26 lipca 2015

Zacznijmy wszystko od nowa

...Przyroda postępuje tak każdego roku

Sunshine Luisa Price
24 grudnia 2005


Pozwól, że przeniesiemy się ciut w przyszłość.
Ale taką niedaleką, do momentu gdy jesień ogołoci drzewa już doszczętnie. 
Gdy byłam maleńka uwielbiałam samotnie uciekać do lasu i wpatrywać się w nagie konary, i gałęzie drzew. 
Zawsze w nich coś dostrzegałam. 
Kształty, twarze. 
Przypatrz się, kochanie, może i Ty coś w nich zobaczysz. 
Albo to po prostu moja wyobraźnia jest zbyt bujna

~*~

Mogę mieć równie dobrze 5 jak i 45 lat, mogę być mordercą ładnych dziewczyn, nieuleczalną romantyczką, schizofreniczką, abstrakcyjną malarką, transseksualistką, wiewiórką, nastolatką cierpiącą na depresje, chłopcem o załzawionych oczach sarny, dziewczynką z podbitym okiem, zdartym kolanem i poparzonymi rękami.
Mogę też mieć 16 lat, nazywać się Słońce, kolekcjonować papierosy i martwe motyle, chodzić w wiankach uplecionych z polnych kwiatów i popsutym zegarku. Uśmiechać się do wszystkich, szukać miłości i przyjaźni.
Mogę być każdym, mogę wmówić wam, że jestem ostatnią potomkinią Salazara Slytherina, kąpię się w krwi białych królików, ale tylko w pełnię.
Tak na prawdę, nie wiecie o mnie nic, a mnie strasznie bawi to, że nawet nie próbujecie zgadnąć, kim jestem.


Ukrywam się pod warstwami
psychodelicznych cieni. Usycham jak jesienny liść.
Wołam
Słowami w przestrzeń.
Jaka jestem? - Nie wie nikt.
Ze wspomnień został
tylko gruz.
Odłamki życia
niezdolne do poświęceń.
Gdzie jest bliskość?
- Nie ma.
Zostały tylko resztki pamięci
I ja
w innym wcieleniu.


To wcale nie jest tak, że nie chcę aby ktoś mnie poznał, ja bardzo chcę i wszystkim wyjątkowo cudownym iskierkom, które głębiej zainteresują się moją skromną osobą daje szanse poznania mego pachnącego lawendą i zagadką wnętrza. Naturalnie to wcale nie jest łatwe.
Najpierw trzeba mnie zastać, a raczej złapać, najłatwiej będzie gdy biegnę na kolejne zajęcia lub gonie za Pfifikusem, ukochanym, ale niezwykle nieznośnym kocurem.
W ostateczności możesz mnie znaleźć w bibliotece, najczęściej siedzę w środkowej ławce pomiędzy stosem książek i pracy domowej albo czytam w kącie przy ostatnim regale. Bardzo nie lubię kiedy ktoś mi wtedy przeszkadza, ale wybaczę Ci jeśli przyjdziesz w tej sprawie.
Gdy już mnie masz i właśnie trzymasz za ramię lub dłoń, zaproś mnie na herbatę.
Bardzo dobrze gdyby była o smaku jagodowym, zaparzona w imbryku i podana w filiżankach z delikatnej porcelany.
Jeśli uznam Cię za osobę wyjątkową, przed którą mogę się zupełnie otworzyć, po kilku zamienionych słowach i wypitych łykach aromatycznego wrzątku zapytam Cię o spacer. Nie wahaj się ani sekundy bo poczuje się speszona gdy twoje rozmyślania będą zbyt długie. 
Zabiorę Cię w ukochane prze zemnie miejsce, nie będziesz żałował, obiecuję. Tylko nie bądź nachalny i nie zadawaj zbyt wielu pytań, bardzo tego nie lubię.
Gdy będziemy na miejscu usiądziemy razem na mokrej od wieczornej rosy trawie, wśród pięknych polnych kwiatów poruszających się niczym fale na wielkim, zielonym oceanie.
Opowiemy sobie o tym co było, wspomnimy dawnych przyjaciół i dawnych siebie.
Spojrzymy w niebo, gdzie przecudne, zachodzące słońce zdawać się będzie usypiać całe otaczające nas życie.
Zachwycimy się zapachem dzieciństwa, smakiem wieczoru i wolności.
Opowiem Ci o moich ukochanych siostrach i domu rodzinnym
Odnajdziemy spokój, ciepło i wszystko to czego nam na co dzień tak brakuje.
A potem...
A potem powrócimy znów do szarej rzeczywistości marząc o kolejnym, długim spacerze…                                                                                                         

Czuje się nieswojo. Jej spojrzenie jest jednocześnie pełne dobroci jak i nasycone tą psychodeliczną nutą... No właśnie. Czego?

Znałam kiedyś niejakiego Harry`ego, mieszkał na przeciwko, często bawiliśmy się razem. Byliśmy blisko. Naprawdę miły i pomocny był z niego chłopak, był, ale już nie jest, już go nie ma.
Popełnił samobójstwo niecałe trzy lata temu, w Wigilię.
Świat jest taki piękny ale jednocześnie taki okrutny, a nasze duszyczki są takie kruche, niewinne, jednym słowem można zadać im ogromnie bolesny cios który je zniszczy, pokona, rozdepcze.
Trzeba być sprytnym aby omijać wszystkie złośliwości świata a czerpać i dawać jedynie to co najlepsze. Trzeba umieć żyć, należy się tego nauczyć, świat nie jest dla leniwych tutaj jedynie ambitni głodni świadomości odnoszą zwycięstwo.
Dlatego jestem szczęśliwa, nawet jeśli nie mam przyjaciół, tęsknie za rodziną i samotnie spędzam wieczory siedząc na parapecie, czytając po raz kolejny "Tajemniczy ogród" i popijając przy tym herbatę z nadkruszonej filiżanki.
Mimo wszystko jestem bardzo szczęśliwa, dlatego że już wiem jak trzeba żyć w tym magicznym i przerażającym świecie aby istnieć nie tylko być. 

~*~
16 lat || VI rok, Ravenclaw || Mugolak, ale jest zdolniejsza niż niektórzy czystokrwiści! || W Castle Combe czeka na nią ukochana rodzinka, a w Hogwarcie ma kuzyna, który się do niej nie przyznaje, ot tak niekoniecznie bez powodu! || Wieczne uśmiechnięte, dziecko szczęścia || Pocieszy, przytuli, pomoże || Zadziorna i walczy o swoje, ale umie przyznać się do błędu  i posłuchać rad innych || Mów do mnie Sunny, iskierko || Wraz z tatkiem założyła mugolskie stowarzyszenie Ochrony Zwierząt || Właścicielka trzech szczurkówkocura i Poi || Niedoszła piosenkarka, tancerka i pianistka, bo po co się ograniczać? || Lucidologia opanowana do perfekcji || Patronus || Bogin - nienawiść i chamstwo tak samo straszne || Dla mnie ambicja stała się brudnym słowem. Wolę słowo głód. Głodny świadomości. Pełen nadziei i wielkich marzeń. Ale ambicja? To znaczy tylko, że ktoś chce być sławny || Koło Astronomów i Klub Ślimaka bo Transmutacja, i OPCM to dla niej wata cukrowa!
Róg jednorożca, 13 i pół cala, drzewo różane, odpowiednio giętka


_________________________________________________________________
Witam wszystkich serdecznie wraz z Sunshine! Mam nadzieję, że karta nie jest najgorsza i  ktoś pokusi się o stworzenie wątku z moją zagadkową iskierką tematyka różna byle ciekawa, lubię zaczynać z wymyślaniem idzie mi różnie, a długość jest mi raczej obojętna. Średnia ze mnie autorka, ale jeszcze się uczę, więc wybaczcie. 
Zdjęcia autorstwa: Marty Bevacqua  ~*~, autorzy cytatów niestety nie są mi znani :') 
Poszukujemy kuzyna! Trochę zadufanego w sobie i chamskiego, proszę pisać śmiało wtedy wyjaśnię szczegóły! :)

131 komentarzy:

  1. [ Jakie pogodne dziecię! Dzień doberek c: ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam gorąco, Słoneczko, od razu chcę wątek. Taka szczęśliwa osóbka przydałaby się w życiu mojego Archiego!]

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć.
    Jaka ona słodka! ;)]
    Elizabeth Weiss

    OdpowiedzUsuń
  4. [Wpadam się przywitać. Jak widzę takie włosy jak u tej pani na zdjęciu, to zaczynam żałować, że własne obcięłam. :<

    No to cześć, czołem i kolanem, baw się z nami dobrze.]

    Russ

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ja bym była chętna! ;)
    Wymyśl coś, a ja zacznę.]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witam. Niestety miano Ślizgona do czegoś zobowiązuje, więc Kai nie może być słodkim i kochanym chłopcem, który wybaczałby każdą najmniejszą rzecz. Pośród murów Hogwartu jest jednak wiele innych uczniów, więc Twoje Słoneczko na pewno znajdzie kogoś dla siebie.
    Dziękuję za komplement wizerunku, pani na zdjęciu również jest niczego sobie,a w dodatku ma piękne włosy. Powodzenia!]

    Kaiden Lynch

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Piękna i słodka! <3 Zapraszam do mnie, jeśli masz ochotę na wątek! ]
    Celia Ferro

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jejusieńku jaka ona kochana! <3
    Cześć i czołem, kluchy z rosołem :3]

    Bellamy/Louis

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Mi wszystko pasuje, jestem zachwycona. To wszystko takie do Celii podobne, pomaganie innym i ogólnie, wiesz :D Byłabym bardzo wdzięczna, jakbyś zaczęła, Słoneczko <3 ]
    Celia

    OdpowiedzUsuń
  10. [dzień dobry ! mogę zostać owym smutasem, o którego pytałaś na shoucie. :3 chociaż rozweselenie w przypadku Afasii trwa raczej krótko. i mam taką uwagę, Słonko po wakacjach będzie w VI klasie, skoro jest z 2005 roku. :)]

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jestem na tak, ale będziesz musiała trochę poczekać ;)]

    OdpowiedzUsuń
  12. [czekam niecierpliwie, Słoneczko.]

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Poczułam się uprzejmie zaproszona, więc przyszłam :) Chociaż ja to się o wiele bardziej nadaję do zaczynania (bo lubię) niż do wymyślania. Moją uwagę zwróciła tylko biblioteka, może to mógłby być punkt zaczepienia?]

    //Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dobry! Chętnie się wciągnę w wątek, ale nie mam pomysłu... :c
    Jak coś Ci przyjdzie do głowy to śmiało dawaj znać :D]
    Niklas

    OdpowiedzUsuń
  15. [tak w ogóle mam jeszcze uwagę, albo raczej - pytanie. specjalnie dałaś w wizerunku postaci pannę Murray i drugą, nieznaną panią ? :)
    co do pomysłu, to Afasia cierpi na chroniczną bezsenność, tak więc nocami spać nie może, budzi ją najlżejszy dźwięk (czasami), tak więc pewnie gdyby miała jakąś towarzyszkę - w jej mniemaniu - niedoli sennej, byłaby pewnie ucieszona. Af jest ogólnie raczej smutna, tak więc mogłoby to być troszkę jak ucieczka do innego świata dla niej. :) byłabym wdzięczna za zaczęcie, chciałabym się dowiedzieć jak to widzisz. :)]

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie i gif znalazłam przypadkiem, uznałam że dziewczyny są bardzo do siebie podobne ( przynajmniej według mnie :') ) i bardzo dziękuje za uświadomienie mi kim jest pani ze zdjęcia! Zaraz biorę się za pisanie :D

      Usuń
  16. [Archie chyba sam musi sobie poradzić z wyznaniem Elizabeth miłości, więc ten pomysł odpada. Ale zawsze można wymyślić coś innego. Niestety, raczej jestem w tym kiepska. Może oboje nie będą mogli spać którejś nocy i np. Sunny będzie już w Kuchni u Skrzatów pić herbatkę i mój Archie też tam wpadnie i jakoś tak zaczną rozmawiać czy coś.]

    Archie, czy coś

    OdpowiedzUsuń

  17. Elizabeth Weiss wybiegła z klasy od Eliksirów, przerażona. Cała była oblana okropnie zielonym eliksirem od Maddison Versoq, dziewczyny tak dziwnej jak jej nazwisko, którego Elle nie potrafi wypowiedzieć. Mad naprawdę nie potrafi obchodzić się z eliksirami, a pech chciał, że to właśnie biedna panna Weiss była nim upaćkana. Biegła prosto do łazienki Jęczącej Marty, bo właśnie tam mogła znaleźć choć odrobinę spokoju. Była naprawdę wściekła jak można być tak głupim, tak nieznośnym i doprowadzić do takiego nieszczęścia. Chyba był niezmywalny ten eliksir. Mimowolnie zaczęła płakać, cały dzień był totalnie do dupy. To był najgorszy dzień, wliczając w to wszystkie najgorsze dni. List od matki i ojca nie był miły i zepsuł jej humor na wstępie i dodatkowo kłótnia z bratem i to. Cała zielona maź zaczęła spływać na podłogę i zostawiała okropne ślady przy każdym kroku Elizabeth. Ale był piątek, piątek trzynastego więc pech był dość normalny w takim momencie. Jako, że ojciec jest mugolem wiedziała o takich głupich przypuszczeniach Mugoli, jak na przykład czarny kot przechodzący Ci przez drogę. Dzień był okropny i chciała by jak najszybciej się skończył. Wpadła do Łazienki potykając się o własne nogi. Oparła się o umywalkę i zaczęła mocno pocierać twarz wodą. Jęczącej Marty nie było, gdzieś się zapodziała więc na szczęście nie będzie opowiadała bzdur na jej temat. Elizabeth Weiss stała się okropnie zielonym stworem. Nie chciała tego słuchać więc w pośpiechu jeszcze mocniej ochlapała swoją twarz, ale nie ustępowało. Był zdenerwowana, cała czerwona z nerwów na twarzy. Oby nikt za nią nie pobiegł.
    — Cholera. — warknęła do siebie zaciskając ręce jeszcze mocniej na umywalce, która swoją drogą trochę już popękała. Trochę zielonego czegoś zeszło, oby nie miało jakichś złych właściwości. Drzwi od łazienki otworzyły się szerzej, a w nich ujrzała, Sunshine Price jej najlepszą przyjaciółką. Można powiedzieć, że jest jej bratnią duszą, bo tak właśnie było. Najdroższa jej osoba na świecie, musiała za nią pobiec. Uśmiechnęła się do niej lekko, co na pewno nie wyglądało szczerze. Nie była pewna, ale koleżanka chyba zaczęła się śmiać. Można powiedzieć, że jest najweselszą osobą na świecie.

    Elizabeth Weiss

    OdpowiedzUsuń
  18. [W sumie czemu nie, ale wolałabym coś więcej, aniżeli błądzenie gdzieś nie wiadomo gdzie... a na razie niestety nie jestem w fazie pomysłów. Może kiedy indziej?]

    Henry

    OdpowiedzUsuń
  19. [Nie wiem jak wyrobię z czasem, ale Sunny jest kochana, więc z chęcią przyjmę wątek. Tylko - nie mam pojęcia co do dokładnej relacji, ani ogólnie nie mam pomysłu na samą fabułę. Może Ty coś masz? :)]

    Milan Jarvis

    OdpowiedzUsuń
  20. [ No to ten, cześć Sunshine <3 Kocham cię <3 Superekstrazaczepistocudowniepiękna pani. Chodź na wątek <3 ]
    Queen Princess Skistad.

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Mam pomysł. Może Sunny i Queen by się.. zaprzyjaźniły? :D Wiesz, opiekunka domu itp. No i w wątku Sun miałaby jakieś wyżalenia a Q by jej pomogła czy coś? :D ]

    OdpowiedzUsuń

  22. Roześmiane Krukonki pokierowały się w stronę sali z Eliksirów, poradziły sobie dość szybko mimo, że schody były zaskakująco nie pewne dzisiejszego dnia. Elle wciąż miała troszkę zzieleniałe włosy, ale w towarzystwie najlepszej przyjaciółki nic nie było w stanie sprawić, że źle się czuła, choć przyznać można było, że w najlepszym humorze to ona nie była. Weszły do sali z Zaklęć i usiadły, jak zawsze w tej samej ławce. Praktycznie na wszystkich zajęciach tak siedziały. Pech chciał, że obok nich dosiadła się Maddison ze swoimi wrednymi przyjaciółeczmaki, czy to możliwe, że tak głópie dziewczyny trafiły do tego samego domu co Elle? No nic, nie dając się sprowokować dziewczyna skupiła się na swoim zeszycie i wielkiej książce do danego przedmiotu. Przerabialiśmy dzisiaj zaklęcie Depulso byliśmy troszkę opóźnieni z tematem więc to zaklęcie przerabialiśmy po raz pierwszy. Elizabeth dowiedziała się przydatnych rzeczy na temat tego zaklęcia, ale nie miała ochoty uczestniczyć w lekcji. Brat wszystko jej opowiedział o danym zaklęciu. Elle należy do tych uczniów, którzy wiedzą, ale nie odpowiadają na pytania nauczycieli. W końcu wiedza jest od tego aby wiedzieć, ale się nią nie przechwalać, takiego zdania przynajmniej była Krukonka, a ona zdania nie zmienia. Postanowiła więc zająć się pisanie liścików z Sunny, które często lądowały u nauczycieli na biurku, ale jako, że obie są lubiane przez nauczycieli, nie zostały nigdy przeczytane na głos. Maddison postanowiła zabawić się w zapasy, a warto dodać, że dziewczyna jest dość ociężała. Pchnęła więc Elizabeth jak najmocniej w stronę Sunny i obie upadły prosto na twardą ziemię. Obijając sobie chyba wszystkie części ciała.
    — Co panie robią? Panno Weiss, panno Price chyba nie chcą pani odwiedzić gabinetu Dyrektora? — spytał profesor, a dziewczyny zgodnie pokiwały przecząco głowami, zgodnie z prawdą. Usiadły więc w ławce, ponownie. Elle nagryzmoliła parę słów na skrawku pergaminu.
    Zabiję ją, jak już do ego dojdzie to nie zatrzymuj mnie.
    Obie się zaśmiały nie zdając sobie sprawy, że Maddison wciąż chciała się bawić, złapała więc swoją krótką różdżkę i wskazała ją na dziewczyny.
    — Depulso! — krzyknęła głośno, a dziewczyny odrzuciło w tył. Obie nie wiedziały co się dzieję, ale wiedziały, że to się źle skończy. Elle przynajmniej wiedziała, bo automatycznie wstała i łapiąc swoją różdżkę w dłonie, była gotowa do ataku.

    Elizabeth Weiss

    OdpowiedzUsuń
  23. Były dni, kiedy nawet Archie miał dość. Po prostu dość, wszystkiego. Lekcji, prac domowych, reszty uczniów, samotności, swojej bezradności i chorej ambicji, która nie pozwalała mu na odpuszczenie w ostatnim momencie od obranego wcześniej planu. Miał dość. Dzisiaj właśnie nadszedł taki dzień, a Puchaś nie mógł spać. Był zmęczony, zawalony nauką, ale nie mógł zasnąć. I tyle. Siedział na swoim łóżku wpatrzony w odsłonięte okno przez które do ciemnej sypialni w dormitorium chłopców wpadało mlecznobiałe księżycowe światło. Postanowił jednak nie siedzieć tak bezczynnie, tylko przejść się na spacerek po zamku. W swojej piżamie, na którą składały się krótkie czarne dresowe spodenki i zwykła biała koszulka bez rękawów postanowił wyjść, wcześniej narzucając na ramiona jeszcze granatowy sweter. W takim stroju wyglądał komicznie, ale przecież nikogo znajomego nie spotka, prawda?

    Przemierzał chłodne korytarze, chociaż było już lato, to w środku dalej często odczuwało się zimno bijące od kamiennych murów. Jego kapcie wydawały śmieszny odgłos na posadzce, ale nie na tyle głośny, by zwrócić czyjąś uwagę, więc nie przejmował się tym. W pewnym momencie zorientował się, że bezwiednie zmierzał ku Kuchni, gdzie na pewno można było teraz wypić sobie dobrą herbatkę albo gorącą czekoladę i zjeść jakąś słodką bułkę, która Skrzaty przygotowywały na śniadanie. Archie, jako że był znany ze swojej uprzejmości, ale i skrytości, był tolerowany w kuchni, więc gdy do niej wszedł, Skrzaty przywitały go miło, ale zdawkowo i zaczęły przygotowywać herbatę o smaku owoców leśnych, o którą zawsze prosił. Nawet naszykowały mu talerzyk z ciastkami z cukrem, które tak uwielbiał. Nie był jednak sam. Poza tymi magicznymi stworzeniami w kuchni, przy wielkim stole siedziała drobniutka postać i trzymała w obu dłoniach gigantyczny kubas z parującą herbatą.
    - Bezsenna noc? - zapytał podchodząc do dziewczyny i czekając, aż Skrzaty postawią przed nim jego "posiłek".

    Archie//Tea

    OdpowiedzUsuń
  24. [Jejku, genialny pomysł! Na początek to wystarczy, potem myślę, że akcja się rozwinie sama z siebie :D Chcesz może zacząć? :)
    Możesz go pytać o mugolskie książki, muzykę i eliksiry xD]

    N. Kvarforth

    OdpowiedzUsuń
  25. Niklas miał dziś kolejny ciężki dzień. Wszystko go irytowało, znów pokłócił się z profesorem zielarstwa, a w dodatku strasznie bolała go głowa. Nie spodziewał się, że zaraz miało się jeszcze bardziej pogorszyć.

    Blondyn postanowił trochę się przewietrzyć, wyszedł więc na dziedziniec. Jeszcze w szkole wyglądał przez okna i widział, że ten jest pusty, ale nie wiedział dlaczego. Gdy już wyszedł na zewnątrz, sprawa się wyjaśniła. Lało jak z cebra. Schował się pod pierwszym lepszym daszkiem, ale tylko dlatego, aby zapiąć torbę. Miał w niej jedyny w szkole egzemplarz książki Ukryte moce, o których posiadaniu nie masz pojęcia i z którymi nie wiesz, co począć, kiedy już zmądrzejesz. Strasznie mu się podobała i szybko ją przeczytał, ale było mu mało, więc co kilka tygodni chodził do biblioteki, oddawał i od razu pożyczał, prosząc jedynie bibliotekarkę o wpisanie następnego dnia jako daty wypożyczenia, żeby nie było, że on ją ciągle ma.
    Gdy już upewnił się, że książka jest bezpieczna, zrobił kilka wolnych okrążeń wokół budynku szkoły. Nagle zrobiło mu się jednak słabo i strasznie zimno, postanowił więc wrócić do dormitorium, przebrać się i pójść do biblioteki popracować nad kolejnymi eliksirami.

    Po powrocie do pokoju szybko wyjął książkę i upewnił się, że nikt nigdzie jej nie znajdzie. Obawiał się o nią, gdyż idąc wcześniej niedaleko biblioteki słyszał, jak jakaś blondyna z szóstego roku o nią pytała, a uprzejma i dochowująca tajemnicy bibliotekarka mówi jej, że właśnie znajduje się u Niklasa. Wziął z pokoju notes od eliksirów i inne potrzebne rzeczy i udał się do biblioteki.
    Tam po drodze słyszał, jak ktoś słodkim głosikiem woła jego imię. Poirytowany odwrócił się, i zobaczył, jak biegnie za nim blondynka, którą widział wcześniej w bibliotece. Przyspieszył kroku, lecz ona wciąż za nim biegła. Kiedy złapała go za ramię, odwrócił się do niej i spojrzał na nią z mordem w oczach. Szybka ocena: mniej więcej w jego wieku, Krukonka, całkiem ładna. Z uśmiechem na ustach wyglądała jeszcze lepiej. Wewnątrz nie był już taki zły, ale nie dał tego po sobie poznać, więc groźnie zapytał:
    - Czego chcesz?

    N. Kvarforth

    OdpowiedzUsuń
  26. - W sumie... mam do zrobienia eliksiry otrzeźwiające na koncert. Garethowi z pewnością się przyda mały zapas. Mam nadzieję że uważałaś na lekcji, Sunny, i wiesz jak go robić - powiedziała Queen i wskazała dziewczynie żeby poszła za nią. Swój marsz skończyła w lochach.
    - Tam masz fiolki, składniki w szafkach... chyba wiesz co robić - uśmiechnęła się promiennie do Sun i zabrała się za krojenie liści mandragory.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Przybywam z Marcusem i w sumie stwierdzam, że tego przyjaciela z powiązania mogę przekabacić na postać damską, łapiesz miejsce?]

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Sunny jest świetna, pisałam ci już to *.* Może coś z Hogsmeade? Seth próbowałby z nią flirtować czy coś xd ]
    Lama Sorenson

    OdpowiedzUsuń
  29. [ ty taka zła :D <3 ]
    Queen spojrzała na siebie, a później na nią.
    - Nic nie szkodzi, Sunny - powiedziała.
    A następnie zaczęła się śmiać.
    Pierwszy raz od kilku tygodni. A jej śmiech był tak perlisty, piękny, że nie szło także tego zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Tak, pierwsza opcja bardzo ciekawa, pozwól że zacznę od Hogsmeade ]
    Kolejny, smutny, poniedziałkowy poranek, w którym nawet płatki wydają się szare. Jednak Seth Harry Sorenson był bardzo szczęśliwy. Szedł korytarzem do Sali Wejściowej ze świetnym humorem i tym swoim głupim uśmieszkiem, i zarażał optymizmem każdego, kto obok niego przechodził. Nagle dostrzegł że blond czupryna minęła mu przed oczami. Zamrugał lekko.
    - Sunny, Słoneczko!? - zawołał i podbiegł do blondynki - jak się masz, żółtowłosa kaczuszko?

    OdpowiedzUsuń
  31. [Wyznaję zasadę handlu wymiennego :D Czyli mój pomysł - twoje zaczęcie. Może zaczniemy od tego, że będą próbowali zwędzić jakiś puchar z Izby Pamięci?]

    OdpowiedzUsuń
  32. - To co, ruszamy dzisiaj na Hogsmeade, nie? - rzekł Seth, ciągle w świetnym humorze - Widzisz tamten dziwny, spadający obiekt? To szanse Slytherinu na wygraną! Jakby co, tutaj miałaś się roześmiać.
    Poruszał lekko brwiami.
    - No, bo wiesz, ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem jak dostać się do Wieży Ravenclawu. Przygotuj się, że w nocy będzie tam krążył stworek o zielonej główce - uśmiechnął się do niej chytrze - Czyli sam mistrz YODA! - krzyknął i wyjął z kieszeni dżinsów zwinięta maskę.
    Rozłożył ją szybko i przyłożył do twarzy.
    - Strach to ciemna strona Mocy. Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia. Czuję w tobie wielki strach… - mówił jego głosem. - A teraz leć na śniadanie, kaczuszko!

    OdpowiedzUsuń
  33. Celia zmierzała właśnie do biblioteki, bo praca domowa z Transmutacji sprawiała jej problem. A jeśli masz problem, udaj się do Biblioteki. Wyszła na korytarz, potykając się o skraj szaty przy przeciskaniu się przez dziurę za portretem Grubej Damy, i rzuciła nienawistne spojrzenie grupce Ślizgonów stojącej obok. Widać było gołym okiem, że przyszli tu tylko po to, by naśmiewać się z Gryfonów. Celia nie mogła im nic powiedieć, bo nie robili nic niezgodnego z regulaminem, ale gdyby mogła, już dawno odjęłaby im więcej punktów, niż udało im się zebrać od począrku roku szkolnego. Stereotypowy Ślizgon to zawsze był jej największy wróg, odkąd tylko pojawiła się w Hogwarcie.
    Już miała sobie odpuścić wojnę na spojrzenia i ruszyć dalej, gdy zza zakrętu wypadła dziewczyna. Biegła z zawrotą prędkością i oczywiście wpadła na kogoś, lądując na posadzce. Celia nie zauważyłaby nawet, jak bardzo się dziewczyna poobijała, gdyby nie szydercze śmiechy Ślizgonow, które kazały jej jednak zwrócić na sytuację większą uwagę. Z kolan dziewczyny ciekła krew, tak samo jak z łokci, najwyraźniej zrobiła sobie coś w nadgarstek, a z jej podbródka powoli ściekała strużka krwi. Nie wyglądało to dobrze. Odgoniła Ślizgonów spojrzeniem (i kilkoma cichymi groźbami), i szybko podbiegła do dziewczyny, by pomóc jej wstać.
    - Tak, też nieraz się o tym przekonałam - zaśmiała się Celia. - Też zazwyczaj trudno mi wychamować na zakręcie.
    Ruszyła z dziewczyną w stronę Skrzydła Szpitalnego. Nie miała pojęcia, jak ona wylądowała, że aż tak się poobijała, ale wolała o to nie pytać. I tak wyglądało na to, że wszystko ją boli.

    Celia

    OdpowiedzUsuń
  34. - A... - Afasia urwała, wyrzucając sobie, że nieomal opowiedziała jej o Richardzie i jego obrzydliwościach. Prawie wygadała, jak nosiła do szkoły bluzki z długim rękawem i spodnie, chociaż na dworze temperatura sięgała trzydziestu stopni. Jak, widząc zatroskane spojrzenie nauczycielki, odwracała wzrok, albo uśmiechała się promiennie, najszerzej jak tylko mogła, byleby odgonić jakiekolwiek złe podejrzenia od swojej osoby.
    Jak musiała, i do tej pory musi, chronić swoją siostrę.
    Jak nie może, bo jest tu.
    Westchnęła ciężko, popijając herbatę i roześmiała się, słuchając opowieści. Sięgając pamięcią wstecz, spróbowała przypomnieć sobie najśmieszniejszą sytuację ze swojego dzieciństwa.
    Pstryk !
    Richard spada ze schodów, ona i Emily zaśmiewają się do łez, a potem chowają w szafie, przestraszone jego wybuchem złości.
    Odpada.
    - Kiedyś pomylili mnie z moją siostrą - stwierdziła obojętnie, oglądając swoje paznokcie. - Jest trochę ponad rok ode mnie młodsza, ale wyższa, no i pierwszego dnia szkoły - jej szkoły - nauczycielka myślała, że tak bardzo wyrosłam, po czym zabrała ją do klasy zamiast mnie. Ja stałam obok z otwartymi ustami i prawie płakałam ze śmiechu.
    Opowieść była prawdziwa. Afasia nie dodała tylko, że wcale nie płakała ze śmiechu, tylko z bólu.
    - Dobra herbata - pochwaliła, chcąc uciec od ponurych rozmyślań.

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  35. [ Przyjaźń też wchodzi w grę, o ile masz na nią chęci między naszymi dzieciaczkami. Szczególnie z taką uśmiechniętą, wiankową dziewuszką. Piękna jest wewnątrz, jak i na zewnątrz <3 ]

    Christopher Newell

    OdpowiedzUsuń
  36. Ta dziwna dziewczyna wciąż się w niego wgapiała. Co ona, zabujała się czy coś? Nawet, jak zapytał się, czego od niego chce, nie odpowiedziała ani słowem i nadal się gapiła. Rzucił jej łagodne spojrzenie z nadzieją, że da mu spokój, powie, co ma do powiedzenia i sobie pójdzie. Ale nie, no bo po co? Lepiej pozawracać głowę i wpatrywać się jak w ducha, prawda?
    Stali na przeciwko siebie już tak długo, że wokół nich zebrała się porządna grupka gapiów. Ciekawe, co sobie musieli o nich myśleć. Para w trakcie kłótni? Brat ganiący siostrę za złe zachowanie? Czy może para idiotów, której ulubionym zajęciem jest niekończąca się wymiana spojrzeń na samym środku korytarza?
    Sam się zdziwił, ale najbardziej odpowiadała mu ta pierwsza opcja. Właściwie to ktoś mógł wziąć ich za parę, bo chyba wyglądem bardzo do siebie pasowali. Niklas musiał to kiedyś przemyśleć.

    Nagle spojrzenie dziewczyny się zmieniło, teraz patrzyła się jak na kogoś bardzo bliskiego jej sercu. Boże, już do reszty ją powaliło? Halo?! NIECH KTOŚ JĄ STĄD WEŹMIE!!! - krzyczał w myślach i nie wiadomo dlaczego łudził się, że ktokolwiek go usłyszy.
    Nagle poczuł, jak blondynka chwyta go swoją malutką i drobną dłonią i szybkim krokiem wyprowadza na dziedziniec. Zapytała się, czy wszystko w porządku i czy dobrze się czuje. Tak, czuję się świetnie, chociaż wolałbym w tym momencie zostać SAM - odpowiedział jej w myślach.

    Kiedy już wyszli na dziedziniec, wyrwał się z uścisku dziewczyny i lekko przycisnął ją do najbliższej ściany.
    - Powiesz w końcu, o co Ci chodzi, czy mam Ci w tym jakoś pomóc? - zapytał, robiąc się coraz bardziej wściekłym.

    N. Kvarforth

    OdpowiedzUsuń
  37. [Trzeba byłoby tylko wymyślić, skąd taka relacja by się wzięła, bo Julien to nie ma w zwyczaju mieć z nikim napiętych relacji. Więc żeby był niemiły, trzeba być dla niego bardzo niedobrym. Przyznaj się, co ona mu zrobiła?]
    Julien

    OdpowiedzUsuń
  38. - Mam, ale nikomu się w nim nie pokazuje. - powiedział szeptem - Jedynie za przysługę.
    Jego tajemniczy ton przyprawił jego samego o dreszcze.
    - Wiesz, mam jeszcze podobiznę Lorda Vadera i Luke`a. Jak poszukam to jeszcze mam chyba Leię - rzekł i poruszał brwiami - moglibyśmy się poprzebierać kiedyś - uśmiechnął się do niej promiennie i wziął ją pod ramię, a następnie pociągnął do drzwi wejściowych.
    Pomógł jej wejść do powozu, i nawet się nie spostrzegli jak dotarli do Hogsmeade.
    [ sorry za takie przyśpieszenie akcji c; ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ jezu ja już nie myślę xdd miało być Darth Vader xddd ]

      Usuń
  39. [W porządku; jakoś to sklecę w początek, ale będzie na niego trzeba troszkę poczekać.]
    Julien

    OdpowiedzUsuń
  40. [ojej, a to dlaczego? :> Venka jest smutna i skrzywdzona, bo rodzice wychowywali ją na maszynę do zabijania, miała rozwalać głowy Puchonom i męczyć Gryfonów, wprost królować w Slytherinie, a kiedy się okazało, że trafiła do Ravenclawu najchętniej by się jej pozbyli. i zostawili samą sobie, z takim skrzywionym już przez nich charakterem i tak dalej. tak, lubię dramy, tak, często komplikuję postaciom życie. :D
    Sunny jest przeurocza, a na drugim zdjęciu widzę pannę Murray. <3 wydaje mi się ta Twoja panienka taką mega optymistyczną osóbką, to się chwali, bo ja nigdy nie umiałam takich tworzyć. możemy razem wykombinować jakiś wątek, w którym Vena bardzo się na Słoneczko wścieknie, o ile Ci to pasuje.]

    Vena Lestrange.

    OdpowiedzUsuń
  41. [oh, tak naprawdę Venie wiele nie trzeba. wystarczyłoby pewnie, żeby potrąciła ją na korytarzu, kiedy ta będzie nie w humorze, jednakże mam wrażenie, że powinnyśmy iść w coś poważniejszego. może kot Veny przywędruje wieczorem/rano do Słoneczka, która spróbuje znaleźć mu właściciela, ale natrafi na pannę Lestrange, a ta, oczywiście, oskarży ją o kradzież kota? :) jeśli Ci pasje, to możesz zacząć.]

    Vena Lestrange.

    OdpowiedzUsuń
  42. - Zonka - uśmiechnął się promiennie - może znajdę coś ciekawego, czym można cię będzie postraszyć.
    Pociągnął dziewczynę do sklepu.
    - Patrz! Strój Trolla Górskiego! - jego oczy rozszerzyły się z zachwytu - Muszę sobie go kupić! Sunny! Tam jest kostium samicy! Jak pójdziemy razem na bal Hallowenowy [?] to przebierzemy się za nie! - roześmiał się.
    Utwierdził się w przekonaniu że warto zacząć flirty.
    - Wiesz, jesteś piękna jak słońce o poranku - poruszał śmiesznie brwiami

    OdpowiedzUsuń
  43. - Dobra, a teraz leć już do dormitorium. Na jutro masz umieć przepis na blaszkę. - stwierdziła po chwili - Przepytam cię.
    Mówiąc to, ruszyła do swoich komnat.
    Weszła do gustownie urządzonego pomieszczenia. Ściany pomalowane na beżowo, jasne panele, i ciemne drewniane meble idealnie ze sobą kontrastowały, a zapalony ceglany kominek dodawał wszystkiemu uroku. Omijając salon weszła do swojej sypialni. Niebieskie ściany, brązowe łoże i szafa oraz drzwi do łazienki, pomalowanej na pastelowe kolory. Weszła do pomieszczenia, rozebrała się i weszła pod prysznic. Pozwoliła by gorąca woda spłynęła jej po plecach. Gdy przestała lecieć, Queen została przez chwilę w kabinie, wydychając parę. Następnie wyszła, osuszyła się i położyła się spać.

    OdpowiedzUsuń
  44. - Dla pięknej pani zrobię wszystko - powiedział i ucałował jej dłoń.
    Wziął strój kociaków i wcisnął jeden jasnowłosej Sunshine Price.
    - Piąta? Ale że rano? - zapytał.
    [ przepraszam że takie krótkie, nastepne bedzie dłuższe :( nie mialam co pisać :( ]

    OdpowiedzUsuń
  45. Chłopak uśmiechnął się do niej.
    - Przyjdę, i przyniosę ciastka. Robię je co sobotę w kuchni u skrzatów. Jadłaś kiedyś ciasteczka z marmoladą - wiedz że są moje.
    Chłopak po chwili namysłu powiedział:
    - Trzy Miotły - wyciągnął portfel - Ale najpierw kupię nam te fajne stroje kotałków.
    Zapłacił za dwa różowe kostiumy i wyszli ze sklepu. Pociągnął ją w stronę baru. Wypatrzyli stolik przy oknie na końcu sali. Usiedli, a Seth zapytał:
    - Co chcesz do picia? Bo ja wezmę sobie chyba Kremowe Piwo.

    OdpowiedzUsuń
  46. [z obydwiema, po to głównie stworzyłam jedną kartę. :D może coś w stylu, że India jest tą złą, która namawia Sunny do robienia głupot, a Avila aniołkiem i stara się pilnować, żeby nie wypadły mocno poza marginesowe granice? :)]

    Rudy Team Avila&India.

    OdpowiedzUsuń
  47. - Ja zapłacę, w końcu jestem facetem, nie? Zamówię nam mugolską pizzę, może ją jeszcze sprzedają. - po wypowiedzeniu tych słów ruszył do kasy złożyć zamówienie.
    Po 10 minutach wrócił do dziewczyny z gorącą pizzą i napojami.
    - A więc, Sunny, piękna jak słońce w upalne dni, czy zrobisz mi tę przyjemność, i opowiesz o sobie?

    OdpowiedzUsuń
  48. Celia pomogła dziewczynie nie tylko dlatego, że taki był jej obowiązek, bo obejmowała stanowisko prefekta - także dlatego, że nikt inny jakoś nie palił się do pomocy. Poza tym, Celia zawsze biegnie na pomoc ludziom w potrzebie.
    - Nie ma za co dziękować, naprawdę - uśmiechnęła się Celia.
    Dziewczyna już leżała w łóżku, opatrzona chwilę wcześniej przez uzdrowicielkę. Wyglądała na bardzo zmęczoną, co bardzo zmartwiło Celię. Nigdy nie lubiła patrzeć na cudzą krzywdę, a dziewczyna nie dość, że się poobijała, to jeszcze wyraźnie była smutna. I będzie musiała spędzić kilka dni w Skrzydle Szpitalnym. Biedna...
    - Jestem Celia - przedstawiła się po chwili. - A ty? W sumie ja też nie znam twojego imienia.
    Z barw jej szaty wywnioskowała, że dziewczyna należy do Ravenclawu, ale poza tym w ogóle jej nie kojarzyła. Może kiedyś jej twarz mignęła gdzieś na korytarzu, ale to wszystko. Było to dość dziwne, bo Celia zazwyczaj potrafi skojarzyć każdego. Wszędzie jej pełno, więc i zna wiele osób.

    Celia

    OdpowiedzUsuń
  49. Afasia, słuchając dziewczyny, poczuła, że od środka zżera ją coś na kształt zazdrości. Delikatne ukłucie, niczym ugryzienie mrówki, a jednak sprawiało, że Amnesia miała ochotę się rozpłakać. Zazdrościła, naprawdę zazdrościła Sunny takiej normalnej, kochającej się rodziny, i...
    - Oh tak, pięknie - przytaknęła, nie pozwalając myślom rozwinąć skrzydeł, wykiełkować i zakorzenić się mocniej w swojej głowie. Nie chciała nikogo znienawidzić. Po prostu nie chciała.
    - Jutro... O ile nie uda mi się znów zasnąć - uśmiechnęła się blado do dziewczyny. Miała problemy ze snem i to był jedyny powód, dla którego wstawała tak wcześnie. W innym wypadku pewnie odsypiałaby zarwane tygodnie, budziła się o dwunastej i byłaby cudownie wprost wyspana.
    Afasia skinęła dziewczynie głową, odchodząc w swoją stronę. Gdzieś w środku siebie wciąż i wciąż czuła nieustanny ból, jakby dochodzący z głębi serca.
    Żal, pomyślała, skręcając do pustej łazienki.

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  50. [Karta świetna, bardzo mi się podoba! Dziękuję też za miłe powitanie :) To co, wątek? Podpowiedz mi czy masz jakiś pomysł na relacje, a ja postaram się coś wymyślić]
    Johnny Spencer

    OdpowiedzUsuń
  51. [No i jestem. Ten sam dom, a imię mnie rozwaliło. Tzn pierwszy raz w sumie się z takim spotkałam ;D Co do Twojej postaci to jest bardzo ciekawa, ale nie sądzę, żeby Erica była odpowiednim materiałem na przyjaciółkę xD Nie. Po prostu nie. Poza tym musiałam się wczytać w kartę i dobrze. W końcu o te małe szczególiki chodzi, nie? ;) Ładnie masz to wszystko ogarnięte. A Sunshine na pewno jest indywidualistką, jakich raczej mało w Hogwarcie ;)]

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  52. [Kochana, o innym tarocie myślimy :D Ale Johnny może postawić jej tarota, powróżyć z kart albo dłoni (oczywiście za drobną opłatą), a Sun może stwierdzić, że skoro wywróżył jej pryszcza na środku czoła w przyszłą środę i jeszcze żąda za to zapłaty, to zdecydowanie musi postawić jej drinka]

    OdpowiedzUsuń
  53. [Cudownie! Chcesz może zacząć w takim razie? :)]

    OdpowiedzUsuń
  54. [Ależ nic nie szkodzi! Ja też zwykle opisuję z opóźnieniem :)
    Nocny włam mógłby być, wytłumaczyć to można choćby chwilową chęcią zrobienia czegoś szalonego, bo z kobietami to nigdy nic nie wiadomo, dziwna płeć :D Nie wiem tylko, na ile chciałabyś zaszaleć, bo w sumie mam jako taki pomysł na relację się w tym wiążąco, no ale nie wiem, czy mogę coś takiego zaproponować.]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  55. [Nie wiem jakie miałaś doświadczenia z pierwszym Ślizgonem, ale pewnie był aż tak okropny z charakteru jak Arsellus. Konflikt jest najbardziej prawdopodobny, ponieważ widzę, że Sunshine jest mugolaczką to dla Langhorne'a obraza uderzająca w wyznawaną filozofię czystej krwi. Nie widzę przeciwwskazań na taki wątek, tylko pytanie co stanowiłoby powód wybuchu konfliktu między nimi? ;)]

    Arsellus Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  56. [Pomyślałam, tak trochę szalenie, o jakiejś chwilowej fascynacji, bo dziewczęta w pewnym wieku mają to do siebie, że zechciałyby trochę poeksperymentować, próbować czegoś nowego, a taka relacja mogłaby być całkiem ciekawa.

    A tak jeszcze osobno - skoro Sunshine urodziła się w grudniu 2005 roku, to powinna być na V roku. Albo się machnęłaś przy wpisywaniu roku po prostu :)]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  57. [Posłużmy się Ślizgonami i zamknijmy je w składziku na miotły z racji ich niekoniecznie czystej krwi. Nie żeby Oona pozwalała sobie tak w kaszę dmuchać, ale w zestawieniu z małą grupką, te dwie raczej szans by nie miały.
    Ukocham, ukocham <3]
    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  58. Archie uśmiechnął się do dziewczyny i poczuł się nieco pewniej, jakby późna pora dodawała mu odwagi. A może to było spowodowane tym, że skoro i ona nie spała, znaczy że miała swoje problemy, więc nie będzie oceniać jego. Usiadł i zajął się konsumpcją ciastek, upił łyk herbaty i dopiero odpowiedział na pytanie dziewczyny.
    - Dokładnie tak mam na imię - powiedział i rozłożył ręce w geście bezradności - czy tego chcę czy nie.
    Wziął kolejny łyk herbaty i zastanowił się nad odpowiedzią. Dlaczego tu był? Sam nie wiedział, może to nawał nauki? Raczej nie, on lubił się uczyć. A może to, że zaraz będą wracać do domu po skończonym roku szkolnym? To było możliwe. Nie chciał znów wysłuchiwać tego, co ojciec miał mu do powiedzenia na temat jego przyszłej pracy. Do głowy przyszło mu jeszcze kilka innych powodów, ale dogonił swoje myśli i pokręcił głową.
    - Sam nie wiem. Nie mogłem spać - powiedział odstawiając kubek i podsuwając dziewczynie talerz pełen ciastek - masz ochotę? - zapytał i wziął jedno dla siebie i włożył je do ust - ciekaw jestem - zaczął, gdy pochłonął już ciastko - ilu uczniów jeszcze nie śpi, hę? Spotkałaś kogoś po drodze?
    Buchanan to ciekawski chłopak, chociaż nigdy nie może zaspokoić swojej ciekawości, gdyż najzwyczajnej w świecie nie ma wielkiego grona znajomych, które mogłoby mu mówić o najświeższych ploteczkach.

    Archie//Tea

    OdpowiedzUsuń
  59. Afasia, której udało się zasnąć po trzech godzinach przewracania się na łóżku, ziewnęła szeroko, zanim zorientowała się, że ktoś coś do niej mówi. Odwracając głowę dostrzegła, swoimi zaspanymi oczami, stojącą za nią Sunshine.
    - Oh, mmm, cześć - uśmiechnęła się blado do dziewczyny, była bowiem zbyt zmęczona, by zareagować entuzjastyczniej. - Tak, całkiem nieźle... Jakoś przeżyłam w każdym razie - wzruszyła ramionami, poprawiając włosy, opadające jej niedbale na twarz.
    - Tak, chętnie - stwierdziła, rozglądając się dookoła. Nie była pewna, czy chce iść, jednakże wolała nie siedzieć samotnie w wielkim Zamku w taki śliczny wieczór.

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  60. - Nikt nic nie widział - zapewniła Avilę India, opadając na miękki fotel. Bliźniaczki różniły się podejściem do życia i regulaminu niczym ogień i woda. Starszą z dziewczyn niesamowicie irytował fakt, że nieznośna siostra wciąga jej... ich przyjaciółkę w tarapaty. Bądź co bądź sama też chciała spędzić z Sunny trochę czasu, i to niekoniecznie na szlabanach czy głupich wybrykach.
    Indię z kolei bardzo bawiło uczenie Sunshine różnorakich wrednych dowcipów, które można zrobić innym uczniom, czy też nauczycielom. Chciała nauczyć ją pyskować na lekcjach, tak jak ona, kiedy temat był niezgodny z jej przedziwną opinią o świecie, ale na tą lekcję wolała jeszcze zaczekać. Zdawała sobie sprawę, że to najczęściej zależy od charakteru. Ona go miała. Avila nie. Sunny... to należało zbadać.
    - Ale się darł - zachichotała złośliwie India, przybijając Sunshine piątkę. - Spokojnie, Av, nie dostaniemy szlabanu - zwróciła się do siostry, już nawet nie próbując ukrywać szerokiego uśmiechu. - Obiecujemy, będziemy grzeczne.
    Mrugnęła otwarcie do Sunny, jednocześnie robiąc kocie oczy w stronę coraz bardziej wściekłej Avili.

    Avila&India.

    OdpowiedzUsuń
  61. [Aj, najwyraźniej ile głów, tyle opinii z tymi rocznikami :D
    To połączę jakoś ten nocny wypad do biblioteki z tym "zauroczeniem" i fascynacją, zacząć mogę, oczywiście, ale z góry uprzedzam, że nie wiem, kiedy to wyjdzie, bo od niedzieli idę na urlop. Całkiem długi :)]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  62. [Cześć, na wątek chęci są. Jakich relacji byś między nimi chciała? :)]

    CASPIAN

    OdpowiedzUsuń
  63. Archie słuchał dziewczyny z uwagą i zaciekawieniem, bo nikt inny nie mógł przekazać mu takich sensacji, a sam mało kogo spotykał, ale może to dlatego, że tak rzadko wyściubiał nos za drzwi sypialni w nocy? To też bardzo możliwe. Chłopak rozmyślał o tych wszystkich ludziach, którzy pewnie chodzą po zamku i nikt się ich o nic nie czepia, więc sam przestał mieć wyrzuty sumienia, że mógłby zostać przyłapany na tym przez któregoś profesora. Nie zorientował się nawet, kiedy Sunshine przestała mówić i zadała mu na koniec pytanie. Otrząsnął się z myślenia, Merlin jeden wie, o czym i spojrzał na wstającą dziewczynę.
    - Jasne - uśmiechnął się delikatnie, gdy do jego mózgu dotarło, że dziewczyna zaproponowała mu spacer. Rzadko kiedy miał okazję zwiedzać Hogwart po zapadnięciu zmroku, a przecież to nie mogło być takie straszne. Ba, to mogło być nawet całkiem ekscytujące!
    Ruszyli więc do wyjścia, wcześniej dziękując Skrzatom za poczęstunek i poświęcony im czas.
    - To gdzie widziałaś tę parkę? - zatrzymał się, gdy tylko znaleźli się poza Kuchnią Hogwarcką i spojrzał na swoją towarzyszkę.

    Archie//Tea

    OdpowiedzUsuń
  64. Mimo ciepłego dnia, wieczorem znad jeziora wiał chłodny wiatr, który uderzył w jego twarz z minutą w której znalazł się na błoniach. Rozkoszując się jego rześkością ruszył w stronę zbiornika, zamyślony, z delikatnym uśmiechem na ustach. Cały dzień chodziło za nim przeczucie mówiące o jakiejś zmianie, o czymś nowym, o czymś, co miało go wkrótce spotkać. Od jakiegoś czasu jego życiem rządziła rutyna, więc nie mógł być bardziej zadowolony ze zmiany takiego stanu rzeczy. Wcisnął dłonie w kieszenie dżinsów i nie zwracając uwagi na otaczającą go rzeczywistość rozsiadł się nad brzegiem jeziora, wdychając wilgotne powietrze głęboko do płuc i wpatrzył się w tafle wody. Jego rozmyślania przerwał nagle kobiecy głos, pełen powagi, ale z wyczuwalną nutką desperacji. Zadarł głowę i spojrzał wprost w twarz znajomej Krukonki, blondynki z jego roku. Chyba jedynej, z którą do tej pory nie zamienił ani słowa. Dziwne.
    -5 galeonów za postawienie tarota, 3 za wróżenie z dłoni, 1 za gwiazdy albo fusy, chyba, że chodzi Ci o utratę dziewictwa, to sam rzucę się nawet na kolację – odparł z zawadiackim uśmiechem, próbując odczytać aurę dziewczyny. Nie wydawała się być w nastroju na żarty, ale nie zaszkodziło spróbować. Najwyżej dostanie w twarz, ale to przecież nie byłby pierwszy raz.

    OdpowiedzUsuń
  65. Poczuła się jak otoczone zwierzę, jak ten jeleń osaczony przez psy, uwieczniony na obrazie Philipa Ferdinanda de Hamiltona. Na próżno mogła szukać jakiejś pomocy w pobliżu, poza grupką Ślizgonów i dwoma biednymi mugolaczkami, w zasięgu wzroku nie było żywej duszy. Zaczynało już zmierzchać i wszyscy poznikali z korytarzy zamku, udając się do swoich Pokojów Wspólnych i dormitoriów, zająć się ważniejszymi sprawami niż włóczenie się bez sensu po terenie szkoły, szukając kłopotów, guza i dziury w całym.
    Nie zamierzała nawet wyciągać różdżki, wiedziała że to na nic się nie zdała. Równie dobrze mogłaby porywać się z motyką na słońce. Zresztą miała wrażenie, że w tym momencie fizyczna obrona, pięści, które poszłyby w ruch, więcej by się przydały niż magia. Mogła komuś podbić oku, innemu wybić zęba, wyrwać kilka włosów z głowy...
    A propos tych włosów, zanim zdążyła dokończyć swoje wizje, zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, poczuła jak Ślizgonka łapie ją za włosy i ciągnie. Wybitnie mocno, jak gdyby chciała skierować kroki Gryfonki w jakąś konkretną stronę. Sęk w tym, że Oona kiedy chciała potrafiła wykazać się i zadziwiającą upartością jak na tak mdły charakter i jeszcze bardziej zadziwiającą siłą fizyczną jak na taką drobną posturę (wyglądała jak gdyby nawet najmniejszy podmuch wiatru mógł ją przewrócić). Zaparła się nogami niczym osioł i gdyby była postacią jakiejś głupiej kreskówki, pewnie nogami zaczęłaby zrywać parkiet. Z racji jednak tego, że była to jedynie rzeczywistość, a do napadu jednej Ślizgonki przyłączył się jej starszy kolega z domu, prześlizgnęła się jedynie po tym wypastowanym parkiecie, straciła równowagę i wyrżnęła jak długa.
    Nie była jakimś wybitnym rodzajem altruistki, ale zanim nie sprawdziła czy nie złamała sobie czegoś albo nie zgubiła zębów, zerknęła na Sunshine aby sprawdzić czy dziewczyna jeszcze teoretycznie jest bezpieczna, a fizyczna przemoc skupiła się na Gryfonce a nie jej towarzyszce.
    — Wiej! — rzuciła do niej szybko, kiedy zauważyła, że krąg wokół Krukonki się nieco rozluźnił i przy odrobinie szczęścia pozwoliłoby to Price wykorzystać okazję i uciec od napaści. — Wiej i biegnij do Wieży Gryfonów...
    Stąd było bliżej do jej domu niż do Zachodniej Wieży. Nie żeby nie wierzyła w zaangażowanie Krukonów. No dobra, trochę w to wątpiła.

    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  66. - Jasne - nazbyt entuzjastycznie Afasia pokiwała głową, odwracając się na moment. Nie chciała zdradzić, że kłamie ; nie było jej trzeba kłótni czy psucia relacji tylko z powodu pieprzonego Richarda.
    - Jest dużo takich osób - ciągnęła, niezrażona, nie patrząc jednak na swoją towarzyszkę. Nie chciała nic zepsuć, ale nie mogła powiedzieć prawdy. Nie mogła, po prostu nie mogła.
    Spojrzała w gwiazdy, intensywnie szukając nowych kształtów, chcąc przerwać tą dziwaczną wymianę zdań.
    - Spójrz, wilk - skierowała uwagę Sunny na nocne niebo.

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  67. Wściekła India przechadzała się w tą i w drugą stronę, nerwowo wyłamując palce. Pod nosem mamrotała wszystkie znane jej klątwy, które zamierzała wypróbować na swojej dumnej siostruni, kiedy tylko tamta wróci ze swojego klubowego zebrania.
    - Idziemy zapalić? - rzuciła w stronę Sunshine i, nie czekając na odpowiedź, wyciągnęła dziewczynę na Błonia, gdzie końcem różdżki przypaliła upragnionego papierosa. Wtedy odetchnęła spokojniej i poczęstowała koleżankę.
    - Dostanie się jej, wredna suka, zawsze musi wszystko popsuć - wysyczała India, myśląc o słowach Tiary, które usłyszała, gdy obie zjawiły się w Hogwarcie. Czy aby nie popełniła błędu, prosząc o Ravenclaw zamiast Slytherinu, byleby tylko być z siostrą?
    Cóż, teraz dałaby wiele, by być jak najdalej od niej.
    Ze złością uderzyła ręką w udo, aż dłoń mocno ją zapiekła.

    Avila&India.

    OdpowiedzUsuń
  68. - Jest moja - Vena Lestrange obdarzyła dziewczynę morderczym spojrzeniem, jednym z tych, które odbierają pierwszakom zdolność ruchu. Jasnowłosa wyrwała kotkę z ramion złodziejki i cofnęła się. - Ukradłaś moją kotkę - wysyczała jej prosto w twarz, wbijając w nią twarde spojrzenie. - Zabiję cię, słyszysz?!
    Znała dziewczynę, była w jej Domu i w tej samej klasie. Do tej pory uważała ją - o ironio - za nieszkodliwą dziwaczkę, jednakże po tym incydencie nastawienie Veny się zmieniło. Miała ochotę wbić jej pazury w tętnicę i rozerwać gołymi rękami. Kotka, Luna, była jej nieodłączną przyjaciółką, oczkiem w głowie, kimś, za kim panna Lestrange mogłaby pójść w ogień, gdyby musiała.
    Uniosła głowę i odmaszerowała do dormitorium, zastanawiając się, jak mogła odegrać się na tej dziewczynie, złodziejce.
    I wymyśliła. Cała seria przykrych niepowodzeń, pomyślała, uśmiechając się złośliwie pod nosem. Zaczęła rano, następnego dnia, wylewając, niby to przypadkiem, mleko na bluzkę i notatki Sunshine.
    - Ojej, strasznie cię przepraszam - zadrwiła, z satysfakcją wyłapując pojedyncze śmieszki w tłumie uczniów. - Nie wiedziałam, że nie potrafisz chodzić. Następnym razem będę uważniejsza - obiecała, krzywiąc usta w niby współczującym uśmieszku.

    Vena Lestrange.

    OdpowiedzUsuń
  69. [Możesz się jeszcze zastanowić nad czymś innym. Mam wrażenie, że z tym pomysłem daleko możemy nie zajechać. W obliczu takiej sytuacji i wmieszania tego paskudnego charakteru Arsellusa są ogromne szanse na to, że nie będzie się powstrzymywał, tylko zbeszta ją od razu i na pewno nie będzie miał żadnych zahamowań.]

    Arsellus Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  70. [Witam. Na wstępie powiem, że obie postacie bardzo ale to bardzo mi się podobają. Obie są ciekawe. I samej ciężko mi zdecydować z którą chcę wątek! Chociaż nie wiem czy z Sunshine nie będzie łatwiej bo również krukonik. Trochę nie mam pomysłu na wątek z Olivią.

    Tutaj chyba jestem w stanie więcej wymyślić. Chyba, że może Ty masz już jakiś pomysł na wątek z Ianem i którąś z Twoich dziewczyn? :)]

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  71. [Tak sobie myślę, że może jakoś od drugiego, trzeciego roku już mieli ze sobą jakiś kontakt, jednak żadne z nich nie chciało zaczepiać tego drugiego i w trakcie jakiegoś szlabanu, albo jakichś zajęć dla chętnych się poznali, zaczęli rozmawiać itp. Taka tam po prostu relacja czysto koleżeńska jednak z każdą rozmową było im ze sobą przyjemniej, nie bali się siebie wzajemnie, aż Ian się zmienił i coś się zepsuło i od tamtego czasu po prostu lubią czasem wyjść właśnie na ten długi spacer po lesie z lekkimi rozmowami. Jednak ponownie czuliby między sobą ten dystans czy coś. Tak mi jakoś zaświtało. Jeszcze do dopracowania. Ale będę myśleć też jeszcze, może wpadnie mi coś nowego do głowy ;) No i oczywiście czekam na Twoje propozycje]

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  72. [Mogę zacząć, żaden problem! Tylko jeżeli masz jakiekolwiek sugestie, co do miejsca, czasu czy w ogóle coś innego to pisz. I tak dopiero wieczorem zacznę bo zaraz wychodzę z domu :)]

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  73. W zasadzie to lubił swoją samotność. Nie narzekał na brak towarzystwa, jednak przychodziły takie wieczory, kiedy brakowało mu czyjejś obecności. Nie potrzebował rozmowy, bo od tego miał swój czarny dziennik, jednak czuł pustkę, której nikt nie potrafił wypełnić.

    Czasami zastanawiam się nad tym, jakby to wszystko wyglądało gdybym o wszystkim się nie dowiedział. Czy nadal brnęła by we wszystkie swoje kłamstwa? Czy kiedykolwiek przyszło jej do głowy, że mogłaby powiedzieć prawdę? Spróbować wytłumaczyć. Może, gdyby sama do mnie przyszła byłbym w stanie jej wybaczyć. Może nie byłbym zadowolony z jej śmierci, a może w ogóle by do niej nie doszło. Nie pokłócilibyśmy się. Nie wybiegła by z domu... Ale przecież to wszystko jest nieważne. Teraz jej nienawidzę, nienawidzę jej tak bardzo.

    Zapisując pospiesznie kolejne zdania, rozmazywał dłonią pozostawiony już na papierze atrament. Nie przeszkadzało mu to. Wręcz przeciwnie, w razie gdyby zagubił dziennik nie musiałby się martwić o to, czy ktoś kiedyś odczyta jego zapiski... Wszystkie jego tajemnice był bezpieczne. Nie do odszyfrowania.
    Słysząc szelest nieopodal niego, zamknął szybko dziennik z lekkim trzaskiem. Rozejrzał się lekko poddenerwowany dookoła, napotykając spojrzenie błękitnych oczu pewnej blondynki. Kiedyś był w stanie jej zaufać, mógłby powierzyć jej swoje życie a dziś... Dziś nieśmiało zerka w jej stronę, ledwo mogąc wycisnąć z siebie jakiekolwiek słowo.
    Było już późno, a w pokoju wspólnym znajdowali się jedynie oni. Nawet nie zorientował się, kiedy dziewczyna pojawiła się w pomieszczeniu. Zdał sobie sprawę z jej obecności dopiero wtedy, kiedy usłyszał dość głośny szelest. Chociaż nie był pewien czy to ona narobiła hałasu.
    Spoglądał na nią, zastanawiając się nad jakimiś odpowiednimi słowami. Wpatrywał się w jasną twarzyczkę okalaną blond puklamim. Odważne spojrzenie dziewczyny dodatkowo odbierało mu odwagi.

    [Wybacz, wyszło trochę słabo ale muszę się na nowo wkręcić w pisanie. Mam nadzieje, że nie wyszło bardzo źle :)]

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  74. Za dużo się wokół niej działo. W jednej chwili była ciągnięta w jakąś stronę, w następnej już biegła przed siebie jak oszalała, nie wiedząc co przed sekundą się stało, a tu nagle już zatrzymywała się (gdyby była autem to pewnie by aż opony zapiszczały), aby wrócić się kilka metrów po swoją towarzyszkę. Gdyby nie była sobą, gdyby odnalazła w sobie trochę więcej pokładów egoizmu i potrafiła jakoś zdusić wyrzuty sumienia, pewnie pobiegłaby dalej, nie oglądając się za siebie. To oznaczałoby, że chociaż ona byłaby bezpieczna w tym momencie, chociaż na trochę. Sęk w tym, że Oona dobrze została wychowana przez rodziców. Zawsze powtarzali jej, aby nie patrzyła tylko na własny czubek nosa, żeby dbała o ludzi bo to najlepsza inwestycja na przyszłość i kiedyś dwukrotnie się zwróci. Na razie się nie zwracała, ale to już szczegół.
    Zanim zdążyła wrócić po Sunshine, podnieść ją z podłogi, już zostały dogonione i mocniej przyparte do muru. Teraz wydawało się, że nie ma już żadnej drogi ucieczki, krąg wokół nich był zbyt zwarty, Ślizgoni zbyt zawzięci. Naparli z podwójną siłą i podwójnym zaangażowaniem.
    Teraz już Oona szła potulnie. Nie ciągnięta za włosy, ale za nadgarstek, co było dodatkowym ułatwieniem. Całkowicie pogodzona z losem, zerkając kątem oka na to, co dzieje się z Krukonką, aby mieć chociaż częściowe wejrzenie w całą sytuację. Raz czy drugi zatrzymała się, zapierając się znowu nogami jak osioł, na nic jednak to się nie zdało, tylko delikatnie opóźniło ich pochód.
    Próbowała nawet ugryźć Ślizgona w nadgarstek, ale bardziej sama się popluła niż zrobiła mu jakąkolwiek krzywdę.

    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  75. [Po przeczytaniu karty Sunshine ciężko mi stwierdzić czy mają takie samo podejście do życia. Cześć :) ]
    Hans

    OdpowiedzUsuń
  76. [Ojej strasznie mi miło! Mnie z kolei zawsze się wydaje, że to co napiszę jest całkowicie beznadziejne.]

    Rozchylił delikatnie wargi, zerkając na dziewczynę. W zasadzie to chciał coś powiedzieć, jednak do głowy nie przychodziły mu żadne odpowiednie słowa. Wszystkie ich wspólne chwile, przelatywały mu przed oczami niczym migawki z filmu. To były dobre wspomnienia, jednak Ian nie potrafił do tego wszystkiego wrócić, od tak. Potrzebował czasu, spokoju i kogoś kto zrozumie. Kto nie będzie nalegał, wymuszał. Może taką osobą miała być właśnie Sunshine? Tylko nie potrafił ponownie zaufać.
    Zadrżał lekko na słowa dziewczyny. Nie miał pojęcia jak w takim momencie może się ona czuć, szczerze powiedziawszy nawet nigdy się nad tym nie zastanawiał. Skupiał się jedynie na sobie.
    - Sun... To nie tak - szepnął po chwili, szerzej otwierając oczy. Był świadomy tego, że z każdym kolejnym dniem tracił ważnych dla siebie ludzi, jednak nie potrafił tego zatrzymać. Wydarzenia związane z matką, po prostu go zniszczyły. Wstał dość gwałtownie i zatrzymał się. Spoglądał na kruchą blondynkę i zastanawiał się co właściwie powinien zrobić, aby wszystko wróciło na swoje tory.
    - Zaczekaj - szepnął cicho, robiąc w końcu krok do przodu. Chwycił delikatnie jej nadgarstek, nie zastanawiając się nad tym co dalej. Po prostu chciał poczuć obecność kogoś bliskiego. Kiedyś była dla niego najważniejsza, a dzisiaj nie potrafił nawet z nią porozmawiać na tak banalne tematy jak pogoda czy oceny. Przygryzł wargę, zmarszczył delikatnie brwi i pochylił głowę w dół. Cieszył się ciepłem jej ciała, jednak nie mógł cieszyć się tym zbyt długo. Stał tak w milczeniu, aż w końcu puścił ją i zrobił krok w tył.
    - To ja Cię przepraszam... - wydusił w końcu z siebie, wycofując się. Nie był jeszcze na to wszystko gotowy. Nie potrafił się z tym wszystkim uporać. Obawiał się, że gdy komuś wyjawi prawdę, straci jeszcze więcej. Wolał sam zniknąć.

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  77. [Dziękuję :) Jeśli jesteś chętna, oczywiście zapraszam do Ronana. Muzykę zmieniłam przed chwilą na bardziej... Klimatyczną moim zdaniem, chociaż Kasabian również mi pasował. To prawda. Twoja panienka jest taka... Inna od Rookwooda xd Kontrasty. Ale też ciekawa i dzięki jeszcze raz.]

    Ronan

    OdpowiedzUsuń
  78. [hm. Sunny może trochę matkować (o ile to dobre słowo) mojej rudej wiewiórce, ale nie wiem, czy to taki typ człowieka. mogłyby wybrać się gdzieś na poszukiwanie przygód, na przykład rozpalić ognisko pod Zakazanym Lasem!]

    Lucy.

    OdpowiedzUsuń
  79. [mniej więcej to miałam na myśli. :) wow, Lucy się ucieszyła. :D chętnie zacznę. :)]

    - Chodź ze mną! - zarządziła Lucy, ciągnąc Sunshine za rękę z Pokoju Wspólnego na korytarz. W jej oczach lśniły iskierki szczęścia, co oznaczało nowy, wybitny plan. Do tego potrzebowała jednak zaufanego człowieka, a taka właśnie była starsza przyjaciółka.
    - Dzisiaj biwakujemy! - ucieszyła się, rzucając na podłogę torbę, wypchaną po brzegi piankami, śpiworem i namiotem. - Piknik i ognisko pod Zakazanym Lasem, co ty na to? - mrugnęła do dziewczyny wiedząc, że ta jej ulegnie. Razem odbyły już niejedną taką przygodę, ale Ruda czuła, że tym razem zapowiada się coś o wiele większego. Niemal skakała ze szczęścia obok Sunshine.
    - Ruszaj się, musisz spakować śpiwór! - pogoniła ją. - A ja ukradnę z kuchni trochę ciasteczek!

    Pół godziny później, kiedy zaczynał zapadać zmierzch, dziewczęta raźno maszerowały przez wysoką trawę, zbliżając się w stronę Zakazanego Lasu. Lucy zacierała ręce z uciechy, gotowa rozstawiać namiot, zbierać gałęzie na ognisko i czarować sobie pyszną, gorącą czekoladę, przyjemnie rozgrzewającą w chłodne wieczory, takie jak ten. Szeroka koszula dziewczynki łopotała na wietrze, a przez dziury na kolanach dżinsów wpadało zimne powietrze.
    Lucy nie przejmowała się takimi drobiazgami. W pewnym momencie rzuciła swój bagaż na ziemię, oznajmiając zdumionej koleżance, że tutaj się zatrzymają.
    - Jutro sobota, lekcji nie ma - stwierdziła niewinnie Wiewiórka, z niejakim trudem wyciągając namiot z torby. Z pomocą Sunny udało jej się to i po chwili piękny, zielony namiot stał, wbity w ziemię. - Teraz musimy rozpalić ogień!

    Lucy.

    OdpowiedzUsuń
  80. [Imię ma idealne i to na pewno nie bez powodu takie otrzymała :) dlatego ja bardzo chętna jestem na wątek. Potrzebna mi była taka żywiołowa osoba :) ]
    //solene

    OdpowiedzUsuń
  81. [Colinowi przyda się takie słoneczko, które rozświetli mu choć trochę życie i rozgoni na chwilę czarne chmury. (Gdzie można spotkać takie osoby w prawdziwym życiu? Jeśli masz jakieś pod ręką, poproszę od razu o trzy - tak na wszelki wypadek.) Początkowo myślałam o czymś związanym z kuzynostwem, ale nie wiem czy Turcotte byłby w stanie unikać kogoś bez powodu (i bez wyrzutów sumienia).]

    smutas Colin

    OdpowiedzUsuń
  82. [ Wróciłam z urlopu po nasz względnie omówiony już wątek. Wciąż zainteresowana? ]

    Christopher Newell

    OdpowiedzUsuń
  83. [ Przyjaciółka od herbaty <3 Trzeba tylko jakiś ciekawy wątek im wymyślić :) ]

    Silas

    OdpowiedzUsuń
  84. [ Możemy spiknąć ich koty razem. Oj będą z tego dzieci, a ja uwielbiam kocięta. Mój pan ma kotkę, którą nasza dwójka będzie musiała schować przed woźnym, dopóki ta się nie okoci i nie będzie można oddać kotków w ręce innych uczniów. Nielegalny handel kotami w szkole dla czarodziejów i czarownic zawsze jest ciekawy :) Co Ty na to? ]

    Silas

    OdpowiedzUsuń
  85. [Zbyt dobry? Że Colin? Swoim marudzeniem i smutną miną potrafi zatruć ludziom życie, serio ;3 Szczerze mówiąc, przez tą swoją miłość do kawy prawie go wydziedziczyłam, więc próba wyprostowania jego spaczeń jest mi jak najbardziej na rękę.
    Szlabany są ciut oklepane, ale wydaje mi się, że właśnie przez takie wydarzenia zawiera się nowe znajomości - wszak nic tak przecież nie łączy, jak wspólne czyszczenie nocników w Skrzydle Szpitalnym i od tego moglibyśmy zacząć. Może kiedyś mieli wspólny szlaban, potem kilka razy minęli się w nocy na szkolnych korytarzach, aż w końcu (oczywiście już dawno po ciszy nocnej) natknęli się na siebie w Kuchni. Colin obowiązkowo sączyłby kawę, a Sunshine starałaby się przekonać go do herbaty, co z czasem przerodziłoby się w rozmowy na poważniejsze tematy? Co ty na to?]

    kofeinista Colin

    OdpowiedzUsuń
  86. [Witam i dziękuję za te wszystkie miłe słowa! Kuzynami mogą być, a i owszem! To nawet dobry pomysł do rozbudowania - ich rodziny mogą się przyjaźnić, stąd takie pojęcie "kuzynostwa", choć może nie być to dosłowne lub też właśnie mogą być tró rodziną. Dzieci wybrańcy - magiczne moce, te sprawy, podczas gdy ich staruszkowie to mugolaki.]

    Terrion

    OdpowiedzUsuń
  87. [Wszystko pięknie, ładnie, tylko jest jeden warty uwagi szczegół - Terrion nie należy do osób zazdrosnych i zadufanych w sobie. Więc z pewnością by z nią nie konkurował.]

    Terrion

    OdpowiedzUsuń
  88. Przygryzł wargę i spojrzał prosto w duże oczy dziewczyny. Automatycznie przeczesał dłonią czarne włosy, robiąc sobie jedynie jeszcze większy bałagan na głowie. Chciał być tutaj dla niej, z nią. Jednak cały czas czuł się tak, jak gdyby ktoś trzymał go za ramię i odciągał. Zawsze w tym momencie, kiedy już miał się przełamać, zrobić coś aby polepszyć swoje kontakty.
    - Sun... Ja nie wiem czy to dobry pomysł - mruknął niemrawo, ponownie przygryzając wargę. Robił to zawsze wtedy, kiedy się stresował. Często nawet nie panował nad tym, jak mocno ją przygryza i orientował się dopiero wtedy, kiedy w ustach rozpoznawał lekko metaliczny smak krwi. Tym razem było tak samo. Przełknął ślinę i opuszkami palców przetarł powolnie wargę, rozsmarowując sobie krew po policzku - nie jestem do końca pewien, czy my powinniśmy... - nie potrafił się wypowiedzieć. Z jednej strony naprawdę brakowało mu jej towarzystwa, z drugiej zaś obawiał się tego, co może się wydarzyć później.
    Nieustannie od dwóch lat czuł lęk. I doskonale było to widać po Ianie - w szczególności wtedy, kiedy próbował być sam. I chociaż bardzo się starał to wszystko ukryć każdy kto tylko na niego spojrzał widział, że dzieje się z nim coś niedobrego, że jest przybity i roztrzęsiony. Nieco zastraszony? Kurczył się w oczach, starając się zniknąć.

    [Nic nie szkodzi, ja też teraz mam dość spro spraw na głowie ale staram się tutaj zaglądać, co by nie zapomnieć o biednym Ajrunie. Tak się zastanawiam bo w sumie nic konkretnego nie ustaliłyśmy. Byli wcześniej parą czy tylko kumplami? Jak dla mnie mogli być wcześniej parą ;)]

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  89. [co tam, Sunny? chcesz może wątek? :D]

    Sullivan.

    OdpowiedzUsuń
  90. [Sunshine boi się nienawiści i chamstwa? Sullivan bardzo chętnie opluje ją jadem, kiedy będzie chciała pomóc mu poukładać książki w bibliotece!]

    Sullivan.

    OdpowiedzUsuń
  91. [możesz zacząć, jeśli Ci pasuje. :)]

    Sullivan.

    OdpowiedzUsuń
  92. [Odpiszę na wątek mniej więcej za godzinę - półtorej, a tymczasem zgadzam się na powiązania jak najbardziej. Ale jeżeli chodzi o zdjęcie to nie mam żadnej galerii tego chłopaka więc możesz sama coś wybrać byleby miał ciemne włosy ;d a tak to tylko moją propozycję podrzucę;
    https://41.media.tumblr.com/f50f3d58dea6c2606c6e59e3d534d05d/tumblr_nsq58zqpH31sa0za7o1_500.jpg
    strasznie podoba mi się te zdjęcie ;d]

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  93. Zamarł. Nie spodziewał się takich słów. Co prawda zdawał sobie sprawę, że one kiedyś zostanę wypowiedziane, jednak... Myślał, że będzie miał jeszcze czas. Sam nie wiedział czy wciąż ją kocha, szczerze mówiąc nawet nie był pewien czy wciąż ją lubi. Wiedział jedynie tyle, że mu zależy. Cholernie mocno mu zależy, jednak nie potrafi się do tego otwarcie przyznać. Nie potrafił podejść, powiedzieć. Chciał ją z całych sił objąć, jednak nie mógł. Jeszcze nie teraz.
    Stał z rozchylonymi wargami, czuł jak do oczu cisną mu się łzy a on nic nie może z tym wszystkim zrobić. Po prostu stał, słuchał jej słów i walczył z samym sobą, aby nie pozwolić na spływanie łez. Nie mógł się przecież rozkleić. Wpatrywał się w jej plecy, spoglądał jak znika mu z oczu... Tracił ją.
    Straciłem Sunshine
    Zapisał ostatnie zdanie w notatniku i położył się na łóżku. Zaciskając mocno pięści i powieki.
    Kolejnego dnia nie był w stanie spojrzeć na dziewczynę. Czuł się conajmniej tak, jak gdyby z nim poprzedniego wieczoru zerwała. Starał się, unikał jej. Nawet nie przyszedł na śniadanie do wielkiej sali. Po prostu bał się ją spotkać bo nie miał pojęcia co jej powiedzieć. Nie był gotowy do powrotu, do szczerych rozmów i ciągłych spotkań. Jeszcze nie teraz. Najbardziej w świecie bał się teraz spotkać właśnie z nią i szczerze porozmawiać.
    Chociaż z drugiej strony nie pragnął niczego innego jak ponowne spróbowanie smaku jej ust, możliwość powąchania blond włosów czy po prostu subtelnego dotyku. Pragnął a zarazem bał się jej najbardziej. Bo to właśnie ona wiedziała o nim najwięcej, o niej najczęściej wspominał w swoim dzienniku. Bo to właśnie jej brakowało mu najbardziej. Cały czas ją kochał, chociaż nie umiał się do tego przyznać.
    - Spieprzaj mi z drogi - warknął oschle do jakiegoś przestraszonego drugoroczniaka, który wszedł mu pod nogi. Nawet nie poczuł jak spod ramienia osówał się jego dziennik, którego teoretycznie nie spuszczał z oczu. W końcu to właśnie w dzienniku była cała prawda na temat Ajruna i tego, co mu się przytrafiło. Gdyby tylko ktoś go znalazł i odczytał...

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  94. [Przepraszam, że nie odpowiedziałam od razu, ostatnie dni to kompletny chaos. Jeśli jeszcze nie zaczęłaś, mogę ja to zrobić.]

    colin

    OdpowiedzUsuń
  95. [Zgadzam się, pierwszy najlepszy z tej trójki ;d

    ok w takim razie niecierpliwie będę czekać na odpis, mnie może być dziś mało wieczorem, ale jeżeli już dotrę do z pewnością będę bardzo kreatywna! ;)]

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  96. Sullivan zebrał się w końcu i postanowił odnieść gromadzący się stos książek do biblioteki. Wprawdzie już nie pamiętał, kiedy i po co wypożyczył tyle bezużytecznych tomów, jednakże najwyraźniej coś musiało przekonać go, że powinien je przeczytać.
    Czego, swoją drogą, i tak nie zrobił.
    Poirytowany tłumami, przez które musiał przedzierać się na korytarzu, Sullivan wszedł wściekłym krokiem do biblioteki, mając ochotę rzucić książkami o podłogę i odejść. Trzymał się jednak dzielnie, mieląc w ustach po kilka przekleństw, kiedy nagle...
    Stosik wylądował na podłodze, a on koło ucha usłyszał cienki głosik jakiejś dziewuchy, która nieudolnie usiłowała mu pomóc. Albo maksymalnie zdenerwować.
    - Zamknij się! - wrzasnął na nią, doprowadzony niemal do ostateczności. Niewiele brakowało, by wyciągnął różdżkę i rzucił na irytującą kobietę jakieś mało przyjemne zaklęcie. Wściekły, zręcznie zebrał z podłogi pokaźny stos książek i wysyczał dziewczynie w twarz:
    - Żebyś się więcej do mnie nie zbliżyła!
    Po czym odszedł w swoją stronę, zostawiając ją, przestraszoną, na środku korytarza.

    Sullivan.

    OdpowiedzUsuń
  97. [Dziękuję pięknie za powitanie. :) A ja mam wrażenie, że nasze dziewczęta się dogadają. To co, że Sunshine nosi na głowie wianki, Shirley razem z córką noszą kostiumy i suknie balowe z dawnych lat. :D Oczywiście nie codziennie! Ale Carmen je lubi.
    No i piosenkarka, tancerka, pianistka... To już jest powód, żeby je połączyć :D]
    Carmen

    OdpowiedzUsuń
  98. [cześć i dziękuję ! Sunshine jest taka urocza i radosna. <3]

    Vanilia.

    OdpowiedzUsuń
  99. [mogłyby być jakimiś dobrymi znajomymi, albo coś. nie chce mi się pisać kolejnych wątków o nienawiści, bo sporo miałam na poprzednich postaciach, a i tutaj, jak zakładam, będzie ich sporo. Sunshine i Vanilia mogą sobie razem obserwować gwiazdy. co myślisz o takim powiązaniu?]

    Vanilia.

    OdpowiedzUsuń
  100. Serce Afasii zabiło mocniej na ledwo słyszalny dźwięk, gdzieś niedaleko. Była przewrażliwiona na punkcie takich rzeczy ; miała wrażenie, że wszędzie wokół czai się Richard, gotów zaatakować. Co, oczywiście, w hogwarckim środowisku było najnormalniej w świecie niemożliwe, jednak do dziewczyny to nie przemawiało.
    Ręka Sunny była ciepła i przyjemnie pozwoliła się dziewczynie uspokoić. Afasia odetchnęła głębiej, intensywnie wpatrując się w przestrzeń.
    - Chodźmy stąd - szepnęła cicho, podrywając się. Ciemność wokół zaczynała ją przerażać, choć na ogół była niewrażliwa na takie rzeczy. - No już !
    Pociągnęła Sunshine za sobą, nie chcąc zostawić jej na pastwę losu. Nie wybaczyłaby sobie tego.

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  101. - Lecę! - wrzasnęła za nią Lucy, podnosząc się na nogi i biegnąc, absolutnie nie przejmując się tym, że jej spodnie przemokły od wilgotnej ziemi i na kolanach wykwitły ciemne plamy. Przełknęła ciastko i rzuciła się na kupkę drewna, łapiąc w biegu sporą część tego, co leżało na ziemi. Triumfalnie uniosła je w górę i wydała z siebie dziki okrzyk na swoją cześć.
    - Masz coś? - spytała Sunshine, kiedy ta przyszła spod Lasu ze swoją częścią. Lucy z uznaniem spojrzała na ułożony stosik drewna, przypalając go końcem różdżki.
    Rozłożyła śpiwór w środku namiotu i wczołgała się do niego, rozglądając się po wnętrzu. Był skromny, ale wystarczający na opowiadanie sobie historii o duchach czy wampirach, a nawet o grasujących w Zakazanym Lesie wilkołakach.
    - Chodź, usmażymy pianki i zrobimy czekoladę - oczy Lucy zaświeciły się z podniecenia. Była czekoholiczką ponad miarę, a inne słodycze również uwielbiała.

    Lucy.

    OdpowiedzUsuń
  102. [Bo mnie usunięto za nadmierne siedzenie w realu. Jednakoż wróciłam i skoro już do mnie wstąpiłaś na chwilę to wstąp i na herbatę. Zawątkujmy.]


    T. Jansson

    OdpowiedzUsuń
  103. [może i być dużo przygód, Vanilia na pewno się na to pisze. zaczniesz nam?]

    Vanilia.

    OdpowiedzUsuń
  104. [w moim przypadku zdjęcie gdzieś z internetu, niestety wszelkie tumblry nie chcą mi działać, mój komputer staruszek walczy z wszelkimi "nowościami". :D a imiona najczęściej wymyślam sama, osobiście nie cierpię, kiedy na blogu jest inna postać nazywająca się tak samo jak moja. to również jest wymyślone (teraz jak sprawdzam jest taki kwiat :D), tak więc w wyniku ewentualnego powtórzenia będę mogła się czepić o kopiowanie. :)
    jak już pisałam komuś innemu - odebranie dziecka rodzicom to najczęściej pierwszy krok ku lepszemu, często zostawienie go w domu powoduje gorsze piętna na psychice, tak więc Nemesia nie jest aż tak pokrzywdzona przez los. po prostu jest trudnym dzieckiem. :D]

    Nemesia.

    OdpowiedzUsuń
  105. Gdy tylko zorientował się, że jego dziennik zniknł dostał szału. W dormitorium zrobił taki bałagan przerzucając wszystkie swoje rzeczy z kąta w kąt, że wyglądało ono jak gdyby przeszło przez nie conajmniej tornado. Każdy człowiek, który do niego się odezwał był dziś dla Iana podejżanym o kradzież.
    Idąc przez korytarz i słysząc śmiech od razu wiedział, że śmieją się z niego, że przeczytali wszystkie jego zapiski i doskonale zdają sobie sprawę z wszystkich przykrości jakie go spotkały - jednak dla nich to dobra zabawa. W końcu Ian zawsze wiedział, że gdy tylko ktoś się dowie to go wyśmieje. Teraz miał na to dowody. W końcu dziennik zniknął, a nagle wszyscy się z niego śmieją, gdy tylko przechodzi korytarzem.
    Nawet zaczepił jednego takiego i dał mu po pysku. Ten niestety nie pozostał mu dłużny, dlatego też Ian chwilowo chodzi z podbitym okiem. To jednak go nie zraziło i wciąż każdego spotkanego na drodze przepytywał. Cały Hogwart już wiedział, że Ianowi coś zniknęło.
    Gdy pokój wspólny krukonów robił się powolnie pusty, Ian rozpoczął swoje poszukiwania. Przestawiał i dotykał wszystko, co tylko był w stanie udźwignąć. Nie mógł znieść myśli, że w chwili obecnej ktoś może siedzieć i czytać jego wszystkie zapiski. Miał nadzieje, że po prostu zgubił ten cholerny dziennik.
    Spojrzał na dziewczynę. Zamarł. Poczuł jak jego ciało zaczyna drżeć. Z jednej strony cieszył się, że to ona ma ten dziennik z drugiej zaś... Jeżeli przeczytała? Jeżeli już o wszystkim wie? Jeżeli przeczytała o jego najlepszym przyajcielu i matce? O tej cholernej ciąży...?
    - Skąd go masz - zapytał w końcu po chwili ciszy. Nie był w stanie spojrzeć jej w oczy.


    Ian
    [ale piękne nowe zdjęcia!]

    OdpowiedzUsuń
  106. Siedział w pokoju wspólnym Krukonów i głaskał swoją kotkę. Jeśli nie miał zajęć, to zwierzak był jego stałym towarzyszem i nieodłącznym kompanem do każdej wędrówki. Kotkę miał już od dwóch lat. Znalazł ja na ulicy przy bramie swojego domu. Była przemoczona i zziębnięta, więc nawet nie zawahał się przed zabraniem jej do domu, co nie za bardzo spodobało się jego mamie. Cóż, Silas nie miał zamiaru porzucać kota, więc kobieta musiała przyzwyczaić się do nowego domownika, a Vesna szybko została członkiem rodziny.
    Ostatnimi czasy Vesna była ospała i raczej rezygnowała ze spacerów. Wolała spać na łóżku Silasa w jego pokoju, lub wygrzewała się na jednym ze szkolnych parapetów. Jadła dużo więcej i chłopak musiał wykradać dla niej jedzenie, które serwowane było podczas podawania posiłków. Miała też humorki, których wcześniej nie dało się u niej zaobserwować. Mulciberowi się to nie podobało, więc szybko udał się do nauczyciela ONMS. Miał nadzieję, że chociaż koty nie były specjalnością profesora, to ten dałby radę mu pomóc. Diagnoza, którą postawił, nie ucieszyła i nie uspokoiła chłopaka.
    – Mamy problem – powiedział głaszcząc kotkę i przenosząc wzrok z niej na dziewczynę stojącą przed nim – będę miał kocięta – oznajmił beznamiętnie, bo sam nie wiedział, co miał o tym myśleć, gdyż wiadomość ta jeszcze do niego nie dotarła.

    Silas

    OdpowiedzUsuń
  107. [A może zahaczymy jeszcze o wakacje, Sunshine by się znalazła w Londynie u Carmen, gdzie matka pozwoliłaby im się rozejrzeć po garderobie w Royal Opera podczas gdy miałaby całodniową próbę przed rozpoczęciem kolejnego sezonu? :D Kto by nie chciał! :D Tyle sukni balowych i strojów do przymierzenia!]
    Carmen

    OdpowiedzUsuń
  108. [Nie wierzę w ani jedną rzecz poniżej. Z bólem serca pisałam te wszystkie oszczerstwa. Przepraszam, że musiałaś tyle czekać.]

    Colin nie wiedział, kiedy niewinne sączenie kawy do śniadania i popijanie jej od czasu, szczególnie wtedy, gdy czuł się gorzej, przerodziło się w nałogowe picie jej o każdej możliwej porze dnia i nocy. Nie ma pojęcia, jak to się stało, że napar zaczął kojarzyć mu się z relaksem, przyjemnością i zmniejszeniem prędkości z jaką pędził świat i jego życie.
    Stało się jego zwyczajem picie jej, kiedy wstał lewą nogą - a robił to notorycznie, za co można winić tylko ułożenie łóżka -, kiedy (o ironio!) nie mógł spać, kiedy bolała go głowa, kiedy oblał jakiś egzamin, kiedy zapomniał o pracy domowej, kiedy przez niego Hufflepuff stracił kolejne punkty, kiedy czuł się źle i kiedy czuł się dobrze… Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że pił ją zawsze i wszędzie; inaczej mówiąc, pił ją przy każdej możliwej okazji.
    Nieustannie dziękował niebiosom za ten boski napar, który mógł porównać do ambrozji, ale nawet to nie oddałoby jego cudowności, niezwykłości i doskonałości.
    Dla kawy był w stanie zrobić wszystko.
    Rzeczą, którą pogardzał równie mocno jak samym sobą, była herbata. Mdły napój bez smaku, który parzyło się Merlin wie ile, żeby potem odkryć, że jest za gorzka albo za słaba, bo źle wymierzyło się proporcje. Nie to co kawa, która w każdej postaci, formie czy stanie skupienia była DOS-KO-NA-ŁA.
    Tej nocy, po kilkugodzinnej wędrówce po szkole, postanowił udać się do kuchni, by ponownie uzupełnić zapas napoju bogów. Mugolski termos – prezent od babci na szesnaste urodziny – z którym się nie rozstawał nawet na chwilę, był już pusty, a pragnienie ciągle przybierało na sile, dlatego też szybko ruszył w kierunku szkolnej Kuchni.
    Jak to mówią, wszystkie drogi prowadzą do kuchni, dlatego prawie bez problemu dotarł pod obraz przedstawiający miskę z owocami. Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mu się w oczy, po przekroczeniu progu pomieszczenia, była Sunshine – no nie, znowu ona? Dziewczyna siedziała przy jego ulubionym stole, zajmując jego miejsce. W powietrzu unosił się obrzydliwy aromat herbaty.
    - Ugh. Znowu pijesz to paskudztwo? – spytał, marszcząc pogardliwie nos.

    Colin

    OdpowiedzUsuń
  109. [Witam i dziękuję za miłe słowa! :) Zaproszenie z radością przyjmę! Sunny to taki wesoły, wyjątkowy promyczek! Może wpłynęłaby na tę lepszą stronę mojej panny Lee? ;;]

    Quintella

    OdpowiedzUsuń
  110. [A dziękuję pięknie, mnie natomiast urzekły Twoje zdjęcia. ;)]

    Mirabelle Rockwell

    OdpowiedzUsuń
  111. - Ekhem, miłości? - podniósł brwi i uśmiechnął się - No cóż... pewnie znasz opowieści o postrachu Hogwartu - mistrzu Yodzie? To ja. Jestem strasznie niezdarny, lubię się zaprzyjaźniać i robić też inne rzeczy - tutaj rzucił jej znaczący wzrok - A co do tego przystojnego jak marzenie - zgadzam się, mała, jestem nieziemsko przystojny. A poza tym to do tej miłości możemy się dogadać - mrugnął do niej.

    OdpowiedzUsuń
  112. [ Harrison jak najbardziej może zagrać na gitarze i wypróbować flirt na twojej uroczej gryfonce. Co ty na to? ]
    M.Harrison

    OdpowiedzUsuń
  113. Nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Był wściekły ale jednocześnie szczęśliwy, że dziennik trafił w ręce dziewczyny. Co prawda obawiał się, że dowie się o nim rzeczy, których wiedzieć nie powinna, których nikt wiedzieć nie powinien. Mógł się jedynie modlić, aby kartkując trafiła na inne zapiski, a nie te dotyczące jego matki. Wstydził się tamtych wydarzeń strasznie i nie był jeszcze gotowy, aby powiedzieć o nich komukolwiek. Jednak czuł, był świadomy, że te przeklęte milczenie powoli go wykańcza.
    - Nie ważne - mruknął, automatycznie kierując rękę do opuchniętego oka. Dotykając opuszkami palców opuchlizny, delikatnie syknął z bólu. Nie spodziewał się, że wciąż będzie tak mocno boleć - Dlaczego mam Ci wierzyć, że go nie przeczytałaś? - zapytał nim dziewczyna zdążyła zniknąć.
    Pisał o niej w dzienniku. Pisał o niej dużo i często. Można powiedzieć, że zapiski były podzielone. Na te o matce i te o Sunshine. Brakowało mu ich bliskości. Chciałby móc się do niej bezkarnie przytulić i trwać w objęciach. Jednak nie potrafił nic z tym zrobić. Nie wiedział jak się zabrać za naprawianie tego wszystkiego co wcześniej zdążył zepsuć.
    - Uhgm - mruknął, gdy poczuł na swoim policzku zimno. Jednak po chwili było mu lepiej, ulżyło mu zdecydowanie - tak, dzięki Sun - szepnął cicho. Przez jego ciało przeszedł zimny dreszcz. Dawno, nikt nie był tak blisko niego. Biorąc głęboki wdech, poczuł delikatny zapach perfum dziewczyny. Wciąż używała tego samego, jego ulubionego.
    - Brakuje mi Ciebie - szepnął cicho, wprost do ucha dziewczyny. W tym samym czasie kładąc delikatnie dłonie na biodrach blondynki. Zbliżył się do niej tak, aby oboje mogli czuć ciepła swoich ciał. Ponownie wziął głęboki wdech, a od tego przyjemnego zapachu, aż delikatnie zakręciło mu się w głowie. Uśmiechnął się lekko po czym delikatnie się pochylił i złożył subtelny pocałunek na szyi dziewczyny. Powolnie sunąc dłońmi po jej plecach.
    Chyba zapach perfum tak na niego zadziałał. Uspokoił go. Przypomniał błogie chwile z przeszłości, których tak bardzo mu brakowało.

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  114. Nigdy się nie zastanawiał nad tym, czy chciałby wrócić do swojego poprzedniego życia. Co prawda z chęcią pozbył by się wszystkich tych nieszczęsnych wspomnień, ale nie był przekonany co do większych zmian. Trochę podobała mu się ta jego wolność, możliwość wyboru. Nie musiał być już grzecznym chłopcem, który robi wszystko z największą starannością. Mógł być brutalny i oziębły. Mógł być okrutny i szczery. W końcu i tak z nikim nie wiązał swojej przyszłości, na nikim mu już nie zależało. Jednak Sunshine wciąż miała miejsce w jego sercu.
    Ten maleńki kawałek, który powodował przejaśnienia w umyśle młodego krukona. Właśnie dzięki niemu Ajrun miał chwile, w których potrafił zrozumieć swoje błędy. W których musiał zastanowić się nad tym czy to właściwie jego życie. Czy człowiek, którego kreuje istnieje naprawdę.
    W tym momencie był naprawdę szczęśliwy, mogąc być tak blisko dziewczyny. Jednak od razu do głowy wpadły mu myśli, że nie jest z nią całkowicie szczerzy. Zmienił się w przeciągu tych dwóch lat, był innym chłopakiem.
    Obejmując wciąż delikatną krukonkę, przerwał pocałunek aby móc spojrzeć w jej jasne oczy. Uśmiechnął się lekko i ucałował ją delikatnie w czoło. Chciał się o nią troszczyć, jednak zdawał sobie sprawę, że największym niebezpieczeństwem jakie na nią może czyhać jest on sam.

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  115. [ Może podglądać Matta jak będzie gdzieś brzękał na gitarze i on ją zauważy i zaproponuje, że dla niej zagra, a potem coś się wymyśli :D ]

    M.Harrison

    OdpowiedzUsuń
  116. Spojrzał prosto w lśniące oczy dziewczyny i przygryzł wargę, zastanawiając się nad najbardziej odpowiednimi słowami, które mogłyby teraz wypłynąc z jego ust. Jednak w gowie miał pustkę, bo kompletnie nie wiedział co tak właściwie powinni teraz zrobić. Sytuacja była co najmniej dziwna.
    Ian się zmienił. Nie był tym samym chłopcem. Były momenty, w których kompletnie nie panował nad swoimi emocjami i nawet nie zastanawiał się nad tym co mówi czy robi. Wiedział, był przekonany, że w ich nowej-wspólnej historii na pewno dojdzie do takiego momentu, w którym Ajrun zacząłby się po prostu dusić. Brakowało by mu wolności. Tej, której nauczył się w przeciągu tych dwóch lat.
    - Nie mam pojęcia Sunshine - powiedział cicho, ponownie przygryzając wargę - nie wiem - dodał po chwili, przesuwając wierzchem dłoni po jej policzku - nie chciałbym Cię zranić w żaden sposób, rozumiesz? - spojrzał na nią, marszcząc brwi. Wiedział, że wyjaśnienie tego wszystkiego co czuje będzie cholernie trudne - Nie chcę, Cię zranić i dlatego nie mam pojęcia co teraz. Po prostu nie wiem - powiedział wprost. Stwierdził, że ta droga będzie znacznie łatwiejsza.

    Ian Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  117. [Heej :) O rety, dziękuję bardzo. Twoja karta to po prostu woow... świetnie napisana, tak oryginalnie i w ogóle, postać bardzo sympatyczna :D Wątek musi być i deklaruję się nawet zacząć, jeśli podsunęłabyś jakiś pomysł, bo ja niestety mam pustkę jeśli chodzi o to :(]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  118. [Jasne, jasne, rozumiem :D No więc tak, wołałabym raczej dużo przygód i właściwie nie mam z nikim za bardzo powiązania, więc jasne, jak najbardziej. Bardziej chciałabym by ich znajomość poszła w kierunku koleżeńskim bądź przyjaźni, bo na chwilę dzisiejszą Kai ma raczej samych negatywnie nastawionych do niego znajomych (no może po za Ianem :D)]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  119. [Jasne, świetny pomysł. Już zaczynam :D]

    Mam wiele wad (według niektórych), ale z pewnością jedną z nich nie jest to, że patrzę na dziewczynę ze względu na jej dom czy też sprawę dotyczącą krwi. Moje rodzeństwo miało na tym punkcie bzika, nie chcieli nigdy nawet słyszeć o czarodziejce półkrwi, czy też pochodzącej z rodziny mugoli, co jest dla mnie straszne dziwne, a mówiąc więcej, wręcz głupie. Dziewczyna to dziewczyna, ważne co ma w głowie (lub jak wygląda), a nie jakiego koloru mundurek nosi lub w którym dormitorium śpi. Co jest jednak dziwne, nigdy nie miałem jakiegoś bliższego kontaktu z Gryfonką. Podejrzewam, że to już by było za dużo, nawet jak na moją dużą tolerancję.
    Siedziałem właśnie w bibliotece i próbowałem nie zasnąć przy podręczniku od Historii Magii, gdy nagle usłyszałem podniesione głosy. Uczniowie już dawno przestali przejmować się tym, że biblioteka to miejsce ciszy, a sama pani bibliotekarka zaszywała się gdzieś między regałami, gdzie to co się dzieję w pomieszczeniu do niej nie dochodzi. Sądziłem, że to jakaś głupia sprzeczka w stylu " dlaczego nie oddzwoniłeś" lub "widziałam cię z inną dziewczyną". Tak podejrzewałem, gdyż źródłem kłótni było trzech rosłych Ślizgonów i drobna Krukonka. Coś jednak mi tutaj nie pasowało. Wyraźnie widziałem strach w oczach dziewczyny, mimo to postawą chciała udowodnić wyraźnie coś przeciwnego. Zostawiłem książkę i zbliżyłem się z wolna. Nie zainteresowałaby mnie kompletnie to zamieszanie, gdyby nie to, że wplątana była w to dziewczyna. Można o mnie mówić wiele, ale nie pozwoliłbym skrzywdzić dziewczyny, a można było dostrzec, że jeden z chłopaków jest nadmiernie pobudzony i zaciska już dłonie w pięści. Zanim zdążyłem się głębiej zastanowić wcisnąłem się między Krukonką a trzema chłopakami. Wow, z daleka nie wyglądali na takich wysokich i umięśnionych. Nie mogłem się jednak zbłaźnić przy dziewczynie.
    -Nie zapominasz się, Archibald?- spytałem odważnie, zbliżając się jeszcze bardziej do niego, chcąc udać pozory tego, że pod tym zielonym mundurkiem tak naprawdę ukrywam mięśnie. Chłopacy tylko się roześmiali. Wokół nas zaczął rosnąć tłumek ciekawskich.
    -Lepiej zmierz się z kimś twojego pokroju, a nie zaczepiasz dziewczyno. Co, pękasz? Jesteś tchórzem?- mówiłem, pokazując swoją postawą, że jestem gotów do bójki. Chłopacy wręcz skręcali się ze śmiechu. Zaczęło mnie to strasznie, ale to strasznie irytować. Że to niby ja nie potrafię się bić?! Ponownie, najpierw zadziałało moje ciało, a nie mózg. Zacisnąłem dłoń w pięść i uderzyłem Archibalda w twarz. Zapadła cisza. Nikt chyba nie wierzył, że posunę się do tego. Chłopak jęknął i chwycił się za twarz. Spod dłoni wypłynęła strużka krwi. Przełknąłem głośno ślinę i cofnąłem się tak, że musnąłem ramieniem Krukonkę.
    -Złamałeś mi nos, ty idioto. Już nie żyjesz. Łapać go!- krzyknął, jednak zanim zdążył wypowiedzieć swoją groźbę, chwyciłem Krukonkę za rękę i wybiegłem wraz z nią z biblioteki. Nie wiedziałem właściwie dlaczego pociągnąłem ją za sobą, to był prawdopodobnie impuls. Biegliśmy dłuższą chwilę, w końcu jednak schowaliśmy się za jakąś zbroją.

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  120. [Dzięki, nie, jasne, że nie :)]

    Serce łomotało mi w piersi jak oszalałe. Nie byłem teraz aż taki pewny czy ten mój nagły przypływ heroizmu był na miejscu i czy postąpiłem słusznie. Jednakże to wahanie szybko ustąpiło, gdy poczułem silniejszy nacisk dłoni Krukonki na moją. Chociażby nie wiem co za moment się zdarzyło, było warto chociaż przez chwilę być bohaterem. A zwłaszcza po niedawnej bijatyce z której nie wyszedłem bez szwanku. A zaledwie zaczęło się goić.
    -Masz różdżkę?- spytałem, sam przeszukując kieszenie. No tak, zawsze musiałem ją gdzieś zostawiać. Nigdy nie mam jej przy sobie, gdy najbardziej jej potrzebuję. Chociaż i tak wszystkie zaklęcia w jednej chwili uciekły mi z głowy. Miałem nadzieję, że chociaż Sunny jest lepsza w zaklęciach niż ja.- Bo ja nie mam. Musimy wymyślić coś innego.
    Nagle usłyszałem kroki nadbiegających Ślizgonów. Zbroja nie był aż tak duża, by zakryć nas obu.
    -Przechylimy tą zbroję na nich, gdy się tutaj zbliżą. Na trzy. Raz, dwa...- nie zdążyliśmy jednak nawet pchnąć jej o milimetr. Była wyjątkowo solidna. Zamiast przesunąć ją do przodu sami popchnęliśmy siebie do tyłu, ujawniając tym samym tajemne przejście do którego wpadliśmy.

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  121. [maleńka uwaga "[...] wszystkim wyjątkowo cudownym iskierką, które głębiej [...]" iskierkom. przepraszam, musiałam, ten błąd okropnie mnie denerwuje, ale ja jestem dziwnym, przewrażliwionym człowiekiem. nie przejmuj się, karta jest świetna. :D
    co do wątku, hm. możemy, o ile nie masz nic przeciwko, przenieść akcję jeszcze na końcówkę wakacji, i założyć, że dziewczyny spotkały się u jednej z nich w domu, a potem zrobiły sobie ognisko i przyjacielskie sekreciki, zwierzenia, tego typu sprawy. potem coś się do tego doda, żeby było więcej akcji i nie urwał nam się odpis, ale wiesz. :)]

    Medea.

    OdpowiedzUsuń
  122. [w porządku, ja czekam sobie i nigdzie nie uciekam. :3]

    Medea.

    OdpowiedzUsuń
  123. Upadek ze schodów kosztował nas kilka nowych siniaków, ale chyba to było lepsze niż oberwanie od Ślizgonów. Przez dłuższą chwilę leżałem na podłodze zastanawiając się właściwie co się właśnie wydarzyło. Zaledwie kilka sekund wcześniej staliśmy na zbroją, a teraz leżeliśmy na podłodze w jakimś... dziwnym pomieszczeniu. Gdy Sunny wyciągnęła w moim kierunku dłoń chwyciłem ją i wstałem. Otrzepałem ubranie, przy okazji stwierdzając, że właściwie tylko zdarłem sobie dłonie. Sunny miała większe obrażenia.
    -Nic ci nie jest? Powinnaś chyba pójść do skrzydła szpitalnego.- stwierdziłem dotykając lekko jej dłoni by obejrzeć łokieć.- Dobrze, że nic nie złamaliśmy. Co to za miejsce?
    Wszędzie było strasznie ciemno. Chciałem w odruchu złapać za różdżkę by wystrzelić zaklęcie Lumos, ale rzecz jasna nie miałem jej przy sobie. Weszliśmy więc na oślep nieco w głąb. Mogłem jedynie dostrzec kilka dziwnych obrazów i dwa sarkofagi. Lądowałem już w wielu dziwnych miejscach, ale czegoś takiego nie widziałem.
    -To co, idziemy stąd?- spytałem z małą nadzieją, że jednak się zgodzi i nie trzeba będzie kombinować z tymi sarkofagami. Niestety ku mojemu przerażeniu usłyszałem cichy zgrzyt. Z początku nie wiedziałem skąd pochodzi. Odruchowo zasłoniłem sobą Sunny, dotykając jednak jedną dłonią jej dłoń, jakby to miało mi przynieść więcej odwagi. Okazało się, że to sarkofag się rozsuwa. Ktoś lub coś było w środku! Przyrzekałem sobie, że jeśli wyjdę stąd cało, przykleję sobie chyba różdżkę do dłoni.

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  124. [dziękuję bardzo! tak, to znaczy jak napisane?
    wątek owszem, chętnie. tylko jaki? masz może pomysł?]

    Olivia Wardhill.

    OdpowiedzUsuń
  125. Dziewczyna mogła mieć rację. W końcu gdzieś w sercu Iana na pewno czaiło się jeszcze dobro. W szczególności dla niej. Przecież była jego pierwszą miłością, do której wciąż miał słabość. Chyba szczególnie dlatego, że wydarzenia jakie miały miejsce nie pozwoliły zakwitnąć ich uczuciom. Tak samo szybko się skończyło, jak zaczęło. Zmarszczył delikatnie brwi i objął krukonkę ramieniem, tym samym mocno ją do siebie przyciągając. Sunął powolnie po jej ręce. Brakowało mu ich wspólnie spędzanych chwil. Kiedyś czuł się przy Sunshine naprawdę szczęśliwy. I chociaż obecnie nie wierzył już w szczęśliwe zakończenia miał nadzieje, że kiedyś jeszcze poczuje to ponownie.
    - Masz rację - powiedział z lekkim uśmiechem, po czym odwzajemnił pocałunek dziewczyny - zobaczymy co nam przyniesie życie - mruknął cicho, ponownie ją całując.

    [Nie mam pojęcia co dalej :( jestem dzisiaj całkowicie wyprana z weny :(]
    Ajrun

    OdpowiedzUsuń
  126. [Jak najbardziej wątkujemy dalej! Nie ma mowy o przestaniu. Też bardzo mi się podoba ten wątek i oj, Sun tak szybko się nie pozbędzie Ajruna. Z tym, że rzeczywiście musiałybyśmy się trochę dogadać co do dalszych losów bo i u Ajruna nieco się pozmieniało, może podasz mi maila, albo napisz do mnie, opisz mi swój pomysł i coś razem ugadamy, omówimy dokładnie co i jak. Co Ty na to?
    mój mail czekoladowamasa@gmail.com :)]

    Ajrun

    OdpowiedzUsuń