6 listopada 2016

Mindless


Opal October Yaxley
30 grudnia 2007 ♠ Slytherin, rok V ♠ czysta krew ♠ 14 cali, pióro lelka wróżebnika, bez błękitny ♠ patronusem narwal jednozębny ♠ o boginie nie wspomina ♠ chór ♠ klub Ślimaka za wyniki w nauce ♠ klub Eliksirów


Rodzice zawsze twierdzili, że będzie z niej wspaniała, wielka czarownica, lecz czy to prawda – tego sama jeszcze nie wie. Wszak wmawiali jej też różne inne bzdury, jakoby czysta krew dawała przewagę, wyższość nad innymi czarodziejami, a posiadanie potomstwa sprowadzało się do przedłużania linii rodów, choć zaledwie minutę później potrafili upierać się, że tak bardzo im na nich zależy, na całej czwórce. Szybko rozgryzła mechanizmy działania dorosłych – z wyrafinowaną prostotą przychodziło im mówić jedno, a robić zupełnie co innego. Nawet w swej dziecinnej naiwności rozumiała, że na więcej niż jedno poświęcone im pytanie, prośbę, zachciankę nie ma co strzępić sobie języka. I tak dociera do nich tylko piąte przez dziesiąte.
Nie ma zbyt wielu przyjaciół, ale to nie problem. Gorsze niż samotność byłoby otoczenie się wianuszkiem ludzi, spośród których na ogół wyłaniają się dwie czy trzy pokrewne dusze, gotowe pomóc i uporać się z kłopotami. Ona jeszcze nie odkryła tych swoich bliskich – jeszcze. To tylko kwestia chęci. I czasu. Bo przecież ma wielu znajomych, dzięki którym nie jest sama ze sobą. A że nikomu z nich się nie zwierza – to jeszcze nie koniec świata.
Uczy się dużo, jeszcze więcej marzy. Czasu na sen wiecznie jej brak: ale to nic. Zawsze może oprzeć głowę o ławkę na Historii Magii i zmrużyć oko, choćby na chwilę. W końcu nie wyróżnia się z tłumu, nie ma w niej nic wyjątkowego – no, może poza mizernym wzrostem i bardzo drobną budową ciała. Ani z niej miła dziewczyna, ani nieprzyjemna; balansuje sobie gdzieś pośrodku, zadowalając się widmową formą egzystencji i życiem na odłamie obojętności. I nikomu nie powie, że pod spodem kryje się nadwrażliwość, to, co bardzo łatwo skruszyć.  

17 komentarzy:

  1. [Witam na blogu :)
    Bardzo oryginalny patronus, nie spotkałam się wcześniej z podobnym na Kronikach. No i, świetny dobór zdjęć, a Opal sama w sobie, z pewnością nie jest nudna ;) Mam nadzieję, że zwolni nieco tempo z nauką i zacznie czerpać przyjemność ze swojego młodego życia, gdyż chyba jeszcze za bardzo nie wie jak... No i, że znajdzie w końcu prawdziwego przyjaciela :]
    Życzę wielu ciekawych wątków oraz weny na nich pisanie, mając nadzieję, że zostaniesz z nami jak najdłużej! :) W razie chęci, zapraszam do siebie...]

    Ted Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  2. [Bardzo niecodzienne podejście do życia jak na piętnastolatkę! Trochę szkoda, że tak zamyka się na innych, ale ja ze swoją Trixie akurat nie mamy się co mądrzyć w tej kwestii. ;)
    Witam cieplutko na blogu i życzę wielu wspaniałych wątków! A w razie pomysłu lub chociaż chęci - zapraszam do Trixie. ;)

    PS. Widziałam Cię na Nowym Jorku. Czaję się na tego bloga od dłuższego czasu, musisz więc dać znać, czy warto. ;D]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń
  3. [Siostra wyszła świetna, to teraz czas sobie coś napisać! Nie wiem za bardzo, czy ten pomysł jest w porządku, ale pierwszą rzeczą, która wpadła mi do głowy, jest wyjec. Któreś z rodzeństwa by go dostało, załóżmy od ojca, bo jest surowszy i prościej wyprowadzić go z równowagi. Wtedy drugie z rodzeństwa podeszłoby do pierwszego, bo okazuje się, że ten wyjec wspominał też o tej drugiej osobie. Tylko trzeba pomyśleć, czego ten wyjec mógł dotyczyć, bo potem młodzi Yaxleyowie mogliby spróbować rozwiązać swój problem, jakikolwiek by on był. To takie spontaniczne, pierwsza rzecz, która mi do głowy przyszła c: Czekam na Twoje propozycje! ]

    Josh

    OdpowiedzUsuń
  4. [Więc jestem równie paskudną autorką, bo moja panienka też grudniowa, hyhy. :D
    O podobnej relacji myślałam! Dziewczęta są podobne do siebie, tak mi się wydaje, więc o ile uda nam się jakoś przełamać pierwsze lody, myślę, że mogłyby się do siebie zbliżyć, nawet mimowolnie. Także jeśli Opal (wciąż myślę Opel) jest gotowa na maleńki bunt, możemy pobawić się w rozwijanie tej znajomości, która z czasem może przerodzi się w przyjaźń.

    Więc jak tylko wpadnę na jakiś genialny pomysł na postać, to zawitam do Wielkiego Jabłka. :D]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ostatnio pojawiają się tutaj same piękne karty. Cóż więcej mogę powiedzieć? Jest pięknie, naprawdę. Słowa pasują do siebie niemal idealnie, a wizerunek również trafnie wybrany. Cześć, zostań z nami długo ;)]

    Artair, Avalon, Hyun, Lourdes i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  6. [Mi pomysł pasuje! Machnę coś jutro pewnie, albo może nawet dzisiaj, ale to zależy, czy mi się zachce (będę szczera :D )]

    Joshuś

    OdpowiedzUsuń
  7. [Początki są ciężkie. ;D Początki ich znajomości umiejscowiłabym w bibliotece, może rok, może dwa lata temu, kiedy rzuciły się na tę samą książkę, wzięła ją jedna z nich, obiecując, że jak tylko przeczyta, to podrzuci tej drugiej i... Tak, to był początek pięknej przyjaźni. ;D
    Pomysł bardzo mi się podoba. Trixie wielu osób w swoim życiu nie ma, więc pewnie smutno byłoby jej na myśl, że musiałaby zostać porzucona przez Opal. Ale też nie chciałaby, by koleżanka miała kłopoty. Będzie smutno i dramatycznie!
    Od tego więc zaczynamy, tak? Pomysł był Twój, więc wypadałoby, żebym zaczęła, ale chyba powinno wyjść to od Opal. Chyba że się uprzesz, to z czymś mogę popłynąć. ;D

    Niestety, ale panowie nie wychodzą mi zbyt dobrze. :<]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń
  8. [Toż to żaden wyczyn, jeżeli człowiek jakoś sobie czas zorganizuje. Albo jak się już nauczy go organizować :D
    Jeżeli nie zamierzasz zniknąć, to mogę się przyznać do takich poszukiwań :v]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  9. [W takim razie mogę na to przystąpić i nawet mogę zaproponować iż rozpocznę owy wątek. Ja wolałabym gdybyśmy cofnęły się do końca września, wówczas później będzie można wykorzystać sam temat świąt w późniejszym wątku. W każdym razie jestem na tak, powiedz mi tylko czy widzisz to w jakiś szczególny sposób, masz jakąś konkretną wizję czy będziemy improwizować? ;)]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten dzień zapowiadał się naprawdę spokojnie. Obudził się sam, bez żadnej pomocy, nie słysząc współlokatorów i na dodatek dysponował odpowiednią ilością czasu, aby zdążyć na śniadanie. Listopadowa pogoda nie zaliczała się dzisiaj do tych odpychających, wręcz przeciwnie – promienie słoneczne oświetlały szkolne korytarze, malując je na złoto. Joshua przeczuwał, że mógł to być jeden z ostatnich ładniejszych dni w tym roku, ponieważ plucha zbliżała się wielkimi krokami, a on nienawidził zimnych miesięcy. Był typem zmarzlucha, a jego wysoka i chuda postura nie pomagała mu w magazynowaniu optymalnej ilości ciepła. Po śniadaniu pewnie przejdzie się na błonia, weźmie jakąś książkę i będzie delektował się słońcem oświetlającym jego bladą twarz. Przez kilka najbliższych miesięcy nie będzie w stanie tego robić.
    Przeciągnął przez głowę luźny sweter w kolorze butelkowej zieleni i wsunął stopy w znoszone trampki, które powinny wylądować na śmietniku już kilka lat temu, ale sentyment wygrywał za każdym razem. Następnie przeczesał palcami włosy i po kilku chwilach był już w drodze do Wielkiej Sali. Jego brzuch domagał się sporej ilości jajecznicy i bekonu oraz gorzkiej herbaty.
    Zasiadł przy stole Ślizgonów, obok swoich znajomych, którzy oczywiście nie omieszkali mu się wytknąć tego, że wstał jako ostatni z nich. Osobiście Joshua miał ich gdzieś, ponieważ mógł sobie spać ile chce i była to jego indywidualna sprawa. Nałożył sobie jajecznicę, bekon i kilka tostów, jako że brzuch dawał o sobie znać, a Josh nie dostarczył mu niczego od wczorajszego obiadu.
    Pochłaniał kolejną filiżankę herbaty, gdy do Wielkiej Sali wleciała chmara sów różnej wielkości, lecących z przeróżnymi przesyłkami przywiązanymi do nóżek. Josh nie spodziewał się poczty, więc nawet nie zwracał uwagi na szybujące nad nim ptaki. Jakże wielkie było jego zdziwienie, gdy nagle, kiedy chciał otworzyć usta, aby dokończyć swoją jajecznicę, na jego ramieniu usiadła płomykówka i zabawnie dziobnęła go w ucho. Od razu poznał w niej Ciri, sowę ojca. To nie mogło zwiastować niczego dobrego.
    Odłożył widelec na talerz i odwiązał list znajdujący się przy nóżce sowy. W podzięce dał jej kawałek tosta, na co ta ochoczo go zjadła i pofrunęła dalej. Josh otworzył list i zaczął czytać jego zawartość. Z każdym kolejnym słowem jego czoło marszczyło się jeszcze bardziej, na sam koniec całe pokryło się zmarszczkami. Złożył list i wstał z miejsca, ignorując niedopitą herbatę i pytające spojrzenia znajomych. Szybkim wzrokiem omiótł stół Ślizgonów, chcąc odszukać swoją młodszą siostrę, Opal. Zauważył ją przy stole Krukonów, gdzie siedziała ze swoją przyjaciółką, jakżeby inaczej. Serce Josha niesamowicie się krajało, ale musiał jakoś rozwiązać ten problem. Podszedł do Opal i położył dłoń na jej drobnym ramieniu.
    - Przepraszam, że przerywam, ale chodź, mamy problem – powiedział do niej spokojnie, nie zdradzając swoim głosem żadnych emocji.

    najlepszy brat na świecie

    OdpowiedzUsuń
  11. [Oo, jakoś mało „ślizgońska” ta Ślizgonka, ale to wcale nie znaczy, że zła. Czeeeść, teraz to witam oficjalnie i cieszę się, że znalazłaś postać, która Ci pasuje. (: Opal – oprócz tego, że ma piękne zdjęcia i śliczne imię – jest bardzo ciekawą postacią. Wywarzona, nie przechylająca się w ani jedną, ani w drugą stronę, marzy , a jednocześnie „zachowuje widmową formą egzystencji” (urzekło mnie to zdanie, bo idealnie też oddaje Verę) – w zasadzie z tego opisu nawet bardziej pasuje mi na Puchonkę, ale domyślam się, ze dobór domu, to nie tylko wynik czystości krwi i nazwiska, a za całą sprawą kryje się coś jeszcze. Żałuję więc – mimo najszczerszych chęci – że naprawdę niewiele przychodzi mi do głowy. Nie chciałabym kolejnej sztampy związanej ze Skrzydłem Szpitalnym, dlatego wpadło mi jeszcze do głowy, że panie mogłyby się spotkać na zajęciach z Chóru – moja pielęgniarka darzy dużym sentymentem tę formację i pewnie czasem odwiedza zajęcia lub w nich uczestniczy. Opal mogłaby ją nawet wziąć za uczennicę z ostatniego rocznika, bo w końcu Vera nie tak długo pracuje w Hogwarcie. Brakuje mi tylko jeszcze relacji, jaka mogłaby je połączyć – mam szalone plany, ale one uwzględniają dużo kombinacji… ; D Tymczasem jednak: życzę Ci dużo weny, jeszcze więcej wytrwałości i wspaniałych pomysłów oraz abyś została na HK jak najdłużej! ;]

    VERA THRONE

    OdpowiedzUsuń
  12. [Mało kto nie lubi być niepowtarzalny, bądźmy szczere ;) Choć dobrze przy tym umieć się wtapiać w tłum, według mnie.
    I nie każdemu dogodzisz, taka już ludzka natura ;) Dzięki temu jesteśmy tak zróżnicowani :P
    Mnie to obojętne; zależy od tego, z którym tobie lepiej Ci się pisało. Żaden z nich nie jest szczególnie łatwy w obyciu, acz Teddy z pewnością wygrywa konkurencję w byciu trudnym, tak ogólnie rzecz ujmując. Nie mam za bardzo pomysłu na wątek sam w sobie... Jeśli coś wpada ci do głowy, dawaj śmiało; to pewnie pomoże nam zdecydować :P]

    Teddy || Jamie

    OdpowiedzUsuń
  13. Już jako dziecko Trixie stworzyła sobie swój własny świat. Nie lubiła swojego domu rodzinnego, nawet wtedy, kiedy matka nie wiedziała jeszcze o jej magicznych zdolnościach i Trixie była jej małą księżniczką. Wszystko wydawało jej się sztuczne. Uśmiech matki, słowa babki, komplementy ludzi, którzy ich odwiedzali; bracia dokuczali jej odkąd pamięta i bardzo często posuwali się poza granicę braterskich zaczepek. Później odszedł ojciec, który w tajemnicy przed resztą rodziny pokazywał córce magię, i Trixie całkowicie zamknęła się we własnej głowie, w której szczęśliwie, lub nie, tkwiła do dzisiaj.
    Nikogo nie wpuszczała do tego świata. Mówiła sobie, że tego nie potrzebuje, nieco głębiej chyba trochę się bała – w końcu odrzuciła ją nawet własna rodzina, jak mogła oczekiwać, że zaakceptują ją obcy ludzie? Nie izolowała się zupełnie. Dogadywała się z koleżankami, z którymi dzieliła dormitorium, lubiła kolejne osoby, które poznawała na kołach zainteresowań, nie odmawiała pomocy kiedy ktoś jej potrzebował, była też niezłym słuchaczem. Jednak zdecydowanie mniej mówiła o sobie; nikt nie znał jej rodzinnej sytuacji, a na pytania fanów Quidditcha o ojca, odpowiadała zdawkowo, ogólnikami, opowiadając raczej o jego osobie niż o tym, jak sprawdza się w roli rodzica.
    Większość czasu spędzała samotnie; nie miała nic przeciwko. Czasami czuła ciężar na sercu, ale nauczyła się już z nim żyć, coraz rzadziej też miała wrażenie, że ją przytłacza. Przywykała do samotnego życia i znajdowała coraz więcej jego plusów – snucie planów podróży, nauka i książki najlepiej sprawdzały się bez towarzystwa.
    Opal była jednym z nielicznych wyjątków. Jej towarzystwo sprawiało Trixie wyłącznie przyjemność. Rzadko kiedy przestawała myśleć o lekturze, która na nią czekała czy o dodatkowych zadaniach z zielarstwa czy opieki nad magicznymi stworzeniami. Rzadko kiedy przestawała myśleć o miejscach, które kiedyś odwiedzi, o roślinach i zwierzętach, które odkryje, którymi będzie się zajmować. Przestawała jednak wtedy, kiedy spędzała czas z Opal.
    Zdawała sobie sprawę z jakiego rodzaju rodziny pochodzi jej koleżanka (czy mogła nazywać ją już przyjaciółką? Trixie nie miała o przyjaźni zielonego pojęcia). Opal zdarzało się wspominać, z niezbyt szczęśliwą miną, o wymaganiach i oczekiwaniach rodziców. Krukonka jednak zawsze bała się zapytać o ich stosunek do ich znajomości. Bała się, że usłyszy, że Opal ukrywa to przed rodziną. Bała się usłyszeć potwierdzenia swoich obaw o to, że może stracić kontakt z tą jedną z nielicznych osób, do których zaczyna się szczerze przywiązywać. Żyła w niepewności, która czasami ściskała jej żołądek, ale wolała to niż świadomość zagrożenia.
    Jednak kiedy zobaczyła Opal tego popołudnia, od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Siedziała na jednym z parapetów, niedaleko wejścia do wieży Krukonów, czytając książkę, gdy dostrzegła nadciągającą Ślizgonkę. Była bledsza niż zwykle i nerwowo zagryzała wargę. Trixie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Schowała książkę do torby i spróbowała ciepło uśmiechnąć się do koleżanki. Ze średnim skutkiem.
    - Cześć, Opal – przywitała się, nieco drętwo, jednak dziewczyna nawet nie odpowiedziała. Usiadła na parapecie tuż obok niej i przez chwilę patrzyła w przestrzeń, marszcząc brwi. Trixie przyglądała się jej z uwagą. – Co się stało? – zapytała, choć miała wrażenie, że wie.

    [Będzie lepiej!]

    Trixie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cześć! Jak miło jest widzieć nową postać na blogu, zwłaszcza o tak niezwykłym zdjęciu i intrygującej, nietuzinkowej (ale to dobrze!) karcie i nietypowych poglądach jak na Ślizgonkę. Tym bardziej się cieszę, że czeka nas małe powiązanie (dotarły mnie wieści, że takowe nam się zmaterializowało dzięki niezastąpionej autorce Very :3), bo już się nie mogę doczekać tego, co uda nam się razem stworzyć! Opis Opal naprawdę robi na mnie bowiem wrażenie i to wcale nie jest kurtuazja: uważam, że udało Ci się stworzyć świetną, niepapierową i bardzo wyrazistą w całym swoim niewyróżnianiu się z tłumu (mam nadzieję, że to ma sens nie tylko w mojej głowie, choć pora jest późna i trudno orzec; chodzi mi o to, że ma bardzo dobrze wykreowany charakter) postać. Brawa również za nawiązanie do dorosłych i bardzo, ale to bardzo trafne spostrzeżenie odnośnie nich. ;3 Szczegóły wątku możemy obgadać tutaj albo na mailu (lyne.akkarin@gmail.com ale osobiście preferuję tamtejsze hangouts!), więc po prostu daj znać, jak Ci wygodniej, a tymczasem życzę Ci dobrej zabawy na blogu, wspaniałych wątków, niekończącej się weny i dużo, dużo czasu na pisanie!]

    profesor Connor Greyback

    OdpowiedzUsuń
  15. Powiedzieć, że był prawdziwie rozdarty, to za mało. Naprawdę nie wiedział, co robić. Coś pchało go do przyklaśnięcia ojcu, że w końcu wziął się za sprawę „nieodpowiednich” przyjaźni, bo przecież mieszanie się z osobami „gorszego sortu” mogło nieść ze sobą bardzo przykre konsekwencje. Joshua nie lubił mugolaków, nie rozumiał, w jaki sposób w ich żyłach płynęła czarodziejska krew, skoro w ich rodzinie nikt nie mógł się nią pochwalić. Nie potrafił pojąć ich mieszania się z czystokrwistymi czarodziejami, zupełnie jakby byli u siebie. Na czarodziejów półkrwi przymykał oko, ale nie uważał ich za równych sobie. Ojciec mówił mu wiele rzeczy o takich osobach, skutecznie wpoił synowi swoje poglądy i zasady, które ten w młodym wieku wchłonął jak gąbka. Już w wieku jedenastu lat, przekraczając próg Hogwartu, wiedział, z kim ma się zadawać, a na kogo patrzeć z góry. Został dobrze przygotowany do pełnienia roli lepszego.
    Z drugiej strony zależało mu na szczęściu Opal. Kochał ją, mógłby skoczyć za nią w ogień, gdyby była taka potrzeba. Czuł wielki ciężar na swoich barkach, który czasem miał ochotę zrzucić i uciec do ciemnego pomieszczenia, aby uciec od swoich obowiązków i powinności, które sam sobie wyznaczył. Wiedział jednak, że nie może. W tym świecie czyha wiele niebezpieczeństw i ludzi, którzy w każdym momencie mogą zranić jego rodzeństwo, a Joshua nie mógł na to pozwolić. Nie był człowiekiem silnym, ani fizycznie, ani psychicznie, jednak był gotów wziąć na swoje ramiona coś ponad swoje siły dla większego dobra.
    Nie wiedział, czy będzie w stanie sprzeciwić się ojcu. Nie wiedział, czy da radę puścić Opal bez żadnego słowa wyjaśnienia, niczym jej nie martwiąc. Nie wiedział, co ma zrobić.
    Jego palce zaciskały się na kawałku pergaminu, który był już tak pognieciony, że w niektórym miejscach zaczął się przedzierać. Nie stanowiło to jednak problemu w odczycie jasnej wiadomości przesłanej przez ojca. Serce Josha waliło jak oszalałe, a w jego gardle powstała nieprzyjemna gula, której nie potrafił przełknąć. Nienawidził momentów takich jak ten, kiedy musiał wybierać mniejsze zło.
    Oparł się bokiem o zimną, kamienną ścianę i westchnął ciężko, nie potrafiąc odnaleźć odpowiednich słów, aby w dobry sposób opisać zaistniałą sytuację.
    - Dostałem list od ojca – zaczął sucho. – Dam ci go do przeczytania, uważam, że powinnaś go przeczytać. - Wręczył pomiętą kartkę siostrze, po czym skrzyżował ręce na torsie. – Jednocześnie chcę, żebyś wiedziała, że chcę dla ciebie jak najlepiej, ale to jest ojciec, znasz go. Naprawdę nie wiem, co mam zrobić w tym wypadku, bo… On ma trochę racji, wiesz? Ale jednocześnie uważam, że powinnaś być szczęśliwa i… Nie wiem.
    Uderzył głową o ścianę i zamknął oczy. Pogubił się w tym wszystkim.

    braciszek

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dobry wieczór! Jestem. Na początek; ależ piękne zdjęcia, szczególnie to pierwsze mnie oczarowało. No i jest w wieku Polly, to też super. No więc wątek oczywiście, także relacja pozytywna czy negatywna?
    Jeszcze dodam, że karta też jest super, a Opal, wydaję się niezwykle tajemnicza.]

    Polly

    OdpowiedzUsuń
  17. [Polly wymknęła się ze swojego dormitorium dość...ciężko i wyjątkowo głośno. Była pewna, że jej współlokatorki nakrzyczą na nią już przy pierwszym wypadku, kiedy to zamiast delikatnego, niebieskawego światełka, całkiem przez przypadek wyczarowała potężną kulę światła. Przerażone nastolatki poderwały się jednak z łózek, dopiero gdy ich koleżanka runęła jak długa na ziemie, potykając się o własnego kota. Wtedy zwyczajnie wypchnęły ją za drzwi, mamrocząc pod nosem niezbyt miłe epitety.

    Dlatego Ruda szła teraz korytarzem w samej piżamie i skarpetkach, nie przejmując się jednak tym zbytnio, bo chłód bijący od grubych murów zamczyska przyjemnie drażnił niezakryte ubraniem części ciała, a poza tym miała różdżkę. Zresztą, żyła w przeklętym świecie pełnym magi. Czym tu się martwić.
    Wszystkim.
    Szła dość szybko, zdając sobie sprawę, że wybrała się za późno i Opal już na pewno czeka na nią przy wyjściu, które sama odkryła, śledząc siódmoklasistów. Może wychodzenie z zamku w naprawdę późnych godzinach nocnych nie było zbyt bezpieczne, ale żeby się o tym przekonać, musiałaby tego doświadczyć. A Polly już od niemal czterech lat opuszczała Hogwart, kiedy tylko chciała i zawsze wracała w całości, nie uczestnicząc nigdy w żadnym zagrażającym jej życiu czy nawet zdrowiu wydarzeniu. A szkoda. Oczywiście nie licząc niebezpieczeństwa, które sama wytwarzała swą niezdarnością, która najczęściej ukazywała się w najmniej spodziewanych i odpowiednich momentach.

    Natchnęła się na dyżurujących prefektów, którzy przeszli zaledwie kilkanaście metrów od niej. Na szczęście chyba wypatrzyli już innego buntownika, który śmie łamać zasady i wybiera się na nocne wycieczki. Pollyanna nie lubiła tych z szóstego roku, wszyscy byli strasznie nadęci. Ci rok starsi natomiast już dawno przekonali się o tym, że zamiast odejmować jej punkty czy dawać szlabany lepiej jest zadowolić się ciastkami własnej roboty. Przyśpieszyła kroku i pozostałe piętra pokonała w mniej niż dziesięć minut.

    — Cześć — powiedziała, zbliżając się do koleżanki. Z Opal łączyło ją między innymi to, że niemal wszyscy najpierw zwracali uwagę na ich włosy, a później na resztę. Ta pierwsza miała cudowne, nietypowe i prawdziwie piękne, z czego mogła się cieszyć. A włosy tej drugiej miały kolor marchewki, niezwykle intensywny. Energetyczny, przez co raz już nie jeden chciała się przefarbować (ewentualnie zabić).

    — Wyruszamy na poszukiwanie wilkołaków? — uśmiechnęła się. — Nie panikuj, masz mnie u boku. Możesz czuć się prawdziwie bezpieczna.

    [Stwierdziłam, że skoro pomysł nam się podoba, to od razu zacznę. Nie jest chyba aż tak tragicznie, trochę krótko, ale może się rozkręcimy!]

    Pollyanna

    OdpowiedzUsuń