14 lutego 2017

buy cheap spirits and drink them straight

FREYA COLLINS
16/04/2007, LONDYN | RAVENCLAW | VI | SZUKAJĄCA I KAPITAN
Kiedy mijasz ją na korytarzu, coś ci podpowiada, że nie jest to osoba, w której towarzystwie łatwo przebywać. Nie w negatywnym sensie – w końcu wszyscy w Hogwarcie mówią, że panienka Collins to przemiła i pomocna osoba - jest to jednak dziewczyna, którą trudno okiełznać. Ma miliony pomysłów na sekundę, rozmawia ze wszystkimi naraz, wszędzie wpycha swoje pięć groszy i przewraca się co dwa kroki, a mimo to trudno przeoczyć iskierkę inteligencji w jej oczach. Zawsze wszystko wie i zawsze jest przygotowana, czy to na test z transmutacji czy imprezę w Pokoju Wspólnym. Uśmiech nie schodzi jej z twarzy, na dodatek straszna z niej flirciara i kokietka. Czasami zdarza jej się powiedzieć dwa słowa za dużo, bo trzymanie języka za zębami to nie jej mocna strona, ale w jakiś sposób za każdym razem wychodzi z kłopotów cało. Nawet jeśli jej ulubionym sobotnim zajęciem jest płatanie psikusów rówieśnikom i nauczycielom, rzadko zostaje ukarana. Mistrzyni negocjacji, skłoni cię do oddania towaru za darmo i jeszcze jej za to zapłacisz. Można odnieść wrażenie, że jej pokłady energii nigdy się nie kończą, bo gdzie by nie spojrzeć, tam ją widać – a to dokądś biegnie, a to z czegoś się śmieje. Urocza i kochana dla swoich przyjaciół, wredna i mściwa dla wrogów. Potrafi zaleźć człowiekowi za skórę, jeśli jej czymś podpadnie, ale jednocześnie stara się nie wchodzić nikomu w drogę. Freya jest pełna przeciwieństw – z jednej strony bezkonfliktowa, zawsze próbuje rozwiązywać cudze spory, ale równocześnie jest mistrzynią planowania zemsty. Świetna towarzyszka imprez, panna nie mam żadnych zmartwień, ale coś w alkoholu możemy utopić. Freya Collins to z pozoru złota dziewczyna, bez jakichkolwiek wad. Bardzo łatwo odnieść wrażenie, że zna się ją na wylot, ponieważ jest tak otwarta i bezpośrednia. To jednak tylko złudzenie, bo niewielu wie co tak naprawdę siedzi jej w głowie i gra w duszy. 

POWIĄZANIA | WIĘCEJ 
fc: Bridget Satterlee, tytuł Ed Sheeran - Castle On The Hill; zapraszam do wątków!

25 komentarzy:

  1. [ Wow! Jaka fajna :) Podglądałam wcześniej w szkicach (typowa ja) i już wtedy mi się podobała. Także życzę dobrej zabawy, wielu wspaniałych wątków i zapraszam do moich postaci, a najbardziej do Ericka, bo wątki damsko-damskie idą mi raczej średnio :/ ]

    Erick, Julia, Olivia

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam serdecznie na blogu młodą Krukonkę ;)
    Wydaje się być pozytywną osóbką i mającą sporo zalet, ale przy tym ludzką, bo jednak nie końca jednoznaczną.
    Życzę Ci wielu ciekawych wątków, a przede wszystkim udanej zabawy na Kronikach! W razie chęci, zapraszam do siebie...]

    Ed Bones || Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dzień dobry! Zgłaszam swą obecność w kolejce po wątek! Widzę, że stanowisko kapitana szybko zostało zajęte (moja postać, która musiałam usunąć właśnie je obejmowała) , ale bardzo mnie to cieszy. Zgłaszam się po wątek, najlepiej jakiś Quidditchowy jeżeli masz chęć l, proponuję do tego Hyuna, który obejmuje stanowisko scigajacego lub Artaira - ale w tym przypadku raczej wątek nie może być oparty głównie na grze. W każdym razie miło mi powitać Cie na kronikach. Życzę samych przyjemności no i oczywiście zapraszam do moich chłopców, lub Avie ale damsko -damskie to coś czego wciąż się uczę :)]

    Artair, Avalon i Hyun

    OdpowiedzUsuń
  4. [O, a ja mam wrażenie, że Cię kojarzę, choć wyłącznie z nazwy, nie potrafię przypisać jej do żadnej postaci... Mogę się też mylić. :) Cześć! Fajna ta Freya, w ogóle lubię Krukonów bardzo i mam do nich jakąś taką swoistą słabość... Także jeśli masz ochotę na wątek, to zapraszam do siebie.]

    Olivia Wardill

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Cześć, cześć! Witam na blogu i życzę udanego pisania. :D ]

    Albus/Sloane

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witam serdecznie panią kapitan drużyny przeciwników. :) Co powiesz na wątek?]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oba pomysły mi się podobają i chociaż uwielbiam wątki drużynowe to pomysł na ten z Artairem strasznie mi się podoba! Nie mogę się zdecydować, nie pomogłaś... :D]

    Artie, Hyunie

    OdpowiedzUsuń
  8. [Haha dobrze, zatem niech tak będzie. W zasadzie jak wolisz. Myślę, że gdybyśmy się cofnęły mogłoby być równie ciekawie jak już w teraźniejszości. Kwestia tego na co masz ochotę. Ja mogę i to i to pisać, chociaż możliwe, że gdy rozwiniemy przeszłość, przechodząc następnie do przyszłości bardziej się będzie można wczuć w rozgrywkę :D]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  9. [Nie obraziłabym się, gdybyś zaczęła. Co do formy wątku... nie mam pojęcia, można chyba spróbować tak, że nie znamy wydarzeń z przyszłości ;)]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Dziękuję bardzo za miłe słowa :) Co do wątku, to zaczynać od zera chyba nie chcę, zwłaszcza, że nie ma to zbyt wiele sensu - obydwoje grają w domowych drużynach, są w tym samym wieku, nie da rady, żeby się nie znali. Poza tym, ja bardzo lubię mieć od początku dokładnie wymyślone powiązanie, a jeszcze im bardziej skomplikowane i emocjonalne, tym lepiej. Okej, to tyle a propos ogólnych życzeń, teraz będę rzucała skrawkami pomysłów:
    - Znają się od dziecka, bo rodzice się przyjaźnią (tu można ew. dorzucić zawsze absurdalny, aczkolwiek ciekawy element swatania).
    - Znają się od początku Hogwartu, zbliżyli się do siebie, kiedy (o, ironio!) zaczęli grać przeciwko sobie.
    Z obu tych historii (albo jakiejś zupełnie innej ;) ) wyszła im przyjaźń. I mogła to być taka super-wow-świetna przyjaźń, gdzie naprawdę wiedzą o sobie wszystko, mogą sobie powiedzieć wszystko i uznają siebie nawzajem za największy pewnik w życiu. Albo może to być taka przyjaźń, działająca bardziej na powierzchni, tzn. lubią spędzać ze sobą czas, fajnie się bawią, nadają na tych samych falach, dobrze się rozumieją, ale żadne nie uznaje tej drugiej osoby za jakiekolwiek wsparcie, bo nie na tym polega ta relacja, chociaż oczywiście może się w pewnym momencie okazać, że jedno byłoby w stanie zrobić dla drugiego bardzo wiele i że tak naprawdę znają się lepiej niż im się wydawało, bo wcale nie muszą sobie wszystkiego tłumaczyć, a po prostu wiedzą.
    Możemy też dorzucić do tego jakieś romansidła albo coś w tym stylu, na przykład:
    - platoniczna miłość, jak byli jeszcze paaaaaarę lat młodsi, coś w stylu "Jak będę duży, to zostaniesz moją żoną." (Nie wiem jak mogłam coś takiego podpiąć pod kategorię romans)
    - przeżyli ze sobą swój pierwszy raz, po czym dość naturalnie uznali, że okej, fajnie, przyjaźnimy się dalej
    - byli razem kiedyś
    - o, albo przyjaźnili się, potem jedno z dwójki albo obydwoje byli w jakichś swoich jeszcze niezbyt poważnych związkach i okazało się, że to drugie (albo obydwoje) jest właściwie zazdrosne i kiedy to wyszło na jaw to tak się poplątało wszystko, że w końcu zaczęli być razem, a krótko potem wszystko się rozleciało, pokłócili się, że to niby męczą się nawzajem, marnują sobie życie i w ogóle pies ogrodnika. Także dramat.
    Jeszcze mi świta takie powiązanie, że mogą się średnio lubić. Tzn tak naprawdę to nawet może i się lubią, ale droczą się chyba od zawsze, udają, że się nie znoszą, a wszyscy wokół wiedzą, że między tą dwójką to coś się dzieje. I tu przyjaźń, albo romans, kto wie. Jeszcze może być tak, że się serio nie lubią, chociaż głównie dlatego, że mają o sobie jakieś mylne poglądy, trochę się szufladkują, trochę oceniają po pozorach, po plotkach, po czymkolwiek. Omijają się szerokim łukiem i możemy ich wrzucić wtedy w jakieś wydarzenie, podczas którego wyjdzie, że pozory to niekoniecznie prawda i tak się zacznie ich relacja w takim pozytywnym sensie.
    Koniec. Więcej nie przychodzi mi do głowy, i tak nie wiem co mnie tak natchnęło ;) Pomysły te możemy oczywiście też mieszać ze sobą, modyfikować, a jak Tobie jeszcze przyjdzie do głowy jakieś rozwinięcie tego albo może coś zupełnie innego to dawaj! ]

    Erick

    OdpowiedzUsuń
  11. [Skoro Freya jest typem imprezowiczki, lubi wykręcać numery i flirtować, to zdecydowanie dogadałaby się z Blaisem. W dodatku łączy ich jeszcze quidditch, więc mamy dodatkowy punkt zaczepienia. Oprócz czysto sportowej rywalizacji na boisku nie ma chyba nic, co mogłoby wskazywać na negatywne relacje, więc poszedłbym jednak w tę drugą stronę. :) Nie wiem tylko, co konkretnie mogłoby być między nimi. Jakieś pomysły?]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Olivia właściwie jest praktycznie (przynajmniej z pozoru) kompletnym przeciwieństwem Freyi, izoluje się od ludzi najbardziej, jak tylko można, Quidditchem się nie interesuje... Powiedz mi, jaki byłby stosunek Twojej pani do mojej? Wówczas prędzej dopasuję Livs do danej relacji. :)]

    Olivia Wardhill

    OdpowiedzUsuń
  13. [ No dobra, to powiedzmy właśnie, że poznali się w dzieciństwie tj. mniej więcej jak mieli 8-9 lat, niedługo po tym jak Erick z rodziną przeprowadził się do Londynu. Ich rodzice zaczęli się przyjaźnić, więc mieli wiele okazji do wspólnego spędzania czasu i przez to się bardzo zżyli. I tak przetrwało do dziś.
    Okej, w takim razie zróbmy Erickowi fejkową dziewczynę, Frei (tak to się odmienia?) fejkowego chłopaka, którzy będą trochę absurdalni, np. Erick zna tą swoją dziewczynę dosyć krótko, ona jest rok młodsza, biegała za nim jak porąbana, bo on tak wspaniale rzuca kaflem i jakoś tak wyszło, że są razem, bez większego powodu, bardziej dla zabawy. Możemy ją nazwać Emily (co za różnica?). Chłopak Frei to może być zwykły mięśniak, też związek jakiś w stylu "bo tak", ale w sumie wymyśl co uważasz, może być też coś troszkę bardziej poważnego. No i tak, jak już mamy fejkowe związki to zacznie się coś dziać między naszą dwójką. Tzn. będą się siebie czepiać a propos tych związków. Najpierw to będą jakieś zwykłe docinki, żarty itp, a w końcu totalnie się o to pokłócą, wyjdzie, że tak naprawdę są zazdrośni. Albo Freya jest zazdrosna, a Erickowi ona się w sumie od dawna już podoba nieco bardziej niż przyjaciółka powinna, ale starał się nie zwracać uwagi na te myśli i uczucia, żeby nic w tej przyjaźni nie zmieniać. I w końcu w czasie tej kłótni jakoś tak wyjdzie, że się będą całować, wtedy Emily ich przyłapie, będzie wszechobecny dramat, potem będzie jeszcze większy dramat, bo nasza dwójka będzie musiała ustalić co z nimi itp. Także ja proponuję napisać sobie wątek z tej kłótni, tylko potrzeba nam jakichś fajnych okoliczności, w których również byłaby możliwość, że ta cała Emily ich przyłapie. Masz jakieś pomysły? I w ogóle pasuje Ci to, co napisałam?
    A, jeszcze jedno. Jak masz gg to odezwij się tam, o wiele łatwiej będzie coś ustalać ;) ]

    Erick

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jasne, że rozumiem! Dokładnie tak samo dalsze koleżanki zachowywały się wobec mnie, więc sytuacja niemal idealna. :D Przychodzi mi w takim razie do głowy taka myśl: może nasze dziewczęta na jednej z lekcji zostałyby połączone w parę, by wykonać dane zadanie? Freyi mogłaby trochę zadziałać na nerwy mrukliwość Olivii, z którą nie sposób było się dogadać (a zadanie, dodajmy, wymagało pełnego zaangażowania obu osób), przez co odrobinę by się posprzeczały (żadna wielka kłótnia), wobec czego wyleciałoby im z pamięci to, do czego mają się przyłożyć – załóżmy, że spowodowałyby jakiś wybuch na eliksirach, nieopatrznie dodając inny składnik, niż ten w przepisie. Niezadowolony nauczyciel wlepiłby obu mini-szlaban, polegający na posprzątaniu bałaganu bez użycia różdżek. Wtedy Livs mogłaby Freyę przeprosić i spróbować się jakoś wytłumaczyć, czytaj: zwierzyć z niektórych sytuacji w życiu, mając nadzieję, że skoro dziewczyna nie odwróciła się od niej dotąd, nie zrobi tego i teraz. c:]

    Olivia Wardhill

    OdpowiedzUsuń
  15. [Tak naprawdę najpierw urzekło mnie zdjęcie, do którego nie mogłam nie stworzyć innej postaci niż Margo. :) Bardzo chętnie przystąpię do wątku, aczkolwiek nie do końca mam punkt zaczepienia między nimi...
    A. I dziękuję za powitanie! :D]

    Margo

    OdpowiedzUsuń
  16. Mecz był dziwny. Drużyna Gryfonów grała, jakby przed meczem wypili eliksir szczęścia. Ścigającym kafel wydawał się sam wpadać w ręce, a potem bezproblemowo przelatywał przez pętle, nabijając kolejne punkty. Obrońca idealnie wyczuwał przeciwnika i niemal za każdym razem znajdował się dokładnie tam, gdzie blokowanie ataku było potrzebne. Pałkarze doskonale bronili własnych zawodników przed tłuczkami, wysyłając je grzecznie w stronę drużyny przeciwnej. Tylko szukającego ominął Felix Felicis albo po prostu zadziałała zasada nie można mieć wszystkiego i złoty znicz zwyczajnie się nie pojawiał, przez co mecz trwał naprawdę długo, a zawodnicy znaleźli się na skraju zmęczenia. Erick odetchnął z ulgą, kiedy usłyszał w końcu gwizdek i uśmiechnął się lekko, kierując trzonek miotły w dół. Wygrali.
    Nie zdążył nawet zsiąść dobrze z miotły, kiedy Emily zawisła na jego szyi, przyciskając go do siebie tak mocno, że prawie brakowało mu tchu. Objął ją delikatnie, przytrzymując nad ziemią, a gdy rozluźniła uścisk, postawił ją przed sobą i puścił w jej stronę oczko, uśmiechając się tryumfalnie. Coś mówiła, ale Erick miał wrażenie, że wiatr wciąż dudni mu w uszach, zagłuszając wszystko wokół. A może po prostu nie miał ochoty jej słuchać. Na szczęście długo nie musiał, bo zaraz wspięła się na palce i wpiła w jego usta. Delikatnie, chociaż trochę niechętnie odwzajemnił pocałunek, na moment zapominając o wszystkim. Na przykład przestał się zastanawiać, dlaczego właściwie z nią jest. Nie kochał jej ani trochę, ledwo ją lubił, nie mieli ze sobą tak naprawdę nic wspólnego, byli ze sobą bez większego powodu (przynajmniej z jego strony, bo Emily chyba była dość zakochana) i gdyby ktoś go poprosił, żeby wymienił jej zalety to tylko jedna przyszłaby mu do głowy – dobrze całuje. Bo całowała niesamowicie i, mimo że często robili to w idiotycznych miejscach, tak jak teraz, na środku stadionu, to i tak potrafiła na krótką chwilę zabrać go do nieba. Tylko chyba dla samych pocałunków nie warto było z nią być i Erick doskonale o tym wiedział, chociaż nic z tym nie robił.
    - Idę się ogarnąć. Zobaczymy się później. - powiedział cicho, przeczesując palcami mokre od potu włosy, pocałował szybko dziewczynę i ruszył w stronę szatni.
    Wszedł do środka i od razu jego twarz rozświetlił szczery uśmiech, tak jakby nie czuł już zmęczenia i mięśni bolących od bardzo długiego wysiłku. Skinął głową do przyjaciółki, wręczył jej swoją miotłę, którą ta zaraz odwiesiła na przeznaczone dla niej haki, wbite w ścianę, a on w tym czasie pozbył się wierzchnich warstw ubrania.
    - Wezmę tylko szybki prysznic. Poczekasz? - spytał, patrząc na nią uroczym spojrzeniem, a gdy tylko kiwnęła głową pobiegł do łazienki. Kiedy wyszedł, w pomieszczeniu była już tylko Freya. Większość drużyny wolała myć się w szkole, Erick uznawał, że im szybciej, tym lepiej. Uśmiechnął się do przyjaciółki i podszedł do szafki, w której znajdowały się jego normalne ubrania. Szybko nałożył skarpetki i dżinsy, kiedy nagle usłyszał komentarz Frei. Odwrócił się w jej stronę, nieco mordując ją wzrokiem, ale zupełnie nie był zdziwiony. Czepiała się Emily od początku i trudno jej było nawet nie przyznać racji. Chociaż w tym konkretnym przypadku...
    - Frey, akurat całować to ona umie. - odpowiedział, męcząc się z guzikiem od spodni. - Bo tak to rzeczywiście jest wkurzająca, ale przecież musi istnieć chociaż jeden powód, dla którego jesteśmy razem, nie sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posłał w jej stronę standardowy uśmiech nr 5, chociaż tak naprawdę coraz mniej miał ochotę się uśmiechać. Próbował o tym zapomnieć, ale ostatnio częściej wracała do niego myśl, że genialne pocałunki to nie jedyny powód, dla którego jest z Emily. Zwłaszcza, że zaczęli być razem niedługo po tym jak Freya związała się z Finnem, a Erick zorientował się, że jest o nią zazdrosny jak jeszcze nigdy w życiu. Chociaż nie powinien być zazdrosny. Nigdy nie powinien czuć więcej niż normalną miłość do przyjaciółki. Nigdy nie powinien patrzeć na nią, w sposób w jaki na nią patrzył. Powinien być jej przyjacielem i nikim więcej. Nie przekraczać granic, które w tym przypadku były wyjątkowo wrażliwe. Dlatego musiał szybko i skutecznie zapomnieć, a Emily okazała się być dość dobrą drogą do tego celu.
      - A zresztą proszę się mnie nie czepiać, tylko zająć swoim chłopakiem. - niemal warknął po chwili. Gdy był zmęczony, chciał spać, a wtedy o wiele łatwiej się denerwował i takie były efekty. - Ten Twój Pan Mięśniak na pewno całuje najlepiej na świecie. I w ogóle jest najwspanialszy. Szkoda tylko, że te bicepsy wyrosły mu zamiast mózgu.
      Przewrócił oczami i sięgnął po bokserkę, którą szybko nałożył na nagi tors. Nie spojrzał na Freyę nawet na moment.

      Erick

      Usuń
  17. Był wkurzony, ale mimo to nie potrafił się nie zaśmiać. Mądry inaczej... Mądry inaczej to było mało powiedziane. Finn był nawet głupi inaczej, bo w porównaniu do standardowo głupich ludzi wypadał naprawdę blado, ale... Tak cholernie miło było słyszeć coś takiego z ust Frei, że Erick poczuł się nawet w jakiś sposób usatysfakcjonowany. Mógł udawać od wielu tygodni, że nic się nie dzieje i starać się oszukać nawet samego siebie, ale widok Frei, całującej jakiegoś chłopaka momentalnie sprawiał, że miał ochotę odwrócić wzrok, rzucać przedmiotami, walić w mury. I oczywiście czuł ulgę, wiedząc, że ten chłopak to idiota, którego nawet Freya nie traktuje poważnie, ale tak naprawdę ta ulga nie była w stanie wiele zmienić. Mógł się tylko przyzwyczaić do tego, że coś, co kiedyś było naturalnym elementem jego życia, teraz będzie największym wyzwaniem. Przyjaźń z tą najwspanialszą, w jego opinii, dziewczyną na świecie już nie będzie łatwa. Wciąż będzie przyjemna, ale jednocześnie będzie ranić i będzie nieustającą walką z własnymi pragnieniami, których wiedział, że nie powinien spełniać.
    Zaśmiał się krótko, kiedy lekko szturchnęła go w ramię. Nie chciał się z nią kłócić, ale trochę miał już dość rzucania sobie nawzajem docinek dotyczących osób, z którymi, bądź co bądź, byli w związkach. Może i te związki były szalenie absurdalne, ale sami się na to zdecydowali, mieli jakieś powody i powinni szanować nawzajem swoje decyzje, zwłaszcza, że z pozoru zupełnie nie dotyczyły ich, jako dwójki przyjaciół.
    Odwrócił się w jej stronę, kiedy zaczęła mówić o imprezie, ale zaraz zmarszczył mocno brwi. Naprawdę mogłaby sobie darować. Serio!
    - Przestań o niej mówić. - warknął, patrząc dziewczynie uparcie w oczy, chociaż jego nagle stały się zimne i obce. - O co Ci chodzi? W czym ona Ci tak niesamowicie przeszkadza? Zajmij się tym swoim Finnem!
    Miał dość. Chciał wykrzyczeć Frei, że jest z Em dokładnie z jej powodu, że jest dla niego tylko ucieczką, że nie ma znaczenia, że gdyby ona powiedziała chociaż słowo to nawet nie patrzyłby na takie dziewczyny jak Emily, która jest tylko cholernym antidotum na nią! Że żyje w nadziei, że jej pocałunki sprawią, że przestanie myśleć o tym jak to by było całować .

    Erick

    OdpowiedzUsuń
  18. [No i to też może być taki punkt zaczepienia. Do tego Margo patrzy na pewno na nią z góry, w końcu jest rok młodsza. Hm... Może Margo siedziałaby akurat na trybunach, gdy Freya miałaby trening. I jakimś dziwnym trafem to właśnie w nią jakoś jeden z pałkarzy prawie by uderzył tłuczkiem. No i zaczęłaby się kłótnia. Co Ty na to?]

    Margo

    OdpowiedzUsuń
  19. [Byłabym wdzięczna :) To w takim razie czekam!]

    OdpowiedzUsuń
  20. Merlinie, jak straszną miał wtedy ochotę zwyczajnie przyciągnąć ją do siebie i pocałować ją tak, żeby cała złość z niego zeszła, całe to napięcie odeszło w niepamięć, tak samo jak ten przeklęty Finn, Emily i tak samo jak... ich przyjaźń. Zamiast tego kiwnął tylko lekko głową, odsuwając się o pół kroku, po czym odwrócił się i wyładował, uderzając otwartą dłonią w szafkę. Zaklął cicho pod nosem i oparł czoło o drzwiczki. Po dłuższej chwili nałożył w końcu czarną bluzę przez głowę i odwrócił się do Frei.
    – Nie chce mi się imprezować. – powiedział trochę jakby tonem małego chłopca, którego mama chce wziąć do filharmonii. – Ale okej, niech będzie.
    Wzruszył ramionami, marszcząc nieznacznie brwi i ruszył za dziewczyną tak powoli, że zaraz musiała go pogonić. Przyspieszył kroku i dogonił ją już po kilku sekundach. Objął ją ramieniem, tak jak zwykł robić zawsze, i tak dotarli do Pokoju Wspólnego Gryfonów, do którego wstęp mają tylko Gryfoni. Teoretycznie.
    – Zapraszam. – odpowiedział wciąż nieco chłodnym, obrażonym tonem i wpuścił dziewczynę przed sobą do środka. – Chodź do mnie, napijemy się czegoś mocniejszego i zaraz wrócimy podbijać parkiet.
    Tuż przy schodach prowadzących do dormitorium dopadła ich Emily i od razu przykleiła się do Ericka, co w każdej innej sytuacji wydałoby mu się normalne, ale przy Frei było zdecydowanie dziwne. Pocałował więc dziewczynę lekko, ale zaraz odsunął się odrobinę, wciąż jednak trzymając dłoń na talii Gryfonki. Działał instynktownie, mimo że jego instynkty były potwornie głupie. Chciał wzbudzić zazdrość przyjaciółki i jednocześnie bardzo tego nie chciał, a przede wszystkim nie miał pojęcia, jakim prawem w ogóle miałaby ona być o niego zazdrosna. Przecież to on oszalał na jej punkcie i tyle.
    – Gdzie idziecie? – zapytała Em, śpiewnym tonem, a jej głos niemal dudnił Erickowi w głowie, ale w jakiś dziwny sposób skutecznie odrywał jego uwagę od Frei.
    – Do mnie. Na szybkiego drinka. – wyjaśnił i ujął dłoń dziewczyny. – Chodź z nami.
    Em kiwnęła głową i razem ruszyli po schodach, puszczając Krukonkę przed sobą. W dormitorium wypili parę kolejek, które szybko uderzyły Erickowi do głowy z powodu głodu i zmęczenia, więc nawet nie dotarło do niego w którym momencie zamiast rozmawiać z Freyą, zaczął odwzajemniać nieco natrętne pocałunki Emily. I nie do końca pamiętał moment, kiedy dziewczyna wylądowała na jego kolanach, a jego dłonie zaczęły błądzić po całym jej ciele. I zupełnie nie zauważył, kiedy jego przyjaciółka opuściła pokój.

    [No to tak wyszło. Wydaje mi się, że całkiem porządny powód do kłótni :p ]

    Erick

    OdpowiedzUsuń
  21. [Przepraszam, że tak wpadam z opóźnieniem, ale czy alkohol już bardzo został przelany, czy Danielowi udałoby się z nią jeszcze napić?
    A tak serio to witam i zapraszam ;) ]

    Daniel // Clint

    OdpowiedzUsuń
  22. [Ciekawy pomysł i z chęcią zacznę, ale jeszcze nie wiem kiedy, bo w tym tygodniu będę miał trochę na głowie. :) W każdym razie nie myśl, że przepadłem bez wieści.]

    OdpowiedzUsuń
  23. Do niczego nie doszło. Po prostu całowali się tak nieskończenie długo, że w końcu Erick nieco otrzeźwiał i uznał, że czas wrócić na imprezę. Prawda była taka, że mimo alkoholu, który zdawał się chcieć decydować za niego, chłopak miał na tyle silnej woli i rozsądku, żeby nie przespać się z Emily. Wiedział, że tego nie będzie mógł cofnąć, że prędzej czy później będzie tego żałował. I tak wykorzystywał tę dziewczynę, ale seks to była przesada. Nie kiedy ona była w nim tak idiotycznie zakochana, a on nie czuł zupełnie nic. Nawet nie mógł powiedzieć, że ją lubi.
    Zeszli do Pokoju Wspólnego, który był chyba bardziej zapełniony niż wcześniej i od razu udali się na 'parkiet'. W pewnym momencie Erick zauważył Freyę, oddaloną kilka kroków od niego, tańczącą z tym swoim... Finnem i poczuł, jakby coś ściskało go za gardło. Nie chciał tego czuć. Nie powinien, więc szybko odwrócił się w stronę Emily i spróbował skupić się tylko na niej. I może wzrok jakoś wytrzymywał, ale myśli uciekały o te kilka kroków w prawo, nie dając mu spokoju.
    Kolejna piosenka była znacznie wolniejsza, więc Em wtuliła się w klatkę piersiową Ericka, a on objął ją niemal automatycznie. Bujali się powoli w rytmie muzyki, aż w końcu obrócili się tak, że Freya i Finn znaleźli się dokładnie na środku pola widzenia Gryfona. Patrzył uważnie na przyjaciółkę, mimo że nie chciał. Czuł ten ucisk w gardle, mimo że nie chciał. Pozwalał swoim myślom gonić w zawrotnym tempie, chociaż nie chciał i pozwalał sobie na zazdrość, której nie miał prawa czuć, ale czuł. Bo to on chciał obejmować tę dziewczynę. Nagle dostrzegł jak chłopak przesuwa dłonią po jej plecach, później wplata ją w jej piękne włosy, po czym nachyla się i całuje ją tak, jakby nic wokół się dla niego nie liczyło. Erick zamknął oczy, jak małe dziecko, które nie chce widzieć tych złych rzeczy, a potem zupełnie nie dziecinnie pocałował swoją dziewczynę. Swoje antidotum, które nie było niczym więcej. Było zwyczajnym lekarstwem na złość i zazdrość. Nie pomagało zbyt często.
    Niedługo później piosenka się skończyła i Erick już chciał zejść z parkietu i zwiać do swojego dormitorium, kiedy nagle poczuł jak czyjeś ramię uderza w jego, pozbawiając go na krótką chwilę równowagi.
    – Przepraszam. – usłyszał uprzejmy głos Finna, który to schodząc z 'parkietu' z dłonią obejmującą dłoń Frei niechcący zahaczył o Ericka. Tylko, że jego zupełnie w tamtej chwili nie obchodziło to 'niechcący', bo nie mógł znieść widoku tego gościa, więc bez zastanowienia przywalił mu z całej siły pięścią w twarz i nie zwracając uwagi na nic wokół, nie przejmując się nawet Emily, ruszył do dormitorium. Trzasnął drzwiami, walnął w ścianę i zaczął chodzić w kółko, próbując zrozumieć dlaczego, na brodę Merlina, jest takim idiotą?

    [ Tak sobie wymyśliłam, że teraz Freya mogłaby pójść za nim, zrobić mu awanturę i zacznie się w końcu coś dziać, ale jakby Ci to nie pasowało (albo ogólnie coś z tego co napisałam, bo trochę tam jednak powymyślałam o Frei) to daj znać, będę zmieniać. ]

    Erick

    OdpowiedzUsuń
  24. Odwrócił się gwałtownie, kiedy usłyszał za swoimi plecami trzaśnięcie drzwiami i głośno wypuścił nosem powietrze, które na moment utknęło w płucach. Przez chwilę myślał, żeby przeprosić Freyę, ale był tak niesamowicie zły, tak wkurzony, że i tak z trudem powstrzymywał chęć rzucania przedmiotami. Patrzył więc tylko w jej przepiękne oczy, które teraz uparcie wpatrywały się w jego. Czuł się, jakby był na granicy wytrzymałości, gdzie jeszcze chwila i powie jej wszystko. I zniszczy ich przyjaźń. Nie, nie mógł. Nie miał prawa tego robić.
    Zrobił pół kroku w stronę dziewczyny i zmarszczył brwi, jakby w zmartwieniu, ale nie odezwał się słowem. Nie było takiego wytłumaczenia jego zachowania, na temat którego nie musiałby milczeć. Patrzył więc po prostu na nią i czuł ucisk w klatce piersiowej, gdy dotarło do niego jak bardzo nie ma pojęcia, jak bardzo jest zdezorientowana tym wszystkim. Nie chciał jej przestraszyć, ani zdenerwować. Powinien pomyśleć, chociaż moment, zanim zachował się jak największy idiota na świecie. Zadłużył na każde uderzenie w ramię z jej strony. Każde. I na krzyk również, chociaż bolał go każdy dźwięk, docierający do jego uszu. Zbliżył się do niej jeszcze odrobinę, tak blisko, że słyszał jej cichy oddech, widział dokładnie każdy element jej urody i wiedział, że nie powinien, bo przyciągała go w tym momencie jak magnes.
    – Wiem. – powiedział tylko cicho z wyraźnym zmęczeniem w głosie. – Przepraszam Cię. Jestem głupim, pretensjonalnym palantem, ale błagam Cię... – przymknął oczy na moment i przeczesał włosy palcami. – Nie całuj go przy mnie.
    Nie miał prawa ją o to prosić i zdawał sobie z tego sprawę doskonale, ale był potwornie zmęczony, a resztki alkoholu i adrenaliny szalały jeszcze w jego organizmie.

    Erick

    OdpowiedzUsuń