23 lipca 2015

Nieraz głup­stwo człowieka ra­towało, a roz­trop­ność gubiła.


Patrzcie wszyscy, Marcus znowu się potknął, a nawet jeszcze kroku nie zrobił! On chyba wstaje lewą nogą, i to codziennie. Nie widziałem większej niezdary, słowo daje, jak mamusię kocham! A dzisiaj przy śniadaniu o mało nie udusił Ślizgonów, krztusili się sokiem dyniowym, po tym jak niefortunnie przysnął nad owsianką a głowa wpadła mu prosto w papkę. Może mówi nieco za cicho, ale za to buzia mu się nie zamyka, nawet jeśli słuchacze już dawno się ulotnili. Narzeka, że Irytek się na niego uwziął, skrzaty złośliwie podbierają mu skarpetki, przez co musi chodzić w dwóch różnych, a nauczyciele łapią się za głowę, niewątpliwie mają rację, jest Nevillem Longbottomem swoich czasów. Raz widziałem go na miotle i Godrykowi stokrotne dzięki, że już więcej na nią nie wsiadł. Każdy mecz zamienia w kabaret, popełnia gafę za gafą, ale powtarza na okrągło, że nie ma wyższych aspiracji, niż bycie jedynie komentatorem, a bycie szkolnym błaznem, to tylko tak dodatkowo. Od pierwszej klasy taki był, już w pociągu dał się poznać jako dusza towarzystwa, zawsze był taki pyzaty na twarzy ze spojrzeniem zbitego psiaka. Macha różdżką jak oszołom, notorycznie łamie pióra i zapomina, że prace domowe trzeba oddawać w terminie. Wysadzanie i psucie różnych przedmiotów opanował do perfekcji. Historię z atramentem każdy zna, do dzisiaj zwiewa na widok tego Ślizgona, nie wspominając już o pewnej pani prefekt, która cudem uchroniła się przed wybiciem oka, kiedy próbował wyczarować patronusa. O, znowu zjechał po schodach! Twarzą w dół, haha.


odautorsko

90 komentarzy:

  1. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Coś mi się wydaje, że Hattie właśnie znalazła swoją ulubioną ofiarę. :D Cześć!]

    Hattie/Baldwin

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Taki fajny! Chcę go! Zawieszę sobie nad łóżkiem <3 xD]

    Rachel

    OdpowiedzUsuń
  4. [No to pięknie, bo Hattie chętnie kogoś zbije. Jest komentatorem, tak? No to można przyjąć, że podczas któregoś meczu rzucił jakimś zabawnym komentarzem w kierunku Cathcart i od tego czasu dziewczyna się na niego uwzięła. Magiczne plątanie mu nóg na korytarzu, wylewanie soku dyniowego i tak dalej. A kiedy jest szczególnie zirytowana, to i pobić może, bo się każdemu Gryfonowi należy. :D]

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Oj z chęcią przygarnę ten tytuł, to tak bardzo w stylu starej Rachel, którą ta nowa próbuje stłamsić. No to gdzie zaczynamy wątek? ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Valancy nie przepada za quidditchem, ale z komentarzem Marcusa na pewno chętnie ogląda mecze. ;D Cześć. ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Borze szumiący, na widok Griera przyspieszył mój puls, więc nie obejdę się bez wątku. Nie ma mowy.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Cóż, Rachel zaczęła ograniczać przemoc fizyczną, ale odbiło się to na bardzo ciętym i jadowitym dręczeniu psychicznym... ]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Właśnie sobie te powiązania przeczytałam i Hattie idealnie pasuje do tej męskiej bokserki. Biedny chłopak, nie chciałabym być w jego skórze!
    Dziękuję, też chwalę Marcusa i czekam na to, co tam wymyślisz. :D]

    OdpowiedzUsuń
  10. [ No może być.
    A może skoro masz tyle weny, to zaczniesz? :3 ]

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Rachel jest po to żeby wykorzystywać Marcusa
    ja jestem po to by wykorzystywać ciebie... :* ]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Te OCZY. Ale on śliczny, jak zresztą sama postać. Miłej zabawy i wielkiej weny, zapraszam do siebie, jeśli tylko chęć :)]
    Elizabeth Weiss/Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Ze względu na to, że jestem ogromną fanką urody Nasha ( mam go nawet na tapecie w telefonie) interesowałoby mnie coś, co mogłoby zawierać ten wizualny pierwiastek. Może fascynacja? Nie wiem, jak u ciebie wyglądają sprawy męsko - męskie, więc wolę nie rzucać poważniejszymi konceptami, kiedy stoję na tak niepewnym gruncie, jednak wiedz, że jeżeli istnieje możliwość wątku romantycznego, bądź chociażby obfitującego w jakąś gorętszą akcję, to jest właśnie to, co budzi moje zainteresowanie.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  14. [O cie panie jaki on cudowny. Mam ochotę go ukochać, ale Serena już nie bo to dziewczę tylko bije chłopców i nad nikim się nie użala- serce z kamienia. W każdym razie fajnie, że nie tylko ona ma takie hipnotyzujące spojrzenie :) Cześć! ]

    Serena

    OdpowiedzUsuń
  15. [Hej. Miałam wątek, w którym Brandan zrobił komentatorowi quidditcha jakąś krzywdę, a ten się na nim zemścił w postaci zaczarowanego tłuczka :D Witamy na blogu!]

    Lloyd

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Jaki on uroczy! Niezdarny gryfon i komentator quidditcha <3 Wątek musi być. No i witaj na blogu oczywiście :) ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Hahaha urocze i zabawne. Kupuję to! :D Pomysł na relacje wyszedł od ciebie toteż w najbliższym czasie zacznę wątek tylko pytanie czy umiejscowimy akcje przed wakacjami czy tuż po? :) ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Zmieniać zbyt wiele nie musimy, podoba mi się scenariusz z poznawaniem nowych rzeczy i przekonywaniem się do nich bez zbytecznego pośpiechu. Luke z pewnością pierwszy wyszedł z inicjatywą, możemy założyć, że został wtedy odprawiony z niczym, ale wbrew wszystkiemu, nie poniechał prób zbliżenia się do twojego chłopca. Tu mogą narodzić się początkowe myśli Marcusa na tematy, o których dotąd nie rozmyślał, a z czasem możemy dorzucić tę piękną gamę przybliżonych przez ciebie odczuć. Nawet przeszło mi przez myśl, że takim potężnym bodźcem, który skłoniłby go do refleksji, byłoby zobaczenie lukowego całującego się z jakimś przedstawicielem tej samej płci. Rozumiesz, przełożenie wyobrażeń na rzeczywistość, o których od tej pory śni się po nocach. Właściwie możemy z naszego wątku zrobić dramat. Dramat niekoniecznie dramatyczny w pełnym znaczeniu tego słowa, bo urozmaicimy go pożądaniem i owymi ucieczkami, ale fajnie by było, gdyby akcja nagle przybrała niespodziewany obrót, a co się z tym wiąże, pogruchotała ich psychicznie.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  19. Sosnowa ława zgrzytnęła donośnie pod naporem męskiego, acz młodzieńczego ciała. Skrzypienie to miało charakterystyczne brzmienie: przywodziło myśl o żałosnym jęku udręczonego drewna, które po latach uczniowskich praktyk wysłużone i do granic możliwości wyeksploatowane czekało na swój kres. Świadczyły o tym choćby pojedyncze witki — już dawno oderwały się od całości mebla, jakby chciały odbyć samotną podróż z daleka od reszty organu. Co więcej, wyszczerbione krawędzie aż prosiły się o polerowanie. Ślizgonom to nie przeszkadzało, empatia nie leżała w ich naturze, a szacunek do przedmiotów tym bardziej. Z sekundy na sekundę ława przyjmowała na siebie coraz to większy ciężar i boleść temu towarzyszącą. Wszystko to aż do momentu, gdy zainteresowani porannym posiłkiem uczniowie nie obsadzili wyjątkowo tłumnie stołu.
    Ostatni zasiadł Greengrass. Z charakterystyczną dla siebie nonszalancją wplótł palce we włosy i oparł łokieć o blat, zagryzając wargę. Zawieszony nad talerzem wstrzymywał chęć do ziewania, a żeby nie stracić i tak już wątpliwej przytomności przyglądał się rozstawionym przed nim daniom. Wcale nie silił się na spektakularne spóźnienie rodem z mugolskich przekonań o „dobrym wejściu”, po prostu przedłożył sen nad długie biesiadowanie.
    — Podasz mi...? — przyciszony, stonowany głos wmieszał się w ogólny gwar trwających rozmów i gdyby nie towarzysząca temu nuta obojętności i niewyjaśnionego chłodu, pewnie można było pomylić go z byle chłopakiem. Co mądrzejsi Wychowankowie Węża, wyczuleni na ten specyficzny ton, usłyszeli go jednak mimo wszystko. No i właściwie na tym można było zakończyć opis ich reakcji, bo nikt nie kwapił się specjalnie do pomocy. To jasne, że współpraca nie stanowiła mocnej strony Ślizgonów, ale ostatecznie jakoś tam szło ich zaktywizować — Barrows, rękę Ci odjęło? — drobna uszczypliwość czasem miała lepsze dojście do wężowatych niż wszelkie uprzejmości, a wspomniany Barrows za sprawą personalnego zwrotu łaskawie wręczył mu półmisek hopków-ukropków. Zanurzone w przyjemnie gorącym, aromatycznym rosole ze znikacza wyglądały naprawdę kusząco. Dokładnie tego potrzebował na otwarcie dnia.
    Akurat sięgał po sztućce, gdy za jego plecami zaczął się istny cyrk. Zdążył tylko chlapnąć sobie trochę zupy z łyżki kiedy ktoś brutalnie wytrącił mu ją z ręki, popychając go gwałtownie w bok. To otyły Eddy Barrows zaciekawiony czyimś teatrzykiem przywalił mu barkiem w ramię, a że swoje ważył, zakłócił spokojną pozycję Asteriona. Następny w kolejce do irytowania go okazał się podniszczony list i bura sowa. Osiadła obok talerza, gubiąc pióro wprost pomiędzy pierożkami, a jakby tego było mało, sekundę później na stole wylądował również Gryfon. Greengrass zdążył tylko cofnąć dłonie, by nikt mu ich nie zmiażdżył, ale przed papką dyniową niestety nie zdołał się uchronić. Nieprzyjemna maź oblepiła jego koszulę, przyprawiając jej właściciela o marsową minę. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że jego danie dnia właśnie wesoło brykało sobie po blacie, umykając od Asteriona zgodnie ze swoimi magicznymi zdolnościami.
    — Slytherinie, widzisz i wciąż nie syczysz... — mruknął w dezaprobacie, wstając niespokojnie od stołu. Wspaniałomyślnie pozwolił nawet na przejęcie listu przez Eddiego, czego pożałował dokładnie w momencie, gdy ten zaczął go czytać. Miłosne wyznania to nie do końca to, czego człowiek oczekuje po liście od zdziwaczałego Gryfona. Napięcie znalazło swój ośrodek w zaciśniętych szczękach, a chwilę później był już pewien, że nie tylko twarz, ale i całe ciało jest równie spięte.
    — To chyba moje — rzucił wściekle w stronę bezczelnego kolegi, wyrywając mu list w połowie „słodkiej” lektury, a sam odwrócił się w kierunku uciekającego Gryfona. Wprawdzie rechot i śmiech skierowany był głównie na tamtego chłopaka, ale akurat tego dnia nie miał najmniejszej ochoty stać w centrum zainteresowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Locomotor Mortis!
      Różdżka wycelowana w plecy uciekiniera była lepszym rozwiązaniem od bezmyślnej pogoni za dziwacznym wielbicielem, a huk upadającego ciała po związaniu nóg stanowił wstępną rekompensatę za niechcianą farsę. Ale to było za mało, by zadowolić nieukontentowanego Greengrassa. Podszedł do chłopaka wciąż rozeźlony i z lekka zdezorientowany, szarpiąc nim mało subtelnie w górę, gdy podnosił go do pionu — Finite — dopowiedział gładko operując zaklęciami, a nim ktokolwiek z uczniów zdecydował się na powtórkę z gromkiego śmiechu, Ślizgon już zniknął za drzwiami Wielkiej Sali, ciągnąc za sobą biednego, prerażonego chłopaczynę.
      — A teraz dokończ czytanie.
      Uderzył Gryfona wymiętym listem prosto w pierś, przy okazji siłą ruchu przygwożdżając go do ściany, co tylko potwierdziło teorię, jakoby Asterion Greengrass był wściekły. I owszem, nie chciało mu się śmiać. Właśnie pouciekały mu wszystkie jego pierożki, a koszula wyglądała jak po bliskim spotkaniu z Kieszonkowym Bagnem. Musiał się jakoś na chłopaku odegrać. A nie przyszło mu nic lepszego do głowy niż możliwość obserwowanie go, kiedy w stresie i w wstydzie będzie czytać to, co sam napisał.
      Był tak wspaniałomyślny, że nawet zapewnił mu do tego odpowiednio intymne warunki. A tak naprawdę po prostu nie odmówił sobie kolejnego sposobu na upokorzenie go. Jeśli choć część głupot z listu się zgadzała, sercowe rozterki i najgłębsze myśli wypowiadane wprost do obiektu westchnień robiły za wyjątkowo okrutną karę.

      [Dzięki, to była naprawdę miła niespodzianka.]

      A. K. Greengrass

      Usuń
  20. [Cześć! Biedny ten Marcus. :<]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  21. [ O, nawet się dobrze składa, bo brakuje mi wątku z jakimś koleżką z dormitorium. W sumie mógłbym obsadzić Caleba w roli przyjaciela w pociągu (jedzenie budyniu na czas pewnie dobrze by opanował), ale on chyba nie nadążyłby za Marcusem.
    Proponuję zatem zwyczajną znajomość ze wspólnego pokoju. Sanders niekoniecznie musi lubić gapowatego kolegę, pewnie woli się trzymać ze sławami z boiska Quidditcha, kąpać w ich sławie i pocieszać w ramionach niechciane przez nich dziewczyny (przegrany...). W każdym razie, wpadł mi do głowy pewien pomysł - Caleb posiadał niegdyś sporo starszego brata, który... no, nie skończył najlepiej. Byli jednak do siebie dosyć przywiązani i obecnie Gryfon zbiera wszelkie pamiątki związane z bratem. Gdyby puchar/odznaka prefekta w kapsule czasu Marcusa stanowiła własność starszego Sandersa i młodszy przypadkiem zobaczył ten przedmiot w łapskach Rothesaya... krucho by było : D ]
    C. Sanders

    OdpowiedzUsuń
  22. [Podoba mi się, będzie dużo zabawy. :D Postaram się jutro zacząć.]

    Hattie C.

    OdpowiedzUsuń
  23. [O, faktycznie, idealnie się nadaje! Boję się tylko, że po ataku różdżką oraz ramą później byłoby już tylko gorzej. :D]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  24. [Ale ja już jestem zdecydowana! Podrzuć pomysł, to jutro zacznę. :D]

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Sądzę, że warto zacząć z perspektywy twojego pana.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  26. [ Starszy Sanders miał na imię Frederick, to przede wszystkim. Chociaż nie był ideałem i lubił pakować się w kłopoty, to miał spore predyspozycje magiczne, właściwie jakiego przedmiotu się nie chwycił, to mu nieźle szło. Podobnie jak Caleb przodował w transmutacji, więc mógł dostać jakieś wyróżnienie w tej dziedzinie. Poza tym grał w drużynie Quidditcha, pewnie był prefektem w Slytherinie - bo tam właśnie wylądował - i ogólnie pchał się wszędzie, gdzie go chcieli (albo i nie). Nagroda może być za szczególne zasługi dla szkoły, za wygranie turnieju gargulkowego, za drugie miejsce w jakimś corocznym szkolnym turnieju Klubu Pojedynków, medal za wygraną w jakimś meczu... może jedzenie budyniu na czas zostawmy Calebowi, Fredek to poważniejszy człowiek : D Warto jeszcze dodać, że był jedenaście lat starszy, dlatego nie spotkali się w szkole. ]
    CS

    OdpowiedzUsuń
  27. [ MUSZĘ MIEĆ WĄTEK. CZEŚĆ C:]

    Freddie Weasley z Caps Lockiem, bo tak.

    OdpowiedzUsuń
  28. [Cześć! Haha, jakim on jest słodkim niezdarą! :) Jeszcze nie znalazłam tego szczęściarza, więc jeśli coś proponujesz, byłoby mi niezwykle miło. Bądź, co bądź - Marcus naprawdę mnie urzekł.]

    Suzanne

    OdpowiedzUsuń
  29. [Nie, nie, ten pomysł naprawdę mi się podoba! Ale myślę, że zabawniej by było, jakby obszar poszukiwań wykraczał poza Trzy Miotły czy inną gospodę, będzie można przypadkiem dostać z łokcia w nos w jakimś zaułku, potknąć się o wystający bruk, takie tam. :D]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  30. [Przyjęłam do wiadomości, a z nieodwzajemnionej miłości zrezygnujemy, bo to niezdrowa relacja. :) Wpadłam na mały pomysł, trochę zakręcony. Suzanne i Marcus mogliby mieć swój jeden mały incydent, np. jeden spadły ze schodów, potrącają po drodze drugiego, co zakończyłoby się bolesnym upadkiem w swoich ramionach na twardej posadzce. Kilka dni później Suz dostałaby liścik miłośny i pomyślałaby, że chłopak od schodów wysunął błędne wnioski z tamtej przykrej sytuacji. Do Marcusa doszłaby natomiast plotka, że w Puchońskim gronie kręci się jego wielbicielka i wiadomo w ulokowałby swoje podejrzenia. Ewentualnie, aby nie przeginać, a podejrzewam, że przegięłam, tylko jedno mogłoby być postawione w sytuacji z liścikiem. Skoro oboje mają zaprzątnięte głowy innymi wybrankami, byłoby niezręcznie i nawet mogłoby dojść do niepotrzebnego konfliktu, który później można by albo i nie złagodzić. Nie wymyślam górnolotnych pomysłów, wybacz, ale mam nadzieję, że nie skompromitowałam się tą propozycją. :)) Daj znać, co myślisz. :)]

    Suzanne

    OdpowiedzUsuń
  31. [Zaaaacznę. :D W sumie pomysł z szukaniem fantów byłby całkiem ciekawy do wątku grupowego!]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Czekam więc z niecierpliwością.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Dobra, zatem Marcusie mój (kocham to imię), przychodzę z pytaniem czy zamierzasz sam kombinować nad wątkiem czy powierzasz to zadanie mnie? I czy w ogóle się ostatecznie na niego piszesz, hm? c: ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  34. [Nie miałam absolutnie nic złego na myśli, spokojna głowa.
    Limity zawsze da się jakoś powiększyć, naciągnąć, rozciągnąć. ;)
    Ogólnie rzecz biorąc, wraz z autorką drugiego bliźniaka, która niestety na jakiś czas musiała zrezygnować z pisania, miałyśmy zgłosić się pod kartę Marcusa, aby zaproponować mu rodzinne powiązanie. Od dłuższego czasu poszukiwałyśmy kuzyna, a Marcus na to stanowisko wydaje nam się pasować idealnie. Idealnie wpasowuje się do stukniętych bliźniaków. :)
    Jeśli byłabyś chętna - daj znać, wymyśli się coś w tym kierunku, jeśli nie, trudno, inne relacje też istnieją! :)]

    Samuel

    OdpowiedzUsuń
  35. [ Nie rób mi tego, dostaję świra jak mam komuś zaczynać ;-; Ale okej, okej. Poczekam cierpliwie na pomysł, ech, ech. Znaj mą dobroć. ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  36. Greengrass nie miał ambicji do straszenia go — wyszło w trakcie. Chciał jedynie dać mu do zrozumienia, że nie spodobała mu się ani jedna sekunda w Wielkiej Sali. Zaniepokojenie ze strony nieznajomego było jednak wyczuwalne mimo wszystko. Wprawdzie w ogólnym hałasie nie dało się słyszeć przełykania śliny, ani przyspieszonego bicia serca, ale już samo posłuszeństwo i rozbiegany wzrok świadczyły o odczuwanym przez chłopaka lęku. Trochę nie po gryfońsku, ale Asterion nie planował komentować tego głośno. Nie zaczynał tematów, których potem nie potrafiłby wprawnie pociągnąć. Widocznie nie wszyscy z Domu Lwa ulepieni byli z tej samej gliny. Może chłopaczek miał w sobie jakieś inne cechy, które sprawiły, że wpadł wprost pod krawat Gryffindoru, a może dzisiaj wyjątkowo wstał lewą nogą i normalnie nie robił za nadwornego błazna. Najpewniej jednak nie warto było o tym myśleć.
    Szczególnie, że Greengrass miał teraz inny problem. Mały puchacz, dotąd trzymany przez Gryfona w dłoni, teraz wyswobodził się spod kleszczy rąk i śmigał chyżo obok nich, poruszając chaotycznie skrzydłami niczym wściekły koliberek. Wyglądał jakby przygotowywał się do łowów, zgubił drogę do przesyłki, albo zwyczajnie nie spodobało mu się to, że adresat (czyt. Asterion) nie odebrał listu osobiście. Tak czy inaczej urządzał sobie właśnie szaleńczą wędrówkę nad głowami obu uczniów. Wykazał się również większą bitnością niż jego właściciel, nie tylko pokazując swój ciężki charakter, ale i sporą dozę złośliwości. Dał susa w dół, przefruwając obok ucha dysponenta i uderzył bestialsko o plecy Ślizgona. Gdy jednak ten nie zareagował, zwierzak zaczął skubać zaciekle skraj ślizgońakiej szaty, strzępiąc ją gdzieniegdzie. A potem przerzucił się nie tyle na maltretowanie materiału co na wyjadanie resztek jedzenia z ubrania.
    Niedojedzone ptaszysko. Nie ważne, czy miało apetyt na dostarczanie miłosnych liścików, czy na ciemne niteczki bawełny i dyniową papkę — to wciąż pozostawało irytujące. Ale roztropne również. Znielubienie Greengrassa to najrozsądniejsze wyjście z każdej sytuacji.
    — Cudownie. Nawet Twoja sowa dokonuje lepszych wyborów niż Ty — rzucił z dziwnym wyrzutem, jakby Gryfon wpływał na to, kogo lubi, a kogo nie. Serce nie sługa, jak to mówią, ale Asterion wciąż uważał, że jako świadoma istota ludzka, człowiek powinien tłumić w sobie uczucia, które nie są dostatecznie stosowne. Bujanie się w Wychowanku Węża zdecydowanie nie było stosowne. Ani opłacalne. Marcus prawdopodobnie nie dostał niczego, z czego mógłby być teraz zadowolony. Było tylko to wrogie spojrzenie skierowane wprost w szare tęczówki i ręka na torsie, torująca drogę do ucieczki.
    — No spieprz... — bąknął wściekle i mało kreatywnie do sowy, strzepując gwałtownie rękaw, zaraz jednak urwał, przetwarzając w głowie słowa, wypowiedziane przez swojego „wielbiciela”. O ile na Wielkiej Sali nie skupił się na treści listu, teraz dotarła do niego momentalnie. Pomimo chwilowego zdekoncentrowania puchaczem usłyszał całą kwestię i, co dziwne, musiał przyznać, że pomimo patetycznego charakteru, wypowiedź ta miała w sobie coś z prawdy. Jego głos rzeczywiście mógł sprawiać takie wrażenie.
    Asterion ściągnął brwi, patrząc na chłopaka w niejakim zastanowieniu, nim na usta wstąpił niewyraźny uśmiech. To kąciki ust drgnęły ku górze, świadcząc o lekkim rozbawieniu. Co prawda powinien czuć się winny, że właśnie doprowadził faceta do płaczu, ale chęć sprawowania kontroli nad sytuacją przyćmiła ostatki empatii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Serio? — dopytał teatralnie, przysuwając się do chłopaka na odległość zaledwie parunastu centymetrów. Czuł jego nierówny oddech i mocne bicie serca. Wiedział, że bardziej niż teraz nie może go skrzywdzić. A i tak wciąż podgrzewał atmosferę. Objął chłopaka, gwałtownie i zaborczo przyciągając go do siebie, pozwalił mu poczuć ciepło ślizgońskiego ciała. Przysunął usta do jego szyi, wypuszczając powietrze przy bladej skórze. Zdecydował się bliskość, na której nawet mu nie zależało.
      — W ten sposób? — wymruczał zgryźliwie tuż przy uchu pokrzywdzonego, ignorując zupełnie wzmiankę o bezsensowności słów. Dla niego słowa miały znaczenie o tyle, o ile mógł je wykorzystać przeciw niemu. A te mógł.

      [Możesz skrócić. Wyszło mi dłuższe zupełnym przypadkiem. ;) Swoją drogą... bieeedny Marcus. Aż ma się go ochotę przytulić. I chyba nawet Asterion podziela to zdanie, haha. Co prawda w nieco pokrętny sposób, ale...]

      A. K. Greengrass

      Usuń
  37. Nie ma co ukrywać — na tydzień przed końcem roku nawet nauczycielom nie chciało się już za bardzo wymyślać tematów lekcji, zwłaszcza że egzaminy odbyły się już dawno. Uczniowie wykorzystywali tę przedwakacyjną labę, głównie grając w gargulki czy szachy czarodziejów, prosząc profesorów o przeprowadzenie zajęć na powietrzu albo, jeśli konkretna lekcja miała być ostatnią tego dnia, o wcześniejsze ich zakończenie.
    Ciepłe wieczory w sam raz nadawały się na wypady do Hogsmeade, oczywiście po wcześniejszym zdobyciu zgody dyrektora. Na jednym z takich wyjść ktoś rzucił pomysł, aby wybrać się do Kufla Trolla, maleńkiego baru mieszczącego się w piwnicy jednej z kamienic, będącego wprawdzie nieco droższym niż Trzy Miotły — piwo kremowe kosztowało siedemnaście sykli, nie czternaście — ale w odróżnieniu od lokalu Rosmerty, można było tam posłuchać muzyki, potańczyć albo odpocząć na wygodnych kanapach. Całość przypominała raczej mugolski klub, niż pub.
    Amelię zaprosiła koleżanka z dormitorium, która z kolei została zaproszona przez jakichś Gryfonów. Dziewczyna z początku nie była przekonana, bo owszem, posiedzieć w spokoju z grupką znajomych wydawałoby się przyjemną perspektywą, ale wciąż nie czuła się pewnie, kiedy przychodziło jej przebywać w towarzystwie osób, które znała tylko z widzenia bądź wcale. Pozostałości ze starej nieśmiałości nadal się gdzieś w Baxter czaiły i szczególnie dotkliwie dawały o sobie z nać w takich momentach.
    Ostatecznie jednak zdecydowała się pójść, coby nie siedzieć samotnie w dormitorium.
    Stolik, przy którym siedziało kilkanaścioro uczniów różnych domów, nie młodszych jednak niż z szóstych klas, dosłownie wrzał. Wszyscy o czymś dyskutowali, co chwila ktoś wybuchał śmiechem, a w kącie stołu jakaś para sądziła, że nikt nie widzi ich amorów.
    Sącząc piwo kremowe, Baxter przysłuchiwała się opowieściom jakiejś Puchonki, jednocześnie co chwila zerkała w lewo, na Marcusa. Och, żadne zauroczenie, nic z tych rzeczy, a nawet wręcz przeciwnie — po wszystkich przygodach z tym Gryfonem Amelia wolała mieć pod kontrolą, czy przypadkiem jakieś krzesło nie zmierza w jej kierunku... Bark bolał ją na samą myśl o ramie, która pewnego razu dosłownie zwaliła dziewczynę z nóg.
    — Ej, cisza! — Jakiś wyjątkowo rosły Gryfon wstał z krzesła i gestem próbował zapanować nad kolegami. — DJ dziś trochę nudzi, więc proponuję się rozerwać w inny sposób.
    Grupa się uspokoiła i pochyliła w stronę Gryfona. Amelia spoglądała nań z zainteresowaniem, kiedy chłopak wyjął różdżkę z kieszeni bluzy, machnął nią i na stoliku pojawiły się dwie sakiewki. Podał po jednej osobom ze swojej lewej oraz z prawej strony, uśmiechnął się dziwnie i chrząknął:
    — Weźcie po jednym z tego, co jest w środku i podajcie dalej. — Sakiewki okrążyły stół i po niecałej minucie okazało się, że wszyscy trzymają w dłoniach karteczki. — Jedni mają zagadki do rozwiązania, inni nazwiska osób, z którymi będą musieli współpracować. Która para pierwsza upora się z rozwiązaniem oraz znalezieniem przedmiotu, wygra... — tu wyciągnął z kieszeni trzecią sakiewkę — dziesięć galeonów.
    Przy stole zawrzało znowu, gdy każdy zaczął szybko rozwijać karteczki, szukać swojego partnera i szeptem czytać zagadki. Amelia zacisnęła usta w wąską kreskę i zajrzała do środka papierowego rulonika.
    Marcus Rothesay.
    Zamknęła oczy na dwie sekundy. Świetnie, nie dość, że przebywanie w jego towarzystwie wiąże się z ryzykiem utraty kończyn — w najlepszym wypadku — to jeszcze teraz będzie musiała spędzić z nim co najmniej godzinę. Nie chciała jednak zgrywać nie wiadomo kogo i nie próbowała zamienić się z kimś na osoby, przyjęła swój marny los na klatę.
    Wyszła zza stołu i zaczepiła Gryfona.
    — Jesteś moją parą — rzuciła nieco oschle, nawet nie siląc się na uśmiech. — Czego szukamy?

    Amelia Baxter

    OdpowiedzUsuń
  38. [Czekam zatem z niecierpliwością. :)]

    Suz

    OdpowiedzUsuń
  39. [Wraz z autorką Mickeya, jesteśmy przemegastrasznie szczęśliwe, bo nasze poszukiwania w końcu nie poszły na marne! :) Na powrót Mickeya trzeba będzie trochę zaczekać, więc możemy wykombinować coś już teraz. :)]

    Sammy

    OdpowiedzUsuń
  40. Rok szkolny ruszył z kopyta, a nauczyciele od pierwszych dni nie odpuszczali uczniom w najmniejszym stopniu. Jedyną zaletą był fakt, że szóstoklasiści uczęszczali tylko na wybrane przez siebie zajęcia co w efekcie dawało więcej wolnego czasu, przynajmniej teoretycznie, gdyż nawał prac domowych i przymus ćwiczeń co poniektórych zaklęć powodował minimalizacje wolności. Dlatego wolne chwile po lekcjach Elody spędzała w bibliotece poszukując odpowiedniej literatury do nauki lub przesiadywała w pokoju wspólnym rozwiązując zadania domowe.
    Tego dnia nie było inaczej. Siedziała przy małym stoliku w okrągłym pokoju gryfonów pisząc kolejny już w tym tygodniu esej z obrony przed czarną magią. Była dopiero w połowie kiedy usłyszała za sobą znajomy głos. Odwróciła się wzrokiem napotykając tak dobrze znajomą twarz. Przywitała Marcusa szerokim uśmiechem i puściła mu oczko.
    - Cześć, siadaj, siadaj- zachęciła go wskazując miejsce obok i przesunęła książki na bok, by zrobić mu miejsce. - Też zabierasz się za esej z OPCM?- zapytała patrząc na wyjmowane przez niego rzeczy. Zawsze przyjemniej było zajmować się nauką w doborowym towarzystwie.
    Nie minęła jednak chwila nim Elody włączyła tryb „ nawijam bez ustanku” opowiadając o wakacjach i innych mniej ważnych rzeczach.
    - …kompletnie byłam temu przeciwna, ale Mathiew się uparł i nie dało się go przekonać. Jak na mugolskie standardy było naprawdę przerażająco. Niby spodziewałam się co tam będzie, ale już za najbliższym zakrętem wyskoczył i …- opowiadała wzbogacając historię o dość ekspresyjną gestykulację co poskutkowało wylaniem kałamarza wprost na wypracowanie Marcusa. Wciągnęła powietrze ze świstem i zastygła na chwilę patrząc jak czarny atrament rozlewa się na pergamin, stolik i szatę chłopaka. Wyjęła szybko różdżkę, by posprzątać bałagan jaki narobiła szepcząc zaklęcia, które teoretycznie powinny pomóc. Jednak nie było to takie łatwe, gdyż atrament owszem schodził, ale wraz z już napisanym przez chłopaka wstępem.
    - Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam- powtarzała, gdy doprowadzała miejsce wypadku do porządku. Spojrzała na pobrudzone atramentem dłonie Marcusa i jego dość zdezorientowane spojrzenie. Bez namysłu sięgnęła do bocznej kieszeni jego torby doskonale wiedząc, że zawsze trzymał tam chusteczki higieniczne, którymi nie raz i nie dwa raczył ja ratować podczas przeziębienia. Wyjęła więc paczkę wyciągając dla niego jedną i podała, by wytarł resztki atramentu. Gdy bałagan jako tako został posprzątany Elody usiadła zmieszana na krześle i przepraszająco spojrzała na gryfona.
    - Przepraszam i napiszę ci wstęp- powiedziała odgarniając niesforny kosmyk włosów za ucho. W tej samej chwili coś przykuło jej uwagę. Na ciemnej podłodze wyraźnie odznaczała się jakaś pożółkła, pognieciona karteczka. Schyliła się, by ją podnieść, a że całkiem przypadkiem leżała napisem do góry nie uszło jej uwadze, że wymienione zostało jej imię. Z tego co wiedziała była tylko jedna Elody na cały Hogwart dlatego nieskrępowanie zaczęła czytać jak się okazało swego rodzaju list. Nie byle jaki list, bo osoba pisząc wyrażała ogromną sympatię ku niej. Dlatego też z każdym kolejnym przeczytanym słowem uśmiech dziewczyny był coraz szerszy, a w oczach iskrzyły się wesołe ogniki.
    - To twoje?- zapytała Marcusa wskazują na wymiętą karteczkę. Uniosła jedną brew ku górze , uśmiechnęła się w jego stronę i wbiła pytające spojrzenie w jego twarz.

    [ Wybacz, nie jest dobrze. Wiem to, poprawie się. ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  41. [Puk, puk - to znowu ja. Przychodzę z niewielką propozycją. :)
    Jest to wątek wieloosobowy z bliźniakami oraz (jeśli autorka na to przystanie) drugim kuzynem. Wyglądałoby to mniej więcej tak, że do domu bliźniaków, "na prerię" przyjechałby Marcus i drugi kuzyn od strony ojca. W ich planach byłoby spędzenie "niemagicznego" biwaku, wiesz, namioty, ognisko w lesie, bez użycia jakichkolwiek przedmiotów magicznych. Jednak dziadek bliźniaków, straszny buc postanowi za wszelką cenę przeszkodzić im i udowodnić poprzez różnego rodzaju psikusy, że nie dadzą sobie rady. Komedia, klimat i inne genialne rzeczy. Co Ty na to? :)]

    Samuel i drugi bliźniak, który wróci, jeśli wątek dojdzie do skutku :)

    OdpowiedzUsuń
  42. [idziemy, chętnie!
    mi moich włosów też szkoda. :c]

    Andalusia.

    OdpowiedzUsuń
  43. [Okej. Dziękuję za powiadomienie.]

    OdpowiedzUsuń
  44. [ Wątek grupowy już dla nas jest, proponuję kolejkę: Mickey - Marcus - Sammy - Jean. Jeśli odpisy byłby 200-300 słów, to cała zabawa szła by w szybszym tempie. Postaram się zacząć jeszcze dzisiaj. ]

    OdpowiedzUsuń
  45. [Przepraszam, że tak późno odpisuję, mam nadzieję, że aktualne? Bo ogólnie tworzę nowego Hugona więc zapraszam wtedy i tak, masz wolną rękę ;)]

    OdpowiedzUsuń
  46. Dobrze jest wiedzieć, kiedy walka jest przegrana. O dziwo, również w tym aspekcie sowa robiła większe postępy od Gryfona, bo gdy tylko zdała sobie sprawę z tego, że Asterion najzwyczajniej w świecie o niej zapomniał, pozostawiła w spokoju jego i tak już zmarnowaną przez wcześniejsze dziobanie szatę. Wprawdzie dodatkowym czynnikiem zachęcającym ją do tego mogło być to, że omal jej nie zmiażdżono pomiędzy ciałami uczniów przy zbliżeniu, niemniej jednak niezmienne i istotne pozostawało to, że w końcu dała im święty spokój. Usiadła sobie pokornie na jednej z pochodni przymocowanej do ściany i tkwiła tak na drewnianym kikucie jak kura na grzędzie, pohukując w dezaprobacie, gdy biedny Marcus drżał z emocji pod dotykiem Greengrassa. Z czego oczywiście zdawali sobie sprawę oboje, bo przy tak małym dystansie o jaki postarał się Ślizgon ciężko było ukryć reakcje ciała. Co śmieszniejsze, sam też się z nimi zdradzał. To nie tak, że sytuacja w ogóle nie robiła na nim żadnego wrażenia. Istniała pewna ułomność ludzka, która kazała człowiekowi przejmować przymioty rozmówcy, więc gdy Gryfon osiągnął apogeum lęku, a jego trzęsące się ciało utkwiło pod silnymi dłońmi kolegi, sam Asterion zaczął odczuwać delikatny stres. Nie dlatego, że w istocie czegoś się bał, to jego podświadomość płatała mu figla, integrując się z obejmowanym przez niego chłopakiem.
    Nie było w tym świadomego wahania. Zabrakło współczucia. Śladem współodczuwania pozostawało jedynie mrowienie na skórze, gdy impulsy z drżenia docierały do niego przez połączenie ciał. Był jeszcze ten cichy, niemal załamany głos pokrzywdzonego i szelest papieru opadającego na ziemię. A potem nastąpił przełom, w którym to Gryfon odezwał się pierwszy raz niepytany.
    Może nawet uznałby te słowa za godne aprobaty, gdyby nie kłamstwo jakim karmił go teraz chłopak i sprzeczność pomiędzy werbalnym przekazem, a tym, o czym informowała go mowa ciała. Nie powinno go to w ogóle obchodzić, bo przecież Marcus i tak był na przegranej pozycji, a łganie było skutkiem desperackiego ruchu, ale może właśnie dlatego w Asteriona uderzyło irracjonalne uczucie złości. Kłamanie powinien pozostawić komuś, kto wie z czym się to je.
    — Jeśli już oszukujesz, rób to dobrze. I nie prosto w twarz, bo na to masz za mało pewności — głos Ślizgona zbliżył się niebezpiecznie blisko ostatecznej granicy szorstkości. Dobrą radę mieszał z mocną reprymendą, nie ruszając się ani o centymetr, mimo ręki przytkniętej do torsu, która chciała odepchnąć go w tył. Zaparł się momentalnie, patrząc ostro na Gryfona.
    — Mam się odsunąć? Przekonaj mnie, że tego właśnie chcesz. Naucz się, jak łgać — w dalszej części wypowiedzi naparł na niego, ponownie przygwożdżając go do ściany, tym razem jednak całym ciałem. Ręka tymczasem złapała za podbródek chłopaka, podnosząc go do góry i przymuszając do kontaktu wzrokowego. — Powiedz, że Ci się nie podoba... — dodał półszeptem prawie łagodnie, przeciągając kciukiem po gryfońskich wargach. W kontraście do poprzednich manewrów, ten ruch był subtelny, jakby prosił o ułaskawienie za poprzednią bliskość, narzuconą gwałtem na Rothesaya.

    A. K. Greengrass, hogwarcki skurczybyk (?)

    OdpowiedzUsuń
  47. Witam!
    Bardzo chciała bym wspólnie z tobą stworzyć wątek. Wydaje mi się że Sunshine i Marcus dogadali by się, a jeśli dalej poszukujesz przyjaciela z pociągu to może czas pomyśleć o przyjaciółce? :D Na pewno coś wymyślimy.
    Więc jeśli jesteś zaineresowana to uprzejmie zapraszam do mnie.

    Sunshine Price

    OdpowiedzUsuń
  48. Skoro jesteś chętna na drobną zmiane to oczywiście, że łapie miejsce! Bardzo się ciesze :3 No więc jak to rozgrywamy, zaczynasz ty czy ja?


    Uszczęśliwiona Sunshine Price

    OdpowiedzUsuń
  49. [ ja pierdziele, mrau *.* bff forewa? <3 ]
    Lama Sorenson

    OdpowiedzUsuń
  50. [ Tom byłby wdzięczny gdyby powiedziano mu o hppokampach(tak to się odmienia?) trzeba to zmienić w jakiś wątek. A co do brwi to wada produkcji :) ]

    Tom S.

    OdpowiedzUsuń
  51. [Jam na wątek chętny jak najbardziej i może się zgłosić na przyjaciela z pociągu, takie wybryki to coś idealnie dla niego. :D]
    James

    OdpowiedzUsuń
  52. [Taak <3 Mam pomysł <3 Seth i Marcus skoczyliby do Świńskiego Łba, na " jedną " szklaneczkę czegoś mocniejszego, i, brzydko mówiąc, upili by się jak gumochłony w święto dziękczynienia. No i nie wróciliby do Hogwartu przed ciszą nocną, nauczyciele przeszukali całą wioskę, ale nie Świński Łeb, no i zaangażowali do poszukiwań pół szkoły. Znaleźli by ich całkowicie schlanych. Może być? ;') ]

    OdpowiedzUsuń
  53. [Łączmy się! 'próbuje stuknąć kieliszkiem o kieliszek Marcusa i rozlewa alkohol na ich ubrania'.
    Masz jakiś pomysł na wątek?]

    Aino J.

    OdpowiedzUsuń
  54. [Ale zamieniał rzeczy w ZŁOTO! Jestem pewna, że Brandon jakoś by zaakceptował swoje ośle uszy :D]
    Brandon Alexander Ware

    OdpowiedzUsuń
  55. [No patrz, niby zwyczajny Midas, a nawet wątek zainspirował! Pasuje, biorę zaczęcie na swoje barki, więc tym nie musisz się przejmować, jutro powinno być. Powiedz mi tylko z której opcji korzystamy? Grzecznie na jakiś zajęciach z eliksirów czy nielegalnie gdzieś w pustej sali?]
    Brandon Alexander Ware

    OdpowiedzUsuń
  56. [ Jak to nie jest dla ciebie problem to możesz zacząć :) ]

    Tom S.

    OdpowiedzUsuń
  57. [Okay, to się pomyśli, chill... :D Jam i tak szuka kogoś, kto z nim będzie dalej realizował dzieło Huncwotów i Weasley'ów, tym razem chce zebrać całą małą armię... A sam też się nie obija, więc mogliby się poznać chociażby podczas szlabanu, wspólna odsiadka zbliża ludzi! :D A co do fabuły, to na razie nie wiem... Jam jest otwarty na wszelkie rodzaje relacji, kumple od wygłupów będą tutaj chyba idealni.]
    Potter

    OdpowiedzUsuń
  58. [ Chodź gumochłonie do mnie na wątek ♥ ]
    nosorożec

    OdpowiedzUsuń
  59. Sunshine i Marcus znają się od samego początku przygody z Hogwartem, mianowicie już od podróży w pociągu. Zaczęło się dość zwyczajnie. Jedenastoletnia dziewczynka w różowej sukience i dwóch warkoczach siedziała samotnie w trzecim od końca wagonie pociągu Hogwart Expres. Bacznie przyglądała się widokom zza okna, gdy nagle drzwi otworzyły się i do środka wszedł obładowany bagażami pucołowaty chłopak w jej wieku. Szedł dość niezdarnie, potykając się o własne nogi.

    - Cześć! Jak się masz, jestem Marcus! - przywitał się i zajął miejsce dokładnie naprzeciwko dziewczyny.

    - Jestem Sunshine, miło mi Cię poznać Marcus - spojrzała w jego stronę i od razu poczuła sympatię do tego chłopaka, ma ładne oczy stwierdziła.

    - Masz słoneczne imię, będę mówił do ciebie Sunny, a jak mnie zdenerwujesz to Rain - wypalił chłopak, a obydwoje wybuchli głośnym śmiechem.
    Cała podróż minęła im wspaniale tak jak kolejne sześć lat.
    Mimo to, że czasem miewali drobne sprzeczki i nie zawsze się zgadzali w kwestii co będą dziś robić ich relacje były świetne. Nawet to, że byli w innych domach im nie przeszkadzało, a często wręcz pomagało, bo czym więcej osób zamieszanych w kolejny kawał tym mniejsze prawdopodobieństwo odkrycia, że to ich sprawka.
    Aktualnie są w trakcie tworzenia kapsuły czasu. Chcą zostawić po sobie pamiątkę, zanim odejdą z Hogwartu później stworzą też mapy prowadzące do miejsca gdzie ją zakopią, a za kilkanaście lat powierzą swoim wnukom, może nawet prawnukom, aby pokazać im między innymi, jakim świetnym byli duetem!

    Właśnie teraz znajdują się w Izbie pamięci, nie jestem pewna czy gdy stamtąd wyjdą będzie ona nadal istniała.
    - Uważaj Marcus, to delikatne - mówiła po raz kolejny do chłopaka, który zachowywał się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany.
    - Nie martw się Sunny, złapałem w odpowiednim momencie!

    Sunshine Price

    OdpowiedzUsuń
  60. Zaczęło się od Króla Edypa, gdzieś po drodze wspomniał o Midasie i jego umiejętności zamieniania wszystkiego w złoto, a z tego zrodził się kolejny szalony i mało prawdopodobny pomysł. Byli w końcu czarodziejami, teoretycznie nie powinny istnieć dla nich żadne bariery — jeżeli nie istniał żaden pomysł na stworzenie złota w sposób magiczny, to tylko dlatego że nikt kompetentny nie zabrał się za poszukiwanie takiego sposobu wcześniej. Brandon nie wiedział, czy oni byli do końca kompetentni (nigdy nie przysmalił nawet kociołka na eliksirach, więc chyba jakieś umiejętności posiadał), ale na pewno byli pełni zapału i nadziei. A przynajmniej Brandon był. Zapalił się na ten pomysł. Gdyby tak wymyślili pomysł na tworzenie złota, mógłby nie tylko zostawiać po sobie sam gruz, ale również innowacyjne pomysły i masę bogactwa. W takich sytuacjach może zostałyby mu zapomniane wcześniejsze przewinienia.
    Cały tydzień był zabiegany. Ciągle miał nos w księgach, wertował kolejne przepisy na eliksiry, zaczepiał co lepszych w magii uczniów, a nawet delikatnie próbował wypytać pielęgniarkę (z nauczycielem eliksirów wolał nie zaczynać w obawie, że ten mógłby zacząć dociekać po co Puchonowi taka wiedza). Marcusa złapał nad samym rankiem i tylko w pośpiechu rzucił mu czas i miejsce spotkania, po czym pobiegł dalej w świat, w przekonaniu, że kolejne dwanaście godzin musi spożytkować jak najlepiej i jak najwięcej się dowiedzieć.
    Na miejscu był ze sporym zapasem. Znosił najpotrzebniejsze rzeczy, opasłe tomiska, które wyprosił od bibliotekarki (ich ilość przekraczała limit książek, które można na raz wypożyczyć), a przy okazji kręcił się bez sensu, starając się spożytkować swoją energię. Musiał przy tym uważać, aby nie wzbudzić niczyich podejrzeń, a następnie aby uniknąć patroli prefektów, którzy czyhali tylko na biednych uczniów, którzy wbrew regulaminowi zapuszczali się w ciemne korytarze zamku.
    Drygał niespokojnie na każdy hałas, w zanadrzu miał przygotowaną różdżkę (to co tutaj zamierzali zrobić było na tyle niebezpieczne i obciążające dla nich, że wolał przeciwdziałać zanim ktokolwiek by zobaczył jego twarz — nawet jeżeli oznaczałoby to wystrzelenie w boga ducha winnego prefekta zaklęciem oślepiającym i ucieczkę z miejsca zdarzenia) i z podekscytowania wybijał cicho rytm paznokciami o blat jednego ze stołów, ustawionych w pustej klasie.
    Myślał, że nie doczeka się tego Marcusa. To prawda, że kiedy na coś czekasz, minuty dłużą się jak godziny...

    Brandon Alexander Ware

    OdpowiedzUsuń
  61. [Właśnie miałam dylemat co do tego, czy coś jeszcze miało być po „puścił” A tak przy okazji: Marcus jest naprawdę milusi.]

    Chyba wciąż nie przywykł do intensywnych reakcji na jego dotyk, bo gdy z gardła Marcusa wyrwało się ciche jęknięcie, jego oczy wyraziły nie mniej i nie więcej niż czyste zdziwienie. W wyniku nagłego zaskoczenia cofnął nawet dłoń, niekoniecznie chętny do kontynuowania tej wprawdzie niewinnej, ale dość efektywnej prowokacji. Był pieprzonym sukinsynem, ale dzisiaj nie miał w planach rozbijać doszczętnie uczuć Gryfona, chciał jedynie odrobinę się nimi zabawić. Zaskakująco szybko zyskał jednak więcej niżeli chciał, więc teraz miał do wyboru dwie ścieżki: przesunąć granicę swoich założonych manipulacji lub zadowolić się aktualnym stanem rzeczy i po prostu dać chłopakowi święty spokój. Jeszcze nie zdecydował się na żaden z wariantów.
    W wyrazie zniecierpliwienia przeszedł natomiast z nogi na nogę, przenosząc tym samym ośrodek ciężkości na inne partie ciała, a gdy już naprawdę myślał, że nie uzyska żadnej odpowiedzi, pozwolił sobie nawet na ciche, powolne westchnięcie. Powietrze uszło z jego ust zakotwiczając się w zagłębieniu szyi Marcusa, a on w tym czasie nie tylko go obserwował, ale również zwolnił nieco przestrzeń między nimi. Wprawdzie o zaledwie kilka centymetrów, ale przy ich aktualnej bliskości każdy cal miał znaczenie.
    — W jaki sposób według Ciebie powinno do tego dojść?
    Głos Ślizgona znów nabrał niepokojącej nuty, mieszał w sobie apatię i znudzenie, przede wszystkim jednak świadczył o tym, że spotkanie zaczyna go znowu drażnić. Jedną kwestią było to, że kosztem Gryfona w jakiś sposób rekompensował sobie ośmieszenie go na oczach innych uczniów, ale drugą pozostawał istotny fakt: oboje tracili czas na bezowocne dyskusje. Nawet teraz, gdy zadał pytanie, każda cząstka jego ciała mówiła mu o tym, że wcale go to nie interesuje. Chwilę wcześniej sądził, że będzie chciał wysłuchać Marcusa, by przekonać się jak dobrym jest mówcą, kiedy się postara. Ale totalnie stracił zainteresowanie. Wszystko trwało zbyt długo. Decyzje ze strony Gryfona były niepewne i ślamazarne. Zupełnie pozbawione elegancji i stanowczości. Czyli dwóch cech, na których zwykle bazował Asterion przy rozmowach. Kiedy nie miał przed sobą kogoś, kto porafił go zadowolić tym jak się prezentował, szybko tracił zainteresowanie. No więc Greengrass nie skupiał się już na tym, co miał mu do powiedzenia przestraszony dzieciak, właściwie przestał na niego patrzyć, a gdyby mógł, pewnie nawet by go nie dotykał. Problem w tym, że musiał pozostać konsekwentny. Skoro już zaczepił biednego chłopaka i unieruchomił go pod ścianą, należało zrobić z tego jakiś użytek.
    — Na Merlina, jesteś tak piekielnie...
    Nie potrafił określić kwintesencji jego istnienia. Nie był nawet w stanie powiedzieć czy gość go śmieszy, irytuje, zanudza czy ciekawi. Prawdopodobnie chodziło o pełen pakiet. W obecności Gryfona można było więc mówić o dezorientacji na emocjach i gwałcie na świadomości, która pozostawała z jedną niezmienną: niewiadomą. Chciał dookreślenia i pewności co do tego, czy może i chce zmieszać chłopaka z błotem, ale coś mu się wydawało, że ma za słabego przeciwnika, by czuć się zadowolonym po wykonaniu kolejnego ciosu.
    — …mdły.
    Nie o to słowo mu chodziło, ale innym nie potrafił wyrazić ogromu niejasności nabudowującej się wokół osoby Gryfona. Jego zachowanie było niepewne, słowa rozmyte, a każdy ruch tak cholernie pasywny, że aż neutralny. Ciężko było reagować na kogoś tak... nijakiego.
    — Nie chcesz żebym się odsuwał? — powtórzył za nim, znów na niego spoglądając. Był przy tym do nie-zniesienia sobą. Zrobił dokładnie na przekór słowom Marcusa, cofając się o parę kroków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Sam się przysuń. Niech stracę: rób co chcesz. Pięć minut wolności dla Twoich kaprysów... wątpię żebyś nawet to potrafił wykorzystać — ostatnie zdanie wypowiedział z wyjątkową uszczypliwością, a to dlatego, że ogarnęło go uczucie pełnej dezaprobaty wobec wszystkich słabości chłopaka. Był skłonny dać mu absolutnie wszystko, czego chciał Gryfon tylko po to, by wyrównać siły między nimi. Kopanie leżącego było wyjątkowo niesatysfakcjonujące.

      A. K. Greengrass

      Usuń
  62. [ Trochę szkoda, że nasz wątek został zdeptany bez litości.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  63. [O, a ja właśnie odkryłam, że ktoś tu Vindze podkrada posadę, gdy ta jest w niedyspozycji! :D]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  64. [Aj, jak mi miło, że się ktoś odezwał. Większość wątków, które miałam, umarła po liście obecności, więc musiałam trochę pożebrać na czacie. Ale dość tłumaczenia, czas pogłówkować nad wątkiem i relacją. W zasadzie Lucasowi przydałby się przyjaciel, który czasami wyrwałby go z tych arystokratycznych, nierozrywkowych standardów. Sadzisz, że Marcus by się nadał?]

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń
  65. [ Czeeeść. Nie mam pojęcia, dlaczego mnie tutaj nie było. Twoja postać jest świetna i z okazji mojego zbierania wątków proponuję tutaj jeden, jeśli oczywiście masz ochotę. Możemy wykorzystać jeden z Twoich Poszukiwanych lub wymyślić coś własnego. Każda z moich postaci jest zwarta i gotowa do wątkowania :) ]

    Silas Mulciber/Marie Ashton

    OdpowiedzUsuń
  66. [Witam, witam. ;)
    Czyli że Marcus chce być kimś kto podnosi ciśnienie? Chcę tylko zaznaczyć, iż to wielki wyczyn, wywołac u Louisa jawne emocje, choć fakt faktem zalezy mu na uczniach i na tym aby się rozwijali. Bo inaczej to cienko jest, jeśli ktoś nie wykazuje chęci poprawy. ;"")]

    OdpowiedzUsuń
  67. [W porządku, myślę, że Nicky może być kumplem z pociągu. :D W takim razieeee... robimy nalot na Izbę Pamięci, żeby podprowadzić jakieś srebro, czy może jednak coś innego?]

    N. Hughes

    OdpowiedzUsuń
  68. [ Wymyślanie wątku jest mi na rękę, nawet bardzo. W sumie mi również jest obojętne, która postacią będę wątkować, więc skoro już zgłosiłaś się do Silasa, to zostanę przy nim. Jaka relacja by Cię interesowała? Ja nie lubię proponować relacji, co jest strasznie dziwne, więc muszę zdać się na Ciebie. Mam kilka wymarzonych wątków, ale da się je wpleść w każdy inny watek, jeśli byłoby zbyt nudno. Moje wątki zazwyczaj są dosyć plastyczne :) Jak już nakreślimy relację, to skombinuję jakiś ciekawy wątek. ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  69. [Czyli chcesz się podjąć wyzwania? Mam nadzieję, że znajdziesz jego słaby punkt, ktory chociaż uruchomi "kurwiki" w jego oczach. Loui może też mu po prostu pomóc, bo jakiego twardziela nie zgrywa, to jednak coś ma w tym serduszku, jednak robi to na swój osobliwy sposób.]

    Louis B.

    OdpowiedzUsuń
  70. [ To bardziej niż prawdopodobne, że mój pan palnął jakąś głupotę, jednak jeśli po tym ich przyjaźń by się zakończyła, to zapewne strasznie gryzłoby go sumienie i próbowałby to naprawić. Jeśli chcemy zrobić tak żeby nasze postacie nie miały kontaktu, to Marcus musiałby również zrobić coś mojej postaci, bo wtedy miałby pewność, że Mulciber się do niego nie zbliży. Od razu chcę zaznaczyć, że mój pan jest osobą, która konfrontuje się jedynie słownie poprzez wyrzucanie z siebie wszelakich emocji i wyrzutów. Myślę, że musimy naszej dwójce dać dobry powód do spotkania, bo z tą przeszłością to raczej kiepsko, żeby chcieli się spotkać dobrowolnie. Może to być czysty przypadek, bo chyba tak w ich sytuacji będzie najlepiej.
    Twój nick tak bardzo kojarzy mi się z Wiedźminem <3 Cały czas mam w głowie piosenkę z Wiedźmina 3. ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  71. [Nie, nie, ten wątek zostawiam akurat i dalej chętnie będę go pisała. Przepraszam, że przysporzyłam Wam zmartwień :3]

    Archie

    OdpowiedzUsuń
  72. [Może dostawać liczne szlabany i mycie kociołków. ;") To jak magicznie zaczynamy?]

    Louis B.

    OdpowiedzUsuń
  73. [Cześć. Mam nadzieję, że sobie poradzę. Dzięki!]

    ~Vars

    OdpowiedzUsuń
  74. [Wcale się nie obija, nic a nic! Ktoś się po prostu bezczelnie pakuje na jej miejsce! :D]

    - Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  75. [Dzięki! Czasami uda mi się wybrać jakiś w miarę sensowny wizerunek.
    Skoro napisałaś pod kartę, to jesteś skazana na wątek ze mną. Co prawda zaczęłam Ci Brandonem, ale tamten wątek jest niepewny, bo: a. nie odpisałaś jeszcze, b. Brandon urlopuje i jest na skraju śmierci. Więc możemy sobie coś tutaj stworzyć :D]
    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  76. [ Uwielbiam Wiedźmina tak bardzo, że w swoim autorskim opowiadaniu troszkę się nim inspiruję :) Masz szczęście, bo do mnie moje byłe kochanie mówiło paszteciku :') Pomysł mi się podoba, bo mam już nawet myśl, jak pociągnąć go dalej. Chcę tylko wyjaśnić sobie niektóre rzeczy:
    1. Silas raczej też nie rozpowiedziałby plotki kierując się złą wolą, tylko raczej zażartowałby do kogoś w ten sposób, ale wieść się rozniosła.
    2. Ta plotka i zniknięcie spodni miała miejsce dawniej czy w niedalekiej przeszłości, bo to dość istotne.
    Zacznę już od momentu znalezienia się w Hogsmeade :) ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  77. [ZAKOCHAŁAM SIĘ.
    Po pierwsze - imię. Mam słabość do Marcusów xD
    Po drugie - TAKA UROCZA NIEZDARA *O* Gdyby moja Pegsia była wciąż na blogu, mogliby rywalizować o nagrodę za grację xD
    Po trzecie - PUCHON. Tak, do Puchonów też mam słabość xd
    No to ten... Może jakiś wąteczek? ^^]

    Zabini i jego zakochana w Marcusie autorka

    OdpowiedzUsuń
  78. [ O tak, to byłoby zabawne, szczególnie włamanie do gabinetu. Będzie lanie. ;"D
    Skoro z Twojej strony padł pomysł, to ja jutro zacznę!]

    LouisBe.

    OdpowiedzUsuń
  79. [Prawda jest taka, że Zabini stara się zgrywać typowego badboya xD Ale to typowy arystokrata, który chciałby się wyrwać z tej chorej ideologii o czystości krwi - ale za bardzo przyzwyczajony do luksusów... i swojej babuni xD
    Ze mnie słaby wymyślacz, hmhmhm... może jakieś gg, czy coś, łatwiej wtedy zrobić burzę mózgów xd]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  80. Weekendowe wyjścia do Hogsmeade były świetną okazją do odwrócenia swoich myśli od nauki. Będą c w siódmej i ostatniej już klasie, Silas nie mógł myśleć o niczym innym niż o zbliżających się OWUTEMACH, które były bliżej niż dalej. Jak wiadomo stresujące wydarzenia zbliżają się szybciej niż te przyjemne, więc Mulciber miał to przeczucie, że nim się obejrzy to nadejdzie dzień testów. Musiał również przyznać, że trochę się ich obawiał. Nie był najgorszym studentem, ba był powyżej przeciętnej. Niemniej jednak obawiał się, że jego umiejętności i wiedza nie będzie wystarczająca, żeby spełnić swoje marzenie o zostaniu uzdrowicielem.
    Marzenie o uzdrawianiu innych czarodziejów i pracowaniu w Klinice Świętego Munga zrodziło się w głowie Krukona na długo przed podjęciem nauki w Hogwarcie, ale postanowienie umocniło się dopiero pod koniec czwartej klasy. Właśnie wtedy matka Silasa przejęła posadę dyrektora w klinice. Wydarzenie to stało się dla Mulcibera idealnym katalizatorem wszelkich działań, które miały doprowadzić go do upragnionego celu. Nie, Silas doskonale wiedział, że jego matka nie załatwi mu posady od tak. Jasne, być może miał pewne ułatwienie, ale bez odpowiedniej wiedzy i umiejętności nie może zostać tym, kim chce.
    Pogoda dopisywała. Na błękitnym niebie nie było żadnej chmurki, która chroniłaby przed piekącymi, słonecznymi promieniami. Ziemia była rozgrzana, przez co trudno było uwierzyć, że wrzesień trwał już w najlepsze, a na drzewach pierwsze liście straciły swój zielony kolor. Powoli lato zaczęło ustępować jesieni, co Silasa niezmiernie cieszyło, bo była to jego ulubiona pora roku. Świat nabierał wtedy ciepłych kolorów, no i nie trzeba było męczyć się z alergiami i doskwierającymi upałami. Jesień przynosiła ze sobą dojrzałe i smaczne owoce, przyjemny i kojący odgłos deszczu oraz ulubione święto Silasa – Halloween – do którego zostało jeszcze dużo czasu, jednak blondyn już czynił pierwsze przygotowania, obmyślał plan stroju i dekoracji. Wiedział, że w tym roku dyrektor i grono pedagogiczne miała przygotować coś specjalnego dla wszystkich uczniów. Już nie mógł się doczekać tej niespodzianki.
    Wychodził właśnie z Miodowego Królestwa, który był jednym z ulubionych sklepów młodego Mulcibera. Chłopak nie był wielkim fanem słodyczy, jednak od czasu do czasu lubił się nimi zajadać. Był szczupły, więc nie musiał się przejmować tym, że przybierze na wadze, bo było to dla niego nawet wskazane. Poza tym strasznie polubił właścicieli cukierni. Od zawsze lepiej dogadywał się z osobami starszymi i wcale nie dlatego, że uważał się za osobę zbyt dojrzałą by rozmawiać z rówieśnikami. Po prostu cenił sobie doświadczenie i przeżycia osób starszych, które po prostu byli ciekawsi niż nabuzowani hormonami rówieśnicy.
    Będąc na zewnątrz Mulciber dostrzegł, że panował lekki półmrok. Spojrzał na niebo, które zakryte było czarnymi chmurami. Zanosiło się na porządną ulewę, jeśli nie burzę stulecia. Taki widok sprawiłby chłopakowi przyjemność, gdyby siedział spokojnie w swoim pokoju w dormitorium i mógłby słuchać, jak krople deszczu uderzają w okienną szybę. Nie chciał, żeby rozpadało się gdy będzie w drodze do szkoły. Nie miał zamiaru się rozchorować ani tym bardziej przemoczyć. Niestety jego obawy się potwierdziły i nie zdążył nawet wyjść poza teren Hogsmeade, gdy zerwała się straszna ulewa. Krukon był zmuszony do znalezienia sobie jakiegoś miejsca, które ochroni go przed deszczem, dlatego też stanął pod jednym z rozstawionych straganów, co niezbyt spodobało się sprzedawcy.


    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  81. [Jakby nic z Zabinim nie wpadło to zapraszam do mistrzyni gracji - Peggy ^^]

    Peggy Lee & Zabini

    OdpowiedzUsuń
  82. [Cóż, nie pospieszyłam się zbytnio z tym rozpoczęciem, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz. ._. Wrzesień był pracowity, a teraz trochę zamieszania na początku roku akademickiego, jak to zwykle bywa.]

    Plan materializował się w jego głowie od dłuższego czasu, sprawiając, że średnio skupiał się na zajęciach i po lekcjach zdarzało mu się popadać w dość niezwykłą jak na niego zadumę. Dodatkowo, odkąd wakacje się skończyły, w Nicholasie rosła potrzeba uwikłania się w jakąś przygodę. Co prawda zdążył się już wplątać w parę nieciekawych relacji damsko-męskich, z których zawsze wychodził jako ten najgorszy, ale to nie było to, czego oczekiwał od życia. Liczyło się wyrwanie szponom rutyny, wessanie w wir nieoczekiwanych zdarzeń, podczas których adrenalina buzuje w żyłach, a umysł balansuje na cienkiej lince pomiędzy strachem a ekscytacją.

    Dlatego też Hughes z ogromnym zaangażowaniem oddawał się przedsięwzięciu, które realizował razem ze swoim najlepszym przyjacielem. Kapsuła czasu, pomysł trochę wzięty z kosmosu, ale za to jakże genialny. Tak przynajmniej prezentowało się to w głowie Nicholasa. Choć gromadzenie (czytaj: podkradanie) wszystkich przedmiotów z listy szło im niespiesznie, to Nicky mógł przynajmniej oddać się bezkresnemu spiskowaniu.

    - Te, sierotko Marysiu! - zawołał nagle Nicholas, wyrwany z rozmyślań przez osobę Marcusa, która właśnie pokonała dziurę za portretem Grubej Damy. Białowłosy poderwał się ze swojego fotela, na którym to od półgodziny toczył myślową batalię. Ruszył przez salon w kierunku kumpla, posyłając po drodze kilka uroczych uśmiechów do kilku uroczych dziewcząt. Ach, te Gryfonki, zawsze najpiękniejsze.

    - Myślę, że nadszedł czas na wyprawę po kolejny artefakt - szepnął konspiracyjnie Hughes, kiedy to już przystanął przy Marcusie. Wyciągnął w jego stronę rękę na powitanie, bo to było takie cool, dorosłe i super męskie. Choć cała ta sytuacja zdawała się być wysoce poważna, to Nick nie był w stanie ugasić rezolutnych, chochliczych iskierek w swoich lazurowych ślepiach. Perspektywa kolejnej nieregulaminowej eskapady nadto wprawiała go w ogólne poruszenie.

    N. Hughes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [I jeszcze taka bieda długościowa. Przepraszam. .__________.]

      Usuń