19 grudnia 2016

Scorpius Hyperion Malfoy




W skrócie:
Choć pod wieloma względami łączy najgorsze cechy rodziców, stanowiąc tym samym dumę Slytherinu, brak mu jednego najważniejszego podobieństwa do ojca: zainteresowania Quidditchem. Nie ogląda, nie zna się, nie chce grać. Na domiar złego uważa, że latanie na miotle jest po prostu nudne. Znacznie bardziej ceni sobie pojedynkowanie się i naukę OPCM-u, w czym zresztą jest świetny. Nie można powiedzieć tego samego o jego umiejętnościach warzenia eliksirów: ku rozczarowaniu Cavarowa nie odróżnia siekania od mielenia, a każda próba poradzenia sobie z lekcjami kończy się mniejszą bądź większą katastrofą. Na resztę zajęć nie narzeka, a jest w nich przeciętny. Powodzi mu się natomiast z dziewczynami, choć tylko ślizgońskimi — imponuje im swoimi umiejętnościami pojedynkowania się. Członkowie innych domów nie przepadają za nim. Słusznie, bo straszny z niego snob.

Scorpius H. Malfoy
VII rok nauki — uczeń Slytherinu — członek Klubu Pojedynków — czystokrwisty — różdżka: sztywna, wiąz, rdzeń z pióra gryfa, 8 ¾ cala, nieco grubsza niż standardowa

Charakterystyka:
Patrząc na tego siedemnastolatka, zapewne ani na moment nie przeszło ci przez głowę, że mógłby on stanowić dla ciebie jakiekolwiek zagrożenie. Twój błąd — jeden z największych jaki popełniłeś. Wygląda niegroźnie, ale potrafi kąsać boleśniej niż niejeden jadowity wąż. A jaki jest przy pierwszym wrażeniu? Scorpius Hyperion Malfoy to jeden z tych interesujących — charakteryzujący się szlachecką ogładą (co z tego, że udawaną?) i wysoce wyszkolonymi umiejętnościami perswazyjnymi. Wygadany i pewny swego. Stawiany za wzór przez jednych, dyskryminowany ze względu na fałszywe zagrywki przez drugich. Chłopak jakich mało wśród społeczeństwa. Arogancki, ale pociągający. Władczy, choć bezbronny w obliczu przeszłości. To chyba najgorsze z połączeń. Nadnaturalnie pamiętliwy i lojalny wobec osób, które się dla niego liczą — a takie chyba nie istnieją — jest w stanie z pacyfisty zmienić się w prawdziwego, nieokiełznanego anarchistę. A skoro nie ma nikogo, kogo mógłby z lwim zapałem bronić, jak własnego stada, nieszczęśliwie odgrywa rolę wilka, pożerającego ofiary zawsze pojedynczo, z czczą dokładnością.

Biada temu, kto mu podpadnie. Czasem jest zbyt porywczy na racjonalne działania i jednocześnie nazbyt zapalczywy, by odpuścić, godząc się z porażką. Nieważne w jak kiepskim znajdzie się położeniu, stojąc przed niebezpieczeństwem prędzej narazi się na poturbowanie, niż da się oswoić. Jest jak dziki zwierz wrzucony w klatkę — wściekle bije o metal, a nim się spostrzeżesz, rzuca ci się do gardła. Tylko po to by po ostatecznym ataku i zgonie męczennika w ciepłym świetle dnia ułożyć się do snu. Niczym niewinny baranek, niezbryzgany krwią bliźniego.

„Czasami mam wrażenie, że gdzieś w nim tkwi jeszcze serce. Tylko czasami... zawsze potem nachodzi mnie myśl, że przez większość czasu najprawdopodobniej radzi sobie bez niego.”

Nie musisz darzyć go głębokim uczuciem ani nawet lubić go, by chcieć zagłębić się w rozmowę z nim. Sprawia wrażenie osoby inteligentnej, na swój sposób także błyskotliwej. I taki też faktycznie jest. Nawet w chwilach, kiedy rzuca w ciebie najgorszymi (a co najważniejsze również najszczerszymi) obelgami, chcesz więcej. Nie dlatego że może to okazać się przyjemne – krytykowanie twojej osoby w jego wykonaniu nigdy takie nie będzie — Scorpius stanowi po prostu jedną, wielką zagadkę, którą każdy z nas za wszelką cenę pragnie rozwiązać, nie bacząc na konsekwencje. Nie mając również na uwadze tego, że sam obiekt zainteresowań robi wszystko, żeby nie tylko nie mówić o sobie, ale również kręcić i manipulować tak, aby osoby trzecie zyskały nie więcej niż barwne, zmyślone opowieści na jego temat. I choć czasami zdarza się mu powiedzieć prawdę, to i tak bez znaczenia, bo zawsze gubi się ona w natłoku kłamstw.

Malfoy nie należy do osób, które wciąż negują swoją przeszłość, prędzej cudzą. Tym bardziej nie stara się zabawiać w jasnowidza. Nie czuje potrzeby ciągłego analizowania splotu wydarzeń, w których główną rolę odgrywa on sam, ale jeśli to ty mu podpadniesz, nie ma siły, która odwiodłaby go od zemsty. Na domiar złego jedyną opinią, z jaką się liczy, jest jego własna. W związku z tym obelgi czy komplementy wrzuca do jednego worka z plotkami i domysłami, nie czując różnicy między nimi.

„Nawet nie próbuj wspominać mi o tym palancie. Po ostatnim spotkaniu z nim jedno wiem na pewno — na dobrego kolegę to on się nie nadaje. Prędzej na niezjednanego, żarliwego wroga.”

Nie szukaj u niego pokładów dobroci, i tak ich nie znajdziesz. Jeśli jednak już to zrobiłeś, spróbuj raz jeszcze przeanalizować jego charakter zanim wysuniesz jakiekolwiek błędne wnioski. Pamiętaj o tym, że chłopak ten należy do grupy agresorów — porywczych, często brutalnych wobec osób, które wyjątkowo grają mu na nerwach. Opanowanie i pełna obojętność idą z nim w parze, ale tylko do pewnego momentu, potem następują gwałtowne erupcje, a te zwykle nie zwiastują niczego dobrego.

Nie próbuj doszukiwać się w nim zalet. On ich nie ma, a nawet jeśli ma, prawdopodobnie są one przyćmione przez masę wad. Bóg mało kiedy wydaje na świat tak egoistycznych, zapatrzonych w swoje interesy ludzi. Gdyby apokalipsa zaczynała się od destrukcji psychicznej (w wolnym tłumaczeniu: od totalnego braku empatii), on byłby jej źródłem. Nigdy nikomu nie pomaga, chyba że sam czerpie z tego jakąś korzyść. To jak cię potraktuje, zależeć będzie tylko i wyłącznie od tego, ile pożytku w tobie widzi. Nie zdziw się, gdy okaże się, że młody panicz o uroczym uśmiechu to tak naprawdę prawdziwe nasienie zła, pierwotny syn szatana. On taki jest — zmienny, nieokreślony. Apatyczny z przekory, wrażliwy dla zysku. Piekielnie intrygujący, bo nie wchodzący w żadne schematy lub modele osobowe, a przy tym — niestety — nieprzeciętnie narcystyczny i chorobliwie próżny.

„Nie przedstawił się, nie podał ręki na powitanie, nie powiedział nic, co mogłoby mnie zadowolić. I ty się pytasz jaki jest? Zrób mu rachunek sumienia, a dowiesz się, że jest po prostu nieznośny.”


Miał być Puchon, ale od dawna tęskno mi za Scorpiusem. Cześć wszystkim. Mam nadzieję, że nie popsułam wam wyobrażenia o Malfoyu. :)

34 komentarze:

  1. [Cześć! Dzielnie przebrnęłam przez całą treść karty i stwierdzam, że ten Pan jest naprawdę intrygujący :D Życzę niekończących się pokładów weny oraz masy udanych wątków! :3]

    Adam Lebiediew/Mathias Rathmann

    OdpowiedzUsuń
  2. [Bardzo się cieszę, że Scorpius nie jest podobny do tego z "Przeklętego dziecka". Wyszedł naprawdę świetnie. Życzę wielu udanych wątków, a w razie chęci zapraszam do Charliego.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dzień dobry ponownie! Wcześniej chyba nie mieliśmy razem wątku, ale zawsze można to zmienić. Bardzo ciekawa kreacja Malfoya, strasznie mi się podoba. Powodzenia! :)]

    Artair, Avalon, Hyun i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  4. [Chętnie poczekamy. Jesteśmy zadziwiająco cierpliwi, jeśli wiemy, że czekamy na dobre.]
    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  5. [Och, czyż to nie nasz ulubiony snob Hogwartu? ;) Cześć! Muszę pochwalić za dobór zdjęcia, nieco odbiega od standardowego wyobrażenia Scorpiusa, ale to wciąż jest on. Karta niezmiennie wspaniała, Malfoy niezmiennie jest podstępną gnidą, a ja oczywiście życzę ci wspaniałych wątków. I choć niezaprzeczalnie mam słabość do Scorpiusa (podejrzewam, że tak jak połowa bloga:P), to znalazłam się w kropce, bo pragnę również tego zapowiadanego Puchona, w końcu Hufflepuff to najlepszy dom!]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  6. [Podziwiam za html i długość karty. Zaskakujące jest to, że na blogu Malfoyów już trochę było i... mam wrażenie, że każdy z nich był zupełnie inny! Chociaż moja osobista wizja Scorpiusa jest zupełnie odmienna, chwalę kartę i kreację postaci, bo woah, świetne!
    Życzę mnóstwa ciekawych wątków, pokręconych powiązań i masy weny!]

    Scarlett Bell i Zabini

    OdpowiedzUsuń
  7. [Z tego co pamiętam z książek (ale mogę się mylić!) to chyba nawet nie było kilku dormitoriów dla danego roku, a jedno w każdym z domów dla chłopców i dziewczyn z konkretnego roku, więc... Zdecydowanie są w jednym dormitorium, a z powiązaniem to ja bardzo chętnie jednak muszę przyznać, że ja i wymyślanie jesteśmy raczej na nie, chociaż czasami daję radę coś wymyślić. Skoro byliby już kumplami z dormitorium to myślę, że można to pociągnąć jakoś dalej. Może nie ma tutaj mowa o przyjaźni, ale możemy z nich zrobić dobrych kumpli od butelki whisky czy coś w tym guście. Chyba, że Tobie wpadło coś lepszego ;) A ataki... Moglibyśmy je wplątać, ale wówczas pomiędzy naszymi postaciami musiałaby się wytworzyć dość mocna wież emocjonalna, bo zazwyczaj wtedy one się objawiają.]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  8. [Uuuu, goła klata na pierwszej! :D Dobrze, że z niego prawdziwy Ślizgon; chybabym nie ścierpiała, gdyby syn Malfoyów okazał się rozgotowaną na parze kluską o miękkim jak pączek z dżemusiem serduszku D: Oby się dzielnie trzymał najbardziej negatywnych cech i nigdy nie rozmiękczył! Życzę jak najwięcej nienawiści do świata i pozdrawiam gorąco! :D]
    Looney Tunes

    OdpowiedzUsuń
  9. [Zgodzę się z Cupcake, przewinęło się przez bloga już kilku Scorpiusów i każdy był inny.
    Chwalę za sam wygląd karty, jak i na inne spojrzenie na postać młodego Malfoya. :) Życzę Ci z nim powodzenia, oby został na blogu jak najdłużej.
    Z chęcią zaprosiłabym do siebie, ale, jak zauważyłaś w skrócie, raczej by mu się nie powiodło w kontaktach z moją Rose. Chyba że by ich wplątać w negatywne bądź toksyczne relacje (z tym, że nie wiem, jak moja Weasley by to przeżyła).
    Porywających wątków życzymy. :)]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  10. [Dobry wieczór! Przeżyłam prawdziwe zaskoczenie, gdy po przeczytaniu tekstu, który pojawia się po najechaniu na zdjęcie (naprawdę ładne swoją drogą) kliknęłam ten majestatyczny, acz niepozorny trójkącik, który odkrył przede mną mnóstwo tekstu, ale jakiego ciekawego! Przebrnęłam z przyjemnością i uświadomiłam sobie, że Malfoy jest okropny, zły i podły, chyba pierwszy raz tak mam. Czy on serio nie bywa bezinteresownie miły, czy coś w tym stylu? Postać faktycznie interesująca, ale trochę mnie przeraża, nie wiem nawet jak mogłaby odebrać go Polcia. Bardzo ładny html i ogólnie super dopracowana karta. Życzę cudownej zabawy, samych ciekawych wątków i abyś został/a na Kronikach jak najdłużej!]

    Pollyanna Bailey

    OdpowiedzUsuń
  11. [Przyznam, że na Pottermore nie zaglądam, więc może faktycznie tak być. Zostałabym i tak przy opcji, aby chłopcy byli razem w dormitorium. Co do Twojego pomysłu, jak najbardziej mi on odpowiada i zapewne w godzinach wieczornych (może się zdarzyć, że dopiero jutro) nam rozpocznę :)]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Jejku, jak mi się Twoje postaci podobają! Chociaż teoretycznie nie powinny, bo ja zazwyczaj nie lubię takich chłopaków, ale Twoi są świetni. I przepiękne zdjęcia, html i wszystko. Zapraszam do siebie, chociaż aż mi głupio przy tych Twoich kartach :D ]

    Olivia, Julia

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Chodzi mi o to, że Scorpius wydaje się na pierwszy rzut oka chodzącym złem, a ja niby takich nie lubię, bo zawsze mam wrażenie, że oczywiście poza negatywnymi wątkami (których na ogół nie jestem fanką), nie ma o czym pisać. A z panem Krumem jest taka sprawa, że właściwie jak się wczytałam ponownie w jego kartę to już sama nie wiem o co mi wcześniej chodziło. Przecież on jest w sumie kochany :)
    Cieszę się, że Cię Olivia zainteresowała bardziej, bo u Julki to już nie wiem jakie wątki wymyślać :D Popisać oczywiście chcę i przy obu chłopcach jakiś punkt zaczepienia mi w głowie świta, więc wybór pozostawiam Tobie (dla mnie mogą być nawet obaj!). Ze Scorpiusem zapewne mają jakieś, bliższe lub dalsze, powiązania rodzinne, a z Alexem możemy kombinować jakieś romanse albo w sumie cokolwiek innego. Olivia jest na razie postacią gumą, zarys jest, ale sporo można dostosować ;) ]

    Olivia

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dzień dobry!
    W swoim życiu widziałam wiele odsłon Scorpiusów, ale ta zdecydowanie należy do tych najlepszych. Kiedy czytałam kartę, od razu stało się dla mnie jasne, dlaczego wszyscy Ślizgoni uważani są za podłych i niemiłych: jak się choć raz miało do czynienia z kimś takim, jak Scorpius, to potem aż ciężko uwierzyć, że w tym domu uchowali się jacyś normalni ludzie. ;) Straszny z niego drań, ale jednocześnie bardzo intrygujący, a takie postaci lubię. Niech on pożre Marcy w całości!
    Alexei również mnie urzekł i całkiem sympatyczny z niego pan. Nieco mnie zdziwiło, że syn Wiktora trafił do Hufflepuffu, bo kompletnie się tego nie spodziewałam, ale po przeczytaniu karty uznałam, że ze wszystkich domów właśnie ten pasuje do niego najbardziej. Podziwiam kreację, bo tutaj też wyszło tak trochę nietypowo i cieszę się, że nie zrobiłaś z niego Wiktora Juniora tylko kogoś o całkowicie odmiennej osobowości. Poza tym jego bezpośredniość i to zakochiwanie się całkowicie mnie zauroczyły.
    Do tego długość i sam wygląd obu kart są imponujące, dlatego gratuluję umiejętności, pomysłów i świetnie dobranych wizerunków! Życzę Ci cudownej zabawy na blogu i zapraszam do siebie. :)]

    Marigold

    OdpowiedzUsuń
  15. [Zaproszę go do wątku z Rozalką, kiedy już się pojawi na blogu. Tymczasem chwalę za wygląd i treść karty. Jest to chyba pierwszy Scorpius na blogu, który przypadł mi do gustu.
    Pomyślnych wiatrów!]

    Freddie Weasley, Leo Blueberry, przyszła Rosalie

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Hmm... A co powiesz na wspólne wakacyjne podróże Olivii i Scorpiusa? Albo właściwie jedną podróż? ;) ]

    Olivia

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Masz może gg czy tu pisać? ]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Dziękuję za tak miłe słowa i mam nadzieję, że Marcy Cię nie zawiedzie. :)
    Mam poważny problem decyzyjny, bo obaj panowie są cudni, dlatego po prostu rzucę dwiema luźnymi propozycjami i może wybierzesz, która Ci bardziej odpowiada. Pomysły jakieś błyskotliwe nie są, ale może akurat Cię natchną i wpadniesz na coś jeszcze bardziej interesującego. :)
    1. Pierwsze spotkanie Marcy ze Scorpiusem podczas wyjścia do Hogsmeade. Jakiś chłopak chciał się z Marcy umówić, ale ona — by go spławić — powiedziała, że ma wtedy randkę. Byłaby akurat w Trzech Miotłach, gdy zobaczyłaby tego chłopaka i postanowiłaby się do kogoś dosiąść i udawać, że faktycznie jest na spotkaniu. A że Scorpius siedział sam i był blisko, to padło by na niego, ku jego niezadowoleniu. Dalej to można rozwinąć tak naprawdę w każdym kierunku.
    2. Tym razem już niekoniecznie pierwsze spotkanie (chociaż pierwsze też mogłoby być, akurat to pozostaje do ustalenia), Marcy akurat chciała wypożyczyć z biblioteki kolejną książkę o gryfach, a tak właściwie o właściwościach rdzeni różdżek, gdzie byłby jeden rozdział poświęcony właśnie gryfom, ale bibliotekarka przekazałaby jej, że książka jest obecnie w posiadaniu Scorpiusa. Marcy mogłaby dopaść go gdzieś na korytarzu lub w Wielkiej Sali i zażądać, by natychmiast jej tę książkę oddał, ogółem zachowywać się głośno i rozkazująco. I tutaj przeczuwam, że doszłoby między nimi do jakiegoś starcia, mniejszego lub większego.
    3. Tutaj zainspirowałam się opublikowanym niedawno horoskopem. Marcy mogłaby faktycznie być od jakiegoś czasu dręczona przez Irytka i duch ukradłby coś dla niej ważnego, więc postanowiłaby się na nim zemścić. Zrobiłaby niezłą awanturę, rzucała w niego zaklęciami, a Alexei byłby tego świadkiem. Mogłaby nawet przez przypadek trafić w niego którymś zaklęciem (bo odbiło się od zbroi, na przykład) i zaraz rzuciłaby się mu na pomoc. Ewentualnie mogłoby się obejść bez żadnych szkód na zdrowiu Alexeia, za to Krum postanowiłby pomóc Marcy w zemście na Irytku i odzyskaniu skradzionej własności.
    4. Tutaj za to wykorzystałabym to, że Marcy kiedyś dostała tłuczkiem podczas meczu. Możemy założyć, że miało to miejsce dość niedawno i Marcy wciąż nie wybaczyła pałkarzowi z Hufflepuffu, że w nią trafił. No i po raz kolejny mógł wyjść na wierzch jej paskudny charakter, i mogła rzucić na biednego Puchona jakąś klątwę, po której wyskakują bolesne czyraki na całym ciele lub coś podobnego. A że mecz Puchonów zbliżałby się wielkimi krokami, to Alexei poszedłby porozmawiać z Marcy, żeby klątwę zdjęła (bo nikomu się to nie udało).
    To by było na tyle, jeśli chodzi o moje pomysły. Może akurat coś z nich wybierzesz, bo ja wciąż nie wiem, z którym panem wolałabym wątek.]

    Marigold

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Sloane jest niereformowalna pod wieloma względami, w tej kwestii masz rację. Uparta jak osioł, niecierpliwa, czasem zbyt marudna, ale jeśli chce, to potrafi odgrywać rolę aniołeczka. :D

    Cześć! Dziękuję za powitanie i oczywiście rozumiem nadmiar wątków. Zwłaszcza przy dwóch postaciach. W takim razie tobie również życzę mnóstwa weny. ]

    Sloane

    OdpowiedzUsuń
  20. [Rozalka już jest, z chęcią porwę go do wątku, jeśli jest taka ochota c:]

    Rosalie Bright

    OdpowiedzUsuń
  21. Pobudzenie pierwotne. Krew tryska z ran zamkniętych w nadciśnieniu, poruszając tętnicą szyjną w rytm drobnostkowych kroków, przewody odprowadzają koncentrat maliny na szczyty kości policzkowych, najsłodsze rumieńce i oddech nie do opanowania. Sapią niemal, jęczą z bólu spotkania pierwszego stopnia z podłożem lub mocą drugiego i rozkoszy momentalnej przewagi, jakby pieprzyli się namiętnie, a nie pojedynkowali. Zaskakująco łatwo substytucją umniejszyć porównaniu, sprowadzić je do kategorii argentyńskiego tanga, impulsu elektrycznego między obcymi ciałami, bliskości z innej namiętności, niewysłowionej pasji. Tańczą więc, krążą po ringu bokserskim w odległości uwłaczającej dobrym manierom z gracją i powabem godnym mistrzów świata, zdolni wydłubać sobie oczy i przegryźć żyły nadgarstkowe skuteczniej od powalenia zaklęciem. Mimo to fizyczność nie opuszcza pokrywy, jak te słowa mówione skupia się w tęczówkach, których par połączenie trwalsze od wymiany mocy różdżkowych. Już nie jej miłość nieodwzajemniona od pierwszego łypania białkami - spotykają się dokładnie w połowie drogi, do bólu świadomi źródeł swojej przewagi. Słyszy to w twardych załamaniach sylab i przerwach w spółgłoskach, zaciśniętej jego szczęce, w wibracji własnego milczenia. Skoncentrowana w kroplach potu na czole Scorpiusa żółć przegranej na półtora minuty przed samym upadkiem.
    Nie drga. Jedna z czterech kończyn, obydwie powieki, prawy kącik ust. Przełyka tylko ślinę i wtapia źrenice w jego uległe, poległe ciało, lepki szkarłat w nozdrzach i trzęsące się dłonie. Wyobraża sobie, jak odgarnia mu blond kosmyki z czoła, podaje rękę w geście pierwszej pomocy, którą Malfoy przyjmuje, przeprasza za strupy i siniaki na bladych kolanach, obiecuje nie grać więcej o śmierć i życie. Mruga trzy razy we wszechwiedzy negatywu marzeń. I mimo wszystko podchodzi i wyciąga dłoń, potrząsając nią niecierpliwie. Wie, jak wścibskie twarze reszty uczniów wpatrzone w ego porzucone na posadzce rozgrzewają krew wsciekłością.
    - No chodź, Malfoy.

    Weasley.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Ach, no właśnie nie mam pojęcia, co z tym zrobić, by było inaczej. Na komputerze działa, ale na telefonie tekst jest ucięty i bardzo mi z tego powodu przykro. A tak biegła w hytymylu nie jestem.]

    Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  23. [Tak biorę się za odpisy i zaległe rozpoczęcia no i przyszła kolej na nasz wątek. Tak się zastanawiam, czy nie byłoby jednak sensowniej gdyby całość zaczęła się od Scorpa, bo w sumie to on ma przycisnąć Avery'ego. Oczywiście ja również mogę to zrobić, ale to będzie takie lanie wody... O ile Ci to nie przeszkadza to się zrobi, żaden problem ;)]

    Avery

    OdpowiedzUsuń
  24. [Witam na blogu rodzinę jednej z moich postaci, nawet jeśli żadne z nich szczególnie z owego faktu zadowolone nie jest.
    Życzę ci udanej zabawy oraz wielu ciekawych wątków! W razie chęci, zapraszam ;)]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  25. [Wow, dziękuję! Widzę, że mam przed sobą mistrza? C:]

    Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  26. [Jaki on... ślizgońsko podły, a jednocześnie świetny w swoim okrutnym egoizmie i arogancji :D Dawno nie czytałam tak dobrej karty od deski do deski (małe kłamstwo, przecież wracam od Kruma) i chociaż w niektórych momentach jest sprzeczna z informacjami jakie dostaliśmy na temat młodego Malfoya od Rowling, bardziej podoba mi się Twoja wersja, bo ma sens. W końcu Dracon na pierwszy rzut oka był kawałkiem gnojka jednak przeszedł w jakimś sensie przemianę i choć ludzie nie zmieniają się nigdy w stu procentach, dostrzegł pewne błędy w sposobie w jaki go wychowano, Scorpiusa chyba też czeka kiedyś taka droga. Chwalę wszystko, wiesz o tym dobrze i chlipię po kątach, że przez bzdurną zmianę regulaminu przypominającą wyciągnięcie z cylindra królika, nie mogę stworzyć Ci fajnej Rose z pazurkiem w odpowiednim miejscu. Miałabyś wówczas zagwarantowane przepychanie się pod kartami i morze wzajemnej niechęci :D Bawcie się najlepiej jak to możliwe, powodzenia!]

    TORI WEASLEY & TESSA IVES

    OdpowiedzUsuń
  27. [Cześć czołem, z uwagi na to że Dworek Malfoyów był kiedyś siedzibą Śmierciożerców, możemy nawiązać jakieś drobniutkie powiązanie? Coś że rodzice się znali i był raz czy dwa na obiedzie u Malfoyów ;) Jeśli zechcesz można to również jakoś rozwinąć.]

    Dołohow Fiodor

    OdpowiedzUsuń
  28. [Chyba mi się zrobiło miło po przeczytaniu Twojego komentarza, bo przeciez hej, Fiodor chyba jest odzwierciedleniem mnie, ale sam przed sobą nie chcę tego przyznać, idk. Jasne, można tak to rozpocząć, a jeśli nic nie będzie chciało się rozwijać (a przyznam ze wstydem, że często moje postacie kończą bez żadnego konktetnego wątku...) to można nawet to tak zostawić.]

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Z nudy i zachwytu, pragnienia wątków i rozrywki przytuptałam tutaj nieśmiało spoglądając na tegoż to pana, pytaniem które nurtuje mnie od dłuższego czasu...dlaczego tutaj jest tak pusto? Postać Scorpiusa w twoim wydaniu już chyba widziałam ( jak nie to przepraszam za pomyłkę) i jak zwykle jestem zachwycona, nie tylko samą treścią ale także wykonaniem ( html moim odwiecznym wrogiem jest odkąd w gimnazjum nie udało mi sie stworzyć własnej strony jako jedynemu dziecku w klasie ). Przechodząc do meritum- przyszłam po wątek z tobą i z jedną z moich pań]

    Belauh&Ronnie

    OdpowiedzUsuń
  30. [Jasne rozumiem, lepiej teraz niż w trakcie wątku ;) Przyjemności]

    OdpowiedzUsuń
  31. [Właśnie tu jest cały pies pogrzebany. Ale mam nadzieję, że jednak postać przypadła do gustu, chociaż chyba najlepiej się o tym przekonać w przypadku któregoś z wątków. Wszystkie wiążą się z kłótnią między nimi - to mi baaardzo pasuje.
    Powiem tak. Każda z tych opcji mi się bardzo podoba, jednak ta z wieżą wydaje się najciekawsza. Także na ten moment chyba na to postawię. Lada moment zacznę, daj mi chwilę w takim razie. :)]

    Margo

    OdpowiedzUsuń
  32. Co może być gorszego od poczucia bezsilności? Jak zachować się, kiedy z każdą chwilą masz coraz mniej siły na udawanie i grę, a jedyne co chcesz zrobić, to zniknąć? I najważniejsze. Jak nie pokazać światu, że jednak posiada się jakiekolwiek słabości?
    Recepta na to wydaje się wręcz banalna. Wystarczy wpajanie przez większość życia, że coś takiego, jak sentymenty nie istnieje. Że wszystko musi być tylko ukierunkowane do bycia najlepszym, niezastąpionym i posiadającym władzę. Poza tym - nazwisko do czegoś zobowiązuje.
    Problem pojawiał się w chwili, kiedy ciągłe utrzymywanie maski stawało się męczące. Ileż można ukrywać rozbawienie, radość z wykonanego zadania, albo po prostu zwykły smutek, który pojawiał się nagle, ale dużo trudniej go było od siebie odpędzić.
    W takie dni Margo znikała tuż po kolacji. Nikt nigdy nie wiedział, gdzie się szwendała, ale także niewielu miało odwagę ją o to zapytać. Swojego czasu nawet chodziły plotki, że Carrow jest wilkołakiem, jednak kiedy podczas kolejnej pełni jej blada twarzyczka nie pokryła się sierścią, przestano ją o to posądzać.
    Jedno było pewne - Margo chodziła własnymi ścieżkami. Nigdy się nie tłumaczyła ze swojego zachowania i dziwnym trafem nikt jej nie złapał na łamaniu regulaminu. Dlaczego? To była już tylko jej słodka tajemnica.
    Tego dnia nie było inaczej. Nigdy nie dało się przewidzieć, kiedy dopiero nad ranem zjawi się w swoim dormitorium i pomimo braku snu, wejdzie jako jedna z pierwszych na zajęcia. Zachowywała się tak, jak zawsze. Ucinała sobie krótką pogawędkę z drugą Ślizgonką, którą w miarę możliwości tolerowała. Plus był jeden - dziewczyna nie zadawała żadnych pytań na temat jej zniknięć, bądź dziwnej zmiany zachowania.
    Tak, jak miała w zwyczaju, tuż po kolacji zniknęła w jednym z bocznych korytarzy i po przeczekaniu największej fali wracających do siebie uczniów, ruszyła w poszukiwaniu odosobnionego miejsca.
    Zima dawała się niesamowicie we znaki i pomimo ciepłego płaszcza czuła okropny chłód. Mięśnie boleśnie się napinały, chcąc zachować jak najwięcej ciepła i zużyć jak najmniej energii. Przez chwilę się zawahała, nawet zatrzymując się w połowie dziedzińca. Jednak kolejna myśl, która pojawiła się w jej głowie utwierdziła Margo w poprawności swojej decyzji. Czy warto było ryzykować tym, co budowała przez te lata spędzone w Hogwarcie dla jednej małej słabostki?
    - Nawet nie próbuj - skarciła się cicho, przyspieszając kroku.
    Droga na Wieżę Zegarową trwała krócej, niż się tego spodziewała. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz tam przesiadywała. Wolała kompletnie inne miejsca. Uwielbiała Błonia, które były na tyle rozległe, że znalezienie własnego miejsca nie stanowiło problemu.
    Z drugiej strony, pokazywanie się notorycznie w jednym miejscu wywołałoby pewne podejrzenia oraz naraziło ją na pewnego rodzaju zdemaskowanie.
    Tego wieczoru postanowiła stworzyć sobie samotnię akurat tutaj. Na pewno nikogo nie spotka. Kto normalny chciałby wyjść z ciepłego dormitorium na taki ziąb?

    [Mam nadzieję, że pasuje. Za błędy przepraszam, godzina do czegoś zobowiązuje. :P]

    Margo

    OdpowiedzUsuń
  33. Cała otoczka tego miejsca sprawiała, że nie mogła się mu oprzeć. Spokój, cisza przerywana tylko metalicznym stukot mechanizmu i do tego bezbłędny widok. Jak można było nie chcieć przebywać w takim miejscu?
    Ostry lodowaty wiatr plątał jej jasne kosmyki, które nachodziły jej na bladą twarz. Dopiero wejście do wieży w nieznacznym stopniu pozwoliło jej zapanować nad swoją zazwyczaj nieskalaną, zawsze starannie dobraną fryzurą.
    Wspinanie się po schodach mogło być niemalże najlepszym treningiem na poprawę swojej kondycji fizycznej. Oddech stawał się płytszy, czasem nawet musiała przystawać, żeby nie wypluć płuc. Mimo to, z uporem maniaka szła dalej. Obrała sobie cel. Nim był samotny pobyt na szczycie wieży.
    Kiedy znalazła się na piątym piętrze, musiała oprzeć się o mur, aby uregulować oddech. Przez te wszystkie lata spędzone w Hogwarcie schody nie powinny stanowić dla niej żadnego problemu, ale walka z wiatrem i kolejnymi stopniami zrobiła swoje.
    Mrok otulał z ogromną pieczołowitością niemalże każdy zakamarek, wchłaniając ją coraz bardziej. Nie używała różdżki. W razie jakiegokolwiek niespodziewanego gościa lepiej było się skryć, aniżeli wystawiać się specjalnie na złapanie, a w związku z tym też karę za tak późne przebywanie na wieży.
    Stawiała kroki bardzo ostrożnie, cicho, starając się nie wydać z siebie żadnego niepotrzebnego dźwięku. Im dłużej jednak przesuwała się do przodu, oczy zaczynały się przyzwyczajać do ciemności, która już teraz w ogóle jej nie przeszkadzała.
    Po długich chwilach niepewnego stąpania po podłodze, Margo zaczęła zapuszczać się tutaj coraz chętniej, a przede wszystkim mniej ostrożnie. Nic dziwnego, że pewna siebie z początku nie zauważyła kryjącego się w mroku Ślizgona. Dopiero jego melodyjny, okraszony ilością alkoholu, której nie potrafiła określić, głos sprawił, że się zatrzymała. Odruchem było wystawienie różdżki, celując nią na wysokości klatki piersiowej intruza. Dopiero świadomość, że nie jest to nikt, kto mógłby aktualnie jej zrobić krzywdę sprawiła, że powoli opuściła rękę, przypatrując się ciemnej plamie chłodnymi oczami. Nie musiała zgadywać, by wiedzieć z kim ma do czynienia. Poznałaby go wszędzie.
    - Malfoy... Akurat ciebie jako ostatniego spodziewałabym się tutaj o tej porze - przyznała z niechęcią i schowała różdżkę między połami płaszcza.
    Scorpius Malfoy... Człowiek, z którym rywalizowała już do pierwszego dnia pobytu w szkole. Ten sam, na którego nie mogła patrzeć, a szczególnie w chwilach, gdy nad nią zdarzało mu się tryumfować.
    - Wydaje mi się, że nieważne jaką ilość Ognistej bym nie wypiła, nie będę w stanie znieść twojej obecności - odpowiedziała tym swoim wypracowanym przez lata odpychającym tonem. Chyba w całym czarodziejskim świecie nie było czarodzieja, który wywoływałby w niej tak sprzeczne, acz głównie negatywne emocje.
    Dopiero teraz zaczynała stopniowo widzieć zarys jego sylwetki coraz bardziej męskiej sylwetki. Przy nim była krucha, delikatna. Gdyby mógł, bez pomocy jakichkolwiek czarów mógłby ją połamać. A mimo to, nie doszło do czegoś takiego. Chociaż... To chyba była tylko kwestia czasu. - Chociaż nie ukrywam, że jej ilość w jakimś stopniu zmniejszyłaby me męki - dodała, biorąc do ręki butelkę. - Wrzuciłeś tam coś? - i ten podejrzliwy wzrok. Ona chyba nigdy mu nie zaufa.
    Margo

    OdpowiedzUsuń