22 lutego 2017

Pełen najczarniejszych myśli wychodzę z lodowatego domu na świat jeszcze bardziej lodowaty.


"Król bardzo kochał swoją żonę, a i ona kochała go do szaleństwa; coś takiego musiało skończyć się nieszczęściem"  — Andrzej Sapkowski

Zawsze towarzyszył jej spokój, powaga i cisza. Nawet jako dziecko nie słynęła z psot i krnąbrności. Rodzice zadbali o jej dobre wychowanie i często zwracali uwagę jak ważna jest czystość krwi, co Wiera szybko wpoiła, lecz niekoniecznie rozumiała. Nigdy nie traktowała gorzej mugolskich dzieci i mimo iż szczyciła się mianem dumnej Ślizgonki to nikomu nie dokuczała. Od zawsze miała wielki szacunek do wszystkich i wszystkiego co żywe. Jednocześnie jest najbardziej zamkniętą w sobie i skrytą osobą jaką będziesz mieć okazję poznać. Nigdy nie wylewa swoich emocji na świat zewnętrzny, wszystko chowa głęboko w sobie. Brzydzi ją kłamstwo i wszelkiego rodzaju hipokryzja, a sama potrafi być szczera do bólu. Możesz mieć pewność co do jednego - nie poczęstuje cię słodkim kłamstewkiem i cukierkowym uśmiechem. Zamiast tego przedstawi ci rzeczywistość, która mimo iż bolesna jest bardzo prawdziwa. Wymagająca, cierpliwa i twarda. Potrafi nieźle zaleźć człowiekowi za skórę, a jej zimny wzrok można porównać do spojrzenia bazyliszka. Ma wyjątkowo mocny charakter i nie pozwala sobie wejść na głowę. Nikomu. Jest skomplikowaną kobietą, ze skomplikowanymi myślami, skomplikowanymi relacjami. Dla niej nie wszystko jest czarno-białe i bardzo trudno określić jaką czarownicą jest. Niekiedy wyda ci się aniołem zesłanym z niebios, innym razem diabeł z najmroczniejszych czeluści piekielnego świata. Bywa oziębła i zasadnicza, trzyma duży dystans w stosunku do osób, które mało zna. Zaś ci, którzy wgryźli się w jej serce i znaleźli tam swoje miejsce są dla niej prawdziwą świętością i dba o nich najlepiej jak potrafi, nawet gdy na szali jest ona sama. Względem przyszłych uczniów już stała się wymagająca, ostra i zdecydowanie zbyt sztywna. Doskonale wie, że niczego nie zyska spoufalając się z hogwarcką młodzieżą i wychodzi z założenia, że najlepsi nauczyciele to ci najbardziej surowi. Sokołow uwielbia wszystko pod postacią czekolady, to taka malutka pokusa, której czarownica nie potrafi się oprzeć. Czego nie lubi? Kotów i Qudditcha, chociaż pytana o to nie potrafi wyjaśnić skąd się wzięło. 

Patronusem wilk — Boginem śmierć najbliższych — Różdżka o długości dwunastu cali, pióro pegaza, cis —  Piórko — Najbliżsi 


Cześć! Wiera nie gryzie, chyba że na wyraźną prośbę :3 Nie jestem fanką bezproduktywnych powitań, ale jeśli nie macie pomysłu na wątek to mi wystarczą chęci. Lubimy powiązania, a relacje im bardziej zawiłe - tym ciekawiej. 

27 komentarzy:

  1. [Witam serdecznie na blogu! :) Jestem niestety jedną z tych osób, które lubią powitać wszystkich, nawet jeśli jest to bezprodukcyjne, gdyż chociaż ochotę na wątek mam zawsze, pomysł już niestety nie.
    Uwielbiam imię Wiera, naprawdę; pytana o to, dlaczego, nie potrafię na to odpowiedzieć zapewne tak samo, jak Twoja postać na to, skąd jej niechęć do kotów (zbrodnia, normalnie) i Quidditcha ;)
    Panna (?) Sokołow wydaje się być jednym z tych nauczycieli, za lekcjami których ani trochę się nie tęskni. Jednak, o ile umie przekazać wiedzę, nie można prosić o nic więcej ;)
    No nic, życzę Ci udanej zabawy na Kronikach oraz wielu ciekawych wątków, a w razie chęci, zapraszam do siebie...]

    Ed Bones || Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witaj! Jest mi niezmiernie miło widzieć Wierę, trzymałam po cichu kciuki za jej pojawienie się na blogu. I widzę, że twarde, zerojedynkowe traktowanie świata to cecha wspólna u naszych postaci. Byłoby mi niezmiernie miło, gdyby panie odnalazły wspólny język. Chyba, że są aż tak do siebie podobne, że ze sobą nie przeżyją.]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! Straszna szkoda, że Wiera Quidditcha nie lubi, bo Hayden tylko Quidditchem żyje :) A na wątek byłby chętny. Jak na coś wpadniesz, to zapraszam, ja też coś pomyślę, może uda nam się ich powiązać? :)]

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam serdecznie kolejną stażystkę. Mam wielki sentyment do nazwiska Sokołow, ale sama panna jest bardzo ciekawa, że przywiodła mnie tu cała karta. Zaproszę raczej do Clinta, niżeli Daniela, ale pozostawiam Ci wybór ;) ]

    Daniel // Clint

    OdpowiedzUsuń
  5. [To coś tam zacznę, może uda się coś z tego wyciągnąć :)]

    W Hayden'ie pasja do latania narodziła się na długo przed rozpoczęciem nauki w Hogwarcie. Na pierwszym roku przewyższał umiejętnościami większość uczniów, drugi rok przyniósł mu powołanie do domowej drużyny na stanowisko rezerwowego szukającego, trzeci rok zaś przyniósł spełnienie marzeń. Został szukającym pełną gębą i bardzo dobrze mu to szło.
    Każdy mecz był dla niego wyjątkowo ważnym wydarzeniem, i przed każdym denerwował się tak samo mocno. Niby po takim czasie powinien się oswoić, jednak każdorazowa presja działała na niego zbyt mocno. Radził sobie jednak na swój własny sposób.
    Korytarz na siódmym piętrze był jego małym schronieniem. Nie dlatego, że znajdował się tam Pokój Życzeń, którego nigdy nie udało mu się odnaleźć. Miał tam spokój, bo nikt się tam nie zapuszczał. Ciągle też miał przy sobie miotłę, więc wspinanie się tak wysoko nie było konieczne. Podlatywał sobie do okna, w którym zawsze zostawiał zabezpieczenie, które pozwalało mu go otworzyć od zewnątrz i wlatywał do środka. Jedyne co go uspokajało to nikotyna. Nie, nie był palaczem, potrafił wytrzymać cały tydzień bez papierosów. Palił tylko przed meczem, kiedy ciśnienie wydawało się już go przewyższać. W końcu gra ze Ślizgonami nigdy nie była łatwa.
    Zaciągnął się więc, delikatnie przymykając oczy i próbując się uspokoić. Jego umysł lekko przyćmił się, jakby dym papierosa potrafił rozwiać stres. Z całej tej ulgi nawet nie usłyszał kroków zbliżającej się osoby.

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie rozumiał jak można nie przepadać za Quidditchem. To przecież nie było tak, że każdy musi go kochać, ale w końcu to był jedyny sport zarezerwowany wyłącznie dla czarodziei. Jeszcze nigdy nie spotkał kogoś, kto naprawdę nie cierpiał najlepszej gry na świecie. Fakt, właściwie w każdym meczu ktoś ucierpiał, nawet Hayden nie raz wylądował w skrzydle szpitalnym, ale przypadki beznadziejne zdarzały się naprawdę rzadko. Za rzadko, żeby z takiego powodu nie lubić Quidditcha. Ale jak już sobie ktoś woli, on nikogo zmuszać nie będzie. Jedni nie lubią kotów, inni magicznych sportów zespołowych.
    Kiedy tylko usłyszał jej głos niemal zamarł ze zdziwienia, że akurat teraz ktoś musiał tędy przechodzić. I to ktoś, kto wcale nie brzmiał na ucznia, którego można zignorować. I dopiero kiedy papieros został zabrany z jego ust przeniósł wzrok zza okna, na kobietę stojącą przed nim.
    Od razu rozpoznał w niej stażystkę Zaklęć, a to sprawiło, że zaklął pod nosem. Wiedział, że teraz już nic go nie uratuje. Przez chwilę przez myśl przeszło mu, żeby uciekać, może się tego nie spodziewa i pozwoli mu zniknąć za zakrętem, ale choć na miotle był całkiem sprawny, tak na nogach już niekoniecznie, pewnie by się obalił zanim zdążyłby zniknąć z jej pola widzenia.
    -Ja... Przepraszam. Ja tylko... Przed meczem, trochę się denerwuję. -wyjąkał, ściskając w dłoni Atenę. Przez myśl przeleciał mu przerażający obraz, że ta surowa Pani Stażystka zabierze mu jego miotłę. Wolałby chyba zostać wysłanym do dyrektora, ojciec by to załatwił, w końcu się znają. Przecież za chwilę jest mecz, nie może go opuścić.
    -Przepraszam, to się nie powtórzy. -powiedział szybko, robiąc mały krok do tyłu. -To ja już... Sobie pójdę. -dodał, robiąc kolejny krok i mając nadzieję, że odpuści.

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  7. Adam przestał się łudzić, że jego życie kiedyś przestanie przypominać pędzącą karuzele, która nie ma zamiaru się zatrzymać, rzucając mu coraz to nowsze kłody pod nogi. Nauczył się, że nic nie trwa wiecznie, a uczucie jakim jest miłość nie zasługuje na zaangażowanie. Mimo wielu niepowodzeń, żył pełnią życia. Starał się nie myśleć o tym co było, a skupić się na tym co jest, ewentualnie na tym, co dopiero go czeka. Rozgrzebywanie starych spraw, nie było dobrym wyjściem z sytuacji. Widok Wiery w Hogwarcie nie był dla niego wcale najprzyjemniejszym widokiem. Owy rozdział dawno zamknął, a jej obecność, jedynie poszerzała go o kilka dodatkowych linijek, dopisując coraz to nowsze, bolesne wspomnienia. Nie rozumiał jej zachowania, które mało kto, by pojął. W końcu nawet przestał starać się ją zrozumieć. Starał się nie zwracać większej uwagi na cały jej całokształt, co nie było łatwe, zważywszy na to, że widział ją prawie codziennie. Pozbawiła go serca oraz wiary w szczęśliwy związek. Stała się dla niego symbolem największej, życiowej porażki oraz utrapienia.
    Upadek ze schodów nie należał do najprzyjemniejszych, przez co Adam najbliższe trzy dni, musiał cierpliwie spędzić w Skrzydle Szpitalnym ze złamanym obojczykiem, mocnym bólem głowy i paroma siniakami. Zbyt szybkie wbieganie po śliskich schodach, nie należało do najrozsądniejszych posunięć, za co niestety Lebiediew musiał swoją cenę zapłacić.
    Uchylił powieki, gdy usłyszał czyjeś kroki. Z początku myślał, że to jedna z pielęgniarek, jednak gdy zobaczył Wierę, zacisnął mocno usta w wąski paseczek. Nie był zadowolony z jej odwiedzin. Spodziewał się kolejnych, kąśliwych uwag, które miały za zadanie mu dokuczyć, więc nie ukrywał zdziwienia jej nagłą zmianą postawy. Uniósł zaskoczony brew ku górze.
    — Daruj sobie — mruknął, po czym ostrożnie poprawił sobie poduszkę, aby było mu wygodnie. Tak nagle złagodniała? Kompletnie jej nie poznawał, przez co miał cholerny mętlik w głowie. Prędzej uwierzy w kolejną intrygę niżeli w jej nagłą, gruntowną zmianę nastawienia względem jego osoby. Tacy ludzie jak Wiera, nie zmieniają się od tak.
    — Nie udawaj, że Cię to interesuje. Po co tu przyszłaś? — rzucił oschle, wbijając w nią uważne spojrzenie. Nie miał ochoty na rozmowy, zwłaszcza z nią.
    — Jeśli choć raz jesteś w stanie zrobić coś pożytecznego, to po prostu stąd sobie idź. Wiesz gdzie są drzwi.


    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  8. Westchnął ciężko, no tak, mógł się tego spodziewać, że Wiera nie słuchała go nawet wtedy, gdy tworzyli szczęśliwy związek, więc swoje prośby szczerze powiedziawszy mógł sobie wsadzić, gdyż ona zrobi to co będzie chciała, a nie to co będzie chciał on. Tolerował to, a nawet szanował, gdy byli razem, jednak teraz szczerze go to drażniło oraz irytowało.
    — Po co się pytasz, skoro za pewne już wiesz? Po szkole rozniosło się wiele plotek. Poślizgnąłem się i tyle, nic wielkiego — odpowiedział sucho i wywrócił oczami, naprawdę nie mając ochoty wdawać się w głębsze dyskusje. Przymknął na moment powieki, czując, że jest zmęczony, a ból głowy nieznośnie nie pozwalał mu zasnąć.
    Chciał się od niej odsunąć, gdy ta znacznie przybliżyła się do jego ciała, jednak skutecznie uniemożliwiło mu to wąskie łóżko oraz ogólny stan, poobijanego ciała. W końcu zdecydował wcale się nie ruszać, a jeśli trzymanie go za rękę oraz ogólny dotyk, sprawią, że ta szybciej stąd wyjdzie, był w stanie to jakoś znieść.
    — Byle szybko, jestem zmęczony — wymamrotał nie zaciskając nawet palców na jej gładkiej, ciepłej dłoni, której dotyk zapamięta na całe życie. Oparł głowę na miękkiej poduszce, starając się nieco rozluźnić napięte mięśnie, jednak jej obecność naprawdę była drażniąca. Nie miał nastroju, aby słuchać jej tłumaczeń. Dla niego nie miała nawet prawa do jakichkolwiek wyjaśnień. Wystarczająco się popisała, wystarczająco go poniżyła oraz zraniła. Nie chciał mieć nic wspólnego, a mimo to właśnie dał jej szansę, aby się wypowiedziała, aby wyjaśniła mu motyw, jakim się kierowała, co mimo wszystko kompletnie go nie interesowało.
    — Jestem zmęczony, więc gdybyś mogła, to się streszczaj. Naprawdę nie mam ochoty na pogaduchy — ponaglił ją, by chwilę później wyswobodzić swą dłoń z jej uścisku. Poprawił koc, którym był okryty, jakby chciał się od niej odgrodzić, jakby chciał stworzyć między nimi barierę, która miała dawać jasno do zrozumienia, aby się do niego nie zbliżać. Miał nadzieję na odbudowanie tego co stracone, jednak teraz nie miało to najmniejszego sensu. To co między nimi było, zostało utracone i nie miało prawa narodzić się na nowo.


    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  9. — Złamałem obojczyk, nic więcej. Dwa, góra trzy dni i stąd wyjdę — burknął, tylko po to, by wreszcie się odczepiła i zacisnął usta w wąski paseczek.
    Słuchał ją w wyraźnym milczeniu, mając ochotę się roześmiać. Naprawdę była niezwykle żałosna i brakowało w tym wszystkim, aby się rozryczała, dobijając samą siebie jeszcze mocniej. Lebiediew nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć. Zbyt mocno cierpiał, nie było jej przy nim, gdy zmarł jego wujek, nie było jej, gdy tak bardzo jej potrzebował, zostawiła go, zrobiła to z niewyobrażalną łatwością, a teraz liczy na wybeczenie? Adam czuł się jak w jakimś popieprzonym filmie. Że niby teraz mieli wpaść sobie w ramiona? Wykrzyczeć wszystko co leżało im na sercu? A ponowne uczucie, zapieczętować namiętnym pocałunkiem, przyrzekając sobie, że nie opuszczą siebie aż do śmierci, że naprawią to co zostało zniszczone? Nie, nie w tej bajcie, ani nie w tym scenariuszu. Lebiediew już jej nie ufał. To nie była jego Wiera…Ponownie przymknął powieki, czując jak jego rytm serca stale przyśpiesza, a ból obojczyka się wzmaga. Widocznie przestały działać eliksiry, podawane przez uzdrowicielkę. Wziął głęboki wdech.
    — Skończyłaś? — zapytał wlepiając w nią uważne spojrzenie. Nadal była piękna, nadal na jej twarzyczce pozostawały cudowne rumieńce, a włosy lśniły. Jej widok niegdyś działał na niego podniecająco oraz kojąco. Kochał jej długie, smukłe nogi, które idealnie wpasowywały się w jego pas, gdy przenosił ją przez mieszkanie z pokoju do pokoju lub najczęściej z łazienki do wspólnej sypialni. A teraz? Teraz postrzegał ją jedynie jako źródło wielu krzywd oraz cierpienia, z którym nie chciał mieć nic wspólnego, do którego nie chciał już wracać.
    — Jestem zmęczony, wiec naprawdę powinnaś już sobie iść, poza tym muszę przemyśleć…to wszystko. — dodał, a następnie odwrócił wzrok. Chwycił ze stolika butelkę soku dyniowego, który uwielbiał, tylko po to, aby zająć czymś dłonie, aby zająć czymś umysł, w którym wirowała masa denerwujących myśli na temat przeszłości, która ponownie stała się otwartym, stale poszerzającym się rozdziałem w jego życiu, do którego nie powinien już powracać, a jednak los miał co do tego jeszcze wiele planów. Upił spory łyk i odstawił butelkę na poprzednie miejsce. Zdecydowanie zbyt dużo się działo jak na jeden raz. Zamknął oczy z zamiarem zaśnięcia.

    Adam <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Adam należał do dość upartych osób, dlatego też nie miał zamiaru dłużej siedzieć w Skrzydle Szpitalnym. Odpowiednio o niego zadbali, wystarczy. Wróci do zdrowia u siebie z daleka od ciekawskich osób, z daleka od jakiejkolwiek troski. Chciał mieć tylko i wyłącznie święty spokój. W szkole znowu zawrzało, gdy uczniowie dostrzegli Rosjanina, nada, bladego i zmizerniałego z podwiązaną ręką po stronie złamanego obojczyka, zmierzającego w stronę swojego pokoju, gdzie zamknął się na klucz, mając głęboko gdzieś otaczający go świat. Choć nie powinien, to uraczył swe podniebienie dwoma szklaneczkami porzeczkowego rumu, a na sam koniec zapalił. Nie robił tego często, jednak teraz potrzebował się zrelaksować, najnormalniej w świecie zapomnieć o tym co go dręczyło. Potrzebował chwili wytchnienia. Z parapetu zszedł dopiero, gdy chłodne powietrze dostające się do pokoju poprzez otwarte okno, stało się nieznośne, na tyle, że był zmuszony je zamknąć, aby dodatkowo się nie przeziębić. Jego myśli wypełniała Wiera, co było niezwykle męczące oraz irytujące. Nie mógł się skupić nawet na czytanej książce, zagrzebany po uszy w miękkiej, przesiąkniętej na wylot jego zapachem pościeli. W końcu nieco rozdrażniony wstał z łóżka i napalił w kominku. Nie wyszedł z pokoju nawet, gdy żołądek dawał o sobie znać. Nie był w stanie niczego przełknąć, przez co ominął kolację. Kompletnie nie mogąc znaleźć sobie miejsca, narzucił na siebie bluzę i opuścił swój pokój. Było już grubo po dwudziestej drugiej, jednak nie umiał usiedzieć na miejscu. Na korytarzach panował spokój. Słychać było tylko i wyłącznie jego kroki, roznoszące się po murach szkoły donośnym echem. Przysiadł na niewielkim murku na dziedzińcu zaś na głowę narzucił kaptur. Czuł się nieco słabo. Miał nadzieję, że świeże powietrze jakoś pomoże mu poczuć się lepiej. Nie wiedział ile tak siedział, jednak musiał to być bardzo długo czas, skoro panujący wokół chłód przestał mu przeszkadzać. Myślał o wszystkim, myślał zdecydowanie zbyt wiele, przez co nie pozwalał sobie odpocząć.

    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  11. Musiał przyznać, że nieco przysypiał, jednak siedziało mu się zbyt dobrze, aby był w stanie się ruszyć i wrócić do swojego pokoju, gdzie czekała na niego ulubiona czekolada oraz ciepłe łóżko. Po prostu siedział bezruchu, wsłuchać się w panującą wokół ciszę, oddychał głęboko, pozwalając dotychczas spiętym mięśniom rozluźnić się, a rozszalałym myślom, wyciszyć się na tyle, aby mógł odetchnąć. Dopiero głos Wiery, sprowadził go na ziemię. Kompletnie się jej nie spodziewał, jednak mimo to nie miał zamiaru ruszać się ze swojego miejsca.
    — Nie obchodzi mnie to — mruknął wzruszając przy tym ramionami, co okazało się być błędem. Kompletnie zapomniał o obojczyku, który mimo, że już był zrośnięty, to jednak dawał o sobie znać. Westchnął cicho. — Nienawidzę Skrzydła Szpitalnego.
    Poprawił kaptur, który miał narzucony na głowę, aby uchronić się przed stale nasilającym się chłodem. Choć czuł się niezwykle senny, to jednak nie czuł potrzeby powrotu do swojego pokoju. Nie musiał się martwić, że ktoś go złapie, że dostanie szlaban, że ktoś doniesie na niego do dyrektora. Był dorosły, nie był już uczniem, mógł sobie pozwolić na znacznie więcej, a takie małe posiedzenie na dziedzińcu, pozwoliło mu się wyciszyć. Starał się nie myśleć o obecności młodej kobiety, tuż obok siebie, aby się niepotrzebnie nie rozpraszać. Było mu zbyt dobrze, aby jej obecność mogła to wszystko zagłuszyć, choć bladość jego skóry nie była zadowalająca dla oka, to jednak nie czuł się źle.
    Noc była piękna, niebo zdobiła srebrna tarcza księżyca, wraz z wieloma gwiazdami, w które Lebiediew uwielbiał się wpatrywał, co robił dość często, gdy nie mógł spać. Miał wiele książek na ten temat i można było rzec, że znał je prawie na pamięć, co mogło się nawet wydawać dziwne, jednak dla Lebiediewa było to zupełnie normalne.
    Przymknął powieki i oparł głowę na chłodnym murku. Dopiero teraz dotarło do niego jak bardzo był głodny, choć z drugiej strony nadal nie miał ochoty się stąd ruszać, nawet myśl o maślanych bułeczkach, czekających na niego w pokoju, wręcz proszących się, aby się za nie zabrał, nie sprawiła, że wrócił do pokoju.


    Adam

    OdpowiedzUsuń
  12. Miał ochotę na nią warknąć, burknąć, cokolwiek innego, byleby dała mu spokój, jednak wiedział, że ona nie da za wygraną, co udowadniała mu nie po raz pierwszy. Nie ukrywając irytacji, która zburzyła cały jego spokój, udał się za nią do swojej sypialni, tylko po to, aby przestała jęczeć mu za uchem i ponownie dała święty spokój, na co szybko liczyć nie mógł. Przyjemne ciepło, uderzyło go zaraz po przekroczeniu progu swojego pokoju. Dopiero teraz dotarło do niego jak bardzo był zmarznięty o czym świadczył fioletowy odcień skóry na jego dłoniach, który stale wracał do normalności. Nie miał ochoty się wydzierać, prosić, aby wyszła bo ona i tak tego nie zrobi. Usiadł, więc na łóżku, nie obdarzając jej nawet najmniejszym spojrzeniem. Chwycił butelkę z sokiem dyniowym, a odstawił ją dopiero wtedy, gdy była pusta zaś na jego policzkach można było dostrzec pojawiające się rumieńce, co było oznaką, że jego temperatura ciała wreszcie zaczęła wzrastać. Lebiediew zdjął z siebie bluzę wraz z koszulką i nie mając już siły, ani chęci na jedzenie, wsunął się pod kołdrę. Przymknął powieki. Świadomość, że Wiera jest w jego pokoju, patrzy się na niego, sprawiała, że nie mógł zasnąć, a negatywne emocje, jedynie przybierały na sile.
    — Dobranoc — rzucił tonem, który wskazywał na to, że ta ma się wynosić, że nie jest tu mile widziana i najlepiej, by było, aby ja najszybciej opuściła jego pokój, dając mu wreszcie święty spokój. Uniósł się, jedynie na łokciu będąc plecami do niej, aby móc zgasić stojąca przy łóżku, na niewielkim stoliku świeczkę. Dopiero wtedy ułożył się na poduszce, zmęczony dniem, zapominając nawet o dalszej obecności Wiery. Z cichym westchnieniem, przymknął powieki. Nawet nie wiedział kiedy udało mu się zasnąć. Potrzebował teraz jak najwięcej odpoczynku, aby móc zregenerować utracone siły, potrzebne do codziennego funkcjonowania.


    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  13. Noc minęła dość spokojnie. Adam nie był świadom, że nie jest sam, dlatego też nie ukrywał zdziwienia, gdy po otwarciu oczu, lekkim przeciągnięciu się, poczuł przy sobie znajomy zapach oraz ciepło czyjegoś ciała. Skrzywił się nieco i powoli przekręcił na bok. Jego mina była dość idiotyczna, gdy odkrył, że ramiona Wiery ciasno owijają go w pasie. Nie zajęło mu wiele czasu, aby dodać dwa do dwóch i zorientować się skąd się ona tutaj wzięła, jednak nadal pozostawało pytanie, dlaczego tutaj została. Dlaczego chociaż raz nie mogła uszanować jego decyzji i zrobić to co jej kazał? Zazgrzytał poirytowany zębami, mając dość tego cyrku. W Hogwarcie nie było miejsca da dwojga. Albo on, albo ona. Ze ściskiem w sercu, wyplątał się z jej objąć, co zrobił dość niedelikatnie przez co mógł ją obudzić, ale mało go to w tej chwili interesował. Odetchnął i nerwowo przeczesał palcami swoje kosmyki włosów, by chwilę później ubrać się i usiąść na parapecie.
    — Czego ty ode mnie do cholery chcesz? — warknął, gdy tylko napotkał jej wzrok. — Czego nie rozumiesz w słowach; daj mi spokój? — zapytał nadal ostro, unosząc nieco głos. Miał dość tego co się działo. Chciał mieć tylko i wyłącznie święty spokój, nic więcej.
    — Spieprzyłaś sprawę i jedyne czego mogę Ci pogratulować to głupoty! Czystej głupoty, więc odpieprz się wreszcie ode mnie, rozumiesz? Nie ma już dla nas przyszłości. Nie ma już nas. Zrozum to wreszcie!
    Nie liczył się ze słowami, wiedział, że ją rani, jednak nie widział innego sposobu na załatwienie tej sprawy. — Możesz być z siebie dumna! Osiągnęłaś to co chciałaś! Wygrałaś!
    Zszedł z parapetu, po czym chwycił koszulkę, którą wdział jak najszybciej na siebie, nie dając Rosjance nawet szansy na zabranie głosu. Miał głęboko w dupie, to co miała mu do powiedzenia. Miała z niknąć z jego życia, natychmiast. Zgarnął jeszcze ze sobą bluzę i opuścił swój pokój trzaskając drzwiami z nadzieją, że gdy wróci po śniadaniu, jej już tam nie będzie. Nie miał dziś wielu zajęć, dlatego też miał zamiar zabrać się za porządki, byleby zająć czymś myśli, które wręcz pękały od nadmiaru wspomnień na temat Wiery. Nawet odechciało mu się jeść, jednak zrobił to bardziej ze zdrowego rozsądku niż z głodu.


    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  14. Hayden nie należał do towarzyskich osób, czy choćby do obytych i potrafiących się zachować, dlatego każda relacja, zwłaszcza z osobą, której nie znał, sprawiała mu problem, onieśmielała go. Potrzeba było czasu, żeby się oswoił i zaczął zachowywać w miarę normalnie.
    Grymas na jej twarzy, kiedy mówiła o Quidditchu od razu go zaalarmował. Już raz miał problemy przez profesora, który jego ukochany sport nazwał zbędnym wykorzystywaniem magii do bezsensownych celów, po czym Hay dostał karę tylko po to, żeby nie mógł uczestniczyć w meczu. Po jej minie wnioskował, że coś podobnego może się stać, więc postanowił przyjąć inną taktykę, zupełnie niezgodną z jego charakterem i ogółem zachowań.
    -Hayden Houck, proszę Pani. W siódmej, proszę Pani. W Hufflepuff'ie. -wydukał, starając się uśmiechnąć w jakiś ładny sposób. Czuł się niepewnie, więc niekoniecznie wiedział co z tego wyjdzie, ale spróbować musiał. -Jestem szukającym, za chwilę mam bardzo, ale to bardzo ważny mecz. W którym bardzo chciałbym wziąć udział. Jeśli wygramy, pobijemy Ślizgonów i zabraknie nam tylko kilka punktów do Gryffindoru. Po raz pierwszy od dziesięcioleci Hufflepuff ma szansę na wygranie rozgrywek. -wyrzucił z siebie na jednym tchu. -Zgadzam się, że zasłużyłem na karę, moje zachowanie było naganne i bezmyślne. I zastosuję się do wszystkiego, co Pani wymyśli, tylko proszę pozwolić mi iść na mecz. -dodał patrząc jej prosto w oczy. Czuł, że za chwilę wybuchnie z tej niepewności, a właściwie ze strachu. Nie, nie bał się jej, jako osoby, tylko jej, jako władzy którą posiada. Już nie raz spotkał się z nadużywaniem swoich uprawnień przez profesorów, czemu ona miałaby być inna?
    -Może... Może nawet Pani przyjdzie? -zapytał, chwytając się brzytwy. Musiał jej udowodnić jakie to dla niego ważne, może zlituje się nad biednym Puchasiem i nie wyciągnie konsekwencji natychmiast.

    Hayden

    OdpowiedzUsuń
  15. [Tak sobie myślę, ale poprawiaj mnie jeśli źle mówię albo chrzanię głupoty, że Ethel właściwie jest w Hogwarcie już półtora roku. Jeśli Wiera jest "nowa" to kobiety mogą zostać przez profesorów podświadomie wrzucone do jednego worka. Ethel miałaby kiedyś wprowadzić Wierę, być odpowiadaczem na ewentualne pytania, pomocą wszelaką. W związku z tym Ethel na pewno czułaby się gdzieś z tyłu głowy nieco ważniejsza niż Wiera, bardziej doświadczona. To mogłoby drażnić Sokołow. Myślę, że możemy wpleść je w jakieś napięte perypetie szkolne, zanim zorientują się, że właściwie są podobne, mają podobne poglądy na nauczanie i mają wspólny język. Jak Ty to widzisz?]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  16. [Wybacz ten błąd w pierwszym komentarzu; miałam oczywiście na myśli 'bezproduktywne', nie 'bezprodukcyjne'... Cóż, może się kiedyś nauczę patrzeć, co piszę. Podobno cuda się zdarzają ;)
    Cieszę się, że padło na Teddy'ego; nie zawsze jest chyba właściwie przez współautorów odbierany. Niestety, wciąż nie wpadają mi żadne konkretne pomysły do głowy :( Można by coś pokombinować z wątkiem metamorfomagii, patrząc na problemy Lupina, lecz nic ponadto jeszcze mnie nie olśniło. W razie czego, śmiało pisz! ;)]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  17. [Czołem. Ależ ona jest śliczna! Chętnie ich zaprzyjaźnię, myślę, że w wypadku Vithara nawet spora różnica wieku nie byłaby problemem. Wolałabym to jednak zacząć od zera. Nie wiedzieć dlaczego, ale ich pierwsze spotkanie wyobrażam sobie, kiedy to on, zaaferowany nowym odkryciem, bez chwili wytchnienia na sen, ale z pilną potrzebą choćby nikłego posiłku wpada na nią na schodach z talerzem jajecznicy, obsypując ją tymże jedzeniem. Początek sztampowy, ale Kirby potrafi być zabawny, kiedy się na coś nakręci, może ją tym ujmie. Co myślisz?]

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie mógł uwierzyć, że naprawdę się udało. Czyli jednak Pani Sokołow wcale nie była taka zła, jak ją malują. Początkowo nawet nie wiedział co zrobić, czy rzucić się jej na szyję, czy od razu uciekać, w razie gdyby jednak zmieniła zdanie. Nawet na wspomnienie kary się uśmiechnął. Zrobi wszystko, żeby tylko grać.
    -Oczywiście, Pani Profesor. Dobrze, Pani Profesor. -rzucił tylko i po szybkim, acz niezdarnym ukłonie już go nie było. Poleciał prosto do szatni, dalej nie potrafiąc uwierzyć w swoje szczęście.
    Przebieranie nie trwało długo, kapitan oczywiście próbował zmotywować ich swoją mową, ale Hayden'a nic nie motywowało tak, żeby udowodnić Stażystce, że jest najlepszy i nie pożałuje tego, że go puściła.

    Od razu po wejściu na murawę rozejrzał się po części widowni, na której zasiadali nauczyciele. I zobaczył ją. Fakt, jej mina od razu mówiła co o tym wszystkim myśli, ale to nie zmieniało faktu, że Houck zamierzał się postarać.
    Pierwszy gwizdek i ruszyli. Pierwszą bramkę zdobył ścigający Ślizgonów. Kolejne dwa gole zdobyli również gracze z Domu Węża, których ścigający byli poza możliwościami rywali. Dopiero Addison zdobyła pierwszą bramkę dla swojej drużyny i ustawiła wynik meczu na 30:10. Nagle publiczność ożywiła się, kiedy Hayden i szukający Ślizgonów zanurkowali. Houck udawał – nie zobaczył znicza, ale wykonał efektowny zwód Wrońskiego. W ciągu następnego kwadransa zaciekłej gry Zieloni wbili aż dziesięć goli i znacznie odskoczyli przeciwnikom. Przy stanie 130:10 obrońca Ślizgonów sfaulował puchońskiego ścigającego i sędzia zarządził rzut karny. Sprawa się zaogniła, kiedy Hayden oberwał tłuczkiem w twarz. Puchon zalał się krwią, jednak pognał za ścigającym przeciwnej drużyny, który najwyraźniej zobaczył znicza. Znów zanurkowali ramię w ramię przy czym Ślizgon wylądował na ziemi, podczas gdy Hayden złapał znicza, co wywołało ryk publiczności i wygraną Hufflepuffu.
    Radości nie było końca. Minęło sporo czasu zanim w ogóle zeszli do szatni, gdzie świętowali jeszcze dłużej, po czym wszyscy razem ruszyli do zamku w towarzystwie okrzyków radości. Wtedy właśnie zobaczył Panią Sokołow idącą kilkadziesiąt metrów przed nimi. Niewiele myśląc podbiegł do niej z szerokim uśmiechem na ustach.
    -Wygraliśmy. -powiedział tylko, nie potrafiąc ukryć swojej radości. -I nie było ani jednej interwencji magomedyka. -dodał, jakby z dumą. Jego szaty dalej były brudne od krwi, którą się zalał, nos miał czerwony i prawdopodobnie złamany, ale nie był to pierwszy raz, więc nawet o nim zapomniał.

    Hayden

    OdpowiedzUsuń
  19. [Od pewnego czasu wszyscy widzą prawdziwą twarz Teda, bo jedyne nad czym obecnie w miarę panuje, to zmiana koloru oczu ;) Tak więc, ten motyw odpada, niestety.
    Znikam na jakiś czas, ale może po powrocie coś sensownego wpadnie mi do głowy ;) W razie czego, pisz śmiało.]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cześć! :) Dziękuję, od razu mówię, że chęci są. Pomysł muszę jakoś poskładać, bo coś mi się w myślach kołacze, ale dość chaotycznie. Bo wiesz, on chciał by uczyć w Hogwarcie, bo czysta krew, bo z zagranicy... Taki miks chwilowo.]

    Alaric Graves

    OdpowiedzUsuń
  21. [Witaj, piękna stażystko! I cóż Ty się nauczyłaś na tym stażu? Co tam kombinujemy w sprawie wątku? ;>]

    Flitwick

    OdpowiedzUsuń
  22. [Cześć! Jasne, wątek przyjmę zawsze, tylko coś ostatnio u mnie krucho z pomysłami, niestety :c]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ach, to dobrze, że miały możliwość trochę ze sobą pobyć. I dobrze, że mówisz jak podeszłaby do tego Twoja postać, bo nie lubię decydować za kogoś i na siłę dopasowywać do pomysłu :> Ethel służyłaby pomocą, ale że zadziera nosa to pewnie niejednokrotnie w mniejszy lub większy sposób mogła dać się poznać jako osoba irytująca, ale myślę, że wyjdzie nam to w praniu. Myślę, że możemy zacząć od niespecjalnie niebezpiecznej bójki, względem której mogą mieć różne podejścia. Nie wiem, czy Wiera jest tak zasadnicza, by ukarać każdego, kto brał w niej udział, ale jeśli tak, to Ethel w swoim chorobliwym poczuciu sprawiedliwości doszukiwałaby się winnego i tylko jego chciała ukarać. To oczywiście zupełnie luźny pomysł :)]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  24. [Dziękuję! :D Trochę się rozleniwiłam, ale postaram się szybko nadrobić zaległości :3]

    Luben/Mathias/Adam

    OdpowiedzUsuń
  25. [Niespecjalnie coś z tego chaosu się zrodziło, ale wnioskuję, że ich wątek rozgrywałby się najpewniej w Hogwarcie. Doczytałam, że surowa nauczycielka, a jakby na to nie patrzeć stażystka zaklęć, które akurat są wielką miłością Alarica, bo raz że jest w tym dobry, a dwa w przyszłości myślał, by zająć się czymś spokojniejszym i nauczać właśnie tego przedmiotu, choć pewnie nie w Wielkiej Brytanii, ale... Więc może, coś w związku z tym? Albo coś z tym znienawidzonym Qudditchem? :) Burza mózgów się przyda.]

    Alaric Graves

    OdpowiedzUsuń
  26. Adam nie był zadowolony ze sprawowania opieki, nad uczniami, którzy przez swoje złe zachowanie musieli odbyć karę, która akurat jak na złość Lebiediewa musiała odbyć się w Zakazanym Leslie, za którym osobiście Rosjanin nie przepadał. Planował nadrobienie ukochanej lektury, wcześniejsze pójście spać, a co najważniejsze, skorzystanie z sytej kolacji, która niestety ucieknie im sprzed nosa, przez co po powrocie do swojego pokoju, będzie musiał pocieszyć się maślanymi bułeczkami z kubkiem gorącej, jaśminowej herbaty bez cukru. Poprawił swój płaszcz i przestąpił lekko poirytowany z nogi na nogę, oczekując na przyjście, drugiego z opiekunów, choć sam również, by sobie poradził.
    Bawił się swoją różdżką, skrytą w kieszeni szaty, gdy usłyszał cholernie dobrze, znany sobie damski głos. Zaklął siarczyście w myślach, mając nadzieję, że to tylko sen i nie będzie musiał znosić jej obecności podczas małej wycieczki, a jednak marzenie te, okazało się być bolesną rzeczywistością. Skinął, jedynie na powitanie głową, po czym nagląc uczniów, przekroczyli granicę Lasu. Adam czuł się głupio i niekomfortowo, gdy szedł prawie ramie w ramię ze swoją byłą narzeczoną. O czym mieli rozmawiać? Prawdą było to, że już dawno, nie mieli o czym rozmawiać, a rzeczy, które ich łączyły, przestały istnieć, napędzając karuzelę wewnętrznej pustki.
    Adam uważnie oglądał młodzież, która wyraźnie niezadowolona, równie co on, szła przed nimi, szukając wyznaczonych przez uzdrowicielkę roślin, które były jej potrzebne, do uzupełnienia braków w leczniczych eliksirach. Nie miał naprawdę siły na dłuższe spacery, zwłaszcza z Wierą u boku, dlatego mimo tego, że nie powinien, w niektórych momentach podpowiadał uczniom, gdzie znajdą dane zielsko. Im szybciej się z tym uwiną, tym szybciej będą mogli wrócić do zamku, a pyszne skrzydełka w miodzie, które młody mężczyzna tak bardzo uwielbiam, nie uciekną mu sprzed nosa. Panował dość nieprzyjemny chłód, dlatego też, Lebiediew opatulił się dodatkowo, ukochanym szalikiem, który dostał od ciotki i prawie nigdy się z nim nie rozstawał, podczas mroźnych dni.


    Adam

    OdpowiedzUsuń