20 grudnia 2016

I touched you but it starts to hurt

Niejednokrotnie słyszał, że brakuje mu odwagi. W przeciwnym razie Tiara Przydziału nie miałaby wątpliwości i gdy tylko spoczęłaby na charakterystycznej, płomiennie rudej czuprynie, bez zastanowienia i chwili namysłu wykrzyknęłaby Gryffindor. Ten scenariusz widuje jedynie we własnej, zbyt często pogrążonej w rozmyślaniach głowie, nie odczuwając z tego powodu ani grama smutku czy rozczarowania. Mimo iż nie przyznał tego głośno, nigdy nie przepadał za kolorem czerwonym, o stokroć bardziej woląc owijać szyję żółtawym szalikiem w barwach Hufflepuffu. W końcu bycie borsukiem to wbrew powszechnej opinii żadna ujma. Głęboko wierzy, że w niedalekim czasie zdoła udowodnić, iż to niewielkie stworzenie może dorównać nawet lwom.
Słyszał też, że jego stopnie mogą pozostawiać wiele do życzenia, ale nie przejmował się tym nawet przez sekundę. Nie odziedziczył ambicji po matce, tak jak ona pozyskując miano książkowego mola, chociaż nie przeczy, że owe grube tomiszcza często okazują się przydatne. Szczególnie gdy nie ma pod ręką sprzętu służącego do ekspresowej eliminacji spacerującego po blacie biurka robaka. Dziadek Weasley nie zaszczepił w nim miłości do wolnych od magii przedmiotów, a babci Molly jak dotąd nie udało się zarazić wnuka pasją do gotowania czy wsłuchiwania się w słowa hipnotyzujących piosenek Celestyny Warbeck. Za to z ochotą odwiedza sklep wujka George'a i jeszcze chętniej teleportuje się do wujka Billa, z mniejszym entuzjazmem dając się zapraszać na niedzielne obiady do kolejnego z wujków - Percy'ego. Zerwał z tradycją, raz na zawsze odchodząc od utartego już schematu rudzielca-gryfona, w zamian otrzymując pakiet cech tworzących mieszankę iście wybuchową, w gronie rodziny i przyjaciół pieszczotliwie zwaną Hugusiem.

HUGO GIDEON WEASLEY
Buźka Hugona to Tijn Elbers, w cytacie years&years.
GG: 61591739

73 komentarze:

  1. [Lily już go kocha, chociaż lubi czerwony, a najbardziej marzyło jej się bycie u Krukonów (ale jak widać u niektórych tylko nazwisko jest wyznacznikiem).
    Cześć, bawcie się dobrze i zapraszamy do nas, w razie chęci!]

    Lily Potter

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dzień dobry, ależ on uroczy! Wizerunek jest dobrany idealnie, a karta i jej html. O matulu, cudownie, cudownie! :)
    Muszę przyznać, że kreacja Hugo jest po prostu świetna. Wydaje się być takim promyczkiem. Z chęcią poznam go bliżej, w wątku z którąś z moich postaci ;)]

    Artair, Avalon, Hyun i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ja go przygarnę! Dzień dobry, uroczy wyszedł Ci ten Huguś. :) Aż szkoda byłoby nie wykorzystać, że oboje uczęszczają na koło ONMS i do tego są na tym samym roku, więc zaproponowałabym jakieś powiązanie, o. Myślę, że Marcy mogłaby go nawet polubić ze względu na jego miłość do zwierząt i pogrywanie na konsoli (w końcu ktoś, kto ma kontakt z technologiami, alleluja!), chociaż dobrą koleżanką to ona zdecydowanie by nie była. Ale hej, rudzielce powinny trzymać się razem. :D]

    Marigold

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jako dwójkę najmłodszych (wiek Lucy i Roxanne został, nie wiedzieć czemu, zaniżony) wyobrażałam ich sobie jako takich dobrych przyjaciół, niemniej jednak, skoro Hugo jest starszy, nie zaczynali szkoły w tym samym roku. Mimo to chętnie połączyłabym ich linią dobrego, ciepłego kontaktu (mogliby być najbliżej z całego kuzynostwa, jeśli chcesz), w której to parce widzę Lilkę jako tą, która co i rusz pakuje ich w tarapaty. Na pewno zazdrościłaby trochę kuzynowi, że nie jest w Gryffindorze, ale ogółem nastawiona byłaby bardzo przyjaźnie. Co do samego wątku, myślałam, by może przenieść akcję na powrót do domu na święta i rodzinne spotkanie? Panna Potter, która miewa swoje humorki, pokłóciłaby się o coś z matką/ojcem/bratem, wyszłaby bezceremonialnie z domu... i Hugo mógłby do niej dołączyć, by się nie zgubiła. :) Czy coś w ten deseń.]

    Lily Potter

    OdpowiedzUsuń
  5. [Przez kilka ładnych minut siedziałam i zachwycałam się htmlem, bo sama jestem kompletnym amatorem w zabawie z kodami i chciałabym kiedyś nauczyć się robić coś tak ładnego, meh. W każdym razie - cześć i czołem! Miło powitać kolejnego Weasleya w gronie autorów, zwłaszcza takiego, który pomaga George'owi, bo mój pan jest leniwy i ktoś go musi w tym wyręczać :P Urzekły mnie gify, lubię tę buźkę. Hugusia też lubimy i dlatego życzymy pomyślnych wiatrów, licznych wątków, a przede wszystkim czasu i wytrwałości!]

    Freddie Weasley, Leonard Blueberry i przyszła Rozalka, której jeszcze nie ma na blogu

    OdpowiedzUsuń
  6. [Wiedz, że ja bardzo nie lubię w wymyślanie, ale... Pogłówkuję nad czymś ciekawym dla nas, jak nie wyjdzie, będziemy musiały obie się wysilić. Myślę, że może być wątek z Artairem, jak najbardziej! Tylko przygotuj się, że to niekoniecznie będzie bardzo pozytywne. No, chyba że mnie olśni bardzo to może, może będzie dobrze :D]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Jeżeli umiesz dobrze wymyślać, to ja bez żadnych niepotrzebnych wstępów proponuję Ci wątek.
    Witaj na pokładzie.]

    V.V x2

    OdpowiedzUsuń
  8. [Przeuroczy on jest, naprawdę. Charlie by go ukochał, ale ze swoim wilkołactwem trudno mu będzie, biorąc pod uwagę, że Hugo raczej, cóż, za nimi nie przepada. Z drugiej strony mogłoby to być ciekawe, gdyby pewnego dnia dowiedział się, kim jest.]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  9. [Zarówno wymykanie się poza teren zamku, jak i posiadanie nielegalnie jakiegoś zwierzątka brzmią kusząco, dlatego ja bym to jakoś zgrabnie połączyła. Może podczas jednej z takich wycieczek zawędrowaliby aż do Hogsmeade (i tak najbardziej logiczna opcja, skoro wszystkie tajne przejścia właśnie tam prowadzą, a przecież przez główną bramę nie wyjdą) i tam natknęli się na jakiegoś typa sprzedającego magiczne zwierzęta? Przykładem Hagrida mogłoby to być coś jeszcze niezarejestrowanego, jak sklątki tylnowybuchowe, albo po prostu bardzo niebezpiecznego. A że oboje byliby zaciekawieni tym zwierzątkiem, postanowiliby je kupić/przygarnąć za darmo.]

    Marigold

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ta karta to istne cudo, html jest mistrzowski i zazdrość mnie strasznie zżera, gdy na niego patrzę, ale Huguś jest tak uroczy, że jestem w stanie przełknąć mój wstyd związany z brakiem umiejętności w zakresie komputerowej grafiki i zaproponować wątek ;) My byśmy go bardzo chętnie przyjęli do Hufflepuffu, to w końcu najlepszy dom, jednak skoro Tiara Przydziały chciała inaczej, musimy przyjąć ten fakt do wiadomości i jakoś pokombinować! Oczywiście witam cię serdecznie, życzę ci mnóstwa świetnej zabawy, a samemu Hugonowi jakiejś szalonej akcji, coby mógł się wybić na tle rzeszy Weasley'ów i sprawić, że wujek George będzie bardzo dumny ;) A Addie bardzo chętnie w tym pomoże!]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  11. [Za każdym razem gdy patrzę na ten gif po prostu nie mogę się skupić i wymyślić niczego konkretnego. On jest po prostu zauroczy, nawet jak dla Artaira i chyba nawet on nie będzie w stanie traktować go tak, jak powinien (dobra to moja wina po prostu, nie okłamujmy się). Tak sobie myślę, może jednak spróbowałabym z Artim czego odrobinę bardziej pozytywnego... Chociaż nie do końca. Może Art byłby takim dobrym-złym kolegą, który go demoralizuje? Nie wiem jak to widzisz, ale dla Hugo to mogłaby być frajda, a sam Avery mógłby czerpać z tego jakieś korzyści. Coś na zasadzie handlu wymiennego: ja z tobą przebywam, ale w zamian ty odwalasz za mnie brudną robotę, chociaż nie wiem jeszcze, jak bardzo będzie ona brudna. Nie mam pomysłów, chyba się na dzisiaj wyczerpałam.
    Jak to powyżej Ci odpowiada to super, jak wzbudziło w Tobie jakimś cudem pokłady weny i dzięki temu masz coś lepszego = super ekstra. A jeżeli ani jedno, ani drugie... Zróbmy burzę mózgów i myślmy wspólnie ;)]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  12. [Dobry wieczór! Strasznie fajna postać oraz karta, naprawdę. Hugo wydaję się być bardzo milutki, ach. Cudowny wizerunek i html. Szkoda, że jest uczulony na czekoladę, bo takie przyjemne osóbki Polly, wita ciasteczkami czekoladowymi, ale nic nie szkodzi, mamy też inne;) Dużo weny, samych ciekawych wątków i cudownej zabawy.]

    P. Bailey

    OdpowiedzUsuń
  13. [Pytanie brzmi: jak do tego doprowadzić, tak żeby ten nie uciekł z krzykiem i nie stwierdził: fajnie było cię znać, ale spadaj na drzewo, bo prędzej pogram w łapki z bijącą wierzbą niż będę przebywał w twoim towarzystwie?]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Czytanie ze zrozumieniem na wyższym poziomie :/ Na brodę Merlina, strasznie cię przepraszam, ostatnio chodzę tak nieogarnięta i robię tak głupie gafy, że najchętniej spaliłabym się ze wstydu. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć jedynie tyle, że zamroczył mnie html i fakt, że na HK jestem od dawna, a przez ostatnie kilka dni do Hufflepuffu dołączyło więcej osób niż przez ostatnie pół roku, co jest trochę szokujące. Ale jak najbardziej mnie cieszy!
    Będziemy kombinować trochę pokątnie, jednak zawsze warto szukać punktów zaczepienia ;) Addie jest najlepszą przyjaciółką Freda, oboje są trochę jak papużki nierozłączki i więcej czasu spędziła w otoczeniu Weasley'ów niż własnej rodziny, więc z Hugo na pewno się dobrze znają. Podczas wakacji prawdopodobnie oboje pomagali w Dowcipach, bo Addison uwielbia to miejsce, no i tam gdzie był Fred, tak była też Addie. *Teraz boi się cokolwiek proponować, żeby nie palnąć kolejnej głupoty.* Tak sobie myślałam, że może moje dziewczę byłoby niewinnym, pierwszym zauroczeniem Hugo? Addison jest z grudnia, więc mimo że ona jest na VII, a on na VI roku to jest starsza od Weasley'a o dwa lata. Teraz to nie wydaje się wiele, jednak jeszcze trochę temu to mogło wydawać się przepaścią nie do przeskoczenia ;) To na razie tylko luźny zarys relacji, mógłby tłumaczyć, dlaczego Addie wciąż mogłaby trochę onieśmielać Hugo, zwłaszcza że jest małym tornadem.
    Co do wątku zaś będzie trudniej, lecz wierzę, że jakoś damy radę. Może wykorzystamy jakoś te Dowcipy Weasley'ów? Może mieli dostać jakieś darmowe próbki od George'a, żeby rozprowadzić je po szkole w ramach reklamy, ale przez przypadek dostali eksperymentalne, jeszcze nieskończone produkty, które mogłyby narobić niezłego zamieszania w szkole? Najlepiej coś mocno wybuchowego z dużym polem rażenia xD Razem lataliby po zamku jak opętani, próbując odzyskać wszystkie produkty, przy okazji napotykając milion zabawnych przeszkód, a ostatecznie i tak doprowadzimy do wybuchu i pobytu w Skrzydle Szpitalnym. Ale to taka bardzo luźna propozycja, bo mój mózg dzisiaj dziwnie pracuje :< ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jaki z Hugo cudowny Puchoński ziemniaczek! Po pierwsze to podziwiam za html, bo wymiękłam, widząc skomplikowanie karty w tej kwestii - serio, podziam! Sama wczoraj chyba z godzinę walczyłam z tekstami pod przyciskiem, bo blogger uparcie przerzucał mi wszystko jak mu się podobało... :')
    W każdym razie... życzę mnóstwa niezapomnianych wątków, poplątanych powiązań i weny!]

    Scarlett Bell i Zabini

    OdpowiedzUsuń
  16. [Stosunek Weasley'a do Artaira to już tylko i wyłącznie Twój wybór mi tam pasuje wszystko z Twoich propozycji :) a pomysł na rozgrywkę również mi się podoba i chociaż z reguły nie przepadam za wątkami rozpoczynającym się od początku to tutaj mam wrażenie, że może wyjść naprawdę ciekawie (chyba że wolisz zacząć już jakoś w trakcie, daj znać koniecznie!). Zacznę nam w takim razie od czegoś na tym przyjęciu. Ze świąteczną atmosferą w tle, jakoś tak przyjemniej się pisze :D]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  17. [PUCHON POWER <3 Życzę wielu owocnych wątków, a w razie chęci zapraszam do siebie!]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  18. [ To, czy jest nieprzyjemna, zależy od danego dnia i osoby. Zwykle bywa zbyt obojętna albo zajęta własnymi myślami, ale mając za dziadka kogoś takiego jak Evan Rosier, raczej nie spodziewałabym się po niej samych najlepszych cech. Chociaż pod względem charakteru brat-bliźniak wypada znacznie gorzej. Sloane przynajmniej usiłuje tworzyć jakieś pozory. :D Cześć. Dzięki za powitanie.

    0matko. Ten gif! Ta bujna czupryna! Jakiegoż to świetnego szamponu/odżywki musi Hugo używać? Pewnie niejedna dziewczyna zazdrości mu tak pięknych włosów. Sloane mogłaby z ciekawości szpiegować Weasleya podczas zakupów w Hosgmeade, bądź na Pokątnej, aby poznać jego sekret ;v ]

    Sloane

    OdpowiedzUsuń
  19. Minęło sporo czasu, o jego ostatniej obecności na którymś ze spotkań Klubu Ślimaka, który w oczach Artaira z każdym kolejnym dniem był coraz mniej elitarny. Niby zdawał sobie sprawę, że głównie miał on zrzeszać ludzi pochodzących ze sławnych rodzin i tych, którzy faktycznie mieli do zaoferowania coś więcej niż nazwisko, jednak Artair nie potrafił znieść myśli, że coraz więcej w nim szlam, które nie miały nic – oczywiście, według Avery’ego.
    Świąteczny klimat udzielał się wszystkim, ale nie Ślizgonowi, który najzwyczajniej w świecie nie czuł tej cudownej atmosfery, którą wszyscy tak bardzo się zachwycali. Mógłby wydać z siebie kilka achów i ochów, ale żaden z nich nie byłby szczery, a rozpoznanie w nich kłamstwa byłoby dziecinnie łatwe.
    — Pan Avery! — Opiekun koła uśmiechnął się szeroko i podszedł do chłopaka, gdy ten wszedł do pomieszczenia, przerywając toczoną właśnie dyskusję. Uwielbiał wielkie wejścia od małego, jednak zwracanie na siebie uwagi podczas tych spotkań przynosiło mu naprawdę dużą satysfakcję. Sam dokładnie nie wiedział dlaczego, ale po prostu to lubił. Te uczucie, które rozchodziło się po jego ciele, tworząc ten ironiczny uśmiech, który rzadko kiedy schodził mu z twarzy. — Dawno pana nie było, coś się zmieniło w harmonogramie zajęć, że w końcu tutaj pana widzimy? — Profesor odsunął się wraz z krzesłem od stołu i wskazał Ślizgonowi dłonią wolne miejsce, niedaleko niego samego, pomiędzy jakimś Puchonem, na którego Avery nie zwracał większej uwagi, a swoim odwiecznym towarzyszem na spotkaniach, o rok młodszym Ślizgonem, Marcusem, który grał również w domowej drużynie Slytherinu.
    — Ojciec kazał profesora pozdrowić. — Zawsze wiedział, od czego ma rozpoczynać rozmowę z opiekunem Klubu Ślimaka, aby nie musieć długo wysłuchiwać żali względem jego nikłej, prawie, że zerowej obecności na spotkaniach. — Mówił również, że wciąż wyczekuje odpowiedzi na ostatni list, jaki panu posłał. — Wzruszył delikatnie ramionami i podszedł do wolnego miejsca, które już po chwili było zajęte przez cztery litery Avery’ego. — Marcus, pamiętasz jak ci opowiadałem o tym starym pryku reprezentującym Włoskie Ministerstwo Magii, który nie odpowiedział ojcu wystarczająco szybko na jego list? Już nie pracuje w Ministerstwie Magii… — Mruknął niby od niechcenia, do kolegi, chociaż profesor jak i wszyscy obecni zdawali sobie sprawę do kogo była ta aluzja. Ciemnowłosy podniósł głowę i spojrzał na profesora, szczerząc się niby wesoło. — Ale niech się profesor nie przejmuje, w końcu Hogwart to nie Ministerstwo Magii. — I chwycił stojący przed nim kubek i dzban wypełniony jakimś koktajlem. Nalał sobie odrobinę do naczynia i przystawił je do ust, upijając kilka małych łyków.

    Avery i jego autorka, która przeprasza za to u góry, następne będzie lepsze! Aj promys ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. [Marcy teoretycznie powinna zachowywać się rozsądnie, w końcu jest Krukonką, ale obawiam się, że ona też nie będzie chciała zwierzątka oddać. ;D
    Niestety, nie oglądałam jeszcze fantastycznych zwierząt (wiem, też jestem w szoku i kajam się), ale myślę, że nie powinno być problemu ze znalezieniem informacji o tych zwierzątkach, o ile zdradzisz mi, jakie się pojawiły. :)]

    Marcy

    OdpowiedzUsuń
  21. [Wybacz, to taki nawyk po starym potterowsko-weasleyowskim wątku, w którym założenie było takie, że całe grono rudzielców spotyka się na obchodzenie świąt razem... W sumie, jak się tak teraz zastanawiam, to u mnie też tak jest, że jedzie się do rodziny. :D Ale to już jak wolisz. W każdym razie zawsze mogą wpaść jedni do drugich, a Hugo i Lily, znudzeni marudzeniem o tym, jak to było kiedyś fajnie, bo "coś się działo, adrenalinka skakała", po kryjomu wymkną się na zewnątrz (tu typuję przyjście Weasleyów do Potterów, by Lilka mogła wyskoczyć z "Chodź, pokażę ci moją nową kryjówkę"), docierając do miejsca, w którym okazuje się, że kryjówkę zajął sobie... powiedzmy jakiś Mroczny niedobitek albo wilkołak.]

    Lily Potter

    OdpowiedzUsuń
  22. [Może powiążmy ich już od pierwszej klasy? W końcu są w tej samej klasie i w tym samym domu, więc pewnie dzielą dormitorium. Możemy zrobić z nich przyjaciół, partnerów od nocnych przechadzek już od wielu lat, albo zupełnie na odwrót - mimo, że znają się już tyle, jeden o drugim nic nie wie i dopiero teraz zaczynają się poznawać bliżej. Jak wolisz?]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  23. [Brzmi dramatycznie, wchodzę w to :D
    To co, zaczynamy od zimowej nocy, znudzonych nastolatków i potrzeby popatrzenia w gwiazdy?]
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  24. [Zacznę bez problemu, ale najwcześniej w piątek, jutro mam dziki dzień. Czekaj na mnie z obiadem i przy świecach <3 Dobranoc!]
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  25. [Powiem tak, obecnie to wszystkie wakaty są wolne, bo żaden wątek nie rozwinął mi się na tyle, by zamknąć relacje w jakiejś konkretnej grupie. Też uważam, że muszą być blisko, by wilkołactwo było jedynie próbą ich znajomości, a nie jej definitywnym końcem. Trzeba to tylko ładnie rozplanować.]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  26. [Ojeju, ja to z Hugo chce coś bez wątpienia, ale czy nie będzie mu trochę przykro, że Gideon jest szukającym u Puchasiów? :c Bo rzeczywiście bym tu go przygarnęła jako kumpla mojego chłopaczka, mogliby sobie razem pogrywać na konsoli, bo Gideon to w sumie lubi niektóre mugolskie wynalazki i w ogóle, więc Hugo miałby z kim przegrywać (bo innej opcji nie widzę, gdyż czuję, że mój Finnigan będzie wymiatał we wszystkie te strzelanki i inne takie).]

    Gideon (wcale nie) Even Finnigan

    OdpowiedzUsuń
  27. Słysząc słowa chłopaka, odwrócił się w jego stronę i zmierzył chłodnym spojrzeniem wyciągniętą w jego stronę dłoń. Prychnął cicho, wykrzywiając subtelnie usta w delikatnym grymasie. Przyglądał się przez chwilę chłopakowi, zdając sobie sprawę, że siedzący obok Marcus wyczekuje jego reakcji, na słowa chłopaka jak sam chłopak i wszyscy pozostali, zebrani na spotkaniu uczniowie.
    — Jak myślisz, dlaczego widzisz mnie dopiero pierwszy raz? — Uniósł wysoko brew, uśmiechając się ironicznie. — Właśnie dostałem przepustkę z piwnicy. Korzystam z wolności póki mogę, mówię ci młody… Dziękuj bogu, że to nie ty musisz do niego pisać i przeżywać ten, nieustanny stres. Dojdzie, czy nie dojdzie. Zamknie mnie dziś, czy może się zlituje? — Odpowiedział w końcu ze spokojem, chwytając dłoń chłopaka i delikatnie ją ściskając. Zmrużył delikatnie oczy, marszcząc przy tym brwi spoglądał na chłopaka, próbując sobie przypomnieć kim ten jest i dlaczego właściwie ma czelność się do niego odzywać. Czy naprawdę opuścił tak wiele spotkań, że w Klubie pojawili się nowi członkowie? Z pewnością, niewystarczająco godni… — Avery… Artair Avery. — Powiedział w końcu, dostając olśnienia gdzie wcześniej słyszał już imię chłopaka. Uśmiechnął się ponownie, jednak tym razem bez śladu ironii czy złośliwości, zupełnie niepodobnie do Ślizgona.
    — Dlaczego tak właściwie tu jesteś? — Spojrzał na nastolatka, wyczekując odpowiedzi. Avery potrafił zachowywać się jak dobry kolega, ale również jak ostatni cham. Wszystko zależało od drugiego człowieka, jego pochodzenia i znajomości. Artair dobrze wiedział gdzie ma się w jaki sposób zachowywać. Na spotkaniach Klubu, zawsze zadawał się z tymi, coś znaczącymi, a pozostałych z reguły traktował jak powietrze lub specjalnie się do nich przyczepiał, próbując zrujnować im życie. Budował wokół siebie obraz perfekcyjnego Ślizgona z krwi i kości, chociaż w zasadzie nie był typowym bad boyem. Avery starał się jedynie sprawić, aby był zapamiętany tak dobrze jak jego ojciec, dziadek i pradziadek. Każdy z czasów nauki w Hogwarcie pamiętał jakiegoś Avery’ego. Nieważne czy dobrze czy źle, Artie też chciał zostać zapamiętany i póki co, szło mu to całkiem dobrze. — Wiesz… Bez urazy, ale nie kojarzę wszystkich uczniów tej szkoły. Uczysz się z czegoś wystarczająco dobrze, czy po prostu jesteś jednym z tych szczęściarzy? — Gdyby skojarzył, że to kolejny z Weasley’ów pewnie odwróciłby się ponownie do Marcusa i całkowicie ignorowałby Puchona i chociaż za tymi nie przepadał, Hugo zwrócił na siebie jego uwagę, szczególnie pierwszymi swoimi słowami. Mógłby go za nie znienawidzić, ale wewnętrznie poczuł, że chłopak może mieć potencjał. Trzeba go tylko dobrze nakierować.

    Avery

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Racja! Rola w obdarowywaniu powitaniem się odwróciła. :D
    Jestem otwarta na wszystko, co możesz zaproponować. Vincent to trudny przypadek – nieśmiały chłopiec, który marzy o uczynieniu świata lepszym.
    Jeżeli mam Ci odrobinę pomóc, to pod pierwsze spoiwo możemy podpiąć inność. Hugo i jego wykroczenie poza rodzinne standardy oraz V. z całym swoim emocjonalnym bagażem.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  29. Zegary zamkowe wskazywały pięć minut po północy (z wyjątkiem tych, które kapryśnie postanowiły wprowadzać bogu-ducha-winnych uczniów w błąd, pokazując godzinę dwudziestą pierwszą trzydzieści sześć) i pokój wspólny Puchonów był już prawie całkowicie wyludniony. Niedobitkami, które pozostały jeszcze na nogach (w mniejszym lub większym stopniu) była dwójka prefektów naczelnych, którzy rozmawiali między sobą przyciszonymi głosami, omawiając jakieś niesamowicie ważne sprawy dotyczące życia codziennego, drobna jedenastolatka przysypiająca na kanapie przytulona do czyjegoś kota (mało zachwyconego całą sytuacją), trzech pyzatych chłopców przepisujących jeden od drugiego od trzeciego wyjątkowo skomplikowanie wyglądający esej, oraz Adam.
    Adam siedział na fotelu przy kominku skulony w kłębek i gapił się w ogień, zastanawiając się czemu u licha senność nie chce porwać go w swoje ramiona, chociaż wstał dzisiaj równiutko ze wschodem słońca. Od dwóch godzin starał się dobić się wyjątkowo nieciekawą mugolską książką o dziewczynie zakochanej w wampirze, która zarąbał koledze z dormitorium, robiąc sobie okazjonalne przerwy, by pogapić się bezmyślnie w sufit. Nie działało. Niestety.
    Dał sobie jeszcze piętnaście minut, w trakcie których strzygł uszami, bezskutecznie starając się usłyszeć o czym rozmawiają prefekci, po czym westchnął ciężko i wstał. Skoro nie było szansy, żeby zasnąć, mógł przynajmniej przejść się i zrobić coś ciekawego, zamiast marnować czas przed kominkiem. Szturchnął delikatnie śpiącą już dziewczynkę i wskazał jej głową wejście do dormitorium pierwszorocznych. Przetarła oczy, ziewnęła i poczłapała we wskazanym kierunku. Pomachał prefektom (nie dostrzegli, zanurzeni we własnym świecie) i wszedł do swojej sypialni.
    Pomieszczenie było pogrążone w mroku. Nie chcąc obudzić nikogo poza jedną osobą, postanowił nie używać różdżki by oświetlić sobie drogę i po omacku dotarł do pierwszego łóżka z brzegu. Bezceremonialnie odsunął zasłony i wdrapał się na nie.
    Hugo spał, a przynajmniej tak Adamowi się wydawało. Jego oddech był spokojny i równy, ale było za ciemno, by Adam mógł potwierdzić swoją tezę. Złapał więc zimną dłonią za wystające spod kołdry coś, co było raczej stopą i ścisnął ją lekko.
    -Hugo – wyszeptał – Hugo. Potrzebuję, żebyś rzucił na mnie zaklęcie niewidzialności. Wstawaj.

    OdpowiedzUsuń
  30. [Hugo! Nawet nie wiesz, jak długo czekałam, by ktoś się w końcu nim zainteresował :] Bardzo fajny wygląd karty i jeszcze lepsza treść, a fakt, że chłopak jest Puchonem dodatkowo mnie cieszy :D
    Życzę udanej zabawy w naszym gronie oraz wielu ciekawych wątków. W razie chęci zapraszam do siebie; Hugo zna się bardzo dobrze zarówno z Jamesem, jak i Teddym ;)]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  31. [Ach, no to wszystko jest w porządku, w takim razie. I to jest ten moment, kiedy powinnam rzucić jakimś wspaniałym pomysłem, ale nie mam takiego, ewentualnie mogą się zgubić gdzieś w śniegu podczas przerwy świątecznej, ale ja nie wiem. :<]

    Gideon Finnigan

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Cześć, dzięki, nie wiem, czy Hugo kiedykolwiek mógł dla Morgan być dzieciuchowaty, skoro między nimi jest tylko rok różnicy. ;) ]

    Morgan Demerritt

    OdpowiedzUsuń
  33. [Jaka ładna karta! Sama chciałabym umieć tworzyć takie cuda, i żeby do tego jeszcze równie przyjemną treść zawierały, ani odrobinę nie ustępującą efektowi wizualnemu.
    Cześć! Ellen wita serdecznie kolegę z tego samego Domu, z tego samego roku i w ogóle; z chęcią zaprosi też do siebie na wątek i życzy miłej zabawy!]

    Ellen Ives

    OdpowiedzUsuń
  34. [Chociaż wiem, że autorzy tego nie lubią, to ja pochwalę za buźkę, achh, jestem przywiązana do tej mordeczki! Karta też robi wrażenie! A Bellamy na dramy chętny jest ZAWSZE. Skoro nie masz żadnego pomysłu, to zacznijmy od tego jakie relacje między tą dwójką by Cię interesowały, a obiecuję, że postaram się coś wymyślić! :)]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  35. [W Hogwarcie nikt nie ma pojęcia o przypadłości Bellsa, więc Hugo tak naprawdę nie miałby się czego obawiać w tym momencie. ;) Ponadto - wolałabyś nawiązanie relacji przed, czy po zniknięciu Bellamy'ego? :D]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  36. [Dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że wyszło tak, jak sobie zaplanowałam. :>]

    Erick

    OdpowiedzUsuń
  37. [Może większość przeraża wiek Hugo, choć wówczas powinno być równie niewielu chętnych na Lily Lunę... Sama nie wiem, niemniej bardzo mnie cieszy, że ktoś się w końcu na na niego zdecydował i stworzył tak ciekawą odsłonę syna Hermiony i Rona :]
    Jeśli chodzi o wątek, możemy zorganizować jakieś spotkanie w Hogsmeade lub w miejscu pracy Jamiego. Sam Potter w Hogwarcie już by nie bywał, więc ten motyw raczej odpada, chyba że w postaci retrospekcji. James mógłby, np., trenować z Hugo Quidditcha, gdy ten starał się o dostanie do drużyny. Albo spróbujemy coś na linii Hugo-Teddy, gdyż Lupin jest również jakby jego rodziną, nawet jeśli z wyboru i uczy go OPCM, więc byłby punkt zaczepienia.]

    Jamie Potter

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ok, niech więc będzie wątek z Teddym :D Lupina nie było kilka lat w kraju, wrócił w listopadzie 2022, w marcu 2023 ponownie wyjechał i ponownie wrócił w październiku, więc na pewno stara się z uczniami przerobić jak najwięcej :]
    Jaką katastrofę z udziałem Hugh masz na myśli? ;) I co do tego, co mieliby trenować, to może ćwiczyliby zaklęcia ofensywne? Takie, drobne pojedynki? Za bardzo nie mam jeszcze szczegółów, niestety xD]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  39. [Dziękuję pięknie za powitanie! Hugo na hogwarckich blogach jest tak rzadkim bohaterem, że z przyjemnością podjęłabym się z nim wątku, jeśli tylko jest ochota. :)
    Rhena podchodzi raczej z uśmiechem i otwartym sercem do swoich fanów, chyba że zaczynają ostro przesadzać, wtedy miła być przestaje. :)]

    Rhena Travers

    OdpowiedzUsuń
  40. [Jak najbardziej mam ochotę na wątek, bo Twój Hugo jest kompletnie ujmujący.
    Kontynuują większość tych samych zajęć (+klub ONMS), no i są na tym samym roku, więc muszą się znać. Mam jednak problem z relacją, bo River zazwyczaj pewnie sam z siebie nie próbowałby nawiązywać z Hugonem kontaktu, bo byłby przekonany, że ktoś tak wesoły i popularny i w ogóle pewnie nie byłby zainteresowany jego towarzystwem, ale mam taką mglistą wizję, że po cichu próbowałby z nim niewinnie konkurować na lekcjach ONMS czy w klubie - o ile nie pomyliłam się, że to właśnie jest ulubionym przedmiotem rudzielca.
    No, niezbyt to konkretne. Skoro lubisz ciekawsze powiązania, może masz jakąś poszukiwaną, bardziej skomplikowaną relację?]

    River

    OdpowiedzUsuń
  41. [Ależ on jest uroczy. Cześć, nie wiem czy przypadkiem nie wyczerpałam już swojej weny twórczej, ale w razie chęci spróbuję rozruszać odrobinę tę moją głowę i może jednak coś uda mi się wymyślić :)]

    Amelia Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  42. [River jest dość pokojowo nastawiony do otoczenia, więc nie wiem w jakim stopniu zaangażowałby się w tę konkurencję, ale myślę, że i tak wyjdzie z tego coś ciekawego, więc jestem, oczywiście, za.
    Zastanawiam się tylko, od którego momentu najlepiej zacząć ten wątek, bo początkowa, niewinna konkurencja nie daje zbyt dużo możliwości do interakcji. Chociaż, może tak tylko mi się wydaje.
    Jeśli chodzi o przedmiot, pozostałabym przy ONMS albo Eliksirach (ewentualnie możemy jakoś połączyć te dwa), bo to chyba będzie najciekawsze.]

    River

    OdpowiedzUsuń
  43. [Ach, takie buty ;) Jasne, mnie pasuje, jak najbardziej :] Teddy, niestety, w tym konkretnym zadaniu nie mógłby Hugo wyręczyć, gdyż boginów unika jak diabeł święconej wody, choć nikt nie zdaje sobie z tego sprawy. Chyba że zakładasz, że Hugo by sobie z nim poradził, albo postąpił podobnie do Hermiony?
    I pewnie, pasuje mi, by po wszystkim porozmawiali o wilkołakach :) Teddy sporo się zmienił i jest inny od mniej lub bardziej nastolatka, którego Hugo pamięta sprzed paru lat, ale w szkole jest przede wszystkim profesorem Hugona i z chęcią podzieli się z nim wiedzą ;)
    Chcesz coś jeszcze omówić, czy zaczynamy?]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  44. [ Ach, wszystko przez to, że Vincent jest strasznie kłopotliwy!
    Jeżeli założymy, że przed tym zdarzeniem nie mieli ze sobą nigdy styczności, Hugo musiałby stanąć na rzęsach, by wydobyć z niego cokolwiek poza mruknięciami i kilkoma słowami, które V. wypowiedziałby z ogromnym trudem.
    Operowanie taką postacią, jak Vincent, czyli niemalże chorobliwie nieśmiałą, zamkniętą na ludzi i potrzebującą wiele czasu, żeby komuś zaufać, a więc się przed nim otworzyć, sprawia, że wszystko musi być poukładane i dostosowane pod jego specyfikę. Ta kolej rzeczy sugeruje tylko jedno wyjście – znajomość na podłożu jesteś prefektem, jesteś dobry i miły, a ja czasem, jeżeli starczy mi odwagi, powiem, co powinieneś zrobić.
    Czy wówczas się znają? Znają, ale byle jak, a nawet taka bylejakość uspokaja naturę V.
    Generalnie rzecz biorąc, nagle przypomniało mi się, że moja postać pała niesłychaną miłością do czarnej magii. Wspaniały ze mnie twórca, jeżeli nie pamiętam o własnych dziełach. Skoro jednak odzyskałam pamięć, może te klimaty nie okażą się znowu takie najgorsze?]

    OdpowiedzUsuń
  45. [Ten ogólny turniej mógłby być niezły.
    Właśnie wpadło mi coś do głowy. Ten koncept, który mamy, całkiem mi pasuje jako wyjściowy, ale dodałabym temu podłoże - powiedzmy, że (to wszystko przez to, że Twój Hugo mnie tak zauroczył) Weasley kiedyś podobał się Riverowi. Dość szybko mu to przeszło i o wszystkim zapomniał, szczególnie, że nie utrzymywali ze sobą bliskiego kontaktu. Ale podczas pierwszego etapu turnieju Hugo zrobił coś (nawet malutkiego, zaśmianie się w określony sposób, złapanie go za rękę, żeby coś mu powiedzieć, jakaś pierdoła), co przypomniało Riverowi o jego minionym zauroczeniu, przez co ten się zdezorientował i tym samym przypadkowo utrudnił Hugo poprawne wykonanie zadania (np. Hugo poprosił Sandersa, żeby podał mu jakiś końcowy składnik eliksiru z szafki, bo obaj pod koniec czasu spiesząc się po niego podeszli, a River nieświadomie dał mu zły). Weasley nie miał pojęcia o co w rzeczywistości chodziło, więc odebrał to jako zaproszenie do wzajemnego przeszkadzania sobie w turnieju.
    Jestem ostatnio smutno niekreatywna, więc nie jest to zbyt nowatorskie, więęc jeśli chcesz coś zmienić/dodać/ująć, mów wprost.]

    River

    OdpowiedzUsuń
  46. [ "Lubimy wszystko co niebanalne, wciągające i oparte na skomplikowanych relacjach." - mój człowiek! Jak masz ochotę coś takiego powymyślać to zapraszam do mnie na gg, maila albo pod kartę. Może się uda ;) ]

    Julia | Olivia

    OdpowiedzUsuń
  47. [Dzień dobry wieczór! Piorun przy nazwisku widzę, więc nieśmiało przyszłam z propozycją wątku. No, prawie-propozycją, bo pomysłu w sumie nie mam, ale chęci są! I punkt zaczepienia – oboje to prefekci, więc można z tym coś pokombinować. Ewentualnie coś bardziej skomplikowanego i szalonego, ja się piszę na wszystko :D]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  48. [Nie mam pojęcia gdzie odpisać, bo nigdy na blogu z wątkami w komentarzach nie byłem, ale jeśli działą to tak jak myśle, to napiszę tutaj. Szczerze to nie jestem pewny jakich, przydałby mu się jakiś koleżka do zwierzeń, może brat/siostra z innego (albo rowniez Hufflepuffu) domu, przyjaciel, szukam też dręczyciela, może kogoś do wątku miłosnego. Trochę tego nie przemyślałem.
    Hufflepuff jest świetnym domem i nie miałem na celu szkalowania jego członków, po prostu Fiodorek jest rozczarowany i taka niechęć mu została :)

    Dołohow F.

    OdpowiedzUsuń
  49. Uniósł delikatnie brew, słysząc o znanym wujku i znajomościach z Ministrem Magii. Oczywiście, dla Artaira nie było to coś nowego. Od kilku lat brał udział w uroczystych obiadach i spotkaniach z ważnymi ludźmi z ministerstwa. Jego rodzina zaliczała się do tych arystokratycznych, a sam Artair od najmłodszych lat był uczony odpowiedniego zachowania, a ojciec wpajał mu już niejednokrotnie, że najważniejsze są znajomości. Później, wszystko gdzieś się zatarło. Troska ojcowska zmieniła się w sztuczną, pokazową grę, aby przypadkiem nikt się nie zorientował, że w rodzinie Avery dzieje się coś nieodpowiedniego. Jak wcześniej Ślizgon czerpał radość z poznawania kolejnych, ważnych osób, teraz robił to z przymusu, chociaż wciąż dobrze wiedział, jak ważne to jest dla jego przyszłości. Nazwisko i znajomości sprawiały, że był właśnie tym Artairem, którym był. Który mógł pozwalać sobie na opuszczanie zajęć, zgryźliwe komentarze nawet względem profesorów, nie wspominając już o traktowaniu szlam. Był tym, który unosił wysoko głowę i miał do tego podstawy, a przynajmniej tak mu się właśnie wydawało, że ma prawo czuć się lepszych od innych. I tak też robił. Bo był, bo tak wmówił mu ojciec, nawet, jeżeli teraz uważał inaczej.
    — Czyli jesteś jednym z nas. — Uśmiechnął się i skinął delikatnie na siedzącego, bo jego drugim boku Marcusa, którego rodzice byli szanowanymi twórcami różdżek, a jego wujek pracował w ministerstwie na dość wysokim stanowisku. — Nie bardzo. Kiedyś grałem w naszej domowej drużynie, ale są w niej same cieniasy, a kapitan… Szkoda gadać. — Mruknął, przypominając sobie pamiętny mecz, po którym zrezygnował z przynależności do drużyny, zarzekając się jednocześnie, że już nigdy więcej nie wejdzie na miotłę na terenie Hogwartu. Żałował strasznie swoich słów. Uwielbiał Quidditch, po prostu kochał ten sport, a teraz dusił się sam w sobie. Nie mógł pójść do Vallberga i płaszczyć się przed nim, by móc wrócić na swoje stanowisko. To ugodziłoby w jego honor i wolał cierpieć, męczyć się i zadręczać niż kogoś o coś prosić, a tym bardziej Viggo, z którym od dwóch lat toczył zimną wojnę, spowodowaną właśnie swoim odejściem. Ani jeden, ani drugi nie mógł się z tym pogodzić, ale oboje byli zbyt dumni by zmienić coś w tym kierunku. Słysząc jednak o możliwości obejrzenia treningów Puchonów, przemyślał propozycję Hugona raz jeszcze.
    — W zasadzie to i tak nie mam żadnych planów. — Wyciągnął dłoń po swój kubek z dyniowym sokiem i upił z niego kilka łyków, usilnie ignorując prowadzoną przez profesora dyskusję. — Moglibyśmy z Marcusem wpaść na trochę i popatrzeć, co tam twoi koleżkowie wyprawiają na tych miotłach. — Nie rozmawiał z Viggiem i nie mówił mu, co ma robić aby drużyna podwyższyła swoje miejsce w tabeli. Wręcz przeciwnie, za wszelką cenę próbował mu udowodnić, że bez niego, nie mają szans na puchar. — A ty, rozumiem, że tylko kibicujesz? — Ponownie uniósł brew i uśmiechnął się tajemniczo.

    Artie

    OdpowiedzUsuń
  50. [Pewnie, nie mam nic przeciwko! Tylko Hugo by musiał Millie w coś wciągnąć, bo z własnej woli nigdy nie zrobiłaby czegoś szalonego, woli siedzieć bezpiecznie w zamku :D Chyba, że złe i niedobre schody postanowią trochę z nich pożartować i przypadkowo — kiedy nasza dwójka wspólnie będzie wracać z jakiegoś spotkania czy zwykłego obiadu — wyślą ich na któreś piętro, gdzie trafią na... No właśnie, na co? Na razie żadnego pomysłu nie mam, ale coś się pewnie wymyśli :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  51. [ Próbowałam wymyślić coś ciekawego, ale ten nieszczęsny szampon nadal chodzi mi po głowie! Może podczas wypadu do Hogsmeade (bądź na Pokątnej w trakcie szału zakupów) Sloane wraz z matką, która w przypadku pierwszej opcji znalazła się w miasteczku z powodów czysto towarzyskich, spotkały Hugona po drodze. Matka widząc jego bujną czuprynę, pragnie namówić córkę do poznania sekretu młodego Weasleya. Czytelniczki Czarownicy na pewno wiele by dały za takie cudo. :D Nie mam pojęcia, jak by to zrobiła i czy nie poniosłaby klęski. :> ]

    Sloane

    OdpowiedzUsuń
  52. [Tijn, Puchon, Weasley <3 Szok, zakochałam się.]

    Hunter

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Albo podczas patrolu trafiliby do damskiej łazienki na którymś tam piętrze, której nikt nie odwiedza (powodem byłyby podejrzenia, że ktoś tam jest), natrafiliby na porzuconą księgę sławiącą Czarnego Pana.
    Wiemy, rzecz jasna, że to przeszłość i tak naprawdę nikt już nie próbuje kultywować śmierciożerczych tradycji, aczkolwiek taka książeczka, niby biografia, niby przewodnik po czarnej magii i niby biały kruk, mogą spowodować u V. apopleksję. Śmiem podejrzewać, że z pewnością nie kwapił się do opowiedzenia H. o swoim głębokim uczuciu do ciemnej magii, zresztą wcale nie wygląda na kogoś, kto by wiedział, co to w ogóle jest, także żyje mu z taką pasją pod pachą bardzo spokojnie. Tyle że taka trudna sytuacja, a więc po pierwsze, niewiedza na temat tego, co Hugo myśli o tych sprawach, po drugie fakt, że takie obiekty powinny od razu trafiać w bezpieczne miejsca i po trzecie (wymyślone naprędce, ale chyba można na to rzucić okiem) pewne okoliczności, a mianowicie jakiś urok rzucony na księgę, który łączy z nią jej właściciela, mogą zsumować się nam na ciekawy wątek.
    Tylko znowuż trzeba będzie kombinować nad tym urokiem. Chyba że wolimy już popłynąć z prądem.]

    OdpowiedzUsuń
  54. [O,bardzo fajne rozegranie sprawy z tym, by mieli przeddzień/jakoś wcześniej lekcję na ten temat, by uczniowie mniej więcej wiedzieli, czego się spodziewać :)
    Mogę Cię prosić o rozpoczęcie? x]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  55. [W porządku, mogę zacząć :) Sama mam od jutra urwanie głowy, ale postaram się najszybciej wyrobić ;)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  56. [ Możesz. Do końca miesiąca powinnam się z czymś pojawić.]

    Viggs

    OdpowiedzUsuń
  57. Czasem budził się, wstawał, szedł na śniadanie i przeżywał cały dzień, żeby kilkanaście godzin później znowu zasnąć, a czasem po pierwszej pobudce musiała nastąpić jeszcze druga, w losowym momencie dnia. On sam już dawno się do tego przyzwyczaił i ta niby-niedogodność wpływała na niego w niewielkim stopniu, ale z zewnątrz różnica wyraźnie rzucała się w oczy. Riverowi wypicie nielubianej, porannej kawy zajmowało wtedy znacznie krócej niż zwykle, bo nie zastanawiał się nad jej smakiem, a przynajmniej trzema innymi sprawami naraz, nie puszczał lękliwych spojrzeń w dół schodów i zawsze wyjmował złą książkę z torby na pierwszych takiego dnia zajęciach. Czasem udawało mu się ocknąć w stosownym momencie (a czasem nawet przed południem), ale częściej poprzedzało to przynajmniej kilka nieodpowiednich słów, wypowiedzianych przez niego na wpół świadomie, i jakiś trywialny błąd, który finalnie stawał się bodźcem dla jego prawidłowego otworzenia oczu. Kruknowi na szóstym roku z tak zapchanym planem tygodnia jak jego powinno to skutecznie utrudniać życie, ale Sanders zdawał się być w dziwny sposób odporny na skutki traconego czasu (bo praktyczny brak życia towarzyskiego tym spowodowany go nie wzruszał), a pomyłki, które w szkole magii mogłyby się skończyć tragicznie, jakimś cudem go omijały, jakby chroniła go ulepszona wersja zaklęcia Protego.
    River pochylał się nad swoim kociołkiem, marszcząc brwi. Przez poprzednie półtorej godziny odruchowo dodawał kolejne składniki, mieszając i podgrzewając eliksir spokoju w swoim zwyczajowym stanie otumanienia. W przypadku znanych mu procederów, nie wymagających ścisłego odliczania czasu, najlepiej pracowało mu się, gdy pozwalał dłoniom działać samym, ale płyn od dłuższej chwili mienił się na pomarańczowo, podczas gdy powinien być biały, co ściągnęło jego myśli, wcześniej wędrujące wysoko ponad kamiennym sklepieniem, w kierunku zadania. Eliksir warzył już kiedyś w Klubie Eliksirów (w dodatku dwa razy) i wydawało mu się, że mikstura nie sprawi mu problemów, mimo jej skomplikowania. Jedną ręką przyciągnął do siebie przepis i przeczytał go jeszcze raz.
    Dodawać sproszkowane kolce jeżozwierza, aż eliksir zmieni kolor na biały.
    Przygryzł wnętrze swojego policzka tak mocno, że poczuł metaliczny smak krwi. Przez długie pochylanie się nad gorącym płynem na jego rzęsach i końcówkach włosów skropliła się para wodna. Chyba jednak powinien trochę mniej wierzyć we własną pamięć, szczególnie gdy zadanie było naraz pierwszym etapem turnieju, wygrana którego miała zwolnić szczęśliwca z konieczności zdania dowolnego egzaminu.
    Szybko rzucił zaklęcie, które sprawiło, że szklana bagietka kontynuowała mieszanie eliksiru samoistnie, i ruszył w kierunku szafki ze składnikami. Szybko wziął to, czego potrzebował i drugi raz sproszkował kolce jeżozwierza, później powoli wsypując je do kociołka. Roztwór stał się biały - nieidealnie, bo akcenty pomarańczy dalej były dostrzegalne, ale jednak wystarczająco biały, żeby mógł uznać efekt za sukces. Kąciki ust Rivera już unosiły się w uśmiech, gdy nagle poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Odwrócił się z wzdrygnięciem w stronę rudego chłopaka, który coś do niego szybko mówił. Hugo Weasley. Ten sam, na widok którego jakieś dwa lata wcześniej przez dobry miesiąc zasychało mu w ustach, które to uczucie nagle wróciło pod wpływem tego bezsensownego skojarzenia. To był jeden z momentów, gdy czas zdawał się płynąć dla niego wolniej. Sanders kilka razy zamrugał, a jego spojrzenie opadło na palce dalej zaciśnięte na jego barku, zanim dotarła do niego wypowiedziana prośba, a wszystkie kolory i dźwięki powróciły i uderzyły w jego zmysły z odpowiednią intensywnością.
    - Kolce - powtórzył. - Tak, jasne, tutaj, możesz wziąć resztę - odpowiedział, bez wahania wskazując na jedną z dwóch kupek substancji w jasnym kolorze. Był pewien, że resztka sproszkowanego rogu jednorożca leżała dalej.

    River

    OdpowiedzUsuń
  58. [Ja bardzo przepraszam, że nic nie odpisałam Bellkiem, ale mój mózg jest wyprany z pomysłów i naprawdę nic dobrego nie przychodziło mi na myśl i miałam nadzieję, że skusisz się na wątek z Lou, bo z nimi to zdecydowanie łatwiej pójdzie. ;) Także my jak najbardziej jesteśmy chętni ♥]

    Louis

    OdpowiedzUsuń
  59. [Hej, miałam tu zajrzeć już wcześniej, ale życie mnie wciągnęło i staram się też aktywnie zbierać punkciki dla Puchonów <3 Niemniej jestem, a na dodatek zachwycona Hugo, który jest tak przesympatyczny, tak oryginalny i pocieszny, że nie sposób go nie pokochać. Nie ma się co martwić, Hugo jest drugim Weasley'em, który nie trafił do Gryffindoru, ale lepiej Hufflepuff niż Slyherin :D I na jego szczęście, większość kuzynostwa jest w Hogwarcie więc koniec końców musi się spotykać z rodzinką :D Dasz się skusić na wątek z moją Tori? Można byłoby ich zetknąć przez to, że jest stażystką na zajęciach z transmutacji i ogólnie cholernie lubi tą dziedzinę nauki, bo po rozstaniu z Tedem stała się tytanem pracy :D]

    TORI WEASLEY

    OdpowiedzUsuń
  60. [W takim wypadku co powiesz na małe cofnięcie się w czasie do wakacji? I wolny dom Louisa? I męski wieczór z ogniskiem? (W zasadzie z tego mógłby wyjść dobry Weasleyowo-Potterowy wątek wieloosobowy!) A jeśli nie ognisko, to najzwyklejszy męski wieczór, trochę alkoholu, poważne rozmowy nastolatków i cokolwiek dusza zapragnie? :)]

    Louis

    OdpowiedzUsuń
  61. [ Wizerunek uległ szybkiej zmianie, co mnie samą zaskoczyło. Ale jak zobaczyłam główne zdjęcie... Nie mogłam inaczej. ;v I jasne, nie ma sprawy, może w przypadku Hugona i Albusa będzie nawet łatwiej wymyślić coś ciekawego. W końcu są kuzynami, na pewno mieli ze sobą nie raz styczność poza samym Hogwartem. Masz już w głowie konkretny pomysł, czy kombinujemy wspólnie? :D ]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  62. [Cześć, czołem, też witam, ale OJEZU, CO ZA WEASLEY, NO PRZECIEŻ ZAKOCHAŁAM SIĘ. Chodź mnie tu na wątka migusiem!]

    OdpowiedzUsuń
  63. [Dziękuję pięknie za powitanie. :)
    Racja - a możliwości może być dość sporo, bo Hugo może liczyć u Rose na drobną taryfę ulgową. :)
    Jakieś pomysły? ;)]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  64. [To świetnie. :)
    Zaczniesz?]

    Louis

    OdpowiedzUsuń
  65. [Omg napisał do mnie Hugon. Uwielbiam zdecydowanie najbardziej ze wszystkich z młodego golden trio. Szanuję za Hufflepuff, bo dla mnie on tylko tam pasuje. :D
    No komentuje dużo rzeczy. Na przykład ciągle przybywające piegi na buźce Weasleya albo jego dziwnie podkrążone oczy. No wszystko no.]

    Charlie H.

    OdpowiedzUsuń
  66. [Dziękuję za powitanie, też się cieszę widząc, że jest coraz więcej Puchonów; szczególnie, że pamiętam jak jeszcze było ich tutaj tyle, co kot napłakał. Albo i mniej. Hugo jest dokładnie taki, jakiego go sobie wyobrażałam, tylko to uczulenie na czekoladę... biedactwo, jak on to znosi?]

    Abundance

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Przyjrzałam się Twojej ikonce i już wiem skąd znam tą blondynkę - serce mi mocniej bije na sam widok Noory <3]

      Usuń
  67. River próbował słuchać chłopaka, ale jego słowa ledwo do niego docierały. Z tego samego powodu nic mu nie odpowiadał (większość osób w takich sytuacjach przynajmniej potakiwała albo wydawała z siebie nieokreślone pomruki, próbując udawać zainteresowanie, a on zwyczajnie milczał, nie zdając sobie sprawy z tego, jak może to zostać odebrane, i nie odczuwając żadnego związanego z tym dyskomfortu. Przynajmniej nie wędrował wzrokiem po całej twarzy rozmówcy i kopie jego rudych włosów, utrzymując wzrok na oczach Weasley’a. Nie osiągnął szczytu oczywistości), a kiedy Hugo zdecydował się odejść, jedynie skinął mu głową. Spuścił spojrzenie na kociołek i westchnął sam do siebie. Jak zwykle zmarnował okazję nawiązania kontaktu z kimś... ujmującym, interesującym, i zdał sobie sprawę z jej istnienia dopiero po czasie.
    Uznał, że jego eliksir bardziej przezroczysty już nie będzie, a zresztą brakowało mu czasu i inwencji twórczej na poprawki. Zabrał się w związku z tym za sprzątanie blatu, przy którym pracował.
    W sali eliksirów wszystkie pozostałe po warzeniu składniki uczniowie musieli usuwać manualnie - taka była zasada. Zostawienie ich resztek (chociażby zmniejszonych do niewidzialności za pomocą zaklęcia Reducto) groziło tym, że przypadkowo dostaną się one do innej, przygotowywanej później mikstury, co równie dobrze mogło skończyć się nieudanym produktem końcowym jak i wybuchową czy jakąkolwiek inną niebezpieczną dla wszystkich obecnych w lochu mieszanką. Za pomocą zaklęcia River uniósł pozostały sproszkowany, jak uważał, róg jednorożca i zsypał go do niewielkiego, ognioodpornego (wyrzucone resztki zazwyczaj usuwali urokiem podpalającym) kosza na śmieci znajdującego się przy każdym stanowisku. Większość składników można było zachować na później, ale róg szybko tracił swoje właściwości. Riverowi zawsze było smutno, gdy o tym pomyślał - nie dość, że piękna kreatura traciła swój róg, to jeszcze w dodatku w jakiejś części kończył on w śmieciach.
    Niedługo później profesor zaczął krążyć po lochu i komentować efekty ich pracy. Gwałtownie drgnął, gdy dziwnie blisko siebie usłyszał trochę szydercze Ojoj. Ktoś chyba pomylił składniki.
    Odwrócił się i zobaczył Hugona, jego kociołek, którego zawartość przypominała… trudno właściwie powiedzieć co, i wyraz twarzy, który ciężko było rozszyfrować. Profesor zaczął wypytywać Puchona o jego ostatnie kroki, i gdy do uszu Rivera dotarło wspomnienie o kolcach jeżozwierza, coś go tknęło.
    Nakierował różdżką na kosz.
    - Wingardium Leviosa - szepnął, a gdy część wyrzuconego chwilę wcześniej proszku się uniosła, dodał - Engorgio.
    Proszek powiększył się przed jego twarzą na tyle, że River mógł wyraźnie zobaczyć jego fakturę. Nie opalizował setką kolorów, tak jak powinien róg jednorożca. Drobinki były tępe i w kształcie, i barwie. Z powrotem zmniejszył, teraz już to wiedział, sproszkowane kolce jeżozwierza, i odruchowo odwrócił się do Hugona. Weasley patrzył się prosto na niego. River nie był pewien, czy chłopak oznajmił profesorowi, kto był winien jego porażki, i sam nie zdążył nic na ten temat powiedzieć, bo mężczyzna stał już przy nim. Eliksir Sandersa nie był idealny, ale aprobowalny, więc Krukon został obdarzony kiwnięciem głowy i dwoma krótkimi poradami na przyszłość. Gdy nauczyciel odszedł, River znów rzucił spojrzenie Hugonowi.
    - Nie wiedziałem, że to nie były kolce. Przepraszam - powiedział prosto i spokojnie. Jego ton był monotonny, jak zawsze, i co najwyżej zmarszczone brwi mogły sugerować poczucie winy, które de facto odczuwał.

    River

    [Przepraszam, że tyle to trwało!]

    OdpowiedzUsuń
  68. [ Pamiętam o Tobie. Niedługo coś powinno się pojawić.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  69. [Damy rade coś znajdziemy :) Sam fakt, że Rosę nie jest prefektem może być już jakimś punktem zaczepienia, pytanie na razie tylko jak widzisz ]relację między naszym rodzeństwem, do tego powinnam już cos wymyśleć :) :) ]

    Rose&Belauh

    OdpowiedzUsuń
  70. Z bycia prefektem czerpie umiarkowaną przyjemność. Czuje się przede wszystkim nieswojo; zupełnie jakby skierowano na niego olbrzymi reflektor, za którym wzrokiem wodzi wielotysięczny tłum. Czy w istocie ktokolwiek interesuje się tym, kto o czwartej nad ranem patroluje korytarze? Śmiałe byłoby stwierdzenie, że huragan odczuć wewnątrz Vincenta może porwać kogokolwiek oprócz niego.
    A jednak, mimo zminimalizowanej szansy przełożenia wyobrażeń na rzeczywistość, nie umie poddać się do końca poczuciu spełnienia; działa przecież w słusznej sprawie, którą, jako człowiek rozsądny, traktuje z należytym szacunkiem. Może brakuje mu charyzmy, by porwać za sobą tłumy i możliwym jest, że inni prefekci z politowaniem słuchają jego cichych wywodów podczas cotygodniowych spotkań, ale z całych sił stara się nie zawieść tych, którzy postanowili wynieść go na piedestał.
    Dobrze pamięta chwilę, w której ze zwyczajnego prefekta — i tak mającego poważny problem z napominaniem ludzi — stał się prefektem naczelnym, który musiał napominać i karać za przewiny. Doskonale rozumiał zaskoczenie wszystkich wokół. Niemal chorobliwie nieśmiały, cichy, skryty, wierzący w ludzkie dobro, a przy tym chcący za pomocą miłości uleczyć ze zła splugawiony świat; nie istniały słowa, które mogłyby wytłumaczyć, w jaki sposób przyznano mu tę niezwykłą nobilitację.
    Skoro nie istniały, nie mógł ich odnaleźć. Żyło mu się niewygodnie z ponadprzeciętnym zainteresowaniem jego osobą, lecz nim minął tydzień, wszystko wróciło do normy, a on znów stał się uczniem-duchem, którego przeważnie się nie zauważa. Był przezroczysty, w sercu z kolei nosił ogromny ciężar zwany odpowiedzialnością; tak ciężki, że wielokrotnie zwalił go z nóg.
    Nie narzeka jednak ani nie utyskuje. W typowym dla siebie milczeniu znosi sinusoidę wrażeń, jaką oferują mu patrole i wciąż nie umie odpowiednio zareagować, gdy kolejny uczeń wobec szkolnego regulaminu przeciwstawia mu siłę swojego charakteru. Często czuję się jak gałąź na wietrze — wygina się na wszystkie strony, a wiatr próbuje go złamać.
    — Niczego mi nie udowodnisz — słyszy tylko i zostaje sam pośród ciemności drugiego piętra. Kolejna noc i kolejne niepowodzenie; tylko cichy głos w jego głowie przypomina mu, że przynajmniej przeżył tę klęskę w samotności.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń