29 lipca 2015

hold on

My Way Home, 1964
Alfie Chubb
przenigdy Alfred // siódmy rok z Krukonami // i chwała Merlinowi, że niedługo koniec

Właściwie od dziecka miał styczność głównie ze zwierzętami i roślinami. Krzyk mandragor nie był dla niego obcy, mimo że nieraz tygodniami musiał za ojcem chodzić z donicami, męcząc się w puchatych nausznikach. Łapał ogniste ślimaki i kraby uciekające z pracowni matki, w wieku siedmiu lat prawie zginął, chcąc pogłaskać sklątkę tylnowybuchową, a na puszki pigmejskie ma alergię. Dlatego pewnie ojciec dał mu ich tuzin, żeby rozdał w szkole kolegom, bo nie było dla nich w domu miejsca. W nowy rok szkolny wkroczył, kichając i siąkając, ale zarobił pieniądze, które z dumą odesłał ojcu. Pożałował tego już kilka miesięcy później, bo kupił za nie grupkę żądlibąków, ale zapomniał zamknąć je w klatce i święta spędzili, próbując je złapać.
Pasowałby idealnie na tego z dwóch przydupasów, którego imienia nikt nie pamięta. Zazwyczaj stoi z boku, przypatrując się ze skwaszoną miną i nigdy nie podnosi ręki, chociaż zna odpowiedź. Podobno nie ma poczucia humoru, ale na pewno wygląda jakby czesał włosy widelcem. Podpisuje się pod wszelkimi petycjami, nawet tymi szkodliwymi, bo lubi inicjatywy społeczne, jeśli nie musi krzyczeć i stać przed dużym tłumem. Chyba nawet nie potrafi się porządnie wydrzeć, a stać lubi bardziej niż siedzieć, byleby nikt się na niego nie gapił. Jego rodzice są sławni w świecie zielarzy i hodowców magicznych zwierząt, głównie dlatego, bo ojciec zawsze psuje wszystkie ważne zloty wypuszczeniem czegoś groźnego – sławny na zielarstwie i opiece nad magicznymi zwierzętami był i Alfie, ale jak najszybciej z tych przedmiotów zrezygnował, kiedy nadarzyła się okazja. Woli transmutację i eliksiry, tam trzeba trochę pomyśleć, a nie babrać się z ziemią i uspokajać jakieś dziwactwa. Ojciec jednak nie jest z tego za bardzo dumny, właściwie ucieszyłby się, gdyby jego syn został wyrzucony z Hogwartu za trzymanie w kufrze jakiegoś zwierzęcia oznaczonego wszystkimi „iksami” Ministerstwa.
Nie jest to jednak żadną tajemnicą, że Alfie nie lubi przyrody. Jak taki Sim, któremu spada wskaźnik nastroju na świeżym powietrzu.

30 komentarzy:

  1. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ I want to play a game...
    Czemu skojarzyło mi się z Piłą, nie wiem.
    Ale piątka dla tego pana, jeśli pod hasłem "dziwactwa" kryją się również "robale". I "sowy". Weasley by go polubił. ]

    Freddie W.

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Myślę, że on ma na imię Alfie nie od Alfreda, ale od ALF-a. I trochę szkoda, że nie ma niebezpiecznych zwierzaczków, Hagrid na pewno by się ucieszył, że ktoś podziela jego zainteresowania. ;D ]

    Chesney/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  4. [On jest cudowny! Aż brak mi słów, więc póki co pozwól mi się pozachwycać. :D Cześć!]

    Amelia Baxter

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć, Alfie!

    Taki on biedaczek. :c
    Zakryłaś mojego rudzielca(mam nadzieję, że dobra końcówka), więc wątek obowiązkowo! ]

    Lily Luna

    OdpowiedzUsuń
  6. [Grzecznie się witam, hej hej!
    Ostatni zdanie rozłożyło mnie na łopatki.]

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hubba Bubba! Tak mi się jego nazwisko skojarzyło z gumą do żucia. Całe moje dzieciństwo... Ale muszę przyznać, pasuje mi do roli nieszczęśnika. Biedny człowieczek, przydałby mu się przewodnik życiowy. Cześć :)]

    Serena

    OdpowiedzUsuń
  8. [ A ja przychodzę z zapytaniem, czy była już jakaś postać na blogu, czy po prostu zaczynam nieźle schizować.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jest dopracowany, i to cholernie, chciałabym umieć tak konstruować karty. Tymczasem prooszę o wątek. :D]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  10. [No nie wiem, tak mi się to nasunęło po przeczytaniu.

    Właśnie wiem. Wakacje oznaczają spotkanie poza Hogwartem. Może Alfie ma coś wspólnego z Potterami lub Weasley'ami? To najprostsza droga, by ich połączyć jakoś... ]

    Lily Luna

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Nie lubi przyrody?
    Rachel przybija pjonsię.
    Cześć. ]

    Rachel

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Tak jest zabawniej- im więcej ludzi tym więcej zabawnych skojarzeń :) Ech myślę, że są odporni na jego ciemną aurę. Niech nie będzie taki pewny siebie ]

    Serena

    OdpowiedzUsuń
  13. [To nie fair, ja z pięć razy zaczynałam kartę Baxter, trwało to godzinami, a ta o, dziesięć minut i meh! No wiesz co. :D
    Jak Alfie ma się do quidditcha? Bo gdyby podzielał entuzjazm Amelii, mogliby urwać się z ostatniego meczu i coś razem porobić, na przykład uwarzyć eliksir i go wypróbować na sobie. Tu jednak musiałoby być między nimi jakakolwiek nić zaufania, coby oboje go wypili na RAZ. :D
    Druga opcja — on ma znanego tatę, ona słynnych dziadków (prowadzą największą w tej części Anglii hodowlę hipogryfów, w której się urodził Hardodziob), co ty na to, że jakiś pismak dla fanów zwierzątek zechce przeprowadzić z nimi wywiad, w sensie ze starszymi, a tamci zmuszą młodzież do towarzyszenia sobie w tym wspaniałym przedsięwzięciu? Oni oboje nie pałają miłością do natury, więc będą szukali innego zajęcia, które skończy się źle, ale w tej chwili nie mam pomysłu, co to mogłoby być.]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Nie nadążam za nowymi kartami postaci. Witam serdecznie :) ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  15. [Kurczę, szkoda, bo kto nie chciał być kiedyś smażonym serem?]

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  16. [Witam. Mam taką myśl, że jeżeli jest chęć na wątek, to Rut by go sobie obrała na ofiarę a.k.a. przyjaciela. I jakby ją wkurzył, to by mu wysyłała roślinki, tak na złość, o!]
    Rut Jónsdóttir

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Ulżyło mi, naprawdę. Może jakiś wątek?]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  18. [ ...eee, przepraszam? :D Mogę ci to jakoś zadośćuczynić? ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  19. [Świetna postać i no nic.. zapraszam do Elle? ;)]
    Elizabeth Weiss

    OdpowiedzUsuń
  20. [Dzień dobry, fajny pan z tego Alfreda :>]

    yaxley

    OdpowiedzUsuń
  21. [To powiedz jakie powiązanie Cie interesuję, a ja postaram się coś dorzucić w tejj naszej burzy mózgów xd]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Tak, tak! Pomysł świetny, a opcja ze wcześniejszym poznaniem się bardzo możliwa, bo hodowla hipogryfów połączona jest z czymś w rodzaju agroturystyki dla czarodziejów, więc okazja do poznania się dzieciaków jest. :D
    Spodziewaj się zaczęcia jakoś niedługo, powiedz mi tylko — od którego momentu zaczynamy? Gdy są w tym budynku, gdzie ma być wywiad, czy jak już ich wygonili?]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  23. [W sumie jestem na tak. On mógłby drzeć się na nią, że coś źle zrobiła czy rozmawiała z kimś i akurat pojawiłby się Alfie. ogólnie to jej braciszek chcę ją kontrolować. I z charakteru jest zły ;)]

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziadkowie Amelii od strony matki nigdy nie zrozumieli kilku rzeczy — dlaczego ich córka wyszła za Jeremiaha Baxtera, jakim cudem po jej śmierci był on w stanie wychować dziecko na osobę normalną i czemu ich jedyna wnuczka nie chciała przejąć hodowli hipogryfów. Te trzy pytania padały, w różnych kombinacjach, za każdym razem, gdy Amelia odwiedzała w wakacje Farmę Aldridge'ów w środkowym Essex.
    Jakkolwiek dwa pierwsze pytania wydawały się retoryczne, tak na trzecie Baxter znała odpowiedź już jako kilkulatka — hipogryfy to nie było coś, na co miałaby ochotę marnować sobie życie. Od dziecka pragnęła zostać uzdrowicielką, czego Aldridge'owie też nie umieli pojąć, bo to przecież zaszczyt zarządzać słynną na cały kraj hodowlą, "Dziecko, ci ludzie płacą, aby zobaczyć boks, w którym dorastał Hardodziob!". Krukonka jednak twardo trzymała się przy swoim zdaniu, ale przez lata męczarni na Farmie stała się jedna, jedyna rzecz, do której przyczepić się nie mogła — poznała Alfiego.
    Połączyła ich nienawiść do wszystkiego, co parska, syczy, pnie się oraz kwitnie. No dobrze, było jeszcze ciasto śliwkowe, które jako ośmiolatki ukradli ze stołówki, bo było go za mało (dwie blachy na dwójkę dzieciaków, skandal). Niestety, aż do pierwszego roku w Hogwarcie widywali się jedynie w wakacje, w Essex właśnie, i raz czy dwa w domu u któregoś, gdyż jej dziadkowie oraz jego rodzice bardzo się zaprzyjaźnili.
    Baxter mogłaby śmiało stwierdzić, że Chubb był dla niej jak brat, którego się niestety nie doczekała, oraz jako jeden z niewielu nie poszedł w odstawkę, gdy została prefektem. Jakoś nie miała serca powiedzieć mu, że teraz jest zbyt ważna, aby się z nim przyjaźnić, poza tym na samą myśl o takiej rozmowie czuła niechęć do samej siebie.
    A dzięki obojętnemu podejściu do quidditcha, mogli spędzić wolne chwile podczas ostatniego w szóstej klasie meczu na ważeniu eliksiru, którego działania nie znali, bo ktoś wyrwał z księgi kartkę tłumaczącą efekty zażycia mikstury. Mniej więcej pod koniec okazało się, że brakuje im ważnego składnika, którego dostanie w szkole graniczyło z cudem, poza tym coś Baxter mówiło, że nauczyciel eliksirów od razu by się poznał na tym, co pichcą, a nie zamierzała ryzykować odznaki dla kilku chwil buntu.
    No trudno, innym razem. Amelia zabezpieczyła niedokończony eliksir, aby się nie zważył, oraz obiecała Alfiemu, że w wakacje zdobędą potrzebny składnik i go dokończą. Okazja nadarzyła się już w pierwszym tygodniu lipca, gdy dziadkowie Amelii napisali do niej z informacją, że Poradnik hodowcy chciałby przeprowadzić wywiad z nimi oraz państwem Chubb i z tego powodu dziewczyna ma zjawić się w redakcji koło domu Alfiego w następny poniedziałek o piętnastej. Nie widziała najmniejszego sensu w swojej obecności tam, ale kłótnie z dziadkami miały go jeszcze mniej, więc odpisała lakonicznie "W porządku" i powiedziała o wszystkim tacie. Kazał pozdrowić ukochanych teściów.
    W tenże poniedziałek, dokładnie o piętnastej, Amelia stawiła się w umówionym miejscu. Po wysłuchaniu tyrady na temat tego, że wygląda jak anorektyczka i to na pewno wina jej ojca, dołączyła do Alfiego i jego rodziców, którzy już gawędzili sobie z jakąś kobietą, której cera przypominała korzeń mandragory.
    — Naprawdę mamy tu siedzieć cały czas? — spytała babcię, ale ta tylko machnęła ręką jak na uciążliwą muchę. Odpowiedź dostała od mamy Alfiego:
    — Alfredzie! Pokaż Amelii okolicę a później możesz zaprosić ją do nas na herbatę.
    Cudownie. Tłukła się Błędnym Rycerzem czterdzieści minut, aby wypić herbatę.

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  25. [Jako że pewnie wątek między Alfiem a Archiem nie byłby tak ciekawy, to może zaproponuję wątek z Tea? :D Ona również lubi udzielać się społecznie, ale chyba w nieco inny sposób. I krzyczeć też potrafi! Ale raczej z radości]

    Archie i Tea

    OdpowiedzUsuń
  26. [Pokochałam za ostatnie zdanie. Znienawidziłam za niechęć do przyrody. Podobno to cienka granica. Cześć!]
    Prince

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Wydaje mi się, że nikt nie wymyślił tyle zawiłych konceptów na tym Hogwarcie, ile wymyśliłam ja. Pytanie tylko, czy chcesz iść w niezrozumiałą stronę, niekiedy toksyczną, być może powiązaną ze słabością lukowego do twego pana.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Masz pomysł? To dobrze się składa, bo ja nie. ;/ Więc słucham (czytam) i oczywiście deklaruję, że zacznę.
    Nokturn w grę wchodzi, Valancy co prawda nie jest mrokiem czy złem wcielonym, raczej przeciętny z niej człowiek, ale lubi się czasem pokręcić po różnych podejrzanych miejscach, bardziej jako obserwator i turysta niż ktoś, kto miałby załatwiać ciemne interesy. ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  29. [ "wygląda jakby czesał włosy widelcem" mnie urzekło i od razu zobaczyłam scenę z Małej Syrenki. Jakby tłumy u ciebie kiedyś się rozstąpiły to Elody jest chętne na wątek i upewnienie się czy plotkarze mają rację co do braku poczucia humoru u Alfie'ego :) ]

    Elody

    OdpowiedzUsuń
  30. [Cześć! Przekopałam się przez wiele kart, aż wreszcie trafiłam na perełkę! Uwielbiam tą postać, najmocniej i najszczerzej. Proponuję wątek, zgoda?]

    Suzanne

    OdpowiedzUsuń