4 czerwca 2017

On every word you left unspoken



Vane Pollock
Znany odkrywca, podróżnik, poszukiwacz przygód, znawca historii wszelakiej. Już nie tak nowy profesor Historii Magii. Opiekun koła historycznego. Nigdy nie zdradza, który dom w Hogwarcie jest mu najbliższy. Niedoszły Auror, który zrezygnował w trakcie ostatniego roku szkolenia. Różdżka mierząca trzynaście i pół cala, palisander, pióro gryfa. Niezastąpiona i nad wyraz pomocna, gdy tylko ambicje wyniosą go na manowce. Niezarejestrowany animag – wrona antylska. Patronus i bogin – nieznane.

IF EVERYBODY GOTTA BE
EVERYTHING THEY WANNA BE...

Wszyscy, którzy pokładali nadzieje na to, że zniknięcie Binnsa i tymczasowe odwołanie zajęć oznacza tylko tyle, że martwy profesor się gdzieś zawieruszył, a potem wszystko wróci do normy — znacząco się przeliczył. Kiedy tydzień później do sali szybkim krokiem wszedł jakiś nieznany nikomu wysoki, jasnowłosy mężczyzna, a trzaśnięcie drzwi obudziło wszystkich przygotowujących się powoli do słodkiej drzemki — już wówczas wszystko wskazywało na to, że znane dotąd zasady odeszły w zapomnienie wraz z nawykami. Od tamtej pory Historia Magii miała stać się równie szanowanym przedmiotem jak Eliksiry czy Transmutacja. Profesor Pollock sprawdza bowiem wiedzę swoich podopiecznych w formie ustnych odpowiedzi, jak i pisemnych. Notorycznie zasypuje ich zagadkami do rozwiązania, ciekawostkami, których próżno, by szukać w podręcznikach oraz pracą domową od połowy aż do całej rolki pergaminu. Uśnięcie na jego zajęciach skutkuje zazwyczaj rzuceniem w delikwenta grubą księgą lub zdzielenie nią całkiem niepostrzeżenie takowego śmiałka po głowie. Ostatecznie decyduje się on również na zadanie karnej pracy domowej do wykonania za całą grupę i przedstawienia jej na forum w taki sposób, aby nikogo nie zanudzić. Mimo iż wydaje się wymagający, to okazuje się wyjątkowo otwarty na wszelkie pytania najróżniejszej treści, które niekoniecznie związane są z wykładanym przedmiotem, jak i znajomości z uczniami. Niektórym pomaga niekiedy w odkrywaniu tajemnych przejść w Hogwarcie, ale okazują się to zazwyczaj szczęśliwcy, którzy jakimś cudem przykuli jego uwagę. Nie zdradza jednak nikomu tego, który to herb w Szkole Magii i Czarodziejstwa widniał na jego piersi, kiedy to znajdował się na miejscu swoich wychowanków. Wielu jednak obstawia, że skoro jest byłym opiekunem Slytherinu to i ten dom jest mu w jakiś sposób bliski. Trudno jednak byłoby doszukiwać się w jego stosunku szczególnego pobłażania dla wychowanków domu Salazara, bo pouczeń nie daruje nikomu niezależnie od noszonego herbu czy też kary, które z kolei wręcza każdemu, kto złamie regulamin i nie zastosował się do uprzedniego zwrócenia uwagi, nie wziął sobie do serca. Samego Vane'a uznaje się ponoć za interesującego rozmówcę, który dostrzega znacznie więcej, niż zdaje się okazywać. Niewielu zdaje sobie jednak sprawę z tego, że ten surowy i rzetelny profesor ma aż tak wiele do ukrycia. Nikt nie ma bowiem pojęcia, poza jego najbliższym przyjacielem i zarazem Gwarentem, że jego przeszłość jest równie zawiła i pełna sekretów niczym sam Departament Tajemnic. Blizny na lewym ramieniu ciągnące się do barku i połowy pleców nie pojawiły się znikąd. Tak samo jak plemienne tatuaże na plecach. Wszystko ma swoje wyjaśnienie, ale Pollockowi niespieszno do tego, by się z czymkolwiek ujawniać. Na przestrzeni minionych lat okazał się niebywale utalentowany w technice unikania i zbywania niewygodnych dla siebie pytań. Uważa się nawet, że Vane poszedł w ślady swoich przodków, którzy w większości poświęcali swój żywot na odkrywaniu nieznanego, niekiedy w trakcie dalekich wypraw go tracąc. Nie wiadomo ile w tym prawdy, o ile nie wie się nic na temat rodu, z którego się wywodzi. Jednakże niedługo po przyjęciu posady w Hogwarcie poprosił o przeniesienie sali historycznej zupełnie gdzie indziej, by mógł swobodnie widzieć swoich uczniów. Od tamtej pory trudno umknąć jego uważnemu i przenikliwemu spojrzeniu, a o spaniu można zapomnieć. Na drewnianym biurku nietrudno dostrzec piętrzący się stos zakurzonych ksiąg. Wiele spośród nich pozostaje otwarte i ułożone przynajmniej po parę egzemplarzy na sobie, jakby w imitacji zakładek, ale co wypada zaznaczyć z wyraźną stanowczością — niekoniecznie dotyczą one jedynie wykładanego przedmiotu, o nie. Tląca się świeca dodaje tylko dodatkowego, tajemniczego nastroju. Bystrym uczniom nie umknął fakt, iż zazwyczaj w piątek tuż po zajęciach znika i wraca dopiero w poniedziałek — każdorazowo spóźniając się na te pierwsze. Pogłoski żyją własnym życiem, ale ponoć w każdej z nich tkwi jakieś, choćby maleńkie ziarenko prawdy. Skoro to ten sam Pollock, który zrezygnował z zostania Aurorem i zarazem podróżujący po świecie odkrywca to musi coś ukrywać. Może jest na tropie odkrycia największej zagadki historycznej, o której niedługo usłyszy cały magiczny świat? Och, gdyby tylko wiedzieli, że do działania pcha go nie tylko ciekawość, ale i złożona kilkanaście lat temu Wieczysta Przysięga, to dopiero wtedy jego podopieczni mieliby kolejny powód do barwnych rozważań przy trzaskającym ogniu w Pokojach Wspólnych, czyż nie?

...I DON'T THINK I'D SEE U
SITTING RIGHT IN FRONT OF ME.

Na wstępie pozdrawiam chan, bo gdyby nie nadchodzący Lenard, to Vane’a na pewno, by nie było. Witamy się z Pollockiem ponownie (do trzech razy sztuka, co?) i nie ukrywamy, że trochę nam tych Hogwarckich Kronik brakowało. Wciąż stosuję handel wymienny — podrzucam pomysły, a druga osoba zaczyna i vice versa. Upraszam również o nie komentowanie ani tła karty, ani dobranego zdjęcia ze względów raczej oczywistych. Dodatkowo może napomnę, aby nie proponować mi romansów, żeby nie było później żadnych nieporozumień, ponieważ odmówię.


10 komentarzy:

  1. [Historia magii wydaje się nagle o wiele ciekawsza, kiedy w grę wchodzą zajęcia z tak realistyczną i jednocześnie barwną postacią. Cześć! Podziwiam mocno styl i samego profesora; pozwolę sobie wobec tego zaprosić do siebie na wątek, jeśli zechcesz, czy to z Mary, czy z panienką stażystką, która się niedługo pojawi. No i standardowo, miłej zabawy życzę. c:]

    Mary Johnson, niedługo ktoś jeszcze

    OdpowiedzUsuń
  2. Poszukać przygód, to on może w szklarni ;>

    podpis

    OdpowiedzUsuń
  3. Spaliłam wszystko na siłowni, nie wiem o czym mówisz XDD

    mam tego więcej

    OdpowiedzUsuń
  4. [Historia magii to chyba jedyny przedmiot, gdzie bardziej liczy się pamięć niż umiejętności, więc Tatiana powinna być z niego naprawdę dobra. No i wreszcie jakiś interesujący (żywy) nauczyciel, profesor Binns był już nudny :D I tak w ogóle to ja pana pamiętam, więc witam z powrotem na blogu, miło że wraca nas coraz więcej. Życzę też miłej zabawy i w razie chęci zapraszam do siebie :)]

    TATIANA

    OdpowiedzUsuń
  5. [Moje oczy niedowierzają!]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jak coś wymyślisz... to nam zacznę, jutro najpewniej XD]

    Artie

    OdpowiedzUsuń
  7. nie wiem kto, nie wiem jak tu trafiłam

    OdpowiedzUsuń
  8. [Oho, może Trixie wreszcie przestanie przysypiać na Historii Magii... Cześć, witam serdecznie! Widzę, że kolejny wielki powrót; Kroniki jak nic przyciągają tych, którzy zdecydowali się odejść. Masz bardzo charakterystyczny styl pisania, postać jest wyrazista i realna, czyli coś, co wyjątkowo sobie cenię. Jeśli zatem masz chęć coś popisać, to zapraszam do nas, a tymczasem dobrej zabawy życzę. c:]

    Bree Allaway, Trixie Edgecombe

    OdpowiedzUsuń
  9. Westchnięcie Hiszpana rozniosło się cicho po ścianach szklarni, zaraz tłumiąc się na kilku większych roślinach. Lenard stał na rozrośniętym Asfodelusem, który był jednym z jego ulubionych składników do hodowania. Niestety kilka kwiatów musiał uciąć, by spełnić prośbę swojego przyjaciela. Taki już był, że dla nich zrobiłby naprawdę wiele i większość z nich mogła się o tym przekonać. To był główny powód rozmyślań Corteza nad pamiętnym dniem przedzielania nowych uczniów do domów w Hogwarcie. Był wręcz przekonany, że trafi do Gryffindoru, ale wyglądało na to, że Tiara Przydziału wiedziała od niego lepiej, gdzie znaleźć się powinien. Swego czasu przeklinał ten dzień, ale wtedy był młody i głupi. Obecnie jest starszy i też niewiele mądrzejszy, ale na tyle zmądrzał, by zrozumieć, że ogromna tragedia wcale go nie spotkała. Wręcz przeciwnie, dzięki trafieniu do Slytherinu ma teraz na kogo liczyć, nawet jeżeli rodzina zupełnie się od niego odsunęła.
    Sekator, który trzymał w ręku ukradł kiedyś z domu dziadka. Nie kojarzył mu się z niczym dobrym, ale przynajmniej dobrze sprawował się w pracy z roślinami. Mężczyzna złapał biały kwiat pomiędzy palcami lewej dłoni, a gdy lekko go odchylił odciął tuż przy pąku, co aby poboczne łodygi nie zostały przypadkiem uszkodzone. Kwiat był dojrzały, w fazie swojej najlepszej świetności. Takie miały idealne właściwości jako składnik do eliksirów czy czego dusza zapragnęła z tych kwiatów robić. On jednak lubił je za wygląd i wspomnienia, które się z nimi wiązały. Przez ten fakt za każdym razem, gdy musiał je uciąć, robiło mu się ciężko na sercu, jednak czego nie robi się dla przyjaciół. W momencie, kiedy w dłoni posiadał wystarczającą ich ilość zapakował kwiaty do lnianego woreczka, który nie był już pusty. Środek wypełniony był różnymi rodzajami roślin zgodnie z wytycznymi Vane’a podanych Hiszpanowi na ostatnim ich spotkaniu.
    Lenard w końcu przestał wzdychać nad kwiatkami, zebrał się w garść, a łapiąc w chodzie torbę, opuścił szklarnię. Pożegnał się z Ethel ciepłym uśmiechem, uświadamiającym kobietę, iż w ten weekend opiekę nad cieplarnią sprawuje sama. Nie musiał jej nigdy tego tłumaczyć. Dogadywali się do tego stopnia, że wystarczyło spojrzenie pełne zaufania, którego Hiszpan nie szczędził dziewczynie. Szklane drzwi zadzwoniły, a tym samym przerwały naturę pracoholika Lenarda, którym kilka lat temu się stał. Włączyło się coś zupełnie innego – pewna nuta szaleństwa. Towarzyszyła mu przez większość życia, ostatnio coraz rzadziej, aczkolwiek systematycznie.
    Korytarz z gabinetem Vane’a nie zmienił się ani trochę, od poprzedniego dnia. Wciąż był cichy, nawet gdy przechodziło przez niego kilku uczniów. Zupełnie jakby bali się narobić jakiegokolwiek hałasu. Lenard prychnął pod nosem. Tak bardzo różnił się od Pollocka, a wciąż jednak się przyjaźnili. Często zastanawiał się, czy to tylko efekt Wieczystej Przysięgi, czy tak naprawdę dalej żyliby w takich relacjach bez owego zajścia.
    Nie zapukał, po prostu wszedł. Zastał przyjaciela tuż przed biurkiem, który uporczywie wczytywał się w pergamin trzymany w dłoni. Hiszpan przyjrzał mu się uważnie, po czym powoli zamknął za sobą drzwi. Ostatni raz zatrzymał wzrok na małym woreczku, by zaraz potem ponownie spojrzeć na Vane’a.
    - Mam wszystko to, o co mnie prosiłeś – wypowiedział w końcu garstkę słów. Lenard wykonał kilka kroków w przód, a gdy znalazł się przy biurku ułożył na nim woreczek. Sam opadł na fotel tuż obok, by ze swojej torby już po chwili próbować wygrzebać małą butelkę ognistej. – Jednak sprawdź, bo mogłem się pomylić – dopowiedział, po czym przechylił głowę w tył, aby ułatwić bursztynowemu płynowi dostać się do gardła.

    omg, jakie to stare, jeszcze nie umiałam w typografię

    OdpowiedzUsuń
  10. [Hi-hi-hi. Bez pozdrowień, nie dziękuję.]

    Minhye z Ravenclawe

    OdpowiedzUsuń