6 stycznia 2017

I'm just a human, please don't judge me.

Będąc dzieckiem, śniła o pięknych rzeczach. Nie była zła, nie widać było nawet zalążków tego, że jako nastolatka zacznie się buntować. W dzisiejszych czasach jednak sieczka z mózgu nie jest niczym dziwnym, odmiennym, nie jest rzadka ani w jakiś sposób stygmatyzowana. Każdy musi się wyszumieć, każdy musi mieć swoje pięć minut.
Miła, uczynna i pracowita. Taka była. Rodzice byli zachwyceni, kiedy zaczęła przejawiać talent magiczny. Chwalili się wszystkim znajomym, jak ich cudowna jedynaczka szybko się uczy, jak bardzo ciekawa jest świata, jak okazuje sympatię wszystkim napotkanym osobom. Wspaniali niegdyś Gryfoni wychowywali przecież równie wspaniałą Gryfonkę.
Ale co na to sama Claire? Presja była tak duża... Ale nie na tyle, by Tiara dyskutowała z nią na ten temat. Wystarczyło kilka sekund, które dla dziewczynki ciągnęły się w nieskończoność...
Rodzice przez dwa tygodnie nie widzieli, do jakiego domu trafiło ich oczko w głowie.
Mała, wredna żmija. Po tym, co zaczęło dziać się w jej rodzinnym, dotychczas tak ciepłym domostwie, Claire zaczęła się zmieniać. Nie chodziła już z tatą na długie spacery, mama nie zabierała jej na zakupy i do Miodowego Królestwa, a pokój przez dwa długie miesiące wakacji dla naszej Ślizgonki stał się jej małą świątynią.
Wydziedziczenie, można by rzec. Ale nikt przecież o tym nie wie, bo to wstyd. To ona śmiała się ze wszystkich gryfońskich i puchońskich pokrak, to ona była górą, to ona miała swoją świtę. Nawet nie musiała specjalnie udawać, że jest tą osobą, którą jako dziecko gardziła. Stała się nią, bardzo wyraźną drugą wersją siebie, która sprytem i przebiegłością potrafi wywinąć się z największych nawet kłopotów, która aurą roztaczaną wokół siebie przekonywała wszystkich do swoich racji i manipulowała, jak najlepiej umiała, byleby dostać to, czego pragnie.
Nie ma już małej słodkiej Gryfoneczki. Jest mała, pozornie słodka Ślizgoneczka.

 Claire | Summers

16 lat | 16 luty | VI | Slytherin

Patronus zbyt problematyczny | Bogin zbyt straszny | Różdżka jakaś ją wybrała

Metamorfomag | 148 cm wzrostu | Okulary | Przyjemna rodzinka



[Starzy wyjadacze (onetowscy, ale nie tylko) najpewniej mnie kojarzą. Nie ograniczam się w ilości wątków, ale niech nie będą zbyt długie. Let's play a game :)]

23 komentarze:

  1. [ Starym wyjadaczem nie jestem, a kojarzę ;D Witam ponownie i zapraszam do mnie, jeśli tylko masz ochotę!
    A! I kocham to zdjęcie, pewnie już Ci mówiłam ;p ]

    Olivia | Julia

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam serdecznie na blogu, chyba nie po raz pierwszy, choć pewna nie jestem ;)
    Życzę udanej zabawy oraz wielu ciekawych wątków, mając nadzieję, że tym razem zostaniesz z nami na dobre! :)]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. [Tak, jestem starym wyjadaczem i cię pamiętam! Witam serdecznie na blogu i życzę miłej oraz udanej zabawy! :) Ah, a zdjęcie jest cudowne, uwielbiam je!]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  4. [ A jak ostatnio byłaś na Kronikach to z inną postacią? Bo ja kojarzę zdjęcie, ale może po prostu był ktoś inny, kto je miał...
    A co do wątku, masz może jakiś pomysł?
    Tak czy inaczej zapraszam na gg albo ewentualnie na maila, tam będzie chyba łatwiej coś ustalić ;) ]

    Olivia

    OdpowiedzUsuń
  5. [Pewnie, że wącimy :) Teraz tylko trzeba im wymyślić jakieś powiązanie. Coś czuję, że średnio nasze panny będą się lubić. Możemy uznać, że ojciec Millie i rodzice Claire chodzili razem do szkoły, a po szkole znajomość tę ciągnęli, więc dziewczyny w dzieciństwie mogły się razem bawić. Później Millie poszła do Hogwartu i kontakt się urwał, a kiedy Claire do niej dołączyła i trafiła do Slytherinu, przez co już nie była taka jak kiedyś, mogły zacząć się kłócić :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jako stary onetowski wyjadacz muszę się pochwalić, że też Cię pamiętam, chyba nawet coś tam sobie razem skrobałyśmy :)
    Życzę dobrej zabawy na blogu i w razie chęci zapraszam do Josha.]

    Joshua Yaxley

    OdpowiedzUsuń
  7. [Chodź do mnie, kochajmy się i piszmy wątki <3]

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  8. [Soooł, myślałam sobie, że może Claire w przeszłości się z Roxanne wyśmiewała, bo to Gryfonka, w dodatku zawsze roześmiana i pełna energii, co wiele osób denerwowało. Teraz Roxanne zaczęła się zmieniać i może byśmy zahaczyły o taką dość toksyczną relację, w której dwie skrzywdzone nastolatki nakręcają się nawzajem i niszczą wszystko dookoła, jednocześnie pakując się w coraz większe kłopoty i bałagan emocjonalny? :')))]

    Roxanne

    PS Wybacz, lubię dramy

    OdpowiedzUsuń
  9. [Owszem, ale jeszcze o tym nie wie i raczej długo się do tego nie przyzna :p]

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  10. [No z Roxanne to raczej by to tak szybko nie wyszło, bo ona nawet jak zacznie zauważać, że ma jakiś dziwny pociąg do dziewczyn, to na wszystkie sposoby będzie się starała temu zaprzeczyć xD Aczkolwiek nie wiem, może Claire coś tam może wyniuchać i denerwować ją komentarzami o homo itp. A co z tego wyniknie potem, to kto wie :p]

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jestem i ja! W zasadzie to rzeczywiście trochę są, ale Claire wydaje się słodsza ;-; I ma cudowne piegi, ehh. Masz może jakiś pomysł, bo jako przyjaciółki to sobie ich niestety nie wyobrażam, chociaż Lisa lubi wszystkich, zatem możesz zdecydować jak ich połączymy. Ach i bardzo fajna karta! Dobrej zabawy i dużo weny!]

    Lisa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A mam coś teraz. Zacznę tak od środka, jak zwykle. Myślałam o czymś takim, że skoro Claire lubi krzyczeć i jest podobna do Liski, to niech się wyżywa na wszystkich osobnikach, którzy będą zagadywali, chcieli coś od Lisy (myślę, że w ciągu godziny to minimum jedna) w czasie, kiedy one będą pracować nad wspólnym projektem z np. eliksirów. Claire będzie mogła też się trochę z samej Liski podśmiewać (Ślizgoni chyba czasami tak muszą) coś w stylu, czemu nie trafiła mi się prawdziwa Krukonka, czy coś. I z całego tego zamieszania w końcu moja czy Twoja panna (do ustalenia) myli składniki i eliksir ląduje na drugiej z dziewczyn. Tu możemy zacząć jakąś małą wojnę, ewentualnie Claire będzie miała się na kim prawdziwie wyżywaćXDD Bożeno jakie to proste, a myślałam, ze jednak coś fajniejszego tworzyłam. Ewentualnie możemy to jeszcze ubarwić, dodać jakieś wcześniejsze wydarzenia itp. Jest też opcja, że myślimy dalej! :D]

      Usuń
    2. [Byłoby mi bardzooo miło gdybyś zaczęła, jak coś to mi się nie śpieszy. Jednakże jeśli naprawdę nie możesz, to nie bój żaby, mogę i ja!
      Poza tym - eklerka, jakie to jest niesamowicie słodkie, aaaa!]

      Usuń
  12. [Miałam taką niepozorną Puchoneczkę, raczej nie rzucała się w oczy i była tworem bardzo średniej jakości, gdyż dopiero potem odkryłam, że lepiej prowadzi mi się panów niż kobietki. Keira Fresh się nazywała.
    A co do naszych postaci, to hmm... Joshua też za młodego gardził wszystkim, co nie było ślizgońskie i czyste, więc myślę, że mogliby razem górować nad innymi przez dobre 5 lat. Ostatnio jednak Josh przeszedł wewnętrzne oczyszczenie i stwierdził, że to jednak nie jest w porządku, co poskutkowało rodzinnym dramatem etc. etc. I to może też się odbić na relacji z Claire - ona się na niego wścieka, a on przeżywa kryzys egzystencjalny.]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  13. [Skądś kojarzę to zdjęcie i metamorfomaga, patrzę na dopisek autorski i... Siemanko ponownie! Claire mogłaby podać sobie rękę z moją Tori, po której również rodzina spodziewała się zasilenia grona Gryfonów, a tutaj dzwon w postaci bycia Ślizgonką. Weasley w Slytherinie jest tak poruszającym wydarzeniem, że rodzina pewnie debatowała o tym przy każdej możliwej okazji, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, prawda? Ślizgoni są spoko, nawet w Hogwarcie potrzebne są osoby umiejące pociągać za sznurki i zabijać sprytem Krukonów :D Bawcie się rewelacyjnie <3]

    TORI WEASLEY & TESSA IVES

    OdpowiedzUsuń
  14. [Hmm, a może tak spędzały wspólnie któryś dzień świąt? Dziadkowie Millie ze strony ojca mogli zorganizować w swoim dużym domu świąteczną kolację, na którą Claire i jej rodzice byliby zaproszeni. No i dziewczyny zostałyby wplątane w pomaganie przy kolacji, przykładowo musiałyby zająć się udekorowaniem salonu i nakryciem stołu.]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  15. [Umiejscowienie, hmm... Może Joshua pomagałby dzieciakom (z przeróżnych domów) w zaklęciach czy innym przedmiocie w Wielkiej Sali, a Claire by to zauważyła i wzięła sprawy w swoje ręce? Coś takiego?]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  16. Lisa uwielbiała poranki. Budzący się do życia świat, leniwie wschodzące słońce oraz zapach świeżego pieczywa, powodowały u niej radość, dawały chęci do życia oraz mnóstwo energii na pozostałe godziny. Dlatego krukonka dzień witała już bardzo wcześnie, najczęściej na marmurowym parapecie okna, które znajdował się tuż przy jej łóżku i z pragnącym pieszczot kotem na kolanach. Pozostałe kilkanaście minut, kiedy jej współlokatorki jeszcze spały, zwykle przeznaczała na wykonanie porannej gimnastyki rozluźniającej, która — jak zdążyła już dawno się przekonać — dawała jej więcej witalizmu niż filiżanka mocnej kawy oraz powoli sprawiała, że coraz szybciej i zwinniej uciekała przed niebezpieczeństwem. Później dormitorium dziewcząt wypełniał chaos, w którym Lisa nauczyła się odnajdywać, nawet jeśli nie do końca rozumiała troskę niektórych koleżanek o oszałamiający, a zarazem delikatny makijaż i idealny dobór dodatków, które rozbudzić miały nudny mundurek szkolny.
    Do Wielkiej Sali dotarła w cudownym nastroju i z przekonaniem, że wspólna praca z Claire, będzie bardzo przyjemna i bezproblemowa. W zasadzie nie miała pojęcia, czemu wtedy tak przeczuwała, znała przecież sympatyczne charaktery ślizgonów i nastawienie swojej towarzyszki do projektu, a i jej samej. Wychowankowie domu Salazara Slytherina w większości przypadków bardzo ją bawili. Ta złudna — wrodzona chyba — wyższość i złośliwe dogryzki, którymi obdarzali niekiedy całkiem obojętne im osoby. Wydawali się przytłoczeni opiniami domu, do którego zostali przydzieleni oraz odpowiedzialnością, jaka została im powierzona. Nie miała się przecież czemu dziwić, węże z natury kąsają.
    — Cześć Claire, piękny mamy dziś dzień nie sądzisz?— uśmiechnęła się, słysząc obojętne słowa Ślizgonki. Panna Summers jakby trochę ją speszyła, choć wyglądała tak niewinnie i Lisa byłaby w stanie godzinami komplementować odcień jej włosów czy urocze piegi na twarzy.
    — Och staram się, to naprawdę ważny projekt — szepnęła, spoglądając przyjaźnie na swoją towarzyszkę — Opracowałam technikę ważenia eliksiru, wydaje się dość prosty. Mamy także już prawie wszystkie składniki, zapas pancerzy chropniaka miał być uzupełniony dzisiaj. Wiesz, ostatnio miewam bardzo nudne wieczory, dlatego wzięłam to na siebie — mówiła, wyciągając z torby notatki oraz torbę z potrzebnymi ziołami i innymi substancjami.
    — Możesz sobie to przejrzeć w razie ewentualnych zastrzeżeń mów śmiało. — Podała dziewczynie zapiski, jednocześnie słysząc gdzieś w dali swoje imię. Zapewne jej się przesłyszało, a przynajmniej taką miała nadzieję. — Myślę, że skoro teorie mamy mniej więcej opanowaną, to możemy już teraz przejść do klasy eliksirów i tam zacząć próbować coś robić jeszcze przed lekcją. Nie będziemy same, Diana i Misty siedzą tam już od siódmej i na pewno nie tylko one — upiła łyk soku pomarańczowego, stwierdzając, że chyba jednak nie głupieje i ktoś rzeczywiście ją woła.

    [Było super, bez stresu! Widzisz jak ja piszę, więc w tym wypadku możesz zachować totalny spokój i dać ponieść się fantazji :D]

    Lisa

    OdpowiedzUsuń
  17. [Pewnie, na wątek jestem jak najbardziej chętna, masz jednak jakiekolwiek pomysły? Szczerze przyznam, że mnie za bardzo nic do głowy nie wpada, na chwilę obecną :/ Claire jest jednak parę lat młodsza od Jamesa i jest w Slytherinie, więc nie wiem, jakie mogliby mieć relacje w szkole ;)]

    Jamie Potter

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Ja jeszcze nie mam sentymentu, jedynie obawy co do niego. :D I jasne, nie mam nic przeciwko wątkowi. Jak chcesz, to może jej nawet wlepić szlabanik ;v ]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  19. Tegoroczne święta miała spędzić wraz z rodzicami u dziadków ze strony ojca, którzy postanowili zorganizować nieco huczniejszą kolację niż zazwyczaj. Zostały więc zaproszone rodziny, z którymi Walkerowie się przyjaźnili, a trzeba było przyznać, że było ich sporo. Oznaczało to jedno – będzie głośno i wesoło. Jej jakoś to szczególnie nie przeszkadzało, nie miała nic do tłumów ludzi, w zasadzie to lubiła towarzystwo innych, toteż nie narzekała aż tak bardzo, w przeciwieństwie do kilku jej kuzynów, którzy byli w podobnym do niej wieku. Niestety, nie było zmiłuj i każdy musiał jakoś pomóc w przygotowaniach, nawet rodziny, które przychodziły w gości zadeklarowały, że coś zrobią lub przygotują na świąteczną kolacją. Millie zaś pół dnia spędziła wraz z matką i babką w kuchni, gdzie piekły ciasta i ciasteczka. Dopiero po południu mogła na chwilę się wyrwać, aby wziąć szybki prysznic i przebrać się w przygotowaną dzień wcześniej sukienkę. Na nogi zaś naciągnęła rajstopy, na stopy wsunęła balerinki, a włosy związała w wysoki kucyk. Na makijaż jednak machnęła ręką, gdyż nie było na to czasu, a i nie lubiła nosić tony tapety na twarzy. Już i tak obiecała matce, że da się jej pomalować na imprezę noworoczną, na którą miała iść do Campbellów jako towarzyszka Patricka.
    Kiedy była już gotowa, z powrotem zeszła do kuchni, gdzie kręciło się jeszcze więcej osób niż godzinę temu. Oczywiście, były to same kobiety, gdyż mężczyźni najprawdopodobniej gdzieś się schowali, nie chcąc brać udział w przygotowaniach. Przynajmniej była pewna, że tak zrobił jej ojciec wraz z dziadkiem, którzy zawsze gdzieś znikali na te kilka godzin i pojawiali się dopiero na kolacji. Nie dziwiła im się, sama chętnie zajęłaby się czymś innym, ale wiedziała, że matka nigdy by jej na to nie pozwoliła. Robiła więc to, co jej kazano, a że w kuchni roboty ani miejsca już dla niej nie było, została oddelegowana do salonu, gdzie miała pomóc w ubieraniu choinki. Westchnęła cicho, po czym ruszyła bez entuzjazmu we wskazanym kierunku, kątem oka rejestrując, że jej ojciec i dziadek zamknęli się w gabinecie, zapewne chcąc napić się trochę whisky przed kolacją.
    Wchodząc do salonu, niespodziewanie została zaatakowana przez lampki choinkowe, które odbiły się od jej nóg i wylądowały na podłodze. Zdziwiona zatrzymała się w pół kroku, wbijając wzrok w siedzącą przy choince dziewczynę, którą doskonale znała. Kiedyś, gdy były jeszcze dziećmi, wspólnie się bawiły, teraz jednak każda poszła w swoją stronę i częściej się kłóciły, niż rozmawiały. Miała nadzieję, że chociaż podczas świąt uda im się utrzymać przyjazną atmosferę, gdyż wiedziała, że matka i babka nie byłyby zadowolone, gdyby Millie wdała się w kłótnie z Claire. Westchnęła cicho, wchodząc głębiej do salonu, po czym podeszła do stojących pod ścianą pudełek z bombkami.
    — Nic się nie stało — odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie i zaczęła grzebać wśród ozdób, aby zorientować się co się tam dokładnie znajduje. — Pomóc ci z lampkami? — spytała po chwili, zerkając kątem oka na blondynkę, która siłowała się ze światełkami. Dziadek. Który zazwyczaj rozbierał choinkę, nigdy nie potrafił zwinąć lampek tak, aby się później nie splątały, za co każdego roku dostawał burę od babki.

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  20. Życie Josha wywróciło się do góry nogami i każdy, kto go znał, mógł przeżyć niemały szok, gdy młody Yaxley wrócił do Hogwartu po świętach. Pewne dramaty rodzinne potrafiły odciskać trwałe piętno na psychice człowieka, potrafiły ją zmienić i przedstawić wszystko w zupełnie odwrotnych barwach niż dotychczas. Joshua przeżył taką zmianę i mimo, że gdzieś w środeczku był martwy, to nie mógł powiedzieć, iż pod względem charakteru czuje się gorzej. Postanowienie niesienia pomocy młodszym i mniej ogarniętym dzieciakom wcale nie było takie złe. Nawet Puchoni nie działali mu tak na nerwy, ba – okazali się całkiem przyjaznymi ludźmi. Krukoni nie wydawali się tacy głupio-mądrzy, a Gryfoni… Cóż, Gryfoni pozostali Gryfonami i Josh nadal ich nie lubił.
    Gdzieś w głębi nadal pozostał w nim ten stary Josh – opryskliwy, arogancki i łatwo irytujący się. Te cechy wciąż przejawiały się w jego zachowaniu – po prostu nagle nauczył się je maskować. Straszenie dzieciaków Śmierciożercami czy Mrocznym Znakiem już tak bardzo go nie śmieszyło.
    Większość osób nie miało problemu ze zmianą Josha. Oczywiście, martwili się, bo chłopak wyraźnie schudł i ogólnie wyglądał na zmęczonego, lecz nie zadawali zbyt wielu pytań i to mu odpowiadało. Nie czułby się komfortowo, gdyby musiał odpowiadać wszystkim, dlaczego wygląda i zachowuje się tak a nie inaczej. To nie była ich sprawa.
    Niektórzy jednak mieli z tym problem. I taką osobą była Claire. Joshua ją znał, szanował i lubił – niczym mu nie podpadła, swego czasu naprawdę dobrze się dogadywali. Właśnie, swego czasu. Po zmianie Josha ich relacja po prostu rozpłynęła się w powietrzu. To było do przewidzenia, oczywiście, że było. Tylko, że Joshua nie był człowiekiem, który biegał za ludźmi i błagał o wybaczenie, bo najzwyczajniej w świecie mu na tym nie zależało.
    Dlatego gdy Claire wręcz wtargnęła do Wielkiej Sali i jej głos dotarł do uszu Yaxleya, ten westchnął ciężko i oparł głowę na ręce. Dzieciaki, którym pomagał w transmutacji spojrzały na niego niepewnie. To oczywiste, że były zestresowane – to tylko dzieci narażone na nieprzyjemne zachowanie starszej Ślizgonki.
    - Nie zwracajcie uwagi i ćwiczcie dalej, ja to załatwię – mruknął do dzieciaków, które zabrały się do dalszego ćwiczenia zaklęć. Josh natomiast wstał z ławki i skrzyżował ręce na torsie. – Claire, witaj. Nie rób szopki na całą Salę, co ty na to? – Uniósł brew i przekrzywił nieco głowę, jednocześnie ją schylając, ponieważ była pomiędzy nimi bardzo duża, wręcz komiczna różnica wzrostu.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  21. [Cieszę się, również mam do nich swego rodzaju sentyment, choć nigdy nie sądziłam, że wezmę się za prowadzenie któregoś z Potterów, nieważne, w którym pokoleniu ;)
    Relacja kto się czubi, ten się lubi, jak najbardziej mi odpowiada, masz aczkolwiek jakiś konkretniejszy pomysł? Jak się poznali, jak to dokładniej wyglądało? No i, co planujemy obecnie :D]

    Jamie Potter

    OdpowiedzUsuń