Walka o wolność, gdy raz się zaczyna, z ojca krwią spada dziedzictwem na syna



Neville Longbottom

były auror - były nauczyciel - obecny dyrektor


Odautorsko:
Życie mnie męczy, mogę nie mieć czasu, ale chęci mam zawsze.
Jak coś komuś zalegam z wymyślaniem wątku to zacznijmy od początku - czuję, że rymuję.
No, to tyle.

34 komentarze:

  1. [Neville! Jak miło go widzieć na blogu :D No i wyprzystojniał przez te kilkanaście lat ;) Witam serdecznie, życzę miłej zabawy i powodzenia w prowadzeniu kochanego Neville'a :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  2. [No, nareszcie! :D
    Jakże miło Cię powitać w naszym gronie, doprawdy ♥ ♥ ♥
    Ciekawie i kanoniczne przedstawiony Neville za co masz u mnie niewyobrażalny plus. Dodatkowo, świetna historia i dodatkowe informacje - niby krótkie, ale jak najbardziej na temat, przedstawiające postać w interesujący sposób :)
    A, tylko w powiązaniach - bardzo trafnie dobranych, moim zdaniem - masz literówkę; przy Hannah powinno być 'od prawie piętnastu lat' :)
    Życzę Ci udanej zabawy w naszym gronie oraz wielu interesujących wątków, mając nadzieję, że zostaniesz z nami jak najdłużej! :] W razie chęci, zapraszam do siebie...]

    Ed Bones || Teddy Lupin || Jamie Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hej. ;)
    Zgodzę się, że ciekawe i dość krótko ujęłaś postać o dość ciekawej historii. Mam wrażenie, że Rowling lubiła się pastwić nad biednym Nevillem.
    Mimo całej odwagi, jaką się wykazał (no i dobył też miecza Gryffindora, to o czymś świadczy), nie potrafię wyobrazić sobie Longbottoma jako aurora. Bo, według mnie, odwaga odwagą, ale na tym i na determinacji odwaga się nie kończy. :D
    Ale, wiesz, każdy ma swoje zdanie, każdy pisze jaką własną wariację do postaci. ;)
    Chętnie zaryzykuję i podejmę się wątku, jeśli tylko będziesz chciała. ;)]

    Rhena Travers | Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ooo, a my się chyba znamy, chociaż nie pamiętam skąd… Hm, niemniej – czeeeść! Jakże się cieszę, że ktoś przejął Neville’a, bo to mój mały, osobisty bohater i jedna z totalnie ulubionych postaci, bo z totalnej fajtłapy (chociaż ja myślę, że to wina otoczenia i trochę babci i żeby być tak wspaniałym, jak był na koniec – zawsze to musiał w sobie nosić) stał się bohaterem. No i ten… jak widać na załączonym obrazku wyrósł na naprawdę przyjemnego w odbiorze wizualnym mężczyznę. XD Podoba mi się, że w karcie zawarłaś najważniejsze informacje, a w „Historii” super wszystko poszerzyłaś (podoba mi się zabieg z podziałem na trzy części życia), a w „Więcej” zrobiłaś coś, co mocno lubię, czyli stworzyłaś postać, która jest dobra, ale tak niejednoznacznie i ma jakieś swoje tam problemy i przywary, nie jest Gary Stu. Super też, że nadal nie lubi mioteł i eliksirów. <3 Jest jednak idealnym dyrektorem, a mnie osobiście bardzo fascynuje, jakiego obecnie ma patronusa i bogina. Dlatego bardzo się cieszę, że mogę Cie powitać z panem Longbottomem na blogu i zaprosić do wspólnego wątku – chciałabym, o ile miałabyś ochotę, zaproponować jednak cofnięcie się w czasie do chwili, kiedy moja panienka dopiero aplikowała do pracy w Hogwarcie. Ewentualnie mam na zbyciu burkliwego cudzoziemca, który chętnie dyrektorowi postawi piwo. Baw się dobrze! ;]

    pielęgniarka VERA THORNE & hotelarz OLGIERD ERETEIN

    OdpowiedzUsuń
  5. [ O, jak miło, wujaszek Neville! A myślałam, że ojciec chrzestny Albusa jest tylko nauczycielem, a tutaj proszę, nie dość, iż były auror, to jeszcze teraz dyrektor szkoły. :D Trochę zastanawia mnie, kiedy Longbottom zdał owutemy (z tego, co pamiętam wspomniano o jego rezygnacji z powrotu do Hogwartu i napisania owutemów) i przeszedł cały ten proces aurorskiego szkolenia, w międzyczasie zostając również nauczycielem zielarstwa, a potem dyrektorem. Cóż, przynajmniej się nie nudził :D Cześć, witam na blogu i życzę udanych wątków. W tym miejscu powinnam też zaprosić do młodego Pottera, bo przecież dziwne, by nie miał żadnego kontaktu ze swoim chrzestnym :> ]

    Albus/Sloane

    OdpowiedzUsuń
  6. [Oczywiście, że ma ręce i nogi, bez obaw! :) Oparłaś się na tym, co powiedziała nam o dorosłym Neville'u pani Rowling, całość uzupełniając swoim opisem i szczegółami :)
    Pewnie, nie ma sprawy, ani pośpiechu :) Wbijaj na maila, kiedy tylko chcesz - odpiszę najszybciej, jak dam radę xx]

    Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  7. [Za cicho tu i nie wiem dlaczego. On jest świetny, tak dobrze ukazany i zgodny z kanonem. Osobiście się nim zachwycam tylko czasu nie miałam aby usiąść i skleić coś poza milionem serduszek i jakiś uroczych emotikonek (tęcza, tęcza i krasnale). W każdym razie...no zachwycam się. Jakby była ochotę na wątek (albo oddanie kogoś z powiązań, bo przyznam się tak cicho, że wątek z ta postacią jest moim ukrytym (marzeniem) to wal śmiało :) ]

    Ronnie

    OdpowiedzUsuń
  8. [Znam ten ból, wypocony mózg itp...
    Jeżeli napiszesz mi coś więcej o żonie to mogę się nawet bardziej namyślić, bo na razie nie wiem jak można by połączyć nasze postacie :/]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Świta mi w głowie jakiś polski blog, ale nie dam sobie żadnej kończyny odciąć, bo starość, wino i studia wypaliły mi szare komórki. :c Również serdecznie dziękuję za przemiłe słowa, a skoro obie jesteśmy sobą zachwycone i mamy chęć na wątek, to przejdźmy do konkretów: właśnie myślałam o tym, aby cofnąć się do lipca (no bo już wtedy gówniarzerii hogwarckiej nie ma, więc spokój, cisza i okoliczności sprzyjające rozmowom oraz ustalaniu szczegółów) 2023 roku. Vereena, co prawda, nie posiada tytułu Uzdrowiciela, bo nigdy nie podeszła do egzaminów po stażu w Świętym Mungu, dlatego nie została głównodowodzącą w Skrzydle Szpitalnym, a jedynie niejako jej pomocnicą. Niemniej – mam nadzieję, że mimo wszystko dobry dyrektor, może nawet kojarzący ją jako mistrzynię Zielarstwa ze swojego rocznika, przyjął ją do pracy. ;]

    VERA THORNE

    OdpowiedzUsuń
  10. [Bry dyrektorze, to jajo w kominku to nie smok. To tylko ognisty krab.]

    Charlie H.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Właśnie o takowe kojarzenie mi chodziło – żeby Neville wiedział, kim jest, a tym samym, znał jej zdolności, więc niejako patrzy na nią przychylniej, pomimo braku dyplomu (zresztą, zakładam, że w świecie czarodziejskim ludzie się raczej znają mniej lub bardziej pobieżnie, a dyrektor na pewno zrobił risercz odpowiedni, więc mógł słyszeć, że „tak, tak, Vera, to tak super zdolna i dobra, ale coś jej strzeliło do łba i nie podeszła do testów”; w wątku chętnie wyjaśnię, dlaczego ;). Myślę, że warto zacząć od rozmowy w gabinecie – bardzo lubię dialogi między postaciami, bardziej niż kwieciste opisy. Niemniej – mogłabym prosić, abyś jakoś zarysowała początek? ♥ Byłabym super-hiper wdzięczna, bo zaczynanie to moja pięta Achillesowa. :c]

    VERCIA T.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć :)
    Nie wiem, czy nadal masz ochotę na wspólny wątek i powiązanie, ale w razie czego, odpisałam Ci na maila ;)]

    Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  13. [Och! Przez dłuższy czas mnie tu nie było, a tu taka ważna postać się pojawia.
    Jestem pod wrażeniem, wyszedł Ci naprawdę świetnie. Zawsze podziwiam osoby zabierające się za postacie kanoniczne.
    Zapraszam w razie czego do siebie, może akurat coś uda nam się stworzyć.]

    Allie & Clementine

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cześć.
    Poszukujesz wątków? Ja też. Oczywiście się nie obrażę, jeżeli nie będziesz miała ochoty, no ale chociaż odpisz. Bo ja to zaczęłam dwa wątki i nikt mi nie odpisuje. xd
    Neville jest fajny, chociaż nie podoba mi się zmiana wizerunku postaci.
    Ale okej, proponuję wątek. Pomysł nie jest jakiś wyszukany i jeżeli Ci się nie spodoba, to mogę coś jeszcze wymyślić. c:
    Pana dyrektora nękają koszmary, a Madox przeżył koszmar. Myślę więc, że może Neville mógł być światkiem tej zabawy Krukonów z zaklęciem Avada Kedavra na innym uczniu. On porozmawiał by z Max'em i stwierdził, że on nie jest winny. tylko chłopak nigdy by się z tym nie zgodził. Zawsze by się obwiniał i z jakiegoś powodu twój pan mógłby mu pomagać się pozbierać.
    Oooo,
    Albo może zabawmy się jak Harry Potter z Dumbledore'm podczas poszukiwania horkruksów. Może Neville musiałby coś odnaleźć, np. ostatnie zmieniacze czasu [tak jak w przeklętym dziecku, nie wiem czy czytałaś] i wziąłby do tego Maddox'a. Dalej akcja by się sama potoczyła.
    Co wybierasz? Jak coś mogę Ci jeszcze raz wszystko wytłumaczyć, gdy mam jakiś pomysł staję się niezrozumiała. :D]
    Maddox Wilkes

    OdpowiedzUsuń
  15. [ No, mógł, mógł. Wszystko jest przecież możliwe. Zwłaszcza w świecie magii. ;D Pomyślałam, że Harry mógłby poprosić Neville'a o przeprowadzenie jakiejś poważnej rozmowy z Albusem? Ostatnio mogli się o coś pokłócić, Al teraz nie odpowiada na listy, więc poprosił przyjaciela o sprawdzenie, czy z Albusem wszystko w porządku. Albo nie wiem, o zachęcenie do nauki, bo ojcu wydaje się, że syn leniwy i się nie uczy wcale. :v ]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ach, okej, rozumiem. :)
    Proponuję, żeby Neville starał się dowiedzieć od Maddox'a kto zabił, ale on nie będzie chciał mu nic powiedzieć.
    ddox nigdy się nie starał o względy innych, głupich ludzi wpatrzonych jedynie w siebie, puki nie został do tego zmuszony. Z "kolegami" z domu poszedł na jedną z imprez. Wiele dziwnych rzeczy tam się działo i najchętniej uciekłby i zapadł się pod ziemię byleby nie być już w tamtym miejscu, w którym w ogóle mu się nie podobało. W momencie gdy już miał wyjść, koledzy postanowili go wyluzować dając mu więcej alkoholu i godząc go zaklęciem. Chłopak został. Z czasem, gdy wypili więcej ognistej, gdy ludzie się trochę wykruszyli, jeden z Krukonów wpadł na pomysł, aby zagrać w jakąś grę, Puchonowi się nie chciało i zaczęli się pojedynkować. Nikt nie zareagował, gdy Puchon dostał Avadą prosto w serce. Potem musieli schować ciało, Max uciekł nie był w stanie się opanować. I nie jest do dziś. Cały czas ma koszmary i boi się kiedy ktoś poinformuje dyrektora, że wszystko widział i że był światkiem. Chłopacy złożyli sobie umowę, że nikt z nich nie przyzna się do tego co ta zaszło. ]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Och, ten wątek nawet bardziej mi się podoba. Mam zacząć? :)]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Racja, postać Neville'a zdecydowanie ewoluowała podczas powieści Rowling, acz w mojej głowie wciąż jawi się jako ten odrobinę niezdarny. ;)
    Na szczęście kanon nie jest dogmatem wiary i można pozwolić sobie na odrobinę wariacji, skoro już jesteśmy przy tym nazewnictwie (chociaż zdecydowanie na myśli wtedy miałam wariacje muzyczne niż negatywne znaczenie słowa!), bo gdyby tak nie było - albo byśmy wszyscy się pozabijali, albo w ogóle tworzenie blogów grupowych na podstawie HP nie byłoby możliwe. ;)
    Choć czasem mam wrażenie, że nie jest, ale to tylko moje osobiste przemyślenia, które zepchnijmy na dalszy tor. ;)

    Między naszymi postaciami są trzy lata różnicy - i jest to i dużo, i mało jednocześnie, w zależności na którą stronę się spojrzy. :)
    Na pewno jest to na tyle dużo, aby nie kojarzyli się z Hogwartu, bo, nie oszukujmy się, znanie wszystkich uczniów jest wręcz niemożliwe, a Rhena nie wyróżniała się za bardzo spośród grona młodszych Krukonów.
    I jednocześnie na tyle mało, aby w dzisiejszych czasach móc ich nazwać niemal rówieśnikami. Jakoś tak przepaść wieku zanika, gdy ludzie się starzeją. :D
    Nie wiem, jak długo Neville jest dyrektorem, ale sądzę, że to on właśnie mógł przyjmować Rhenę do pracy. Zawsze wyobrażałam sobie, że to ona otrzymuje propozycję posady od Hogwartu, ale w tym temacie mogłabym akurat być elastyczna, nie zależy mi aż tak bardzo na tym aspekcie. ;)
    A więc mamy na pewno już początek ich historii. Ale pasowałoby to pociągnąć w jakiś ciekawy sposób. :D]

    Rhena Travers

    OdpowiedzUsuń
  19. [Ach, dziękuję- od nadmiaru słodyczy chyba na nowo urosły mi uda i zaokrągliłam się na buzi, ale mimo wszystko każde miłe słówko dodaje mi optymizmu :)]

    Belauh&Rose

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Dziękuję za powitanie i nie pytam ;) Gryfońskość jest absolutnie intuicyjna. Tak samo jak Ślizgońskość, Krukońskość i Puchońskość (Matko, takie słowa pewnie nawet nie istnieją. Jeśli nie istnieją to wybacz :/ Albo w sumie nie! Są cudowne!).]

    Erick

    OdpowiedzUsuń
  21. [Cześć ♥ jak miło Cię widzieć w blogosferze i to na dodatek z cudownym Longbottomem <3 Ano pamiętam, jak mogłabym nie pamiętać najlepszej ekipy, która bawiła się na Irish Endless Dreams? Kurcze, bardzo miło wspominam tę pierwszą odsłonę na blogspotcie, było przesympatycznie i też całkiem długo wytrzymaliśmy zanim zaległa cisza. W sumie, powiem Ci szczerze, że na dobre wróciłam do blogowania w październiku zeszłego przy okazji stworzenia postaci Tori Weasley, na którą namówiła mnie autorka Eda; wcześniej coś tam pisałam w zaciszu to na mailu, to na prywatnych blogach i sporadycznie przelotnie na blogspotcie. W zasadzie nie potrafię powiedzieć, czy cieszę się z powrotu na salony. Plusy oraz minusy rozkładają się na pół, pewnie też czasami dostrzegasz niektóre zmiany ;)
    Na wątek jestem jak najbardziej chętna, nie będę oryginalna jeśli powiem, że po książkowym Ronie, Neville był moim ulubieńcem i zawsze mam ochotę rzucić książką, gdy docieram do fragmentów jak biedny dostawał wycisk na Eliksirach od Smarkerusa. W twoim wydaniu jako dorosły, Neville podoba mi się niesamowicie ♥ Jestem przekonana, że Nora uczyła się i odbywała staż po jego okiem, gdy był nauczycielem zielarstwa, właściwie można złożyć iż znaleźli wspólny język, bo ona jest bardzo kontaktową, pozytywną osobą naprawdę interesującą się roślinami. Później wiadomo, zaczęła się umawiać z Eddiem więc tutaj też można założyć, że utrzymywali znajomość, Nora pracowała po stażu jako asystentka pewnego badacza roślin niebezpiecznych i... O rany, pewnie masz dość tych propozycji — spotkań rekrutacyjnych, ale i tak musiałaby porozmawiać o pracy z Neville'm, może zorganizujemy im jakieś prywatne spotkanie poza Hogwartem? :D]

    NORA VANCE

    OdpowiedzUsuń
  22. [Również witam Pana Dyrektora :) Niestety, przelewanie ambicji rodziców na dzieci zdarza się aż nazbyt często i to jest najgorsze, co można dzięcku zrobić. Mimo to, mam nadzieję, że to też będzie jakiś punkt zaczepienia do ewentualnego wątku.
    No i bardzo dziękuję za powitanie!]
    Margo

    OdpowiedzUsuń
  23. [Właśnie dlatego, że jego historia kompletnie odbiega od tej Margo wydaje mi się, że to mogłoby się udać. Są różne opcje. Mógłby któregoś razu usłyszeć, jak Carrow odzywa się do jednego z uczniów (co zazwyczaj nie jest zbyt miłe), albo natknąć się na nią w chwilach jej słabości. W końcu nikt nie jest idealny, a ona za wszelką cenę i tak chciałaby udowodnić, że nic z nią nie jest. Chyba, że masz jakiś inny pomysł - jestem otwarta na propozycje!]

    Margo

    OdpowiedzUsuń
  24. [Aaaaaaa! To ja, to ja! Ja tam byłam z mordką Szona! :D Stanley'a miałam, czy jakoś tak :D Jeeej, jak fajnie spotkać kogoś "znajomego" ;)
    A tak wgl, to mordka Longbottom'a -genialna!
    I chcę wątek, tylko pomyśleć trzeba jak ich powiązać, zbójem Hayden nie jest, na dywaniku raczej nie wyląduje :P]

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  25. [Oczywiście, że pamiętam Jo! Uwierz, ja też się nie spodziewałam, że się w internetach jeszcze znajdę ;) Usłyszałam piosenkę, sentyment wrócił i jestem :D
    Moje pomysły ostatnio ograniczają się do robienia krzywdy Hayden'owi, jeszcze Go nie pokochałam tak jak powinnam ;) Ale świeci mi coś, tylko nie wiem na jak długo starczy ;) Otóż, weekend, Hogsmeade, Hayden i obiad z rodzicami, Neville okazuje się dobrym znajomym ojca, przysiada się, wszyscy robią chłopakowi przypadł i może coś z tego wyjdzie?]

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  26. [Dokładnie ;) Z tego co zauważyłam, to teraz w modzie jest opisywanie całego wątku, a później gra :P Ale trudno, trzeba się dostosować ^^ Ja pamiętam, że nawet się o wątek nie pytało, tylko zaczynało i czekało aż sam pomysł wykiełkuje :) Pozwolę sobie zacząć :)]

    Nigdy nie przyznałby się do tego, ale nie mógł się doczekać tego jednego dnia w miesiącu, kiedy odwiedzali go rodzice. Niby nic wielkiego, obiad i rozmowy prawie wyłącznie o szkole, właściwie tylko o jego ocenach, ale i tak wyczekiwał tego dnia. Czasami udawało się naprowadzić rozmowę na tory Quidditcha, czasem ojciec zapytał o ostatni mecz, raz nawet pochwalił go za złapanie znicza tak szybko. Raz, ale dla Haydena znaczyło to bardzo dużo.
    Nigdy nie mógł powiedzieć, że ma złych rodziców. Surowych, wymagających- owszem. Ale nigdy złych. Na swój sposób chcieli dla niego dobrze. Przecież doskonale wiedział, że z takimi ocenami może nie ukończyć Hogwartu, ale mimo wszystko, dopiero niedawne popchnięcie ze strony rodziców pobudziło go do działania.
    Tak więc szedł do Hogsmeade z radością i przypominał sobie w głowie ostatni mecz, żeby w razie zainteresowania ojca niczego nie pominąć.
    Rodzice już na niego czekali w Pubie pod Trzema Miotłami. Upatrzyli sobie to miejsce już w pierwszym tygodniu szkoły Haydena i jak do tej pory zmieniać nie zamierzali. Koledzy jak zwykle śmiali się po drodze z chłopaka, wyrzucając mu że maminsynek, że idzie się poskarżyć, wypłakać w rękaw mamy, ale Hay nic sobie z tego nie zrobił. Większość z nich oddałaby wszystko, żeby móc spotkać się z rodzicami, tylko nigdy się do tego nie przyzna.
    -Mamo, Ojcze.- przywitał się z rodzicami przysiadając się do ich stołu. Powściągliwie, jak zawsze. Okazywanie sobie uczuć, szczególnie publiczne, nie należało do natury Houck'ów. Choć mama i tak złapała chłopaka za dłoń i uśmiechnęła się do niego.
    -Zamówiliśmy już dla Ciebie, nie musisz sięgać po kartę. -odezwał się ojciec widząc rękę Puchona wędrującego nad stołem. -Opowiedz lepiej jak to się stało, że znowu dostałeś Trolla z eliksirów.- dodał, mierząc go niezadowolonym spojrzeniem.
    Hayden zwiesił głowę, nieco zaskoczony pytaniem, choć początek każdego obiadu wyglądał tak samo. Ojciec niezadowolony z ocen, matka milcząca, a Hayden przygnębiony tym, że znowu zawiódł rodziców.

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dziękuję za miłe powitanie :) Skoro Neville'a i Josie łączy zamiłowanie do zamku może stworzymy jakiś wątek w tej tematyce?]
    Josephine

    OdpowiedzUsuń
  28. [W zasadzie IED dalej żyje, siedzi sobie utajnione w blogosferze i czeka aż przestanę być Muppetem, co bloga nie ma czasu prowadzić :< I pamiętam, jako mogłabym zapomnieć The Worlds End Bar, gdzie Tea pracowała :D Do końca tygodnia zacznę nam wątek ;)]

    NORA VANCE

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dlaczego ja się jeszcze dyrektorowi nie wpadłam przedstawić? :D Trochę głupio wyszło, że nie zajrzałam od razu z komentarzem, choć kartę przeglądałam jeszcze przed dołączeniem na bloga. Na ten moment nie mam pomysłu na wątek, więc nic nie proponuję, ale kto wie jak to w przyszłości będzie, w końcu głupio gdyby mój Amerykanin kręcił się po Hogwarcie bez wiedzy dyrektora. Pozdrawiam!]

    Alaric Graves

    OdpowiedzUsuń
  30. Ursula dopiero poznawała Hogwart; odkrywała każdy jego zakamarek, każdą salę, każdy pokój. Ta szkoła magii znacznie różniła się od tej, do której uczęszczała w Rosji; Koldovstoretz. Pierwszą różnicą która była dość duża a dzieliła obie placówki była gra w Quidditcha; mianowicie w Hogwarcie do ów zabawy używało się własnych mioteł, zaś wysadzanymi wraz z korzeniami drzewami. W pierwszych latach nauki Ursula była przerażoną tą formą rozrywki, później dowiedziała się że w innych Szkołach Magii są używane jedynie miotły co zadziałało na nią uspokajająco. Na przestrzeni lat gra zaczęła ją fascynować coraz bardziej, była także obecna na każdym z meczy; lecz do drużyny Quidditcha nigdy się nie przyłączyła. Choć jej wyniki w lataniu były wybitnie dobre i radziła sobie na niej nawet w najgorszych warunkach atmosferycznych, nigdy nie podjęła się latania na wysadzanym drzewie; według Ursuli to była kwestia nie tyle odwagi co zdrowego rozsądku, a jako że szczyciła się nim nawet jako nastolatka nigdy nie została członkiem drużyny. Po tygodniu swojej obecności w Hogwarcie znała już niemalże każdy zakamarek; każdą salę, każdy korytarz, wiedziała także jaka komnata do kogo należy. Z pewnością największe wrażenie zrobiła na niej Wielka Sala w której to codziennie jadało się posiłki, a która także służyła do wszelkich uroczystości takich jak rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego jak i ceremonia przydziału. Dzisiejszego dnia podczas obiadu brakowało jednak jednej, a najważniejszej w szkole osoby; dyrektora Longbottoma. Ursula cicho westchnęła widząc jego brak. Jak zawsze wybrała miejsce jak najdalej niego, chociaż marzyła o tym by zająć właśnie te po jego prawej stronie, nigdy jednak nie zebrała się na odwagę. Co prawda minęło już kilka miesięcy od czasu kiedy zaczęła pracę jako nauczycielka transmutacji, jednak nie udało jej się nawet minimalnie zbliżyć do dyrektora. Odwaga którą na co dzień się szczyciła, przy Neville'u zawsze gdzieś ulatywała a zastępowała ją niepewność, której szczerze nienawidziła. Jednak jego brak oddziaływał na nią negatywnie, zastanawiała się nawet czy powinna pojawić się na kolacji, jednak kiedy tam zawitała i ujrzała dyrektora Hogwartu jej serce zabiło stanowczo za szybko, za co przeklinała samą siebie w myślach. Wpatrywała się w niego w swoimi ciemnoczekoladowymi tęczówkami, lecz całkowita ignorancja z jego strony wyraźnie ją drażniła, nie mogła jej znieść lecz skutecznie schowała wszelkie wrzące emocje w sobie, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że i tak nic na to nie poradzi. Podczas posiłku uparcie zastanawiała się nad tym czy jej decyzja rzeczywiście była dobra i czy porzucenie pracy Aurora nie okazało się być zbyt pochopnym posunięciem; w końcu Neville wciąż był żonaty co dla Ursuli oznaczało tylko jedno: Musiał być bardzo szczęśliwy z Hannah, a ona... Ona nie miała prawa burzyć jego szczęścia. Szczęścia jego i kobiety, którą postanowił poślubić. Zacisnęła mocno wargi, sztućcami sunąc po talerzu z widocznym zamyśleniem wymalowanym na twarzy. Dopiero delikatne szturchnięcie stażystki jej przedmiotu wyrwało ją z zamyślenia. Ursula, wszyscy już się zbierają. Szepnęła młoda kobieta, na co pani Nietzsche skinęła jedynie głową. Niepośpiesznie wstała i z gracją wyszła z Wielkiej Sali, kierując się do swojej komnaty. Po wejściu do pokoju niemalże od razu skierowała się do łazienki i wzięła orzeźwiający prysznic. Po wtarciu w ciało balsamów o zapachu wanilii zmieszanej z cynamonem; założyła obcisłe spodnie, przylegające do jej ciała i szeroki beżowy sweter. Zwykle stawiała na elegancje, jednak na samotne wieczory pozwalała sobie mieć luźniejszy strój. Cicho westchnęła sama do siebie i siadając na szerokim parapecie, sięgnęła po grubą, księgę liczącą ponad tysiąc stron; w której rolę zakładek pełniły zdjęcia. Zdjęcia małej Lisy Nietzsche, od czasów niemowlęcia aż do ósmych urodzin; tyle bowiem miała lat gdy zmarła a raczej została zamordowana. Ciemne oczy Ursuli mimowolnie się zaszkliły, kiedy przesuwała palcem po fotografiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak niewyobrażalnie mocno za tobą tęsknię, córeczko; wyszeptała cichym głosem sama do siebie, opuszkami palców sunąc po zdjęciach. Kilka z nich się poruszało a widząc uśmiech jasnowłosej dziewczynki po policzkach nauczycielki transmutacji spłynęły łzy. Westchnęła głośno i ciężko, delikatnie wręcz z wyczuloną i przesadną ostrożnością zamykając księgę. Dziecko już na zawsze pozostanie w jej wspomnieniach i myślach; choć żałoba minęła to Ursula wciąż czuła ogromny smutek i przeszywającą wskroś tęsknotę, której nie mogła się pozbyć. Powoli zsunęła się z parapetu, kładąc na nim ciężką księgę i wyszła ze swojej komnaty. Za oknem panował już mrok, a uczniowie znajdowali się już w swoich łóżkach; w ciszy przemierzała ciemne korytarze hogwarckiej szkoły. W tym momencie chciała być na najwyższym punkcie, więc od razu przyszła jej do głowy Wieża Astronomiczna. Szepnęła pod nosem kilka słówek i pojawiwszy się na drugim piętrze Wieży, dostrzegła że nie tylko ona skusiła się na nocny spacer. Tyłem do niej bowiem stał Neville Longbottom, a na jego widok zacisnęła usta i już chciała uciec, już chciała odwrócić się na pięcie i odejść; kiedy to mężczyzna był szybszy i obrócił się przodem do niej. Widziała zaskoczenie wymalowane na jego twarzy, w końcu jakim cudem się tu spotkali? Ursula nie wierzyła w przypadki; dlatego ta sytuacja była nieco dziwna i nie odpowiadała jej. Chciała znaleźć swoją własną samotnię, a trafiła na człowiek który jako jedyny wzbudzał w niej głębsze uczucia; czego nie mogła jednak pokazać ze zbyt wielu względów.
      — Przepraszam — zaczęła wręcz z lodowatym opanowaniem w swoim aksamitnym głosie, swoimi ciemnymi, kocimi oczami spoglądając w jego tęczówki. Zdążyła zapomnieć jak piękne miał oczy i jak uwielbiała się w nie wpatrywać; kiedyś mogła to robić godzinami. — Nie miałam pojęcia, że spotkam tutaj dyrektora. — mruknęła z przekąsem, próbując zachować jak najbardziej oficjalny ton. Och, gdyby na światło dzienne wyszły jej prawdziwe uczucia byłaby tak boleśnie skończona.

      URSULA NIETZSCHE, która zasłania swoje prawdziwe uczucia obojętnością i chłodem

      Usuń
  31. Zaskakujące jak bardzo każde jego kolejne spojrzenie wręcz wwiercało się w jej duszę; wciąż równie mocno co kilka lat temu. Jak to możliwe że w dalszym ciągu potrafił poruszyć jej serce, jak to możliwe że każda jej cząstka rwała się ku niemu i pragnęła zespolić się wraz z jego ciałem i duszą? Postarała się jednak aby jej twarz nie wyraziła żadnej emocji; spuściła nawet na chwilę swoje oczy nie chcąc by mężczyzna dostrzegł że iskrzyły się one w ciemności. Jej wzrok krążył po podłodze, po chwili jednak przeniosła ją na sylwetkę mężczyzny powstrzymując ciche westchnięcie. I kiedy z jego ust wydobyły się pierwsze słowa, kiedy mówił o tym co jest nieuniknione ona myślami gmerała w przeszłości, doprowadzała swój umysł niemal do wrzenia, przez wspomnienia dosłownie płonął. Co gorsze, nie chciała tego powstrzymywać. Słuchała jego słów w milczeniu, z trudem odrywając się od własnych myśli, całkowicie niezwiązanych z tematem ich rozmowy. Jego głos był niewyobrażalnie kojący, uspokajający i działał na nią tak samo jak zawsze. Dodatkowo tylko on potrafił ją przejrzeć wyjątkowo dobrze, wręcz na wylot. Uśmiechnęła się z naturalną dla siebie delikatnością i dozą subtelności. Zagryzła tym razem wargę, nie policzek i zrobiła kilka kroków ku niemu, kierując zamyślone spojrzenie na jego oczy.
    — Tylko trochę. Muszę przywyknąć do moich nowych obowiązków. Szczerze powiedziawszy, nigdy nie sądziłam, że zostanę nauczycielką. Bycie Aurorem wydawało się być idealnym zajęciem. Jednak, chyba każdy potrzebuje zmiany, nie sądzisz? Chyba sam coś o tym wiesz? — nim zdążyła ugryźć się w język, wymsknęło się jej jedno pytanie za dużo. Na jej twarzy pojawił się mimowolny, delikatny uśmiech. Delikatnie go wyminęła i podeszła do barierki, opierając na niej swoje dłonie. Jej spojrzenie powędrowało za szybę na ciemnogranatowe niebo, świecące się od mnóstwa gwiazd i przeróżnych konstelacji. Od zawsze je uwielbiała, a tenże widok obudził w niej jeszcze więcej wspomnień. Teraz jednak się nie zatraciła, zachowała trzeźwość umysłu i spokój dusza; przynajmniej względny. Kiedy pierwszy raz przekroczyła próg Hogwartu widziała jedynie zdziwienie na twarzy Neville'a, dziś jedynym co dostrzegała była uprzejmość i obojętność. Być może się myliła, jednak nigdy nie mogła być stuprocentowo pewna. Nie miała dostępu do jego uczuć, myśli i pragnień; a szkoda. — Zastanawiałam się czy... naprawdę nie przeszkadza ci moja obecność tutaj? Uważasz, że możemy zostać kolegami z pracy? — zadała mu kolejne pytania, nie odrywając wzroku od nieba. Ten widok poniekąd ją uspokajał, pozwolił się wyciszyć. — Twoja żona... — tu urwała, czując jak zbiera się w niej lawina emocji. Jej palce mocniej zacisnęły się na barierce; stanowczo za mocno. Wzięła głębszy oddech, starając się zebrać sama w sobie. — Masz tak dużo pracy, że nie jesteś teraz z nią? — szepnęła cicho, odwracając się ku niemu. Puściła barierkę i teraz stanęła przed nim. Wiedziała, że to co robiła było nieodpowiednie, ale coś w niej ciągnęło ją tak bardzo do starej miłości, że nie umiała powstrzymać się przed ułożeniem chłodnej dłoni na jego policzku. Opuszkami palców musnęła jego skórę, przypominając sobie jak to było móc go dotykać. I choć temat bynajmniej nie służył fizyczności, to Ursula przez jeszcze kilka sekund zatrzymała swoje palce na jego twarzy. Kiedy opuściła dłoń, z uwagą wpatrywała się w jego tęczówki. Nie wiedziała co więcej mogłaby powiedzieć; nie miała pojęcia czy mogła mu się zwierzyć i co mogła wyjawić a co zatrzymać dla siebie.

    URSULA

    OdpowiedzUsuń
  32. Cisnęło jej się na usta wiele słów. Przykrych i prawdziwych; przykładowo o tym czy bycie przy niej także straciło sens. Nigdy jednak ich nie wypowiedziała. Kiedy postanowił odejść, nie szukała go choć doskonale wiedziała gdzie był. Gdzie i z kim. Neville Longbottom postanowił odejść w momencie w którym pod sercem aurorki rozwijało się dziecko, sama jednak nie miała o tym pojęcia. Kiedy się dowiedziała, że jest w ciąży było już za późno a ona nie chciała trzymać go przy sobie na siłę. Teraz myślała o ich pięknej córeczce i zastanawiała się czy on i Hannah mieli potomka. Próbowała sobie wyobrazić ich dziecko, jak mogłoby wyglądać i czy byłoby podobne do Lisy. Jej słodkiej, małej Lisy.
    — Więc gdybyś mnie tutaj nie chciał, to nie przyjąłbyś mnie na stanowisko nauczycielki? — jej uśmiech był nieco blady, a wyraz twarzy wciąż poważny. Zastanawiała się czy bardziej dbał o swoją wygodę niż o profesjonalizm, jednak nijak to do niego nie pasowało. Zawsze był sprawiedliwy, szlachetny i dobry. Od momentu którego go poznała wiedziała że kierują nim wysokie pobudki, że ma wysokie wartości i mocny kręgosłup moralny. Nie zwątpiła w niego nawet wtedy kiedy odszedł choć tego dnia jej serce roztrzaskało się na milion części. I kiedy już je poskładała, kiedy znalazła każdą brakującą część i ułożyła je niczym puzzle; ono znowu się rozbiło, tym razem bez możliwości naprawy.
    Kiedy wyszeptał jej imię, wciąż trzymała dłoń na jego policzku. Opuszkami palców nieśpiesznie przesunęła po powierzchni jego skóry, palcami docierając do jego zarostu i zahaczając o niego paznokciami. Wędrowała dłonią po jego żuchwie, szczęce, delikatnie zsuwając ją na jego szyję. Cudowną szyję na której niegdyś uwielbiała składać wilgotne, pełne czułości i namiętności pocałunki. Czuła jak cała ta cholernie wielka miłość do niej wraca, odurza ją z podwójną siłą i przyciska do ściany. Pomimo tego, że od nadmiaru jego bliskości (od której zdążyła się już odzwyczaić) kręciło się jej w głowie i brakowało oddechu. Choć wszystko w niej krzyczało by wróciła do swojej komnaty, by nie zbliżała się do ani milimetr bliżej; to ona niemalże do niego przywarła, zupełnie jakby był jedynym co mogłoby ją uszczęśliwić. Spojrzała w jego oczy, wpatrywała się w nie intensywnie, długo i przenikliwie; zupełnie jakby chciała odgadnąć uczucia które nią targały były odwzajemnione czy jawnie się ośmieszała. Wciąż nie odrywała palców od jego skóry, zaś swoje kremowe i pełne wargi docisnęła do jego żuchwy.
    — Cieszę się, że tu jestem. Tęskniłam za tobą — wypaliła, a zaraz jej jasne policzki zapłonęły szkarłatem. Jednocześnie mówiąc ów słowa dłońmi obejmowała jego twarz, wpatrując się w nią. Przysunęła powoli policzek do jego policzka, a wargi do jego ucha; jednocześnie swoje dłonie zsuwając niżej. — Wybacz, nie powinnam. Pójdę już. — mruknęła i nieco odrętwiała odsunęła się od niego. Bała się, że jeśli dłużej tak będzie stać to w końcu się nie powstrzyma; bała się że wyzna mu swoje uczucia, a on... On ulokował swoją miłość w innej kobiecie, w swojej żonie.

    ULKA

    OdpowiedzUsuń
  33. Odejście było najlepszym wyjściem; wiedziała że jeśli zostanie z nim choć chwile dłużej, dodatkowo w tak małej odległości. Nie ufała sama sobie, bała się co była gotowa zrobić a on był żonaty. I szczęśliwy. Kochał żonę, nie ją; w tym starciu nie miała najmniejszych szans. A jednak... wciąż się łudziła. Żyła nadzieją że wciąż w nim jest iskra tego uczucia, które pochłonęło ich przed laty. Nie umiała go zapomnieć, a tym bardziej nie chciała. Kiedy była tak blisko niego, była gotowa wyznać mu całą prawdę; wszystko przez co musiała przejść i jak bardzo ją to podłamała. Otaczał ją jednak wstyd, poczucie winy i strach; bała się że będzie ją obwiniał i nie da jej szansy na wyjaśnienie, że ją bez wahania wyrzuci. Dlatego schodząc z Wieży, zignorowała jego wołania. Postanowiła aby ich relacja była czysto zawodowa; musiała też uważać aby fizycznie nie być tak blisko niego, bo na Merlina nie opanuje się! Dopiero kiedy usłyszała tak blisko siebie kroki zatrzymała się, nie chciała bowiem aby pomyślał że przed nim uciekała. Odwróciła się do niego przodem i uśmiechnęła łagodnie, zachowując pomiędzy nimi minimalny dystans.
    — Nev... — westchnęła cicho, patrząc w jego oczy i słuchając jego słów. — Nie miałam zamiaru zaszkodzić tobie i Hannah. Jesteście razem szczęśliwi, a ja nie będę pomiędzy was wchodzić. — odpowiedziała głośno i pewnie. Szanowała to że miał obrączkę na palcu; nie miała zamiaru tez robić niczego wbrew niemu. Słysząc jednak o tym że chce zostać jej przyjacielem, zmarszczyła lekko brwi. Chciała czegoś zupełnie odmiennego, ale z życzliwym uśmiechem przystała na jego propozycje. — Nigdy nie przestałeś być moim przyjacielem. Masz swoje miejsce w moim sercu. — wyznała ściszonym głosem, jakby w obawie że ktoś mógłby ich usłyszeć. Słysząc kolejną jego propozycje, jej uśmiech się poszerzył. To przypominało jej wspólne czasy, kiedy robiła im kakao do łóżka, tuż przed snem. Uśmiechnęła się do wspomnień i delikatnie skinęła głową. — Wiesz, że je uwielbiam. Nie umiałabym odmówić. — zaśmiała się cicho i melodyjnie. — Chodźmy, Nev. — po chwili oboje ruszyli w kierunku kuchni. Dotrzymywała mu kroku, co chwile posyłając mu dyskretne spojrzenia. Miała wrażenie że wcale się nie zmienił.

    ULA

    OdpowiedzUsuń