9 czerwca 2017

Nie chcę cię częstować śmiercią, życie piękniejsze jest niż śmierć. Każdą swoją żywą częścią wybieram życie.

Barbara B A R B A R O S S A Bond

▪ 14 października 2007, Dover ▪ VI rok ▪ Hufflepuff ▪
▪ mugolak ▪ 11 cali, cyprys, pancerz kikimory, giętka ▪
▪ patronusem szczygieł ▪ boginem zmarły braciszek, okazjonalnie miotła ▪
▪ koło zielarskie ▪ klub eliksirów ▪ Formaldehyde & Methamidophos & Aflatoxin

Pod koniec marca ubiegłego roku na oficjalnym, opatrzonym podpisem dyrektora spisie członków drużyn quidditcha ktoś nabazgrał czerwonym flamastrem funkcję piguły i towarzyszące jej nazwisko Bond. I choć sama zainteresowana skwitowała tę sytuację jedynie cichym chichotem i wzruszeniem ramion, to wprawne oko mogłoby dostrzec, że przez kolejny miesiąc w jej zielonych oczach lśniły iskierki dumy. W gruncie rzeczy, należało jej się. Mimo że nie gra w reprezentacji Puchonów - ba, na miotle nikt nigdy jej nie widział i prawdopodobnie nie zobaczy - to na boisku spędza więcej czasu niż niejeden zawodnik. Nie przejmuje się porą roku czy dnia, ani pogodą; nie zważa na to, czy chodzi o międzyszkolne rozgrywki, czy rutynowy trening Gryfonów - ona zawsze siedzi na trawie przy bocznej linii i przerzucając spojrzenie z zawodników na podręcznik (i z powrotem) zakuwa historię magii; modląc się, żeby dzisiejszego dnia liczba złamanych nadgarstków nie przekroczyła trzech. Na co dzień dziewczyna przypomina roztrzepaną kuleczkę szczęścia - nieuchwytną, choć jak najbardziej zauważalną; szczególnie, gdy potykając się o różnokolorowe i zwyczajowo rozwiązane sznurowadła pędzi w kierunku klasy transmutacji. Krzywo zapięta szata i burza jasnych włosów powiewają dookoła niej, gdy usilnie stara się nie spóźnić na lekcje i nie zaleźć psorowi za skórę bardziej niż to konieczne. Bywa emocjonalna, chyba nawet nieco przesadnie. Buzujące hormony każą jej trwać w stałym i niezmiennym zauroczeniu - niestety, co miesiąc innym chłopcem. Zawsze uśmiechnięta, z dumą nazywa siebie samą optymistką w granicach rozsądku. Rozsądek ten znika zazwyczaj szybko, jeżeli tylko na podwieczorek jest ciasto czekoladowe. No bo, czy życie może być złe, kiedy masz na wyłączność kawałek placka z różową polewą i posypką w kształcie śnieżynek? Jednak kiedy tylko zachodzi potrzeba, dziewczyna zmienia się nie do poznania - zaciska usta w wąską linię, staje się poważna oraz czujna jak młoda łania; błyskawicznie przejmuje kontrolę nad sytuacją i śmiesznie kręcąc swoim małym noskiem nakazuje wszystkim odsunąć się oraz nie przeszkadzać, gdy będzie zajmować się rannym (zyskuje przy tym supermoce w rzucaniu zaklęć uzdrawiających godne kolejnego komiksowego bohatera). Pełno jej wszędzie i nigdy nigdzie jej nie ma; choć mógłbyś przysiąc, że jeszcze przed chwilą siedziała przy stole tuż obok ciebie, zajadając się pierogami ze szpinakiem. Jedno jest pewne - jeśli właśnie oberwałeś tłuczkiem w głowę, spadłeś z miotły i straciłeś przytomność, to gdy tylko się ockniesz zobaczysz nad sobą kłębiaste chmury wędrujące po błękitnym niebie i Barbarę Bond z różdżką w ręku, szczerzącą ząbki w uśmiechu.

▪▪▪▪▪

20 komentarzy:

  1. [Witamy ślicznie! Pani wyszła świetna i choć Albus raczej z Quidditchem ma mało wspólnego, to chętnie oberwałby tłuczkiem, gdyby miałaby go potem uleczyć. On też zamierza zostać uzdrowicielem, więc widzę tu szansę na wspólny wątek, jeśli będziesz chętna :) Tymczasem masy dobrej zabawy i owocnych wątków!
    Ps. Jej imię najpierw skojarzyło mi się z postacią ze Stranger Things <3, a przy pełnym miałam wątpliwości czy aby nie jest potomkinią pirata (Barbossy) :D]

    Albus Potter

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jakaż cudowna kuleczka! Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie miałam chwili by się porządnie nad kartą pochylić i okazało się, że warto było czekać, bo Barb cudownie mnie rozczuliła! Ciekawa koncepcja, przypisanie sobie funkcji piguły, podziwiam i szanuję! :) Ach, gdyby tak moja Annabel potrafiła się tak odnaleźć, no ale mam co stworzyłam i muszę z tym żyć. W każdym razie witamy serdecznie w naszym gronie i oczywiście zapraszamy do siebie! Może uda się tą moją Ann trochę rozruszać?]

    Annabel Lee/Ethel Covel

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam. Ja piszę bo panienka strasznie sympatyczna. Jeszcze mnie na blogu nie ma, ale w razie chęci zapraszam do siebie. I od razu przepraszam za zakrycie. :)]

    Sirius Holliday

    OdpowiedzUsuń
  4. ( A ja też piszę, choć mnie nie ma... Ale nie z przyczyn egoistycznych takich jak na przykład chęć szybszego pojawienia się, a głównie przez to, że zobaczenie pani Bond dość mocno pomogło mi się zdecydować, że moja stara dobra postać do grania na Hogwartach się tu odnajdzie... Bo będzie miał jej kto nastawiać barki, sklejać kości i zszywać brwi, bo moja Miller to Puchoński pałkarz. Tak więc po cichu liczę na jakieś powiązanie a i przy okazji jakiś pocieszny wątek jak tylko moje KP się pojawi C:
    I dzięki za przypomnienie o istnieniu takiego zespołu jak Pidżama! )

    OdpowiedzUsuń
  5. [Hej! Cudna jest ta panna ;) Wydaje mi się niezwykle urocza i gdyby zechciała kogoś poratować (chociaż ze ślizgońskiej drużyny), to się polecamy ;) Powodzenia i zapraszam do siebie!]

    Daniel Macnair // Clint Diggory // Toyotomi Yoshi // Lenard Cortez

    OdpowiedzUsuń
  6. [Może się zakochiwać, niemniej jednak bez wzajemności. Mój pan woli innych panów. xD]

    Sirius Holliday

    OdpowiedzUsuń
  7. [Mam na Ciebie pomysł :] Co powiesz na wąteczek w stylu, że Ślizgon się uszkadza (dostaje tłuczkiem) i zostanie jej przydzielony do odzyskania witalności? To by było zabawne. Dla bezpieczeństwa można by nawet zagipsować mu ręce ;p coby się nie miotał]

    Philip Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  8. [ O matko! To nazwisko... Ale milknę, nie o tym tu ;) Bo przecież to nie James, a Barbara, choć jak widzę ona również w jakiś sposób ratuje świat (a przynajmniej przed jęczącymi z powodu licznych stłuczeń zawodnikami quidditcha). Muszę przyznać (i robię to z radością), że karta jest prześwietna, bo uśmiechnęłam się przy czytaniu nie raz, nie dwa, począwszy od imion dla kaktusów, a skończywszy na wizji uśmiechu Barbary, którego jakoś głupio nie odwzajemnić. Wpadaj do Julki, jeśli chcesz, bo Olivia to się w tym przypadku do niczego nie nadaje, i może uda nam się coś fajnego wymyślić. Chociaż ostrzegam: ja i powiązania/wątki damsko-damskie to zło, ale jestem dobrej myśli ;) ]

    Julia | Olivia

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Na pewno dziewczyny się znają, bo dla Julii niemal codziennością są stłuczone nadgarstki, skręcone kostki, wybite palce i inne przykrości, które mogą się zdarzyć obrońcy, gdy ktoś za mocno rzuci kaflem, napatoczy się jakiś tłuczek albo walnie się w pętlę. Co do relacji to myślę o czymś zdecydowanie pozytywnym. Może nie taka super przyjaźń, przynajmniej nie ze strony Julii, ale dobrymi koleżankami mogą być, a Julka też chętnie wysłucha wszelkich żali na temat chłopców, co pewnie ostatecznie i tak będzie się kończyło jedną wielką głupawką i zagrożeniem szlabanem, bo śmianie się do rozpuku na Wieży Astronomicznej w nocy to jednak ryzyko. Ale nie ma takiego szlabanu, jakiego nie da się uniknąć pięknym, urzekającym uśmiechem ;) Dobra, rozgadałam się, a na konkrety pomysłu nie mam. Ratuj! ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  10. [W sumie to mogę nawet zacząć. Mój plan jest chytry. Dostałem tłuczkiem w ręce, które podniosłem podczas komentowania i trafiłem do skrzydła. So?]

    Philip Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  11. [Joł Blondi, jedziemy z koksem.]

    Mecz Puchoni vs Ślizgoni trwał w najlepsze. Nasz mały pyskacz ślizgoński starał się rozbawić publiczność. Co i rusz rzucał jakieś komentarze związane z zachowaniem i taktyką konkretnego gracza co mogło być dla danej osoby irytujące. Nie trudno było o stwierdzenie, że prócz mugolaków i zawodników Quidditcha był zwyczajnie lubiany. Czasem nawet rozśmieszał, ale dziś przesadził. Uwziął się na biednych puchonów a pałkarz nie został mu dłużny. Po skomentowaniu kiepskiej według niego taktyki zanim się obejrzał dostał tłuczkiem w obie ręce. Tak fartownie. Philip uwcześniej wychylając się zza barierki pondniósł się, aby bić brawa Ślizgonom za ich zdobyte punkty, a dosłownie chwilę później zgasło mu światło przed oczami i padł niczym słup na drewnianą posadzkę. Oczywiście refleks o udzieleniu pomocy poszkodowanemu uruchomił się wszystkim z dużym opóźnieniem. Zorientowany sędzia natychmiast przerwał mecz, a wokół nieprzytomnego chłopaka zebrało się stado Ślizgonów. Dwa dni minęły niepostrzeżenie, a on obudził się w Skrzydle Szpitalnym. Oczywiście świadom tego, że minęła dosłownie chwila (bo tak zakodował sobie jego umysł) przeciągnął się i ... zorietnował się, że nie czuje rąk. Obie kończyny zabolały go niemiłosiernie. Poczuł tak dotkliwy ból, że jego krzyk mógł usłyszeć nawet sam dyrektor.-Co tu się do cholery jasnej dzieje...-syknął przez zaciśnięte zęby. Ten tydzień zapowiada się obiecująco...


    Philip Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ah, jakież to smutne...]

    Pierwszy raz w jego karierze komentatora wydarzyła się taka tragedia. Przewidywał różne scenariusze, które się okazywały później prawdą. Przeważnie były to drobne psikusy od młodszych uczniów, albo rozmowy w 4 oczy z danymi osobami, które próbowały jakoś przekonać go do zaprzestania komentowania konkretnie ich osoby. Kiedy przestał się drzeć oczom jego ukazała się całkiem znajoma twarz. Ale bardziej z widzenia. Nigdy nie miał z nią "przyjemności" rozmawiać, bo przeważnie przemykała mu gdzieś tam w tle na korytarzu. Na chwilę go zamurowało. Zmarszczył brwi i próbował sobie przypomnieć z którego to blond dziewczę jest z domu. No tak! Puchoni. Podniósł prawą brew ku górze a na jego twarzy pojawiło się zniesmaczenie, kiedy tylko ujrzał tą dziwną tabletkę, którą miał rzekomo połknąć.-Ty tak na poważnie myślisz, że ja to wezmę?-pomimo dotkliwego bólu wymusił na prawym kąciku ust aby ten powędrował ku górze tworząc drwiącą minę w jej stronę. Znów jego spojrzenie powędrowało na ów tabletkę.-Co to w ogóle jest? I od kiedy zajmujesz się obłożnie chorymi?-miała o tyle farta, że on nic nie wiedział kompletnie o jej mugolskiej krwi. No i najlepiej, żeby to się tak szybko nie wydało. Zdał sobie po chwili sprawę, że to nie są żadne żarty, kiedy zorientował się, że tutejsza pielęgniarka minęła dziewczynę w ogóle nie zwracając na nią uwagi i podeszła do innego ucznia. Jeśli faktycznie przydzielono ją na opiekę to zaczął w myślach rozważać nad targnięciem się na życie, bowiem to był dla niego niesłychany cios. Ah ta męsko-ślizgońska duma. Oddawać się opiece jakiejkolwiek dziewczynie i do tego jeszcze z domu rywali. Nabrał powietrza i wypuścił je po chwili głośno, jakby uciekło z niego życie.-Wiesz... chętnie był połknął, ale jak widzisz... rąk nie posiadam.-uśmiechnął się cynicznie mrużąc przy tym oczy jak rasowy chińczyk.

    Philip Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  13. [Z lekkim opóźnieniem, ale przychodzę się przywitać. Mam nadzieję, że będziesz bawić się tu dobrze i długo. W razie potrzeby na wątki i znalezienia czasu i miejsca na jeszcze jeden, zapraszam do któregoś z moich panów ;)]

    ARTAIR I MINHYE

    OdpowiedzUsuń
  14. [Z ogromną chęcią. Avery jako kapitan swojej drużyny, zdecydowanie może się wkurzyć w pewnym momencie, a tym bardziej, że Barbara jest Puchonką, sam Artair będzie chciał jej jak najbardziej dopiec. Och! Biorę ten wątek i nawet zgłaszam się na tę stronę rozpoczynającą! :)]

    ARTAIR

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wygórowana ambicja nierzadko rodzi się pod złym wpływem, więc nic dziwnego, że Ślizgoni to zwykle osoby poszkodowane przez los.
    Nie wiem, czy tyle wystarczy na wątek, ale może będziesz miała coś ciekawego do dodania. W każdym razie mogłoby się zdarzyć, że Sebastian spacerowałby po błoniach z paskudną raną. Krew przesiąkałaby przez materiał lub prowizoryczny opatrunek, a samo skaleczenie źle by się goiło. Barbara ze swoim zacięciem do pomagania innym chciałaby je obejrzeć, ale słyszałaby same sprzeciwy, aż do momentu, w którym uświadomiłaby Sebastianowi, że mogło wdać się zakażenie, a to prowadzi do konsekwencji, przez co może mieć później problemy z chodzeniem czy rysowaniem, w zależności od umiejsowienia rany. To by go raczej przekonało, żeby Puchonka mogła rzucić okiem.]

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Dobra, to możemy coś takiego próbować. Tylko ostrzegam, że ja w tego tego typu wątkach jestem raczej krótkoodpisowcem. Chociaż zobaczymy ;D
    Czy byłoby to nadużycie, gdybym poprosiła Cię o zaczęcie? *błaga na kolanach* ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  17. [Raczej myślałem o ranie spowodowanej przez jakieś magiczne zwierzę. I wyglądałaby gorzej, i Sebastian miałby lepszy powód, żeby nie chcieć jej pokazać Barbarze. W końcu nabyć mógł ją tylko, łamiąc regulamin, a to można by łatwo wykorzystać przeciwko niemu.]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Ja też nie umiem w życie, co prawda kaktusy mi jeszcze nie umarły, ale storczyki są na dobrej drodze. Przychodzę z opóźnieniem, ale za to mam chyba całkiem śmieszny pomysł. Ponieważ Annabel właśnie jest w trakcie wychodzenia ze swojej strefy komfortu - mogła udać się do Hogsmeade by sprawdzić, czy nadal nie lubi słodyczy. Aby nie było zbyt kolorowo, ale wesoło, może dziewczęta staną obok siebie przed Miodowym Królestwem, a jakiś paskudny Gryfon zapnie im na nadgarstkach złośliwe kajdanki czy zawiąże inny magiczny sznurek, który rozwiązuje się dopiero po iluśtam godzinach. Dziewczyny będą na siebie totalnie skazane, ale może dzięki temu Ann zazna trochę życia, hm?]

    Annabel Lee

    OdpowiedzUsuń
  19. [Już lubię Barb! A na zdjęciu jeśli dobrze kojarzę masz Pyper America Smith :) Postać świetna i czuję że wyjdzie pomiędzy naszymi postaciami jakiś fajny wątek! Może omówimy wszystko na mailu albo gg?]
    Millie

    OdpowiedzUsuń
  20. [Barbara jest cuuuuuuuudna! Pokochałam ją już gdzieś w połowie czytania karty, taki z niej uroczy promyczek, którego by się chciało na zmianę albo tulić, albo wpychać w niego kolejne porcje czekoladowego ciasta. Aż żałuję, że z mojego Yeonghwana taki burak, bo bardzo chętnie pokierowałabym ich relację w tę przyjemną stronę, ale... Ale! Mimo iż mój pan do najweselszych ludzi nie należy, nie może sobie pozwolić na pokazanie tego szerszej publiczności. A gdyby tak Bond obrała sobie Seo za taki swój prywatny worek treningowy? Jemu zależy na dobrych relacjach z hogwarckim otoczeniem, a Twoja panna zaś wydaje się osobą, która utrzymuje kontakty ze wszystkimi i wszystkim, bo zwyczajnie ich lubi :D Ewentualnie możemy popchać ich w stronę jakiegoś wypadku, bo przecież Barbara ma tytuł piguły nie na marne.
    Nie przychodzi mi inna relacja do głowy, ale jeśli masz cokolwiek, co mogłybyśmy wykorzystać, pisz!]

    OdpowiedzUsuń