14 lipca 2015

Just tell me it will be okay, and it will be

Hufflepuff | VI rok | mugolak | patronus - sarna | bogin - ciemny las
jedenastocalowa różdżka z orzecha włoskiego, z włosiem jednorożca

Uwielbiam kręcić się w kółko tak długo, aż nogi zaczynają mi się plątać, przez co upadam na ziemię, wybuchając głośnym śmiechem. Leżę na trawie, wyciągając ręce pionowo do góry i  uważnie oglądam swoje dłonie, których drżenia nigdy nie potrafię opanować. Oddycham jak najciszej mogę, wsłuchując się w niespokojny rytm bicia własnego serca. Śpiewam sobie cicho piosenki i udaję, że jestem najodważniejsza na świecie i niczego się nie boję.
Przypominam sobie czasy, kiedy byłam mała i budowałam szałasy z gałęzi znalezionych w lesie, taplałam się w kałużach i wspinałam po drzewach, doprowadzając do opłakanego stanu nawet (a raczej – szczególnie) najlepsze niedzielne sukienki. Zastanawiam się, kiedy to wszystko minęło, starając się poukładać w głowie wciąż napływające, stare wspomnienia.
Przewracam się na brzuch, splatam dłonie pod brodą i wesoło wymachuję nogami. Przyglądam się pracy mrówek, pomagając im co jakiś czas w przeniesieniu co cięższych fragmentów patyków czy liści. Na mej twarzy pojawia się delikatny uśmiech, a ja czuję, że w tej chwili mogłabym osiągnąć wszystko.
Sama siebie doprowadzam do rozpaczy kiedy po raz kolejny zauważam, że wciąż nie przestałam być dzieckiem.


[Mam nadzieję, że mój koszmarny, słomiany zapał i beznadziejne niezdecydowanie mimo wszystko pozwolą mi pocieszyć się tą postacią (i blogiem) choć trochę. Boże, jak dawno nie było mnie na żadnym grupowcu! Liczę na ciekawe wątki i z góry przepraszam za moją wyobraźnię, która ostatnio jest w fatalnej kondycji.
Ah, no i kolejna rzecz, która wyszła w praniu - wątki lubię długie, mogą być skomplikowane. Podczas ustalania zarysu wątku pamiętajmy jednak, że ma być on jedynie zarysem, nie planem wydarzeń. To tyle ode mnie. Buziaki!]

40 komentarzy:

  1. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ A jak dla mnie ona jest urocza. Prawidłowo, przyda nam się tu trochę ciepła <3
    Witamy! ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jaka ona radosna i wesoła - nie dogadałyby się z Emmą. Życzę wielu wątków i ogromu weny, żeby ten słomiany zapał poszedł wek.]

    Carter

    OdpowiedzUsuń
  4. [jaka ona jest kochana. *-* dzień dobry!]

    Anastasia.

    OdpowiedzUsuń
  5. [jaka przyjemna pani, i jakie ma ładne oczy! bardzo podoba mi się również imię, często nadawałam takie swoim postaciom, kiedyś. :> jeśli masz ochotę, to chodź do którejś z moich panienek po wątek. :)]

    Lily Potter & Andromeda Longbottom

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Hej ho, potrzeba Wam kogoś do powiązań? Taki jasny promyk jest bardzo mile widziany wśród tych wszystkich smutnych postaci wokół Sandersa. ]
    Caleb S.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oh, fajna ci ona! Dogadałaby się z Micaiah :D No i ładne z niej dziewczę, lubię tę pannę na zdjęciu, tylko ni cholery nie pamiętam jak się nazywa :) W każdym razie, cześć! I zapraszam na wątek jeśli jest chęć.]

    Micaiah

    OdpowiedzUsuń
  8. [skoro April nie przestała być dzieckiem, to może zrobią coś dziecinnego? :3]

    Lily Potter.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witam na blogu. Zdecydowanie za mało tutaj takich pozytywnych postaci, więc jeśli masz jakieś pomysły na wątek czy powiązanie, to zapraszam pod kartę.]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  10. [możesz zacząć, jeśli to nie problem. lubię luźne początki. :)]

    Lily Potter.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ah, no właśnie, Amelka! Dzięki :D
    A co do wątku, może by tak rodzinka? Micaiah ma w swojej rodzinie kilku mugoli i mugolaków, więc April mogłaby być jakąś jego kuzynką, którą dostał za zadanie pilnować. A że bardzo ją lubi, bardzo chętnie to robi i łazi za nią czasami krok w krok i upewnia się, że nie robi nic głupiego ;)]

    Micaiah

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Witam :) Urocza postać. Tak pomyślałam, że mogą się dogadać z Elody. Chętna na wątek? :) ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Dziękuję za miłe słowo. Nie lada lolitę stworzyłaś <3 ]

    Lorcan

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Może... April uczyłaby Sandersa wyczarowywać patronusa w Pokoju Życzeń, trochę by się zagalopowali z tymi zajęciami pozalekcyjnymi i skończyli je zdecydowanie za późno, co poskutkowałoby jakąś nocną przygodą? Na razie tylko tyle jestem w stanie z siebie wykrzesać. : / ]
    Sanders

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Podoba mi się. Chatka gajowego/zakazany las i krzyki Elody na widok jakiegokolwiek pokracznego stwora. Kupuję to! Skoro wymyśliłaś relację wypadałoby, żebym odwdzięczyła się zaczęciem wątku. To wkrótce się za to zabiorę, spodziewaj się mnie :D ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  16. [Znać mogliby się chociażby z lekcji, a co dalej - nie jestem pewien. Noah mógł też kiedyś uratować April przed upadkiem z drzewa, co sprawiło, że teraz o sobie pamiętają. Tak myślę, że moglibyśmy zahaczyć o jakieś eksperymenty Noaha z eliksirami. Na przykład, właśnie pracowałby nad przedłużeniem działania eliksiru wielosokowego, a że jakimś trafem April znalazłaby się w pobliżu, poprosiłby ją o pomoc. Dziewczyna wypiłaby miksturę, przez co zmieniłaby się w Noaha. Po godzinie okazałoby się, że Norton faktycznie poczynił jakieś postępy, bo April nie wróciłaby jeszcze do swojej naturalnej postaci. Wtedy przypomniałoby się jej, że umówiła się dziś ze swoją koleżanką, ale Noah nie pozwoliłby jej iść w tej formie, bo gdyby któryś z nauczycieli zorientował się, że jest dwóch Noahów, wyszłoby na jaw, że eksperymentuje bez ich zgody. Za pomocą eliksiru zmieniłby się więc w April i poszliby na to spotkanie razem, by być tam do czasu, w którym się odmienią. Koleżanka mogłaby się pytać, kim jest Noah i snuć jakieś domysły, oboje mogliby się mylić w odpowiadaniu i ogólnie byłoby dość zabawnie. Co sądzisz o takim pomyśle? <;]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  17. [napisałaś "lipcowych", a w lipcu nikt nie przebywa w szkole. :D ale to nic istotnego, tylko taka mała uwaga. :)]

    Lily wyszła z dormitorium, wybierając się na małą przechadzkę, najlepiej chłodnymi korytarzami Zamku. Całodniowy upał bardzo ją zmęczył, czego dziewczynka nienawidziła; nie tylko samego zmęczenia, lecz również faktu, że wszyscy chodzili spoceni i śmierdzący. Nie mogła znieść budzenia się w rozgrzanym, gorącym łóżku. Pokręciła głową z niechęcią. Na szczęście wieczory były przyjemnie chłodne, temperatura znacznie spała, i Lily widziała w tym szansę.
    Wreszcie spacer, pomyślała, rozkoszujac się powiewem wiatru, przebiegającym przez długaśny korytarz. Lily, zachwycona, pozdrowiła kilka portretów, które odpowiedziały uprzejmym skinięciem i poszła w swoją stronę.
    Tak naprawdę nie miała pojęcia dokąd zmierza, chciała się tylko trochę ruszyć z dusznego Pokoju Wspólnego i jeszcze duszniejszego dormitorium. Było jej wszystko jedno, dokąd pójdzie, byleby pozostać w tych miejscach, gdzie temperatura nie zmusza człowieka do roztopienia się niczym lody.
    Lily, skręcając, zamarła na widok jakiejś dziewczyny, starszej od niej, która usiłowała zdjąć głowę zbroi. Dziewczynka bywała świadkiem, jak chłopcy podkradali elementy, by potem szpanować przed równie głupimi jak oni kolegami. Nigdy jednak nie widziała, by ktoś próbował ukraść GŁOWĘ! Szybko podeszła do dziewczyny.
    - Odkręcasz głowę? To ja wezmę rękę! - stwierdziła, podekscytowana i zabrała się do rzeczy.

    Lily P.

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Caleb był w Pokoju Życzeń, dlatego uważam, że akurat z tym nie byłoby problemu, ale może faktycznie byłoby łatwiej w Izbie Pamięci czy zbrojowni... byle tylko nie narobić hałasu :> ]
    C. Sanders

    OdpowiedzUsuń
  19. Sanders od ponad roku próbował nauczyć się trudnej sztuki wyczarowywania patronusa. Na początku nie udawało mu się wypuścić z różdżki nawet strzępka białej mgiełki, jednak z czasem szło mu coraz lepiej. Zaczął skupiać się na nowych szczęśliwych wspomnieniach, dlatego też i poświata stawała się coraz silniejsza. W końcu dobrnął do świetlistej tarczy, której być może dementor by się zlękł, jednak na pewno nie uciekł, przerażony. Co najwyżej Caleb wziąłby szybko nogi za pas.
    Odkąd dowiedział się, że ta pogodna Puchonka o imieniu April, którą często spotykał biegającą po błoniach podczas swojego odpoczynku na rozgrzanej trawie, potrafi wyczarować kształtnego patronusa, nie wahał się ani chwili. Zwyczajnie zaczepił ją i właściwie jeszcze jako obcą osobę poprosił o pokazanie, jak dokonać cudu zmaterializowania mgiełki. Gdy po raz pierwszy zobaczył piękną, białą sarnę biegnącą po Izbie Pamięci - gdzie co jakiś czas się umawiali na kolejną lekcję - był zachwycony. Postanowił starać się najlepiej, jak mógł, by opanować tak dobrze umiejętność wyczarowywania swojego obrońcy. Liczył na to, że nigdy mu się tenże nie przyda, aczkolwiek przezorny zawsze ubezpieczony, jak to mówi popularne przysłowie.
    W sali zjawił się dziesięć minut przed czasem. Tym razem był dosyć podekscytowany, bo w tajemnicy przed swoją nauczycielką trochę ćwiczył w dormitorium. Nie znalazł jednak na tyle szczęśliwego wspomnienia, by dać radę doprowadzić patronusa do cielesnej postaci. Najbardziej ciekawiło go, jak będzie wyglądał; miał tylko nadzieję, że nie przybierze kształtu jakiegoś niepozornego zwierzęcia. Sanders bardzo chciał, żeby jego strażnik był dostojny i duży, bo przecież to mu się kojarzyło ze skutecznością.
    Przez moment oglądał trofea wygrane w najróżniejszych konkursach, najczęściej oczywiście dotyczących Quidditcha. Niedługo potem znudziło mu się to, więc wyjrzał przez okno na błonia; wcale nie zazdrościł odpoczywającym podczas przerwy poobiedniej uczniom. Koniecznie pragnął opanować zaklęcie Expecto Patronum i nawet jego lenistwo wyjątkowo go nie powstrzymywało.
    W końcu doczekał się przybycia Rhodes. Przewrócił oczami - on, Sanders, nie spóźnił się, natomiast ona, na pewno porządniejsza od swojego ucznia, wpadła zadyszana i w dodatku kwadrans po umówionej godzinie. Skinął głową, dając tym samym znak, iż zrozumiał powód jej niekulturalnego zachowania.
    - Trzy miesiące? - prychnął, z zazdrością obserwując sarnę biegnącą dookoła sali. - Próbuję od roku i wychodzi mi tylko coraz silniejsza mgiełka... może po prostu nie mam na tyle silnego wspomnienia? - zaczął się zastanawiać na głos. April znała już chyba wszystkie calebowe pomysły na szczęśliwe wspomnienia. Nie znała tylko kilku, które obecnie Sanders wykorzystywał do czarowania. I najpewniej nigdy nie pozna! - Powiedz mi jeszcze raz, jak to robisz.
    Przysiadł na jakiejś ławce pozostawionej prawdopodobnie dla delikwenta odbywającego szlaban. Całkiem wygodnie musiało się tutaj czyścić wszystkie puchary...

    [ Nic nie szkodzi. ]

    OdpowiedzUsuń
  20. Noah w pośpiechu pakował składniki, potrzebne do przyrządzenia eliksiru wieloskowego, do maskujących torebek swojego autorstwa. Z zewnątrz nie można było określić, co kryje się w środku, a wyciągnąć ingrediencje z powrotem był w stanie tylko Krukon. Każda inna osoba jedynie brudziła sobie ręce – błotem czy w gorszym przypadku nieprzyjemnie pachnącą substancją – pakując palce tam, gdzie nie powinna. Norton musiał się spieszyć, gdyż z pewnych względów przeniósł dziś rano aparaturę z opuszczonej sali na trzecim piętrze do łazienki Jęczącej Marty, a tutaj nietrudno było o nieproszonego gościa. Skończenie mikstury było jednak na wyciągnięcie ręki, więc chłopak zdecydował się zaryzykować. Nie zależało mu, żeby pić potem szampana, wystarczyłby mu sam fakt, że jego trudy się opłaciły i eliksir będzie działał nieco dłużej niż tę marną godzinę.
    Kiedy skończył, wpakował wszystko do skórzanej torby leżącej na poobijanym gdzieniegdzie parapecie i pochylił się nad kociołkiem. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco, ale tak właśnie miało być. Noah zerknął na zegarek, zmniejszył nieco ogień i westchnąwszy cicho, rozejrzał się dookoła. Marta nie zaszczyciła go jeszcze swoją obecnością, ale Krukon wiedział, że gdyby tak było, nie obeszłoby się bez pytań. Miał przy tym jednak świadomość, że duch dziewczyny nie powie nikomu o całym zajściu, jeśli tylko chłopak zachowa cierpliwość i wszystko jej opowie. Już nie raz przychodził bowiem tutaj, a to, by schować coś w jednej z kabin, a to, by poszukać jakichś wskazówek, które mogłyby go naprowadzić na pewien trop w jego małych śledztwach.
    Nagle rozległo się skrzypnięcie charakterystyczne dla otwierania drzwi. Noah zamarł w bezruchu, przeprowadzając w głowie zimną, acz stosunkowo szybką kalkulację. Już wyciągał różdżkę, by wprowadzić część ratunkowego planu w życie, kiedy usłyszał dziewczęcy głos. Wydawał się znajomy, lecz Noah nie od razu powiązał go z osobą. Rzuciwszy na siebie zaklęcie kameleona, skierował się w stronę przybysza.
    - Ach, to ty, April – rzekł z ulgą, wracając do swojej widzialnej postaci. – Wystraszyłaś mnie. Robię tu coś… niekoniecznie zgodnego z regulaminem, więc gdyby nakrył mnie któryś z nauczycieli, miałbym przechlapane. – Nie widział sensu w ukrywaniu przed Puchonką prawdy. Gdyby chciała, i tak mogłaby go pogrążyć, nawet nie wiedząc, co dokładnie robił. Wierzył jednak, że dziewczyna ot tak go nie wyda, w końcu gdyby jego praca przyniosła oczekiwane efekty, wielu by na tym skorzystało. Nagle go olśniło. – W sumie to… mogłabyś mi pomóc.

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Cześć. Wpadłam i tak mnie uderzył jeden fakt.
    Pani na zdjęciu to Amelia Zadro i jest jeszcze jedna postać na blogu, która ma taki wizerunek, więc chyba powinnaś to wyjaśnić z autorką Lany Whitaker.
    :P ]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Przybywam, jednak nie wiem czy chcesz wątku z Eriką, która ma specyficzne podejście do Puchonów ;D W każdym razie mimo VI klasy April zachowuje się jak dziecko, widzę. Taki z niej hipis xD No, to powodzenia z wątki skoro ludzie Cię zostawili ;)]

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  23. [Zdjęcia szukałam dosyć długo, a sama Amelia pasuje mi doskonale do postaci. Nie wyobrażam sobie, żeby teraz zmienić jej wizerunek. Przede wszystkim, nie rozumiem czemu to ja mam płacić za twoje błędy i zmieniać wizerunek, skoro to ty nie dopilnowałaś, żeby znalazł się on w zajętych? Jak już to ty powinnaś zmienić wizerunek.
    Jeśli bardzo ci zależy na nim (tak jak mi), obie możemy zostawić zdjęcia - tak naprawdę, dopiero po czasie można zauważyć podobieństwo, więc chyba nie powinno być problemu - możemy też to wykorzystać w wątku w jakiś sposób.
    Oczywiście nie odbieraj tej wiadomości zgryźliwie - mi po prostu zależy na wizerunku Amelii :)]
    Lana Banana

    OdpowiedzUsuń
  24. [Rzeczywiście, między dziewczynami raczej nie powinno dochodzić do większych spięć i są niemalże stworzone, aby się dogadywać ze sobą. I obie są mugolaczkami. Niech ich rodzice się przyjaźnią, przez co mają ze sobą do czynienia od najmłodszych lat.
    Możemy też stworzyć wątek w przerwie wakacyjnej w takim razie, tylko trzeba wymyślić jaki, bo chwilowo mam zaćmienie (chyba w nocy łatwiej mi się myśli :D)]
    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  25. [A masz może gg? Łatwiej by było dogadać się z wątkiem niż spamić tutaj pod kartą ;) W każdym razie może być ciekawie. Puchonka do tego Mugol. No no . Erica będzie miała kogo gnębić xD]

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  26. [ Masz rację! Przepraszam umknął mi gdzieś twój komentarz, dzisiaj zabiorę się za zaczęcie :) ]

    Elody

    OdpowiedzUsuń
  27. Przez ostatnie dni promienie słońca zalewały hogwarckie błonia. Nic więc dziwnego, że każdą wolną chwilę większość uczniów spędzała poza szkolnymi murami spacerując po szkolnych włościach. Napawali się ciepłymi dniami przed nadchodząco jesienią, która w Angli jest dość kapryśna, pochmurna i deszczowa.
    Tego dnia Elody również nie zamierzała spędzać zamknięta w pokoju wspólnym gryfonów lub przechadzająca się między wiekowymi korytarzami szkoły. Będzie na to czas kiedy nadejdzie jesienna chandra. Dlatego też chwyciła swoją gitarę przewieszając ją na plecy i wyszła na dziedziniec. Niestety, kiedy ujrzała oblegane przez uczniów brzegi jeziora zrezygnowała z pomysłu udania się tam i skierowała kroki w stronę Zakazanego Lasu. Usiadła pod jakimiś wielkim drzewem, którego korona chroniła przed upalnymi promieniami słońca. Ułożyła gitarę na kolanach próbując ją nastroić. Po chwili katem oka zobaczyła Salvadora, który dumnie kroczył w jej kierunku kładąc się obok niej. Spojrzała na niego z góry uśmiechając się kącikiem ust i szepnęła:
    Nie mam nic do jedzenia, a nawet jakbym miała to bym ci nie dała, bo godzinę temu jadłeś.
    Czarny kocur przeciągnął się i wbił swoje oczy w postać gryfonki, która była niewzruszona na jego błagające spojrzenie. Nagle Salvador odwrócił się i nastroszył sierść jakby coś go wystraszyło. Elody zastygła na chwilę dokładnie obserwując pupila i ostrożenie odłożyła gitarę. Nagle kot zerwał się i pobiegł wzdłuż lasu.
    - Co za głupi kocur- szepnęła wywracając oczami po czym ruszyła za nim. Nie przebiegła sto metrów nim zobaczyła co było przyczyną złości jej zwierzaka.
    Rój chochlików kornwalijskich urządził sobie zabawę, a było ich tyle, że dziewczynie zakręciło się w głowie. Zrobiła kilka kroków do tyłu lecz te małe stworki dorwały Salvadora przerzucając nim do siebie jak piłeczką do tenisa. Niewiele myśląc Elody wyjęła różdżkę lecz zanim wypowiedziała zaklęcie chochliki dorwały się do niej ciągnąć ile sił. Kilka innych szarpały ubranie dziewczyny co spowodowało jej dekoncentracje, a chochliki wyrwały z jej rąk ródżkę celując nią na prawo i lewo wypowiadając co im ślina na język przyniosła przez co nagle zaklęcie uderzyło w ogromną gałąź tuż na Elody. Po okolicy rozległ się tylko przerażony krzyk dziewczyny.

    [ Wybacz, że tyle to trwało i oczywiście jeszcze raz przepraszam za pominięcie. Coś tam udało mi się naskrobać, nie jest dobrze, ale no od czegoś zaczniemy :) ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  28. [Zdecydowanie lepiej jej wychodzi teleportowanie niż panowanie nad miotłą, więc to na pewno ten środek transportu dziewczyny wybiorą. Ewentualnie możemy też użyć Błędnego Rycerza i świstoklików. Rzeczywiście możemy im zrobić dwutygodniową wycieczkę po świecie.
    I rozszczepmy je. Oona może zgłosić się na ochotniczkę jeżeli nie chcesz swojej bohaterki na taki ból narażać.
    Postaram się zacząć coś nam. Może jutro mi się nawet uda, chociaż nie obiecuję :D]
    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  29. - Idź zrobić zakupy. Ja mam parę spraw do załatwienia.
    Erica spojrzała w poważną twarz stryja, a zaraz potem widziała tylko jego czarny płaszcz powiewający na lekkim powiewie, który wirował do ranka na ulicy Pokątnej. Dracen stała jeszcze przez dłuższy czas na środku uliczki, odprowadzając brata ojca wzrokiem. Ten zniknął na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Zastanawiała się czy jeszcze cokolwiek tam istnieje po Drugiej Wojnie Czarodziejów, ale widocznie tak. Erica chciała być taka jak jej stryj. Owszem. Do teraz ludzie patrzyli na niego ze strachem, pogardą czy wstrętem, ale nic mu nie robili. Nie mogli mu nic udowodnić. Nihilus Draven był śmierciożercą, stojącym po stronie Voldemorta, jednak po długim procesie okazało się, że nie ma podstawnych dowodów potwierdzających jego winę, a ludzie mogący coś wiedzieć, nie żyli lub zaprzeczali jakoby miałby walczyć po drugiej stronie barykady. Jednym z dość silnych argumentów świadczącym o jego niewinności był brak znaku śmierciożerców na ręce. Erica do teraz nie wiedziała, czy nigdy go nie miał, czy w jakiś magiczny sposób się go pozbył. Jedno było pewne – Nihilus wciąż wzbudzał strach nawet swoim wyglądem. Gdy szła z nim ulicą Pokątną, ludzie rzucali mu pogardliwe spojrzenia, ale wciąż się odsuwali z drogi. To ten zdrajca. Zabił wielu Mugoli i czarodziejów. Nie wolno ci kolegować się z tą Draven, słyszysz?! Cholerni Dravenowie. Te i wiele innych szeptów słyszała, jednak nie robiło to na niej wrażenia. Gdyby jej zależało na dobrym wrażeniu… Taa… Nic nie mogło ją mniej obchodzić niż ci wszyscy ludzie. Czarodzieje poważali jej ojca, jednak jego brata nienawidzili. A to że dziewczyna pokazywała się najczęściej w towarzystwie tego drugiego, zniecierpieli ją w równym stopniu. Jednak czasami zdarzali się szaleńcy chętni się z nią zapoznać mimo tej okropnej reputacji.
    Gdy stryj zniknął jej z pola widzenia, Erica odwróciła się i poszła w kierunku sklepu Madame Malkin. Musiała tam iść, bo Twilfitt i Tatting było dziś wyjątkowo zamknięte. Sklep znajdował się blisko wejścia na ulicę Śmiertelnego Nokturnu, więc widziała z daleka tabliczkę oznaczającą brak wejścia. Madame Malkin reklamowała się gdziekolwiek tylko mogła, a według Eriki była to okropna reklama. Cała jej rodzina ubierała się w Twilfitt i Tatting i zawsze wychodzili zadowoleni. Była jednak zmuszona skorzystać z tych popularnych usług. Po drodze spotkała rodzinę Carrow, z którymi wymieniła uprzejmości. Gdy weszła do sklepu, musiała lekko zatkać nos. Uderzyła ją przesłodka woń perfumowanych szat.
    - Ars, gdzie jesteś? – mruknęła do siebie, zdając sobie sprawę, że z jej toksycznym bliźniakiem byłoby jej o wiele łatwiej przetrwać te zakupy. Od razu podskoczyła do niej uśmiechnięta kobieta i spytała czy może w czymś pomóc. – Ta. Potrzebuję nowej szaty. Dom Ravenclaw – rzuciła krótko i niezbyt miło, jednak krawcowa wcale się tym nie przejęła. Paplała coś, że Erica to naprawdę śliczna dziewczyna, powinna nosić same piękne sukienki, a szaty iście królewskie. – Proszę jeszcze wyhaftować nazwisko na kołnierzyku od wewnętrznej strony – nakazała, wchodząc na podwyższenie przed lustrami ustawionymi w półkole.
    - A jakie panienka nosi nazwisko? – spytała roześmiana kobieta.
    - Draven.
    Z lekkim uśmiechem satysfakcji dziewczyna zauważyła, że krawcowa się zawahała.
    - Coś nie tak? – dodała z udawaną troską.
    - Nie. Skąd! – zaśmiała się nerwowo sprzedawczyni. – Zaraz przyniosę szaty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Erica została sama z tą śmieszną miarą, która sama mierzyła i czekała. W tym momencie weszła ponownie właścicielka sklepu, prowadząc dziewczynę przypominającą Erice elfa. Miała wiecznie zdziwione oczy i śmieszne, ale w jakiś sposób interesujące uszy. Draven odwróciła uwagę na katalog, który podleciał jej pod nos i zaczęła przeglądać kroje i materiały na swoją nową szatę. Czy potrzebowała nowej? Nie, bo każda jej szata była w idealnym stanie, jednak w tym wieku i z pieniędzmi rodziców mogła sobie na to pozwolić. Zresztą od poprzedniego roku urosła z trzy cale. Akurat patrzyła na aksamitne stroje, gdy usłyszała podekscytowany głos dziewczyny obok. Erica wolno spojrzała na nią ze zmarszczonym czołem i zanim odpowiedziała, zmierzyła towarzyszkę obojętnym wzrokiem.
      - Nie przypominam sobie, żebym pozwoliła ci się do mnie odezwać – rzuciła i dodała:
      - Ani tego żebyśmy zostały przyjaciółkami.

      Erica Draven
      [Niezbyt sympatycznie, ale na to się pisałaś, co nie? Heh miłego odpowiadania xD]

      Usuń
  30. [cześć, cześć! ojej, Victoria się zarumieni i będzie pasowała do swoich balonowych włosów! o to mniej więcej chodziło. może wątek? :)]

    Victoria.

    OdpowiedzUsuń
  31. [Nie przepraszaj. Ja też będę miała ten odpis krótki ;)]

    Erica wiedziała, że zareagowała za ostro. Mogła to załatwić łagodniej, ale gdy ktoś jej się narzucał jak ta dziewczyna i do tego zahaczał o dotkliwy temat zęba, stawała się zgryźliwa. Nie chciała, aż tak szczekać na dziewczynę, ale było już za późno. Nie miała zamiaru jej teraz tłumaczyć, że to jedyna pamiątka po ukochanym bracie i nigdy go nie zdejmie, a co dopiero pokaże komuś innemu. Był jej. Jedyne przyziemne wspomnienie i pozostałość po Kit’cie oprócz jego nagrobka. Dracen od razu cała się spięła. Zawsze tak było, gdy ktoś przez swoją głupią ignorancję, uderzał w słaby punkt dziewczyny. Potwornie tęskniła za bratem i nigdy nie miało się to zmienić. Wciąż śniły jej się ich wspólne wyprawy do lasu dookoła posiadłości i wydawało jej się wtedy, że znowu jest szczęśliwa. Budząc się, uświadamiała sobie, że nigdy nie poczuje jego zapachu, nie dotknie opuszkami palców zarostu ani nie zaśnie z nim, słuchając jego ulubionych zespołów. Nieznajoma swoją niewiedzą zepsuła Draven w miarę dobry humor, a z każdym kolejnym słowem Erica stawała się coraz bardziej agresywna. Jednak nie miała zamiaru zniżać się do tego samego poziomu, więc tylko poprawiła włosy i w ciszy przeglądała dalej stroje. Po jakiejś chwili wróciła kobieta z herbatą. Erica nie zwróciła na nią uwagi, dalej czytając czasopismo. Gdy tylko właścicielka sklepu machnęła różdżką, odwołując miarę, Draven spojrzała w lustra, poprawiając swoje szaty. Od razu schowała też pod koszulę ząb rekina. Ścisnęła go na chwilę w dłoni, zaciskając szczękę. Po tym zeskoczyła ze stołka i spojrzała na siedzącą już w fotelu nieznajomą. W ogóle jej nie kojarzyła. W każdym razie nie zwróciła nawet uwagi na przygotowany napój, tylko skierowała się w stronę wyjścia. tylko zatrzymała się w połowie drogi. Zastanawiała się, co też robi jej stryj. On miał pieniądze i powiedziała mu, że będzie czekać u Madame Malkin. Skrzywiła się lekko. Czyli musiała tu zostać. Ale mogła chodzić po sklepach i wypatrywać stryja na Pokątnej. Jednak coś kazało jej zostać.

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  32. Niezmiernie cieszyła się na tą wyprawę. Przede wszystkim dlatego, że było to jej pierwsza dwutygodniowa przerwa, którą dostała w miejscu pracy (zachciało jej się wakacyjnej pracy, więc musiała zaakceptować nie tylko korzyści z tego płynące, ale też szereg obowiązków, w tym ograniczoną ilość wolnych dni), ale sama wyprawa wydawała się niezwykle ekscytująca. Nie było mowy o żadnych szczegółowych planach, terminarzach, o obowiązku i nadzorze.
    Kiedy po raz pierwszy wspomniała rodzicom o swoich wakacyjnych planach, matka tak pobladła, że bali się, iż trzeba będzie liczyć na interwencję pogotowia ratunkowego. Z czasem jednak, przy ogromnej ilości zapału, cierpliwości i tłumaczeń, udało nakłonić się panią Griffith, aby odpuściła i w końcu wypuściła swoje najmłodsze dziecko z gniazda. Miała przecież już siedemnaście lat, to był odpowiedni moment, aby odsunąć Oonę od matczynej piersi. Z rozrzewnieniem żegnała ją na progu domu, z całej siły powstrzymując się od jakiegokolwiek komentarza, kiedy zauważyła, jak młodsza z córek, dziarsko zarzuciła na plecy ogromny plecak, którego ciężar niemalże przekraczał jej możliwości.
    Oona robiła dobrą minę do złej gry. Niemalże radosnym krokiem podążyła w stronę domu swojej znajomej i brakowało tylko, aby zaczęła podskakiwać w rytm jakiejś melodii, która krążyła jej w głowie od rana, ale kiedy tylko zniknęła za rogiem i upewniła się, że nie jest odprowadzana już przez czujny wzrok swojej rodzicielki, niemalże wyzionęła ducha. Musiała zatrzymać się na jakimś fragmencie cegieł, pozostałościach po murze, otaczającym tą wielką, opuszczoną posiadłość (niektórzy mówili, że tam straszy i chociaż Oona powątpiewała w te plotki, za nic w świecie sama nie zdecydowałaby się na odwiedzenie tego miejsca; zwłaszcza w nocy) i uspokoić swój oddech. W międzyczasie zdążyła wyciągnąć z bocznej kieszeni plecaka chałwę domowej roboty, butelkę wody i telefon komórkowy (plan żeby nie brać żadnych mobilnych urządzeń spalił na panewce, kiedy tylko zobaczyła minę ojca), więc pod domem April pojawiła się ze sporym, bo prawie półgodzinnym opóźnieniem.
    Liczyła na to jednak, że szeroki, przepraszający uśmiech, który pojawił się na jej ustach, kiedy tylko zapukała do drzwi wejściowych, jakoś uratuje ją przed gniewem — April, jej rodziny lub kogokolwiek, kto otworzyłby owe drzwi. Mogła w sumie przewidzieć małe opóźnienie, ciężar plecaka, do którego wpakowała tak wiele niepotrzebnych rzeczy, że w głowie się to nie mieściło, i tak zaplanować wszystko, aby być przed czasem. Ojciec zawsze powtarzał jej, że lepiej było być trzy minuty wcześniej, niż trzy minuty spóźnionym.

    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  33. [bądźmy dziećmi, zróbmy coś szalonego. :D]

    Victoria.

    OdpowiedzUsuń
  34. Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami nigdy nie była jej mocną stroną. Pomimo tego, że miała nawet nie małą wiedzę w temacie to zawsze nieopisany strach mieszany z pewnego rodzaju degustacją odbierał jej resztki świadomości. Wszystko ulatniało się spod blondwłosej czupryny zostawiając tylko uczucie obezwładniającego paraliżu i paniki.
    Wiedziała, że powstrzymanie chochlików kornwalijskich nie jest trudną sprawą. Znała zaklęcie, wiedziała co i jak, jednak było ich tak wiele, a te piskliwe głosiki i zaczepki z każdej strony kompletnie ją rozproszyły. Kiedy straciła różdżkę wiedziała już, że jest na przegranej pozycji i tylko jakiś cud może ją wyswobodzić z tej jakże niezręcznej i nie całkiem bezpiecznej sytuacji.
    Spojrzała w górę, a wszystko działo się tak szybko. Uchyliła się przed spadającą gałęzią zakrywając głowę dłońmi, kiedy poczuła jak ktoś na nią wpada. Potem rozległ się głośny krzyk wypowiadanego zaklęcie i wszystko wokół zamarło jakby czas stanął w miejscu. Elody dość niepewnie i powoli otworzyło oczy jednocześnie prostując się i omiatając dookoła miejsce zdarzenia. Kiedy zielone oczy napotkały postać April na twarzy dziewczyny pojawił się szczery uśmiech po czym uściskała dziewczynę. Następnie jej wzrok padł na skaleczony łokieć dziewczyny, z którego powoli sączyła się krew. Skrzywiła się i pokręciła przecząco głową.
    - To moja wina - jęknęła patrząc na poobtłukiwaną dziewczynę. - Przepraszam, jak zwykle wykazałam się ignorancją. - westchnęła ciężko po czym wstała odbierając od jednego z chochlików swoją różdżkę. Uklękła przy April końcem różdżki celując w skaleczenie.
    - Volnera Sanantu - powiedziała obserwując jak rana powoli zaczyna się goić. Uśmiechnęła się i podniosła wzrok na ciemnowłosą. - Dziękuję ci bardzo. Uratowałaś mi skórę. Wiszę ci za to wyjście do Miodowego Królestwa i górę słodyczy - zaśmiała się.
    Byłoby dużo bezpieczniej i lepiej dla wszystkim, gdyby panna Harrison najpierw myślała, a potem przechodziła do czynów. Natomiast pomieszanie kolejności sprowadzało na nią nie raz i nie dwa kłopoty. Toteż cieszyła się, że ktoś mimo wszystko jej nie zignorował.
    Odwróciła się spoglądając na unoszące się jak w przestrzeni kosmiczne nieruchome chochliki, a wśród nich grubego, czarnego kocura. Elody podniosła jedna brew ku górze i pokręciła głową.
    - Głupi kocur, zostajesz póki nie minie zaklęcie- powiedziała bardziej do siebie niż do swojego pupila.

    [ Dostałam od Ciebie taki ładny odpis, że ojeju <3 Przepraszam za zwłokę, ale chcąc napisać coś względnie lepszego potrzebuję więcej czasu i spokoju :) ]

    Elody

    OdpowiedzUsuń
  35. [Dziękuję serdecznie, naprawdę miło mi to słyszeć (: a tutaj również widzę ciekawie pisaną kartę.]
    //solene

    OdpowiedzUsuń
  36. Erica usiadła z westchnieniem w miękkim, ale zdecydowanie za mocno poperfumowanym fotelu. Wzięła leżący na stoliczku obok najnowszy numer Czarownicy i otworzyła go dość zamaszyście. Nie żeby interesowały ją najnowsze ploteczki czy porady odnośnie dbania o linię, bo z tym radziła sobie świetnie. Erica lubiła patrzeć na artykuły związane z modą. Większość była niestety absurdalna i durna. No, bo jak na przykład nosić kapelusz z wielkim borsukiem jako ozdobą albo zdecydowanie zbyt wyzywającą prześwitującą szatę wyjściową? Jednak niektóre elementy lub rzadko całe stroje były naprawdę interesujące. Erica zapamiętywała je i wysyłała wyrwane kartki z magazynów matce z dopiskiem, co zauważyła i co by wykorzystała. Wiedziała, że gdy wróci do domu, będzie na nią czekało odpowiednio skrojone ubranie od ich rodzinnego krawca. Szaty uczelniane były jedynymi strojami rodziny Draven, które trzeba było kupować w sklepie. A w sumie tylko ona była w nie zaopatrywana. Całe szczęście nie musiała chodzić sama po tych wszystkich nudnych sklepach. Tylko tutaj przyszła bez stryja. Pewnie niedługo powinien przyjść.
    Rozmyślania dziewczyny przerwała tamta druga klientka, rzucając zdecydowanie mugolskim przekleństwem. Erica zmarszczyła charakterystycznie nos jak zawsze gdy spotykała kogoś z nieczarodziejskiej rodziny. Do tego jej towarzyszka chyba nie wyróżniała się zbytnio zręcznością, bo praktycznie cała herbata znajdowała się zamiast w kubku, a na jej szacie. Draven uniosła jedną brew, patrząc na to przedstawienie z niemałą pogardą. Patrząc jednak na te nieudolne próby ratowania swojego ubrania przed skażeniem wrzątkiem, wyciągnęła różdżkę, machnęła niewidocznie nadgarstkiem, powodując powolne wyparowywanie wody z ubrania Mugolaczki. Włożyła swoją mahoniową przyjaciółkę szybkim, ale niewidocznym ruchem z powrotem do szerokiego rękawa i zajęła się na powrót gazetą. Wiedziała, że gdyby jej stryj się o tym dowiedział, dostałaby niezłą naganę, jednak szczęśliwie go tam nie było. Nie czekała długo, gdy dołączyła do nich roześmiana Madame Malkin, mówiąc śpiewająco, że szaty jednak będą gotowe w ciągu najbliższych piętnastu minut. Erica lekko kiwnęła w milczeniu głową, oznajmiając, że przyjęła to do wiadomości. Miała nadzieję, że jej stryj zdąży załatwić swoje interesy w tym czasie. W końcu nie chciała wyjść na jakąś dziwaczkę, która tłumaczy się brakiem funduszy, chociaż złożyła zamówienie na szkolną szatę. Gdy kobieta wyszła, znowu zapadła głęboka cisza, która Erice nie przeszkadzała. Ale wiedziała, że Mugolaczka myśli co innego. Dało się to wyczuć.
    - Puchonka, tak? Nie stresuj się tak – rzuciła, nie podnosząc spojrzenia znad czasopisma. Nie chciała, żeby dziewczyna się tym przejęła, chociaż nie była pewna czy ta dobrze ją zrozumiała. Zresztą i tak miała wylane. Puchoni... Jak ona nie lubiła tych ciepłych kluch.

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  37. [Cześć! Dziękuję bardzo ^^]

    Terrion

    OdpowiedzUsuń
  38. Głównym problemem takich wypraw był fakt, że Oona rzadko kiedy trzymała się odgórnie ustalonych zasad. Nie wynikało to nigdy z chęci zrobienia komuś na złość i pokazania, jaką buntowniczką, nierespektującą żadnych reguł, mogła się stać, a raczej fakt, że jak już w jej głowie zaświtał jakiś pomysł, trudno było go wyplenić. Był jak chwast. Oczywiście, obiecała rodzicom, że będzie trzymała się z dala od jakichkolwiek kłopotów, że nie będzie rozmawiała z nieznajomymi, którzy wyglądaliby chociaż w jakimkolwiek stopniu podejrzanie, a nawet kiedy będzie miała do czynienia z dość przyzwoitymi ludźmi, zachowa rozsądek i ostrożność, bo przecież nigdy nie wiadomo na kogo się trafia. Obiecała to wszystko, a jednak w głębi ducha wiedziała, że nie powinna składać żadnych przysiąg, kiedy nie była niczego pewna. A swoich reakcji nigdy nie była pewna — były machinalne i niezaplanowane.
    Niepewnie weszła do wnętrza Błędnego Rycerza, nie wiedząc czego powinna się spodziewać. Pierwszy raz w życiu wybrała ten sposób komunikacji i nie potrafiła określić czy bardziej jest zaniepokojona czy zainteresowana.
    Szybko jednak zorientowała się o co chodzi. Wynalazła mała portmonetkę, wyłuskała z niej kilka sykli i zapłaciła za ich bilety (w międzyczasie zapewniając April, że rozliczą się w późniejszym czasie), a potem ciągnąc za sobą plecak, ruszyła w stronę wolnego stolika. Wnętrze autobusu było niemalże puste, oprócz nich znajdowali się w środku jedynie staruszka, która przeglądała najnowsze wydanie Proroka Codziennego oraz czteroosobowa grupka młodych czarodziei, na oko wyglądających na rok lub dwa lata starszych od nich.
    — Jak myślisz, będzie możliwość zobaczenia prawdziwego wampira lub wilkołaka? Zakładam, że nie, przecież nie przetrzymywaliby ich w zamkniętych klatkach, w końcu w jakimś stopniu są to ludzie. Tak jak my w jakimś stopniu jesteśmy czarodziejami według czystokrwistych. Nigdy jednak nie widziałam wampira. Ani wilkołaka. To byłoby ciekawe, móc się z nimi spotkać. Takie małe, kameralne spotkanie, jak wieczorki poetyckie, tylko wieczorki fantastyczne. W rolach głównych: różne istoty nadprzyrodzone. Zrobiłoby to furorę. Obwoźne centrum rzeczy niespotykanych. Chociaż zrobiłoby to pewnie wrażenie tylko na mugolakach.
    Kiedy Oona Griffith była czymś mocno podekscytowana, trajkotała jak najęta i nie dało jej się uciszyć. Zarzucała swojego rozmówcę potokiem słów, z których trudno było wyróżnić jakąś w miarę ważną informację. Zazwyczaj chodziło o jakieś błahostki, rzeczy które dla przeciętnego czarodzieja były chlebem powszechnym, a którym Gryfonka ekscytowała się jak małe dziecko nowymi zabawkami. Małe dziecko jednak zabawkami zainteresowane było tylko przez kilka minut od ich odpakowania, Oonie dopiero co minął szósty rok, kiedy poznała magiczny świat, a ten dalej ją zadziwiał i tak samo fascynował jak na samym początku.
    Łypnęła okiem na staruszkę, która siedziała najbliżej ich stolika i dziwnie zesztywniała, wpatrując się w jeden punkt w gazecie. Czyżby podsłuchiwała?

    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń