13 grudnia 2016

W nienawiści jest strach.


Quentin - dwudziestoczteroletni mężczyzna, choć z wyglądu nikt nie dałby mu tak młodego wieku. Jego zachowanie, czasami szczeniackie sprawia, że co krok ma kłopoty. Nie dość, że nie dogaduje się z dyrektorem Hogwartu, to jeszcze czasami podpadnie innym profesorom, którzy nie tolerują jego zachowania. Być może trzymają go na stanowisku tylko dlatego, że nie potrafią znaleźć kogoś, kto chciałby dzielić się swoją wiedzą z młodszymi. 
Swego czasu, wraz z aktualnymi absolwentami, grał w kapeli rockowej na basie. Do dnia dzisiejszego można go spotkać z gitarą w ręce. Kiedyś, co dodał do swojej długiej listy spełnionych marzeń, na ostatecznym meczu Quidditcha wyskoczył na boisko, drąc się wniebogłosy i próbując coś zaimprowizować na gitarze. Niestety, szybko go zaprowadzono do dyrektora, od którego dostał naganę. Kocha podróże, przez co czasami znika bez poinformowania kogokolwiek. Zwiedził prawie całą Europę, a jego największym marzeniem jest spotkanie trolli, które, podobno, kierują się w stronę Portugalii. 
W wolnych chwilach, jeśli nie popisuje się na szkolnych korytarzach, czyta książki i maluje. Taka artystyczna dusza.
Cavarow - jego pochodzenie jest nieznane. Nie poznał rodziców, został wychowany w sierocińcu, który znajduje się w zachodniej części Szkocji. Nie posiada również żadnych wspomnień z młodzieńczych lat. Nie ma żalu do matki i ojca o to, że zostawili go samego na pastwę losu, a o to, że nigdy nie mógł poznać dziewczynki, której zdjęcia stały na jego stoliku nocnym, a teraz wiszą nad kominkiem w jego małej klitce.
Quentin Cavarow - nauczyciel Eliksirów, posiadający dziewięciocalową różdżkę, szalenie zakochany w Amy Lee, były szukający Ślizgonów w Quidditchu.

Wraz z Quentinem nie lubimy się nudzić. 
W "wolnych postaciach" jest jego kobieta, zapraszam po nią :).

31 komentarzy:

  1. [On jest... Szalony :D Przepraszam, ale nie mam pojęcia co więcej mogę napisać w chwili obecnej. No oczywiście życzę udanej zabawy i samych, wspaniałych wątków. :)]

    Artair, Avalon, Hyun, Lourdes, Vinay

    OdpowiedzUsuń
  2. [Z Allie bardzo by się dogadał - ona też wychowywana była bez rodziców. Zapraszam, może coś wykombinujemy.]

    Allie i Clementine

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jedno jest pewne – Quentin znacząco odbiega od wizerunku ponurego nauczyciela Eliksirów, który należał niegdyś do Slytherinu utrwalonego przez Snape'a. To zdecydowanie miła, choć zupełnie niespodziewana odmiana tego stanowiska ;) Cześć, witam serdecznie, baw się dobrze, a przy okazji oczywiście zapraszam do wątku!]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  4. [Chęci są zawsze, niestety znacznie gorzej jest z tymi pomysłami. Może jednak wspólnymi siłami uda nam się coś stworzyć :) Kwestia tylko tego czy opieramy się jedynie na relacji nauczyciel-uczeń, czy może myślimy nad czymś wychodzących poza schematy? :)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  5. [Kurczę, taki świetny profesor, a jednak mam wrażenie, że Rose by raczej nie była zadowolona z takiego nauczyciela...
    Chociaż... ostatnio ciężko jest ją rozgryźć, przez zmiany, które w niej powoli zachodzą. ;)
    Zaprosiłabym dlatego z wielką chęcią do Weasley, ale może być ciężko nam coś wymyślić na neutralnym gruncie, co nie skończyłoby się zadaniem na lekcji albo zaproszeniem na koło eliksirów. ;)]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  6. [Co prawda z reguły nie jest typową "ciekawską" osobą, ale zawsze próbuje się wszystkiego dowiedzieć, bo nie lubi być niedoinformowana. A od pewnego czasu, próbuje rozwiązać pewną zagadkę, więc jeżeli to mogłoby mieć jakiś wspólny element, z pewnością stałaby się typowo ciekawską osobą, ponieważ bardzo zależy jej na rozwiązaniu tajemnicy. ;)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  7. [Mama Avalon jest martwa, a przynajmniej wszyscy tak uważają, jednak Avie jakiś czas temu usłyszała coś od jednego chłopaka z rodu śmierciożerców, że "ona nic nie wie i szkoda, że nie wdała się w matkę" co dało jej jasno do zrozumienia, że jej matka może wciąż żyć i wcale nie być po tej dobrej stronie, jak mogłoby się wydawać. Av raczej by nie donosiła na nikogo, to całkowicie nie w jej stylu, pomimo bycia prefektem. Prędzej sama chciałaby spróbować zrozumieć, jaki kryje sekret profesor ;)]

    Avie

    OdpowiedzUsuń
  8. [Pewnie, ale od razu ostrzegam, że może to potrwać odrobinę - chociaż jutro wieczorem powinnam mieć dużo czasu - muszę nadrobić kilka zaległych odpisów ;)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  9. [Może to bardzo głupie pytanie: ale czy najechałaś myszką na zdjęcie? :D Jeżeli tak, spieszę z wyjaśnieniami!

    Daisy przez dłuższy okres czasu pracowała jako auror, dopóki nie stało się coś, co trzyma w tajemnicy. Była odpowiedzialna za śmierć swojego partnera, który (jak sie potem okazało) wybrał drugą stronę barykady podczas III wojny czarodziejów (tak, na naszym blogu miało to miejsce). Daisy jest bardzo ciepłą i uczuciową osoba, dlatego dosyć mocno ją to dotknęło. Zrezygnowała z posady aurora i wylądowała w Hogwarcie :) Czy coś jeszcze chciałabyś wiedzieć? :)

    A wiersz miał być takimi ostatnimi przemyśleniami owego zabitego mężczyzny. Śpij serce moje - w tej historii odnosi sie do śmierci.]

    Daisy McGonagall

    OdpowiedzUsuń
  10. [Witam serdecznie na blogu! :)
    Oj tam, nie rozumiem, dlaczego Quentin kłóci się z ciałem pedagogicznym, fajny z niego gość :P Sądzę, że z moimi panami z łatwością by się dogadał, gdyż z jednym i z drugim ma pewne wspólne cechy lub upodobania ;)
    Życzę wielu ciekawych wątków oraz udanej zabawy, mając nadzieję, że zostaniesz z nami jak najdłużej. W razie chęci, zapraszam do siebie.]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  11. [Och, jak najbardziej chętna! Aczkolwiek najlepiej na ten pierwszy pomysł – faktycznie plotki jakoś mi do Ellen nie pasują, natomiast przyda jej się ktoś ładnych parę lat starszy, kto ją zafascynuje i tak dalej. c: Pytanie teraz, którą "podopcję" z punktu pierwszego preferujesz?]

    Ellen Ives

    OdpowiedzUsuń
  12. [To tak bardzo pasuje do nastolatki, dość rozchwianej emocjonalnie i zauroczonej, zachwyconej tym, że ktoś taki zwrócił na nią uwagę. :D Mi bardzo pasuje! Tylko teraz pomysł na konkretny wątek... Masz coś zaplanowane, czy myślimy? C:]

    Ellen Ives

    OdpowiedzUsuń
  13. [Uch, Ellen i nieprzychodzenie na lekcje? :D To raczej nie bardzo w jej stylu, aczkolwiek może subtelnie lub mniej go unikać, na zajęciach umykać wzrokiem i szybko wychodzić z sali, byleby nie nadarzyła się okazja do rozmowy? :)]

    Ellen Ives

    OdpowiedzUsuń
  14. [Nie ma problemu, tylko pozwól, że się najpierw wyśpię. :D]

    Ellen Ives

    OdpowiedzUsuń
  15. [No dobra, myślałam, myślałam i (być może) wymyśliłam. Jeszcze nie mam pomysłu na jakieś głębsze urozmaicenie ich relacji, coś więcej niż uczennica-nauczyciel, ale może to wyjdzie w trakcie. Addie lubi być wyjątkowa, więc pewnie jako jedna z bardzo niewielu osób mogłaby nie znosić Cavarowa, chociaż jeszcze zobaczymy. Jeśli chodzi o sam wątek, najlepiej, żeby był równie szalony co Quentin ;) Addie mogłaby grać w prawdę czy wyzwanie i dostałaby zadanie wykradzenia ukochanej gitary Cavarowa z jego pokoju. Zakradłaby się tam w nocy, Quentin mógłby ją na tym przyłapać, ale zamiast dać jej porządną karę, mógłby sam dołączyć się do zabawy ;) I na przykład oboje dostaliby jakieś mega trudne wyzwanie do wykonania na terenie szkoły albo Zakazanego Lasu, oczywiście coś poszłoby nie tak i znaleźliby się w tarapatach, choć nie mam jeszcze pomysłu, co to mogłoby być :/ To na razie tylko luźny zarys.]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  16. [Nauczyciel od Eliksirów to chyba jedyna na świecie osoba, która może zaimponować Looney :D Przybywam po wątuś!]
    Looney

    OdpowiedzUsuń
  17. [Nie mam jakiegoś szczegółowego planu, osobiście lubię dać wydarzeniom się toczyć c: Proponowałabym troszkę przypadkowe odkrycie jakiejś nieznanej substancji przez Looney, która, podjarana na maksa, musiałaby komuś powiedzieć o odkryciu, a przecież nie wyjawi tego jakimś gąskom z dormitorium, które tyle się znają na Eliksirach, co Loon na makijażu c; Pobiegnie więc od razu z tą nowiną do nauczyciela, a dalej zawsze można improwizować, chyba, że nasuwa Ci się jakiś dalszy koncept ;)]
    Loon

    OdpowiedzUsuń
  18. [Cześć, cześć, to ja. Nie zapomniałam, aczkolwiek trafił mi się bardzo zabiegany dzień, przeczuwam, że reszta weekendu wyglądać będzie tak samo, więc nie martw się, jeśli na dniach nie uda mi się zacząć, bo obiecuję, że najpóźniej w poniedziałek już to zrobię. Acz postaram się wcześniej. Przepraszam, kajam się. :<]

    Ellen Ives

    OdpowiedzUsuń
  19. Addison nie miała pojęcia, jak się w to wszystko wpakowała. Z własnej woli. Wręcz ochoczo. Po prostu jak zawsze rzuciła się w wir wydarzeń, nie zastanawiając się nad możliwymi konsekwencjami, a teraz stała pod drzwiami prowadzącymi do pokoju profesora Cavarowa, przyciskając ucho do drewna i próbując się zorientować, czy mężczyzna już położył się spać i w miarę bezpiecznie może włamać się do środka, by ukraść mu gitarę.
    Tak, miała zamiar złamać co najmniej dziesięć punktów szkolnego regulaminu, a wszystko to w imię głupiego wyzwania, jakiego się podjęła. Bo nazywała się Addison Hallaway, kochała rywalizację, zamiast krwi w jej żyłach płynęła czysta adrenalina, a na drugie imię miała brawura. Wszyscy wiedzieli, że bardzo chętnie podejmowała się najbardziej ryzykownych zakładów, przez które nierzadko pakowała się w poważne tarapaty, zbyt łatwo przychodziło ją podpuścić, ale jej reputacja wyprzedzała ją o lata świetlne i nie mogła nikogo zawieść. Tak się złożyło, że dzisiejszego wieczora grupka najstarszych uczniów z różnych domów spotkała się w jednej z opuszczonych klas na terenie zamku i przy lejącym się strumieniami piwie kremowym postanowiła zagrać w mugolską grę prawda czy wyzwanie, w którą wprowadził ich jeden z mugolaków. Z czasem wyzwania zaczęły się stawać coraz bardziej absurdalne oraz niebezpieczne i zdrowy rozsądek podpowiadał Addie, że powinna wycofać się z rozgrywki, zanim będzie za późno, bowiem obecnie przebywała w Hogwarcie na okresie próbnym. Miała od dyrektora ostatnią, już trzecią szansę, a jeśli jej nie wykorzysta, zostanie wyrzucona ze szkoły w trybie natychmiastowym. Problem w tym, że Addison nie miała kompletnie gdzie się podać; jej rodzicie znajdowali się w Azkabanie, najstarszy brat był obecnie najbardziej poszukiwanym zbiegiem w Wielkiej Brytanii, a drugi został zamordowany. Większość jej krewnych odwróciła się do niej plecami w strachu przed bezpodstawnymi oskarżeniami lub wyjechała za granicę, a jej rodzinna skrytka w banku Gringotta została zapieczętowana przez Ministerstwo Magii i nie miała do niej żadnego dostępu. Tylko w Hogwarcie była bezpieczna, choć przeczyły temu kąśliwe komentarze powtarzane za jej plecami i mordercze spojrzenia, jakie były kierowane w jej stronę, gdy szła korytarzami. Tej nocy Addie nie chciała słuchać głosu rozsądku, chciała poczuć się jak normalna nastolatka, nie ta Hallaway. Dlatego się nie wycofała.
    A teraz miała zamiar włamać się do pokoju nauczyciela Eliksirów, by go okraść. Czy mogło być jeszcze gorzej?
    Addison czekała. Zawsze była niecierpliwa, w dodatku patrolujący korytarze woźny mógł w każdej chwili wyłonić się zza zakrętu, dlatego czekanie było dla niej torturą. Wydawało jej się, że minęła cała wieczność, podczas gdy tak naprawdę nie upłynęło nawet pięć minut. Przez jakiś czas słyszała w środku poruszenie, ale w końcu zapadła głucha cisza. Odczekała jeszcze dziesięć minut, by upewnić się, że profesor Cavarow mocno zasnął, po czym przystąpiła do pracy.
    – Alohomora – szepnęła. Zawiasy w drzwiach zaskrzypiały cicho, gdy w ciemnościach prześlizgnęła się przez szparę do wnętrza pokoju. Serce biło jej mocno w klatce piersiowej i z trudem zmuszała się do spokojnych, miarowych oddechów, gdy na palcach zaczęła się skradać przez pokój w kierunku szarobrązowej gitary. Jednocześnie nie spuszczała oczu z łóżka i to okazało się być jej błędem; uderzyła goleniem o stolik i spomiędzy jej warg bezwiednie wyrwała się wiązanka przekleństw.

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  20. Pomarańczowa łuna światła przesączającego się z naftowej lampy stojącej na stoliku przez kurtynę, szczelnie zaciągniętą wokół łóżka, padała na pracującą w najwyższym skupieniu twarz Looney. Będąc zmuszoną koegzystować w przestrzeni dormitorium z innymi ludźmi, a mianowicie niezbyt życzliwymi jej koleżankami, niewielki obszar posłania był jedynym miejscem, gdzie Ślizgonka mogła wykonywać swoje eksperymenty bez czyjejkolwiek wiedzy i ingerencji.
    Oczywiście, kwestia zasad BHP była całkowicie przez nią pominięta i zepchnięta na dalszy plan.
    W jej komorze powoli zaczynało brakować powietrza, ale Looney stała właśnie u progu kulminacyjnego momentu warzenia Eliksiru chroniącego przed ogniem i ani jej się śniło, żeby teraz wychodzić z kokonu. Kosmyki czarnych włosów przylepiły się do jak zawsze kredowobiałego czoła, a gogle, ciągle zsuwające się z nosa, lekko zaparowały. Ze zniecierpliwieniem przetarła je rękawem bluzki, potem zawahała się, trzymając w dłoni fiolkę z krwią salamandry. Odłożyła ją z powrotem do czarnej walizeczki, która była jej największym skarbem, i przetarła oczy z westchnieniem. Była zmęczona jak nigdy i nie miała wątpliwości co do tego, że sprawcą wyczerpania jej życiowej baterii była wczorajsza noc, spędzona na studiowaniu "Azjatyckich antidotów przeciw truciznom". Przyznała sobie w duchu, że dobrym posunięciem była drzemka na lekcjach Zielarstwa - miernej imitacji Eliksirów dla ludzi, którzy nie potrafią poradzić sobie ze sztuką odmierzania i warzenia.
    Drzwi dormitorium zaskrzypiały piskliwie i ktoś wszedł do środka. Looney westchnęła cicho. Doceni spokój dopiero ten, kto bezpowrotnie go utracił.
    - Looo-ser, jesteś tam, krecie? - zawołała jakaś Ślizgonka, najpewniej Marietta, która sama w sobie była ucieleśnieniem wszystkich ślizgońskich cech, oprócz braterstwa oczywiście.
    Looney siedziała cicho i próbowała skupić się na robocie, ale słowa Marietty wszystko utrudniały.
    - Jeju, czemu Ty nie jesteś w Ravenclawie z tym swoim kujoństwem? Albo w Hufflepuffie... tam przynajmniej mają borsuka w godle, to byś się nadała! - parsknęła śmiechem z własnego, w opinii Looney niezbyt udanego żartu.
    Można było usłyszeć jak dziewczyna rzuca torbę na podłogę i siada ciężko na łóżku, które aż zaskrzypiało. Nic dziwnego; nigdy nie była wagi piórkowej.
    Tunes westchnęła po raz kolejny i poprawiła gogle na nosie. Nigdy nie była kłótliwa, chociaż daleko jej było od pokornego znoszenia obelg; po prostu dawno temu postanowiła sobie nie zniżać się do poziomu ludzi, którzy potrzebują wyzwisk, aby wyrazić to, co można powiedzieć w sposób kulturalny. Wyszła z dobrego domu i nie miała zamiaru upokarzać swojej familii.
    Ze zirytowaniem sięgnęła po fiolkę do czarnej walizeczki i odmierzyła sześć kropel, jak mówił przepis.
    Eliskir po minucie miał stać się purpurowy. Looney włożyła korek do butelki i spojrzała na etykietę. Serce zabiło jej szybciej, ściśnięte w nagłej panice.
    Napis na etykiecie brzmiał nie "krew salamandry", lecz "smocza krew"!
    Przecież to mogło całkowicie zmienić strukturę wewnątrzmolekularną eliksiru! Looney niepewnie spojrzała do wnętrza kociołka. Jak na zawołanie substancja zabulgotała lekko, potem spieniła się i stała się ciemnozielona.
    A jeśli odkryła coś, co całkowicie zrewolucjonizuje rynek magicznych mikstur?
    Napełniła pustą fiolkę płynem, po czym rozsunęła kotarę i wyskoczyła z łóżka z szybkością mgnienia oka. Marietta zaczęła coś mówić, ale Looney już jej nie słyszała. Pędziła jak oszalała korytarzem, klucząc wśród wracających do pokojów wspólnych uczniów. Dopiero myśl o tym, dokąd tak właściwie biegnie, zdołała wytrącić ją z równowagi. Zwolniła i przez chwilę kontemplowała, z kim może podzielić się tym epokowym odkryciem. Im dłużej myślała, tym większy ogarniał ją smutek i zwątpienie.
    Usłyszała dźwięk gitary i wciąż głowiąc się, mimowolnie ruszyła w tamtym kierunku. Odpowiedź siedziała na parapecie za załomem korytarza.
    Profesor Cavarow, no jasne!

    Loon Tunes

    OdpowiedzUsuń
  21. Addison nigdy by nie podejrzewała, że będzie miała cokolwiek wspólnego z Cavarowem. Większość jej rówieśników go uwielbiała, dziewczęta z powodu jego przystojnej buźki, chłopcy dlatego, że był wyluzowany. Sama Addie była małą złośnicą, zawsze lubiła iść pod prąd i choćby z tego powodu uparła się, by nie przepadać za mężczyzną. Dlatego informacja, że podobnie jak ona nie znosił Wróżbiarstwa, na pewno by ją zaskoczyła. Puchonka tak strasznie nie znosiła tej dziedziny magii, że w trzeciej klasie na lekcji na oczach nauczyciela podpaliła swój podręcznik. No cóż, zawsze była impulsywna i rzadko myślała o konsekwencjach swoich czynów.
    I znowu wpakowała się w kłopoty z tego powodu. Na brodę Merlina, dlaczego zawsze musiała mieć takiego pecha?
    – To tylko kolejny stereotyp, relikt przeszłości. Niby dlaczego miałabym nie przeklinać? Słyszał pan profesor kiedykolwiek o równouprawnieniu? – spytała kąśliwie Addison, rozmasowując bolącą łydkę. Skoro nie mogła pozostać niezauważona, miała zamiar zrobić to, co wychodziło jej najlepiej: zrobić duże zamieszanie swoim słowotokiem i tym samym odwrócić uwagę od powagi sytuacji, wyglądając na pewną siebie, a gdy już oczaruje mężczyznę swoim niezaprzeczalnym urokiem osobistym oraz elokwencją, miała zamiar jak najszybciej zniknąć za drzwiami i udawać, że ta sytuacja nigdy nie miała miejsca.
    Wyprostowała się, próbując zyskać nieco więcej centymetrów, choć z powodu swojej drobnej postury sprawiała wrażenie filigranowej. Często używała tego jako atutu, by zmylić przeciwnika, bardzo rzadko ktokolwiek dostrzegał w niej zagrożenie z powodu jej delikatnej budowy ciała, ale Addie była prawdziwym huraganem, nieokiełznaną burzą, tornadem zdolnym znieść z powierzchni ziemi wszystko, co tylko stało jej na drodze. Była świetną aktorką, nauczyły ją tego trudne okoliczności, lecz teraz wiedziała, że niewinnie wyglądająca buźka na nic jej się nie zda. Musiała uderzyć z innej strony.
    – Ależ panie profesorze, kiedy ja właśnie wybierałam się spać! Do późna pisałam esej na Obronę przed Czarną Magią w bibliotece, przejrzałam tyle woluminów, że mózg mi zaczął parować. Byłam zupełnie rozkojarzona i pewnie dlatego trafiłam na złe piętro! Ale musi mi pan profesor uwierzyć, byłam przekonana, że wracam do własnego łóżka – powiedziała z nadmiernym entuzjazmem Addie, powoli wycofując się w kierunku otwartych drzwi. To było oczywiste kłamstwo, a bezczelne ogniki błyszczące w jej ciemnoniebieskich oczach wyraźnie pokazywały, że pokpiwała sobie z nauczyciela, jednak nie miała zamiaru się przed nim z niczego tłumaczyć. Zamiast tego rzuciła mu swój najlepszy, niewinny uśmiech, wciąż starając się niezauważenie prześlizgnąć w stronę wyjścia z sypialni mężczyzny. – Straszna ze mnie gapa! Przykro mi, że przerwałam pański odpoczynek, profesorze. Już znikam, tym razem na pewno znajdę drogę do mojego dormitorium, proszę się nie martwić.

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  22. Addison nie mogła się powstrzymać; wiedziała, że jej sytuacja jest poważna i powinna zachowywać się wzorcowo, by Cavarow wypuścił ją ze swojej sypialni bez wyciągania wobec niej konsekwencji, ale jedynie wywróciła oczami i parsknęła pod nosem, słysząc słowa profesora. Zawsze irytowało ją podejście innych mężczyzn do feminizmu, bo jasne, zdarzały się kobiety, o których mówił profesor, jednak ona sama należała do gatunku tych niezależnych i samodzielnych. Prędzej zjadłaby całe wiadro fasolek Bertiego Botta o smaku wymiocin niż poprosiła kogokolwiek o pomoc.
    – Och błagam, jeszcze zaraz uraczy mnie pan kolejną kwiecistą przemową zaczynającą się od kwestii za moich czasów... – prychnęła Addie. Korciło ją, by kłócić się z mężczyzną na temat niezależności kobiet, jednak to nie był odpowiedni czas ani miejsce. Poza tym nie miała pojęcie, kim byli mugolscy budowlańcy, a niewiedza stawiała ją na gorszej pozycji w podobnej dyskusji. – To kolejny stereotyp. Ładnej dziewczynie nie wypada używać takich słów, ale gdyby użyła ich kobieta o pospolitej urodzie już nie miałby pan z tym problemu? – Puchonka zacmokała z dezaprobatą, jednocześnie zadowolona, że w pokoju panował wystarczający półmrok, by ukryć przed Cavarowem fakt, że na jej policzkach pojawiły się ciemnoróżowe rumieńce. Nawet jeśli komplement został użyty w złym kontekście, wciąż pozostawał komplementem i Addison nic nie mogła poradzić na to, jak te słowa na nią oddziaływały.
    Była już tak blisko drzwi, gdy mężczyzna kazał jej się zatrzymać! Na brodę Merlina, była przekonana, że uda jej się uniknąć kary, jednak nauczyciel Eliksirów wyraźnie nie chciał pozwolić umknąć jej tak łatwo.
    – Och, cóż mogę powiedzieć, w końcu jestem w ostatniej klasie. Nadszedł czas, by pomyśleć o mojej przyszłości i mocno na nią zapracować. Zawsze bardzo zależało mi na ocenach, jednak teraz to specjalny okres i postanowiłam wytężyć swoje wszystkie siły, by skupić się na celu. – Kolejne oczywiste kłamstwo. Addie rzadko kiedy przejmowała się swoimi ocenami, starała się jedynie na przedmiotach, które naprawdę lubiła tak jak na Zaklęciach czy Transmutacji. Swoją przyszłość wiązała z Quidditchem, dlatego treningi przedkładała nad swoje naukowe osiągnięcia. Prędzej spędziłaby te nocne godziny na boisku niż w bibliotece, jednak profesor nie musiał o tym wiedzieć. Obdarzyła go swoim kolejnym, czarującym uśmiechem, przerzucając blond włosy przez ramię. – Byłam tak zmęczona, że zupełnie zapomniałam o torbie i zostawiłam ją w bibliotece, a wolałam się po nią nie wracać, bo zbliżała się już cisza nocna, a ja przecież nigdy nie łamię kolejnych punktów regulaminu.
    I kolejne kłamstwo. Powoli stawało się oczywiste, że Addie droczyła się z profesorem, bawiąc się jego kosztem. Często wycinała uczniom różne kawały, woźny przez wiele godzin, które spędziła w jego kantorku z powodu swoich szlabanów, powoli stawał się jej przyjacielem, a z gabinetami wszystkich nauczycieli była bardziej zaznajomiona niż z własnym dormitorium. Addison po prostu była małym, złośliwym chochlikiem, który lubił się wyróżniać, a w dodatku łatwo było ją podpuścić we wzajemnej rywalizacji, dlatego często lądowała na szlabanach, choć dzięki temu jej reputacja powoli stawała się wręcz legendarna. Pewnie powinna korzyć się przed nauczycielem i prosić o kolejną szansę, a zamiast tego dostarczała sobie rozrywki, podśmiewając się z całej tej sytuacji i odgrywając rolę niewinnej uczennicy, mimo że oboje wiedzieli, że wcale taka nie była.

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  23. Addison wywróciła oczami. Niemal wszyscy nauczyciele powtarzali jej to samo: była zdolna, ale po prostu nie chciało jej się przyłożyć do pracy i dlatego nie osiągała tak dobrych wyników, jakiś mogłaby zyskać. Prawda była taka, że dziewczyna nie potrafiła usiedzieć na miejscu oraz trudno było jej się skupić, nie lubiła rutyny i łatwo się nudziła, dlatego zainteresowanie jej jakimś przedmiotem graniczyło z cudem. Roznosiła ją energia, której nie mogła spożytkować w szkolnej ławce, dlatego nie przykładała się do poszczególnych zajęć, utrzymując średnie oceny, by bez problemu prześlizgiwać się przez kolejne lata nauki. Stać ją było na Wybitne, gdyby odrobinę więcej czasu poświęciła na prawdziwą naukę, ale skoro zupełnie jej to nie interesowało, po co miała się angażować?
    Addison uniosła brwi do góry, splatając dłonie na klatce piersiowej i wojowniczo wysuwając podbródek do przodu.
    – Nie ma pan prawa przetrzymywać mnie w swoim pokoju, a już zwłaszcza nie może mi pan wydawać podobnych poleceń – zauważyła dziewczyna, starając się, by jej głos brzmiał spokojnie i opanowanie, mimo że cała wewnętrznie wręcz drżała ze złości i stresu. Wiedziała, że nauczyciel nie mógł jej zatrzymać w swojej sypialni, zwłaszcza zlecając naprawienie drzwi bez użycia magii, jednak z drugiej strony komu mogłaby się poskarżyć? Gdyby to zrobiła, Cavarow opowiedziałby, jak włamała się do jego pokoju i Addie mogłaby się pożegnać z Hogwartem. Nawet jeśli ostatnio ją szykanowano i wbijano nóż w plecy, ten zamek wciąż pozostawał jej domem i nie mogła sobie nawet wyobrazić, że miałaby stracić to miejsce z powodu tak głupiego wyzwania. Wiedziała, że powinna przełknąć swoją dumę, ale wciąż nie potrafiła tego zrobić. Nigdy nie umiała przyznać się do błędu, a słowo przepraszam nad wyraz trudno przechodziło jej przez gardło.
    Addie westchnęła ciężko. Musiała wziąć się w garść. Nie było mowy, by potrafiła naprawić drzwi bez użycia magii: urodziła się w czystokrwistym od wielu pokoleń rodzie czarodziei, magia była dla niej równie naturalna co oddychanie, dlatego nie potrafiłaby własnoręcznie wstawić drzwi ponownie w zawiasy. Musiała przełknąć swoją porażkę i znaleźć sposób, by się stąd wydostać, a to znaczyło, że musiała przyjąć inną taktykę. Zwiesiła ramiona i nieznacznie pochyliła głowę, wpatrując się w swoje niedorzecznie odblaskowe, cytrynowe tenisówki.
    – Nie chciałam zrobić nic złego. To była tylko zabawa – mruknęła Addison, krzywiąc się, jakby zjadła coś wybitnie gorzkiego. W końcu uniosła na niego spojrzenie swoich dużych, ciemnoniebieskich oczu. Miała niemal osiemnaście lat, ale w tej chwili wyglądała dużo starzej, jak osoba, która przeszła w życiu naprawdę wiele i niosła na ramionach duży ciężar. – Mogę już stąd iść?

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  24. [A bo ja lubię krótkie karty :D to "byłą" to literówka, często mi wskakuje ą, bo za długo przyciskam alt, no ale widać przynajmniej, jak dyrekcja sprawdza karty, bo mi nie wyłapała błędu :D A jak się po sobie sprawdza, to można nie zauważyć.
    No dobrze, to tak jak było "mniej więcej" zaplanowane od pozostawionego notesu, czy jednak jakoś inaczej? Bo czy wtedy nie dowiedzieliby się zbyt szybko?]

    - Luelle

    OdpowiedzUsuń
  25. [Czyli wyszłoby tak, że zaczynamy tak neutralnie, od zwykłej relacji uczeń-nauczyciel na jakichś zajęciach?]

    - Luelle

    OdpowiedzUsuń
  26. [Postaram się w miarę szybko, muszę się tylko wygrzebać z roboty.]

    - Luelle

    OdpowiedzUsuń
  27. Luelle miała okropną przypadłość pisania po książkach i notowania na marginesach. Pół biedy, jeśli to były jej własne książki (których nie miała zresztą zbyt dużo), ale jeśli były to pożyczone lub z biblioteki, to powinna się powstrzymywać. Miała wewnętrzne samozaparcie, by do notowania używać osobnego zeszytu (który kupiła, co zabawne, w mugolskim sklepie), ale na razie marnie jej to wychodziło. Starała się, zapisała tam wszystkie niezbędne rzeczy, ale zwykle i tak łapała się na tym, że bazgroliła po książce i dopiero wtedy karciła się w myślach, przepisując wszystko do notesu. Tym razem zapomniała. Zapisywała właśnie obok formuły „nie mieszać zbyt szybko, bo może wybuchnąć”, miała zamiar też poinformować o tym kolegów przy kociołku obok, ale zanim zdążyła to zrobić, nastąpiło właśnie to, czego chciała uniknąć. Sama eliksir mieszała powoli i dokładnie, w lewo, cztery razy, tak jak należało, choć nigdzie nie było wzmianki o prędkości. Krukoni najwyraźniej jednak chcieli wykonać zadanie pierwsi i zwyczajnie im się spieszyło. Nic dziwnego, w końcu mogli dzięki temu zdobyć trochę punktów dla domu. Ale jednak mieszali trochę za szybko, w efekcie coś buchnęło, zielony i gęsty eliksir wystrzelił w górę i rozlał się na boki. Luelle została ochlapana, odskoczyła z cichym okrzykiem, koledzy zaczęli krzyczeć w panice i tak właściwie nie wiadomo było, czy się śmiać, czy płakać. Bo to byłoby zabawne, gdyby nie to, że byli już na szóstym roku i wypadałoby jednak myśleć przy przyrządzaniu eliksirów. Na sali zrobił się rozgardiasz, ktoś, na szczęście, zawołał profesora, kociołek Krukonów z zieloną mazią się przechylił, a ciesz zaczęła wyciekać na podłogę. Dopłynęła do stóp Luelle, więc odruchowo się cofnęła. Jednak trochę zbyt późno, bo poślizgnęła się i, chcąc utrzymać równowagę, próbowała przytrzymać się stolika. Nie udało się, bo nie tylko wylądowała na podłodze w niebezpiecznie bliski sąsiedztwie płynącej do niej pozostałości po eliksirze, ale również pozrzucała większość własnych rzeczy ze stolika. Książka wylądowała w zielonej cieczy, niektóre z przygotowanych składników również, przez co niedoszły eliksir na podłodze zaczął jeszcze dodatkowo bulgotać. Buty Lu też miała ubrudzone, a do tego dosyć boleśnie obiła sobie tyłek. Chciała do razu się poderwać i wstać, ale to równałoby się wsadzeniu ręki w to zielone coś, jak nazywała to w głowie. Bo zdecydowanie nie było to eliksirem.
    Całe szczęście, że „ratunek” przyszedł dosyć szybko, bo kiedy odchyliła głowę do tyłu, dostrzegła nad sobą postać profesora. Mogła się tylko uśmiechnąć głupio i odrobinę przepraszająco, choć to przecież nie była jej wina.

    [Jeszcze tylko pytanie: czy ona będzie miała w notesie swoje zdjęcie z dzieciństwa, czy też jego?
    Mam nadzieję, że długość jest odpowiednia. I wybacz, proszę, wszystkie literówki, jeśli takowe się znajdą :D]

    OdpowiedzUsuń
  28. Looney lubiła profesora Quentina z oczywistego względu, że był on nauczycielem Eliksirów, ale też dlatego, iż zawsze stanowił oazę spokoju i prawie nigdy nie zadawał pracy domowej. Dla Looney eseje, która musiała pisać na OPCM czy Transmutację były najgorszą karą, bowiem ograbiały ją z cennego czasu po zajęciach, jaki mogła wykorzystać na eksperymentowanie. Czasami odnosiła wrażenie, że profesor Quentin podchodzi do swojego przedmiotu może trochę zbyt luźno; zamiast, jak w wyobrażeniach Looney, na przerwach siedzieć w lochach i pracować nad udoskonalaniem recept zawartych w podręczniku (bo ci głupi autorzy nigdy nie dociągają swoich przepisów do doskonałości) plumkał na gitarze na szkolnym korytarzu. Jednak dopóty, dopóki nie próbował wściubiać nosa do jej kociołka na lekcjach, mogła zapomnieć o jego drobnych wadach.
    Jego niebieskie oczy lśniły teraz niepokojem, więc Looney machnęła tylko ręką, chcąc dać mu do zrozumienia, że nic jej się nie stało. Oparła dłonie o kolana, oddychając ciężko. Jej ciemna czupryna zwisała całkowicie swobodnie, przysłaniając Ślizgonce widok. Słyszała co prawda śmiechy i rozmowy na korytarzu, ale kompletnie nie zwracała nie nie uwagi. Jeśli nie śmiano się z niej - w porządku, jeśli śmiano się z niej - nic nowego.
    Tunes musiała odsapnąć chociaż przez chwilę. Nigdy nie była dobra z zajęć wymagających sprawności fizycznej, bardzo często przy próbach wykonania prostych zadań łamała sobie kości albo coś nadwyrężała. Z pewną dozą przesady podejrzewała, że cała jej masa mięśniowa mogłaby zmieścić się w pudełku od zapałek, a płuca, upośledzone astmą oskrzelową i zapychane ciągłymi eliksirowymi wyziewami zmniejszyły swoją pojemność do minimum.
    Wyjęła z kieszeni inhalator i zdrowo się zaciągnęła. Poczuła rozchodzące się pod ciele rozprężone zimno, po czym odetchnęła z ulgą. Ciągle jeszcze czuła w skroniach pulsującą adrenalinę. W dłoni trzymała fiolkę z zielonym płynem, którą pomachała przed oczami profesora Quentina.
    Ten, trochę zdezorientowany, zmarszczył pytająco brwi. Jego gęsta broda drgnęła nieznacznie.
    - Eliksir... chroniący przed ogniem... warzyłam go w pokoju i... dodałam smoczą krew, a nie salamandry! I to... - w tym momencie postukała palcem w szybkę probówki. - Jest tego efektem - zakończyła, czekając z niecierpliwością na reakcję profesora.

    Loon

    OdpowiedzUsuń
  29. Każdy się łakomił na trzydzieści punktów. Właściwie, to każdy z Krukonów połakomiłby się nawet na dziesięć, zwłaszcza, że Hufflepuff aktualnie miał więcej punktów, a Ravenclaw wytrwale ich gonił. Ale Luelle kompletnie o takich rzeczach nie myślała, bo jakoś nie czuła więzi ani z domem, ani z innymi uczniami. Wprawdzie lubiła być chwalona, najlepiej przy świadkach, ale to jak każdy. Na punkty nie miała parcia. Koledzy jednak tak i efekt widzieli wszyscy. Całe szczęście, ze eliksir nie był skończony, bo przynajmniej nie działał. Wprawdzie wyglądał niezbyt ładnie, pachniał też nie, ale większych szkód nie narobił. Mimo to, Luelle odczuła ulgę, kiedy nagle zrobiła się czysta i wszelkie zabrudzenia wynikające z kontaktu z niedoszłym eliksirem zniknęły.
    Mimo początkowej paniki (jakby zaatakowało ich nie wiadomo co), teraz można było usłyszeć chichoty, które wywołała mina Krukona. Cóż, nikt nigdy nie był zadowolony z utraty punktów, ale innych za to zawsze to bawiło. Albo też odczuwali dziwną satysfakcję, że ktoś zaliczył wpadkę.
    - Zanieść? – Lu jakoś tak dziwnie się spłoszyła, kiedy usłyszała to pytanie. Bo przecież brzmiało naprawdę dziwnie. Można ją było wysłać do skrzydła z którąś z koleżanek zamiast fatygować się osobiście, można było użyć różdżki, a nie nosić własnoręcznie… Dlatego brzmiało to według niej tak dziwnie. A poza tym, to zdecydowanie nie był stary, zapyziały profesor z brzuszkiem i staromodnymi poglądami.- Nie trzeba. Nic się nie stało przecież – zapewniła od razu, nawet jeśli nie do końca było to prawdą. Ale tylko sobie tyłek obiła, bo wylądowała na podłodze. Początkowe zaskoczenie nie pozwoliło jej nawet odczuć bólu. Tak samo nie zwróciła uwagi na to, że własny upadek zawdzięczała temu, że źle postawiła stopę, przez co lekko ją wykręciła. Kompletnie nie zdawała sobie z tego sprawy, choć pewne było, że za chwilę się zorientuje, kiedy w końcu coś ją zaboli.- Muszę pozbierać… Swoje rzeczy – wydusiła z siebie, dziwiąc się sama sobie, że sprawiło jej to taką trudność. Jakby była zawstydzona i bała się odezwać, choć to było do niej takie niepodobne. Od razu też spróbowała wstać.

    [No dobrze.
    Ale jeszcze jedna kwestia: skoro spędzał każde wakacje w sierocińcu, to musieli być w jakichś dwóch innych, nie? Bo inaczej by się widywali co wakacje.]

    OdpowiedzUsuń
  30. Jeszcze do niedawna piałaby z radości, że Eliksiry przypadają w ten, a nie inny dzień, bowiem ulokowały się na pierwszym miejscu w rankingu jej ulubionych przedmiotów, a poza tym, nie chwaląc się, można ją było określić mianem "właściwego człowieka na właściwym miejscu". Miała ewidentny dryg do tworzenia mikstur, warzenia, mimowolnie wiedziała, ile i w jakich odstępach czasowych wrzucać kolejne składniki; całkiem tak, jak gdyby była w posiadaniu książki Księcia Półkrwi, czego, oczywiście, nie doświadczyła. Była po prostu sobą, rudą Ellen z Hufflepuffu, zakochaną do szaleństwa w świecie magicznym, dzięki czemu śmiało mogła ubiegać się o tytuł uczennicy roku. Nawet to, co innym uczniom działało na nerwy i nudziło, jak pisanie wypracowań na Historię Magii, u niej działało pobudzająco na wyobraźnię i nadal, mimo sześciu spędzonych tutaj lat, nie mogła uwierzyć we własne szczęście. Dobrze wiedziała, iż pochodząc z typowo niemagicznej rodziny, nie miałaby za czym tęsknić, gdyż nie wiedziałaby też, co traci; w tym przypadku jednak przez dobre cztery lata zazdrościła siostrze, kiedy ta otrzymała szkolny list.
    Teraz jednak, a przynajmniej od pewnego czasu, lekcje Eliksirów napawały ją niewytłumaczalnym dreszczykiem, biegnącym wzdłuż kręgosłupa na sam dół pleców, dziwnym roztargnieniem, jeszcze większym niż zwykle i upuszczaniem trzymanych w dłoniach przedmiotów. Na pytanie, co się z nią właściwie dzieje, standardowo odpowiadała, że nie ma pojęcia, i może to pogoda, a tak w ogóle to bardzo się spieszy, musi iść i przeprasza, może pogadamy jutro. Bo prawda, przynajmniej dla niej samej, była dość oczywista – pewien długowłosy profesor o błękitnych oczach nieustannie się na nią gapił. Zresztą, coby nie mówić, ona na niego gapiła się z równie wielką intensywnością, niemniej niezbyt zależało jej, by koleżanki dowiedziały się o tego typu rzeczach. Jeszcze wyciągnęłyby jakieś pochopne wnioski.
    Także i tego dnia siedziała jak na szpilkach, gotowa jednym ruchem zgarnąć wszystkie książki do torby – już nawet zaczęła je dyskretnie pakować – a potem, wraz z końcem lekcji, zerwać się na nogi i wyjść, bez narażania siebie samej czy kogokolwiek innego na niepożądane spotkanie. Nie miała pojęcia, dlaczego go tak unika, zwłaszcza, że przecież formalnie nie było w tym nic złego; czuła się jednak dość dziwnie ze świadomością, że znajdując się między ludźmi, trzeba niezmiernie uważać na słowa.

    [Wybacz mi, trochę zeszło, trochę dłużej. Niemniej ruszyłam, więc będzie tylko lepiej!]

    Ellen Ives

    OdpowiedzUsuń
  31. [Cieszę się, że masz (oby wciąż) ochotę na wątek :) Co powiesz na to, by wykorzystać zawody naszych panów? Teddy zna się na eliksirach, zawsze miał do nich dryg, został jednak poproszony o nauczanie OPCM i ostatecznie na to przystał, więc dzisiaj jego zabawa z eliksirami 'ogranicza' się do Wywaru Tojadowego i eliksirów przeciwbólowych/na kaca xD Patrząc na tą drugą 'przypadłość' Lupina, zawsze możemy chłopaków wysłać do baru lub coś. Brat z wyboru Teddy'ego takowy prowadzi, w Hogsmeade.
    Jeśli z kolei chodzi o powiązanie samo w sobie, to Quentin i Teddy są praktycznie rówieśnikami, na pewno znali się w szkolnych czasach. Ba, mogli nawet ze sobą rywalizować w Quidditchu, gdyż Hufflepuff nie odstawał wówczas w kwalifikacjach - wręcz przeciwnie ;)]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń