10 czerwca 2017

Myślałem nad jakimś cytatem życiowym, ale nie znalazłem żadnego... YOLO!



Philip
Mulciber

CZYSTA KREW ✟ VII ROK✟ SLYTHERIN ✟ KLUB POJEDYNKÓW ✟ KOMENTATOR✟ POTOMEK ŚMIERCIOŻERCÓW ✟ PATRONUS : LIS ✟ BOGIN: OLBRZYM ✟ ZAINTERESOWANIA: CZARNA MAGIA, QUIDDITCH, OPCM, ELIKSIRY, ZAKLĘCIA ✟ DZIKI BEZ, WŁOS SZYSZYMORY, SZTYWNA 12 CALI ✟ HETERYK MILFORD HAVEN, ANGLIA

*

Polały się łzy me czyste, rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski;
Polały się łzy me czyste, rzęsiste...”
- Adam Mickiewicz

*

Po jaką cholerę się rozwodzić nad tym jak i skąd w świecie pozbawionym już złych mocy biorą się tak zepsuci do szpiku kości ludzie. To naprawdę rzadko spotykane okazy, więc ich wrogów poprosimy o niepozbawianie ich całkowicie żywota - są jedyni w swoim rodzaju, unikatowi. Na chacie wciąż nie dzieje się za dobrze. Z pokolenia na pokolenie tłuczenie do łba o zarazie jaką jest bycie szlamą/charłakiem. Nawet po upadku Voldemorta (nie boję się tego imienia!). I nie, tego im nie przetłumaczysz. Tak już po prostu jest. Może lepiej będzie jak poznając Phiphi'ego po prostu nie przyznasz się do swojej krwi? Tak, tak będzie najlepiej. To co jeszcze? No gdzieś tam w jego głowie chodzi ta Czarna Magia. No, ale to nie tak, żeby zaraz miotać nią w uczniów. Po prostu knuje intrygi. Spiskuje przeciw Gryfonom. Jak prawdziwy rasowy Ślizgon. Manipulant straszny. Egoista, oj to na pewno. Zdarza się mu być miłym, ale przeważnie się za tym coś kryje. A wszystko robi po cichu. Tak, aby go zbytnio nie zauważono. Z zamiłowania zapalony fan Quidditcha. Umie to i owo, bezsprzecznie. Ale nie pcha się do drużyny, bo po co. Woli usiąść wygodnie i oglądać. Jego zajawka sportem nie nie idzie jednak na marne. Łączy on bycie fanem sportu czarodziejskiego z charakterkiem. Cięty język i riposty sprawiły, że usiadł on na miejscu komentatora. Jednak jego szlamofobia udziela się czasem, bo zdarza się, że podczas komentowania czymś oberwie jak się zagalopuje. Hej, no ale nie skreślajcie go tak. Ma wiele cech pozytywnych. Jakich? Pozwala innym uczniom zdobywać punkty dla innych domów. Jest leniem patentowanym, leserem. Woli się włóczyć po szkole i szpiegować intruzów. Jedynie eliksiry są jego mocną stroną i wyżej wspomniane zaklęcia. A to wszystko po to, aby mieć łatwy dostęp do informacji i umieć się bronić. Prawda jest taka, że aby go poznać trzeba go... poznać. Bowiem, nie byłby sobą, gdyby był kimś innym. A kto umarł, ten nie żyje. Kuniec.


*

Od cnót gryfonów,
kretynizmu puchonów
 i własnej wiedzy o wszechwiedzy
chroń nas Slytherinie


*

CIEK⚠WOSTKI
✎zamiast sów pocztowych jego rodzina ulubiła sobie kruki w celach ochrony danych
✎jako jedyny ze swojej rodziny jest w stanie wyczarować patronusa
✎ panicznie boi się olbrzymów
✎ jest jedynakiem
✎egoizm ponad wszystko
✎socjopata z krwi i kości : brak sumienia i odpowiedzialności wobec innych, brak wstydu, poczucia winy i skruchy, brak zdolności do głębokiej troski o drugiego człowieka
✎urodzony 15 października 2006 roku
✎typ filozofa - często duma i zdaje się być nieobecny
_________________________________________
Witam wszystkich ;] i zapraszam na wąteczek co piąteczek
OSTRZEGAM - jako autor : nie piszę dużo i nie skupiam się na opisie stanu emocjonalnego - wolę pisać zwięźle i skupiać się na akcji, więc niech Was nie rozczaruje (pewnie tak będzie :D) moja króciutenieńka odpiska
Ten krzywy ryj to Evan Peters
GG:5156582

18 komentarzy:

  1. [A więc witam. To co im szykujemy?]

    Sirius Holliday

    OdpowiedzUsuń
  2. ( To co powiesz na to.... żeby porzucać w siebie żarciem w Wielkiej Sali? Nie no. Żarty żartami, ale ja i Lucie chętnie piszemy się na jakiś wąteczek jak tylko się już pojawimy c: Może być coś normalniejszego, może być coś mniej. )
    Lucie Miller

    OdpowiedzUsuń
  3. [ To ja też przyjdę się przywitać! Lubię takie postaci, mają coś w sobie. Z ogromną chęcią zaproponuję wątek, sądzę, że najłatwiej byłoby nam stworzyć coś z Bellamy'm, ale a nuż widelec stwierdzisz, że któryś z moich panów bardziej Ci odpowiada! (Oczywiście pod warunkiem, że nie masz nic przeciwko męsko-męskim.) Także życzę wytrwałości i ogromu weny!]

    Bellamy Sangster/Louis Weasley/Tristan Jensen

    OdpowiedzUsuń
  4. [Mam tendencję, to robienia Bellamy'emu pod górkę, a jestem pewna, że Mulciber jest wręcz idealny, aby zaleźć Sangsterowi pod skórę i sądzę, że vice versa! Nie mam jeszcze konkretnego pomysłu, ale jestem pewna, że będzie ciekawie! Potrzebuję jedynie jakiejś zaczepki.
    Postaram się posiedzieć nad tym i jeszcze dziś/jutro podesłać Ci rozpisane propozycje, okay? :)]

    Sangster

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nie no spoko, tylko żeby ten wątek nam się jakoś szybko nie skończył. Proponuję ogarnąć jeszcze jakąś relację, bo nie wiem, jak blisko ze sobą mają być nasze postaci, a to dość istotna kwestia. xD]

    Sirius Holliday

    OdpowiedzUsuń
  6. [Lubię Mulciberów. Taki mam do nich sentyment, że jak coś konkretnego masz w głowie, to dam Ci wszystko. Także jak coś zapraszam, a od siebie życzę powodzenia i udanych wątków na blogu!]

    Daniel Macnair // Clint Diggory // Toyotomi Yoshi // Lenard Cortez

    OdpowiedzUsuń
  7. [Uchu, czytając kartę doszłam do wniosku, że Barbara mogła już oberwać na meczu (albo po) kilkoma chamskimi uwagami że względu na jej pochodzenie. Cześć! Witam cieplutko pana ślizgona na blogu. I choć panna Bond może być do niego trochę mniej przychylnie nastawiona to i tak zapraszam na wątek.]

    Bond. Barbara Bond.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Już widzę, jak Barb ładuje się z rana do stolika ślizgonów i próbuje karmić Philipa tostami z dżemem, bo przecież bez rąk sobie biedaczek nie poradzi. Podoba mi się! Zacznę nam to jakoś na dniach, ustalmy tylko czy to był trening/mecz/Philip po prostu sobie ćwiczył i Bond się przyplątała, jak to ona ma w zwyczaju.]

    Bond. Barbara Bond.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mówi się, że świat jest podzielony na dwie grupy - na tych co lubią koty i na tych co lubią psy. Miller w sumie nie należała ani do jednych ani do drugich: ona po prostu lubiła wszystkie żywe stworzenia, jeśli tylko dało się z nimi pobawić, albo do nich przytulić. Jednak odkąd wzięła sobie pod opiekę Paula, zaczynała szczerze współczuć tej części ludzkości, która uważała się za kotoluby... Kiedy już drugą godzinę śmigała w tą i z powrotem po różnych zakątkach zamku, próbując odnaleźć swoją burą pociechę, która od dwóch dni nie pojawiła się w dormitorium, a kota dalej nie było nigdzie widać Lucie traciła powoli nadzieję.

    Dziewczyna westchnęła ciężko i zatrzymała się na chwilę by zebrać myśli. Stała sobie na korytarzu piwnicy zamku i zastanawiała się czy to już ten moment, kiedy powinna udać się z powrotem do swego pokoju czy zrobić jeszcze jedną rundkę dookoła Hogwartu. I wtedy ją olśniło.... Dosłownie naprzeciwko niej była mała dziura w ścianie prowadząca (jak mogła się domyślić) do kuchni. Dziura ta może była za mała, żeby zmieścił się w niej skrzat, ale mysz czy... kot? Idealna. Żeby jednak mieć pewność, że ta dedukcja jest dobra i jej mały pupil faktycznie mógł spędzić ostatnie dwa dni w kuchni zajadając się szynką dziewczyna postanowiła sprawdzić ową dziurę w ścianie starą dobrą metodą. Po chwili zanurkowała ku ziemi by wsadzić rękę do otworu i zmierzyć w ten sposób jego wielkość, nie zdając sobie tym samym sprawy z tego, że może tworzyć poważne zagrożenie dla kogoś kto szedłby akurat średnio oświetlonym korytarzem....

    Lucie Miller

    OdpowiedzUsuń
  10. [No i jest pięknie, Barb pewnie jakoś go ogarnie, zostanie na meczu do końca i tuż po ostatnim gwizdku poleci sprawdzić co z poszkodowanym. Będzie chyba nawet logiczniej, jeśli ty zaczniesz.]

    Bond. Barbara Bond.

    OdpowiedzUsuń
  11. Barbara siedziała na blacie stołu w sali medycznej i machała nogami. Tuż obok, zakopany w górę sterylnie białej pościeli leżał Philip Mulciber. Razem z pielęgniarką odstawiły go tutaj dwa dni temu z połamanymi rękami. Dziewczyna skrzywiła się i rozmasowała ramię. Tak, pamiętała to dokładnie. Przedzieranie się przez tłum wrzeszczących i rozpychających się łokciami ślizgonów nie należy do najprzyjemniejszych przeżyć. Westchnęła, rozglądając się dookoła. Czuła się tutaj nieswojo. Zwykle nie zapuszczała się do Skrzydła Szpitalnego. To znaczy tak, pojawiała się tam często, ale tylko i wyłącznie z konieczności. To było królestwo pielęgniarek i dziewczyna wolała utrzymywać z nimi dobre relacje, a co za tym idzie - nie wchodzić im w drogę. Tym razem miała jednak do tego pełne prawo - nikt nie śmiał zignorować polecenia dyrektora, który poprosił pannę Bond o tymczasowe bliższe przyjrzenie się rannemu ślizgonowi i ewentualną pomoc w codziennych czynnościach. Blondynka kojarzyła go z widzenia - był komentatorem Quidditcha już jakiś czas - i nie łudziła się, że chłopak będzie zadowolony z jej towarzystwa. Przez ostatnie dni zdążyła dowiedzieć, że Philip Mulciber jest rasowym wychowankiem domu Slytherina. Zresztą, nawet pomijając wrodzoną szlamofobię - Philip był facetem. Barbara była pewna, że sam ten fakt wystarczy, żeby zamienić kilka jej kolejnych dni w piekło. Przeraźliwy krzyk wyrwał ją z rozmyślań. Cóż, pewnie przeszkodził też wielkiej kałamarnicy na dnie hogwarckiego jeziora i mieszkańcom co najmniej jedenego regionu Irlandii. Bond skrzywiła się i potarła ucho.
    - Nie wydzieraj się tak - mruknęła zeskakując ze stołu i szukając czegoś w otwartej szufladzie. - I połknij to, zaraz przyniosę Ci wodę.

    Bond. Barbara Bond.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nagle poczuła bolesny impuls w łydce, który w pierwszej chwili skojarzył jej się z uderzeniem tłuczkiem. Dopiero po chwili skojarzyła uczucie z kopnięciem a jeszcze chwilę później dotarło do panny Miller co tu się właśnie stało. Poderwała się z podłogi nieopatrznie stając na nodze, o którą przed chwilą potknął się Philip i syknęła z bólu. Siniaka nie będzie, ale co za debil chodzi o tej porze roku w tak ciężkich butach?
    Mamrocąc pod nosem nieudolne przeprosiny już miała wyciągać pomocną dłoń do jegomościa, którego zapoznała bliżej z podłogą kiedy to usłyszała znajomy głos. Jej dłoń zatrzymała się w połowie drogi w stronę Mulcibera a na twarzy dziewczyny pojawił się grymas. Czy to musiał być on? Ze wszystkich uczniów i profesorów a nawet skrzatów musiał się potknąć o jej nogi akurat Philip? Chociaż raz los mógł uśmiechnąć się do nie niej i nie wiem... Zesłać jej jakiegoś długowłosego, opalonego punka a nie oślizgłego Mulcibera i jego zadufany głosik.
    Miller zmrużyła oczy, kiedy uderzyło w nią światło bijące z różdżki Ślizgona, po czym dość wymownie rozejrzała się po okolicy. W pewnym sensie byli na neutralnym gruncie - połowę drogi od dormitorium ich "rodzinnych" domów.
    - Mówią, że jesteś całkiem bystry mój Ty prawie-braciszku, a jednak przy mnie nigdy nie masz odwagi się tym pochwalić... Chyba, że o czymś nie wiem i od wczoraj kuchnia przeszła na własność Domu Węża.-Mruknęła przymilnie. Zauważyła jakiś cień na twarzy chłopaka i to jak zerknął w okół siebie. - Ja knuć? Gdzie tam... Ja tylko szłam sobie grzecznie napić się gorącej czekolady, nagle zobaczyłam, że mam rozwiązaną sznurówkę i następna rzecz jaką wiem Ty wywijasz pięknego orła lądując u mych stóp. Tyle razy już Ci mówiłam, że nie masz co klękać a Ty dalej swoje.
    Zadowolona z tego jak pięknie odparowała cios Ślizgona Miller uśmiechnęła się szeroko. Tym razem to ona wyjdzie zwycięsko ze starcia z Mulciberem. Odkąd pamiętała Mulciberowie brali sobie za punkt honoru wymyślanie jej rodzinie ze względu na matkę, która porzuciła czystość krwi, dobre imię i cały cyrk związany z Voldemortem i postanowiła żyć u boku mugola... Dopiero będąc już uczennicą Hogwartu dowiedziała się o tym, że jej mama oraz tata Philipa w czasach swej młodości... No, lepiej nie wnikać jak głęboko sięgała ta relacja. Jak dla Lucie za głęboko i dlatego spotkania z "mógł-być-mi-bratem" Philipem Mulciberem wywoływały u niej dziwne sensacje w okolicy żołądka, porównywalne do tych które czuła myśląc o galaretkach.
    Lucie nienawidziła galaretek.

    Lucie Miller

    OdpowiedzUsuń
  13. [Cześć, witam się dopiero teraz z lekkim opóźnieniem, ale życie próbuje mi udowodnić, że nie na wszystko jestem ostatnio zorganizować sobie czas ;) raz jeszcze cześć, witam! Zastanawiam się czy Phil i Artair będą w stanie się dogadać, czy może jednak nie... ;) w każdym razie, gdyby było Ci jeszcze mało wątków, to zapraszam do któregoś z moich panów ;)]

    ARTAIR I MINHYE

    OdpowiedzUsuń
  14. [Wiadomo, ślizgoni najlepsi! A powiązania chętnie przyjmę. Myślę, że towarzystwo Philipa mogłoby mieć bardzo zły wpływ na moją panienkę ;)]

    Charlotte Everglate

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jakby nie patrzeć – strach przed olbrzymami jest całkowicie uzasadniony i ja się tam Philipowi nie dziwię… Czeeeść koleżanko z bloga z najlepszym nickiem na świecie. : D Oprócz tego, masz też olbrzymi plusik za wizerunek Evana w karcie, jak i samą jej treść – krótka i „zwięzłowata”, a do tego ironiczna i Pasikowski, także jestem całkowicie oczarowana. Zostań więc na HK na długo i koniecznie baw się dobrze! ;]

    pielęgniarka VERA THORNE & hotelarz OLGIERD ERETEIN

    OdpowiedzUsuń
  16. W reakcji na pierwsze słowa chłopaka Barbara przewróciła oczami, a następnie lekko dźgnęła go palcem wskazującym w jedną z zabandażowanych rąk, czekając na jego reakcję. Jeszcze czego - Wielki Pan Ślizgon nie będzie brał lekarstw. Dziewczyna chętnie trzepnęłaby go po tym pustym łbie, gdyby nie kręcąca się gdzieś przy krańcu jej pola widzenia piguła, która najprawdopodobniej nie poparłaby nietypowych metod wychowawczych panny Bond.
    - To - zaczęła zupełnie poważnym tonem blondynka - to jest tabletka zawierająca 250 mg cyjanku potasu, która dzięki zablokowaniu procesu oddychania na poziomie komórkowym poprzez nieodwracalną inhibicję oksydazy cytochromowej sprawi, że będę miała z Tobą spokój.
    Rzuciła chłopakowi przeciągłe spojrzenie, a po chwili puściła mu oczko. Pewna całkiem spora, dziecięco naiwna cząstka jej serca ciągle wierzyła w to, że uda jej się nawiązać przynajmniej przyzwoitą relację z Philipem. Lekko straciła rezon wraz z jego kolejnymi słowami. No tak. Chyba o czymś zapomniała. Nie zwracając uwagi na ślizgona w ciszy ruszyła do szafki oddalonej o kilka metrów i zupełnie bez skrępowania obecnością stojącej tam uzdrowicielki wyciągnęła butelkę wody i plastikowy kubek.
    - Otwórz buzię, leci samolocik - rzuciła głośno do Philipa, wracając.
    Kilkukrotnie pomachała na boki tabletką, udając podniebną maszynę, a na jej twarzy zagościł szczery uśmiech z prawie niewyczuwalną domieszką sarkazmu i rozbawienia. To była typowo mugolska odzywka, ale Barbara nawet nie zakodowała tego faktu. Przybliżyła się do blatu stolika nocnego ustawionego koło łóżka, chwilowo ignorując pacjenta oraz uwagę reszty osób obecnych w Skrzydle Szpitalnym, jaką zwróciła na siebie dosyć tubalną wypowiedzią. Odkręciła butelkę, a następnie przelała część wody do naczynia. Po raz kolejny odwróciła się w stronę ślizgona, w jednej dłoni dzierżąc plastikowy kubek, a w drugiej dużą, niebieską tabletkę. Jedziemy z tym koksem.

    Bond. Barbara Bond.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Oho, to wybacz mi więc kolego! Jestem co prawda „piratem w internetach” a nie „piratem internetowym”, ale to nic – jedno nie wyklucza drugiego. : D Natomiast jeśli chodzi o wątek, to w głowie mam jakieś straszne sztampy w Skrzydle Szpitalnym: wiesz, na zasadzie, że Philip dostaje po głowie w czasie jakiegoś pojedynku (lub komuś daje po głowie) i… i w sumie dalej to nie wiem. ;c]

    VERA

    OdpowiedzUsuń
  18. [Mieliśmy mieć wątek Philip - Bell, ale sądzę, że Audrey lepiej się tu nada! Miałam podesłać maila z pomysłami, niestety wypadło mi sporo istotnych rzeczy i nie miałam nawet kiedy usiąść przed komputerem. Jeśli nadal masz ochotę na wątek z moją nieco naiwną Audrey - zapraszam!]

    Audrey Callahan

    OdpowiedzUsuń