25 kwietnia 2017

No good deed



Sassie Shakesheave
25 stycznia 2005 roku, Nowy Orlean ― pół-wila ― absolwentka Ilvermorny w domu Horned Serpent ― pracownica Miodowego Królestwa w Hogsmeade, chociaż daleko jej do słodkiej czekoladowej żaby ― nieporęczne szesnaście cali drzewa topoli z włosem wampusa ― patronusem wróbel, do bogina się nie przyznaje
Me­lan­cho­lia jest roz­paczą, która nie zdążyła doj­rzeć. Różni­ca wy­nika z cza­sowości. Czas roz­paczy jest cza­sem bez jut­ra. Czas me­lan­cho­lii jest cza­sem deg­ra­dujące­go się jutra.
Nie jest łatwo. Nikogo nie obchodzi, gdzie przyszłaś na świat i jak przeżyłaś te lata, co przeminęły, zanim było wam dane się spotkać. Wszyscy mają w głębokim poważaniu, co za dzieciaka widziałaś na własne oczęta, chmurne jak burza latem, i skąd wyniosłaś ów kodeks moralny, którego starasz się trzymać; bo nie chcą wiedzieć, że nie miał kto cię nauczyć poprawnych i akceptowalnych w społeczeństwie zachowań. Nikt wszak nie wypytuje o drogie podarunki, które przez tyle lat znienacka pojawiają się w twoich dłoniach, nikt nie zerka podejrzliwie na szastanie pieniędzmi dopóty, dopóki sami czerpią z tego jakieś korzyści. Ani trochę ich nie obchodzisz – najwyższy czas się z tym pogodzić, Sassie.
Nie jest łatwo. Jak na potomka olśniewającej wili, całkiem sporo odziedziczyłaś po swoim ojcu. Masz jego usta i jego przenikliwe spojrzenie, chociaż wydawać by się mogło, że przypominasz matkę w każdym calu. Lecz nie; metr pięćdziesiąt wzrostu (ważysz również tyle, co nic), chude nogi, jasne włosy, oczy wielkie i pełne marzeń. Wstydziłaś się ich co prawda, odkąd ta stara wiedźma z naprzeciwka powiedziała ci, że składasz się właściwie tylko z tych oczu, jak pająk, ale koniec końców – kto przez lata przejmowałby się słowami jakiejś zawistnej staruchy? Bo, to nie ulegało wątpliwości, kierowała nią zazdrość: twój dom kłuł w oczy ludzi znacznie biedniejszych, choć w środku murów czaiła się pustka, jak w zdradziecko pięknym ciele pozbawionym bijącego serca.
Nie jest łatwo. Z właściwą sobie niekonsekwencją to odpychasz, to przygarniasz rodzicielkę do siebie, nie potrafiąc zrozumieć ani odrobiny targających tobą sprzecznych emocji. Chciałabyś zacząć traktować ją jak obcego człowieka – wszak całe życie to ona traktowała tak ciebie – a z drugiej strony nie umiesz powiedzieć "dość". Nikt nigdy nie uczył cię, jak zadbać o swój komfort psychiczny w umiejętny sposób, bez ranienia przy tym samej siebie. W domu, jak daleko sięgasz pamięcią, nie dochodziło do tego rodzaju zbliżeń. 
Nie jest łatwo. Nader zręcznie wymykasz się wszelkim ramom słownym i ograniczeniom; równie ciężko cię złapać, co chwycić w garść wróbla, bo ponad wielkością i siłą dominuje u was obojga rozum i spryt. Mówisz mało, ale przynajmniej nie pleciesz, co ci ślina na język przyniesie – jesteś typem obserwatora, co wszelkie wyciągnięte spomiędzy wierszy informacje zachowuje dla siebie, bo mogą się jeszcze przydać. Czasy nauki szkolnej spędziłaś z nosem wetkniętym w książkę – namacalny dowód miłości, którą obdarowałaś tylko naukę – a potem, choć miało zmienić się wszystko, tak naprawdę nie zmieniło się nic.
Nie jest łatwo – ale nikt nie powiedział, że będzie.

6 komentarzy:

  1. [Aloha! Kurczę, karta taka długa, a tak mało mówi o Sassie... To znak, że trzeba się poznać c: Tylko z dodatkowych spiłam jakieś info, ale czemu by nie popisać? W końcu coś je łączy - obie, i Neassa i Charlie, mają dupnych rodziców c;
    Fajny tekst w belce, rzadko zdarza mi się czytać jakieś cytaty czy mądre myśli, bo przeważnie są jednym wielkim kiczem nad którym rozpływają się nastoletnie dziewczyny, ale tu się uśmiechnęłam. Fajne]

    Charlie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ojacię, siostro! ♥ Czeeeść, witam Cię gorąco, bardzo szczęśliwa, że to właśnie Ty przejęłaś Neassę, na dodatek ubierając ją we wspaniałe słowa karty – nie wiem, gdzie Ty nie umiesz pisać długich kart, jak umiesz i efekty tego pisania są wspaniałe tak w karcie, tak i w zakładce – i dobrałaś przepiękny, perfekcyjnie pasujący wizerunek. No i propsy za nawiązanie do Rubika, he-he. ; D Mam nadzieję, że będziesz bawiła się dobrze, a Sassi ostatecznie nie zrobi krzywdy mojej biednej Verce – ani innej postaci, bo do Olgierda również zapraszam i wciąż proponuję posadę na stanowisku recepcjonistki (: – bo chyba i jednej i drugiej przydałaby się prawdziwa rodzina, prawda? Nie przedłużając – z pomysłami uderzę na gg, zróbmy coś szalonego, bawmy się dobrze i niech nam się wiedzie! ;]

    zachwycona siostra VERA THORNE & hotelarz OLGIERD ERETEIN

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jak wspaniale widzieć Sassie na blogu! Cześć, przychodzę Cię serdecznie powitać i życzyć Ci wspaniałej zabawy z tą postacią oraz masy wspaniałych wątków, które nie dadzą Ci spać po nocach. Świetnie bowiem wykreowałaś tę dziewczynę i równie dobrze ją opisałaś, dlatego szczerze gratuluję! Nie mogę też nie pochwalić zdjęcia, które ma w sobie coś magicznego (a jednocześnie jak ładnie pasuje na siostrę Very!) i wspaniale uzupełnia treść posta. Tym bardziej więc zapraszam do wspólnego wątku, jeśli masz na niego ochotę i lubisz odrobinę komplikacji, bo jakiś mały dramacik z rodziną pięknych pół-wili (tym bardziej, że w jednej mój pan szaleńczo jest zakochany) w tle brzmi kusząco... :)]

    Connor Greyback

    OdpowiedzUsuń
  4. [Czeeeść, piękna! Wspaniale napisana karta postaci i cudowny cytat. Wizerunek także zachwyca, o czym zresztą napisałam niżej. Gdybyś miała ochotę coś napisać z moją charłaczką to zapraszam do siebie. Nie gryziemy, ale na dramę zawsze się skusimy. :D <3]

    CHLOE GREYBACK

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam po raz kolejny na blogu :)
    Widzę, że mamy na blogu kolejnego absolwenta Ilvermorny; to dobrze, w końcu świat do szczególnie wielkich nie należy, zwłaszcza ten czarodziejów :]
    Życzę udanej zabawy następną postacią oraz interesujących wątków; w razie chęci, zapraszając do siebie. Może w końcu uda nam się coś wymyślić ;)]

    Ed Bones || Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  6. Wokół roznosiła się woń świeżego pieczywa a także aromatyczny zapach kawy i miętowej herbaty. Chloe zwykła ją pijać w ciąży bo ponoć dobrze wpływała na rozwój dziecka, przynajmniej takiej informacji zasięgnęła u jednego z zielarzy w Hogsmeade; kawę zaś zaparzyła dla swojej przyjaciółki Sassie. Co prawda kobiety nie znały się długo bowiem staż ich znajomości trwał niecałe trzy miesiące, jednak charłaczka zdążyła już bardzo polubić pracownicę Miodowego Królestwa i w najśmielszych oczekiwaniach nie przewidziałaby scenariusza w którym ta niepozorna choć śliczna blondyneczka ląduje w jednym łóżku z jej mężem. Pewnie gdyby ten fakt był jej znany nigdy nie odezwałaby się słowem do młodej kobiety; tylko rzucała jej uważne spojrzenia podszyte zazdrością i niechęcią, stawiając sobie jedno kluczowe pytanie mianowicie dlaczego?. Żyła jednak w błogiej nieświadomości i nie mylili się ci którzy mówili że życie w niewiedzy bywa lepsze. Albowiem gdyby dwudziestosiedmiolatka znała prawdę, z pewnością nie częstowałaby panienki Shakesheave gorącą kawą i słodkimi, maślanymi bułeczkami z rodzynkami kupionymi w uroczej piekarni mieszczącej się niedaleko chatki którą zamieszkiwała wraz z Connorem, który pojawiał się w niej tylko w weekendy ze względu na obowiązki który trzymały go w Hogwarcie jako nauczyciela i koła ONMS. Dziś jednak miało być inaczej ze wzgląd na odwołaną część zajęć; o czym pani Greyback jeszcze nie wiedziała.
    — Może masz ochotę na jeszcze jedną filiżankę kawy, Sass? Czy będziesz za bardzo pobudzona? — zaśmiała się cichutko i krótko, zaraz szybko dodając. — Mogę zaparzyć Ci także jaśminowo-cytrusowej herbaty bądź nalać soku z świeżo wyciśniętej pomarańczy — zaproponowała łagodnym i ciepłym głosem; lazurowe tęczówki kierując na delikatną i śliczną twarzyczkę blondynki siedzącej obok.
    W tym samym momencie rozległ się w kamiennej chatce dźwięk otwieranych drzwi i męski, donośny głos: Chloe, wróciłem do domu! Często ów okrzyk w formie powitania towarzyszył im kiedy jej mąż wracał do domu, nie było czułych pocałunków ani chociażby uścisku; byli bowiem małżeństwem jedynie z nazwy co trapiło panią Greyback. Jako że całe jej serce było oddane Connorowi a on... Cóż, jego serce było gdzie indziej. Mimo to delikatną twarz charłaczki na jego widok rozjaśnił pełen delikatności uśmiech.
    — Och, Connor.. musisz poznać moją przyjaciółkę. To Sassie. — mruknęła cicho acz wyraźnie; chcąc ich sobie przedstawić. Chloe nie miała pojęcia że się znali i to całkiem nieźle. Nawet nie zauważyła jak jasnowłosa półwilla zbladła a jej twarz nabrała papierowego wyrazu; jej uwagę skutecznie odwróciła zbita filiżankę i kawałki ślicznej porcelany roztrzaskane na podłodze. Ściągnęła w zaskoczeniu brwi bowiem panna Shakesheave nigdy nie należała do osób niezdarnych, wręcz przeciwnie; Chloe zawsze zazdrościła tej naturalnej gracji której sama nie posiadała. Zbierając zbite naczynie z podłogi nie zauważyła także jak pan Greyback spochmurniał a jego rysy znacznie wyostrzyły się. Nie widziała z jaką złością patrzył na jej przyjaciółkę i niczego nie podejrzewała.

    CHLOE

    OdpowiedzUsuń