12 marca 2017

My mother she told me


W życiu narodził się dziwny czas, w którym Jimmy przemieszczał się tylko i wyłącznie na rękach – głowa przy gruncie, łykowate łydki wystrzelone w górę – a ginące po latach w obszarze niepamięci wspomnienia zostały przywołane sugestią, że minął się z powołaniem. Czy ty insynuujesz, że powinienem był zostać małpą, śmiał się i podrygiwał dalej, wspinał się i podciągał, skakał z balkonu na balkon, dachu na dach, gałęzi na gałąź i kwiatka na kwiatek, jak niektórzy podejrzewali.
W dobrym czasie, w walijskim czasie pierwszym, co po przebudzeniu robił, było wpuszczenie do pokoju powietrza świeżego a słodkiego – latem rosnące w ogrodzie kwiaty wydzielały tak intensywne zapachy, że nocami zamykano okna, żeby tylko się nie podusić. Potem wskakiwał na parapet i niecierpliwie spoglądał w dal, by przekonać się, że roślinom nie stało się nic złego. Ziemia przyjmowała wszystko, koło klombów wykwitały groby.
Pierwszy tomik poezji ukradł, kiedy miał siedem lat i mimo że raczej już, chociaż czasem ręce świerzbiały, nie zabawiał się w złodzieja, zdążył uzbierać niemałą biblioteczkę książek nabytych drogą szalbierstw. Podbierał wciąż tylko pudełka zapałek i zrywał ze słupów ogłoszenia dziwnej treści, odezwy sąsiedzkie i przestrogi przed międzynarodowymi spiskami.


J I M  R Y E R
(klasa VII, Gryffindor)

50 komentarzy:

  1. [Chwycił Jim za serce. Witamy serdecznie w gronie autorów :) Anna zostawi mu na parapecie na trzecim piętrze ciekawą książkę. Niech i on kiedyś zostawi coś dla niej.]

    Anna Sayre

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam. Bardzo przyjemnie napisana karta. Mam nadzieję, że będziesz się tutaj dobrze bawić i dostaniesz mnóstwo ciekawych wątków. W razie chęci zapraszam do siebie c:]

    Astaroth de Havilland

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Ale ładna karta! Tworzy bardzo ciekawy klimat i muszę przyznać, że chcę więcej, także wpadaj do mnie, jeśli masz chęci, może uda nam się coś wymyślić ;) ]

    Julia | Olivia

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jaka piękna karta, zachwycam się! 💕]

    Artair, Avalon i Hyun

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Julka pewnie, bo u niej są większe możliwości. Liv jest trochę specyficzna i trzeba się nakombinować, żeby jakaś ciekawa relacja miała tam sens :) ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ojej, jakże niesamowita karta, jestem pod ogromnym wrażeniem!
    Życzę miłej zabawy i jeśli masz chęć, to zapraszam do siebie. c:]

    Eulalia Hoppes / Milo Dawson / Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  7. [A no widzisz, takie które umiem tylko ja :D och, naprawdę, naprawdę. Jakbyś tylko miała ochotę na wątek chodź, wymyślimy coś ciekawego! ;)]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Jeśli masz ochotę to możemy zacząć od zera. Tzn. na tyle od zera, na ile to możliwe, bo przecież obydwoje są na VII roku, na pewno mieli jakieś zajęcia razem, ale może nigdy na siebie jakoś bardziej nie trafili. Ja raczej nie piszę wątków bez powiązań, ale możemy spróbować, może będzie fajnie. Najwyżej zmienimy koncepcję. Co Ty na to? Bo muszę się przyznać, że ja nie jestem ostatnio w szale kreatywności, trzeba mnie mocno natchnąć, żebym te relacje powymyślała, chociaż to lubię ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  9. [Och z pewnością włożyłaby między kartki wiadomość dla człowieka, którego oczy sięgnęły tam, gdzie nie patrzą inne, nie wiedząc za bardzo do kogo trafi książka. Jeśli więc Jim znalazłby książkę, mógłby odpisać, zostawiając inny tomik. Znajomość listowna to coś ciekawego, szczególnie, gdy korespondujący nie wiedzą do kogo piszą. A gdy się w końcu dowiedzą, to dotrze do nich, że świetnie korespondowało się im z osobą, za którą na przykład na co dzień nie przepadają? Mogłoby być interesująco ;) Czy mogę zatem pokierować Anną na trzecie piętro, by uważnemu uczniowi zostawiła książkę?]

    Anna Sayre

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jeśli różnica wieku Ci nie przeszkadza (bywa i tak), to ja chętnie Hugona wpakuję w wątek z Jimem! c: Jak widzisz ich wzajemną relację?]

    Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jim wydaje się tak strasznie pozytywną, uroczą postacią, że aż żałuję, że Ester działałby w większości przypadków na nerwy.
    Życzę powodzenia! I w razie chęci - zapraszam, może wyszłoby nam coś fajnego, gdybyśmy się uparły. ;)]

    Ester Shafiq

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Jasne, bardzo dobry pomysł, zapraszam serdecznie :) Tylko tutaj muszę dodać, że Julia jest w Kole Eliksirów dopiero od tego roku. Ale może to nawet spoko, bo tak to na pewno by się znali lepiej niż zakładamy.
    Zaczniesz? Wiem, że w blogowym świecie w panuje niepisana zasada "ty wymyślasz, ja zaczynam", ale ja wolę zasadę "ma być sensownie", a tutaj, skoro Jim składa jej niezapowiedzianą wizytę i od niego zaczyna się kontakt to nie ma sensu, żebym ja zaczynała. Chociaż mogę, jeśli tak wolisz :D ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Okej, mam doświadczenie w terroryzowaniu innych autorów o odpisy ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Nie, nie, bardzo dobrze interpretujesz. c: Ja również chętnie poszłabym w coś pozytywnego, bo nie mogę Hugusiowi za dużo negatywnych powiązań wrzucić, bo to taki bezkonfliktowy chłopiec. :)
    Co powiesz na jakąś potajemną wyprawę do Zakazanego Lasu po... coś?]

    Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  15. [Padłam!
    Co ty, wymachiwanie różdżką jest spoko, nakreślanie jakiś bazgrołów i bliżej nieokreślonych kształtów w przestrzeni, gorzej z efektami. Nie ma to jednak jak życie niemagiczne.
    Patrz, idealnie odmieniłaś. Gratuluję, w nagrodę dostaniesz wątek :'D]
    Jung Seolha

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dokładnie o tym myślałam! Wydaje mi się, że zdecydowanie ciekawiej będzie jak potrzymamy ich trochę w napięciu. Nawet zaczęłabym od pierwszej pozostawionej książki. Możemy prowadzić wątek na dwóch płaszczyznach, to będzie arcyciekawe! Wpadaliby na siebie, warczeli na siebie w bibliotece, na zajęciach, przed trybunami przed meczem Gryfoni-Ślizgoni, nie daj Merlinie w parze na eliksirach. A w listach totalne zrozumienie, wymiana zdań, życie, śmierć, kwiaty, książki i wszystko. Później mogą się zdecydować na spotkanie, albo może ono wyniknąć przypadkowo (przez jakiś czas jedno może wiedzieć, drugie nie), ale tą wisienkę na torcie zostawimy sobie na później. :3]

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  17. [Tak sobie umyśliłam, że Hugo mógłby robić niewielkie interesy gdzieś na boku, wiesz, fiolki z eliksirami albo coś w ten deseń i potrzebowałby pewnego składnika do przepisu, właśnie z Zakazanego Lasu, w związku z czym poprosiłby Jimmy'ego, jako dobrego kumpla, żeby wybrał się z nim. :D]

    Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  18. [Ależ naturalnie, będę mocno kopać i krzyczeć do tego! :D]

    Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  19. [Chciałam Annę zmusić, by napisała list do nieznajomego człowieka, który znajdzie książkę i w którym zachęci do odpowiedzi, ale jeśli wolisz wsadzić ich gdzieś w środek fabuły to mnie to również pasuje :)]

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  20. [Skoro każesz!
    Nie no co ty, ona w sumie też ogranicza się z używaniem różdżki do niezbędnego minimum.
    Patrz, dobrze odmieniła imię i już oczekuje gruszek na wierzbie! No dobra, niech stracę! Nie chcę zanudzić Jimmy'ego biernością i brakiem inicjatywy w rozmowie ze strony Seolhy, dlatego wrzuciłabym ich w sytucję, kiedy będzie musiała się odezwać do nieznajomego ucznia. Czy Jim zainteresowany byłby poznaniem osoby, która twierdzi, że rzekomo potrafi rozmawiać ze zmarłymi? Jeśli tak to mam do zaproponowania Hogsmeade, szemranego typka w jeszcze bardziej szemranym miejscu, czyli Gospodzie pod świńskim Łbem, który twierdzi, że za odpowiednią opłatą jest w stanie skontaktować się z medium i doprowadzić do seansu spirytystycznego. Wiadomo Hogwart ma swoje duchy, ale to nie zawsze te duchy z którymi chciałoby się nawiązać kontakt.]
    Jung Seolha

    OdpowiedzUsuń
  21. [Zostałabym przy Arcie, bo nim mi się ostatnio najlepiej pisze c; masz jakieś wątkowe marzenia? Lub relacje, jakąś konkretną, poszukiwaną czy coś takiego? :D]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  22. [Jeśli Ci powiem, że mam ochotę porwać go do jakiegoś wątku z moją panią, pozwolisz mi na to? Może udałoby nam się pobudzić uśpioną naturę tego urwisa i w jakiś sposób wykorzystać jego lepkie rączki do własnych celów. Z resztą - Rozalce przyda się w wąskim gronie jej zaufanych osób ktoś taki jak Jim ;)
    Karta urzeka w swojej prostocie, dzięki czemu Twój pan kupuje mnie już na starcie. W razie chęci na wątek zapraszamy zatem do siebie. Nie gryziemy zbyt mocno. Zwykle.
    Udanego pobytu na blogu!]

    Rosalie Bright, Freddie Weasley, Leonard Blueberry

    OdpowiedzUsuń
  23. [Nie mam nic przeciwko, gdy inspiracja przychodzi tak łatwo, przyjemnie i sama z siebie :) Jakby coś było nie tak to krzycz na mnie!]

    Usłyszała i powiedziała ostatnio zbyt wiele gorzkich słów. Tak gorzkich, że wrzucone luzem do torebki galaretki w czekoladzie z Miodowego Królestwa wcale nie wydawały się słodkie. Człowiek mocno przeżywa, gdy usłyszy prawdę od kogoś, od kogo słyszeć by jej nie chciał. To bolało. A przecież prawdę można ubrać w słowa lżejsze, łagodniejsze, które ukłują gdzieś w okolicy serca, ale nie kopną w brzuch z zaskoczenia. W większości przypadków, jednak, ludzie upodobali sobie chyba takie kopniaki. Człowiek raz kopnięty z przyjemnością oddaje ten sam rodzaj przemocy.
    Na ból brzucha pomaga wiele rzeczy. Jak już zostało wspomniane, galaretki nie są jedną z nich, ale zawsze warto spróbować. Siedziała więc na parapecie z nogami podciągniętymi wysoko, na kolanach trzymała książkę, a obok na kupce leżały zmięte folijki po galaretkach truskawkowych. Odwróciła głowę, by spojrzeć przez okno. Na błoniach przebijały się krokusy. Wreszcie kończyło się paskudne przedwiośnie. Nie lubiła tej pory roku dokładnie z tego samego powodu, dla którego nie lubiła siebie. Chciała być albo ciepła, albo zimna. A była nijaka, przejściowa, bezbarwna, jakby przeźroczysta. Musiała przyznać, że na ból brzucha pomagało bycie niewidzialnym. Dokładnie tak, jak teraz. Można było zobaczyć to, na co ludzie nie zwracali uwagi. Bo patrzyli nie dalej niż czubek własnego nosa. Przygryzła lekko wargę, wzięła kawałek pergaminu i zaczęła pisać.
    Drogi Uważny,
    cieszę się, że właśnie Ty trzymasz w tej chwili tę książkę. Cieszę się, bo rozglądasz się wystarczająco, by zauważyć wiadomości, jakie ma dla Ciebie świat. Chciałabym być taka uważna i chyba Ci zazdroszczę.
    Zostawiam to dla Ciebie, mając poczucie, że nie pozostałam niewidzialna. Chciałam podziękować Ci za to jedną z moich ulubionych książek. Mam nadzieję, że i Tobie umili ona krótkie chwile przed zamknięciem oczu. Czytaj ją proszę do poduszki i miej zawsze pod ręką, otwieraj czasem na losowej stronie, licząc że znajdziesz tam słowo rozjaśniające chwile. Rób tak, jak robiłam ja, dzięki temu jakoś częściej się uśmiechałam.
    Nie żegnam się, mając nadzieję, że za jakiś czas może i ja w tym miejscu znajdę książkę, zadedykowaną dla mnie. Otworzę ją i znajdę podpowiedź, której szukam. W końcu każdy z nas lubi czuć się chociaż przez chwilę wyjątkowy, prawda? Ty już jesteś dla mnie wyjątkowy, uważny miłośniku książek. Jeśli zechcesz, napisz czy i Ty uśmiechnąłeś się dzięki czarnym literom na pergaminie.
    Z góry dziękuję!
    S.A.

    Uśmiechała się do siebie. Poczuła, że zrobiło się jej lżej. Wcale nie miała pewności, że książka trafi do kogoś, kto zechce w ogóle do niej zajrzeć. Ale miała nadzieję. Po raz pierwszy od dawna miała na coś nadzieję. Zostawiając książkę na parapecie, uśmiechała się ciepłem płynącym z okolic mostka.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  24. [Kocham tego typu postaci! Jakby szukał kiedyś kogoś, z kim mógłby połazić po dachu, Scarlett byłaby pierwsza chętna! ^^
    Miłej zabawy, wielu wątków, szaleństwa i czasu!]

    Scarlett Bell i Zabini

    OdpowiedzUsuń
  25. [Nie, nie. Myślałam bardziej o tym, aby obydwoje akurat szukali jakiegoś medium i szemrany typek umówiłby się z nimi o tej samej godzinie w Gospodzie pod Świńskim Łbem, aby dogadać szczegóły - cenę za przedstawienie im medium, miejsce i czas seansu i takie rzeczy :)]
    Jung Seolha

    OdpowiedzUsuń
  26. [Wow, kto będzie Twoim Watsonem? :D
    A przyda się w tym wszystkim jakiś sceptyk. Z założenia całe to medium miało być jednym wielkim oszustem, ale w sumie zobaczymy jak potoczy nam się wątek.
    A mogłabyś, dałoby się? Mam jeden wątek do rozpoczęcia już, więc skorzystałabym z Twoich usług, Sherlocku.]
    Jung Seolha

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Osobiście mam słabość do Walijczyków <3 Przybywam z małym opóźnieniem. Cześć! Witam na blogu i życzę powodzenia, choć na brak zainteresowania postacią chyba nie masz co narzekać, jeśli dobrze widzę u góry. Miłego pobytu, oby dobrze ci się pisało Jimmym. :D ]

    Sloane/Albus

    OdpowiedzUsuń
  28. [Scarlett i skacze, i tańczy. Nie potrafi usiedzieć na miejscu i jest otwarta na wszystko :D]

    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Hej! Dzięki serdeczne za zaczęcie. Przepraszam, że jeszcze nie odpisałam, ale ostatnio mam bardzo zmienną, kapryśną i wybiórczą wenę, zwłaszcza u Julki, a nie chcę tego robić na odwal. Także no, odpiszę jak tylko coś wymyślę, mam nadzieję, że szybko i że nie będziesz się na mnie gniewać :( ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  30. W jakiś absurdalny sposób obawiała się przekroczyć próg Gospody pod Świńskim Łbem. Od kilku minut tkwiła przed drzwiami karczmy, wpatrując się tępo w ubłocone czubki trampków, bujając się w przód i w tył. W myślach odtwarzała ciągle od nowa ulubioną piosenkę z dziecinnych lat, naiwną kołysankę, której domagała się wtedy każdego wieczoru, a która niegdyś działała na nią uspokajająco.
    Właściwie bardziej niż zestresowana, była zaskoczona; zaskoczona tym, że czuje coś więcej, że odnajduje w sobie jakieś nowe pokłady nadziei, że dawna kołysanka na nowo wzbudza w niej sentyment. I właśnie to powodowało, że wahała się przed wejściem do Gospody pod Świńskim Łbem i odkryciem prawdy. Nie była pewna czy chce wracać pamięcią wstecz. Część z niej pragnęła być tym, kim była kilka lat temu, część jednak zdawała sobie sprawę, że teraz jest prościej i spokojniej. Wygodniej. Nie każdy mógł pozwolić sobie na wygodę. A jednak największą rolę tutaj odegrała ciekawość; to ona przyciągnęła ją aż tutaj i to ona ostatecznie skierowała jej kroki do środka gospody.
    To był zupełnie inny świat i uderzyło to w nią z siłą fali tsunami. Świat hazardu, oszustw, alkoholu i bóg-wie-czego. Starała nie zagłębiać się w to, kiedy pobieżnie przesunęła wzrokiem po wnętrzu lokalu, wciskając swoje skostniałe z zimna dłonie w kieszenie niedbale narzuconego płaszcza. Sama nie wiedziała czego ma szukać - mężczyznę z którym umówiła się na spotkanie w tej podejrzanej gospodzie widziała na żywo może przez kilka minut, w dodatku w przydymionym świetle latarni w jakimś cuchnącym zepsutym jedzeniem zaułku. Teraz, kilkanaście dni po tym spotkaniu, w pamięci przywoływała jedynie obraz rudawej koziej bródki i nienaturalnie jasnoszarych oczu. Problem w tym, że w zadymionej i przyciemnionej sali trudno było dostrzec cokolwiek, a to, że część z klienteli ukryta była pod kapturami wcale nie ułatwiało w zlokalizowaniu odpowiedniej osoby.
    Mruknęła coś pod nosem z niezadowoleniem i już miała obrócić się i zrezygnować z całej tej absurdalnej sytuacji, rzucić wszystko w cholerę i wrócić do swojego życia, kiedy mimowolnie zlokalizowała przy jednym ze stolików znajomą twarz.
    Powinna się chyba odezwać, kiedy najzwyczajniej w świecie zajęła miejsce naprzeciwko chłopaka. Sytuacja wymagała przecież wyjaśnienia, znaleźli się obydwoje w dość nietypowym jak na uczniów Hogwartu miejscu. Zamiast jednak słowa przywitania, wysunęła z kieszeni arbuzowego lizaka, wyciągając go w stronę swojego nowego towarzysza. Kiedyś, jako dziecko, to wystarczyło.

    [Co ty, moc jest!]

    OdpowiedzUsuń
  31. [Łączę się w zachwycie. Nie nad Mickey, ja pozachwycam się Jimem, bo z niego wspaniały Jim. Mickey chętnie by go porwała (no dobra, sama bym go chętnie porwała, Mickey pewnie miałaby pewne opory, ale tylko na początku).
    I serduszkuję muzykę!]

    Mickey

    OdpowiedzUsuń
  32. [Myślę, że owszem, łatwiej jest jej się dogadać z płcią przeciwną, jako że bliżej jej do mężczyzn mentalnie. Choć nadal pozostaje przy tym kobietą, o czym czasami zapomina. I pewnie bywa niezręcznie.
    Ma to chyba całkiem spore znacznie, bo i Mickey zapewne boi się swojej różdżki, a w swoim żywiole jest tylko na zielarstwie i podczas opieki nad magicznymi stworzeniami. A skoro dodatkowo łączy ich i wiek, i dom, to trudno, żeby nie byli sobie w jakikolwiek sposób bliscy. :D A przynajmniej bliżsi niż są dla Mickey rówieśnicy w większości.]

    Mickey

    OdpowiedzUsuń
  33. [Lubię jak wszystko wychodzi w praniu. Pewnie znają się od pierwszej klasy, co znaczy, że znają się całkiem dobrze, mogą się nawet kumplować, ale w miarę pisania, mam wrażenie, że takie rzeczy czuje się w palcach. :D Może stwierdzą, że się kochają, może nie będą już mogli na siebie patrzeć, może złożą braterską przysięgę krwi - nie zamykam się na żadną ewentualność.
    Pomysł z hipogryfami mi się podoba. Mickey dość luźno traktuje zasady. Nie dlatego, że taka z niej szalona buntowniczka, ale czasami uważa, że skoro nikomu krzywdy nie robi swoim poczynaniem, to dlaczego powinna się powstrzymywać. I gdyby na terenie zamku były hipogryfy, na pewno spróbowałaby jednego ujarzmić i dosiąść pod osłoną nocy. Czy coś. :D Co do Jima, to zależy od Ciebie - może próbować wybić jej to z głowy, a może jej w tym pomóc.]

    Mickey

    OdpowiedzUsuń
  34. [Mogę ja. Mickey napadnie Jima w jakimś ciemnym kącie.]

    Mickey

    OdpowiedzUsuń
  35. Na co dzień Mickey nie miała w sobie zbyt wiele entuzjazmu. Mało było rzeczy, które sprawiały jej czystą, prawdziwą przyjemność, niewiele było osób, w których towarzystwie czuła się całkowicie swobodnie i nie myślała o ucieczce. Zdecydowanie lepiej czuła się w otoczeniu zwierząt, jak dziwnie czy oklepanie by to nie brzmiało. Zwierzęta były prostsze. Miały proste potrzeby, nie kłamały, nie udawały sympatii. Jeśli sowa akurat nie miała humoru lub po prostu nie pałała do Mickey sympatią, gryzła ją w palec i Mickey wiedziała, że ma spadać. Z ludźmi nigdy nie było tak łatwo. I zdecydowanie okazywali mniej wdzięczności niż zwierzęta.
    Hipogryfy były fascynujące, to musiał przyznać każdy. A przynajmniej Mickey wydawało się, że te zwierzęta są wyjątkowo fascynujące nawet dla kogoś, kto od wszystkich nie-ludzi trzyma się z daleka. Podziwiała ich dumę i lubiła sobie wyobrażać, że akurat jej udałoby się zaskarbić sympatię jednego z tych pięknych stworzeń. Hogwart, jak na złość, nie dawał jej okazji do wykazania się w tej kwestii. Aż do tej pory. Zapiszczała, kiedy dowiedziała się, że przez jakiś czas na błoniach powstanie zagroda, w której zamieszka kilka hipogryfów. Mickey nigdy wcześniej nie piszczała. I prawdopodobnie nigdy nie zapiszczy, chyba że spotka i ujarzmi jakiegoś smoka.
    Długie godziny spędziła na opracowywaniu planu. Takiej okazji przepuścić nie mogła, nawet jeśli miałoby ją to wiele kosztować. Ale co tak naprawdę mogło się wydarzyć? Przecież się nie zabije. Tym bardziej nie zabije hipogryfa. A jeśli uda jej się go dosiąść, chyba jej za to nie wyrzucą. A nawet jeśli? Była na finiszu swojej edukacji, prawda, ojciec na pewno byłby zawiedziony, gdyby wyrzucono ją ponad dwa miesiące przed egzaminami, ale gotowa była zaryzykować.
    Postanowiła jednak powziąć wszystkie środki ostrożności, a to oznaczało także pomoc z zewnątrz. Co dwie pary oczu, to nie jedna, musiała przyznać, mimo swojej awersji do wszystkiego, co chodzi na dwóch nogach i mówi. Musiała więc znaleźć kogoś, kto jej nie irytował (przynajmniej nie tak, jak większość uczniów) i choć odrobinę podzielał jej miłość do zwierząt. Znała taką jedną osobę.
    Stanęła w ciemnym kącie, niczym stalker obserwując drzwi sali, w której Jim miał zajęcia. Nie zwracała uwagi na kilka uczennic, stojących kawałek dalej i zerkających na nią z mieszaniną ciekawości, politowania i rozbawienia. Mickey była skupiona tylko na swoim celu.
    Drzwi się otworzyły, uczniowie wysypali się na korytarz, a Mickey wypatrzyła tego jednego konkretnego, którego miała zamiar porwać. Chwyciła go za przedramię i wyciągnęła spomiędzy kolegów. Błysnęła zębami, jakby uśmiech miał sprawdzić, że nic nie będzie wyglądało dziwnie i podejrzanie.
    - Widziałeś hipogryfy? – zapytała natychmiast. – Głupie pytanie. Oczywiście, że widziałeś – dodała, kręcąc głową, nim Jim zdążył się odezwać. – Mam plan zakraść się do nich po zmroku. Wiem, że też chciałbyś dosiąść hipogryfa. Daję ci niepowtarzalną szansę, możemy sobie nawzajem pomóc. I nikt się nigdy nie dowie.
    Była naprawdę dumna ze swojego planu. I podekscytowana jak nigdy wcześniej w swoim życiu.

    [Będzie lepiej.]

    Mickey

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Czekanie nie jest złe, byle tylko było na co czekać. :D Większość autorów zwykle szybko się wykrusza, więc przeważnie jestem zdania, że lepiej po prostu proponować więcej, bo niestety nie wszystkie pomysły dojdą do skutku. Noale! Skoro już tutaj przybyłam i nasze postacie pochodzą z Walii, to... może pomyślimy nad czymś w tym kierunku? :> O ile masz ochotę, oczywiście. ]

    Sloane Rosier

    OdpowiedzUsuń
  37. [A dziękuję, karta pisana na kolanie, więc pochwała robi mi dobrze podwójnie.

    Motto blogerów może też, bardziej chodziło mi o aluzję do motta Scarlett O'Hary (nikt tak pięknie jak Vivien Leigh nie patrzył gdzieś ponad kamerę i nie mówił after all, tomorrow is another day).

    To ku chwale Gryffindoru chcesz się może zaprzyjaźniać w jakimś przyjemnym wątku? Szukam Aubreyowi kolegów, żeby nie musiał się samotnie babrać w błocie dla zabicia czasu.]

    Aubrey O'Hare

    OdpowiedzUsuń
  38. [Jako ktoś, kto widział cztery razy (czytał niestety tylko raz), rewatch polecam każdemu :D

    A to już kompletnie zależy od tego, czego oczekujesz od wątku i co wolisz. Jak chcesz zaszaleć (znaczy, żeby w grę wchodziło łamanie szkolnego regulaminu/podrzucanie wściekłych bahanek do łóżka/ucieczka przed bandą Czerwonych Kapturków/inne przygody) to możemy wymyślać fabułę, a jak ci się nie chce wymyślać, to freestyle też czasem uprawiam, więc powiedz jak chcesz, a tak zrobimy.]

    Aubrey O'Hare

    OdpowiedzUsuń
  39. [Jeśli masz szerokie zainteresowania, to owszem, szkoda czasu na powtarzanie czegoś, kiedy wokół jest tyle tekstów kultury, które chcesz jeszcze poznać. Ja się mocno ograniczam, może to stąd te wykute na pamięć co lepsze kwestie Scarlett. ;D

    A widzisz, ze mną jest taki problem, że lubię, kiedy ktoś mi wyraźnie podpowie, na co liczy, bo zawsze mam wrażenie, że robię z siebie głupka, kiedy podsuwam swoje pomysły. Zacznę więc neutralnie - po pierwsze wsadzamy ich do wspólnego dormitorium, bo aż się o to prosi, po drugie znają się mocno. I teraz musisz mi pomóc, bo naprawdę nie wiem, co proponować, póki mi nie określisz, co lubisz. ;D]

    Aubrey O'Hare

    OdpowiedzUsuń
  40. Julia była grzeczna. Nigdy nie lubiła łamać zasad, chyba że wydawały jej się wyjątkowo idiotyczne, tak jak zakaz opuszczania dormitorium w nocy, bo tę zasadę łamała niemal codziennie. Co ciekawe, prawie nigdy nie kończyło się to szlabanem, ponieważ nawet jeśli komuś udało się ją złapać (a to nie było takie łatwe, bo wiedziała, gdzie jest w miarę bezpiecznie), to i tak kiedy dostrzegł, że po ciemnym zamku spaceruje właśnie Julia Jones, ostatecznie i tak odpuszczał. W oczach nauczycieli wciąż wyglądała na aniołka. Zawsze przygotowana, potrafiąca odpowiedzieć na niemal każde pytanie, zbierająca świetne oceny i nie przeszkadzająca na lekcjach. Niektórym przeszkadzało, że nigdy się nie zgłasza, czasem leży na ławce przez całą lekcję i niby się uczy, ale wydaje się być zamknięta w swoim świecie. Z pozoru mogła właściwie uchodzić za uczennicę jak każda inna, przecież zupełnie się nie wyróżniała i nie wychylała poza szereg, ale gdy przychodziło do porównania efektów, Julia była w zdecydowanej czołówce. Lubiła się uczyć, po prostu cieszyło ją to i czasem mogła przesiedzieć nad książkami całą noc i nie czuć z męczenia, a tylko ogromną satysfakcję. Żyła tym wszystkim. Żyła wśród książek, artykułów i parujących kociołków. Potrafiła spędzić cały weekend w pracowni eliksirów, warzyć coraz trudniejsze mikstury, używać bardziej wyszukanych ingrediencji i wypróbowywać nowe metody. Miała w tym pewną intuicję, bo rzadko zdarzało się, że jej kociołek stawał w płomieniach. Była uważna, wiedziała czego z czym nie łączyć, czego nie wrzucać do wywaru przed czym i dlaczego mieszanie eliksiru musi być bardzo dobrze zaplanowaną czynnością. Kochała to i dlatego w końcu, choć dopiero na ostatnim roku, zapisała się do Klubu Eliksirów, co dało jej dostęp do składników, sprzętu i całej pracowni. Mogła się bawić ile tylko chciała.

    Był piątek, a Julia zamiast wybrać się do Hogsmeade, wpaść na jakąś małą imprezę w którymś z Pokoi Wspólnych, postanowiła zamknąć się w swoim świecie i warzyć eliksiry przez cały wieczór. Jednak zdążyła tylko wejść do pracowni, rzucić torbę w kąt i związać włosy w kucyk, kiedy do pomieszczenia wszedł nieproszony gość. Odwróciła się gwałtownie i obrzuciła go trochę zirytowanym spojrzeniem, po czym oparła się o stół, skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na chłopaka, unosząc pytająco brwi. Znała go, ale tylko z widzenia. Rozmawiali ze sobą może raz, może nawet nie i była zdziwiona, że teraz odzywa się do niej, jakby była jego koleżanką.
    – No nie uwierzę. – mruknęła pod nosem i pokręciła głową, trochę ze zrezygnowaniem. Czy ja nie mogę mieć nawet jednego wieczoru spokoju?
    Na jego ‘ciekawą’ propozycję zaśmiała się cicho, a zaraz uniosła ręce, aby poprawić nieco zbyt luźny kucyk.
    – Wiesz, że jak się jest w Kole Eliksirów to dostęp do książek z Działu Ksiąg Zakazanych nie jest żadnym problemem? – spytała, nieco kpiąco. – Może po prostu do nas dołączysz, zamiast zakradać się do biblioteki albo chociażby tutaj? Hmm?
    Chciała spokoju. Chciała stać nad kociołkiem przez kilka godzin, zamknięta w swoim świecie. To nie! Ktoś musiał jej przeszkodzić. Koniecznie!

    Julia
    przepraszam

    OdpowiedzUsuń
  41. [Witam serdecznie na blogu! Ze sporym opóźnieniem, za co przepraszam, ale jednak ;) Urlop i ograniczony dostęp do technologii robią swoje, niestety :/ Mam nadzieję, że mimo panującej tutaj ciszy, jeszcze nie zrezygnowałaś/eś z Kronik :]
    Wygrałaś/eś mnie tym walijskim czasem, nie będę ściemniać :D:D:D Mam ogromną słabość do wszystkiego powiązanego z nacjami 'Celtów', a w szczególności Smokami. Ich akcent swoje robi, nie będę ściemniać :P Ogólnie jednak spodobał mi się cały styl karty, zapewniam!
    Życzę ci dalszych, ciekawych wątków, a przede wszystkim udanej zabawy! Jeśli tylko masz ochotę, zapraszam do siebie...]

    Ed Bones || Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  42. (Cześć. Kumpel bardzo mu się przyda, a już szczególnie z Gryffindoru, bo to mój drugi ulubiony dom. Masz jakiś pomysł na konkretniejsze powiązanie czy spontan?)

    Marcus Corden

    OdpowiedzUsuń
  43. [Wybacz, że odpowiadam po takiej przerwie, matury mnie pochłaniają, ech.
    Lepkie rączki nam się przydadzą, nawet bardzo. Chociaż mam teraz wolny jeden pomysł, bo pan, z którym chciałam prowadzić ten wątek, po liście obecności magicznie zniknął z bloga. Przychodzę więc z propozycją ciekawego dramatu. Moglibyśmy nieźle namieszać, jeśli naturalnie nadal z twojej strony jest zainteresowanie jakimkolwiek wątkiem :D Marzę o tej relacji już od dawna, będzie miło, jeśli Jim zechce mi pomóc w spełnieniu tego pragnienia.
    Po szczegóły odezwij się pod kartą, podeślę je niezwłocznie :D
    I zacznę nam nawet, jeśli po zapoznaniu się ze wszystkim, wciąż będą chęci, o!
    Propozycja nie do odrzucenia]

    Rozalka

    OdpowiedzUsuń
  44. [Poleciała sówka na maila :D]

    Rozalka

    OdpowiedzUsuń
  45. [Początki są trudne, późna jest godzina, ale łap, co skleiłam, może się nada.]

    Błoto rozpryskiwało się na wszystkie strony, okropnymi plamami ozdabiając spodnie i buty gnającej opustoszałą aleją dziewczyny. Serce waliło jej w piersi. Dźwięk pospiesznie stawianych kroków echem odbijał się od ścian budynków, mieszając się z jej ciężkim oddechem i tworząc z nim tym samym przerażającą linię melodyczną brzmiącą niczym podkład sceny ucieczki prosto z jakiegoś horroru. Ale jej oprawcy nie było nigdzie widać.
    Skręciła w jedną z wąskich uliczek i stanęła w miejscu, dysząc ciężko. Oparła się plecami o ścianę któregoś z murowanych domków i ruchem ręki odgarnęła wilgotne kosmyki włosów z twarzy. Widok mieszkalnej części Hogsmeade, której nikt z turystów nie odwiedzał nawet w ciągu dnia lub o której żaden z nich zwyczajnie nie miał pojęcia, zwykle piękny i urokliwy, w tamtym momencie przyprawiał ją o dreszcze. Ciężkie krople deszczu odbijały się z głuchym stukotem o brukowaną ulicę, zmywając z niej naniesiony przez wiatr brud i piach. Kaptur płaszcza niemalże przywarł już do czoła Rosalie, ograniczając pole jej widzenia do koniecznego minimum i dość nieskutecznie chroniąc ją przed ulewą. To miała być łatwa akcja. Księżyc schował się za chmurami, jeszcze bardziej utrudniając dziewczynie dostrzeżenie czegokolwiek w prawie całkowitej ciemności. Wytężyła wzrok i słuch, wsuwając dłoń do kieszeni i ściskając w palcach niewielki srebrny kluczyk, który dopiero co z trudem udało jej się zdobyć.
    Prawie go nie zauważyła. Nie spodziewała się, że pies właściciela owego drobiazgu, który każdej nocy sypiał na jego podwórku i zdawał się być już stary, i lekko przygłuchy, okaże się animagiem. W dodatku bardzo szybkim, młodym i zwinnym animagiem. W ostatniej chwili uchyliła się przed pyskiem zwierzęcia, kopiąc go w bok i pędem ruszając przed siebie. Kaptur zsunął się jej z głowy, niewielka torba z ziołami boleśnie obiła się o jej biodro. Buty ślizgały się na błotnistej nawierzchni. Od głównej ulicy Hogsmeade dzieliło ją jeszcze kilka przecznic. Musiała jakoś zmylić goniącego za nią psa(człowieka?), dokopać się do różdżki leżącej na dnie torby i zaklęciem wyczyścić mu pamięć, inaczej mogła pożegnać się z dodatkową zapłatą za dyskrecję. Skręciła w lewo, następnie w prawo, potem jeszcze raz w lewo. Odgłos łap uderzających o chodnik zmienił się w tupot stawianych przez rosłego mężczyznę kroków. Powoli zaczynało brakować jej sił. Zwolniła. Chciała bezszelestnie wsunąć się w którąś z alejek i tam przyczaić się na oprawcę, ale w tej samej chwili, w której wykonała taktyczny zwrot, ktoś niespodziewanie stanął na jej drodze. Nie wiedziała czy chłopak jej nie zauważył, czy zrobił to celowo. Wyrósł przed nią dosłownie jakby spod ziemi. Zachwiała się, wpadając na niego z impetem i chwytając się go jak ostatniej deski ratunku, pociągnęła go ze sobą na bruk. Serce waliło jej jak oszalałe. Syknęła cicho z bólu, zaciskając mocno powieki i kurczowo ściskając w palcach płaszcz czarodzieja, jakby miało jej to w czymś pomóc. Czuła ciepło ciała pod swoim własnym, usłyszała jęk, który z pewnością musiał wyrażać szczere zaskoczenie i nawet zrobiło jej się szkoda przechodnia. Potrząsnęła głową. Nie miała na to czasu. Musiała działać dalej. Westchnęła, mamrocząc ciche przepraszam i prędko zgramoliła się z chłopaka, obrzucając go tylko jednym, krótkim, chłodnym spojrzeniem na odchodne. Nie miała pojęcia, że trwający sekundę kontakt wzrokowy okaże się rzeczą, której tego wieczoru, po tak tragicznie przeprowadzonej akcji, prawdopodobnie będzie najbardziej żałować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmienił się. Bardzo. Wychodzący zza chmur księżyc odbijał się blaskiem w jego oczach, ciemność deformowała kształt jego twarzy, ale wszędzie, niestety, wszędzie by go rozpoznała. Na pełnych ustach brakowało uśmiechu. Włosy były rozczochrane, plątały się pod wpływem szalejącego wiatru i padającego deszczu. Nieco ponad rok temu sama by je poczochrała. Schyliłaby się, żeby pomóc mu wstać lub usiadła na nim okrakiem, ze śmiechem przyciskając go do ziemi. Nawrzeszczałaby na niego, że ma czelność pojawiać się znikąd jak zawsze i straszyć ją albo że znowu nie pomyślał, żeby zerwać dla niej parę ziół potrzebnych do wywaru, rosnących tuż koło jego starego domu w Walii. Ale to działo się teraz. W jego oczach dostrzegała jedynie zmieszanie i niezrozumienie tak podobne do tych, które widziała w dniu ich rozstania. W dniu, w którym poprzysięgła sobie o nim zapomnieć. W dniu, w którym widzieli się po raz ostatni, nim zniknęła bez słowa.
      Odwróciła się na pięcie, zarzucając kaptur na głowę.
      Musiała uciekać. Jak najszybciej.

      Rozalka

      Usuń
  46. [Literówki.. tak jest jak się pisze na brudno na odwal a potem się nie sprawdza i się publikuje, meh, życie. Już poprawiam, Bóg zapłać]
    [W odzewie przestudiowałam kartę Jimmy'ego. Krótko, na temat: chciałabym tak umieć łapać ulotność.]
    [Ręce świerzbiały czy świerzbiły? Przemyśl to, bo ja sama nie wiem, a google średnio pomocny]

    Charlie

    OdpowiedzUsuń