20 maja 2017

Cody, just Cody.



VI rok
Ravenclaw
Bogin: Struś
Patronus: Koala
Komentator Qudditcha



Chudy, roześmiany Krukon o jasnej czuprynie zdaje się nigdy nie przestawać śmiać. Wiecznie po szkole roznosi się jego głośny rechot. On zdaje się nie mieć żadnych problemów, bo to Cody, tylko Cody. 

Cody, któremu można wcisnąć każdy kit, Cody, który woli nie zadzierać z starszymi uczniami. Cody, który nawet nie zauważy, gdy go obrazisz. Cody, potulny i towarzyski żartowniś. Cody, któremu zależy na tym, aby mieć przyjaciół i być w centrum uwagi.. nawet kosztem siebie. 

Czy ktoś kiedyś zastanowił się dlaczego Cody jest idiotą będąc w Ravenclaw? Czy ktoś kiedyś zastanowił się dlaczego Cody wciąż się śmieje? Czy ktoś pomyślał kiedykolwiek, że On próbuje coś ukryć? Bo wiecie, Cody wcale nie jest żartownisiem, potulnym i towarzyskim, któremu można wcisnąć każdą ściemę. Cody nie uwierzy Ci w żaden kit. Cody wie kiedy się go obraża. Cody po prostu za bardzo się stara.
CODY RUSS

15 komentarzy:

  1. [ Bogin struś wygrywa wszystko xd
    Fajny pan, trochę inny zdaje się, od Ericka. Myślę, że Freddie mógłby go polubić, nawet mimo tego, że ten się tak stara. No, a Eden pewnie by go zaczepiał i mu dokuczał, bo to wredne jest. Zaproponowałam już jeden wątek, ale wątków nigdy dość więc jak coś to wpadaj c: ]

    Freddie | Lee Hae-Jin

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam kolejną z Twoich postaci :) Dwie w tak krótkim czasie - pozazdrościć weny! ;)
    Postać inna od Ericka pod niejednym względem, ale równocześnie podobna, bo chyba obaj w pewnych kwestiach za bardzo się starają. Przyznam, że struś jako bogin mnie rozbawił, ale zwierzęta te potrafią być naprawdę agresywne i nieustępliwe, więc można jak najbardziej obawy przed nimi zrozumieć ;)
    Raz jeszcze życzę Ci udanej zabawy i wielu interesujących wątków, a w razie chęci zapraszam do siebie :)]

    Teddy Lupin || Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  3. [Będę trochę niedobra, bo komentuję kartę, aby wepchnąć się na główną, ale w zamian za to od razu proponuję jakiś wątek :D Marzy mi się dla Isli taki super-przyjaciel, a mam wrażenie, że Cody nada się na niego idealnie!]

    ISLA

    OdpowiedzUsuń
  4. [O, zupełnie inna postać niż Erick. Nie powiem, urzekła mnie jego radość i optymizm, ale jak wiadomo to co wydaje się na pierwszy rzut oka oczywiste, wcale do końca takie nie jest. Gratuluję drugiej postaci, sama rozumiem ten bakcyl tworzenia i trzymam kciuki żeby Cody nie narzekał na brak zainteresowania/wątków ;) Tradycyjnie zapraszam do siebie ;)]


    TORI WEASLEY & NORA VANCE & CLAUDE LACROIX

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jestem jak najbardziej za! Choć pewnie trochę się na siebie poobrażają skoro Cody tym razem nie będzie miał zamiaru przeprosić, bo Isla swoją dumę ma i zapewne też pierwsza ręki nie wyciągnie :D Hmm, chyba najlepiej będzie zacząć już po meczu, gdy się trochę posprzeczają, co?]

    ISLA JACKSON

    OdpowiedzUsuń
  6. [Też miałam go za dupka! Ale mimo wszystko, moim zdaniem Bran był tam po prostu najlepszy xd I dziękuję! :) To może zamiast wątku Bell x Erick na początku spróbujemy z tym? Sądzę, że będzie ładniej. Nie dałaś wzmianki o jego pochodzeniu, więc przeszło mi przez myśl, że taki Cody mógłby być idealnym kandydatem na przyjaciela, a jeśli jest półkrwi, czy czystokrwisty, to w sumie mogłabym naciągnąć ten fakt. Trisowi przydałby się ktoś do pozwierzania! :)]

    Tristan

    OdpowiedzUsuń
  7. [Myślę, że Vivienne zainteresuje się kim tak naprawdę jest Cody :) I być może wszystko się zacznie od najzwyklejszych w świecie dodatkowych zadań domowych czy kilku pytań odnośnie rzeczy wykraczających poza materiał :)]

    Vivienne Covington

    OdpowiedzUsuń
  8. Vivienne ułożyła na swoim biurku pomoce potrzebne do najbliższych zajęć, nucąc cicho jakąś melodię. Była dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze - dzień rozpoczynała od zajęć dodatkowych, na których mogła w pełni rozwinąć skrzydła i dzielić się wiedzą zdecydowanie wykraczającą poza wymagania ministerialne. Oczywiście cieszyła się również z planowych lekcji, kochała ten moment, w którym uczniowie odkrywali, że w eliksirach jednak coś ciekawego można znaleźć.
    Do zajęć zostało kilka minut. Sprawdziła jeszcze raz czy wszystko przygotowała i usiadła za biurkiem, zagłębiając się w traktacie o wykorzystaniu części ludzkiego ciała w eliksirach. Kończyła już wstęp, gdy do jej uszu dobiegło ciche skrzypienie. Uniosła wzrok, do sali wszedł Cody.
    - Dzień dobry, pani Vivienne!
    Uniosła delikatnie kąciki ust. Chłopak zdecydowanie był uzdolniony i od razu zauważyła, że eliksiry są jedną z jego najmocniejszych stron.
    - Czy to eliksir, którego się dziś nauczę? - zapytał, a Vivienne tym razem uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Uwielbiała umysły tak spragnione wiedzy.
    Wstała od biurka i podeszła do ucznia.
    - Tak, panie Russ. Dzisiaj będziemy się uczyć dokładnie o tym eliksirze. Mam nadzieję, że jest pan w pełni sił, bo nie będzie łatwo - uśmiechnęła się. - Ten eliksir stworzyłam wraz z moim Mistrzem. Jest to Eliksir Pięknej Duszy. Pośrednie skutki zażycia mogą być zatrważające.
    Przerwała na chwilę i wróciła do swojego biurka. Chwyciła buteleczkę w dłoń i przybliżyła ją do swoich oczu.
    - Wystarczy kilka kropel – powiedziała cicho, mrużąc oczy.- Po wypiciu zaledwie kilku kropel zaczyna się dostrzegać prawdę o otaczających nas ludziach. Eliksir jest tak stworzony, aby ukazywał, które dusze są piękne, czyste. Wokół ludzi, którzy mają szczęście posiadać taką duszę, dostrzega się piękną biało-złotą aurę.
    Westchnęła cicho i ponownie przeniosła wzrok na Krukona.
    - Oczywiście jest również druga strona medalu. Dusze zepsute, brzydkie są otoczone mroczną, ciemną aurą. Nawet pan sobie nie zdaje sprawy ile rodzin zostało rozbitych przez ten eliksir – skrzywiła się.
    Nie była specjalnie dumna akurat z tego eliksiru, jednak nie zamierzała ukrywać go przed swoimi uczniami. Jeżeli nauczą się na jej błędach, tym lepiej. Poza tym w zamierzeniu Eliksir Pięknej duszy miał służyć dobrym celom. Niestety dostał się w niepowołane ręce.
    Położyła buteleczkę przed uczniem.
    - Czy dalej chce pan zajmować się tym eliksirem? W razie czego, mam jeszcze kilka innych pomysłów.
    Przyjrzała mu się uważnie. Chłopak bez wątpienia był zdolny. I za każdym razem gdy go widziała – czy to w klasie czy na korytarzu – uśmiechał się. Nie wiedziała czemu ale coś jej w nim nie pasowało. Zazwyczaj szybko o tym zapominała, bardziej skupiając się na jego pasji do eliksirów. Jednak dzisiaj odsunęła to na bok i spojrzała na niego wyjątkowo uważnie. Być może stało się to za sprawą eliksiru, który chciała z nim tego dnia omówić. Być może to przez traktat o wykorzystaniu części ludzkiego ciała w eliksirach. Być może. Jednak coś było zdecydowanie nie tak.

    Vivienne

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć! Hmm, nie powiem, że to na sto procent byłam ja, bo może ktoś inny używał tutaj tego zdjęcia, nie mam pojęcia :(
    A wątek chętnie! Wyobraziłam sobie jakąś imprezę w Pokoju Wspólnym Krukonów i naszą dwójkę, która siedzi na kanapie pod ścianą i popija sok dyniowy, obserwując bawiących się znajomych :D Co ty na to? Później zawsze mogą się gdzieś wymknąć.]

    TATIANA

    OdpowiedzUsuń
  10. [Hmm, nie wiem czy jest tu co rozszerzać. Cody może wpaść, gdy impreza będzie już trwała i dosiąść się do samotnie siedzącej na kanapie Tati :) A później zobaczymy co z tego wyjdzie. Co do samej ich relacji, jeden dom i rok sprawia, że na pewno się znają, mogą być nawet dobrymi znajomymi, którzy czasem siedzą razem w jednej ławce, czasem odrabiają wspólnie lekcje w bibliotece i może nawet wychodzą na piwo kremowe do Hogsmeade :)]

    TATIANA

    OdpowiedzUsuń
  11. [Obie Twoje postaci są szalenie intrygujące! Chęci oczywiście są, zaproszę Cię również do mojej drugiej pani, jakby Ci przypadła do gustu - Annabel Lee. Może łatwiej ją będzie powiązać z Erickiem, bo oboje to Ślizgoni. A dla Russa i Covel bym pomaczała paluchy w jakichś nocnych wycieczkach. A może Cody dostał za coś szlaban i to Ethel przypadło w obowiązku przypilnowanie, by dostał za swoje?]

    Ethel/Annabel

    OdpowiedzUsuń
  12. [Bertie <3 Widzę, że nasza spostrzegawczość osiągnęła wyżyny! Ja też czasem jestem, czasem mnie nie ma, Lucy trochę umarła, ale co tam, żyjemy dalej <3 Jak coś to ja mogę wziąć na siebie rozpoczęcie dla Russa i Covel, a nad Erickiem i Annabel możemy pomyśleć w wolnej chwili :)]

    Ethel/Annabel

    OdpowiedzUsuń
  13. [O jakże nam miło! Widzę naszą parę jako takich roześmianych przyjaciół, wiecznie o czymś ze sobą paplających i chichrających po kątach. Lola mogłaby być taką z lekka naiwną, upraszczającą świat Cody'ego duszyczką, niczym młodsza siostra. c:]

    Lola Waters

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnio jej nocy przechadzki po szkole obfitowały w dziwne zdarzenia. To nie było tak, że popadała w paranoję, ale biorąc pod uwagę, że ostatnim razem, gdy patrolowała korytarz to została ciocią i wolała tym razem nie mieć takich niespodzianek. Z dzieci najbardziej lubiła te po piętnastym roku życia. Niemowlęta nieco ją przerażały (do tej pory pamięta jak została poproszona o pomoc na porodówce w św. Mungu), a gdy stawały się małym, biegającym tornadem, były jeszcze gorsze. Chyba będzie musiała zmienić nastawienie, w końcu trzeba mieć w sobie odrobinę empatii, gdy chce się być nauczycielem, ale na razie na szczęście dla siebie i dla potencjalnego bobasa w jej otoczeniu nie było dane jej zaopiekować się niczyim dzieckiem.
    Porzucając myśli o jakichkolwiek dzieciach, podążała korytarzami, licząc na to, że dzisiaj wieczorem nie będzie już niespodzianek. Szczerze mówiąc, planowała szybko obejść swoje korytarze i zniknąć w pokoju, rzucając się wreszcie na łóżko. Ostatni wyjazd z Hogwartu wydawał się dać jej mocno w kość, ale miało to swoje plusy, bo przynajmniej spała jak zabita. Jej kroki odbijały się cichym echem między ścianami. Już miała zawrócić i przyśpieszyć kroku do siebie, gdy nagle usłyszała czyiś podniesiony głos.
    No niech zgadnę, przyłapali kogoś.
    Postanowiła sprawdzić, czy to przypadkiem nie mały Borys. Tak, dla pewności. Była okropną ciotką, sztywną i wcale nie przytulaśną, ale o małego się martwiła. Gdy wyjrzała zza rogu, ujrzała tego szurniętego profesora astronomii, który wydzierał się na jakiegoś ucieszonego blondyna. Ethel zmarszczyła brwi. W tym chłopaku było coś... coś dziwnego. Nie potrafiła określić co, ale postanowiła zaproponować wszystkim, by rozeszli się spać. Gdy zbliżyła się do nauczyciela i ucznia, zobaczyła nagle wycelowany w siebie palec.
    - Ty! Weźmiesz go jutro na szlaban! - zarządził profesor, na co Ethel odpowiedziała oburzonym spojrzeniem. Fakt, że była stażystką nie oznaczało, że zamierza odwalać czarną robotę profesora od astronomii. Mogła robić różne rzeczy za Lenarda, ale nie za tego świra, którego miała przed sobą.
    - A może najpierw dowiem się o co chodzi? - spytała chłodno, przenosząc wzrok na blondyna, który sprawiał wrażenie, jakby niespecjalnie przejmował się zaistniałą sytuacją. A może tylko się jej tak wydawało?

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  15. - Zaczynamy – odparła z delikatnym uśmiechem.
    Przeczuwała już wcześniej, że będzie chciał spróbować uwarzyć ten eliksir. Wielkie umysły nie lubią ograniczeń i niedopowiedzeń. Trochę jednak mimo to niepokoił ją jego entuzjazm. Było w nim coś takiego… sama nie była w stanie tego określić.
    Podała mu karteczkę z listą składników.
    - Tutaj ma pan wypisane wszystko, czego pan potrzebuje, panie Russ. Jeszcze raz pana ostrzegam, że to bardzo kapryśny eliksir. Jeżeli nie czuje się pan w pełni sił, naprawdę lepiej będzie to odłożyć na kiedy indziej… no dobrze, już nic nie mówię – powiedziała ze śmiechem.
    Przeczuwała, że coś takiego go przecież nie powstrzyma. Usiadła na ławce niedaleko chłopaka i dała mu znak, że może rozpocząć. Na pierwszym etapie nie potrzebował jej pomocy. Problemy zaczynały się później. Dlatego postanowiła nie ingerować na początku, chciała zobaczyć, jak sam sobie poradzi. Powróciła na chwilę myślami do traktatu, który czytała chwilę wcześniej. Ministerstwo co prawda zakazało używania ludzkich szczątków do wytwarzania eliksirów, jednak na szczęście nie wszędzie panowały tak surowe przepisy. Czasami miała ochotę rzucić nauczanie i ponownie wyruszyć w podróż. Poznała tak wiele nowych receptur… tylu niesamowitych Mistrzów Eliksirów… Ale tutaj mogła przekazywać zdobytą wiedzę uczniom – młodym, chłonnym umysłom. Coś za coś, Vivienne. Westchnęła w myślach i powróciła do teraźniejszości. Cody Russ wciąż pracował nad eliksirem, więc skupiła się na tym, co robił. Zauważyła, że on również odpłynął trochę myślami, tak jak ona przed chwilą. Postukała więc delikatnie palcami o blat stołu. Na tyle cicho, aby się nie wystraszył, jednak wystarczająco, żeby go powoli odciągnąć od rozmyślań. Być może nawet nie usłyszał samego pukania. Eliksiry jednak mogą być niebezpieczne, gdy się wystarczająco nie uważa.
    - Wszystko robi pan w jak najlepszym porządku – uśmiechnęła się. - Już za chwilę rozpocznie się trudniejsza część. Będzie pan musiał w bardzo małych odstępach czasu dodać poszczególne składniki. Ważne jest, żeby każdy dodać w takim samym odstępie czasu… inaczej może nawet nie będzie czego z nas zbierać.
    Zacisnęła palce na swojej różdżce i podeszła nieco bliżej. Tak na wszelki wypadek, gdyby jednak się nie udało. Eliksir Pięknej Duszy był jednym z najpotężniejszych oraz najgroźniejszych eliksirów, jakie udało jej się stworzyć wraz z Mistrzem Manucheharem. W trakcie jego tworzenia omal nie zginęli. A wiele lat później żałowali, że jednak do tego nie doszło. Chcieli, aby dzięki temu eliksirowi ludzie zeszli na ścieżkę dobra, pragnąc dążyć do jak najmocniejszej biało-złotej aury. Niestety w Tadżykistanie doszło do zamieszek i podczas jednej z walk ktoś wykradł duży zapas eliksiru. Vivienne zacisnęła nieświadomie wargi, wciąż przyglądając się uczniowi. Miała nadzieję, że nie popełniła błędu pokazując mu akurat ten eliksir. Chłopak bez wątpienia był zdolny. Miał również wielu znajomych i wydawał się być duszą towarzystwa. No właśnie wydawał się. Odkąd zaczęła uczyć w Hogwarcie, za każdym razem gdy go widziała, zapalała jej się ostrzegawcza lampka z tyłu głowy. Nie sądziła, żeby był niebezpieczny, jednak jego wesołość była jak dla niej „zbyt wesoła”, a entuzjazm zbyt duży. Być może była po prostu przewrażliwiona, jednak w swoim życiu już zbyt wiele razy cierpiała przez własną nieuważność i bagatelizowanie przeczuć, aby teraz powtórzyć swój błąd.
    - Niech pan zamiesza jeszcze raz, tym razem ruchem przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, i pozostawi eliksir na pięć minut… Dokładnie tak. Teraz niech pan sprawdzi, czy wszystko ma. Proszę pamiętać, że odkąd wrzuci pan pierwszy składnik, po tych pięciu minutach, będzie musiał pan dokładnie co siedem sekund wrzucić kolejny składnik.
    Wyciągnęła różdżkę z kieszeni szaty i machnęła nią w powietrzu. Z końca drewienka wystrzeliła złocista smuga, która uformowała się w zegar.
    - Kiedy wrzuci pan pierwszy świeży liść piołunu, zegar ruszy. Czy jest pan gotowy? Pozostały trzy minuty.
    Spojrzała na niego uważnie i uśmiechnęła się.

    Vivienne

    OdpowiedzUsuń