15 lipca 2015

I'm walking on sunshine whoa oh!

Gryffindor || VI rok || mugolaczka || bogin: ciemność || patronus: skowronek|| różdżka trzynaście cali, cyprys, włos z głowy wili, giętka 


 Dziecko szczęścia 
 Zakręcona jak musy- świstusy 
 Często łazi ze swoim aparatem, który nazwała Nicolas
  Ugania się za nią czarny kocur o wdzięcznym imieniu Salvador wiecznie domagający się jedzenia
  Listy nosi brązowy puchacz Milord 

Flesz! Oślepiła cię lampa błyskowa aparatu. Kiedy odzyskujesz wzrok widzisz szeroki uśmiech, zielone oczy, lekko skrzywiony nos, blond włosy związane w nieładzie. Uśmiechasz się. No bo czemu by nie. Tak jakby zrobiło się nagle cieplej i słoneczniej. Dziewczyna zaczyna opowiadać jak cudownie wyszedłeś na zdjęciu, jaka nieciekawa dziś pogoda,  jak zajęcia z transmutacji ciągnęły się niczym flaki z olejem, jak dobrze, że kończy się rok szkolny choć będzie tęsknić za przyjaciółmi. Wzrusza ramionami, wręcza ci zdjęcia zrobione polaroidem. Żegna się, odwraca na pięcie i odchodzi. Potyka się o skrawek własnej szaty. Nieuważna. Nierozgarnięta. Roztrzepana. Pakująca się w kłopoty. Uwielbia zaklęcia , eliksiry i transmutacje, choć ta ostatnia nie idzie jej za dobrze. Obrona przed czarną magią w jej mniemaniu jest nawet przydatna. Boi się wszelkich magicznych zwierząt.  Zielarstwo to nie jest jej bajka póki ktoś nie odkryje magicznej rośliny z czekoladowymi żabami zamiast liści. Eksperymentuje z zaklęciami co przysparza jej wielu problemów. Ma na pieńku ze szkolnym woźnym. Najgłośniejsza fanka gryfońskiej drużyny Quidditcha i chyba najgorsza czarownica na miotle, gdyż nigdy nie udało się jej utrzymać dłużej niż minutę. Kochliwa. Lista sympatii od pierwszego roku w Hogwarcie miałaby tyle stron co eliksiry dla zaawansowanych. Między nią a ślizgonami iskrzy, na prawdę. Najczęściej na korytarzach, kiedy to expelliarmus krzyżuje się z drętwotą. Ma starszego brata, który również trafił do Gryffindoru i częstokroć ratuje jej skórę. Oboje grają na gitarze akustycznej. Mathiew wierzy, że w ten sposób ma większe powodzenie u kobiet, choć Elody zastanawia się czy nie ma on jakiegoś  "instrumentalnego" kompleksu  (if you know what I mean). Uwielbia towarzystwo ludzi, choć oni nie zawsze znoszą ją.
___________________________________________________________________
Witam, cześć i czołem. Jestem emerytowaną blogerką więc proszę o wyrozumiałość. Starość nie radość, a dwa lata przerwy od blogowania robią swoje, ale do rzeczy. Lubię powiązania wszelkiej maści, dziwne, skomplikowane, niebanalne, jestem otwarta na propozycje. Wolę wymyślać relację niż zaczynać. Wątki każdej długości biorę choć nie odpisuję w kolejności. Niestety zależy to od weny. Nie pomijam nikogo, a jeśli już to proszę się upominać. Gif przedstawia S. Johansson
Zapraszam do wątków :) gg 3615256

200 komentarzy:

  1. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [dzień dobry! wpakujmy się w kłopoty! :)]

    Andromeda Longbottom.

    OdpowiedzUsuń
  3. [niech zdemolują gabinet dyrektora! *-*]

    Andromeda.

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Bardzo sympatyczna postać. Cześć!]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć. <3 'Najgłośniejsza fanka gryfońskiej drużyny Quidditcha' mnie kupiło, poza tym ten sam rok, więc musimy mieć wątek. :D
    Peace & love]

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Mordka mi się sama cieszy. Wszędzie tej panny pełno, ale to dobrze, mało się tworzy ostatnio takich zakręconych postaci <3 Witamy! ]

    Lorcan Scamander

    OdpowiedzUsuń
  7. [Urocza panna i jeszcze o buźce Scarlett <3
    Witam serdecznie i zapraszam do wątku, jeśli jest chęć :)]

    Micaiah

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Często bywam kopalnią pomysłów, więc szepnij tylko, jaka relacja by cię interesowała, a ja się nią zajmę.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  9. [Skoro Elody taka kochliwa, może przez chwilę kochała się w Micaiah? Ona jemu też mogła się podobać i przez jakiś czas się spotykali, ale coś jednak nie wyszło i mogą być dobrymi znajomymi, choć czasami wspominają sobie dawne czasy :) No i jak najbardziej możemy wykorzystać twój pomysł, aby Elody uczyła go zaklęcia patronusa :D]

    Micaiah

    OdpowiedzUsuń
  10. [No nie mogłam się doczekać! :D Ej, mają takiego samego bogina! Piąteczka! <3 Hm. Myślę, że Ellie nie chciałaby żadnej wystawy. :D Ale to może całkiem zabawnie wyjść, może się wkurzyć. Ewentualnie Elody może chcieć robić jej portretówki, żeby niby ją "ośmielić" i tak dalej, a Ellie jakoś nie bardzo się ten pomysł podoba, ale przeciez Elody jest taka kochana i w ogóle, więc niechętnie się zgadza i jakoś to idzie. :D]

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  11. [Faktycznie mogą się dogadać. Hm, Elody jest dobra w zaklęciach i eliksirach, April natomiast w zielarstwie i opiece nad magicznymi stworzeniami, z którymi Twoja dziewczyna ma problem. Może April będzie się starała przemóc strach Elody w strachu przed zwierzętami?]

    April Rhodes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ["(...) przemóc strach w strachu (...)" - ja to czasami jestem genialna, nie ma co.]

      Usuń
  12. [ Taki promyk słonka to skarb! ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  13. [Błagam, zacznij! Bo ja od ponad roku miałam przerwę i znowu muszę się wczuć! PROSZĘ! <3 Zrobię Ci prywatny ołtarzyk pod biurkiem! <3]

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  14. [KOCHAM CIĘ! <3 Spoko, rozkręcimy się obie! <3]

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Wpadli na siebie na korytarzu, twoja niewiasta niosła jakieś wiekowe tomiska, które efektownie rozsypały się na posadzce. Łatwo wpadła w złość, gdyż poukładała je alfabetycznie/według upodobań, a tu jakiś białowłosy gigant śmiał zakłócić jej porządek. Luke oczywiście niezbyt przejął się zajściem, zaśmiał się krótko, posłał Elody paskudny uśmiech i zniknął za zakrętem. Później względna cisza, aż tu nagle ponownie coś się dzieje, któregoś dnia lukowy rozbryzguje na twojej pannie jej deser, gdyż któreś zaklęcie poszło nie tak. Jednym słowem, jest obiektem nieustannej złości Harrison, na jego widok odechciewa się jej żyć, a do tego uprzykrzanie jej istnienia z pewnością sprawia mu widok. Czarę goryczy przelało to, że zaczął spotykać się z chłopakiem, który wpadł jej w oko, a ona przyłapała ich w którejś zapomnianej klasie. Och, talerze latały, zdecydowanie! Obwiniała go o najstraszniejsze zbrodnie świata, oskarżyła o świadome łamanie damskich serc! A on co? Uśmiechnął się, szepnął, że jej to wynagrodzi i tyle go widziała. Tu właściwie zaczyna się nasz wątek. Co ty na to, żeby próbował ją uwieść, ot, przecież uczynił tyle zła, a ona krzywiła się na samą myśl o jakimkolwiek bliższym kontakcie? Chodzi mi o to, że pomiędzy nimi jest to niebezpieczne przyciąganie, które z czasem Elody odkryje, jednak na razie okrywa je gruba warstwa niechęci.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  16. [Andromeda ją przypadkiem w to wpakuje, koncepcja będzie, że tylko coś ukradną albo coś. :D a potem wkroczy tatuś... uuu... XDDDD]

    Andromeda, wściekła jak osa, wypadła z gabinetu dyrektora, mamrocząc pod nosem wszystkie znane jej przekleństwa i czarnomagiczne uroki, które mogłaby na niego rzucić. Była zła, okropnie zła, że znów zaczęły się próby ograniczenia jej wolności. Że znów ktoś próbował przestawić jej życiową drogę, nakazać, co powinna zrobić.
    Do cholery, co z tego, że jesteś moim ojcem!, wrzeszczała w myślach, roztaczając barwne wizje rzeczy, które mogłaby wykorzystać do zemsty. Nagle zatrzymała się w pół kroku, wściekłość uleciała z niej, jak powietrze z przekłutego balona, a na twarz wypłynął szeroki uśmiech. Skierowała się w stronę Pokoju Wspólnego Gryfonów, zajrzała do środka i, ujrzawszy dobrze znaną jej buźkę, skinięciem wywołała ją z pokoju.
    - Masz ochotę się pobawić ? - spytała, szczerząc się szelmowsko. Zdawała sobie sprawę, iż dziewczyna zapewne nie da się wciągnąć w taką akcję, toteż Andromeda przysięgła sobie, że powie jej tylko część prawdy.
    Nie martwiła się, co będzie dalej, czy Elody się wkurzy, czy przestanie z nią rozmawiać. Rzadko dbała o takie rzeczy, kiedy pałała żądzą zemsty. Jak gdyby wszystkie inne uczucia wyłączały się.
    - Mam pewien pomysł. Potrzebuję czegoś z gabinetu dyrektora. Mały, niewielki przedmiot. Nie zorientuje się nawet - zapewniła gorliwie, rozglądając się dookoła, czy aby na pewno nikt ich nie podsłuchuje. Na wszelki wypadek nachyliła się bardziej i- widząc w oczach dziewczyny zainteresowanie- szepnęła :
    - Czarny dziennik!
    Odsunęła się, oparła o ścianę i przyglądała towarzyszce, czekając na opinię. Niezależnie od jej zdania, ona i tak miała zamiar zrobić to, co zamierzała. Wolała jednak mieć sojusznika w tym trudnym, bądź co bądź, zadaniu.

    Andromeda L.

    OdpowiedzUsuń
  17. [To może zmiksujmy to trochę: na poprzednim meczu nie było któregoś z głównych pałkarzy Gryfonów, więc Malcolm na ostatnią chwilę musiał wprowadzić nowego zawodnika. Był to jakiś młody knypek z parą w rękach, więc Brown uznał, że się nada. Dzieciak jednak miotał tłuczkiem tak mocno, że ten poleciał raz w trybuny i uderzył Elody w głowę, bo jako zagorzała fanka stała najbliżej krawędzi i głośno kibicowała. ;p Malcolm zwyzywał nowego, dostał naganę od jakiegoś nauczyciela, mecz przerwali z powodu zbyt napiętej atmosfery. I teraz przychodzi czas na wątek, w którym Elody z owiniętą bandażem głową siedzi w pokoju wspólnym, wszyscy ją pytają, jak się czuje, a Malcolm siedzi obok i pilnuje, by niedoszły pałkarz był na każde jej i jego skinienie, żeby zadośćuczynić dziewczynie i całej drużynie za to, co zrobił. :D Tak, Malcolm jest okrutny, jeśli chodzi o quidditch. ]:>]

    OdpowiedzUsuń
  18. [O dziękuje! A Elody jest przeurocza i na pewno na twarzy Leo pojawiłby się uśmiech na jej widok :)]

    Leo

    OdpowiedzUsuń
  19. [ O! Rzeczywiście mamy tutaj dwie bratnie duszyczki! Aż mi się na zdrobnienia wzięło, taka Elody jest urocza :D No i tytuł posta oczywiście musiałam zaśpiewać, i aż mi się humor poprawił <3 To co, jakiś wątek? ]
    Maya Austin

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Hm. Może Elody oślepi Mayę fleszem aparatu po którymś z meczy quidditcha, myląc ją z zawodniczką z gryfońskiej drużyny, i tak się poznają :D Można to potem dalej pociągnąć. ]
    Maya

    OdpowiedzUsuń
  21. Ellie należała do ludzi skromnych. A przynajmniej tak uważała. Komplementy kwitowała delikatnym skinieniem głowy i nieśmiałym uśmiechem. Nie lubiła, gdy ktoś rozprawiał się nad czymś dłużej niż powinien, w szczególności, jeśli dotyczyło to właśnie jej samej. Taka była zasada.
    Dzień rozpoczęła obrzydliwą, klejącą się owsianką, w której tylko trochę pogrzebała łyżką i machając zrezygnowanie ręką, odeszła od stołu. Przez kilka godzin chodziła z głową w chmurach, zastanawiając się, jak uchwycić każdy najmniejszy detal wschodu słońca. Kilka kartek wylądowało już w koszu, chciała uniknąć większych strat.
    Chodziła po szkolnych korytarzach, kręcąc się z piętra na piętro. To siedziała na parapecie, żeby przenieść się do Wielkiej Sali, aby potem wylądować na dziecińcu, z którego przeniosła się na błonie. Później można było ją znaleźć w bibliotece, przez chwilę była gdzieś niedaleko lochów, aż w końcu znalazła się we własnym dormitorium. Oczywiście, Lelek przez cały ten czas chodził za nią krok w krok, jakby nie mógł jej opuścić nawet na sekundę. Cierpliwie znosił jej niezdecydowanie, mrużąc przy tym swoje ślepia.
    Ellie opadła zmęczona na łóżko, zamykając oczy. Ziewnęła przeciągle i przycisnęła szkicownik do piersi. Kot przeciągnął się leniwie i usadowił w jej nogach. Gryfonka nic sobie z tego nie zrobiła, co było dość dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że nienawidziła tego zwierzęcia. Nie dlatego, bo coś było z nim nie tak. Uważała, że jest cudowny, jednak był z nim pewien problem. Mianowicie, był prezentem od znienawidzonego ojca Sanchez. A to wiele utrudniało i sprawiało, że Lelek był drugi na liście jej największych wrogów. Bo oczywiście pierwszym był jej ojciec.
    Usiadła na łóżku, opierając się plecami o ścianę i prostując obolałe nogi. Otworzyła szkicownik i dotknęła delikatnie ołówkiem kartkę. Już miała pociągnąć pierwszą kreskę, gdy drzwi dormitorium otworzyły się.
    Elody.
    Ellie rzuciła jej pytające spojrzenie, ale nie skomentowała wyglądu dziewczyny. Miała ochotę rzucić kąśliwą uwagę, że w końcu się umyła, ale nawet na to nie miała ochoty. Myślenie o kolejnym szkicu już wystarczająco bardzo ja absorbowało.
    Spojrzała na koleżankę, słysząc pytanie. Uniosła jedną brew do góry.
    - Co kombinujesz? – spytała podejrzliwym głosem. – Mam dziwne wrażenie, że nie powinnam ci ufać.

    [JEST DOBRZE, MISIEK <3 Ale nie załamuj się moimi błędami ani niczym. Jak mówiłam, muszę się wczuć. :)]

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Nie mam nic do zarzucenia. Ja z kolei trochę się rozpisałam, więc jeżeli ilość albo forma wyrazu nie przypadną ci do gustu, daj znać.]

    Gdyby ktokolwiek zapytał Luke'a, dlaczego postępuje w ów niekonwencjonalny sposób, który go charakteryzował, z pewnością zrzuciłby swoje poczynania na karb przypadku. Rzekłby, że wszystko dzieje się niespodziewanie i z nagła, że nie ma czasu, by przygotować się na konsekwencje poniektórych działań. Czy wierzył w prawdziwość swych przekonań? Czy był pewien nieomylności pochopnie rzuconych stwierdzeń, którymi zwykł zakrywać plamy własnej nieodpowiedzialności? Cóż, na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, iż nie istnieje nikt, kto obdarza splot nieprzewidzianych wydarzeń nabożniejszą czcią. Ta niepewność towarzysząca przy każdym zakręcie, to szybsze bicie serca podczas wypraw niekończących się ani nieszczęśliwie, ani dobrze. Jednym słowem, a może dwoma, podpisywał się rękami i nogami pod ideą akcydentalności. Jednakże jak powiadają zblazowani mędrcy ze zwichrzonymi brodami, nie należy oceniać książki po okładce, gdyż nawet największe lekkoduchy w głębi serca dostrzegają na świecie łunę przeznaczenia.
    A chociaż wzbraniał się przed ujęciem pewnych kwestii trafnymi określeniami, nie dało się zaprzeczyć, że to właśnie przeznaczenie skierowało go w stronę jednego z mniej uczęszczanych korytarzy, gdzie zderzył się z posadzką i na domiar złego, spowodował więcej szkód niż wygłodniałe króliki na polu pełnym marchewki. To przypadek, wydusiłby, zapytany o zajście sprzed paru tygodni, najczystszy przypadek, przysięgam! Tamtego feralnego dnia prawdopodobnie na jego tłumaczenia postronni obserwatorzy przymknęliby oko, lecz jak wytłumaczyć dzieło przypadku, które było przypadkowe zbyt liczną ilość razy? Jako zwolennik teorii głośno mówiącej o losie, niewiele wiedział o rzeczywistych jego zrządzeniach. Chwytając się wymówki przypadku podczas nieudanego pokazu magii, bądź romantycznej schadzki na niepewnym gruncie, zaprzeczał niepodważalnym prawom, które zarysowały się w dziejach tym, iż zgodnie twierdziły, że jednorazowość jest matką przypadku, a wielorazowość ojcem przeznaczenia.
    Ach, słodka siła wyższa odcięła mu drogi ucieczki i zaprowadziła wprost w ramiona Elody. Początkowo zlekceważył ów fakt, była po prostu kolejnym przechodniem, któremu księgi wylatywały z rąk. Nie miała znaczenia, bo jakże mogłaby je mieć, zanim przydreptała pod drzwi zapomnianej klasy i wypluła mu w twarz najplugawsze z plugawych wyrażeń. Dopiero wtedy dostrzegł ją w jasnym świetle, widząc, ile nienawiści jarzy się w jej oczach, chociaż nie miał pojęcia, czym doprowadził do tego zatrważającego stanu rzeczy. Ileż nasłuchał się o swojej podstępnej naturze! Że wziął sobie za cel uprzykrzanie jej życia, że robi to z premedytacją, że uśmiecha się wstrętnie, ilekroć widzi, ile bólu naniósł jak błota! Gdyby wymieniać, lista oszczerstw ciągnęłaby się w nieskończoność, jednak najgorsze było to, że krzywdził, bo i jego niegdyś krzywdzono, co więcej, niewinny zawinił tym, że ona znała każdy szczegół jego dotychczasowego postępowania, a on musiał żebrać o jej imię w tłumie nastoletnich czarodziei, albowiem do tej pory lekceważył harrisonowe istnienie.
    Później zwykło bywać już z górki, a jeszcze później odkrył w sobie umiejętność namierzania Elody z dokładnością godną pozazdroszczenia. Zważywszy na obietnicę odkupienia, którą złożył nadzwyczaj pochopnie, ułatwiało to jakiekolwiek próby pokuty, niemniej zakrawało na uciążliwy obowiązek, suto zakrapiany morderczymi spojrzeniami. O zgrozo, podobała mu się mnogość emocji, którą wywoływał i im częściej majaczył na horyzoncie, tym bardziej zadowolony się stawał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prócz standardowej dawki sarkazmu i krzywych uśmieszków, podczas niezaplanowanych wizyt przywłaszczał sobie także nawyki dżentelmenów z ubiegłych stuleci, więc z przyjemnością obserwował, jak dziewczęca złość niekiedy topnieje, choć działo się to nieczęsto i zazwyczaj prawie niezauważenie. Był wcieleniem uprzejmości, jakby utkano go z gładkich żartów i zalotnych mrugnięć, i kompletnie nie zważał na chłodne przyjęcia, z którymi się spotykał.
      - Przyszedłem pozachwycać się zielenią twoich oczu – rzekł miękko, schylając się po puchar i podając go dziewczynie. A gdy wyciągnęła rękę, by odebrać swoją należność, chwycił jej dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek. - Twoje słowa ranią moje serce.

      Luke

      Usuń
  23. [Dziękuję bardzo za miłe słowa. Ostatnio nie mam wystarczajaco dużo czasu, żeby witać wszystkie nowe karty, ale wątku - zwłaszcza z tak zakręconą i pełną entuzjazmu Gryfonką - nie odmówię. Masz jakiś pomysł na ten wątek i rozbudowaną relację czy myślimy nad tym razem?]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  24. [A kto powiedział, że Noah nie cieszy się życiem, robiąc to, co robi? <; Co oczywiście nie znaczy, że nie lubi spędzać czasu z ludźmi, w końcu przez pierwsze lata wychowywał się wśród mnóstwa dzieciaków, teraz też ma piątkę rodzeństwa, więc od czasu do czasu odpuszcza sobie naukę i zajmuje się czymś luźniejszym. Zarówno przyjaźń z nocnym piknikiem, jak i korepetycje wchodzą w grę, bo Norton chętnie pomaga innym, zwłaszcza, gdy widzi w nich zapał i chęć doskonalenia się, a nie samego odbębnienia przedmiotu. Połączenie tego też nie byłoby takim złym pomysłem - z początku Noah dawał Elody korepetycje, a z czasem stali się przyjaciółmi, którzy spotykają się już nie tylko w celach naukowych. :)]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Naszła mnie ochota. I nawet powiem Ci, że podchwyciłam jeden z Twoich pomysłów. Dodam więcej, nawet zacznę pisać! Spodziewaj się zatem dzisiaj sowy. Hej hoł! ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  26. [Pomysł z SUMami jest w porządku, a że Ty go podrzuciłaś, to ja zaczynam. <;]

    Standardowe Umiejętności Magiczne zbliżały się do uczniów piątych klas wielkimi krokami, wprawiając część w nich w iście nerwowy nastrój. Niektórzy nie potrafili już myśleć o niczym innym i chodząc bez celu po zamku, powtarzali sobie na przemian dwie skrajnie różniące się frazy – żałosne w swej prostocie „na pewno nie zdam” i pocieszające, acz wypowiadane niepewnym głosem „będzie dobrze”. Ci myślący bardziej racjonalnie, zamiast bezproduktywnie panikować, zabierali się za powtórki, choć zdarzało się i tak, że często przesadzali z ich intensywnością, przez co trudniej im było funkcjonować, a na domiar złego coraz mniej z nich zapamiętywali, co z kolei tylko potęgowało ich stres. W tym wszechobecnym zamieszaniu były jedynie dwie grupy uczniów, które wcale nie przejawiały objawów zdenerwowania – najwięksi luzacy, którzy pewnie nawet nie zdawali sobie sprawy, jak ważne są te egzaminy oraz pilni prymusi, mający dobrze przyswojony potrzebny im materiał dzięki ciężkiej, systematycznej pracy przez cały rok. Noah Norton – jako Krukon z krwi i kości – tak właśnie mógł o sobie powiedzieć.
    Zarówno testy teoretyczne, jak i te praktyczne nie robiły na nim żadnego wrażenia. Wiedział, że jeśli tylko wystarczająco się skupi, bez problemu zaliczy je wszystkie, uzyskując zadowalające go oceny. A wymagania wobec siebie miał naprawdę wygórowane, więc nie można było powiedzieć, że idzie na łatwiznę. Czemu więc siedział na dziedzińcu, co jakiś czas unosząc różdżkę w celu rzucenia jakiegoś prostego zaklęcia, zupełnie jakby ćwiczył? Odpowiedź była banalnie prosta, miała długie, blond włosy i roześmianą twarz.
    - Jeszcze raz, Elody – polecił Noah nauczycielskim tonem siedzącej naprzeciw niego Gryfonce. Choć wokół stało wiele wolnych ławek, oni ulokowali się na kocu w cieniu jednego z drzew. Jego rozłożysta korona nie tylko odgradzała ich od palących promieni słońca, ale jeszcze na dodatek szumiała lekko na wietrze, w naturalny sposób oczyszczając ich skupione na rzucaniu czarów umysły. – Niepełny obrót w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara, a potem pewnie na skos od siebie, w prawo. Zaklęcie głośno i wyraźnie, tuż pod koniec wykonywanego ruchu – przypomniał, jednocześnie prezentując jej to, o czym mówił.
    Siedzieli tak od dobrej godziny, powtarzając do SUMów wszystkie zaklęcia, które sprawiały Elody problem. Od ich pierwszych korepetycji, na których nota bene się poznali, dziewczyna poczyniła ogromne postępy, co Noah potrafił zauważyć gołym okiem. Zdecydowanie pewniej trzymała teraz różdżkę i mniej prób wystarczało, by w końcu rzuciła czar poprawnie. Krukon czuł się dumnie, wiedząc, że to w dużej mierze jego zasługa, choć miał też świadomość, że gdyby nie ciężka praca panny Harrison, niczego by nie osiągnęli.

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  27. [ MIAŁAM MIAŁAM! a z kim mam przyjemność :D:D?]

    Arran

    OdpowiedzUsuń
  28. Noah miał w sobie wiele cierpliwości. Choć wcale się na tym nie skupiał, dostrzegał wszelkie niedociągnięcia Elody, które składały się na jej porażkę, lecz mimo to pokornie milczał, pozwalając jej robić swoje. Wiedział, że gdyby zbyt wiele rzeczy jej wypomniał, za dużą uwagę przywiązywałaby do tych wszystkich szczegółów, zamiast wczuć się w samo zaklęcie. Naturalność zawsze była lepsza niż wymuszony perfekcjonizm i wiele razy zdarzało się tak, że niedbały czarodziej był w stanie szybciej opanować któryś z czarów niż nadgorliwy uczeń, bo ów, paradoksalnie, za bardzo się przy tym starał. Noah zwykle dążył do tego, by to wypośrodkować, lecz tak czy owak w późniejszym czasie szlifował każdy ruch, by zbliżyć się do jawiącego się na wyciągnięcie ręki ideału. To pewnie dlatego potrafił dostrzec, w którym miejscu ktoś popełnia błąd, mimo iż pozornie nie było go widać. Znał niemal każdy z nich z autopsji, można by nawet rzec, że zakorzeniły się one głęboko w jego umyśle i za nic nie chciały z niego wyjść. Krukon nie próbował ich jednak wyplenić, gdyż podświadomie czuł, że to jak walka z wiatrakami. Póki radzenie sobie z nadwrażliwą umiejętnością postrzegania nie było dla niego uciążliwie, zwyczajnie ją akceptował, a czasem nawet uznawał za zaletę, kiedy – tak jak teraz – mógł dzięki niej komuś pomóc.
    Elody po raz kolejny przyszykowała się do rzucenia zaklęcia. Po jej minie Noah wnioskował, że ma już dość tych wszystkich nieudanych prób, aczkolwiek wciąż biło od niej samozaparcie i niezłomna siła walki, którą mogłaby nawet zarażać. Nortonowi nieraz zdarzyło się spostrzec, że Gryfoni zupełnie inaczej podchodzą do takich spraw niż wychowankowie Ravenclawu, co prawda nie wszyscy, ale prawdopodobnie zdecydowana ich większość. Krukoni bywali bardziej pesymistyczni, choć sami pewnie nazwaliby się realistami i każdą porażkę straszliwie przeżywali. Wychowankowie Domu Lwa z kolei odznaczali się wielkimi pokładami dobrej energii, mało czym się przejmowali i potrafili się cieszyć nawet z tych najmniejszych sukcesów. Noahowi zdarzało się im tego zazdrościć, ale później dochodził do wniosku, że przecież nie ma czego, bo ich pokoje wspólne to nie więzienne cele i jeśli tylko ma ochotę poprzebywać w nieco innym towarzystwie, zawsze może spotkać się z którymś z Gryfonów. Z Elody chociażby.
    Jego rozważania przerwał błysk, który ugodził w jeden ze stojących pomiędzy nim a dziewczyną przedmiotów, będącymi obiektami niezbędnymi, podczas nauki transmutacji. Początkowo niewiele widział, gdyż przed oczami zatańczyły mu powidoki, ale kiedy Elody pisnęła radośnie, a Noahowi stopniowo wracała zdolność widzenia, wiedział już, że zaklęcie się udało.
    - Gratulacje – powiedział do Gryfonki, z uznaniem kiwając głową. W zasadzie chciał zachować powagę godną nauczyciela, ale nie wytrzymał i szeroko się uśmiechnął. – A ty jesteś moją najlepszą uczennicą, szybko robisz postępy – przyznał, jednocześnie przyglądając się efektowi jej pracy. Jak na jego wprawne oko, wyszło całkiem nieźle. – Sam nie wiem. – Wzruszył ramionami na jej wątpliwości odnośnie tego, jak mogłaby się mu odwdzięczyć. – Wystarczy mi, że dobrze zdasz ten egzamin.

    [Nie pociągnąłem akcji zanadto do przodu, skoro propozycja wspólnego pikniku ma wyjść od Elody. Mam nadzieję, że to nie problem.]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  29. [A dziękować, dziękować. Fajna ona i na wątek bardzo chętnie, gif śliczny, masz pomysł czy burza mózgów?;)]
    Ambrosia H

    OdpowiedzUsuń
  30. Zdążył się przyzwyczaić do ciągłych ataków, wymownych spojrzeń, a przede wszystkim oskarżeń, które sypały się na niego każdego dnia, jakby cały świat sprzysiągł się przeciwko niemu. Słowa były jedynie słowami, nie bolały, dopóki nie pozwolono sobie na ból, nie krzywdziły, dopóki nie dopuszczono do siebie możliwości skrzywdzenia. Cokolwiek powiedziano, zrobiono to z mściwym uśmiechem na twarzy, licząc, że oszczerstwa rozkruszą nawet najwytrwalszych. Cokolwiek powiedziano, cóż, przysłuchiwał się temu z uwagą, ale uważnie dawkował zainteresowanie, by nie przegapić rzeczy o wiele bardziej wartościowych.
    Po części zdawał sobie sprawę, że niekiedy zasłużył na niepochlebne uwagi, a niekiedy po prostu podlewano je czystą nienawiścią albo od dawien dawna pielęgnowaną zazdrością. Rozumiał, tak, rozumiał, że nie da być się człowiekiem powszechnie szanowanym, że w tłumie ludzi zawsze przed szereg wyjdzie ktoś, kto nie zgodzi się z ogółem. I on, chociaż nie mówił głośno o swoich sympatiach i antypatiach, nie wszystkich darzył bezwarunkowym uwielbieniem, więc respektował fakt, iż jego istnienie u niektórych wywołuje chęć mordu. W tym wypadku jednak, nie miał pojęcia, czym zasłużył sobie na niechęć, którą tak otwarcie oferowała mu Elody. Był przecież szarmancki i otwierał przed nią drzwi, co więcej, nie kierowała nim pierwotna potrzeba złamania damskiego serca a wrodzona uprzejmość. Nie pamiętał, że pewnego dnia zniweczył jej poobiednie zaspokajanie głodu i upodobał sobie rozsmakowywanie się w wargach chłopca, za którego dałaby się pokroić. Nie tyle co nie pamiętał, Luke nie łączył minionych wydarzeń z chwilą obecną, nie czuł się winny ani nie korciło go, aby zadać niewygodne pytania. Po prostu był, był i już, i ostentacyjne odwracanie głowy w żadnym razie nie podważyłoby jego bytu.
    - Obalasz istnienie mojego serca? – zapytał, wpatrując się w dziewczęce plecy. - Kiedy ostatnio sprawdzałem, wydawało mi się, że jest na swoim miejscu.
    Zdanie zwieńczył uniesieniem brwi, którego nie miał kto podziwiać, gdyż panna Harrison wciąż wolała towarzystwo zakurzonych pucharów i świadomie ignorowała lukową chęć na prowadzenie jakiejkolwiek dyskusji. Obserwował ją jeszcze przez parę sekund, ot, najciekawszy widok w Izbie Pamięci, a później przeniósł wzrok na trofea, o których zapomniano dekady temu. Niegdyś były przypomnieniem o wielkości poniektórych czarodziei i z pewnością rozpierała ich duma, ilekroć tylko spoglądali na efekt swojej ciężkiej pracy. Teraz jednak straciły niegdysiejszy blask, dosłownie i w przenośni, bo nie dość, że budziły znikome zaintrygowanie, to z trudem znajdowano chętnych do ich polerowania.
    - Dlaczego nie odpowiadasz na moje pytania, Elody? Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?
    Zazwyczaj nie ignorowano obecności białowłosego, z chęcią opowiadano mu śmieszne historie, bądź zasypywano go gradem pytań, na które nigdy nie odnalazł prawidłowej odpowiedzi. Luke Way brylował w towarzystwie i odnajdywał wyjścia z najbardziej niezręcznych sytuacji, nie potrafił jednak przekonać do siebie zwykłego dziewczęcia, co sprawiało, że tym usilniej starał się tego dokonać.
    A ona stała odwrócona do niego plecami zbyt długo, na tyle długo, że zdążył stracić cierpliwość i porzucić subtelne metody na cześć tych nieco bardziej efektywnych. Obiecał jej przecież, że nie pozwoli na to, by po raz kolejny wystrzeliła w jego kierunku fontannę barwnych przekleństw, ale jak miał tego dokonać, gdy z premedytacją odbierała mu szansę na poprawę dotychczasowych zmagań?
    Zniecierpliwiony, może odrobinę rozbawiony niejasną sytuacją, zmniejszył dzieląca ich odległość i delikatnie obrócił dziewczynę ku sobie. Wciąż trzymała w dłoniach ów puchar, który uratował z opresji, jednakże nie to zwróciło jego uwagę. Nie chodziło nawet o gniewne spojrzenie, którym go zmierzyła, a o mokry, prawie niewidoczny ślad, znaczący damski policzek.
    - Elody?

    OdpowiedzUsuń
  31. [Już taki wątek mam, niestety. No to może niech one za sobą bardzo nie przepadają. Elody to taka wariatka, tak wnioskuję z karty, a Ambrosia jest całkiem inna, więc to będzie główny powód dla którego będą się obrzucały zimnymi spojrzeniami. Potem może niech ktoś zamknie Elody w czarnym pokoju (bo boi się ciemności) no i słysząca krzyki Ambrosia pobiegnie na pomoc, ale gdy tylko zobaczy Elody, po prostu sobie pójdzie czy coś. I od tego właśnie może się zacząć, może się zaprzyjaźnią?;)]

    OdpowiedzUsuń
  32. [ *.* Pokrewna duszyczka dla Marcusa! Razem mogą stworzyć team gryfońskie niezdary. Może zarzucę jakim pomysłem na początek: Marcus w pierwszej klasie wysyłał jej anonimowe listy miłosne, takie tam pierwsze zauroczenie, a że ciapa z niego i rumieni się na samą myśl o dziewczynach, to nigdy się do tego nie przyznał. Od tego czasu minęło już hoho, zdążył już się odkochać, zaprzyjaźnić z Elody i sprawa całkowicie by pozostała nietknięta, aż do czasu gdy przez przypadek panienka odnajduje w jego torbie (powiedzmy, że miał zajęte ręce, a potrzebował chusteczki, Elody chciała ją wyjąć) i bach! Zacznie sie tłumaczyć, żer to nie on, tylko że jakiś tam kolega i takie tam, ona będzie chciała poznać tego kolegę i pokręcona sytuacja jest już na miejscu xD Zawszę mogę coś innego jeszcze poszukać w głowie dla nich. ]

    OdpowiedzUsuń
  33. [To już mi obojętnie, jak uznasz za stosowne, ja się dostosuję :) ]

    OdpowiedzUsuń
  34. Dochodziła północ. Noah w świetle różdżki kończył notatki na obronę przed czarną magią, co jakiś czas zerkając na zegarek na nadgarstku. Miał niewiele czasu, by zdążyć zjawić się w wieży astronomicznej na czas, jednakże wolał skończyć to, co musiał i nieco się spóźnić niż potem nieustannie o tym myśleć podczas spotkania z Elody. Nie chciał emanować sztywnością, zwłaszcza przy takiej osobie, jaką była Gryfonka, a z pewnością – nawet jeśli bardzo starałby się to ukryć – dziewczyna spostrzegłaby, że coś go gryzie, a na odpowiedź Krukona, że to z powodu niedokończonych zadań, pewnie wybuchłaby niepohamowanym śmiechem. Ostatni raz zamoczył pióro w atramencie i napisawszy parę słów, po cichu wstał od biurka. Podniósł z podłogi skórzaną torbę ze wszystkim tym, co mogłoby mu się przydać i rzuciwszy na siebie zaklęcie kameleona, udał się w stronę wyjścia.
    Droga do wieży astronomicznej ciągnęła się w nieskończoność, choć Noah już dwa razy skorzystał ze skrótu; ostatni odcinek wręcz przebiegł, starając się zdążyć na czas. Gdy w końcu stanął u jej podstawy, zegarek wskazał za dwie dwunastą. Przeskakując po dwa stopnie, Krukon piął się do góry, by wpaść na szczyt kompletnie zdyszany.
    - To nie na moją kondycję – rzucił na powitanie, pochylając się z dłońmi opartymi o uda. Dopiero, gdy jego puls i oddech trochę się uspokoiły, podniósł głowę do góry i zobaczył, że wygląd tego miejsca uległ znacznej zmianie, odkąd był tu po raz ostatni. – Nie wiedziałem, że zapraszasz mnie na piknik. Przyniósłbym jakieś… ciasteczka – powiedział nieco zdezorientowany, sprawdzając, czy przypadkiem nie ma w torbie czegoś, co byłoby odpowiednie na tę okazję. Antidotum na jad magicznych owadów, maść na uderzenia, spora ilość fiolek z pobudzającą miksturą, atrament, kilka zwojów pergaminu, dwa pióra, mała ampułka z… Noah już sam nie pamiętał, co w niej było. Niemniej – żadnego jedzenia, wiklinowych koszyków czy kolorowych soków, czyli wszystkiego tego, co zazwyczaj brało się na piknik.
    Norton wzruszył bezradnie ramionami, po czym podszedł do map nieba, które Elody rozłożyła obok jednego z teleskopów. Z charakterystycznym brzdękiem szkła zsunął torbę z ramienia, pozwalając jej spocząć na rozłożonym przez Gryfonkę kocu.
    - To co takiego niezwykłego ma mieć dzisiaj miejsce? – zapytał, spoglądając w jej stronę. Nie interesował się astronomią, więc terminy międzygwiezdnych wydarzeń nie były mu znane, chyba że jakimś trafem gdzieś o nich usłyszał i udało mu się je zapamiętać. O dzisiejszej nocy nie miał jednak żadnych informacji.

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  35. [Bardzo przyjemnie połechtałaś jego ego, moja droga. Niestety na razie nie będzie miał okazji, aby powiedzieć o tym Twojej Elody, bo przywitało mnie tak dużo osób, że niestety nie mogę pozwolić sobie na każdą propozycję wątku. Zapamiętam jednak, że były chęci i na pewno zgłoszę się po niego, kiedy tylko znajdę więcej czasu dla Twojego dziecka szczęścia. :)]

    Kaiden Lynch

    OdpowiedzUsuń
  36. [Cześć. Jeżeli czasami na zdjęciach, które robi Elody, na drugim planie pojawia się postać w szarym prochowcu, ciemnych okularach i kapeluszu, to na pewno Delmare na tropie kolejnego tajnego układu.]

    OdpowiedzUsuń
  37. [Cześć. Nie wiem, czy jeszcze gdzieś w nim tkwi ta cząstka.]

    OdpowiedzUsuń
  38. [Szkoda, że Elody jest o rok młodsza, mógłby być koleżankami z dormitorium.
    Masz jakiś pomysł? Bo ja chwilowo na nic nie wpadłam. Głupio tak przychodzić z pustymi rękoma, no ale z pustego to i Salomon nie naleje.]
    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  39. [Typowa niechęć dla wychowanka Domu Węża. Rzuciłaś mi niezbyt mocne wyzwanie. Twojej jasnowłosej Pani wystarczyłby strzał fleszem po oczach Arsellusa, aby wpisał ją długą czarną listę osób (mam nadzieję, że nie zabrałby jej aparatu, ale niczego nie gwarantuję), którym należy dokładnie pokazać gdzie ich miejsce. Poza tym ona jest taka beztroska i wesoła to wchodziłoby w kolizję z jego charakterem i uśmiechałby się do niej z okrutnym politowaniem ;)]

    Arsellus Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  40. [A może niech dla odmiany oni razem wpadną na trop jakiegoś większego przekrętu? Na przykład, będąc na wakacjach w jednym hotelu, w małej nadmorskiej mieścinie. Na jakimś targu usłyszą plotki o seryjnych zatruciach rybami. Okaże się, że jezioro zostało przeklęte, natomiast mieścina w dużej mierze oblegana jest przez mugoli, więc problem jest poważny. A po wiosce od lat krąży legenda o wiedźmie, która co roku, w sezonie wakacyjnym, rzuca czar, żeby zemścić się na marynarzach. Delmare i Elody muszą wpaść na to wszystko i temu zaradzić, jeśli do końca pobytu w Nadmorskim (nazwa miasteczka) chcą zjeść rybę i zaradzić panice, która tam panuje od chwili pierwszego zatrucia.
    Co myślisz?]

    OdpowiedzUsuń
  41. [Dziękuję ślicznie za powitanie. :) Zgłosiłabym się na wątek, ale nie mam bladego pojęcia jakby połączyć nasze postacie. :<]
    Rut Jónsdóttir

    OdpowiedzUsuń
  42. [Hmm, pierwszy pomysł fajny, ale wątpię, czy szukanie smoka wypali... W końcu to smok i raczej same by nie były na tyle nierozsądne, żeby ganiać za tak niebezpiecznym zwierzęciem. :) Ale sama wymiana brzmi interesująco :)]
    Rut

    OdpowiedzUsuń
  43. [Ooo, dokładnie! I na początku te starania Elody by wypaść jak najlepiej mogłyby bawić Rut, a z czasem mogłaby na przykład wpadać w irytację widząc, jak Gryfonka partoli coraz to kolejne zadania.]
    Rut

    OdpowiedzUsuń
  44. [dzień dobry! albo raczej: dobry wieczór! dziękuję bardzo. :)]

    Lucy.

    OdpowiedzUsuń
  45. [Niech spotkają się w smażalni ryb, gdzie otrzymają informację o tym, że ktoś zatruwa jezioro. Wtedy mogą postanowić współpracować, niewiele o sobie wiedząc co prawda, ale to tylko ubarwia wspólne śledztwo ;)]

    OdpowiedzUsuń
  46. [Wczoraj rzeczywiście był tłum. Cześć! :D]

    Alfie

    OdpowiedzUsuń
  47. [Syrenka dziękuje i również wita. :)]

    Andalusia.

    OdpowiedzUsuń
  48. [Potwierdzam, Rita jest wspaniała. A szkoda, że nie widziałam żadnej z twoich postaci z tym wizerunkiem, naprawdę, to by było ciekawe.

    Zróbmy sobie wątek, też jestem za. Chcesz przedstawić jakieś pomysły? Bo Jean to właściwie jest wszędzie, wie wszystko o wszystkich i nie trudno się na niego napatoczyć, a jeszcze mniej trudno wpaść razem z nim w kłopoty, więc mogłabym coś myśleć, ale ja zawsze lubię drugą stronę ewentualnego wątku zmuszać do myślenia. :D]

    Jean

    OdpowiedzUsuń
  49. [Nietypowe, ale zawsze dobrze działa. Możemy zacząć nawet od tej niefortunnej sytuacji z fleszem po oczach. Jako czarodziej na pewno nie bardzo orientowałby się początkowo co się stało, ale zgaduję, że uśmiech ze strony tej pani szybko, by ją zdradził i rozzłościł go podwójnie. Mam już całkiem sporo nienawiści i różdżki w przygotowaniu do rzucenia uroku. Nie przepadam po prostu za odgrywaniem ciągle tego samego schematu.]

    Arsellus Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  50. [Niestety musiałem go zmniejszyć o jedną pozycję. Gdybym nie ograniczył liczby wątków to całkiem prawdopodobne, że mogłoby być ich więcej niż trzy/cztery. Wciągam się jeszcze w klimat bloga, dlatego pierwszy raz zostałem do tego zmuszony. Jeśli zrobi mi się miejsce to w razie chęci zgłoszę się do ciebie.]

    Duncan Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  51. [Spoko xD Też staram się odpisywać ludziom, ale jest tak ciepło, że jakoś nie ogarniam. Dziękuję bardzo za ładne powitanie i jesli chcesz, zapraszam na wąteczek, ale nie gwarantuję dobrych stosunków ;D]

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Wiem, o co chodzi ;) Spoko. Też tak sądzę. Można zacząć od (jeśli nie masz już podobnego wątku oczywiście) od strzału fleszem po oczach. Zamiast uśmiechu Erica posłałaby urocze spojrzenie pełne zdegustowania i od razu zmierzyłaby pokręconą fotografkę. Mogę bez problemu zacząć. Do klubu Twoja kobietka nie należy, więc takie spotkanko odpada. Elody może też zwrócić uwagę Draven, żeby tak nie męczyła jakiegoś przypadkowego Puchona. Takie pierwsze, marne pomysły na rozpoczęcie xD A i zakradła Ci się spacja w ‘na prawdę’ ;)]

      Usuń
    2. [Jeszcze omawiamy jakieś szczególiki czy już zaczynamy? ;)]

      Usuń
  52. [Wiem, że jesteś jeszcze na urlopie, ale wolę się zawczasu przypomnieć. Czy pani o mnie zapomniała? :(]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Oczywiście zapominam się podpisać, a co. Tutaj Rhodes.]

      Usuń
  53. [Ja mam zacząć czy Ty coś naskrobiesz? Bo aktualnie też zaczynam komuś wątek ;D]

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  54. [Zakochałam się w tej postaci, serio :o masz pomysł na jakieś powiązania, czy od razu zaczynamy wątek? Bo mam już nawet pomysł i myślę, że Ci się spodoba. Mianowicie powiedzmy, że John i Elody wpadną na siebie w Sowiarni, a John pokaże jej gniazdo z jajami sowy, które niedługo mają się wykluć. Romantico, a co.]


    Johnny Spencer

    OdpowiedzUsuń
  55. [No to jest jakaś tragedia, ale na nic lepszego mnie dzisiaj nie stać, za gorąco :<]

    Zadziwiające, ale czuł się wspaniale. Może nie niesamowicie dobrze, ale zdecydowanie lepiej niż przez większość swojego życia. Już od kilku tygodni nie miał żadnej wizji, co wprawiało go w stan względnego zadowolenia i nadziei na to, że sytuacja utrzyma się jeszcze przez kilka miesięcy. Co prawda tylko raz w życiu, po śmierci siostry, miał tak długa przerwę w wizjach, ale zawsze można mieć nadzieję.
    Już drugą godzinę przesiadywał w Sowiarni. Wpatrywał się nieustannie w uwite przez Eklektykę gniazdo kilka metrów ponad swoją głową i wsłuchiwał się w ciche pohukiwanie innych sów. Wiedział, że wystarczy wspiąć się nieco wyżej, żeby zajrzeć do legowiska i zobaczyć w nim trzy małe jajka z których niedługo mają wykluć się młode ptaki. Nikomu jeszcze o tym nie powiedział, ale wiedział, że na dniach będzie trzeba udać się do Hagrida po kilka wskazówek. Czuł się prawie tak, jakby niedługo miał zostać ojcem.
    Zatopiony w myślach nie usłyszał kroków na schodach. Dopiero kiedy ktoś gwałtownie otworzył drzwi Sowiarni on sam podskoczył z zaskoczenia i gwałtownie odwrócił się w stronę źródła hałasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiechnął się na widok atrakcyjnej dziewczyny. Któż nie lubi takich niespodzianek? Znając jego szczęście do sowiarni mógł wtargnąć jakiś zaczepny Ślizgon, a tutaj proszę… Odmachnął jej dłonią.
      -Witaj – powiedział, prostując się nieco i przeczesując dłonią włosy. Artystyczny nieład podstawą dobrego wyglądu. – Przestraszyłaś mnie. Zawsze masz takie spektakularne wejścia?
      Zeskoczył z parapetu na którym siedział i oparł się o ścianę obok, wciskając niedbale dłonie do kieszeni dżinsów. Nie miał na sobie szaty, ale sprane spodnie i zwykły, szary podkoszulek, nieco obcisły na klatce piersiowej. Zmrużył odrobinę oczy i począł lustrować blondynkę wzrokiem, poczynając od jej uroczych loków, a na zgrabnych nogach kończąc. Był pewien, że spotkali się na kilku wspólnych zajęciach, bo na pewno była na szóstym roku. Przypomniał sobie, że jest z Gryffindoru i uśmiechnął się na tą myśl. Wszystko lepsze od napuszonych Ślizgonek, te to miały dopiero charakterki ciężkie do zniesienia.

      Usuń
    2. Uśmiechnął się szeroko.
      -W takim razie chyba umarłbym na zawał, gdybyś się zestroiła, bo teraz i tak wyglądasz fantastycznie – odparł zręcznie, puszczając jej oczko. Czasem bywał strasznym flirciarzem. Zaśmiał się pod nosem na jej sugestię. – Wiesz, że właśnie wypowiedziałaś na głos najbardziej banalny tekst na podryw?
      Ruszył w jej stronę i ujął jej dłoń, lekko muskając wargami jej wierzch.
      -Johnatan Spencer, Krukon, spotykamy się czasem na lekcjach zielarstwa i transmutacji jeśli już zdecyduję się na nich pojawić – powiedział, prostując się i z żalem puszczając jej dłoń. W powietrzu wisiała delikatna woń jej perfum, dzięki której poczuł się jak zahipnotyzowany. Zerknął na oddalającą się sowę, już ledwo widoczną na tle zachodzącego słońca.
      -To musiał być niezwykle ważny list, że wpadłaś tu w takim pośpiechu – dodał, ponownie się uśmiechając.

      Usuń
  56. [Dziękuję pięknie za powitanie!
    Elody też jest urocza, a "instrumentalne kompleksy jej brata podbiły moje serce! Myślę, że mogłyby się dogadać. No i Arielka mogłaby próbować dotrzeć do Mathiew poprzez Elody, tak żeby mieć jakiś punk zaczepienia. :)]

    Arielka

    OdpowiedzUsuń
  57. [Za powitanie dziękujemy i również cieplutko witamy ;)
    Zaproponujemy nawet wątek, a co! Z chęcią nawet zaczniemy, jeśli tylko miałabyś pomysł xd]

    CASPIAN

    OdpowiedzUsuń
  58. [Hej, jak tam z naszym wątkiem? ;)]

    OdpowiedzUsuń
  59. [Dziękuję serdecznie. Za powitanie i przeczytanie. No i równie ciepło witam :)]

    R. Baardsson

    OdpowiedzUsuń
  60. Erica patrzyła przez dłuższą chwilę w dal, zastanawiając się nad tym czy wysłała do swojego stryja kartkę z ocenami czy jeszcze tego nie zrobiła. Nie zwracała uwagi na chłopaków dookoła niej, którzy gapili się na nią z szeroko otwartymi oczami. Gdy stwierdziła, że wysłała stopnie, spojrzała na grupę znajomych Ślizgonów i zmarszczyła brwi.
    - Co jest? – fuknęła na nich, ale ci się roześmiali.
    - Po prostu tak długo nie mrugałaś i obstawialiśmy ile jeszcze wytrzymasz – rzucił jakiś kuzynów od Malfoy’ów. – Harley przegrał dwa galeony – zaśmiał się wrednie blondyn, wskazując wkurzonego brodacza. – Sądził, że mrugniesz przed minięciem minuty. Cóż. Ja wygrałem.
    - Skoro taki z ciebie koksiarz, to może pojedynek na spojrzenia? – spytała Erica, patrząc wymownie na swojego towarzysza. – I widział ktoś do cholery Arsellusa?! – dodała zirytowanym tonem, rozglądając się po krużgankach, na których stali. Langhorne miał tu być już dziesięć minut temu. Jeśli nie przyjdzie za dziesięć następnych, Draven nie zdąży się z nim spotkać przed transmutacją. Westchnęła, patrząc po grupie zielonych chłopaków dookoła siebie. W sumie znała tylko parę osób spoza domu Slytherina.
    - Wyzwanie przyjęte – odezwał się nagle Malfoy, podskakując na kamiennej ławce. – To zaczynamy?
    - Na pewno tego chcesz? – spytała jeszcze Erica, unosząc brwi w górę. – Ostatnio ci się nie udało. Teraz też przegrasz. – Jednak usiadła okrakiem naprzeciwko chłopaka, odrzucając włosy do tyłu. – O co się zakładamy? – dodała, patrząc na przeciwnika.
    - Bal świąteczny – rzucił niemal natychmiast zza pleców blondyna Garrow. – Jeśli wygra Arlon, pójdziesz z nim na bal, a jeśli ty wygrasz… - zastanowił się, ale Draven wiedziała, czego chciała.
    - Zaprosisz tego, kogo wskażę! – zakończyła ze złośliwym uśmiechem. Po dłuższej chwili Arlon zgodził się i zaczął się pojedynek. Wygrała go oczywiście Erica, która była w tym mistrzem. Z uśmiechem na ustach szła z grupą Ślizgonów w stronę klasy do transmutacji, gdzie mieli wspólne zajęcia, gdy jakiś mały Puchon wpadł na nią i oblał kubkiem gorącej czekolady. Dziewczyna złapała go od razu i ustawiła w kącie. Już miała mu powiedzieć to i owo, gdy przyszła ta przesłodzona Mugolaczka. Erica poruszała szczęką i puściła tłustego dzieciaka. Podeszła do blondynki z aparatem i spojrzała na nią z obojętnym wyrazem twarzy. Wiedziała, że chłopacy szli za nią, ale nie potrzebowała obstawy.
    - Przybył książę na stalowym koniu? – spytała z uniesioną brwią. – Nie wchodź mi lepiej w drogę, Harrison – mruknęła, mając zamiar ominąć dziewczynę.

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  61. [Niepewnie przychodzę, nie po wątek, a po adres mailowy. Doszły mnie słuchy, że jesteś autorką baaaaardzo starej postaci Rosie Weier z onetowskiego Hogwartu 2040, a ja Cię szukałam i szukałam.

    Autorka Mattiego, który miał 394823492 odsłon, a którą każdą Rosie i tak potrafiła ukochać.]

    Archie//Tea - tak jakby co

    OdpowiedzUsuń
  62. "Cudowne, letnie dni! Oby więcej było takich w tym roku!" - myślała April, wylegując się wraz z innymi uczniami na skąpanych w promiennym słońcu szkolnych błoniach. Mimo że uwielbiała Anglię, niejednokrotnie boleśnie odczuła jej, niestety, bardzo humorzastą pogodę. Dzisiejszego popołudnia miała więc zamiar jak najlepiej skorzystać z daru losu leniuchując w delikatnym cieniu dębu, czytając książki, słuchając muzyki, a także od czasu do czasu ruszając się do jeziora, by pomoczyć w nim stopy w poszukiwaniu słodkigo orzeźwienia. Jej plany jednak nie do końca się powiodły: po godzinie intensywnego "nicnierobienia" w końcu jej własne myśli przejęły główny ster. Książka osunęła jej się z kolan, a radio leżało nieopodal w trawie, nawet nie ruszone. Sama April oparta o drzewo całkowicie oddała się światu marzeń i planów, błądząc niewidzącym wzrokiem po otoczeniu.
    W pewnym momencie jednak coś wyrwało ją z zadumy - trudno powiedzieć, czy był to nagły mocniejszy powiew wiatru, czyiś głośny śmiech, czy jeszcze coś innego. W każdym razie, dziewczyna zamrugała kilka razy swoimi dużymi, niebieskimi oczami i uważnie rozejrzała się po otoczeniu: co odważniejsi koledzy i koleżanki zażywali kąpieli w zdradliwym jeziorze; inni uczyli swoich zwierząt komend czy sztuczek; jeszcze inni ćwiczyli zaklęcia, latanie na miotłach etc.
    W pewnym momencie dostrzegła postać zmierzającą w stronę Zakazanego Lasu - Elody. Co prawda nie znały się bardzo dobrze, lecz miały okazję zamienić ze sobą parę słów podczas niektórych lekcji. Kierunek, w którym podążała dziewczyna nieco zaniepokoił April: uczniom nie wolno było zapuszczać się w niego bez opieki - nie chciała, by znajoma narobiła sobie problemów. Drugą sprawą był niejaki strach Puchonki przed lasami: o ile za dnia nie wydawały się jej zbyt straszne (lubiła znajdować się w otoczeniu drzew, lubiła ich zapach, a także magiczne stworzenia, które można było tam spotkać), o tyle po zmroku w życiu by się w nie nie zapuściła, szczególnie, jeżeli nie znała ich zbyt dobrze. Nie zastanawiając się zbyt długo, ruszyła śladem koleżanki: maszerowała dość szybko, chcąc ją w porę dogonić. Kiedy była już całkiem niedaleko, usłyszała krzyki - włos zjeżył się jej na głowie w oczekiwaniu najgorszego. Puściła się biegiem, po drodze wyciągając z kieszeni sukienki różdżkę.
    Wypadła zza zakrętu w momencie, w którym niesforne chochliki wycelowały jakimś zaklęciem w gałąź znajdującą się nad dziewczyną. Elody krzyknęła przerażona, a April komplenie zapominając o magii, rzuciła się do przodu by ją ratować. Rzecz się udała, lecz konsekwencją był dość bolesny upadek na ziemię: poobijana kość ogonowa i biodro, a z obdartego łokcia sączyła się krew. Sycząc z bólu, stanęła na nogi, nie chcąc dawać dodatkowej przewagi niegrzecznym stworzeniom:
    - Immobulus - rzekła, nim któryś z chochlików zdążył wyrwać jej różdżkę lub potargać za uszy. Teraz zdezorientowane zwierzątka poruszały się bardzo wolno.
    - Nic ci nie jest? - zwróciła się z troską do Elody, pomagając jej przy tym wstać. - Dlaczego ich nie unieruchomiłaś? Przecież te małe gadziny są takie przewidywalne! - dodała.

    April Rhodes

    OdpowiedzUsuń
  63. Zemsta musi być słodka. Po prostu nie ma innego wyjścia. Każdy inny smak jest beznadziejny. W trakcie zemsty mogą cierpieć wszyscy poza mszczącym się. I tej właśnie zasady miał zamiar trzymać się Ian. Nie główkował długo nad swoim planem. Jakoś tak, wszystko samo wpadło mu do głowy naturalnie. Trochę tak, jak gdyby miał wszystko ułożone wcześniej, tylko czekał na moment kiedy takowy plan będzie mógł wykorzystać.

    Kręcił się po zamkowych błoniach wypatrując czegoś w oddali. Miejsce jego obserwacji nie było przypadkowe. Już od dłuższego czasu przygotowywał się do tego zadania. Wiedział, że dziewczyna wkrótce pojawi się w zasięgu jego wzroku. Obserwował ją uważnie od jakiegoś czasu, w końcu jego plan miał być tym idealnym. Nie mógł polegać na losie i przypadku. Jeżeli nie wziąłby tego w swoje ręce, zapewne nie wyszłoby idealnie. A przecież on jest idealny. I wszystko co robi również musi być idealne.
    Jest.
    Od razu ją zauważył, a może prędzej jej rozwiane na wietrze włosy. Jednak ważniejsze jest to, że był pewien że to właśnie ta dziewczyna, na którą czekał. Zdjął swoją szatę i rozłożył ją na ziemi tuż przy drzewie, które posłuży mu za oparcie. Poprawił kołnierzyk gładkiej koszuli i czekał, aż dziewczyna podejdzie nieco bliżej.
    - Elody, prawda? - zaczepił ją wstając z ziemi, z lekkim uśmiechem na ustach - słyszałem, że robisz piękne zdjęcia - dodał po chwili, gdy złapał z nią kontakt wzrokowy.

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  64. - Ian - powiedział z lekkim rozbawieniem - czy ja naprawdę wyglądam na kogoś kto chciałby mieć swoje katy? - uważnie się jej przyglądał, lekko śmiejąc się ze swoich słów. Nie miał zamiaru oglądać swoich rozbieranych zdjęć, ani nie w głowie były mu donosy. No... Może z chęcią znalazł by coś na jej brata, jednak wówczas jego plan by nie wypalił. Pomimo swojego planu idealnego nieco się denerwował. Nie znał jej i nie miał pojęcia jaka jest naprawdę. Wiedział to co mówili o niej inni, Ci, z których był w stanie wyciągnąć jakiekolwiek informacje za darmo, bez niepotrzebnych pytań.
    - Spokojnie, niczego od Ciebie nie chcę. Słyszałem tylko, że robisz naprawdę dobre zdjęcia - kontynuował ze spokojem i lekkim uśmiechem. Nie chciał jej w żaden sposób przestraszyć, ani do siebie zniechęcić. Ba, wręcz odwrotnie - sam kiedyś też trochę fotografowałem, ale jakoś zebrało mi się zbyt dużo obowiązków i przestałem - wzruszając lekko ramionami - chociaż czasami mi tego brakuje, ale niestety ostatni rok zobowiązuje - przyglądając się jej uważnie stwierdził, że ma bardzo ładne oczy i ogólnie do brzydkich nie należy, jednak niekoniecznie jest w jego typie. Cóż, dla zadania jest w stanie się poświęcić. Z drugiej strony, takie poświęcenie to nie udręka - Pewnie gdzieś się spieszysz, a ja Ci głowę zawracam i smęcę o nauce. Ale to chyba charakterystyczne dla krukonów.

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  65. Słyszał, że dziewczyna nie ma problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, jednak nie spodziewał się, że to wszystko pójdzie tak sprawnie i to jeszcze w odpowiednim kierunku. Przysłuchiwał się uważnie jej słowom, a uśmiech mu się jedynie zwiększał.
    Gdyby tylko dowiedziała się, co takiego planuje zrobić z pewnością nie byłaby taka skora do spotkań. Zapewne już dawno nie byłoby jej w pobliżu. Na szczęście ciemnowłosego dziewczyna była całkowicie nieświadoma, a on sam miał pole do popisu. Oczami wyobraźni już widział reakcję starszego Harrisona na wieść o złamanym serduszku swojej ukochanej siostrzyczki.
    Według krukona jego postępowanie było najsłuszniejszym z słusznych. Bo nie dość, że Harrison zakręcił się koło jego wybranki to jeszcze bezlitośnie ją w sobie rozkochał i zostawił, na pastwę losu - a przynajmniej właśnie w taki sposób widział to Ajrun. I miał zamiar zrobić dokładnie to samo Elody. Nie przejmował się tym, że dziewczyna będzie cierpieć, że być może będzie tak samo zrozpaczona jak jego ukochana Callie. Najważniejsza była zemsta na Harrisonie.
    - O wow. Chyba właśnie stanę się przez Ciebie narcyzem - zaśmiał się uważnie przyglądając się siedzącej dziewczynie - spójrz tylko, kilka zdań i już chcesz się ze mną umawiać - dodał, siadając obok niej - i jeszcze otwarcie przyznajesz się do tego, że Ci się podobam - miał na myśli jej napomknięcie o jego ładnej buźce i byciu przystojnym. - To może, aby nie wyszło, że ja się w ogóle nie staram... Skoro już mówisz, że lubisz miód pitny w Trzech Miotłach to może po prostu się na niego umówimy? Powiedz tylko kiedy znajdziesz dla mnie trochę więcej czasu. Chyba, że masz ochotę iść teraz - dopowiedział szybko odwracając się przodem do dziewczyny w taki sposób, aby ze spokojem móc się jej przyglądać.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  66. [Dobrze wiedzieć, że drużyna ma takie ładne cheerleadrki! ]
    HANS.

    OdpowiedzUsuń
  67. Archibald był sentymentalny, to nie uchodziło niczyjej uwadze, jednak jego rówieśnicy postanowili nie zaprzątać sobie tym głowy, bo i po co, nawet Archie czasem miał dość bycia takim ckliwym chłoptasiem, to bardzo go męczyło, wbrew pozorom. Były jednak dni, kiedy wyjątkowo było mu źle i nic, dosłownie nic nie było w stanie pomóc na jego bolące serducho, które nie goiło się od wielu lat. I nie chodziło tu o miłość do Elizabeth, tego, że nie mógł jej powiedzieć czego czuje, bo już to zrobił i było między nimi... sam nie wiedział, co było i jak było. Czuł się źle. I tyle.
    Archie wszedł właśnie na śniadanie do Wielkiej Sali, a gdy zobaczył na stole obity czerwoną, teraz już wypłowiałą i nieco zniszczoną skórą dziennik, leżący na stole Gryfonów, obok delikatnej dłoni, zakończonej zadbanymi paznokciami stanął jak wryty. Włożył dłoń do kieszeni szaty i dotknął swojego egzemplarza tego dziennika. Elody, jego Elody. Jest tutaj i nie ma pewnie o niczym bladego pojęcia.
    Jako że dzieciaki nie przywiązywały wagi do nazwisk (może poza tymi, które za wszelką cenę chciały kumplować się z Potterami i Weasley'ami), to Archie nie miał bladego pojęcia, jak nazywała się w pełni jego przyjaciółka z dzieciństwa. Dlatego też nigdy nie przyszło mu do głowy, że ta Elody z Gryffindoru, to TA Elody. Nazwisko z kopert już mu się zamazało, to było wieki temu, w dodatku szybko listy przestały przychodzić. Albo on przestał je wysyłać. Już nawet nie pamiętał. Kiedy zobaczył obok Gryfonki ten malutki dziennik, wypełniony po brzegi głupimi koniczynami, wiedział, jak bardzo się mylił, co do Boga i jak bardzo został oszukany w kwestii cudów. Cuda się zdarzały, a jeden właśnie siedział na ławce przy stole i jadł śniadanie w Wielkiej Sali. Robił tak w dodatku od kilku lat. Jego mały cud, czyli Elody.
    Podszedł niepewnie do dziewczyny, którą otaczał wianuszek koleżanek, jednak kiedy odchrząknał nieznacznie (po czym zaczerwienił się po same cebulki włosów) poprosił o rozmowę sam na sam z Elody. Bał się jak cholera, czy go pozna, czy pamięta. Ale w końcu miała Koniczynowy Dziennik, jak nazwali je w dzieciństwe. W dodatku dalej go wypełniała, tak samo jak on. Tyle, że jemu jeszcze nigdy nie udało się trafić od ich rozstania na czterolistą koniczynkę, choć teraz miał przeczucie, że gdyby wybiegł na błonia, tylko takie by zobaczył. Spojrzał na dziewczynę niepewnie, po czym wyciągnął z kieszeni szaty swój egzemplarz i wyciągnął go w stronę Gryfonki.

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  68. [Ojej, dziękuję! Elody jest urocza, naprawdę! Może mogłyby się jeszcze niedawno podkochiwać w jednym chłopaku? Można do tego dorobić jakąś większą filozofię, rozbitą przyjaźń, albo inne zawirowania, co Ty na to? :)]

    Mia

    OdpowiedzUsuń
  69. - A mi się wydaje, że coś jest na rzeczy. Ciągle Ci te akty w głowie - chciał dodać jeszcze kilka słów, jednak postanowił się nie spieszyć. W końcu wszystko ma wyjść idealnie, nie ważne czy będzie to trwało miesiąc czy pół roku. Najważniejsze dla krukona było prawidłowe wykonanie zadania - Ale dobra. Będę pamiętał, że w przypadku gdyby mnie poniosło, będzie trzeba szukać innego fotografa - uśmiechnął się szeroko, przeczesując przy tym swoje ciemne włosy dłonią.
    Ajrun jeszcze dwa lata temu nie odważył by się na taki czyn. Nie był zamknięty w sobie, jednak zagadywanie do znieznanych mu ludzi odrobinę go przerażało. Lubił poznawać nowych ludzi, jednak za pomocą znajomych. Przychodziło mu to wówczas dużo łatwiej, kiedy obok siebie miał kogoś kto go wspierał w rozmowie z nieznajomymi. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że ranienie i mszczenie się na kimś w ogóle nie były w jego stylu.
    Niestety życie jest suką i lubi powodować komplikacje. Ciemnowłosy doświadczył tego osobiście. Czasami wystarczy jedna rozmowa, aby życie odwróciło się do góry nogami. Jedno niewłaściwe słowo i nagle różowe barwy świata po prostu znikają, a na ich miejscu pojawia się szarość.
    - Ok - odpowiedział krótko, unosząc głowę w górę. Przyglądał się uważnie wielkiemu błękitu, tak jakby miał dostać jakiś znak na dalsze poczyniania - W takim razie jesteśmy umówieni na za dwa tygodnie, a teraz po prostu bądźmy - uśmiechnął się, zerkając na blondynkę - Długo fotografujesz? Wiesz... Mógłbym Ci kiedyś zapozować. Tak wiem, wiem. Nie robisz aktów - dodał szybko z szerokim uśmiechem - Chyba, że lubisz robić coś jeszcze. Jestem chętny na wszelakie propozycje i z chęcią poznam Cię bliżej.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  70. Dla Iana ta znajomość po prostu musi trwać i dodatkowo musi się rozwijać. Nie ma mowy o jakiś krokach wstecz i odwoływaniu spotkań. Nawet jeżeli przed spotkaniami z nią musiałby wyładować całą swoją frustację, walił by głową w ścianę byleby tylko na spotkaniu nie dać po sobie poznać, że ma jej już dość. Przecież ich miłość będzie idealna, nie ma innego wyjścia.
    - Jeżeli tylko będziesz miała ochotę, możemy umówić się na spacer po błoniach lub zamku. Wspiąc się na wieżę astronomiczną w środku nocy i oglądać gwiazdy. Możemy również zrobić coś bardziej szalonego i w świetle gwiazd wziąc nagą kąpiel w jeziorze. Ale na to chyba jeszcze za wcześnie - zaśmiał się melodyjnie, uważnie przyglądając się reakcji blondynki na jego słowa - albo zrobić wspólnie cokolwiek innego. Albo możemy nie robić nic.
    - Oh tak, mieliśmy kiedyś jakieś zajęcia wspólne, kojarzę - nie chciał mówić za dużo na jego temat. Obawiał się odrobinę, że mogłaby porozmawiać z bratem na jego temat. A tego przecież nie chciał. Chociaż prawdopodobnie Harrison nie domyśliłby się w ogóle co takiego knuje Ian. Jednak lepiej zachować ostrożność - Świetnie, że masz z bratem i rodzicami tak dobry kontakt - uśmiechnął się lekko - zawsze chciałem mieć rodzeństwo. Najlepiej starszego brata, który biłby za mnie łobuzów. Przynajmniej takie miałem marzenie do piątego roku życia - każdy mały chłopiec marzył o starszym bracie, który obroniłby go nie patrząc na to, po czyjej stronie leży wina. W końcu najważniejsze byłoby to, aby młodsze rodzeństwo było całe i zdrowe. Kiedyś tak uważał. Dziś... Gdyby on był tym starszym bratem z pewnością nie byłby tak dobry dla rodzeństwa. Szczególnie po wszystkim tym, czego dowiedział się dwa lata temu. Jednak teraz nie czas na rozmyślania o życiu. I chociaż na jego twarzy pojawił się lekki grymas, szybko musiał się go pozbyć.
    Przysunął się bliżej dziewczyny i wygodnie usiadł, stykając się lekko ramionami. Wsunął dłoń do kieszeni i wyjął paczkę mugloskich papierosów - Palisz? - wyciągnął papierową paczuszkę w stronę blondynki.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  71. Powody, dla których pojawił się w Nadmorskim akurat w tamtym czasie, były inne niż te dziewczyny, jednak po jego przyjeździe sprawa się skomplikowała i ostatecznie postanowił trochę odetchnąć. Po pierwsze, ten, z którym umówił się na odbiór tajnej paczki, nie pojawił się w miejscu, do którego obaj znali drogę. Był to jasny znak dla Marksona, że stało się coś niedobrego albo przynajmniej coś, co zatrzymało jego przyjaciela w drodze do umówionego listownie punktu. Z jakiegoś powodu czuł, że nie powinien w żaden sposób wnikać, szukać go jakoś, bo niczego by to nie dało. Po drugie, nigdy nie był na wakacjach nad morzem. Pierwszy raz w życiu był na prawdziwej plaży, co robiło na nim wrażenie, zupełnie jak na małym chłopcu. W końcu postanowił trochę pożyć.
    Przez kilka dni wychodził rano ze schroniska młodzieżowego, w którym się zatrzymał na ten czas (w Nadmorskim nie było hoteli ani innych większych ośrodków, gdzie można by się zatrzymać, a on zresztą nie miał przy sobie wielu galeonów) , a wracał grubo po zmroku. Miejscowość była na tyle mała, że wydawało się, że wszyscy w niej się dobrze znają, ale i tak przyjmowali turystów bardzo serdecznie. Wskazywali drogę, uśmiechali się, pozowali do zdjęć. Delmare cieszył się razem z nimi, zwłaszcza dlatego, że do tej pory był przekonany, że nikt nie lubi być nieoczekiwanie fotografowanym.
    Już trzeciej nocy dał się zaciągnąć nowo poznanym mugolom do tawerny. Byli starsi od niego, niektórzy chwalili się tatuażami, które zostały im zrobione na pełnym morzu, a Markson musiał uważać, żeby nie pochwalić się swoim, który wytatuował sobie z okazji siedemnastych urodzin. Nie mógł pokazać pozamagicznym gościom swojego tatuażu, ponieważ został on wykonany metodą czarodzieja Markusa Scarra i podobnie jak postacie na kliszy wywołanej w odpowiednim eliksirze, tak i tatuaż Krukona posiadał pewne niecodzienne właściwości. Nawet po kilku głębszych wiedział, że nie może zdradzić zwykłym ludziom świata czarodziejów. Poza tym, żeby pokazać komukolwiek tatuaż, najpierw musiałby go znaleźć. Jeśli ktoś tatuował się u Scarra, to wiedział, że to nie takie proste. Tatuaże uciekały po całym ciele. Jednego dnia mogły być na ramieniu, drugiego mogły przemieścić się na plecy, trudno było wyczuć ich nastrój.
    Przez pierwsze dni nie robił nic, oprócz grania w karty i picia alkoholu. Pił z mugolami zwyczajne piwo, które w smaku różniło się od kremowego, ale w dużych ilościach skutkowało tym samym – złym samopoczuciem o poranku.
    W końcu obudził się w takim stanie, że nie mógł z całą pewnością stwierdzić, gdzie się znajduje. Na szczęście, leżał na łóżku w wynajętym pokoju, co, kiedy już sobie to uświadomił, przyniosło mu ulgę, jednak nie na długo. Zaraz po tym jak wstał, poczuł skutki wczorajszej imprezy. Głowa jakby pękała mu w szwach, w płyny w brzuchu przelewały się niebezpiecznie bez wyraźnego powodu.
    Zszedł do hallu, w którym na recepcji stał tylko zegar, bo nawet recepcjonista gdzieś się ulotnił. Jak się okazało, zrobił to wczas, bo Delmare właśnie zdał sobie sprawę, że jest pora obiadowa, a on jeszcze nawet nie zjadł śniadania. Śladami pracownika schroniska, również postanowił poszukać miejsca, w którym mógłby spędzić co najmniej najbliższe godziny. Nie miał ambitnych planów na ten dzień. Chciał zjeść dobrze wysmażonego szczupaka i purée z koperkiem. Tylko o tym myślał, kiedy wchodził do pobliskiej smażalni. W środku unosił się zapach tłuszczu i (niemożliwe!) ryby. W akwarium pod oknem, w zielonej mętnej wodzie, pływały jeszcze żywe morskie stworzenia. Nie rozumiał, po co ta wystawka, skoro miasto miało do zaoferowania chyba wyłącznie ryby, więc nie musieli się specjalnie szarpać o klientów, ale poczuł się bardziej głodny niż przed wyjściem ze schroniska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był głodny, a długa kolejka w pewnym momencie przestała się przesuwać. Zirytował się. Jeżeli w grę wchodziło jedzenie, potrafił być bardzo stanowczy.
      – Przepraszam, ale czy można szybciej? Śpieszy mi się. – "Do zjedzenia dziesięciu porcji naraz", pomyślał od razu, a przed oczami stanął mu pełny talerz. – Jak to nie będzie? Jak to zatrute?
      Przez chwilę patrzył to na sprzedawczynię, to na dziewczynę, której nie widział co prawda po raz pierwszy w życiu, ale i tak nie skojarzył jej od razu z Hogwartem. Słowa tej pierwszej usłyszał starszy pan, stojący z materiałową torbą tuż za Marksonem.
      – Zatrute, zatrute! – Zaskrzypiał jak nieoliwiona huśtawka. – Do Diabła z tym, sześćdziesiąt pięć lat żyję w tym zaplutym mieście, co roku to samo!
      Krukon od razu podchwycił temat, mimo że czuł burczenie w brzuchu:
      – To się tu zdarzało już wcześniej?
      – Lepiej byś mi zadał pytanie, kiedy się nie zdarzało, bo jak pamiętam, tak zawsze latem wszyscy chorują od tych cholernych ryb. - Narzekał staruszek, aż mu się trzęsły rozciągnięte przez starość poliki.
      – To przez wiedźmę. - Kobieta za ladą miała łagodny ton głosu, ale wyglądała trochę, jakby się bała.
      – Wiedźmę? Jaką wiedźmę?
      – Nawet im nie gadaj, Dolores, tych głupot, bo tylko dzieciakom namieszasz w głowach. Burmistrz mówił przecież już dawno, że ci z fabryk wylewają w porcie jakieś swoje odpady. –Teraz zwrócił się do nich. – Nadmorskie utrzymuje się z eksportu ryb, ale też z produkcji rybnych konserw. Pełno tu małych zakładów. Łachtaje wyrzucają pozostałe przetworzone świństwo do morza, a potem ryby chorują i zdychają, a ludzie też padają od tego jak muchy. – Staruszek kończąc ostatnie zdanie, machnął rękami i wyszedł ze sklepu, dzwoniąc drzwiami w dzwoneczek podwieszony na suficie.

      [W porządku, ja dla zasady nie sprawdziłem tego odpisu, więc mogą być błędy.]

      Usuń
  72. Oparł głowę o gróby konar drzewa i delikatnie się uśmiechnął, uważnie przysłuchując się słowom dziewczyny. Odruchowo już, przeczesał dłonią swoje ciemne włosy, powodując sobie w ten sposób jeszcze większy bałagan na głowie.
    - Wiesz, mimo wszystko to Ty częściej o niej mówisz - odpowiedział spokojnie, zerkając jej prosto w oczy - Fakt, na cieplą kąpiel czasu mało. Ale i wczesną zimą, gdy jeszcze jezioro nie zamarznie może być bardzo przyjemnie. Kwestia doboru towarzystwa - wyszczerzył białe ząbki w szerokim uśmiechu - a jak sama przyznałaś, ten punkt z listy został już zrealizowany.
    Oblizał lekko spierzchnięte wargi, zaciskając mocniej dłoń na paczce papierosów. Po krótkiej chwili namysłu wyjął jednego, odkładając paczkę ponownie do kieszeni. Zaczął go powolnie obkręcać w dłoniach, delikatnie zgniatajac. Przysunął go pod nos, wziął głęboki wdech, a następnie odłożył go za ucho. Poczeka.
    - Od czegoś umrzeć trzeba - skwitował lekko wzruszając ramionami, jednak powstrzymał się od zapalenia. Nie chciał jej stracić tak szybko. Oh gdyby go teraz widzieli znajomi. Zarzekał się, że żadna dziewczyna nigdy go nie zmieni. A teraz sam będzie badał terytorium i potulnie odrzucał wszystko co jej się nie spodoba. Przynajmniej wtedy, kiedy blondwłosa będzie w pobliżu... Do czasu - Jeszcze parę lat temu zazdrościłbym Ci brata - uśmiechnął się - chociaż teraz trochę mnie zestresowałaś. A co jak mnie nie polubi, stwierdzi że nie jestem dla Ciebie odpowiedni i zabroni Ci się ze mną spotykać? - uniósł brwi ku górze, przygryzając dolną wargę.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *gruby. matko boska tak patrzę co ja napisałam. GRUBY.

      Usuń
  73. [Chęci są, gorzej z czasem i pomysłem :( ]
    Hans

    OdpowiedzUsuń
  74. [Twoja wizja mnie rozwaliła. <33 cześć i dziękuję!]

    Avada Lestrange.

    OdpowiedzUsuń
  75. [ Hej, piszę do ciebie, bo mam zamiar przejąć brata twojej uroczej Elody. Pisałam na GG :) ]

    OdpowiedzUsuń
  76. Odkąd Ajrun dwa lata temu dowiedział się prawdy o swojej matce, oraz o całym swoim dotychczasowym życiu zaprzestał marzyć o rodzeństwie i dziękował Bogu, że jest jedynakiem. Nie wyobrażał sobie siebie w roli opiekuna, a gdyby właśnie miał młodsze rodzeństwo wszystkie obowiązki spadłyby na jego głowę. Chociaż może... Może gdyby miał rodzeństwo pozostałoby w nim chociaż odrobinę tego starego Krukona. Mając koło siebie osobę, która doświadczyła dokładnie tego samego, byłoby mu raźniej. Miałby z kim porozmawiać, miałby wsparcie, byłby wsparciem. I być może zależałoby mu na wszystkim znacznie bardziej niż teraz. Jednak życie potoczyło się tak jak się potoczyło, a Ian Ajrun musi przez to wszystko przejść samodzielnie.
    - Ach, czyli jeszcze muszę się starać. Kurcze a byłem przekonany, że idzie mi świetnie. Ale w zasadzie to tylko dobrze o Tobie świadczy. Nie wolno dawać się tak łatwo omotać przystojnej buźce - wyszczerzył szeroko białe ząbki i przeczesał ponownie włosy.
    Nie mógł się doczekać reakcji Matta i był gotów na wszelkie poświęcenia aby tylko doczekać tego momentu. Nawet gdy dostanie po mordzie będzie i tak usatysfakcjonowany, w końcu dokona swego.
    - Och to i tak całkiem spoko. Przynajmniej miałbym zawsze świeże kwiaty. Pewnie nikt inny poza Tobą nie przychodziłby na mój grób. Oh no i nie umarłbym od raka - wysilił się na uśmiech, chociaż zrobiło mu się odrobinę przykro. Właśnie sobie uświadomił, że prawdopodobnie będzie całkiem sam na tym świecie i gdy już z niego odejdzie zniknie. Po prostu przestanie istnieć, bo przecież kto by zaprzątał sobie głowę wspomnieniami o kimś takim jak on? - Trzeba szukać pozytywów wszędzie tam, gdzie się da - dodał po chwili ciszy, jednak bardziej kierował te słowa do siebie samego, niżeli dziewczyny siedzącej obok.

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  77. - Będę wytrwały - powiedział z uśmiechem na twarzy. Nie chciał aby uważała go za zbyt pewnego siebie, jednak chciał aby była świadoma, że tak szybko się go nie pozbędzie. Będzie wytrwale walczył do samego końca. Cóż, ma cały rok na zdobycie, rozkochanie i połamanie na drobne kawałki jej serduszka.
    Uśmiechnął się blado słuchając uważnie jej słów. Co prawda nigdy nie miał zbyt wielu przyjaciół, jednak ich miał. Niewielu, ale prawdziwych. Dziś... Cóż, może ich nie stracił, jednak skutecznie się odciął. Zdarzały się takie chwile, w których Ajrun miał ochotę podejść i wszystko wytłumaczyć, przeprosić za swoje zachowanie i zapomnieć o tym wszystkim. Wyjść na błonia i spędzać miło czas z gronem najbliższych.
    Były momenty, kiedy do Iana docierały błędy jego zachowania. Jednak wciąż coś go jeszcze zatrzymywało, powstrzymywało przed pojednaniem. Wewnętrzny strach, że nie zrozumieją, że nie wybaczą. Zostawią go całkiem samego, tak jak teraz... Z tym wyjątkiem, że teraz jeszcze ma nadzieję, że wszystko może z czasem się ułoży. Gdy przeminie strach... Tylko czy kiedykolwiek przeminie? Póki co, nic na to nie wskazywało.
    - Przyjaciele - powtórzył za nią, lekko kiwając głową. Jakoś tak, mimowolnie zacisnął mocniej pięści chwytając przy tym rozłożoną na trawie szatę. Przełknął ślinę i uśmiechnął się - Każdy ich ma, tylko nie wiadomo jak długo, jak bardzo zagmatwa się życie - miał nadzieje, że sprawnie wywinął się z tego tematu. Nie miał zamiaru się jej zwierzać, tłumaczyć... Przecież nie o to w tym wszystkim chodziło. Nie szukał osoby, w której będzie mógł znaleźć wsparcie.
    Starał się trzymać emocje na wodzy. Elody nawet nie zdawała sobie sprawy jaką ciężką walkę właśnie toczył Ian sam ze sobą. Walczył ze sobą każdego dnia, zdarzało mu się wygrać. Jednak często niestety przegrywał i jedynie oddalał się od wszelkich znajomości jeszcze bardziej. W końcu niewielu rozumiało jego ataki... Nie rozumieli co się dzieje w tym chuchrawym ciałku.
    - Noc dziś będzie ciepła - powiedział, zerkając na pomarańczowe niebo. Również nie miał pojęcia ile minęło czasu. Cieszył się, że ona wciąż jest obok. Jednak nie był do końca przekonany czy właśnie na takich rozmowach mu zależało...

    ian ajrun

    OdpowiedzUsuń
  78. Ciepłe noce i wakacyjna atmosfera sprzyjały w wieczornych wyjściach. Ian gdy tylko znajdował okazję do opuszczenia grubych murów zamku, robił to jak najprędzej. Może i nie miał przyjaciół, z którymi móglby spędzać takie noce, jednak radził sobie i bez nich. W końcu potrafił się odzywać, znał umiejętność zlepiania pojedyńczych wyrazów w całe zdania i nawet szło mu to całkiem dobrze. A najlepiej było wówczas, gdy do tego wszystkiego wtrącał się alkohol i parę innych rzeczy.
    Dzisiejszą noc spędził właśnie z takimi nowo poznanymi ludźmi przy butelce wódki. Lubił spędzać czas w taki sposób, bo obcy ludzie nie wypytywali go. Zresztą, on ich nie obchodził. Najważniejsza była dobra zabawa, muzyka i alkohol.
    Trzymał się jeszcze na nogach, chociaż sam dokładnie nie wiedział jakim cudem jest to jeszcze możliwe. Wypił mnóstwo alkoholu i spalił dwa skręty. Był... Nie ma co się oszukiwać, nawalony i zjarany. Wracał już do zamku, chociaż szło mu to dość powolnie. Najgorzej było, kiedy jakieś niesforne gałęzie podchodziły mu pod nogi. A to ci jedne! Bo przecież gdyby cały czas leżały na ziemi to by je widział i omijał szerokim łukiem.
    Klnął pod nosem, pokonując kolejne przeszkody, napotkane po drodze. Nawet nie zauważył, kiedy znalazł się na dziedzińcu zamku. Już tak niewiele mu brakowało do dostania się do środka. Jeszcze tylko jedne drzwi, tylko zaraz... Gdzie one właściwie były? Zakręcił się dość szybko wokół własnej ości ze dwa razy i nawet udało mu się namierzyć drzwi, tylko były jakoś strasznie daleko od niego. Zamknął oczy i postanowił iść wprost na drzwi, wierzył że takim oto sposobem znajdzie się szybciej nich.
    Jakie było jego zdziwienie gdy uderzył głową o jakąś postać. Zamarł, wciąż z zamkniętymi stał i czekał, aż coś się wydarzy. Bał się otworzyć oczu, aby przypadkiem nie zobaczyć przed sobą kogoś z pracowników.
    - Ja już idę do wierzy - wyburkał, powoli otwierając jedno oko. Przyglądał się przez chwile otoczeniu i dopiero po chwili do obserwacji dołączyło się drugie. Biedny trochę się zagubił, bo jakimś cudem znalazł się już w zamku. Sam nie wiedział jak tego dokonał. Jednak nie to było ważne. Przed nim stała znajoma dziewczyna.

    OdpowiedzUsuń
  79. [Dziękuję bardzo!]

    DORRELL

    OdpowiedzUsuń
  80. Zmarszczył brwi i uważnie przyglądał się dziewczynie. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
    - Mogę iść i do Twojej - wypowiedział się w końcu po chwili namysłu. Rozejrzał się ponownie dookoła, uświadamiając sobie, że rzeczywiście nieco go poniosło i znalazł się pod gryfońskim wejściem - chociaż nie zasługujesz na to - burknął obrażony. Właśnie sobie uświadomił, że mieli się spotkać po dwóch tygodniach. Zmarszczył brwi i zbliżył się do dziewczyny, chwytając ją delikatnie za ramię.
    - Mieliśmy iść na miód pitny - zauważył. Sam nie wiedział ile dokładnie minęło czasu od ich poprzedniego spotkania, jednak był pewien że za dużo - mieliśmy się lepiej poznać, hej miałem Ci opowiedzieć o moich przyjaciołach - może rzeczywiście byłoby lepiej gdyby zawrócił i poszedł w swoim kierunku. Zamknął się w dormitorium i plackiem położył na niezaścielonym łóżku. Gdy był pod wpływem alkoholu zdarzało się, że mówił za dużo.

    [e, wyszło średnio i krótko. ale się rozkręci się]
    Ian

    OdpowiedzUsuń
  81. [ Witam i dziękuję za powitanie ^^ Trochę czasu minęło odkąd ostatnio pisałam, nie widzę tu nikogo znajomego, chyba, że po prostu nicki się pozmieniały :) ]

    James

    OdpowiedzUsuń
  82. Erica wcale nie potrzebowała stojących z tyłu chłopaków. Nikogo nie potrzebowała. I wcale nie chodziło o poradzenie sobie z niziutką Gryfonką, będącą zdecydowanie za pewną siebie. Zapewne musiało to zabawnie wyglądać, gdy Ślizgoni stali jeszcze za Krukonką, ale wiedziała, że równie dobrze mogłoby ich nie być, a wrażenie zrobiłaby takie same. Była za pewna siebie? Nie. Erica Draven jaka była, każdy widział i wiedział. Mądrzejsi usuwali jej się z drogi, ci głupsi starali się wejść w jej towarzystwo i tylko paru się to udało. Reszta zostawała idealnie i dosłownie spłukiwana razem z pomyjami z kuchni. Erica nie miała dziś nastroju do nudnej konwersacji z tą Gryfonką. Nie chciała jej też wyzywać, bo według niej to było po prostu poniżej godności. Mogła nie cierpieć Mugoli, ale przez szacunek dla brata nie obrzucała ich wyzwiskami. Chyba jedyna dobra rzecz, która w niej została. Może kiedyś Draven nie byłaby taka niemiła, gdyby wciąż żył Kit. Teraz po prostu… Cóż. Nie, żeby sprawiało jej to przyjemność, ale takiego gówniarza jak ten Puchon ktoś musiał nauczyć szacunku dla starszych. I jeszcze jej szata… Świetnie.
    Erica zatrzymała się, słysząc słowa blondynki i podniosła oczy ku niebu. Ta laska nie mogła sobie odpuścić? Sama pchała się pod topór, który i tak wisiał nad wszystkimi dookoła, odkąd czekolada wylała się na jej ubrania. Obróciła się, luźno zarzucając szatą i spojrzała na Gryfonkę.
    - Na twoim miejscu bym tak się nie cieszyła – odparła, lustrując blondynkę wzrokiem. – Zresztą jeśli jestem księżniczką, muszę sama siebie ratować i uciekać przed tobą ile sił w nogach – dodała ironicznie, wykrzywiając twarz. Ci Gryfoni. Zawsze najpierw gadali, potem myśleli. Sądzili, że to im jakoś pomoże to ich bohaterstwo? Dopóki ten cały Potter nie wylądował u nich w domu, Gryffindor był domem jak każdy inny. Nagle wszyscy odkryli w sobie pokłady tandetnego bohaterstwa? – Nie wiem, czy zauważyłaś, ale to ty zwróciłaś na mnie uwagę, nie odwrotnie, więc czegoś tu nie rozumiem. Zresztą dobrze trafiłaś. Możesz to rozgłosić, że Erica Draven ma tygodnicę i przynajmniej nie musi się martwić o to, kiedy zacznie jej się okres – mruknęła, po czym obróciła się, wywracając oczami i idąc w stronę sali.

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  83. [Skoro Elody jest kochliwa, to raczej pasowałoby żeby to jej wpadł w oko jakiś chłopak, chociaż w tym wypadku mało prawdopodobne, żeby się któremuś spodobała dredziara pyskata xD
    Więc może to Mia zauroczy się jakimś chłopcem, który będzie miał ją gdzieś. Biorąc pod uwagę fakt, że Mia jest niezła z eliksirów mogłoby się to nieźle skończyć. Uknułyby intrygę dzięki której ten chłopak miałby np. zjeść cukierki z amortensją i wskutek czystego przypadku spojrzałby ma Elody (zatrzasnęliby się gdzieś, albo zgubili w lochach). Mia mogłaby wtedy roznieść wieżę Gryfonów, postawić na głowie pół Hogwartu, byleby dogryźć nieco Elody i utrudnić jej wyplątanie się z tego całego bajzlu. A śliniący się biegający za nią facet na pewno tego nie ułatwi]

    Mia

    OdpowiedzUsuń
  84. [Witam uroczą Gryfonkę. Ronan jest raczej typem samotnika, ale panny chyba nie dadzą mu spokoju ;) Jak tak Ci się podoba (oby postać, a nie tylko zdjęcie), zapraszam na wątek.]

    Ronan

    OdpowiedzUsuń
  85. Chwilowo nie myślał trzeźwo, nie zastanawiał się nad tym czy swoim zachowaniem ją od siebie odpechnie czy też nie. Był pijany, zjarany i do tego wszystkiego nadchodził kryzys jego twardości oraz dzielności. Ian zresztą jak wszyscy był tylko człowiekiem i pomimo wielu starań przychodziły takie chwile, kiedy miał po prostu dość. W takich chwilach najczęśćiej chował się gdzieś przed całym światem, lub upijał się do nieprzytomności próbując zapomnieć o krzywdach jakie zostały mu wyrządzone.
    Czekał za nią grzezcnie, delikatnie się chwiejąc. Cieszył się, że jednak z nim zostanie, że będą mogli porozmawiać. Nie zastanawiał się nad tym o czym będą rozmawiać, nie przemyślał tego. W zasadzie... Nie był w stanie tego przemyśleć. Po prostu był z siebie dumny, że udało mu się, zainteresować ją, swoją osobą. Nieważne jak.
    Kiedy dotarli na szczyt wierzy, uśmiechnął się szeroko. Nieco szaleńczo, i nim usiadł na wskazane przez blondynkę miejsce, podszedł do odgradzającej barierki. Zacisnął na niej mocno dłonie i wychylił się w dół. Lekki wiatr, rozwiewał jego włosy, delikatnie muskając jego twarz. W tej chwili czuł, że żyje. Że wciaż jeszcze jest dla niego nadzieja.
    - Aby mówić o przyjaciołach, pierw trzeba ich mieć - powiedział, spluwając w dół. Odwrócił się, oparł o barierkę i uśmiechnął się blado do dziewczyny - kiedyś ich miałem całe mnóstwo - mruknął, chowając dłonie do kieszeni.
    Może i Ian przeżywał swój rodzinny dramat, aż za bardzo. Jednak chłopak był wrażliwy, uczuciowy. Zawsze łatwo było zadać mu ból, zranić go czy doprowadzić do łez. Może, gdyby rodzicielka wciąż żyła byłby w stanie sobie z tym wszystkim poradzić. Jednak tragedia za tragedią doprowadziły do załamania.
    Wyjął z kieszeni papierosa i odpalił go, mocno się przy tym zaciągając. Powolnie wypuszczał dym nosem, przygryzając dolną wargę.
    - Naprawdę chcesz tego słuchać? - zapytał, biorąc głęboki wdech, lekko się chwiejąc - to jest naprawdę przykra historia - dodał po chwili ciszy, czując jak oczy zalewają mu się łzami.

    OdpowiedzUsuń
  86. [Tak naprawdę nie mam pojęcia, co by miało ich łączyć ;D Na początku jak zwykle Ronan będzie uprzejmy itd, ale trudno mi powiedzieć. Od tego zależy jak rozwiną się ich relacje ;D Lepiej zacząć od pierwszego spotkania. Może jakiś wypad do Hogsmeade, gdzie oboje łaziliby po dziwnych miejscach?]

    Ronan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Bardziej chodziło mi o to, że Ronan by się szwendał i trafił przypadkiem na łażącą bez celu Elody, ale tak też może być ;D Nawet lepiej. Co do relacji to zobaczy się jak potoczymy rozmowę. W końcu nie znam jeszcze Twojej postaci ;) Ja siedzę na fonie dziś i jutro, więc w sumie słabo z zaczynaniem, chyba że jesteś cierpliwa ;)]

      Ronan

      Usuń
  87. Oblizał spierzchnięte wargi, zastanawiając się w jakie słowa to wszystko ubrać. Chłopakowi naprawdę ciężko było mówić o tym wszystkim. Co prawda po alkoholu znacznie lżej, jednak jutrzejszego poranka będzie żałował tego wszystkiego. Zawsze tak było.
    - Od dwóch lat skutecznie pozbywam się przyjaciół. I znajomych w sumie też - zaśmiał się gorzko, wychylając do przodu.
    Do końca piątego roku był taki jakim był każdy inny krukon. Miał wysokie ambicje, nauka nie sprawiała mu trudności, miał wrodzony talent do eliksirów, spotykał się z ludźmi lubił z nimi rozmawiać.
    - Głupia sprawa - jego śmiech ponownie rozniósł się w przestrzeni - mój przyjaciel, nie, czekaj. Mój najlepszy przyjaciel - głos mu zadrżał, a nadmiar łez w oczach zaczął powolnie spływać po bladych polikach. Przygryzł wargę, odwracając się ponownie plecami do dziewczyny. Wpatrywał się w gwieździste niebo, jak gdyby miał właśnie tam znaleźć odpowiedź na wszystkie swoje problemy - Mój najlepszy przyjaciel. Ten skurwiel - zamknął oczy, wychylając się zza balustrady - pieprzył moją matkę - przed oczami pojawiła mu się scena z tamtego dnia. Rodzice mieli być w pracy, jego samego też miało nie być. Umówił się z kumplami na mieście, ale o czymś zapomniał. Cofnął się do domu wziął co miał wziąć i już szedł do wyjścia, kiedy stwierdził, że weźmie nieco kasy od ojca. Wszedł do sypialni i zobaczył ich.
    Chciał niby powiedzieć coś jeszcze, ale głos uwiązł mu w gardle. Otworzył oczy i wpatrywał się w ciemność w dole. Nie był wstanie spojrzeć na gryfonkę.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  88. Nie miał zamiaru całkowicie się przy dziewczynie rozklejać, nie chciał i nawet nie mógł już powiedzieć niczego więcej. Żadne słowa nie chciały mu przejść przez gardło. Wpatrywał się jedynie przed siebie w oczekiwaniu na jakiś znak, jakąś podpowiedź... Syknął jedynie z bólu, przez który przypomniał sobie o trzymanym w dłoni papierosie, który właśnie go oparzył. Zrzucił go w dół, uważnie wpatrując się jak lekko żarzący się pet spada.
    Powolnie uniósł głowę i zerknął na dziewczynę. Nie myślał racjonalnie, nie zastanawiał się nad tym co powinien lub czego nie powinien zrobić. Przeczesał jedynie szybko włosy i zbliżył się do niej. Obejmując ją mocno, schował twarz w jej włosach i pozwolił sobie na odrobinę łez.
    To była ciężka noc, jednak jutrzejszy poranek będzie jeszcze gorszy dla krukona. Szczególnie, kiedy uświadomi sobie o podzieleniu się historią z Elody.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  89. Wziął głęboki oddech i odsunął się od dziewczyny na długość swoich rąk. Zacisnął dłonie delikatnie na biodrach dziewczyny i przypatrywał się uważnie, zastanawiając się co dalej. Przygryzł wargę, marszcząc delikatnie brwi. Chciał uciec stąd jak najdalej. Bał się tego co będzie teraz. Nie wiedział czy mówić dalej, a może odwrócić się i odejść. A może powinien rzucić się z wieży? W ten sposób wszystko by się zakończyło, a na świecie zapanowałby spokój.
    - Przydał by się alkohol - wyszczerzył się szeroko, przecierając oczy dłonią - gdy jest alkohol, wszystko jest pięke - dodał po chwili, wciąż przypatrując się dziewczynie - i lepiej się gada. Zakończył swój monolog. Jednak alkoholu w pobliżu nie było, a Ajrun musiał jakoś sobie poradzić bez niego. Zrobić coś, cokolwiek.
    - Powinienem był mu porządnie przywalić w mordę. Obić ten parszywy ryj - mówił, czując jak miejsce smutku zajmuje wściekłość. Odsunął się od dziewczyny i podszedł do muru. Zacisnął pięść i mocno przywalił w grubą, kamienną ścianę. Momentalnie oczy otworzyły mu się szerzej, a usta automatycznie zacisnął, chociaż jeszcze nie czuł bólu. I tym razem środki odurzające dobrze się sprawdziły, dopiero rano będzie go bolało.
    - Spokojnie, wszystko ze mną dobrze - mruknął w końcu podchodząc do blond włosej dziewczyny - daj mi szansę - oznajmił wprost, alkohol dodawał mu odwagi nie tylko do zwierzeń - nie skreślaj mnie od razu, daj się poznać. Cholernie mi się podobasz i wiem, że może nam wyjść. Tylko mnie nie skreślaj, daj mi szanse, poznajmy się - mówił, jak nakręcony - zabiorę Cię wszędzie tam gdzie będziesz chciała i dam Ci wszystko, czego będziesz pragnęła, tylko proszę. Daj mi szansę. Jedną, jedyną. Możesz być pewna, że tego nie zmarnuję. Nie pozwolę na to, to moja jedyna szansa. Później, już nie zdążę nic zrobić, będzie za późno - jeszcze chwila i opowie jej o swoim idealnym planie uwiedzenia jej i porzucenia.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  90. [Coś wymyślę. Spokojnie. I wolę zaczynać, bo wtedy mam wyobrażenie całej sytuacji.]

    Ronan

    OdpowiedzUsuń
  91. [Witam i dziękuję za tak miłe powitanie c: Elody to ciekawa postać i do tego Gryfonka, mogłybyśmy kiedyś skrobnąć coś razem :D]

    OdpowiedzUsuń
  92. [Elody ma sporą konkurencję w walce o tytuł "Miotlarskiego Beztalencia Roku" - żeby móc spaść z miotły, Colin musiałby ją najpierw umieć przywołać c;
    Ten dopisek z mojej strony wynika raczej z mojej wygody, taka tylna furtka, żeby Turcotte mógł od czasu do czasu się uśmiechnąć. Ot. Taki kolejny dowód na moje lenistwo. Mój Puchon jest taki smutny, niech Elody od czasu do czasu go rozbawi.]

    ponuras i beztalencie roku, niejaki Colin Turcotte

    OdpowiedzUsuń
  93. [Dobra, to co by tutaj wymyślić... Miałam pomysł, że podczas meczu Gryfonów ze Slytherinem lub innym domem Hazz i El usiadłyby obok siebie. Gryfoni zaczęliby przegrywać, a komentator (z domu, który by wygrywał) wyrażałby się niepochlebnie o Gryffindorze. Dziewczyny połączyłoby głośne narzekanie na speakera i zapoznawszy się ze sobą podjęłyby decyzję o natychmiastowym i niezwłocznym zakneblowaniu delikwenta i przejęciu stanowiska komentatora, po czym zagrzałyby do walki Gryfonów. Oczywiście potem pewnie byłyby ukarane, ale to w dalszym ciągu by się rozwinęło ;D Z tym że kto byłby tym komentatorem? Bo Vinga i Marcus są komentatorami, ale Marcus jest z Gryffindoru, więc odpada, a nie wiem czy możemy się posłużyć wizerunkiem Vin do wątku. Chyba, że po prostu wymyślimy jakiegoś speakera na własne potrzeby xD Co sądzisz? c:]

    Hazel

    OdpowiedzUsuń
  94. [Będzie luzik, w końcu ile można mieć wiecznych dramatów ;) Ach no i przepraszam ogromnie za zwłoki, nie wyrabiam się z pracą i ogarnięciem domu, a Mia patrzy i śmieje się ze mnie, bo wystarczyłoby jej jedno zaklęcie żeby było czysto!]

    Mia, jako jedna z Gryfonek, które szczególnie upodobały sobie w latach wcześniejszych pakowanie się w kłopoty i przyjaźnie z gryfońskimi łobuzami. Do tej pory trzymała się zarówno z Elody, której obecność pomagała pielęgnować bardziej dziewczęce niż chłopięce zachowania, jak i z Jamesem, z którym stanowili parę największych sprawców psikusów w Gryffindorze.
    W tym roku skończyła jednak szesnaście lat i coś w niej jakby pękło. Zaczęło się od nawiązywania zupełnie nowych znajomości, zupełnie innych relacji z ludźmi i z... chłopakami. Do tej pory postrzegała większość z nich jako potencjalnych kumpli, ale teraz zdecydowanie rozwijała się emocjonalnie.
    Już nie mogła doczekać się swojego przedostatniego roku w Hogwarcie, choć z tyłu jej głowy szeptały niespokojne myśli o tym, że już niedługo będzie to ostatni. Czekała na peronie na pociąg, nie mogąc się doczekać, aż podzieli się nowinkami ze swoją przyjaciółką. Teoretycznie wymieniały się przecież listami, a jednak rozmowa była bardziej ekscytująca.
    Wózek z kufrem i klatką ze swoją niedużą sówką postawiła pod filarem peronu 9 i 3/4. Rozejrzała się za znajomymi twarzami, których z roku na rok było coraz więcej. Tak, rozwijała się emocjonalnie i gdzieś tam w środku czuła, że powoli dorasta. Jej matka i tak traktowała ją jak dorosłą osobę, ale tata nadal widział w niej małą dziewczynkę. Tymczasem Mia podejmowała decyzje i zaczynała rozumieć ich wagę.
    Jej wzrok przykuła buzia, którą znała chyba najlepiej w całym Hogwarcie. Ileż to godzin przesiedziały razem w nocy pod kocem dzieląc się pomysłami i wydarzeniami z życia szkoły, ile zjadły razem posiłków, ileż głupstw razem zrobiły... To było niewyobrażalne.
    -Elody! - krzyknęła i zaczęła machać do przyjaciółki, podskakując lekko. Wtem jej wzrok padł na zupełnie inną twarz. Twarz Puchona, którą widziała przecież już kilka razy w życiu, ale która nigdy wcześniej nie wydała się jej tak sympatyczna. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest osobą ciepłą i przyjacielską. Poczuła coś dziwnego w brzuchu i jakby na chwilę straciła kontakt ze światem, w tym z nadchodzącą przyjaciółką.

    Mia

    OdpowiedzUsuń
  95. [WOW. To podobieństwo jest w 100% niezamierzone. :D Dzięki za powitanie.]

    N. Hughes

    OdpowiedzUsuń
  96. - Naprawdę nie ma za co dziękować, nic nie musisz mi dawać - odrzekła szczerze April, uśmiechając się ciepło. Kiedy przyjmowała prezenty, zawsze czuła się nieco skrępowana (oczywiście, jak chyba każdy, bardzo lubiła je otrzymywać, ale niemiłe uczucie zawsze gdzieś się czaiło, nie pozwalając jej czerpać pełnej przyjemności z podarunku), ponieważ nigdy nie wiedziała, jakiej osoba obdarowująca oczekuje od niej reakcji: bała się, że swoim zachowaniem sprawi komuś, kto włożył tyle pracy w uszczęśliwienie jej, niemałą przykrość. Nagle do głowy wpadł jej jednak pewien pomysł, który okazał się o wiele praktyczniejszy niż cukierki:
    - Tak właściwie to jest coś, co mogłabyś mi ofiarować - powiedziała, a jej niebieskie oczy zaświeciły się, pełne zapału. Jeżeli ktoś przyjrzałby się April z bliska, mógłby przysiąc, że w tym momencie tańczyły w nich iskierki. - Potrzebny mi twój czas i chęci: mam zamiar nauczyć cię, jak obchodzić się z magicznymi stworzeniami... a przynajmniej spróbować sprawić, byś (odpukać) następnym razem nie spanikowała. Co ty na to?
    April nabrała powietrza, zadowolona ze swojego pomysłu. Czuła, że (o ile Elody się zgodzi) najbliższe tygodnie bogate będą w nowe, ciekawe doświadczenia, o których nawet nie śniła. Już wyobrażała sobie, jak układa program ich spotkań, powoli przedstawiając jej kolejne zwierzęta i zaklęcia, których Gryfonka z biegiem czasu przestanie się obawiać. Szczerze mówiąc, w głębi duszy marzyła nie tylko o tym, że dziewczyna przestanie się ich bać - wyobraźnia nieśmiało podsuwała jej myśl, że może nawet uda jej się to wszystko polubić, a nawet pokochać.
    Potrząsnęła głową. "Daj spokój, April", zganiła się w duchu, "nie mów "hop!" zanim nie przeskoczysz, bo jeszcze się poturbujesz". Przecież nawet nie otrzymała odpowiedzi. Spojrzała zniecierpliwiona na koleżankę, nieświadomie przybierając błagalną minę. Tak bardzo chciała spróbować!

    April Rhodes

    OdpowiedzUsuń
  97. [Cześć! Plus za Scarlett - ładna dziewucha z niej ^^]

    Terrion

    OdpowiedzUsuń
  98. [Nie no, sądzę, że aż tak świetny Artt nie jest by od razu zyskiwać stu procentową frekwencję ;p]

    Artturi

    OdpowiedzUsuń
  99. [ Postać świeżynka, autorka nie, więc w hogwarckich progach chyba mnie witać nie trzeba, ale zdaje się, że nie miałyśmy ze sobą do czynienia, więc cześć! ;D Widzę, że Elody i Jacca mają ze sobą coś wspólnego, on pomazia, ona fotografuje, artystyczne zainteresowania, ot, co. (Poza tym Jacca też trochę roztrzepany, a na pewno chaotyczny, no i kochliwy.) ]

    Jacca Radley

    OdpowiedzUsuń
  100. [ Jeśli nie przeszkadzają ci spokojny wątki, oparte głównie na rozmowach i przemyśleniach, a nie na akcji, to możemy im zorganizować pierwsze spotkanie, mnie pasuje. A inne twoje pomysły można by wykorzystać później, w czasie trwania wątku, to jest to z dekorowaniem kanciapy.
    Powrotu do zdrowia życzę! ]

    Jacca Radley

    OdpowiedzUsuń
  101. Nie chciał nigdzie iść. W wieży krukonów było tylko gorzej. Ciągłe spojrzenia, szepty i te wymiany dziwnych min. To właśnie tam znajdowali się wszyscy ludzi, których wcześniej uważał za przyjaciół. Którzy chcieli dla niego dobrze, ale on niekoniecznie chciał tego samego. Dlatego właśnie tak często opuszczał wieżę, szwendał się po zamku czy jego błoniach w samotności. Aby odpocząć od tych wszystkich, otaczających go twarzy.
    - Umrę z niecierpliwości - powiedział cicho, zerkając na blondynkę. Naprawdę była ładna, i może nawet gdyby nie fakt, że jej bratem był Matt mógłby ją polubić tak prawdziwie, naturalnie.
    Wytarł wierzchem dłoni załzawione policzki, przetarł oczy i wyprostował się, dzielnie utrzymując się na nogach. Wiedział, że ten moment nadejdzie. Że będzie musiał wrócić do swojego, małego, prywatnego piekła.
    - Chciałbym móc, być tu zawsze. Chociaż z drugiej strony nie pragnę niczego bardziej, niż opuszczenia tych murów - mruknął cicho, zerkając ostatni raz na gwieździste niebo. Wyrzucił niedopałek i ruszył powoli przed siebie.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  102. Nie pamiętał za wiele z rozmowy na wieży. Coś mu się kojarzyło, że spotkał po drodze kogoś znajomego i bardzo długo z owym kimś rozmawiał. Nawet Elody mu się w przebłyskach przypomina, niestety krukon był na tyle naptury, iż dnia następnego dręczył go jedynie syndrom bolącej głowy i pustki w niej. Istne czarne dziury, ot co.
    I w sumie to dobrze. Bo zapewne gdyby tylko pamiętał o rozmowie z młodą gryfonką, z pewnością nie pojawiłby się na zbiórce do Hogsmeade. Nie potrafiłby na nią spojrzeć wiedząc, że zna jego sekret o który tak bardzo dbał i troszczył się, aby nikt inny poza nim nie wiedział co się stało.
    Wstał wcześnie rano i obmyślał co najlepiej robić z dziewczyną w miejscowości, aby jak najbardziej zainteresować ją swoją osobą. Wydawało mu się cały czas, że jego plan był tym idealnym. W dodatku ostatnio kręciło się w okół niego co raz więcej dziewczyn co tylko potęgowało uczucie, że i Elody z łatwością do siebie przekona.
    Stał na dziedzińcu i czekał z niecierpliwością, aż w końcu dziewczyna pojawi się również na placu. Jeszcze chwilę i pomyślałby, że go wystawiła. Narobiła mu nadziei i po prostu nie przyszła. Może dogadała się z Mattem i go wspólnie przechytrzyli? Ale przecież... Był pewien, że świetnie sobie to wszystko obmyślił. Czuł jak wściekłość w nim narasta, był zły w sumie bardziej na siebie niżeli na dziewczynę, przecież mógł wymyślić lepszą zemstę. Policzyć się prosto z Harrisonem, nie wykorzystując przy tym dziewczyny. Mógł iść do niego i dać mu po prostu w mordę, powiedzieć co myśli o jego zachowaniu i byłoby po sprawie, ale nie... Musiał wymyślić plan idealny.
    - O już się bałem, że nie przyjdziesz - powiedział szczerze. Co prawda widział jak podeszła tu z blondwłosym chłopakiem jednak nie miał zamiaru tego komentować. Poza tym, może ją tylko odprowadzał? Tylko nieszczęsnym faktem było to, że Ian nie miał pojęcia kim dla dziewczyny jest owy chłopak. Zmarszczył delikatnie brwi i uśmiechnął się blado do gryfoneczki - jasne, miód pitny czy kremowe piwo? - zapytał, mimo wszystko zadowolony, że w końcu się pojawiła.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  103. Już rozchylił usta i miał powiedzieć jakąś mało przyjemną uwagę jednak w porę uświadomił sobie, że dla blondynki musi być miły i sympatyczny. Przecież tej jednej, jedynej osoby nie chce do siebie zniechęcić. Wręcz odwrotnie. I przyznać trzeba, że to było dość trudne zadanie jak dla Ajruna po tak długim czasie uciekania od ludzi. Czuł się nieco obco w obecnej sytuacji. Potrafił siedzieć w pubach i upijać się do nieprzytomności rozmawiając na najbłahsze tematy świata, jednak na randce... W zasadzie to był pierwszy raz na takiej prawdziwej randce. Chociaż, czy można akurat tę nazwać prawdziwą?
    - Dzięki - chwycił swój kufel i upił większy łyk. Naprawdę zależało mu na tym spotkaniu, jednak nie przygotował się jakoś nadzwyczajnie. Miał kilka pomysłów, jednak nic nie było sprawdzone - może pierw się po prostu bliżej poznajmy - uśmiechnął się do niej. Był taki nieświadomy jak wiele już o nim wie - opowiedz mi co lubisz robić, co w ogóle lubisz, jaką planujesz przyszłość - mówił powolnie - chciałbym to wiedzieć - dodał po chwili z lekkim uśmiechem - przecież, nigdzie nam się nie spieszy, hm? - mruknął, upijając kolejny łyk miodu.
    - A jeżeli chodzi o resztę dnia to jest to niespodzianka. Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie - uśmiechnął się, starając się z całych sił aby jego uśmiech wyszedł jak najszczerzej.


    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  104. [Victoria bardzo chętnie na to pójdzie, ona zawsze chciała mieć starszą siostrę. :3]

    Victoria.

    OdpowiedzUsuń
  105. [Jasne, czemu nie. To może być ciekawe. Niech tylko Elody uzbroi się w solidny zapas cierpliwości, Colin jest ostatnio jeszcze bardziej uszczypliwy i marudny niż wcześniej. Kto zaczyna? :)]

    nadzieja brytyjskiego qudditcha

    OdpowiedzUsuń
  106. [ale z kotem! koniecznie z kotem! Vivi kocha koty. <3
    o, a co do kota, to ten mógłby im z Miodowego Królestwa gdzieś uciec... w jakieś mało bezpieczne miejsce. :)]

    Victoria.

    OdpowiedzUsuń
  107. [Moja nieumiejętność odmawiania kiedyś mnie zgubi ;) Dobrze, postaram się zacząć tak szybko, jak tylko to możliwe.]

    Colin

    OdpowiedzUsuń
  108. Prawdą było to, że nie potrafił normalnie obcować z ludźmi. Z jednej strony po prostu ich się bał, z drugiej zaś... Wiedział, że i tak nie ma już nic do stracenia, bo wszystko to co kochał po prostu odeszło. Wszyscy Ci ludzie, na których mu zależało po prostu... Nie było już ich przy nim. Matka umarła, ojciec żyje, ale stał się tak cholernie zamknięty w sobie, że nawet nie potrafi rozmawiać z własnym synem chociażby o głupiej pogodzie czy wynikach w nauce. Przyjaciele? Ich już nie ma, a wszystko to zniszczył jeden z nich. Ian Ajrun najbardziej w świecie boi się tego, że komuś zaufa i ponownie to wszystko zostanie zniszczone w bardziej lub mniej okrutny sposób.

    Z jednej strony pragnie towarzystwa, czyjegoś wsparcia rozmowy ale z drugiej... Nie potrafi się rozluźnić, zrelaksować. Nie umie już być sobą. Może gdyby po całej tej sytuacji z jego matką i przyjacielem, ojciec wciąż byłby aktywną osobą w jego życiu Ian teraz, wciąż potrafił śmiać się z żartów i cieszyć życiem, a nie jedynie udawać.

    Niestety los zrobił jak chciał, a Ian zmienił się. I nie potrafi sobie teraz poradzić w życiu tak jakby i chciał.
    - A co w tym dziwnego? - zapytał marszcząc delikatnie brwi. Jedyny kontakt jaki udało mu się jako-tako utrzymać miał z ludźmi, z którymi się przyjaźnił wcześniej. Jednak on też był dość trudny. Ian był trudny. Był chamski i wredny. Wciąż odpychał od siebie ludzi, unikał ich, zamykał się w sobie co raz bardziej. Zamiast skorzystać z ich wyciągniętych dłoni miał wrażenie, że oni jedynie chcą żerować na jego nieszczęściu. Przez to właśnie jest jaki jest. Aspołeczny. Nie potrafiący normalnie współżyć z ludźmi. Chyba, że się upije to i owszem, czasem bywa normalny. Jednak... cóż, rzadko.

    Spojrzał na dziewczynę nieco krzywo, nie podobało mu się jej zachowanie. Nie chciał się bawić, nie miał zamiaru udawać, że skakanie i tańczenie sprawia mu radość - nie sprawiało. Wręcz przeciwnie, budziły się jedynie wspomnienia związane z matką, których chciał się wyzbyć ze swojej pamięci. Spoglądał na nią ze stolika, z kielichem w ręku. Miał ochotę zniknąć. Gdy piosenka zakończyła się, miał nadzieje że wrócę do swojego spotkania. Niestety, dziewczyna miała inny plan. Co prawda dał się porwać jej szaleństwu, jednak już na pierwszy rzut oka było widać, że mu się to nie podoba. Gdy minęły dwie piosenki, a Elody wciąż miała ochotę na świetną zabawę postanowił się sprzeciwić. Miał plan idealny, jednak nie wziął pod uwagę różnicy charakteru, nie przemyślał tego, jak bardzo żywa może być ta dziewczyna. Nie chciał się tak szybko poddawać, jednak w chwili obecnej nie miał siły.

    Wyrwał dłoń z uścisku jej ręki i wyszarpnął. Spojrzał na nią marszcząc mocno czoło. Po prostu było widać, że jest wściekły.

    - Przestań! - warknął oschle, pech chciał że zaczął się wydzierwać w momencie, kiedy muzyka przestała grać - Ty kompletnie nic nie rozumiesz! Cieszysz się tym wszystkim, jesteś szczęsliwa kiedy ja po prostu nie mogę, nie potrafię! - zamilkł, kiedy zdał sobie sprawę, że wszystkie oczy są utkwione w nim. Przygryzł mocno wargę, czując jak się czerwieni na twarzy, a łzy napływają mu do oczu ze wściekłości. Odwrócił się na pięcie i po prostu wybiegł z pubu. W tej chwili nie marzył o niczym innym jak o zniknięciu. Z tego miejsca, z tej ziemi, z tego świata...

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  109. [ Gdzieś w połowie drogi zniknęłam, może wpakowałam Luke'a w rolę, której nie podołał, bądź sama zagubiłam się i nie wiedziałam, jak poprowadzić akcję? Najmocniej przepraszam i jestem gotowa spróbować ponownie, tym razem z nieco łatwiejszym kawałkiem chleba, o ile tylko nie chowasz urazy, choć przyznam, że zachowałam się bardzo niegrzecznie.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  110. [Witam i dziękuję za pochwałę! Elody jest taka kochana, aż zaproponowałabym wątek, ale Quin by ją jeszcze zasmuciła. :(]

    Quintella

    OdpowiedzUsuń
  111. [Jako uczeń jest całkiem grzeczny, dlatego prefekt. Ale już jako zwykły chłopak to owszem, trochę niegrzeczny, a raczej niedobry jest ;)
    Również witam!]

    Alan

    OdpowiedzUsuń
  112. [ Typowe powiązanie, w które zazwyczaj pcham Luke'a, zawiera w sobie coś skomplikowanego i najczęściej dramatycznego, a ten schemat niestety się u nas nie sprawdził. Zresztą im bardziej wątek, bądź relacja są toksyczne, tym z większą częstotliwością po odpisaniu brakuje mi sił, by zabrać się pielęgnowanie innych historii, więc może napiszesz mi, co ciebie by interesowało i spróbujemy pogodzić to w taki sposób, żeby wszyscy byli zadowoleni. Prawdopodobnie chodzi o to, że nie potrafię myśleć nad innych poziomach niż naprawdę zawiły, a i z drugiej strony nieczęsto daję się wypowiedzieć autorom odnośnie ich propozycji, bo zawsze sama wychodzę z gotowym konceptem.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  113. [Przepraszam, że dziś rano, a nie wczoraj wieczorem. I przepraszam za długość :c]

    Archibald nie mógł uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. To było wręcz niemożliwe, żeby w końcu się spotkali, w dodatku po tylu latach, ucząc się razem, jedząc śniadania, obiady i kolacje, spędzając jakieś uroczystości szkolne. To było tak absurdalne, że Archiemu chciało się jednocześnie śmiać i płakać. Kto to wiedział, że przyjaciele z dzieciństwa mogą się jeszcze odnaleźć w dodatku w szkole, w której nie przypuszczali się odnaleźć, albo kiedy o sobie już dawno, danwo temu jedna ze strona mogła zapomnieć.

    Puchon objął delikatnie Elody, cały czas trzymając w ręku notes, ale po chwili wypuścił go i przytulił dziewczynę mocniej do siebie. Tęsknił za nią, sam nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo mu jej brakowało. Dopóki jej nie odnalazł, nie przytulił, nie wiedział, jak piekielnie było mu przykro przez te wszystkie lata. Najgorsza jednak była świadomość czająca się gdzieś w jego głowie, że to z jego winy przestali do siebie pisywać, że to on zaprzestał wysyłania tych przeklętych listów i urwał im się kontakt. Buchanan chyba nigdy miał sobie tego nie wybaczyć. Ale w końcu ją odnalazł, jego przyjaciółkę, drugą połówkę z całości, którą stworzyli jak byli jeszcze małymi dziećmi.

    Archibald przytulił Elody jeszcze mocniej, o ile to było w ogóle możliwe i walczył z łzami, które cisnęły się mu do oczu. Jednak jak na wrażliwca przystało, nie za bradzo mu to wyszło i w pewnym momencie po jego policzkach zaczęły płynąć słone łzy, ale łzy szczęścia, nie mógł w to uwierzyć, że to działo się naprawdę!
    - Nie masz bladego pojęcia, jak bardzo za tobą tęskniłem - wyszeptał, prawdopodbnie zachowując się jeszcze gorzej niż dziewczyny podczas rozstań ze swoim chłopakiem, albo po ich powrocie z wycieczki/imprezy/od kumpla, ale nie dbał o to. Najważniejsza była dla niego Elody.

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  114. [Niestety, ja jestem słaba w wymyślaniu i kompletnie nie wiem jak można byłoby połączyć nasze postacie :c Także może innym razem :)]

    Alan

    OdpowiedzUsuń
  115. [Ja też mam taką nadzieję i dziękuję bardzo za przywitanie :)] J. Rosier

    OdpowiedzUsuń
  116. [Widze wlasnie, ze z nich sa kompletne przeciwienstwa, ale w sumie... Czemu nie? A moze to on jest tym Slizgonem, na ktorego Elody rzuca dretwotami po korytarzach i blyska fleszem prosto w oczy? Cos tam mozemy wymyslec :D]

    OdpowiedzUsuń
  117. [Ooo! Podoba mi sie ten pomysl! Jesli chodzi o jego typowe zachowanie Slizgona, to nie jest tak, ze on gardzi ludzmi nieczystej krwi czy jest dla wszystkich zimny i wredny, on po prostu wyniosl z domu przekonanie, ze jest od wszystkich lepszy. Co prawda, to jest w nim najbardziej drazniace, ale nie oznacza, ze jest zlym czlowiekiem. I znowu, z nim jest tak, ze jak mu ktos nie okazuje zainteresowania, to zamiast zostawic te osobe w spokoju, bedzie ja meczyc dopoki nie poczuje, ze ta go lubi. Jak z dzieckiem :D Takze pochwalam mocno pomysl na watek i jesli Ci sie chce, to pisz, a jesli nie, to musisz poczekac kilka godzin, bo do domu jeszcze nie zawitalam]

    OdpowiedzUsuń
  118. [ Cześć :3 Jak coś wpadnie mi do głowy, to się odezwę z wielką chęcią.]
    Scott Lein

    OdpowiedzUsuń
  119. [ A może raczej na herbatkę do pani Puddifoot? Elody mogłaby zgarnąć sprzed okna Trzech Mioteł przygnębioną Erin, wpatrującą się w roześmiane koleżanki, które znowu nie poinformowały jej o spotkaniu. Czemu miałaby tak na nie patrzeć, skoro może mieć lepsze towarzystwo, niż szybę? ]

    Erin Maisenbacher

    OdpowiedzUsuń
  120. Powroty do Hogwartu zawsze kojarzyły się Jihoonowi z czymś przyjemnym, odkąd tylko odkrył, że kasa od rodziców, a co za tym idzie najnowsze magiczne gadżety, niezliczona ilość słodkości i jeszcze lśniący mundurek, otworzyła mu furtkę do pozyskiwania dużej ilości znajomych. Znajomych, nie przyjaciół, bo takich Ahn na pewno nie posiadał. Nie żeby się smucił z tego powodu, w taki sposób został wychowany - nie znajdował więc sobie bliskich, a raczej sprzymierzeńców. W każdym razie siedzenie w pociągu z kilkoma ślizgonami, a potem wieczorna podróż do zamku była dla niego rzeczą, której mimowolnie oczekiwał już pod koniec wakacji (no bo w końcu ile można wypoczywać). Tak samo tych kilku następnych dni, kiedy nauczyciele się powoli rozkręcali, a im została jeszcze chwila swobody przed ślęczeniem nad książkami i wykorzystywaniem trzecioklasistów do odrabiania im pracy domowej. Takie chwile Jihoon spędzał na przechadzaniu się zupełnie bez celu po zamku, okresowymi odwiedzinami kuchni w poszukiwaniu ciastek, męczeniu niewiniątek i wylegiwaniu się z książką na błoniach. Tak też było tego dnia, w którym zaczyna się nasza opowieść - Hoon zmierzał wolnym krokiem w stronę ogromnego, starego drzewa (zawsze je zajmował), pod pachą dzierżąc pokaźne tomisko zaklęć. Zamierzał je przejrzeć, zanim na dobre się zacznie nauka, żeby swym zwyczajem przodować na ulubionym przedmiocie (na jedynym takim, o czym na pewno nie wspomni). Bo tak naprawdę Jihoonie do nauki się przykładał, śmiejąc się w duchu z tego całego pokolenia zbuntowanych dzieciaków w Hogwarcie, którzy na stare lata będą dogorywać w jakimś śmierdzącym barze, marudząc na to niesprawiedliwe życie..
    Wracając do tematu, chłopak zatrzymał się przy kamiennej ławce, zrzucił z siebie szatę, pozostając jedynie w białej koszuli, której rękawy od razu podwinął. Było gorąco jak cholera. Już miał się zebrać, ale usłyszał za sobą cichy szelest, jakieś takie kliknięcie i generalnie zyskał pewność, iż coś za tymi jego plecami się znajduje. Kiedy jednak delikatnie ruszył głową, by się odwrócić, przekonał się, że to był ogromny błąd. Na początku pomyślał, że ktoś zwyczajnie trzepnął w niego zaklęciem, bo przez kilkanaście sekund widział tylko oślepiającą biel, nic więcej, jednocześnie stracił zupełnie panowanie nad swoim ciałem, potknął się i omal nie wpadł na tę głupią ławkę, przy której stał. Dopiero gdy kilkukrotnie pomrugał, był w stanie dojrzeć jakiekolwiek kontury przedmiotów i... Tak, zdecydowanie kontury jakiejś osóbki przed nim. Osóbki drobnej, z pewnością kobiety, która była na tyle głupia, że wycelowała w Jihoona swoja różdżką. Minęło jeszcze kilka sekund zanim zdążył zauważyć, ze blondynka celuje w niego, owszem, ale tylko aparatem fotograficznym.
    - Ya! Jugeullae?! - krzyknął po koreańsku, jednocześnie mierząc dziewczynę nieprzyjemnym spojrzeniem. "Jugeullae" w tłumaczeniu oznaczało nic innego, jak "chcesz umrzec?!", odzywka używana w jego ojczyźnie nagminnie i nie trzeba chyba dogłębnie rozwodzić się nad jej znaczeniem.
    Kojarzył ją. Jak przez mgłę pamiętał bitwę (bo inaczej tego nie można określić), która rozegrała się w piątej klasie na korytarzu przed salą transmutacji, gdy grupa ślizgonów i gryfonów się zaczęła się o coś spierać, chyba o wyniki quidditcha. Nikt za to nie kojarzył, kiedy wyciągnęli różdżki - w każdym razie nasza dwójka była oczywiście pierwszą parą, z której ust posypały się drętwoty.

    [Oto i jestem :)]

    OdpowiedzUsuń
  121. [ Tak łatwo oddajesz harrisonowe serce? Luke to zdobywca i dominator, na pewno będzie bolało. ;pp A tak na serio, zawsze chciałam przychodzić ludziom z łatwością, a okazało się, że trzeba się nade mną mocno zastanowić, co widać w dużej mierze odziedziczył po mnie mój niekrukoński w żadnym calu Krukon. Prawdę powiedziawszy, mogłabym zgodzić się na każdy z wymienionych konceptów, jednak ten ostatni bardzo mnie zainteresował, chociaż miałam zaprzestać pławić się w dramatach, ale chyba nie potrafię jednak wyprzeć się starych przyzwyczajeń. Owe zainteresowanie zawdzięczam twojej osobie, więc czy zechciałabyś wyjaśnić, jak dokładnie to widzisz?]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  122. [ Muszę popracować nad byciem mniej przewidywalną. Jak dla mnie bardzo w porządku, powód wyjdzie w praniu, choć stawiam raczej na korzyści fizyczne, o ile takowe w ogóle będą miały prawo bytu. Wydaje mi się, że powinnam zdeklarować zaczęcie, bo tak byłoby sprawiedliwie, jednak zaczynać nie lubię, a zrobię to chyba tylko wtedy, gdy naprawdę mnie do tego przymusisz.]

    OdpowiedzUsuń
  123. Ahn nie miał za to najmniejszego pojęcia, że pod tą pozą niechęci i może nawet nienawiści czai się jakiekolwiek uczucie – dziewczyna się kryła znakomicie, odwracając się za każdym razem, gdy tylko chciał na nią spojrzeć. Poza tym nie widywali się też zbyt często, ale nie można było powiedzieć, że w czasie wakacji Jihoon zapomniał o jej istnieniu, a wręcz przeciwnie, zastanawiał się czy w siódmej klasie też będą się zachowywać jak małe dzieci. I oto mamy odpowiedź.
    – Co się stało?! Czy ciebie kompletnie porąbało? Strzeliłaś mi lampą błyskową prosto w twarz, to się stało! – krzyknął, jedną ręką wciąż pocierając sobie oko. Oczywiście przesadzał, widział już zupełnie normalnie, ale sam fakt naruszenia prywatności irytował go tak bardzo, że nie mógł sobie tego podarować. – Co, Harrison, minęły tylko dwa miesiące, a ty już się stęskniłaś za kłopotami?
    Jihoon miałby problem, gdyby ktokolwiek zapytałby go, czy lubią się z Elody, no bo przecież… Nie lubią się, prawda? Z drugiej jednak strony to całe ich przekomarzanie, a nawet przywieszanie drugiej osoby za nogi do sufitu to też mógłby być objaw jakieś sympatii (gdyby mieli jedenaście lat, na przykład). Pomiędzy nimi istniała jednak ta bariera, której nikt komentować nie musiał, bo była ona wiadoma zupełnie wszystkim – Hoonnie pochodził z rodziny czystokrwistej, ze Slytherinu, z towarzystwa, które tolerowało osoby niższej klasy, ale nigdy nie wyzbyły się tej wyższości w stosunku do nich. To było równie naturalne, co wydmuchiwanie nosa.
    W każdym razie chłopak ewidentnie poczuł, że musi dać jej nauczkę, czego oczywiście nie dał po sobie poznać. Westchnął głęboko, jakby walczył z gniewem, a potem przyodział na twarz słodki uśmiech i wolnym krokiem zbliżył się do dziewczyny. Pochylił się nad nią delikatnie, nie zmieniając wyrazu twarzy i zarejestrował gdzieś z tyłu głowy, mimowolnie, że dziewczyna naprawdę przyjemnie pachnie.
    – Wiesz, jaką zasadą się w życiu kieruję? – wyszeptał jej do ucha. – Oko za oko, ząb za ząb.
    To stało się szybko. Był przygotowany na to, że dziewczyna już trzyma w dłoniach różdżkę, pozostało mu tylko zgadywać w której, a więc jego późniejszy sukces był sprawą zupełnego przypadku. Prawą ręką szybko złapał ją za lewy nadgarstek, żeby mu się wyrwać nie mogła, a druga dłonią sięgnął do specjalnej kieszonki z boku nogawki, w której chował różdżkę.
    – Conjunctivitis! – krzyknął, celując prosto w jej twarz. Wybuchnął śmiechem, spoglądając na to, jak dziewczyna mierzy się z zaklęciem, które, krótko mówiąc, wywołało takie same objawy, co u Jihoona. Błysk i chwilowe kompletne oślepienie. W oryginale zaklęcie powoduje kompletną zaćmę, aczkolwiek takie słabe jak to, które rzucił Ahn, trzymało może minutę.
    – I jak, Harrisson, zrobić ci jeszcze jedno zdjęcie?

    [Polecam się :D]

    OdpowiedzUsuń
  124. [ Przyznam, że cholernie dobrze pisało mi się wątek. Oby zapowiedź dłuższej twórczości. ;p]

    Często zastanawiał się nad miłością, jej wydźwiękiem formułowanym przez usta, bądź pieszczotliwym brzmieniem zarysowanym na skórze przy użyciu drżących palców. Chciał wiedzieć, czy istnieje naprawdę, a jeżeli już, dlaczego przychodzi znikąd i rujnuje, i rani, i ponad wszelką wątpliwość znaleźć w niej odrobinę szczęścia równa się niemożliwości. Pod ręką miał wiele pytań, tych niedorzecznych i nazbyt głębokich, parę niestosownych, acz ociekających w prawdziwość i całą masę migoczących gwiazd nad głową, do których kierował niewypowiedziane jeszcze słowa.
    Dla niego na wielkie uczucia nie składały się pocałunki i pieszczoty, bliskość była w cenie, a spragnieni uczuć czarodzieje sami wpadali w zastawione na nich sidła. Siłą rzeczy opływał w luksusy składające się z westchnień, rzadko obietnic, czasem powierzchownych ran. Nocami śnił o młodzieńcach z jedwabistą skórą, rankami spoglądał na wydatne usta i długie rzęsy wijące się w kierunku nieba. Posiadać a mieć, kosztować a zanurzyć się po szyję, odróżniał znaczenie pojęć użytecznych i wydobytych z marzeń, po cichu modląc się o anioła z oczami przewiercającymi duszę, który stałby się z nim jednością, na tę śmieszną i nieodgadnioną wieczność.
    W międzyczasie, pomiędzy jedną miłostką a kolejną, brał głęboki haust powietrza i dryfował, znoszony przez nagłe porywy wiatru. Zawsze coś mu nie pasowało, zawsze wyglądał szerszych perspektyw, niezadowolony z trwania w miejscu, chociaż nigdzie nie zagrzał go na stałe. Pojawiał się, żeby zniknąć, a niedomówieniami, którymi udawało mu się utkać historię bez szczęśliwego zakończenia, wycierał po sobie gorzkie rozczarowania, twierdząc, że niczego nie deklarował, więc nie powinno mieć się do niego żalu. Różnie bywało ze złamanymi sercami, popękanymi na tysiące małych kawałeczków, okraszonych łzami i stanowczym stwierdzeniem, iż nigdy nie sklei się go w całość. Wiedział, że to nie serce pęka, a nadzieja na przynależność do drugiego człowieka, może pozorna fala zaślepienia, która z rozmachem odkrywa nieczystość zagrań albo wady, które dotąd zdawały się być zaletami.
    I on, choć skąpany w przygaszonym świetle, na pierwszy rzut wydawał się nie mieć niedoskonałości, niby woskowa figura żywiąca się cudzym podziwem. Ze swej urody nie czerpał nieograniczonych profitów, nie był próżny i w lustro spoglądał od święta, jednakże i tak przyjęło się, że pasuje doń rola przystojnego, wnioskując po niskich ocenach, także niezbyt mądrego młodzieńca. O ile po bliższym poznaniu okazywało się, że pozory mylą, a jego inteligencji nie można zarzucić zbyt wiele, o tyle jeszcze dostojniej prezentował się w spoglądających na niego oczach. Pełen wdzięku, wysoki, o wargach zdatnych jedynie do całowania i wygłaszania cynicznych sądów, prędzej czy później musiał zwabić do siebie kolejną niewinną księżniczkę, która w jego osobie widziała księcia na białym koniu.
    Padło na Elody, słodką Elody o jadeitowym spojrzeniu, natychmiastowo głuchą, gdy prawił kazania o tym, iż powinna trzymać się od niego z daleka. Nie słuchała, co gorsza, on również przestawał słuchać samego siebie, pokuszony przez krągłe ciało i ramiona oplatające go z dziecinną ufnością. Znać dała o sobie natura zdobywcy, dominatora, po trosze władcy absolutnego, który świat chciał uporządkować wedle własnego uznania. A im dłużej wpatrywali się w gwiazdy, tym szybciej spływały na niego korzyści, zupełnie pominąwszy przy tym fakt, jak niewiele brakuje do tego, by zakochała się w jego nikczemnej duszy bez pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczuwał, że będzie trudno oderwać ją od siebie za jednym zamachem i kazać odejść w swoją stronę. Jeszcze nie próbował dokonać ostatecznego cięcia, ale krople zimnego potu spływające wzdłuż kręgosłupa świadczyły, iż boi się stanąć naprzeciwko niej i złamać jej kruchą postać wpół. Tak go uwielbiała, tak radośnie śmiała się, kiedy brał ją w ramiona, ach, nie pamiętał, kiedy ostatni raz przyszło mu obcować z tak rozkoszną istotą. Ciągała go we wszystkie strony świata, chwaliła się nim przed koleżankami, które albo miały za sobą starcie z przyciągającym młodzianem, albo dopiero planowały, w jaki sposób przywieść go na pokuszenie swymi wdziękami. Nawet nie próbował udawać, że widzi ich starania, zbyt zaaferowany jednostronnym uczuciem i nicią sympatii dla jasnych włosów na plecy opadających z nutą zmysłowości.
      Prawdę powiedziawszy, chodził roztargniony już od dłuższego czasu, odkrywając owe roztargnienie tylko na chwilę, w momentach takich jak ten, kiedy szklanka soku dyniowego właśnie unosiła się ku górze, a jednak i tak lądowała na białym obrusie. Pomarańcz brzydko kontrastowała z porządkiem na krukońskim stole, stracił więc apetyt i podniósł się z siedzenia, kończąc śniadaniowy dramat. Zanim jednak oddalił się od swych pobratymców, szepnął parę sprośnych słów współlokatorowi z dormitorium i żegnany głośnym śmiechem zniknął z pola widzenia, by znaleźć się obok niebywale posępnych dziś Lwów i bardzo intymnym, z perspektywy grona pedagogicznego wcale, gestem włożyć palce pod dopasowany sweterek panny Harrison.
      - Cześć – rzucił od niechcenia, muskając gładkie plecy kolistymi ruchami.

      Luke

      Usuń
  125. Gdy dziewczyna przecierała oczy w ten dziecinny sposób, Jihoon poczuł delikatne ukłucie wyrzutów sumienia, czego oczywiście nie mógł dać po sobie tak po prostu poznać. Uczucie spotęgowało się, gdy spojrzał na jej załzawione oczy, choć na jego twarzy dalej malował się ironiczny wyraz. Nad swoimi oczami jednak nigdy nie mógł zapanować i na jedną sekundę pozwolił sobie na niemal zmartwione spojrzenie, które zaraz zniknęło, kiedy tylko odwrócił głowę.
    - Okej, skoro tak bardzo tego pragniesz - powiedział, wyciągając rękę po jej aparat. Urządzenie nie było mu obce, swego czasu brat Jihoona bawił się w fotografię i kupował miliony starych polaroidów, także ustawienie aparatu zajęło mu sekundę. Wyciągnął go przed siebie, tym razem na wszelki wypadek zamykając wcześniej oczy i kliknął odpowiedni przycisk, a aparat znowu huknął, trzasnął i wypuścił ogrom światła na dwójkę.
    - Wiesz, znamy się tyle czasu, że mogłaś zwyczajnie poprosić o moje zdjęcie, mam ich całe mnóstwo, jeśli chcesz. Mogę ci je nawet podpisać. Dla najwierniejszej i najbardziej wkurzającej fanki na świecie - mruknął drwiąco, wyciągając fotografię, która wysunęła się z aparatu. Podał zdjęcie dziewczynie i uśmiechnął się, spoglądając na jej reakcję. Lewą ręką schował różdżkę z powrotem na swoje miejsce, a potem odłożył urządzenie na ławkę i zabrał się za zbieranie swoich rzeczy, teraz porozsypywanych na trawniku. Pewnie popchnął większość, kiedy miotał się tuż po konfrontacji z fleszem.
    - A teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, to się trochę pouczę.
    Fakt, Jihoonowi został ostatni rok nauki i wolał nawet nie myśleć o tym, co stanie się dalej - dlatego właśnie dla własnego zdrowia psychicznego w ogóle się nad tym nie zastanawiał. Martwiło go, co powiedzą rodzice, czego będą od niego chcieli i co zrobi dalej ze swoim życiem. Bo tak naprawdę bycie członkiem rodziny chaeboli nie jest takie cukierkowe, jak może się wydawać.

    [Ło, lubię nasz wątek, wiesz? :D]

    OdpowiedzUsuń
  126. [Mam pytanie, jak długo jeszcze będziesz siedzieć na kronikach? Bo ja teraz niestety znikam i będę jakoś w nocy jeszcze, więc nie wiem, czy produkowanie sie mam zostawić już na jutro :)]

    OdpowiedzUsuń
  127. Mówienie, że życie Jihoona było ciężkie, wydaje się czymś głupim i nadzwyczajnie śmiesznym, biorąc pod uwagę fakt, że jego rodzina stała na wysokiej pozycji, byli czystokrwiści i nigdy nie brakowało im pieniędzy. Aczkolwiek najgorsze dramaty zawsze działy się już za drzwiami takich "wysoko postawionych" domostw. Ahn Jihoon był Koreańczykiem, którzy mieli zupełnie inne spojrzenie na świat - byli i są do tej pory wyjątkowo schematyczni, bardzo konserwatywni nawet w najbardziej unowocześnionych modelach rodziny. Według potencjalnego mieszkańca Kraju Porannej Ciszy mieli oni cztery cele w życiu: uzyskać dobre wykształcenie, znaleźć dobrą pracę, wziąć ślub i sumiennie łożyć na utrzymanie swych rodziców. Jihoon był w stanie wymigać się od trzech z tych wszystkich punktów, bowiem miał je już zapewnione na starcie, natomiast widmo przyszłego małżeństwa napawało go mimowolną niechęcią.
    Chaebole, bo tak się mówi o południowo-koreańskich biznesmenach, łączyli się za pomocą papierka z ludźmi, których rodziny mogły zapewnić im jakieś dogodne relacje. Rodzina Ahn oprócz tego, że byli czarodziejami, nie mogli sobie pozwolić na odłączenie od wysokiej pozycji również w kraju, dlatego też działali na dwa fronty - jednocześnie rozwijając biznes, jak i zapewniając sobie miejsce wśród tej magicznej śmietanki towarzyskiej. Nie mieli zatem nic przeciwko mugolom, oprócz tego, że traktowali ich z góry, jak takie robaczki nie dorastające im do pięt. W związku z życiem na krawędzi magii i mugolstwa, sami patrzyli na siebie, jak na najlepszych, wszędzie osiągających dobre wyniki, wspinających się na szczyt, bez względu na otaczające warunku i możliwości. Z tego względu ich dzieci cieszyły się nie tylko czarodziejskimi dobrodziejstwami, jak najnowsze miotły czy inne gadżety, ale także pławili się w ludzkich bonusach (od aut. jak na przykład komentowany garnitur od Armaniego :). Mimo wszystko Ji wiedział, że za kilka lat będzie musiał wziąć ślub z dziewczyną, która najprawdopodobniej go w ogóle nie zainteresuje, bo naciski ze strony rodziców będą nie do zniesienia. Nie martwiło go to zbytnio, aczkolwiek wydawało mu się to w jakiś sposób obrzydliwe.
    - Portret też już malowali, wisi nad tym wielkim fotelem w mojej ogromnej posiadłości - odciął się, gdy tylko dziewczyna poskładała jego rzeczy. Nie mógł dać po sobie poznać tego maleńkiego wstydu, jaki go ogarnął tuż po tym, gdy się zorientował, że sam mógłby to zrobić.
    - Będziesz tak mnie śledzić? - zapytał, unosząc brwi, kiedy już ruszył w kierunku rozłożystego drzewa. Tak naprawdę wcale nie miał nic przeciwko towarzystwu Elody, choć przed samym sobą nie mógłby tego przyznać, bo to wydawało mu się nieodpowiednie. Kiedy jednak zrobił kilka kroków, zwolnił na momencik, by przekonać się, czy blondynka za nim idzie. Nie zawołał jej, nawet się nie poruszył, nie zrobił nic, aby ją do siebie przywołać, bo zwyczajnie... Nie mógł.
    Biorąc pod uwagę fakt, że przyszłość miał już zaplanowaną, choćby chciał, nie powinien wdawać się w relacje z ludźmi, których jego pozycja odbija do tyłu na starcie. To było nie w porządku, to nie miało racji bytu, szczególnie w przypadku dziewcząt, bo tam gdzie one są, tam się zaczynają kłopoty. Kto jednak przekomarzając się z taką upierdliwą panną, myśli o tym, że będzie chciał się jej potem oświadczać? Bo na pewno nie Ahn Jihoon.

    OdpowiedzUsuń
  128. Jihoon'a można było rozpracować od razu, bo w gruncie rzeczy zachowywał się jak takie małe dziecko, któremu gdy tylko zabierzesz chociażby najbardziej obrzydliwego cukierka, będzie się o nie bić, jak o coś najcenniejszego na świecie. Tak samo działał w przypadku jakichkolwiek zaczepek, dlatego też może taką relacje prowadził na przestrzeni lat z Elody - po prostu odbijali sobie pałeczkę i prześcigali się w ironicznych komentarzach, bowiem Ahn miał wpojone, iż przegrać nigdy nie może.
    Dlatego teraz, gdy blondynka sypnęła coś na temat jego dziewczęcej urody, krew momentalnie się w nim zagotowała i nie mógł poradzić nic na to, że zaraz się odwrócił, by tylko zmierzyć ją wściekłym spojrzeniem. Natomiast ona oddalała się już powoli w kierunku zamku, dumnie unosząc głowę, co jeszcze bardziej zirytowało Ślizgona. "Zirytowało" to nie było odpowiednie słowo, bo tak naprawdę Ahn miał najzwyczajniej w świecie ochotę tak się z nią pokłócić. Uśmiechnął się jeszcze na chwilę, po czym pognał za nią, poprawiając skórzaną torbę na ramieniu, do której po chwili upchał szatę.
    - Sądzisz, że wyglądam jak dziewczyna, co, Elody? - zapytał, gdy tylko się z nią zrównał i uniósł delikatnie brwi. Pytanie to wypluł razem z całym jadem, jakie tylko był w stanie zawrzeć w jednej wypowiedzi, choć tak naprawdę próbował ukryć jego szczerość. W środowisku angielskim uroda koreańska rzeczywiście może się wydawać wyjątkowo dziewczęca - te ich drobne buźki, czarne, lśniące oczy i bardzo szczupła sylwetka skreślały na starcie w rankingu męskości. Do tej pory jednak nikt z niego sobie tak otwarcie nie zadrwił, zarzucając mu bycie kobiecym, i mimo że oczywiście nie mógł po sobie tego pokazać, trochę go tam to zmartwiło.

    OdpowiedzUsuń
  129. [jest mi bardzo miło, naprawdę! może w związku z tym jakiś wątek? masz może pomysł? :)]

    Runa Salander.

    OdpowiedzUsuń
  130. [zawsze mnie zastanawiało, skoro Gryfoni i Ślizgoni tak nie mogą się dogadać, dlaczego mają razem trzy czwarte lekcji? dlaczego ktoś tego nie zmienił? :D
    mogą być Eliksiry na przykład. Elody może przypadkiem potrącić kociołek Runy, zrobi się wielkie BUM, Runa stanie się jeżem i zechce wymknąć z zadymionej sali, a Twoja pani ją złapie i "ojej, jaki śliczny jeżyk, chodź, słodziaku" wyniesie na korytarz. tam Runa znów stanie się człowiekiem i rzuci jej do gardła. :D co Ty na to? zaczniesz nam?]

    Runa.

    OdpowiedzUsuń
  131. [dopełniamy się, ja niezbyt umiem wymyślać, to chwila natchnienia. :D
    czekam zatem!]

    Runa.

    OdpowiedzUsuń
  132. Mathiew siedział w Wielkiej Sali przy stole Gryfonów. Jak zwykle wokół niego zebrał się wianuszek jego "fanek". Musiał przyznać, że imponowało mu to, że jest tak pożądany przez płeć przeciwną. Od zawsze lubił flirtować z dziewczynami, zapraszać na randki i komplementować. Nigdy jednak nie myślał o tym, by związać się z którąś na dłużej. Nie, że nie wierzył w miłość - wierzył, ale uważał, że to jeszcze za wcześnie i przyjdzie na to czas, a teraz może się rozerwać. Musiał przyznać, że czasem miał wyrzuty sumienia, że niektóre z dziewczyn ranił swoim zachowani,. jednak zawsze mówił, że nie mogą robić sobie nadziei. Z rozmyśleń wyrwał go krzyk jego młodszej siostry. Wiedział o kim mówiła jego siostra. Samanta, jest bardzo miłą uroczą dziewczyną, ale Matt stwierdził, że jednak nie jest w jego typie.
    - Ale przecież niczego jej nie obiecywałem! Wszystkie tutaj dziewczyny wiedzą jaki jestem i nie rozumiem czemu mimo to robią sobie nadzieję. Same siebie ranią. To nie jest jakaś pieprzona książka i nikt nie sprawi, że się zakocham! - Matt głośno oddychał po swoim wybuchu. Naprawdę się zdenerwował - Przykro mi z powodu Samanty. Możesz ją przeprosić ode mnie.

    [ Ta złość xD Prawdziwa kłótnia rodzeństwa xD]

    Mathiew

    OdpowiedzUsuń
  133. Jihoon wiązał się z dziewczynami już kilkakrotnie, aczkolwiek nigdy żadnych związków nie brał na poważnie, poza tym za każdym razem decydował się na ten sam typ - oczywiście wysoko urodzona Ślizgonka, czystej krwi i nienagannej aparycji. Wszystkie te relacje jednak nigdy nie wytrzymywały długo, chłopak nudził się nimi już po kilku tygodniach, a potem ich kontakt się rozluźniał i zwyczajnie umierał. I chociaż Koreańczycy we krwi mają już przyswojone, że z przyjaciółmi, nawet męskimi, przekraczają tę granicę smaku uznawaną według przeciętnego Europejczyka, Ahn'owi nigdy żaden facet się nie podobał.
    Wracając jednak do tematu, chłopak wciągnął szybko powietrze, dając tym do zrozumienia, że Elody solidnie go już wkurzyła. Ściągnął usta w wąską linię, mierząc ją zimnym spojrzeniem i zrobił krok w jej kierunku, potem kolejny, kolejny, aż blondynka zaczęła się cofać. Szli tak przez moment, do czasu, gdy Elody trafiła na mur zamku, więc nie miała już gdzie dalej uciekać. Jihoon wyciągnął obie ręce i opierając dłonie na zimnych cegłach po obu stronach głowy dziewczyny, pochylił się nad nią powoli.
    - Czy ty wiesz, z kim rozmawiasz? - wycedził przez zaciśnięte zęby, dalej spoglądając na nią z gniewem w oczach i uniósł delikatnie brwi. To była jedna z rzeczy, która była w Jihoonie najgorsza, jego szuflatkowanie osiągało niesamowicie wysoki poziom, a własna wysoka pozycja pchała go zachowania godnego największego dupka.
    - Chcesz, żebym ci to udowodnił? - powiedział po chwili, przybierając zaraz łagodny wyraz twarzy i uśmiechnął się szelmowsko, jakby w momencie zmienił swoje nastawienie o sto osiemdziesiąt stopni, choć to była tylko sztuczna maska. Tak, zachowanie chłopaka było schematyczne, znając bliżej jego charakter, można nim było swobodnie manipulować, czego on sam szczerze nienawidził. Już nie raz został wykorzystany przez hieny, żerujące na jego kasie czy wpływach - było to jednym z powodów, dla których automatycznie nastawiał się wrogo do ludzi niższej klasy.

    [A ja nie przesadziłam? Ale mnie wkurza, że z niego jest taki dupek XD Słuchaj, mam pomysła! W organizacyjnym poście coś pisali o balu z okazji rozpoczęcia roku szkolnego dla ludzi, którzy znają hasło, a biorąc pod uwagę pozycję tego mojego Azjaty, to on raczej zaproszenie mieć będzie. Co Ty na to, by udowodnił jej jakim jest "prawdziwym mężczyzną" przez to, że ją tam zwyczajnie zaprosi? A i dziękuje za powitanie Abigail, kopciuszek to aluzja do "Przerwanej lekcji muzyki" :D]

    OdpowiedzUsuń
  134. - Nie rób takiej dramy siostrzyczko! Myślisz, że twoje krzyki coś zmienią?
    - Nawet jakbym tego chciał to to nie jest takie łatwe. Nie idzie się zmienić od tak - to już wypowiedział szeptem, tak by tylko Elody usłyszała. Naprawdę chwilami było mu wstyd i miał wyrzuty sumienia, ale nie trwało to długo, bo od razu pojawiała się nowa dziewczyna i o tym zapominał do momentu kiedy kolejną ranił. Może potrzebuje jakiejś terapii? Może to nie jest normalne? Ale jego siostra nie powinna też tak na niego naskakiwać czuł się z tym bardzo źle.
    - Elody pójdę do niej tylko wtedy kiedy ty pójdziesz ze mną. I naprawdę przepraszam, ale nie krzycz już, bo wszyscy się gapią. Pogadamy poza Wielką Salą.

    [ Już taka drama na samym początku xD]

    OdpowiedzUsuń
  135. Wybiegł z Trzech Mioteł nie mając pojęcia dokąd powinien się udać. W momencie kiedy opuszczał pomieszczenie w ogóle nie zastanawiał się nad tym gdzie idzie. I teraz w zasadzie również tego nie robił. Po prostu szedł, a raczej biegł wprost przed siebie. Łzy spływały po zaczerwienionych policzkach, dając mu tym samym chwilową ulgę dla rozgrzanej twarzy. Nie miał pojęcia co powinien teraz ze sobą zrobić. Naprawdę chciał zniknąć z tego świata. Przecież brał to wcześniej pod uwagę. Zniknięcie. Przecież jego życie i tak nie miało najmniejszego sensu. Czy ktokolwiek byłby w stanie zauważyć jego zniknięcie? Jedynie profesorowie, którym brakowało by prac do sprawdzania, ot co.
    Miał nadzieje, że go nigdy nie znajdzie. Obawiał się, że będzie musiał coś mówić, tłumaczyć. Nie chciał tego. Bardzo tego nie chciał. Bał się. I był tego doskonale świadomy. Swojego strachu. Wiedział czego się boi, był w stanie dokładnie to stwierdzić. Jednak dochodziło do tego milion innych rzeczy. Panikował. Zaczął drżeć, gdy usłyszał swoje imię. Wiedział, słyszał że blondynka jest już blisko. Nie pamiętał o ich rozmowie na wierzy astronomicznej i nie miał pojęcia co miałby jej powiedzieć. Prawdę? Zapadłby się pod ziemie. Sam nie wiedział dlaczego to wszystko tak bardzo go zawstydzało. Przecież... On sam w żaden sposób nie zawinił. Prawie... Zrobił coś, jedną rzecz. Powiedział słowa, których nigdy nie będzie w stanie wyjaśnić, wytłumaczyć.
    Nie spojrzał na nią. Nie miał wystarczająco dużo odwagi. Słuchał jedynie jej słów, nie mając nawet pojęcia jak powinien na nie zareagować. Oddychał głośno, starając się powstrzymać kolejne łzy.
    - To nie Twoja wina - powiedział w końcu, chociaż słowa ledwo mu przechodziły przez gardło. W jego głosie było słychać ogromny smutek - nie powinienem był w ogóle próbować normalnie żyć - mruknął bardziej do siebie niżeli do siedzącej obok dziewczyny - nie potrafię, nie umiem. Nigdy się nie nauczę. To po prostu zniknęło, odeszło razem z nią. Nie wróci. Ja nie wrócę - co raz więcej łez spływało po bladych policzkach młodego krukona. Już nie próbował z nimi walczyć. W takich chwilach musiał się wygadać... Zawsze zapisywał wszystkie swoje przemyślenia w swoim czarnym dzienniku, jednak teraz nie miał go w pobliżu a sam nauczył się, że nie może tłumić w nieskończoność uczuć i emocji. Musi dać im ujścia - nie mam pojęcia po co Ci to mówię i tak nie zrozumiesz - mruknął po dłuższej chwili. Nie chciał aby rozumiała.

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  136. Takiej reakcji bo dziewczynie się kompletnie nie spodziewał. Można powiedzieć, że go nawet odrobinę zatkało. Trochę tak jak gdyby wylała na niego wiadro lodowatej wody. Spojrzał w te jej zielone oczy, ale nie miał pojęcia jak się zachować. Wsłuchując się w słowa dziewczyny zaczęło robić mu się głupio, że tak ciągle się marze. Co prawda w większości robił to w ukryciu przed ludźmi, jednak mimo wszystko.
    Nie można powiedzieć, że jej słowa nagle go przebudziły z dmaratycznego snu pełnego łez. Przecież tak nagle nie wstanie i nie powie, że jest królem życia. Jednak coś się zmieniło. Coś się ruszyło. Coś drgnęło w jego sercu. Chociaż z drugiej strony nieco go zirytowała. Przecież kompletnie nic nie wiedziała o jego życiu, o jego problemach. Nie miała pojęcia jak to jest tak żyć. Przecież nawet go nie znała, a już osądzała. Z drugiej strony on sam nie dał się poznać poprzez swoje wahania nastrojów, użalanie się i jęczenie. Jednak... Przyzwyczaił się do takiego życia. Ludzie obchodzili się nim jak z jajkiem. Każdy huhał i dmuchał, aby tylko Ian nie zrobił czegoś głupiego, żeby jeszcze jakoś przetrwał kolejny dzień i jeszcze jeden i następny. Użalali się nad nim, nie zdajac sobie sprawy że mu w ten sposób nie pomagają. Z drugiej strony on odwracał się od tych wyciągniętych dłoni. Odpychał od siebie ludzi bo w samotności czuł się lepiej. Przyzwyczaił się do siedzenia w czterech ścianach samemu. I tak jak mówił wcześniej, nie potrafił żyć już z ludźmi. Nie miał pojęcia o czym z nimi rozmawiać, jak się zachowywać. Dzisiejsze spotkanie było tego idealnym przykładem.
    Już chciał jej powiedzieć, że on nie potrafi jednak groźba drętwoty go powstrzymała. Bo co jeżeli nie żartowała? Co jeżeli była w stu procentach poważna? Zmarszczył delikatnie brwi. Nawet nie zorientował się, kiedy rozluźnił dłoń. Dopiero kiedy poczuł jej ciepłą rękę zauważył, że ich dłonie są splecione. Westchnął cicho. Nie był pewien czy chce jej o wszystkim opowiedzieć. Nie miał pojęcia, że ona już i tak zna kawałek tej historii. Jednak dziś był trzeźwy i całkowicie świadomy swoich słów. Kiedy jutrzejszego dnia się obudzi o wszystkim będzie pamiętał. O każdym słowie, które padnie z jego ust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Ona to moja matka - przemówił w końcu, wpatrując się w jakie stare drzewo leżące kilka metrów przed nim. Nie był w stanie opowiadać o tym, patrząc komuś w oczy - zmarła dwa lata temu... Była w ciąży. Tylko problem polegał na tym, że ojcem dziecka był mój najlepszy przyjaciel - zawsze gdy myślał o tym jak będzie komuś opowiadać te historię wydawało mu się, że będzie zalewał się łzami, że będzie pogrążony w smutku. Jednak teraz chciało mu się szaleńczo śmiać - Była w ciąży z piętnastolatkiem. Ogarniasz to? Wolała jakiegoś dzieciaka od mojego ojca. A temu wcale nie było do śmiechu. Zresztą... Nikomu nie było - oczywiście pomijając Iana, który powstrzymywał się od głośnego ryku. Kiedy teraz o tym mówił wydawało mu się to po prostu chore. Chore, że tak bardzo zatracił się w bólu - ojciec by ją zostawił. Odszedł by, pewnie mieszkałbym z nim. Z matką bym się widywał, albo i nie... Ale. Wiesz... Gdy tylko się dowiedziałem strasznie się z nią pokłóciłem. Powiedziałem kilka słów za dużo, straciłem zahamowania. W tamtej chwili była dla mnie zwykła szmatą - przerwał na chwilę, aby wziąć głęboki oddech. Już nie musiał zduszać w sobie śmiechu. Sytuacja przestała go bawić - powiedziałem jej to i jeszcze kilka innych rzeczy. Wyszła. Nie wracała do domu przez jakiś czas... Wiesz, wakacje się kończyły wróciłem do Hogwartu. Dostalem od ojca sowę, że matka nie żyje. Że był wypadek, że ją ratowali, ale nie wyszło... Tylko wiesz. Ja w to nie wierzę - mruknął, decydując się w końcu na podniesienie głowy. Spojrzał w zielone oczy blondynki. Wziął głęboki wdech i otworzył usta - mój ojciec nie jest już taki sam jak kiedyś, nigdy go nie widziałem w takim stanie i wiesz... Moim zdaniem to wcale nie był wypadek. Jasne nie mam żadnych dowodów, ale. Wydaje mi się. Wiesz, ja chyba... Mieszkam z mordercą - zakończył dramatyczną opowieść, przygryzając wargę. W końcu, po raz pierwszy opowiedział komuś o swoich przypuszczeniach. I nagle, jakoś tak. Zrobiło mu się lżej na sercu.

      Usuń
  137. Westchnął cicho, przysłuchując się uważnie słowom dziewczyny. Może i miała rację, może rzeczywiście powinien porozmawiać z ojcem, jednak sytuacja nie była taka łatwa. Starszy Ajrun był jeszcze bardziej zamknięty na świat niżeli Ian. W przeciągu tych dwóch lat zamienili ze sobą tylko kilka zdań, które można policzyć u palców jednej ręki. Nawet życzenia na święta, które sobie wzajemnie składają są bardzo ograniczone.
    - Pewnie masz rację - powiedział cicho - pewnie za szybko wziąłem tę myśl do siebie - wcale tak nie uważał. Jego zdaniem ojciec to zrobił i koniec kropka. Ale nie miał zamiaru się więcej na ten temat rozwodzić. I tak był z siebie cholernie dumny, że w końcu z kimś o tym porozmawiał. Tylko jak to teraz będzie? Jak będzie miał spojrzeć w jej oczy wiedząc, że ona wie? Teraz jest dobrze, jednak bał się co takiego wydarzy się dnia jutrzejszego, kiedy spotka ją na korytarzu w Hogwarcie.
    - Nie wiem tylko czy on będzie chciał ze mną rozmawiać - powiedział po chwili ciszy - wiesz, my w zasadzie od dwóch lat ze sobą nie rozmawiamy. Nawet jak wracam w wakacje do domu. Z nim jest gorzej niż ze mną - mruknął, lekko się podśmiewając ze swojej beznadziejnej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  138. Był tak zapatrzony w siebie i swoje problemy, że nawet nie zdawał sobie sprawy, że to właśnie Ravenclaw wygrał pierwszy mecz Quidditcha. Kiedyś mu nawet zależało, aby dostać się do drużyny, uważał że byłby całkiem dobrym ścigającym. Ale rzucił wszystko na rzecz niczego. Taka była prawda. Poświęcił swoje jako tako poukładane życie po to, aby co? Aby jęczeć i użalać się.
    Ian znał tę dobrą stronę posiadania rodziny. Bo przecież do felernego wydarzenia wszystko było dobrze. Rodzice się kochali, kochali jego, on kochał ich. Uwielbiali spędzać wspólnie wieczory. Grali w scrabble lub chińczyka. Czasami Ian wraz z ojcem pokazywali matce magiczne gry i zabawy. Ian uwielbiał ten moment, kiedy oczarowana kobieta zachwycała się tymi wszystkimi magicznymi rzeczami. Według Ajruna wyglądała wówczas tak, jak on kiedy po raz pierwszy wszedł do Hogwartu. Wszystko było fascynujące i wspaniałe.
    - Nie wiem czy dam radę - powiedział po chwili, lekko marszcząc czoło. Wiedział, że rozmowa z ojcem będzie naprawdę trudna. Ian nie był przekonany czy w ogóle chce z nim rozmawiać. Oczywiście nie miał zamiaru przekazyawć tego dziewczynie - ale... spróbuję - dodał cichutko.
    Wiedział. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego wszsytkiego co mówi dziewczyna. Ale chyba właśnie potrzebował takiego zimnego prysznicu. Potrzebował usłyszeć to wszystko od kogoś obcego. Słowa ludzi, z którymi kiedyś się przyjaźnił nie robiły na nim żadnego wrażenia, a poza tym... Oni nie byli tacy jak gryfonka. Chcieli aby wrócił radosny Ian, jednak nie potrafili mu pomóc. Nie w ten odpowiedni sposób.
    - Wiesz... Chyba potrzebowałem w swoim życiu kogoś takiego jak Ty. Kogoś, kto pomimo tego, że mnie tak naprawdę nie zna jest wstanie we mnie uwierzyć. Ja sam dawno straciłem wiarę w siebie - uniósł głowę i lekko uśmiechnął się do blondynki - i ja wiem, Elody że życie nie zatrzymało się wraz ze mną. Dostrzegam to ciągle. Wszyscy ruszyli do przodu, tylko ja wciąż czekałem w miejscu - przygryzł dolną wargę i zawiesił spojrzenie na czubkach swoich butów - nie wiem czy chcę. Najgorsze jest to, że wśród krukonów jest mnóstwo ludzi, którzy za bardzo na mnie naciskali. I tych, których za mocno zraniłem - przerwał na chwilę, zdając sobie właśnie sprawę jak bardzo sam utrudnił sobie życie i powrót do normalnego funkcjonowania - nie będę dziś świętował, jeszcze nie mam czego. Ale wiesz... - przerwał na chwilę aby spojrzeć w zielone tęczówki gryfonki - przyjdzie taki dzień, kiedy pójdziemy do Trzech Mioteł i rozkręcimy tam niezłą balang - zakończył zdanie posyłając dziewczynie uśmiech.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  139. - Pod koniec tego tygodnia organizowane jest tajne przyjęcie z okazji rozpoczęcia roku szkolnego, na które ze mną pójdziesz – powiedział powoli. Pożałował tego z chwilą, gdy tylko skończył mówić, a jego myśli zaatakowały z jakiegoś dziwnego powodu obrazy jego rodziców. Nie miał zielonego pojęcia, dlaczego ją zaprosił (jeśli można to oznajmienie tak nazwać), działał pod wpływem impulsu i, szczerze mówiąc, sam się sobie dziwił. Żałował tego z jednego, odrażającego powodu – co ludzie powiedzą na jego temat, gdy tylko stanie w drzwiach razem z Elody.
    Bycie razem na imprezie nijak miało się do udowodnienia komukolwiek, że jest męski, a jako że Jihoon doskonale zdawał sobie z tego sprawę, próbował nadrabiać miną. Dalej jego spojrzenie było miękkie, na ustach plątał mu się uśmiech i z lekką satysfakcją obserwował, jakie wrażenie wywołuje na blondynce. Działo się to w sumie bardzo często, a Ahn miał świadomość mocy swoich ciemnych oczu i nienagannego, eleganckiego wyglądu, co czyniło z niego jeszcze większego snoba.
    - Piątek, sala transmutacji, szóste piętro. Spotkamy się o jedenastej przy wyjściu z lochów. Ubierz się ładnie – wymruczał, jednocześnie rzucając spojrzenie na jej mundurek i w końcu zabrał dłonie. Poprawił torbę na ramieniu i nie dając szansy dziewczynie na choćby powiedzenie jednego słówka, zawrócił w stronę swojego drzewa. Rozłożył się wygodnie, oparłszy się o korę i wyciągnął wielkie tomisko zaklęć, choć skupić się na czytaniu nie mógł za cholerę. Udając zapatrzonego w książkę, odpłynął myślami do tej imprezy, wyobrażając sobie, jak to będzie.
    - Przeklęta Elody.
    Blondynka już znikała we wnętrzu zamku, gdy Jihoon odwrócił głowę w jej stronę, zastanawiając się, czy dziewczyna rzeczywiście przyjdzie. Ahn miał zamiar iść tak czy inaczej, aczkolwiek nawet nie zdawał sobie sprawy, że mu na jej towarzystwie zależy.

    ***

    Pięć minut. Głupie pięć minut spóźnienia wystarczyło chłopakowi, by już zacząć się denerwować. Powiedział sobie, że poczeka jeszcze minutę i zwyczajnie pójdzie, a jak Elody w końcu się pojawi, i tak nie dotrze na przyjęcie, bo prawdopodobnie nie będzie znać tajnego hasła.
    Jihoon pojawiał się często na imprezach, natomiast nigdy nie bawił się na nich zbyt dobrze, właśnie ze względu na towarzystwo, którym się otaczał. Ci ludzie byli zwyczajnie puści w środku, a zerowa liczba ich zainteresowań doprowadzała go do szału, bo nie mieli nawet o czym ze sobą porozmawiać. Zresztą, i tak kończyło się na tym, że byli zbyt pijani, by móc spokojnie pogadać na jakiś konkretny temat.
    Westchnął w końcu, rzucając spojrzenie na schody i ruszył w stronę wyjścia. Miał na sobie czarny, dopasowany garnitur, bo w takim stroju czuł się, o dziwo, najbardziej swobodnie. Zrezygnował jednak z krawata, natomiast białą koszulę zapiął po samą szyję. Pachniał przyjemnie, włosy miał jak zwykle idealnie ułożone, lecz na jego twarzy widniał grymas zirytowania.

    [Haha, spoczko, każdy się czasem pomyli :D W ogóóóóle, jakby Ci kiedykolwiek wpadła gdzieś w oko koreańska drama „High Society”, to wiedz, że Jihoon jest kalką jednej z tamtych postaci, Changwoo (hm, jeśli dobrze pamiętam) XD]

    OdpowiedzUsuń
  140. Spojrzał na nią lekko się uśmiechając. Kiedy puściła jego dłoń, odruchowo schował ją do kieszeni, ugniatając delikatnie paczkę papierosów, z którą nigdy się nie rozstawał.
    - Wiesz co... Nie obraź się, ale - spojrzał na nią, w jego oczach pojawiła się iskierka nadziei na lepsze jutro. I na lepszy, każdy kolejny dzień - ja jeszcze tutaj chwilę posiedzę, ale Ty idź. Zgadamy się jeszcze kiedyś - spojrzał ostatni raz na dziewczynę, uśmiechając się do niej lekko.
    Gdy tylko dziewczyna zniknęła mu z zasięgu wzroku wyjął swojego specjalnego papierosa i mocno się nim zaciągnął. Słodki zapach unosił się w powietrzu, a na twarzy Ajruna pojawił się błogi spokój. Właśnie tego było mu najbardziej potrzeba. Chwili odprężenia, z której nikomu nie będzie musiał się tłumaczyć. Nikomu nie będzie musiał nic mówić. Dziś udało mu się przedrzeć przez gruby mur. W końcu udało mu się zrobić jakiś otwór, dzięki któremu może kiedyś uda mu się wydostać do świata żywych. Jednak teraz, nie miał już sił na kolejny etap walki.


    Tralalala, nie mam pojęcia co dalej :*
    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  141. Ahn, który już zupełnie dał sobie spokój i nastawił się na typową imprezę w jego stylu, uniósł brwi ze szczerego zdumienia, gdy tylko ją zobaczył. Zaraz jednak wrócił do swojej pozy nadąsanego dzieciaczka, oczywiście, jakby go to w ogóle nie obeszło. Prawdę mówiąc, zmiana w wyglądzie Elody rzeczywiście wywarła na nim duże wrażenie, aczkolwiek teraz bardziej przypominała te wszystkie dziewczyny, które dzień w dzień spotykał i jakoś mu się to nie podobało. Jasne, wyglądała atrakcyjnie w czarnej kiecce podkreślającej kształty, z krwistoczerwoną szminką na ustach i reszcie makijażu, ale to już nie była ta wkurzająca blondyna, w którą miał ochotę rzucić drętwotą, gdy tylko mijała go na korytarzu.
    Zapowiadał się interesujący wieczór.
    - Spóźniłaś się – wytknął jej, zamiast się z nią przywitać i ruszył dalej korytarzem. Do pokonania mieli sześć pięter, więc Jihoon z uśmiechem obserwował, jak dziewczyna próbuje nadążyć za nim w swoich wysokich butach.
    Gdy tylko dotarli na miejsce, uderzyła w nich głośna muzyka, bo sala chroniona była zaklęciem wygłuszającym. Mimo tego, że impreza była prywatna i trzeba było w jakiś sposób zdobyć hasło, tłumy w pomieszczeniu były nie do pisania, mieszkańcy Hogwartu składali się grupach, zajmowali ogromne kanapy, jedli przy stolikach, a część tańczyła na środku do starych hitów Fatalnych Jędz. Ahn rozejrzał się wokół, szukając spojrzeniem grupy ze swojej klasy, która oczywiście stała z boku, taksując spojrzeniem całe towarzystwo i popijając poncz. Zdziwienie, jakie dostrzegł na ich twarzach, skutecznie odwiodło go od pomysłu, by się do nich przysiąść. Zamiast za to spojrzał na Elody i chyba, żeby sobie coś udowodnić, chwycił ją za rękę, zupełnie bez żenady, i pociągnął w stronę stolików z alkoholem. Puścił jej dłoń zaraz potem, jakby nic się nie stało i zajął się nalewaniem im ponczu.
    - Proszę – mruknął, podając jej szklankę. Miał cholerną ochotę, by się dzisiaj upić, choć mówienie tego na głos byłoby cholernie żałosne i kompletnie nie w jego stylu.

    [Stararara, kocham ten wątek, kocham charakter Jihoona i Elody, która tak bardzo przypomina mi z zachowania też jedną bohaterkę tej dramy, ło <3 To raz dwa trzy, leć się uczyć!]

    OdpowiedzUsuń
  142. [Dziękuję bardzo i również witam! :)]

    Nell

    OdpowiedzUsuń
  143. Może nie był najlepszym człowiekiem, jednak nie można też powiedzieć, że był najgorszym jaki chodzi po świecie. Miał swoje problemy, swoje dziwne rozumowanie, którego nie rozumiał nikt inny poza nim samym. Jednak przychodziły takie momenty kiedy potrafił zrozumieć swoje własne błędy. Problemem było jednak to, że nie umiał za nie przepraszać. Ciężko to wytłumaczyć. Był zbyt dumny, aby przyznać się przed kimś do błędu? A może po prostu nie potrafił znieść myśli, że ktoś mu nie wybaczy? I właśnie dlatego wolał dusić to wszystko w sobie, z nadzieją że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym wszystko samo się rozwiąże. Oczywistą oczywistością było to, że taki dzień nigdy nie nadejdzie, a Ajrun będzie się dusił z tymi wszystkimi emocjami i uczuciami i umrze zgniły w środku. Niczym śliwka, która na zewnątrz wygląda idealnie, ale gdy ją otworzymy jest pełna robaków. Taka właśnie będzie dusza młodego krukona, jeżeli w końcu nie weźmie się w garść i nie zmieni siebie, swojego nastawienia i swojego życia. Albo może w końcu zacznie żyć. Bo obecna egzystencja życia nie przypomina.
    Żałował, że tamtego dnia wszystko opowiedział młodej Harrisonównie. Od razu po rozmowie było mu jakoś tak lżej na duszy i sercu, jednak następnego i kolejnego było gorzej. Nie mógł znieść, że ktoś zna jego sekret. I pomimo najszczerszych słów i obietnic, że nikomu nic nie powie, nie był w stanie jej zaufać. Trochę to śmieszne, bo jednak wcześniej już spróbował, opowiedział... A później? Był taki jak zawsze. Bronił siebie, ranią właśnie ją. W końcu najlepszą obroną jest atak. Tak właśnie rozumował młody Ian. Może i byłby w stanie jej jeszcze zaufać, ale gdy spróbował porozmawiać z ojcem sytuacja jedynie się bardziej skomplikowała, a ojciec po prostu się obraził i nawet zagroził Ajrunowi, że po szkole nie ma się po co pokazywać w domu, bo dla niego miejsca tam już nie ma. Tak po prostu. To wszystko tylko mocniej załamało chłopaka. I spowodowało większą niechęć do Elody. Do biednej, młodej gryfonki, która w zasadzie nie była w żaden sposób temu winna.
    W zasadzie to nawet lubił swoją samotność i ciągle wzburzaną niechęć do ludzi. Niczym się nie musiał martwić ani przejmować. Mógł robić wszystko bo nikt nie mógł mieć do niego pretensji. W końcu był sam. Nie zależało mu, ani nikomu na nim. Przynajmniej taką definicję samotności sobie wymyślił. I pewnie trwałby w tym wszystkim jeszcze przez długi czas... Gdyby nie tamten dzień. Bo tamtego dnia pomimo wcześniejszych smutków i żali poczuł, że jeszcze coś może, że jeszcze coś znaczy. Z jednej strony był cholernie wściekły na blondynkę bo to przez nią pogorszył relacje z ojcem, ale z drugiej strony... Po tej jednej rozmowie brakowało mu kolejnych. I pomimo, że jego ataki były obroną z drugiej strony były próbą. Nieudolną próbą nawiązania kontaktu. Bo samotność potrafi być dobra, dopóki nie spróbujesz i nie poczujesz jak to dobrze jest mieć kogoś z kim możesz porozmawiać, wyżalić się. Z każdym kolejnym dniem Ian odczuwał braki takiej osoby. Niestety, zdawał sobie również sprawę z tego, że z każdym złowrogim słowem w stronę gryfonki oddalał się jeszcze bardziej i tylko utrudniał sobie drogę powrotu. To trochę tak, jak gdyby z pełną świadomością wędrówki po nieznanym lesie, specjalnie nie zostawiał sobie znaków na drogę powrotną. W tym przypadku dodatkowo zacierał wszystkie ślady, które mógł zostawić idąc na przód.
    Włóczył się po błoniach, zastanawiając się co takiego właściwie powinien zrobić, aby mieć jakąkolwiek szansę na przebaczenie. Wiedział, doskonale zdawał sobie sprawę z wszystkich swoich błędów, ale wiedział, że to nie wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt dużo zepsuł, aby zwykłe Przepraszam, wiem że zachowywałem się nagannie i jestem świadom wszystkich swych złych uczynków. Proszę wybacz mi. Najzwyczajniej w świecie nie wystarczy. Kiedy zauważył dziewczynę bez chwili namysłu ruszył w jej stronę, nie mając jeszcze przygotowanej mowy. Stwierdził, że zaryzykuje i po prostu pójdzie na żywioł.
      - Wiem, że jesteś na mnie wściekła. I masz do tego pełne prawo, ale proszę wysłuchaj mnie - powiedział, nie zważając na jej słowa. Wiedział, że łatwo nie będzie - daj mi szansę na wytłumaczenie.

      Ajrun

      Usuń
  144. Słuchał potulnie jej słów, nie próbując jej nawet przerwać. Cierpliwie czekał, aż skończy swoje przemówienie, w tym samym czasie zastanawiając się jak powinien ją przeprosić. Bo to co do tej pory powiedział to było gówno, a nie przeprosiny.
    - Słuchaj, nie musisz się ze mną przyjaźnić, nie musisz się nawet do mnie odzywać - powiedział, kiedy zamilkła na kilka chwil - po prostu chcę Cię przeprosić, chcę Twojego wybaczenia. Świadomości, że jesteś w stanie mi przebaczyć, że możesz mnie nie nienawidzić - trochę to było naiwne bo chciał się z nią spotykać, chciał mieć w niej kogoś, z kim będzie mógł przez długie godziny rozmawiać i dzielić się przeżyciami minionego dnia. Może nie od razu, ale jednak chciał wierzyć, że kiedyś uda im się dojść do takiego etapu ich znajomości.
    Już chciał coś dodać, powiedzieć. Odpowiedzieć. Wyjaśnić. Kiedy ta zaczęła piszczeć i wleciała do wody. Ajrun nie zdawał sobie sprawy, że jezioro z tej strony ma tak ostry brzeg. Trochę spanikował widząc jak dziewczyna połyka wodę, nie mogąc się na niej unieść. Bez chwili zastanowienia zrzucił z siebie bluzę i jeansy po czym po prostu wskoczył do jeziora. Przecież nie mógł pozwolić jej na utopienie. Poza tym miał idealną okazję. Skoro uratuje jej życie, nie może się dłużej na niego gniewać. Nie można nienawidzić osoby, której zawdzięcza się życie.
    Podpłynął bliżej, chociaż trzeba przyznać, że nie było to łatwe, kiedy spanikowana dziewczyna machała rękoma na wszystkie strony, próbując się nie zatopić. Tym samym uderzyła go raz, czy dwa. Oczywiście nie miał zamiaru jej tego wypominać, jednak nie ułatwiała mu tym zadania.
    - Uspokój się - krzyknął dość ostro, będąc kilka centymetrów od niej - złap się mojej ręki i się nie szarp po utopimy się oboje! - może nie powiedział tego zbyt łagodnie, jednak nie miał zamiaru się teraz z nią cackać. Musiał do niej przemówić tak, aby od razu wykonała jego polecenia. Według Ajruna najlepszym sposobem był ostry krzyk.
    Po chwili niepewności, w końcu uchwycił ją porządnie tak, że nie musiała się już obawiać utonięcia, jednak znajdowała się nad wodą tylko dzięki i wyłącznie dzięki Ianowi. Gdyby tylko ją teraz puścił i odepchnął poszłaby na dno. Nie, żeby rozważał taką opcję, jednak gdyby znajdowali się w kreskówce, właśnie nad jego głową pojawiłaby się zapalona żarówka.
    - Wiesz, że chwilowo żyjesz tylko dzięki mnie? - uniósł wysoko jedną brew i uśmiechnął się do niej odrobinę złowrogo.

    OdpowiedzUsuń
  145. Rozczuliły go słowa jego siostry. Jak on ją kochał! Była ona najważniejszą osobą w jego życiu i nie wyobrażał sobie życia bez niej. Elody jest taką jego przystanią i zawsze mówi mu ona co robi źle. To mu naprawdę pomaga i daje do myślenia. Bez niej byłby pewnie okropną osobą. Na pożegnanie dał jej buziaka w policzek i życząc "smacznego" wyszedł z Wielkiej Sali. Trochę się denerwował spotkaniem z Samantą. Bał się co ona może mu powiedzieć i jakie mieć zarzuty. Nie lubił ranić ludzi i naprawdę nie mógł nic zrobić z tym, że taki problem miał z zapamiętywaniem imion. Poszedł na lekcje i gdy dochodziła godzina spotkania ze swojej skrytki ze słodyczami wyciągnął bombonierkę czekoladek. Naprawdę chciał by dziewczyna już nie była na niego zła i by nie czuła się źle. Chciał żeby między nimi było wszystko w porządku. Robił to też dla swojej siostry, by ta była z niego dumna i coraz częściej mówiła jaki jest wspaniały. Choć to trochę podchodziło pod narcyzm. Gdy wybiła godzina spotkania wszedł do biblioteki. Zauważył brunetkę siedzącą samotnie przy stoliku. Nim podszedł do Samanty podkradł się do stolika swojej siostry i szepnął:
    - Teraz musisz mi pomóc, siostrzyczko. Nie wiem jak przepraszać dziewczyny. Ty znasz je lepiej. W końcu nią jesteś - paplał od rzeczy. Pierwszy raz się denerwował rozmową z dziewczyną.

    Braciszek

    OdpowiedzUsuń
  146. Słysząc jej słowa, zatkało go. Spodziewał się kompletnie innej reakcji. Liczył raczej na słowa wdzięczności i mnóstwo pochlebnych komentarzy na temat jego odwagi i szybkości w podejmowaniu decyzji w takich, stresujących sytuacjach. Cóż, to tylko oznaczało, że pomimo ratunku, wcale nie będzie z nią łatwo. Cały czas unosząc się na wodzie, jedną ręką lekko ją obejmując spojrzał na nią, naprawdę zdziwiony.
    - Czy Ty siebie w ogóle słyszysz? - zapytał, cały czas z utkwionym spojrzeniem w jej zielone tęczówki - słyszysz co mówisz? Bo wiesz z tego co kojarzę to nie zrobiłem kompletnie nic, przez co mogłabyś niby wylądować w tym jeziorze - chciał coś dodać na temat tego, że chyba ją pogięło i powinna być mu wdzięczna bo przecież w każdej chwili może ją tutaj zostawić, jednak pohamował się.
    - Czekaj, czekaj. Pierw mnie obrażasz, a teraz ładnie prosisz o dotarcie na brzeg? - uniósł wysoko brwi w geście zdziwienia - nie wyjdziemy z wody dopóki mi nie wybaczysz. A no i bym zapomniał. Musisz mi dać drugą szansę. Wiesz chciałem załatwić to naprawdę całkiem inaczej. Nie zamierzałem się tak szybko przed Tobą rozbierać no i chyba od tygodnia próbowałem ułożyć jakieś sensowne przeprosiny - kontynuował swój monolog, ciężko oddychając. Nie, żeby ważyła zbyt dużo, jednak Ajrun powoli tracił siły. Nie był jakoś specjalnie wysportowany a i kondycji najlepszej też nie miał. Oczywiście nie chciał dać tego po sobie poznać, przecież musiał jeszcze wytrzymać. Dopóki dziewczyna nie przestanie się na niego gniewać. Chciał tak ją jeszcze przez chwilę przetrzymać, widząc jednak strach w jej oczach postanowił się nieco przybliżyć do brzegu.

    [Wyszło okropnie, ale nadal się staram! :D Aczkolwiek fakt, trochę śmiesznie, że ona nie umie pływać. Jakoś mi to nie pasuje do jej osobowości :)]
    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  147. Jihoon roześmiał się. Może się to wydawać dziwne, ale nie robił tego od bardzo dawna, jakoś nie znajdował powodów, przynajmniej nie w swoim towarzystwie. Nie był to zupełnie szczery śmiech, miał w sobie trochę goryczy, aczkolwiek czuć w nim było dozę skrywanego od dawna luzu. Spojrzał na Elody, kolejny raz unosząc brwi, po czym upił potężnego łyka ponczu i pokręcił delikatnie głową.
    - Przypadkiem się nie przyzwyczajaj - powiedział, spoglądając na nią z ukosa. Wyciągnął rękę, by stuknąć z nią szklaneczkę, a potem opróżnił zawartość naczynia za jednym razem, przechylając głowę w tył. Jego plan miał szansę spełnienia, biorąc pod uwagę tempo, jakie sobie narzucił, i to, że już sięgał po kolejnego drinka.
    Każdy w jakiś sposób zmienia się, gdy procenty dostają się do krwiobiegu - u Jihoona objawiało się to tym, że był niesamowicie, cholernie szczery, jeszcze bardziej niż zwykle, a i robił to, na co miał ochotę. Kiedy dziewczyna zaczęła mówić o piosence, najpierw spojrzał na nią z politowaniem, a potem, co dla niego było czymś zupełnie dziwnym, pociągnął ją na parkiet, kiedy już odstawił ich szklanki na stoł.
    - Nie mam zielonego pojęcia, co robię - mruknął, zawijając sobie jej dłonie wokół swojej szyi, gdy zawirowali pomiędzy wszystkimi parami w rytm muzyki. Ahn pozwolił sobie kolejny raz na szczery uśmiech, kiedy tylko na kogoś wpadli i mało nie zostali oblani dopiero co otwartym szampanem. Rzeczywiście, Jihoon ryzykował teraz nie tyko pozycją, ale i kontaktami, które dla niego, a przynajmniej dla jego rodziców, były bardzo ważne, jak zresztą wiadomo. Mógłby się łatwo z tego wytłumaczyć, bo ile Ślizgonów nie podrywało losowych panienek, aczkolwiek plotki plotkami, szybko się rozchodzą.
    - Bawisz się teraz jak z tymi swoimi psiapsiółami czy jak z prawdziwym facetem? - zapytał z wrednym uśmiechem, sięgając za swój kark po jej dłoń, drugą ręką przesuwając powoli po kręgosłupie, by w końcu zatrzymać ją w połowie jej pleców. Przyciągnął ją szybko do siebie jednym ruchem i gdy tylko, jak na komendę, zaczęła leciec wolna muzyka, ruszyli dalej, kręcąc się ty razem już spokojnie. Wkurzało go to, że nic nie robiło na niej wrażenia, a im bardziej go odpychała, tym bardziej chciał wywrzeć na niej właśnie to wrażenie. Dlatego teraz pochylił się nad nią delikatnie, wpatrując się w te jej zielone oczy, a na jego lewy kącik ust drgnął lekko, zanim wyciął się w połuśmiech. Ładne miała te oczy.

    OdpowiedzUsuń
  148. Nawet się nie zorientował, że na policzkach dziewczyny są nie tylko krople rozchlapanej wody, ale również jej łzy. Może gdyby zdał sobie sprawę, że dziewczyna aż tak bardzo stresuje się zaistniałą sytuacją już dawno wyciągnąłby ją na brzeg. Ian jednak nie zdawał sobie z tego sprawy i bawił się w najlepsze.
    - Mam dziwne wrażenie, że uwielbiasz przeinaczać moje słowa. Czy mówiłem w przeciągu ostatnich pięciu minut coś o czczeniu, bohaterach i wielbieniu? - zapytał unosząc znacząco brew. Jednak był zadowolony, bo jakiś tam etap udało mu się osiągnąć. W końcu zdeklarowała się, że wysłucha tych jego marnych przeprosin, które za każdym razem brzmiały inaczej bo nie mógł się zdecydować która z wersji jest najlepsza i którą dziewczyna przyjmie najlepiej. Mimo wszystko miał zamiar spróbować, ale to dopiero gdy opuszczą jezioro.
    - Wiesz jakoś tak dziwnie wpadłem na pomysł, że gdy Cię wyciagnę będziesz cała przemoczona i zziębnięta - zauważył - dlatego na lądzie czeka na Ciebie sucha bluza i koszulka. No chyba, że będziesz wolała zamarznąć, bo ubrania są moje, a nie kogoś innego. Chociaż myślę, że nie będziesz chciała tak iść przez błonia i cały zamek aż do wieży lwów - zauważył, znacząco spoglądając na jej dekolat.
    Uśmiechnął się tylko szeroko, nieco mocniej ją obejmując. Mógłby się tak z nią droczyć jeszcze przez dobre kilka godzin, jednak zdawał sobie sprawę, że im dłużej trzyma ją w wodzie tym bardziej oddala się od zgody. Już chciał zrobić krok do przodu, kiedy poczuł uścisk na swojej łydce, dość mocny. Początkowo wydawało mu się, że to skurcz. Automatycznie syknął i zmarszczył mocno brwi. Nie chciał jej puszczać bo wiedział, że wywoła tym kolejny atak paniki, jednak nie ściskał jej już tak mocno, czując cały czas mocny uścisk na łydce pragnął jak najszybciej wydostać dziewczynę na brzeg.
    - To druzgotek! - krzyknął, czując jak coś ciągnie go na dno. Puścił dziewczynę z objęć chociaż nie był pewien czy ta da radę pokonać ten mały fragment jeziora. Sam próbował wziąć głęboki oddech, nim morski demon całkiem go zanurzy - Rehl... - nie dokończył, woda dostała mu się do ust, a on sam znalazł się pod wodą.

    OdpowiedzUsuń
  149. Nie spodziewał się, że to wszystko rozwinie się w taki sposób, a już na pewno nie podejrzewał, że to dziewczyna będzie go jeszcze ratować. Pomimo tego, że na lądzie wszystko działo się szybko, jemu samemu wydawało się, że pod wodą spędził całą wieczność. Najgorsze było to, że nie zdążył napełnić swoich płuc nim potwór ściągnął go całkowicie pod powierzchnię wody. Dodatkowo wraz z powietrzem połknął odrobinę wody, krztusząc się przy tym, czego następstwem było połykanie kolejnych ilości wody i wypuszczanie powietrza. Szarpał się z całych sił, mając nadzieje że jakimś cudem uda mu się wyrwać z uścisku druzgotka. Jak jednak wiadomo to wcale nie jest takie proste. Pomimo ich niewielkich rozmiarów są to silne stworzenia.
    Przez chwilę wydawało mu się, że już nie wydostanie się na powierzchnie. Obraz robił się zamazany, a on sam czuł cholernie nieprzyjemne uczucie w okolicach klatki piersiowej. Chciał oddychać, jednak nie miał jak.
    Obraz po prostu rozjeżdżał mu się przed oczami. Brakowało sił do kolejnych szarpanin no i wydawało mu się, że jest co raz głębiej, co raz dalej od brzegu. Przez oczy mignął mu szybko krótki film stworzony z pojedynczych kadrów jego życia; był cholernie beznadziejny.
    Wypłynął na powierzchnię, nawet nie zorientował się, kiedy wodny stwór uwolnił go ze swoich objęć. Jedno było pewne - uratowała go Elody. Gdy tylko wystawił głowę ponad taflę wody wziął głęboki wdech. Dzięki Bogu nie był daleko brzegu miał jeszcze tyle sił by dopłynąć najbliżej jak się dało. Chwycił się dłońmi wystającego konaru i trwał tak, nie mając siły na wspięcie się. Usta miał sine, a twarz cała mu zbladła. Spojrzał na dziewczynę, i uśmiechnął się lekko. Mając nadzieje, że w ten sposób doda jej otuchy. Przecież jest uratowana stoi na brzegu. On również nie zatonął. Happy end.
    - Masz minę, jakbyś zobaczyła trupa - odezwał się po chwili, powolnie wspinając się po konarze, którego do tej pory się trzymał. Chciał ją jakoś rozweselić chociaż był świadomy tego, że te zadanie może nie być łatwe - ubierz się bo zmarzniesz.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  150. Odetchnął z ulgą czując pod nogami stabilny grunt. Chociaż ledwo się utrzymywał w pozycji stojącej nie mógł tak po prostu paść na ziemię. Zgiął się w pół, podpierając się dłońmi o kolana próbował uspokoić oddech, który wciąż był szybki i płytki.
    Kiedy dziewczyna odłożyła jego różdżkę automatycznie po nią sięgnął. Nie lubił, kiedy ktoś dotykał jego rzeczy, chociaż oczywiście w tym momencie nie miał zamiaru robić awantury. W końcu dzięki temu uratowała mu życie, a Ian w chwili obecnej nie miał ochoty na żadne kłótnie czy sprzeczki. Jeżeli teraz miałaby do niego jakieś pretensje, pozostałby jej dłużny. Pewnie założyłby spodnie, schował do kieszeni różdżkę i po prostu ruszył w stronę zamku.
    Uniósł głowę i odprowadził dziewczynę wzrokiem. Nie znał jej wystarczająco dobrze, więc gdy zobaczył ją w bieliźnie nieco się zdziwił. Jasne było to, że siedzieć w mokrych ubraniach nie będzie, jednak myślał że bluzę weźmie sama i po prostu się przebierze. Podniósł się i zbliżył do bluzy. Chwycił ją i zacisnął delikatnie dłonie na czarnym materiale.
    - Tak za darmo? - zapytał unosząc lekko brwi. Automatycznie przygryzł dolną wargę i uważnie przyglądał się dziewczynie. Nie był tym typem, który ma ochotę zaliczyć wszystko co się rusza i jest przeciwnej płci, jednak widząc rozebraną Elody jego myśli krążyły jedynie wokół jej idealnego ciała. Nie mógł oderwać od niej wzroku, chociaż bardzo chciał bo odniósł wrażenie, że za długo już tak stoi i się gapi. Przełknął ślinę i posłał jej blady uśmiech. Nadal stojąc z bluzą w rękach.

    OdpowiedzUsuń
  151. Dopiero gdy usłyszał swoje imię, ocknął się. Zmarszczył delikatnie brwi i oderwał spojrzenie od dziewczyny. W żadnym wypadku nie chodziło mu o to, że ma sama po nią przyjść. Chociaż widząc ją przed sobą na jego ustach pojawił się uśmiech zadowolenia. Dłonie, cały czas zaciskał na ubraniu, jak gdyby bał się, że zaraz zacznie mu ją wyrywać. Chociaż widząc jak drży zrobiło mu się jej odrobinę żal.
    - Daj mi drugą szansę - powiedział w końcu, przenosząc spojrzenie na jej oczy. Może moment nie był najlepszy, jednak Ajrun zdawał sobie sprawę, że jeżeli nie zrobi tego teraz, nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie miał jeszcze na to szansę. Zrobił krok do przodu, wyciągając rękę przed siebie. I delikatnie, wierzchem dłoni musnął jej nagie ramie. Rzeczywiście była zimna i mokra.
    - Trzymaj, ale poczekaj chwilę - dał jej bluzę i odwrócił się. Sięgnął również czarną koszulkę, która leżała niedaleko bluzy. Chwycił ją i podszedł do Elody. Zarzucił delikatnie koszulkę na jej nagie plecy i otulił ją, tym samym osuszając ją delikatnie. Bawełniana bluzka, szybko wchłaniała wodę - nie przemoczysz bluzy - powiedział po chwili cicho, zerkając w zielone oczy dziewczyny. Przytulił ją nieco niezdarnie, aby przyspieszyć proces zbierania wody z ciała dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  152. Kiedy poczuł na swoim ciele zimne ręce dziewczyny, przez jego ciało przeszedł równie zimny dreszcz. Zacisnął mocno wargi, przecież nie będzie robił awantury. Ian owszem miał swoje humorki i czasami zdarzało mu się po prostu wybuchać jednak nie przesadzajmy. Nie robił tego z byle powodu. OK... Czasem się zdarzało, ale tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zbyt długo dusił w sobie emocje. Wtedy po prostu tracił panowanie nad sobą i albo wrzeszczał, wyciągając stare problemy lub się rozklejał. Wszystko zależało od sytuacji.
    - Słuchaj Elody, ja wiem, że zachowałem się ja skończony kretyn - zaczął powoli swoje przemówienie. Zastanawiając się dokładnie nad każdym, kolejnym słowem; nie chciał zepsuć tego, do czego wspólnie udało im się dojść - albo i nawet gorzej, ale... Zrozumiałem swoje błędy. Zrozumiałem, że nie chcę być więcej samotny. Możesz tego nie wiedzieć, nie znamy się tak naprawdę, ale przy Tobie czuję się inaczej. Zupełnie inaczej - powidział, marszcząc delikatnie brwi - nie umiem tego wytłumaczyć, ale... Wiesz. Moja smotność nigdy mi nie przeszkadzała, ale od tamtej rozmowy... Czegoś mi brakowało. I już dokładnie wiem czego.
    Przerwał na chwilę, zatanawiajac się czy przypadkiem znowu nie zaczyna brzmieć jak rozhisteryzowana nastolatka. Nie chciał, aby kojarzyła go ciągle ze łzami, smutkiem i wszystkim tym co może ją tylko od niego opdychać. Chciał na nowo wzbudzić sympatię.
    Poza tym mówił szczerze. Brakowało mu towarzystwa i dostrzegł to dzięki niej.
    Odchylił delikatnie głowę, aby móc swobodnie spojrzeć na jej twarz. Uśmiechnął się do niej lekko, po czym powolnie przejechał dłonią po mokrych włosach dziewczyny. Czuł w sobie pewnego rodzaju odwagę i siłę, które pozwalały mu na te wszystkie gesty. Wcześniej gdyby doszło do takiej sytuacji, zdążyłby ją obrazić kilka razy, nakrzyczeć strasznie, przy okazji zrobić nadzieje na cokolwiek i zniknąć. Tak jak to miał w zwyczaju.
    Chciał zrobić coś jeszcze, dodać jakieś słowa jednak nie miał pojęcia które z nich będą najwłaściwsze. Każdy kto usłyszałby zdanie dziewczyny, wziąłby je jako te potwierdzające kolejną szansę. Poza tym, czy dało je się zrozumieć inaczej? Na ustach Ajruna pojawił się szeroki uśmiech. Był tak zadowolony z tego faktu, że nawet na chwilę stracił jasność umysłu.
    - Dziękuję - powiedział szczerze zadowolony i z rozpędu chciał ją, aż ucałować. Jednak w ostniej chwili zorientował się co mu właściwie wpadło do głowy. Jednak było za późno. Musnął już delikatnie jej ust. Wiedział, że to jego ostatnia szansa i wiedział, że musi dać z siebie dosłownie wszystko. Pełne sto procent Iana Ajruna. Tylko pytanie, czy już przypadkiem nie zmarnował szansy?

    Poleciałam!
    Ajrunek!

    OdpowiedzUsuń
  153. Nie spodziewał się takiej reakcji, nawet mu przez myśl nie przeszło, że dziewczyna mogłaby odwzajemnić pocałunek. Teraz to on stał wryty w ziemię, zastanawiając się nad tym co właściwie się tutaj przed chwilą stało. Nie, żeby mu się nie podobało. Jednak przygotowany był na jakieś krzyki, oskarżenia, wyzwiska i kłótnie. Najzwyczajniej w świecie był zaskoczony.
    Przygryzł mimowolnie dolną wargę lekko się przy tym uśmiechając. Spojrzał nieco oszołomiony na stojącą przed nim dziewczynę, a uśmiech na twarzy jedynie mu się poszerzał.
    - W dupie mam te zasady - odpowiedział, po czym stanowczym objęciem przyciągnął ją bliżej siebie. Zachęcony jej reakcją postanowił po prostu powtórzyć ten niezdarny pocałunek, delikatnie go poprawiając.
    Coś się w nim zmieniło. Był samotny, jednak na brak towarzystwa damskiego grona nie mógł narzekać. Momentami nawet miał ich najzwyczajniej w świecie dosyć, bo jak długo może je zbywać? Może nie wszystkie liczyły na stały związek, ale Ian po prostu nie umiał się zaangażować wystarczająćo mocno. W dodatku nie chciał podcinać sobie skrzydeł wolności. Odczuwał inną samotność. Taką, którą wypełnić potrafiłą jedynie Elody Harrison. I trochę go to martwiło, bo przecież miał taki idealny plan na złamanie jej kruchego serduszka. Najgorsze było to, że wcale nie miał zamiaru z niego rezygnować. Pomimo szczerej sympatii do dziewczyny, po prostu wziął sobie za cel honorowy zemszczenie się na starszym z rodu Harrisonów. Nie ważne jak wiele sam będzie musiał po drodze stracić.

    [Tralalala, nie umiem pisać i nie wiem co ja tutaj robię.
    Mimo wszystko Łiii <3]

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  154. - Fakt. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie mam prawa już niczego więcej za tą bluzę wymagać - wzruszył delikatnie ramionami, jednak na jego twarzy wciąż malował się uśmiech zadowolenia.
    Zawsze sobie wmawiał, że jest wolnym człowiekiem, że może wszystko i nic. Zazwyczaj wybierał te drugie, zamykając się tym samym przed światem i przed ludźmi. Sam zabierał sobie tę swoją upragnioną wolność, która była dla młodego krukona tak istotną wartością życia. Ta bardzo zatracał się w swoich wspomnieniach i smutnych chwilach, wciąż wmawiając sobie, że jako wolny człowiek może właśnie to robić, że zapomniał czym tak naprawdę ona jest i jak wiele dzięki niej może zyskać. Bo przecież wystarczyło tylko coś zrobić, wykonać jeden gest. Zatracić się w chwili, poczuć wiatr we włosach. Zacząć żyć na nowo. Zrobić coś, przed czym sam wcześniej się nieświadomie ograniczał. Wystarczyło po prostu żyć i korzystać z życia.
    - Trzymaj - wręczył blondynce bluzę, a sam ruszył w kierunku leżących na ziemi spodni. Jemu również zaczynało się robić chłodno. Pomimo początku września poranne powietrze było dość chłodne. Szczególnie, kiedy stało się mokrym, w samych bokserkach i jeszcze trzymając w objęciach zziębniętą dziewczynę, która kradła jego ciepło - chyba warto byłoby się ogarnąć - powiedział, zapinając ostatni guzik w rozporku. Uniósł głowę i utkwił spojrzenie w dziewczynie. Z jednej strony miał ochotę zamknąć się w dormitorium i zmyć z siebie błoto i założyć suche ubrania, a z drugiej zaś z chęcią posiedziałby z dziewczyną jeszcze przez parę chwil.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  155. Uśmiechnął się lekko widząc jak dziewczyn wyciąga dłoń, aby chwycić jego rękę. Ostrożnie zacisnął palce, muskając przy tym subtelnie, delikatną skórę na dłoni blondynki. Był cholernie ostrożny, jak gdyby jeden fałszywy ruch był w stanie przebić ich mydlaną bańkę, w której chwilowo się znajdowali. Odcięci od kłótni, zbędnych słów nienawiści. Chociaż to akurat ewidentnie dotyczyło Ajruna.
    Nie miał pojęcia dokąd go prowadzi, jednak nie opierał się. Utrzymywał jej tępo, uważnie rozglądajac się po mijanych korytarzach. Nie wiedział co go czeka na końcu drogi, jednak miał wrażenie, że warto ją zapamiętać. Być może przyda się w przyszłości.
    Kiedy dotrali na miejsce, już miał zapytać skąd wytrzasnęła te miejsce, jednak ubiegła go. Uśmiechnął się tylko lekko na jej słowa i pokiwał lekko głową. Nie znał tego miejsca, nie kojarzył go. I chociaż jemu również zdażało się zabłądzić w zamku jeszcze nigdy nie trafił do tego miejsca.
    Podszedł do kominka i przyklęknął przed nim, układając zakurzone kawałki drewna które znajdowały się we wklęśnięciu tuż pod tominkiem. Jednym machnięciem wyczarował płomienie, które momentalnie oświetliły i w lekkim stopniu ociepliły wygląd starego pomieszczenia.
    Spojrzał na nią. Wiedział, że ten temat zostanie w końcu poruszony. I chociaż nie miał najmniejszej ochoty ponownie zagłębiać się w swoich problemach czuł, że nie może jej tak po prostu zbyć. Westchnął cicho i wykrzywił usta w lekkim grymasie.
    - Posłuchałem Twojej rady i spróbowałem porozmawiać z ojcem. Nie wyszło. Mam się więcej nie pokazywać w domu... - chciałby móc całą tę sytuację obrócić w jakiś super zabawny żart, jednak nie tym razem. Nie miał zamiaru również wspominać dziewczynie, że nie ma wracać bo ojciec zaznaczył, że owy budynek już więcej domem Iana nie będzie, ot tak - wiesz wkurzyłem się bo to była Twoja rada, która kompletnie nie wypaliła. Ale do czerwca na pewno mu przejdzie - dodał mając nadzieje, że dziewczyna nie weźmie tego wszystkiego zbyt mocno do siebie.
    Kolejne pytanie było gorsze. Najgorsze. Bo co? Miał jej powiedzieć, że specjalnie na nią polował bo ma zamiar ją wykorzystać i zostawić? Wzbudzić jak najgorętsze uczucia i tak po prostu porzucić? Nie mógł być z nią szczery. Nie w tej sprawie.
    - Przyglądałem Ci się i po prostu... Stwierdziłem, że masz w sobie coś wyjątkowego. No i... Spodobałaś mi się - ostatnie zdanie wypowiedział nieco ciszej, subtelniej. Tak, aby nikt inny na świecie nie miał tego usłyszeć poza ich dwójką.

    OdpowiedzUsuń
  156. Dziewczyny, z którymi przebywał Jihoon, zawsze zachowywały się nienagannie, były inteligentne, elokwentne i w jakiś sposób zajmujące uwagę, lecz tak, jak już wcześniej było wspomniane, niespecjalnie interesujace. Przynajmniej dla Jihoona, którego odpychała w nich ta sztuczność, każda przemyślana i wyszukana wcześniej wypowiedź, a przede wszystkim fakt, iż kręciła je jego kasa i wpływy. Może już sam, nawet nie zwracając na to uwagi, wybierał taki typ, mimo że był on zupełnie odwrotny od tego, czego potrzebował. Dlatego właśnie dziewczyny go nudziły, bo każda w gruncie rzeczy okazywała się być idealną kopią i kalką poprzedniej. Całą sytuację komplikował fakt, iż brunet, wybierając sobie jakąś pannę, z która mógł spędzić trochę czasu, musiał kierować się też kryteriami wyznaczonymi w środowisku ludzi wyższej klasy, a nie tylko przez niego samego.
    Szczerze mówiąc, Ahn Jihoon sam nie wiedział, czego chce. Na imprezach zawsze pił z pannami, których w gruncie rzeczy nie cierpiał, tańczył z nimi, rozmawiał i przyjął to jako normę. Dobrze czuł się w towarzystwie osób, znanych przez niego na wylot.
    - Ja jestem wiecznie wyluzowany - wymruczał jej do ucha, owiewając jej szyję ciepłym oddechem i ewidentnie się z nią drażniąc.
    W końcu smętna piosenka się skończyła, ustępując miejsca jakiejś równie znanej, skocznej nucie, a całe towarzystwo wypłynęło na parkiet. Ludzie wyrzucali ręce do góry, tańcząc i wykrzykując dobrze im znany tekst. Ahn, któremu stara angielska muzyka nie mówiła prawie nic, zwyczajnie ruszał się w jej takt, popychany z każdej strony przez kłębiący się jeszcze tłum. W końcu pokręcił głową, dając blondynce znać ręką, żeby poszli gdzieś indziej, i zaraz skierował się w róg sali. Było mu gorąco jak cholera, ale wcale nie czuł się z tym źle. Zdjął z siebie marynarkę i rzucił ją na najbliższy fotel, zupełnie nie przejąwszy się faktem, że niemal sekundę później jakaś Krukonka wylała na nią sporą ilość kremowego piwa. Podwinął rękawy koszuli, szukając wzrokiem swojej towarzyszki, która, jak mu się wydawało, kroczy tuż za nim. Ta jednak gawędziła sobie w najlepsze z jakimś innym chłopakiem, chyba Krukonem, kilka metrów od niego.
    - Nie chciałbym przeszkadzać, ale zdaję mi się, że Elody ma resztę wieczoru zarezerwowaną dla kogoś innego.
    Na jego twarzy gościł szeroki uśmiech, kiedy chwytał dziewczynę za rękę i odchodził od odrobinę zdezorientowanego blondyna, natomiast jego oczy pozostały stalowo zimne, zdradzając jego uczucia kompletnie.
    Bo Ahn Jihoon nie lubił, gdy coś od niego zabierano.

    OdpowiedzUsuń
  157. Nie chciał aby się obwiniała. Wiedział, że to i tak prędzej czy później właśnie w taki sposób by się zakończyło. Może ojciec poczekał by do wakacji, dał chwilę czasu młodemu Ajrunowi na odnalezienie się w nowej sytuacji, a następnie wykopałby go z domu. Przecież i tak ze sobą nie rozmawiali, nie byli normalną rodziną. I nigdy już nią nie będą.
    - Ciężko wyczuć - powiedział wzruszając lekko ramionami - wiesz... Ta nasza rozmowa była po prostu dziwna. Gadał od rzeczy, nie myśląc nad słowami. Tak sobie palnął, na pewno mu minie. Do wakacji... A jak nie to z chęcią skorzystam z Twojej propozycji - uśmiechnął się, uważnie przyglądając się zielonym oczom dziewczyny.
    Uśmiechnął się tylko na jej słowa i delikatnie objął ramieniem. Gdyby tylko wiedziała... Już dawno nie byłoby jej w pobliżu. Jednak Ianowi kłamstwo wychodziło dość dobrze i naprawdę ciężko było się zorientować kiedy z jego ust padają słowa prawdy.
    - Mogę mówić do Ciebie tylko takie rzeczy, jeżeli tylko będziesz chciała je słyszeć - powiedział cicho, mocniej przytulając dziewczynę.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  158. Jeżyk zirytował się niesłychanie, kiedy czyjeś ręce podniosły go bezczelnie i zaczęły wynosić z klasy. Przez kilka chwil żałowała, że jej animag nie przyjmuje innej formy - najlepiej tygrysa ludojada - aczkolwiek, kiedy już znalazła się na korytarzu, niechybnie zamieniła się z powrotem we wściekłą, rudowłosą Runę.
    Należy nadmienić, iż w czasie przemiany nadal znajdowała się na rękach dziewczyny, tak więc obydwie wylądowały na podłodze, bo mimo, iż Salander była lekka jak piórko, nie mogła znieść dotyku obcych rąk na swoim ciele i zaczęła się potwornie wyrywać.
    Niewiele myśląc, skoczyła z pazurami ku twarzy Gryfonki, przypierając ją do ściany.
    - Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! - syknęła, przykładając dziewczynie różdżkę do gardła. Miała ochotę przebić jej tętnicę na wylot i uczucie to uparcie przeganiało cień sympatii z powodu wyraźnego zamiłowania do zwierząt.
    Skrzywiła się, słysząc z sali głos profesora i odruchowo zerknęła w tamtą stronę, chcąc upewnić się, że żaden ciekawski uczeń - tudzież sam nauczyciel - nie pofatyguje się, by wyjść w ich kierunku.
    Powstrzymała się, by przyłożyć dziewczynie łokciem w żebra, ale nie odmówiła sobie małej złośliwości.
    - Poszczęściło ci się - warknęła, tak cicho, by nikt nie mógł jej usłyszeć, poza jej dzisiejszą ofiarą. Przysunęła się bliżej, mówiąc jej wprost do ucha. - Ale po lekcjach nie będziesz miała tyle szczęścia. Zapraszam ze mną - odsunęła się kawałek, by móc pogardliwie zlustrować sylwetkę dziewczyny. Nie ulegało wątpliwości, iż dałaby radę niedużej, drobnej Salander w każdym pojedynku siłowym, jednakże Runa nie dała po sobie poznać, czy zrobiło to na niej wrażenie.
    - Po eliksirach. To ostatnie zajęcia przed obiadem, prawda? Cóż, najwyżej odpuścimy sobie jedzonko - stwierdziła drwiąco, popychając jeszcze dziewczynę, by zapamiętała początek lekcji, po czym wróciła do klasy.
    - Byłam w toalecie, źle się poczułam - usprawiedliwiła się przed nauczycielem. - Koleżanka mi towarzyszyła.

    Runa.

    OdpowiedzUsuń
  159. Już chciał powiedzieć jej coś równie niezwykłego, kiedy ta nagle wyleciała z tą terapią. Nawet nie zdążył się zorientować o co jej dokładnie chodzi, a już leżał na plecach z nią na torsie. Nie, żeby mu to przeszkadzało, w innej sytuacji z pewnością byłby zadowolony.
    Nim zdązył się obronić dziewczyna już w najlepsze go łaskotała - co było najgorsze, Ajrun naprawdę miał wrażliwe ciało na łaskotki. Nie potrzebował dużo aby turlać się po ziemi ze łzami w oczach ze śmiechu.
    Śmiał się głośno, mając nadzieję, że dziewczyna szybko się znudzi jednak nic nie wskazywała na to, aby miała prędko zakończyć swoją zabawę. Z drugiej strony jej terapia działała. Na twarzy chłopaka malowały się czerwone rumieńce a z oczu aż biły iskierki radości. To było dokładnie to, czego potrzebował. Odrobina luzu, głupie a zarazem niewinne zaczepki.
    - Przestań już, przestań - udało mu się w końcu cudem przemówić pomięzy kolejną salwą głośnego śmiechu i łapaniem powietrza w płuca. Zamknął mocno oczy i śmiał się. Planując już swoją małą zemstę. Gdy dziewczya zrobiła sobie krótką przerwę, Ian wykorzystał moment i chwycił ją za nadgrastki, przyciągając ją w ten sposób do siebie. Naparł na nią całym swoim ciałem i przeturlał się tak, że zamienił ich pozycje.
    - Teraz pożałujesz - oznajmił z błyskiem w oczach - pamiętaj, że znam już dwie Twoje słabości - zaznaczył po czym wsunął delikatnie dłonie pod bluzę tak, aby łaskotać ją po nagim ciele; w końcu bluza była gruba i z pewnością za wiele przez nią nie czuła. A tym samym Ian mógł bekarnie dotykać jej ciała. Sunął palcami po jej brzuchu oraz tali zgadując, że ma łaskotki w tym samym miejscu co on.
    - Przestanę dopiero gdy ładnie przeprosisz. Pamiętaj, ze mną nie masz żadnych szans - naparł na nią nieco mocniej. W jedną rękę chwycił jej nadgarstki i położył je tuż nad głową dziewczyny, cały czas je przytrzymując. Drugą dłonią natomiast niewinnie podwijał bluzę ku górze tłumacząc się, że przecież musi mieć widoczne pole działania.
    Nie chciał dziś od niej niczego więcej. Niczego nie wymagał. Po prostu chciał jej udowodnić, że gdy tylko czegoś zechce, może to mieć. Wystarczy, że się postara i opowie kolejne piękne kłamstwo.

    Ajrun się rozkręca

    OdpowiedzUsuń
  160. - No... Możliwe, że będę w stanie Ci wybaczyć - powiedział niby od niechcenia, sunąc powolnie wskazującym palcem małe ósemki wokół jej pępka, lecz nie tylko - ale mam wrażenie, że coś za łatwo przeszło Ci przez gardło te przepraszam - zmarszczył lekko brwi - takie jakieś suche było, całkowicie bez zaangażowania. Nie, nie podobało mi się - zakończył swoją przemowę lekkim kręceniem głowy i przygryzieniem dolnej wargi.
    Pochylił się lekko do przodu w taki sposób, aby ich nosy się ze sobą stykały, a ciepły oddech mieszał się i delikatnie opadał na różowe wargi.
    - Podobasz mi się - powiedział patrząc w zielone oczy dziewczyny - cholernie mocno mi się podobasz i nie zmarnuję tego Elody - oznajmił i bez chwili wachania po prostu ją pocałował. Prawą dłonią przejechał powolnie wzdłuż jej ciała, zatrzymując rękę na wysokości jej tali delikatnie zaciskając palce.
    Rozchylił śmiało wargi i wsadził do jej ust język, swawolnie ocierając nim o jej język jak i wargi. Zakończył pocałunek delikatnym ssaniem jednej z warg dziewczyny po czym odchylił głowę i uśmiechnął się prosto do niej, specjalnie dla niej. Tylko dla niej.
    Niczym nie ryzykował. W zasadzie mógł odważyć się na wszystko bo prędzej czy później ta historia i tak się zakończy. Niby na pierwszym miejscu było osiągnięcie szlachetnego celu, złamania serduszka tej słodkiej istoty. Jednak dlaczego w trakcie swojego wyznaczonego zadania nie mógł się po prostu bawić, skorzystać z tego co i tak ma przed sobą? Jak jego plan nie wypali to trudno, przynajmniej będzie się dobrze bawił, a Matt i tak oberwie. Po prostu kruczek wymyśli sobie nowy, lepszy i może skuteczniejszy plan. I tak go dopadnie.

    Mam nadzieje, że Elody wciąż jest uradowana!

    OdpowiedzUsuń
  161. Chłopaka na początku zatkało. Był w trakcie podwijania drugiego rękawa, gdy Elody wróciła do niego z kolejnymi szklankami ponczu i popatrzyła na niego taka roześmiana. Poczuł niemal, jak mięśnie mu stężały, gdy sięgnęła ręką do jego koszuli i bezpretensjonalnie rozpięła mu kilka guzików, a potem owinęła się wokół jego ramienia. Mechanicznie sięgnął ręką do szyi, by z powrotem zapiąć koszulę, specjalnie jednak pominął tego ostatniego guzika, niech jej już będzie. Nie podobało mu się to. Nie wiedział czy to przez to, że loża szyderców ze Slytherinu naprzeciwko nich uśmiechała się ironicznie, udając, że wznoszą toasty za „ jego kolejną zdobycz”, czy przez to, że pierwszy raz bawił się zupełnie dobrze, czy przez to, że jego serduszko wcale nie było takie zimne, jak sądził.
    - Może chcesz na chwilę wyjść? – powiedział, odsuwając się od niej delikatnie. Odchrząknął, a potem wypił cały trunek za jednym razem, po czym szybko odstawił szklankę na stolik. Dziewczyna dalej błądziła wzrokiem po sali, uśmiechając się co jakiś czas do znajomych albo machając do niektórych ręką i rzucając jakieś głupoty czy pozdrowienia. Ahn uśmiechnął się, widząc jej szczęśliwą buźkę, po czym zorientował się, co robi, i że tak nie wolno. Bo on taki nie jest.
    - Elody – powtórzył, wsuwając tym razem swoją dłoń w jej i pociągnął ją delikatnie, by zwrócić na siebie uwagę. No jak to? Są razem na imprezie, jest tam on (przede wszystkim), a ta nie zwraca zupełnie na niego uwagi?! To była idealna taktyka, by przykuć jego zainteresowanie, bo było to dla niego jedną z nowości – nowości chłopaczka z dobrego domu, któremu zawsze wszyscy wchodzili do tyłka.
    Na korytarzu przy sali transmutacji znajdowało się okno, z którego wychodziło się na mały balkon, więc tam też dziewczynę zaprowadził. Był ukryty za czerwoną kotarą, zresztą nikt by się nie spodziewał, że za oknem kryje się cokolwiek innego, niż to, co… Za każdym oknem być powinno. Po otwarciu schodziło się małymi schodkami piętro w dół, gdzie ów balkonik się znajdował. Byli kompletnie ukryci, z ich punktu widzenia rozpościerał się widok na zieloną część hogwarckich błoń, nikt też z dołu nie mógł ich zobaczyć. Idealna kryjówka. Jihoon przychodził tu, gdy chciał się w spokoju pouczyć, pomyśleć albo po prostu potrzebował odpoczynku, taki jego mały azyl. Sam balkon też był stworzony do takich wycieczek, było tam kilka poduszek, a nawet jeden ogromny koc.
    Pomógł blondynce wejść na schody, by nie przewróciła się w swoich wysokich szpilkach (swoją drogą, mieli szczęście, że nikt nie zobaczył ich w tych strojach, gdy kroczyli głównymi schodami w środku nocy, wystrojeni jak na imprezę), a potem sam za nią wskoczył. Gdy tylko usiedli, Ahn położył przed nimi dwie butelki Ognistej, którą zwinął z przyjęcia i uśmiechnął się do niej lekko, rzucając nieme wyzwanie.
    - Jest taka mugolska gra, nie wiem, czy kojarzysz. Sto pytań, tak się chyba nazywała. W każdym razie polega, jak zresztą się można domyśleć, na zwykłym zadawaniu pytań i dobiciu do tej setki. W naszej wersji po każdym pytaniu trzeba się napić – powiedział, dalej się do niej wrednie szczerząc. – Zaczynaj, Harrison.

    OdpowiedzUsuń
  162. Ahn nie lubił tłumu ludzi, imprezy w jego oczach jawiły się jako okresowe wyjścia na parkiet i siedzenie gdzieś w kącie z jakimś trunkiem w ręku, a potem szybkie uderzenie alkoholu do krwi. Dlatego też, nie mogąc spędzić wieczoru w ten sposób, musiał sam sobie ustawić jakikolwiek komfort. Kiedy jeszcze wychodzili z sali, kiwał do ludzi, których znał, zbywał ręką wołających kumpli lub posyłał spojrzenia znajomym dziewczynom, ale odetchnął z ulgą, gdy tylko wyszli. Siedząc naprzeciwko dziewczyny, czuł się dobrze – na dworze kropiło, im na balkonie było wyjątkowo ciepło (prawdopodobnie był chroniony jakimś zaklęciem), a poza tym nie było wokół nich tej hałaśliwej grupy uczniów.
    Zabrał się już za otwieranie Ognistej, ale gdy usłyszał Elody, przerwał w połowie i zmierzył ją zdziwionym spojrzeniem, zaraz jednak zaśmiał się pod nosem. Pamiętał z zeszłych gier, że w jej trakcie pytania zawsze zmieniały tor i szły coraz głębiej w stronę właśnie związków, różnych miłostek i tak dalej, zwłaszcza, gdy brały w grze udział dziewczyny. „Sto pytań” w wersji czarodziejów prezentowało się jednak o wiele lepiej, bo o kłamstwie nie było mowy – Jihoon wyjął z kieszeni małą buteleczkę i już po otwarciu whisky wlał do każdej z nich dwie krople, uważonego jeszcze w trakcie zeszłych wakacji, eliksiru (z przeznaczeniem do grania właśnie w „sto pytań”). Na składniki polowali przez długie miesiące razem ze znajomymi, kradnąc co się dało po każdej lekcji Eliksirów w szóstej klasie. Na koniec każdy dostał po dwie małe buteleczki, by zrobić z nimi, co tylko zapragnie. Jak na razie, Ahn używał go tylko w trakcie imprez w domu. Veritaserum.
    Zaraz sobie przypomniał pytanie dziewczyny i wybuchnął śmiechem. Tym razem jednak był to śmiech zupełnie szczery, na którego nigdy sobie wcześniej nie pozwolił w towarzystwie Elody. Zluzował w końcu zupełnie, poncz wypity w sali uderzył mu odrobinę do głowy, a tak, jak wcześniej było wspomniane, chłopak był zupełnie szczery po alkoholu. Upił więc łyka whisky i niemal w tym samym momencie poczuł działanie eliksiru, takie zupełne rozluźnienie. Poczekał aż blondynka zrobi to samo i zaczął mówić.
    - Miałem kilka dziewczyn, z o wiele większą ilością się spotykałem. W rodzinach chaelboli, czyli w rodzinach wysoko postawionych koreańskich biznesmanów, do tej pory aranżuje się małżeństwa swoich dzieci. Zazwyczaj są to dziewczyny albo faceci, z których rodzinnymi firmami chcą wejść w jakiekolwiek relacje. Chodziłem więc na ustawiane randki, ale też tu w Hogwarcie miałem dziewczyny, swoją drogą takie, na których moi rodzice mogli coś ugrać. Za kilka lat ich naciski pewnie będą tak silne, że wyląduje na portrecie rodzinnym z jakąś bogatą, inteligentną, lalką, której kochać jednak nie będę.
    Mówiąc to, patrzył na nią zupełnie bez wyrazu, jakby prawił sobie o pogodzie. Słowotok był zresztą jedną z rzeczy, która była powiązana z działaniem Veritaserum. Jihoon spoglądał na twarz dziewczyny i nie czekając jeszcze na jej reakcje, zadał pytanie:
    - Co o mnie myślisz? – zapytał, uśmiechając się do niej odrobinę szyderczo.

    OdpowiedzUsuń
  163. [ Jest w porządku, a ja przepraszam za zwłokę, ze względu na nową szkołę dopadł mnie brak czasu, ale postaram się częściej dopieszczać Elody! ;p]

    Kiedy wydawało mu się, że zdążył się przyzwyczaić do pokładanej w nim ufności, nagły zwrot akcji swym rozmachem czynił zeń głupca, któremu z niewypowiedzianą łatwością przyszło zaakceptować stan rzeczy nie do zaakceptowania, wręcz dystansując się od oczywistego niezrozumienia, jakie niosła ze sobą wiara w jego osobę, zielonego błysku podpartego rozkosznym wygięciem pełnych warg. Nigdy nie udawał, że moralną czystością oślepia mijających go ludzi, bądź zrównoważoną osobowością dąży do prostych i racjonalnych rozwiązań. Nieokiełznany w sposobie bycia, gdzieniegdzie nawet balansujący na samym skraju przyjętych norm, z postronnego punktu widzenia nie był warty ofiarowania mu palety uczuć, bo w jednej chwili mógł rozszarpać piękne sentencje na żałośnie prezentujące się strzępy. W nim nie pokładało się zaufania, a jeżeli już, to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność, lecz ona wciąż zaskakiwała go nieopisaną wiarą w biel duszy równej bieli włosów, jakby ciemne plany pomiędzy jasnością zupełnie uszły jej uwadze.
    Przełknął ślinę, palcami zahaczył o ramiączko stanika i dwie sekundy później stał już odrobinę dalej, rozkładając na czynniki pierwsze zasłyszaną propozycję. Perspektywa wyjścia do Hogsmeade obecnie nie kusiła tak bardzo jak wtedy, gdy po raz pierwszy przestąpił próg Miodowego Królestwa, dotąd niesiony nurtem mugolskiej, niezbyt rwącej rzeki, jednakże pozostanie w zamku wraz z innymi niedobitkami ograniczało możliwości, których pilnie potrzebował, po trosze dlatego, by ułatwić nieuniknione, z drugiej strony ze względu na to, iż od ponurych, kamiennych ścian gorzkie słowa odbiłyby się z nieprawdopodobną prędkością, a jemu podobało się wolne tempo, w którym wychodzili sobie naprzeciw.
    - Pójdziemy – zadecydował z typową dla siebie nutą nieznoszącą sprzeciwu i wyciągnął w dziewczęcym kierunku dłoń, toteż po chwili sunęli w kierunku drzwi, odprowadzani przez pojedyncze spojrzenia.
    Cudzy wzrok go nie peszył, wręcz przeciwnie, prostował zgarbione plecy albo dumnie unosił głowę i szedł, szedł i szedł, dopóki nie zniknął z pola widzenia i oczy musiały zainteresować się innym, mniej lub bardziej godnym uwagi obiektem. Zawsze wiedział, kto na niego patrzy, często także dlaczego, jednakże nie zdradzał swej wiedzy najmniejszym drgnieniem, jakby wcale nie czuł się obserwowany przez nieanonimowego czarodzieja. Tym razem jednak skupiona na nim uwaga była mu nie na rękę, gdyż idąc wraz z Elody, wzmagał szmer jeszcze niewypowiedzianych uwag, które przez wiele miesięcy zwykły prześlizgiwać się z ucha do ucha.
    Opuściwszy w końcu Wielką Salę, westchnął z ulgą, a później, kiedy oddalili się znacznie od miejsca swego spotkania, zatrzymał się gwałtownie, tym samym pozwalając, aby dziewczyna wpadła na jego plecy, prawdopodobnie nabijając sobie kilka siniaków. Ostatnie tygodnie obfitowały w pot, ból i łzy, napinał całe ciało do granic możliwości raz za razem, aż w pewnym momencie padał na chłodną posadzkę ledwo żyw ze zmęczenia. Wyczerpujący wysiłek nie poszedł na marne, zaprocentował z godną pozazdroszczenia nawiązką, o której zielonooka niewiasta właśnie mogła się przekonać.
    - Elody – mruknął, prawą dłonią łapiąc ją za brodę w poszukiwaniu ewentualnych uszczerbków na zdrowiu – powinnaś bardziej uważać, jeżeli chcesz wyjść z zamku o własnych siłach. Przecież już ustaliliśmy, że będę Cię nosił tylko za odpowiednią zapłatą.

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  164. [Taki był plan ;> Kurczaki, zrobiło się cholernie fajnie, a ja właśnie muszę lecieć z neta, bo znajomi na mnie krzyczą! Może mi się uda odpisać, w każdym razie dobrego wieczoru :D]

    OdpowiedzUsuń

  165. Przygryzł wargę i spojrzał prosto w oczy dziewczyny. Nie spodobało mu się to co powiedziała, co wyraźnie było widać po jego zmarszczonym czole.
    - Wciąż mogę Cię poznać - opowiedział bez wahania po czym przemówił ponownie - a poza tym, dlaczego to ja nie mogę? - uniósł brwi w górę i uważnie obserwował jej twarz.
    Może i rzeczywiście ich znajomość nie rozpoczęła się najlepiej, a on sam wydał się niestabilny emocjonalnie. I może nawet była w tym odrobina prawdy, ale Ajrun i tak sam z siebie w nic się nie angażował. Teraz ulokował w niej swoje uczucia, jednak tak szczerze mówiąc nie te do końca pozytywne.
    - Jest ktoś inny, prawda? - oczywiście nie miał prawa być na nią zły, a ona mogła mieć poukładane życie. W końcu tak z dnia na dzień zaczął się nią interesować, a później dał pokaz swojej nienawiści. Uniósł się na dłoniach i odsunął od dziewczyny - lepiej powiedz mi od razu jeżeli tak właśnie jest - chciał z rozpędu dodać, że oboje sobie w ten sposób zaoszczędzą czasu i będą mogli robić to co naprawdę sprawia im przyjemność, jednak zdążył ugryźć się w język. Przecież nie chciał ponownie wywoływać awantury, ledwo co zdążyli się dogadać.

    Wyszło fe, ale wiem że i tak mnie kochasz :*
    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  166. Na jego lęk przed zaufaniem ludziom z pewnością miały wpływ kłamstwa jego samego. W końcu skoro tak dobrze mu wychodziło kłamanie i mataczenie, to dlaczego ktoś inny nie mógłby robić dokładnie tego samego co on? W końcu nie był jedynym kłamcą, z pewnością nie. Na świecie chodziło tysiące, a nawet miliony takich ludzi. Skąd miał mieć stu procentowe przekonanie, że właśnie nie stoi przed jednym z nich? Jego własne zachowanie tylko bardziej go gubiło w tym świecie.
    - Mhm - mruknął cicho na jej słowa i lekko skinął głową, dając tym dziewczynie znać, że słyszy i rozumie. Westchnął lekko i uniósł głowę tak, aby móc spojrzeć w jej jasne oczy - jak sama chwilę wcześniej zauważyłaś, nie znam Cię - powiedział, nie chciał jej w żaden sposób obrazić czy sugerować, że może być rozwiązła. Po prostu jak zawsze musiał dodać swoje pięć groszy - ale dobrze... - szepnął i zawiesił wzrok na jasnych płomieniach, które ogrzewały pomieszczenie. Lubił czary i wszystko co z nimi było związane, jednak miał kilka mugloskich czynności, które po prostu lubił i nie zamierzał zastępować ich zaklęciami, bo wówczas straciłyby swoją magię.
    Czując jej miękkie wargi na swoich ustach był zaskoczony. Chociaż wcale nie powinien, przecież to nie był ich pierwszy pocałunek tego dnia. Kiedy gryfonka się odsunęła, Ajrunowi podniosły się kąciki ust.
    - Zależy Ci - powiedział, a w jego oczach zapłonęły maleńkie iskierki nadziei - dobrze, już nie będę - uśmiechnął się i dał jej szybkiego buziaka prosto w usta.
    Nagle, gwałtownie zerwał się na nogi, cały czas szeroko się uśmiechając. Chwycił Elody za rękę i mocno ścisnął.
    - Chodź, pokażę Ci coś - oznajmił i po prostu ruszył przed siebie, cały czas trzymając dziewczynę za rękę. Nawet nie myślał o tym, że ma na sobie tylko spodnie, a dziewczyna samą bluzę. Był strasznie podekscytowany.
    Wyszedł z lochów i kierował się w stronę wyjścia na dziedziniec, przez który trzeba było przejść, aby dostać się do szklarni położonej niedaleko gabinetu profesora zielarstwa. Do tej cieplarni wstęp mieli tylko nieliczni. Ci, których wiedza z zielarstwa wykraczała znacznie ponad program. Ian zdecydowanie należał do tych uczniów, jednak rzadko kiedy o tym rozmawiał. W cieplarni numer trzynaście wybrani uczniowie mogli poznawać te rośliny o których normalnie nie uczono lub próbować wyhodować własne gatunki.
    - Tylko nikomu nie możesz mówić, że tu byłaś - powiedział lekko się uśmiechając. Kiedy weszli już do środka w pomieszczeniu było bardzo wilgotno. Dookoła nich znajdowały się korytka i donice pełne najróżniejszych roślin. Chłopak lekko ścisnął dłoń dziewczyny - niczego nie dotykaj, nie gwarantuję, że wszystko co się tutaj znajduje jest bezpieczne - uśmiechnął się i ruszył w najbardziej oświetlony róg pomieszczenia, gdzie znajdowało się korytko z jego nazwiskiem. A w nim rosła mała roślinka o pięknym kwiecie lili. Już gdy się zbliżali było czuć piękną kwiatową woń, która wydobywała się właśnie z tej rośliny. Na pierwszy rzut oka nie było w niej nic niezwykłego. Jednak, kiedy roślina się zorientowała, że stoją przed nią ludzie zaczęła się delikatnie kołysać jak gdyby tańczyła na wietrze, przez co zapach był bardzo intensywny i mocno wyczuwalny.
    - Piękna co? - zapytał z wyczuwalną dumą w głowie, w końcu sam ją wyhodował - tylko jej nie dotykaj, nie jest bezpieczna - zaznaczył, zerkając na twarz blondynki.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *dumą w głosie, w głosie. Chociaż pewnie w głowie też ją miał. Ale Elody słyszeć mogła ją w głosie. Co by wątpliwości nie było ;)

      Usuń
  167. Jihoon patrzył z powagą, jak dziewczyna stara się ze wszystkich sił, by nie powiedzieć całej prawdy, która przez działanie eliksiru wręcz cisnęła jej się na usta, i zagryzał mocno wargi. Starał się jak mógł, żeby nie wybuchnąć śmiechem, bo to mogło ją speszyć kompletnie, dlatego też po skończonym wywodzie nie odzywał się jeszcze przez moment, co Elody z pewnością odebrała jako niezręczną ciszę. Kiedy blondynka wstała i oparła się o balustradę balkonu, przez moment pomyślał nawet, że sobie pójdzie – nie zaskoczyła go jednak, przerzucając piłeczkę z powrotem w jego stronę, jak to robiła zawsze już od tylu lat.
    Chłopak upił potężnego łyka whisky, zastanawiając się w głowie, jak ułożyć odpowiedź, lecz ledwo odstawił butelkę, a potok słów wypłynął z jego ust, zanim mógł nad nim zapanować. Ahn lubił tę grę, bo w jej trakcie zawsze wychodziły na wierzch wszystkie skrywane tajemnice, a ludzie byli zbyt dumni, by tak po prostu przestać.
    - Myślę, że jesteś trochę trzpiotowatą dziewczyną, która w gruncie rzeczy mnie nienawidzi, ale przyzwyczaiła się do mojego towarzystwa na tyle, by mogło jej się wydawać, iż jest inaczej. Sądzę, że jesteś nisko urodzoną Gryfonką, która robi dobrą minę do złej gry i że czujesz się nieswojo w moim towarzystwie, ale mimo wszystko chcesz ze mną siedzieć. Nie mogę cię rozgryźć kompletnie. Wiem, że jednocześnie, gdy mijam cię na korytarzu, mam ochotę rzucić w ciebie zaklęciem i zaprosić na kawę do jakiegoś miejsca w Hogsmeade. Pewnie i mógłbym to zrobić, ale w głębi duszy mam wrażenie, że mnie zwyczajnie nie lubisz, co już mówiłem – przerwał, by odetchnąć i napić się łyka alkoholu, ale już sekundę później poczuł, że musi kontynuować – Jesteś ładna, z wyglądu mi się podobasz. Masz nawyk oblizywania ust, kiedy się denerwujesz, a jak się uśmiechasz, to robią ci się takie małe dołeczki w policzkach, co jest w sumie całkiem słodkie. Hm, co jeszcze?
    W trakcie swojego wywodu, chłopak wstał, by oprzeć się obok Elody i móc spoglądać jej prosto w oczy – to był taki jego nawyk, w trakcie rozmowy rzadko przerywał kontakt wzrokowy, bo to najbardziej działało na odbiorców. Mógł w ten sposób nimi manipulować, ale też odgadywać ich prawdziwe uczucia. Wiedział, że działał na dziewczynę tak samo, jak na innych ludzi, którzy peszyli się, kiedy z nimi rozmawiał, aczkolwiek nic ponadto, nie miał pojęcia o jakichkolwiek uczuciach z jej strony.
    - Lubię zapach twoich włosów, choć to trochę dziwne. I naprawdę, szczerze, nie mogę cię rozgryźć. Co do mnie czujesz, Harrison? – zapytał, lustrując ją wzrokiem. Wbił spojrzenie w jej zielone oczy, czekając na odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  168. - Już ci powiedziałem, że byłem zwyczajnie ciekawy – powiedział, podnosząc butelkę whisky z balkonu i upił naprawę dużego łyka, a potem kolejnego i kolejnego. Miał świadomość, że następnego dnia będzie mieć potężnego kaca, ale minęło naprawdę dużo czasu, odkąd ostatnio pił, poza tym wcześniejsza wypowiedź wstrząsnęła nim nieco mocniej.
    Nie pokazywał tego po sobie zupełnie, natomiast wciąż myślał o pierwszym pytaniu Elody. Nigdy w życiu nie przeszkadzała mu wizja jego własnej przyszłości, ani razu nie spojrzał na nią krytycznie, ani też nie wykazywał jakichkolwiek chęci wybicia się poza schemat, który nałożony był na jego rodzinę. I pierwszy raz od siedemnastu lat poczuł, że ktoś mu zabrał coś naprawdę ważnego, coś, co ma każdy oprócz niego – zupełnie wolną wolę.
    Powodem rozważań była, oczywiście, Harrison, która w tym jego zimnym serduszku złamała pierwsze lody, pokazując takim swoim słodkim zachowaniem, co traci przez powtarzane mu przez lata farmazony. Nie oznaczało to, że Jihoon od razu zrzuci skórę drania, którym w gruncie rzeczy był, będzie kochał mugolaków, zrobi się przemiły dla starszych pań i rozda pieniądze biednym. On sam jeszcze nie wiedział, co dokładnie czuje, w każdym razie gdzieś go tam głębiej w klatce piersiowej coś zmierziło.
    Swoją drogą, Ahn nie używał słowa „szlama”, bo rzadko w ogóle kogokolwiek obrażał. W swoim życiu poznał zresztą tyle ludzi, których krew nie była czysta, że nie robiło to na nim wrażenia. Po prostu, jak już wiele razy było wspomniane, czuł, że jest o nich lepszy. Nie szydził z tego często, natomiast nawet nie wiedząc o tym, dawał wszystkim o tym znać.
    - Do niczego to nie prowadzi – powtórzył po blondynce, zatapiając wzrok w złotym płynie, po czym przysunął butelkę do ust i wziął łyka. Wzdrygnął się delikatnie i oddał whisky dziewczynie, by potem oprzeć się rękami o balustradę i lustrować piękną panoramę hogwarckiej roślinności.
    - Ej, Elody… - mruknął cicho i zaraz zamilknął.
    Zrobiło się poważne – Ahn Jihoon zaczął okazywać ludzkie uczucia.

    [Ło, ale super, dzięki! :) Wszystko jest idealnie, ale mam prośbę – mogłoby zostać Ahn Jihoon? W ogóle strasznie fajne zdjęcie znalazłaś! I jeszcze jedno, może miałabyś ochotę powątkować z Abigail?]

    OdpowiedzUsuń
  169. Dla Jihoona ta noc była miła odmianą. Zazwyczaj to on był świadkiem czyichś kłótni, nieporozumień, spowodowanych od dawna skrywanym uczuciem, które nagle wychodziło na wierzch, zaskakując towarzystwo. Tym razem sam był w centrum takiego zamieszania i wcale mu się to nie podobało - na szczęście, nie był otoczony znajomymi, lubującymi się w takich dramatach. W jego głowie huczało od natłoku myśli, nie mógł się skupić się na żadnej z nich, a alkohol, którego w siebie wlał, wcale mu tego zadania nie ułatwiał.
    - Chciałem powiedzieć, że w sumie nie jestem aż takim gnojkiem, za jakiego mnie masz - powiedział, odwracając się w jej kierunku i testując moc swojego spojrzenia jeszcze raz. Jihoon mógł się zachowywać jak najgorszy drań na całym świecie, być zimnym i rozpieszczonym Ślizgonem, którego charakter doprowadzał do szału, ale nie był zły. Nie bawił się ludźmi, nie wykorzystywał ich, ani nie robił im na złość (a przynajmniej nie bardzo czesto). Co prawda, wyżywał się na pierwszoroczniakach, był wredny,czasami kłamał i wywyższał się ponad niebiosa, ale w głębi serca był po prostu siedemnastoletnim chłopakiem, który miał to nieszczęście urodzić się w tak restrykcyjnej rodzinie.
    - Teraz coś lekkiego.
    Nie miał ochoty dłużej dołować się swoją sytuacją, nad którą nie mógł zapanować - nawet jeśli związałby się z kimś, kogo jego rodzice nie zaakceptują, przekonają go solidnie, że to zły pomysł. Inna rzecz, że mógł zwyczajnie ukrywać to przed nimi, przynajmniej do momentu, w którym zatajenie takiego związku nie miałoby sensu. Która jednak dziewczyna byłaby taka głupia, by godzić się na coś takiego?
    - Opowiedz mi coś o sobie. Tak naprawdę wiem o tobie tylko tyle, że masz brata i czasami uda ci się rzucić jakieś niezłe zaklęcie - powiedział. W jego oczach pojawiły się iskierki rozbawienia, a na usta wpłynął szczery uśmiech, taki, o jakim Elody mówiła wcześniej, zupełnie pozbawiony ironii. Prawdę mówiąc, Jihoon lubił towarzystwo Gryfonki nawet za bardzo i zaczynało go to powoli przerażać.

    [To super, Abigail przyda się takaś zakręcona znajoma, z którą się będzie w kłopoty pakować. Może tym razem zaczynamy bez powiązania, od ich pierwszych wspólnych tarapatów? :D]

    OdpowiedzUsuń
  170. Prychnął.
    - Wiem, do czego pijesz. I nie wiem, Elody, nigdy nie byłem zakochany, więc nie mam pojęcia, do czego byłbym zdolny. Pamiętam za to, jak w czwartej klasie podobała mi się dziewczyna połkrwi i moment, w którym rodzice pojechali razem na wakacje do Azji, a mnie zostawili w domu, jako że "nieposłuszeństwa nie będą znosić, gdy mogą odpoczywać". Pamietam, jak moja mama kiwała głową ze zrozumieniem, gdy jakaś znajoma opowiadała, że jej mąż pozbył się ich córki z domu za to, że nie chciała wyjść za swojego najlepszego przyjaciela i była zakochana w kimś innym. Takie rzeczy przysłaniają mi odrobinę trzeźwe spojrzenie na to, co mógłbym zrobić, a czego nie.
    Pytanie dziewczyny było jak kopniak w żołądek, przynajmniej dla Ahn'a, który w tym momencie był w jakimś dziwnym stanie psychicznym - jeśli pojawiłaby się iskra, wybuchnąłby ogień. Nie można powiedzieć, że był smutny, ale coś go w środku bolało, jego klatka piersiową była cięższa z każdym kolejnym oddechem, a następne łyki whisky tylko to potęgowały. Za to z całą pewnością był zły, jego czarne oczy w jednym momencie znów zrobiły się zimne, twarde spojrzenie skupił tylko na twarzy dziewczyny, starając się w jakiś sposób "dojrzeć" jej intencje.
    - Po co o to pytasz? Zupełnie szczerze, dlaczego cię to interesuje?
    Nie powiedział tego dlatego, by ją zdenerwować czy w jakiś sposób podpuścić. Naprawdę zastanawiał się, z jakiego powodu dziewczyna starała się go zdenerwować, bo było dla niego jasne, że tym niewinnym pytaniem chciała go jakoś zmanipulować. Jihoon wiedział, że gra w jakąś dziwna grę, tylko nie bardzo miał pojęcie o zasadach, ilości pionków i o tym, kto rzuca kostką. To był jego największy błąd, za każdym razem na drugiego człowieka patrzył jak na wroga, przeciwnika, którego albo sobie musi zjednać, albo musi go zniszczyć. A gdzieś pomiędzy tym a tym stała sobie Elody, bo chłopak nie miał zielonego pojęcia, kim, do cholery, ona dla niego jest.

    OdpowiedzUsuń
  171. [Wlasnie usunelam sobie przez godzine pisany na telefonie, cholernie dlugi komentarz i cholera mnie strzelila po prostu, wiec ja juz jutro odpisze raczej :/ ]

    OdpowiedzUsuń
  172. (hej, hej :) bardzo sympatyczna pani. Jest może chęć na wątek? Dobrze się składa, że wolisz układać relacje, bo ja wolę zaczynać :)

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  173. - Wiesz, w tej cieplarni po prostu eksperymentujemy... Uczymy się tego, czego nie ma w książkach dla uczniów - powiedział lekko wzruszając ramionami. Czuł ogromną dumę ze swojego małego dzieła. I pomimo tego, że kwiat jeszcze nie był idealny i tak był dla Ajruna najpiękniejszą rzeczą na świecie. Jego małą radością, szczęściem które będzie dalej udoskonalał - jesteś pierwszą osobą spoza tej małej grupy, która go widzi. Możesz czuć się wyróżniona - dodał po chwili lekko się uśmiechając.
    - Pracuję wciąż nad jej oswojeniem. Jest strasznie dzika - mruknął i aby zademonstrować dziewczynie o co dokładnie chodzi, puścił na chwilę jej rękę i założył na dłoń grubą, skórzaną rękawice po czym wysunął wskazujący palec i delikatnie pogłaskał najbliższy liść. W momencie, w którym roślina poczuła na sobie nieznany obiekt momentalnie liście zaczęły wytwarzać mocno odczuwalne ciepło. A po upływie kilkudziesięciu sekund na rękawicy zaczął tlić się ogień - coś schrzaniłem, ale jeszcze sam nie wiem co - powiedział odsuwając rękę, następnie wtykając palec w ziemię, która znajdowała się w doniczce obok.
    - A Ty co lubisz? Co pochłania Twój wolny czas poza fotografią, hm? - zapytał zerkając na blondynkę. Dobrze wiedział, że w tej szkole po prostu nie da się nie mieć jakiegoś ulubionego przedmiotu. Każdy, dosłownie każdy był w stanie znaleźć coś idealnego dla siebie. Coś co po prostu się kocha. A żadna minuta poświęcona temu nie jest czasem straconym.
    Może i nie chciał pokazywać jej swojego całego, prawdziwego życia, jednak wiedział, że nie może być całkiem zamknięty. Musi podzielić się pewną częścią, aby uwierzyła w niego i w jego dobre intencje. Z jednej strony musiał ciągle brnąć w kłamstwa, udawać kogoś kim tak naprawdę nie jest. Chociaż szczerze powiedziawszy sam Ajrun już dawno zapomniał kim jest. Każde, kolejne kłamstwo wypowiedziane przez jego usta odsuwało go od prawdy. Każdy fałszywy gest. Starał się pamiętać wszystkie swoje kłamstwa, ale przecież zawsze przychodzi taki dzień, kiedy prawda wychodzi na wierzch.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  174. - Jesteś, kurwa, pojebana - warknęła na nią Runa. Była przyzwyczajona do tego, że ludzie nie uznawali jej za godnego sobie przeciwnika, a jednak na jej usta wypływał pełen satysfakcji uśmiech, kiedy to nachylała się nad pokonanym, szepcząc mu do ucha ironiczne słowa uznania.
    Dziewczyna jednak naprawdę ją zdenerwowała; po pierwsze, Runa nienawidziła być dotykana. Każda próba, choćby położenia jej ręki na ramieniu, kończyła się tym, że dziewczyną wstrząsały dreszcze strachu i obrzydzenia, a winny zostawał obrzucony lodowatym spojrzeniem. Po drugie, niemal równie mocno nie znosiła bycia niedocenianą i nieważne, że spotykała się z tym na każdym kroku. "Malutka, słabiutka" dziewczynka, która jednym dobrym ruchem potrafiła powalić na ziemię znacznie większego faceta, o ile umożliwiała jej to sytuacja. Bo czasem... Runa otrząsnęła się z nieprzyjemnych wspomnień, kontynuując uwydatnianie tego, co jej przeciwniczka zrobiła źle.
    Po trzecie, nie mogła ścierpieć bycia kompromitowaną na tle tych przygłupów. Po prostu nie mogła.
    Ślizgońska mściwość zaczęła się dawać Runie we znaki. Dłonie ją swędziały i miała największą ochotę wsadzić Gryfonce twarz w eliksir. Co w sumie nie byłoby takim złym pomysłem... jak się nad tym głębiej zastanowić. Wolała jednak pozostać niezauważona, bez świadków, a na lekcji nie pomagał jej fakt, iż potrafiłaby zrobić to tak szybkim ruchem, iż nikt by nie zdążył mrugnąć. Klasa była pełna ludzi, a ona, niestety, słynęła z niepokornych zachowań.
    No i siedziała obok tej denerwującej panny.
    Salander zaczęła układać w głowie plan zemsty.
    - Okej - zgodziła się spokojnie w stronę dziewczyny. - Nie musisz przychodzić.
    Po czym lekko popchnęła kociołek z jej eliksirem, zalewając notatki Gryfonki i uśmiechnęła się pod nosem.
    - Och, strasznie cię przepraszam - dodała ugrzecznionym tonem, idealnie naśladując prawdziwy żal z powodu całego zajścia. - Mam nadzieję, że nie były szczególnie cenne? - dodała, robiąc pokazowo smutną minę, kiedy nauczyciel przechodził obok. Potem jednak znacząco uniosła brwi.

    Runa.

    OdpowiedzUsuń
  175. [To może trochę mieszajmy Twoje pomysły, co? :) Niech się znają z tego, że właśnie Kai kumpluje się z Mattem i Elody będzie chciała coś zrobić z tym jego brakiem szczęścia i kumplująca się z Elody dziewczyna będzie właśnie zazdrosna i to może skończyć się końcem przyjaźni jak pisałaś :) Nie pozostaje mi nic innego jak rozpocząć :D]

    Niedziela była chyba jedynym dniem w którym uczniowie nie chodzili po korytarzach w pośpiechu z górą książek, rozprawiając ile to oni nie mają zadane albo w nerwach przypominając innym lekkoduchom o nadchodzących egzaminach. Niektórzy twierdzą, że sobota jest również takim dniem, ale moim zdaniem niedziela wpasowywała się w ten opis idealnie. Nawet biblioteka była niemalże pusta. Pozostali tam jedynie największe kujony świata i osoby chcące mieć po prostu święty spokój. Czasami tam przesiadywałem, nie wstydzę się tego, ale czasami również robię coś o czym nikt nie wie. Zaszywam się w jakiejś pustej sali, na ogół nie uczęszczanej i trenuję zaklęcie Patronusa, moją największą zmorę. Gdy ktoś o to pyta, mówię, że to głupie, bezużyteczne zaklęcie. Zwykły wymysł. I tak twierdzę, ale czasami, tylko czasami, serio, bardzo rzadko myślę, że może coś jest ze mną nie tak. Nie znam drugiej osoby, która by na szóstym roku nie potrafiła wyczarować Patronusa. Dzisiaj również wybrałem się na kolejną już z kolei próbę, bezowocną oczywiście. Skoro taki jestem pewny, że nie umiem wyczarować tego durnego Patronusa, dlaczego w takim razie zawsze czuję rozczarowanie?
    Po jakiejś godzinie oszukiwania się, że coś z tego wyjdzie poddałem się i postanowiłem odwiedzić Hogsmeade by pocieszyć się jakoś przy piwie kremowym. A może spotkam po drodze Iana albo Matta? Można stwierdzić, że to moi jedyni przyjaciele. I dobrze. Jestem zdania, że nie ważna jest ilość, a jakość. Gdy wyszedłem z sali omal nie wpadłem na kogoś. Była to Elody Harrison, siostra Matta. Nie znałem jej za bardzo. Właściwie nigdy nie gadaliśmy nawet. Może dlatego, że była Gryfonką, a w tym domu nie cieszę się szczególnie dobrą sławą.
    -Cześć.- mruknąłem, zastanawiając się czy widziała co tam robiłem, po czym schowałem różdżkę do kieszeni i skierowałem się już w przeciwnym kierunku.

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  176. "Jeśli pojawiłaby się iskra, wybuchnąłby ogień." Jihoon nie był w stanie powiedzieć, kiedy ten dziwny ból w klatce piersiowej ustąpił miejsca przyjemnemu ciepłu, które zaraz rozeszło się po całym jego ciele. Zaskoczenie wymalowało się automatycznie na jego twarzy, nawet nie przez słowa dziewczyny, tylko właśnie przez to, co działo się z nim w środku. Bowiem Ahn w życiu nie usłyszał od nikogo tak szczerego wyznania o tym, że komuś na nim zależy, nawet podczas gry w to głupie i denerwujące "sto pytań". I kiedy Elody stała tuż przy wyjściu z balkonu, spojrzał na nią jakoś tak inaczej - na twarzy dalej nie miał uśmiechu, natomiast jego wzrok był ciepły, miły, jakiś taki... Inny.
    - Tak, myślę, że powinniśmy - powiedział, kiwając głową. Nie próbował jej w żaden sposób zatrzymać. Owszem, mógł pobiec za nią, mógł krzyknąć by z nim tam została lub zrobić cokolwiek, ale ludzie nie zmieniają się tak szybko. Duma trzymała go w miejscu, a zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że jeśli raz się złamie, to potem będzie w sobie tylko rozwijał tę słabość. Nie miał też żadnego prawa, by to zrobić, jakkolwiek głupio to nie brzmi. Ahn Jihoon jest zbyt honorowy, by za kimś biec. Ahn Jihoon nie może pokazać, że na kimś mu zależy. Ahn Jihoon jest kretynem.

    ***

    Dalszy wieczór jawił mu się w głowie, jak splot różnorakich barw, krzyków i jakiejś dziwnej mazy wspomnień, których przypominanie sprawiało niemal fizyczny ból. Pamiętał, że opróżnił butelkę ognistej, a potem wpadł na pomysł, by sprawdzić, czy Elody jest jeszcze w sali transmutacji. Próbował więc wyjść z balkonu. Idąc po schodach, potknął się o własną nogawkę, zachwiał na krótką chwilę, a potem runął na kamienne stopnie, rozwalając druga butelkę whisky. Jego prawa ręką była w rozsypce, toteż zdjął z siebie koszulę i owinął dłoń jak najciaśniej, by powstrzymać krwawienie. Musiał się naprawdę postarać, by przejść do sypialni zupełnie niezauważonym, ale chyba spożytkował na to resztki swojej energii, bo było to również jego ostatnim wspomnieniem. Obudził się następnego dnia rano w swoim łóżku, już spóźniony na Koło Eliksirów, po czym pobiegł prosto do łazienki, by pozbyć się resztek zawartości swojego żołądka.
    Elody zobaczył dopiero kilka godzin później, bo zajęty był lataniem z klasy do klasy na zajęcia dodatkowe. Opierał się o kamienną ścianę zamku przy wyjściu na błonia, czytając Proroka Codziennego i przeklinająć w duchu jakiegoś polityka, swoją droga, wroga jego ojca. Zobaczył blondynkę, która zajęta była żywą rozmową z jakąś rudą Puchonką z siódmej klasy (od aut. Ha! ;P) i zmierzała w jego kierunku. Zapewne by go minęła i nie zauważyła, gdyby nie odezwał się już do jej pleców.
    - W jaką grę zagramy następnym razem, Harrison?
    Uniósł brwi i uśmiechnął się ironicznie, lewą ręką (prawa była jeszcze zabandazowana, specjalnie jej nie uleczył) przeczesując wlosy. Wyglądał zupełnie normalnie, tak jak zwykle, nie było widać na jego twarzy żadnych oznak kaca. Jego cera była porcelanowa, nadal bez skazy, włosy dobrze ułożone, choć nieco roztrzepane, pachniał przyjemnie, ale inaczej na nią patrzył. Coś w tym jego spojrzeniu się różniło, coś, nad czym jeszcze nie potrafił zapanować. Na pewno chciał to w sobie zdusić, aczkolwiek czy to mu zabraniało odezwać się do Elody?
    Nawet jeśli by tak było, i tak by się odezwał.

    OdpowiedzUsuń
  177. [Tak! I nie potrafiłam tego odtworzyć za nic, komentarz wyszedł o połowę krótszy :( Podoba mi się pomysł z Abigail, poznanie się u woźnego jest świetnym pomysłem, ale tym razem przerzucam to zadanie na Ciebie - zacznij! :D]

    Tak, jak niewinna odzywka Jihoona zabolała Elody do żywego, tak chamski tekst dziewczyny niemal zapiekł go od środka. Spoglądał na nią z góry, lekko zaskoczony, choć zaraz wezbrała w nim wściekłość. Sama go zostawiła poprzedniego dnia, nie wygonił jej, ani też nie zmusił do tego, żeby nie wracała na imprezę - ze swojej strony uważał, że postąpił fair, dając jej wybór. Nie musiała też grać z nim w tę grę, otwierać się przez nim i być teraz na niego taka wściekła. Nie widział żadnego zła w tym, co zrobił, jak zresztą zwykle, bo był tak zapatrzony w siebie, że nie był w stanie postawić się w czyjejś sytuacji. Niczym bestia z bajki, tylko osadzona w dwudziestym pierwszym wieku, zamek jednak i jego książęce zachowanie się zgadzało.
    - Proszę bardzo, Elody, strzelaj - powiedział powoli, tego ton bił chłodem. Jego spojrzenie natomiast się nie zmieniło, z twarzy tylko zniknął uśmiech. Spod niemal czarnych tęczówek spozierało na nią połączenie tęsknoty i jakiegoś takiego dziwnego uczucia, którego jak na razie nie mógł zdefiniować. Słowa dziewczyny na początku go rozwścieczyły, na jeden moment zapłonął gniewem, lecz teraz cały zesztywniał, uzyskawszy tego solidnego kopa gdzieś w klatkę piersiową.
    Testował ją. Jeżeli teraz by go zupełnie odtrąciła, dałby sobie spokój. Jihoon uwielbiał walczyć o to, co mu się należało, ale nigdy o rzeczy, które jawnie stawiały przed nim jakiekolwiek granice. Miał tę cholerną dumę. Mógłby za nią latać, udając, że ma to gdzieś, ale nie w momencie, gdy ta go jawnie odtrąca - robił tak zresztą już kilka lat, zaczepiając ją w Hogwarcie, choć oboje wtedy żywili do siebie negatywne uczucia (a przynajmniej mu się tak wydawało).
    Co do jej wyjawionego uczucia, imponowało mu to. Imponowała mu zaciekłość, z jaką przez cały czas dziewczyna go delikatnie od siebie odsuwała, nie dając mu nawet szansy na domysły. Była bystra, a on głupi, że nie połapał się, o co w tym wszystkim chodzi. Czuł się nawet w jakiś sposób wykorzystany, bo czy przez te tyle lat, kiedy ona pielęgnowała w nim nienawiść, nie dawała sobie mimowolnie szans na zbliżenie? W każdym razie, w jego głowie panował taki mętlik, że nawet się nad tym nie zastanawiał. Nie wiedział, co to konkretnie znaczy, ale nie chciał końca niczego.

    OdpowiedzUsuń
  178. [Ja na wątek zawsze jestem chętna, zwłaszcza że do tej pory jakoś mi tutaj nie szło, ale chyba się to w końcu zaczyna powoli zmieniać. Tak czy siak, myślenie mi teraz trochę opornie idzie, z reguły wolę zaczynać, więc...]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  179. [Nie lubię takich stricte negatywnych relacji, bo na tym nie da się długo zajechać. Z drugiej strony, wydaje mi się, że Elody jest osobą, którą Vinga niekoniecznie by polubiła. Więc sama nie wiem... :)]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  180. - Znam to... - powiedział po chwili pół szeptem. Nie był pewien dlaczego akurat ta bajka się właśnie w tym momencie skojarzyła gryfonce. Owszem jego kwiat i ten z bajki były równie piękne, ale czy uważała go za bestię? Czy chciała mu coś w ten sposób powiedzieć? Zmarszczył lekko brwi. W sumie, gdyby się nad tym zastanowić miał kilka wspólnych cech potwora z bajki. Z drugiej strony opowieść kończy się szczęśliwym zakończeniem. Czy Elody zostanie Bellą Ajruna?
    Westchnął cicho, zostawiajac swoje przemyślenia tylko dla siebie. Jednak pomimo dalszej rozmowy jego myśli krążyły tylko wokół jednego...
    - Kto wie... Może to nie tylko bajka, a prawdziwa historia? - w sumie, nie zdziwiłby się jakoś szczególnie. Poznajac świat magii człowiek uczy się tego, że już nic nie jest w stanie go zaskoczyć. Na każdym kroku dzieją się niezwykłe rzeczy.
    Nie mógł sobie przypomnieć widoku blondynki z gitarą. Jedynie starszego z rodzeństwa Harrisonów widywał z gitarą. I to nie jeden raz, w dodatku zawsze później nie kończyło się to szczęśliwie.
    - Rozumiem, że to Twój sposób na zarobek i randki? - spojrzał na nią z lekkim uśmiechem na ustach - tylko nie bierz przykładu z brata. Chociaż chłopacy chyba, nie reagują na gitarę jak dziewczyny, hm... - niby zapytał, chociaż bardziej stwierdził. Można by powiedzieć, że powiedział to nawet bardziej do siebie aniżeli do stojącej przed nim dziewczyny. Na jej kolejne słowa tylko się uśmiechnął i skinął lekko głową. Patrząc jak gryfonka odchodzi.
    Pamiętając, że dziewczyna nie przepada za papierosami skorzystał z okazji i postanowił zapalić. Usiadł na murku i zaciągnął się mocno. Nikotyna była jego jedyną, szczerą miłością. Chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest to platoniczne uczucie. Jej zależało tylko na zatruciu jego organizmu. Uśmiechał się tylko lekko na tę myśl i ponownie mocno się zaciągnął, zatrzymując w płucach dym, a następnie wypuścił go lekko przez nos. Zakręciło mu się lekko w głowie, jednak nie miał zamiaru zgasić fajki. I nie przejmował się tym, że siedzi na dziedzińcu w samych spodniach, z papierosem pomiędzy wargami.
    Przyszedł w umówione miejsce, o umówionym czasie. Ubrany w świeże, czarne spodnie i kolejną, czarną bluzę. I chociaż starał się wybrać te najmniej prześmierdnięte było to po prostu nierealne. Wszystkie jego ubrania śmierdziały tak samo papierosami.
    Uśmiechnął się lekko czując na swoim policzku jej różane usta. I obserwował. Przyglądał się uważnie działaniom dziewczyny. Co prawda nie był najgorszy z zaklęć, jednak nie był też z nich najlepszy. Wstyd się przyznać, ale nie potrafił jeszcze wyczarować pełnego patronusa. Owszem zaklęcie znał, jednak jego szczęśliwe wspomnienia musiały być po prostu za słabe. Pojawiała się jedynie srebrzysta mgła, bezkształtna.
    - Świetne - powiedział z uśmiechem na twarzy. W jego oczach było widać zachwyt. Kiedy zobaczył swoją liściastą postać po prostu go zamurowało. Nie miał pojęciach o takich zaklęciach.
    - Nie są śmieszne, są naprawdę fajne. No i widowiskowe - zauważył z uśmiechem na twarzy - będziesz musiała mnie nauczyć tych bajerów - dodał po chwili ciszy.
    Spojrzał na dziewczynę i wyciągnął swoją różdżkę z kieszeni spodni.
    - Słyszałaś o ucieczce z azkabanu? - zagadnął, chociaż był oto głupie. Na pewno słyszała. Wszyscy o tym słyszeli. Chwilowo był to chyba najgorętszy temat w Hogwarcie. A jednak, Ajrun zawsze musiał palnąć coś głupiego. Całkowicie nie związanego z sytuacją.

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  181. [Ej, stara, nie mogę teraz odpisać, ale chciałabym przedyskutować potem ten "związek", który się pojawił pomiędzy Jihoonem a Elody, tylko niebardzo wiem przec co. Znajdź mnie na fejsie, jeśli masz (a pewnie masz), pod Kuźniak Adrianna (bardzo żołte ??? zdjęcie :D]

    OdpowiedzUsuń
  182. [W sensie, że Elody jest nieszkodliwą istotka czy Vinga? Bo Vinga na pewno nie, choć tak właśnie wygląda, tyle tylko że jest diabłem o twarzy aniołka :D
    Masz rację, przy meczu byłoby wtargnięcie na terytorium i ktoś byłby bardzo zły. Szlaban już jakiś mam, na Ślizgonów nie mam pomysłu (podejrzewam, że V. jeszcze by im pomogła, gdyby kogoś dręczyli :D), a Iana w nic nie wplątujmy, bo wyjdzie wojna. Zastanawiam się tylko jeszcze nad użyciem Mathiew, bo chociaż plan był inny, to na razie wygląda to tak, że on coś próbuje, a Vinga go traktuje jak kretyna, to może rzeczywiście by się pożalił, że mu nie idzie :D]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  183. Sam nie wiedział dlaczego akurat o to zapytał. Przecież mógł, albo wręcz powinien postarać się o przyjemniejszy temat. O coś, co jedynie poprawi posępne nastroje a nie je spowoduje. Zmarszczył lekko brwi. Nie robiło mu różnicy to, czy ktoś jest czystej albo brudnej krwi. On sam był pół na pół, co ewidentnie skreślało jego czystokrwistość.
    Nie był zadowolony z ich ucieczki, można rzec, że nawet trochę się obawiał. Nigdy nie wiadomo jak to wszystko może się potoczyć. Co takiego może się wydarzyć, co przyniesie jutrzejszy dzień.
    - Tak tylko... - powiedział, posyłając jej lekki uśmiech. Objął ją ramieniem i lekko przyciągnął do siebie, sunąc dłonią po jej boku - wiesz, gdy będziemy przy sobie, zawsze wszystko będzie dobrze. Ty znasz zaklęcia więc nas obronisz, a ja będę na nich napuszczał moje hybrydy - zażąrtował dla rozluśnienia atmosfery, chociaż nie był pewien czy robi to w odpowiedni sposób. Z drugiej strony, czy czymkolwiek ryzykował? Raczej nie bardzo.
    Oh gdyby Elody wiedziała czego od niej chce Ajrun pewnie już dawno oberwałby jakimś nieciekawym zaklęciem. Aż mu kąciki ust lekko zadrżały na tę myśl.
    - Dlaczego opowidziałaś historię o besti i Belli? - zapytał zaciekawiony. Ciągle po głowie chodziły mu myśli, że dziewczyna uważa go za potwora.


    Ajrun

    OdpowiedzUsuń