1 sierpnia 2015

♦♦♦





Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują 
innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują ludzi.

 




Zack Williams
 17 lat ♦ Slytherin ♦ Klub Pojedynków ♦ Ścigający
Jedyny syn państwa Williams, starszy o parę minut od swojej siostry bliźniaczki, na którą patrzy z wyższością, choć wszyscy już wiedzą, że jest jego oczkiem w głowie. Urodził się pierwszy, lepszy, a mimo to zawsze przez resztę rodziny będzie postrzegany jako ten zły, ten, na którego nigdy nie można liczyć. Siostra zawsze była w centrum nic więc dziwnego, że wyrósł na wrednego Ślizgona, dla którego aż za nadto jest ważna czystość krwi. Prawdziwa czarna owca rodziny. Jeśli jesteś zagubionym Puchonem lub nieznośnym Gryfonem, nie licz na jego towarzystwo. Po Hogwarcie prowadzi się z głową uniesioną ku górze, obdarzając wszystkich uczniów pustymi spojrzeniami. Jest prawdziwym perfekcjonistą, więc nie przeszkadzaj mu gdy utknął z kolejną ciężką książką w bibliotece, by poszerzać swoją wiedzę na temat Bitwy o Hogwart czy Obronie przed Inferiusami, które ostatnimi czasy bardzo go fascynują. Arogancja to jego drugie imię, bo tak właśnie mówią ludzie, którzy go nie znają, chociaż prawdą jest, że lekceważy wszystkich, którzy nie są godni by zamienić z nim chociaż jedno słowo. Przepełniony miłością do magi, upodobał sobie Klub Pojedynków jako swoją oazę, gdzie choć trochę może pokazać, że w rzeczywistości jest  tym lepszym. Miejsce znalazł w drużynie Ślizgonów jak trzeci Ścigający, Quddich zawsze był lubianą przez niego dyscypliną sportową. Teraz przynajmniej nie musi wyciągać się z ławki by cokolwiek zobaczyć, teraz widzi wszystko na własne oczy. Wszyscy widzą go jako niezdolnego do miłości i ludzkich uczuć, nikt jednak nie domyśla się, że tak naprawdę jest zakompleksionym starszym bratem, ale to dobrze, bo właśnie na tym mu zależało, by nikt się nie domyślił. 
Ten drugi, choć na  początku był tym pierwszym.

Od autorki: Nie jestem najlepsza w tworzeniu kart, postaram się więc szybko ją poprawić. Zack' a pisałam sama, ale niektóre określenia są wymyślone przez autorkę. Witam was i zapraszam do wątków i przeróżnych powiązań. ;)

65 komentarzy:

  1. [Choć jeszcze tego nie wiesz, to nasze postacie się znają i mieszkają w jednym dormitorium, a nawet spędzają niekiedy wspólne wakacje, ponieważ takie właśnie powiązanie było potrzebne do wątku z Twoją młodszą siostrzyczką. :) Tym samym witam Ślizgona, towarzysza w klubie pojedynków, kolegę ścigającego i ucznia z roku. Nie podejrzewałam, że będziemy miały tyle wspólnego, ale to dobrze! Zapraszam do siebie w razie chęci i witam na blogu.]

    Kaiden Lynch

    OdpowiedzUsuń
  2. [Kocham tego aktora, zdjęcie śliczne *-*
    Zapraszam do siebie, bo wątku
    nie odpuszczę! :D]
    Elizabeth Weiss/Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cudne zdj! Miłej zabawy na blogu! Zapraszam do Nastii :3]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Smutaśny ten Pan. Cześć!]
    Prince

    OdpowiedzUsuń
  5. [Podoba mi się ten pan, wymyślmy sobie ciekawy wątek. c:]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  6. [Bardzo fajna postać, a karta wcale nie jest zła! Hej hej :)]

    Archie//Tea

    OdpowiedzUsuń
  7. [Może zróbmy burzę mózgów, będzie łatwiej :D Jaki wątek Ty byś widziała z Rose? ;)]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jestem za! Przyjaźń jak najbardziej mi odpowiada ;3 Może Zack weźmie Nastie po lekcjach na boisko skoro ona tak kocha Quidditcha i pograją razem. Nastia od zawsze marzyła, by grać na pozycji szukającej ;3]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Oczywiście, że mam! Tea potrafi się uczepić każdego, nawet Ślizgona, chociaż nie wydaje mi się, żeby ten Twój był aż taki zły. Masz jakiś pomysł? :D]

    Tea//Archie

    OdpowiedzUsuń
  10. [Samo latanie na miotle może być nieco nudne, nie uważasz? :D Proponuję te wspólne wakacje, kiedy Kai przyjechałby do domu Zacka w Dolinie Godryka. Jako, że Williams jest czarną owcą w rodzinie, oboje będą chcieli wyrwać się z mieszkania i skorzystać z tego, że mają wakacje. Może pub? Nielegalny zakup alkoholu w barze, jako że są nieletni, co uda im się tylko dzięki lekkim czarom? Także nielegalnym na terenie pozaszkolnym? ;>
    Oboje są dumni i uparci, więc mogliby sobie urządzić małe zawody, bo jeden będzie chciał pokazać drugiemu jak bardzo jest od niego lepszy.]

    Kaiden Lynch

    OdpowiedzUsuń
  11. [W zasadzie ciężko mi jest cokolwiek wymyślić, bo z jednej strony mają punkty wspólne, jak utykanie w bibliotece z książkami i zdobywanie wiedzy, z drugiej natomiast strony Rose, gdy pełni funkcję prefekta, jest potwornie nieznośna. Lubi Quidditcha, ale bardziej woli jazdę konną, no i nie jest zakompleksiona w takim stopniu, że skrywa swoją osobowość (tak naprawdę bardzo nie lubi swoich piegów, koloru włosów i rozmiaru biustu, wolałaby większy c:).
    Łączy ich też to, że oboje są w klubie pojedynków. Co więc powiesz na coś takiego: podczas spotkania klubu zostali ze sobą cudownym sposobem przydzieleni do ćwiczeń praktycznych i ani jedno, ani drugie nie chciało odpuścić, bo są zbyt ambitni i uważaliby to za cios poniżej pasa. Mogłoby się to skończyć tym, że zanim nauczyciel zdążył dobiec Rose na przykład została potraktowana jakąś paskudną klątwą, albo Zack jakimś wrednym urokiem i któreś z nich znalazłoby się w skrzydle szpitalnym. Od tamtej pory wręcz się nienawidzą. Ale potem może stać się coś, co całkiem zmieni ich punkt patrzenia na siebie i może się polubią, może zrozumieją, może nawet coś więcej.
    Zazwyczaj nie wychodzi mi wymyślanie wątków, ale mam nadzieję, że Ci się spodoba c:]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  12. [W sumie tak, ale o co będą się kłócić?Normalna sprzeczka wrogów, czy jakaś jazda?xd]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Myślę, że pod nieobecność pielęgniarki będą sobie dogryzać do momentu, aż może Zack dostanie jakiś list, po którym posmutnieje czy coś? Rose na pewno by się zainteresowała, bo aż tak wredna i niewrażliwa nie jest c:]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  14. [Też mi się wydaje, że lepiej od samego początku :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  15. [Zrzucam tą nieprzyjemność na Ciebie :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  16. [Zacznij, jeśli mogę Cię prosić. Muszę wymyślić jeszcze dwa wątki, a za cholerę mi to nie idzie, bo chyba zbyt bardzo się staram. :D]

    Kaiden Lynch

    OdpowiedzUsuń
  17. Nastia siedziała znudzona na lekcji eliksirów dłubiąc piórem w ławce zamiast robić notatki. Nigdy nie pałała większym zainteresowaniem do nauki. Wolała się obijać, potem zmuszać młodszych rówieśników do odrobienia przez nich jej pracy domowej. Fidorow zdecydowanie bardziej odpowiadała rozrywka; łażenie w nocy po zamku, zwisanie ze szkolnej wierzy głową w dół, przemycanie i kosztowanie kremowego piwa, imprezy w lochach i pokojach wspólnych, nękanie pierwszoklasistów, kibicowanie podczas ukochanych meczy Quidditcha. Sama często wyobraża sobie siebie jako jednego z członka drużyny domu Salazara Slytherina. Walczy o zwycięstwo, które dosłownie jest na wyciągnięcie ręki, walka jest zacięta, ale jednak udaje się; złoty znicz ląduje w drobnej dłoni dziewczyny kończąc tym mecz zapewnioną wygraną dla Ślizgonów. Jej rozmyślania przerwał dźwięk wsuwanych krzeseł, lekcja dobiegła końca. Z cichym westchnieniem na ustach pozbierała swoje rzeczy i wyszła z sali. Cieszyła się, że to już koniec lekcji, wreszcie mogła normalnie odpocząć.
    Zadziorny uśmiech wdarł się na jej twarzyczkę, gdy zobaczyła w oddali swojego przyjaciela Zack'a. Uwielbiała tego nicponia tak samo jak uwielbiała go wkurzać. Była ciekawa gdzie ten chciał ją dziś zabrać. Niewiele myśląc ruszyła pędem w jego stronę, by następnie wskoczyć mu na barana. - No to gdzie mnie zabierasz? - przeszła od razu do konkretów obejmując go mocno za szyję, by nie spaść.

    OdpowiedzUsuń
  18. Tea jak się kogoś uczepiła, to nie odpuszczała. Tak samo miała z jakąś książką, z przedmiotem, którego akurat się uczyła, albo z pieczeniem ciastek i innych słodkości. W Hogwarcie mogła to wszystko robić bez końca, piec, uczyć się, mieć kontakt z rówieśnikami. Wcześniej nie miała lekko, musiała zastąpić mamę swoim młodszym braciom, bo odeszła zbyt wcześnie, przez co nie miała czasu dla znajomych, a uczyć się uczyła tylko tyle, żeby nikt się za bardzo jej nie czepiał. Całą ręsztę czasu poświęcała rodzeństwu i pomagała tacie, któremu nie przelewało się ani w pracy, ani w życiu. Czasem cieszyła się, że wreszcie wyrwie się do Hogwartu, pozna nowych przyjaciół, radośnie ktoś się do niej uśmiechnie, a nie tak jak w mugolskiej szkole wszyscy patrzyli na nią krzywo, bo nie miała markowych adidasów, albo że jej spódniczka nie była tak idealnie wyprasowana, jak spódczniki innych dziewcząt. Tutaj pewnie też ją oceniali, ale to było coś innego. W każdym razie przyzwyczajona do pomocy innym, bycia radosną i roześmianą i przede wszystkim: pieczenia za które nie musiała płacić, odżyła i była po prostu pełna optymizmu, zaczepiała ludzi i nie zwracała uwagi, że ktoś nie ma ochoty na jej towarzystwo.

    Dzisiejszy wolny dzień spędziła w Kuchni, z której w końcu została wyrzucona, ale przynajmniej udało jej się zapakować to, co upiekła, czyli bułeczki z jagodami, na które od kilku tygodni miała ochotę, ale że była zajęta nauką do egzaminów, to jak biedulka miała sobie spełnić swoją zachciankę. Oczywiście, że mogła poprosić Skrzaty, ale po co. Ona była samodzielna i nie potrzebowała nikogo do tego, w dodatku chciała mieć satysfakcję z tego, że zrobiła je sama. A bułeczki były naprawdę pyszne, to trzeba było jej przyznać.

    Znudzona błąkała się po korytarzach, gdy w końcu postanowiła, że wybierze się do biblioteki. Na wejściu zachowywała się tak cicho, jak tylko mogła, żeby Pani Bibliotekarka jej nie wywaliła, jak to się czasem zdarzało. Torbę z bułeczkami schowała jak tylko potrafiła za siebie, a potem szybko przęmknęła między półki, skąd wzrok niemiłej kobiety nie mógł jej już dosięgnąć. Los chciał, że była z siebie taka dumna, że szła tyłem i szczerzyła się sama do siebie i wpadła na kogoś, komu wyrzuciła książki z rąk. Odwróciła się na pięcie, nie czując nawet odrobiny skrępowania i uśmiechnęła się uroczo.
    - Upiekłam bułki z jagodami. Chcesz jedną? - zapytała przystojnego chłopaka i wyciągnęła w jego stronę papierową torbę ze słodkościami - co tam czytasz ciekawego? - próbowała dostrzeć z takiej wysokości tytuły książek, które leżały na podłodze, ale nie mogła się schylić, bo czekała, aż chłopak wyciągnie sobie jagodziankę.

    [Pozwoliłam sobie zacząć. Może być? XD]

    Tea//Archie

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Hej hej, Zack jest świetny. Masz jakiś pomysł? ^^ ]
    LamaSorenson&KrólowaSkistad

    OdpowiedzUsuń
  20. [Addie nie jest zagubioną Puchonką, ale podejrzewam, że pewnie i tak nie będzie mogła liczyć na nieco lepsze traktowanie. To nic, wojny też nam odpowiadają i z chęcią umrzemy nosa aroganckiemu Ślizgonowi, chyba że widziałabyś między nimi jeszcze jakąś inną relację :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  21. [Róbmy burzę mózgów! Co prawda mam jeden pomysł, ale nie wiem, czy będzie ci on odpowiadał. Oboje znajdują się w drużynach Quidditcha, więc na pewno często stykali się ze sobą podczas meczy. Ona jest złośliwą, pewną siebie Puchonką, on aroganckim, wrednym Ślizgonem, więc podejrzewam, że wiele razy dochodziło między nimi do różnych spięć i kłótni. Mogą przez cały czas obrzucać się złośliwymi komentarzami, ale gdzieś wśród nich wytworzył się między nimi dziwny rodzaj chemii, który sprawia, że w powietrzu aż iskrzy. Możemy założyć, że między Hufflepuffem a Slytherinem odbył się jakiś sparing, bo Puchoni mieli mieć trening, ale Ślizgoni nie chcieli odpuścić, więc rozgrywali między sobą towarzyski meczyk. Oczywiście coś poszło nie tak, ktoś zleciał z miotły, częściowo z winy Zacka, Addison oskarżyła go o oszustwo, zaczęliby się znowu kłócić, wywlekając na światło dzienne rzeczy, których raczej nie powinni wywlekać, co skończyłoby się tym, że któreś z nich by nie wytrzymało i pocałowało to drugie, oczywiście z wymówką, że nie dało się ciebie już dłużej słuchać. A dalej w sumie nie wiedzieliby, co ze sobą zrobić, bo niby są tacy pewni siebie, więc głupi pocałunek nie powinien mieć na nich żadnego wpływu, ale jednak miał i nie wiedzą, jak powinni się teraz zachowywać. Chociaż możemy im wlepić też jakieś inne okoliczności - jakąś imprezę i oczywiście głupią grę w butelkę. Albo pójść w zupełnie innym kierunku. Już od ciebie zależy :) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  22. [Hej :) Zack pewnie Aino nie polubi, bo to puchońska ciapa, ale ona może się spokojnie zachwycać postawą Zacka na miotle (czy coś w ten deseń). Zaczniesz? :)]

    Aino

    OdpowiedzUsuń
  23. [A dziękuję, również witam. Chyba muszę częściej wybierać zdjęcia ludzi, których nie znam, ale wszyscy wokół znają. ;D

    Zapraszasz do Zacka, korzystam z zaproszenia, to co, może masz pomysł na jakiś wątek? Wiem, paskuda ze mnie.]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  24. [Jak najbardziej skuszę się na wątek tylko gorzej z pomysłem xD]

    Tom S.

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Hmmm skoro Zack nie lubi nieznośnych Gryfonów można powiedzieć, że Tom taki jest xD ]

    OdpowiedzUsuń
  26. [Szczerze mówiąc, nie miałam niczego konkretnego na myśli, stawiałam raczej na improwizację. Wydaje mi się, że Zack i Addie mogą się znać od dawna, bo ona również pochodzi z rodziny czystokrwistych czarodziejów, którzy należeli do Slytherinu, więc ich rodzice mogli się znać, a oni mogli spotykać się na różnych bankietach i tego typu sprawach. Oboje zapewne nienawidzili wspólnych bankietów nawet bardziej niż siebie nawzajem, więc pomagali sobie nawzajem jakoś je przeżyć, a dzięki wspólnej przeszłości na pewno znajdą się jakieś tematy, które woleliby pozostawić w ukryciu. W karcie nie ma za wiele o przeszłości Zacka, więc trudno mi podać konkrety:/ I będę bardzo wdzięczna za zaczęcie <3]

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Oj tak, mi chyba coś wpadło do głowy. Przyjdę do ciebie z pomysłem pod wieczór albo jutro rano c; :d ]

    OdpowiedzUsuń
  28. [Ach, czarna owca jak Addie, pewnie by się dogadali, gdyby nie był aroganckim prostakiem, czego Hallaway na pewno nie zapomni mu wytknąć xD Poza tym zawsze pozostają inne okoliczności, podczas których mogli dowiedzieć się o sobie ciekawych rzeczy, oczywiście przypadkiem. W końcu ktoś mógłby ich zamknąć w składziku na miotły, a przez te kilka godzin trzeba było o czymś porozmawiać, żeby nie zwariować, więc mogliby odkryć kilka swoich mhrocznych tajemnic. Zresztą zobaczymy, jak nam to wyjdzie! Mówię ci, improwizowane ataki czasami są po prostu najlepsze :3 ]

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  29. [Biorąc pod uwagę fakt, że Emlyn raczej trzyma się z dala od Ślizgonów, bo nie uważa, by miał z nimi cokolwiek wspólnego, a w dodatku jeszcze po cichu pogardza graczami quidditch (brutalny i głupi sport, gdyby go ktoś o zdanie spytał), to na pewno wykorzystałby do wlepienia komuś takiemu jak Zack szlabanu. Oczywiście pokrzywdzony mógłby się później zemścić, ale wpierw odwaliłby ten nieszczęsny szlaban, na którym nasi panowie chcieliby się nawzajem pozabijać, ale są w szkole, to im nie wolno, więc jeden może utrudniać życie drugiemu jak się tylko da przez tę godzinę czy dwie. Co ty na to?]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  30. [Nudzisz się i zaczynasz, czy zostawiasz brudną robotę dla mnie? ;D]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  31. [Okej, zrobi się. Nie obiecam konkretnego terminu, ale postaram się tego jakoś kosmicznie nie odkładać w czasie.

    A tak na przyszłość, fun fact o mnie: długo mi schodzi odpisywanie, więc z odpisami dla mnie nie ma co się spieszyć. ;P Nie żebym chciała zniechęcić czy coś, po prostu z natury jestem człowiekiem leniwym i wszystko mi dużo czasu zajmuje.]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Mi jak najbardziej się ten pomysł podoba. Więc kto zaczyna pierwszy?]

    Tom S.

    OdpowiedzUsuń
  33. Zack Williams, chłopak, z którym brunet zaprzyjaźnił się nie tylko przez wzgląd na podobieństwo charakterów, ale także z takiego jakby przymusu. Widywał go... dosłownie wszędzie i o każdej porze. Mieszkali z jednym dormitorium, ich łóżka stały tuż obok siebie, a do klubu pojedynków dołączyli na tym samym roku. W klasie usiedli w jednej ławce i tak zostało już do dziś, a kiedy dostał się do drużyny jako ścigający, zaraz za sobą zobaczył Zacka z którym wzajemnie cały czas podnosili sobie poprzeczkę. Po prostu nie było innej opcji, aby Ślizgoni nie zapałali do siebie sympatią, bo jeśli ludzi łączy aż tak wiele, to dlaczego mieliby się przed tym wzbraniać? Tym bardziej, że nawet charakterem nie odbiegali od siebie tak bardzo.
    Nie pierwszy raz zawitał do Doliny Godryka, do której Williams zaprosił go na pewną część wakacji, aby nie siedzieć samotnie w otoczeniu rodziny. Lynch osobiście nie miał nic do jego rodziców, choć jego młodsza siostra, Serena, czasem działała mu na nerwy. Znał mniej więcej zarys tej całej kolorowej sytuacji, w którą Zack został wplątany i domyślał się, że jest dla niego w pewnym stopniu wybawieniem i ucieczką z tych czterech ścian, w których tylko gnieździł się i zanudzał na śmierć. Starał więc spakować się tak szybko, jak potrafił, bo nie zamierzał targać ze sobą dużej ilości bagażu - jedną torbę z ciuchami, różdżkę i kilka innych praktycznych rzeczy, bez których nie potrafiłby się obejść, a kiedy tylko sprawdził, czy na pewno wszystko zabrał, zjawił się pod drzwiami domu Williamsów.
    Uśmiechnął się w odpowiedzi, kiedy Zack otworzył mu drzwi, po czym podał mu rękę i wszedł do środka.
    - Może być sok dyniowy - rzucił przez ramię wciągając torby do środka, po czym skierował się do kuchni i usiadł na wskazanym krześle.
    Nie miał przyjemności przywitania się z resztą rodziny, więc domyślił się, że po prostu w tym momencie nie zastał ich w mieszkaniu. Poczuł się dzięki temu odrobinę swobodniej, a kiedy zauważył, jak jego kumpel z zaczepnym uśmiechem zaczął wywijać mu brwiami przed nosem, zaśmiał się głośno i pokręcił przy tym głową.
    - Stary, czy ja ci kiedykolwiek odmówiłem? - uniósł jedną z brwi i dopił ostatnie krople soku dyniowego.
    Dopiero wtedy zauważył, że mówi do powietrza, bo Zack właśnie znikał mu tylko w korytarzu i wbiegał po schodach na górę. Niewiele myśląc, Kai wzruszył ramionami i skierował się powoli do wyjścia, czekając przy schodach na blondyna, który przebrał się w mgnieniu oka i właśnie do niego schodził.
    Od pubu nie dzieliła ich daleka droga, a w dodatku wieczór był naprawdę całkiem przyjemny, więc spacer na dworze nie dokuczał im tak bardzo. Minęli kilka innych domków, w których światła zdążyły już pogasnąć, a im bliżej lokalu się znajdowali, tym więcej osób pojawiało się na pobliskich uliczkach.
    - Rodzina w domu, czy wyjechali? - zagadnął, aby przerwać ciszę pomiędzy nimi i dłonią wskazał kierunek, w którym powinni się udać.
    Zack dobrze wiedział, że Ślizgon ma lekko na pieńku z jego siostrą. Nie dość, że była Gryfonką, co już na wstępie skreślało ich chociażby znośne stosunki pomiędzy nimi, to jeszcze w tej swojej pewności siebie rudzielec wydawał mu się nieco arogancki, choć on oczywiście nie był wcale od niej lepszy. Starał się jednak nie wspominać o niej w jego towarzystwie, bo wiedział, że siostra zawsze będzie stała wyżej od przyjaciela ze względu na więzy krwi. Musiał więc po prostu ją zaakceptować.
    W oddali było już widać wiszący szyld, a przez uchylone okno do ich uszu dochodziła cicha, wesoła muzyka.
    - W Hogwarcie mamy swoje sposoby, ale z pubem może być ciężko - stwierdził, otwierając drzwi od lokalu i wpuszczając Williamsa pierwszego - Jeśli będzie barmanka, biorę ją na siebie. Faceta bajerujesz ty - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, a ciepłe powietrze przepełnione zapachem whisky i kremowego piwa uderzyło w niego już na wstępie.

    Poleciałaś z akcją jak szalona, dlatego w odpisie dużo rzeczy powtórzyłam. Powiedz mi - średnie, długie? Tak, żeby Tobie było wygodnie. ;)
    Kaiden Lynch


    OdpowiedzUsuń
  34. [A co możesz zacząć? Wątek, jaśnie panie! :D
    Możemy pokombinować razem? Mnie przychodzi do głowy na razie tyle, że Zack mógłby podśmiewać się z ciapowatej Aino, kiedy coś sknoci, np. pomagając przy jakimś stole z żarciem przy rozgrywkach Quidditcha, czy coś takiego.]

    Aino.

    OdpowiedzUsuń
  35. [Jasne, że chęci są. Skoro jeden jest ścigającym, drugi zaś obrońcom, mieli ze sobą potyczki w powietrzu, Brakuje do tego delikatnego nieporozumienia na lądzie, na przykład odnośnie treningów. Lub Puchoni mogliby mieć owy trening ustalony zaraz po Ślizgonach, Brandon wcześniej pojawiłby się na miejscu, postanowiłby się już przebrać i wparowałby do szatni pełnej Ślizgonów, którzy z kolei kończyliby zmianę. Puchonowi pewnie by nie przeszkadzało zajmowanie jednego pomieszczenia z nimi, więc istnieje prawdopodobieństwo, że najzwyczajniej w świecie zająłby sobie miejsce gdzieś w kącie, komuś jednak mogłoby się nie spodobać, że nie czeka na swoją kolej na zewnątrz.]
    Brandon Alexander Ware

    OdpowiedzUsuń
  36. Tea wzruszyła ramionami na obojętność chłopaka na jej bułkę, więc po prostu wyjęła ją i ugryzła. Tym razem jagodzianki wyszły jej naprawdę wspaniałe! Aż załowała, że chłopak nie chciał ich spróbować, nie wiedział, co traci. Dziewczyna przypatrywała mu się, jakby to on nie miał mózgu, ale po pierwszym gryzie, który przełkęła, w końcu postanowiła się nieco wytłumaczyć, choć nie można było nazwać tego tłumaczeniem.

    - Wszystko jest jak najbardziej w porządku. Zaraz przecież koniec roku, będą wakacje - powiedziała to takim tonem, jakby odkryła właśnie kolejny kontynent świata albo wynalazła lek na raka, zupełnie taką samą miała minę. Nie wiedziała, o co mu chodziło, przecież była miła, ale i tak niezrażona niczym oparła się o stół, przy którym właśnie stali i dalej z uwagą mu się przypatrywała, przeżuwając kolejny kawałek jagodzianki - na pewno nie chcesz? Jest bardzo dobra - dodała, po czym znów wyciągnęła bułkę w jego stronę, ale widząc jego wzrok, który mógłby ją zabić opuściła dłoń i stała się nieco pokorniejsza.
    Tea była czasem nie do zniesienia. Zachowywała się albo jak dziecko, które nie umie się jeszcze sobą zająć albo jak szczeniak, którego trzeba było pilnować, żeby nie pogryzł kanapy, albo by nie nasikał na ulubiony dywan babci. Większość ludzi to męczyło, najwyraźniej chłopaka tak samo.
    - Ciekawa jestem, co tam czytasz. Powiesz mi? - jako że Tea nie należała do najwyższych dziewczyn w Hogwarcie wspięła się na palce i zaczęła przyglądać książkom, które chłopak w końcu pozbierał. Wodziła wzrokiem po tytułach, a następnie pokazała kilka palcem - te czytałam, bardzo fajne, prawda? - spojrzała na Ślizgona, który nie wykazywał ani krztyny entuzjazmu, a przecież ona była taka miła i nie zrobiła mu większej krzywdy, prawda?

    Tea//Archie

    OdpowiedzUsuń
  37. [A jednak ;D Nie jest jej źle u Krukonów, a jak na razie ma same znajomości w Slytherinie heh W każdym razie chętna, ale może pomoc w wymyślaniu wątku? Lubię zaczynać ;)]

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Nie mam żadnej wizji, wolę zaczynać niż wymyślać, ale możemy ich dopiero poznać. A reszta wyjdzie w praniu. Co Ty na to? Zaraz lecę na spacer z bratem, więc postaram się też coś wykombinować w tym czasie ;)]

      Usuń
  38. [Cześć :) Mam słabość do tego imienia ♥ ]
    Gregorius

    OdpowiedzUsuń
  39. [Co wy wszyscy macie do jego mordy?;D Już wczoraj mnie namawiano na wizerunek Maxa Schneidera! Jakiś wątek z kolegą z domu?;> ]

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Hahaha, padłam. Greg ciepła klucha ♥ muszę to moim hogwarckim pijakom sprzedać :D made my day. A skąd wiesz?;> Bo w sumie wzięłam je z Wikipedii gdy szukałam szlacheckich nazwisk. Burza mózgów? ]

    OdpowiedzUsuń
  41. Erica stała przed wejściem i czekała na zajęcia z Klubu Pojedynków. Nogę oparła o ścianę, a ręce skrzyżowała na piersiach, przebierając palcami po ramieniu jakby ktoś się spóźniał, a ona nie miała zamiaru więcej tak sterczeć. W lewej dłoni trzymała swoją hebanową różdżkę i obserwowała przechodzących uczniów. W głowie śpiewała The Way I Am Eminema i poruszała lekko głową w rytm bitu, grającego w myślach. Może i wyglądała na niezadowoloną, ale Erica naprawdę lubiła te zajęcia. Od razu gdy wyszukała je w zajęciach dodatkowych, musiała się zapisać. Tylko był jeden minus. Który właśnie szedł korytarzem, kręcąc tyłkiem. Draven uniosła oczy ku górze i pokręciła głową. Karen Sulivan była opiekunką Klubu Pojedynków. Ta laseczka zwisałaby Erice jak każdy inny człowiek, gdyby nie była wilkołakiem. A dziewczyna nienawidziła wilkołaków. Zawsze wydawało jej się, że czuje smród mokrej sierści, wpełzający jej w nozdrza. Lekko się otrząsnęła.

    Nauczycielka Obrony Przed Czarną Magią i opiekunka Slytherinu podeszła do wielkich drzwi wejściowych, za którymi kryła się porządnych rozmiarów sala, gdzie odbywały się zajęcia. Pełno dzieciaków wbiegło do środka, gdy ta tylko otworzyła drzwi, jednak Erica jak zwykle wolno odkleiła się od ściany i przeszła obok nauczycielki. Wiedziała, że nie będzie miała z kim pogadać w przerwach, bo braciszkowie Langhorne zadeklarowali, że dziś nie przychodzą. Prychnęła na tę głupią decyzję i poszła sama. Ważne było tylko skopanie komuś tyłka. Może trafi na jakiegoś tłustego Gryfona albo zakompleksioną dziewczynę z Hufflepuffu. Chociaż to i tak było żadne wyzwanie. Prędzej sparing. Najlepsi byli ci, którzy tak jak ona przychodzili, żeby komuś dołożyć. Jak na razie nie było żadnego niebezpieczeństwa dla świata magii, a te pojedynki były jedyną rzeczą, na której można było się wyżyć. Raczej boksu nikt tu nie uprawiał, a szkoda. Erica mogłaby biegać, ale na to była za leniwa.

    Stanęła ponownie pod ścianą, wzdychając i czekając na rozpoczęcie zajęć.

    Erica Draven

    [Wybacz za tę żenującą długość, ale nie mam zamiaru się tłumaczyć ;) Później będę miała czas na dłuższe. Btw mam nadzieję, że rozpoczęcie może być]

    OdpowiedzUsuń
  42. [Po chwilowym przemyśleniu stwierdziłam, że Gregory nie ma żadnego wroga, ale nie szłabym też na wojnę po całości. Może mogliby znać się już od pierwszej czy też drugiej klasy, nawet mieli dobre stosunki ale pokłócili się o jakiś drobiazg, spór dość błahy, który na przestrzeni lat urósł do wielkiego konfliktu. Jeszcze nie wiem co to mogłoby być. Wątek bym obsadziła już w szkole (albo koniec czerwca lub początek września), gdzie nasze postacie muszą razem współpracować. Jeszcze myślę :D ]
    Gregorius, myśliciel

    OdpowiedzUsuń
  43. [Okej, Zach może zrobić głąba z Grega przy dziewczynie, która im się podobała a potem Cavendish mógłby w odwecie jej coś naopowiadać głupiego o WIlliamsie. Może zacznijmy od końca czerwca, ostatni wypad do Hogsmeade. Ślizgoni postanowili zorganizować małe spotkanie przy kremowy by uczcić zbliżający sie koniec roku, w tym towarzystwie znalazłby się Zach i Gregory... coś dalej musi się wydarzyć :D Może zaczną burdę robić i zostaną wyrzuceni, albo założą się, że jeden z nich dłużej wytrzyma we wrzeszczącej chacie, itp. ]
    Greg

    OdpowiedzUsuń
  44. Addison uwielbiała Quidditch. Właściwie była to jedyna rzecz, w której była naprawdę dobra i która sprawiała, że jej ojciec był w stanie od czasu do czasu spojrzeć na nią nieco łaskawszym okiem, chociaż według jej matki była to tylko dziecinada, której nie powinna poświęcać czasu; zamiast tego powinna skupić się na nauce savoir vivre'u i poszukiwaniu męża z dobrym, czystokrwistym rodzie czarodziejów ze wspaniałą przeszłością. Na szczęście już dawno uwolniła się spod wpływu rodziców i robiła to, na co miała ochotę, a promienie słońca ogrzewające jej twarz, wiatr we włosach, ogromna odległość od ziemi, miotła i rzucane piłki stały się światem, w którym uwielbiała się zatracać. Quidditch pozwalał jej się zrelaksować po ciężkim, stresującym dniu w szkole pełnej idiotów. W dodatku Hallaway kochała rywalizację i mogła w pełni się wyszaleć na boisku, dlatego chyba po raz pierwszy tego dnia na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, gdy zmierzała w kierunku szatni Hufflepuffu, żeby przebrać się na trening.
    Nie zdążyła jednak nawet do niej dojść, bo ci kretyni ze Slytherinu tarasowali przejście, wykłócając się z jej kapitanem, że oni pierwsi zajęli boisko.
    - Zaraz żyłka ci pęknie, Johnson - warknęła Addie, gdy kapitan Ślizgonów właściwie się popluł podczas krzyków, że powinni jak najszybciej zejść z boiska, które podobno sobie zarezerwowali. Addie na końcu języka miała kilka naprawdę niepochlebnych słów, których przytaczanie nie wypadało młodej damie, ale tak szcześliwie się złożyło, że ona damą nigdy nie była. Nie zdążyła jednak ich wygłosić, bo do kłótni wtrącił się Williams, proponując najbardziej abstrakcyjny pomysł, jaki słyszała od dawna. Że niby mieli podzielić się boiskiem?! Ostatecznie jednak obie drużyny odpuściły, więc nawet ona westchnęła, dając za wygraną i wywracając oczami.
    Nie byłaby jednak sobą, gdyby chociaż odrobinę nie podrażniła Zacka. Pewnie podeszła do niego i wspięła się na palce, nachylając się do jego ucha.
    - Tylko się nie rozpłacz, gdy przegracie z kretesem, Williams - powiedziała cicho Addie, odsuwając się od Ślizgona z kpiącym uśmiechem. Odgarnęła niesforne blond kosmyki z czoła i związała włosy w ciasny koński ogon na czubku głowy, nie pozostawiając żadnych wątpliwości, że ten towarzyski meczyk brała całkiem na serio i miała zamiar skopać wszystkim tym aroganckim Ślizgonom tyłki.
    Nie zasłużyła na swój tytuł najlepszej puchońskiej ścigającej od stulecia dzięki pięknym oczom i miała zamiar im o tym przypomnieć.
    Bez chwili wahania wsiadła na miotłę i z gracją uniosła się w powietrze. Jeszcze przez chwilę śmigała dookoła, uśmiechając się czarująco, ale stopniowo na jej twarzy zaczynało pojawiać się skupienie, a w jej oczach zabłysły zabójcze wręcz iskierki, wyraźnie sugerujące, że Addison daleko do łagodnej, miękkiej dziewczynki, która nie posunie się do brudnych chwytów, jeśli będzie trzeba. Miała dość tego, że Hufflepuff był traktowany z przymrużeniem oka jako ten niegroźny, wręcz uroczy dom.
    Rozległ się gwizdek i Addison rzuciła się do przodu, jako pierwsza przechwytując kafla. Sprawnie wyminęła jednego ze ślizgońskich ścigających i ich pałkarza, po czym podała piłkę do jej kolegi z drużyny. Chłopak przemknął w powietrzu i rzucił kafla w kierunku najniższej obręczy, tym samym zdobywając dla nich dziesięć punktów. Przybiła z McAvoy'em piątkę w powietrzu i podleciała do Zacka, uśmiechając się słodko.
    - Frajerzy - wyszeptała, szturchając go delikatnie łokciem w ramię i odlatując. Zniżyła się w powietrzu, kryjąc ślizgońską ścigającą.

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  45. [ Powiem tylko, że kocham wizerunek <3 ]

    Rachel&benjamineaton

    OdpowiedzUsuń
  46. [Uroczy pan. Z pewnością spotkał się z Julienem na boisku.]
    Julien

    OdpowiedzUsuń
  47. [A to już zależy od Ciebie :) Jak ktoś się rzuci na Brandona z pięściami, to na pewno zniknie mu uśmieszek z twarzy i nie pozostanie dłużny :)]
    Brandon Alexander Ware

    OdpowiedzUsuń
  48. Klub Pojedynków zawsze był najbardziej obleganym zajęciem pozalekcyjnym ze wszystkich. Tuż za nim był klub eliksirów, na który Rose również uczęszczała, ale nigdzie nie było tak chętnych do nauki jak tutaj. Przychodziła na kolejne spotkania z przyjemnością, zazwyczaj krok w krok z Celią, z którą była wręcz nierozłączna. Na myśl, że w przyszłym roku już jej w szkole nie zastanie, zawsze robiło jej się okropnie przykro.
    Lecz pozostawała jej jeszcze rodzina i inni znajomi. Na spotkaniach widziała również nieraz Jamesa i Freda. Świetnie tu pasowali, jakby byli w swoim żywiole. Gdzieś kiedyś mignęła jej w tłumie blond grzywka Noaha, chłopaka z Ravenclawu, który pomógł jej kiedyś z jednym eliksirem. Ona jednak wolała trzymać się ze swoją przyjaciółką i zazwyczaj razem ćwiczyły zaklęcia. Rose była w nich naprawdę dobra. Bardzo dobrze się składało, bo do eliksirów czy transmutacji musiała porządnie się przykładać, żeby otrzymywać takie oceny, jakie chcieliby zobaczyć rodzice. I jakie są godne córki słynnej Hermiony Granger.
    Bo niełatwo jest być jej córką. Zewsząd widzisz tylko ludzi, którzy stawiają wymagania względem Ciebie i oczekują wspaniałych efektów. Oczekują że od razu wszystko załapiesz. Że będziesz geniuszem, błyskotliwa i powalająca. Piękna i mądra. Głosem rozsądku w tłumie spanikowanych czarodziejów. Rose nie potrafiła. Było jej ciężko. Ale nikt nie chciał jej słuchać. Więc musiała zakasać rękawy i sprostać wymaganiom.
    Choć chciałaby czasem się polenić, nie zrobić przez cały dzień dosłownie nic. Chciałaby choć jeden dzień naprawdę być sobą.
    Nie zrozumiała za bardzo, dlaczego profesor Sullivan wyznaczyła właśnie ją, żeby weszła na podest. Może nazwisko „Weasley” skojarzyło jej się z tym, że będzie nie lada przeciwnikiem dla tego drugiego, o którym chyba w życiu nawet nie słyszała. Gdy go zobaczyła, jak wchodzi dumnie jak paw na podest, upewniła się, że naprawdę go nie znała. I chyba poznać nie chciała. Po jego ruchach mogła ocenić, że jest tylko pustym dupkiem chcącym przypodobać się publice. Niczym więcej.
    Celia szepnęła jej tylko krótkie „powodzenia”, na które Rose nie odpowiedziała. Nie była przesądna, z własnego doświadczenia wiedziała, że zbyt wielka pewność siebie i dziękowanie w takich sytuacjach przynosiło jej tylko i wyłącznie pecha.
    Uśmiechnęła się tylko kpiąco, gdy usłyszała słowa swojego przeciwnika. Przypieczętował tylko swoje pierwsze wrażenie. Po całej tej ceremonii przygotowania różdżek i oddalenia się na drugi koniec podestu, obróciła się w jego stronę, szukając w głowie jak najpotężniejszego zaklęcia, którym mogłaby go trzasnąć i wybić mu tą durną pewność siebie czy też raczej samouwielbienie z głowy. W tej sytuacji jednak jej umysł nie chciał za bardzo współpracować.
    - Rictusempra!

    [Było dobrze. Mam nadzieję, że moje nie jest złe c:]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  49. [Właśnie nabiłam Ślizgonom punkty za pięćdziesiąty komentarz. To wstyd dla Gryfonki ;c Ale cóż poradzić?
    Lily mu najpierw skopie ten wężowy tyłeczek, a potem... potem przejrzy wnętrze jego duszy. O tak! ]

    Lily Potter

    OdpowiedzUsuń
  50. [chętnie, chętnie ! a masz na niego jakiś pomysł ? :>]

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  51. [nie może jej lubić, bo Afasia jest szlamą. :D ale możemy pobawić się tak, że dziewczynka czymś mu podpadnie, a on będzie się na niej mścił, o ile Ci to odpowiada. ta moja panienka to taka delikatna jest, a ja ją pakuję w pokręcone sytuacje, jestem złym człowiekiem. :c]

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  52. [Byłabym wdzięczna, gdybyś zaczęła, bo sama mam jeszcze jedno rozpoczęcie do naskrobania, a jak za długa kolejka mi się zbierze, to pewnie ciężko będzie mi się zebrać w sobie :)]
    Brandon Alexander Ware

    OdpowiedzUsuń
  53. Dwie godziny. Tyle trwało zanim dostało jej się jakiegoś w miarę ogarniętego przeciwnika. W międzyczasie stanęła przed wielką Puchonką z rudym afro na głowie, której wystarczyło zaczarować sznurowadła u butów, żeby leżała na ziemi i nie mogła wstać. Następny był Gryfon. Bardziej ogarnięty, ale po dwóch zaklęciach okazało się, że musi zostać odwołany do szpitala. Profesorka podeszła do Eriki z dość dziwną miną. Widać było, że się porządnie wkurzyła na Draven, ale musiała zachować uśmiech.

    - Możesz przestać rozkładać moich uczniów? – wycedziła, siląc się na uśmiech. Erika tylko wzruszyła ramionami, odwracając się do kobiety plecami. Zapisała się tutaj i miała zamiar kontynuować naukę, chociaż doskonale wiedziała, że Karen pragnie się jej pozbyć za posyłanie na glebę praktycznie co zajęcia jakichś uczniaków. Erica uważała, że o to właśnie w tym chodzi. Rzucać na głęboki tłuszcz, zamiast się rozczulać. Jeśli ktoś dostał tak mocnym zaklęciem, że skończył w szpitalnym skrzydle, to zapamięta je na całe życie. To o wiele lepsza szkoła niż cackanie się z takim kimś przez kolejny rok. Karen stwierdziła, że panna Draven musi poczekać na wolnego i dobrego przeciwnika. I czekała. Półtorej godziny. W końcu ktoś wszedł do sali, a Erica uśmiechnęła się pod nosem. Ciekawiło ją, kto był tym imbecylem, który jeszcze przyszedł na koniec zajęć. I dowiedziała się. Profesor dosłownie pchnęła wysokiego Ślizgona w jej stronę. Miała pamięć do twarzy, ale jego za Chiny nie kojarzyła. Do nazwisk w ogóle nie miała drygu. Zresztą nigdy nie przywiązywała uwagi do rzuconych szybko na szkolnym korytarzu imion randomowych studentów. Znała tylko tych, których powinna. Arsa i Duncana. Kogoś jeszcze? Cavendisha. Na samo wspomnienie zmarszczyła charakterystycznie nos. Oddałaby wszystko, żeby go nie znać. Dlatego skupiła się na chłopaku przed sobą. Miał typową minę napuszonego Ślizgona, piękną nową szatę, która od razu mówiła, że jego starzy to bogaci czystokrwiści. Idealna fryzura i przenikliwe spojrzenie. Nie wyglądał jej na głąba. Zdecydowanie nie. Zerknęła na chwilę za jego ramię, patrząc na dziewczyny stojące za chłopakiem. Uśmiechały się i co chwila odwracały spojrzenia. Świetnie. Trafiła na jakiegoś idola nastolatek. Jakby Arsellus nie miał jej wystarczyć… Gdy usłyszała imię, uniosła w górę brwi. Jak sądziła, Zack nie podał jej ręki. I słusznie. Nie lubiła tego. Zamiast odpowiedzieć, wzięła różdżkę między kolana, potem zdjęła z ręki gumkę i upięła po swojemu długie włosy. Dopiero gdy jej hebanowa towarzyszka znalazła się ponownie w dłoni, przejechała po chłopaku wzrokiem i wolno, z charakterystyczną dla siebie nonszalancją, odparła:

    - Draven. Erica Draven.

    Jako większość czystokrwistych zapewne nie znał Jamesa Bonda, co tylko dodało dziewczynie pewności siebie. Jego niewiedza zdecydowanie zwiększała wrażenie. Zupełnie jakby robiła to pierwsza na świecie. Zaśmiałaby się, gdyby nie chciała stracić twarzy. Zmierzyła go jeszcze raz tylko krócej. Nie chciał walczyć. Uniosła jedną brew.

    - Masz zamiar zwalić mnie z nóg swoją gadką? – rzuciła, patrząc na niego z lekkim rozbawieniem. Nie upuściła wciąż różdżki, chociaż podejrzewała, że jej nie użyje. Przynajmniej nie na nim.

    Erica Draven
    [Daj spokój. Ja tam nawet tak wolę, bo mam więcej czasu na przemyślenie całego wątku i odpisywanie innym ;)]

    OdpowiedzUsuń
  54. [nie, specjalnie mi nie zależy, żeby jej nie znosił czy coś w tym stylu, po prostu podsuwałam pomysł, a wiadomo, jak to jest na ogół ze Ślizgonami. :) może mu czymś podpaść, przez co będzie miał do niej jakiś uraz, ale potem stanie się coś, co zmieni jego nastawienie ?]

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  55. Tea jednak nie zdawała sobie sprawy, że ktoś może aż tyle czasu chować urazę, w dodatku nawet nie pamiętała takiego dnia! Jak w takim razie mogła być za to karana teraz, skoro to było niechcący, no bez przesady, przecież nie specjalnie zjadła kilogram krówek i kilka paczek słonych krakersów, żeby obrzygać Zacka Williamsa, który wtedy jej się podobał! Ona przecież chciała być miła! Niezrażona jednak jego opryskliwością dalej się szczerzyła jak głupia, jakby to miało załatwić jej kupon na kilka chwil rozmowy spędzanej z Zackiem.
    - Jej, patrz! Będziesz mi mógł teraz opowiedzieć o tym, co czytałeś! - dodała uradowana, po czym idąc po książki, które pokazał jej Ślizgon zakręciła dwa piruety. Co z tego, że niemal uginała się pod ciężarem tych wielkich tomiszczy i tak przeniosła je na stół, ale zamiast postawić na trzeciej półce zaczęła przeglądać. Tematem przewodnim były magiczne stworzenia. Na którejś stronie znalazła rozdział poświęcony smokom - patrz, jaki fajny! - podeszła do niego z książką i pokazała jakieś czerwone, jaszczuropodobne stworzneie - niesamowite, że takie wielkie zwierzęta naprawdę istnieją, a mugole ich nigdy nie widzą. Wiem, bo moi bracia i tata nigdy nigdy nie mogli ich dojrzeć, gdy Tea upierała się, że jakiegoś widziała na bezchmurnym niebie.
    W końcu jednak zauważyła, że nic nie wskóra i odniosła książkę na jej miejsce, czyli na trzecią półkę i zajęła się innymi, które leżały na stole. Przy okazji przejrzała je i tak, tym razem w samotności i zaczęła sobie nucić jakąś mugolską piosenkę, którą słyszała przed wyjazdem do Hogwartu w radio.
    - Ciebie coś ugryzło, że jesteś taki nie w sosie? - zapytała w końcu patrząć na Williamsa, który spokojnie wkładał malutkie książeczki na półkę, gdzie było ich miejsce - jak będziesz taki naburmuszony, to dobra karma nigdy do ciebie nie wróci.

    Tea//Archie

    OdpowiedzUsuń
  56. [Cześć ;)
    Skorzystałam z zaproszenia i przybyłam, ale na tą chwilę niestety nie potrafię znaleźć nic, co łączyłoby naszych panów :c]

    CASPIAN

    OdpowiedzUsuń
  57. [Dziękuję za miłe słowa i aż boję się przychodzić pod kartę, bo jeszcze nie dałam odpisu od Kaia... Właśnie do niego siadam, także spodziewaj się go niedługo. :)]

    A. Hampton/K. Lynch

    OdpowiedzUsuń
  58. [Cześć! Kolejny raz witam się po terminie, ale wszystko przez mój nieszczęsny wyjazd. Zack nosi maskę, a ja nienawidzę sztucznych przykrywek, dlatego chętnie rozszyfrowałabym jego prawdziwe wnętrze. Szczerze zapraszam do wątku, choć zdaję sobie sprawę, że możesz mieć już wyczerpany limit. :)]

    Suzanne

    OdpowiedzUsuń
  59. [Dzięki. A co do chłopaków to myślę, że mogą się ze sobą zakumplować. Mają chyba podobnie wysokie ego, więc może Zack jakoś zdzierży Rúniego. Do tego są w tym samym wieku, więc pewnie dzielą dormitorium.]

    R. Baardsson

    OdpowiedzUsuń
  60. [możesz zacząć, jeśli Ci pasuje. :)]

    Afasia.

    OdpowiedzUsuń
  61. Zazwyczaj się spóźniał, więc kiedy w końcu mógł być na czas, a nawet sporo przed czasem, naprawdę czuł się dumny z siebie. Wkroczył do szatni bez wahania, nie okazał zaskoczenia, kiedy spotkał tam całą drużynę Ślizgonów, a nawet posłał jednej z dziewczyn blady uśmiech, szybko odwracając wzrok, aby nie być posądzonym o jakieś zbereźne myśli. Wypatrzył szybko wolne miejsce, w rogu sali, gdzie się udał, niemalże rzucając na ławkę sporą, sportową torbę. Powoli zaczął się rozpakowywać, kiedy w tej czynności przerwał jemu zdecydowanie zdenerwowany głos jednego ze Ślizgonów.
    — Nie wiem w czym ci to przeszkadza — odparł spokojnie i najzupełniej szczerze. — Zajmę tylko to miejsce w rogu i nawet nie będzie mnie widać ani słychać, nie przejmujcie się mną. — dodał, przesuwając wzrokiem po całej drużynie Ślizgonów, po czym najzwyczajniej w świecie odwrócił się do nich tyłem, uznając sprawę za załatwioną. Dla niego wszystko zostało wyjaśnione, wyraził się jasno i klarownie i nie widział żadnego powodu, aby się pienić. Przecież nie biegał im w kółko o po szatni, zaczepiając każdego gracza quidditcha, nie szukał guza i kłopotów. Nie wiedział dlaczego jego przedwczesna obecność mogłaby kogokolwiek zdenerwować. No chyba, że chodziło o to, że oni byli Ślizgonami, on zaś Puchonem. W tym wypadku złość byłaby całkowicie uzasadniona: złościliby się dla zasady. Bo powinien znać swoje miejsce.
    Problem z Brandonem był taki, że nie dał się zamknąć w sztywne ramy bycia domownikiem Helgi Hufflepuff. Ludzie oczekiwali od niego, że będzie dobry i pomocny (i zazwyczaj w tym aspekcie ich nie rozczarowywał, chociaż z jego prób pomocy wychodziły różne dziwne rzeczy), że będzie chodził spłoszony i dał sobą rozkazywać. Sęk w tym, że Brandonowi nie odpowiadała taka rola i nie pozwalał sobie przypiąć etykietki. Raczej głowę miał dumnie zadartą do góry, co nie znaczy że patrzył na innych z pozycji uprzywilejowanej, i walczył o swoje. Nie zdarzało mu się podkulić ogona i uciec gdzie pieprz rośnie, nie mógłby bowiem wtedy spojrzeć sobie w twarz.
    Dlatego teraz też nie uciekł, chociaż był sam, a na przeciwko cała drużyna Ślizgonów, ze zdenerwowanym Zackiem na czele. Nie uciekł, bo uważał, że nie zrobił nic, czym mógłby narazić się komukolwiek. W końcu jeszcze nic nie zniszczył i nikogo nie uszkodził. Jeszcze, bo w jego życiu zniszczenie przychodziło nagle, bez zapowiedzi.
    Zrzucił z siebie szatę, podwinął rękawy nieskazitelnie białej koszuli i zabrał się za odpinanie guzików, skupiając wzrok na butelce z wodą mineralną, którą niedokładnie zakręcił i z której powoli skapywały krople, mocząc jego strój od quidditcha. Powinien jak najszybciej temu zaradzić.

    Brandon Alexander Ware

    OdpowiedzUsuń
  62. [Dziękuję za powitanie. Tutaj też widzę bardzo fajnego pana. :)]

    Anakin

    OdpowiedzUsuń
  63. [Hej, a Ty żyjesz? Kombinujemy wątek?]

    Aino Juvonen

    OdpowiedzUsuń
  64. Zapewnie pękłaby z dumy po usadzeniu na tyłku Ślizgona, gdyby sama była Ślizgonką. Ale ona jedynie opuściła różdżkę z ledwie widocznym uśmiechem. Wiedziała, że właśnie podpaliła kotu ogon. Teraz dopiero zacznie się całe przedstawienie. A w zaklęciach była świetna. Więc to przedstawienie będzie naprawdę ciekawe.
    Obserwowała jak Williams podnosi się, obłapując się za obolałe części ciała. Wyglądało to nieco komicznie, ale przestało ją śmieszyć, gdy zaczął łamać przepisy kulturalnego pojedynku i poszedł na łatwiznę. Bezczelnie się przybliżał. Rose zerknęła na pana profesora, ale zanim zdążyła ułożyć w głowie jakieś sensowne zdanie, poczuła jak unoszona jest za kostkę u nogi. Cieszyła się, że o wiele lepiej czuje się w leginsach niż w kieckach, bo właśnie cała szkoła miałaby okazję pooglądać sobie dzisiejszą bieliznę panny Weasley. Jeszcze by się z niej naśmiewali. Boże, dzięki ci, że dałeś mi rozsądek po matce. Szkoda tylko, że wszyscy wokół mają chore ambicje, a ona udaje współczującą i udaje, że coś rozumie.
    Gdy zaczął zbliżać się jeszcze, zrozumiała, że nie dopiął swego. Dopiero miał zamiar zacząć zabawę. A ona nie miała najmniejszej ochoty zostać jego zabaweczką.
    - Protego – wychrypiała, bo nie wiedząc czemu, mówienie głową w dół sprawiło jej ogromną trudność. Puszczony przez Williamsa oszałamiacz jej nie trafił, ale za to ona zwaliła się z wielkim hukiem na ziemię. Jakby ważyła dwa razy więcej niż waży w rzeczywistości. Niezrażona tym drobnym niepowodzeniem, podniosła się z podłogi, złapała różdżkę, otrzepała szatę i rzuciła w jego stronę:
    - Expelliarmus!
    Odpowiednio rzucone nie tyle wytrąciło mu różdżkę z ręki, co odepchnęło na jakąś odległość.
    - Być może przeoczyłeś lub przespałeś lekcję o kulturalnym pojedynku, ale tam masz właśnie wstać – odezwała się do niego wystarczająco głośno, aby każdy uczeń na sali to usłyszał. Po raz pierwszy postanowiła nie liczyć na wsparcie nauczyciela. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. – Świetnie. Skoro zaliczyłeś już pierwszą lekcję to… Oppugno!
    Ciekawa była jak poradzi sobie z chordą małych ptaszków dziobiących go w głowę. Element komiczny na zajęciach również się przyda!

    [Wybacz, że dopiero teraz odpisuję c:]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń