2 marca 2017

We're not waiting for permission



⚜ Pracownik Magicznego Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki ⚜
⚜ Przedstawiciel Amerykańskiej Społeczności Czarodziejów w Wielkiej Brytanii ⚜
⚜ Rodowity Amerykanin ⚜ Absolwent Ilvermorny ⚜ lat 40. ⚜ Auror ⚜ Czysta Krew ⚜
⚜ Zaklęcia Niewerbalne ⚜ Magia Bezróżdżkowa ⚜
⚜ Różdżka – 14", sztywna, cis, włos wampusa ⚜
⚜ Bogin – Inferius ⚜ Patronus – Skunks ⚜
⚜ gość w Ministerstwie Magii ⚜ gość w Hogwarcie ⚜
⚜ przebywa w Hogsmeade ⚜

☙ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ❧

Przyszedł na świat 31 października 1984 o godz: 23:33 w rodzinie czystej krwi czarodziejów – Elodie i Marcusa Graves. Uwielbiał spędzać czas z ojcem, który opowiadał mu o Starym Kontynencie, rodach czarodziejów i przeszłości. W szkole, wyróżniał się na lekcjach Eliksirów, jak również przykładał się do rozwijania swoich umiejętności na zajęciach Zaklęć i Uroków, przede wszystkim w rzucaniu zaklęć niewerbalnych i tych bez użycia różdżki, która w USA i tak nigdy nie była tak popularna, jak w Europie. Jednak, choć chciał, nie we wszystkim szło mu tak dobrze. Zielarstwo nudziło go. Miał spore problemu z Transmutacją, Wróżbiarstwem i Historią Magii. Nigdy nie brał też udziału w grze w Quidditcha. Nie był wzorowym uczniem, potrafił skutecznie uprzykrzyć życie profesorom, jak i innym uczniom, a jednak został Prefektem Wampusa. Ukończył Szkołę Magii i Czarodziejstwa Ilvermorny z pozytywnymi wynikami.

Miał talent, wysokie ambicje, sporo samozaparcia i marzenia. Został aurorem w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów, pracując tam przez kilkanaście lat, by w pewnym momencie zdecydować się na zmianę, poniekąd podyktowaną odgórnie. Po kilku konsultacjach, w porozumieniu i za aprobatą Prezydenta Magicznego Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki, został dodatkowo ambasadorem reprezentującym swój kraj w Wielkiej Brytanii. Zresztą, nie miał dużego wyboru – Skandynawia, albo Wyspy Brytyjskie. Jego wyjazd wiązał się również ze sprawami o których nie mówiło się głośno, ani na szerszym forum. Szczegóły omawiano w ministerialnych pokojach zamkniętych dla ogółu.

Świadom zmniejszającego się zróżnicowania kulturowego, pomiędzy amerykańskim i europejskim środowiskiem czarodziejów, wraz ze zniesieniem pewnych praw, jak i częstszymi podróżami magicznego społeczeństwa. Znany z popierania Prawa Rappaport, choć na świat przyszedł wiele lat po jego uchyleniu w 1965 roku, mającego na celu całkowitego oddzielenia społeczności czarodziejów i niemagów, jak również sprecyzowania kwestii posiadania różdżki. Chce dowiedzieć się, czym te różnice tak naprawdę były, i w pewnych kwestiach nadal są, podyktowane, jak również czy wprowadzanie i znoszenie niektórych ustaw było właściwe.

Od najmłodszych lat miał wpajaną istotność czystości krwi, jak również przykładanie się do pewnych szczególnych umiejętności magicznych. Większość życia spędzona pośród czarodziejów z ograniczonym kontaktem z niemagami, związana jest z jego obecnymi problemami z odnalezieniem się w świecie ludzi niemagicznych. 

Powoli przyzwyczaja się do innego życia, uczy się akceptować tych, co nie mają pojęcia o świecie magii i żyć pomiędzy nimi, decydując się na częstsze wyjścia do Londynu, czy innych miast, omijając zakątki dla czarodziejów. Stara się uczy się brytyjskich zwyczajów, jak i nazewnictwa odmiennego od amerykańskiego, często jeszcze wynikają z tego zabawne nieporozumienia.

Według wielu, nic tak bardzo nie psuje pierwszego wrażenia o nim, jak jego osobowość. Jego obecności najczęściej towarzyszy niepokojący chłód, przeplatający się z tajemniczą mroczną aurą, którą wielu odbiera w skrajnie różny sposób. Charakteryzuje go stoicki spokój, wysoka kultura wypowiedzi, choć często jego słowa bywają przepełnione ironią. Bez zająknięcia przeplata ze sobą gorzką prawdę i słodkie kłamstwa. Nauczył się, że szczerość nie zawsze jest zaletą. Jest bardzo oszczędny w słowach, dlatego często nazywany gburowatym. Bywa apodyktyczny, ale walczy z tym.

Potrafi na chłodno oceniać zdarzenia, analizując daną sytuację, jak i oczekiwać na jej następstwa. Zawsze ma przy sobie różdżkę, ale rzadko z niej korzysta. Mało znany na Wyspach Brytyjskich, ale autorytet dla wielu w Nowym Jorku, jak i całych Stanach Zjednoczonych.

☙ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ❧


Szału nie ma, dupy nie urywa. Historia postaci okrojona, bo komu by się chciało czytać kilkustronicowe opowieści? Ale jak mnie natchnie, a może ktoś przekona, to powstaną zakładki uzupełniające. Wizerunek: Colin Farrell

44 komentarze:

  1. [Witam się ją i mój brak weny. Postać ciekawa, ale... Mam pustkę w głowie i niestety nic nie zaproponuję :< baw się dobrze razem z nami!]

    Artair, Avalon i Hyun

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć. c: Bardzo ciekawa postać i chwalę wizerunek. W razie chęci czy też pomysłów (te bardziej oczekiwane :D) zapraszam!]

    Wiera Sokołow.

    OdpowiedzUsuń
  3. [To ja w takim razie cierpliwie czekam :)]

    Artair

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jeeej jaki fajny pan :D Życzę Ci udanej zabawy na blogu, wielu owocnych wątków, a co najważniejsze niekończących się pokładów weny! Zostań z nami jak najdłużej! :3]

    Adam Lebiediew/Mathias Rathmann

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam na blogu i dziękuję za przywitanie. Chętnie przyjmę jakiś wątek, lecz czy masz jakiś pomysł na niego?]

    Vaia

    OdpowiedzUsuń
  6. [Może Alaric trafi pod opiekę Mathiasa? Tzn chodzi mi o to, że głowa Hogwartu nie będzie mogła w pełni zająć się gościem, towarzyszyć mu na co dzień itd więc może Mathias się tym zajmie? Ogólnie mogli się poznać, gdy Rathmann był nieco młodszy. Wpadli na siebie w Ministerstwie Magii jakieś parę lat temu, gdy Mathias był zawiadomić o popełnionym przestępstwie przez jego rodzinę, Alaric mógł wskazać mu drogę do odpowiedniego pokoju, mogli nawet pogadać ze sobą w windzie, dodatkowo parę dni później mogli wpaść na siebie gdzieś na mieście, pogadać dłużej i tak jakoś się poznali, a teraz spotykają się w Hogwarcie ;3]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  7. [A my to się znamy! Tam jeszcze dzisiaj nam coś wymyślę, a tu z pewnym opóźnieniem, ale nie mniejszą radością witam Cię wśród autorów. Przydałby się ktoś, kto zainteresowałby się dziwnym przypadkiem śmierci ojca Ethel i skrzętnie skrywanym faktem posiadania przez nią (chyba) niespecjalnie legalnego zmieniacza czasu. Piszesz się? ;)]

    Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  8. [O! Ponownie się spotykamy, czeeeść, miło Cię widzieć – razem poznajemy różne uniwersa, jak widzę, ale chyba po raz pierwszy widzę Ci na jakimkolwiek Hogwarcie, szczególnie z tak ciekawą postacią. Podoba mi się, że Alaric jest chyba przodownikiem, jako przedstawiciel amerykańskiej społeczności magicznej na blogu i na dodatek bardzo fascynującym, o niebagatelnej buźce. ; D Mam nadzieję, że sobie trochę odpuści tę obsesję na punkcie czystej krwi i odnajdzie się w brytyjskiej społeczności. W razie pomysłów, zapraszam do siebie (w końcu mógł się zatrzymać jednak w „Lusterku” w Hosgmeade lub też zrobić sobie krzywdę i wpaść do Skrzydła Szpitalnego, prawda?). ;]

    pielęgniarka VERA THORNE i hotelarz OLGIERD ERETEIN

    OdpowiedzUsuń
  9. [Naprawdę? To cieszę się szalenie, bo i ja takie drobne smaczki lubię! Coby im nudno nie było, możemy wpleść w to nieco akcji. Proponuję, by w Hogsmeade zawrzało, coś wybuchło, kilka podejrzanych pojedynków, krzyki, pożar, mroczni, wszystko na raz. Tak Ethel jak i Alaric byliby na miejscu. Dla ułatwienia mogliby poznać się wcześniej i aby ciekawiej było, nieufna Ethel z przyjemnością mówiłaby o nim ten Amerykanin. Nie darzyliby się ani zaufaniem, ani sympatią, ale postawieni w sytuacji krytycznej musieli by chwilowo na sobie polegać. W tym całym bajzlu zmieniacz wiszący nieustannie na szyi Ethel błysnąłby Alaricowi, co spowodowałoby jakieś podejrzenia względem stażystki. A później mogą się bawić po podchody <3 Jak coś masz do sprostowania, to wal śmiało, dogadamy!]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  10. [W takim razie będziemy musiały wymyślić coś wspólnymi siłami. Jeżeli chodzi o jej rodziców, to ona wie, dlaczego zniknęli, jednak kryje to tak głęboko w sobie, że już o tym zapomniała.]

    Vaia

    OdpowiedzUsuń
  11. [Tak mi się wydawało, że skądś Cię kojarzę...
    Twarzyczkę Twojego pana zresztą również. Cześć, fajna kreacja postaci, zarówno pod względem stylu, jak i wizualnego aspektu. Życzę dobrej zabawy i miłego pobytu, w razie chęci zapraszam do siebie. c:]

    Una DeVere, Isen Scabior

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wątek z Alarikiem musi być! Może uznajmy, że znali się z okresu pracy dla MACUSY? Alaric jako osoba wyżej postawiona mógł zaleźć za skórę Josie będąc dla niej niemiłym/wywołać jakiś incydent, który sprawił mojej bohaterce mnóstwo kłopotów? Teraz ponownie spotykają się w Hogwarcie, kiedy Alaric chce odwiedzić bibliotekę. Co ty na to? :D]
    Josie Coelho

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dziękuję pięknie za tyle miłych słów! :D Cieszę się, że Ester się spodobała.
    I skoro dostałam już zielone światło na pomysły, rzucę Ci czymś, może się spodoba. :)
    Oczami wyobraźni zobaczyłam ich starcie na ulicach Hogsmeade - nie wiem jeszcze z jakiego powodu, ale wydaje mi się, że Król i Księżniczka Lodu mogą wyglądać naprawdę majestatycznie, celując w siebie różdżkami. Oczywiście Ester nigdy w życiu nie dorówna tak doświadczonemu czarodziejowi jak Alaric i ewentualne starcie by przegrała. Ale i tak mogła zaimponować swoją odwagą - często myloną również z głupotą - a także znajomością zaklęć, których młodzi czarodzieje znać w sumie nie powinni, nie na tym etapie.
    Dlatego pomyślałam, że mogłaby się tutaj zacząć ich znajomość. Propozycja, że Alaric mógłby w sumie wziąć młodą, ale pełną potencjału i ambicji uczennicę pod swoje skrzydła i szkolić ją gdzieś na odludziu Hogsmeade. Na początku lekcje nie byłyby przyjemne, ale Ester widziałaby je jako szansę. Z czasem jednak, gdy lód między nimi by stopniał, sama wypatrywałaby go na uliczkach Hosmeade i sama by pędziła w umówione lekcje spotkania, byleby tylko poćwiczyć skomplikowane, ponadprogramowe zaklęcia.
    A kto wie, może zaczęliby przełamywać schematy? Ester nie czuje żadnego uprzedzenia do mugoli, Alaric mógłby się zacząć tego od niej uczyć. ;)
    Jak myślisz?]

    Ester Shafiq

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dziękuję bardzo za miłe słowa! Tutaj również widzę bardzo fajnego pana, no i te gify tak idealnie wydają się do niego pasować. Na chwilę obecną nie mam żadnego pomysłu, nasze postacie tak wiele dzieli, że nie wiem, czy ich ścieżki miałyby szansę się przeciąć, niemniej jeśli na coś wpadnę, to przybędę. c:]

    Eulalia Hoppes

    OdpowiedzUsuń
  15. [Generalnie nie jestem niewolnicą pomysłów, zazwyczaj rzucam luźny pomysł, który zrodził się w mojej głowie, zostawiając dostatecznie dużo miejsca dla drugiego autora. Innymi słowy, jestem bardzo elastyczna, ponieważ najciekawiej jest, gdy nie do końca wiadomo czego można spodziewać się "po drugiej stronie", ale jeśli współautor potrzebuje dokładnie wytyczonej akcji też się nie oburzam ;) Jakby coś Cię uwierało to możesz w każdej chwili posmęcić, poprawimy!
    Jeśli zaś chodzi o wplecenie akcji to równie dobrze może zacząć się od wielkiego bum i jakiegoś pożaru lub narastać, od krzyku, przez pojedyncze pojedynki, do paniki i ucieczki mieszkańców. Z punktu widzenia Ethel najlogiczniejsze byłoby, gdyby zauważywszy takie akcje w Hogsmeade zaczęłaby przede wszystkim chronić uczniów, więc może gdyby Alaric byłby jedyną osobą, do której w danej chwili można zwrócić się o pomoc, to Ethel w imię wyższego dobra nie polegałaby tylko i wyłącznie na sobie. Widzisz to jakoś, czy mam po prostu zacząć, licząc, że będzie Ci pasowało? :)]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  16. Do zamknięcia biblioteki została jeszcze godzina. Dochodziła ósma, za oknem już dawno panował zmierzch. Josie siedziała przy swoim biurku pijąc gorącą herbatę i zastanawiając się jak może spożytkować resztę wieczoru. W pomieszczeniu nie znajdowało się wielu uczniów, jedynie kilku Krukonów zaciekle studiowało księgi związane z Transmutacją, zaś Gryfon z czwartej klasy odbywał szlaban za nocne wałęsanie się po korytarzach. Zadaniem dziewczyny było pilnowanie łobuza, jednak nie zwracała na niego szczególnej uwagi. Uważała, że młodość ma swoje prawa – każdy powinien się wyszumieć, a jeśli nie robi nikomu drugiej krzywdy, to czemu miałby za to ponosić karę. Mimo wszystko wolała nie wypowiadać tego na głos i ryzykować utraty posady.
    Uwielbiała swoją nową pracę. W porównaniu do bycia popychadłem w MACUSA tutaj mogła odzyskać spokój ducha i realizować własne pasje. Nikt jej nie nagabywał, niczego nie żądał, była swego rodzaju autorytetem, a większość uczniów odnosiło się do niej z szacunkiem. Oczywiście nigdy nie miała zamiaru się nad nikim wywyższać – przede wszystkim starała się być miła i pomocna, ale bywały momenty, kiedy nie wytrzymywała i puszczały jej nerwy.
    Czas mijał niezwykle szybko, do zamknięcia pozostało mniej niż dwadzieścia minut. Myślała o tym, aby szybciej zamknąć bibliotekę, lecz była zbyt skrupulatna by zaniechać swoich obowiązków. Wytrzyma, a później zejdzie do kuchni. Marzyła o dobrym posiłku, a była pewna, że skrzaty przygotują jej coś znakomitego. A później pójdzie na wieżę astronomiczną jak czyniła każdej gwiaździstej nocy. Uwielbiała wpatrywać się w niebo i nawet nie przeszkadzał jej fakt, że znajdowała się na tak dużej wysokości.
    Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi. Kto u licha o tej porze odwiedza bibliotekę? Miała ochotę posłać nieznajomemu mordercze spojrzenie, ale powstrzymała się przywdziewając na twarzy uśmiech. Mężczyzna, który wszedł nie wyglądał ani jak uczeń, ani jak nauczyciel – zapewne był z kimś zewnątrz. Dopiero gdy wypowiedział powitanie z silnym amerykańskim akcentem i podszedł do światła poznała go.
    Nie sądziła, że spotka w Wielkiej Brytanii Alarica Gravesa.
    Josephine

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jutro wsadzę ich do Hogsmeade i nam zacznę, dzisiaj mam trochę zalatany dzień, ale zacznę nam, nie ma sprawy :3 Zrewanżujesz (jakież to dziwne słowo swoją drogą) się na VM! Właśnie Cię wrobiłam <3]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  18. [Hm... Może Alaric miałby podejrzenia (słuszne lub nie), że jakiś dzieciak niesie właśnie jakiś bardzo zły, czarnomagiczny przedmiot? A że ten "dzieciak" będzie się mieścił w gronie osób, którym Ester ufa, stanęłaby w jego obronie i w zasadzie sama mogłaby zacząć ciskać w niego zaklęciami jak ostatnia idiotka, bo, jak wspomniałam, odwagę często myli z głupotą.
    Mogłabym zrzucić na Ciebie przykry przywilej zaczęcia? :D]

    Ester Shafiq

    OdpowiedzUsuń
  19. [Wybacz poślizg!]
    Po ostatniej serii dziwacznie niefortunnych zdarzeń, musiała to przyznać – nie czuła się najbezpieczniej. Zaskakująco niepokojące było to, że widok kobiety tak łudząco podobnej do jej nieżyjącej od kilkunastu lat matki był bardziej przerażający, niż ponowny widok kilku Mrocznych. Zupełnie jakby ciemne oczy kobiety były jednocześnie obce i znajome zarazem, co budziło skrajnie sprzeczne emocje.
    Gdzieś podskórnie jednak wiedziała, że w Hogwarcie niewiele może jej grozić. Nie sądziła też, by ze względu na to, co wisiało na jej szyi, była śledzona. O tym wiedział tylko Mathias oraz wyżej wspomniana kobieta. Po kilku dniach odpoczynku wróciła zatem do swoich zwyczajowych obowiązków, tłumacząc sobie, że popadanie w paranoję byłoby czymś bardzo nierozważnym. Stała się jednak podejrzliwa i lękliwa nieco, choć tego drugiego starała się nie pokazywać.
    Choć spędziła w Hogwarcie już półtora roku, nadal borykała się z pewnymi zadaniami, które dotyczyły wyłącznie stażystów. Spadały na nią obowiązki niekoniecznie związane z zielarstwem, ale nie bardzo miała jak odmówić, szczególnie, że mając na głowie uczniów znajdujących się w Hogsmeade, drobne zakupy do szklarni a także dla uzupełnienie zapasów schowka, z którego profesor eliksirów namiętnie podbierał składniki, miała okazję po prostu nie myśleć.
    Poczucie, że coś jest nie tak, które nie dawało jej spokoju już od początku wizyty w miasteczku, skrywała głęboko, nie chcąc karmić własnych lęków. Wydawało się jej, że koło gospody kręci się kilku nieprzyjemnych typków, choć przecież nie było to nic nadzwyczajnego. Ktoś zdecydowanie za długo stał przy sklepie jubilerskim, ktoś ze sklepu z różdżkami, chyba panna Weasley, krzyknęła że grasował u nich złodziej. Ethel uważnie się rozglądała, ale pozornie nic nieznaczące, drobne sprawy przybierały na sile jak lawina. Mimowolnie sięgnęła po różdżkę, sprawiając, że kilku przechodniów dziwnie na nią spojrzało. Niektórzy zajęli się sprawą kradzieży, a w międzyczasie, niemalże jakby było to zaplanowane, ktoś pod gospodą wymierzył facetowi prawego sierpowego. Kilka par oczu zwróciło się również w tamtą stronę. Ktoś wyraźnie chciał sterować wzrokiem ogółu. Do tego stopnia się to udało, że prawie nikt nie zauważył, że u jubilera ktoś spowodował pożar. Ethel wydawało się, że zanim ogień rozprzestrzenił się na dobre, ktoś uciekał ze środka i raczej nie był to właściciel.
    - Pożar! – ktoś krzyknął wreszcie, wybudzając Ethel z letargu. Wszyscy zebrali się pod budynkiem, niektórzy zaczęli gasić, ale wietrzna pogoda nie ułatwiała sprawy. Ethel nakazała prefektom zebrać i przeliczyć uczniów i natychmiast udać się do zamku. Wszyscy biegali jak opętani, panika rosła jak paskudny, kosmaty potworek. Wzrok Ethel padł na osobnika, który jako jedyny raczył zachować spokój.
    Pamiętała spotkanie z tym Amerykaninem aż za dobrze. Pojawił się znikąd, nie wiadomo po co przyjechał, sprawiał nieprzyjemne, obce wrażenie. Wiedziała, że i on nie zapałał do niej sympatią. Może to i lepiej, przynajmniej nie wchodzili sobie w drogę. Cały czas jednak miała wrażenie, że jest on obserwatorem. A to się jej nie podobało. Czy z zasady, czy z lęku, próżno szukać odpowiedzi. Teraz jednak, był on jedyną osobą, której Ethel mogła zawierzyć bezpieczeństwo uczniów oraz mieszkańców. Wśród krzyku tłumu przedarła się do mężczyzny.
    - Panie Graves! Muszę mieć pewność, że każdy uczeń wróci do zamku. Mogę na pana liczyć? – spytała wprost, nigdy nie bawiąc się w mówienie naokoło, a w szczególności w sytuacjach kryzysowych. Nie zamierzała mówić mu jeszcze o kradzieży u jubilera. Nie ufała mu. Jakby mało było zamieszania, skądś posypały się zaklęcia. Ethel złapała za różdżkę, będąc przygotowaną na potencjalny atak, choć nie miała zielonego pojęcia, co tak właściwie się dzieje.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jeśli nawet chaotycznie to chętnie wysłucham! Może nawet dodam coś od siebie, zrobimy burzę mózgów? c:]

    Wiera Sokołow

    OdpowiedzUsuń
  21. Wycieczki do Hogsmeade zawsze były powodem do radości. W końcu można było wyrwać się choćby na jeden dzień z murów zamku, który przez kolejny rok pozostawał takim samym nudnym, przestarzałym budynkiem, w którym możesz zabić się na schodach albo zostać zagadanym na śmierć przez portrety.
    Czy przeszkadzało to Ester? Nie. Hogwart dawał jej przynajmniej złudne wrażenie stabilizacji i przynależności. Wrażenie tego, że na świecie jest miejsce, w którym może poczuć się ważna i potrzebna – bo przecież taka była, gdy rozmawiała ze swoimi znajomymi, również starannie dobranymi. Można rzec – jej znajomi byli elitą wśród elit. Swoistą, bo należeli do niej przedstawiciele różnych statusów krwi czy społecznych, arystokraci i biedacy noszący stare szaty po starszym rodzeństwie, ale wybitnie inteligentni czy zdolni. Ogólnie rzecz biorąc – każda jej znajomość mogła do czegoś jej przysłużyć. W życiu panienki Shafiq sentymenty zostały zepchnięte na plan dalszy.
    Chociaż nie znaczyło to, że w ogóle ich nie było.
    Hunter Perry był Ślizgonem zaledwie o rok młodszym od niej. Teoretycznie sam fakt tego, iż był Ślizgonem, powinno wykluczyć go z grona jej potencjalnych znajomych – ale tak nie było. Hunter był ambitny, przebiegły. Miał potencjał, miał w sobie to coś, co na pewno przyda się Ester w przyszłości. Jeszcze nie wie, kiedy i do czego, ale z całą pewnością się przyda.
    Pochwalił jej się wczoraj, że na wycieczce zamierza zaprezentować coś wyjątkowego, co przysłała mu starsza siostra pracująca jako asystentka u Borgina i Burkesa. Ester upewniła go, że zapewne wpadnie na tę całą imprezę, ale jako gość odrobinę spóźniony – gdyż czekały na nią tak pilne sprawy jak nadrobienie zaległości w Miodowym Królestwie, a potem nakupienie zapasów piór, pergaminów i innych atramentów.
    Słońce powoli zaczęło już zachodzić, zegarek na nadgarstku Ester wskazywał godzinę siedemnastą, a więc niebawem będą musieli wrócić do Hogwartu. A więc najwyższa pora dołączyć do grupy podnieconych jakimś przedmiotem nastolatków, który zgromadził się pod knajpką Pod Świńskim Łbem, w którym raczej nie powinni być miło widziani ze względu na swój wiek i szemraną okolicę.
    I pewnego przemądrzałego jegomościa, któremu najwidoczniej nie spodobało się zgromadzenie młodzieży przed konkretnymi drzwiami, w konkretnym składzie.
    Przygryzła dolną wargę i nim jej Ślizgoński towarzysz zdołał uspokajająco położyć dłoń na jej ramieniu, wyciągnęła różdżkę przyspieszając kroku. Zatrzymała się kilka cali za mężczyzną i, celując nadal różdżką w jego plecy, wycedziła przez zęby niczym rozwścieczony kot:
    - Ja również wolałabym, aby nie wpakował się pan w kłopoty, wtykając swój wścibski nos w nieswoje sprawy. Dlatego miło będzie, jeśli odwróci się pan teraz na pięcie i zostawi moich biednych, wystraszonych kolegów w spokoju, a my spokojnie zapomnimy o sprawie. Mam nadzieję, że nie potrzebuje pan większej zachęty do ruszenia się z miejsca.
    Zapewne wyglądała teraz jak słodki, puchaty kociak z nastroszonym futerkiem przed ogromnym psem, który nie ma pojęcia, o co w zasadzie teraz tak do końca chodzi, ale zwierzątko tak czy siak wzrok rozczula. Zapewne tak.
    Ale Ester zadarła teraz podbródek i patrzyła na niego spod półprzymkniętych powiek. Nadawałaby się na następczynię Bellatriks Lestrange pod względem wyniosłości i bijącej od niej pewności siebie. Tylko cele i priorytety się odrobinę nie zgadzały.

    Ester Shafiq

    OdpowiedzUsuń
  22. [Cześć! Chętnie powątkuję z Alariciem, bo wydaje się być bardzo ciekawą postacią. Czasami tak, różnica wieku nie będzie dla Ciebie przeszkodą? Arielle może bywać momentami zbyt przewrażliwiona, wiadomo jak to nastolatki... Chciałabym dać im jakieś fajne powiązanie. Alaric mógłby być trochę jej opoką, pomocnym ramieniem, mógłby ją czegoś nauczyć. Myślę tutaj o takiej bliższej relacji, zahaczając o przyjaźń ale Arielle mogłaby czuć coś więcej, Alaric niekoniecznie (bądź na odwrót). Nie wiem czy taki pomysł Ci odpowiada i nie wymyśliłam jeszcze w jaki sposób mogliby się poznać, ale jak coś to mów. c:]

    Arielle Llorist

    OdpowiedzUsuń
  23. [Mi to jak najbardziej odpowiada. Chcesz zacząć nam wątek? I od czego zaczniemy, od momentu ich poznania czy tego jak już będą w głębszej relacji, hm?]

    Arielle L.

    OdpowiedzUsuń
  24. [Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że lepiej będzie jak już będą się trochę znali. On czasem mógłby odwiedzać ją w Hogwarcie, a ona go w Hogsmeade?]

    Arielle Llorist

    OdpowiedzUsuń
  25. [Mi pasuje. Jeśli chcesz, to możesz nam zacząć, ale jeśli wolisz, żebym ja to zrobiła to daj znać :3]

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten dzień zapowiadał się naprawdę dobrze. Miała dziś mało zajęć, które upłynęły jej w wyjątkowo miłej atmosferze. Stojąc na szkolnym dziedzińcu rozmawiała ze swoją przyjaciółką, Allison. Ich rozmowa była dość ożywiona bo Arielle gestykulowała i cicho się śmiała. Nawet nie usłyszała kroków, dopiero słysząc znajomy, męski głos zdała sobie sprawę, że ktoś za nią stał. Obróciła się bardziej gwałtownie niż powinna, a długie, rude włosy musnęły jego ramię, w końcu opadając na jej plecy. Uśmiechnęła się szeroko na jego widok, a jej twarz się wyraźnie rozpromieniła. A myślała, że ten dzień nie będzie mógł być lepszy!
    — Alaric! Witaj... Co cię tu sprowadziło? — w jego uszach zabrzmiał jej przyjemny, melodyjny głos i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że Ali wciąż za nią stała. — Ouch, wybacz, niegrzecznie z mojej strony. To jest Allison, moja przyjaciółka. Ali, to jest Pan Alaric Graves. — dokonała prezentacji, a kiedy jej przyjaciółka już poznała mężczyznę, zostawiła ich samych, wyjaśniając, że ma jeszcze zajęcia.
    Kiedy mężczyzna wyjaśnił jej, że przybył do Hogwartu, aby trochę pozwiedzać zamek jej twarz znacznie się rozpromieniła.
    — O, to cudownie! Mogę cię oprowadzić. Masz ochotę? — roześmiała się radośnie i zaoferowała mu swoje ramię. — Chyba nie da się pan prosić, Panie Graves? — mrugnęła do niego z szerokim uśmiechem.
    Mimo różnicy wieku, który ich dzieliła Arielle niemalże natychmiast znalazła z nim wspólny język. Przy ich pierwszym spotkaniu, pomógł jej w trudnej sytuacji, za co była mu bardzo wdzięczna. Pomagał jej także zwalczyć tą nieszczęsną uległość, która praktycznie od zawsze jej nie opuszczała.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dzień dobry! Oh, Colin wciąż ma w sobie coś, co przyciąga wzrok :D W każdym razie, dziękuję za powitanie, a wątek chętnie przyjmę! Szczególnie od tak ciekawej postaci, jaką jest Alaric. Sądzę, że moja panna bez wątpienia zainteresuje się czarodziejem z Ameryki i zamiast szeptać o nim półgłosem z koleżankami, po protu do niego podejdzie i będzie chciała z nim porozmawiać. Możemy uznać, że dopiero będzie miało to miejsce albo, że już miało, Inannę mężczyzna trochę zafascynował i teraz wymyślimy im jakiś inny wątek :)]

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  28. [Fakt, zaczęcie relacji od nowa może być tutaj dość ciekawe :) I skoro rzuciłam pomysłem, liczę na to, że nam zaczniesz :D]

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  29. Uniosła brew, słysząc jego głos, jego wnioski i pytanie. Jakby nie spojrzał – oboje właśnie wpakowali się w kłopoty. On miał na sobie oddech wrednej smarkuli, ona natomiast – nie ma zamiaru mu odpuścić, póki ten sam nie odejdzie.
    Drgnęła jednak delikatnie, gdy usłyszała eksplozję zza rogu ulicy. Na ułamek sekundy spojrzała właśnie w tamtą stronę, za chwilę jednak wracając spojrzeniem na swojego o wiele starszego przeciwnika. Zmarszczyła lekko brwi.
    Posługiwał się więc magią bezróżdżkową, w dodatku niewerbalną. Świetnie, Ester, oby tak dalej, a skończysz jeszcze tego wieczora w Skrzydle Szpitalnym. Przecież Ty nawet nie potrafisz opanować zaklęć niewerbalnych z różdżką, a co dopiero…
    — Cóż – odezwała się już odrobinę łagodniej niż poprzednio. Chociaż wciąż wyglądała na lwicę, która miała zamiar rzucić mu się za moment do gardła. – Wydaje mi się, że teraz oboje wpakowaliśmy się w kłopoty. Expulso!
    Strumień czerwonego światła wystrzelił prosto w pierś nieznanego jej mężczyzny. Zaklęcie nie miało zamiaru zranić go, miało jedynie odepchnąć, cofnąć choćby o centymetr lub zmusić, aby się zawahał, nie stał już tak pewnie na nogach.
    — Po prostu ich zostaw. I zapomnimy o sprawie. Czy tak nie będzie wygodniej? – Uniosła brew.
    Ślizgon, z którym tutaj przyszła, zbliżył się nieznacznie do panienki Shafiq. Postanowił pomyśleć logiczniej niż jego koleżanka i najwidoczniej miał zamiar przerwać odstawianą przez Gryfonkę szopkę.
    — Ester, zostaw już go… Wracajmy do Trzech Mioteł, po co masz sobie psuć nerwy.
    Gdyby nie fakt, że bała się spuścić wzrok z mężczyzny stojącego przed nią, z całą pewnością posłałaby teraz swojemu znajomemu spojrzenie, którego nawet Bazyliszek by się nie powstydził. Dlatego ograniczyła się tylko do cichego syknięcia.

    Ester Shafiq

    OdpowiedzUsuń
  30. Żałowała, że pozwoliła się do siebie dosiąść swoim dwóm współlokatorkom. Mogła je przecież przegonić i powiedzieć, żeby zajęły któryś z pozostałych parapetów, które nie były zajęte. Zanim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, one już siedziały obok niej i trajkotały w najlepsze, przeszkadzając jej w dalszym czytaniu książki na temat stosunków Wielkiej Brytanii ze Stanami Zjednoczonymi na przestrzeni dziewiętnastego wieku. Westchnęła zirytowana, po czym z trzaskiem zamknęła opasły tom i wcisnęła go do swojej torby. To by było na tyle jeśli chodzi o miło spędzone popołudnie. Musiała chyba znaleźć sobie jakąś dobrą kryjówkę, bo ani w Pokoju Wspólnym, ani w dormitorium, a nawet na błoniach czy dziedzińcu nie mogła znaleźć chwili spokoju, bo zaraz zlatywali się inni uczniowie i wybijali ją z rytmu swoimi dzikimi wrzaskami i głośnym śmiechem.
    Miała się właśnie zacząć zbierać, gdy jej koleżankami trąciły ją łokciem i wskazały na nieznajomego mężczyznę, który stanął przy obrazach i z jednym z nich zaczął rozmawiać. Spojrzała się pytającym wzrokiem na jedną z dziewczyn, nie do końca mając pojęcie co chcą jej przekazać.
    — To on. Alaric Graves. Mówiłyśmy się o nim ostatnio — powiedziała blondynka, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. Inanna jeszcze raz zerknęła na mężczyznę, tym razem z nieco większym zainteresowaniem. Czyli to on był tym osławionym czarodziejem, który przybył ze Stanów. Słyszała o nim naprawdę wiele rzeczy, niektóre były wiarygodne, inne mniej, jeszcze inne zupełnie się wykluczały, więc Jensen domyślała się, że nie wszystko co o nim mówią jest prawdą, prędzej plotkami wyssanymi z palca. Nikt jednak nie miał odwagi spytać się go wprost o to, kim jest i co tutaj robi. Szeptali za jego plecami, wymyślali coraz to bardziej absurdalne bajeczki i liczyli na to, że któraś okaże się prawdą.
    — Ciekawe czy to prawda co mówił o nim Jason. Wiesz, twierdzi, że jest jakimś szpiegiem ze Stanów czy coś w tym stylu — szepnęła druga dziewczyna, śledząc wzrokiem mężczyznę, który zaczął się oddalać. Inanna zaś bez słowa zeskoczyła z parapetu, zarzuciła torbę na ramię i ruszyła tuż za nim. — Nana? Nana! Co ty robisz? — syknęła jej koleżanka, ale Jensen jej nie słuchała. Nie miała zamiaru słuchać tych wszystkich głupich plotek i zastanawiać się co jest prawdą, a co nie. Wystarczyło podejść i zwyczajnie się spytać.
    — Przepraszam! — zawołała, podbiegając do mężczyzny, po czym zrównała z nim krok i przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu. — Moje koleżanki zastanawiają się czy jest pan szpiegiem. W zasadzie, wszyscy się zastanawiają kim tak właściwie pan jest — powiedziała w końcu, bez cienia skrępowania wpatrując mu się prosto w oczy.

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  31. [Dla mnie w ogóle wszelakie daty to jakiś koszmar. Żeby jeszcze szło je zapamiętać wzrokowo... Cóż, taki los słuchowców, że trzeba kombinować, kiedy ktoś nie umie zainteresować tym, co mówi i się nie uważa. :D
    Poszukujesz może jakiejś relacji, czegoś masz w nadmiarze? Żebym się nie powielała!]

    Mary V.

    OdpowiedzUsuń
  32. [Hm, ja mogę mieć pewien pomysł, ale to zależy, czy lubisz dość toksyczne relacje i jak daleko jesteś w stanie się posunąć. Jeśli Cię coś takiego interesuje, to proszę, odezwij się na maila. c:]

    Mary V.

    OdpowiedzUsuń
  33. Zatrzymała się pół sekundy później niż mężczyzna. Odwróciła się na pięcie, aby móc na niego spojrzeć, po czym wzruszyła jedynie ramionami. Nie rozumiała swoich rówieśników, nie rozumiała wielu ich zachowań, choć przecież powinna być taka jak oni. Uśmiechnięta, beztroska, myśląca jedynie o dobrej zabawie i ładnych chłopcach. Tymczasem zachowywała się jak ich czterdziestoletnia ciotka, która karci ich za złe zachowanie, nie rozumiejąc, że taka jest po prostu młodzież. Cóż, z małymi wyjątkami, jak widać.
    — Nie wiem. Może się wstydzą, może się boją, a może oba po trochu. Nie siedzę w ich głowach — odpowiedziała, poprawiając torbę na ramieniu i po raz kolejny się mu przyjrzała. Przypomniała sobie jak niektóre dziewczyny szeptały, że jest przystojny i chichotały jak głupie za każdym razem, gdy o nim rozmawiały. I to była kolejna rzecz, której Inanna nie rozumiała. Ona widziała w nim, tak jak we wszystkich starszych mężczyznach, jedynie obiekt ciekawych rozmów, a nie obiekt pożądania, na którego widok by się rumieniła. Za chłopcami w swoim wieku zresztą też się nie rozglądała, bo uważała ich za głupich, bezmyślnych i dziecinnych. Miała lat siedemnaście i jeszcze ani razu nie zainteresowała się płcią przeciwną. I to wcale nie dlatego, że wolała dziewczyny, jak myśleli niektórzy. Ot, nie nadszedł może dla niej jeszcze ten czas lub po prostu nie trafiła na tego kogoś. Nie była bowiem typem nastolatki, która ślini się na widok każdego przystojnego chłopaka. W zasadzie, nie była żadnym znanym typem nastolatki. Była jedyna w swoim rodzaju, przynajmniej w swoim otoczeniu.
    — Większość lubi ubarwiać swoje nudne, monotonne życie takimi historyjkami. Lubi też plotkować, a gdyby okazało się, że naprawdę przyjechał tu pan na jakąś tajną, niebezpieczną misję, mieliby kolejny temat do rozmów — westchnęła cicho, uśmiechając się nieco krzywo w stronę mężczyzny. Po chwili zaś pokiwała głową i ruszyła powoli w poszukiwaniu jakiegoś mniej zatłoczonego miejsca, w którym mogliby normalnie porozmawiać i uniknąć tysiąca zaciekawionych spojrzeń oraz wyssanych z palca plotek.
    — Inanna Jensen. — Również się przedstawiła, bo w przeciwieństwie do niej, on nie wiedział o niej zupełnie nic. Co prawda, Nana o nim też wiedziała niewiele, bo nawet nie próbowała wierzyć w którąkolwiek plotkę, którą na jego temat usłyszała. — Dużo rzeczy. Zawsze ciekawiły mnie Stany i jak tam to wszystko wygląda. Ale tego mogę dowiedzieć się przecież z książek — powiedziała z nutką rozbawienia i uśmiechnęła się kącikiem ust. — Może więc powie mi pan w jakiej sprawie przyjechał pan do Anglii? I co w zasadzie robi w Hogsmeade? Większość gości z innych krajów zatrzymuje się w Londynie, a nie w jakimś zapyziałym miasteczku obok szkoły pełnej irytujących gówniarzy — dodała po chwili.

    Inanna

    OdpowiedzUsuń
  34. Mógł ją olać, wyśmiać. Miał szansę machnąć ręką i odejść, twierdząc, że jest tylko głupim, narwanym dzieciakiem – jak pewnie zrobiłoby to wielu dorosłych czarodziejów, gdyby nastolatka, która jeszcze nie wyszła z Hogwartu, mierzyła w nich różdżką.
    Ale widocznie nie on.
    Ciężko było jej wyczytać cokolwiek z niego. Pozostawał opanowany, wręcz niewzruszony. Jakby obecna sytuacja czy też sam fakt podniesienia na niego różdżki nie zrobił na nim żadnego wrażenia.
    To jeszcze bardziej ją rozwścieczyło. Zapewne bardziej niż to, gdyby się po prostu odwrócił i odszedł, rzucając tekstami o niewychowanej młodzieży i ich poziomie inteligencji, który z roku na rok zdawał się spadać, nie wzrastać, jak powinien.
    Zaklęcie niespodziewanie trafiło go, zachwiał się. Nie spodziewała się tego, sądziła raczej, że od razu je zablokuje, nie pozwoli się tknąć. Zdziwiło ją to – ale też dziwnie połaskotało jej ego. Skoro była w stanie odepchnąć dorosłego mężczyzny, choćby i na centymetr…
    Zbyt późno rzuciła zaklęcie tarczy, gdy wypowiedział kolejne słowa. Zaklęcie rozbrajające odrzuciło ją na pewną odległość, sprawiając, że upadła na ziemię, a z jej ręki wyleciała różdżka – za którą obejrzała się w pierwszej kolejności, nim spojrzała na nieznajomego. Z chęcią mordu wypisaną w oczach.
    Ośmieszył ją w tamtym momencie. Wszyscy zgromadzeni zobaczyli z jaką dziecięcą łatwością Ester została odepchnięta. Ona – która miała się za przyszłego aurora, tak łatwo dała się rozbroić. Czym prędzej sięgnęła po toczącą się wciąż po ziemi różdżkę i podniosła na nogi.
    — Ester… - westchnął ten sam Ślizgon, który, o dziwo, starał się jej przemówić do rozsądku. Aż dziw bierze, że został przydzielony do Slytherinu, nie do Ravenclawu, skoro jest taki mądry.
    — WYNOŚIĆ SIĘ STĄD, DO CHOLERY! – wrzasnęła. Nie próbowała nawet panować nad własnymi nerwami. Odgarnęła ciemne kosmyki włosów z twarzy i pewnym siebie krokiem zbliżyła się do mężczyzny. – Nikt nie będzie mi mówił, co mam, albo czego mam nie robić. Szczególnie taki ktoś jak ty. Ascendio!

    Ester Shafiq

    OdpowiedzUsuń
  35. Ślizgon westchnął tylko bezradnie. Wiedział, że w przypadku, w którym Ester zdecydowana jest na jedną rzecz, nie odpuści, aż nie osiągnie celu – albo aż cel nie wbije jej w ziemię, bo czasem nawet powalenie na kolana nie wystarczało.
    Mruknął tylko do grupki gapiów z Hogwartu, po czym rozłożył ramiona, burknął i przepędził całe zgromadzenie z widoku, jakby pędził właśnie przygłupią bandę owieczek drepczących przed siebie – tam, gdzie zagoni je ogarnięty pastuszek i jego pies. Z tym, że teraz żadnego psa-pomocnika nie było.
    Ester została więc sama. Może to i lepiej, zważywszy na to, co potem się działo
    Chwila słabości mężczyzny przed nią dodała jej najwidoczniej o wiele za dużo pewności siebie i sądziła, że i tym razem się zachwieje. Niestety – tym razem zdołał zablokować zaklęcie, czego nie można było powiedzieć o niej.
    Chociaż wyciągała już rękę, żeby wykrzyczeć kolejne zaklęcie tarczy, ledwie zdołała otworzyć usta, a wyczarowane pęty oplotły jej ciało. Z dłoni wyleciała różdżka, a ona straciła równowagę i padła na kolana, jeszcze przez moment szamocząc się żałośnie w uścisku lin.
    Kątem oka dostrzegła toczącą się przy jej łydce różdżkę. Usiadła więc i sięgnęła po nią, chociaż i tak nie miała za bardzo jak ruszyć ręką, aby celnie wystrzelić jakiekolwiek zaklęcie. Mimo to… dawało jej to przynajmniej złudzenie bezpieczeństwa i wrażenie, że zawsze może się obronić.
    Nie mogła. Nie mogła nawet wyszarpnąć ramienia, liny zdawały się zacieśniać z każdym jej gwałtowniejszym ruchem. Syknęła tylko i łypnęła spode łba na stojącego w pewnej odległości od niej mężczyznę.
    Całe szczęście, że grupa jej znajomych odeszła. Nie potrafiłaby się pokazać na korytarzach zamku przez najbliższe dwa miesiące. Pokonana w tak żałosny sposób…
    — Brawo, możesz być z siebie dumny – powiedziała na tyle głośno i wyraźnie, aby nieznajomy ją usłyszał. – Pokonałeś szesnastolatkę. Mamusia będzie z ciebie dumna.
    Gdyby tylko mogła, powiedziałaby znacznie więcej. Ale czuła się beznadziejnie, a i jej kolejne słowa zabrzmiałyby raczej jako żałosne łkanie złapanej ofiary niż jak groźny syk jadowitej żmiji, którą się tylko rozwścieczyło i ma zamiar za chwilę ukąsić ponownie, bardziej boleśnie.

    Ester Shafiq

    OdpowiedzUsuń
  36. [Dziękuję za powitanie! Bardzo chętnie napiszę coś z panem o niesamowitym imieniu! c:]

    Effy DeVarden

    OdpowiedzUsuń
  37. [Witam serdecznie na blogu, przepraszając za spore opóźnienie :) Widzę, że postać Alarica została zainspirowana Fantastycznymi zwierzętami...? Ciekawie Ci to wyszło ;) Sądzę, że nasi panowie by się dogadali, szczególnie jeśli chodzi o Eddiego; mają podobne doświadczenia w pewnych sprawach.
    Życzę Ci udanej zabawy na Kronikach oraz wielu ciekawych wątków, a w razie chęci, zapraszam do siebie :)]

    Ed Bones || Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  38. [Cześć, hej, witam! Wybacz, że odpowiadam tak późno no ale brak czasu daje o sobie znać. :c Tak czy inaczej, chętnie porwę Cię na wątek! Jeśli masz jakiś zarys relacji to śmiało, a jak nie to zrobimy burzę mózgów. :D]

    charłaczka CHLOE GREYBACK

    OdpowiedzUsuń
  39. [Dzięki za zrozumienie :) Miałam zawirowanie w życiu, z którego stopniowo wychodzę, więc mimowolnie odbiło się to mocno na mojej aktywności. Staram się jednak chociaż witać nowych, szczególnie, gdy są tak interesujący, jak Twój pan :) Nie uważam, by inspiracja postacią z filmu/książki/serialu/innych mediów, była czymś złym; o ile ktoś daje coś od siebie i mądrze to wszystko prowadzi, jedynie dodaje to jego bohaterowi ciekawości :)
    Tak myślałam, że nasi panowie mogą się naprawdę dogadać; Ed jest trochę starszy od Alarica, ale sporo lat spędził w MACUSie, był tam ogólnie znany; więc chociaż nie kojarzą się z czasów szkolnych, to później z pewnością mieliby z sobą styczność, choćby przelotem. Jeśli tylko masz ochotę, możemy nad czymś sensownym pomyśleć :]
    I cieszę się, że mimo zastoju na Kronikach, nieźle się tutaj bawisz :D]

    Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  40. [Haha, nie ma problemu. c: Wobec tego: w jaką relację chcesz pójść?]

    Effy DeVarden

    OdpowiedzUsuń
  41. [Dziękuję za miłe słowa na temat karty, pomysłu i Bree samej w sobie; bardzo się starałam, by nie przesadzić w żadną stronę i w głębi duszy jestem z siebie nawet dosyć zadowolona, zwłaszcza, że ta odsłona tejże postaci wypadła o wiele lepiej, niż pierwsza. :)
    Zatem oczywiście wpadam!... Choć, niestety, bez pomysłu. :c]

    Bree Allaway

    OdpowiedzUsuń
  42. [Znam to uczucie i nie zazdroszczę zawirowań... Trzymam kciuki, by niebawem wszystko uległo u Ciebie jako-takiej stabilizacji pod tym względem :)
    Masz rację, żaden z nich nie należy do szczególnie anonimowych czarodziejów, chcąc, nie chcąc. Co powiesz na to, by mieli za sobą jakąś wspólną misję? Ed od dekady mieszka na nowo w Wielkiej Brytanii, ale wciąż pracuje czasami dla MACUSY i Ministerstwa, jeśli go potrzebują. Można by ich było jakoś zgrać, o ile wpada Ci do głowy coś sensownego?]

    Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  43. [Widziałam go już wcześniej, ale za grosz nie miałam czasu żeby wbić pod kartę i przywitać się jak na normalnego bloggera przystało :D Przyznam szczerze, że podchodziłam ostrożnie do Farrella, jakoś facet generalnie w ogóle nie pasował mi do klimatu Pottera, koniec końców po obejrzeniu Fantastycznych jestem naprawdę godna podziwu, Colin jest chyba kameleonem, bo też to co wyprawiał w drugim sezonie True Detective zwalało z nóg.
    Zapraszam serdecznie do wątku, z którąś z moich postaci, jeśli tylko jest czas, bo pomysł na pewno prędzej, czy później się znajdzie ;)

    TORI WEASLEY & NORA VANCE & CLAUDE LACROIX

    OdpowiedzUsuń
  44. [To co tam z naszym wątkiem? :D Bo trochę się zagubiłam w akcji! Ewentualnie jak nie będzie pomysłu na powiązanie z Chloe to mogę zaproponować Ursulę. c:]

    URSULA & CHLOE

    OdpowiedzUsuń