27 lipca 2015

I solemnly swear that I am up to no good


Kaiden Lynch

urodzony 17 listopada 2003 R. —— mieszkaniec SLYTHERINU —— VII KLASA —— czysta krew —— wężousty —— ścigający —— klub pojedynków i eliksirów —— sztywna różdżka wykonana z grabu, 11 ¾ cala z włóknem ze smoczego serca —— patronus i bogin znane tylko jemu —— Lamia

Nie zdziwił go list, który ich pocztowa sowa podrzuciła mu pod wejściowe drzwi. Nie zdziwiła go hogwarcka pieczęć, która widniała na odwrocie koperty, a kiedy wraz z matką odczytał, że został przyjęty do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, również się nie zdziwił. Tak miało być. Przygotowywał się do tego od najmłodszych lat, studiując w teorii podstawowe zaklęcia pod okiem ojca i zagłębiając się we wszystkie opowieści, którymi rodzice zasypywali go późną porą przy wieczornej kolacji. Wychowany na przedmieściach Londynu, uważany był przez wszystkich swoich równeśników za egoistycznego jedynaka, który zachowywał się zupełnie tak, jakby połknął kij od szczotki. Ile w tym prawdy? Dużo, bo takie wrażenie starał się uzyskać i było mu to całkowicie na rękę. Nie potrafił dogadać się podwórkowymi bandami, które biegały i ciągały dziewczyny za włosy, naprzemiennie polewając je wodą z węża ogrodowego. Nie potrafił, bo każdy pojedynczy kucyk z kolorową gumką kojarzył mu się z jego siostrą, która odeszła od nich zbyt wcześnie, pozostawiając za sobą cudowny, dziecięcy śmiech odbijający się echem od ścian i skromny, niewielki nagrobek na City of London Cementary. Z roku na rok jej twarz zamazywała się w jego wyobraźni, a dziś jedyne, czego pragnie, to odnaleźć tajemnicze zwierciadło Ain Eingarp i odświeżyć sobie pamięć o małej Fiffy. W obawie, że w odbiciu nie ujrzy jednak ukochanej siostrzyczki, do chwili obecnej nie odważył się rozpocząć poszukiwań i odpowiedzieć sobie tym samym na pytanie, czy istnieje na świecie coś, czego pragnie bardziej od jej powrotu. Skupia się więc na codzienności, nie odkrywając przed nikim szczegółów swojego prywatnego, rodzinnego życia, bo zwyczajnie nie chce wsłuchiwać się w to, jak bardzo współczują mu straty, której nie są sobie w stanie wyobrazić. Spotkać go można dosłownie wszędzie, gdyż syndrom odosobnionego dzieciaka odszedł w niepamięć zaraz po tym, jak sześć lat temu przekroczył mury Hogwartu i poczuł, że w końcu znalazł się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Choć z początku może się wydawać, że jest tylko opryskliwym i pełnym arogancji Ślizgonem, gdzieś tam w głębi, przy współpracy z ogromnymi pokładami cierpliwości, da się z niego wykrzesać całkiem sympatycznego bruneta, z głową pełną niekonwencjonalnych i może nieco zbyt szalonych pomysłów. Zdarza się, że swoim wrodzonym uporem i pociągiem do rzeczy zakazanych, świadomie lub też nie, w ramach kary przyczynia się do utraty punktów przez dom Salazara, lecz bardzo szybko nadrabia je wzorową postawą na zajęciach, którą zapewnia mu jego determinacja i stale niespełnione ambicje. Jak już coś sobie postanowi, nieprzerwanie dąży do obranego celu, nawet, jeśli wymaga to od niego ogromnego poświęcenia, co oczywiście niesie za sobą zarówno plusy i minusy. Co jeszcze? Jest dumny, a pojedynkowanie ma we krwi. Ach, i najważniejsze. Naprawdę rozumie mowę węży.


—————————————————————————
POWIĄZANIA
—————————————
————————————


odautorsko

63 komentarze:

  1. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Również kłaniam się nisko i bardzo dziękuję! :)]

      Usuń
  2. [Ale to pięknie napisane, Twoja postać oczarowała mnie xd Ale nie no serio i jeszcze to zdjęcie! Naprawdę udana postać i z szeroko otwartymi ramionami zapraszam Cię do Elle :)]
    Elizabeth Weiss

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Za dużo tu fajnych panów. Zdecydowanie za dużo ale ja nie narzekam :) Fajnie ci wyszedł Kaiden i nawet mi się go szkoda zrobiło tak troszeczkę. No dobra może troche więcej niż troszeczkę. Poza tym- wow, wężousty. Jestem pod wrażeniem. Cześć :)]

    Serena

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam kolegę z domu i z roku! Czy fakt, że Kaiden jest wężousty, jest powszechnie znany? Bo jeśli tak, to Liwia mogłaby go zamęczać pytaniami, jak to jest: rozmawiać z wężami. :)]

    Liwia Marzęda

    OdpowiedzUsuń
  5. [Chciałabym poznać chociaż jeden z tych niekonwencjonalny i szalonych pomysłów. Cześć :3 ] Rachiell Lestrange and Marcus Rothesay

    OdpowiedzUsuń
  6. [Miałam właśnie iść spać, ale coś mnie podkusiło, żeby raz jeszcze sprawdzić bloga i proszę, kogo moje oczy widzą! Przyznaję, że nie spodziewałam się Ciebie tu jednak zobaczyć, ale zaskoczenie jak najbardziej na plus. ;) Kaiden ma prześliczne imię i cudnego węża, sam jest taki smutny, że aż się go chce przytulić mimo świadomości, że on wcale może sobie tego nie życzyć, a przynajmniej pozornie. Mimo wszystko współczuć mu z Inez raczej nie będziemy, po prostu powitamy bardzo serdecznie i będziemy życzyć mnóstwa udanych i ciekawych wątków, choć nie mamy wątpliwości, że takie szybko znajdziesz. :D Sama trochę się tu ślimaczę i jeszcze nie do końca się rozkręciłam, ale w razie, gdybyś jeszcze nie miała mnie dość, zapraszam do Amers, bo z Josie to ja wciąż nie wiem, jak to wyjdzie ostatecznie.]

    Inez Amers

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witam :> Uwielbiam takich typowych Ślizgonów, Lynch (swoją drogą chyba któryś z tych znanych, światowych zawodników Quidditcha się tak nazywał) wyszedł świetny. I ładnego ma wężyka]

    Isaiah

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Ojej, ojej, przecudowny ;3 ]

    Rachel

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Cześć! Na Kręgu jakoś się nam z wątkiem nie udało, może tutaj spróbujemy?]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  10. [A ja grzecznie się witam. Dobry wieczór.]

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  11. Irytek wcale nie ukradł mopa do podłogi staremu woźnemu, on jedynie go pożyczył i właśnie teraz latał nad głowami uczniów wymachując kijem w jednej ręce, w drugiej zaś trzymając wiadro z pomyjami, bardzo śmierdzącymi trzeba zaznaczyć, ponieważ jeden z kibelków przeciekał do spodu, a przecież siuśki trzeba było czymś zmyć. Złośliwy duszek miała zamiar świetnie się bawić z pierwszorocznymi Puchonami, już widział oczyma wyobraźni jak spłoszone uciekają przed chlupoczącymi frędzlami, piszczą i chowają głowy do toreb, byle tylko uniknąć kontaktu z brudną wodą. Leciał w stronę sali od transmutacji, mając zamiar tam przyczai się na swoje liczne ofiary, z ledwością powstrzymywał się przed fikaniem koziołków w powietrzu, nie chciał bowiem wylać wszystkiego na posadzkę, byłoby to marnotrawstwo. Jego plany zmieniły się w oka mgnieniu, kiedy dostrzegł na korytarzu samotną postać. Już wiedział, kogo tym razem szczyci swoich niskolotnym żartem. Wyszczerzył się obrzydliwie i wstrzymując rechot podfrunął od tyłu do Ślizgona.
    - Myju, myju, myju, myju, myju!
    Woda chlusnęła na chłopaka, mocząc go od głowy po same czubki butów, a śmierdząca szczynami ścierka wylądowała na jego twarzy, kiedy Irytek zabrał się za mycie swojej ofiary. Próbował wypucować mu twarzusię, ale machające ręce broniącego się ucznia mu w tym nie pomagały. Zirytowany duch dźgnął go z całej siły końcówką mopa w tyłek a na dokładkę założył mu wiadro na głowę.
    - Lynch to fleja, beksa co się rozkleja! Wody się boi, od mydła stroni!
    I podśpiewując swoją nową piosenkę zniknął w ścianie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ściskając w prawej dłoni Poradnik transmutacji dla zaawansowanych, szedł dość żwawo w stronę klasy, pod którą powoli zbierały się garstki pierwszoroczniaków. I choć drzwi do gabinetu były uchylone, zapraszając tym samym do środka, uczniowie, nadal lekko przestraszeni, woleli zaczekać, aż pani profesor ponownie nakłoni ich do wejścia. Kai skończył na dziś swoje zajęcia, a do nauczyciela musiał zwrócić się szybko z jednym, dość znaczącym pytaniem, nim ktokolwiek odkryje skutki uboczne jego eksperymentów, za które przyjdzie mu wtedy mu słono zapłacić.
      Zmarszczył lekko brwi, kiedy jeden z młodszych uczniów, który stał kilkanaście metrów dalej, uniósł lekko swoją dłoń i wskazał na pustą przestrzeń tuż nad lewym ramieniem Lyncha. Słysząc chichot chłopca, w jednej chwili zatrzymał się i podjął próbę odwrócenia się za siebie, lecz jedyne, co zdołał zobaczyć, to diabelskie oczy Irytka i wiadro pełne brudnej, śmierdzącej wody, której zawartość wsiąkała teraz w każdą część jego garderoby.
      — Irytek, ty... — tylko tyle zdołał wysyczeć przez zaciśnięte do granic możliwości zęby, bo ściera, która wylądowała właśnie na jego twarzy, niemal nie została wpakowana mu do ust.
      Upuścił książkę na ziemię, a kiedy dłońmi próbował odepchnąć od siebie śmierdzącą szochami szmatę, usłyszał ten dobrze znany rechot, którego dźwięk zawsze potrafi doszczętnie zepsuć mu w miarę udany dzień. Ugh... Był taki wściekły! A najgorsze w tym wszystkim było to, że duch wiedział o tym bardzo dobrze i napawał się tym rozdrażnieniem. Wypucował mu twarz szorstkim, cuchnącym materiałem, a następnie szturchając go mocno kijem od mopa, ponownie ograniczył jego widoczność, zakładając mu na głowę przesiąknięte, drewniane wiaderko.
      Słysząc, jak poltergeist podśpiewuje sobie pod nosem pioseneczkę z jego udziałem, zdjął z twarzy kubeł i zaklął cicho pod nosem. Prędko rozejrzał się dookoła i gdy już odnalazł go wzrokiem, z całej siły cisnął wiadrem w miejsce, w którym Irytek właśnie znikał za ścianą. Jak zwykle kanalia wyszła z tego bez szwanku, czego nie można było powiedzieć o biednym wiaderku.
      — Na co się gapisz, gamoniu? — odburknął Ślizgon w stronę tego samego chłopaka, który jeszcze przed chwilą wskazywał na niego palem.
      Uśmiech zszedł z jego młodziutkiej twarzy, kiedy Kai rzucił mu gniewne spojrzenie spod zmarszczonych brwi, a następnie chwycił przemoczony podręcznik, odwracając się na pięcie i rezygnując ze spotkania z panią profesor.

      Usuń
  12. Dzień dobry, kolejnemu zabujczo przystojnemu i typowemu ślizgonowi, ah szkoda że jest taki dumny bo to zniechęca Słoneczko, ale i tak wszystkim daje szansę więc jeśli był byś zainteresowana to zapraszam do mnie!
    Sunshine Price

    OdpowiedzUsuń
  13. [Cześć, witam serdecznie! Słabość do Ślizgonów zawdzięczam Draco, odkąd pamiętam ciągnęło mnie do tych złych charakterów. Bardzo chciałabym wątek i od razu uprzedzę, że nie przychodzę tylko z jego propozycją. Mam pomysł, ale nie krzycz na mnie, jeśli Ci się nie spodoba. Zaproponuję Ci relację krok po kroku do miłości, bo widzę, że w powiązaniach masz właśnie takie, a tak się składa, że ja również szukam większej sympatii dla Suzie. Może pomysł nie będzie górnolotny, ale zaryzykuję i go przedstawię. W dzieciństwie mogliby się przyjaźnić. Nie wiem ile lat miała jego siostra, dlatego będę strzelać, a ty mnie popraw, jeśli przesadzę. Ich trójka mogła tworzyć małą paczkę, małych czarodziejów. Jej śmierć, która odbiła się na Keidenie (tak się odmienia, prawda?), wstrząsnęłaby również Suzie, która w twojej postaci szukałaby dziecięcego wsparcia, ale brutalnie zostałaby odtrącona. Ich przyjaźń odeszłaby w zapomnienie — w Londynie oraz szkole uważaliby siebie za nieznajomych. Proponowałabym, aby to dziecięce uczucie miłości, którym kiedyś się obdarzyli, wciąż kryło się gdzieś w nich, ale zakopane latami obojętności. Ja bynajmniej ze strony Suzie mogę zapewnić, że ona nie zapomniałaby, zresztą to jest przedstawione w mojej karcie. Sam pomysł na wątek mam taki, że ktoś przymusiłby ich, aby spędzili ze sobą trochę czasu. Proponuję coś banalnego, ale czasem z takich rzeczy wychodzą naprawdę dobre wątki, aby dostali razem zadanie (nie wiem dokładnie na jakie zajęcia chodzi twój pan, więc ponownie strzelam) z eliksirów, aby znaleźli potrzebne składniki do wywaru, a potem na zajęciach razem go przygotowali. Niby nic, ale w końcu będą musieli zacząć rozmawiać. Suzi w duchu będzie skakać pod sufit, choć z zewnątrz udawać, że potraktowała tą sprawę obojętnie. Razem wybraliby się do Zakazanego Lasu po składniki i zabłądziliby w nim. Mogliby w nim utknąć na kilka godzin, szukając drogi albo, aby było ciekawiej, któreś z nich osunęłoby się po ziemi i wpadłoby w ogromną dziurę. Nie uniknęliby rozmowy, z czasem mogliby zacząć nawet kłótnię, ale zbliżyliby się do siebie. Wiadomo, że miłość nie przychodzi na życzenie i potrzeba czasu, aby wydobyć to uczucie na zewnątrz. Mistrzem w wymyślaniu pomysłów nie jestem, dlatego nie skrzycz mnie, jeśli pomysł nie przypadł Ci do gustu, a ja za daleko zagalopowałam się z propozycjami. Och i wybacz, że tak się rozpisałam. Nie umiałam inaczej tego przedstawić. Na błędy też przymknij oko, bo jeszcze się nie rozbudziłam i wciąż mam włączony tryb lenistwa. :)]

    Suzanne

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jak ja bym chciała pisać takie ładne, spójne karty, aż brak mi słów. Chwilowo muszę nadrobić zaległości, ale gdybyś miała chęć na wątek, to daj znać. :)]

    Amelia Baxter

    OdpowiedzUsuń
  15. [W sumie Twój pan mógłby właśnie chcieć zostać jej "braciszkiem", jeśli tak to nazwać mogę. I może po długich rozmowach i spędzania wspólnie czasu i ona chciała się czegoś o nim dowiedzieć. Może o jego siostrzyczce? Trochę by się podenerwował, no wiadomo. Wiadomo, co nie dużo to nie zdrowo. Tak się zaprzyjaźnią, że nawet krzywe spojrzenia z innych domów nie zmienią ich przyjaźni. Możesz coś jeszcze dodać. Może chęć na zaczęcie masz, bo nie przepadam za tym, ale jeśli mnie zmusisz to mogę.;)]

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Oj dziękuję dawno nikt tam nie połechtał mojego wygórowanego ego :) Ja bym wątek zaproponowała- coś spontanicznego i ciekawego. Chym tak sobie myślę, ze w sumie, że Kaiden mógłby mieszkać w dormitorium z bratem Sereny, Zack'iem, przez co znałby także jego siostrę bliźniaczkę. Czasem wpadałby do nich w wakacje do domu, mijaliby się na korytarzu - w każdy razie raczej by znali się na tyle by wiedzieć, ze należą do dwóch różnych kategorii ludzi, którzy raczej nie powinni się spotykać.
    A co do pomysłu na wątek, bo po to tu przywlokłam swoje cztery literki- Kaiden mógłby przyłapać Serenę na nocnej kąpieli w jeziorze w zakazanym lesie. Powiedzmy, że Zack się niepokoił i poprosił kumpla by się za nią rozejrzał a on mu odpali coś tam jak wróci z nią. No cóż raczej nie wpadłby na pomysł ze dziewczyna wpadnie na tak genialny pomysł. Nie wiem co myślisz, ale w sumie mam jeszcze parę pomysłów w zanadrzu ]

    Serena

    OdpowiedzUsuń
  17. [Nie ma sprawy, w takim razie czekam na znak, że możemy zacząć nad czymś myśleć. ;) A tymczasem życzę dobrej zabawy!]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  18. [Tutaj właśnie chodziło mi o to przywiązanie, a nie dosłownie uczucie miłości w wieku ośmiu lat. Małe księżniczki często podkochują się w swoim księciu, dąsają się bez większego powodu, psocą się i tutaj to chciałam przekazać poprzez dziecięcą miłość. Chyba każdy przeżył coś podobnego, gdy był małym brzdącem, prawda? :) Chciałam wytłumaczyć, żebyś później nie miała o mnie złego zdania. :) Wszystko co mi przedstawiłaś później, jak najbardziej mi pasuje. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że aby doszło do głębszego uczucia pomiędzy postaciami, potrzeba czasu. To głównie od niego i relacji pomiędzy autorami, od tego czy dobrze im się razem współpracuje, zależy to, jak potoczą się losy bohaterów wątku i czy pomiędzy nimi zaiskrzy. Z góry niczego nie zaplanujemy, niektóre rzeczy wyjdą w praniu, jak to się mówi. :) Chciałam jeszcze poinformować, że jutro wyjeżdżam na dziesięć dni na kadrę wojewódzką sportową i nie będę miała dostępu do internetu, więc przez ten czas będę urlopować. Nie chcę, żebyś pomyślała, że zniknęłam z bloga i nici z wątku. Wrócę i wtedy nadrobię wszystkie zaległości. Czyli wszystko jako tako mamy obmówione? Bo jeśli tak, mogę bardzo ładnie poprosić o zaczęcie? Nienawidzę zaczynać, uwierz, że dla mnie to naprawdę katorga. Zwłaszcza teraz, gdy wracam do pisania po długiej przerwie.]

    Suzanne

    OdpowiedzUsuń
  19. [Nie wiem, czy powinnam czuć się obserwowana, ale na pewno czuję się mile połechtana. Czasu zamierzam już niedługo mieć w nieprzyzwoitym nadmiarze, chęci są zawsze, więc wątek jak najbardziej na tak, maila za sekundę wysmaruję i coś tam na spokojnie pokombinujemy. ;>]

    Inez Amers

    OdpowiedzUsuń
  20. [cześć. jaki świetny jest ten Twój pan, uwielbiam Ślizgonów. :3 jeśli masz ochotę na jakiś wątek, to zapraszam. :)]

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  21. [ A na wątek chęć jest? ]

    Rachel

    OdpowiedzUsuń
  22. [ W takim razie czekam z niecierpliwością :)]

    Sarena

    OdpowiedzUsuń
  23. [ W pełni rozumiem, tylko trochę żałuję, ale również życzę powodzenia i miłej zabawy.]

    L.W

    OdpowiedzUsuń
  24. [Witam! Postać Kaidena strasznie mnie zaciekawiła, bo wydaje się interesującą osobą, którą z pewnością chciałabym poznać bliżej. Jeżeli miałbyś ochotę na wątek, to zapraszam.:)]

    Carter

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Uuuaa widzę, że pan uplasuje się w pierwszej dziesiątce najprzystojniejszych ślizgonów, no i wąż....przepiękny! Swoją drogą świetnie dobrane imię "Lamia" demon słowiański pochodzący od węża <3 Witam serdecznie i w przypływie chęci zapraszam na wątek. :) ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  26. [My się znamy, aczkolwiek nie aż tak dobrze, jak mogłybyśmy. Pan prześliczny, w swoim uporze w dążeniu do celu nawet podobny do mojej Rose, a wąż mnie bardzo zaintrygował. Rose też by się zapewne spodobał. Po jakimś czasie.
    Zaproszę też do siebie. Może uda nam się coś wymyślić. :)]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dziękuje:) Będę czekać.]

    Carter

    OdpowiedzUsuń
  28. Jak ciała nasze w mrocznym rytmie
    Wznosiły się góry, opadały
    Tak dzieje się gdy wiosna przyjdzie
    Wypala miłość stare trawy

    Uśmiech zagościł na jej twarzy w tej samej chwili, gdy chłodna woda musnęła delikatnie jej kostki, powoli pochłaniając w całości jej nagie ciało. Odetchnęła głęboko delektując się falą chłodu przeszywającą jej ciało oraz subtelnym mrowieniem w okolicach jej stup, rozchodzącym się wyżej aż na wysunięte ponad taflę wody obojczyki i szyję. Zrobiła krok w przód, i jeszcze jeden, i kolejnych oraz następny dopóki pod stopami nie czuła już gruntu, a od brzegu dzieliło ją co najmniej dwadzieścia metrów. Uniosła głowę do góry spoglądając na rozgwieżdżone niebo jednocześnie wdychając świeże powietrze przez nos.
    Szaleństwo mogło być jej drugim imieniem, tylko zapisanym w jakimś innym języku. Zwykłe Serena Szalona brzmiało bardziej jak opis dziewczynki trzymanej w ciasnej komórce pod schodami przez całe życie. Gdyby przełożyć to na łacinę było jeszcze gorzej. W innych językach wolała nie sprawdzać. Wystarczyło, że w jednym brzemiennie tego słowa kojarzyło jej się z kałamarnicą.
    Nie planowała tej kąpieli. To wyszło dość spontanicznie, z sekundy na sekundę. Najpierw szła, a raczej wlokła swoje kończyny po zielonej trawie na błoniach, podziwiając zamek skąpany w światłach pochodni oraz kontrastującego z nimi blaskiem księżyca, a już po chwili pędziła w stronę zakazanego lasu, po kolei ściągając swoje ciuchy jak jakaś wariatka. Nogi same zaprowadziły ją nad jezioro- przez chwilę nawet nie wiedziała gdzie biegnie, jednak zaufała swoim instynktom i dała się im ponieść daleko aż na polanę i małą plażę. Dopiero, gdy dotarła na miejsce, zorientowała się, że tego właśnie chciała. Zanurzyć się w ciemnej cieczy, poczuć przeszywający jej ciało chłód, zobaczyć to wszystko co kryło niebo, oddychać powietrzem przesyconym zapachem glonów, trawy, drzew…potrzebowała chwili odpoczynku od wszystkiego co działo się w zamku. A przede wszystkim od Zack’a.
    Ostatnio była rocznica. Jedna z wielu w ich rodzinie, jednak traktowana przez ich rodziców jak nic nie znaczący dzień. Dla nich było to coś wyjątkowego, jak gwiazdka czy urodziny. Dzień ich adopcji. Dzień, w którym wszystko się zmieniło na lepsze.
    Wtedy właśnie Zack’owi zaczęło odbijać, jednak bardziej niż zazwyczaj. Gadał bez większego ładu i składu, nachodził ją częściej niż zwykle- zamiast bratem stał się jej utrapieniem, wrzodem którego nie mogła się pozbyć, choć tak jej przeszkadzał. Miała go dosyć, jednak też nie miała serca by mu to powiedzieć. Zawsze wariował w tym okresie, mówił A co by było gdyby…Nie chciała mu robić przykrości ani dokładać zmartwień. Po prostu musiała się odprężyć.
    Kolejne dźwięki wypłynęły z jej ust. Melodia była prosta, łatwo wpadała w ucho tak samo jak rytm, a słowa już za pierwszym razem potrafiły wyryć się w pamięci temu kto ich wysłuchał. Pierwszy raz zaśpiewała ją im ich nowa mama, potem śpiewała ją już tylko Serena z każdym rokiem dokładając od siebie jakąś innowację, aż w końcu piosenka stała się niemal zupełnie inna niż za pierwszym razem jak ją usłyszała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Westchnęła cicho na chwilę schodząc pod powierzchnię wody, gdy nagle coś zachrzęściło. Jak torpeda wyskoczyła z wody rozglądając się gorączkowo za źródłem tego dźwięku i właśnie w tej chwili usłyszała swoje imię i kilka innych mało istotnych informacji. Uśmiech na chwilę zniknął z jej twarzy, jednak po chwili znów kąciki jej ust uniosły się ku górze odsłaniając dwa rzędy białych zębów.
      - W syrenkę? Powiedziałabym, że w Trytona. Raczej nie nadaję się na grzeczną rybcię- odparła spokojnie krzyżując ręce na piersi, nie zapominając przy tym, że w obecnej chwili gdyby przestała ruszać nogami poleciałaby na dno oddalone od jej stóp o co najmniej kilka metrów- Poza tym, Zack jest przewrażliwiony. Mówiłam mu, że idę na spacer. A tak na marginesie, gdyby chciał mnie znaleźć sam by przyszedł. Nie będę odpowiadała przed jego adwokatami, czy czym tam w tej chwili jesteś- dodała odpływając dalej na środek jeziora- jak masz mnie sprowadzić to radzę ci przypomnieć sobie lekcje pływania, bo po dobroci nie wyjdę. Woda jest zbyt fajna o tej porze-rzuciła zadziornie.

      [A przypadło do gustu, nawet bardzo, a co do Zacka- wyszedł ci niemal idealnie. Nadopiekuńczy braciszek :)]

      Serena

      Usuń
  29. [Dziękuję i witam się ładnie: cześć.]
    Prince

    OdpowiedzUsuń
  30. [Znajdę, a jakże! Wpadł ci może już jakiś pomysł, czy zaczynamy wspólnie od zera? :D]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  31. [Czytałam ten dopisek o Fiffy i miałam nawet małą nadzieję, że wpleciemy jakoś jej wątek w nasz wątek, więc... jestem zachwycona pomysłem! Mam tylko jedno zastrzeżenie — Amelia na pewno, będąc na Nokturnie, nie krzyczałaby ani czyjegoś imienia, ani w ogóle, zdając sobie sprawę, czym może to grozić. Jednakże... zdziwienie mogłoby wywołać u niej tak głupią reakcję, jak podbiegnięcie do niego, stanęłaby dokładnie przy tym oknie i tym samym zwróciła uwagę tamtych bandziorów. Może być?]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  32. [Może być. :D
    Spodziewaj się zaczęcia jakoś wieczorkiem. :)]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  33. [Dziękuję za powitanie! Życzę Ci tego samego A może skusisz się na wątek? ;3]

    Nastia/Karen

    OdpowiedzUsuń
  34. [Masz szczęście, że polubiłam tego pana! xd Chęci są, nawet wielkie, bo Twój pan naprawdę mi się spodobał. Więc jakie masz zarysy na początek? Powiązanie?;)]

    OdpowiedzUsuń
  35. [To mi ulżyło. Russ Weiss, postać jeszcze nie dawno była na blogu, ale autorka odeszła. Ravenclaw, ogólnie to bardzo lubi wiedzieć o niej wszystko, pozwala jej się przyjaźnić tylko z ludźmi jakich on sam zna. Nienawidzi nieposłuszeństwa młodszej siostry. Lubi mieć wszystko pod kontrolą, a szczególnie Elle. xd]

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Czy szukam kogoś szczególnego? Niekoniecznie. Zazwyczaj płynę z prądem, relacje dopasowuje do poszczególnych postaci i nie mam żadnych wymogów, które w jakimś stopniu mogłyby nam pomóc. Zgodzę się na każde powiązanie, tym chętniej, jeżeli będzie interesujące i skomplikowane, do takich mam słabość. A co do czasu, dla mnie bez różnicy, data nie jest istotna.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  37. [O, dziękuję bardzo.
    W sumie to bardzo bardzo dużo rzeczy nas łączy xd To wątek na miotłach czy masz już jakąś koncepcję? Bo ja jestem wyprana,ale mogę zacząć:)]
    Zach Williams

    OdpowiedzUsuń
  38. [W sumie jak najbardziej, zacznę dziś wieczorem, chyba, że ty wolisz? c:
    Chyba jestem nie dosłowna, bo chodziło ot to, że mogliby szykować się do meczu czy coś xd Ale Twjó pomysł i tak jest lepszy więc jak najbardziej jestem na tak:)]

    OdpowiedzUsuń

  39. Godziny mijały coraz wolniej i czas dłużył się nie miłosiernie wprawiając Ślizgona w coraz gorszy nastrój. Miał ochotę wszystko rzucić, wbiec do pociągu i jak najszybciej pojawić się w Hogwarcie, usiąść na swoim miejscu przy stole Ślizgonów obok Kaidena i świetnie się bawić przy Ognistej w sobotnie wieczory. A właśnie wracając do Kaidena, własnie na niego czekał, bo oboje mieli spędzić te wakacje razem, wypadło, że spędzą je u Zacka. Mogło być naprawdę fajnie. Zważywszy na to, że obydwoje lubią zaszaleć nie było mowy by siedzieli u niego w pokoju ze wszystkimi słodyczami czarodziejów jakie by znaleźli, to nie było w ich stylu. Oczekując na coś, czas zawsze pędzi niczym mugolski żółw czy ślimak. Przyklejony do okna w swoim pokoju urządzonym oczywiście po Ślizgońsku, czekał na kumpla. Wciąż w swoim szlafroku spoglądał to na zegar, to w okno. Herbata się właśnie zaparzyła więc musiał po nią zejść robiąc to w okropnie powolny sposób. Zszedł po schodach łapiąc za swój kubek i wlewając do niego ciepłą wodę. Złapał w jedną rękę kubek i usiadł na beżowej sofie. Rodzice byli w pracy, a siostra nie wiadomo gdzie i prawdę mówiąc zaczął się odrobinę o nią martwić. Mimo, że to zawsze ona była tą lepszą, kochał ją i troszczył się o nią. Z nudów włączył telewizor i zaczął wpatrywać się w lecącą właśnie bajkę. Tak, wstawanie o piątej nie należało do jego rutyny. Z trudem wyrwał się z łóżka o piątej trzydzieści. Do przyjścia przyjaciela zostało jeszcze dwadzieścia minut.
    — Oby przyszedł wcześniej. — pomyślał na głos podpierając brodę ręką.Uwielbiał z nim rywalizować. Zaczęli już jako mali gówniarze, ale ta historia jest tak głupia, że najlepiej będzie jeśli ją przemilczę. Po wypiciu napoju postawił go na stoliku przed sobą, a słysząc znajomy dźwięk wstał z sofy i podszedł do drzwi. Otworzył je gdy tylko zdał sobie sprawę, że to Kaiden. Zaprosił przyjaciele kulturalnie do środka następnie zamykając za nim drzwi. Przeczesał włosy i poprawił swój szlafrok pod którym znajdowała się jego pidżama. Uśmiechnął się do kumpla podając mu rękę na powitanie, którą potrząsnął.
    — Chcesz coś do picia? Sok dyniowy? Herbatę? Wody? — zaczął wymieniać wszystko to co znajdowało się w jego lodówce. Gdy już weszli do środka, usiedli na krzesłach, uraczyli się sokiem dyniowym. Zack wpadł na pomysł, dość głupi to fakt, ale jest młody więc jeszcze może się wyszaleć. Spojrzał na towarzysza znacząco i zaczął zabawnie poruszać brwiami.
    — Czy wolisz może coś mocniejszego? — spytał po chwili blondyn spoglądając na swojego przyjaciela. Nie musiał powtarzać, brunet od razu wiedział o co mu chodzi. Chciał zrobić coś mega szalonego, siedzenie w chacie to było coś czego szczerze nienawidził. A wypicie Ognistej nielegalnie było dość zabawnym pomysłem i na samą myśl zaczął się w duchu śmiać. Być może z tego właśnie powodu już pragnął wracać do Hogwartu, mimo, że wakacje się dopiero zaczynały, męczyło go towarzystwo rodziny w jego życiu. Dlatego właśnie wpadł na ten pomysł. Nie czekając na odpowiedź przyjaciela pokierował się do swojego pokoju ściągając w pośpiechu ubrania i zmieniając je na wyciągnięte z szafy czarne spodnie i białą bluzkę. Na nogi wciągnął trampki i gotowy do wyjścia podszedł do kumpla, który na niego czekał. Zamknął drzwi i obaj pokierowali się do najbliższego w okolicy pubu, gdzie w spokoju lub nie mogli zrobić coś szalonego.

    Zack Williams

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Pomysł mi się podoba, nie miałam jeszcze styczności z rzeczami tego pokroju, więc tym chętniej przystanę na twoją propozycję. Problem rodzi się jednak z miejscem zamieszkania lukowego, oczywiście jest to Anglia, jednakże z prostej przyczyny, którą zaraz wyłożę, nie możemy konceptu poprowadzić zgodnie z twoim zamysłem. Luke, co w sumie nie zostało nigdzie jasno określone, więc rozumiem niedopatrzenie, wychował się w różnego rodzaju domach opieki, gdziekolwiek, gdzie udało się go akurat wcisnąć. Nie mógłby zaprosić Kaidena do siebie, gdyż wolałby uniknąć wprowadzenia go tak głęboko w swoje życie, co więcej, w placówkach tego typu, wedle mojego założenia, funkcjonuje swoisty rygor, który sprawia, że koleżeńskie spotkania zostają kategorycznie wykluczone. Zamiast tego możemy pokierować ich w stronę jakiegoś ustronnego miejsca, może z ładnym widokiem, który ujawni się, kiedy zastanie ich noc? Załóżmy, że po fakcie dokonanym postanowiliby porozmawiać, a towarzystwo gwiazd i księżyca na niektórych działa nadzwyczaj kojąco. Jak pewnie zdążyłaś zauważyć, a jeżeli nie, cóż, zaraz to naprawimy, lubię wątki o zabarwieniu uczuciowym, to przeważnie na emocjach i doznaniach buduję historie z poszczególnymi bohaterami. Dlatego byłoby mi bardzo na rękę, gdyby Way jednak zasłużył na niechęć twego pana, co skomplikowałoby nieco sytuację, w której staje się wyzwolicielem. Może odbił mu kiedyś dziewczynę? Sam się do niego zalecał, ale został odprawiony z niczym? Coś, co byłoby na tyle poważne, by graniczyć z nienawiścią, a później przemieniłoby się w, prawdę powiedziawszy, jeszcze nie wiem co.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  41. Inez od małego kochała zwierzęta. W sposób szczególny upodobała sobie co prawda najzwyklejsze w świecie koty, pozostając pełną podziwu dla ich umiarkowania w okazywaniu uczuć, których ona sama chować nigdy nie potrafiła, oraz dostojeństwa, ale każde inne żywe stworzenie w jej oczach posiadało nieocenione piękno i zbliżony czar. Uwielbiała zarówno te małe, jak i duże, opierzone czy porośnięte sierścią, nawet te niewykazujące żadnego pokrycia poza nagą skórą, po przekroczeniu murów Hogwartu do listy dołączyły również magiczne. Ku przerażeniu matki i uciesze ojca znosiła do domu każdą istotę, jaką tylko udało jej się pochwycić, nadając jej odpowiednie ― zdaniem małej Inez z długim warkoczem ― imię i wynajdując właściwe dla niej miejsce w domu. Z uporem maniaka powtarzała ten cyrk mniej więcej do ósmego roku życia, dopóki jej rodzice nie rozwiedli się, a ona została z matką i dwójka braci ― potem mogła już tylko podziwiać z daleka, od czasu do czasu jedynie załapując się na jakiś wolontariat zobowiązujący ją do szczęśliwej pracy ze zwierzętami. Każda tolerancja ma jednak swoje granice, a panna Amers swoją odkryła w noc poprzedzającą wyjazd z Hogwartu po (jak jej się wydawało) pomyślnie zaliczonych SUMach.
    Od tygodni dręczyło ją przeczucie, że wydarzy się coś złego. Źle spała, jeśli w ogóle udawało jej się usnąć, piła za dużo kawy, przez co trzęsły jej się dłonie i nie mogła się na niczym skupić. Przez cały ten czas zwalała to na karb zbliżających się egzaminów, których oblanie oznaczałoby dodatkowy męczący rok spędzony w Szkole Magii i Czarodziejstwa, a tego z całych sił starała się uniknąć. Testy jednak przeminęły, nadchodziły wakacje, a ona wciąż nie czuła się dużo lepiej. Prawda, że wreszcie zaczęła sypiać dłużej niż trzy godziny, ale niejasny niepokój nie chciał jej opuścić. Powoli malał, sadowiąc się wygodnie gdzieś pod jej skórą, ale dziewczyna wciąż czuła jego obecność. Nie był tak dokuczliwy jak wcześniej, miała więc nadzieje, że tej nocy uda jej się spokojnie dryfować po krainie Morfeusza... bardzo naiwne nadzieje, jak się okazało.
    Wracając z hogwarckiej kuchni, do której nocne wycieczki stały się w ostatnim czasie nieomal tradycją Puchonki, nie myślała o niczym więcej jak tylko o ciepłej pościeli. Wizja ostatniej nocy spędzonej w towarzystwie czterech obcych dziewcząt wprawiała ją w dziwnie błogi stan, toteż gdy tylko przekroczyła próg znajomego dormitorium, bez zbędnego palenia różdżki przemaszerowała cicho całą jego długość i zrzuciwszy z siebie (gruby z konieczności, przez wzgląd na warunki panujące w lochach) szlafrok, walnęła się na łóżko, gdzie nie spodziewała się przecież znaleźć niczego więcej jak wyleżanej poduszki i starego koca. Wściekły syk prędko wyprowadził ją z błędu. Z głośnym piskiem ― bardziej zaskoczenia niż przerażenia ― Inez poderwała się z posłania, budząc przy tym wszystkie koleżanki. Z bijącym szaleńczo sercem wycofała się pod najbliższą ścianę, próbując zrozumieć, co za stworzenia właśnie o mały włos nie rozgniotła. Z pomocą przyszła jej jedna z lokatorek, która dość przytomnie w całym zamieszaniu pomyślała, aby zapalić trochę światła. Gdy żółty snop padł na źródło kłopotu stało się jasne, że ciemność i idąca z nią w parze nieświadomość były o niebo lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ― Merlinie, tu jest wąż ― szepnęła z przestrachem jedna z dziewcząt. Kwestią sekund był wybuch ogólnej paniki i zbiorowa ewakuacja do pokoju wspólnego. Tylko Amers dalej stała pod ścianą, w milczeniu przypatrując się lśniącym łuskom gada. W miarę jak pompa tłocząca krew w jej ciele zwalniała, a w mgnieniu oka pobudzony adrenaliną umysł zaczynał kojarzyć fakty, blondynkę opuszczało zaskoczenie, a zaczynała napełniać złość. Gorzej, Inez była wściekła. To paskudne bydle mogło należeć tylko do jednej osoby w całym zamku i ona już bardzo dobrze wiedziała, kto nią był. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że wąż nie znalazł się w jej pościeli wyłącznie mało zabawnym zrządzeniem losu.
      ― Zamorduję gada... ― warknęła, odlepiając wilgotne plecy od zimnej ściany. Bynajmniej nie miała na myśli stworzenia, które obserwowało ją teraz czujnie czarnymi ślepiami. Jemu jeszcze mogłaby wybaczyć... gdyby tylko nie wysuwało właśnie rozdwojonego języka i nie próbowało syczeć na nią groźnie. ― No już, idź sobie ― mruknęła, machając dłonią niecierpliwie, ale wąż tylko posłał jej pełne dezaprobaty spojrzenie, tracąc nią zainteresowanie. W zasięgu jego wzroku pojawił się znacznie bardziej interesujący obiekt. Młody, rozbudzony awanturą kociak podkradał się niezdarnie, najwyraźniej upatrując w nowym lokatorze potencjalnego towarzysza zabaw. Sądząc po drgającej zachęcająco końcówce oślizgłego ogona, zabawa nie byłaby długa. ― Ani się waż ― rzuciła ostrzegawczo, nie mając pewności, czy gadzisko w ogóle ją rozumie. Widząc jednak, że nie zamierza reagować, bez zastanowienia chwyciła różdżkę, posyłając w stronę czarnego zwierzęcia pierwsze odrzucające zaklęcie, jakie tylko przyszło jej do głowy. Ani śniła pozwolić mu zeżreć Nukę! Chwytając kotkę w ręce, Amers czym prędzej umknęła z pokoju, zatrzaskując za sobą drewniane drzwi zanim wąż zdążył się pozbierać. Nie miała szans na pochwycenie własności Lyncha i osobiste odniesienie mu „zguby” w akompaniamencie soczystych i pełnych wdzięczności, rzecz jasna, podziękowań. Musiała więc zadowolić się oczekiwaniem w pokoju wspólnym Puchonów. Oka i tak już nie zmruży, równie dobrze może przypilnować, żeby Lamia nie uciekła z dormitorium.
      Ranek zastał ją na wpół przytomną przed dogasającym kominkiem, lecz nie minęła ósma, kiedy blondynka z chmurną miną opuszczała lochy, nie mogąc znieść wszechobecnego wśród Puchonów podekscytowania wyjazdem i płaczliwych jęków koleżanek, które przez obecność węża nie mogły dostać się do osobistych rzeczy. Mając serdecznie dość ich utyskiwań, zamierzała na początek odnaleźć nauczyciela ONMS, który pomógłby w usunięciu problemu, nim zdąży zdenerwować się obecnością Kaidena w czasie śniadania. Pech chciał, że ten drugi napatoczył się pierwszy, a zadowolony uśmiech, jaki wykwitł na jego ustach, gdy tylko wychynęła zza zakrętu, sprawił, że nadszarpnięte nerwy z natury dość opanowanej Puchonki po prostu nie wytrzymały. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że ten uśmiech mógł być spowodowany samym jej pojawieniem się, a nie satysfakcją z wyciętego kawału.
      ― Ty... ty cholerny, ślizgoński padalcu! ― wycedziła przez zaciśnięte szczęki, w ostatnich przebłyskach zdrowego rozsądku próbując zachować resztki samokontroli. Zamaszystym ruchem poprawiła zsuwającą się z ramion, za dużą koszulkę pożyczoną od jednej z Pachońskich wychowanek. ― Czyś ty do reszty postradał rozum? Pleśń z lochów przeżarła ci mózg czy jak? ― Argument skądinąd bezsensowny, jeśli zważyć na fakt, że nie tylko pokoje Slytheriunu znajdowały się w podziemiach Hogwartu, ale koniec końców to nie ona wpuszczała ludziom do łóżek agresywne bestie. Inez mogłaby przysiąc, że kły węża minęły jej kostkę o zaledwie milimetry, gdy uciekała przed nim w nocy z dormitorium!

      [Wybacz wszystko, bo ja już o tej porze nie wychwytuję wystarczająco sprawnie literówek, powtórzeń i innych kwiatków, no ale obiecałam w nocy, więc jest, w końcu.]

      Inez Amers

      Usuń
  42. [Tak, jestem całkowicie za tym pomysłem. ;)]

    OdpowiedzUsuń

  43. Wchodząc do środka pubu Zack mimo woli zaczął wdychać otaczający go zapach, być może wyglądał jak alkoholik, ale on po prostu przez całe wakacje nie miał okazji choć w odrobinie się zabawić, wyszaleć. Nic ciekawego przez ten miesiąc go nie spotkało, do teraz. Spojrzeli po sobie. Pub wyglądał trochę jak melina, ale to nie zmienia faktu, że mogli się przynajmniej dobrze zabawić. Gdy spojrzał w stronę baru z przykrością zauważył, grubego wąsacza, który.. o nie, on chyba dłubał w nosie, Zack powstrzymał się by nie puścić pawia i spojrzał w stronę kumpla, który już od jakiegoś czasu śmiał się.

    — Oj no weź, stary! Czemu to ja zawsze odwalam brudną robotę? — krzyknął lekko go popychając, ale w ostateczności obaj usiedli przy barze z lekką przerwą między sobą. Stary grubas spojrzał pytająco na Zack' a, który z szerokim uśmiechem wpatrywał się w mężczyznę, o ile można było go tak nazwać. Poprawił swoją białą bluzkę i usadowił się wygodniej. Zakasłał chcąc brzmieć bardziej dorośle. Grubas wyglądał jakby był jednym z tych, którzy wychowywani byli w czasie wojny. Z ostrymi zasadami, których broń Merlinie nie łam! Zaśmiał się lekko gdy spostrzegł jego ubrudzone wąsy od piwska.

    — Poproszę whisky. — powiedział jak najbardziej pewnie. Facet pokręcił głową na niego nic nie robiąc. Zack odwrócił głowę w stronę Kaiden' a, który trzymał się za brzuch chcąc powstrzymać swój śmiech. Zack zacisnął zęby i spojrzał ponownie przymilnie na tłuściocha. Jego słowa zdaję się nie zrobiły na nim większego wrażenia, bo wciąż wpatrywał się w Ślizgona głupkowato z uniesioną brwią. Trochę już zdenerwowany chłopak wstał z miejsca. — Słyszał pan o co prosiłem? — spytał po chwili widząc, że jego słowa nie podziałały na barmana, który właśnie polewał siedzącemu obok Zacka mężczyźnie. Wbił w niego swoje spojrzenie tak mocno i nachalnie, że gdyby oczy mogły zabijać najprawdopodobniej facet leżał by już przygnieciony własnym ciężarem na ziemi stękając z bólu i jęcząc aby ten dał mu spokój. Po krótkiej prezentacji, która miała miejsce w jego głowie chłopak ponownie wbił spojrzenia.

    — Dla ciebie gówniarzu mam tylko piwo kremowe. — odparł barman na co reszta tłumu zebranego w pubie zaczęła głośno rżeć ze śmiechu. Tego było za wiele. Zack nienawidził jak traktowano go jak dziecko. Gdy tylko chciał się rzucić na barman, Kaiden go powstrzymał. Zack już odstawiony na bok wciąż miał ochotę roztrzaskać mu ten jego owłosiony łeb. Po chwili jednak się uspokoił gdy spostrzegł jak jego towarzysz i kumple idzie w stronę barmana. O nie, nie, nie! No przecież to on miał pokazać, że jest lepszy. — bijąc się z własnymi myślami i wciąż siedząc w koncie wpatrywał się w Ślizgona. Mimo, że miał ochotę na coś mocniejszego wciąż trzymał kciuki aby mu się nie udało. Zawsze ze sobą rywalizowali, to była tak ich zasada, czy coś w ten deseń. Rywalizacja o wszystko, o dziewczynę, o Qudditcha, czasem nawet o oceny w szkole, ale to w rzadkości.


    [W sumie twoja długość jest dobra. I w sumie nie wiedziałam, że aż tak się popędziłam;)]

    Zack

    OdpowiedzUsuń
  44. [dziękuję! też na to liczę, oby się udało. i witaj również. :)]

    Rudy Team Avila&India.

    OdpowiedzUsuń
  45. [Jasne, miło, że o mnie pamiętałaś. :) Tylko teraz trzeba się zastanowić jaki wątek pasuje do naszych postaci.]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  46. [Cieszę się, że przybyłaś, choć jestem zaskoczona słowem "cudna", bo rzadko mi się ogólnie zdarza, aby mi ktoś chwalił karty. Twój Ślizgon mi podpasował, nie ma powodu, aby mi nie pasował. I chciałabym teraz błysnąć z miejsca jakimś pomysłem, żeby nie było, że tylko sępię, ale ja to się tak do wymyślania nadaję... (bez komentarza :D).
    Ale za to obiecuję zacząć, o!
    A tak jeszcze poza tematem - jeśli Kaiden urodził się 17 listopada 2004 roku, to powinien być na VI roku. Albo po prostu machnęłaś się przy wpisywaniu roku :)]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  47. - Nie dasz rady!
    Zaśmiała się głośno, odwracając się do niego przodem właśnie w tej chwili gdy zaczął się rozdziewać. Jeśli myślał, że swoją golizną mógł ja w jaki sposób speszyć, to niestety ale się pomylił. Nie należała do grona tych panienek które na myśl o nagim mężczyźnie piszczały i zasłaniały oczęta. Wychowana przez mężczyznę i z bratem takim a nie innym zdążyła się przyzwyczaić do takiego widoku, albo dobrze maskować zaskoczenie, czasami mieszające się z zachwytem. W tym wypadku z racji ograniczonego dostępu do światła jedynym co zobaczyła była jaśniejsza plamka powoli znikająca pod ciemną taflą jeziora. Nic wielkiego, gdyby nie fakt że jak na wielkiego zmarzlucha, za którego go uważała i za którego on się chyba uważał poruszał się w zimnej wodzie niesamowicie szybko. Owszem, Serena też umiał szybko pływać, jednak chwila jej wahania zadecydowała na tym, że nieuchronna wizja zaprowadzenia jej na dywanik do brata niestety stała się bardziej rzeczywista niż wszystko to co ją w tej chwili otaczało. Syknęła przeciągle zanurzając się w wodzie aż po czubek głowy i najszybciej jak umiała zaczęła płynąć na przeciwległy brzeg, dziękując Merlinowi w duchu, że już jako mała dziewczynka myśląca o zmianie swojego środowiska na wodne i życiu z Syrenkami, uczyła się wstrzymywać oddech. I była w tym całkiem niezła.
    W końcu, może po minucie może po dłuższej chwili jej stopy dotknęły gruntu a ona sama wynurzyła się z wody. Wybiegła na brzeg chowając się za krzakiem. Co jak co ale Kaiden nie należał do chłopaków z jej listy, którzy mieli ja oglądać w pełnej krasie jak stworzyła ją jej mama i wiele lat różnych treningów. Nie żeby wstydziła się swojego ciała, wręcz przeciwnie- lubiła je każdą swoją krągłość, każdy mięsień, zagłębienie, blizną, ale nie na wszystkich Magów świata nie byłą prostytutką by pokazywać się nago pierwszemu lepszemu, byle jakiemu ślizgonowi, który na notabene był znajomym jej brata. Gdzieś tam jeszcze miała resztki godności.
    Przemknęła kawałek wzdłuż brzegu, oddalając się nieco od chłopaka nadal brodzącego w jeziorze, po czym znów wskoczyła do wody na dłuższą chwilę chowają cię pod jej taflą. Taka zabawa w kotka i myszkę naprawdę była rozluźniająca.
    - Jesteś po pierwsze za wolny aby mnie złapać, pod drugie jesteś ślizgonem a trzecie zaraz wymyślę, jak tylko zbliżysz się do mnie bliżej niż na dwa metry- krzyknęła w jego kierunku.
    Osoba trzecia, która mogłaby oglądać tą sytuację zza drzew zapewne miałaby niezły ubaw, bądź stracha. W końcu latanie na golasa po plaży, kąpanie się w nocy w jeziorze raczej nie należało do normalnych zachowań, zwłaszcza wśród uczniów tak prestiżowej szkoły jaką był Hogwart. Nie wspominając już o innych aspektach tego małego spektaklu.

    [Wybacz zwłokę, wybacz błędy i wybacz mi wszystko...kajam się. Co do ruszania postaciami- jeśli nie będzie to przykładanie różdżki do skroni czy coś w tym stylu to nie mam nic przeciwko :)]

    Serena

    OdpowiedzUsuń
  48. [Nie jestem jakoś specjalnie wybredna, raczej wdzięczna, że ktoś w ogóle proponuje pomysły, bo ja kiepska jestem w wymyślaniu. A ten jest serio ciekawy i nie piszę tego wcale na siłę, tylko mi się po prostu podoba :)
    Więc, jak rozumiem, teraz moja kolej i powinnam zacząć. Nie ma problemu, tylko uprzedzam od razu, że od niedzieli idę na urlop. Albo mi się uda do niedzieli, albo będę szukać odrobiny wolnego czasu, gdzieś tam biegając.]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  49. [ Jest bardzo w porządku, a pisać możesz wedle uznania!]

    Dni mijały, jeden za drugim, zlewały się w chaotyczną całość, aż w końcu przestawały mieć jakiekolwiek znaczenie, gubiąc nazwy i godziny. Przychodziły i odchodziły, usypiały go swym monotonnym rytmem. Przez jakiś czas, naprawdę krótki, łudził się, że może tym razem będzie inaczej, że coś się zmieni, w efekcie odmieniając jego życie. Nadzieja stopniała jednak w zatrważająco szybkim tempie, a świat wciąż pozostawał szarym, brudnym miejscem, które napawało go wstrętem. Nie potrafił przejść przez ścieżkę istnienia z zamkniętymi oczami,więc ilekroć nadarzyła się ku temu okazja, odwracał wzrok, by nie widzieć wszechobecnych okropieństw. Zbyt wiele cierpienia wspięło się po bladej skórze, tak wiele, że wydawało mu się, iż niebawem wybuchnie, rozbryzgując nagromadzony dotychczas ból.
    Zwykł zapominać o przeszłości cal po calu, uczyć się egzystencji od nowa i z zaciśniętymi ustami uzupełniać braki we własnym wnętrzu. Na początku topił się bagnie porażek, ale im więcej nocy poświęcił na beztroskie sny, tym łatwiej lawirował w tłumie nastoletnich czarodziei. Hogwart, wbrew wszelakim oczekiwaniom, zagarnął go w kochające objęcia, odgradzając kamiennym murem podstępną samotność. Dał mu swoją obecność, ludzi, dla których warto było trwać i wiarę, głęboko zakorzenioną wiarę, dzięki której potrafił snuć rozmyślania o lepszym jutrze. Wszystko, czego Luke kiedykolwiek potrzebował, mieściło się w strzelistych wieżach i niezbadanych komnatach, a jemu brakowało słów, aby wyrazić, jak bardzo jest wdzięczny za możliwość stania się nierozerwalną częścią magicznej społeczności.
    Dopiero kiedy wysiadał z czerwonego pociągu, wlokąc za sobą bagaż, przypominało mu się, jak wygląda prawda, którą tak sprawnie skrył za zasłoną nierzeczywistych marzeń. Głowę trzymał nisko, by nie widzieć, jak rodzice czule przytulają swoje dzieci, a później zasypują je gradem pytań, wręcz nie dowierzając, że na powrót mają je przy sobie. Nikt nigdy nie wychodził mu naprzeciw, nikt nie kłopotał się, by zapytać o to, jak się miewa. Odkąd pamiętał, na jego widok wzruszano ramionami i choć minęło wiele lat od pierwszej podróży w nieznane, do tej pory nie doczekał się zainteresowania ani aprobującego uśmiechu. Resztkami sił wnosił kufer do swojego pokoju, małego, wiekowego, lecz nadzwyczaj czystego i godzinami wpatrywał się w popękany sufit, gdyż tylko taką atrakcję oferował mu sierociniec. Przeistoczył czującą jednostkę w liczbę zapisaną niewidzialnym atramentem, jakby nie miała prawa bytu, od zawsze zdana na wegetację w cieniu.
    Nienawiść, którą żywił do wakacji, była więc w pełni uzasadniona, a pogarda, z jaką się o nich wyrażał, zakrawała na miano bezspornej. W czasie ich trwania marniał w oczach, nie dojadał i włóczył się bez ustanku po Londynie, nie respektując odgórnie narzuconych zasad. Nie mógł uciec, bo nie miał pojęcia, w jaką stronę mógłby się udać, nie mógł także żyć na własną rękę, gdyż wciąż po części pozostawał małym chłopcem, potrzebującym troskliwiej opieki. Rankami wymykał się po cichu, a w towarzystwie gwiazd wracał, by rzucić się na łóżko i śnić, tym samym gasząc domniemania na temat jego ucieczek, pochodzących wprost od istot jemu podobnych, którym wprawdzie imponował, acz z drugiej strony prezentował się jako ktoś poza zasięgiem, wyobcowany na tle desperackich prób wzięcia się w garść.
    Tym razem scenariusz nie odbiegał od normy, z papierosem w ustach przechadzał się po znanych, jak i nieznanych sobie uliczkach, będąc ponad czasem i prawem. Nie interesowało go nic prócz nieustannego przemieszczania się z miejsca na miejsce, pragnął ciągłości, celu wyznaczanego na nowo po przebyciu kolejnych dwustu metrów. To go zadowalało, na parę sekund wymazywało bezbrzeżną tęsknotę za kamiennymi murami i pozwalało funkcjonować, choć często nazbyt koślawo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez moment obserwował dym ulatujący w przestrzeń, a później zaciągnął się ostatni raz i rzucił niedopałek za siebie. Rozglądnął się dookoła, zastanawiając się, w którą stronę pójść, by nie kluczyć w niekończącym się labiryncie domostw, aż w końcu za pomocą wyliczanki skierował swe kroki w lewo. Nie uszedł jednak daleko, gdyż z nagła został przyparty do chodnikowej powierzchni, krzywiąc się na myśl o tym, iloma siniakami obdarowano go w ramach niespodziewanego i bolesnego zderzenia.
      - Uważaj – warknął, z ledwością podnosząc się do pionu i mierząc obiekt swego upadku nieprzyjaznym spojrzeniem. Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, z kim ma do czynienia, lecz nie zdradził się nawet drżeniem powieki, nadal nieustępliwie się w niego wpatrując.

      Luke

      Usuń
  50. [Powiem tak — skoro mogłaby to wiedzieć dlatego, że znali się od siedmiu lat, to właśnie tu pojawia się problem: Liwia jest w Hogwarcie dopiero od roku (wcześniej uczyła się przez pięć lat w Durmstrangu), dlatego ta wersja odpada. Co do samego spotkania — jeśli nie miałabyś nic przeciwko, to Liwia mogłaby go przyłapać na tej rozmowie z wężem i zwyczajnie się tym zainteresować. Ewentualnie Lumia mogłaby jej wpełznąć do łóżka i wszyscy Ślizgoni usłyszeliby jej pisk. O ile nadal masz chęć na jakiś wątek ze mną, bo minął już ponad tydzień, odkąd napisałaś pod moją kartą.]

    Liwia Marzęda

    OdpowiedzUsuń
  51. [Informuję, że wróciłam z wakacji i od jutra będę w pełni gotowa do działania w sprawie naszego wątku! :)]

    Suzanne

    OdpowiedzUsuń
  52. Nie wiedziała, co takiego miał w sobie ten Ślizgon, ale jedno musiała mu przyznać ― z każdym dniem mozolnie dochodził do perfekcji w wyzwalaniu najgorszych instynktów, jakie blondynka kryła głęboko w sobie i z których istnienia nie zdawała sobie nawet sprawy. Jako z natury osoba dość cierpliwa z całych swych sił starała się nie ulegać jego wpływom, w odpowiedzi na coraz to głupsze (jej zdaniem) zaczepki odpowiadając drwiącym, możliwie najspokojniejszym uśmiechem, jaki tylko miała w swoim repertuarze. Być może nie było to najrozsądniejsze z jej strony, koleżanki z dormitorium bez przerwy syczały jej do ucha ostrzegawcze „to przecież Ślizgon, Inez, daj spokój, zanim komuś stanie się krzywda”, ale wiedziała, że takie opanowanie drażni bardziej niż głośny wybuch agresji, a widok Lyncha zawiedzonego brakiem reakcji był niczym najpiękniejszy świąteczny obrazek. Nie robiła tego jednak z nienawiści do Kaidena, w przeciwieństwie do chłopaka podobne uczucia ze strony Amers nie miały miejsca. Nigdy nie poczuła się bowiem winna za przyprawienie go o świński ogon, tamtego dnia zależało jej jedynie na czystej i uczciwej konkurencji, a każdy kolejny akt niezadowolenia ze strony bruneta przyjmowała jako wyraz właściwiej wychowankom Salazara nieumiejętności przyjmowania porażki i poczuciu urażenia wyolbrzymionej dumy, które za wszelką cenę trzeba zmazać. W gruncie rzeczy ostatnie półtora roku przez większość czasu może i Kai nie pozostawał jej tak samo obojętny, jak przez pierwsze lata nauki w Hogwarcie, ale wzajemne próby uprzykrzenia sobie życia traktowała raczej jako pewien rodzaj sportu. Sportu przesyconego frustracją i momentami niezdrową rywalizacją, ale nie nienawiścią. Tak było przynajmniej do dnia dzisiejszego, bo stojąc z nim teraz sam na sam nieopodal gabinetu profesora ONMS jedyne, o czym marzyła blondynka, to rozszarpanie upierdliwego bruneta na strzępy.
    Przez pełne pięć lat uczęszczania do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, Puchonka w dalszym ciągu nie oswoiła się z poglądami głoszonymi przez zatwardziałych zwolenników czystości krwi. Choć nigdy nie reagowała inaczej jak godnym uniesieniem głowy i odmaszerowaniem z wyraźną pogardą dla tak prymitywnych przekonań, w środku wszystko w niej krzyczało. Na litość, nie jest przecież winą mugolaka, że jego rodzice nie wykazywali magicznych zdolności, tak samo nie jest winą charłaka, że nie otrzymał w spadku tej iskierki magii, która pozwoliła jego rodzinie otrzymać listy z Hogwartu. I tym razem nie było inaczej. Może tylko cień, który przemknął przez jej twarz był widoczny bardziej niż zwykle, wyostrzony ogólnym zmęczeniem po nieprzespanej nocy. Nie umiała pogodzić się z tym, że została wiedźmą, bo nie umieli zaakceptować tego jej matka i dwaj bracia, których dziewczyna kochała ponad życie, ale jej czarodziejska część za każdym razem cierpiała tak samo, gdy zmuszona była wysłuchiwać podobnych uwag. Od ośmiu lat próbując przynależeć gdziekolwiek, finalnie nie potrafiła się przypasować nigdzie, a tego typu gadanie wcale nie pomagało wychowance Borsuka odnaleźć siebie. Skutkowało mniej lub bardziej widocznym wewnętrznym rozdarciem blondynki, które niestety chyba coraz rzadziej pozwalało się ukrywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmrużyła oczy niczym wściekły kot, próbując powstrzymać się od rozmasowania bolącej szczęki. Z wyraźnym rozdrażnieniem i niechęcią przypatrywała się Kaidenowi w milczeniu, starając się dojść do ładu z burzą w jej wnętrzu. Całkowity brak przejęcia i spokój, którymi ją obdarzył podziałały na nią niczym kubeł zimnej wody, choć jedynie do pewnego stopnia. Postąpiła krok na przód, zatrzymując się tuż przed Ślizgonem. Ani na moment nie spuściła rozognionego spojrzenia z jego ciemnych oczu, kiedy niespiesznie wyciągała dłoń w stronę jego piersi, zaciskając ją mocno na jego ubraniu, niemiłosiernie gnąc tym samym dotąd gładki materiał. Palec drugiej dłoni boleśnie wbiła tuż pod jego sercem, chwilowo rezygnując z najprostszego rozwiązania, jakim byłoby zwyczajne przyłożenie mu w nos. Jeszcze chowała w sobie na tyle opanowania, ale nie mogła ręczyć za to, co zrobi za chwilę, gdy tylko chłopak ponownie otworzy swoje wężowe usta. Trwała zawieszona na skraju opanowania i tylko od niego zależało, czy dziś Inez przekroczy w końcu swoje granice. Ta zależność nieprzyjemnie łaskotała jej umysł bardziej niż wszystko inne.
      ― Posłuchaj mnie bardzo uważnie, Lynch ― warknęła niskim głosem. ― Tolerowałam te wszystkie dziecinne zagrywki, bo całkiem zabawnie było obserwować nieudolne próby ukarania mnie za twoją własną głupotę, ale tym razem przeholowałeś. Przestań więc udawać najbardziej bezmózgiego Ślizgona w Hogwarcie, bo oboje doskonale wiemy, że wiesz, o co mi chodzi. Napraw to. I dobrze ci radzę, żeby nigdy więcej się to nie powtórzyło, jeśli nie chcesz znów stać się rozkoszną, różową świnką chrumkającą radośnie po szkolnych korytarzach. ― Głos zadrżał jej na końcu ostatniego zdania, zdradzając jej i tak nieskrywane poirytowanie, ale zdołała wykrzesać z siebie najszerszy i najbardziej sztuczny uśmiech, jaki widziały mury tej szkoły. Przydawało to jej twarzy całkiem demonicznego jak na Puchona efektu, ale na pierwszy rzut oka widać było, że nie żartowała. Nigdy nie pozostawała dłużna, równie zaciekle odpowiadając na niespodzianki, jakie co rusz szykował dla niej Kai, ale nie ulegało wątpliwości, że następnym razem pozostawi daleko za sobą wszelkie hamulce i wyjdzie poza zakres dotychczasowych stosukowo niewinnych żartów. Będzie miała przecież pełne dwa miesiące, nim znów się spotkają, na wymyślenie czegoś godnego uwagi.

      Inez Amers

      Usuń
  53. [Czarujący ten Kaiden, poza świetną kartą i imieniem, co mi wyjątowo przypadło do gustu, cudowny wizerunek. Przyszłam, żeby to powiedzieć i zniknąć w ciemnościach blogosfery, bo nienawidzę przychodzić z pustymi rękami, a właśnie w takim stanie się pojawiam. Jeśli mimo wszystko jest chęć na wątek, wpadnij do Dol.]

    Dol Whate.

    OdpowiedzUsuń