26 grudnia 2016

Z serca pożytek niewielki, więc mam w zapasie karmelki

Lisa Antoine Bassett 
Psycholka. Dziwaczka. Brak jej piątej klepki.
Czasami zdarza się, że przechodząc obok grupy szepczących dziewcząt, słyszy takie czy podobne określenia na swoją osobę. Nie reaguje, a bo po co. To tylko opinia zbyt poważnych i nader wyrośniętych jak na swój wiek panienek. Zwykle po prostu uśmiecha się do nich promiennie, a następnie ucieka na poszukiwania któregoś z braci czy najlepszego przyjaciela, którzy jako jedni z niewielu potrafią dobrze zrozumieć jej inność oraz kryjącą się za nią normalność.
Łatka dziwaczki przylgnęła do niej już na drugim roku, bo nikt mimo tłumaczeń dziewczynki nie pojmował, dlaczego nosi dziwaczne kapelusze, a na jej twarzy wciąż widnieje uśmiech. Wielu też dziwiła bezinteresowność i ciągła chęć niesienia pomocy przez dwunastolatkę, co dla jej — wchodzących w okres buntu rówieśników — było wręcz niepojęte. A Lisa kierowała się po prostu sentencją, wypowiedzianą kiedyś przez jej dziadka, którą potraktowała może trochę zbyt dosłownie.
Od pięciu lat wielu postrzega ją jako istotę rozdającą darmowe uśmiechy i szczęście kilogramami, istny promyczek słońca w pochmurny dzień czy czarną kawę z rana. Ma naprawdę wielu przyjaciół, choć liczba wrogów o dziwo również jest pokaźna, jednak ona ich w ten sposób nie odbiera. Oni przepadają za nią inaczej. Lubią ją tak, jak się lubi sernik z rodzynkami. Niby dobre, ale nie do końca, choć w zasadzie całość jest do przełknięcia bez wielkich trudności, trzeba tylko się o tym przekonać.
Lisa jest trochę nazbyt energiczna, niezwykle roztrzepana i rozgadana. Ma szesnaście lat okropny bałagan w głowie i na głowie. Zamiłowanie do kapeluszy i wpadania w kłopoty. Trochę za dużo zachowań mimowolnie nabytych przez dorastanie z trzema braćmi i przez to samo duże problemy z porozumieniem się z przedstawicielkami płci pięknej. Uwielbia pomagać zarówno ludziom, jak i zwierzętom. Biega, śpiewa, tańczy (najlepiej w rytm ukochanego Rock'N'Rolla), robi głupie miny, śmieje się, gdzie tylko chce i kiedy tylko chce, ale stara się powstrzymywać.
Czasami jednak wymyka się nocą z dormitorium i w najciemniejszych zakątkach zamku chowa twarz w ramiona. Wtedy wszystkie słowa, które początkowo nie zrobiły na niej dużego wrażenia, wracają z podwójną siłą, by następnie uciec z jej umysłu wraz z łzami, które palą jej policzki. Wtedy walczy z myślą, której prawdziwość ją przytłacza. Czy rzeczywiście jest dla wszystkich, a dla niej nie ma nikogo?
Jednak rano jest już sobą i wciąż się uśmiecha, tylko jakby z mniejszym przekonaniem. Bo przecież jest dobrze.


Dzień dobry wieczór C: Lisa się wita i ma nadzieję, że znajdzie przyjaciół. Zapraszamy na wątki wszelakie, limitów nie mamy, ale czasami trzeba będzie poczekać na odpis. Zasada wymiany może być, jak najbardziej. Zapoznanie się z dodatkowymi zakładkami nie jest obowiązkowe, ale dzięki nim dowiecie się mnóstwa rzeczy o tej panience. Oddamy brata (osoby zainteresowane Ethanem odsyłam do tej Pani C:) i tego chłopaczka, co tkwi na razie w friendzone (to już do mnie). Mam nadzieję, że będziemy się super bawić i tworzyć świetne wącisze! Na zdjęciu Frida Gustavsson, w tytule Adam Asnyk i ja, a pod Los Lobos. justpixie2405@gmail.com//61488521 (gg) - tu też można mnie złapać.
Wątki: Joshua, Harvey, Adam, braciszek oraz wszyscy chętni!

43 komentarze:

  1. [Dzień dobry!
    Jaki z niej cudny promyczek! Nic, tylko taką ukochać i mocno przytulić. :) Z Marcy pewnie dzielą dormitorium, więc tutaj wątek obowiązkowy! Sama Marcy pewnie nie będzie tak zadowolona z towarzystwa Lisy, jak ja bym była, ale specjalnie wredna też nie powinna być. Mam nadzieję. ;)
    Życzę Ci wspaniałej zabawy i wielu wątków!]

    Marigold

    OdpowiedzUsuń
  2. [Odświeżałam i odświeżałam, miałam być pierwsza, ale nie wyszło :( NAREEESZCIEEE <3 Razem z Leosiem witamy kochaną siostrzyczkę na blogu i już nie możemy się doczekać wątku. Życzymy wielu pomysłów, wytrwałości, no i przede wszystkim czasu!]

    Braciszek

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam bardzo serdecznie na blogu oraz życzę masy udanych wątków :D Zostań z nami jak najdłużej! :3]

    Adam Lebiediew/Mathias Rathmann

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Przyznam się bez bicia, że przyglądałam się kartom w fazie tworzenia i jestem zachwycona! Lisa pod pewnymi względami jest bardzo podobna do Skajki - i teraz chyba nikogo już nie zdziwi relacja mojej panienki z Leosiem xD
    Życzę masy weny, ciekawych wątków, czasu, wytrwałości i kapki szaleństwa! A w razie nadmiaru pomysłów zapraszam do siebie ;p]

    Scarlett Bell i Zabini

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jaka ona kochana i sympatyczna! :) Cześć, samych przyjemności na blogu powodzenia, mnóstwa wątków i wytrwałości! :)
    W razie chęci zapraszam do kogoś ode mnie.]

    Artair, Avalon, Hyun i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jaka słodka! W razie chęci zapraszamy do siebie <3]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  7. [Tak sobie myślę, że chyba najsensowniej będzie, jeżeli skupimy się na postaciach Avalon i Artaira - na te dwie mam największą wenę i najchętniej mi się nimi pisze, pozostała dwójka, przyznam się... Powoli chyba umiera i nie ma sensu, tam czegokolwiek rozwijać. Tak myślę. Straciłam na nich wenę i sobie egzystują, tak po prostu.]

    czekoladowamasa, która próbuje się ogarnąć, bardzo

    OdpowiedzUsuń
  8. [Biegnę do Was z otwartymi ramionami <3 Gdzie zaczynamy?]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dziękuję za miłe słowa i naprawdę nie ma za co, jeśli chodzi o ten odnośnik - po prostu stwierdziłam, że Twoja karta o wiele za krótko wisiała na głównej, to chociaż tak mogłam odkupić swoje winy za zakrycie jej :D
    Jestem za wspólnym paleniem, a jako że Joshua ostatnio pali jak smok, to mogły mu się papierosy skończyć w kieszeni. Jako że do dormitorium za daleko, a Lisa znalazłaby się w polu jego widzenia właśnie z papierosem w ustach, to by podszedł i zatrzepotał rzęsami. Jagodowych jeszcze nie palił.]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  10. [Poświęcę się, nie bój żaby. Postaram się jeszcze dzisiaj, zobaczymy jak wyjdzie]
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ja bym zaryzykowała, myślę, że reszta wyjdzie w praniu :D To kto zaczyna?]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  12. Palce okropnie mu śmierdziały, przesiąkły drażliwym zapachem tytoniu, lecz Joshua już dawno uodpornił się na te przykre konsekwencje, z którymi wiązało się palenie. W pewien sposób go to uspokajało, pozwalało oderwać się od niebezpiecznych myśli, które boleśnie go kopały, jakby dostał z buta w piszczel. Wtedy zastanawia się, jak daleko sięga dym, czy łaskocze samo dno jego płuc, czy jedynie obija się o ich ścianki i niszczy tkanki. Skoro wiele rzeczy zostało już zniszczonych, w tym godność Josha i jego chęć do uspołeczniania się, to sczerniałe pęcherzyki płucne nie zrobią mu żadnej różnicy.
    Zresztą, Joshua Yaxley i tak wyglądał już źle, więc w środeczku też mógł być martwy. Niezdrowa ilość stresu i używek sprawiła, że jego spojrzenie stało się zmęczone, kości policzkowe jakby bardziej widoczne, a dłonie niebezpiecznie drżały. Był zmęczony. Nie sypiał po nocach, bardzo rzadko z kimś rozmawiał, zatracał się w swoich własnych myślach i właśnie to go wykańczało. Już nie myślał o ojcu. Teraz zastanawiał się nad sobą. Może stał się ofiarą karmy.
    Był już na wszystkich dzisiejszych zajęciach. Rozbudził się nieco na zaklęciach, lecz po opuszczeniu sali apatia wróciła ze zdwojoną siłą. Ktoś chyba mówił do niego, ktoś zapraszał na kolejkę Ognistej Whisky, lecz Josh przełączył się na tryb zupełnego odpłynięcia i nie słuchał już nikogo. Wesoły jazgot uczniów w ogóle do niego nie pasował, musiał od niego uciec, żeby nie zrobić nikomu krzywdy.
    Dni nie zawsze były negatywne i ciemne. Dzisiaj akurat taki był, ale to nie zależało od Joshuy.
    Most był częstym celem samotnych wędrówek Ślizgona, jako że nie był przeludniony, a nauczyciele nie przechadzali się w te strony, więc ryzyko utraty punktów zmalało do minimum. Do tego piękny widok pozwalał Yaxleyowi na lekki uśmiech na spierzchniętych wargach. Rzadko kiedy się pojawiał.
    Wziął jedną pełną paczkę, której zawartość zniknęła już w przeciągu pół godziny. Joshua nawet się nie zorientował, że pali z tak zawrotną prędkością, prawie morderczą dla jego płuc. Zwykle paczka wystarczała mu na dwa dni, a teraz… Chyba będzie musiał coś ze sobą zrobić. Ale to nie dzisiaj.
    Dzisiaj chciał jeszcze zapalić, a lochy były o wiele za daleko, aby wybrać się tam po kolejną paczkę. Rozejrzał się wokół i dopiero wtedy zauważył, że nie był na moście sam. Kilka metrów od niego stała dziewczyna, której cel najwyraźniej był bardzo podobny do jego. I miała papierosy.
    I koniec z byciem aspołecznym w tym dniu.
    Joshua zebrał się w sobie i odepchnął od barierki, wsuwając dłonie w kieszenie spodni. Prawie bezszelestnie podszedł do jasnowłosej dziewczyny i przekrzywił głowę.
    - Mogę jednego papierosa?
    Jeden i tak nie wystarczy, ale nie chciał wyjść na nachalnego.
    Gdy dziewczyna podskoczyła i schowała za siebie dłoń, Josh mimowolnie uśmiechnął się rozbawiony, co prawdopodobnie było jedynym pozytywem tego dnia.
    - Zapytałem, czy mogę papierosa – powtórzył swoje pytanie. – Nie nakabluję na ciebie, jesteśmy w tym razem.
    Poprawił zielono-srebrny szalik, gdy zawiał nieprzyjemny, chłodny wiatr. Następnym razem pójdzie gdzieś, gdzie jest cieplej.


    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jezusmaryjo, skądś wytrzasnęła takie zdjęcie Fridy? Jest PIĘKNE.
    I dziękuję, chociaż Harvuś jest sympatyczny w jakichś 75 procentach, reszta to... No. Zdecydowana niesympatyczność.]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  14. [Witam serdecznie na blogu młodą Krukonkę :)
    Gratuluję świetnie napisanej karty i naprawdę urokliwego wizerunku! ;) Życzę ci wielu ciekawych wątków, a przede wszystkim udanej zabawy w naszym gronie. W razie chęci zapraszam do siebie...]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jakość nie jest taka zła! Wintydż.
    Bardzo chętnie powątkuję, ale nie mam absolutnie żadnego pomysłu, jakby Harveya z Lisią połączyć. Chyba że zrobimy coś w stylu, że uratował ją z opresji, to zaczęła za nim łazić i dziękować, a on bardzo nie lubi takiego zachowania i próbowałby ją do siebie zrazić na różne sposoby. XD]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  16. Ze swojego rodzaju uwielbieniem i wdzięcznością w oczach odebrał papierosa od dziewczyny. Był nieco cieńszy od tych, które zwykle palił lub sam skręcał, ale lepszy taki maluch niż żaden. Wyciągnął różdżkę i jej końcem odpalił fajkę, którą wcześniej umiejscowił pomiędzy wargami. Jedno zaciągnięcie się, jeden buch i niby było mu lepiej, niby już się trochę uspokoił i wraz z dymem zaczął układać pomieszane myśli, a jednak nie czuł się tak samo jak przed pięcioma minutami.
    - Jagodowe? – zapytał z błyskiem w oku, patrząc na papierosa między swoimi palcami. No tak, kobiety lubią takie delikatne rzeczy, nawet jeśli trują i nie są kojarzone z niczym pozytywnym. – Jagodowe, nigdy takich nie paliłem.
    Największym ekscesem papierosowym Josha były papierosy miętowe, które nijak mu smakowały i nijak pozwalały na oddanie się błogiemu stanowi uniesienia. Ślizgon wychodził z założenia, że najlepsze fajki to te, które skręca się samemu – sam ustał ilość tytoniu i grubość skręta. Dodatkowo zabawa bibułą wyjątkowo go relaksowała, a ów relaks był rzeczą kluczową w stresującym ostatnio życiu Yaxleya. Sama świadomość posiadania nad czymś kontroli była nader satysfakcjonująca.
    - Tutaj rzadko kiedy ktoś zagląda – powiedział, przeczesując wolną dłonią rozwichrzone przez wiatr włosy.- Dlatego często tu przychodzę. A zresztą, nawet jakby ktoś mnie tu przyłapał na paleniu, to nie mam niczego do stracenia.
    Naprawdę nie miał. Był na dywaniku u dyrekcji już za o wiele gorsze przewinienia i stracił gigantyczne sumy punktów za okropne wybryki, więc jeden papieros w tę czy we w tę nie robił mu większej różnicy. Nie musiał bać się o wyjca. Ojciec nie chciał mieć z nim nic do czynienia, a matka nawet nie potrafiła krzyczeć.
    Na pytanie dziewczyny nieco się spiął i postanowił zająć się kończeniem papierosa, jakby chciał przeciągnąć jej oczekiwanie na odpowiedź. Jej formowanie nie było zbyt komfortowe, naruszało jego przestrzeń osobistą i wdzierało się do poharatanej psychiki.
    - Gorsze życie, bym powiedział – mruknął posępnie, patrząc na powoli tlący się dym. – Ale relaks też może być. Tutaj przynajmniej jest cicho.
    Niezamykająca się buzia blondynki wbrew pozorom wcale mu nie przeszkadzała. Mimo, że nie przepadał za niepotrzebnym gadaniem, to miło było mieć tę świadomość, że ktoś się tobą interesuje. Nawet jeśli robił to ze zwykłej grzeczności lub nudy.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  17. [Alboo... Harvey mógł się skapnąć, że Lisa bezczelnie go wywiaduje i podsunął jej kilka idiotycznych faktów w stylu "U dziewczyny szukam przede wszystkim umiejętności spawania". Lisia przekaże koleżance gorące niusy, tamta zacznie wariacko zachowywać się tak, jak powiedział Harvey i zrobi się mała draka, która szybko wyjdzie na jaw, bo Campbell nie będzie umiał zachować kamiennej twarzy. XD
    Później faktycznie Lisa mogła zjawić się na boisku, aby mu przygadać i potem, tak jak powiedziałaś, akcja z tłuczkiem. ]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie był na etapie rozmawiania z obcymi na temat jego rozpadającej się rodziny i dzielenia się swoimi największymi obawami. Nie był na etapie rozmawiania z kimkolwiek na te tematy. Nie lubił o tym myśleć, co dopiero rozmawiać. Jego umysł prowadził rozmowę jakby sam ze sobą, a Joshua nie wiedział, która jego część przedstawia racjonalniejsze argumenty i ma trafniejsze odpowiedzi. Grał grę z samym sobą. Nie chciał w to wciągać nikogo innego, bo nie widział sensu w ranieniu niewinnych ludzi. Już nie.
    Z lekko uniesionym kącikiem ust przyjął kolejnego papierosa, ponieważ nikotyny nigdy za wiele, nawet jeśli tytoń nią nie smakował i zajeżdżał owocami leśnymi. Te papierosy naprawdę nie były takie złe, jak mogło mu się wydawać, więc drugiego paliło mu się już nieco lepiej. Miał okropny problem z tym uzależnieniem, powinien z tym walczyć, ale nie chciał tego robić. Kiedyś nawet przyłapała go na tym matka, ale była zbyt słaba, aby zmusić syna do rzucenia nałogu. I tak niszczył sobie płuca. Szybciej wyląduje w grobie, gdzie przynajmniej się wyśpi, bo tutaj nie mógł.
    - Lubię czekoladę, najlepsza jest na ciastkach. – Skinął głową, a jego twarz nieco się rozświetliła i rozpogodziła. Ostatnio wyglądał jak chodzący trup, blady z podkrążonymi oczami, a teraz, kto by pomyślał. Nieco się rozchmurzył i wszystko dzięki obcej dziewczynie, której imienia nawet nie znał.
    A, już poznał. Lisa. Nie do końca kojarzyło mu się ze słoneczkiem chodzącym na dwóch nogach, ale też ładnie. Jego siostra miała na imię Słońce, w języku francuskim Soleil, ale bardziej kojarzyła mu się z Ksieżycem. Do Lisy bardziej pasowałoby to imię.
    Nawet nie zdążył się przedstawić, bo Lisa już żwawo udała się w stronę wejścia do zamku, zdążył jedynie skinąć głową i puścić oczko młodej Krukonce. Zazdrościł jej trochę tej energii i pozytywnego podejścia do życia, ale może to wcale do niego nie pasowało? Za dzieciaka śmiał się wniebogłosy, potem znacznie bardziej spoważniał, a teraz całe szczęście wydawało się go opuścić. Może teraz czas na wzrost pozytywnych odczuć?
    Postał chwilę na moście, wypalił papierosa do końca, aż w końcu również i on postanowił wrócić do zamku. Coś mu mówiło, że niedługo znów tutaj wróci i zupełnie przypadkiem zapomni o papierosach.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie umiał w dziewczyny.
    Pomimo niezaprzeczalnych atutów w postaci słodkich loczków opadających zawadiacko na czoło i wybitnego talentu w wymachiwaniu drewnianą pałką, randkowanie zupełnie mu nie szło. To całe zapraszanie na kawę, poznawanie się na siłę i udawanie, że obchodzi go wywód na temat najnowszego smaku czekolady w Miodowym Królestwie wydawało mu się żałosne. Może też skrywał naturę romantyka, bowiem wychodził z założenia, że jak trafi na odpowiednią dziewczynę, to po prostu to poczuje...
    Póki co jedyne, co czuł, to irytacja spowodowana własnym roztargnieniem. Tuż przed kolacją czytał w dormitorium „Quidditch przez wieki”... a przynajmniej tak mu się wydawało. Nie pamiętał, gdzie odłożył książkę, która na dodatek była pożyczona ─ jakieś specjalne wydanie, ciężko było je dorwać w księgarniach, o szkolnej bibliotece nie wspominając ─ i średnio widziało mu się ponosić konsekwencje zgubienia jej. Gryfon, właściciel zguby, należał do wyjątkowych upierdliwców, więc nawet nie było szans na to, że zapomni o sprawie.
    Kiedy Harvey przewrócił do góry nogami teren wokół swojego łóżka, przy czym strącił z szafki kałamarz i musiał poświęcić cenne minuty na usunięcie atramentu z pościeli, postanowił poszukać w pokoju wspólnym. Szybko założył leżącą najbliżej koszulkę i zszedł na dół.
    ─ Cześć, dziewczyny ─ rzucił automatycznie, przechodząc obok dwóch szóstoklasistek, jedynych oprócz niego osób w pomieszczeniu. Nawet nie był pewien, czy zna ich imiona, jedną z nich wprawdzie kojarzył przez jej dziwaczną miłość do kapeluszy... Chociaż może nie tak dziwaczną w Wielkiej Brytanii.
    Gdzie może być ta cholerna książka?, pytał sam siebie w kółko, rzecz jasna w myślach, bo nie zwykł gadać do siebie. Nie przy ludziach, lecz kiedy nikt nie mógł go usłyszeć mruczenie pod nosem mu się zdarzało, często nieświadomie.
    Chodził od fotela do fotela, przeglądał książki leżące na stolikach, mając nadzieję na to, że jedna z nich okaże się tą konkretną. Kiedy po kilku minutach jej nie znalazł, zaklął pod nosem, odrzucając na blat czyjś podręcznik do astronomii.
    ─ Nie widziałyście może kolekcjonerskiego wydania „Quidditcha przez wieki”? ─ zwrócił się do Krukonek, a w jego głosie przebrzmiewało zrezygnowanie. Nie miał pojęcia, dlaczego te dwie dziewczyny miałyby mieć jakiekolwiek informacje o książce, która teoretycznie nie powinna znajdować się poza dormitorium chłopców, ale czuł coraz większą desperację.
    ─ Miało czarną okładkę z pozłacanym grzbietem, jeżeli coś wam to pomoże ─ dodał po chwili, klękając na ziemi, aby zajrzeć pod biblioteczkę.

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  20. Już od momentu, w którym Adam leniwie otworzył oko na dźwięk magicznego alarmu ustawionego przez jednego z jego przyjaciół z dormitorium (paskudny dźwięk wrzynający się w mózg po korzonki), czuł że ten dzień będzie po prostu nieciekawy. Jego marność wylewała się ze wszystkich kątów pomieszczenia, spomiędzy szarych chmur skutecznie blokujących światło, z topniejącego już powoli i zamieniającego się w obrzydliwą masę śniegu i jęków jakiegoś jedenastolatka, któremu ktoś podstawił nogę, gdy ten szedł na śniadanie.
    Adam obrócił się na plecy i wbił ponury wzrok sufit z bolesną świadomością tego, że to jeden z tych dni, które nie będą sprawiały mu żadnej frajdy. Zaakceptował ten fakt już wciągając na siebie bieliznę i z melancholią przystąpił do zapinania guzików szaty. Markotnie opuścił dormitorium, śniadanie spożył gapiąc się w sufit na te cholerne chmury. Lekcję transmutacji spędził niemrawo machając różdżką nad zdobionym dzbankiem w stylu rokoko, jednak gdy przechodził korytarzem koło grupy rozchichotanych Ślizgonek coś go tknęło. W końcu, czyż nie jest kowalem własnego losu? Czy to nie od niego zależy czy dzień nie będzie dobry? CZY NIE MA ON W SOBIE SIŁY TWORZENIA?
    Podskoczył w miejscu jak oparzony (Ślizgonki obrzuciły go podejrzliwym spojrzeniem), obrócił się na pięcie i pobiegł w stronę szklarni, gdzie wiedział, że pewna osoba ma teraz lekcję. Pięć minut później był już na miejscu.
    Nie zważając na zdziwione spojrzenia, którymi otoczyli go raczej skonsternowani Krukoni złapał wchodzącą właśnie do szklarni Lisę za rękę.
    -Lisa. Ja. Ty. Księżyc. Wieża. Pewnie parę zagubionych gołębi. Godzina osiemnasta. Wchodzisz w to?
    Spojrzał jej głęboko w oczy szukając chociaż cienia aprobaty.
    Gdy dostrzegł to co chciał, roześmiał się w głos, uściskał ją serdecznie i poleciał biegiem na zaklęcia, na które był prawie spóźniony.
    Obiad smakował o wiele lepiej niż śniadanie.
    Na wieżę dotarł, targając ze sobą torbę, którą kiedyś dostał na święta, na którą jego zmyślna przyjaciółka z drużyny rzuciła zaklęcie zmniejszająco-zwiększające, dzięki czemu mimo jej drobnych rozmiarów udało mu się upchnąć tam coś około miliona kanapek i ogromny termos z gorącą herbatą. Zręcznie otworzył klapę i wylazł na zewnątrz. Powietrze było zimne i chrupkie, tak że każdy wdech prawie bolał, ale w najlepszy możliwy sposób. Rozłożył koc. Rzucił zaklęcie ogrzewające.
    I czekał.

    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  21. Joshua zdołał przeżyć kolejny tydzień. Jego kolekcja paczek wypełnionych po brzegi papierosami co prawda nieco się uszczupliła, ponieważ ostatnie siedem dni były pasmem wyjątkowego stresu i zaległych wypracowań na trzy przedmioty. Znów spał o wiele za mało, znów zasnął na lekcji, przez co dostał po głowie książką nauczyciela oraz piętnaście minusowych punktów, i znów irytował go ten uczniowski gwar. Jakby nie potrafili zamknąć ust chociaż na chwilę i dać mu odetchnąć. Nic dziwnego, że chłopak znów udał się na most, który ogarnięty przyjemną ciszą dał mu to, czego właśnie potrzebował. Piękny widok, lekki wiatr, spokój i brak jakichkolwiek drażniących dźwięków. Joshua po ukończeniu nauki rozważał zamieszkanie w jakimś małym domku gdzieś przy lesie, gdzie nikt nie będzie go nachodził, a do drzwi nie zapuka nikt nieproszony. I tak nie miał już niczego do stracenia.
    Joshua opierał się właśnie o balustradę i z lekkim uśmiechem patrzył na ogarniając go piękno przyrody. Może i dym tlący się z papierosa trzymanego pomiędzy palcami nieco niszczył ogólne pojęcie piękna, ale według Ślizgona w ogóle nie zaburzał on jego estetyki. Może po prostu już się do tego przyzwyczaił.
    Cisza przyjemnie dźwięczała mu w uszach, a dym miło podrażniał jego płuca oraz podniebienie. Kończył właśnie czwartego papierosa, gdy usłyszał znajomy głos, który kojarzył mu się z tym mostem zaraz obok ciszy i przyrody. Odwrócił się w stronę Krukonki i wypuścił z ust trzy kółeczka – nie na twarz blondynki, bo to byłoby niegrzeczne.
    - A wyglądam, jakbym rzucił? – zapytał przekornie, uśmiechając się lekko i marszcząc nos. – Długo cię tu nie było – stwierdził, nie chcąc wyjść na jakiegoś desperata, że niby przychodził tu tylko dla Lisy. Oczywiście miło było ją widzieć i jego usta jakby same uśmiechały się na widok tej pozytywnej dziewczyny, ale głównym priorytetem Josha była ucieczka od wszystkiego, co go irytowało.- Samotnie mi się paliło.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  22. Słuchał Lisy ze zmarszczonymi brwiami, bo jej mała przemowa o zaginionym szczeniaczku wywiązała się nagle i bez większego kontekstu, ale Joshule wcale to nie przeszkadzało. Wbrew przeciwnie – wyzwoliło w nim jakąś pozytywną emocję i przywołało miłe wspomnienia z dzieciństwa, gdy na siódme urodziny dostał psa, małego wyżła weimarskiego i po dziś dzień kocha go tak samo jak dziesięć lat temu. Po chwili jednak znów nieco się spiął, gdyż jego kochany pies znajduje się w rezydencji Yaxleyów wraz z rodzicami Josha. Biorąc pod uwagę fakt, iż Ślizgon nie miał zamiaru pojawiać się już na progu domu rodzinnego, będzie musiał wymyślić sposób, aby odzyskać swojego psa. Przynajmniej będzie miał nad czym myśleć, a nie bezsensownie zatracać się w samodestrukcji. Może zatracał się w niej o wiele za często, skoro Lisa stwierdziła, że nie wygląda najlepiej.
    - Raczej nie wezmę tego za komplement, ale mówisz prawdę, więc. – Wzruszył ramionami i zgniótł niedopałek papierosa na drewnianej balustradzie. – Wiem, że nie wyglądam najlepiej.
    Joshua żył i na razie nie miał zamiaru umierać, więc próbował chwytać się wszystkiego, co mogło go trochę rozluźnić i rozbawić. Potrzebował uśmiechu i śmiechu bardziej niż kiedykolwiek, więc skoro Lisa zaproponowała spontaniczny wypad do Hogsmeade, to postanowił na to przystać i zobaczyć, co przyniesie dzisiejsze popołudnie. Przecież niedługo zamknie się w czterech ścianach i nie będzie chciał wyjść do ludzi. Już teraz strasznie go irytowali. Wyjście z Lisą mogło mieć na niego dobry wpływ.
    - W porządku, chodźmy – zgodził się, odbijając się od balustrady i poprawiając szalik wokół szyi. – Potrzebuję takiego rozerwania się, więc mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz.
    Mówił to szczerze i będzie mu bardzo smutno, jeśli ten wypad zakończy się fiaskiem. Jednak z tego co zaobserwował, wywnioskował, iż Lisa nie należy do nudnych osób i pewnie nie pozwoli, aby cokolwiek zniszczyło ten dzień. Josh już nie pamiętał, kiedy ostatnio dobrze się bawił.
    - W ogóle to nie zdążyłem się przedstawić, prawda? – powiedział nagle i poczuł się trochę głupio. – Joshua Yaxley, miło mi. Mów mi Josh, bo jak ktoś mówi Joshua, to albo mnie poucza, albo mi coś wypomina, albo na mnie krzyczy.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  23. [Oh, raczej jest tą surową, chociaż każdy może mieć dobry dzień i czasami komuś odpuści :) Dziękuję bardzo za tyle miłych słów i cześć! Od siebie dodam, że dawno na blogach nie widziałam Fridy, więc jej widok cieszy moje oczy, bo jest naprawdę śliczna. I zdecydowanie pasuje do takiej wariatki jaką jest Lisa :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  24. [Ten tytuł jest boski - choć cała karta oczywiście też. Dziękuję ślicznie za powitanie. <3]

    River

    OdpowiedzUsuń
  25. Mimo że Lisa oczekiwała od Josha szerokiego uśmiechu, bo przecież życie jest piękne i wiatr tak przyjemnie owiewa ich twarze, to niestety go nie otrzymała, gdyż chłopak po prostu nie chciał zmuszać się do pewnych rzeczy. Uśmiech od ucha do ucha ostatnio gościł u niego ładnych parę miesięcy temu, a jego „uśmiech numer 5” już dawno przestał istnieć. Oczywiście, czasem jego kąciki ust unosiły się w górę, co było szczytem jego możliwości. I tak Lisa widziała więcej „szczęścia” na jego twarzy niż ktokolwiek inny w przeciągu miesiąca. Może otwieranie się przed obcymi osobami wcale nie było takim głupim pomysłem; może było nawet prostsze niż zwierzanie się bliskim.
    Josh uniósł jedynie brew, gdy Lisa powiedziała, że zna jego imię. Koleżanki jej powiedziały – to pewnie jedne z tych plotkar, które nie potrafią trzymać buzi na kłódkę i wymyślają coraz to kolejne i bardziej niestworzone historie. Joshua słyszał kiedyś plotkę, że sypia z jedną z Puchonek, aby następnie iść do jej przyjaciółki w Gryffindorze i również się z nią przespać. Nie słyszał większej głupoty. Nigdy nie spał z żadną Gryfonką.
    - Do twarzy ci w tym kapeluszu – powiedział nagle, mrugając do blondynki.- I wiesz co… Skoro bardziej podoba ci się Joshua, to możesz tak na mnie mówić. Przymknę na to oko.
    Gdy dotarli do magicznych powozów, Ślizgon szczelniej owinął się srebrno-zielonym szalem, gdyż wiatr był okropnie zimny, a Josh nie chciał zachorować.
    Dzieciaki siedzące już w powozie spojrzały na nich kątem oka. Josh miał wrażenie, że w ich tęczówkach zauważył pewnego rodzaju niepewność, czy aby na pewno nie rzuci w nich jakimś czarnomagicznym zaklęciem, albo na nich nie nakrzyczy. Reputacja Joshuy zszargana była szybko następującą irytacją oraz nazwiskiem kojarzącym się z tą ciemniejszą stroną. Nauczył się to ignorować, więc usadowił się wygodnie obok Lisy i ruszyli.
    - Mam rękawiczki – powiedział, sięgając do kieszeni płaszcza, z których wyciągnął parę srebrno-zielonych rękawiczek. Cóż, jego przywiązanie do Slytherinu było naprawdę widoczne, a on nie zamierzał kryć swojej dumy. – Problem w tym, że zapominam o ich istnieniu.
    Gdy już założył rękawiczki, skupił uwagę na Lisie. Jakoś trzeba było umilić drogę do wioski, a on nie chciał spędzać jej w ciszy.
    - Powiedz mi coś o sobie. Jakąś ciekawostkę.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  26. Podniósł się z klęczek zdecydowanie zbyt szybko, przez kilka sekund czuł się jakby dryfował po kosmosie. Zamrugał, patrząc przy tym na Lisę – nagle przypomniał sobie imię Kapelusznicy – tak, jakby miał ponownie paść na kolana, tym razem aby oświadczyć się i przysiąc miłość po wieki. Jeżeli naprawdę miała ją w swoim dormitorium, to by oznaczało przespaną noc! Nie zakłóconą przez próby wymyślenia idealnej wymówki dla upierdliwego Gryfona, dlaczego Campbell nie oddał książki na czas.
    Kiedy dziewczyna zniknęła na schodach prowadzących do żeńskiego dormitorium, podskoczył z cichym „Jest!” i usiadł na jednym z foteli. Zazwyczaj się tak nie ekscytował, ale podczas kolacji zjadł z tuzin ciastek a cukier wywoływał u niego zbytnią nadpobudliwość, którą ciężko było mu kontrolować. Potupywał nogą w rytm ostatniego hitu Troll and The Dragons, oczekując na pomyślne zakończenie najgorszych kilkudziesięciu minut jego życia.
    (A przecież widział ojca udającego Celestynę Warbeck.)
    Zerwał się, gdy tylko Lisa wróciła do pokoju. Widząc brak książki w jej dłoniach, zmarszczył czoło.
    – Zostawiłaś praktycznie bezcenną książkę na korytarzu, gdzie każdy mógłby ją sobie ot tak – pstryknął palcami – wziąć? – spytał z niedowierzaniem, starając się zachować spokój.
    No pięknie. Nie oszukujmy się, jeżeli on sam zobaczyłby akurat TO wydanie „Quidditcha przez wieki” leżące sobie beztrosko na parapecie, na pewno by ją sobie przygarnął i nie pisnąłby słówka, że kiedykolwiek ją widział. A znając jego szczęście, książka wpadła w łapska któregoś ze ślizgońskich pajaców i mógł pożegnać się ze spokojem do końca życia. Ten Gryfon mu nie daruje. Nawet oddanie pieniędzy nie wydawało się wystarczającym zadośćuczynieniem, skoro książkę można było dostać w kilku księgarniach w całej Wielkiej Brytanii, a i to graniczyło z cudem.
    – Ta książka nie była moja. Znasz Willy’ego Lewisa z Gryffindoru? Tego, który przez cały zeszły rok wysyłał wyjce do tej ryżej Puchonki tylko dlatego, że zniszczyła mu pióro i nie miała za co go odkupić? – zapytał, zniżając głos niemal do szeptu. – On mi ją pożyczył – wycedził, przesuwając dłonią po twarzy.
    Czyli wracamy do punktu wyjścia. Nie miał szans na pozbycie się tego gnojka, póki nie zdobędzie książki. Nie znosił sytuacji, w których zanosiło się na chodzenie od ucznia do ucznia i błaganie o pomoc, ale... Albo to, albo harakiri własną pałką.
    – Słabo to mi jest na samą myśl o tym, coś zrobiła – odparł, teraz już zupełnie wściekły i na nią, i na siebie, i na głupiego Willy’ego Lewisa, który mógłby pewnego razu potknąć się i spaść z Wieży Astronomicznej wprost do jeziora. – Wracam za minutę i idziemy.
    Potrzebował nie tylko cieplejszego ubrania, ale również różdżki. Nie wiedział, do czego, ale wolał mieć ją przy sobie. Szybko zarzucił na siebie szarą, dresową bluzę, zawiązał porządnie sznurówki i chwycił różdżkę leżącą na nocnym stoliku. Zbiegł po schodach, omijając co drugi stopień i wpadł do pokoju wspólnego.
    – No?

    Nie szkodzi, fajnie się to czyta. <3
    Zły Harvey.

    OdpowiedzUsuń
  27. [OKEJ WPADŁAM! Kurde, jakie one są do siebie podobne z buźki :o W sumie... z tego by mógł wyjść wątek :D]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  28. [Właśnie z tym lubieniem wszystkich można by coś zrobić. W sensie eklerka to ponure stworzenie i tępi takich ludzi jak Lisa, a skoro są do siebie podobne i niektórzy je mylą, jeszcze bardziej mogłoby ją to doprowadzać do szału. Ale wątek z jakąś awanturą na korytarzu też nie ma sensu, bo się skończy po 5 minutach... Może jakiś czas na naukę w wielkiej sali? Albo jakiś szlaban? Chyba, że masz lepszy pomysł, mile widziany by był :D
    I dziękuję bardzo, wzajemnie moja droga <3]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  29. [Mi się podoba, a jeszcze lepiej, jeśli ten eliksir wyląduje na eklerce, chyba jej żyłka pęknie :D To kto kleci coś na początek?]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  30. Głos Lisy był naprawdę przyjemny dla ucha i mimo, że ostatnimi czasy jakiekolwiek dźwięki po prostu go irytowały, nawet najcichsze szepty czy sam oddech osoby obok, to Krukonka nie przyprawiała go o zawroty głowy czy podniesione ciśnienie krwi. Może po prostu miło było spotkać osobę, po której widać zadowolenie z życia. Tak naprawdę wcale jej nie znał, wypalił kilka papierosów i dowiedział się, że ma mały tatuaż – to było nic w porównaniu z sekretami, których Josh był powiernikiem. Mimo powolnie rozwijającej się relacji, która zaczęła się tydzień temu, Joshua mógł z góry stwierdzić, że każde spotkanie z Lisą po prostu dobrze będzie na niego wpływać. Za dużo już narzekał. Za dużo narzekali innych. Powiew świeżości najwyraźniej był tym, czego potrzebował.
    Gdy wysiadł z dorożki, bez większego pośpiechu czy zaangażowania, bo naprawdę nie miał na to siły, przeciągnął się i usłyszał, jak strzeliło mu w kręgosłupie. Świetnie, może powinien już wybierać trumnę?
    Jego kroki były spokojne, a na twarzy błądził niewielki uśmieszek wywołany zachowaniem Lisy. Rzeczywiście była zwariowana. Joshua nie był przyzwyczajony do tak pozytywnego podejścia do życia. W jego otoczeniu nikt się tak nie zachowywał.
    I nagle dostał śnieżką. Zimną śnieżką, która wraz z kontaktem z płaszczem Ślizgona, stała się mokrą plamą. Josh nienawidził zimy – kojarzyła mu się z mrozem, przez który było mu jeszcze zimniej i musiał przez to nosić kilka warstw swetrów; kojarzyła mu się z jego urodzinami, których nie lubił, bo przecież świętowanie jakichś tam określonych dni było bezsensowne i tylko przypominało o starości oraz śmierci; kojarzyła mu się z krótkim dniem i długą nocą, podczas której i tak nie mógł zmrużyć oka. Zima nie lubiła Josha, Josh nie lubił zimy.
    - I ja mam cię teraz gonić? – prychnął, wyciągając różdżkę zza pazuchy. – Niedoczekanie.
    Było mu zimno, a na dodatek długie kończyny potrafiły się plątać. Nie, bieganie po śliskim chodniku nie było dla niego, jeśli nie chciał złamać nogi. Miał za to inny plan.
    Machnął różdżką w stronę zbitego śniegu, który uniósł się nad ziemię. Kilka obrotów i ruchów i w ciągu dziesięciu sekund Joshua miał do dyspozycji dziesięć krągłych śnieżek, które unosiły się przy nim i tylko czekały na jeden ruch różdżką, aby dogonić Lisę i nieco ją spowolnić.
    I tak też się stało. Josh ruszył z miejsca, a jego śnieżki poszybowały wraz z nim, aby następnie po cichym świście różdżki polecieć w stronę Krukonki i trafić centralnie w jej plecy. Jedna zmiotła nawet kapelusz z jej głowy, który przez silny wiatr poszybował w górę i zaczął tańczyć w powietrzu.
    - O, przepraszam – mruknął Joshua, kierując różdżkę w stronę oddalającego się kapelusza, aby sprowadzić go na ziemię. – Po prostu nie lubię śniegu i zimy – dodał, chwytając kapelusz w swoje drżące ręce i przyglądając się mu.

    jak zwykle nieporuszony Joshua

    OdpowiedzUsuń
  31. [Okej, to zaczynam, ale to nie będzie zbyt dobre, żeby potem nie było, że nie uprzedzałam...]

    Czy da się kochać ludzi? Owszem. O ile nie jest się ponurym, znudzonym światem człowiekiem, który jedyne o czym marzy, to koniec szkoły, własne 20 metrów kwadratowych cichej kawalerki i wygodne łóżko, bo nie można o tych szkolnych powiedzieć, że są cudowne i wspaniałe. Chyba wieki minęły, od kiedy Claire ostatni raz się porządnie wyspała, a biegające od szóstej rano po dormitorium współlokatorki nic nie ułatwiały. Summers dziękowała wszelkim bóstwom za dojście do kuchni, które znała jako jedna z nielicznych i za skrzaty, które w obawie, że choćby wyjmie różdżkę, bez szemrania podawały jej czarną, mocną, niesłodzoną kawę codziennie rano i popołudniu.
    Idąc do wielkiej sali, nie była zbyt zachwycona. W jednej dłoni dzierżąc olbrzymi, mugolski kubek (powiedzmy sobie szczerze, był lepszy, niż puchar i więcej mieścił), a w drugiej książkę i kilka zapisanych rolek pergaminu, patrzyła z pogardą na wszystkich, którzy ją mijali. Oni zaś nie patrzyli na nią w ogóle, ewentualnie spuszczali wzrok, choć miała pewne podejrzenia, że ktoś kiedyś w końcu minąwszy ją, strzeli jej w plecy jakąś potężną klątwą.
    Nastrój udzielił się również jej wyglądowi. Rozpromieniające zazwyczaj twarz okulary spoczywały na szafce nocnej, a oczy i włosy Claire przybrały odcień ciemnego brązu, a może nawet czerni. Oczywiście było to na pokaz. Tak naprawdę nie była nawet zła, miała po prostu gdzieś ten cały projekt na eliksiry, ale wypadało zdać. Tak więc szła, mentalnie przygotowując się na kilka godzin męczarni w towarzystwie tak pozytywnej jednostki, jaką jest Lisa. To trochę tak, jakby wziąć zmęczonego życiem dziadka i postawić obok niego skaczącego z nadmiaru energii gówniarza. Po jakimś czasie dziadek sobie pójdzie. Ewentualnie gówniarz zginie, ale bez przesady, nie była aż tak mrocznym człowiekiem. Jeszcze...
    Wszedłszy do wielkiej sali, rozejrzała się, a gdy wypatrzyła przy jednym ze stołów znajomą blond czuprynę, ruszyła w stronę dziewczyny. Właśnie, czarne włosy Claire to nie tylko nastrój. To również chęć odróżnienia się od krukonki, bo naprawdę Summers uwłaczało to, że ktoś ciągle je mylił. Ale cóż... Nie mogła cały czas korzystać ze zdolności, bo owe zdolności zwyczajnie jej nie cieszyły, a wręcz odwrotnie. Metamorfomagia była tylko męczącym dodatkiem, który zagrażał jej reputacji, więc starała się nad nim jak najlepiej panować.
    Tylko nie dzisiaj.
    - Miejmy to za sobą - westchnęła ciężko, siadając obok dziewczyny i rozkładając niespiesznie swoje rzeczy. Przez cały ten czas nawet na nią nie spojrzała, bo i po co jeszcze bardziej się denerwować. - Tylko tym razem się postaraj, krukonko od siedmiu boleści, nie ja tu jestem od myślenia - dodała nieco głośniej i bardziej zdecydowanie, jednocześnie przenosząc swoje pogardliwe, chłodne spojrzenie na dziewczynę. Po co szanować kogoś, z kim masz współpracować, prawda?

    [Proszę, nie bij...]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  32. Wiatr wiał mocno i Adam z przyjemnością wgapiał się właśnie w biegnące po ciemnym niebie chmury, gdy spod klapy wyłoniła się pogodna twarz jego przyjaciółki, a zaraz po niej i cała reszta.
    -Cześć – powiedział wesoło, uśmiechając się do niej szeroko. Lisa zawsze poprawiała mu humor. Taka już była. Nie pamiętał już właściwie kiedy zaczęli się przyjaźnić – jej obecność w jego życiu była czymś oczywistym, a jednocześnie zachwycającym niezmiennie od wielu lat. Trochę jak zachody słońca, które wiadomo, że się pojawią, a jednak za każdym razem powodują w człowieku wewnętrzne zadowolenie, że coś tak fajnego istnieje.
    Odsunął się odrobinę, chcąc zrobić jej więcej miejsca. Nie żeby go potrzebowała.
    -Wszyscy wiemy, że blask twojego oblicza zawstydziłby gwiazdy – powiedział, znacząco podnosząc palec do nieba – Ale na razie powstrzymam się ze skakaniem. Najpierw herbata.
    Wyciągnął z torby termos i dwa kubki i nalał do nich gorący napój. Nie był do końca pewien co to była za herbata, ale skrzaty domowe go lubiły i raczej nie miały powodów, by go truć, więc o to raczej się nie martwił.
    Podał Lisie kubek i przesunął w jej stronę torbę.
    -Kanapeczki – wyjaśnił zdawkowo.
    Ponownie skierował wzrok na niebo. Coś pięknego.
    -Jak bawiłaś się na zielarstwie?
    [Następnym razem będę szybsza, obiecuję]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  33. [Dobry! Co do zdjęcia... Cóż, też jestem nim zachwycona i sama też trochę wiem, jak to z tymi dymami jest. Dziękuję ślicznie za powitanie i cóż mogę powiedzieć. Jeżeli jest chęć i ochota na wątek, to ja się zgłaszam bardzo, bardzo chętnie. Tylko u mnie z pomysłami dzisiaj trochę ciężko.]

    Roslin Creswell

    OdpowiedzUsuń
  34. [Byłam pewna, że ten komentarz już tutaj jest, ale coś mnie tknęło, żeby sprawdzić. Dobrze, że go sobie zapisałam. :| Wybacz za zwłokę!
    Dziękuję za te miłe słowa! Mogę Cię pocieszyć tym, ze mi owy klimat wychodzi sporadycznie i raczej przypadkowo.
    Piosenkę i zespół znam, choć przypomniałam sobie o nich dopiero, gdy wrzuciłam ostatnie zdanie w Google. Kompletnie nie miałam jej na myśli podczas pisania karty, śmieszna sprawa. Chyba to zdanie zostało mi gdzieś w głowie i po prostu czekało, aż go użyję. Masz świetną kartę (w tym momencie przestałam rozumieć Twój zachwyt nad tymi kilkoma marnymi zdaniami w mojej </3) i równie dobrą postać — podziwiam za tak szczegółowy opis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również myślę, że udałoby się nam stworzyć jakiś wątek, tylko problem w tym, że nie mam na niego pomysłu. No dobrze, mam, tylko że jest raczej słaby. Mianowicie. W karcie piszesz, że Lisa lubi pomagać ludziom i zwierzętom — chciałabym skupić się na tych drugich, bo do nich Erick ma zdecydowanie większą słabość. W nocy wymyśliłam sobie, że mogliby znaleźć jakiegoś zwierzaka i wspólnie się nim zaopiekować. Na tę chwilę nie wiem, czy miałoby to być jakieś magiczne stworzenie z błoni lub Zakazanego Lasu, czy coś kompletnie przeciętnego i niegroźnego (choć pierwsza opcja naturalnie wydaje się ciekawsza). Daj znać, jak się na to zapatrujesz. :D Jeśli nie przypadło Ci to do gustu, albo masz lepszy pomysł, to śmiało mów.
      Musiałam rozbić go na dwie części, bo w całości nie chciał wejść. Dziwny ten blogspot. :<]

      Erick

      Usuń
  35. [Pomysł na bogina pojawił się spontanicznie, ale łączy się z powodem zmiany patronusa, który jest - dla niezaprzyjaźnionych z Brutusem - tajemnicą ;)
    Zauważyłem, że nasi bohaterowie chodzą na kółko ONMS, więc pomyślałem o tym, że mogą się stamtąd znać. Brutus często nie może spać, więc mógłby wybrać się nocą na przechadzkę i zauważyłby płaczącą Lisę? Co ty na to?]

    Brutus Todd

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie chciał trafić tak mocno, ale czasem po prostu nie potrafił przewidywać konsekwencji swoich czynów i działał bardzo pochopnie. Typowa dziewczyna pewnie zaraz by na niego nakrzyczała, próbowała dosięgnąć jego twarzy, aby go spoliczkować, zaczęłaby lamentować, że teraz jej płaszcz jest cały mokry i w ogóle to co on sobie myślał. Ale Lisa taka nie była i to ucieszyło Josha. Umiała się bawić i śmiała się z prawie wszystkiego. Joshua trochę jej zazdrościł. Zazdrościł podejścia do świata i ludzi, mimo że prawie jej nie znał. Jednak najbardziej tęskno mu było do uśmiechu. Widząc białe zęby Lisy pojawiała się w nim swojego rodzaju nostalgia, tęsknota za prostym wykrzywieniem warg, które u niego przychodziło z wielkim trudem. Może powinien jak najdłużej patrzeć na Krukonkę, aby przejąć pewne zachowania i przyzwyczajenia. Najbardziej zależało mu na uśmiechu.
    Kątem oka przyjrzał się dziewczynie, której pomachała Lisa i uniósł brew. Był przyzwyczajony do grupek dziewczyn, które stały kilka metrów od chłopaków i niby to dyskretnie, a jednak wystarczająco donośnie komentowały ich jakże idealny wygląd i te prężne muskuły, nie zapominając o uśmiechu zwalającym z nóg. Szkoda, że Josh uważał siebie za zupełnie przeciętnego faceta, był raczej chudy niż umięśniony, a uśmiech zwalający z nóg miał jakiś rok temu, bo na pewno nie teraz. Jego znajomi też się z tego śmiali. Dziewczyny były po prostu zabawne.
    - Co powiesz na Miodowe Królestwo? – Znów skupił swoją uwagę na Lisie, jednocześnie poprawiając szalik wokół szyi, bo poczuł na niej powiew zimnego, nieprzyjemnego wiatru. – W końcu obiecałaś mi ciastka z czekoladą. Nigdy nie mówię „nie” ciastkom z czekoladą.
    Schował dłonie do kieszeni, bo mimo rękawiczek nadal było mu w nie chłodno. Jednocześnie wystawił łokieć w stronę Lisy, zachęcając ją do wzięcia go pod ramię. Przecież mógł być dżentelmenem, nic nie stało na przeszkodzie. No i drugie trzydzieści sześć i sześć obok może sprawić, że zrobi mu się trochę cieplej.
    Gdy dotarli do Miodowego Królestwa, Joshua otworzył drzwi przed Krukonką, aby weszła do środka jako pierwsza. Stęsknił się za tym miejscem. Nie był tutaj już bardzo długi czas, a radość bijąca ze sklepowych półek pozytywnie na niego wpływała. Aż sam uśmiechnął się lekko na widok kolorowych pudełek i ucieszonych twarzy dzieci, które wybierały ulubione smakołyki.
    - Ja stawiam, wybieraj – szepnął prosto do ucha Lisy, nad którym musiał się pochylić, bo jego dwa metry wzrostu nie stawiały go na tym samym poziomie, na którym była jego towarzyszka. Kątem oka zauważył obserwującą ich uważnie grupkę Puchonek i Gryfonek. Chyba zrobiły się czerwone, bynajmniej nie z zimna.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  37. Podejście Claire do jakiejkolwiek nauki było znikome. Dziewczyna nie lubiła się przemęczać i brudzić sobie swoich pięknych, delikatnych, niezhańbionych pracą rączek. To kompletnie przekreślało ją, jeśli chodzi o jakiekolwiek powiązania z rodziną Summersów, bo tam przecież wszyscy byli ambitni i nie spoczęli, póki nie osiągnęli swoich celów. Okej, może i miała olej w głowie, nie była głupia, słuchała na lekcjach, sporo zapamiętywała, czasami notowała, a egzaminy zaliczała na Z, ale co z tego, skoro mogłaby być lepsza. Gdyby tylko zechciała, byłaby cudownym dzieckiem Slytherinu.
    Ale nie chciała. Była na tyle anemicznym i ponurym stworzeniem, że po zajęciach wolała przyjść do dormitorium, skorzystać z tego, że nikogo nie ma i uciąć sobie trzygodzinną drzemkę w czasie przeznaczonym na naukę. Nie było trudno wyręczać się krukonami czy nawet strachliwymi puchonami, którzy zawsze postarali się, żeby chociaż zdała.
    Tutaj też miało tak być. Lisa miała zostać jej osobistym skrzatem. Do czasu. To nie było takie znowu proste. Za każdym razem, kiedy chciała zostawić ją z całą pracą samą i wyjść, czuła na sobie jakiś niewytłumaczalny ciężar, zupełnie jakby ktoś ją obserwował. Podświadomość podpowiadała jej, że jeśli nauczyciel zobaczy, że się nie przykłada, po prostu odeśle ją w diabły i tyle z VII roku, tyle ze skończenia tej szkoły jak najszybciej i pójścia na swoje.
    Więc siedziała. Siedziała i obserwowała tę całą pozytywną otoczkę krukonki, od której miała ochotę się skrzywić, a także słuchała wszystkiego, co ta ma do powiedzenia, jakby to kogokolwiek interesowało.
    - Ta, jak chcesz - mruknęła, przesuwając notatki dziewczyny pod łokieć i opierając się na nich.
    Kolejna wkurzająca rzecz? To już któryś raz z kolei, kiedy z Bassett nie da się normalnie pracować. Z każdej strony powitania, zaczepki, nawoływania... To się chyba nazywa coś jak popularność.
    - W sumie czemu nie, poćwiczyć chyba nie zaszkodzi - dodała, słysząc propozycję dziewczyny i jednocześnie wywróciła oczami, słysząc po raz kolejny jej imię.
    - Uspokoisz tych swoich lowelasów, do jasnej cholery?! - warknęła w końcu. Potrzebowała skupienia, a nie rozpraszaczy z każdej strony. - Lisa, Lisa, Lisa! Słuchać się tego nie da! Albo ty to zrobisz, albo ja, a nie chcemy, żebym była to ja - niemalże krzyknęła i rozejrzała się gwałtownie, ciskając błyskawice z oczu w każdego, na kogo spojrzała. Czy nie można było się już nigdzie w tym zamku ruszyć?

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  38. [Cześć! :)
    Dziękuję za przywitanie i również życzę mnóstwa weny (bo bez weny to ani rusz). :D
    Lisa wydaje się być ciekawą postacią, ze wspaniałą kartą - chciałabym umieć pisać takie karty. :D]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  39. [O jejku, przede wszystkim witam serdecznie na blogu, gdyż najwyraźniej jakimś sposobem mi wcześniej umknęłaś xx Chyba że na nowo publikowałaś kartę, bo postać samą w sobie skądś kojarzę... Bardzo ciekawa i dopracowana ♥ Tylko, tumblr coś ostatnio szaleje i niektóre zdjęcia oraz gify przestają działać :/ U Ciebie nie działa to w karcie i jedno w informacjach dodatkowych xx Poza tym, cała reszta naprawdę ciekawie przedstawiona; nie miała Lisa lekko w dzieciństwie, ale grunt, że odnalazła jako taki spokój i szczęście :/
    A teraz... Onieśmieliłaś mnie swoimi słowami, przyznaję bez bicia. Nie wiedziałam, co by Ci odpisać, by miało to ręce i nogi... Bardzo dziękuję za przemiłe słowa i mogę jedynie się cieszyć, że Eddie, podobnie jak i (chyba) Teddy i Jamie przypadli Ci do gustu xx
    Dziękuję również za pochwalenie córy Eda; myślałam, by wrodziła się w mamę, mając oczy ojca - mam nadzieję, że jakoś mi się to udało :P
    Gdybyś miała ochotę na wątek z którymkolwiek z moich synusiów, serdecznie zapraszam - z pewnością coś wymyślimy :)]

    Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  40. [ No cóż, Ida tak naprawdę jest bardzo specyficzna i nawet jeśli sama treść karty na to nie wskazuje - kryje się w niej dość sporo mroku (na co też właściwie wskazuje właśnie ta graficzna oprawa). ;) Co się tyczy samego języka... Założyłam, że po rosyjsku mówi dlatego, że stamtąd właśnie pochodzą jej rodzice, więc na pewno zadbali o to, by ich córka dobrze się nim posługiwała. Obecnie mieszkają w Danii, a więc ona sama również spędziła tam kilka lat swojego życia, jeszcze przed zapisem do Hogwartu, więc siłą rzeczy ten język również zna. Angielski wiadomo - skoro miała iść do szkoły ulokowanej w wiadomym miejscu, to należało zadbać o to, by nie miała problemów z komunikacją. Co się tyczy polskiego - Ida właśnie tam przyszła a świat i uznała, że wypadałoby umieć chociażby przywitać się w tym języku. ;) Oto cała tajemnica. ]

    Ida

    OdpowiedzUsuń
  41. [W 99% byłam pewna, że ktoś to wychwyci! Tak miało być od samego początku, Audrey jest osóbką, która nie lubi oceniać obcych po zwykłych strzępach informacji, ale jeśli ktoś na pierwszy rzut zalezie jej za skórę, to nie ma przebacz. Callahan jest pełna sprzeczności.
    Dziękuję ślicznie! Mam nadzieję, że uda mi się ją tu jakoś rozbujać :)
    No i oczywiście w razie chęci zapraszam, może uda nam się coś razem skrobnąć :3]

    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  42. [Ojej, dziękuję za tak miłe słowa. C: Julie to moja pierwsza Puchonka, nie spodziewałam się, jak się przyjmie, ale ewidentnie jest całkiem okej. :D Hah, Jenkinsówny dają sobie radę we dwie, ale nie dałyby rady bez masy różnorakich zwierząt, więc... W razie chęci zapraszam do siebie na wątek. c:]

    Julie Jenkins

    OdpowiedzUsuń