10 grudnia 2016

Nic nieznacząca

Ronnie Hindergald




20 lat • Czystokrwista czarownica • Była Krukonka • Tobias • Hogsmeade

Obecnie dwudziestoletnia pracownica apteki pana Hopkinsa w Hogsmeade, matka rocznego szkraba i najdroższa przyjaciółka najbardziej zwariowanego człowieka na ziemi. Nigdy nie ukończyła szkoły. Przedostatni rok jej edukacji zakończyła spontanicznym wyjazdem za granicę. Nikt nie wiedział gdzie była i co robiła. Po ośmiu miesiącach postanowiła wrócić, jednak nie odważyła się przekroczyć progu dawnej szkoły. Strach towarzyszący każdemu spojrzeniu na masywne mury wznoszące się wysoko do nieba ostatecznie zwyciężył nad chęcią powrotu do normalności. Zresztą, dla niej już nic nie było normalne. Nic nie było już jak dawniej.
Niegdyś wychowanka domu Kruka teraz samotna matka ledwo wiążąca koniec z końcem. Czarownica czystej krwi wyklęta przez swoją rodzinę, bo „zawiodła ich wszystkich”. Nie była wystarczająco dobra by spełnić długą listę wymagań, nie była zbyt dobra by tak jak reszta postawić sobie za cel dążenie do doskonałości. Według niektórych standardów była normalna na tyle, na ile mogłaby być dziewczyna w jej wieku, która poza nazwiskiem nie ma nic, co mogłoby ją wyróżnić od reszty. Klęska za klęską. Ból spotęgowany innym bólem. Rozpacz wzmocniona przez rozgoryczenie. I po środku mały Tobias, jej jedyne światełko w tunelu, cud, dzięki któremu nadal ma ochotę wstawać z łóżka. Odbicie ojca, który nawet nie wiedział o jego istnieniu. W tej całej historii można się doszukać nutki hipokryzji i dziecięcej naiwności. Nie chcąc sprawić mu problemu zabrała go ze sobą raniąc jedynie siebie, a przynajmniej to powtarzała sobie niemal od dwóch lat. Tylko jedna osoba znała prawdę. Tylko jedna osoba trwała przy niej, gdy zwijała się z bólu w obskurnej spelunie, w której miejscowa położna odbierała poród. Jedna osoba ze stu siedem dziesięciu ośmiu ludzi, którzy przewinęli się przez jej życie, zostając w nim na dłużej niż tydzień. Nikogo innego nie potrzebowała. Najgorsze w tym wszystkim były jednak chwile, gdy wspominała jego ciemne włosy i multum piegów na nosie. Nie był zły i gdzieś w głębi siebie wiedziała, że byłby dobrym ojcem. Jednak z drugiej strony wiedziała, że dziecko stanowiłoby dla niego ograniczenie. Zresztą wiedziała, że jej nie kochał. To był głupi wyskok, chwila zapomnienia. Zawsze wolał inną i nawet w chwili uniesienia czuła, jak myślami jest przy niej. Bolało ją to, bardziej niż groźby ojca, krzyki matki, czy dłoń brata na policzku. Bolało ją to bardziej niż wszystkie wspomnienia z ostatnich czterech lat razem wzięte.
 Zawsze zdawało się jej, że jest słaba. Niemoc potrafiła odebrać jej zdolność do podejmowania trudnych decyzji, strach paraliżował jej kończyny a to wszystko połączone z nieśmiałością czyniło z niej łatwy cel. Tylko dwie osoby widziały w niej kogoś, kim była teraz- niezależną kobietę niebojącą się ciężkiej pracy oraz wszystkich związanych z tym niedogodności, zostawiającą dziecko u sąsiadki by zarobić na swoje utrzymanie gotową zrobić wszystko, byle tylko malec był bezpieczny. Żyła dla niego. Była dla niego. Ale czasami, gdy kładła się spać marzyła o tym, aby podzielić się z kimś tym brzemieniem. Żeby znów zaznać ciepła i miłości. By znów poczuć się kochaną. By znów poczuć, że nadal żyje.
Kącik kodowania to cudo i za niego dziękuję. Wróciłam znowu, jako córka marnotrawna. Matura jest i będzie zdana jak nic ale od czasu do czasu potrzebna jest człowiekowi jakaś przerwa. Dlatego tu jestem i pragnę ciekawych wątków i powiązań. Lubię się rozpisywać, prowadzić wątki męsko-damskie i wymyślać zagmatwane historie z romansem w tle. Dramat ponad wszystko. Chyba na blogu nie było jeszcze takiej postaci- zawsze musi być ten pierwszy raz. Buźka Audrey Plazy, kart pisać nie umiem więc nie bijcie mnie za ten szajs na górze. 
SZUKAM: Ojca dziecka, najlepszego przyjaciela, miłości jednostronnej,
Wątki 2/3
Faworyzje
mail: anonimowa.owca.podbija.ziemie@gmail.com

23 komentarze:

  1. [Mamy nie bić za ten szajs na górze, to ja może pobiję za tak nieładne (bo ja się z tym absolutnie nie zgadzam!) pisanie o tej karcie, dobrze? :D Cześć, jak miło widzieć faktycznie tak nietypową dla HK postać! Smutek dosłownie przelewa się przez jej opis, a szkoda, bo coś mi mówi, że jakby znalazła się osoba, która pomogłaby jej odżyć, to z Ronnie byłaby super babeczka. :3 Tego więc jej życzę, a Tobie dobrej zabawy na blogu i tego, żeby przerwa od nauki okazała się owocna pośród nas. :D Masy weny i ciekawych wątków!]

    Connor Greyback

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Karta bardzo fajna i przyjemna w odbiorze, więc bić nie mamy za co! Ja po prostu mam nadzieję, że ktoś tę niewiastę pokocha, bo jest – pomimo przykrej historii – naprawdę cudowną osobą. A na HK dodatkowo oryginalną. Zapraszam do siebie w razie ochoty i życzę Wam od groma udanych wątków!]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nieukończona szkoła, samotna matka, bieda, Hogsmeade, wyklęta przez rodzinę, opuszczona przez ojca małego dziecka i Dom Kruka – panie BorzeThorzeSzumiący, nie wiem skąd, ale wiedziałaś, jak mi zrobić tą kartą dobrze… Czeeeść! Gratuluję świetnej postaci z ciekawą historią i pięknie dobranym wizerunkiem – dosłownie wszystko w niej pasuje, więc nie wiem co konkretnie nazywasz szajsem. Osobiście straszliwie ubolewam, że nie mam pomysłu na jakiś super wątek między Twoją panią, a moimi postaciami, a z kliszami nie chcę przychodzić do tak świetnie opisanej, chociaż wyjątkowo smutnej babeczki. Pozostaje mi więc życzyć Tobie dużo weny, wytrwałości i wspaniałych powiązań oraz szalonych pomysłów. Zostań teraz na dobre, bo matura nie zając (w zasadzie nic nie zając; tylko zając jest zając) – nie ucieknie! ;]

    pielęgniarka VERA THORNE & hotelarz OLGIERD ERETEIN

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam i przepraszam za zasłonienie. :) Myślę, że ciężko byłoby ich powiązać, ale jeśli masz jakiś ciekawy pomysł, wal śmiało.]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wchodzę w to, w ciemno. Masz jakiś konkretny pomysł, w jaki sposób Artair mógłby pojawić się w życiu Ronnie czy tworzymy jakąś burzę mózgów?]

    Avery

    OdpowiedzUsuń
  6. [Blaise jest typem człowieka, który niezbyt przejmuje się swoim zdrowiem, więc wszelkie urazy pozostawia samym sobie dopóty, dopóki nie są na tyle groźne, żeby ktoś wysłał go do skrzydła szpitalnego. W innych przypadkach wystarcza bandaż, plaster czy jakaś opaska. Apteka nie jest więc miejscem, które często by odwiedzał, chyba że... No właśnie, co? Jeśli może kupować tam leki czy inne specyfiki, które same bądź po odpowiednim przygotowaniu pełniłyby rolę polepszaczy nastroju, to całkiem możliwe, że przychodziłby do takiej apteki regularnie.
    Informatorem też nie zgodziłby się być ot tak, za darmo. Można więc założyć, że albo Ronnie byłaby w stanie załatwiać mu coś, co nie jest do końca legalne, albo robić coś innego - tu pojawia się pytanie:co?.
    Nie jestem pewien, czy Blaise mógłby ją lubić ani też, czy by jej współczuł (raczej nie), ale na pewno przystałby na transakcję wiązaną i jeśli Ronnie by się z niej wywiązywała, to on też. Na razie tak to widzę. :)]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Zarys mi się podoba i to bardzo. Chodź na maila czekoladowamasa@gmail.com]

    Avery

    OdpowiedzUsuń
  8. [Brzmi ciekawie przyznam :D Możesz mi cos więcej powiedzieć na temat ogólnego zamysłu? :D]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jestem za i ciekawi mnie to tło romansowe, jak im to wyjdzie :D To co? Mały weekend u Ronnie? Może Mathias zostanie u niej na noc?]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaniemówił. Stanął jak wryty, gdy podszedł do dziewczyny i spojrzał w jej oczy. Od razu rozpoznał. W końcu, nie minęło aż tak dużo czasu jak mogłoby się wydawać.
    — Ronnie. — Wypowiedział miękko jej imię, wpatrując się w te duże oczy, które pamiętał. Poczuł, jak fala gorąca ogarnia jego ciało, a serce jak gdyby zabiło odrobinę mocniej, boleśniej. A w żołądku poczuł nieprzyjemny ścisk, którego zdecydowanie nie mógł porównać do motylków w brzuchu. Wyrzuty sumienia były czymś, z czym nauczył się żyć. Przecież niejednokrotnie musiał się z nimi mierzyć, a raczej spychać na dalszy plan, ignorując i udając, że nigdy nie miały miejsca, że żadne żale nie ściskają jego serce, że żaden kamień z serca mu nie spada, gdy nagle dociera do niego, że osoba o którą w jakimś stopniu się martwił, bo tak nagle zniknęła, pojawia się z powrotem. Wręcz przeciwnie, Avery wolał sprawiać wrażenie, że kamień owszem znajduje się w jego sercu, a raczej go zastępuje. A spotkania Ronnie Hindergald nie spodziewał się w ogóle. Jego zdziwienie więc… było niemałe.
    Chwilę temu siedział jeszcze przy stoliku w Pijanym Hipogryfie, rozmawiając i żartując z kolegami ze swojego domu, jednocześnie uważnie obserwując dziewczynę, która niedawno co weszła do lokalu, a teraz siedziała na jednym z barowych stołków, podpierając się łokciem o blat baru. Zdawał sobie sprawę, że dziewczyna nie tylko jemu wpadła do oka, w końcu pozostali, siedzący przy tym samym stoliku Ślizgoni szybko zmienili temat, ściszając nagle swoje głosy i tylko głowami i znaczącymi spojrzeniami dając sobie znać, o co tak właściwie chodzi. Artair Avery był tym, który zamiast słuchać i mówić wolał działać. Nim więc którykolwiek z siedzących nastolatków zaczął nawet myśleć o tym by coś konkretnego zrobić, siedemnastoletni Ślizgon odsunął swoje krzesło i rzucając krótki komentarz kolegą ruszył w stronę baru, niby z zamiarem zamówienia kolejnych szklanek wypełnionych Ognistą Whisky, chociaż tak naprawdę całą swoją uwagę skupiał na dziewczynie, a raczej intensywnym myśleniu w jaki sposób powinien zwrócić na siebie jej uwagę. Stojąc już przy barze, będąc pewnym słów, które już za chwilę miał wypowiedzieć ze swoich ust…
    — Pogoda zdecydowanie nie jest dobra na spacery. — Odezwał się w końcu, wcale nie tak jak planował. — Może, napijesz się czegoś na rozgrzanie? — Dodał, opierając się łokciem o drewniany blat i odwracając głowę w stronę dziewczyny. I zamilkł. Nie powiedział już żadnego słowa, analizując dokładnie to, co się właśnie stało. Spodziewał się każdego, ale nie jej. Spodziewał się wszystkiego, ale nie jej powrotu. Był gotowy na wszystko. Na wszystko i na nic, ale nie na nią. Pogodził się już z myślą, że zniknęła z jego życia i tyle. Dobrze wiedział, że prędzej czy później przestanie obwiniać się o jej ucieczkę, bo przecież… Nie zrobił jej niczego złego. Może i tamtego wieczoru nie powinien kierować się jedynie swoją żądzą, ale wziąć pod uwagę i jej uczucia, z drugiej strony ciągle sobie tłumaczył, że przecież do niczego jej nie zmuszał. Nie zastanawiał się nad tym dlaczego. Po prostu… Z upływem czasu pogodził się z zaistniałą sytuacją i nawet nie myślał o tym, że znów ją spotka.
    Ronnie. — Gapił się na dziewczynę, bo nazwać tego inaczej się nie dało. Chyba nawet stracił tę pewność siebie, którą jeszcze chwilę temu wręcz emanował. Spoglądał tylko na nią i zastanawiał się, co takiego ma teraz zrobić. Uśmiechnąć się wesoło i zapytać gdzie się podziewała i dlaczego się nie odzywała? Przez jego głowę przechodziło tysiące myśli, jednak na żadnej nie mógł się skupić wystarczająco mocno, by wykorzystać ją do swoich kolejnych słów. Zacisnął więc delikatnie dłoń, którą podpierał się blatu i wysilił się na uśmiech. — Minęło trochę czasu. — Przemówił w końcu, marszcząc delikatnie brwi i uważnie przyglądając się dziewczynie. Jakby próbował wyczytać z jej oczu to, dlaczego zniknęła i gdzie tak właściwie się podziewała.

    Avery

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie potrafił wytłumaczyć tego, co było pomiędzy nim i Ronnie te dwa lata temu. Nigdy chyba nawet nie próbował, nie chciał tego wszystkiego zrozumieć. Było mu dobrze i wygodnie, nie zamierzał więc sobie niczego w żaden sposób utrudniać. Dlatego, gdy dziewczyna zniknęła ze szkoły, nie przyszło mu nawet na myśl, że te jedno zbliżenie mogło do czegoś doprowadzić. Obwiniał się w pewien sposób za jej ucieczkę, bo do dnia dzisiejszego pamiętał ich kłótnie po tamtym wieczorze, po jednym, jedynym stosunku. Podejrzewał, że nawet gdyby dziewczyna pozostała w Hogwarcie, ich znajomość i tak zakończyłaby się na tej jednej, ostrej wymianie zdań. Fakt, że Ronnie postanowiła pożegnać się ze szkołą bez żadnego słowa… Budził w Artairze uczucia, o które nigdy by siebie samego nie podejrzewał.
    Nie podejrzewał również, że spotka ją ponownie i to jeszcze tak blisko szkoły. Nie spodziewał się, że ich drogi jeszcze kiedykolwiek się połączą. Nie znał całej prawdy, nie znał jej powodów ani wyjazdu, ani powrotu. Nigdy nawet nie ośmieliłby się posunąć się tak daleko swoimi wyobrażeniami, by dojść do podejrzeń, że te kilka, krótkich chwil uniesienia było w stanie stworzyć nowe życie. Nie myślał o tym, że gdzieś na świecie może znajdować się jego syn. I nic nie było w stanie sprawić, aby Artair zaczął myśleć w ten sposób. Był dzieckiem. Nastolatkiem, który wciąż wierzył, że może zdobyć cały świat jeżeli tylko będzie chciał. Wychowany przez czysto krwistą rodzinę z wysokimi ambicjami i możliwościami, nauczył się, że świat naprawdę może stać otworem. Wystarczy tylko wyciągnąć rękę do przodu i zabrać to, czego się pranie. Tak mu wmawiała matka, tak wmawiał sam sobie.
    Zacisnął delikatnie wargi słysząc głos dziewczyny. Serce zabiło mu odrobinę mocniej na jej piskliwy ton głosu. Chciał odwrócić już spojrzenie, przestać się tak natarczywie gapić w jej twarz, jednak nie był w stanie tego zrobić. Łudząc się, że od wpatrywania się w nią dowie się wszystkiego, nie zadając przy tym żadnego pytania. Nie oczekiwał, że dziewczyna nagle stanie przed nim i opowie mu dlaczego zrezygnowała ze szkoły, jakie miała powody do wyjazdu, gdzie była, co robiła i dlaczego uznała, że czas wrócić. Zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę nie są to informacje, które on musi znać. Coś mu jednak podpowiadało, że powinien zapytać. W końcu byli razem i chociaż ich związek prawdopodobnie zakończył się w momencie kłótni i tak czuł się winny. Może właśnie dlatego chciał poznać wszystkie odpowiedzi? Aby poczuć się lepiej? Wierząc, że powie mu coś w rodzaju: hej, po prostu chciałam wyjechać, to nie ma nic wspólnego z Tobą?, być może nie zadawał żadnego pytania, bo podświadomie spodziewał się, że oficjalnie może zostać winnym?
    — To już ostatni rok. — Odezwał się w końcu, postanawiając odpowiedzieć na jej pytanie. Oczywiście mógłby uznać, że ta rozmowa nie ma najmniejszego sensu i po prostu wrócić do kumpli, coś go jednak cały czas powstrzymywało. Wręcz pchało na przód, czyżby sentyment z przeszłości? Tylko czy miał do jakiegokolwiek prawo? Zerknął na jej zaciśniętą dłoń na uchwycie kufla, a gdy barman kolejny raz pojawił się obok nich, zamówił dla siebie dokładnie to samo, chociaż początkowo miał zupełnie inne plany, a gdy zorientował się, że dziewczyna to Ronnie, powinien uciec. Powinien wrócić do swojego stolika i pogodzić się z porażką. — Rodzice już mają plan na moją przyszłość, a ja… — Przerwał na chwilę, by wykrzywić usta w delikatny łuk, który wcale nie oznaczał zadowolenia. Jakby dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że przecież życie Ronnie z pewnością po rezygnacji ze szkoły wygląda zupełnie inaczej niż te, które on miał niedługo rozpocząć, przełknął ślinę i ponownie spojrzał na dziewczynę. — Powrót na stare śmieci? — Zapytał, nie wiedząc jakiej tak naprawdę oczekuje odpowiedzi. Gdy barman postawił przed nim kufel kremowego piwa, od razu chwycił go w dłoń i przystawił do swych ust, by jak najszybciej wypić kilka sporych haustów napoju, przełykając je przy tym głośno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuł, jak robi mu się sucho w ustach i zdawał sobie sprawę, że jeszcze żadna rozmowa z żadną dziewczyną, nie sprawiała mu tylu trudności. Przecież zawsze radził sobie dobrze, wiedział co powiedzieć i co zrobić, aby rozładować atmosferę, a tym czasem… Tym razem, gdyby ktoś powiesił siekierę w powietrzu, ta z pewnością nawet by nie drgnęła. Artair to czuł, czuł, że coś wisi w powietrzu i w tym momencie zastanawiał się nad tym, czy chce mu się bawić w odgadywanie tajemnicy, czy powinien pozwolić odejść w spokoju swojej byłej kochance, nie wracając w żaden sposób do przeszłości. W końcu, ona się w żaden sposób nie liczyła. Dla Artaira najważniejsza była tylko teraźniejszość, a w danym momencie miotał się tylko we własnych myślach i odczuciach.

      Artair

      Usuń
  12. [Witam serdecznie na blogu! :)
    Cieszę się, że do wróciłaś i nie rozumiem, dlaczego czepiasz się swojej karty - wszystko jest z nią jak najbardziej w porządku ;) Ba, szybko i łatwo się ją czytało, a to zawsze spory plus.
    Życzę Ci wielu ciekawych wątków oraz udanej zabawy w naszym gronie, mając nadzieję, że tym razem zostaniesz z nami jak najdłużej! x
    Uroczy synek, tak w ogóle ;) W razie chęci zapraszam do swoich panów.]

    Teddy || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  13. [Świetna karta! Na prawdę - za pomysł i styl ogromny plusik. Myślę, że dogadaliby się z moim Quentinem. Zapraszam do mnie, na pewno coś wymyślimy.]

    Quentin

    OdpowiedzUsuń
  14. [Mathias ma swoją wybrankę, gdzie wątek się dopiero rozwija, więc wiesz, ten romansowy epizod będzie jaki będzie :D]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  15. Coś obiło mu się o uszy, jednak nie przykładał do tego większej uwagi. W końcu to go już nie dotyczyło. Starał się właśnie w taki sposób myśleć o Ronnie, ponieważ tak było łatwiej. Sumienie mu się uspokajało, a żadne wyrzuty go nie zadręczały, bo przecież mogły. Mógł rozpamiętywać i obwiniać się przez cały ten czas i pewnie tak właśnie by było, gdyby faktycznie ją kochał, gdyby była dla niego najważniejszą osobą, znajdującą się na tej planecie i w całym wszechświecie. Te uczucie nie było jednak tak silne, a Artair… Artair mimo wszystko czuł się winny. Szczególnie teraz, gdy stał przed nią i nie miał pojęcia co powiedzieć, co zrobić, w jaki sposób się zachować. Po raz pierwszy od długiego czasu cała jego pewność siebie po prostu zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu i pozostawiła jego już nie tak umięśnione ciało, jak za czasów gry w domowej drużynie Quidditcha, samo. A Ślizgon w tym momencie musiał napinać wszystkie swoje mięśnie by na jaw nie wyszło jak bardzo jest dla niego stresująca ta rozmowa. Zazwyczaj drżały mu złośliwie dłonie i nogi. Zacisnął wargi w wąski pasek i spojrzał ponownie na Ronnie, zastanawiając się co właściwie ma jej odpowiedzieć. Nadal nie prowadził dorosłego życia, wciąż był nastolatkiem, który nie wiedział co takiego chce od życia. Chociaż nikt go nie wydziedziczył i był tym starszym, pierworodnym synem to i tak zawsze pozostawał tym drugim.
    — Raczej… Nieprzygotowany. — Uśmiechnął się delikatnie, mając nadzieję, że kącik ust nie zacznie mu nagle drżeć, jednocześnie zdradzając jego obecny stan emocjonalny. Słuchał uważnie jej słów i zaśmiał się cicho, pogardliwie gdy wspomniała, że rodzice chcą dla niego jak najlepiej. Matka może i tak, ale ojciec z pewnością niczego dobrego dla niego nie chciał. Ronnie oczywiście nie miała skąd tego wiedzieć. Gdyby się przed nią otworzył i opowiedział jej, jak tak naprawdę wygląda jego relacja z ojcem to owszem, ale… Nie byli na tyle blisko, nic ich przecież nie łączyło, aby Artair miał się jej zwierzać ze swoich prywatnych problemów. Owszem, był kiedyś dla niej i wsłuchiwał się w jej słowa próbując zawsze ją pocieszyć, ale sam… Raczej się ku temu nie kwapił. Nie chciał jednak poruszać teraz tego tematu, ani się w niego zagłębiać. Nie miało to ani racji bytu w obecnej chwili, ani najmniejszego sensu.
    — Kilka miesięcy? — Spojrzał na nią twarzą pełną zdziwienia zmieszanego z… nutką żalu, wyrzutów? Była tak blisko niego od dłuższego czasu, a on nie wiedział? Oczywiście zdawał sobie sprawę, że niekoniecznie musiała mu o tym mówić, ale. Coś ukłuło go w sercu i chociaż przeszłość wiele dla niego nie znaczyła w tym momencie miał odrobinę żalu, no bo przecież… Jak to? Nic dla niej nie znaczył? Była kolejną osobą w jego życiu, dla której mógł nie istnieć? Spojrzał na kufel z piwem i upił kilka kolejnych łyków, wierzchem dłoni ścierając piankę z górnej wargi. — No proszę, na początku się o ciebie martwiłem, zastanawiałem co się stało, a ty… Wróciłaś i nawet nie dałaś znaku życia. — Mruknął, chociaż tak naprawdę wyolbrzymiał. Przesadzał, chcąc wzbudzić w niej wyrzuty. Sam nie wiedział dlaczego, może chciał się upewnić, że jego podejrzenia są właściwe, że faktycznie dla nikogo nie jest wystarczająco dobry? Westchnął i pokręcił delikatnie głową z niedowierzeniem, a następnie wypił kremowe piwo do końca, kiwając tylko głową na barmana aby dolał mu kolejną porcję. Wiedział, że aby upić się tym trunkiem musiałby wypić go naprawdę wiele, dlatego spokojnie prosił o dolewki, mogąc spokojnie wrócić do Hogawrtu nie obawiając się szlabanu.

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  16. [Zaczęcia idą mi niezwykle opornie, ale postaram się coś dla nas skrobnąć :D]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  17. [Złapał mnie leń, ale postaram się go przepędzić i wreszcie napisać nam rozpoczęcie :D]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  18. Wszystko zawsze szło nie tak jak chciał tego Mathias. Nauczył się, że życie skazało go na wieczną porażkę oraz życie w niepewności. Stale odsuwa od siebie ludzi nie chcąc się do nikogo przywiązywać, by potem nie przeżywać kolejnego rozczarowania. Zerwał kontakty z pozostałymi członkami rodziny, a w zasadzie to oni zerwali wszelaki kontakt z nim zaraz po tym jak wydał własnych rodziców, narzeczoną oraz część rodzeństwa w ręce Ministerstwa, gdy ci w szeregach Mrocznych przegrali wojnę. Po dziś dzień jest mu za to wstyd i żałuje, cholernie żałuje. Stracił miłość swojego życia, co przeżywa każdego dnia na nowo stale uciekając przed czyhającym na jego życie starszym bratem pragnącym zemsty. Hogwart był dla niego swoistym schronieniem, które nieco zagłuszyło jego ból, jednak nie zlikwidowało męczących go co noc koszmarów. Grono nauczycielskie przyjęło go niezwykle ciepło, jednak uczniowska społeczność od razu nie polubiła. Ci co lepiej go znali wiedzieli, że Mathias do rozmownych nie należał i lepiej było go nie denerwować jeśli nie chciało się mieć zepsutego całego dnia, a w najgorszym wypadku całego roku szkolnego. Miał swoje zasady i morale, których sztywno się trzymał i nie należało ich kwestionować. Idąc przez korytarz mogło się wydawać, że niektórzy uczniowie wstrzymywali oddech na jego widok obawiając się, że zaraz do czegoś się doczepi, jednak ten kto chciał umiał żyć dobrze z profesorem Rathmannem. Wystarczyło nie odpuszczać jego zajęć, systematycznie odrabiać prace domowe, a co najważniejsze nie spóźniać się, nawet nie wymagał ciągłego siedzenia z nosem w książkach. Jeśli te wszystkie warianty zostały spełnione można było liczyć na szczery uśmiech ze strony Mathiasa, który był zmienny jak babka w ciąży. Miał w życiu maleńkie wyjątki, które tyczyły się zaledwie trzech góra czterech osób, z których zdaniem naprawdę się liczył, a co najważniejsze, przebywanie w ich gronie nie sprawiało mu najmniejszych problemów i zdecydowanie do takich osób zaliczała się Ronnie. Była naprawdę uroczą kobietą, której uśmiech sprawiał, że na twarzy Niemca również pojawiał się uśmiech. Nie musiał się jej zwierzać, by ta wiedziała, co tak naprawdę go trapi, a co najlepsze, szanowała jego małomówność i nigdy nie naciskała, gdy mężczyzna ewidentnie nie chciał rozmawiać.
    — Zamarzniesz tutaj — zaśmiał się widząc kominek, do którego wyraźnie nie było dorzucane przez co najmniej parę godzin. Szybko to nadrobił, a następnie zasiadł wygodnie na kanapie obok swojej ulubienicy i objął ją opiekuńczo ramieniem. — Wszystko dobrze? — zapytał, po czym od razu na nią uważnie spojrzał, chcąc mieć pewność, że ta udzieli mu pozytywnej odpowiedzi.


    Leniwy Mathias, który nie umiał wcześniej zebrać tyłka do zaczęcia, a wena ma go gdzieś...

    OdpowiedzUsuń
  19. [Dziękuję raz jeszcze za bardzo miłe słowa - cieszę się, że zarówno styl karty, jak i sama postać przypadła Ci do gustu :)
    Jeśli będziesz mieć jakiś pomysł/propozycję na powiązanie lub wątek, wiesz gdzie mnie znaleźć :)
    Póki co, do napisania! x]

    Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej, dziękuję za wszystkie miłe słowa na temat mojego wyobrażenia Neville'a. Starałam się jak mogłam aby go nie zepsuć, serio. Za bardzo lubię tę postać, żeby jej nabruździć mocno w życiorysie, ale chciałam też dodać mu coś od siebie :)
    I nie wiem, dlaczego psioczysz na swoją kartę, skoro widziałaś moją, hm? Twoja jest o niebo lepsza (cukier, cukier :3).
    Napiszmy coś razem! Z powiązań to mam tylko żonkę do oddania, ale nie wiem czy byś chciała. Może uda nam się jakoś połączyć nasze postacie? Tylko dzis mam lekko wyprany mózg po całym weekendzie na uczelni, ale jak tylko się wyśpię to coś pomyślę :)]

    Neville

    OdpowiedzUsuń
  21. [Nie tylko Ty czekasz, spokojnie, nie chcę pisać odpisów na siłę bo niestety wena od dłuższego czasu nie jest ze mną.]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń

  22. Chwyciwszy koc leżący tuż obok niego, okrył jej drobne ciałko i westchnął cicho. Nim na nowo rozpalony ogień w komiku zagrzeje pomieszczenie, minie trochę czasu, a dało się wyczuć powracający chłód. Słuchał jej uważnie z delikatnym uśmiechem na twarzy, zastanawiając się jakby to było, gdyby sam został ojcem. Miał kochającą, piękną narzeczoną, jednak los postanowił sobie z niego zakpić i odebrać mu to co najcenniejsze, robiąc przy tym z niego największego niewdzięcznika i idiotę na świecie. Przymknął na moment powieki, odganiając od siebie uporczywe myśli.
    — Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło — zaśmiał się i odgarnął jej z twarzy zbłąkany kosmyk włosów. Cieszył się z tej chwili, w której leniwie trwali, przytuleni do siebie, nie przejmując się prawie niczym. Mury Hogwartu stały się monotonne i dość przygnębiające. Mathias miał wrażenie, że czasem gubił poczucie czasu. Nic dziwnego, że na początku swojej przygody z Hogwartem, wszystkie, dosłownie wszystkie korytarze wydawały mu się być takie same, przez co często się gubił i spóźniał na lekcje. Żył w pieprzonej rutynie, jednak Hogwart był jego domem, prawdziwym domem, w którym skrywał się przed cieniami przeszłości, przed starszym bratem, który pragnął się na nim zemścić za bycie nielojalnym względem rodziny. Zachowywał się jak tchórz, jak prawdziwy tchórz i prawdę powiedziawszy, brakowało mu odwagi, by stanąć twarzą twarz z bratem i wziąć odpowiedzialność za swe czyny.
    — Przyniosłem ze sobą wino. Masz ochotę? — zapytał wstając powoli ze swojego miejsca, po czym podszedł do swojego płaszcza, gdzie z wewnętrznej, głębokiej kieszeni wyjął butelkę alkoholu. Na tak leniwy wieczór lampka wina góra dwie, były idealne. Otworzywszy butelkę rozlał jej zawartość do kieliszków, a następnie klepiąc miejsce obok siebie na miękkim dywanie, tuż naprzeciwko kominka, podał jej kieliszek i ponowie wolnym ramieniem objął przyjaciółkę. Uśmiechnął się nieco, gdy goryczka wykwintnego trunku, zagościła w jego ustach, zaś przyjemny żar z kominka rozgrzewał ich, co powodowało urocze rumieńce na policzkach.
    — Kiedy wraca Tobias? — zapytał Mathias i spojrzał na nią uważnie. Z chęcią zobaczyłby się z tym małym brzdącem, który był nielicznym dzieckiem, niedziałającym Rathmannowi na nerwy.

    Mathias bez weny

    OdpowiedzUsuń