19 grudnia 2016

Alexei Victorov Krum




Szeroki świat wewnętrzny Kruma wcale nie przeszkadza mu w uzależnianiu go od tego zewnętrznego. Chłopak nie potrafi bowiem działać w „uczuciu do”, życia doświadcza w „reakcji na”, co znaczy mniej więcej tyle, że jest empirystą. W konsekwencji, kiedy innym do rytuału duchowego przejścia wystarcza drobny impuls lub pojedyncza myśl, on do osiągnięcia tego samego stanu potrzebuje mocnych bodźców. Fizyczności (w jej najprostszej i najbardziej prostackiej postaci), którą pożąda po męsku i prawdziwie. Fizyczności, którą świadomie i chętnie przekształca w głębokie, intensywne doświadczenie natury psychicznej. Oczywiście na tyle, na ile tylko pozwalają mu jego własne, szczeniackie możliwości, więc bywa, że się przy tym zakochuje. Mógłby mówić, że to źle, bo przecież uczucia i związki to same kłopoty, ale kiedy ludzie mówią o „problemie”, on woli o „wyzwaniu” i jakoś tak pcha świadomość w stronę przekonania o tym, że życie jest podniecające. Tak po prawdzie nieprzypadkowo właśnie takie, bo nie jest osobą, która potrafiłaby się wstrzymywać dłużej ze swoimi skłonnościami. Nie ważne, czy w odniesieniu do ludzi, magii, czy Quidditcha. W zasadzie to nie tylko tego nie umie pohamować. Jest bezpośredni, a co za tym idzie, nie zwykł trzymać języka za zębami, więc nie zdziw się, jeśli kiedyś powie głośno o tym, czego inni nie mieli odwagi Ci wypomnieć.

Jeśli czegoś chce, dostaje to. Nie dlatego, że ma wpływy, po prostu jest jedną z tych nielicznych osób, które mówią o potrzebach wprost, a ludzie... zdarza się, że mu ulegają. To szczerość i lojalność sprawia, że przyjaciele go kochają, a wrogowie nienawidzą faktu, że nawet w kontakcie z nimi pozostaje sprawiedliwy. Poza tym, jak NIE przystało na Puchona, nie boi się. Ani uczuć, ani odrzucenia, ani nawet tych płonnych nadziei, jakie żywi do przyszłości. Opętany wizją życia, skłania się ku pasjom i ludziom, traktując ich jak najwyższą wartość. Niestety, ma to swoje skutki: aktywnie, a nawet zbyt aktywnie działa w życiu, rzadko godzi się na kompromisy, a kiedy już musi, to tylko na chwilę. Potrzebuje ruchu, ciągłych zmian, a przy tym, dla absurdu, sumienności. Szukanie półśrodków go nie zadowala, przy czym granica tych środków poszerza się na miarę zdobywanej wiedzy. W lataniu również. Tak już jest.
Alexei Victorov Krum
ur. 21 listopada 2005 — osiemnastolatek — VII rok — uczeń Hufflepuffu — kapitan drużyny & ścigający — rodzinny dom w Bułgarii — syn tego Viktora Kruma i uroczej bułgarki, czarodziejki półkrwi

Charakterystyka:
Alexei Krum? To miał być żart. Taka tam wpadka pół-czarodziejskiej pary, której mimo to zawrócił w głowie jako mały bąbel, docierając do neuronów świadomości szybciej niż obiekt w ręce po użyciu Accio. Przecież chcieli czegoś. Mocnego. Żywego. Istotnego. Co wzbogaci życie małżeńskie po skończonej karierze sportowej Victora Kruma. Więc dostali... rodzicielstwo. W końcu nie ma nic bardziej znaczącego, niż drobny brzdąc — w ramionach, w sercu, w myślach, a nade wszystko w progu rodzinnego domu. Co śmieszne, poczęty gdzieś pomiędzy mugolską Whiskey (ulubioną matki), a Ognistą Whisky, w ogóle nie miał się pojawić. Ale zrobił to. Utorował sobie drogę do istnienia. A oni go pokochali.

Alexei Krum. Miał być żartem, ale żartem nie był. Nazwany na cześć wiernego przyjaciela i ścigającego z byłej drużyny Victora, przejął nie tylko jego imię. Pozwolił, by zawładnęła nim pasja do latania i wizja życia. Życia, z którego nigdy później nie zrezygnował. Stojąc pewnie na murawie boiska, zdecydował. Co chce i jak chce. Chce — Quidditcha. Chce — jako ścigający. Zrobił to, nim ojciec zdążył się sprzeciwić. Bo szukający to nie jedyna pozycja w grze. Zaostrzył więc oręż wypracowanych w pocie umiejętności i... opuścił miecz. Nie chybił, wygrał. Pierwsze zawody szkolne w Durmstangu, (już byłą) dziewczynę i pewność. W parę lat później wyrażaną w samostanowieniu o sobie.

Alexei Krum... Z nim nie ma żartów. W czerwcu 2023, po zaproponowaniu mu miejsca w angielskiej lidze i związanej z tym zmianie szkoły na Hogwart, jest tym bardziej zmotywowany do ciężkich treningów. Nie tylko swoich (dla zaprawy fizycznej), ale również szkolnych. Drużyna Hufflepuffu to odtąd poważna inwestycja w sportową przyszłość. To krew, pot i łzy. Ćwiczenia warte każdej minionej minuty. Bo młody Krum nie odpuszcza. Skoro wykupili go w tym samym wieku, w którym Victor zaczynał w bułgarskiej drużynie narodowej, chce być w jakiś sposób lepszy od ojca. Nie może w Bułgarii, więc próbuje tutaj. Nauczyciele słyszeli, że najlepsze lata kariery jeszcze przed nim. Że ten młody debiutant latania na miotle ma więcej do zaoferowania niż szkolne rozgrywki, i że w barwach drużyny Sępów z Vrace będzie miał szansę wystąpić niebawem w Europejskich Mistrzostwach Quidditcha. Uczniowie kojarzą go z czarnoksięstwa, nauczanego w Durmstrangu, i prawie zawsze zastanawiają się, jak tam było. Koledzy z drużyny wiedzą, że jeśli powinni o coś pytać, to o to, czy mogą wreszcie zejść z boiska. Jeśli sami nie poproszą, Alexei z pewnością nie zaproponuje tego jako pierwszy. Taki z niego surowy kapitan.

16 komentarzy:

  1. [Po pierwsze to naprawdę podziwiam długości Twoich kart. Serio - wow! Nie mówiąc już o kreacji, bo to jest jeszcze większe wow!
    Puchonów nigdy za wiele, trzymam kciuki, żeby kapitan Puchońskiej drużyny zadomowił się nam na blogu, miał mnóstwo ciekawych wątków, szalone powiązania i się nie nudził!]

    Scarlett Bell i Zabini

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ile tu pięknych nowych kart! Alexei chyba urzekł mnie bardziej niż Scorpius, jest taki... Nie wiem. Nie wam naprawdę, ale kompletnie mnie zauroczył. I zdjęcie na potomka Kruma idealne.
    Brakuje mi pomysłów na połączenia mojego nieszczęśnika z uczniami (chyba, że będziesz chciała, to zawsze coś się wymyśli), więc nic na razie nie proponuję, ale życzę miłej hogwarckiej zabawy. <3]

    Axel

    OdpowiedzUsuń
  3. [Miło jest widzieć kogoś z pasją - i to aż taką pasją. Miło jest też widzieć kogoś, kto idzie w ślady ojca - i chce być od niego lepszy. No i w końcu - miło widzieć Puchona, a w dodatku potomka Kruma.
    Zgodzę się z Fallen Angels, mnie też Alexei spodobał się o wiele bardziej niż Scorpius, ale myślę, że właśnie to było Twoim zamiarem.
    Powodzenia z drugą postacią!]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  4. [Nigdy nie sądziłam, że nadejdzie moment, w którym Scorpius Malfoy zostanie przyćmiony i to jeszcze przez Puchona! Świat stanął na głowie, a biedny Scorp pewnie wyląduje na oddziale psychiatrycznym w Szpitalu Św. Munga, bo jego narcystyczna osobowość tego nie wytrzyma ;) Niestety, ja też chyba muszę zdradzić Scorpiusa, bo widząc w Alexeia weszłam w wyższy stan fangirlingu i w ogóle dostałam palpitacji serca, taki jest cudowny <3
    Co zaskakujące, moje dziewczę nie podziela mojej ekscytacji, zawsze musi robić wszystkim na złość. Addison zaczynała czuć się samotnie w tej wybrakowanej od dłuższego czasu drużynie Quidditcha, dlatego miło zobaczyć, że ta się rozrasta i zdobywa tak wspaniałych członków, ale... No właśnie, będzie dobrze, jeśli Addison i Alexei się nie pozabijają. Oboje mają bardzo podobne podejście do tego sportu, traktując go na poważnie i z niezaprzeczalną pasją, jednak moje dziewczę na pewno będzie wychodziło z założenia, że ona wie lepiej i żaden facet, który dzięki nazwisku tatusia sprzątnął jej pozycję kapitana sprzed nosa, nie będzie jej mówił, co ma robić. Zwłaszcza że Krum zyskuje to, co ona traci. Addison zaczęto się interesować w zeszłym roku, propozycje gry w angielskiej lidze były na wyciagnięcie ręki, ale zła reputacja, która okryła jej nazwisko za sprawą przekrętów rodziny, sprawiła, że przynajmniej na razie może się pożegnać z upragnionym miejscem w drużynach Quidditcha. Członkowie ich domowej drużyny, nawet jeśli momentami nienawidzą go za nieustanne treningi, na pewno go bardzo szanują i Addie może czuć, że częściowo odebrał jej pozycję najlepszego ścigającego w drużynie. Z jednej strony Hallaway może widzieć, że Alexei ciężko pracował na swój sukces, nie może mu niczego zarzucić i pod wieloma względami są do siebie naprawdę podobni, a przynajmniej patrząc przez kryterium wyznawanych wartości czy podejścia do życia, lecz z drugiej strony jest tylko człowiekiem i od środka może zżerać ją toksyczna zazdrość, która jednocześnie uniemożliwia im zawarcie sojuszu. Bo myślę, że razem Addison i Alexei mogliby stworzyć niezniszczalny duet rozumiejący się bez słów na boisku, jednak w tej sytuacji jest to chwilowo niemożliwe. To teraz powiedz mi, co sądzisz o takim rozwinięciu!
    A ja w tym czasie będę się dalej rozpływać, bo zrobiłaś mi dzień. Ojeju, naprawdę mi miło, nawet nie masz pojęcia!]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ojej, kolejne cudeńko od Ciebie! Alexis to już chyba prawdziwy diament. Super, wszystko super. Brakuje mi słów, nie lubię tego stanu. Przepraszam, więc za to, że komentarz nie jest jakiś wybitny. Krum, już mnie nie przeraża. Wydaje się nawet całkiem sympatyczny. Jestem ciekawa, jak wyglądałby ich mecz. Zapewne to właśnie z nim Polly ten jeden raz przegrała, hah. Niesamowicie oddałaś to, jak bardzo jest zafascynowany Quidditchem.
    Wydaje mi się, że weny masz dużo, ale życzę Ci jej w jeszcze większych ilościach! Powodzenia z drugą postacią.]

    Polly

    OdpowiedzUsuń
  6. [Wszyscy pieją nad śmiercią Dumbledora, podczas gdy moim ulubionym momentem na zawsze i na wieki będzie wypowiedziane przez Hermionę "Bułgarski byczek Wiktor Krum!" xDD Ja do niego zawsze czułam jakąś dziwną sympatię, której źródła nie umiem zidentyfikować; może dlatego go lubiłam, bo zdawał się niewiele rozumieć z otaczającego go świata xd jakkolwiek syn mam nadzieje będzie jednak trochę bardziej rozgarnięty :D Uroda niezaprzeczalnie po tatusiu, ale Hufflepuff? No oryginalne połączenie, nawet fajnie, nie sztampowo, bo większość pewnie albo wciskałaby go do Slytherinu albo do Gryffindoru xD Moja eliksiromaniaczka jest ze Slytherinu, co by też bardziej pasowała do Ravenclaw ^^]
    Looney Tunes

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oh captain, my captain! Skoro Alex jest przełożonym Adama, czuję się zobligowana, by zaproponować wątek. Zapraszam serdecznie do nas i życzę dużo owocnych wątków!]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  8. [Niech on nas zaraża wszystkim, od pozytywnej energii po opryszczkę. Piszmy. Swoją drogą, całkiem zabawny jest fakt, że Charlie jest całkowitym przeciwieństwem Kruma pod względem, jeśli o Quidditch chodzi - nie gra, ledwo rozumie, ba, ledwo na miotle w ogóle lata, więc lepiej, żeby Alexei nie postanowił zabrać go na krajoznawczą wycieczkę w powietrzu, bo jedyne, co Charlie by osiągnął to połamane żebra. Będzie zabawnie.]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  9. [Czekam z niecierpliwością!]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ohoho, a ja mam ciarki. Przybywam pochwalić kartę, chylę czoła i życzę wielu wątków. Nie do końca puchońskich Puchonów nigdy za wiele. Alexei jest bardzo ciekawie rozbudowaną postacią, zakładam, że rozwinie się wątkach i jeszcze bardziej zwali mnie z nóg. Niewykluczone, że będę stalkować.
    Pomyślnych wiatrów!]

    Freddie Weasley, Leo Blueberry i przyszła Rozalka

    OdpowiedzUsuń
  11. [Druga postać i to równie rozbudowana co Scorp... :) Naprawdę podziwiam Cię za tak długaśne karty i tak piękne. Tutaj jednak wątku proponować nie będę, skupmy się póki co na tym pierwszym, a później w razie chęci będziemy główkować nad czymś kolejnym ;)]

    Artair i banda

    OdpowiedzUsuń
  12. [Chyba mam ochotę napisać coś związanego z Quidditchem. Natomiast jeśli masz już zalążek jakiegoś innego pomysłu, to wal śmiało]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  13. Cisza i spokój, jakie oferowała biblioteka były dokładnie tym, czego potrzebował. Zabunkrował się pomiędzy grubymi księgami, upajał się zapachem starych, podniszczonych egzemplarzy i czerpał niezdrową wręcz przyjemność z każdego przeczytanego słowa. Nie chodziło jednak o zdobywanie wiedzy, choć i temu nie mógł odmówić atrakcyjności. Motywację odnajdywał w normalności. Bo bohaterowie książek miewali o wiele gorsze losy od niego. Bo przy niektórych, jego przypadłość mogła okazać się wręcz błogosławieństwem. Bo nagle przestawał być inny, był częścią czegoś większego - nawet jeśli tylko on miał kiedykolwiek się o tym dowiedzieć.

    Opuścił bibliotekę, dopiero kiedy został do tego zmuszony. Odłożył książki na miejsce, po czym ruszył pustym korytarzem w stronę dormitorium. Przyglądał się obrazom, których rozmieszczenie znał już na pamięć, niektórym postaciom skinął głowo na powitanie, a od innych odwracał wzrok, wiedząc doskonale, że za zbytnią czelność może oberwać kilkoma nieprzyjemnymi zwrotami. Przyspieszył dopiero, kiedy jego kroki nie były jedynymi, niosącymi się echem po korytarzu. Naiwnie wierzył, że zdąży skręcić w stronę schodów, zanim nieznajomy pokaże się na horyzoncie. Nie miał dzisiaj ochoty na ludzi. Właściwie to rzadko kiedy miał ochotę na ludzi. Ich obecność wprawiała Charliego w zakłopotanie.

    Może gdyby nieznajomy się nie odezwał, umknąłby niepostrzeżenie. Był jednak tak zdziwiony nagłym monologiem chłopaka, że stanął pod ścianą jak wryty. Zamiast ruszyć we wcześniej obranym kierunku, został wciągnięty w jakąś śmieszną grę, której wcale nie rozumiał. Dlaczego bowiem ktoś stwierdził, że jest odpowiednim rozmówcą? Dlaczego właśnie on, skoro nigdy wcześniej nie zamienili ze sobą choćby słowa? Szczęście najwidoczniej opuścił go w momencie, w którym on pożegnał się z biblioteką.

    Z początku słowa nieznajomego nawet do niego nie docierały. Był tak skupiony na jego zachowaniu, że instynkt samozachowawczy rozstroił mu się momentalnie. Przełknął głośno ślinę i uniósł wzrok, by spojrzeć w oczy zdecydowanie wyższego ucznia. Przeszło mu przez myśl, że może jest obłąkany, a dzięki temu ruszy dalej, gdy tylko skończy zalewać go informacjami, ale nadzieja wyparowała równie szybko, co się pojawiła. Milczał, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że chłopak zadał mu pytanie.

    Czy rozumie? Czy rozumie wysyp technicznych zwrotów, o których nigdy wcześniej nie słyszał? Oczywiście. Zdusił w sobie histeryczny śmiech i tylko zwilżył spierzchnięte usta, żałując że nie może zrobić tego samego z, wysuszonym na wiór, gardłem.

    — Quidditch — odpowiedział zdawkowo, bo tyle był w stanie wywnioskować. Poza tym, co właściwie mógł od siebie dorzucić? Że piłki są cztery, a graczy siedmiu, skoro do tego ograniczała się jego wiedza? Milczenie wydawało mu się zdecydowanie bardziej kuszącą opcją niż wdawanie się w jakiekolwiek dyskusje z roznegliżowanym Puchonem.

    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Witam serdecznie na blogu i gratuluję ciekawej kreacji syna Kruma, którego zawsze uważałam za interesującego :) Tym bardziej cieszy mnie, że jest Puchonem, a karta postaci sama w sobie jasno wyjaśnia, że ci nie bali się życia :]
    Życzę wielu ciekawych wątków oraz udanej zabawy w naszym gronie, a w razie chęci zapraszam do siebie :)]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  15. [Cześć robaczku <3 Jak miło Cię widzieć w gronie autorów (cholera, znowu mogłabym pisać elaborat o Twoich umiejętnościach HTML-owych, ale pewnie jesteś już znudzona czytaniem tego, niemniej propsy za wygląd karty!) i to na dodatek z młodym Krumem, którego trudno nie lubić jak każdego Puchona. Niezmiernie mnie cieszy, że wybrałaś dla niego właśnie ten Dom, przypuszczam, że większość graczy pokusiłaby się o Slytherin lub Gryffindor. Nie przedłużając jednak wszelkich ochów i achów, bo Quidditch to Quidditch, chciałam zapytać czy preferowałabyś wątek z Victorie lub Teresą? Ta druga co prawda jest w bardziej zbliżonym do Kruma wieku, ale jeśli wziąć pod uwagę przesłanki, że Fleur przyjaźniła się z Wiktorem przed wojną i zapewne po niej (dobrze, że w tym chłamie, który wydali podpinając się pod Pottera - Przeklęte Dziecko, nie pokusili się o niespodziankę w postaci tego, że Tori jest córką Wiktora) także tutaj znajomość naszych postaci jest jak najbardziej prawdopodobna i możliwa. Choć i na Tessę mam pomysł więc jakby coś to uderzaj pod którąś z kart :D]

    TORI WEASLEY & TESSA IVES

    OdpowiedzUsuń
  16. Są ludzie, którzy nie wierzą w Tiarę Przydziału, sądząc, że jej decyzje są czysto arbitralne i niezbyt dobrze odzwierciedlają rzeczywiste cechy charakteru danej osoby. Ale przecież wystarczy chwilę dłużej przyjrzeć się uczniom Hogwartu i z pewnością zauważy się wyraźne różnice, w zależności od tego jaki symbol widnieje na czyjej piersi. Tiara naprawdę wiedziała co robi i może czasem się myliła, może czasem przydział był bardzo trudny, ale ostatecznie, w większości przypadków, okazywał się całkiem trafny.
    Olivia była Ślizgonką i, mimo iż ostatnio coraz więcej ślizgońskich cech w niej bledło, wciąż była daleko od jakiegokolwiek innego domu. Nie była sprawiedliwa, szlachetna, ani nawet lojalna, jak Gryfoni. Nie była zakochana w nauce, kreatywna i ponadprzeciętnie mądra, jak Krukoni. A z pewnością nie mogłaby być Puchonką, bo zdecydowanie najdalej jej było do takich cech jak uczciwość, wierność, czy cierpliwość.
    Gdyby była Puchonką to byłaby w stanie powiedzieć prawdę i jeszcze być może ująć ją w taki sposób, że nikt nie poczułby się skrzywdzony. A może przede wszystkim nigdy nie znalazłaby się w takiej sytuacji. Ale znalazła się. Bo nie była Puchonką. Była przebiegła jak typowa Ślizgonka i potrafiła sprawić, że rzeczy toczyły się w takim rytmie jaki im wyznaczyła, nieważne czy ktoś z tego powodu cierpiał. Alexei miał być tylko zabawką, nigdy przyjacielem, a już na pewno nie kimś więcej. Myślała, że zjawił się w Hogwarcie tylko na krótką wymianę i zaraz zniknie tak po prostu, ale nie, on został kapitanem drużyny i chyba nie zamierzał nigdzie wyjeżdżać, więc to ona postanowiła się odsunąć, żeby było prościej. On jednak wrócił do niej, nie pozwalając jej zniknąć tak po prostu, bez słowa, co nie zdarzało się często, bo większość ludzi po prostu odpuszczała i dawała się unikać, nawet w nieskończoność.
    Uniosła wzrok znad notatek z historii magii i spojrzała mu w oczy, te same, które nie pozwoliły jej wcześniej przejść obok tego chłopaka obojętnie, bo ich kolor był niesamowitą mieszanką ciepłego brązu i zieleni, który w jasnym świetle mógł przyjmować nawet barwę starego złota. Uniosła delikatnie jeden kącik ust i pokiwała głową.
    - Przepraszam. - powiedziała cicho, wciąż patrząc na Alexa uważnie, a jej wzrok mimowolnie co jakiś czas skupiał się na jego ustach, które jeszcze niedawno były tylko dla niej. - Miałam trochę spraw na głowie, nie chciałam Cię w to mieszać.
    Dotknęła delikatnie jego przedramienia, jakby chciała rozbić tę jego uparcie zamkniętą pozycję i uśmiechnęła się słabo.

    Olivia

    OdpowiedzUsuń