4 listopada 2016

START SMALL, GROW TALL

Trixie Allaway
właśc. Beitris Eilionoir Allaway, ur. 25.12.2006 r. w Edynburgu, VI rok, Ravenclaw, półkrwi, Koło Zielarskie, Koło ONMS, patronusem rosomak, bogina unika

Szkotka z krwi i kości, rozśmieszająca rówieśników swoim akcentem. Córka legendarnego ścigającego Srok z Montrose i mugolskiej dziedziczki z jednej z najstarszych szkockich rodzin. Jedyna czarownica wśród swojego rodzeństwa, ku uciesze matki, która o magicznej ułomności męża dowiedziała się dopiero po ślubie. Malcolm Allaway po kilku latach zrezygnował jednak z kaprysu, jakim było posiadanie mugolskiej rodziny, i zniknął z życia żony i dzieci. O Trixie przypomniał sobie w dniu jej jedenastych urodzin, kiedy jako jedyna z jego dzieci wykazała magiczne zdolności. Matka z ulgą oddała ją ojcu, który jednak nie był gotowy na pełnienie tej roli na pełen etat. Do dziś widuje go tylko przelotnie i każde z nich prowadzi własne życie, choć ten rodzic, mimo wielu wad, darzy ją przynajmniej ciepłymi uczuciami.
Pani Allaway wróciła do panieńskiego nazwiska, które przyjęło także jej dwóch synów. Trixie pozostała przy nazwisku ojca, bo resztę rodziny straciła w momencie, gdy zdecydowała się na naukę w Hogwarcie. Jej matka udaje, że nie ma córki, ojciec przypomina sobie od święta, a Trixie porzuciła też próby nawiązania jakiegokolwiek normalnego kontaktu z braćmi. Nie zamierza wracać do domu. Dni nie spędza na ziemi, dosłownie i w przenośni. W wolnym czasie przesiaduje w wieży astronomicznej lub na drzewie, chłonąc kolejne książki, myśląc o życiu pozaziemskim i marząc o innej rzeczywistości, w której Bóg obdarza ją kochającą rodziną i klasyczną urodą. W czwartej klasie dostała swoją pierwszą, i do tej pory jedyną, walentynkę. Do dziś szuka jej autora, choć jeden z jej braci stwierdził, że to był zwyczajny żart i powinna przestać się łudzić, że ktoś faktycznie się za nią obejrzał. Sam uważa swoją siostrę za niezbyt urodziwą, do tego dziwaczną istotę i niespecjalnie się z tym kryje, dlatego Trixie straciła nadzieję na choć odrobinę braterskiej miłości z jego strony. Chuda, niewysoka, piegowata, z wielkimi zielonymi oczami i burzą jasnobrązowych loków, nie zatraca się już jednak w kompleksach, choć ustalenie priorytetów zajęło jej dobre kilka lat. Przyjaźni się ze wszystkim, co żyje, zbiera owady, a jej głównym celem jest ujarzmienie Bijącej Wierzby. Fascynują ją duchy, jest największą znawczynią fauny i flory w szkole, a po zakończeniu szkoły zarzuci na plecy plecak i ruszy w świat. Nawet już się spakowała.

24 komentarze:

  1. [Witam serdecznie na blogu! :)
    Smutna ta twoja Trixie :( Brak akceptacji ze strony najbliższych, to nic fajnego... Tatuś od święta zapewne ani trochę nie pomaga jej samoocenie.
    Trochę szkoda, że zrobiłaś z niej Krukonkę; Puchoni lub Ślizgoni zaakceptowaliby ją z miejsca jako swoją i dali poczucie posiadania prawdziwej rodziny. W końcu za swoimi stali murem :] Z kolei Gryffoni pomogliby jej pewnie siebie zaakceptować i zawalczyć o siebie, dla siebie. Niemniej Ravenclaw idealnie zdaje się pasować do ciekawej świata natury Trixie, więc trafny wybór :]
    Życzę wielu ciekawych wątków oraz czasu i weny na ich prowadzenie! :) W razie chęci, zapraszam do moich panów...]

    Ted Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam Cię serdecznie na blogu. Widząc to zdjęcie nie mogłam się oprzeć pokusie pochwalenia, więc chwalę: genialne zdjecie!]

    S. Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  3. [Łojejujeju, ależ Trixie jest sympatyczna! Dzień dobry! ;3
    Przychodzę pochwalić zdjęcie (cudowności!), świetnie wyważoną historię wraz z opisem Twojej postaci, który notabene czyta się naprawdę szybko i przyjemnie oraz całość kreacji panny Allaway. Naprawdę wow! Aż żal bierze, że jeszcze, nie mogła wyruszyć w tę swoją wymarzoną podróż, bo brzmi naprawdę ciekawie. Jedynie od ujarzmiania Bijącej Wierzby bym ją próbowała powstrzymać – gdzie, jeśli to jej się uda, będą się kryły nasze wilczki z Hogwartu? Connor niby ma alternatywę, no ale... :D
    Zapraszam do wątku, jeśli masz ochotę na relację uczennica-profesor, tym bardziej, że nasze postaci łączy ONMS, a tymczasem życzę dobrej zabawy, wielu ciekawych wątków i dużo, dużo weny! :)]

    Connor Greyback

    OdpowiedzUsuń
  4. [Przepięknie napisana karta, nie chce powielać słów poprzedników, ale naprawdę całość czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Z chęcią dowiedziałam się więcej o Trixie i z ogromną przyjemnością przeczytałabym jakiś dłuższy tekst Twojego autorstwa. Nie wiem jakie wolisz wątki, męsko-damskie, czy damsko-damskie również, ale zapraszam. Wymyślimy coś niebanalnego!]

    Artair, Avalon, Hyun, Lourdes i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  5. [Zawsze kraje mi się serduszko ilekroć czarodzieje nie są akceptowani przez swoich najbliższych lub otoczenie. Tylko takie sytuacje przypominają, że mimo magicznej otoczki, ludzie są po prostu ludźmi w tym negatywnym sensie. Gratuluję znalezienia tak uroczego zdjęcia, kartę już chwalili poprzedni autorzy, pod którymi mogę się podpisać rękami, nogami i nosem, a Tobie życzę przyjemnej zabawy na blogu i wielu wątków ;) W razie chęci zapraszam do moich dziewczyn ;)]

    TORI WEASLEY/TESSA IVES

    OdpowiedzUsuń
  6. [A dziękuję, bardzo chętnie mogę iść w taką relację. c:
    Zdjęcie w karcie kojarzy mi się niezmiernie ze zdjęciami Laury Makabresku... Chociaż może źle myślę. Ot, taki klimat.
    Widzę, że też świeża postać, więc wielu wątków i weny życzę!]

    Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  7. [Życie ogólnie bywa czasami jednym, wielkim paradoksem, niestety ;)
    Tak, nawet po tych wszystkich latach ma się ochotę kopnąć Jo w tyłek za to, że zabiła Tonks i Lupina :( I zostawiła maleńkiego Teda bez najważniejszych w życiu dziecka osób... Zupełnie, jak gdyby brakowało w jej serii, mniej lub bardziej, niewinnych sierot.
    My również jesteśmy z Teddym (i Jamesem) chętni na wątek, więc tym bardziej nam głupio, że nie mamy w chwili obecnej żadnego pomysłu :( Ted z pewnością porozmawiałby sobie ze Szkotką, jeszcze z Edynburga ;) Jego mama w końcu była ze Szkocji i nawet jeśli postrzega sam siebie jako Walijczyka, jak ojciec, to ma spory sentyment do szkockich terenów. I to nie tylko ze względu na Hogwart ;)]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  8. [Opal twierdzi, że sobie wyprasza, bo za niecałe dwa miesiące skończy szesnaście i to wina jej paskudnej autorki, że wybrała tak późną datę urodzenia! :D
    A tak na poważnie: myślę, że nacisk ze strony fanatycznych rodziców (na punkcie czystości krwi, oczywiście) z pewnością jej zadania nie ułatwia, więc coby nie zadawać się z kimś "nieodpowiednim" w oczach ojca, woli nie zadawać się z nikim bliżej. Wszak jeszcze coś by wypaplała, coś za dużo...
    Chęć jest jak najbardziej! Trixie nie jest mugolaczką, ale nie jest też czystokrwistą czarownicą, co z pewnością panu Yaxleyowi by się bardzo nie podobało; a jeśli mimo to Opal nie chciałaby rezygnować z tej znajomości/przyjaźni?

    PS Zapraszam serdecznie! To mój drugi... Nie, właściwie trzeci lub czwarty raz, kiedy tam zawitałam i szczerze mogę pochwalić, że, chociaż życie toczy się nieco wolniej niż tutaj, to nie ma faworytów i kółeczek różańcowych – zresztą, sam za siebie świadczy fakt, że blog przetrwał te siedem czy ile tam lat. :D]

    Opal Yaxley

    OdpowiedzUsuń
  9. [Opel mnie rozwalił. <3
    Super, w takim razie, jeżeli tylko masz na coś takiego ochotę, dziewczątka mogłyby zapoznać się kiedyś w jakiś sposób (tak, koszmarnie nie lubię wymyślać początków relacji), no i od pewnego czasu są takimi dobrymi znajomymi. Z Autorką kochanego starszego braciszka Opal umyśliłyśmy sobie, że ktoś doniesie ojcu mojej panny o tej znajomości i rodzeństwo dostanie list, w którym pan Yaxley kategorycznie zażąda zerwania owej przyjaźni, na co Ślizgoneczka, pierwsze co zrobi, to poleci do Trixie, by się jej poniekąd wyżalić i zapewnić, że nie ma zamiaru wykonywać tego "rozkazu". Co na to powiesz? c:]

    Opal Yaxley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Jeśli masz ochotę na powiązaną postać, to mam jedną, aczkolwiek jest to pan, a nie wiem, czy zajmujesz się obiema płciami, czy tylko jedną. :D

      Usuń
  10. [Aj, nie cierpię zaczynać. :C A w dodatku na NYCu mam już do zrobienia rozpoczęcie... Tak więc jeśli możesz, to byłabym bardzo wdzięczna. c: Co do długości, od razu uprzedzę – staram się dopasowywać, aczkolwiek nie obiecuję, że zawsze będę pisała długo; jednakże i tego samego nie oczekuję od współautora, wiadomo, że są różne czynniki oddziałujące. :D

    PS W takim razie popytaj, wiele osób ma panny do oddania; albo życzę powodzenia w wymyślaniu! :)]

    Opal Yaxley

    OdpowiedzUsuń
  11. [Oh, urocza z niej osóbka! Na pewno z Danielem się dogada :) Co ty na to, aby owa walentynka została wysłana przez mojego pana? Nie miał jednak odwagi się przyznać, a rok później stwierdził, że to nie ma sensu. Mogli jednak przez ten czas się do siebie zbliżyć (wspólne spacery, rozmowy o roślinkach, próby ujarzmienia Wierzby Bijącej). Może nawet Daniel by się w niej podkochiwał, czego ona jednak by zupełnie nie zauważała? :)]

    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wątków troszkę mam, ale nie zaszkodzi mi rozpoczęcie kolejnego c: Więc jeśli podrzucisz mi koncepcję i okoliczności, to zacznę coś jutro, bo naprawdę wolę zaczynać niż wymyślać.]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  13. [Joshua ma poglądy bardzo podobne do tych ojcowskich i też nader wysoko stawia czystość krwi, ale jednocześnie kocha swoje rodzeństwo, więc chce szczęścia Opal. Pewnie, mógłby wziąć Trixie na stronę i powiedzieć jej to i owo o zaistniałej sytuacji; rzucić się na nią nie rzuci, on rani tylko słowami i zakazanymi zaklęciami, jeśli ktoś mu podpadnie :D ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  14. [Josh raczej nie rzuci jej zaklęciem w plecy ani w twarz, więc na spokojnie :D Ale coś tam sobie razem wypracujemy, myślę, że wszystko wyjdzie w wątku :) Naskrobię coś, jak jutro wrócę z uczelni c: ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jestem jak najbardziej za! Pewnie odprowadzi ją pod same drzwi dormitorium, choć w gdzieś po drodze może zatrzymają się, aby pogadać :) No cóż, zobaczymy. Kto zaczyna?]

    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  16. Joshua Yaxley siedział na dziedzińcu na murku i naprawdę nie wiedział, co miał ze sobą zrobić.
    Kilka ostatnich dni spędził na dwojeniu i trojeniu się, aby wpaść na jakikolwiek pomysł, który pomógłby mu rozwiązać pewien problem związany z jego rodziną. Jak było powszechnie wiadomo, rodzina Yaxley była szanowanym i szanującym się rodem, niepozwalającym na jakiekolwiek mieszanie się ze szlamami i zdrajcami krwi. Pilnowanie czystości było rzeczą nadrzędną, jako że jakakolwiek skaza mogła przynieść ze sobą wstyd, zażenowanie i, przede wszystkim, złe geny. Przeświadczeni swoją wyższością przodkowie Josha dokładnie przekazywali swoje poglądy i tradycje z pokolenia na pokolenie, nie zważając na osobiste zdanie swoich potomków, jakoby była to rzecz dopiero drugo-, czy nawet trzeciorzędna. Jak powszechnie wiadomo, dziecięce mózgi chłonęły informacje jak gąbka wodę, a przekonania rodziców oraz dziadków łatwo osiadały w ich pamięci i świadomości. W okresie buntu to wszystko mogło ulec zmianie, światopogląd mógł stać się jaśniejszy – tak właśnie było w przypadku siostry Josha, Opal, która nie przejmowała się czystością krwi, ponieważ nie była to sprawa nadrzędna. Jej starszy brat natomiast twardo trzymał się surowych poglądów swojego ojca. Jako że Joshua był najstarszy wśród swojego rodzeństwa, czuł ogromną presję ze strony ojca i dziadka (tym bardziej tego drugiego; przecież walczył u boku Voldemorta i był jego wiernym poplecznikiem), nie chciał ich zawieść, a ich słowa miały dla niego ogromną wartość. Może dlatego miał takie poglądy, a nie inne. Może dlatego ludzie postrzegali go jako człowieka surowego, zimnego i bezwzględnego. Oni naprawdę w ogóle go nie znali…
    Dlatego też nie dziwił się, gdy przechodzące obok niego grupki uczniów ściskały się do siebie, jakby Josh miałby rzucić w nich zaklęciem niewybaczalnym i śmiać się z tego powodu w niebogłosy. Dzieci były naprawdę głupie, słyszały tylko plotki i rozsiewały kolejne, coraz gorsze, jak cholerne, piszczące ptaszki.
    To nie zmieniało faktu, że Josh nadal myślał, co zrobić z zaistniałym problemem. Ojciec wyraźnie poprosił go o przejęcie inicjatywy w odciągnięciu Opal od Trixie Allaway, jakoby ta druga miała zły, brudny, wpływ na pierwszą. Joshua osobiście przymykał oko na czarodziejów półkrwi, choć osobiście w przyszłości nie chciałby związać się z czarownicą takiego pochodzenia.
    I gdy tak siedział i obserwował kolejną grupkę czwartoklasistek, które szepnęły na jego widok, wpadł na pewien pomysł. Może powinien skonfrontować się z samym źródłem problemu? Dlatego też wstał z murku i udał się w stronę biblioteki. Uznał, że to dobry kierunek, jako że usłyszał grupkę Krukonek z szóstej klasy, iż zmierzają w tamtą stronę, aby wypożyczyć kilka książek. Może Trixie też tam będzie.
    Umiejętnie lawirował między uczniami, których większość przewyższał nawet o głowę, aż w końcu dotarł do biblioteki i bezszelestnie się do niej wślizgnął. Wzrokiem omiótł pomieszczenie, powoli ruszając pomiędzy regały, aby odnaleźć młodą Krukonkę. I w końcu ją znalazł. Stała przy jednej z półek z książkami, na szczęście sama, więc Joshua nie będzie miał żadnego problemu, aby podjąć rozmowę.
    Oparł się ramieniem o masywny regał, skrzyżował ręce na torsie i chrząknął, ogłaszając swoje przybycie.
    - Możemy zamienić kilka słów? – zapytał, nie siląc się na żadne emocje w swoim głosie.

    [Przepraszam, że dopiero teraz, ale miałam trochę zawirowań na uczelni i nie mogłam znaleźć chwilki ani motywacji do napisania czegokolwiek :( ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Chęci zawsze są!
    Chętnie coś z tobą napiszę. Masz jakiś pomysł już może? Jeśli nie, to może ja coś wymyślę :) ]

    Dante

    OdpowiedzUsuń
  18. Tego wieczora przypadł mu dyżur na szkolnych korytarzach, więc zamiast siedzieć w łóżku pod kołdrą i po raz kolejny studiować książkę związaną z zielarstwem, którą dostał od babki, chodził po Hogwarcie i sprawdzał czy ktoś przypadkiem nie łamie regulaminu. Nie było niczym nowym, że niektórzy uczniowie, zamiast spędzać czas w swoich dormitoriach, chodzili po szkole lub gdzieś się ukrywali, zupełnie ignorując fakt, że jest cisza nocna. Co prawda, Daniel nie uważał tego za coś złego, dopóki nie wychodzili poza zamek lub, na przykład, nie hałasowali, ale regulamin to regulamin i jako prefekt musiał go przestrzegać. Oczywiście, zdarzały się wyjątki, gdy komuś odpuścił, choć starał się wywiązywać ze swoich obowiązków jak najlepiej. Nie bez powodu dostał odznakę prefekta i nie chciał zawieść zaufania dyrektora i profesorów, choć był pewien, że wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że większość prefektów od czasu do czasu przymykała oko na niektóre wybryki swoich znajomych. Co więcej, domyślał się, że sami profesorowie niekiedy odpuszczają swoim uczniom, gdy mają lepszy humor.
    Dzisiejsza noc była dość spokojna i przez pół swojego dyżuru nie spotkał na swojej drodze zupełnie nikogo, nie licząc czyjegoś kota, który przemknął w pewnym momencie przez dziedziniec i zniknął gdzieś w krzakach. Daniel zaś poszedł dalej, starając się nie zasnąć na stojąco. Zdecydowanie nie lubił nonych patroli, bowiem następnego dnia był ledwo żywy, ale raz na jakiś czas taki obchód musiał zaliczyć, jak każdy prefekt. Miał więc nadzieję, że kogoś w końcu spotka i to nie dlatego, aby wlepić mu punkty ujemne, ale dlatego, że potrzebował chociaż krótkiej rozmowy, by trochę się rozbudzić. Musiała jednak minąć kolejna godzina, nim w końcu usłyszał czyjeś kroki na korytarzu, który właśnie przemierzał. Co prawda, początkowo pomyślał, że może się przesłyszał, gdyż na chwilę one przycichły, ale kilka sekund później rozbrzmiały na nowo i powoli zaczęły się do niego zbliżać. Wyjął więc różdżkę z kieszeni swoich spodni i szepnął ciche lumos, kierując światło na postać, która była praktycznie kilka kroków od niego.
    — Trixie — mruknął tylko, rozpoznając twarz swojej przyjaciółki, która się w niego wpatrywała, prawdopodobnie zaskoczona jego nagłym pojawieniem się na jej drodze. — Wiesz, że nie powinno cię tutaj być — powiedział coś, co było dla niego, jak i dla niej, rzeczą oczywistą. Naprawdę nie lubił karać swoich znajomych, a co dopiero przyjaciół. Trixie jednak nie była zwykłą przyjaciółką, dla Daniela była kimś więcej, ale nikt – nawet ona – o tym nie wiedział. Swoje uczucia do dziewczyny skrywał głęboko w sobie, choć jakiś czas temu starał się dać jej jakoś znać, że mu się podoba. Niestety, ona albo tego nie widziała, albo nie chciała widzieć, a Daniel nie miał zamiaru powiedzieć jej tego wprost. W tej sytuacji okazał się być zwyczajnym tchórzem.
    — I co ja mam teraz z tobą zrobić? — westchnął cicho, wpatrując się w Trixie z lekką bezradnością wymalowaną na twarzy.

    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  19. [A dziękuję. C: Laurę serdecznie uwielbiam, więc pewnie ma to jakieś odbicie w tym, że dość łatwo przychodzi mi rozpoznanie jej zdjęć.
    W takim razie co do właściwego wątku: co powiesz na biwak-bez-namiotu w nocy o północy na Wieży Astronomicznej, podczas którego to mogą wpaść w tarapaty z powodu:
    a) jakiś wstrętny donosiciel ich przyłapie i poleci na skargę
    b) któreś z nich uprze się, by pokazać takie-a-takie zaklęcie drugiemu, które to zaklęcie wypali w podłodze wielką dziurę i obudzi pół Zamku
    Co powiesz? C:]

    Lys Scamander

    OdpowiedzUsuń
  20. Jako małe dziecko wiedziała już, że ojciec niepodważalnie pełni funkcję głowy w rodzinie, jak również, iż matka ani trochę nie siedzi na pozycji szyi, która tą głową kręci. Była świadoma, boleśnie świadoma od najmłodszych lat, że tak naprawdę jedynym, czego od niej wymagano, było bezwzględne, krzywdzące posłuszeństwo – z tego powodu niejednokrotnie traciła, zamiast zyskiwać, głównie wśród znajomości. Ojciec nigdy nie pozwalał na zadawanie się jej z osobami, pochodzącymi z rodzin niemagicznych; każde takie przewinienie było surowo karane. Kiedy miała te dziesięć czy jedenaście lat, drżała ze strachu przed jego gniewem, ale dorastając zrodziła się w niej chęć buntu; ochota, by przestać wreszcie odstawać i być wytykaną palcami.
    Problem polegał na tym, że właściwie było już zbyt późno na budowanie wszystkiego od nowa. W wieku piętnastu lat najgorsze zdążyło się już dokonać.
    Ale, chociaż przerażała ją możliwość, że jej znajomość z Trixie – przyjaźń? – wyjdzie na jaw, Opal nigdy, przenigdy nie zrezygnowałaby z tej relacji. Dziewczyna była właściwie jedynym ogniwem, łączącym ją ze światem zewnętrznym. Miała jeszcze brata, starszego braciszka, któremu mogła się zwierzyć, to fakt – on jednak również pozostawał pod zgubnym, morderczym wpływem toksycznej rodziny. Więc, choć rozumiał ją najbardziej na świecie, nic nie mógł poradzić na samość, w której się zamknęła. Była jak skorupa, gruba, bezpieczna, ale ciężka i przytłaczająca; do tego stopnia, że czasem nie miała pojęcia, czy da radę zrobić kolejny krok. Zupełnie tak, jak gdyby zapominała sztuki chodzenia, którą znała chyba od zawsze.
    Była rozgoryczona listem, który Joshua dostał od ojca, a w którym nakazywał synowi przypilnować siostry, by zerwała łączącą ją z Trixie więź. Mając pewność, że nie zniesie tego dłużej, ile sił w nogach popędziła tam, gdzie spodziewała się koleżankę znaleźć.
    Ale nie było jej. Opal usiadła na parapecie, zagryzając wargę i wyłamując nerwowo palce. Czekała. Cierpliwość mogła być w tym momencie jedynym sprzymierzeńcem, jakiego posiadała.
    – Cześć, Opal – usłyszała za sobą znajomy głos, ale nie miała sił, by się ruszyć, odezwać. Trixie usiadła obok; dopiero wtedy dała radę wolno, mechanicznie obrócić głowę i spojrzeć jej w oczy. Na moment. Ułamek sekundy później odwróciła wzrok.
    – Ojciec przysłał mojemu bratu list – wyjaśniła cicho. Nigdy przedtem otwarcie nie rozmawiały o swoich rodzinach; ona sama unikała w sposób nader niepokojący tematu Yaxleyów, przekonana, że na dźwięk słowa "ojciec", jego twarz pojawi się tuż przed jej twarzą. Nie miała pojęcia, jak zacząć, jak powiedzieć, czego żąda pan domu. Bo właściwie: jakich słów można użyć, gdy świat rozpada się na kawałki tuż pod stopami; twarda ziemia, o którą opieramy nogi okazuje się być tylko złudzeniem? I czy w ogóle istnieją takie słowa?
    – On, on... – nabrała powietrza do płuc. – Każe Joshowi zakazać mi naszych spotkań. "Odciągnąć mnie od ciebie" – zaznaczyła palcami cytat. Choć wielokrotnie została przez niego zraniona, choć rany, które już miała, wciąż były rozrywane, świadomość, że rani tym osoby, na których jej zależało, była jeszcze gorsza.

    [Ach, wybacz mi ten poślizg!]
    Opal Yaxley

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ja też bardzo chętnie w takim razie. Trixie dość specyficzna i piękne zdjęcie. :)
    A więc w co idziemy? ]
    Romèo

    OdpowiedzUsuń
  22. [Hmm, możemy pójść w coś niecodziennego, przyjaznego?]

    OdpowiedzUsuń
  23. [Hej! Jak coś, tutaj autorka Daniela, którego (wiem) brzydko usunęłam, za co przepraszam. Jakoś jednak nie mogłam się w niego wczuć. Jednak jestem chętna wymyślić jakiś wątek między Trixie i Victorem, oczywiście :) Masz może jakieś pomysły? Ja wpadłam jedynie na pomysł na wątek – Trixie mogłaby chcieć po raz kolejny oswoić Wierzbę Bijącą, ale coś poszłoby nie tak i przechodzący niedaleko Victor musiałby ją ratować. A później by ją pilnował, aby nie zemdlała, bo mogła doznać lekkiego wstrząsu mózgu, co okazałoby się po wizycie w Skrzydle Szpitalnym. Możemy zrobić z nich kogoś, kto ledwo się zna, ale możemy walnąć im jakieś ciekawsze powiązanie, jeśli chcesz :)]

    Victor

    OdpowiedzUsuń