18 lutego 2017

Show me how defenseless you really are

MARGO EUDOXIA CARROW
VII klasa – Slytherin – czysta krew – Klub Pojedynków – Klub Ślimaka – czarny łabędź patronusem – różdżka z jarzębiny, pióro feniksa jako rdzeń, giętka, 12 ½ cali

Jeśli pragniesz stać się Kimś, nie możesz pokazać siebie. Nie możesz pozwolić komukolwiek na poznanie twoich słabości, na wykorzystanie ich przeciwko tobie. Musisz być niezniszczalna. Bezwzględność i duma powinny tobą kierować przez całe życie. Musisz być n-a-j-l-e-p-s-z-a”.

Nie pamiętała, kiedy usłyszała cokolwiek innego. Jeśli coś sprawiało jej ból, musiała sobie z tym poradzić sama. Do tej pory pamiętała naukę latania na miotle. Tyle sińców, obdartych kolan i dłoni nie miała nigdy. A każdy kolejny upadek nie był tak bolesny, jak pełne dezaprobaty spojrzenie ojca. Dlatego bez zająknięcia wstawała, otrzepywała się z ziemi i pomimo cisnących się do oczu łez próbowała dalej. Aż wyszło. Aż głowa rodziny pozwalała przestać. 
Od małego kreowana na najlepszą, wyzbytą jakiejkolwiek skazy. Każde, nawet najbardziej błahe polecenie rodzica musiało zostać wykonane. Doświadczona latami wychowania nie piśnie nawet słowem. 
Jeśli po raz pierwszy zobaczy się ją na korytarzu, minie się ją bez żadnego zainteresowania. Ot, niczym wyróżniająca się niewielkiego wzrostu wiedźma. Dopiero przy drugim spotkaniu dziwnie zapada w pamięć. Widać, że jeśli już się pokazuje to tylko z dumnie uniesioną głową. Wyprostowana, obojętnie patrząca na wszystkich i wszystko dookoła. Jasne pukle zwykle spięte lub związane, choć zawsze wysunie się z tego niesforny kosmyk, który z irytacją zakłada za ucho. Nigdy nie patrzy w oczy dłużej niż kilka sekund, jakby nie było godnego jej uwagi. Ale jeśli już dochodzi do konfrontacji spojrzeń... Wydaje się, jakby skrywała w sobie więcej tajemnic, niż ktokolwiek jest w stanie pojąć.
Nikt nie pamięta dnia, w którym szczerze się uśmiechnęła, bądź pozwoliła komuś wejść sobie na głowę. Nie odzywa się, gdy nie czuje do tego potrzeby, jednak potrafiąca rzucić najgorszą obelgą w taki sposób, by ten do którego została skierowana poczuł się niczym uderzony Cruciatusem. 
Jednak czy ktokolwiek wie, dlaczego tak często widać ją na Błoniach? Dlaczego przesuwa opuszkami palców po grzbiecie jakiejkolwiek księgi, zanim ją otworzy? Albo co robi nocami, gdy samotnie przesiaduje w Pokoju Wspólnym, choć już dawno powinna leżeć w łóżku? 

„Nigdy nie pozwól, by ktoś odkrył twoje prawdziwe oblicze. Nie będą ciebie szanować, a tylko doprowadzą do twojego upadku”. 


Witamy się. Margośka nie gryzie. Ona woli bardziej wyszukane tortury. 

25 komentarzy:

  1. [Strasze to jest. Rodzice pełni chorych ambicji, kładący na barki swoich dzieci wymagania, którym trudno sprostać.
    Smutne oczy ma ta Margo.
    W każdym razie witam na blogu i życzę wątków do upadłego. Weny do ich pisania, fajnych powiązań i realizacji wątkowych marzeń.]

    Neville Longbottom

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nev był lekko mówiąc ciapą, a został dyrektorem, więc on nie uważa, że należy być najlepszym, aby zostać kimś. I pewnie dlatego zupełnie nie rozumie rodziców swoich uczniów, którzy mają wygórowane wymagania. Ani uczniów, ktorzy starają się tym wymaganiom sprostać.
    Jak moglibyśmy ich powiązać?]

    Neville Longbottom

    OdpowiedzUsuń
  3. Z wyglądu Bambi, z duszy wojownik, a z pierwszego wrażenia rasowa Krukonka. Takie były moje skojarzenia po przeczytani karty postaci. Ale nie, postawiłaś na Ślizgonkę i mam szczerą nadzieję na to, że jest tak przebiegła, jak można oczekiwać. Inaczej ciężko byłoby jej wytrzymać ze swoimi kolegami i koleżankami. A jak już przy Ślizgonach jesteśmy... to co z nimi robimy?

    Proponuję taki scenariusz, że:
    a) Pokłócili się na zajęciach i trafili razem na szlaban. Zamiast jednak zająć się robotą, znów zaczęli się kłócić, w wyniku czego wożny zamknął ich w schowku na miotły z poleceniem "Póki nie wypolerujecie wszystkich rączek, nie wypuszczę Was stąd". Zamykają się drzwi do schowka. Od tego można by rozpocząć wątek.
    b) Scorpius szedł do wieży zegarowej, bo lubi tam popijać Ognistą Whisky kiedy nikt nie widzi, spotkał tam Twoją. Utknęli. Na zewnątrz panuje burza śnieżna, a schody do wieży są tak oblodzone, że strach po nich schodzić przy tak mocnym wietrze. No więc muszą spędzić czas razem.
    c) W Klubie Pojedynków potraktowali starcie zbyt dosłownie i oboje wylądowali w skrzydle szpitalnym. Pielęgniarka dla własnej wygody umiejscowiła ich w łóżkach obok siebie, by nie lataż z jednego do drugiego końca sali.
    d) Margo siedzi z książką w Pokoju Wspólnym wieczorem i czegoś się uczy, Scorpius wchodzi, widzi, że trzyma w dłoniach egzemplarz książki, którą on dawno zdążył zgubić, a która jest m potrzebna do wykonania zadania doowego. WIęc co robi? Oczywiście, że zabiera jej książkę z rąk.

    No, to tyle chciałam.


    Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam serdecznie! Zdjęcie jest piękne, idealnie pasuje do karty. Margo to tajemnica, a kto nie lubi tajemnic? Życzę świetnej zabawy na blogu, mnóstwa wątków i dużo, dużo weny! W razie chęci zapraszam do mnie.]
    Freya Collins

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam na blogu! Ostatnio przybywa nam Ślizgonów, jak widzę :D Jest ich chyba nawet więcej, niż Krukonów w chwili obecnej ;)
    Dobra, mniejsza z tym; nie zazdroszczę Margo nazwiska, gdyż rodzeństwo Carrow z książek z pewnością nie było nikim, kogo chciałoby się mieć w rodzinie. Choćby nie wiadomo jak bardzo radykalne miałoby się poglądy, byli oni... Cóż, niestabilni to z pewnością nader delikatne określenie ;)
    Sama Margo wydaje się być taka... smutna, najzwyczajniej w świecie. Mimo całej gry i wyuczonych na pamięć zachowań oraz słuchania poleceń, zdaje się być poniekąd zagubiona. A może to moje złudne odczucie ;)
    No nic, życzę Ci wielu ciekawych wątków, a przede wszystkim udanej zabawy na blogu, w razie chęci, zapraszając do swoich panów...]

    Ed Bones || Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  6. [Zacznijmy może od tego, jaki stosunek miałaby Margo do Frei. Bo Collins to taki uśmiechnięty promyczek, skacze dookoła i śmieje się nie wiadomo z czego. Mam wrażenie, że mogłaby działać Margo na nerwy, ale nie wiem.]
    Freya Collins

    OdpowiedzUsuń
  7. [Podoba mi się :) Mogę zacząć, jeśli chcesz. Postaram się jeszcze dzisiaj coś podrzucić]
    Freya

    OdpowiedzUsuń
  8. Jej zamiłowanie quidditchem zaczęło się długo przed tym, jak poszła do Hogwartu. Latała na swojej małej miotle po całym podwórku i krzyczała, że kiedyś zostanie kapitanem drużyny i będzie wygrywać wszystkie mecze. Wydawało się to wtedy takie łatwe – wsiąść na miotłę, złapać znicza, wygrać mecz. Owacje na stojąco. Wszyscy ją kochają. Dopiero później okazało się, że porażki również się zdarzają i trzeba sobie z nimi radzić. Szczególnie, gdy jest się kapitanem drużyny i jest się chwalonym za zwycięstwa oraz, cóż, zabijanym wzrokiem za każdą przegraną. To kapitan musi załatwiać zwolnienie boiska przez upartych i mających ochotę na kłótnię Ślizgonów, kapitan musi przejmować się kontuzjami, które dotykają członków składu lub są przez nich powodowane. Kapitan ma ciężki orzech do zgryzienia, bo oprócz gry w quidditcha stoi przed nim szereg zadań, których nie może zawalić.
    - Na Merlina, to tylko trening, idioci! – wrzasnęła, gdy tłuczek poszybował w stronę trybun i omal nie trafił siedzącej tam dziewczyny. – Nie musicie walić w ten tłuczek, jakby wam coś zrobił, matoły!
    Rzuciła jeszcze jedno mordercze spojrzenie pałkarzom (nie była pewna, który z nich tak mądrze wybrał kierunek uderzenia, dlatego postanowiła wydrzeć się na nich obu), i ruszyła szybko w stronę dziewczyny, która omal nie ucierpiała przez niekompetentnych zawodników drużyny Krukonów.
    - Hej, strasznie cię przepraszam, nic ci się nie stało? – zapytała, podchodząc do niej.
    Proszę bardzo, kolejna świetna strona bycia kapitanem – musisz przepraszać za nie swoje błędy. Oczywiście, że mogłaby zaciągnąć tutaj obu pałkarzy i zmusić ich do przeprosin, ale oboje winili siebie nawzajem, co wnioskowała z ich burzliwej dyskusji i wymierzania w siebie oskarżycielsko palcami. Narobiliby jej jeszcze więcej wstydu.

    Freya

    OdpowiedzUsuń
  9. [Przykro mi to słyszeć :( Z samej karty postaci idzie się już jednak domyślić, że Margo nie miała lekko w życiu. Teddy również, choć podstrona z jego historią przechodzi obecnie mocne renowacje przez problemy z tumblr i sporą częścią zdjęć/gifów tam umieszczonych o.O No ale, nie o tym - Twój pomysł na wątek jak najbardziej mi odpowiada :) Teddy nadawałby się do takiej rozmowy najlepiej z moich postaci, nawet w swoim obecnym, nieco apatycznym stanie.
    Chcesz omówić jakieś szczegóły lub konkretniejsze powiązanie? Czy od razu próbujemy zacząć?]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ależ smutna ta panienka, a karta bardzo ładnie to opisuje. Witam trochę z opóźnieniem. Chwalę także za zdjęcie, bo jest wprost magiczne. W razie chęci zapraszam do swych panów. Jeden Ślizgon, na pewno się jakoś dogadają.]]

    Daniel // Clint

    OdpowiedzUsuń
  11. [O jejku, dziękuję za miłe słowa xx Przyznam bez bicia, że kody HTML to dla mnie stosunkowo nowa odmiana w kartach postaci i podstronach, ale czasami - o ile pozwala mi czas - lubię się nimi pobawić ;)
    Teddy pracuje w Hogwarcie od końca listopada 2022, ale z przerwami. W sumie, to po kilkumiesięcznej nieobecności, wrócił w październiku 2023. Piszę o tym dlatego, iż nie wiem, na ile zapoznałaś się z podstronami, a Lupin sporo się zmienił. Dlatego jak najbardziej pasuje mi, by pomógł Margo wyczarować patronusa oraz, by starała się nie rzucać w oczy na lekcjach, a przynajmniej z nim nie rozmawiać ;) Pytanie jedynie, jak zareagowałaby na tak wielką - nie tylko tę czysto fizyczną - zmianę w Teddym...?
    I mogę zacząć, dla mnie to żaden problem, nie obiecuję jednak, kiedy przesłałabym rozpoczęcie, acz najpewniej końcem lutego. Pasowałoby Ci coś takiego?]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Hej! Jakie śliczne zdjęcie :) Takie niewinne, a to w sumie Ślizgonka, pewnie wcale taka grzeczna nie jest ;p W każdym razie witam Cię serdecznie, życzę wielu wspaniałych wątków i wpadaj do mnie jeśli masz ochotę. ]

    Erick | Olivia | Julia

    OdpowiedzUsuń
  13. [ No właśnie mi też na razie nic nie przychodzi do głowy. Może u Olivii by coś się udało. Coś związanego z Klubem Ślimaka? Albo nie wiem... Jakoś mi ostatnio nie idzie wymyślanie :D ]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Szczegóły zawsze i tak wychodzą w praniu ;)
    W takim razie do napisania niebawem! :] W razie czego, śmiało się odzywaj/proponuj/pytaj czy to pod kp, czy na mailu/gg ;)]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Ale jakieś fajne, porządne powiązanie by się przydało, bo bez powiązania to ja chyba nie umiem :/ ]

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Kurcze, jakoś nie widzę Ericka jako takiego trochę stalkera. Pomyślę jeszcze i dam Ci znać, bo na razie ciężko mi znaleźć jakieś ciekawe połączenie między tą dwójką :( ]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Z Tobą wątku nie odpuszczę! Witam :) Imię postaci wzmaga sentyment, moja Margoś była ze mną ponad 3 lata, historię jej życia znam lepiej niż swoją, więc szybciutko kombinujemy jakby tą dwójkę ze sobą spiknąć, bo powiem szczerze, nie mam pomysłu :) Ale może Ty na coś wpadniesz :) ]

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  18. [Pasuje! Ewentualnie, byli przyjaciółmi, ale Hayden chciał czegoś więcej, Margo niekoniecznie i teraz jest dziwnie :D Lubię jak jest dziwnie. Zaczniesz coś?]

    Hayden Haouck

    OdpowiedzUsuń
  19. Ostatnie dni były dla niego niczym koszmar, z którego żadnym sposobem nie potrafił się obudzić. Nigdy nie twierdził, że nie chcę się zakochać, że chce być wiecznie sam. Ale też jakoś specjalnie do tej miłości nie dążył. Zajęty był Quidditchem i temu oddawał się w całości, a z Margo wyszło, jak wyszło. Wcale nie chciał się zakochać, poddawać się uczuciu, które czuł tak w pełni po raz pierwszy, ale ona była taka... Dobra dla niego. Rozumiała go, nigdy nie naciskała, nie zmuszała do ciągłych spotkań, nie ograniczała go w żaden sposób. Mógł być sobą, nie zmieniać się, a ona i tak go akceptowała. Mógł latać cały dzień na tej przeklętej miotle, a ona tylko patrzyła i uśmiechała się. Była dla niego idealna.
    Dlatego kompletnie nie rozumiał co się stało. Pisał codziennie, przez całe wakacje i choć z początku wszystko wydawało się w porządku, później listy przestały przychodzić. Ale to też go nie załamało. Postanowił się wstrzymać, nie panikować, zaczekać aż się zobaczą, wszystko się wtedy wyjaśni.
    Chyba że zrobił coś złego. Może ją jakoś uraził, coś źle powiedział, o czymś zapomniał. To było bardzo możliwe, przecież nie znał się na związkach, nigdy wcześniej w żadnym nie był, więc z braku doświadczenia mógł popełnić jakiś błąd. Ale ona zawsze była taka wyrozumiała, więc czemu tym razem było inaczej?
    Po powrocie do szkoły wcale nie było lepiej. Nie usłyszał od niej żadnego słowa, nie odpowiadała na jego przywitania, ignorowała jego liściki. Chciał z nią porozmawiać, ale ciężko było ją znaleźć samą, ciągle ktoś się obok niej kręcił, a Hayden nie należał do towarzyskich osób, więc trzymał się na uboczu i tylko na nią patrzył.
    Lekcje ze Ślizgonami zawsze były dla niego tragedią. Nie dość, że wyśmiewali wszystkich Puchonów, to często zaczepiali też jego. Mogłoby się wydawać, że skoro należy do drużyny, jest szukającym, to na jakiś szacunek zasługuje. Nic bardziej mylnego. Choć był najlepszym szukającym Puchonem ever to nie wystarcza to żeby pobić Ślizgonów, także powód do szyderstw znajdzie się zawsze.
    Tym razem postanowił jednak, że coś zrobi. Ile tak można trwać w niepewności?
    -Zrozumiałem przekaz, nie chcesz już ze mną być, ale możesz chociaż powiedzieć dlaczego? Zrobiłem coś nie tak? -zapytał zapominając nawet się przywitać. Pytając o takie rzeczy w otoczeniu innych ludzi, którzy mogliby usłyszeć czuł się niekomfortowo. Spiął ramiona i zacisnął zęby wbijając wzrok w podłogę gdzieś za dziewczyną. Gdyby tylko dała mu szansę, to nie musiałoby się to tak skończyć, Hayden mógł się zmienić, naprawiłby to co zrobił, gdyby tylko wiedział o co chodzi.
    Najgorsze jednak w tym wszystkim było jej spojrzenie. Chłodne, pozbawione uczuć, zdystansowane. Nigdy tak na niego nie patrzyła.

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  20. Hayden nigdy nie dbał o nazwiska, do jakiego domu ktoś trafił, z jakiego domu pochodzi, do jakiego klubu należy. Jemu naprawdę było bardzo wszystko jedno. Człowiek to człowiek. Nie przepadał za każdym w takim samym stopniu. Może nie za każdym, prawie każdym, większością, ale zdarzało się, że za kimś przepadał aż za bardzo. Jak za Margo.
    Trochę utrudniał mu wszystko fakt, że jest Ślizgonką, jakoś nigdy zbyt dobrych wspomnień z osobami z tego domu nie miał, więc i zaufanie jej czy rozluźnienie w jej towarzystwo wymagało dużo pracy i wysiłku. I udało się, a teraz to wszystko się sypało.
    Nie wierzył jej. Niby jej lodowate spojrzenie mówiło wszystko, ale nie wierzył. Przecież Margo nigdy by mu tego nie zrobiła. Przecież tyle rozmawiali, znali się doskonale, jak mogła tak po prostu przestać go chcieć? Nie mieściło mu się to w głowie.
    Walczył, żeby oczy nie zaszły mu łzami. Nie dlatego, że patrzyli na nich inni uczniowie, na pewno bardzo ich ciekawiło co oni mogą mieć wspólnego. Nikt z nich nie wiedział co było między nimi. Hayden nie powiedział nikomu, nie miał z kim podzielić się swoim szczęściem. Tylko z Margo. A teraz ona go nie chciała.
    Nie płakał, bo nie wierzył. Nie dopuszczał do siebie takiego scenariusza. To się nie działo naprawdę.
    -Nie, nie wystarczy. Dlaczego to robisz? -zapytał nieco odwracając głowę. Nie chciał, żeby widziała że oczy mu się zaszkliły. Nie potrafił opanować swoich emocji. Po raz pierwszy czuł się w ten sposób. Nigdy wcześniej się nie zakochał, więc nigdy wcześniej nie został rzucony, i to w taki sposób.
    -Powiedz mi co takiego zrobiłem? Przed wyjazdem do domu było wszystko w porządku. -wymruczał, starając się zapanować nad swoim głosem. Wcisnął ręce w kieszenie próbując ukryć zdenerwowanie. Nie, nie wściekał się na dziewczynę, tylko na siebie. Jak mógł być takim durniem, żeby spieprzyć najlepszą rzecz jaka go spotkała?
    -Proszę, bądź ze mną szczera. Zniosę wszystko. Poznałaś kogoś, o to chodzi?
    Proszę, wydusił to, w końcu zadał pytanie które kołatało się po jego głowie od samego początku. Nie winiłby jej, każdy byłby lepszy od niego. On tylko dbał o miotłę, Margo zasługiwała na więcej, wiedział to.

    Hayden

    OdpowiedzUsuń
  21. Ich związek zaczął się w najbardziej naturalny sposób. Nigdy nie byli przyjaciółmi, którzy poznawali się przez lata, mieli wspólne historie i wspomnienia. Ich relacje zaczęły się od zwykłej rozmowy o przyziemnych sprawach i wtedy to się stało. Zrozumieli się. Nie potrzebowali sobie tego tłumaczyć, nie układali planów o tym jak by to się miało potoczyć, po prostu ze sobą byli.
    Nigdy też ich związek nie został sformalizowany, a co więcej, nikt oprócz nich o nim nie wiedział. I może niektórym sprawiałoby to problem, bo to prawie tak, jakby Margo nie chciała żeby ktokolwiek o nich wiedział bo się go wstydziła, ale Hayden'owi to nie przeszkadzało. Nie potrzebował afiszować się swoim szczęściem. Szczęściem, które teraz mu odbierała.
    Cierpiał niesamowicie, choć jej zawahanie dało mu iskierkę nadziei. Nagle poczuł, że może nie wszystko jest stracone, że może jeszcze da się to uratować. Skoro nie miała innego, nie wiedział już czym mogłoby to być spowodowane, ale wiedział jedno. Nie zamierzał poddać się tak łatwo. I na pewno nie zamierzał jej znienawidzić. Nie chciała być z nim? Nie ma problemu, ale nie pozwoli jej tak po prostu odejść.
    Po jej słowach zwiesił tylko głowę nie próbując jej zatrzymać. Zresztą, jaki byłby w tym sens? Znajdowali się pośród całej zgrai Ślizgonów, kórzy obserwowali ich krótką rozmowę. Nie tym razem -pomyślał, obserwując ją, wchodzącą w tłum kolegów.

    Przez kilka kolejnych dni tylko Ją obserwował. Nie chciał naciskać, źle czuł się z tym co od niej usłyszał, ale jeszcze nie dopuszczał tego do siebie. Obserwował i próbował znaleźć sposób, żeby z nią porozmawiać sam na sam, bez gapiących się Ślizgonów, czy kogokolwiek innego.
    Aż w końcu mu się udało. Zauważył ją na końcu korytarza. Rozmawiała z dwoma Ślizgonkami, wydawała się całkiem szczęśliwa, co kazało mu przez chwilę zwątpić. Co jeśli naprawdę miała na myśli to co powiedziała? Co jeśli tylko sobie coś ubzdurał, wyobraził sobie, źle zinterpretował? Nie, nie mógł sobie pozwolić na zawahanie.
    Wykorzystał moment, w którym jej znajome zaczęły się oddalać, a Margo dalej stała oparta o ścianę, zajęta czytaniem opasłej księgi. Wiedział, że następna taka szansa nie trafi się szybko, więc ruszył przed siebie starając się wyglądać na jak najbardziej pewnego siebie.
    Podszedł do Margo i zanim jeszcze zdążyła zareagować mocno ją przytulił wbijając w siebie i pewnie też w dziewczynę tomisko. Nie ważne. To była jego ostatnia szansa. I nie zamierzał jej zmarnować.
    -Nie uciekaj, proszę. Daj mi chwilę. Zrobię co tylko zechcesz, odczepię się. Powiedz tylko dlaczego. Nie każ mi Cię nienawidzić. Wytłumacz proszę, dla mnie. -wychrypiał, zaciskając lekko pięści na jej szacie. Wiedział, że potrafiłby się dostosować. Przecież nie musieli od razu udawać, że się nie znają, mogli być przyjaciółmi, albo po prostu znajomymi, którzy ze sobą rozmawiają. Chciał mieć ją w swoim życiu.

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  22. Praca kół zębatych, eksploatowanych przez ciągły ruch, trwała nieprzerwanie w czasie i od lat wyrażała swoją automatyczną żywotność w jakże głośny, bezkompromisowy sposób. Dźwięk ścierających się ze sobą mechanizmów, odbijający się echem od kamiennych ścian, został wstrzymany tylko raz — w pamiętnym roku 1998, po trwającej w szkole Bitwie o Hogwart, która siłą rzeczy, a raczej siłą różdżki, wyniszczyła większość budynku. Po dokładnej naprawie nigdy później trybiki te nie zostały w żaden sposób zastopowane. Ani jedna siła uczniowskich pragnień nie była w stanie zatrzymać świstu ciężkiego, metalowego wahadła, a niespokojne chrobotanie wyszczerbionych do granic możliwości zębatek systematycznie przyprawiało młodych czarodziejów o nieprzyjemne ciarki na plecach. Naturalnie idącym z tego wnioskiem było to, że Wieża Zegarowa nie sprzyjała sumiennej nauce, za to sprawdzała się idealnie na cichą popijawę. Odstraszała swoją mechaniczną aktywnością większość uczniów, a więc przyciągała tych, którzy potrzebowali spokoju ze strony ludzkiej.
    Tego wieczoru to on potrzebował odosobnienia. Stojąc w cieniu pod tablicą zegarową na piątym poziomie szkoły, a więc również na najwyższym, jaki oferowała wieża, wsłuchiwał się w charakterystyczne, przykro-metaliczne działanie sprężyn, miarowy rytm własnego serca i równie przewidywalne bicie podstarzałego, zdobionego runami wahadła. Dokładnie czterdzieści sześć uderzeń na minutę i dwa łyki Ognistej Whisky w trakcie. Ostatnie z wymienionych działań ponadprogramowe, nienormatywne, którego protoplastem stał się pewien wyciszony (zupełnie jak nie on) Ślizgon. Prawa ręka wsparta o grubą, drewnianą belkę — prawdopodobnie jedną z nośnych tej konstrukcji — łapała kurz, druga trzymała ściśle szyjkę butelki, wznosząc ją w odpowiednim momencie. Parę takich konsekwentnie przeprowadzonych rundek wystarczyło, by ze stanu w pełni trzeźwego, przeszedł w podchmielonego magicznym trunkiem ucznia, skłonnego do lekkomyślnej rozmowy, gdyby tylko postawić przed nim jakiegoś przechodnia.
    I stało się. Pewien nieprzewidziany gość wszedł na piętro, dostatecznie cicho, by zmylić znieczulone przez alkohol zmysły Scorpiusa. O czyjejś obecności przekonał się dopiero w momencie, gdy drobna, kobieca sylwetka, śmignęła mu tuż przed nosem. Sam wciąż pozostawał pod ochronią cienia.
    — Napijesz się... Margo Carrow?
    Nie przeciążał głosu. Pytanie nabrało cichego, melodyjnego tonu, nie skażonego przez żadną ukrytą intencję. Przy aktualnym stanie umysłu, niezbyt stosownym dla czarodzieja jego klasy, nie był w stanie kierować się niczym więcej, poza zwykłą kapryśnością.
    Wyciągnął butelkę w jej kierunku, nie spuszczając z niej wzroku.
    — Trzeźwa możesz nie zdzierżyć mojej obecności.
    Czyżby pokojowe zjednanie? Skądże znowu. Scorpius Malfoy był zbyt pijany na wiążące decyzje, ale również niedostatecznie mocno, by nie wiedzieć, co właśnie jej zaproponował. W jego głowie działanie to miało charakter chwilowego zawieszenia broni. Bo jeśli stawiasz nawyk nad przypadek, nawet wrogość do kogoś blednie wobec chęci zrealizowania planu do końca. W jego intencji było natomiast wypić tę feralną butelkę do końca. Bez względu na okoliczności.

    Scorpius Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  23. Hayden nienawidził życia w nieświadomości. Wychowywany był w całkowitej szczerości i w poszanowaniu do mówienia prawdy. Dlatego taki miał problem z poradzeniem sobie z odrzuceniem Margo. Jeśli nie chciała mu powiedzieć prawdy, to znaczy, że było to coś naprawdę strasznego. Dopuszczał do siebie myśl, że może chce go przed czymś uchronić, w końcu w ich związku to Hayden był tym wrażliwym, ale nie da się tak po prostu zostawić bez słowa. Nawet on zasłużył na wyjaśnienie.
    Czuł, jak próbowała się wyrwać, jednak nie była zbyt stanowcza. Przecież nie przygwoździł jej do ściany i do najsilniejszych nie należał. Nie próbował też być agresywny. Ale gdy tylko poczuł zapach jej włosów lekko zmniejszył uścisk. Bardzo za tym tęsknił i nie chciał pozwolić jej przerwać.
    -Nie musimy być razem, Margo. -wyszeptał, również zaciskając zęby. Jak bardzo chciałby ją teraz pocałować, albo chociaż schować twarz w jej włosach i przestać myśleć o tej okropnej sytuacji. -Nie mogę odpuścić, bo wiem, że coś jest nie tak. I nie dam się znowu spławić. Proszę, tylko ze mną porozmawiaj. Powiedz co się dzieje. Jeśli po tym uznasz, że nie chcesz mnie w swoim życiu, to dam Ci spokój. -obiecał, tym razem całkowicie ją puszczając. Dłonie schował w kieszeni, żeby znowu nie kusiło żeby ją chociaż dotknąć. Odsunął się nawet o pół kroku, żeby nie czuła się osaczona. I tylko patrzył na nią błagalnym wzrokiem. Musiała się w końcu przekonać, że może mu zaufać. Jeśli nie jako chłopakowi, to jako przyjacielowi.

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  24. Pewnie, mogła go okłamać. Mogła opowiedzieć mu najbardziej zmyślną bajeczkę, wpakować w nią milion szczegółów, zrobić ją jak najbardziej realną. Nic by jej jednak z tego nie przyszło. Musiała pamiętać, że pozwoliła mu się poznać, więc teraz doskonale wiedziałby że kłamie. Tak jak do tej pory.
    Widział, że coś w niej pękło i czuł się z tym jeszcze gorzej niż wcześniej. Nie chciał wywoływać niemiłych wspomnień, szczególnie że nie wiedział o co chodzi, ale też ucieszył się, że w końcu odważy mu się powiedzieć prawdę. O ile oczywiście w międzyczasie nie zmieni zdania.
    Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę najbliższych drzwi, które okazały się prowadzić do klasy historii magii. Hayden powoli zajrzał do środka, jednak sala okazała się pusta. Pociągnął więc za sobą dziewczynę i cicho zamknął drzwi. Gdyby nie fakt, że machanie różdżką nie wychodziło mu najlepiej, zamknąłby drzwi zaklęciem. Musieli jednak zadowolić się zwykłym zamkiem.
    -Może być tu? Możesz w końcu przestać ze mną grać? -zapytał przysiadając na ostatniej ławce. Ostatnie kilka dni były dla niego koszmarem, więc trochę już zaczynało go to męczyć. Niech mu nawet powie, że jest najgorszym chłopakiem na świecie, że jej się po prostu znudził, albo że ma dość jego wrażliwego zachowania. Wszystko w tym momencie byłoby lepsze od niewiedzy.

    Hayden Houck

    OdpowiedzUsuń
  25. [Czekam cierpliwie ;)]

    Hayden

    OdpowiedzUsuń