19 grudnia 2016

eager for bread and love


ADAM LEE
Hufflepuff ❇ VI ❇ pałkarz ❇ półkrwi ❇ klon - feniks - 12 cali

Chodzi po korytarzach stawiając kroki zamaszyste jak świat, nucąc pod nosem kawałki, które tak namiętnie puszczał tata-mugol, z głową w chmurach wpada na ludzi, po czym przeprasza ich serdecznie, obiecując poprawę (nigdy się nie poprawia). Wieczorami wymyka się na wieżę popatrzeć z zachwytem w niebo, zastanawiając się jak to się stało, że mugole dotarli na Księżyc pierwsi. Siedząc przy śniadaniu ukradkowo przygląda się tym wszystkim pięknym ludziom (już dawno zrozumiał, że patrzenie na chłopców i dziewczyny tak samo to nic złego), zapychając twarz tostem i udając, że nic takiego nie miało miejsca, gdy ktoś skrzyżuje z nim wzrok. I choć jego tata po rozwodzie nie pamięta już zachwytu, jaki ogarnął go, gdy pierwszy raz zobaczył mamę zmieniającą mysz w tabakierkę, Adam czuje ten sam rodzaj podekscytowania na każdej lekcji transmutacji. Na boisku bezlitośnie macha pałką na prawo i lewo, bez cienia skruchy zwalając przeciwników z mioteł, poza boiskiem dokarmia zamkowe myszy i pomaga pierwszoroczniakom z lataniem.
I choć smutek ogarnia go częściej niżby chciał i się przyznawał, życie jest raczej w porządku.
_________
trochę miłości dla Puchona?
Mistrzu Gry, pij ze mną kompot!

gg: 42260750
dobrego dnia wszystkim!

59 komentarzy:

  1. [Rose jest w podobnym stanie, co i Adam, i jej również trochę miłości by się przydało.
    Jeśli tylko nie znikniesz nam nagle, chętnie przygarnęłybyśmy Twojego Puchona. ;)]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mam zdecydowaną słabość do Puchonów, a Adam wydaje się być przeuroczy! Życzę mnóstwa ciekawych wątków, pokręconych powiązań, szaleństwa, weny, czasu i niesłabnących chęci!
    W razie chęci zapraszam też do siebie ^^]

    Scarlett Bell i Zabini

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Bardzo mnie chwyciło za serce, że życie jest raczej w porządku. Takie małe nic, a jednak tak dużo robi.
    Witaj na pokładzie.]

    V.V x2

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Miło mi zobaczyć kolejnego Puchona, bo zawsze jesteśmy niestety w mniejszości, ale za to nadrabiamy doskonałą jakością! W dodatku Adam należy do drużyny Quidditcha, więc moje dziewczę jest tym bardziej zadowolone, bo Addie zaczynała czuć się już samotnie, w pojedynkę meczu jednak nie wygra ;) Witamy serdecznie, życzymy mnóstwa wspaniałych wątków i oczywiście zapraszam do Addison, chętnie go przygarniemy <3 ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Fajny on! <3 Życzę udanej zabawy na blogu oraz wielu owocnych wątków! Zostań z nami jak najdłużej! Chwała Ci za skromną kartę, co tak bardzo uwielbiam :D]

    Adam Lebiediew/Mathias Rathmann

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej! Puchoni są zawsze tacy kochani, czy Adam to wyjątek? :D Zapraszam do konfrontacji z moją niekoniecznie nikczemną Looney, Ślizgonką z pasją i żabą c:]
    Looney Tunes

    OdpowiedzUsuń
  7. [Bardzo sympatyczny, chociaż odrobinę smutny ale jakże uroczy Adam! Witamy ciepło na pokładzie statku Hogwart :D Bądź z nami długo i baw się świetnie. W razie chęci, chodź do mnie, coś wymyślimy.]

    Artair, Avalon, Hyun i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Jak ja kocham to imię! <3 Cześć! Baw się u nas dobrze ;) ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dobry wieczór! Taki słodki miś z niego chyba jest, co nie? Jeśli tak, to super. Na pewno znajdzie dużo miłości zarówno od dziewcząt, jak i chłopców. Naprawdę przyjemna karta, a na gifie odnajduję siebie codziennie rano nad śniadaniem <33
    Ach ja jeszcze tylko wspomnę, że link, zamiast zaprowadzić mnie do piosenki, to dotarł jedynie do pulpitu bloga(?), chciałam sobie posłuchać, a tu nic z tego :C Chyba że to tylko ja mam taki problem.]

    Pollyanna Bailey

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i oczywiście baw się cudownie, samych ciekawych wątków, i zostań z nami jak najdłużej! :)

      Usuń
  10. [Rathmann odrobiny miłości na swój sposób, przekaże temu chłopaczkowi :D]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  11. [Problem z napisaniem jakiegoś wypracowania za karę z jakiegoś przedmiotu? Przydzie do Rathmanna po kolacji, zejdzie im do późna i jakoś tak wyjdzie, że oboje zasną XD]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cieszę się, że się podoba!]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, Adamie, nie wiem czy wiesz, na co się piszesz! Przy Krumie Lee nie będzie miał nawet czasu pomyśleć, czy życie jest "raczej w porządku", czy ciut bardziej smutne. Zróbmy im wycisk na miotle! Wprawdzie już nie dziś, bo czekają mnie jeszcze jutrzejsze zajęcia, ale na pewno się odezwę.

    Alexei Krum

    OdpowiedzUsuń
  14. [Wchodzę w to. Masz coś konkretnego na myśli, czy ją mam ruszyć makówką? :D]

    Vinay

    OdpowiedzUsuń
  15. [Lubię go. Przytuliłabym go. Zjadła jak takiego tosta. W skrócie: bardzo mi się podoba, uwielbiam ludzi z takim charakterem, a dużym plusem Adama jest również to, że ma w sobie pewną nutkę tajemniczości, co chyba jest spowodowane ostatnim zdaniem pojawiającym się w karcie. Czapki z głów. Życzę pomyślnych wiatrów i wielu, wielu wątków!]

    Freddie Weasley, Leo Blueberry i Rozalka, której jeszcze nie ma

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Dasz się porwać na wątek?]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jestem troche-bardzo kiepska w zaczynaniu xd Bardzo opornie mi to idzie. Będę wdzięczna za zaczęcie :D]

    Adam Lebiediew

    OdpowiedzUsuń
  18. [Wydaje mi się, że Zab raczej nie nadaje się za bardzo na takiego typowego "doradcę"... Ale myślę też, że ciekawie może wyjść właśnie takie nachodzenie w Dowcipach może wyjść dość ciekawie ^^ W sumie zastanawiam się, co by z tego wynikło xD
    To co, kręcimy ten wątek? A może pomyślimy nad czymś z moją Puchoneczką? ;p]

    Scarlett & Zabini

    OdpowiedzUsuń
  19. To co, piszesz się na ten wycisk na miotle, czy szukać mniej oczywistych wątków?

    Alexei Krum

    OdpowiedzUsuń
  20. [Puchoni, łączmy się! Przychodzę w takim razie na wątek, proponujesz coś może? :)]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  21. [Mam już jedną znajomość zaczynającą się od podstaw, więc może zróbmy z nich przyjaciół od pierwszej klasy, nocne wypady też brzmią fajnie. Strasznie zaintrygował mnie fragment o patrzeniu tak samo na chłopców i dziewczyny oraz o wymykaniu się na więżę. Może dałoby się to jakoś połączyć i trochę narazić ich przyjaźń na małą próbę?]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Dokładnie :D A później się okaże czy może któreś z nich zacznie patrzeć na tego drugiego inaczej - jeśli np rozmowa zejdzie na te tory, co pewnie dla obu byłoby niemałym szokiem - czy zostaniemy przy przyjaźni. Chcesz może zacząć? :) Poczekam ile trzeba, nie spieszy mi się]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  23. [W sumie ten wątek z nagabywaniem Zaba mógłby wyjść naprawdę ciekawie ^^ Możemy próbować! Chociaż przyznam szczerze, że myślę, że wątek Adam-Skajka również mógłby wyjść ciekawie ;p
    Ale znając mój brak czasu, lepiej najpierw spróbujmy z jednym. Jeśli chodzi o wątek z Zabinim - chyba najsensowniej byłoby zacząć z punktu widzenia Adama, nie? ;p Ustalamy coś jeszcze czy lecimy praktycznie na żywioł?]

    Zabini & Skajka

    OdpowiedzUsuń
  24. [Cieszę się, że komentarz sprawił troszkę radości, bo był szczery :D Jeśli pojawią się chęci, wpadaj do Rozalki, chętnie wplączemy się w jakieś ciekawe powiązanie z kochanym Adasiem :D]

    Rosalie Bright, Freddie Weasley, Leonard Blueberry

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Rzadko je mam, ale nic straconego. Czego od tego wątku oczekujesz?]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  26. [Motyw z Adasiem przybywającym do Świńskiego Łba pod pretekstem podjęcia kolejnej próby pokonania Rozalki w karty wydaje mi się cudownym pomysłem. Sama wizja tego Puchona w miejscu takim jak ten bar jest urocza i zabawna, poza tym z tego nietypowego powiązania może wyjść nam coś ciekawego. Mam nawet pewien pomysł. Z góry przepraszam jak opiszę to trochę chaotycznie, ale ciężko mi poskładać dziś myśli.
    Widzę to tak: Rozalka jak co wieczór siedzi w Świńskim Łbie, grając w karty. Pozornie wszystko jest jak zawsze, zaciekawieni klienci gromadzą się wokół jej stolika, przyglądając się jak idzie partia. Do baru wchodzi Lee, akurat kiedy jest ostatnie rozdanie, więc można zacząć kolejną turę. Typowa wymiana zdań między nimi, kilka niewybrednych komentarzy, parę żartów, myślę, że Rozalka pewnie traktowałaby go już jak dobrego kolegę po tym jak tyle razy wpadał ją odwiedzać. Zgadza się, żeby przyłączył się do gry, wiedząc, że na pewno przegra, choć tym razem wieczór jest inny. Rosalie dostała zlecenie, pozornie bardzo proste. Ma dać wygrać jednemu z gości. Zadanie banalne, dziewczyna ma otrzymać za to sporą sumkę pieniędzy, wszystko pięknie. Tym razem jednak Adasiowi karta się poszczęściła. I mimo wymownych spojrzeń ze strony dziewczyny, nie odpuszcza. Adaś wygrywa. W wątku mamy pełną dowolność. Możemy mieć do czynienia ze strzelaniną - bitwą na różdżki hehe - któreś może zostać ranne, Rosalie może go wyciągnąć z baru i zaciągnąć do Wrzeszczącej Chaty, żeby mu pomóc, ogólnie możemy wpleść dużo akcji. Przy okazji Adaś może coś przypadkiem zostawić w tym barze i bardzo chcieć po to wrócić. Nie wiem, możliwości jest wiele, mogłoby wyjść ciekawie, zwłaszcza z tą Chatą, jeśli faktycznie Lee przychodził tam zwykle, bo był zaintrygowany Rozalką.
    Nie wiem, co o tym sądzisz, możemy też wykorzystać inny motyw. Rosalie zna przejście pod Wierzbą Bijącą do Hogwartu. Pewnej nocy mogłaby się tam wymknąć dokładnie jeszcze nie wiem po co, w każdym razie Adaś pewnie by ją na tym przyłapał, zrobiłoby się jakieś zamieszanie i ściągnąłby na nich kłopoty. Tym razem to on musiałby ją ukryć gdzieś w zamku, a trochę ciężko byłoby mu chyba wytłumaczyć skąd w środku nocy w jego dormitorium wzięła się wiedźma, która zawarła pakt z diabłem xD Można to jakoś fajnie też poprowadzić. Dawaj znać, co sądzisz. Jeśli się nie podoba, pomyślę nad czymś lepszym :D]

    Rosalie Bright

    OdpowiedzUsuń
  27. [Wchodzę w to :D Pozwolę sobie w takim razie z ogromną satysfakcją zwalić na ciebie zaczęcie. To tak z miłości :D <3
    Czekamy zatem niecierpliwie!]

    Rozalka

    OdpowiedzUsuń
  28. [Są chęci, więc jesteśmy. Niech dokarmiają razem myszy, jednocześnie oglądając gwiazdy. Lisa zaprowadzi go na dach i będzie trzymać kciuki podczas rozgrywek, a on niech nie pozwoli jej spaść i niczym pierwszakom od czasu, do czasu pomaga w lataniu. Taki spontaniczny wątek, a bo czemu nie. Ryzykujesz? Dziękujemy za powitanie i życzymy miłego wieczoru C:]

    Lisa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Jeśli chodzi o wątek, to myślę, że możemy zacząć od spotkania na wieży, które - można też jakoś dodać - ustali podczas wpadnięcia na siebie czy wspólnych zajęć. Później mogą trochę pobiegać po zamku i sprytnie niczym ninja uciekać przed prefektami, ale efekt końcowy może nie być dla nich zbyt dobry. cośsięjeszczewymyśli. Jeśli chodzi o to, kto wątek ma zacząć, to w sumie mogę ja, ale nie obraże się, a będę wręcz bardzo wdzięczna, jeśli zrobisz to Ty <3]

      Usuń
  29. [Witam serdecznie na blogu młodego Puchona :)
    Karta nie za długa, ale na temat, a to się zawsze liczy. Życzę udanej zabawy w naszym gronie oraz wielu ciekawych wątków :) W razie chęci zapraszam do siebie.]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  30. [Aa, dziękuję!
    Słodziak z tego Adama, jakoś nie umiem wyobrazić go sobie jako brutalnego pałkarza/ Ale tacy są najlepsi, hehe.]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Nie mam pojęcia.
    Pozornie typowe sytuacją mogą być nieobliczalne, co lubię, ale zwykle nigdzie nie prowadzą. O wiele bardziej odpowiadałoby mi umiejscowienie akcji gdzieś pomiędzy boiskiem a hogwarcką codziennością.
    Jako fundament proponuję ukradkowe obserwacje treningów innych drużyn, na które raz na jakiś czas pozwala sobie V. Może się zdawać, iż robi to w celach oczywistych, aczkolwiek prawdą jest, że w masochistycznym uniesieniu irytuje się, widząc, jak niewiele dyscypliny zaszczepiają w swoich zawodnikach jego konkurenci.
    Viggo, jeżeli chodzi o sport, to prawdziwy tyran, perfekcjonista i kapitan rodem z piekła. Ułożone przez niego treningi przypominają niemalże obóz przetrwania, więc, choć nie mogę wypowiadać się za pozostałych kapitanów, wydaje mi się, że w porównaniu Slytherin-Hufflepuff, Puchoni cechują się większą swawolą.
    Do czego zmierzam z tą swoją paplaniną? Otóż do tego, że miło byłoby ich wplątać w sytuację, w której albo to Viggo zderza się z lekką ręką w Hufflepuffie lub odwrotnie, to Adam mierzy się ze ślizgońską katorgą.]

    OdpowiedzUsuń
  32. [Kumple! Jasne, że kumple. A mogą sobie nawet razem patrzeć w ten Księżyc razem, dlaczego nie, Gideon też lubi, chociaż na to nieszczęsne Koło Astronomiczne się spóźnia. I w sumie to nie mam bardziej złożonych pomysłów, słaba w to jestem, przepraszam. :<]

    Gideon Finnigan

    OdpowiedzUsuń
  33. [Dziękuję bardzo serdecznie! <3]

    Soleil Yaxley

    OdpowiedzUsuń
  34. Zwykle kładł się spać znacznie później, lecz tym razem schował się w puchońskim dormitorium kilkanaście minut po wybiciu dwudziestej trzeciej, szczelnie zasuwając kotary w nadziei, że nic nie przeszkodzi mu w przynajmniej kilku godzinnym śnie. Dla pewności odprowadził swojego wiecznie hałasującego puchacza do sowiarni, a kota przekupił znalezioną tam na wpół żywą myszą wierząc, że dzięki temu uwielbiające robić mu na złość zwierzęta odpuszczą, dając mu święty spokój. Nie miał pojęcia co tego konkretnego dnia tak skutecznie ścięło go z nóg, ale potencjalnych przyczyn było całkiem sporo. Samo stawianie się na zajęciach było męczące, a jeśli dodać do tego sporadyczne patrolowanie terenu z wystawioną na widok publiczny wypolerowaną odznaką Prefekta… Krótkotrwały wypoczynek w pokoju wspólnym Hufflepuffu nie był wystarczający, zatem nie pozostało mu nic innego poza zwinięciem się w ciasny kłębek i całkowitym schowaniu się pod kołdrą. Dokładnie tak jak robił to paręnaście lat temu, straszony wielką akrumantulą wypełzającą spod jego łóżka w samym środku nocy bądź też innymi potworami, które pozbyłyby się go szybciej niż rzucone w pospiechu zaklęcie. Przez dobrych parę minut tkwił w kompletnym bezruchu, ograniczając się do nasłuchiwania stłumionych rozmów tych, którzy nie zdążyli jeszcze zaszyć się w swoich sypialniach tłocząc się na krętych schodach czy przystając tuż obok poszczególnych, prowadzących do środka dormitoriów drzwi. Lubił to robić i wcale nie uważał tego za podsłuchiwanie; prawie zawsze pomagało mu to szybciej zasnąć, a jeśli przy okazji mógł dowiedzieć się czegoś ciekawego…
    Sny Hugona rzadko kiedy należały do tych normalnych. Często niedaleki czas po zamknięciu oczu stawał się on uczestnikiem krwawej potyczki z udziałem owładniętych rządzą zemsty mugoli czy też zamieniał się w jednego z owych niemagicznych, zostając zmuszonym do stanięcia oko w oko z zagrożeniami normalnego świata, które dotychczas widywał jedynie w książkach i trzymanych u dziadka Arthura grach wideo. Zdarzało się wówczas iż sny były na tyle realne, że po nagłym wyrwaniu się z objęć Morfeusza napotykał na trudności z odgadnięciem, czy tamte sceny były prawdziwe czy wręcz przeciwnie. Tak było i tym razem, kiedy poczuł na swojej wystającej spod kołdry stopie czyjeś zimne palce. Zerwał się do pozycji siedzącej w ułamku sekundy, początkowo niepewnie wodząc wzrokiem po pomieszczeniu, jednak stosunkowo szybko odetchnął z ulgą widząc kto tak naprawdę czaił się na niego w ciemnościach.
    — Adam, odbiło ci? Wiesz która jest godzina? — odetchnął głęboko i po omacku sięgnął po różdżkę, jednym machnięciem sprawiając, że na jej końcu zapaliło się małe, rozświetlające dormitorium światełko. — Powiesz wreszcie czego ode mnie chcesz? — zapytał ponaglającym tonem głosu, zastanawiając się co tym razem wpadło do głowy jego przyjaciela.
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  35. [Wydaje mi się, że chyba nie mam nic do dodawania ;p Zab cierpliwie czeka na zaczęcie nękania ;p]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  36. Vinay Belzungovich ostatnio ciągle był pod obstrzałem pilnych, obserwacyjnych spojrzeń profesorów. Sam nie wiedział dlaczego to się stało, ale odnosił wrażenie, że wszyscy pragną mu wlepić szlaban. Czyżby wśród kadry istniał jakiś ranking, w którego pozycjach znajdował się Vinay? Nie miał pojecia i nie był pewien czy chciałby się tego dowiedzieć. Wiedział jedno. Mieli pewnego rodzaju powody, do jego bacznej obserwacji, ale wlepianie szlabanów za każde, najmniejsze przewinienie zaczynało go męczyć. Szczególnie, gdy na szlabany trafiał z ludźmi, z którymi czasu spędzać zwyczajnie nie chciał. Tym razem było dokładnie tak samo. Gdy stawił się w bibliotece, gdzie miał pierw przepisać rozdział jednej z ksiąg, a następnie dokładnie, starannie wyczyścić regały i książki wraz z Adamem Lee… Jego przeciwnikiem. Pałkarzem Puchonów. Mógł tolerować wiele osób, ale on. On był tym, który był jego bezpośrednim rywalem. Grali na tej samej pozycji i obaj starannie walczyli o dobro swojej drużyny.
    — Pani Byron powie wam, gdy będziecie mogli zakończyć swoją pracę, ja wpadnę tutaj za jakiś czas, skontrolować, czy aby na pewno porządnie wykonujecie swoje zadanie. Oczywiście… Zero magii, moi mili. — Profesor obdarowujący ich szlabanem uśmiechnął się złośliwie, a następnie zniknął za drzwiami biblioteki, pozostawiając wrogów samych sobie. No, wraz z panią Byron, która nie wyglądała na szczególnie zainteresowaną ich zadaniami. Położyła tylko na stole książkę i uszykowała dwa kawałki pergaminu, dwa pióra i dwa kałamarze. Wszystko było jasne. Mieli przepisać rozdział, a następnie zacząć sprzątać. Vinay był wściekły, bo naprawdę miał już dosyć tych wszystkich szlabanów. Z drugiej strony był świadom, że jego ostatni numer, który wywinął wraz z Wiktorem naprawdę… Zasługiwał na ukaranie, z drugiej strony, Belzungovich był pewien, że już jest po sprawie. Obaj dostali reprymendę od dyrektora, bibliotekarki i od rodziców. Od rodziców w szczególności.
    Vinay podszedł do jednego z krzeseł, tego bliżej okna i usiadł od razu, zajmując sobie, jego zdaniem lepsze miejsce. Był ciekaw za co trafił tutaj Adam, ale nie zamierzał wypytywać. W ogóle nie brał pod uwagę rozpoczęcia z nim rozmowy. Najchętniej wyszedłby i trzasnął drzwiami, zostawiając Puchona samego sobie.

    Belzungovich, którego autorka przeprasza za to u góry.

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Skądże! Zostawmy takie drobnostki Viggowi.
    Prawdę mówiąc, niekoniecznie chodziło mi o boisko. To byłoby wówczas raczej nużące i nieprzyjemne dla obu stron, takie ślęczenie (pewnie za karę) na cudzym treningu albo podzielenie się kawałkiem murawy, bo nie można było dość do porozumienia w kwestii rozporządzania godzinami.
    To połączenie dwóch domów i dwóch osobowości możemy przecież przelać na wiele innych aspektów. Nie mam tylko konkretnej idei, więc wspólne myślenie będzie nieocenione.
    Może jakiś hogwarcki tydzień głoszący coś w stylu: wylosuj swojego kompana na najbliższe trzy dni, gdzie wszystko miałoby jakiś odgórnie narzucony sens, ale nikt nie wiedziałby jaki? Nie wiem, wymyślanie boli.]

    Viggs

    OdpowiedzUsuń
  38. Oni nigdy, przenigdy, ale to za żadne skarby nie powinni się przyjaźnić. Nigdy. Nie. Ble. Absolutnie ble. Po pierwsze, grają w przeciwnych drużynach Quidditcha – przyjaźń niemal formalnie zakazana. Po drugie, ich znajomość rozpoczęła się od tego, że Julia dostała od Adama tłuczkiem w plecy – wprost idealnie! Po trzecie, i najważniejsze: ADAM, JAK ŚMIESZ LEŻEĆ NA MOIM PODRĘCZNIKU OD NUMEROLOGII? TOŻ TO ŚWIĘTA KSIĘGA! No, i tak to mniej więcej wygląda. To się po prostu nie powinno wydarzyć. Ale może każdej spokojnej duszyczce potrzebna jest w życiu nuta szaleństwa, a każdy szaleniec potrzebuje czasem odrobiny spokoju? Fajnie, tylko dlaczego zawsze kończyło się jednak na szaleństwie?
    - Adam, przestań spać mi na książkach. - mruknęła Julia, całkowicie zrezygnowanym tonem, zastanawiając się co jej wpadło do głowy, żeby brać ze sobą do biblioteki tego człowieka. Wielki, arcyważny tekst z numerologii zbliżał się wielkimi krokami, Julia czuła się jeszcze niewystarczająco wybitna i zamiast się skupić, zaszyć gdzieś w spokoju... A, nieważne, i tak już wszystko stracone.

    Juleczka-kujoneczka

    OdpowiedzUsuń
  39. Lisa, dzień przywitała jeszcze zanim na niebie leniwie pojawiło się słońce. Z pozytywnym nastawieniem oraz piżamą gęsto obraną jasną sierścią kota, który uwielbiał wtulać się w nią nocą, podeszła do okna i przez kolejne pięć minut obserwowała budzącą się do życia naturę. Później, najciszej jak potrafiła, zajęła się wykonywaniem porannej gimnastyki rozluźniającej, która — jak zdążyła już dawno się przekonać — dawała jej więcej energii niż filiżanka mocnej kawy oraz powoli sprawiała, że coraz szybciej i zwinniej uciekała przed niebezpieczeństwem. Wymachiwała nogami jak szalona, jednocześnie podśpiewując pod nosem ulubioną piosenkę i mając wielką nadzieję, że nie zbudzi wciąż pogrążonych we śnie współlokatorek. I właśnie wtedy — próbując wykonać jedną ze wciąż skomplikowanych jak dla niej figur gimnastycznych — runęła jak długa, z impetem upadając na posadzkę. Pozostałe Krukonki delikatnie zdezorientowane, szybko wstały z łóżek, jednak po ujrzeniu rozłożonej na podłodze koleżanki wybuchły głośnym śmiechem, zresztą jak sama niezwykle żałośnie wyglądając w tamtym momencie gimnastyczka od siedmiu boleści. Aktywne powitanie słońca skończyło się ostatecznie na delikatnie zdartym czubku brody oraz myśli nasuwającej propozycje zastąpienia ćwiczeń szklanką soku pomarańczowego. Później przypomniało jej się jednak, że na cytrusy ma uczulenie.
    Dzień zapowiadał się ciekawie. Miała test z nie docenianej historii magii oraz zaliczenie z zaklęć, ale tym niezbyt się przejmowała. Przepadała za tym przedmiotem, nawet jeśli nie zawsze wszystko szło tak, jakby chciała, ale w końcu człowiek uczy się na błędach. Nie straciła jednak wiary w siebie i pozytywnego nastawienia, a szkolne wyzwania na ten dzień, później określiła nawet na całkiem łatwe. Wizja wolnego wieczoru, który zamierzała spędzić w jakiś niezbyt ciekawy oraz rozwijający sposób, również szybko poszła w niepamięć, na szczęście.
    — Cudownie — odpowiedziała na propozycje Adama, uśmiechając się promiennie. Zanim zdążyła porządnie go przytulić, chłopak pobiegł w swoją stronę, zostawiając ją przed grupą szepczących między sobą Krukonów, byli ciekawi — jak zresztą na wychowanków domu Roweny Ravenclaw przystało. Roześmiana podeszła do wolnego stanowiska obok swoich koleżanek, które niemal od razu zasypały ją jednym i tym samym pytaniem, zadanym jednak w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. Lisa czasami wątpiła, czy niektórym dziewczynom zdarza się prowadzić relacje, które nie opierają się jedynie na zauroczeniu czy miłości, jaką darzą się zakochani. Dla wielu koleżeństwo, a już nie daj Boże przyjaźń, pomiędzy chłopakiem a dziewczyną istnieć absolutnie nie mogła i była czymś nieosiągalnym.
    — Zdarza się nam dokarmiać gołębie i szczury — odpowiedziała zdawkowo, nie chcąc rozpoczynać dyskusji — Co dziś robimy?
    Biegła na wieżę jak najszybciej potrafiła, choć wcale nie musiała. Miała jeszcze niecałe dziesięć minut, a od miejsca spotkania dzieliło ją tylko kilkadziesiąt metrów. Zawrotna prędkość powodowała, że raz zgubiła kapelusz, a włosy wciąż wpadały jej w oczy, ale kto by się tym teraz przejmował.
    — Adaś! — krzyknęła, gdy wreszcie dotarła na wieżę. Otwarta klapa uświadomiła ją jednak, że chłopak jest już na dachu i pewnie rozkoszuje się widokiem nieba nocą, który tak bardzo lubiła.
    — Hej, nie zamierzasz skakać? Bo słyszałam, że szalenie zamieszałam ci w głowie i w ten sposób próbujesz udowodnić mi swą miłość. Och, Romeo — mówiła, dostając się sprytnie do zajętego przez niego miejsca i siadając obok. — Nawet mi proszę nie mówić, że potrafię oczarować tylko te gołębie i ewentualnie jeszcze szczury — uśmiechnęła się, spoglądając na nadlatujące ptaki — No, ale po coś wracają.

    Lisa

    OdpowiedzUsuń
  40. [Cześc! Przepraszam, że piszę z takim opóźnieniem, ale święta to jednak strasznie zabiegany czas i nie sprzyja wątkowaniu, przynajmniej u mnie :/ Chciałam spytać, czy dalej masz ochotę na wątek z Addie i jakieś pomysły, które chcesz wykorzystać :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  41. [Dziękujemy pięknie za powitanie. :) Życzymy Adamowi trochę więcej optymizmu w życiu, baw się z nim dobrze! ;)]

    Rhena Travers

    OdpowiedzUsuń
  42. [Dziękuję bardzo! Muszę powiedzieć, że Adam jest mimo wszystko bardzo pozytywną postacią i taką normalną, podoba mi się to :) Jeśli jest ochota na wątek z Millie, zapraszam. W sumie nawet miałabym pomysł – tata Adama i matka Millie mogliby się skądś znać, przez co i nasza dwójka miałaby ze sobą kontakt jeszcze zanim oboje wylądowali w Hogwarcie. A co z tym dalej zrobimy, możemy jeszcze wspólnie się nad tym zastanowić.]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  43. [Nawiedzam dziś wszystkich z piorunami przy nazwisku, wiec nie mogłabym tutaj nie trafić. Bardzo sympatyczny ten Twój Puchon. Gdyby była chęć na wątek z moją Amelią to ja z chęcią nad czymś dla naszych postaci pomyślę! :)]

    Amelia Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  44. [Mój wczorajszy dzień został całkowicie wycięty z życia, więc nie miałam czasu wstępnie pomyśleć nad niczym :( Powiedz jakiej oczekujesz relacji, a ja się zajmę całą resztą, a może i dorzucę coś od siebie! :)]

    Amelia Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  45. [ Ach, wspaniale!
    Mam nadzieję, że bardzo chętnie też zaczynasz, bo nie sadzę, by planowanie czegokolwiek miało dalej sens. Wszyscy lubią nieprzewidywalność.]

    Viggo

    OdpowiedzUsuń
  46. [Jestem za! Ogólnie Millie czuje się jednak bardziej przywiązana do świata magicznego i odkąd może czarować poza Hogwartem, robi to dość często. Oczywiście, na ulicach Londynu raczej tego robić nie będzie, szczególnie że tam nie zabiera ze sobą różdżki zazwyczaj, więc możemy ich wepchnąć w jakąś podróż po mieście, aby odkrywali i testowali różne nowe mugolskie wynalazki :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  47. Wszystko zawsze szło nie tak jak chciał tego Mathias. Nauczył się, że życie skazało go na wieczną porażkę oraz życie w niepewności. Stale odsuwa od siebie ludzi nie chcąc się do nikogo przywiązywać, by potem nie przeżywać kolejnego rozczarowania. Zerwał kontakty z pozostałymi członkami rodziny, a w zasadzie to oni zerwali wszelaki kontakt z nim zaraz po tym jak wydał własnych rodziców, narzeczoną oraz część rodzeństwa w ręce Ministerstwa, gdy ci w szeregach Mrocznych przegrali wojnę. Po dziś dzień jest mu za to wstyd i żałuje, cholernie żałuje. Stracił miłość swojego życia, co przeżywa każdego dnia na nowo stale uciekając przed czyhającym na jego życie starszym bratem pragnącym zemsty. Hogwart był dla niego swoistym schronieniem, które nieco zagłuszyło jego ból, jednak nie zlikwidowało męczących go co noc koszmarów. Grono nauczycielskie przyjęło go niezwykle ciepło, jednak uczniowska społeczność od razu nie polubiła. Ci co lepiej go znali wiedzieli, że Mathias do rozmownych nie należał i lepiej było go nie denerwować jeśli nie chciało się mieć zepsutego całego dnia, a w najgorszym wypadku całego roku szkolnego. Miał swoje zasady i morale, których sztywno się trzymał i nie należało ich kwestionować. Idąc przez korytarz mogło się wydawać, że niektórzy uczniowie wstrzymywali oddech na jego widok obawiając się, że zaraz do czegoś się doczepi, jednak ten kto chciał umiał żyć dobrze z profesorem Rathmannem. Wystarczyło nie odpuszczać jego zajęć, systematycznie odrabiać prace domowe, a co najważniejsze nie spóźniać się, nawet nie wymagał ciągłego siedzenia z nosem w książkach. Jeśli te wszystkie warianty zostały spełnione można było liczyć na szczery uśmiech ze strony Mathiasa, który był zmienny jak babka w ciąży.
    Uniósł głowę znad sterty książek, gdy usłyszał dobrze znajomy głos, lubianego przez siebie ucznia. Uśmiechnął się nieco, odkładając pióro na bok, po czym spojrzał zdumiony na zegarek. Mathias zupełnie nie wiedział, co może sprowadzać do niego chłopaka o tej porze.
    — Dobry wieczór — odparł, wstając ze swojego miejsca. — Co Cię do mnie sprowadza? — zapytał wlepiając w niego uważne spojrzenie.

    Leniwy Mathias, który nie umiał wcześniej zebrać tyłka do odpisu, a wena ma go gdzieś...

    OdpowiedzUsuń
  48. [Jasne, postaram się w przeciągu kilku dni zacząć :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  49. [Myślę, że można by to tak rozegrać. Może już po którejś rozmowie, Amelia zostawiłaby przez przypadek (mogliby się zagadać, i z roztargnienia wyszłaby bez wysłania listu) przesyłkę do babci? Mógłby jej ją przynieść, czy coś, Amelka mogłaby go oskarżyć o zaglądanie do środka co mogłoby być bezpodstawne lub podstawne - zależy od Ciebie czy Adam byłby na tyle ciekawski, aby zajrzeć do środka. Ale, ogólnie myślę, że pomysł z sowiarnią jest naprawdę dobry ;)]

    Amelia Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  50. [Dobra... To zaczynamy od tego spotkania pod drzwiami, czy chcesz rozpocząć w sowiarni? :)]

    Amelia Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  51. Zignorowała wyraźny wyrzut w spojrzeniu Adama i zaciskając usta, wzięła do rąk książkę, na której przed chwilą leżała jego głowa. Cóż za ignorant! Zero szacunku do wielkich dzieł nauki! Potem będzie tylko dostawał najgorsze stopnie i błagał o korepetycje. Typowe.
    Na jego słowa uśmiechnęła się lekko, ale zaraz zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
    - Wyobraź sobie, że zasób wiedzy, jaki chciałabym zdobyć nie kończy się na tej niewielkiej książeczce. - powiedziała, unosząc ją do góry, ale zaraz odłożyła, bo tak naprawdę daleko jej było do bycia 'książeczką', a już na pewno nie była 'niewielka'. Miała chyba z tysiąc stron, zajmowała sporą część stołu, oprawiona była w grubą skórzaną okładkę i z pewnością idealnie się sprawdzała jako poduszka. Ale zdecydowanie nie była niewielka.
    - A rozrywki mi nie brakuje, ale miło, że się martwisz. - oznajmiła, uśmiechając się ironicznie. - Za gwałt też podziękuję. Weź się w końcu do roboty, Lee.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  52. [Myślę, że może tak być! To teraz tylko pytanie, kto zaczyna? :)]

    Amelia Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  53. Lubiła, gdy wiatr rozwiewał jej włosy i gdy jedynym źródłem światła był Księżyc nieśmiało wychylający się zza chmur. Szalała za porankami i budzącym się do życia światem, ale własną nostalgię ostatecznie odnalazła w ciemności. To noc powodowała, że traciła dech w piersiach, niekiedy z przerażenia częściej jednak z naiwnego zachwytu. To gwiazdy fascynowały ją bardziej od blasku słońca i fakt ten wiedzieli tylko nieliczni.
    — Jesteś kochany — spojrzała na chłopaka z rozanieloną miną, by po chwili, bez wahania przytulić się do niego — Naprawdę dziękuje, że zorganizowałeś ten wieczór. Jestem ostatnio strasznie zabiegana i nawet nie wiedziałam, że tak okropnie się za tobą stęskniłam — mówiła, wciąż nie odsuwając się od Adama, bo bardzo potrzebowała bezkarnego przytulania, a w pakiecie oprócz przyjaźni przecież otrzymuje się też comiesięczny darmowy pakiet tulenia. — Na zielarstwie kompletny kanał, nikt nie chce wierzyć, że dokarmiamy gołębie.
    Dopiero po dłuższej chwili odlepiła się od Puchona i wzięła swój kubek z herbatą, by po chwili skusić się także na kanapeczkę. Drżyj idealna sylwetko!
    — Larissa mnie zabije, jak się dowie, przysięgam. Ona rozpisała nam wszystkim dietę i powiesiła na ramie każdego łóżka — odezwała się, biorąc kolejnego gryza — Bożeno, jakie dobłe! Jak ty to? Tyle lat się z tobą przyjaźnie, a dopiero teraz odkrywasz przede mną ten kanapkowy talent. Ty bezduszny jesteś!
    Było jej cudownie beztrosko, choć dla nieobeznanych w sprawie ich dwójka wyglądała zapewne jak para przyszłych samobójców.
    — Sądzisz, że powinnam wziąć udział w tym konkursie piosenki? — upiła łyk herbaty — Cynamonowa, uwielbiam cynamon. Bo wiesz, mam raczej marne szanse z Agnes, ale chciałabym spróbować.
    Lisa śpiewała bardzo dużo i często, ale występy przed dużą publicznością niebyły jej mocną stroną, choć w zasadzie niczego nie była pewna. Nikt jeszcze nie odkrył jej głosu, tak jakby chciała. Śpiewała wprawdzie w chórze, ale robiła tam tylko jako tło, dla tych lepszych i sprawdzonych artystek. Nie miała im oczywiście tego za złe, podziwiała ich wręcz, ale chciała kiedyś zabłysnąć przed szerszym gronem niż rodzina, przyjaciele czy pluszowe maskotki w pokoju.
    — Wszystkie piosenki są dozwolone, więc mogłabym zaśpiewać coś ze swojego ulubionego repertuaru — ciągnęła — Patrz! To chyba spadająca gwiazda, co?

    [Jeżeli pan Adam, nie ma jeszcze całkiem zajętego serduszka (jeśli mogłaby je zająć dziewczynka w ogóle) i jesteście zainteresowani relacją, którą mam do oddania w powiązaniach, to chętnie Wam ją podarujemy, bo super by mi to pasowało, jak tak patrzę na nasz wąteczek. Chodzi mi o tę, którą zajmuje Felix. Oczywiście tylko proponujemy! Jeśli chciałabyś o coś dopytać, cokolwiek to mój mail i gg jest podany pod kartą, tak w razie czego.]

    Lisa

    OdpowiedzUsuń
  54. [Ależ on jest super! <3]

    Winnie Dickson

    OdpowiedzUsuń
  55. Wolne dni między świętami a nowym rokiem, które spędzała w domu, chciała wykorzystać na coś pożytecznego. Nie miała ochoty siedzieć w domu bite dwadzieścia cztery godziny na dobę, więc postanowiła zaplanować sobie jakoś ten wolny czas. Zwiedzić miejsca, których nie miała okazji jeszcze zobaczyć, odwiedzić te, w których już była, ale do których lubiła wracać, a także spotkać się z przyjaciółmi, którzy również spędzali ten czas w domu. Jedną z takich osób był Adam, więc tuż po świętach napisała do niego list i wysłała go sową należącą do rodziców. Sama swojej nie miała, posiadała jedynie białą kotkę imieniem Jinx, która uwielbiała się wylegiwać tam, gdzie było ciepło. Jeszcze kiedy była kociakiem, lubiła bawić się z Millie. Teraz, jeśli nie spała, urządzała sobie wycieczki po zamku i potrafiła zniknąć na kilka godzin. Walker jednak była już do tego przyzwyczajona i za każdym razem wiedziała, że kotka wróci. Trzymała się raczej z dala od kłopotów, a jeśli już w jakieś wpadła, bez problemu sobie z nimi radziła. Nieco inaczej było z jej właścicielką, bo ta nie zawsze potrafiła wyjść z nich obronną ręką, o ile w jakieś wpadła.
    Umówiła się z Adamem na środę wieczór. Nie planowali nic konkretnego, chcieli skorzystać z ładnej pogody i pospacerować po mugolskim Londynie. Oczywiście, Millie mogłaby zabrać ich w jakieś inne, położone kilkaset kilometrów od miasta miejsce, ale wiedziała, że będzie jeszcze mnóstwo okazji, aby odwiedzić inne zakątki kraju. Takie dłuższe wypady wolała zostawić na wakacje, które najczęściej spędzała właśnie z Adamem. Szczególnie, że te po siódmej klasie będą jej ostatnimi wakacjami, gdyż po nich miała zamiar iść do pracy. Wciąż nie była pewna gdzie pójdzie, wiedziała jedynie, że cokolwiek to będzie, będzie związane z eliksirami. Za bardzo lubiła mieszać w kociołku i eksperymentować, aby z tego zrezygnować. Poza tym, miała do tego prawdziwy talent i szkoda by było, aby się zmarnował, przynajmniej tak powtarzał jej ojciec.
    Punktualnie o godzinie siedemnastej zjawiła się pod domem Adama, teleportując się tam wprost ze swojego podwórka. Lubiła ten rodzaj podróżny, był szybki i wygodny, a do dziwnego rwania w pępku już się przyzwyczaiła. Zdecydowanie wolała to, niż podróżowanie siecią fiuu, po której była cała w popiele. Oczywiście, mogłaby szybkim zaklęciem się wyczyścić, ale swoją różdżkę zostawiła w pokoju, będąc pewną, że w mugolskiej części Londynu do niczego jej się nie przyda.
    Zadzwoniła dzwonkiem do drzwi, po czym wcisnęła dłonie do kieszeni beżowego płaszcza i kiwając się na piętach, czekała aż ktoś jej otworzy. Mimo, że termometry wskazywały kilka stopni powyżej zera, Millie miała na sobie ocieplany płaszcz, szyję oplatał jej gruby szalik, na głowę wcisnęła czapkę, zaś na dłonie nasunęła rękawiczki. Była okropnym zmarzluchem, który widząc niektóre dziewczęta w cienkich kurteczkach, butach na koturnie i krótkich spódniczkach, aż trząsł się z zimna. Nic dziwnego, że opatuliła się od góry do dołu.

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  56. [W sumie tęskno mi do wątków z Quidditchem, więc bardzo chętnie bym jakiś napisała, skoro mamy okazję :) Możemy wyjść od treningu, Adam i Addie mogliby się o coś kłócić w powietrzu, ogólnie zrobiliby wokół siebie niezłe zamieszanie, w jedno z nich uderzyłby tłuczek i kontuzja murowana, coś poważnego, co na pewno skończyłoby się pobytem w Skrzydle Szpitalnym. Pasowałoby ci? :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń