22 marca 2017

i'm just gonna go live under a bridge and ask people riddles before they cross

mickey evans
klasa vii, gryffindor, status krwi niepewny

Ojciec wychował ją samotnie w małej wiosce w północnej Walii i choć Mickey nigdy nie wątpiła w jego miłość, to zdaje sobie sprawę, że jej kalectwo emocjonalne to jego sprawka. Jak przystało na prawdziwego mężczyznę, nie płacze, niczym się nie przejmuje, nie mówi o uczuciach i nie przepada za czułościami. Mówi z silnym akcentem i nie ma pojęcia, kto ją urodził. Odstraszają ją ambitni rówieśnicy, opowiadający o swoich planach na przyszłość, bo sama nie ma pojęcia, co będzie robiła w następny weekend. Prędzej dogada się z sową niż współlokatorką; niezła ręka do zwierząt to prawdopodobnie jej jedyny talent. Nie licząc tego do rzucania nieodpowiednich uwag w nieodpowiednich momentach. Czasami chciałaby ładnie wyglądać, jednak wstaje zbyt późno, więc często nie ma czasu się nawet uczesać. Opowiada kiepskie żarty, ale ważne, że sama świetnie się bawi. Trochę marudzi, choć bardziej dla samego gadania, nie lubi słońca i słodyczy. A po zakończeniu edukacji ma zamiar przepaść jak kamień w wodę.

10 komentarzy:

  1. [Bardzo lubimy osóbki z zadziornym charakterkiem. Z opisu tej pani bije taka naturalność, że z chęcią porwałabym ją do jakiegoś wątku. Może nawet udałoby się wspólnie przepaść jak kamień w wodę? Moja pani ma w tym doświadczenie.
    Udanego wątkowania, wielu pomysłów i przede wszystkim dużo wolnego czasu! W razie chęci zapraszam do siebie. Nie gryziemy, chociaż akurat jeśli chodzi o czas wolny - z nim u nas ostatnio dość krucho.]

    Rosalie Bright, Leonard Blueberry, Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Wspaniały z niej prawdziwy mężczyzna! (Albo też: jest wspaniałą prawdziwą mężczyzną). ]

    Jim Ryer

    OdpowiedzUsuń
  3. [ W takim razie rozumiem, że wątek będzie oczywistością...? ;D Czy Mickey kontaktuje się tylko z sowami, czy też, ze względu na wychowanie, które odebrała, nieco łatwiej dogadać się jej z płcią przeciwną niż ze współlokatorkami? Nie wiem, czy to będzie miało jakieś znaczenie, ale tak szepnę, że jeśli chodzi o szkolne przedmioty, to Jim o wiele lepiej radzi sobie z tymi, które nie są bezpośrednio związane z magią – tzn. dobrze się bawi i z roślinkami, i ze zwierzakami. ]

    Jim Ryer

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Niechaj tak będzie! Nie wiem, chcesz ustalić jakieś szczegóły odnośnie do ich relacji? Nigdy nie byłam w tym dobra. Co do samego wątku – aktualnie gejzerem pomysłów nie jestem i na start przychodzi mi do głowy tylko coś tak lekkiego, jak to, że na błoniach utworzono zagrodę, bo do Hogwartu przybyło kilka hipogryfów (tym razem jednak nikt nie będzie ich wysyłał do trzecioklasistów), co niektórym może zdać się atrakcyjne. ]

    Jim Ryer

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam serdecznie na blogu i baw się dobrze :) Dodam tylko, że Mickey (imię <3) mnie zachwyciła, taka fajna, prosta i zwyczajna z niej dziewczyna :)]

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  6. [ W porządku, to mamy to. Teraz pozostaje tylko jedna mała a ważna kwestia – kto zaczyna? ;) ]

    Jim Ryer

    OdpowiedzUsuń
  7. [Karta zasłoniona, przychodzę w ramach zadośćuczynienia zaproponować jakiś szalony wątek! Chcesz?]

    Aubrey O'Hare

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Dzięki za zaczęcie i przepraszam, że jeszcze nie odpisałam. Zamierzam to jak najszybciej zmienić, ale trochę przestrasza mnie to, że jeszcze nie ma Twojego podpisu pod listą obecności. Wiem, że do jej końca zostało jeszcze trochę czasu, ale – jesteś tutaj jeszcze, mogę spokojnie odpisywać, wiedząc, że przeczytasz? :D ]

    Jim Ryer

    OdpowiedzUsuń
  9. Z pewnością nie był chłopakiem, przed którym przestrzega się dorastające panny i nie chce się go za kompana kogokolwiek, zwykle z obawy przed sprowadzaniem na złą drogę. Nie popadał jednak w żadną skrajność i nie był także wymarzonym synem każdej matki, wzorem do naśladowania i przyjacielem każdego. Na pierwszy rzut oka ani nie wzbudzał zaufania, ani nie wyglądał na kogoś, kto byłby go godny – ot, przeciętniak jakich wielu. Kiedy to jednak nie człowiek, lecz zwierzę spoglądało, sytuacja miała się zgoła inaczej.

    Z jakiegoś powodu zwierzęta garnęły się do Jima. Może nigdy nie zdarzyło się tak, żeby do spacerującego chłopaka podłączył się sznur bezpańskich psów, nie było też tak, że samym tylko spojrzeniem mógł obłaskawić najgroźniejszą nawet bestię, ale kiedy większą grupą znajomych wybierali się w miejsce, w którym znajdował się choćby jeden zwierzak, bardzo często okazywało się, że spośród wszystkich zgromadzonych ludzi to Jim był wybierany na tego, kto przez cały wieczór nie mógł pozbyć się dodatkowego towarzystwa. Miał dobrą do nich rękę (do roślin zresztą też) i chociaż zawodowej przyszłości bynajmniej nie wiązał z czymś związanym z zoologią, to w przyszłości bardziej prywatnej znalazłby na to miejsce. W teraźniejszości, swoją drogą, również.

    Na żywo hipogryfa widział tylko raz w życiu, przed laty. Należał on do znajomego ojca, na tyle dalekiego, żeby nie był częstym gościem w domu Ryerów, ale też na tyle bliskiego, by raz czy dwa zaprosić kolegę wraz z jego rodziną do siebie. Jim widział i słyszał, ale nie mógł zrobić użytku ze zmysłu dotyku – skoro nawet nie pogłaskał, to latanie nań mogło pozostać tylko w sferze rojeń. Nie marzył o tym jakoś namiętnie i często, nie był też fanatykiem hipogryfów, który to przeczytałby wszystkie możliwe o tych stworzeniach książki, ale miał tę świadomość, że gdyby nadarzyła się okazja nieco bliższego zapoznania się z którymś, nie omieszkałby skorzystać.

    Kiedy jednak znalazł się przed hogwarcką zagrodą z hipogryfami, nie pomyślał o tym, aby któregoś razu włamać się do środka i spróbować któregoś z nich do siebie przekonać. A nawet gdyby taki pomysł przez chwilę pojawił się w jego głowie, w dniu, w którym Mickey go zaczepiła, zupełnie tego nie rozważał. Jego umysł wypełniony był czymś bardziej przyziemnym. I ludzkim. Więc kiedy po wyjściu z klasy koleżanka go zaczepiła, potrzebował dobrej chwili, aby zrozumieć, czego ona od niego chce.

    – Na czym polega niepowtarzalność tej szansy? – zapytał, spoglądając na Mickey z góry. I nie było w tym nic metaforycznego, bo przecież przewyższał ją wzrostem. Co prawda, w porównaniu z hogwarckimi wieżowcami (dwumetrowi piętnastolatkowie? Czym oni ich karmią, zmutowanymi kurczakami?) nie imponował swoją wysokością, ale nie mógł się przecież czuć także jak goblin. – Mam siedemnaście lat i to nawet nie jest półmetek mojego życia, więc naprawdę nie wykluczam, że jeszcze natrafię na wiele hipogryfów, których mógłbym dosiąść.

    Droczył się tylko. To prawda, że nie był utrapieniem woźnych i nauczycieli, że nie łapał szlabanu za szlabanem i w jego głowie jeden głupi pomysł prześcigał się z drugim, ale przecież miał w sobie wrodzone skłonności do łamania regulaminów, impulsywnego działania, wpadania w tarapaty i robienia tego, na co się ma ochotę, bez żadnego kalkulowania i włączania w to rozsądku. W których to skłonnościach umacniała go przynależność domowa; wykaraskawszy się z kłopotów, zawsze mógł wzruszyć ramionami i z niewinnym uśmiechem zapytać: No co? Musiałem to zrobić, jestem Gryfonem.

    – Rozpisałaś sobie ten plan? Tak, jakby to zrobił przebiegły Ślizgon lub przemądry Krukon? – zapytał z rozbawieniem. – Powinnaś mnie w niego wtajemniczyć, żebym wiedział, co mogę popsuć.

    Jim Ryer
    [ Chciałam Ci to nocą wysłać (wcale nie późną, bo przed pierwszą!), a tu mi od internetu urwało. Co to ma być, jak ja mam żyć w takich warunkach. ;/ ]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Walia, Gryffindor i wspaniałe naturalne zdjęcie, które mnie przyciągnęło i zachęciło żeby zapoznać się z kartą <3 Co do samej Mickey to nietuzinkowy charakterek czyni z niej przeciekawą osóbkę mogącą się popisać wieloma talentami nawet jeśli nie zawsze dogaduje się ze wszystkimi. Trzymamy kciuki by jak zapowiedziała - nie przepadła, jak kamień w wodę i pokazała na co ją stać :D W razie chęci zapraszamy serdecznie do siebie ;)]

    TORI WEASLEY & NORA VANCE

    OdpowiedzUsuń