7 lutego 2017

Rose Weasley

"Niepew­ność wciąż pod­my­wa fun­da­men­ty podjętych decyzji"
Rose Weasley
VII ROK || GRYFFINDOR || KLUB ŚLIMAKA || KLUB POJEDYNKÓW
Niepozorne stworzenie o silnym charakterze i smykałce do osiągania sukcesów bez najmniejszego wysiłku. Od pierwszej lekcji w Hogwarcie jej zapał nie osłabł, wręcz przeciwnie umacniał się w niej stopniowo z nielicznymi większymi przeskokami. Podsycana przez matkę rządza bycia najlepszą wciąż góruje na jej liście priorytetów. Pragnienie zdobywania kieruje każdym jej ruchem, czasem nawet przejmuje kontrolę a wtedy na Marlina niech wszyscy chowają się po kątach, bo może być gorąco. Nieodrodna córka Hermiony tak samo życzliwa jak i uparta, w wielu rzeczach przypominająca ojca. Charakterystyczny dla Weasleyów wygląd połączony z inteligencją matki urzeczywistniony w jej skromnej osóbce stał się urzeczywistnieniem marzeń obydwojga rodziców. Perfekcyjna. Idealna. Zdecydowanie wyidealizowana. Gdyby tak przyjrzeć się pannie Weasley z innej strony można by rzec, że niewiele różni się od reszty. Również posiada pasje i zainteresowania, przechadza się po błoniach i oddycha tym samym powietrzem, co inni, delektuje się smakiem czekolady i cieszy ją każdy wschód słońca. Uwielbia spoglądać w gwiazdy i czytać w zaciszu biblioteki, dokarmiać głodne wróble oraz rzucać się śnieżkami w zimowe popołudnia. Nic szczególnego. Poza nazwiskiem. Rodowodem. Historią. Wrzucona na głęboką wodę czasami ma ochotę przestać ruszać rękoma i opaść na samo dno. Kolejne wymagania zabierają chęci do podjęcia ryzyka. Sukcesy zamiast motywować, przytłaczają. Inteligencja zamiast przyciągać innych jedynie odpycha i rani. A ona sama już nie wie, po co budzi się, co rano i co ma jej przynieść nastanie nocy. Zagubiona w marzeniach innych osób zapomniała o swoich potrzebach. Zbyt zajęta urzeczywistnianiem pragnień innych odrzuciła na bok swoje. I coraz ciężej jej jest wstać z łóżka i zacząć nowy dzień. Bo już od dłuższego czasu nie wie, czego chce. Bo już od dłuższego czasu nie wie, kim jest.

Nie lubimy się z html dlatego wyszło jak wyszło. Mój laptop też strzelił focha, więc mogą się trafić literówki. Prowadzenie Rose od dawna było moim pragnieniem, dlatego skorzystałam z okazji i oto powstało mi takie o coś. Nie ukrywam, że szukam dla tej pani miłości, dramatu i poszukiwania sensu własnej egzystencji. Czyli standard. Reszta tak samo jak u Belauh (matura, długość wątków, preferencje). Dajcie mi wątek życia.

12 komentarzy:

  1. [Witam po raz kolejny! ;) Widzę, że znowu wzięło Cię na postać kanoniczną, tym razem zupełnie inną od poprzedniej, poza nazwiskiem, się rozumie.
    Wpasowałaś się z wyobrażeniami o Rose chyba w gust większości ludzi, myślących o nowym pokoleniu. Nie powiem, że to coś złego, tym bardziej, że karta napisana jest jak najbardziej z sensem, a z oryginalnością łatwo przesadzić i tylko się wtedy postaci i samemu sobie szkodzi.
    Mam nadzieję, że Rose się jednak niebawem odnajdzie; zapewne gdy minie niełatwy dla większości, nastoletni okres :) Cieszę się, że nie ma pretensji do rodziców o samo swoje istnienie, mimo trudności. A chociaż wizualnie zawsze wyobrażałam ją sobie jako rudowłosą Hermionę, to zdjęcie naprawdę fajne, przyciągające uwagę ;)
    Życzę Ci wielu ciekawych wątków kolejną postacią, a przede wszystkim udanej zabawy! Gdybyś miała ochotę na następny wątek z którymś z moich panów, zapraszam serdecznie :)]

    Ed || Teddy || Jamie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Te włosy! Te piegi! Toż to córka Rona i Hermiony jak wypisz wymaluj. Tylko oczy jakieś takie... Potterowe ;) Perfekcyjna i wyidealizowana. Jestem sobie w stanie wyobrazić nawet dlaczego. Biedne te dzieci świętej trójcy Hogwartu. Wszystkie ciągną za sobą historię rodziców, każdy ma wobec nich jakieś wymagania, plany i wizje. Ciężko oj ciężko mają dzieciaki.
    Nie mniej jednak życzę aby wątki dobrze się pisały i dobrej zabawy :)]

    Neville Longbottom

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jak fajnie widzieć kolejną odsłonę Rosę, chociaż przez moją krótką nieobecność chyba przegapiłam odejście poprzedniej. Muszę pochwalić wybór zdjęcia, świetne jest! Wypadałoby pomyśleć nad jakimś wątkiem, ale póki co nic ambitnego mi nie przychodzi do głowy :<]
    braciszek Hugo

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć!
    Theo kocha piegi, rudzielców i pewnego Weasleya (to prawie jak ja, tyle tylko, że ja kocham prawie wszystkich Weasleyów), więc myślę, że istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że jakoś udałoby im się dogadać. :D
    Fajna Ci ta Rose wyszła, bardzo mi się podoba. Jeżeli masz ochotę na wątek, to oczywiście zapraszam do siebie, ale nie jestem pewna, czy udałoby nam się wymyślić coś ciekawego (właśnie wracam z urlopu, ogólnie ledwo żyję i z pomysłami niestety ciężko). ;)]

    Theo Nott

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć!
    Ja kojarzę Ciebie po nicku, żadnej z postaci niestety nie. :c Ale miło wiedzieć, że ktoś nas pamięta. Dziękuję za powitanie. C:]

    Olivia Wardhill

    OdpowiedzUsuń
  6. [Podoba mi się wszystko i opcja z lunatykowaniem i wylądowaniem w łóżku Arta niezwykle mi się podoba XD]

    OdpowiedzUsuń
  7. [To może chodź, omówimy sobie to mailowo ;)]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dziękuję bardzo! Namęczyłam się przy szukaniu tego zdjęcia, niemniej... Nie żałuję, było warto. :D Ja tam jednak, podobnie jak Aura, o wiele bardziej wolę pierwowzory baśni, są mniej słodkie, a bardziej... mroczne.
    Dziękuję raz jeszcze! Mam nadzieję, że życzenia się spełnią. C:]

    Aurora Lawson

    OdpowiedzUsuń
  9. [Wiesz, że dopiero do mnie dotarło, że jest Puchonem i ma żółty sweter? ;) Uznajmy, że to nie przypadek, że doskonale wiedziałam co robię :P
    Cześć i czołem! Mnie wystraszyć nie łatwo, jak ugryziesz to oddam ;) Upatrzyłam sobie Rose, bo czytając kartę wpadłam na pomysł... Może by tego nieuka czegoś nauczyła? Myślę, że na początek nie byłoby tak źle :) Co Ty na to?]

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  10. [W takim razie zobaczymy czy się Panna Weasley zgodzi ;) uprzedzam, Hayden może się zrobić uparty, choć Go o to nie podejrzewałam ;)]

    Nic nigdy nie cieszy tak bardzo jak dźwięk wyjca o poranku. Chyba, że ten wyjec wrzeszczy na Ciebie. Przy wszystkich.
    "Hayden'ie Houck'u. Synu. Piszemy ten list razem z mamą, ażeby uzmysłowić Ci, iż nie jesteśmy usatysfakcjonowani z Twoich wyników w nauce. Otrzymaliśmy zawiadomienie, z którego wynika, iż prawdopodobieństwo ukończenia przez Ciebie szkoły jest niewielkie. Tak Synu, NIEWIELKIE. Dlatego uprasza się, żebyś dołożył wszelkich starań, aby oceny uległy poprawie, przynajmniej do stopnia zadowalającego, przynajmniej z większości przedmiotów.
    Krótko mówiąc, Synu. Masz zdać. Inaczej nie licz na naszą pomoc.
    Pozdrawiam, Tata.
    Całuję, Mama."
    W ten oto sposób Hayden Houck został w czarnej d*pie. I choć zazwyczaj ignorował takie wezwania (tak, to nie jest pierwszy raz), tak teraz czuł, że nie może sobie na to pozwolić. Co innego szósty rok, kiedy jest jeszcze na wszystko czas. Teraz czasu zostało trochę mniej. I wiedział, że jak nie poprawi ocen, to nie dość że zawali szkołę, to nie dostanie się do ukochanej drużyny Quidditcha. Właściwie to do żadnej się nie dostanie, o zgrozo.
    Pozostawało tylko jedno wyjście. Wziąć się za coś, czego nienawidził i do czego się nie nadawał. Do nauki.
    Zawsze jednak tłumaczył sobie, że gdyby to było takie proste, to już teraz miałby dobre oceny, prawda? Co takiego mogło być trudnego w tworzeniu eliksirów? Wystarczyło dodać jedno do drugiego i.. BOOM. No właśnie. Tak się to zazwyczaj kończyło.
    I dalej by się zamęczał swoimi naukowymi niepowodzeniami, kiedy coś rudego mignęło mu przed oczami. A wszyscy wiedzą, że jak coś jest rude, to jest też mądre. A jak jest mądre, to sobie z nim jakoś poradzi. I jak to coś jest Kimś, to w ogóle jest wypas.
    -Wesley'ówna! -wrzasnął na pół Wielkiej Sali, niekoniecznie wiedząc czego oczekuje. Właściwie to dobrze, że nie zdążył pomyśleć, bo pewnie by się speszył i rozmyślił. A teraz jak już zaczął, to musi skończyć. -Przepraszam. Rose? Rose Weasley? - zapytał, doskonale wiedząc, że to Rose. Wszyscy wiedzieli kim jest Rose. -Bo ja.. Miałem Cię znaleźć, bo.. Powiedzieli, że mnie nauczysz. Że zdam. -wymamrotał, stojąc już na przeciw dziewczyny. I kto mu powiedział, to też nie wiedział, ale słyszał, że jak nie Rose, to kto?

    [Mam nadzieję, że może być, i że coś z tego da się wystrugać ;)]

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  11. No tak, oczywiście. Przecież to nawet całkiem logiczne, że postrzegana za wybitnie mądrą osoba niekoniecznie ma równo pod sufitem. A Hayden nie dość, że ogólnie za człowiekami nie przepadał, to już szczególnie za niezrównoważonymi psychicznie. A już kompletnie nic nie poradzi na to, że Rose jest jedyną "znaną" mu osobą, która może mu pomóc w prześlizgnięciu się przez egzaminy i skończeniu szkoły. I gdyby nie wiadomość od Ojca, to pewnie dalej tkwiłby w przekonaniu, że jakoś to będzie i może się uda, ale trudno. Oświeconego Haydena ciężko zgasić, a zawsze wychodził z przekonania, że skoro ma coś zrobić, to lepiej to zrobić od razu. Więcej czasu zostanie na latanie. Także postanowił, że zrobi wszystko, żeby dziewczyna mu pomogła, choćby miał oddać za to duszę.
    -Yyy.. Wszystko w porządku? - wymruczał, kompletnie nie wiedząc czego ma się spodziewać. Nie dając jednak dziewczynie czasu na odpowiedź, ewentualnie na dalsze recytowanie wierszyka, wypalił. -Bo wiesz, ja naprawde bardzo nie chcę sprawiać Ci problemu. Domyślam się, że masz swoje sprawy, naukę czy co tam sobie robisz, ale ja naprawdę nie mam wyjścia. Jak się ojciec dowie, że nie poprawiłem ocen, to jeszcze mnie stąd zabierze.. - wychrypiał na jednym tchu, modląc się, żeby wszyscy wokół przestali się na niego gapić. Jeszcze nie wiedział czym to gapienie było spowodowane, ale mimo wszystko niekomfortowo się z tym czuł.
    -Zrobię wszystko. Tylko mi pomóż. -rzucił na koniec, modląc się, żeby ze stresu nie zacząć się pocić. Nie żeby było coś nie tak z jego higieną, z natury nie ma z tym problemu, ale z natury też nie musi prosić obcej, dziewczyny, o pomoc.

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  12. Miał na tyle mocny sen, że nawet nie poczuł, jak ktoś kładł się obok niego, nakrywając się tą samą kołdrą. Dopiero gdy poczuł, ocierające się o jego rozgrzane łydki lodowate stopy, zareagował przekręceniem się na bok. Otworzył powoli oczy, przez chwilę wpatrując się w bladą cerę leżącej obok niego dziewczyny. Dopiero, jakby po chwili dotarło do niego co tak właściwie się stało. Zagryzł mocno wargę, wpatrując się dalej w jej twarz i zielone oczy, którymi, jak mu się wydawało, wpatrywała się w niego.
    — Co tu robisz? — Był szczerze zdziwiony i… nie spodziewał się tego zupełnie. Mimo wolnie wysunął jednak dłoń spod kołdry i przesunął powoli jej wierzchem po policzku dziewczyny, delikatnie zaczesując rude kosmyki za ucho. Kącik ust, drgnął mu delikatnie wyginając się w lekki łuk. — Rose… — Miał powiedzieć, że nie powinno jej tu być, że gdy ktoś ich zobaczy, z pewnością będą mieli niemały problemy, a przecież oboje chcieli ich uniknąć. Przerwał jednak, słysząc cichy szmer dochodzący z jednego z łóżek jego współlokatorów dormitorium. Nie myśląc długo, objął rudowłosą dziewczynę i przyciągnął mocno do siebie, nakrywając szczelnie ich oboje kołdrą.
    Czuł, jak serce wali mu w piersi. Jak bardzo czuje się zdezorientowany, a jednocześnie szczęśliwy. Lubił Rose, ale w życiu nie przyznałby się do tego na głos. W końcu to była jedna z Weasley’ów. Rudo płomienne włosy nie dające zapomnieć z jakiej rodziny pochodzi, a przecież pochodzenie miało cholernie ważne znaczenie. Szczególnie dla kogoś takiego, kim był on. A jednak… leżała tuż obok niego, obejmował ją czując na swojej szyi jej ciepły oddech i wcale nie chciał wypuszczać jej ze swoich objęć, nie chciał jej od siebie odsuwać i pozwolić odejść. Nie chciał. Chciał natomiast objąć ją jeszcze mocniej, usłyszeć jej delikatny, melodyjny głos i zatopić dłonie w długich kosmykach jej włosów.
    Nie powinien był tego robić. Nie powinien w ogóle ignorować tego, że jedna z Gryfonek znalazła się nagle w jego łóżku. A jednak. Przesunął palcem wskazującym po jej żuchwie i uśmiechnął się delikatnie, nie myśląc dłużej, nie analizując żadnych za i przeciw, delikatnie uniósł jej głowę pchając ostrożnie jej podbródek, a następnie zatopił się w miękkich wargach dziewczyny.
    Nie myślał o konsekwencjach. Nie myślał o niczym innym, jak o jej zielonych oczach. O jej gładkiej skórze, o jej niezwykle przyjemnym zapachu, który z pewnością był mieszanką świeżo upranej piżamy i kwiatowego mydła.
    Rozchylił wargi, pogłębiając powoli pocałunek oczekującjej reakcji¸ nie dostał jednak nic w zamian. Nie poczuł zaciśnięcia jej dłoni, nie poczuł niczego.
    — Rose…? — Szepnął, odsuwając się o kilka centymetrów, uważnie jej się przyglądając. — Rose. — Powtórzył odrobinę głośniej, jednak nie na tyle, by mógł usłyszeć go ktokolwiek inny poza dziewczyną. Zagryzł wargę, czując jak budzą się w nim mieszane uczucia. Nie miał pojęcia, o co chodziło dziewczynie.

    Avery

    OdpowiedzUsuń