2 listopada 2016

like father, like son

SCORPIUS HYPERION MALFOY
VII ROK — SLYTHERIN — CZYSTA KREW
11 CALI, WŁÓKNO SMOCZEGO SERCA, TARNINA

Chciałby wierzyć, że zła sława złączona z rodowym nazwiskiem kiedyś przeminie, że wszystkie złe uczynki, których dopuścili się jego przodkowie zostaną wybaczone.
Chciałby wierzyć, że nie stanie się jedynie smutnym rozczarowaniem dla swego ojca, że kiedyś bez strachu będzie mógł spojrzeć prosto w jego oczy.
Chciałby wierzyć, że kiedyś będzie powodem dumy swej matki, że uda mu się zobaczyć raz jeszcze uśmiech na jej sinych ustach.
Chciałby wierzyć, że uda mu się sprostać wszystkim oczekiwaniom, że osiągnie cel.
Chciałby wierzyć, że czeka na niego lepsze życie, że istnieje coś poza marnym tu i teraz.
Chciałby wierzyć, że nie jest z tym wszystkim sam.

Chciałby wierzyć, że może coś zmienić.
I chciałby wierzyć, że to zrobi.

60977494

49 komentarzy:

  1. [Och, wreszcie wrócił do nas Scorpius! Szalenie mi miło, bo karta jest jednocześnie niezwykle wymowna, ale i zostawia spore pole do popisu i rozwoju postaci. Zaproszę przede wszystkim do Lucy i przyznam się szczerze, że trzymałabym kciuki za zachowanie powiązania, które kiedyś się tam narodziło, ale nie miało szansy dobrze się rozwinąć, a miało potencjał. Oczywiście, jeśli tylko Lu w jakikolwiek sposób przypadnie Ci do gustu to chętnie szepnę coś więcej, ustalę, doprecyzuję, pomyślę, zmienię i udziwnię według życzenia. W końcu emocje, dramaty i komplikacje z reguły wychodzą najlepiej. Baw się dobrze kolejną postacią!]

    Lucy Wood, Ethel Covel, Julien Skehan

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Cześć!
    Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego matka Scorpiusa nie interweniowała, kiedy Draco uznał, że to dobre imię dla chłopca. Za to Hyperion jest piękne, chociaż jestem stronnicza, za bardzo lubię science fiction.
    Jeśli masz ochotę na wątek, polecam się. Jestem dość elastyczna, jeśli chodzi o wymyślanie relacji, więc powiedz tylko, co najbardziej Cię uszczęśliwi.]

    Theodora Harth

    OdpowiedzUsuń
  3. [Uroczy Lucky! Bardzo pasuje mi na Scorpiusa :) Witan serdecznie i życzę powodzenia w prowadzeniu tego pana! A także zapraszam do siebie, coś wymyślimy :)]

    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  4. [Zostało to wymyślone w ten oto sposób, że w zeszłym roku narodził się związek, który skończył się tak szybko jak się zaczął. Generalnie połączenie nazwisk Malfoy i Wood było dziwne samo w sobie i właściwie nie miało racji bytu w formie nastoletniej miłostki. Dodatkowo, każde z nich miało swoje widzimisię, swoje wady i absolutnie nie rozumiało tego, że jeśli chce się coś zbudować to czasem trzeba coś w sobie zmienić. Niemniej jednak po całym rozstaniu narodziło się coś w rodzaju uszczypliwej sympatii i Lucy właściwie zaczęła de facto lubić Scorpiusa dopiero jak ją rzucił. Bez tego dziwnego przymusu zaczęła akceptować jego wady. Nie miała do niego wielkiego żalu, choć w pierwszej chwili oczywiście urażona duma była koszmarna. Wiele się o sobie od niego nauczyła, ale jak do tego wszystkiego podszedłby Scorpius i co z tego można teraz ulepić pozostaje do ustalenia, jeśli tylko podoba Ci się ten pomysł.]

    Lu Wood

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dzień dobry, nie dość, że mamy wysp nowych postaci to w dodatku wszystkie karty są takie piękne! Aż mi słów zachwytu zaczyna brakować. Nie wiem jakie masz podejście do męsko-męskich wątków, ale jeżeli byłaby chęć to zapraszam do Artaira. W końcu dzielą jedno dormitorium. Jeżeli jednak wolisz wątki męsko - damskie, to zapraszam do Avie ;)]

    Artair, Avalon

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dzień dobry! Zacznę od tego, że bardzo lubię powtórzenia, co nawet widać po moich kartach. Dlatego chylę czoła za umiejętne użycie. Trochę podobny jest do mojej Clementine, szczególnie w tej próbie uwolnienia swojego nazwiska od tak przykrej historii. Chyba mamy dużo wspólnego - zapraszam. Dogadajmy się jakoś.]

    Allie i Clementine

    OdpowiedzUsuń
  7. [Zawsze wbijam pod kartę (prawie) ostatnia, ale mam nadzieję, że znajdzie się dla mnie jeszcze miejsce ;) Na początku trudno było mi sobie wyobrazić Lucky'ego w roli Scorpiusa, jednak udało ci się znaleźć idealne zdjęcie oddające niejako klimat karty! Zawsze zazdrościłam autorom kart, które są minimalistyczne, ale trafiają w sedno i pokazują w dużej mierze istotę postaci, bo sama nie potrafię takich pisać. Ogólnie rzecz biorąc, jestem urzeczona, chociaż pewnie wystarczyłoby mi samo imię Scorpius i już byłabym kupiona.
    Dobra, skończyłam słodzić ;) Cześć, życzę ci dobrej zabawy, mnóstwa intrygujących wątków i oczywiście zapraszam do siebie!]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  8. [Kryć się może, ale zależy to od Twojego wyboru. Bardzo nie lubię ingerować w życie postaci innych autorów, dlatego uprzednio wolę zapytać o relacje, które by Ci odpowiadały. Pozytywna, negatywna, bliższa czy dalsza? To jest dla mnie największy kłopot, potem idzie z górki. :) ]

    Clementine

    OdpowiedzUsuń
  9. [Może po prostu do tej pory nie spotkałam się ze zdjęciem Lucky'ego, które odpowiadałoby moim wyobrażeniom o Scorpiusie, ale to naprawdę mi się podoba ;)
    Ach, wszystko jest w poprzedniej karcie, lecz postaram się to ładnie nakreślić – z okazji urodzin HK rok temu na blogu pojawił się wątek III wojny czarodziejów. Rodzina Addison stanęła po stronie tych złych, ona sama za to nie miała pojęcia, że Hallaway'owie są tak mocno zamieszani w sprawy Mrocznych i czarnej magii. Tak w skrócie: jej rodzice trafili do Azkabanu, jeden z braci został zamordowany podczas bitwy, a drugi brat obecnie jest zbiegiem i ukrywa się gdzieś na terenie państwa. Większość krewnych dziewczyny albo uciekła, albo boi się oskarżeń o współpracę z Mrocznymi, dlatego odwrócili się do niej plecami. Jej samej odcięto dostęp do skrytki w banku Gringotta, żeby przypadkiem nie wspomogła swojego ukrywającego się brata, czyli jej sytuacja nie jest zbyt ciekawa. Zwłaszcza że większa część III bitwy rozegrała się w Hogwarcie i wielu rówieśników przelało swoją nienawiść na Addison, bo to z winy jej rodziny mnóstwo uczniów umarło podczas ataku na zamek. Dlatego jeśli chodzi o bycie ocenianym przez pryzmat nazwiska i czynów rodziców, Addie i Scorpius mają wiele wspólnego ;) Powiedzmy też, że Hallaway'owie nie do końca byli również akceptowani przez te czystokrwiste rodziny; niby od wielu pokoleń pilnowali czystości krwi, jednak nigdy nie udało im się przebić do trzynastki rodów, a ambicja momentami popychała ich do okrutnych czynów, nawet względem osób, które wyznawały te same wartości co owe znane, wielkie rody. Możemy spróbować to wykorzystać, a możemy też pójść w inną stronę, to już zależy od ciebie, czy widzisz w tej historii miejsce dla Malfoy'a ;) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  10. [Malfoy junior to chyba jedna z wielu najbardziej wyczekiwanych postaci na blogu, a chociaż widziałam już kilka poprzednich odsłon, które nie do końca mnie przekonywały, Twoja kreacja wyjątkowo przypadła mi do gustu. Widać, że unikasz stosowania stereotypów w postaci jaki ojciec, taki syn zwłaszcza, że było kilka przesłanek o tym iż Draco z Astorią chcieli wychować Scorpiusa na lepszego człowieka. Mimo wszystko chłopak wydaje się dość... samotny i nieco pesymistyczny? Oj, niełatwy orzech do zgryzienia dla autora :D Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić z kolejną postacią na blogu, życzę jak najwięcej wątków i ciekawych powiązań :D]

    TORI WEASLEY

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dobrze, że zerknęłam pod kartę, bo zaspamowałabym Ci Twoją. ;)
    Na samym początku chciałam pochwalić kreację. Trochę się tutaj Scorpiusów przewinęło, a mam wrażenie, że Twój jest inny i to w dobrym sensie. :)
    Mam wrażenie, że, gdyby tylko zakopali wszelkie uprzedzenia co do swoich nazwisk i rodzin, dogadaliby się. Mimo wszystko. ;)
    I odwołując się do Twojego komentarza - jasne, że się zgodzę. ;) Masz już jakąś wizję, pomysł czy robimy burzę mózgów? I wolisz dogadywać się tutaj czy, na przykład, na mailu/gg?]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  12. [Oczywiście, każda kreacja postaci jest niezwykle indywidualna, tak więc zrobię mojej pranie mózgu i uznaję to za niebyłe. Niemniej jednak, w razie innego pomysłu, zapraszam!]

    OdpowiedzUsuń
  13. [O, nawet wiem czemu mogła rozpuścić plotki, o ile taki pomysł przypadnie ci do gustu. Pomyślałam sobie bowiem, że jakiś czas temu mogli się przez chwilę ze sobą spotykać, ale Scorpius stwierdził, że raczej nic z tego nie będzie i ją zostawił. Ona mogła się baaardzo zezłościć i chcąc się zemścić, rozpuściła po szkole jakąś plotkę, która mogła być wyssana z palca, albo mogłaby być czymś, o czym mało kto wie, a Kalia dowiedziała się o tym, gdy jeszcze się spotykali (tylko wtedy musiałabyś raczej wymyślić co to mogłoby być) :D]

    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Nasi panowie wydają mi się zarówno bardzo różni, jak i trochę podobni. Witam na blogu, mam nadzieję, że pozostaniesz z nami długo. Zapraszam również do siebie. ]

    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  15. [Skoro Ty z tych "wszystko mi jedno, chcę dobrego wątku", to ja się bardzo cieszę. Czasami coś proponuję i często wchodzę w strefy, że tak ujmę "zajęte". Wolę unikać opisywania pomysłu na darmo. Chyba, że ktoś ma z czegoś wybrać, a akurat będziesz miała taką możliwość.
    Prawdopodobnie przyczepię się do tego ich wspólnego problemu związanego z nazwiskami po śmierciożercach. Jestem w jakimś stopniu pewna, że rodziny znały się i znać mogą całkiem dobrze do teraz. Mamy więc dwie drogi z tego miejsca. Pierwsza to dalsza znajomość, przez co nasza dwójka może być nakierowywana przez rodziców do zawarcia związku. Tu sytuacja znowu nam się rozgałęzia: pomysł mam do jednej z nich. Oboje mogą bardzo się lubić i świetnie dogadywać, ale nie do tego stopnia, by związek stworzyć. Przy jednym z szalonych przyjęć mogą znaleźć w domu coś związanego z ich przodkami: jakąś książkę z zaklęciami, a na pewno coś magicznego, co sprawi im kłopoty. Równie dobrze to może ich do siebie jeszcze bardziej zbliżyć lub właśnie poróżnić. Ewentualnie od samego początku za sobą nie przepadają, ale są zmuszani do przebywania w swoim towarzystwie.
    Druga droga związana z rodzinami chyba jest bardziej prawdopodobna: Malfoyowie przecież zmienili stronę w trakcie drugiej wojny o Hogwart, a to wywołało konflikt między naszymi rodzinami. Tak mogło pozostać do teraz, gdy pokolenie naszych postaci jest w okresie nauki. Mam wrażenie, że moja Clem znacznie bardziej lawiruje między dobrem, a złem, niż Twój pan. On mógłby próbować ją pociągnąć w stronę wyboru Malfoyów. Szczególnie, że Rookwood ma skłonności do zamawiania się czarną magią. Z drugiej strony nie wiem, czemu Twój pan tak by się interesował, co robi jakaś Rookwood. Chyba, że idziemy w coś w rodzaju "Romeo i Julia", czyli wszystko wbrew rodzicom.
    To takie moje luźne przemyślenia i jak tak patrzę, to w końcu nie wiem czy zrozumiale przedstawiłam, co mi w głowie szumi. Jeżeli nie, napiszę raz jeszcze, nie ma problemu. Zresztą jestem autorem gorszego sortu, więc mało co mi wychodzi dobrze.]

    Clementine

    OdpowiedzUsuń
  16. [ No, to ja chyba witam ostatnia ;) Muszę przyznać, że jak zobaczyłam, że na blogu ma pojawić się Scorpius to byłam bardzo zaciekawiona i nie zawiodłam się. Zgodzę się z autorką Tori, fajnie, że wydajesz się chociaż trochę unikać stereotypu "jaki ojciec, taki syn" i takiego bycia... typowym Malfoyem.
    No to witam Cię serdecznie i wątkuj jak najdłużej z przyjemnością, masą pomysłów i czasem na to wszystko :) ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  17. [Witam serdecznie na blogu :)
    Jak wspomniano wcześniej, mieliśmy na Kronikach inne odsłony Scorpiusa, choć nie ostatnimi czasy. Niemniej chyba żadna z poprzednich KP młodego Malfoya nie była tak oszczędna w słowach, a jednak treściwa :)
    Życzę wielu ciekawych wątków oraz czasu i weny na ich pisanie! W razie chęci, zapraszam do siebie...]

    Ted Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  18. Minął wrzesień i minął październik. Wszystko wydawało się być takie samo – uczniowie tłoczący się na korytarzach, pierwszaki, które gubiły wciąż salę zajęciową i próbowały zapamiętać układy schodów w poszczególnych dniach tygodniach, nauczyciele, którzy cały czas stawiali coraz to wyższe poprzeczki i wymagali od swoich uczniów coraz więcej. Grupka czystokrwistych, którzy, jak zawsze, myśleli, że są lepsi i mogą więcej, bo mają dzianych tatusiów. Standard. Jedyne, co się zmieniało, to pogoda za oknem.
    Podobno nikt nie lubił jesieni. Była w końcu stanem przejściowym między latem a zimą. Wszystko podczas niej obumierało. Drzewa traciły liście, zwierząt wciąż było coraz mniej, a w powietrzu dawało się już wyczuć palony węgiel i drewno – zapach zapowiadający nadejście zimy. Podobno nikt nie lubił jesieni przez chandrę i depresję, w jaką można było wtedy łatwo wpaść. Nikt, oprócz Rose – bo nikt nie zadawał jej wtedy zbędnych, głupich i irytujących pytań o jej nastrój. Wtedy wszyscy zachowywali się tak samo, a to, że nie miała ochoty wychodzić na żadną imprezę, nikogo nie dziwiło.
    Najwidoczniej zapadający powoli w zimowy sen Hogwart nie odpowiadał nauczycielce eliksirów. Był poniedziałek, w dodatku ostatnie zajęcia, a co za tym idzie – nikomu nic się już nie chciało. I profesor się to nie podobało.
    Zadecydowała, że dzisiaj przejdą do kolejnego działu, zostawiając omawianie składników i działania Eliksiru Żywej Śmierci. Dzisiaj mieli się zająć eliksirem wzbudzającym euforię. Wskazała numer strony z przepisem i zapytała, czy ktokolwiek wie coś więcej o przedmiocie dzisiejszych badań. Nikogo nie zaskoczyło, gdy to właśnie Weasley podniosła rękę.
    - Dobrze uważony eliksir powoduje poczucie irracjonalnego szczęścia, stosowany jest także do leczenia depresji. Powinien być barwy jaskrawożółtej i wydzielać aromatyczny, słodki zapach. Po zakończeniu odpowiedniego warzenia emanuje tęczą. Po wypiciu eliksiru mogą się pojawić jednak skutki uboczne, takie jak niepohamowany śpiew lub chęć łapania ludzi za nosy.
    Ktoś, kto wynalazł ten eliksir, z całą pewnością miał niemałe poczucie humoru. Profesor Miller skinęła głową i poprosiła o przygotowanie kociołków, jak i odpowiednich składników. Nim jednak ktokolwiek zdążył zakończyć przygotowania do pracy, oznajmiła, że można pracować w parach.
    Gryfonka podniosła głowę. Nauczycielka posłała jej jednoznaczne spojrzenie, które dziewczyna doskonale zrozumiała, chociaż niekoniecznie jej się ono podobało. Wrzuciła do kociołka przygotowane już składniki wraz z książką i przeniosła się do innej ławki. Dokładnie tam, gdzie siedział jasnowłosy Ślizgon, którego do tej pory starała się unikać, chociaż sama nie do końca wiedziała, dlaczego jest wobec niego uprzedzona. Nie zdążył jeszcze jej nic zrobić przez całe siedem lat.
    Postawiła tuż obok niego swój kociołek, mając nadzieję, że to zwróci jego uwagę. Przechyliła głowę w bok, chcąc spojrzeć na jego twarz czy jakąkolwiek reakcję. Udało jej się nawet przywołać lekki uśmiech, który świadczył, że nie ma wobec niego złych zamiarów. Gdyby kiedykolwiek była dla niego zagrożeniem…
    - Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli dołączę do ciebie? – spytała. Ale nie zależało jej na jego zgodzie. W razie czego zawsze mogła powiedzieć, że przynajmniej próbowała.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  19. [Cześć! Jak Lucky'ego raczej nie lubię, tak zdjęcie piękne. Starych Scorpiusów nie pamiętam, więc nie mam porównania, ale karta jest cudowna!]

    Finley Campbell

    OdpowiedzUsuń
  20. [Nie potrafię sobie tego przypomnieć, prawdę powiedziawszy, ale bardzo możliwe, trochę po tych Hogwartach skaczę!]

    Finley Campbell

    OdpowiedzUsuń
  21. [Brzmi jak świetny plan. Niestety, niczego ambitnego raczej nie wymyślę — mogę co najwyżej zaproponować coś opartego na jakiejś poważnej kontuzji Finley — więc liczę na Ciebie!]

    Finley Campbell

    OdpowiedzUsuń
  22. [Idę na to. Finley pewnie będzie wściekła, kiedy się dowie, ale to nic; jak dobrze pójdzie, to zacznę jeszcze dzisiaj.]

    Finley Campbell

    OdpowiedzUsuń
  23. [Kocham Scorpiusa całym moim serduszkiem, a twój dodatkowo jest taki biedny, że aż mi go szkoda :< Jeśli są chęci, zapraszam pod kartę Thomasa]

    Thomas Royce Jr

    OdpowiedzUsuń
  24. Rose zamknęła na moment oczy, powstrzymując się od demonstracyjnego wywrócenia nimi. Naprawdę, jak Scorpius Malfoy ma być chociażby przeciętny w eliksirach, gdy nawet nie wie, na jakiej stronie ma otworzyć podręcznik? Skoro już samo słuchanie nauczycielki i notowanie to dla niego za dużo?
    - Tak, wiem – odparła, jednocześnie plując sobie w brodę, że zabrzmiała bardzo nieprzyjemnie. Chociaż nie zamierzała. Nie aż tak bardzo. – I ty również byś wiedział, gdybyś tylko słuchał tego, co mówiła nauczycielka. Siedemdziesiąt sześć.
    Wyciągnęła ze swojego kociołka zarówno książkę, którą odłożyła na bok, skoro Malfoy postanowił skorzystać ze swojej, jak i wszystkie składniki oraz różdżkę, które to niedawno w pośpiechu wrzuciła do naczynia. W czasie, w którym blondyn przerzucał kolejne kartki podręcznika, Rose postawiła kociołek na niewielkim palenisku oraz po krótkim machnięciu różdżką napełniła go wodą. Za moment również buchnął ogień – o ile dobrze pamiętała, powinno się rozpocząć gotowanie na średnim.
    Spojrzała na Scorpiusa, a za chwilę również i na kartki podręcznika z przepisem potrzebnym na dzisiejszą lekcję. Palcem przejechała po fragmencie kartki, na której wypisane były wszystkie niezbędne składniki.
    - Figa abisyńska, kolce jeżozwierza, gałązki mięty, fasolki Sopophorousa, piołun, pancerzyki chitynowe oraz sok z cytryny. – Zjechała dłonią po karcie nieco niżej, do punktu pierwszego przygotowania. – Figę pokroić na ćwiartki, następnie obrać, lekko nadgnieść i wrzucić do kociołka – odczytała, drugą ręką już przysuwając owoc w stronę Scorpiusa. – Dwa sproszkowane i jeden cały kolec jeżozwierza dodać do kociołka. Zamieszać trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Na razie na tym się zatrzymamy. – Podniosła wzrok na Ślizgona. – Zajmiesz się dwiema ćwiartkami figi. Ja pomogę ci z drugimi dwoma. Gdy skończysz je obierać, nie wrzucaj ich. Musimy je dodać wszystkie na raz.
    Mogła mieć tylko nadzieję, że to zadanie go nie przerośnie. Nie wiedziała jak bardzo potrzebuje pomocy w eliksirach… czy może inaczej – w kuchni, bo samo krojenie owocu z warzeniem i magią nie ma zbyt wiele wspólnego.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  25. [Pewnie, możemy tak to zmodyfikować :) I któregoś razu mogłaby się dowiedzieć (od Scorpiusa lub z trzeciej ręki), że chłopakowi podoba się jakaś inna dziewczyna i właśnie to mogło wkurzyć Kalię. Albo mógł zauważyć, że Kalia liczy na coś więcej i szybko by ją uświadomił, że traktuje ją jedynie jak koleżankę. Teraz zaś wracam do pytania, jaką dziewczyna mogła rozpuścić plotkę na temat Scorpiusa? :)]

    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  26. Przez chwilę przynajmniej mogła nie zwracać uwagi na Scorpiusa w całej swojej wątpliwie przyjemnej okazałości, gdy kroiła figę na pół, a potem na ćwierć. Dwie ćwiartki przysunęła jemu, kolejne dwie zabrała dla siebie i zaczęła je starannie obierać.
    W sumie sama kucharką była bardzo niezdarną, więc nie powinna w myślach oskarżać Malfoya o jakieś potknięcia w tym temacie. Jej zakres umiejętności kończył się na tostach z masłem i na ryżu. Stwierdziła, że w przyszłości będzie musiała zatrudnić jakiegoś skrzata domowego, jeśli nie chciałaby umrzeć z głodu…
    Delikatnie rozgniotła figi i odsunęła je od siebie, czytając kolejne kroki postępowania w sprawie eliksiru. Po trzykrotnym zamieszaniu należało dorzucić cztery pancerzyki chitynowe, rozbić w moździerzu piołun, dodać do niego soku z cytryny i raz jeszcze wymieszać razem. Odstawić na trzy minuty. W tym czasie można było przekroić na pół fasolki i wrzucić je do kotła. Zaraz za nimi natomiast rozgnieciony piołun z sokiem cytrynowym. Zamieszać czterokrotnie w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Zwiększyć ogień i zostawić na piętnaście minut, aby na samym końcu dodać trzy gałązki mięty, zamieszać dwukrotnie zgodnie z ruchem wskazówek zegara, machnąć różdżką – i modlić się, aby kociołek nie wybuchł, a w nim znalazł się płyn o barwie jaskrawożółtej.
    Przeniosła niechętnie wzrok na Ślizgona, aby skontrolować, czy skończył już obierać i rozgniatać figi. Jednak to, co usłyszała, sprawiło, że w środku się wręcz zagotowała.
    - Malfoy, dostałeś coś w genach po matce, czy postanowiłeś cwaniakować tak samo jak twój ojciec? Czy to jednak tylko wspólna cecha wszystkich Ślizgonów? – Odwróciła się w jego stronę i skrzyżowała ramiona pod biustem, jednocześnie zastanawiając się, jakim cudem dała się wciągnąć w ten jakże genialny plan nauczycielki. I kiedy pozna tajemną moc partykuły „nie”. – Jesteś w siódmej klasie, powinieneś umieć czytać przynajmniej w stopniu podstawowym, przynajmniej odrobinę rozumieć, co jest napisane w książkach. A jak czegoś nie rozumiesz, to pytać, albo jak jesteś na to zbyt dumny, to szukać w innych podręcznikach. Uznaj, że sprzedałam ci przepis na sukces. A teraz wrzucaj te figi i czytaj, co powinno być następne. Nie będę za ciebie odwalać całej roboty.
    To nie ja mam się tutaj nauczyć warzyć dobrze eliksiry – dodała w myślach, po czym odwróciła się znów w stronę kociołka z wrzącą już wodą.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  27. [Albo kilka rzeczy na raz :D Pasuje mi tych kilka ostatnich opcji: że płacze jak baba, moczy się przez sen i śpi z misiem. Nic okropnego, ale jednak pewnie dość upokarzającego, więc Scorpius może się wkurzyć ;) Zaczniesz nam może?]

    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  28. [Kupa z tego wyszła, ale obiecuję poprawę!]

    Sytuacja w domu była trudna, to fakt, ale Finley wiedziała, że nie jest najgorzej. Tata obiecał jej, że przestanie tak martwić się chłopakami i że zacznie się wysypiać. Praca w Biurze Dezinformacji w obecnych czasach nie powinna być wielce przejmująca, zdecydowanie przynosiła też większe dochody, niż było to widać po Campbellach; ojciec wcale nie zarabiał mało. Problem leżał w tym, że na utrzymaniu miał trójkę dzieci, a w domu wiecznie coś się psuło; miał też brata, któremu usilnie pomagał w podtrzymaniu biznesu. Wujek wiedział, że otwarcie baru na Pokątnej nie jest najlepszym pomysłem — wiedział też, że wyrzucenie wszystkich swoich oszczędności w ten chwiejny interes nie należało do najrozsądniejszych rozwiązań. Ale wujek zrobił to, co chciał, i teraz pewnie by płakał, gdyby nie było mu głupio. Ojciec zobowiązał się, że będzie mu pomagać; pieniądze zwyczajnie więc uciekały. Z drugiej strony, w każdej chwili można było przecież zaprotestować, a kupienie nowiuteńkiej szaty dla córki nie okazałoby się nagle aż takim kłopotem — ale Finley wiedziała, w czym rzecz, i dobrze w związku z tym czuła się z używanym wyposażeniem. Głupio było jej też wymuszać na ojcu większe kieszonkowe, chociaż wiedziała, że podniesienie go nie było znowuż aż tak wielkim kłopotem. Prędzej czy później bar zacznie być opłacalny, a jeżeli nie — sprzedadzą go. Nie chodzili przecież głodni albo brudni, a jeżeli chłopcy ładnie poprosili, mogli pozwolić sobie nawet na jakiś większy wydatek.
    Dostała pieniądze, wzięła listę, poszła. Było potwornie ciepło, ulica była zatłoczona, w większości sklepów roiło się od ludzi. Kilka podręczników zdobyła już od kuzynów, łącznie z materiałami dodatkowymi, brakowało jej więc jeszcze Eliksirów, ONMS i OPCM. Tłum wypluł ją pod Esami i Floresami, więc, niewiele myśląc, skorzystała z sytuacji i weszła do środka. Prawdę powiedziawszy, nie znała swojego budżetu; pieniądze brzęczały jej w kieszeni spodni, więc z pewnością w tym pośpiechu o nich nie zapomniała, ale możliwe, że omyłkowo wzięła przydział któregoś z młodszych braci. Ojciec obiecał im, że też wstąpią na Pokątną, kiedy tylko załatwią sprawę z jakimś jego tajemniczym znajomym, więc na kuchennym stole od wczorajszego wieczora leżały wydzielone monety. Finley przysługiwał ten o najwyższej wartości, chociażby z racji tego, że poza wizytą w lodziarni i podziwianiem markowego sprzętu do Quidditcha przez szybę, musiała uzupełnić braki w wyposażeniu. Ochoczo zgarniała więc z półek potrzebne jej pozycje, a kiedy zaopatrzyła się już we wszystko, grzecznie podeszła do lady.
    Dopiero cena podana jej przez sprzedawcę i porównanie jej z zasobami kieszeni otrząsnęło ją. Powinna mieć jeszcze kilka sykli i knutów, w sumie może i galeona, ale z prostego rachunku jasno wychodziło na to, że w danej chwili nie mogła zapłacić za wszystkie książki. Finley uśmiechnęła się krzywo, czując, jak oblewa ją zimny pot; była pewna, że w momencie wszyscy obecni w księgarni odwrócili się w jej stronę.
    — Och. Przepraszam najmocniej — powiedziała, sprawdzając na liście odhaczone tytuły. To jedyne, co wymyśliła w tak krótkim czasie; chrząknęła, podnosząc wzrok i rozglądając się wokół. Poza chłopakiem stojącym za nią w kolejce, zajętym zresztą opisem jakiejś potwornie ciekawej książki, nikt chyba nie mógł usłyszeć tej rozmowy; ludzie byli zbyt zajęci krążeniem po sklepie, aby zwrócić uwagę na taką błahostkę. — Zaszła pomyłka, nie potrzebuję Konfrontacji z bezimiennymi. Wezmę tylko te dwie, tak, dziękuję.

    Finley Campbell

    OdpowiedzUsuń
  29. Gryfonka posłała mu pełne nienawiści spojrzenie, po czym przygarnęła do siebie pancerzyki chitynowe, które za moment wrzuciła do bulgoczącej wody. Zabrała z ławki cytrynę i przekroiła ją na pół, czekając, aż Ślizgon skończy wyżywać się na biednej roślinie. Zaraz wycisnęła z cytryny sok, który zaczął obficie skapywać do naczynia. Zabrała rękę ze skórką, przypatrując się jak ten dalej miesza ze sobą składniki.
    - Moja matka nauczyła mnie, że przy niektórych nie warto trzymać języka za zębami. Co, kole w oczy, kiedy ktoś nie ucieka przed tobą gdzie tylko pieprz rośnie, dając ci wszystko, czego zapragniesz? – wysyczała przez zęby. Miała coś jeszcze powiedzieć, lecz wtem wtrąciła się nauczycielka:
    - Weasley, Malfoy, skończyliście już? Nie widzę nad waszym kociołkiem tęczy.
    Rose przygryzła dolną wargę. Odsunęła się od Ślizgona, wzrokiem uciekając gdzieś w bok. Niepotrzebnie dała się sprowokować. Niepotrzebnie w ogóle zaczęła z nim rozmawiać. Niepotrzebnie w ogóle zgadzała się na to chore zadanie!
    - Potrzebujemy jeszcze chwili, pani profesor.
    - Myślę, że pójdzie wam szybciej, jeśli skupicie się na eliksirze, nie na sobie.
    Przez klasę przebiegł szmer chichotów i zduszonych śmiechów. Za to Rose zaczerwieniła się i wbiła wzrok w blat stołu. Mruknęła pod nosem coś w stylu „tak, pani profesor”, po czym przygarnęła do siebie fasolki, które zaczęła rozcinać na pół.
    Postanowiła już, że dzisiaj więcej do Malfoya się już nie odezwie. Nie pozwoli, aby po raz kolejny ktoś jej zwracał uwagę i ktoś prawił złośliwości na temat jej i Ślizgona. W dodatku Ślizgona, z którym nie chciała mieć zbyt wiele wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  30. Była tak zajęta sprawdzaniem w podręczniku, czy niczego nie zapomnieli, niczego nie przeoczyli, że nawet nie zwróciła uwagi, co obok niej najlepszego wyrabia Scorpius. Mruczała pod nosem kolejne składniki, które wylądowały już w kociołku i najpewniej zdążyły się już w najlepsze rozpuścić. Wyglądało na to, że to już wszystko. Wystarczyło tylko teraz zwiększyć ogień i odczekać piętnaście minut, a dopiero potem…
    Gdy odwracała się już do mamroczącego coś pod nosem Scorpiusa, nagle ogłuchła. I oślepła. Być może nawet umarła – tak z niczego, tak niespodziewanie. Ale jeśli tak, niebo, czy tam inna śmierć, pachnie naprawdę okropnie. Jak odór przegniłego sera…
    Podniosła dłoń i odgarnęła z twarzy obrzydliwą maź, która nagle się tam znalazła. Następnie spojrzała na blat stołu, na kociołek – a raczej na miejsce, w której powinien się znajdować. Później przeniosła wzrok na innych uczniów. Ci stojący najbliżej nich, na szatach mieli piękne zgniłozielone plamy po mazi, niektórzy również jeszcze pozbywali się jej z twarzy. Potem spojrzała na nauczycielkę, która ani trochę nie wyglądała na zachwyconą. Z niesmakiem spoglądała to na Rose i Malfoya, to na resztki cynowego kociołka pod jej stopami. Na samym końcu natomiast spojrzała na Malfoya.
    Gdyby była w innej sytuacji, wybuchłaby śmiechem. Wyglądał naprawdę idiotycznie, umazany papką wątpliwie przyjemnego koloru. Ale, z drugiej strony, ona w tym momencie nie wyglądała lepiej. Wzięła głęboki wdech i zamknęła oczy. Zaraz wzięła kolejny. Zacisnęła dłonie w pięści. Kolejny. Zaczęła liczyć do dziesięciu.
    - Panie Malfoy – odezwała się lodowatym wręcz głosem profesor, przeszywając go wzrokiem na wylot. – Czy może nam pan wytłuma…?
    - To moja wina, pani profesor – odezwała się Rose, zanim dokładnie zdążyła to przemyśleć. Nauczycielka zamilkła, cisza panująca w klasie stała się jeszcze cięższa i bardziej nieprzyjemna. – Czytałam kiedyś inny przepis na ten eliksir, chciałam spróbować uwarzyć go w drugi sposób. Ale nie zapamiętałam go dobrze. Przekonałam Malfoya, że w ten sposób wykonamy zadanie szybciej. To tylko i wyłącznie moja wina.
    W głowie wciąż przekonywała się do tego, że nie ma czego żałować i postąpiła słusznie, narażając jeszcze przy tym swoją wątpliwie pozytywną reputację na wyśmianie i poddanie w wątpliwość. Nie był tego wart.
    Teraz jednak już za późno.
    - A więc, panno Weasley, zostanie pani po zajęciach i posprząta pani klasę. Za tydzień powtarzamy eliksir. Tym razem według przepisu z podręcznika.
    Wszyscy, szepcząc przy okazji kpiące i pełne nienawiści komentarze pod adresem Rose, w stylu „nadęta kujonka”, „jednak nie we wszystkim jest taka dobra”, „patrzcie, jaka sprytna suka”, zaczęli pakować swoje rzeczy. Tylko Weasley stała z zamkniętymi oczami, licząc tylko, że wszyscy jak najszybciej zabiorą się z sali.
    Najbardziej jednak w tym momencie nie odpowiadał jej sąsiad w ławce, który nadal nie uciekł, gdy tylko miał najbliższą ku temu okazję. Chciała, żeby zniknął. Teraz.
    - Wynoś się stąd, Malfoy – wysyczała tylko pod nosem, pilnując się, aby samemu nie wybuchnąć, jak przeklęty kociołek. – Nie chcę cię już widzieć.

    OdpowiedzUsuń
  31. W skupieniu czekała, aż wszyscy uczniowie wyjdą w końcu z sali, aby następnie zabrać się za naprawianie szkód, jakie narobił Scorpius. Jakoś. Rozumiała, że można nie mieć talentu do eliksiru, ale żeby uwarzyć spleśniały ser i obryzgać nim całą klasę? Litości.
    - Panno Weasley – odezwała się nauczycielkę, kiedy również i ona opuszczała salę. – Nie wiem, dlaczego pani to zrobiła, ale nie nauczy pani warzyć pana Malfoya eliksirów, jeśli nie będzie ponosił odpowiedzialności za swoje czyny.
    - Jak wspomniałam, to ja…
    - Bądźmy ze sobą szczerzy, panno Weasley. – Po czym wyszła z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.
    Może i profesor miała rację – ale było już za późno, aby się wycofać. Przysięgła sobie w duchu, że następnym razem, jak tylko zobaczy Malfoya, zabije go od razu, wolno i boleśnie. Przez całe popołudnie wyobrażała sobie jego skwaszoną minę po kolejnych urokach, jakimi mogłaby go obdarować. Pomagało jej to pogodzić się z obecną sytuacją – i przy tym nie dopuszczała do siebie myśli, że to również i jej wina. W końcu zgodziła się na ten układ. Bo nie potrafiła odmówić nauczycielce. Nie potrafiła jej zawieść.
    A więc teraz wpakowała się w bagno. Wyjątkowo cuchnące i nieprzyjemne bagno.
    ~ * ~
    Spędziła cały wieczór na czyszczeniu klasy od eliksirów. Niektóre zaklęcia okazały się być zbyt słabe, żeby usunąć obrzydliwą maź, a więc musiała to zrobić własnoręcznie. Nie przyszła na kolację – wolała głodować, niż pokazać się w takim stanie, w jakim urządził ją Malfoy. Miast tego udała się, z czystymi już ubraniami, do łazienki prefektów, gdzie spędziła kolejne dwie czy trzy godziny. Przez ten czas walczyła ze sobą intensywnie, aby po prostu nie wybuchnąć płaczem.
    Może wyglądała na taką, której plotki i kpiące komentarze pod jej adresem nie obchodzą. Ale nigdy tak nie było, nigdy nie potrafiła się odciąć od zdania innych na swój temat. Gdyby było inaczej – nie byłaby dzisiaj prymuską, znienawidzoną kujonką, panną idealną, tą piekielnie zdolną córką tej Hermiony Granger, która potrafi i może wszystko. Byłaby dzisiaj Jamesem Potterem albo Syriuszem Blackiem swoich czasów – jako dziecko miała przecież podobne poczucie humoru. Wychowała się wręcz w Magicznych Dowcipach Weasleyów, znała doskonale działanie każdego sprzedawanego przez nich produktu i przysięgała sobie wtedy, że przyjdzie do Hogwartu z zapasem na cały rok. Będzie podawała czekoladki wywołujące ogromne pryszcze nauczycielom, dosypie im do soku dyniowego proszku wywołującego wymioty czy biegunkę. Otworzy własny, nielegalny interes i będzie sprzedawać eliksiry, żeby inni mogli nie iść na zajęcia.
    Ale nauczyciele mieli już inny pomysł, a matka, którą zawsze miała za wsparcie i ojciec, który zawsze był dobrym kumplem, stanęli po ich stronie. Ich, nie jej. Przyciągnęła kolana pod brodę i zamknęła oczy, zaciskając powieki. Czasami chciałaby, aby w jej życiu pojawił się jakiś książę na białym koniu i wyrwał ją ze środka tej przeklętej maskarady, z gry, która toczyła się nie według jej zasad. Albo żeby chociaż pewnego dnia obudziła się i zrozumiała, że to wszystko to był tylko wyjątkowo podły koszmar senny. Chciałaby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejnym tygodniu obłożyła się taką ilością pracy, że nawet nie miała czasu myśleć o plotkach, które czasem do niej docierały. Nie miała kiedy zastanawiać się nad pełnymi jadu słowami skierowanymi w jej stronę. Po prostu szła przed siebie – jakby ktoś założył jej klapki na oczy. Wykonywała prace domowe na następne dwa tygodnie, a przy tym miała uczestniczyć w zebraniu prefektów i ustalić grafik na najbliższy miesiąc, na listopad. Zrobić podsumowanie miesiąca i zastanowić się, co zrobić, aby wyeliminować ostatnich szwędaczy nocnych. Jak ich lepiej zauważyć.
      Gdzieś tam i kiedyś tam usłyszała o Nocy Duchów, która miała być w tym roku hucznie obchodzona, ale jakoś nie wzięła sobie tego do serca. Miała zamiar w ostatnią noc października porządnie odpocząć, wziąć długą kąpiel i zasnąć jak najwcześniej, aby być gotowym i wypoczętym na następne zajęcia.
      Był piątek, a ona właśnie wracała z zebrania prefektów. Zwołali je dzisiaj, żeby w weekend nie martwić się już o takie głupoty i po prostu dobrze się bawić – zważywszy na to, że Noc Duchów w tym roku wypadała we wtorek.
      Nie spodziewała się zastać kogoś przed portretem Grubej Damy. A już z całą pewnością nie JEGO. Zdążyła już przynajmniej częściowo zapomnieć o upokarzającej lekcji eliksirów, po której po prostu go zostawiła i starała się unikać, w obawie przed ewentualną chęcią posłania w jego stronę jakiegoś uroku.
      Ale tym razem było gorzej. Miała ochotę go zabić – i to po uprzednich trzech Cruciatusach. Zagryzła dolną wargę, gdy lodowatym spojrzeniem mierzyła go od stóp do głów. Czego ten cholerny dupek mógł od niej teraz, po tym wszystkim, chcieć?!
      - Malfoy – syknęła tylko w odpowiedzi, nim zdążył do końca powiedzieć to, co chciał.
      Bukiet, który wyciągnął zza pleców całkowicie zbił ją z tropu. Patrzyła to na kwiaty, to na niego dość nieufnie, oczekując, że za moment zza kolumny wyskoczy grupka jego kumpli z jakimś aparatem, żeby mieć materiał na kolejne ośmieszenie jej. Oczekiwała, że to jakiś żart, że następnego dnia Hogwart znowu hucznie będzie mówił o głupiej Weasley, która myślała, że Scorpius Malfoy naprawdę chciał wręczyć jej bukiet kwiatów. I w dodatku przeprosić…
      A mimo wszystko coś w jej głowie podpowiadało jej, że to jedno słowo, które padło z ust Ślizgona, jest szczere. Że naprawdę żałował, że tak to wszystko się skończyło i z jakiegoś niezrozumiałego powodu chciał się z nią pogodzić. Może w tym momencie była naiwna.
      - Daruj sobie, Malfoy – odparła, będąc zaskoczoną spokojnością własnego głosu. A jeszcze przed momentem brzmiała, jakby miała zamiar wrzucić go do sali tortur. – Zamek jeszcze dobrze nie skończył mówić o tej rudej, nadętej kujonce, której pewien Ślizgon utarł nosa na lekcji eliksirów, a ty chcesz, żeby powstała kolejna plotka, o tym samym Ślizgonie i tej samej kujonce, która uwierzyła, że naprawdę jest mu z tamtego powodu przykro?
      Skrzyżowała ramiona pod biustem. Mogła teraz odejść po prostu do Pokoju Wspólnego, ale chciała wysłuchać tego, co miał jej do powiedzenia. Z jakiegoś powodu.
      Może jakąś częścią siebie naprawdę mu uwierzyła.

      Usuń
  32. Krzyk Grubej Damy kompletnie zbił ją z tropu. Obróciła głowę, aby na nią spojrzeć. W tym momencie żałowała, że obrazy w tym zamku nie są zwykłymi, jakie mugole mają w swoich salonach, które nie potrafią mówić, nie rozumują i z całą pewnością nie reagują na takie sytuacje jak ta.
    Dalej wszystko potoczyło się zbyt szybko, aby mogła skojarzyć, co się w ogóle z nią dzieje. Ślizgon złapał ją za rękę, pociągnął za sobą za kolumnę, a ona nawet nie zdążyła otworzyć ust, aby krzyknąć czy jakkolwiek zareagować na jego dotyk, którego na chwilę obecną sobie w ogóle nie życzyła.
    Nie zapominajmy, że jeszcze przed momentem była skłonna go zabić.
    A teraz słuchała go w całym skupieniu, wciąż nie do końca mu ufając, nie do końca rozumiejąc, dlaczego zależy mu, aby jej podziękować. Czy tacy jak on nie powinni podchodzić do życia, że wszystko im się z góry należy? Przygryzła dolną wargę i zerknęła raz jeszcze na bukiet.
    Mogłaby go nie przyjąć. Mogłaby zbesztać Malfoya i wyrzucić go razem z tymi kwiatkami, ale… ale tego nie zrobi. Dość niepewnie zabrała bukiet z jego dłoni i przygarnęła do siebie, pod klatkę piersiową. Do jej nozdrzy dotarł ich przyjemny zapach. Podniosła wzrok, by spojrzeć raz jeszcze na jego twarz.
    Nadal nie wiedziała, dlaczego mu w tym momencie zaufała. I w zasadzie mogłaby mu od razu powiedzieć, dlaczego postanowiła chronić jego skórę, dumę i reputację, ale nie. Gdyby się dowiedział o planie jej i nauczycielki, z całą pewnością nic już by z tego nie wyszło.
    Chociaż nie powinno jej na tym zależeć.
    - Są naprawdę ładne – powiedziała zamiast tego. I nawet postarała się o lekki uśmiech. – Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  33. Na moment między Gryfonką a Ślizgonem zapadła niezręczna cisza. Weasley zaczęła zastanawiać się czy powinna coś jeszcze powiedzieć, czy już sobie pójść, żeby zakończyć tą dość żenującą sytuację. No i… musiała się zastanowić poważnie nad tym, co właściwie się przed momentem wydarzyło.
    Poskładajmy to wszystko do kupy. Zgodziła się przypilnować, aby Scorpius Malfoy wyszedł na ludzi z eliksirami. Ten rozwalił jej kociołek, a ona go obroniła, wciskając kit wszystkim uczniom i przy okazji zsyłając na siebie falę plotek i nienawiści, a niecały tydzień później ten sam Scorpius Malfoy czeka na nią z kwiatami przed Pokojem Wspólnym.
    Okay, nadal nie odnajdywała w tym logiki.
    Zaraz jednak wzdrygnęła się, gdy usłyszała popiskiwanie młodszych dziewczyn, chyba z czwartej klasy. Przez moment bała się, że po raz kolejny w zamku zawitają plotki, tym razem przez te małe rozmarzone uczennice, ale te zdawały się być tak przejęte jakimś Fredem, że nawet nie zauważyły Malfoya i Weasley z bukietem kwiatów.
    Tym lepiej.
    Spojrzała znów na Scorpiusa, gdy podjął się poruszyć temat Nocy Duchów. Z każdym jego kolejnym słowem ten i tak nikły uśmiech znikał coraz bardziej, a Gryfonka marszczyła brwi. Nie przerywała mu, próbowała sobie po prostu wyobrazić jego i ją na balu z okazji Nocy Duchów.
    Pokręciła gwałtownie głową, jeszcze zanim zdążyła w myślach skonfrontować pomysł na spędzenie nocy wśród ludzi, a pomysł na spędzenie nocy w wannie i dormitorium, z daleka od ludzi.
    - Jeśli chcesz zdementować plotki, po prostu trzymaj się ode mnie z daleka – powiedziała, po czym wyminęła go, nie dając mu nawet szansy na przekonanie jej do tego pomysłu. – Albo zrób coś, żeby mówili o czymś innym i zapomną. Ty natomiast zapomnij o tym, że z tobą tam pójdę. Dobrej nocy, Malfoy.
    Po tych słowach oddaliła się w stronę portretu Grubej Damy, podała jej hasło i czym prędzej schowała się w dziurze za obrazem. Gdy natomiast znalazła się już w Pokoju Wspólnym, oparła się o ścianę i odetchnęła głęboko.
    Co to wszystko w ogóle było?

    OdpowiedzUsuń
  34. [Dziękuję ogromnie!
    Ależ świetny ten Twój Scorpius. Po przeczytaniu Przeklętego dziecka nabrałam sympatii do tej postaci. A Twój kradnie serce! Do tego ten idealny wizerunek; piękny człowiek.
    Czy Scorpius pokusiłby się o wątek z Trixie?]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń
  35. Musiała znaleźć gdzieś wazon, żeby jej kwiatki za szybko nie zwiędły. Poprosiła w tym przypadku o pomocy Lily, bo sądziła, że to bardziej prawdopodobne, że właśnie ona będzie coś takiego posiadała, niż sama Rose. Od Rose wszyscy uciekali, a w życiu miała tak naprawdę tylko jednego chłopaka, który dodatkowo wykańczał ją psychicznie. Od tamtego momentu nauczyła się, że ufać warto jedynie swojej własnej rodzinie – lub tym, którzy są najbliżej tejże rodziny, czyli dla przykładu Teddy’emu Lupinowi.
    Koleżanki z dormitorium jakoś baczniej i dziwniej przyglądały się rudej. Nic dziwnego, skoro do tej pory nie wykazywała żadnych przejawów zauroczenia czy choćby zainteresowania żadnym chłopakiem. Aż tu nagle na jej szafce nocnej pojawił się bukiet…
    Ile razy na niego spojrzała, tyle razy jej myśli wędrowały do Scorpiusa i jego zaproszenia na Noc Duchów. Właściwie dlaczego ją zaprosił? Naprawdę tak mu zależało, żeby ludzie przestali o niej źle mówić? Jaki w tym miał niby interes? Ale jeśli nie dlatego ją zapraszał – to dlaczego? W historię, że mu się podoba, w życiu by nie uwierzyła. Zakpić z niej mógł równie dobrze i wtedy, gdy wręczał jej kwiaty. Kompletnie nic już z tego nie rozumiała.
    Nadszedł jednak dzień, w którym Rose znów musiała pojawić się na eliksirach. I oczekiwała, że raczej wszyscy będą pamiętali doskonale to, co przytrafiło im się ostatnio. W dodatku dzisiaj mają powtarzać cały eksperyment…
    Westchnęła, gdy zajmowała miejsce i wyciągała z torby podręcznik do eliksirów. Sądziła, że raczej wszyscy będą jej unikać, ale, ku jej zdumieniu, ktoś się do niej przysiadł. Gdy odwróciła głowę, stwierdziła ze zdumieniem, że był to sam Scorpius Malfoy. Nie widziała się z nim od tamtego dnia, w którym odrzuciła jego propozycję. Sądziła, że tym samym pogrzebała ich szansę na jakąkolwiek znajomość, dobrą relację.
    Nie odezwała się do niego słowem. Chyba przestała rozumieć jego działanie już w tamten piątek. Bez słowa również wstała z miejsca, gdy nauczycielka oznajmiła początek ich zadania. Miała chwycić już w dłonie figi, aby rozpocząć gotowanie eliksiru od nowa, ale on ją ubiegł. Spojrzała na niego ze zdumieniem, ale postanowiła się nie szarpać.
    Wprawił ją tym samym w jeszcze większe zmieszanie. Nie pomagała również emanująca od niego pewność siebie, jakby doskonale znał ten przepis i dobrze wiedział, co robi. Chwyciła bez dyskusji piołun, cytrynę i moździerz i rozpoczęła rozgniatanie rośliny. Nie spieszyło jej się, w głowie przewijały się tysiące myśli, setki pytań… i nie spodziewała się dostać odpowiedź. Dodała soku z cytryny, wymieszała raz jeszcze piołun wraz z nim i odstawiła, żeby roślina nim przesiąknęła. Według przepisu, trzy minuty.
    - Coś mam jeszcze zrobić? – zapytała Rose. Czuła się naprawdę dziwnie, gdy to nie ona wydawała tutaj rozkazy i nie ona grała pierwsze skrzypce w całym zadaniu.

    OdpowiedzUsuń
  36. Rose bez słowa wpatrywała się, jak Scorpius z dumą i pewnością siebie wrzuca kolejne składniki do kotła, mieszając o określoną liczbę obrotów w dobrym kierunku. Śledziła dokładnie wzrokiem jego kolejne posunięcia, aby czasem nie wysadził w powietrze kolejnego kociołka. Tym razem mogłoby się to skończyć już utratą punktów, a nie sprzątaniem sali, które zresztą odbębniła za niego Rose i po słowach nauczycielki nie miała zamiaru jeszcze raz winy brać na swoje barki.
    Chociaż po ostatnim prezencie, jaki od niego dostała, spoglądała na niego nieco łaskawszym wzrokiem, a przynajmniej jak na kogoś, kto potrafi się czasem przyznać do błędu. Co prawda bez świadków, w cieniu za kolumną, twarzą w twarz – ale to i tak już jest coś więcej niż udawanie, że nic się nie stało, a kłamstwo gładko sprzedane ludziom jest prawdą.
    Gdy skończył, usiadła powoli na krzesło obok niego, jakby zupełnie nie wierząc, że Scorpius Malfoy to Scorpius Malfoy. Może jakiś Krukon uwarzył sobie eliksir wielosokowy i się pod niego podszył? To niemożliwe, aby ten sam Ślizgon, który ostatnio osmolił całą klasę zielonkawą papką tym razem warzył eliksir jak prawdziwy mistrz, w dodatku tak pewny swoich czynów, że Weasley wręcz nie śmiała się wtrącać.
    Zresztą, nie miała po co.
    Piętnaście minut zdawało się wlec jak żółw. Jednak gdy w końcu kwadrans minął, ruda powoli podniosła się, machnęła swoją różdżką, która od sześciu lat nie chciała jej do końca odpowiednio słuchać i czekała. Jednak czerwonawy dotąd płyn zmienił barwę na jaskrawożółtą, a z kociołka promieniowała tęcza we wszystkich swoich kolorach.
    - Panna Weasley oraz pan Malfoy ukończyli już zadanie. Jak widzę, wzorowo. Możecie już się powoli pakować. Ach, panno Weasley. Poproszę panią o pozostanie na moment w sali, po zakończeniu naszych zajęć.
    ~ * ~
    Minuty mijały potwornie powoli, a Rose wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Czy to naprawdę był ten Scorpius Malfoy? Ten zarozumiały dupek, plujący jadem jak niejeden wąż? Ten nieznośny blondyn, który myśli, że może wszystko, a w rezultacie nie potrafi nic?
    Uczniowie wyszli z klasy, za nimi zatrzasnęły się drzwi, a Rose została sam na sam z nauczycielką eliksirów.
    - Przyznam szczerze, że po pierwszych zajęciach zwątpiłam. Teraz jednak muszę zwrócić pani honor, panno Weasley. Obserwowałam was cały czas. Pan Malfoy zrobił niemałe postępy. Nie wiem, jak udało się pani zmotywować go do pracy nad sobą, ale proszę to robić częściej. Na przykład przy nadchodzącej pracy domowej, która zostanie zadana po następnych zajęciach. Naprawdę, jeśli ten stan się utrzyma, będę musiała pomyśleć o jakiejś specjalnej nagrodzie dla pani. Na chwilę obecną mogę tylko Gryffindor nagrodzić punktami.
    - Tak… - mruknęła niemrawo Rose, która zmuszona wręcz została do wrócenia myślami do tamtego dnia, w którym Malfoy pojawił się przed jej pokojem wspólnym z bukietem kwiatów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal nie rozumiała, czym mogła go zmotywować, o ile to w ogóle jej zasługa, ale on przyczynił się do tego, aby Gryffindor otrzymał dodatkowe punkty. A ona sama, pochwałę. I dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo nie w porządku się wobec niego zachowała. Chociaż wtedy nie wierzyła, przyszedł do niej z ręką na sercu. A ona go odtrąciła. Jak prawdziwa suka, bo nie było teraz lepszego określenia na tenże tytuł. To było bardzo… bardzo nie w porządku.
      - Przepraszam, pani profesor, ale zapomniałam, że muszę coś jeszcze załatwić przed kolacją. – Po czym chwyciła torbę w dłoń i wybiegła z klasy.
      Cholera, tylko którędy teraz mógł udać się Ślizgon? Nie wiedziała, gdzie jest Pokój Wspólny Slytherinu. Rozejrzała się bacznie i pobiegła w stronę, po której dostrzegła jeszcze odchodzącego ucznia. Minęła go, a nieco dalej dostrzegła wysokiego chłopaka o jasnych włosach – który w każdym calu w tym momencie przypominał tego, kogo szukała.
      - Malfoy! – zawołała za nim i przyspieszyła kroku. Złapała go za ramię i obróciła może zbyt brutalnie w swoją stronę. Zaraz go jednak puściła i na moment zamknęła oczy, aby uspokoić oddech po tym jakże długim i wyczerpującym biegu. Obok nich przeszedł tenże ostatni uczeń, którego wcześniej minęło. – To znaczy… Scorpius. – Niełatwo było jej zwrócić się do niego po imieniu. Nie do końca wiedziała, dlaczego. Podniosła wzrok, aby spojrzeć w jego jasne oczy. I stwierdziła, że chyba jeszcze nie była na tego typu kontakt, bo zaraz uciekła wzrokiem w bok. – Ja… to znaczy… robisz coś dzisiaj po kolacji? Pomyślałam, że moglibyśmy pójść na Noc Duchów… razem. Tak, jak mówisz, dla zdementowania plotek.
      Oczywiście, że dlatego Rose. Bo jaki mógłby być inny powód twojego zaproszenia na… tak jakby randkę?

      Usuń
  37. Wszystkiego się spodziewała. Wyśmiania, odmowy, usprawiedliwienia, że ma jakąś dziewczynę trzymaną w tajemnicy przed dziennikarzami, popukania się po głowie, puszczenia nawet jakiegoś uroku. Albo po prostu stwierdzenia, że miałaś okazję, odmówiłaś – dziękuję, pakujemy klocki, koniec zabawy.
    Ale nie tego.
    Otworzyła lekko usta, jakby miała już coś odpowiedzieć, ale… nic nie przyszło jej do głowy. Dlatego stała przez moment, z głupio otwartymi ustami, czując, jak się czerwieni i – cholera – nic nie mogła na to poradzić!
    Ona i Malfoy? Na randce? To… nie byłoby do pomyślenia. Ona, Rose Weasley, nie chadzała na randki od… od roku jakoś – i postanowiła sobie, że nigdy już nie pójdzie. A na pewno nie z kimś takim pokroju Scorpiusa Malfoya.
    W ogóle, co to znaczy, że zaprasza go na randkę. Jasne, że nie!
    Podniosła wzrok, aby spojrzeć mu w twarz i skrzyżowała ramiona pod biustem. Chciała chociaż wyglądać na osobę, która miała całą sytuację pod kontrolą. Chociaż nie miała. Wcale.
    - Czekaj… - zmarszczyła brwi, jakby coś właśnie do niej dotarło. – Czyli w piątek, gdy się pojawiłeś przy pokoju wspólnym Gryfonów z tym bukietem… też chciałeś mnie zaprosić na randkę? – uraczyła go tak zdziwionym spojrzeniem, jak jeszcze nigdy w życiu. Zaraz jednak machnęła ręką. Głupi pomysł. Po co w ogóle go pytała? Na pewno on, Scorpius Malfoy, mógł sobie wybrać lepszą kandydatkę do wyjścia niż jakaś tam ruda, nadęta baba. – Zapomnij – mruknęła pod nosem i odwróciła się, żeby odejść.
    Baw się dobrze – dodała w myślach. Lecz w środku cała wręcz się gotowała. Wygłupiła się. Nic więcej. Chciała być miła, być może go lepiej poznać – może dowiedzieć się, co go natchnęło do wyrycia na blachę eliksiru. Po raz pierwszy od czasów niepamiętnych wyszłaby z dormitorium podczas imprezy, z własnej, nieprzymuszonej woli.
    Ale może nawet lepiej. Przecież i tak nie miała żadnego kostiumu. Po co miałaby tam iść z jakimś tam Ślizgonem, lepiej się będzie bawiła w dormitorium!
    Sama… z książkami…
    Tak…

    OdpowiedzUsuń
  38. Bogin. A więc to był bogin. Dała się złapać na tak banalną sztuczkę, jaką było użycie bogina! Jak mogłaby nie załamać się jeszcze bardziej? Sam Draco Malfoy jak i fretka, w którą za moment się zmienił, wszystko to działo się jakby we mgle.
    A ona czuła się źle. Poczuła się nagle bezradna, bezużyteczna. Poczuła się… naga. Naga przed Scorpiusem Malfoyem, którego tak naprawdę dopiero co poznała.
    Co jej odwaliło, żeby pójść na tą zabawę. Mogła zostać w dormitorium i udawać, że nic ją nie obchodzi to, że na dole dobrze bawią się ludzie, a ona nie miała z kim pójść. Może przy okazji Scorpius znalazłby sobie jakąś ładną towarzyszkę. Może zniszczyła mu właśnie życie…
    Gdy odwróciła się, złapała jeszcze tylko za różdżkę i wybiegła. Nie pamiętała zupełnie drogi, jaką biegła – kolejne korytarze nie miały znaczenia. Wszystko wydawało się jakby prostsze, jakby ktoś wręcz pomagał jej wydostać się z tego labiryntu. Przecisnęła się szybko między uczniami, aby wybiec z sali, aż na schody.
    Przy nich to zatrzymała się, złapała się poręczy i zaniosła się płaczem. Zbyt długo była silna, zbyt długo to wszystko w sobie trzymała. A teraz… teraz Scorpius Malfoy poznał jej największą obawę. Jej największą obawą była jej… przeszłość.
    Zdjęła buty z nóg i pobiegła dalej boso, bo obcasy zdecydowanie tylko ją opóźniały, a w dodatku sprawiały, że bolały ją stopy, co nie pomagało opanować emocji. Chciała wyglądać na opanowaną chociaż do…
    Do łazienki Jęczącej Marty, do której właśnie wpadła. Rzuciła czerwone buciki w kąt i stanęła nad umywalką, łkając i patrząc na swoje żałosne odbicie w lustrze. Różdżką zdjęła jasną farbę z włosów. Te stały się znów płomiennorude, niemal tak czerwone jak sukienka. Pamiętając, że kiepsko jest tutaj z wodą, wyjąkała zaklęcie napełniające i zmyła swój misternie malowany wcześniej makijaż. I tak w tym momencie był już ruiną.
    A potem przysiadła w rogu łazienki. Przyciągnęła kolana pod brodę i schowała twarz za własnymi ramionami.
    Zamierzała tutaj już zostać. Na zawsze. Może będzie drugą Jęczącą Martą. Ona była z Ravenclawu, więc dołączy do niej brzydka, nielubiana, jęcząca Rose. Kogo to będzie obchodziło?

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie wiedziała, ile już tam siedziała. Jakiś czas… na pewno. Nawet Jęcząca Marta nie zwróciła na niej zbytniej uwagi, gdy przelatywała przez łazienkę. Tylko złośliwie się zaśmiała, aby zaraz wskoczyć do rury odpływowej, gdzie uwielbiała z jakiegoś powodu przebywać.
    Oddychaj, Rose… nic się przecież nie stało. Tylko… tylko Scorpius Malfoy dowiedział się o tobie całej prawdy. Prawdy, której nie powinien znać. A z drugiej strony, tobie nie powinno na nim zależeć. Nie powinnaś się przejmować, że być może nie będzie chciał już nawet na ciebie spojrzeć. A może boisz się nadal, że rozpowie po całej szkole, czego tak naprawdę boi się przemądrzała panna Weasley? I jaka jest naprawdę? A jest… słaba. Jest zerem. Przecież o tym doskonale wiesz.
    Nawet jej myśli nie pomagały jej w uspokojeniu się, a kolejne łzy napływały niemal strumieniami. Chciała odciąć się od tego wszystkiego, ale… nie potrafiła. Starała się wyprzeć obraz Scorpiusa ze swojej głowy. A gdy zaczęło jej się to udawać i nawet zaczęła panować nad swoimi łzami, usłyszała… właśnie jego.
    Podniosła lekko głowę, tak tylko, aby swoimi zaczerwienionymi oczami spojrzeć na niego i schować znów ją za swoimi ramionami. Przyciągnęła kolana jeszcze bliżej swojego ciała.
    Był ostatnią osobą, jaką chciała teraz widzieć. Po co tu w ogóle za nią przyszedł?
    Gdy usłyszała to ostatnie słowo, zaśmiała się. Nie chciała tego, nie kontrolowała, ale po prostu parsknęła śmiechem. I nie było w nim nic z wesołości.
    - Ty? Mnie? – podniosła głowę, aby na niego spojrzeć. – Za co mnie przepraszasz, Scorpius? Że usłyszałam na swój temat parę gorzkich słów? Że tego właśnie przez cholerne sześć najbardziej się bałam? Że przez całe cholerne sześć lat bałam się przyznać przed samą sobą, jaka jestem naprawdę? A teraz… Przyznałam się nie tylko przed sobą.
    I znów opuściła głowę, czując, jak gardło jej się zaciska z bólu, a do oczu napływają kolejne łzy.
    - Wyjdź stąd – rzuciła tylko krótko. – Chcę zostać sama. To mi wychodzi ostatnio najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  40. W duchu modliła się, aby jej posłuchał i poszedł sobie w najlepsze. Aby okazał się taki, jak myślała o nim na samym początku – żeby nie przejmował się rudą, zapłakaną zołzą siedzącą w kącie łazienki Jęczącej Marty, a postanowił bawić się dalej, wedle własnej woli, z dziewczynami, które o wiele bardziej niż ona były godne jego uwagi.
    No bo, nie oszukujmy się, łączą ich przecież tylko eliksiry. I jeszcze jakieś głupie plotki o utarciu nosa – teraz pewnie będą o tym, że Scorpius i Rose pojawili się razem na balu z okazji Nocy Duchów. W duchu przeklinała się za ten idiotyczny pomysł i, że postanowiła jednak zgodzić się na to wspólne wyjście.
    Nie powinna była. Powinna była siedzieć w zamknięciu, z daleka od innych. I tak dalej przeżyć swoje nędzne życie, goniąc postawiony przed nią ideał, mimo że tego przecież nie chciała.
    Ale usiadł obok niej. Nie krzyczała już więcej, nie miała na to siły. Skoro chce siedzieć w towarzystwie takiego wraka, jakim w tym momencie była ona – niech sobie siedzi. Uda jej się za moment pozbierać i sobie pójść, do dormitorium, tam, gdzie będzie bezpieczna.
    Zadrżała lekko przez dotyk jego dłoni na swoim ramieniu. Ostatnimi czasy zbliżyli się do siebie tak szybko, że… że za szybko. W jeden dzień z nazwiska przeszli na imię, a i wzrosły między nimi jakiekolwiek kontakty fizyczne. Każdego innego wyzwałaby za to, że ośmielił się złapać jej podbródek i zmusić, aby tylko na niego spojrzała. Utkwiła więc spojrzenie swoich ciemnych oczu w jasnych tęczówkach Scorpiusa.
    A on powiedział jej dokładnie to, co chciała teraz usłyszeć. Chociaż… wolałaby, aby sam o tym nie wiedział. Jak teraz dalej będą wyglądać ich lekcje eliksirów, gdy ten będzie wiedział o jej największym lęku?
    Z drugiej strony… ona wiedziała, czego boi się on. Lub kogo. I, naprawdę, częścią siebie była w stanie go zrozumieć. Druga część jej natomiast była zdumiona. W końcu tyle lat żyła w przekonaniu, że Scorpius jest do swojego ojca podobny. Zupełnie, jakby nie widziała przez ten tydzień, jak bardzo się od niego różni.
    - Dziękuję – wyszeptała jedynie. Zaraz jednak znów wbiła spojrzenie w swoje kolana. – Ale to prawda. – Pociągnęła raz jeszcze nosem. Nie wiedząc, czemu, łatwiej było jej mówić i łzy przestały napływać do jej oczu, gdy wiedziała, że obok ma kogoś, kto jest w stanie ją zrozumieć. I nikomu nie wygadać tego, co sam zobaczył. – Gdy przyszłam do Hogwartu, byłam zupełnie inna. Tata wróżył mi karierę wujków Freda i George’a – odparła, a na jej ustach, na ich wspomnienie, zabłąkał się nieśmiały cień uśmiechu. – Ale nauczyciele… oni woleli widzieć we mnie moją matkę. Idealną, zawsze przygotowaną do lekcji, ze świetnymi stopniami, ambitną. Nigdy nie sądziłam, że nauczyciele będą potrafili wywrzeć taką presję. A ja… ja byłam sama. Tata przestał się za mną wstawiać, a matka przestała milczeć. Sama nie wiem, kiedy zaczęłam ich słuchać i chodzić do biblioteki co najmniej raz dziennie, aby dobrze się przygotować na następne zajęcia. Zostawiłam wtedy wszystkich przyjaciół, żeby się uczyć. Gdy się zorientowałam, co właściwie się stało, różnica między nami była tak wielka, że… nie miałam już drogi powrotu. Poddałam się, bo tak było wygodniej. Mój dom dostawał kolejne punkty, a ja w końcu znalazłam w kopercie odznakę prefekta. I w końcu… - zupełnie nie wiedziała, kiedy jej gardło znów zacisnęło się, nie pozwalając jej wypowiedzieć następnych słów. Chwilę to trwało, zanim rozproszyła kolejne napływające do oczu łzy. – W końcu matka była ze mnie dumna. Byłam… idealna. Ale ja nigdy nie chciałam taka być. Chciałam mieć przyjaciół, rzucić książki w kąt, przyjść na lekcje nieprzygotowana i bawić się. Być naprawdę szczęśliwą. – Podniosła głowę. Nie zauważyła nawet, gdy kolejna łza popłynęła po policzku. – Ale nie oszukujmy się. Nikt nie chce nawet ze mną porozmawiać na tematy inne niż szkoła. Zaczęłam godzić się już z myślą, że… - Jej głos załamał się, dlatego zniżyła go do szeptu. – Do końca życia będę samotna. Znienawidzona. Odepchnięta.

    OdpowiedzUsuń
  41. Otarła wierzchem dłoni łzę spływającą po policzku. Może Scorpius faktycznie miał rację, może była głupia, że tak po prostu się poddała. Ale z drugiej strony – nie ma teraz siły, aby tą całą zabawę przerwać. Wszyscy uwierzyli już w to, że jest młodszą wersją Hermiony. Hermiony, której Rose z całego serca nienawidziła.
    No i… jeśli faktycznie by jej się udało – czy nie utraciłaby rodziny? Nie wiedziała czy Ted jej nie zostawi, widząc, jak bardzo się zmieniła. Co powie Ron, kiedy dowie się, co tak naprawdę Rose myśli o swojej matce? A Hugo… och, Hugo. Była jego siostrą, a zupełnie go nie znała. Oddalili się od siebie właśnie wtedy, kiedy postanowiła się poddać.
    - Spójrz na mnie, Scorpius – westchnęła, ale widocznie się już uspokoiła. Przynajmniej każde słowo nie wymagało od niej wysiłku. – Kogo widziałeś jeszcze dwa tygodnie temu, widząc mnie na eliksirach? Raczej nie radosną dziewczynę, tylko przemądrzałą, wredną, rudą Weasleyównę, która panoszy się po całym zamku jak jakaś władczyni. Przecież to się o mnie myśli. Nauczyłam się udawać, że nie wiem, nie słyszę, że mnie to nie obchodzi, ale tak nie jest. Zawsze byłam zbyt słaba, żeby nie przejmować się zdaniem innych i to dlatego im uległam. Gdyby tylko tata, ktokolwiek stanął w mojej obronie, wsparł mnie… może byłoby inaczej. Może nie siedzielibyśmy teraz w łazience Jęczącej Marty, tylko bawiłabym się na dole w najlepsze przyjaciółmi. Nie chcę się poddać, Scorpius. Ale nie mam siły, żeby walczyć z pięcioma latami mojej reputacji w pojedynkę. A nie widzę w pobliżu żadnego samobójcy, który chciałby mi pomóc.
    Westchnęła cicho i odwróciła głowę w drugą stronę. W ogóle to, co mówiła do niego, miało jakiś sens? Cel? Scorpius był w stanie to zrozumieć? Chociaż zrozumieć, bo o pomoc go prosić nie chciała – przecież znali się dopiero tydzień.
    - Muszę to sobie jakoś poukładać. I myślę, że zasługujesz na lepszy wieczór, niż słuchanie tego, czego nikt jeszcze nie usłyszał. – Podniosła się powoli, czując nagłe zmęczenie, które ją dopadło. Zbyt wiele się dzisiaj działo, żeby to wszystko tak po prostu zignorować. Odeszła z jednego kąta łazienki na drugi, by chwycić buty i założyć je z powrotem na nogi. Zrobiło jej się potwornie zimno. – Myślę, że powinieneś wrócić na bal i dobrze się bawić. – Po czym posłała mu delikatny uśmiech, jakby pełen wdzięczności, że w ogóle z nią został. – Zasługujesz na to.

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie odpowiedziała mu nic, nie zamierzała się kłócić z człowiekiem, przed którym właśnie całkowicie się odsłoniła. Nie zgadzała się z tym, że sam doskonale wie, na co zasługuje. Scorpius był dobry i z całą pewnością zasługiwał na coś lepszego niż towarzystwo rozbitej i zapłakanej Gryfonki, którą jeszcze tydzień temu szczerze nienawidził.
    Według niej powinien tam wrócić. Dziewczyny zapewne przepychałyby się i zabijały o to, aby Malfoy chociaż na nich spojrzał. Kiedyś pewnie by je nawet wyśmiała. A czy teraz…?
    Nie zdążyła sobie odpowiedzieć w myślach, bo właśnie echem od ścian odbiła się cicha, przyjemna dla ucha muzyka. Nawet Jęcząca Marta zamilkła, albo po prostu została zagłuszona lub po prostu sobie poszła – chociaż szczerze w to wątpiła. Jęcząca Marta uwielbiała roznosić plotki każdemu, kto tylko chciał ją słuchać.
    Spojrzała na Scorpiusa, była kompletnie zdezorientowana. A zapytanie – zatańczysz ze mną? – jakby kompletnie nawet do niej nie dotarło. Może nie było skierowane do niej? Tylko… cholera, oprócz niej nikogo innego tutaj nie było. Pewnie dlatego milczała i po prostu patrzyła się, nie rozumiejąc, co tutaj się w zasadzie dzieje.
    Nerwowo przygryzła dolną wargę, gdy położył dłoń na jej talii, a drugą splótł ich palce ze sobą. Ale nie protestowała – ani teraz, ani w momencie, kiedy przyciągnął ją bliżej siebie. To było… za blisko. Za szybko i za blisko. Nie potrafiła się w tym wszystkim odnaleźć.
    Dopiero jego kojący głos sprawił, że w ogóle odważyła się spojrzeć mu w oczy. I coś w tych oczach kazało jej przez moment zapomnieć się, porzucić swoje dawne przyzwyczajenia, włącznie z całym smutkiem, który jeszcze przed momentem szalał najlepsze w jej głowie.
    Nie wiedziała nawet kiedy po prostu dała nieść się muzyce i Scorpiusowi, jakby ufała mu od zawsze. Od zawsze… do czasu, aż, w całym zaaferowaniu, niechcący nadepnęła na jego stopę. Oczywiście, zaraz po incydencie ją zabrała i minimalnie się od niego odsunęła, ale nie mogła pohamować cichego śmiechu, który wydał się z jej ust.
    - Przepraszam – szepnęła tylko, opuszczając nieco głowę. Lecz przynajmniej uśmiechnięta. – Kiepski ze mnie tancerz.

    OdpowiedzUsuń
  43. Rose, trochę zawstydzona faktem, że taniec idzie jej tak beznadziejnie, w przeciwieństwie do jej dzisiejszego partnera, przypatrywała się jak rumieniec powoli oblewa policzki Scorpiusa, kontrastując przy tym z jasnymi włosami. Uśmiechnęła się lekko. Teraz wyglądał tak całkiem… uroczo? Chociaż nie rozumiała, dlaczego się zawstydził. Dopiero dotarło do niego, że rozpoczął taniec z Rose Weasley, dziewczyną, na którą wcześniej by nawet nie spojrzał?
    Ale czy było to ważne? Nie uciekł od niej, nie zostawił jej. Czy tym samym nie udowodnił, że jest zupełnie inny – nie taki, za jakiego go biała.
    Na moment opuściła głowę, aby za moment znów spojrzeć w jasne oczy Ślizgona. Zadał jej bardzo dobre pytanie. Jak się właściwie bawi? Ale tak naprawdę, szczerze…?
    - O wiele lepiej niż tam na dole – odpowiedziała mu prawie szeptem i znów spuściła wzrok. Tym razem to ona była zawstydzona własną śmiałością i faktem, że powiedziała coś jeszcze zanim zdążyła to dobrze przemyśleć.
    Ale… skoro Scorpius i tak znał już o niej całą prawdę… czy było sens w ogóle dalej brnąć w swoje gry, teatrzyki i oszustwa? Czy nie prościej było mu powiedzieć dokładnie to, co akurat przyszło jej na myśl – bez zastanawiania się nad tym dziesięć razy?
    - Wiesz… - zaczęła nadal dość nieśmiało, wciąż unikając jego wzroku. – W ciągu tygodnia dwa razy mnie przepraszałeś. A myślę, że powinnam była zrobić to ja, od samego początku. Sądziłam, że jesteś zupełnie inny, taki, jak twój ojciec z opowieści moich rodziców. Nawet nie próbowałam się przekonać, że może być inaczej, nie dałam ci szansy, chociaż sama jej żądałam od ludzi. – Podniosła głowę i spojrzała, raz jeszcze, w jego jasne oczy. Były takie… takie… och, Rose, na litość! – Dlatego przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  44. [Karta krótka, ale mimo wszystko bardzo treściwa. Oby faktycznie Malfoy'owi udało się osiągnąć wszystko to w co chciałby wierzyć. Nie wiem jak zaopatrujesz się na kolejne wątki, ale gdyby była chęć to zapraszam do Amelii. Myślę, że z pewnością coś wymyślimy. W końcu ich rodziny się znają. Kwestia dogadania czy ich kontakt (mam w tym momencie na myśli rodziców) będzie pozytywny czy też nie, później można ustalić jak to będzie już z tą dwójką. W każdym razie pomyślałabym nad czymś niekoniecznie łatwym i prostym :)]

    Amelia Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  45. Rose roześmiała się cicho. Nie był to śmiech przepełniony kpiną, a ciepły, serdeczny, jakby czymś przed momentem ją rozbawił. Bo, z drugiej strony, tak było. Wyobraziła sobie właśnie miny dwóch ojców – Dracona i Rona, którzy patrzyli, jak ich pociechy z serdecznością i życzliwością obnoszą się wobec siebie.
    Ale podobał jej się ten pomysł. Scorpius w końcu nie był zły. Gdyby było inaczej – nie byłby z nią tutaj teraz. Nie ocierałby jej łez, gdy tego potrzebowała. Nie pocieszał. Nie tańczył z nią. Nie szeptał. Gdyby był drugim Draconem z opowieści rodziców, zapewne siedziałby właśnie teraz na sali, wśród innych dziewcząt, i drwił z niej.
    - Cóż. Ty poznałeś mnie już od tej mniej i niezbyt radosnej strony. Teraz więc twoja kolej – odparła może niezbyt jednoznacznie, ale odpowiedź na jego pytanie wciąż brzmiała: tak. – Twój ojciec. Dlaczego właśnie on?
    Być może to pytanie było bardzo głupie. Bo… z drugiej strony, ona również nie miała zbyt dobrych relacji ze swoją matką. Co więcej, szczerze jej nienawidziła. Ale czy się jej bała…? Nie. Jeśli już miałaby się kogoś bać, to prawdopodobnie ojca, ale tylko wtedy, gdyby był nią rozczarowany i zawiedziony. Rose w końcu pamiętała doskonale chwile, w których się z nim bawiła i wygłupiała. Był jej podporą, przyjacielem.
    Do czasu…

    OdpowiedzUsuń
  46. Rose przez te wszystkie lata nauczyła się jednego – nauczyła się słuchać ludzi. Kiedy była cicho, kiedy myśleli, że nie stanowi dla nich żadnego zagrożenia, mogła usłyszeć więcej niż ktokolwiek komukolwiek by powiedział. Lecz nie o wykorzystanie informacji teraz chodziło. Scorpius cierpiał. Naprawdę cierpiał. Nawet nie wiedziała, że jego matka zmarła. Kiedy? Zawsze, gdy go widziała na korytarzu, miał taki sam wyraz twarzy – który sprawiał, że chciała trzymać się od niego z daleka.
    Ale teraz…
    Chciała mu pomóc. Chciała powiedzieć, że rozumie doskonale. Że jej matka może nie jest taka jak jego ojciec, ale są w pewnym stopniu do siebie podobni. Że nienawidzi jej z całego serca za to, że pozwoliła nauczycielom, aby zrobili z niej drugą Hermionę Granger zamiast pierwszej Rose Weasley.
    Rozłączyła ich dotąd splecione ze sobą palce, tylko po to, aby delikatnie złapać go za podbródek, a potem… ręka tak jakoś… sama wślizgnęła się na jego policzek, jakby chciała swoim dotykiem go ukoić.
    - I ten Scorpius Malfoy jest lepszy. Uwierz mi – wyszeptała, posyłając mu delikatny uśmiech. Rozchyliła lekko wargi, aby powiedzieć mu, że ona będzie w niego wierzyła i nie potrzebuje, aby był idealny, władał ludźmi wedle własnej woli czy siał postrach na brzmienie własnego imienia. Ale zabrakło jej odwagi. Poza tym, to brzmiałoby tak głupio. Tak prosto.

    OdpowiedzUsuń
  47. Rose westchnęła cicho. Jak to możliwe, że nie dostrzegła Scorpiusa Malfoya i jego problemów, mimo że cały czas miała go pod nosem? Jakim cudem nie dostrzegła, że boryka się z tym samym, co i ona – i idzie w dokładnie tym samym kierunku? Gdyby tylko od pierwszej klasy postanowili porzucić presję wywieraną przez otoczenie… czy ich życie teraz byłoby lepsze?
    Rose odsunęła się powoli. Najpierw o krok, potem o kolejny, i jeszcze następny. Przez moment milczała, patrząc na lekki zarys zdumienia na twarzy Ślizgona.
    - Spójrz na mnie. Spójrz na mnie jak wystarczający Scorpius Malfoy. Kogo widzisz? – zapytała, ale nie oczekiwała od niego odpowiedzi. Sama zamierzała mu odpowiedzieć. – Córkę zdrajcy krwi i szlamy, którzy pomogli „Wybrańcowi” wysłać wielkiego Lorda Voldemorta na tamten świat. Przemądrzałą, irytującą, rudą, brzydką, piegowatą Weasley, która panoszy się po całym zamku. Cholerną kujonkę, lizuskę, która biega za nauczycielami jak ich wierny piesek. Ten wystarczający Scorpius Malfoy nigdy by nie przyszedł do mnie z bukietem kwiatów. Ten wystarczający Scorpius Malfoy nie potrafiłby okazać mi wdzięczności za to, że wzięłam na siebie winę za to, że wysadził kociołek i musiałam sprzątać całą salę lekcyjną, w większości ręcznie, bo zaklęcia czyszczące okazały się zbyt słabe. Ten wystarczający Scorpius Malfoy sądziłby, że mu się to należy i śmiałby się wraz z innymi Ślizgonami z tego, jak urządził tą Weasley. Ten wystarczający Scorpius Malfoy nigdy nie pokazałby się ze mną w miejscu publicznym, nie udowodniłby mi, że, gdy tylko chce, potrafi być naprawdę zdolny, silny, opiekuńczy i troskliwy. I wreszcie ten wystarczający Scorpius Malfoy nigdy by za mną tutaj nie przybiegł i nie próbował mnie nawet zrozumieć i pocieszać. Wciąż masz wybór. Wciąż możesz zmienić zdanie, poddać się presji ojca tak samo jak i ja poddałam się matce i nauczycielom. Ale wiesz co? Usłyszałam nie tak dawno temu od osoby, która już zdążyła zmienić moje zdanie na swój temat coś mądrego. Masz jedno życie, na pewno chcesz je zmarnować próbując uszczęśliwić innych? Nie wyglądasz na osobę, która łatwo się poddaje.
    Odwróciła się od niego. Powinna go teraz zostawić, aby powalczył z własnymi myślami. Nie chciała wywierać na niego wpływu – ale również nie chciała znać osoby, w którą chciał się przemienić. Odeszła kawałek, aby zabrać z ziemi upuszczoną wcześniej różdżkę.
    - Zastanów się nad tym dobrze, Scorpius. Ale nie jesteś złym człowiekiem. Wierzę w to.

    OdpowiedzUsuń