2 stycznia 2017

storm in the quiet

Millie Walker
VII klasa — 13 V 2006, Londyn — Ravenclaw — prefekt naczelna — klub eliksirów
WIĘCEJ ———————— POWIĄZANIA

        Oszczędność w uczuciach odziedziczyła po matce, tak samo jak urodę, którą wyróżnia się wśród większości rówieśniczek. Po ojcu dostała zaś dryg do eliksirów oraz umiejętność dostrzegania pozytywów we wszystkim i u wszystkich. Mimo to, dość nieufna z niej osoba, przede wszystkim wobec ludzi i ich zamiarów względem niej. Na co dzień niezwykle opanowana, w chwilach silnego wzburzenia potrafi być jednak boleśnie szczera i choćby chciała ugryź się wtedy w język, nie potrafi. Wbrew pozorom jest strachliwą dziewczyną, która boi się i obawia wielu rzeczy, jednak skrzętnie to ukrywa. Myśli trzeźwo, twardo stąpa po ziemi i łatwo się nie poddaje. Uwielbia też porządek, który zawsze za sobą zostawia, tak samo jak delikatny zapach drzewa sandałowego. Zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu, aczkolwiek wcale nie jest tak łatwo się do niej zbliżyć, przez co ma tylko garstkę dobrych znajomych i to z nimi przede wszystkim spędza swój wolny czas. Kiedy zaś się z nimi nie widzi, najczęściej przesiaduje w Pokoju Wspólnym, a gdy jest ładna pogoda – na błoniach. Czasami też odwiedzi Hogsmeade, posiedzi na jednym z parapetów na siódmym piętrze i wpadnie do biblioteki. Z nosem w książkach jednak nie siedzi, jak mogłoby się wydawać, zamiast tego woli pochylać się nad kociołkiem i wdychać opary aktualnie gotowanego eliksiru, popijając przy tym miętę ze swojego termicznego kubka w małe sówki, który kupiła w mugolskim sklepie.

--------------------------------------------------------------------------
Cześć! Random na zdjęciu, w tytule Ruelle i moja radosna twórczość. Zapraszamy z Millie do wątków! Tak naprawdę urocze z niej dziewczę, chyba. Wątki średnie, powiązania najróżniejsze.

83 komentarze:

  1. [Hej! Życzę niekończących się pokładów weny, dobrej zabawy oraz lawiny wątków. Zostań z nami jak najdłużej! :) Urocza Panienka :3]

    Mathias Rathmann/Adam Lebiediew

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Cześć! Przepiękne zdjęcie :) Życzę Ci wielu wspaniałych wątków i czasu na odpisy, powodzenia! ]

    Julia | Olivia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam serdecznie na blogu :)
    Bardzo fajna ta twoja Millie i o ślicznym imieniu, co zawsze dodaje uroku ;)
    Życzę Ci wielu ciekawych wątków twoją młodą Krukonką oraz udanej zabawy w naszym gronie! :] W razie chęci, zapraszam do siebie ;)]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Nie wiem, czy dziewczyna ze zdjęcia (swoją drogą – bardzo ładne!) rzeczywiście jest urody przeciętnej, tak jak to napisałaś w karcie. W każdym razie, Millie wydaje się stonowana, w zasadzie to bardzo odświeżające w korowodzie tych wszystkich kolorowych ptaszysk. Ślicznie!
    Cześć! ]

    Morgan Demerritt

    OdpowiedzUsuń
  5. [Baw się dobrze na blogu!]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Przeciętna to zbyt leniwy sposób na opisanie Millie. Sądzę, że jest w stanie wiele zaoferować światu. I ludziom. A to najważniejsze.
    Witam na pokładzie, panią prefekt. Nareszcie koniec z samotnymi patrolami!]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  7. [Millie wydaje się bardzo sympatyczna i na pewno nie jest przeciętna, na pewno nie. Życzę miłej zabawy na blogu i w razie chęci zapraszam do Josha :) ]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ha ha, dobrze wiedzieć, że mają między sobą taką jakże zasadniczą różnicę xD
    Mogą się spotkać w Hogsmeade, pewnie, ale czy Millie, jako uczennica, miałaby wstęp do tej konkretnej gospody? Szczerze powiem, że się nie orientuję, choć skoro jest pełnoletnia, pewnie można na to oko przymknąć xD
    Chcesz opracować jeszcze jakieś szczegóły?]

    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  9. [Pytanie brzmi, czy Millie dosięgnie, aby Joshowi tego papierosa z ust wyjąć :D Ale ogólny zarys mi się podoba. Czy to ich przekomarzanie się ma podłoże przyjacielskie, czy raczej bardziej coś w stylu "cholera, to znowu on/ona, czymże zawiniłem/am?"?]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  10. [Do Trzech Mioteł z pewnością mieli wstęp, gospody jednak szczerze nie jestem pewna xD Ale fakt, możemy nieco przymknąć na to oko; na pewno niejeden tam wszedł, będąc jeszcze uczniem :P
    Oczywiście; w razie jakichkolwiek pytań lub pomysłów, wbijaj śmiało na maila/gg ;)
    Mogę prosić grzecznie o rozpoczęcie...? xx]

    Jamie Potter

    OdpowiedzUsuń
  11. [Joshua jest kaleką w eliksirach, a Millie ma to w małym palcu, więc może pójdziemy w tę stronę - przymusowe korki, na które Josh nie ma ochoty, ale nie chce znów dostać szlabanu za niesubordynację, więc się zgodził. Postaram się jeszcze dzisiaj coś napisać, a jak mi się nie uda, to jutro c:]

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  12. [Dzień dobry! Ależ cudowna pani prefekt, mam nadzieję, że jest niezwykle surowa, bo takie — mówiąc szczerze — są najlepsze, a nie jakieś rozwleczone kluchy, co dadzą się przekupić za ciastka, chociaż ich też przecież lubimy! Przyjemna panienka i jest prześliczna, nawet jeśli to niesamowite zdjęcie niewiele pokazuje. Wspomnę jeszcze, że Millie posiada cudownego kociaka, ach. Dużo weny, samych ciekawych wątków oraz powiązań i oczywiście, baw się dobrze!]

    Lisa Bassett

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jestem ogromną fanką ślicznych zdjęć w karcie i cudownych kotełków (prawdopodobnie dlatego czuję się tak dobrze na Hogwartach – jest ich tutaj mnóstwo! :D), dlatego przychodzę bardzo serdecznie powitać Millie na blogu, życząc przy okazji dobrej zabawy oraz niewielu (chyba że woli inaczej!) problemów do rozwiązania w roli prefekta. Kartę bowiem czyta się bardzo przyjemnie i szybko, a kiedy zobaczyłam dodatkowo Twój nick (kocham piosenkę o tym tytule...) kompletnie już przepadłam. Cześć więc i powodzenia z postacią!]

    Connor Greyback

    OdpowiedzUsuń
  14. [Od razu zobaczyłam sporo powiązań (amortencja dla niej pachnie drzewem sandałowym - jego różdżka jest z niego zrobiona; lęk wysokości; zamiłowanie do eliksirów + klub; półkrwi; dom), a poza tym Millie od razu mnie zauroczyła (szczególnie patronus. Riverowi też miałam dać kolibra, ale jednak strzelił mnie królik :D), więc nie odmówię. I wyjątkowo chętnie napisałabym zwyczajny wątek i relację opierającą się na niezbyt głębokiej, wzajemnej - zwyczajnej - sympatii. Pasowałoby Ci to?]

    River

    OdpowiedzUsuń
  15. [Też miałam pisać o tej ich przeciętności. :D
    River jest śpiochem, więc takie nocne spotkania raczej nie są dla niego, chociaż niby czasem na pewno się zdarzają. Ale, hm, co Ty na to, żeby spotkali się w Hogsmeade - ona kupowałaby jakieś lekarstwo dla swojego kota, a on dla sowy? I później poszłoby naturalnie dalej.]

    River

    OdpowiedzUsuń
  16. [Jeśli tylko Ci to nie przeszkadza, zacznij, proszę. <3]

    River

    OdpowiedzUsuń
  17. Joshua Yaxley nie potrzebował pomocy. W niczym. Nigdy. Od nikogo. Nie miał zamiaru wysłuchiwać kazań i jakichkolwiek tłumaczeń, ponieważ koniec końców i tak zrobi wszystko po swojemu. Ostatnie wydarzenia w jego życiu mogły kwalifikować go jako osobę, która tej pomocy jednak potrzebuje, bo sam zatracał się we własnych myślach, niezaliczających się do tych najprzyjemniejszych. Z każdym kolejnym dniem spadał w coraz to głębszą przepaść. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i chwycić kogokolwiek, kto pomógłby mu postawić stopy na twardym gruncie. Problemem był brak pomocnej dłoni i jakiejkolwiek chęci Josha do wyjścia z tego stanu. Chyba stracił nadzieję, że cokolwiek zdoła mu pomóc.
    Mało pozytywnie szły mu również eliksiry. Pluł sobie w brodę, że postanowił kontynuować ten przedmiot w szóstej klasie, bo miał do niego dwie lewe ręce. Podczas gdy pisanie referatów szło mu dobrze, bo co jest trudnego w przepisywaniu czegoś z podręcznika, to praca czy kociołku przyprawiała go o bóle głowy. Nie miał tej precyzji w dodawaniu składników, nie umiał odmierzać niczego na oko, po prostu to nie było dla niego. O wiele lepiej szło mu machanie różdżką niż mieszanie w kociołku.
    Gdy na ostatnich zajęciach sprawił, że jego kociołek zapłonął i przy okazji spalił wszystkie składniki znajdujące się nieopodal, profesor postanowił wysłać Josha na „przymusowe korepetycje”. Ślizgon oczywiście nie chciał się na to zgodzić, jako że jego duma poważnie by na tym ucierpiała, a i on sam woli marnować czas na czytanie ciekawych książek niż siedzenie z jakimś eliksirowym kujonem w jednej sali. Z przewróceniem oczu ostatecznie zgodził się na te korepetycje, ponieważ profesor zagroził mu ujemnymi punktami i dywanikiem u dyrektora za niesubordynację. Joshua był już o wiele za często w owalnym gabinecie, więc postanowił po prostu to przeżyć i wrócić z powrotem do lochów.
    Spochmurniały poszedł do jednej z sal, gdzie miał czekać na niego jego korepetytor. Nie miał pojęcia, kto nim jest, ale ktokolwiek mu się przytrafi, będzie miał ciężki orzech do zgryzienia. Gwałtownie otworzył drzwi i westchnął ciężko, gdy zobaczył, kto siedzi przy stole.
    - To chyba jakieś jaja – mruknął, trzaskając drzwiami.
    W Hogwarcie było tylu uczniów, a on musiał trafić akurat na Millie Walker.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  18. [Zdjęcie jest przecudowne, a sama postać Millie... Cud miód i malina. Avalon skrycie czai się w przyszłości na jej stanowisko, więc pewnie ją w pewien sposób podziwia. No, w każdym razie cześć, baw się z nami długo i dobrze! :) A oczywiście w razie chęci zapraszam! :)]

    Artair, Avalon, Hyun i Vinay

    OdpowiedzUsuń
  19. Wieść o noworocznym przyjęciu u Evy Campbell rozniosła się dość szybko w środowisku naukowym. Mogłoby się wydawać, że jajogłowi nie umieli się bawić a ich jedyną rozrywką było bieganie za rozwydrzonymi niuchaczami. Prawda była taka, że...
    Jajogłowi nie umieli się bawić.
    Harvey żadnej „imprezy” organizowanej przez matkę – ojciec nigdy nie zadawał sobie trudu, aby zaprosić kogokolwiek – nie wspominał zbyt dobrze. Naukowcy upijali się bardzo szybko, zupełnie jak skrzaty po kilku łykach kremowego piwa, po czym zaczynali rozrabiać; Campbell nigdy nie widział tak widowiskowych godów, jak pomiędzy tymi niepozornymi, na co dzień zapewne zakompleksionymi ludźmi. Ale były też plusy – rodzice tylko na początku truli mu o tym, jak wspaniałe jest życie naukowca, a jako gracz quidditcha skończy co najwyżej połamany w Świętym Mungu. Później mógł wrócić do pokoju z michą tego, co jego zdaniem było najlepsze do jedzenia, i nie musiał znosić tej elokwentnej hołoty.
    W tym roku planował uciec jeszcze szybciej niż dotychczas. Powód jak zwykle był ten sam – Patrick Campbell. Harvey nie miał pojęcia, dlaczego nagle ojciec zamierza świętować nowy rok ze swoim bratem, szczerze mówiąc mało go to obchodziło. Gotował się na samą myśl, że znów będzie musiał znosić swojego kuzyna, zupełnie jakby za rzadko wpadali na siebie w szkole. Ten chłopak sprawiał, że miał ochotę chwycić pałkę i zdzielić go przez łeb. Nie raz, nie dwa, ale póki głupi uśmieszek nie zniknie z jego jeszcze głupszego łba.
    Gdy w dzień imprezy Harvey był w swoim pokoju, dopinając ostatnie guziki szaty wyjściowej, przyszła matka i oznajmiła, że ma być uprzejmy wobec Patricka oraz jego nowej dziewczyny. Harvs zdumiał się nieco, gdyż w Hogwarcie ani razu nie widział, aby kuzyn rozmawiał z jakąś uczennicą więcej niż przewidywały normy, ba, nawet w Hogsmeade widywał go jedynie w towarzystwie jego durnych, pompatycznych koleżków. Nie wdając się z matką w niepotrzebne dyskusje, zgodził się, chociaż wcale nie zamierzał zgrywać najlepszego brata. Miał gdzieś, czy Patrick przyjdzie z dziewczyną ze szkoły, z wioski czy z Królową, pewnie była tak samo beznadziejna jak on. Która inna by na niego poleciała?
    Ano.
    W trakcie popijania pierwszego kieliszka wina ojciec zawołał go do holu, aby przywitał się z rodziną, zrobił to niechętnie i wyjątkowo mozolnie. Kiedy uścisnął dłoń wujowi, ucałował powietrze obok policzka ciotki i zrobił krok w stronę Patricka, by zmiażdżyć mu rękę, uwagę Harveya przykuł wyraz twarzy kuzyna. Zawsze uśmiechał się w ten sposób, gdy planował coś, co zapewni mu minimalną przewagę chociaż przez kilka dni. Kątem oka dostrzegł dziewczęcą sylwetkę, ale stała ona tyłem i męczyła się z szalikiem, jednak postanowił nie zaprzątać sobie głowy jakąś nadętą pannicą.
    – Cześć, Harvs. Fajnie spotkać się poza szkołą, co? – zagaił fałszywie beztroskim tonem, szczerząc zęby. – Tym razem spędzimy trochę czasu we trójkę. Znasz już Millie, prawda?
    Harvey poczuł się tak, jakby ktoś kopnął go w żołądek, uderzył w twarz i jeszcze doprawił Cruciatusem, kiedy zobaczył, że tą nadętą pannicą była Walker.
    Jego Millie.

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  20. Najwyraźniej Millie cieszyła się w takim stopniu jak on. Po prostu skakała z radości. Joshua ostatnio postanowił zmienić swoje nastawienie do ludzi, jako że życie (i ojciec) kopnęło do w cztery litery i nieźle dało popalić. Mówił sobie, że to koniec z nadmierną irytacją, przesadną dumą i wywracaniem oczami. Nawet postanowił pomagać dzieciakom w zaklęciach i transmutacji, całkiem nieźle mu to szło swoją drogą, więc był na dobrej drodze stania się lepszym człowiekiem. Josh nie uważał, że był zły, lecz praca nad sobą nie hańbiła i nie miał nic do stracenia. Czasem jednak po prostu nie dało się ukryć tych starych cech. Nie potrafił zmyć z twarzy widocznej irytacji i nie mógł rozluźnić szczęki.
    Nie nie lubił Millie – po prostu trochę go irytowała i tyle. Joshua nie lubił niepotrzebnie się denerwować, dlatego też unikał dziewczyny, bo przecież żyłka na czole nie pojawiała się przypadkowo. Wdech, wydech – przecież to tylko głupie eliksiry. Odbębni to i będzie mógł wrócić do dormitorium, zakopać się pod kocem z książką i wypalić paczkę papierosów, denerwując przy tym swoich współlokatorów (niektórzy pewnie chętnie się do niego dołączą).
    Podszedł do stołu, rzucił torbę na podłogę i usiadł przy Krukonce. Podparł się łokciem o stół, a następnie ułożył głowę na ręce i wlepił znudzony wzrok w Millie. Nie robił tego specjalnie – po prostu nie miał ochoty udawać, że chce tu być i że w jakimś stopniu interesuje go mieszanie w kociołku. W ogóle go to nie interesowało.
    - No, to tłumacz – powiedział beznamiętnie, przenosząc wzrok na składniki leżące na stole. Nie miał pojęcia czym są te wszystkie rzeczy, ale wyglądały mało zachęcająco.- Albo po prostu to olejemy i każde z nas pójdzie w swoją stronę.
    Wątpił, że ta propozycja przejdzie, ale warto było spróbować. W końcu Millie była panią prefekt naczelną – Joshua wątpił, że tak łatwo mu ustąpi.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  21. [Oj, nie polecam stanowczo! Tą cechę charakteru Esther ma po mnie. :D Jak i nienawiść do pełnego imienia, biedna ta moja panna. No,w każdym razie dziękuję bardzo i wzajemnie, jako, że postać też nowa! C:]

    Essie Belzungovich

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Nawet sama miałam proponować, nie pamiętam, kiedy ostatni raz pisałam wątek damsko-damski. ;D Chcesz zrobić z naszych postaci przyjaciółki czy proponujesz inny typ relacji? Zauważyłam, że są dość podobne, ale zastanawiam się, czy to oznacza, że wytworzyłaby się między nimi jakaś chemia... Ale to można zawsze odkryć w wątku i najwyżej pozmieniać założenia, gdyby coś nie wyszło. ]

    Morgan Demerritt

    OdpowiedzUsuń
  23. [ OK, to zacznę, mam nadzieję, że nie zejdzie mi się z tym długo, bo różnie u mnie bywa. ]

    OdpowiedzUsuń
  24. Imię, ciemna obramówka wokół oczu i nazwa gatunkowa włochatka sprawiały, że oczywistością wydawało się, że Plama był samicą. Sowa Rivera była jednak samcem, który niewielkie rozmiary i wygląd nadrabiał po równo szybkością w dostarczaniu przesyłek i agresywnością, która to raz na jakiś czas zmuszała Krukona do wizyt w aptekach czarodziejów. Z domu na wsi musiał jeździć aż do Londynu na Pokątną (raz chciał zabrać pupila do mugolskiego weterynarza, ale w ostatniej chwili zatrzymała go matka, przypominając, że w prawdziwym świecie na posiadanie dzikich zwierząt trzeba mieć specjalne pozwolenia i zaświadczenia), co, póki nadal nie mógł się teleportować, nauczyło go doceniać niedalekie położenie Hogsmeade od Hogwartu, nawet podczas gdy na zewnątrz padał śnieg, jezioro było zmrożone, a gdyby jakieś termometry znajdowały się w zamku, wskazywałyby temperaturę daleko poniżej zera.
    W zamku brakowało gazowego ogrzewania, które w domu zapewniało mu stałą temperaturę około dwudziestu jeden stopni, i nawet mimo przesiąknięcia murów magią i stałym paleniem w kominkach przez skrzaty, podczas panujących na zewnątrz mrozów, ciepłolubnemu Riverowi i wewnątrz bywało chłodno. Nawet założenie dwóch swetrów i szczelne owinięcie się szalikiem nie sprawiło więc, że na zewnątrz było inaczej. Nie zahartowały go spotkania klubu Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, odbywające się niezależnie od pory roku na błoniach i w lesie, nie miały mu więc pomóc dodatkowe warstwy ubrań. Jedynym, co skutecznie działało, był szybki krok - w Hogsmeade znalazł się więc nietypowo szybko.
    Prawie zawsze, kiedy trafiał do miasteczka, oprócz miejsca destynacji trafiał też do któregoś z innych sklepów, ze zwyczajnej chęci pooglądania magicznych przedmiotów i przyjrzenia się żyjącym wśród nich na co dzień ludzi. Tym razem jednak skierował się prosto do apteki - nieosłonięte skrawki skóry szczypały go z zimna, i miał bolesną świadomość, że opatrywanie sowy i tak zajmie mu sporo czasu, który powinien poświęcić na kilka zalegających esejów.
    Aptekarz poznał Rivera, gdy ten tylko odsunął z twarzy wełniany szalik, i w ramach powitania spytał się go, czy podać to samo, co zwykle. Wyłożył na ladę wszystko, czego Krukon potrzebował i, wydając mu resztę z zapłaty (jak zwykle trochę więcej niż teoretycznie powinien, zniżka dla stałego klienta), spytał się, czy w zamku zima też daje im w kość, gdy ktoś wszedł do środka. River odwrócił głowę na dźwięk dzwoneczka i uśmiechnął się na widok wchodzącej dziewczyny.
    - Cześć, Millie. Też nie wiedziałem - odparł na powitanie koleżanki z domu. - Plama dziś rano znowu zrobił mi niespodziankę i podziobał się z... jakimś jego naturalnym wrogiem, podejrzewam - wyjaśnił. - Poza tym łapie sowie przeziębienie. Nawet sowy dosięgnęło - skrzywił się, jakby to było wystarczającym komentarzem w ramach jego zdania na temat panującej pogody. Nie spytał się w jakim celu ona przyszła, bo i tak miał się tego zaraz dowiedzieć z jej aptecznych zakupów.

    River

    OdpowiedzUsuń
  25. [Ja Millie bardzo pokochałam i tak się zastanawiam... Roxanne to lesbijka, chociaż ona sama jeszcze o tym nie wie, i może chciałabyś wplątać Millie w jakieś poplątane historie ze szczyptą dramy? Nie mówię, że musi to być od razu romans, bo Twoja Krukonka wcale homo być nie musi, ale to może dzięki niej Weasleyówna dowie się o swoim, w jej mniemaniu, skrzywieniu? <3]

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  26. [Prawdę powiedziawszy to najczęściej proponowane mi powiązanie, ale zazwyczaj staram się od niego uciekać i kombinować coś innego, więc tak naprawdę nie mam tego wiele. Ale tu z racji tego, że Millie jest Prefektem Naczelnym, można by było fajnie to wykorzystać. Millie mogłaby nie mieć pojęcia o powrocie Bellamy'ego, bo ten załóżmy pierwszego dnia zajęty byłby tłumaczeniem się dyrektorowi itp, wieczorem z kolei mógłby się pojawić na korytarzu, w stanie lekko wskazującym na spożycie alkoholu. Zamiast wydać go komukolwiek, zaciągnęłaby go gdzieś i można by urządzić jakąś małą dramę ;)]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  27. Od momentu, w którym Walker się z nim przywitała, zdawały się upłynąć całe godziny. Campbell zupełnie nie wiedział, co ma czuć i myśleć – z jednej strony miał ochotę rzucić się na Patricka i pięścią zetrzeć ten uśmieszek samozadowolenia; z drugiej nie chciał dawać mu satysfakcji, że osiągnął swój cel. Bardzo też zawiódł się na Millie. Jak mogła? Doskonale wiedziała, jakie relacje panują między kuzynami, a teraz jak gdyby nigdy nic przychodzi z Patrickiem na przyjęcie w jego domu? Może po prostu wszystko to, co o niej sądził, było jedynie wyobrażeniem zadurzonego głupca, widzącego w swojej wybrance tylko pozytywy.
    W takim razie na sobie też się zawiódł.
    – Cześć – rzucił krótko, kiedy poczuł dłoń matki zaciskającą się na jego ramieniu, niemy rozkaz zachowywania się jak należy. Wykrzywił usta w coś na kształt uśmiechu, jednak bardziej przypominał on grymas niezadowolenia. Postanowił zachować zimną krew, niech Patrick sobie nie myśli, że tak łatwo wyprowadzi go z równowagi. Albo przynajmniej nie widzi, że mu się udało.
    – Dobrze, przejdźmy może do salonu. – Eva Campbell wskazała dłonią kierunek, obdarzając bacznym spojrzeniem syna, po czym ruszyła za gośćmi. Harvey ani drgnął, rozważając swoje następne kroki tak, aby jak najmniej czasu spędzić w pobliżu Patricka i Millie.
    – Ze wszystkich rzeczy, które zrobiłeś ta najlepiej świadczy o tym, jakim jesteś sukinsynem – zwrócił się do kuzyna, kiedy wszyscy poza nimi opuścili hol. Mówił spokojnie, patrząc mu przy tym prosto w oczy i powstrzymując rozgoryczenie, które cisnęło mu wiele innych słów na usta.
    Patrick parsknął śmiechem.
    – Schlebiasz mi. A nawet nie musiałem się starać – odparł zjadliwie, po czym przygładził włosy i ruszył w stronę salonu. Harvey zrobił to samo, ale po minięciu progu odbił w drugą stronę.
    Jego wolność nie trwała jednak długo.
    – Synu! – Głos ojca potoczył się przez pomieszczenie. – Co ty tam robisz? Chodź tu i usiądź z nami!
    – Wedle rozkazu – burknął pod nosem, wyminął kilku rozmawiających badaczy i zajął miejsce obok taty.
    – Millie, podobno jesteś wybitną uczennicą? – zagaiła Eva, uśmiechając się do dziewczyny promiennie. Chyba tylko Harvey dostrzegł w jej uśmiechu zazdrość, na pewno chciałaby znaleźć mu jeszcze lepszą dziewczynę, aby móc chwalić się przy stole i pokazać matce Patricka, kto tu rządzi.
    Ech, gdyby tylko wiedziała.
    W tym też momencie na pustym dotychczas stole pojawiły się najprzeróżniejsze dania, zupełnie jak w Hogwarcie. Harvey uznał, że najlepiej będzie skupić się na jedzeniu, przetrwać do deseru i porwać ze stołu jakieś łakocie, by zamknąć się z nimi w pokoju.

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  28. Zależało mu, żeby zdać owutemy na dosyć dobrym poziomie, lecz z każdą kolejną lekcją eliksirów jego chęci do nauki gwałtownie malały. Perspektywa zaliczania tego przedmiotu przyprawiała go o mdłości, więc gdzieś z tyłu głowy planował w ogóle nie podejść do egzaminu z eliksirów, lecz koniec końców pewnie i tak pojawi się na zaliczeniu. Dostanie co najwyżej „Nędzny” i tyle go będzie szkoła widziała. Oczywiście na papierku soczyste N nie będzie prezentowało się godnie i na pewno pogryzie się z oczekiwanego B z zaklęć i transmutacji, lecz podejście Josha do tej sprawy raczej pozostanie niezmienne. Nie miał głowy do zapamiętania wszystkich składników, kolejności ich dodawania oraz mieszania w kociołku zgodnie ze wskazówkami zegara (bądź odwrotnie).
    Mimo, że Millie nie należała do grona jego najbliższych znajomych i nie łączyło go z nią nic prócz zirytowanych spojrzeń oraz droczenia się, to trochę jej współczuł. Joshua doskonale wiedział, że bywał irytujący i nieznośny, nawet nie zamierzał się z tym kryć. Współczuł każdemu, kto musiał się z nim użerać dłużej niż pół godziny.
    Spojrzał na książkę, którą zaprezentowała mu Krukonka i zmarszczył nos. Kojarzył coś o eliksirze wywołującym euforię i jak najbardziej zgadzał się z Millie – w tym momencie potrzebował tego wywaru jak nikt inny. Jego chęci do funkcjonowania w społeczeństwie były bliskie zeru.
    - Dobra, wiem, jak wyglądają figi, są fioletowe – westchnął, podnosząc się ze stołu i próbując chociaż trochę współpracować z dziewczyną. Starała się i on to doceniał; odnalazł w sobie resztki dobroci. – W pierwszej klasie to wszystko wyglądało jakoś prościej – mruknął, sunąc wzrokiem po odpowiedniej stronie podręcznika. – Okej, to co najpierw… Sok z cytryny… W porządku, on powinien być żółty, prawda?
    Gdy po dobrej minucie rozglądania się po stole w końcu doszedł do tego, w którym naczyniu znajduje się sok z cytryny, chwycił je i spojrzał na swoje dłonie.
    - Dlatego mi nie idzie – powiedział sceptycznie, obserwując jak jego dłonie lekko drżą; zwykle trzęsły się bardziej, więc dzisiaj i tak nie było tak źle.- Bo ciągle drżą mi dłonie i jestem niedokładny. Beznadziejnie.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dziękuję! Podoba mi się pomysł ze znającymi się mugolskimi rodzicami. Może Millie i Adam mogliby spędzać razem wakacje w Londynie, albo coś w tym stylu? W oderwaniu od świata magicznego]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Lojalnie uprzedzam – Vincent jest trudny. Wierzę jednak, że jakoś temu podołamy!
    Od czego powinnyśmy zacząć? Spokojnego patrolu czy czegoś bardziej skomplikowanego?]

    Vanlaanen

    OdpowiedzUsuń
  31. [Cieszę się, że eklerka komuś zapadła w pamięć :) Wącimy?]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  32. [Jak najbardziej mi pasuje. To teraz jeszcze możesz podrzucić jakąś sytuację, a ja postaram się coś sklecić (chociaż nie będą to jakieś wyżyny pisarstwa). Chyba, że wolisz na odwrót, to daj znać :)]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  33. [Zdaję sobie sprawę, że to co napiszę na pewno nie będzie dla Ciebie zadowalające — wiedz, że jak najbardziej doceniam to, że drugi Autor wysuwa mi propozycje, ale w przypadku Deucenta mam bardzo twardy koncept postaci. Nie robię względem tego wyjątków, bo wszystko musi mi się tutaj zgadzać z głównym zamysłem bohatera. Zauważałam też, że pewne nie są aż tak dobrze widoczne w karcie, ale Faradyne nie jest jednostką podatną na wpływ osób trzecich. Millie mogłaby próbować wywołać u niego jakąś reakcję/zainteresowanie zajęciami czy też pracą domową, aczkolwiek powiem wprost, że bardziej byłoby to męczące dla niej, aniżeli samego Deucenta. Podjęte przez nią działania tego typu miałyby charakter rzucania grochem o ścianę i łączyły się bezpośrednio z brakiem żadnego zadowalającego ją odzewu — Faradyne jest oporny i bardzo obojętny. Koncept mojej postaci bazuje na tym, że znajduje się ona w okresie zaawansowanego buntu, ale jest na tyle niezależna, do tego uparta jak osioł i zdecydowanie niereformowalna, że nie sposób cokolwiek jej narzucić. Deuce w takim układzie reagowałby na nią wówczas niemalże alergicznie, sypałby jej sarkazmem i ciętymi odpowiedziami, dającymi jej do zrozumienia, że wchodzi w grunt, który jej nie dotyczy. Jeśli obrócenie tej relacji Ci nie przeszkadza, to nie widzę problemu, aby taka pozostała. Z kolei sprawa z nauką w jego przypadku wygląda mniej więcej następująco: Faradyne lubi się uczyć, ale uważa to za coś obciachowego, a on sam w ten sposób ze swoim olewatorskim podejściem na tle Krukonów swoich zachowaniem się wyróżnia i jemu o to dokładnie chodzi. Dlatego to, że czasem te eliksiry ratują mu tyłek to bardziej przypadek niż efekt zamierzony. Nawiązując jeszcze do zapachu jego amortencji akurat — pozwól, ze spostuję, bo potwierdzam przepada za tą wonią, to prawda, ale ona się miesza z zapachem, którego jeszcze nie zidentyfikował, który jednak w całości — wymieszany stanowi coś innego. Oczywiście cierpka piaskowa woń tam się przebija, ale nie jest czymś głównym i nie da się tego wykorzystać, bo Deuce akurat jest zajęty, a w innym kierunku amortencji nie da się ciągnąć.]

    Deucent

    OdpowiedzUsuń
  34. [Podoba mi się to, V., potrzebuję kogoś kto by właśnie otoczył go w pewien sposób taka opieką i trochę mu matkował :)]

    Vinay

    OdpowiedzUsuń
  35. [Złamałaś teraz moje serce. Płaczę i rozpaczam. A tak poważnie... Kurde, serio? Nie chciałam z niego zrobić typowego, złego Ślizgona i okazuje się, że poszłam w Puchońską stronę. Płaczę. A tak poważnie, no cóż musisz bliżej poznać Roslina, aby się przekonać, że to taki nie do końca Puchon! No i dziękuję na zwrócenie uwagi na imię, ono zajęło mi najwięcej czasu wraz ze znalezieniem zdjęcia, jeżeli chodzi o tę postać :D]

    Roslin Creswell

    OdpowiedzUsuń
  36. [A co Ty na to, by wszystko ulokować teraz? Tzn w teraźniejszości? Bal z okazji nowego roku, a na drugi dzień popołudniowy kulig? Oboje mogli się zająć dekoracjami i nawet myślę, że mimo tego, że Rathmann jest w Hogwarcie dopiero 5 mieś, to mogłaby walić do niego po imieniu :D Ale ciii...:D]

    Leniwy Mathias

    OdpowiedzUsuń
  37. [Cześć, to piszmy coś w takim razie! :D Tylko może odpuściłabym prefektowanie, bo ten motyw już mi się przewija w wątkach, a zamiast tego możemy postawić na jakąś akcję/przygodę, coś dynamicznego ;]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  38. [Bardzo prosiłabym Ciebie o zaczęcie, gdyż z moimi pokładami weny, z którymi jest marnie, musiałabyś sporo czekać na zaczęcie, których tak naprawdę nienawidze robić XD]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  39. [W samej szkole pewnie nie trzymają już ani trójgłowych psów ani innych niebezpiecznych potworów, więc pewnie nawet jakby schody ich trochę oszukały to skończyłoby się tylko na szukaniu drogi powrotu i małym zagubieniu :x Ale pomyślę w co Hugon mógłby ją wpakować, w razie gdybyś Ty wcześniej na coś wpadła konkretniejszego to dawaj znać :)]

    OdpowiedzUsuń
  40. Joshua był leniwy, jeśli czynność, którą musiał wykonać, w ogóle go nie interesowała. Tak było z eliksirami – nie chciało mu się ich uczyć, bo perspektywa wykuwania na pamięć kolejności składników była po prostu nudna. Oprócz tego po prostu nie miał do tego głowy. Jeśli będzie potrzebował jakiś eliksir, to pójdzie do sklepu i go sobie kupi. Albo poprosi kogoś bardziej zdolnego o uważenie go i sprawa załatwiona. W życiu trzeba było sobie radzić w każdej sytuacji, a gdy posiadało się pieniądze oraz znajomości, było jeszcze łatwiej.
    No i teraz te drżące dłonie. Jego ręce drżały od bardzo długiego czasu; pamiętał, jak w klasie czwartej nagle zaczęły i od tego momentu uspokajały się jedynie podczas snu czy w wyjątkowo relaksujących sytuacjach, których Josh mógł zliczyć na palcach jednej dłoni. Jednak ostatnie pół roku było okropnym okresem czasu – nasilony stres i tiki nerwowe wpływały na Joshuę bardzo negatywnie. Dłonie drżały non stop i paląc papierosa Josh cholernie się irytował, że nie może prosto trafić nim pomiędzy wargi. Irytowało go to, że jego zwykle ładne i lekko pochylone pismo już nie jest tak kaligraficzne i wypracowania nie wyglądają tak schludnie jak zazwyczaj. Do tego dochodził brak precyzji na zajęciach i upuszczanie najlżejszych przedmiotów. Josh podejrzewał, że nasilony stres wywołany przez sytuację w domu rodzinnym nie może być jedynym powodem drżenia rąk i bezsenności, ale wolał trzymać się tej wersji, a nie diagnozować u siebie jakiekolwiek choroby.
    Zdziwił się nieco na reakcję Millie, która się nim zainteresowała, jakby było jej go szkoda i chciała mu pomóc. Oczywiście się przed nią nie otworzy, gdyż nikt nie słyszał jeszcze żadnej historii z jego ust, lecz świadomość, że najmniej spodziewana osoba się tobą interesuje, była dosyć miła i rozgrzewająca.
    - Stres – powiedział po prostu, nie chcąc wyjawiać żadnych sekretów, które nigdy nie powinny dotrzeć do żadnych ciekawskich uszu w Hogwarcie. – Po prostu mam małe problemy, mało śpię, drżą mi ręce z tego powodu, nic wielkiego.
    Doskonale wiedział, że bagatelizował sprawę i powinien coś z tym zrobić, lecz chyba bał się prawdy i nie chciał jej odkrywać.

    Joshua

    OdpowiedzUsuń
  41. [Jeśli pasuje ci coś takiego, to dla mnie super. Mogę zrzucić na ciebie rozpoczęcie? <3]
    Adam Lee

    OdpowiedzUsuń
  42. [Super, czekam niecierpliwie]
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  43. [Niesamowicie urocza, tym kubkiem w sówki to już w ogóle zostałam kupiona! Od samego czytania o Millie robi się spokojniej na sercu, aż chce się wątku. :)]

    Hunter

    OdpowiedzUsuń
  44. [ Czy naprawdę chcesz, żeby Vincent dostał zawału serca? On nawet nie ma za sobą pierwszego pocałunku, więc nie będę mówić o jego reakcji na wspólne kąpiele i inne rzeczy tego typu. :D
    Wymyślanie i ja niekoniecznie się lubimy, także mimo szczerych chęci wysnucia nieprawdopodobnie wspaniałego konceptu, w rzeczywistości mogę jedynie powzdychać jeszcze trochę nad dziurawą kreatywnością.
    Jedyne, na co mnie stać to obchód wzdłuż granicy Zakazanego Lasu, kiedy po raz pierwszy ujawnia się wężoustość Vincenta. Całkiem świeży temat w jego życiu i sądzę, że może być ciekawy.]

    OdpowiedzUsuń
  45. [Wchodzę w to! I nawet zacznę nam, może jeszcze dzisiaj chociaż patrząc na moje rozgarnięcie, nie jestem pewna czy to dobry pomysł :D]

    Roslin

    OdpowiedzUsuń
  46. [Przyjaciółka by mu się przydała, zdecydowanie. Na pewno takie powiązanie dałoby sporo pola do popisu, bo po wakacjach wrócił odmieniony; zapadł w melancholijny nastrój, chodzi przygnębiony, zamyślony. Na dodatek zbywa nauczycieli, nie wiedząc co zamierza robić w przyszłości, po ukończeniu Hogwartu, a przed nim jeszcze niecałe dwa lata nauki, więc mniej, niż więcej.]

    Brutus Todd

    OdpowiedzUsuń
  47. [ Mam nadzieję, że nie ja. :D]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  48. [Cieszę się, że dostarczam ludziom rozrywki. :D Pepe Pan Dziobak zawsze do usług. Millie też jest cudowna! Zawsze rozważam to imię, kiedy tworzę jakąś postać. :D Myślisz, że Millie i Winnie (brzmią jak bohaterki kreskówki) dzielą dormitorium?]

    Winnie Dickson

    OdpowiedzUsuń
  49. [Ponownie cześć i czołem! Jeśli masz ochotę na wątek z Lou, zamiast Bellamy'ego, to zapraszam! :D]

    Louis

    OdpowiedzUsuń
  50. [W sumie - dlaczego nie! Nie wiem jak Millie, ale Winnie nie pozwoliłaby sobie na opuszczenie zajęć, więc pewnie smarkała cały tydzień aż ją na weekend rozłożyło. I od tego można by zacząć - mogły mieć wielkie plany na sobotę, a wstaną obie z gorączką. :D]

    Winnie Dickson

    OdpowiedzUsuń
  51. [ Na pewno nie dałby się tak łatwo wyprzytulać i pogłaskać po główce. Myśli, że ma źle, ale są ludzie, którzy mieli/mają znacznie gorzej. Nie jestem pewna, czy zamiast przytulania, nie należałoby go lepiej kopnąć. :D Przez coś sugerujesz spotykanie się przez jakiś czas? W przypadku Albusa to całkiem prawdopodobne. Kilka randek, nic poważnego. Szybko uciekł, bo uciekać potrafi bardzo dobrze. I faktycznie, zawsze w takich przypadkach może zastanawiać się, co by było, gdyby jednak nie zwiał. :> Jeśli Millie nie będzie na niego zła, to mogą pozostać dobrymi znajomymi. Ale z początku raczej by jej unikał. Z drugiej strony... W złości może mu wlepiać najgorsze patrole, kwestionować jego sumienność itd. Więc jak uważasz za słuszne. ]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  52. [ Tak, stwierdziłam, że Luke na tym głównym zdjęciu bardziej odpowiada wizji Albusa. Poprzedni wizerunek nadawałby się lepiej dla mojej dawnej postaci, którą tutaj prowadziłam przez kilka miesięcy. Może, jeśli kiedyś wróci... Wróci również Felix :< Chociaż, znając mnie, mogę jeszcze z powrotem zmienić. Jestem mocno niezdecydowana, bo w końcu wizerunek jest ważny. Zwłaszcza w przypadku kanonicznych. ;D

    W jakim sensie chciałaby go wykorzystać? Nie mówię, że nie dałby się, ale nie bardzo wiem, jak do tego doprowadzić. Przychodzą mi do głowy banalne rozwiązania, typu przeskoczenie w czasie do dnia Walentynek, bądź przeddzień tego święta, kiedy nagle wszystkim odbija, a nawet ci pozornie obojętni, liczą choćby na sekretną wiadomość od... kogokolwiek. Albus byłby jak George zapraszający Angelinę na bal bożonarodzeniowy, zupełnie bez wyczucia i prosto z mostu. Albo wręcz przeciwnie, nie zrobiłby nic. Właściwie zakładałam, że aktualnie ma jakąś tam ślizgońską/krukońską dziewczynę, wyniosłą i zimną jak lód, której jedynym atutem są kręcone czarne włosy. Ale w sumie mógłby ją zostawić w przeddzień Walentynek, coby była zła i żądna zemsty. Podmienia mu szampon na specyfik farbujący włosy na kolor tęczy albo rzuca na niego jakiś czar, a wtedy zaczyna gadać od rzeczy, spotyka Millie i... tutaj utknęłam, bo mnie fantazja poniosła. :D Nie wiem, czy taki Albus byłby dobrym materiałem do wykorzystania :> Zawsze też istnieje szansa na przygodę w Hogsmeade. Utknięcie na którymś piętrze podczas patrolu. Jestem otwarta na inne propozycje! ]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  53. Święty czas to radosny czas... Tak, jasne. O ile Claire jako małe dziecko uwielbiała święta, jak od czasu pójścia do Hogwartu nieszczególnie. Stosunki między nią a rodzicami były na tyle chłodne, że przestali nawet wręczać sobie prezenty, a kolacja wigilijna stała się przykrym obowiązkiem. Z racji tego, że cała trójka nie umiała znaleźć wspólnego języka, od lat spędzali święta nie w domu, a u kogoś, a po powrocie rozchodzili się do siebie i żyli dalej, wymieniając jedynie uprzejme 'dzień dobry, do widzenia, proszę, dziękuję, przepraszam'. Zupełnie tak, jakby byli sobie obcy, a przecież powinni być sobie najbliżsi...
    Stanąwszy w salonie Walkerów, skrzywiła się lekko, wiedząc, że za chwilę ktoś zagoni ją do pracy - czy to w kuchni, czy przy dekoracjach, a ona naprawdę nie lubiła brudzić sobie swoich niezhańbionych pracą rączek. W dodatku spędzanie czasu w towarzystwie, którego nie lubiła, kiedy mogłaby leżeć pod kołdrą w swoim pokoju i czytać książkę... Magia świąt, moi drodzy.
    Kiedy zostało jej przydzielone zadanie, z ociąganiem usiadła na podłodze i zaczęła rozplątywać lampki choinkowe. Przecież nie można było machnąć różdżką i zrobić tego w sekundę, bo cholerna magia świąt!
    Po dziesięciu minutach męczarni odchyliła głowę, warknęła głośno i odrzuciła lampki w kąt. Usłyszała przy tym stęknięcie, co znaczyło nic innego jak to, że najprawdopodobniej lampki prawie ścięły kogoś z nóg po drodze do kąta. Otworzywszy oczy, obadała kogo i uśmiechnęła się półgębkiem, co w wykonaniu Summers było najszczerszym przepraszającym uśmiechem, na jaki potrafiła się zdobyć.
    - Przepraszam, nie chciałam cię zabić - westchnęła ciężko i jednocześnie podniosła się, by sięgnąć po nieszczęsne poskręcane kabelki. Usiadła z powrotem i pochyliła się nad świecidełkami, robiąc to samo, co chwilę wcześniej, czyli rozplątując je i plącząc od nowa. A należy wspomnieć, że cierpliwość nie była mocną stroną Claire i naprawdę niewiele brakowało, żeby puściła cały ten dom z dymem.

    [Tylko nie bij, rozkręcę się jeszcze ;___;]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  54. [ Sporo osób może uważać go za mściwego, ale taki nie jest. Nie chciałby dokonywać żadnej zemsty na tej biednej (niech już będzie) Krukonce z siódmego roku. Może wlepi jej później jakiś szlabanik. :D W każdym razie, jestem ciekawa tego planu Millie i jak ona to zrobi. Powinno być ciekawie! Wszystko wyjdzie w praniu najprawdopodobniej. Jeśli wygada się o tym chłopaku, w którym jest zakochana, może nawet obudzi (choć na chwilę) ducha rywalizacji w Albusie. Nie przez wzgląd na głębsze uczucia, tak po prostu, bo przecież Potter najlepszy. :> Ale nie wiem. Zobaczymy! ]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  55. [Kłótnie w żadnym razie mi nie przeszkadzają — lubię jak najbardziej różnorodne powiązania i relacje, więc przeskok w negatyw wydaje mi się ciekawszym rozwiązaniem, niż pozytyw, których swoją drogą u Deucenta mam za dużo. Jako, że dzisiaj wręcz okrutnie się rozpraszam, na ten moment najłatwiejszym rozwiązaniem, które mogłabym zasugerować to:
    1. Byłoby przekroczenie granic przysłowiowego komfortu, czyli tam gdzie nie chce nikogo widzieć (należałoby to rozumieć jako próbę zmuszenia/nakłonienia go do czegoś, pozostawiam w tej kwestii dowolność), a co oczywiste doszłoby tutaj pewnie do słownych przepychanek, co poniekąd pozwoliłoby nam na wczucie się w obecną relację postaci.
    2. Inną możliwością jest ulokowanie akcji w Hogsmeade, w którym to zgodnie z zasadami o nienagannych wynikach w nauce — Deucenta z jego olewatorskim podejściem być nie powinno, ale będzie, co na pewno nie umknie pani prefekt.
    3. Bez cienia wątpliwości Millie mogłaby go przyłapać na myszkowaniu w nocy po zamku — powiedzmy, że Faradyne ma pewne nocne sprawy do załatwienia. Czasami zapuszcza się tam gdzie nie powinien, ale siłą rzezy zna parę przydatnych haseł do tajnych przejść w portretach, co ułatwia mu szybką zmianę lokacji wedle własnego widzimisię. Nie dzieli się też z nikim swoim lekkim, aczkolwiek nieszkodliwym zainteresowaniem czarną magią. To czy Millie przyłapałaby go na korytarzu np. po zbudzeniu śpiących na portretach lub w trakcie wyzywania się z jakimś męczącym poretretem, który na wspomniane hasło zareagować nie chciał spragniony uwagi i towarzystwa, czego od Faradyne’a uraczyć, by niewątpliwie nie chciał.]

    Deucent Faradyne

    OdpowiedzUsuń
  56. [Nasze postacie się na pewno znają, bo oprócz tego, że są w tym samym domu, oboje są mistrzami eliksirów(!). Dodatkowo Twoja pani pełni funkcje prefekta, więc z pewnością nieraz otwierała albo zamykała komnatę Etienne. Powiedz mi zatem, czy wolisz ustalić relacje czy po prostu wrzucić nasze postacie w jakąś randomową sytuację?]

    OdpowiedzUsuń
  57. [W porządku, tyle mi wystarczy, zacznę nam :D]

    OdpowiedzUsuń
  58. [Cześć. :) Pomysłów jako takich nie mam, więc trzeba by było coś razem wymyślić. Millie ma wiele przeciwstawnych cech do Blaise'a, więc takie połączenie mogłoby wyjść całkiem ciekawie. :D Co powiesz na to, że znajdzie go późnym wieczorem na którymś z korytarzy zalanego w trupa (być może robiącego przy tym coś destrukcyjnego)? Z początku pewnie chciałaby mu za to wlepić szlaban, oddelegować go do dormitorium, ale co, jeśli zobaczyłaby, że Blaise płacze, będąc w totalnym dnie emocjonalnym? Miałaby do tego serce? :)]

    OdpowiedzUsuń
  59. [Dziękuję pięknie za powitanie. :) Millie jest dość ciekawą osóbką, chociaż na tyle inną od Rose, że nie wiem czy by były w stanie się dogadać. :)
    Tobie również dobrej zabawy! ;)]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  60. [ Na cboxie zauważyłam, że się nudzisz, więc możesz ty. ;P A tak poważniej, najlepiej, gdybym ja to zrobiła, bo przecież muszę zdecydować, co mu będzie dolegać, ale jako iż wiszę komuś jedno rozpoczęcie, będziesz druga w kolejce! :D ]

    OdpowiedzUsuń
  61. [Śliczne zdjęcie w karcie - gratuluję, bo naprawdę przyciąga uwagę! :)
    Dziękuję bardzo za powitanie i cieszę się, że postać Ci się spodobała, mam nadzieję, że nie tylko wizualnie xD
    Baw się nadal dobrze, bo widzę, że wątków Ci chyba nie brakuje :)]

    Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  62. [Patrząc na Millie, Theo powinno być przykro, że woli chłopców. Myślę, że gdyby był hetero, jak nic by się w niej zabujał. :D
    Niestety nie mam żadnego konkretnego pomysłu. To znaczy, mogłybyśmy zrobić z nich przyjaciół, jeśli masz ochotę. ;) Theo mógłby ją męczyć i błagać, by zabrała go do tego mugolskiego sklepu. Bo on też chciałby taki fajny kubek! :D]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  63. [Hah, to faktycznie dobry jest powód do zazdrości bo wilki syberyjskie są bardzo piękne :D Liczę na dobrą zabawę, a chęci na wątek mam i Millie przypada do gustu więc tym bardziej coś trzeba im wymyślić ^^
    Masz pomysł na jakąś relacją w którą wpasują się? ;)]

    Mikhail

    OdpowiedzUsuń
  64. [Byłbym wdzięczny, gdybyś zaczęła, bo mi to ostatnio trochę trudno się zebrać. :D]

    OdpowiedzUsuń
  65. [Cześć i, jak zwykle spóźniona, dziękuję za powitanie. I cóż, rozruszanie Levisa mogłoby być katastrofalne w skutkach. :D]

    Levis

    OdpowiedzUsuń
  66. Mathias był dość specyficznym człowiekiem, którego się lubiło, albo nie. Grono nauczycielskie przyjęło go niezwykle ciepło, jednak uczniowska społeczność od razu nie polubiła. Ci co lepiej go znali wiedzieli, że Mathias do rozmownych nie należał i lepiej było go nie denerwować jeśli nie chciało się mieć zepsutego całego dnia, a w najgorszym wypadku całego roku szkolnego. Miał swoje zasady i morale, których sztywno się trzymał i nie należało ich kwestionować. Idąc przez korytarz mogło się wydawać, że niektórzy uczniowie wstrzymywali oddech na jego widok obawiając się, że zaraz do czegoś się doczepi, jednak ten kto chciał umiał żyć dobrze z profesorem Rathmannem. Wystarczyło nie odpuszczać jego zajęć, systematycznie odrabiać prace domowe, a co najważniejsze nie spóźniać się, nawet nie wymagał ciągłego siedzenia z nosem w książkach. Jeśli te wszystkie warianty zostały spełnione można było liczyć na szczery uśmiech ze strony Mathiasa, który był zmienny jak babka w ciąży. Miał w życiu maleńkie wyjątki, które tyczyły się zaledwie trzech góra czterech osób, z których zdaniem naprawdę się liczył, a co najważniejsze, przebywanie w ich gronie nie sprawiało mu najmniejszych problemów i zdecydowanie do takich osób zaliczała się Millie. Może pozwalając jej mówić do siebie po imieniu, nie było czymś odpowiednim jeśli chodzi o znajomość na gruncie, jedynie szkolnym, jednak poza pracami na rzecz szkoły, spędzali ze sobą wiele czasu, co zaowocowało, nieco większym zaufaniem.
    Mathias nie lubił bali, ani innych szkolnych zabaw, jednak jako nauczyciel, musiał zadbać o wiele rzeczy, a ucieczka przed jakimikolwiek obowiązkami, nie wchodziła w grę, dlatego też chciał czy też nie, musiał zająć się pieprzonymi dekoracjami.
    — Dzień dobry — odparł, gdy tylko, jego oczy ujrzały dobrze znaną sobie osóbkę. Miał wrażenie, że jej nigdy uśmiech nie schodzi z twarzy.
    — Szczerze powiedziawszy, gdyby mi się chciało, tak jak mi się nie chce, to nim byś tu przyszła, wszystko byłoby już gotowe — wydukał, a ciche westchnienie wyrwało się z jego ust. Cóż, zdecydowanie mniej gadania, a więcej roboty. Mathias nie posiadał żadnej wizji artystycznej, dlatego też zupełnie zdał się na gust uczennicy.
    — Szczerze powiedziawszy, czego byś nie narysowała i tak będzie ładnie, poza tym sądzę, że nikt nie zwróci na to uwagi. Wpadną tu tylko żeby zedrzeć gardło i tańczyć do rana.

    Leniwy i totalnie pozbawiony weny, Mathias.

    OdpowiedzUsuń
  67. Każdy piątek zwiastował rychłe nadejście krótkiego odpoczynku od żmudnych zajęć szkolnych i możliwość wizyty w pobliskim miasteczku czarodziejów. Ten konkretny piąty dzień tygodnia różnił się jednak od poprzednich wyraźnie wyczuwalną atmosferą napięcia wśród nastolatków. Był to bowiem przeddzień Walentynek — święta uwielbianego przez panią Puddifoot oraz złaknione burzliwych romansów dziewczęta. Nawet te, które pozornie wyglądały na niezainteresowane tandetnym świętem, zawsze gdzieś tam w duszy liczyły na romantyczny przejaw ze strony któregoś przystojnego kolegi. Ukrywały to pod maską obojętności, ale Albus Potter zbyt dobrze poznał naturę kobiet, by nie dostrzec drobnych sygnałów niejakiej desperacji. W tym roku osobiście nie szykował niczego specjalnego, ba!. nawet zamierzał uniknąć tych wszystkich sztucznych czynności wobec jakiejkolwiek uczennicy. Dlatego od dwóch dni zanosił się z zerwaniem kontaktu ze swoją... Właściwie nie mógłby jej nazwać swoją dziewczyną. Była raczej kimś, z kim odwiedził Hogsmeade kilka razy. Ale przeczuwał, iż Effie widziała tę sytuację nieco inaczej. Raz usłyszał, jak mówi o nim mój chłopak, co go trochę wystraszyło, aczkolwiek nie na tyle, by wyprowadzać biedaczkę z błędu. Szukał odpowiedniego momentu, nie do końca będąc pewnym, czy zwykłe ignorowanie byłoby najwłaściwsze. Zwykle próbował być dosyć szczerym człowiekiem, a udawanie, że ktoś nagle przestał istnieć nie byłoby w porządku wobec osoby, która w pewnym sensie obdarzyła go sympatią. Mimo rozlicznych zalet, wolał nie myśleć, iż jest dupkiem. Bo przecież... nie był. A przynajmniej próbował nie być. Więc należało szybko zakończyć sprawę, nim będzie za późno.

    Działał pod presją czasu, gdyż nadchodziło święto zakochanych, a jemu do zauroczenia kimkolwiek dalej aniżeli Voldemortowi. Effie jako jedna z wielu przykładnych Krukonek przychodziła na lekcje pierwsza i wychodziła niemal ostatnia. Była niewysoka, miała burzę ciemnobrązowych loków często zwiniętą w niedbały kok na głowie; rzadko się uśmiechała, bo nie robiła tego bez dobrego powodu. Sprawiała wrażenie wyniosłej, jakby oderwanej od rzeczywistości. Nie należała do najbardziej popularnych uczniów, ale Albus również nie zaliczał się do tej grupy. Jednakże w przypadku czarodziejów noszących tak znane nazwisko jak Potter, rozpoznawalność otrzymywano wraz z aktem urodzenia. Jego ojcem był słynny szef departamentu aurorów; sam Harry Potter, złote dziecko Hogwartu. Ślizgon skłamałby mówiąc, iż dziewczęta nie zważały na noszone przez niego nazwisko. Może nie rzucały mu się pod nogi, błagając o chwilę uwagi, lecz często robiły maślane oczy. Albus natomiast sądził, iż starszy brat — jeszcze zanim ukończył Hogwart — miewał gorsze zajścia. Wszakże był pierworodnym synem, Al jedynie drugim.

    Młody wychowanek Domu Węża rozważał dostępne opcje przez cały poranek. Nie chciał zranić uczuć Krukonki, ale i tak do tego doszło, choć na pierwszy rzut oka ukryła prawdziwe emocje za wymuszonym delikatnym półuśmiechem. Albus odetchnął z ulgą, nieświadomy kiełkującego planu zemsty w głowie Effie. Do tej pory uniknął większych obrażeń spowodowanych przez wzgardzone dziewczyny, dlatego wyłączył swą czujność na dwadzieścia cztery godziny. W tym właśnie czasie Effie Barlow obmyślała jak zepsuć jutrzejszy dzień Ślizgonowi, który bezceremonialnie ją rzucił. Uważała, że w Walentynki planuje spotkać się z jakąś inną mieszkanką Hogwartu, toteż wypadało wymierzyć mu karę i udaremnić powodzenie nowego podboju. Wymyśliła wiele ciekawych wariantów — ostatecznie przeważyła chęć oszpecenia Albusa. Na tyle, na ile mogła, oczywiście! Do tego celu wykorzystała pewien środek zakupiony w magicznych dowcipach. Wzmocniła go dwoma zaklęciami, a potem już tylko podmieniła. Najtrudniejszą częścią było podrzucenie produktu na właściwe miejsce, ale koniec końców wystarczyło przekupić odpowiednią osobę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sobotni poranek przyniósł Albusowi Potterowi wiele zdziwionych spojrzeń. Ślizgon zwlókł się z łóżka, przebrał pośpiesznie i przeszedł przez Pokój Wspólny w kierunku wyjścia. Odprowadziły go ciche śmiechy dochodzące z okolic kominka, ale nie zwrócił na to uwagi. Dopiero na korytarzu prowadzącym do Wielkiej Sali poczuł dziwne mrowienie we włosach, acz i tym razem pozostał obojętny. Dopiero kilka metrów dalej, dostrzegając wreszcie swoje odbicie w oknie, zmarszczył brwi w wyrazie zaskoczenia. Jego czupryna mieniła się kolorami tęczy! Przeklął pod nosem, strząsając z siebie resztki snu.

      — Piękna fryzura, Al! Tęcza idealnie podkreśla zieloną barwę twoich tęczówek — ktoś zawołał za nim, a prefekt posłał mu rozeźlone spojrzenie i pomaszerował w stronę łazienki.

      Wygrzebał różdżkę z tylnej kieszeni spodni, usiłując przypomnieć sobie jakiekolwiek zaklęcie mogące przywrócić mu naturalny kolor włosów. Wypróbował kilka formułek, lecz żadna nie przyniosła skutku. Fuknął głośno, zanim któryś z wchodzących do łazienki uczniów zdążył skomentować kolorową fryzurę. Niemalże wypadł na korytarz, rozmasowując skórę głowy, jakby w nadziei, iż przywróci ją do normalności. W mig zapomniał o głodzie, patrolu, a także o Walentynkach.

      [ Jakoś zaczęłam! :D ]

      Albus

      Usuń
  68. [Ja nie miałabym nic przeciwko temu, by byli przyjaciółmi od piaskownicy, ale nie jestem pewna co na to matka Theo. XD Ewentualnie możemy założyć, że była to taka przyjaźń, którą ukrywali, głównie przed rodzicami Notta. Może i matka o niej wiedziała, ale w końcu odpuściła, o.
    Myślę, że Theo przydałaby się taka osóbka jak Millie, więc jeżeli wciąż jesteś chętna na wątek, to myślę, że możemy z nich zrobić właśnie takich przyjaciół od piaskownicy. ;) A co do samego wątku... nie mam co prawda jakiegoś świetnego pomysłu, ale pomyślałam, że może w ostatniej klasie urwał im się kontakt, tj. przestali się do siebie odzywać - może się pokłócili, np. podczas wakacji? W końcu któreś z nich pęka - mogłybyśmy się nawet cofnąć do świąt. Theo uciekłby z domu i pojawił się u Millie, bo nie miałby gdzie pójść.]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  69. [Dziękuję pięknie za przywitanie i mam nadzieję, że będzie mi się dobrze współpracowało z Neville'm. Ach te hogwarckie dzieciaki, zmieniają się przez lata :)]

    Neville

    OdpowiedzUsuń
  70. - Wybieram. Myślę, że samo uwarzenie Felix Felicis to niezła nagroda - powiedział poważnie. - Jeśli komuś się to uda i odleje go sobie choćby do małej fiolki... pomyśl tylko - uśmiechnął się, trochę do Millie, a trochę do swoich myśli, które natychmiast powędrowały w kilku kierunkach jednocześnie. Nieobecnie śledził wzrokiem ruchy aptekarza, który cicho zaśmiał się na rozmarzony ton Rivera wyraźnie odbijający się w ostatnich dwóch wypowiedzianych przez niego słowach, i pewnie też na jego myśli o podkradnięciu jednego z potężniejszych eliksirów. A może i nawet na nadzieję, że któremuś z uczniów w ogóle uda się go dobrze przyrządzić? Sama profesja mężczyzny sugerowała, że pewnie i on kiedyś próbował swoich sił w przygotowaniu tej mikstury. Sanders nie zwrócił uwagi na jego reakcję. Przez to, jak często się pojawiał po różne składniki i lekarstwa dla swojego pupila, zaczął mieć z mężczyzną przyjacielską relację. River po zakupach zazwyczaj przez chwilę zostawał w aptece, żeby z nim porozmawiać - dlatego zresztą nadal przychodził, zamiast wysyłać po potrzebne rzeczy jedną z sów - swoją, lub szkolną, gdy Plama był uszkodzony. Nie wchodzili na poważne tematy, ale i tak lubił ich pogawędki, a i aptekarz sprawiał wrażenie, jakby rozmowy z uczniem sprawiały mu przyjemność.
    Gdy dziewczyna dostała wszystko o co prosiła, zgrabnie owinięte w pergamin, skierowali się do wyjścia. River uśmiechnął się do aptekarza przez ramię i zaraz po tym zasłonił usta (i w ogóle większość twarzy) szalikiem. Nie przeszkodziło mu to jednak odezwać się do Millie ledwie wyszli na zewnątrz.
    - Myślisz, że komuś z nas się uda? - jego głos był stłumiony przez gruby materiał, ale nadal słyszalny. - Uwarzyć Felix Felicis? - uściślił. - Użyłabyś go? Do czego? - kąciki jego ust drgnęły, ale tego dziewczyna nie mogła zobaczyć. - Chociaż, na to nie musisz odpowiadać.
    Liczba pytań, które zadał, wskazywała na to, jak zafascynował go temat eliksiru. Jego entuzjazm nigdy nie był słyszalny w głosie, bo jedyna zmiana jaka kiedykolwiek zachodziła w tonie Rivera, to stanie się przez niego jeszcze bardziej nieobecnym. Można było odnieść przez to wrażenie, że nigdy nie targały nim silne emocje - a było wręcz przeciwnie, bo Sandersa bardzo łatwo wszystko intrygowało i pobudzało. Dopiero kiedy ktoś go lepiej poznał, mógł się nauczyć rozpoznawać inne szczegóły, które lepiej sugerowały humor chłopaka.

    River

    [Przepraszam, że to tyle trwało!]

    OdpowiedzUsuń
  71. [Jasne, że można. W tym celu ponownie tu przybyłam ;)

    Ależ oni są do siebie podobni. Trochę bawi mnie fakt, że oboje tak skrywają swoje uczucia i emocje. Ich relacja byłaby równie zabawna!]

    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  72. [Ale mnie rozbawiłaś tym Frozen w tytule, niestety nie, w tytule he Neighbourhoodn xd Hahahaha, nie mogę przestać się smiać. XD
    Ale tak myślę, że jesteśmy w stanie coś wymyślić, jeżeli tylko się chce to się wszystko wymyśli.
    Może konkurs z Eliksirów, wszystkich szkół magicznych? Maddox i Millie wzięli by udział. Hę?
    Może na domiar złego się nie lubią i dlatego będą nie zadowoloni, że muszą brać udział. ]

    OdpowiedzUsuń
  73. [Masz rację, to mogłoby być ciekawe. Aczkolwiek nie mam pomysłu na to, jak możnaby było ich połączyć. W sensie nie dzielą jakoś zainteresowań czy coś w tym stylu.]

    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  74. [O, już wiem! Z życia wzięte: ostatnio w mojej grupce znajomych okazało się, że w czasach szkolnych dwójka z nich ewidentnie się sobie podobała i oboje tak zawsze się starali, aczkolwiek żadne nie zrobiło pierwszego kroku i w rezultacie nic z tego nie wyszło. Co Ty na to?]

    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  75. [W porządku. Pomysł mój, a więc zaczniesz ? Jak coś to ja bardzo szybko odpisuję. :)]

    OdpowiedzUsuń
  76. [Jasne, bardzo chętnie przyjmę jakieś świeże, cieplutkie wątki! Masz jakiś pomysł jak tę dwójkę połączyć? :>]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  77. [A zacznijmy od banału! Poprodukować możemy się później, gdy nam skończą się te najprostsze pomysły. Tak zawsze lepiej zaczynać ;)
    I nawet chyba ja to zrobię, tak od momentu kiedy to już całkiem, całkiem się znają i coś powoli zaczyna się dziać ;) ]

    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  78. Tego dnia Blaise miał zamiar zrobić wiele rzeczy. Drużyna Gryfonów w ostatnim czasie odnotowała tendencję spadkową, jeśli chodzi o zwycięstwa, więc chciał opracować plan, dzięki któremu odbiją się od dna i pokażą wszystkim, że stać ich na wiele więcej. W tygodniu dostał trzy zadania dodatkowe: esej z eliksirów, charakterystykę jakiejś dziwnej rośliny na zielarstwo i projekt na mugoloznawstwo, który w zasadzie mógłby nawet zaimprowizować, bo znał się na tym jak mało kto, ale jednak chciał się do niego przygotować. Musiał więc znaleźć odpowiednie osoby, przekonać je do pomocy trochę „poczarować”, choć nie do końca magicznie, żeby wywiązać się z tych wszystkich rzeczy, które zwaliły mu się na głowę, bo coś tam kiedyś zrobił źle. Była jeszcze sprawa tej Krukonki, która przez większość czasu zgrywała niedostępną, ale po wielu próbach zgodziła się na spotkanie, jeśli tylko Blaise’owi uda się ją zaskoczyć. Co prawda ten aspekt miał już obmyślony, ale musiał jeszcze wymknąć się do Hogsmeade po parę rzeczy, zagadać z właścicielem jednej restauracji i kupić wisienkę, która miała zwieńczyć tort z okazji „w końcu poddała się urokowi Martella”. Zadań było dużo, lecz dla Blaise’a nic nie stanowiło przeszkody, jeśli czegoś naprawdę chciał.
    Wszystko zmieniło się na śniadaniu, na którym – między łykiem soku dyniowego a gryzem tosta z masłem orzechowym – przyszła poranna poczta. Gryfon, śmiejąc się właśnie z żartu, który opowiedział jeden z jego kumpli, beztrosko rozerwał kopertę podpisaną równym pismem jego matki. Przeczytał wstęp, a jego mina zmieniła się całkowicie, gdy zmarszczył brwi i na chwilę wyłączył się z ogarniającego go zgiełku. Potem wstał i zostawiwszy niedokończony posiłek, wyszedł z Wielkiej Sali, nie mówiąc nikomu ani słowa. Do wieczora nikt go później nie widział.
    Aż w końcu skulonego pod ścianą na pierwszym piętrze znalazła go pani prefekt naczelna. Wyglądał źle i to w każdym znaczeniu tego słowa. Włosy miał potargane i jeszcze mokre, jego buty i szata były całe w błocie, a w drżącej dłoni trzymał na wpół opróżnioną butelkę Ognistej Whisky. Gdy odwrócił się do dziewczyny, mogła zobaczyć opuchnięte oczy i twarz mokrą od łez.
    – To mnie ukaż – rzucił beznamiętnym tonem, po czym pociągnął spory łyk trunku. – Nie obchodzi mnie to…
    Wbrew swoim słowom, spojrzał jednak na nią i uważnie jej się przyjrzał, błądząc wzrokiem pijaka po jej sylwetce.
    – Ha, Ravenclaw! – powiedział nieco głośniej, zauważywszy herb z orłem na jej szacie. – Wy to umiecie te wszystkie zaklęcia, czary-mary… Znasz coś naprawdę mocnego? To dalej, uderz mnie! – Wstał, trochę się przy tym zataczając, lecz w końcu udało mu się złapać równowagę. – Nie będę się bronił, patrz. – To powiedziawszy, wyciągnął swoją różdżkę i rzucił nią w kierunku schodów. Było tylko słychać, jak upadła na posadzkę i potoczyła się gdzieś w ciemność.

    OdpowiedzUsuń
  79. Usiadł na wolnej ławce i westchnął ciężko. Nie posiadał wizji artystycznej, nie miał chęci rozwieszana tych pieprzonych wstążeczek, baloników czy innych dupereli, co w sumie było widać po postawie znudzonego profesora.
    — Czy ja naprawdę jestem Ci tutaj potrzebny? — zapytał, a po chwili ziewnął zasłaniając dłonią usta. Zacisnąwszy usta w wąski paseczek, rozejrzał się uważnie po Sali, próbując sobie cokolwiek wyobrazić, zaplanować, jednak w pełni musiał zdać się na wizje swojej uczennicy. Podniósł w końcu swoje leniwe cztery litery i stanąwszy przy jej boku, uważnie przyjrzał się trzymanym przez nią kartką papieru. Perfekcjonistka, nie ma co. Wyciągnął z kieszeni dwa karmelowe cukierki, a jeden z nich podał dziewczynie. Uwielbiał słodycze i nigdy się z nimi nie rozstawał, jednak nigdy nikomu nie udało się go przekupić właśnie z ich pomocą.
    — To od czego zaczynamy? — zapytał, uważnie przyglądając się zawartością nagromadzonych pudeł, których było tak wiele, że aż sam dziwił się ilością zaplanowanych dekoracji.
    — Zachciało się kurw…kurde, uczniom zabaw, a rąk do pomocy prawie zero. Kompletnie tego nie rozumiem — westchnął profesor i chcąc nie chcąc musiał wziąć się do roboty, by oboje ze wszystkim się wyrobili. Nie mogli tracić czasu, którego mieli coraz mniej. Według ustalonego planu uczennicy zabrał się do roboty. Momentami robił sobie jaja, by jakoś poprawić sobie dość nieciekawy humor, jednak dość marnie mu to szło. Miał ochotę to wszystko pieprznąć, iść do siebie i mieć święty spokój.
    — A to gdzie? — zapytał dzierżąc w dłoniach długą szarfę z jakimś napisem. Spojrzał na papierowe szkice, z których niewiele rozumiał, więc wolał się upewnić, co i jak niżeli dokładać sobie roboty i zwalać sobie na głowę ewentualne poprawki.

    Mathias bez weny ;c

    OdpowiedzUsuń
  80. [Jako, że odwróciłam Twoje powiązanie, tak aby pasowało do konceptu mojej postaci i rozpisałam gotowe opcje, a że kieruję się handlem wymiennym operującym na podrzucaniu pomysłów i oddawaniu zaczęcia w ręce drugiego Autora lub brania tego na siebie w sytuacji odwrotnej — nie zrobię od tego wyjątku. W związku z tym rozpoczęcie fabuły zostawiam w Twoich rękach.]

    Deucent

    OdpowiedzUsuń
  81. Dla Dana Pub Pod Trzema Miotłami był miejscem, gdzie po wyczerpującym tygodniu nauki w końcu mógł zasiąść przy stoliku pełnym znajomych mu twarzy i zapomnieć o czymś takim, jak Hogwart. Istniało tylko to, że piją piwo kremowe, czasem coś mocniejszego, co ukradkiem udawało się zakupić u Madame Rosmerty. Jednak przede wszystkim Daniel mógł porozmawiać z innymi ludźmi, co naprawdę uwielbiał robić. Każdy wydawał mu się interesujący i wiele ludzi pytał o jakieś błahostki, skrzętnie wymigując się od pytań skierowanych w jego stronę. O dziwo, mimo tego, że za wiele osób nie wiedziało o nim zbyt wiele, to potrafił wniknąć i wsiąknąć w towarzystwo tak, aby o nim wciąż pamiętano.
    Nierzadko zdarzało się jednak, że migracje przy ogromnym stole pozostawiały go w towarzystwie obcych mu osób. Czasami miał problemy z poznaniem ich bliżej, ponieważ już chwilę później ktoś ich rozdzielał, ale od dłuższego czasu jego nagłą towarzyszką rozmów zostawała niejaka Millie Walker.
    Zdążył trochę się o niej dowiedzieć. Śmiał się, że straszy odznaką prefekta innych uczniów na korytarzu, gdy tylko ją tam mijał. Jednak robił to z samej czystej sympatii do niej. Była trochę bojaźliwa, kiedy pierwszy raz się do niej odezwał i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wydaje się podejrzany, ale po kilku wspólnych rozmowach udało się Danowi przebić ten mur, otaczający dziewczynę. Byłą Krukonką, uczyła się nie najgorzej, ale przede wszystkim lubiła eliksiry. Skąd to wszystko wiedział? Wnioskował to z ich wspólnych dłuższych czy krótszych dialogów, przeprowadzanych dokładnie w tym samym miejscu.
    Tego dnia ponownie zgodnie z co tygodniowym rytuałem zjawił się ze znajomymi w Pubie Pod Trzema Miotłami. Zajął dokładnie to samo miejsce jak zwykle, które rzadko kto miał śmiałość sobie przywłaszczyć z racji samej znajomości Daniela i jego widoku w tymże krześle. Nie musiał nawet nadzwyczaj się wysilać, aby ujrzeć urodziwą twarz Krukonki przy swoim boku.
    – Czasami zastanawiam się, czy oni robią to specjalnie, czy naprawdę są aż tak źle wychowani, że zostawiają samą prefekt naczelną pod moją opieką – rzekł niby do niej, a chłopak przyglądał się kilku grupkom zajmujących miejsca po przeciwnej stronie drewnianego, solidnego stołu. – Ale jak zawsze miło cię widzieć, Millie – Daniel uśmiechnął się przyjaźnie, by chwilę później upić trochę kremowego piwa.
    Ostatnimi czasy sylwetka Walker pojawiała się w jego umyśle, przy okazji niosąc ze sobą pytanie: czy ujrzy ją ponownie, gdy znowu wybierze się do Hogsmeade? Zaczynał szukać jej wzrokiem, gdy tylko wchodził do ciepłego pomieszczenia. Albo był uspakajany widokiem szatynki, albo oglądał się za każdym razem na otwierające się drzwi z nadzieją, że ujrzy w nich właśnie stojącą tam Millie.

    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  82. Ujrzenie Millie Walker z nieco innej perspektywy niż zazwyczaj sprawiło, że dusza Josha lekko uśmiechała się kącikiem ust, mimo że twarz nadal pozostawała surowa i spokojna. Mimo że jego poglądy radykalnie się zmieniły, to zewnętrzna maska pozostawała nadal taka sama. Smutniejsza, wyczerpana, ale nadal dumna i wyniosła. Bycie miłym dla osób, którym wcześniej nie okazywał ani grama sympatii, należało do rzeczy trudnych, do których musiał się przyzwyczaić, lecz stawiając małe kroki w końcu osiągnie swój cel i zacznie uśmiechać się nawet do tych „najgorszych”, w jego dawnym mniemaniu, ludzi.
    A Millie była aktualnie naprawdę miła. Zainteresowała się nim, mimo że nie musiała. Nie znała go, nie naciskała, a mimo to okazała więcej współczucia niż niejedna bliska Joshowi osoba. Po dłuższym zastanowieniu, ci ludzie jednak nie byli tacy bliscy, jakby się mogło wydawać. Szepty i ukradkowe spojrzenia nie pomagały dźwignąć mu się na nogi, a propozycje szczerych rozmów nawet nie padały. Skoro nie mógł się przed nikim otworzyć, to najwyraźniej nikt nie był tego wart. Dystans pokazywał swoje i jednocześnie rozdzierał wszystkie relacje na małe kawałki.
    Puścił mimo uszu słowa dziewczyny o pielęgniarce. Nie chciał wychodzić ze swoimi problemami dalej niż dormitorium, no i teraz salę lekcyjną. Ludzie nie musieli wiedzieć, że był na skraju wytrzymałości oraz nerwicy, ponieważ w ogóle nie powinno ich to obchodzić. Pójście z jakimkolwiek problemem do grona pedagogicznego byłoby największą głupotą, jaką mógłby zrobić. Dla Joshuy to nie byłoby racjonalne rozwiązanie problemu. Może dla innych wydaje się to najlepszą opcją, ale dla młodego Yaxleya wręcz przeciwnie.
    - Napar nasenny brzmi dobrze. – Skinął głową, kładąc nadal drżące dłonie na stół. Zaczął je delikatnie o siebie pocierać, jakby chciał je rozgrzać, mimo iż wcale nie były tak lodowate jak zazwyczaj. Miał małą nadzieję, że to pomoże mu się uspokoić. Wiedział, że to na marne, to nigdy nie pomagało.- Zróbmy od razu kilka butelek, bo coś czuję, że często będę go zażywał.
    Tak, Millie Walker była naprawdę miła. Joshua nigdy nie myślał, że dożyje dnia, gdy będzie mógł to stwierdzić.

    Joshua

    [Przepraszam, że po tak długim czasie, ale urlop mi się przedłużył :( ]

    OdpowiedzUsuń