18 maja 2017

Jesteś - a więc musisz minąć

Miniesz - a więc to jest piękne.
Erick Wilkes




I'm coming out of my cage,
And I've been doing just fine,
Gotta, gotta be down, because I want it all!
Ostentacyjnie zapala papierosa i stara się wlepić w tłum. Nigdy nie był sobą, zawsze był wykreowaną osobowością, którą sobie przylepił. I właśnie tę osobowość wszyscy szanowali. Uśmiechnął się na widok pospólstwa i rzucił spojrzenie Holly, a zaraz potem Bertie. Szedł dalej. Ludzie szeptali na jego widok, nie obchodziło go co mówią. Ludzie nigdy go nie obchodzili. Zawsze liczył się tylko on i wartości, które przekazał mu ojciec. Pieniądze, honor, sława. Pieniądze, honor, sława. Pieniądze, honor, sława.
Skręcił w tylko sobie znanym kierunku. Szedł w wyznaczonym przez siebie kierunku. Szedł tam gdzie chciał iść. Robił wszystko w taki sposób w jaki chciał. 
Uczniowie rozeszli się po sklepach. Wbiegali do kawiarni i lodziarni, byli beztroscy. Zakupowali różne dziwne rzeczy u Weasleyów. Byli pełni życia. Przez chwilę Erick pomyślał, że to oni robią co chcą. Że to im się w życiu udało.
Zamrugał i usiadł przy wierzbie. Ulice Hogsmeade o tej porze zdawały się zalewać go swym pięknem. Korzystał ze spokoju póki mógł. Nic nie trwa wiecznie, zaraz będzie musiał wstać i udawać, że jest dupkiem, który tylko krzywdzi innych. Chociaż, chyba od pewnego czasu już nie udawał, chyba naprawdę zmienił się i pozwolił rodzicom się zniszczyć. Doprowadzić się do tego stanu, stanu zepsucia moralnego.

----------------------
 Cześć. Znowu ja. Jak pamiętacie to super, jak nie to trudno! c: Super siostry i przyjaciółka do oddania w powiązanych. The Killers w karcie no i Wisława Szymborska!

21 komentarzy:

  1. [Ja to na pewno kojarzę Twój nick, nie wiem czy tego pana pamiętam. Jednak nie zmienia to faktu, że karta naprawdę ładnie opisana, choć trochę smutna. W każdym razie serdecznie zapraszam Cię do siebie. Mam dwóch panów, ale jak żaden Ci nie podpasuje to jeszcze szykuje się dziewczę :) Udanych wątków!]

    Daniel // Clint

    PS: nie lubię tego robić :c - póki, ma "o" z kreską. Tam w zdaniu: "Korzystał ze spokoju póki mógł."

    OdpowiedzUsuń
  2. [A ja kojarzę, kiedyś coś chyba pisałyśmy nawet razem. Chyba lubisz krzywdzić swoich panów takimi surowymi rodzicami, co? :D Życzę miłej zabawy i z Erickiem, a jeśli masz ochotę, to wpadnij do mnie. c:]

    Effy DeVarden, Mary Johnson

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Nie wiem, czy się znamy, ale zawsze można to zmienuć prawda? Skrzywdzony ten twój chłopiec, ale też dość uroczy muszę przyznać. Zapraszam do siebie, spełniam wątkowe życzenia! C: ]

    Frederick Wayland || Lee Hae-Jin

    OdpowiedzUsuń
  4. [Bardzo podoba mi się tytuł karty! Pana ze zdjęcia również lubię, a i Twój nick mi świta, chociaż chyba udało nam się bardzo ładnym ślizgowym lotem rozminąć... No nic, jeśli najdzie Cię chęć, by to zmienić, zapraszam serdecznie. :)]

    Bree Allaway, Trixie Edgecombe

    OdpowiedzUsuń
  5. [Czyli parę miesięcy do tyłu? Jak dla mnie w porządku. Mogłoby to być gdzieś w listopadzie/grudniu, w szkole bądź na święta, co o tym sądzisz?]

    Siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Ojej, a jakie połączenie ci pasuje? Śmiertelni wrogowie? To takie typowe...Nietypowa przyjaźń, hm...masz na myśli coś konkretnego? Jeśli chodzi o pomysły to mam ich trochę, ale nie wiem w jaki typ relacji chciałabyś iść tzn negatywna, pozytywna, mieszana? ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  7. Od jakiegoś czasu nie czuła się zbyt dobrze.
    Ból w kościach uniemożliwiał jej momentami zwleczenie się z łóżka; palce u rąk drętwiały i ciągle było jej zimno. Pod oczami miała ogromne, większe niż zwykle cienie, włosy jakby straciły blask. Sama przed sobą nie przyznawała się jednak, że zbyt dobrze zna wszystkie te objawy, i z właściwym sobie zacięciem parła do przodu. Zmuszała kończyny do podniesienia i utrzymania ciała w pionie, zapinała guziki koszuli, wiązała krawat, zasuwała zamek spódniczki. Szybko zorientowała się, że te banalnie proste czynności, wykonywane przecież od lat, zajmują jej znacznie więcej czasu niż zwykle – i żeby nikt się nie zorientował, zaczęła wstawać pół godziny wcześniej, by zdążyć na lekcję. Nigdy o nic nie pytali, może dlatego, że nigdy im nie zdradziła, iż właściwie już to wszystko przechodziła; czasem tylko zdarzało się usłyszeć zatroskane "Nie wyglądasz najlepiej" z ust jakiejś życzliwej koleżanki, na oczach której prawie udało się jej zemdleć.
    Nie zamierzała jednak użalać się nad sobą; nigdy tego nie akceptowała i nigdy tego nie robiła. Zaciskała zęby i szła, po prostu szła przed siebie, starając się najlepiej, jak umiała. Tylko torba tak często ciążyła jej na ramieniu. I tylko cały dzień wypełniony lekcjami bywał taki męczący. Najchętniej opadłaby na łóżko i spała, spała, spała. Cieszyło ją, że nie trafiły z siostrą do tego samego Domu – ona na pewno zaraz zrozumiałaby, co jest na rzeczy.
    Popełniła jednak strategiczny błąd – nie wzięła pod uwagę spostrzegawczości brata.
    Tamtego poranka, gdy zwlokła się na śniadanie w Wielkie Sali, chcąc udawać, że je jak zwykle, chociaż jedzenie wywoływało u niej odruch wymiotny, Holly przykleiła do twarzy uśmiech, a przechodząc obok stołu Ślizgonów, lekko pacnęła Ericka w ramię i uniosła kąciki ust. Musiała tak robić, żeby tylko niczego się nie domyślił, ale jednakże nie starała się jakoś wybitnie; odnosiła wrażenie, że brat nie przygląda się jej aż tak natarczywie.
    Usiadła przy stole swojego własnego Domu i przesunęła wzrokiem po różnorakich półmiskach z jedzeniem, nie do końca będąc pewna, czy faktycznie jest głodna. Obok niej Patience Mildread w zawrotnym tempie pochłaniała kiełbaski z talerza, przegryzając bułką i popijając sokiem dyniowym. Och, ona z pewnością była – jak zawsze. Koleżanka, jakkolwiek miła i sympatyczna, zbliżała się powoli do wagi kwalifikującej do zawodów sumo. Holly przez chwilę przyglądała się Patience, która wsunęła wszystko, co miała do zjedzenia, po czym oblizała usta i rozejrzała się po stole w poszukiwaniu czegoś jeszcze. Złapała kilka rogalików, owinęła je w chusteczkę i spakowała do torby, po czym nałożyła sobie do niedużej miseczki odrobinę puddingu czekoladowego i na nowo zaczęła przeżuwać. Krukonka otrząsnęła się ze wstrętem i poprzestała na czarnej herbacie z kilkoma kostkami cukru. Słodziła więcej i starała się codziennie zjeść chociaż trochę przysmaków, których odmawiały sobie trzymające dietę koleżanki, byleby poziom cukru w jej organizmie nie spadł zbyt nisko.

    Holly Wilkes

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Okeey, to mi pasuje. Będzie ciekawie, tak myślę. Myślę, że mogą razem wyskoczyć na jakiś nielegalny alkohol do Hogsmeade, któryś się schleje i wpakuje w kłopoty, drugi będzie musiał ratować mu dupe czy coś? O i jak ci to nie przeszkadza to proponuje, żeby przyjąć, że Freddie się tak troszkę zadłużył w Ericku, żeby fajnie wszystko skomplikować, hm? ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  9. [Powiem tak: ja tam widzę, że Yoshi będzie miała do niego słabość, przez co najprawdopodobniej będzie dla niego jeszcze bardziej niemiła. W dodatku Erick jest szukającym w Slytherinie, więc też odrobię może być o to zazdrosna.
    Co do wątku: proponuję, aby między nimi były takie spięcia na boisku, żeby dostali wybór - albo się jakoś pogodzą i dogadają, albo wylecą z drużyny, ponieważ psują atmosferę na każdych treningach, a mecze też nie idą najlepiej.]

    Yoshi

    OdpowiedzUsuń
  10. [Witam na blogu :)
    Ciekawie napisana karta; mam nadzieję, że Eric nie dał jednak do końca zepsuć się pod względem moralnym, i jeszcze się odnajdzie ;) Spory plus za Szymborską w karcie oraz naprawdę pasujące do jej treści i przedstawionej przez nią postaci zdjęcie :)
    Życzę Ci udanej zabawy na Kronikach oraz wielu ciekawych wątków, a w razie chęci, zapraszam do siebie...]

    Teddy Lupin || Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  11. [A ja przyznam szczerze, że raczej Cię nie kojarzę, ale przewinęło się tu tylu autorów, że naprawdę trudno mi spamiętać. Muszę przyznać szczerze - pan bardzo ciekawy! Nie wiem czy pisanie wątków męsko - męskich Ci odpowiada, ale chętnie bym coś skrobnęła (muszę wrócić do życia!). Także - w razie chęci zapraszam do siebie! :)]

    Bellamy Sangster/ Louis Weasley

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć :) Świetna karta pod względem wizualnym i treści; zazdroszczę umiejętności pisania zwięzłych, ale ciekawych kart, sama mam z tym nie lada problem. Nie powiem żeby Erick należał do przyjemniaczków, przynajmniej dla tej przeciętnej części społeczności nazywanej pospólstwem :D Wyłapałam tylko jedną literówkę w tekście: póki, a poza tym miodzio. Jeśli jest chętka to zapraszam, pod którąś z moich kart :)]

    TORI WEASLEY & NORA VANCE & CLAUDE LACROIX

    OdpowiedzUsuń
  13. Usiadła niepewnie na zimnych schodach, czując przeszywający ją na wylot dreszcz. Wiedziała; wiedziała, co chce jej powiedzieć i bardzo chciałaby móc dać mu odpowiedź przeczącą. Potrafiła kłamać, ale nie jemu; oboje byli tego świadomi. Objęła kolana rękami i oparła głowę na ramieniu, wpatrując się w Ericka szeroko otwartymi zielonymi oczami. Wydawał się wzburzony, poirytowany i sama nie była pewna, kto tak właściwie tutaj zawinił.
    – Ja? Wystudiowanym ruchem odgarnęła z czoła niesforny kosmyk i zaśmiała się, bardzo pilnując, by zachować w miarę naturalną pozycję i wyraz twarzy. Machnęła przy tym ręką, udając rozbawioną. – No co ty? Przecież powiedziałabym ci – dodała, starając się, by głos jej nie zadrżał. Odetchnęła z ulgą, gdy dobrnęła do końca zdania; w duchu cieszyła się, że nie walnęła żadnej gafy. Brat od razu zorientowałby się, że coś jest nie w porządku, a tego przecież nie chciała; miał wystarczająco dużo własnych problemów, przed którymi musiała go ochronić.
    – Tak... Wiem – odparła, dużo mniej pewnie, opuszczając wzrok. To nie tak, że nie miała ochoty przebywać z rodziną. Sama nie wiedziała, jak do końca powinna odbierać ich zachowanie – poważny ton, surowy wyraz twarzy, niechęć do wszelakich mugolskich środków. A ona przecież potrzebowała ich, żeby przeżyć; poniekąd więc czuła się, jakby życzyli jej śmierci, niżeli babrania się leczeniem w świecie niemagów. Zerknęła spod długich rzęs na brata i uśmiechnęła się lekko. – Na pewno jak zwykle będą z ciebie dumni.
    Nie była zazdrosna. To nie leżało w jej naturze, przeciwnie: bardzo cieszyło ją powodzenie Ericka w gronie rodzinnym. Z całego serca życzyła mu powodzenia, współczuła, gdy było trzeba i pocieszała, kiedy wymagała tego sytuacja. Po prostu – była, i w skrytości ducha liczyła, że to wystarczy. Zastanawiało ją czasem, czy potrzebuje jej równie mocno, jak ona potrzebowała jego. Bo, mimo troski, odnosiła wrażenie, iż jest na nią o coś zły. Posłała chłopakowi zagadkowe spojrzenie.
    – A ty co taki poważny, hę? Rozchmurz się, są święta... prawie – dodała, przeczesując palcami płowe włosy. – Prezenty, mnóstwo jedzenia i te, jak im tam... Wybuchowe cukierki – zaśmiała się na wspomnienie świąt z dzieciństwa, kiedy to, razem z siostrą ciągnęły za oba końce niespodzianki, a potem kłóciły się o ową zabawkę. Kłótnie leżały w ich naturze od narodzin – niemniej wskoczyłyby za sobą w ogień, gdyby zaszła taka potrzeba, nawet jeśli ich wzajemnie relacje w okresie dorastania wcale na to nie wskazywały. Dla Ericka każda z nich zrobiłaby to samo; byli po prostu bardzo zżytym rodzeństwem.
    Holly wydawało się przez chwilę, że dostrzega w oczach brata cień żalu, a może i zawodu, jak gdyby przyłapał ją na otwartym kłamstwie i nie potrafił tego zaakceptować. Zawsze była jego małą siostrzyczką, którą trzeba się zaopiekować, bo sama sobie nie poradzi, chociaż dzielił ich zaledwie rok różnicy – ona wciąż wyglądała jak dziecko, kiedy pozostałej dwójce udało się dorosnąć. Ścisnęła palcami nasadę nosa, mając nadzieję, że krwotok nie postanowi zaskoczyć jej w tym niesprzyjającym momencie. Czuła narastający ból głowy, ale trzymała się dzielnie, wciąż malując uśmiech na ustach, byleby tylko Erick nie musiał się o nią martwić.
    Nigdy, nawet jako całkiem małe dziecko, nie lubiła użalania się nad sobą, zwłaszcza, gdy czynili to ludzie zupełnie jej obcy – dziewczynka z łysą główką nieodmiennie przyciągała spojrzenia przypadkowych przechodniów. Szybko nauczyła się, że wystarczy wówczas przesłać takiej osobie promyk radości i pozdrowić dźwięcznym „Dzień dobry!”; wówczas garstka z nich zmywała się, gdzie pieprz rośnie, a reszta przystawała, z fascynacją prowadząc interesującą konwersację z tą dziwną istotką o rysach elfa. Teraz także współczucie, owa odrzucająca litość nieustannie szarpały jej nerwy; nie miała najmniejszej ochoty, by ktokolwiek składał jej jakiekolwiek wyrazy żalu, jak gdyby została już przez nich pogrzebana.

    Siostra

    OdpowiedzUsuń
  14. [To super! Może daj mi znać jakie masz wolne ewentualne powiązania u obu swoich panów i spróbujemy jakoś to ogarnąć i połączyć z moimi. Nie chciałabym się pchać z ubłoconymi buciorkami w coś, co już ewentualnie masz. Z mojej strony mogę tylko powiedzieć, że Bellamy ma zupełnie czystą kartę i przyjmę cokolwiek byś chciała! :)]

    Bellamy/Louis

    OdpowiedzUsuń
  15. [Widzę Trixie w roli irytującej go koleżanki, którą mimo wszystko lubi. :D Chyba, że wolisz jakiś wątek u drugiego pana.

    PS Nie znoszę wytykać błędów, ale póki, nie puki. :c]

    Trixie Edgecombe

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dziękuję bardzo. :D
    Eff to taka spokojna duszyczka, raczej stara się być dobrym człowiekiem i to nie jej wina, że czasem nie wychodzi... Może któregoś razu Elphaba zrobiła coś, co nie spodobało się Erickowi? Bo ja wiem, potrąciła go, oblała sokiem, wypadła jej kanapka i upadła wprost na jego buty? On mógłby się wściec i na nią nawrzeszczeć, jakiś nauczyciel by to usłyszał i wlepił mu punkty ujemne, za co Erick obarczyłby winą Effy, która potem starałaby się go przeprosić?]

    Effy DeVarden

    OdpowiedzUsuń
  17. [Nie lepiej, bo perspektywa w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia akurat. (:]

    Effy DeVarden

    OdpowiedzUsuń
  18. [Jasne, też dobry pomysł!]

    Quidditch. Mała pasja Yoshi, która pozostała jej nawet po wyprowadzeniu się z Japonii. Z radością wstawała na każde treningi, zazwyczaj gotowa czekając na kapitana już w Pokoju Wspólnym. Małą grupką przechodzili przez kawałek Hogwartu na błonia szkolne, by już kilkanaście minut później przygotowywać się na boisku.
    Ten dzień nie różnił się znacząco od poprzednich, może z wyjątkiem zachowania Artaira w stosunku do dziewczyny. Ta jednak zdążył to kilkukrotnie podsumować zirytowanym westchnięciem, kiedy po próbie rozpoczęcia dialogu z kapitanem kończyło się jej ucięciem. Z tej racji Toyotomi zabrała się za rozgrzewanie, kręcąc nerwowo kolejnymi częściami ciała.
    Po kilku minutach od rozpoczęcia treningu w oddali majaczyła się ciemna postać, która pospiesznie zmierzała w kierunku reszty drużyny. Yoshi prostując kręgosłup spojrzała w swoje prawo, uśmiechając się złośliwie pod nosem.
    – Idzie nasza śpiąca królewna – mruknęła czarnowłosa, zwracając tym uwagę kilku współzawodników. Zwróciła uwagę także i kapitana, który zdążył tylko wywarczeć jej imię w formie upomnienia. Yoshi jedynie wzruszyła ramionami, wracając do dalszej rozgrzewki. Jednak kiedy rozpoczęła się rozmowa między dwoma nastolatkami, oparła się łokciem o przywołaną uprzednio miotłę. Jej złośliwy i nonszalancki uśmiech poszerzał się z każdym momentem, aż nie wytrzymując zaśmiała się na głos.
    – Yoshi, Erick na ławkę.
    – Ale Art… – jęknęła dziewczyna, kiedy kapitan przechodził tuż przed nią. Ten jednak zdawał się ją zupełnie ignorować, najwyraźniej wciąż zły za podkradnięcie mu ostatniego dyniowego pasztecika na kolacji wcześniejszego dnia. Azjatka wydała z siebie tylko dźwięk irytacji, ze złością kierując się na ławkę, na której siedział już Erick.
    – Jakbyś chociaż raz potrafił wyrobić się na czas… – rzekła dziwnie spokojnie, dopiero po chwili przekręcając spojrzenie w jego stronę. – Jednak jak widać, nie tylko trzymanie języka za zębami cię przerasta – wypowiedziała z uśmiechem, który już chwilę później zbladł. Przeniosła wzrok na kapitana drużyny, w myślach zaczynając na niego kląć. Doskonale wiedział, że oboje się nie dogadują, a ona robił jej coś takiego! Erick denerwował ją dokładnie wszystkich. Nawet dźwięk oddychania, który dolatywał do jej uszu powodował, że krew w jej żyła powoli zaczynała wrzeć. Wszystko przez taką błahostkę, iż najzwyczajniej w świecie jej się podobał. Uznawała to jednak za swoją słabość, a chcąc wyjść z tego silniejszą była dla niego znacznie bardziej nieprzyjemna, niż dla innych. On jednak nie pozostawał jej dłużny, odbijając piłeczkę za każdym razem, kiedy ona to robiła. – Ale nie martw się, jeszcze bardziej nie chce tu z tobą siedzieć, niż ty ze mną. Twoje towarzystwo jest wciąż gorsze od dementora, albo chociażby tentakuli. Przynajmniej by milczeli.

    niezmiernie urocza Yoshi

    OdpowiedzUsuń
  19. Yoshi słysząc swoje imię i nazwisko spojrzała na towarzysza obok. Podniosła brew, nie mając pojęcia o czym chłopak stara się jej powiedzieć. Z tego względu pokręciła lekko głową, próbując odrobinę przedrzeźniać Ericka. Jednak jego uśmiech wcale nie sugerował dla dziewczyny niczego dobrego i gdy tylko usłyszała kolejne słowo, przyznała sobie punkt za spostrzegawczość.
    Co ona w nim wciąż widziała? Toyotomi nie miała pojęcia.
    Ignorując jego słowa spojrzała gdzieś w bok z niesmakiem w oczach, które chwile później przymknęła. Musiała uspokoić się po tym, co usłyszała, ponieważ ten temat wciąż był dla niej trudny. Mało kto wiedział, skąd pojawiła się w Hogwarcie dopiero dwa lata temu i tak Yoshi próbowała tego nie zmieniać. Nabrała kilka razy głęboko powietrza, długo wypuszczając je z płuc. To wszystko tylko po to, by się uspokoić i nie wybuchnąć niepotrzebnie złością. Nie chciała powiedzieć o kilka słów za dużo o swojej historii, która dla Azjatki nie była zbyt łatwa. W końcu jeszcze kilka lat temu nie była tak opryskliwa i zawzięta jak dzisiaj. Była dokładnie odwrotnością dzisiejszej siebie, chociaż obojętność i złośliwość jest po prostu jej tarczą obronną. Tarczą obronną przed tym, co już ją raz spotkało i oby nigdy więcej.
    Czarnowłosa zacisnęła w pięść prawą dłoń, by po kilku chwilach ją delikatnie wyprostować. Powtórzyła tę czynność raz jeszcze i dopiero wtedy otworzyła ponownie swoje powieki, przemieszczając swój wzrok na resztę drużyny.
    Nie jest tego wart, Yoshi. Nie jest wart tych nerwów. Spokojnie. – dziewczyna powtarzała sobie w myślach, co nawet po dłuższym czasie jej się udało.
    Nie była zła o to, co mówił. Ani trochę. Przecież nie wiedział co dokładnie działo się w jej życiu, ani co w jakimś tak stopniu do niego czuje. Przez to nawet się nie obruszyła, ani nawet nie zaczerwieniła. Nawet jej najlepsza przyjaciółka nie miała pojęcia o tym, że Erick Wilkes był małą słabością Toyotomi. Nikt nie miał prawa o tym wiedzieć, a nawet nie było takiej możliwości. Japonka była świetna w ukrywaniu swoich prawdziwych uczuć, dlatego też zaczepki Ślizgona nie wywarły na niej większego wrażenia.
    Milczała. Lubiła ciszę. Wydawała się dla niej często zbawienna. Można było wsłuchać się w wiele więcej dźwięków, które przecież zewsząd dochodziły do ucha. Szczególnie na świeżym powietrzu w sobotni poranek. Spokój, cisza i chłodny powiew wiatru od strony Zakazanego Lasu. Niestety to wszystko musiał przerwać głos Ericka, dlatego też Yoshi przekręciła oczami, wzdychając niecierpliwie.
    – Robię coś, czego ty do tej pory chyba się nie nauczyłeś. Czasami warto przemilczeć pewne sprawy – mówiła spokojnie, nie dając mu tej satysfakcji, której pragnął. Wiedziała bowiem, że lubił gdy ta się złościła. Ona również w nim to uwielbiała. – Szczególnie, gdy słyszy się takie fantazje, jak twoje.
    Nie spojrzała na niego. Wciąż wpatrzona w poruszające się postacie, próbowała odrobinę skupić się na kolejnych poczynaniach kapitana drużyny. Jednak Erick sprawiał, że stawała się rozkojarzona, a większość swojej uwagi Yoshi oddawała złości tlącej się specjalnie dla niego.
    – Czemu na mnie patrzysz? – zapytała, zaraz potem odkręcając głowę w jego stronę. Lekko zmarszczyła brwi, nie wiedząc co takiego robi jej towarzysz. Od dłuższego czasu czuła na sobie jego spojrzenie, co powodowało te dziwne ciarki na karku i mało komfortowe uczucie obserwowania. Po chwili jednak złagodniała, delikatnie zmieniając usta w szyderczy uśmieszek. – A może to ty wyobrażasz sobie za dużo, co Erick? Pewnie nawet o mnie śnisz – powtórzyła jego własne słowa, uśmiechając się coraz pewniej. Wiedziała, że tak nie było, ale co jej szkodziło pobawić się jego własną bronią. – To przykre, że tylko w snach możesz pozwolić sobie na tę nadzieję bycia dobrym kochankiem – mówiła wydymając odrobinę usta w dół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Wychodzi na to, że w świecie realnym nie ma na co liczyć. Pewnie te biedny dziewczyny w twoim własnym łóżku muszą być za każdym razem mocno rozczarowane, skoro zostają im tylko sny. Tragiczne – dziewczyna wyszeptała ostatnie słowo, delikatnie trącając ramię Wilkesa pałką, którą grała na boisku.
      Czasami Yoshi zastanawiała się nad tym, co by było, gdyby w drużynie zabrakło Ericka. Na pewno byłoby o wiele spokojniej, ale z drugiej strony nie miałaby w sobie tyle determinacji by pokazać, że jest lepsza, od tego gbura uganiającego się za zniczem. Miała wrażenie, że byłoby zbyt nudno, a przede wszystkim, że coś ważnego zniknęłoby z jej codziennego dnia. W końcu dzień bez obrazy Ericka, był dniem straconym. Wychodziło więc na to, że potrzebowała go, by jakoś normalnie funkcjonować.

      Yoshi

      Usuń
  20. [Skoro wysuwasz na wstępie delikatny motyw skierowany do Dasha, to czemu miałybyśmy tego nie wykorzystać? Widzę szansę na rozwój dwóch relacji, choć na pewno niełatwych i uzależnionych od tego jak elastyczna jest twoja postać. Preferuję jednak ustalenia na mailu, więc jeśli podrzucisz mi do siebie kontakt albo podeślesz mi wiadomość, to podzielę się niezwłocznie najpóźniej do jutra tym co chodzi mi po głowie.]

    Dashiell Chevalier

    OdpowiedzUsuń