł do gustu :D
    Adam mógłby stać jak głupek przed drzwiami do pokoju wspólnego Krukonów starając się rozwiązać zagadkę i tam znalazłaby go Amelia]
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  46. [Może już pod drzwiami? Jak uważasz?]
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  47. [Przychodzę tutaj, bo uznałem, że ciekawiej będzie wątkować z kimś z innego domu. Wydaje mi się, iż Amelia i Brutus mają trochę pokrewne dusze, więc pewnie by ją polubił. W karcie Amelii nie zauważyłem jej daty urodzenia, ale pomyślałem o tym, że Brutus mógłby wręczyć dziewczynie prezent urodzinowy, co oczywiście mogłoby się w różny sposób skończyć. Co o tym sądzisz?]

    Brutus Todd

    OdpowiedzUsuń
  48. Joshua był przyzwyczajony do życia pod dyktando ojca już od pierwszych lat życia. Jako dziecko przyswajał pewne idee i łatwo nim ulegał, jako że dziecięcy mózg chłonie informacje jak gąbka i patrzy na swoich rodziców z podziwem. Chciał być taki jak jego tatuś, chciał rządzić ludźmi jak jego tatuś, chciał być szanowany jak jego tatuś. Jednak tatuś przeistoczył się później w tatę, który z każdym kolejnym rokiem wymagał coraz trudniejszych i mniej moralnych rzeczy ze strony swojego pierworodnego. I Joshua naprawdę myślał, że to są dobre czyny; pokazywanie na każdym kroku swojego autorytetu, duma z pochodzenia, arogancja i obrzydzenie. Tata stał się ojcem, gdy Joshua naprawdę zaczął bać się widoku zawodu na twarzy pana Yaxleya, gdy zaczynał myśleć o tym, co powie ojciec, a nie on sam. Z czasem ten strach przerodził się w coś większego, a dojrzały umysł Josha złożył wszystko w jedną całość i wyciągnął odpowiednie wnioski. Nadal trochę się bał, ale aktualnie był odgrodzony od ojca i strach ten jakby nieco zmalał.
    - Nie pomyślałem o zaklęciu, nie miałem do tego głowy – mruknął szczerze.- Dziękuję.
    Zamaskowanie sińców pod oczami rzeczywiście było dobrym, choć powierzchownym rozwiązaniem problemu, lecz Josh po prostu nie myślał o takich rzeczach i nie zastanawiał się nad upiększeniem swojej zmęczonej twarzy. Wygląd był jego ostatnim zmartwieniem; bardziej zależało mu na naprawieniu jego zdrowia psychicznego.
    - Chciałbym, żeby to wszystko jakoś się ułożyło, bo jakby nie patrzeć to mój ojciec i… - Załamał mu się głos, lecz Joshua nie miał zamiaru okazać jakiejkolwiek słabości. Nie miał zamiaru płakać, bo nie potrafił tego robić. Wszystkie emocje kumulowały się wewnątrz, a on nie umiał ich uwolnić. – Nadal go kocham. Nie powinienem, ale nie potrafię przestać. Jednocześnie boję się o rodzeństwo, bo teraz wszystko spadło na nich, a to jeszcze dzieciaki, wielu rzeczy nie rozumieją. A o mamie już nie wspomnę, chyba powoli wpada w depresję przez to wszystko.
    Pochylił głowę i ukrył oczy w dłoniach, próbując uspokoić swój nierówny oddech. Nie płakał, nie trząsł się (z wyjątkiem jego rąk), krzyczał jedynie wewnętrznie.
    - Wszystko po prostu się spieprzyło, nie rozumiem dlaczego – wyszeptał drżącym głosem. – Teraz zaczynają rozchodzić się plotki i spieprzy się jeszcze więcej. – Wyprostował się i opuścił dłonie, po czym spojrzał na Amelię i zagryzł wargę. – Nie mam na nic siły. Mam ochotę przeleżeć całe dnie w łóżku. Ręce drżą mi tak bardzo, jakbym miał osiemdziesiąt lat, wszystko mnie drażni, ja nie mogę dłużej tak żyć. Ale... Nawet nie wiem, jak to wszystko zmienić.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  49. Doceniał, że Amelia stała naprzeciwko niego i po prostu go słuchała. Była skora do wyciągnięcia pomocnej dłoni i chciała to zrobić bezinteresownie. Josh był jej wdzięczny. Nie spodziewał się, że jego była dziewczyna znów stanie się osobą, w której będzie mógł znaleźć oparcie i powiedzieć praktycznie wszystko bez żadnej obawy, że zostanie wyśmiany. Mimo, że aktualnie wiele ich nie łączyło i ich relacja wydawała się zupełnie nowa, jakby budowana od początku, to Joshua wiedział, że wystarczy jedno słowo, a Amelia pojawi się z kubkiem gorącego mleka i ciepłym kocem. Właśnie dlatego tak lubił przebywać w jej towarzystwie. Bo rozumiała. Nie wypytywała, nie wtrącała się w nie swoje sprawy – po prostu była i rozumiała. Joshua już dawno nie spotkał takiej osoby jak ona.
    Spojrzał na nią z nieco rozchylonymi wargami i skrzyżował ręce na torsie. Przez jego twarz przemknął cień zastanawiania się, a zmarszczone brwi zdecydowanie wskazywały na to, że w głowie Ślizgona układają się pewne myśli. Już dawno nie było tam porządku; wszechobecny chaos skutecznie uniemożliwiał mu normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.
    - Nie mogę udawać, że wszystko jest okej i wrócić jak syn marnotrawny – westchnął. – Nie mogę tego zrobić nawet dla mojego rodzeństwa. Przez ostatnie dwa lata udawałem, że wcale nie boję się ojca. I ukrywałem, że wszystko jest w porządku i jesteśmy przykładną rodziną. On nie podniesie na nich ręki, nie powinien. – Zacisnął usta w cienką linię, przypominając sobie pierwszy raz, gdy dostał w twarz i rodzinny sygnet przeciął mu policzek. – Jest przyzwyczajony do wymagania wszystkiego ode mnie, ale nie od nich. Nadal się o nich boję, bo gdy byłem w domu, miałem tę pewność, że jeśli coś nie pójdzie po myśli ojca, to ja dostanę w twarz dwa czy trzy razy, a nie oni. Teraz nie mam tej pewności.
    Westchnął ciężko, skupiając się na twarzy Amelii. Delikatnie odgarnął niesforne kosmyki z jej twarzy, a kącik jego ust nieznacznie drgnął. Targały nim naprawdę mieszane uczucia.
    - Tęskniłem za tobą – powiedział w końcu. – Może nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale gdy teraz tak przede mną stoisz i na mnie patrzysz, wszystko do mnie dociera. Naprawdę tęskniłem.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  50. - To nigdy nie było bicie typu „połamię ci żebra, bo mnie zdenerwowałeś” – powiedział spokojnie, jakby to miało sprawić, że Amelia mniej będzie się tym przejmowała. – Po prostu czasem dostawałem w twarz i tyle. Wszystko do przeżycia.
    Może i mówił o tym ze spokojem i jakby w ogóle go to nie ruszało, ale w głębi duszy odczuwał pewne kłucie. Widok zawodu w oczach ojca był dla Josha ogromnym ciosem, boleśniejszym niż pieczenie na policzku. Młody Yaxley po prostu chciał być taki jak jego dziadek i ojciec – utalentowanym czarodziejem z dużymi możliwościami i grupą zaufanych ludzi, którym można powierzyć wiele ważnych zadań. Z czasem dotarło do niego, że jedyną wspólną cechą jest zainteresowanie czarną magią i niegdyś fascynacja ciemną stroną, Śmierciożercami oraz Voldemortem. Podczas gdy starsi Yaxleyowie nadal wyznawali stare ideologie, Joshua w końcu otworzył oczy i postanowił się z tego wyrwać. Konsekwencje były bolesne i to przez nie chłopak ma teraz problem z samym sobą. Chciał to naprawić, lecz nie potrafił. Regeneracja sił trwała bardzo długo, a on nie czuł się jak osiemnastolatek – miał wrażenie, że jego zmęczenie mogło być porównane do zmęczenia sędziwego staruszka.
    Słuchając kolejnych słuch Amelii, Joshua zagryzł dolną wargę i nie wypuszczał jej z zębów przez dłuższy czas. Jego szare oczy uważnie skanowały twarz Krukonki – skupiały się na rzęsach, ustach, nosie, jakby minęło dziesięć lat od ich ostatniego spotkania i musiały nacieszyć się utęsknionym widokiem. Joshua też tęsknił – za drobiazgami i za rzeczami większej wagi. Tęsknił za śmiechem, karmieniem ciastkami i niewinnymi pocałunkami, pod pretekstem usunięcia z wargi piany po kremowym piwie.
    - Za tobą – odparł szczerze. – Za kimś obok też, tym bardziej teraz, gdy jestem sam, ale… W tym momencie mam na myśli tylko i wyłącznie ciebie. Naprawdę tęsknię.
    Półtora roku to długi czas – zdążył otrząsnąć się po zerwaniu i żyć spokojnie dalej, bo przecież był tylko nastolatkiem. W wieku piętnastu czy szesnastu lat przeżywa się wiele uniesień i zawodów miłosnych, Josh próbował wielu rzeczy i nie żałował. I przez ten czas nie zdawał sobie sprawy, że rzeczywiście mogło mu brakować Amelii. Dopiero teraz, gdy stoi z nim twarzą w twarz, dotarło do niego, że ta tęsknota gdzieś w nim siedzi. Daleko i dopiero się wydostaje, ale już mocno ją poczuł.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  51. Rodzice Josha, a raczej jego ojciec, bo matka tylko kiwała głową, również „znaleźli” mu potencjalną żonę – była to na dodatek jego przyjaciółka i żadne z nich nie miało zamiaru stawać obok siebie na ślubnym kobiercu, z powodów osobistych. Co prawda oboje jakoś z tego wybrnęli, Joshua nawet bardziej, ale niesmak pozostał i chłopak krzywi się za każdym razem, gdy przypomina sobie te niekomfortowe posiadówki w ich rezydencji i planowanie hucznego wesela. Było, minęło, teraz Josh miał większe pole do popisu. Nie czuł na sobie twardego spojrzenia ojca, ramię nie bolało go od wbijanych w nie palców. I mimo, że był zmęczony fizycznie i psychicznie, to był zadowolony z teoretycznej wolności, którą uzyskał. Nigdy nie sądził, że zdoła przeciwstawić się ojcu, a jednak mu się udało. Teraz wystarczyło ułożyć sobie plan na przyszłość i po ukończeniu szkoły wcielić go w życie. Nie wiedział z kim, gdzie i jak. Po prostu coś się wydarzy.
    Kącik ust drgnął na zdrobnienie jego imienia i w pewnym momencie poczuł jeszcze większą pustkę i melancholię. Cieszył się, że jego relacja z Amelią znów zaczęła rosnąć i wszystko wskazywało na to, że powoli będzie się odbudowywać, lecz wszystko przypominało mu, że ostatnie półtora roku spędził bez bardzo wartościowej osoby. Zamykał się sam albo obracał wśród podejrzanego towarzystwa, które tylko powtarzało jak mantrę słowa uważane przez innych za złe. I mimo że Joshua nadal miał swoje poglądy, to teraz potrafił zauważyć swoje błędy. Musi zostawić za sobą przeszłość i zająć się odbudową teraźniejszości.
    - Nie, na dzisiaj już skończyłem – odparł, odbijając się od ławki i luzując srebrno-zielony krawat, który zaczął mu ciążyć, jak gdyby była przywiązana do niego tonowa kula. – Obiad w Wielkiej Sali raczej nas ominął. I tak nie jestem specjalnie głodny.
    Jego apetyt ograniczał się do papierosów i skromnego śniadania, które i tak ciężko przechodziło mu przez przełyk. Kolacji nie jadał w ogóle, bo przez jedzenie przed snem miewał jeszcze gorsze myśli niż zwykle. Obiady w jego jadłospisie pojawiały się co drugi, trzeci dzień i Joshua nie odczuwał specjalnego ich braku. Co prawda ubrania stały się jakby luźniejsze, a ból w żołądku trochę go irytował, ale nie miał zamiaru się do niczego zmuszać. Po prostu nie miał ochoty.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  52. Potrzebował towarzystwa – jego zatracanie się w samotności nie przynosiło zamierzonych skutków. Joshua przez pewien czas myślał, że jeśli na jakiś czas odizoluje się od społeczeństwa i zacznie chodzić własnymi, jeszcze bardziej krętymi niż wcześniej ścieżkami, to zdoła wszystko poukładać i jego życie w końcu nie będzie przyprawiać go o ból głowy. Tymczasem miał uwiązane ręce i sam zacieśniał supeł. Może otwarcie się na pomoc innych nie było takim głupim pomysłem. Obcy ludzie się nim nie interesowali (oprócz tych mało subtelnych spojrzeń na korytarzach, wywołanych jedynie plotkami), więc nie oczekiwał od nich podania pomocnej dłoni. Wsparcia musiał szukać wśród najbliższych lub tych, którzy kiedyś zaliczali się do tego grona. Jego rodzeństwo odpadało z góry, niby-przyjaciele również, więc… Ktoś taki jak Amelia był najlepszym wyborem. I nie chodziło tutaj o wybieranie najlepszego „pocieszyciela” i robienie jakiejkolwiek łaski. Joshua do wszystkiego musiał dochodzić metodą prób i błędów.
    - Pójdę z tobą, może rzeczywiście lepiej będzie przewietrzyć mózg.
    Wyszedł za Amelią z klasy i minął prawie dwa razy mniejszych uczniów z trzeciej klasy. W jednej z grupek ślizgońskich dziewcząt zauważył swoją trzynastoletnią siostrę, która zauważyła starszego brata i uśmiechnęła się do niego pogodnie. Joshua puścił do niej oczko, po czym dołączył do Amelii. Nie lubił zimnych temperatur; może dlatego, bo jego bardzo nikła warstwa tłuszczu w ogóle go przed nimi nie chroniła i jego nogi trzęsły się za każdym razem, gdy opuszczał ciepłe pomieszczenia. Przybranie na wadze na pewno trochę by mu pomogło, ale na razie się na to nie zanosiło.
    Gdy oboje wyszli na zewnątrz, Joshem wstrząsnęło nieprzyjemne zimno i przez chwilę pożałował swojej decyzji. Po chwili jednak spojrzał na spokojną twarz Amelii i znów zrobiło mu się jakoś cieplej. Może dlatego zawsze było mu zimno – bo nikogo przy sobie nie miał.
    - Co słychać u twojej babci? – zagadnął, wiedząc, że Krukonka jest z nią blisko. – Nie jest ci zimno? Chcesz mój szalik? – dodał, przypominając sobie o zawartości swojej torby. Gdzieś chyba powinien mieć też rękawiczki, ale nie był pewien, czy Amelia chce być aż tak przytłoczona zielenią i srebrem.

    [Przepraszam za opóźnienie, ale sesja :( ]
    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  53. [Dziękuję bardzo, zdjęcie znalazłam przypadkiem, jedno i drugie, no i wpadłam po uszy, nie mogłam go nie użyć. :D Na wątek bardzo chętnie przyjmę zaproszenie, tylko nie wiem, do której z Twoich postaci się zgłosić. Masz jakieś wymagania? Obie są super. C:]

    Julie Jenkins

    OdpowiedzUsuń
  54. [Może być pozytywny; no i imię tej pani jest jednym z moich ulubionych. Miałam tak nazwać Julie, ale nie chciałam się powielać ani kopiować, bo to niefajne jest. :D W takim razie: jak widzisz ich relację? c: Czy kombinujemy coś razem? Jakie byłoby podejście Amelii do Jul?]

    Julie Jenkins

    OdpowiedzUsuń
  55. [Opcja, by za sobą nie przepadały, zwłaszcza w początkowych klasach, bardzo mi się podoba. Co Ty na to, by Julie, jeszcze jako niezorientowana w niczym pierwszoroczna uczepiła się trochę Amelii, która była rok wyżej, marząc sobie o wielkiej przyjaźni? Wyrosła już z takiej niepohamowanej kontaktowności, ale jako była bardzo osobliwym dzieckiem. No i panna Mulciber mogła to przez x czasu znosić, aż w końcu wygarnęła wszystko Julce: że jest drażniącym dzieciakiem i przyczepiła się do niej, jak rzep do psiego ogona, i że z tej przyjaźni nic nie będzie, bla, bla, bla. Do Jenkins dotarło, co dotrzeć miało, i ich relacje się zdecydowanie ochłodziły, wręcz przerodziły w taką niechęć. Właściwie ten moment przełomowy to całkiem dobry motyw na wątek – jeśli Amelia jest skłonna zarobić jakiś szlaban, to możemy je wpakować we wspólne, no nie wiem, sprzątanie klasy po wybuchu na Eliksirach któregoś z młodszych roczników, gdzie początkowo będą wymieniały formalne uprzejmości, a potem okaże się, że mają więcej wspólnego, niż im się wydawało. Co sądzisz? Czy to niezbyt w stylu Amelii? (:]

    Julie Jenkins

    OdpowiedzUsuń
  56. [To ja w takim razie grzecznie zaczekam. :D]

    Julie Jenkins

    OdpowiedzUsuń
  57. [Łooo, psy przyjmę jeszcze chętniej! A wątek i tak biorę. Zastanawiam się tylko jak połączyć naszą dwójkę, bo każde jest na innym roku, przy czym Alastair jest młodszy, a Amelia jest chyba bardzo zachowawcza pomimo tej swojej gadatliwości? Na pewno mogliby się poznać gdzieś w środowisku Krukońskim, ale raczej w specyficznej sytuacji, bo Alastair nie jest typem, który łaknie towarzystwa. Może gdzieś przy nauce, albo projekcie? Osobiście ich widzę w ogóle w jakiejś takiej dziwnej relacji, gdzie oboje są mocno na dystans i w teorii trochę się irytują, ale tak naprawdę to trzymają sztamę i lubią ze sobą przebywać, chociaż raczej nie są główną przyjacielską parą Hogwartu.]

    Alastair Alexander

    OdpowiedzUsuń
  58. [Zdarza się. :) A co do samego wątku - ustalamy coś czy idziemy na żywioł? :D]

    OdpowiedzUsuń
  59. [Podoba mi się, widzę potencjał w prawdopodobnej konsternacji pomiędzy nimi. Bo przecież skoro zetknęli się wcześniej, to Amelia powinna się spodziewać po nim zupełnie innego zachowania, a on na pewno nie spodziewał się, że będzie musiał się jeszcze kiedyś komuś tłumaczyć ze swoich dawnych głupot. Niestety faktycznie ten projekt nam strasznie nie leży, ze względu na różne klasy, ale powiedz mi jak z nauką u Amelii? Możemy na przykład założyć, że jeżeli sobie z czymś nie radzi, to nauczyciele mogliby ją skierować do Ala, który wszak ocen nie ma najlepszych, ale z wiedza jest mocno do przodu względem rówieśników, żeby ją czegoś poduczył. Chociaż bardziej pasowałaby mi opcja, w której Amelia posiada coś dla niego wartościowego, jakąś wiedzę, albo informację; wtedy to on musiałby przyjść do niej i poprosić o przysługę.]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  60. [Ale jeżeli chcesz ją zażenować i uważasz, że posłuży to fabule, to ja się bardzo chętnie zgodzę! Przecież ty ją znasz najlepiej i najlepiej wiesz w jakich sytuacjach chcesz ją postawić :>. A jeśli nie lubisz jej aż tak utrudniać życia (ja Alowi lubię, cóż, może jestem sadystką) to jakaś bardzo unikatowa księga byłaby w sam raz. Alastair prowadzi na własną rękę pewne nie do końca legalne badania i potrzebuje jak najwięcej niedostępnej w Hogwarcie wiedzy. Amelia, jeżeli ma jakichś czarodziejów w rodzinie, mogłaby być w posiadaniu jakiegoś specjalnego woluminu, o który Alastair musiałby ją uprosić na kolanach :>.]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  61. [No i idealnie! W takim razie musisz tylko zadecydować co Amelia wymyśli żeby upodlić Ala (już nie mogę się doczekać :>), ale reszta chyba wyjdzie w praniu, więc możemy zaczynać, co?]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  62. [Nie wiem, jak Amelia postrzegałaby Blaise'a, ale zakładam, że na samym początku mogłaby go wziąć za takiego niezbyt rozgarniętego podrywacza, żyjącego tylko quidditchem i historiami w stylu co to nie on. Aż tu nagle byłyby te jej urodziny, dostaje od niego prezent, a to coś zupełnie po nim niespodziewanego, na przykład książka, którą Amelia zawsze chciała, ale była trudno dostępna czy coś w tym stylu. :) To tak na początek, potem można to różnie rozwinąć.]

    OdpowiedzUsuń
  63. [To czekam w takim razie na zaczęcie. Tylko daj mi jeszcze znać, co mogłoby być tym prezentem, żeby Amelii na pewno się spodobał. :)]

    OdpowiedzUsuń
  64. [Ja chętnie zacznę. Skończyłam już sesję, jestem chora, więc nigdzie się nie wybieram, no i to Alastair ma jako pierwszy podejść do Amelii, więc obowiązek chyba leży po mojej stronie. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze dzisiaj.]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  65. Amelia Mulciber była dla Blaise’a wyzwaniem z wielu względów. Należała do Ravenclawu, co czyniło ją dużo mądrzejszą od Gryfona; uczęszczała do siódmej klasy, więc o jedną wyżej; pochodziła ze znanego magicznego rodu, podczas gdy on urodził się w zwykłej, mugolskiej rodzinie; a w dodatku była niezwykle czarująca, w obu znaczeniach tych słów. Oprócz tego zawzięcie zgrywała niedostępną, otaczając wszystko, co z nią związane, mgiełką tajemnicy. Martell postanowił jednak przedrzeć się przez mur, który wokół siebie zbudowała, używając w tym celu wszystkich dostępnych mu środków. Wiedział, że nie będzie łatwo, lecz gdy z czasem zauważał, jak jego działania przynoszą efekty, miał ku temu jeszcze większą motywację.
    Do tej pory stawiał małe kroki w swoim przedsięwzięciu, zagajając niezobowiązujące rozmowy i starając się jakkolwiek podejść dziewczynę, by trochę ją poznać. Być może nie odpowiadała mu zbyt otwarcie na pytania i jak tylko mogła, unikała rozmów na swój temat, jednak Blaise był na tyle spostrzegawczy, by czytać pomiędzy wierszami. Gdyby swój talent z równym zapałem wykorzystywał na lekcjach, pewnie byłby całkiem niezłym uczniem – problem był taki, że nie za bardzo mu się chciało i nie miał w tym tak jasno sprecyzowanego celu jak w przypadku Amelii.
    Nadszedł jednak dobry moment, by nieco przyspieszyć akcję – jej urodziny. Blaise wiedział, że Mulciber nie przepada za hucznymi imprezami, odpadały też wszelkie naprawdę zaskakujące niespodzianki. Trochę szkoda, bo Gryfon miałby wtedy dużo większe pole do popisu, a w obecnej sytuacji musiał pokombinować. Ostatecznie stwierdził, że dobry prezent wystarczy, wiedziony ideą „mniej znaczy więcej”, która idealnie pasowała mu do Mel. Szukał go naprawdę długo, dopytując kogo się da i robiąc w sklepach maślane oczy, by transakcja przebiegła po jego myśli, ale w końcu się udało. Jeden z niewielu, a więc bardzo rzadki egzemplarz podręcznika do transmutacji, który był tak stary, iż Gryfon obawiał się, że rozpadnie mu się w rękach. Napisany ręcznie bądź przez samopiszące pióro – od sprzedawcy dowiedział się, że jest to kwestią sporu od lat – i oprawiony w skórę żmijoptaka.
    Blaise niósł go z niezwykłą ostrożnością, gdy szedł na spotkanie z Amelią. Chyba na żadnych meczu quidditcha nie był aż tak skupiony jak w tej chwili. Tak go to pochłonęło, że niemal wpadł na Krukonkę, gdy akurat wychodził zza zakrętu. Uniknął zderzenia tylko dzięki wrodzonej zręczności, dzięki której wyminął dziewczynę, zrobił wokół niej kółko i stanął przed nią.
    – Cześć, Mel – rzucił na powitanie, uśmiechając się do niej szeroko. – Zanim stwierdzisz, że masz ważniejsze rzeczy do roboty niż głupie pogawędki i musisz iść, chciałem ci coś dać. No, i zanim to popsuję – dodał beztrosko, podając jej książkę obiema dłońmi. – Wiem, mogłem zapakować, ale wyszłoby to co najmniej tragicznie.

    OdpowiedzUsuń