2 sierpnia 2015

Dzisiejszej nocy komary oszalały na punkcie mojej krwi

Chciałem umrzeć a nie udało mi się nawet zasnąć.
Moja krew oszalała na twoim punkcie.
Czy bezsenność też można sublimować w sztukę?

JULIEN VENDRELL

VII | Ravenclaw | Obrońca | Klub eliksirów | Dwanaście cali, wiąz, włókno ze smoczego serca | lis patronusem | o boginie nie wspomina | Edynburg, 13.12.2004 | półkrwi czarodziej

Podchodzisz do lustra i wszystko pozostaje bez zmian. Oczy wciąż są szare, zabójczo puste, jakbyś stracił zdolność do przekazywania emocji spojrzeniem. Usta wykrzywione w drobnym uśmiechu, oznace dobrych chęci, choć większość i tak myśli, że jesteś przygaszony i smutny. Prosty nos, mimo że złamali Ci go kilka lat temu. Nie wyróżniasz się. Nie robisz zamieszania, wchodząc do Wielkiej Sali czy idąc korytarzem. Nie zmienia to jednak faktu, że się zmieniłeś. Nie jesteś już tym samym dzieciakiem, co na pierwszym roku, kiedy to Ślizgoni robili z Ciebie pośmiewisko, gdy tylko nadarzała się okazja. Wyrosłeś; przybyło Ci kilka centymetrów, wyostrzyły Ci się rysy. Od trzeciej klasy nikt nie żartuje na Twój temat. Wraz ze szczęką, zaostrzył Ci się humor; jesteś odrobinę cyniczny i często poruszasz sprawy zbyt delikatne. Jesteś jednak dobrym chłopakiem. Tak mówiła mama, tak mówił tata. Piszesz listy do rodziców raz w miesiącu, pamiętasz o świątecznych prezentach, odrabiasz prace domowe na czas, przykładasz się do zajęć. Rzadko się przecież spóźniasz, wyciągasz młodsze dzieciaki z tarapatów i podajesz chusteczki dziewczynom, które płaczą przez swoich durniów. Nikomu nie podpadasz, nikogo nie ranisz, rzadko wpadasz w kłopoty. I brak Ci aspiracji do pozostania szkolnym łobuzem, dużo bardziej interesuje Cię księga wypełniona wskazówkami dotyczącymi warzenia eliksirów. Może i mają Cię za dziwaka, ale to żaden kłopot, póki się starasz, póki możesz powiedzieć, że jesteś dobrym chłopakiem. 


Dolan na zdjęciu.
Czym bardziej szalone powiązania tym lepiej!

45 komentarzy:

  1. [ Podglądałam w roboczych. Typowy ze mnie stalker.
    A jego to bym ukochała. Nie wiem, co takiego mają w sobie niektóre karty, że tak na mnie działają. Ech.
    Lubię, lubię, lubię! I witam.
    Dzień dobry. ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  2. [Xavier! Ohohoho! Ja już kocham. *.*
    Dobry chłopaku, czy zdarza Ci się zadawać z małymi łobuzami?
    Chciałabym jakieś ładne powiązanie, choć na pierwszy rzut oka są jak ogień i woda... Ale czy to nie ciekawiej? ]

    Lily Luna Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witamy na blogu i życzymy udanej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ale on fajny jest. Taki ludzki!]
    Oona Griffith i Brandon Alexander Ware

    OdpowiedzUsuń
  5. [Siemka, Jules. Wita się dziecko z poprzedniej karty xD]

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  6. [Mnie również się pan podoba, świetnie dobrane zdjęcie i ciekawa kreacja postaci. :)
    Zaproszę do Rose, brakuje mi pokręconych wątków, może coś razem wymyślimy.]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hej, psss .... szybko, szybko, chodź do mnie po wątek, ale cichaczem, bo dyrekcja złapie mnie na naginaniu limitu. ]
    Gregorius Konspirator

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Po przeczytaniu karty mam wrażenie, że Julien jest bardzo apatyczny, wręcz wyprany ze wszelkich emocji, a czynności, które wykonuje, musiał kiedyś zapisać sobie na karteczce, żeby o nich nie zapomnieć i teraz dzień po dniu postępuje według kiedyś wyznaczonego planu. Trochę przygnębiająco, może niepokojąco, ale jest ciekawie. Cześć! ]

    Chesney/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  9. [ ♥ masz gadu-gadu do szybszego porozumiewania się, czy mam tutaj pisać o pomyślę? ]

    OdpowiedzUsuń
  10. [To nie Dolan, tylko Sunny Burns. No chyba, że Sunny Burns wstawia na swój instagram zdjęcia Dolana, wtedy przepraszam za nadgorliwość.

    Cześć, kolego z domu i z roku, uwielbiam to imię. ;)]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Czy istnieje możliwość, że to nie jest twoja pierwsza postać na tym Hogwarcie? Jeżeli się mylę, wybacz, musiałam spytać.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  12. [A to teraz się zrobiło ciekawie, ja się instagramem kierowałam, ale wymądrzać się nie będę, bo skoro tak, to teraz też już nie wiem.

    Też go nie słyszałam, póki nie znalazłam, ale dziwne ono nie jest, po prostu walijskie. Mógł być zwykłym Emilkiem, ale to by było natomiast nudne. Zaproponowałabym wątek, ponieważ nasi panowie są w tym samym domu, na tym samym roku i pewnie dzielą jeszcze dormitorium (może kradną sobie nawzajem skarpetki), ale Emlyn uważa graczy quidditcha za niższe formy życia, więc nie jestem pewna, czy masz ochotę się w to wplątywać.

    I tak w ogóle to skasuj sobie kropeczkę w tytule, w tytułach nie stawiamy kropek. ;)]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  13. [Może zacznijmy od ustalenia relacji między naszymi postaciami. Znać się będą pewnie z klubu eliksirów, z których Rose swoją drogą aż tak dobra nie jest.]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  14. [Julien wydaje się takim kochanym krukonem <3 Zdjęcie według mnie idealnie pasuje do karty, a sama postać jest przecudowna! Przydałby się jakiś wątek, bo skoro już w jednej drużynie grają, to muszą się znać :)]
    Mel

    OdpowiedzUsuń
  15. [Czekaj, myślę nad czymś... Ciężko mi to przychodzi, ale myślę.
    Nie mam jeszcze żadnego wątku w Hogsmeade. Jestem zresztą pewna, że na pewno poznali się też w Hogsmeade, lata temu, gdzieś między półkami w Miodowym Królestwie. Byli wtedy jeszcze szczylami, sprzeczali się, które słodkości są lepsze i biegali między regałami, nieprawdaż? :D
    A teraz co do wątku jako takiego... Może zarówno Julien, jak i Oona przez przypadek znajdą się w samym środku jakiejś wielkiej kłótni pomiędzy grupką turystów a mieszkańcami Hogsmeade? Zanim zdążą się ewakuować, któreś z nich dostanie zaklęciem, drugie łokciem w nos, kość się złamie, krew poleje. Niby nic poważnego, ale w takich sytuacjach zawsze się panikuje i traci zdrowy rozsądek.]
    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Witam! Julien jest świetny (taki, hm zagadkowy) i wątek stworzyć musimy to wiem na pewno. Może jakieś cyniczne odzywki, dogryzanie i napięta relacja?
    Jeśli jest chęć i zainteresowanie to uprzejmie zapraszam do mnie]

    Sunshine Price

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Mówisz? To może zrobimy sobie jakiś wątek, żebym mogła się przekonać, że Julien jest całkiem wesoły? ;D Z Chesneyem są nawet w jednym dormitorium, co może być podłożem do znajomości trochę bliżej niż mówienie sobie cześć na korytarzu. ]

    Chesney Swinton

    OdpowiedzUsuń
  18. [No tak, wątek polegający na wykłócaniu się by raczej do niczego nie prowadził.

    Mam wpaść, jak wymyślę coś konkretnego?]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  19. [ W takim razie zwalam to na karb moich przeczuć, które nigdy się nie sprawdzają. A co do Luke'a, jarvisowa twarz spadła mi z nieba, więc nie mogę się nie zgodzić. Mimochodem wspomnę, że od paru dni rzucam wątkami z niebywałą lekkością i przydałoby się kiedyś przystopować, ale niestety Julien kusi mnie i mojego chłopca bardzo mocno, na tyle, że jak będziesz mieć na coś chęć, daj mi znać.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  20. [Nie, dlaczego? Brzmi fajnie. Rose ma doświadczenie z wybuchającymi kociołkami, więc jest to dość prawdopodobne. Skład eliksiru może być nawet zle zapisany, nie musi to być wina któregoś z nich. Daje nam to już jakiś początek. Pytanie tylko brzmi: które z nich oberwie? Mogę śmiało poświęcić Rose. :)]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  21. Pakowanie się w kłopoty było specjalnością Gregoriusa, nie mógł powiedzieć, że czasem taki obrót spraw nie sprawiał mu radości – wtedy właśnie czuł, że żyję a nie tylko egzystuję w lochach. Dzisiejszej nocy jednak nie spodziewał się, że czekają ich jakieś przygody, tym bardziej, że miał być to tylko nocny spacerek po korytarzach a nie wypad do Zakazanego Lasu w czasie pełni. Ucieczka przed duchem była nie lada wyczynem, zwłaszcza Irytkiem, który w każdej chwili mógł wyskoczyć z samego środka ściany lub podłogi i dać im popalić, ale dzięki Merlinowi chyba udało się im wyprowadzić go w polę. Roześmiał się cicho na słowa przyjaciela, a kiedy już byli bezpieczni odetchnął z ulgą.
    - Będzie Ci tego brakować jak już skończymy Hogwart, zobaczysz – odpowiedział cicho ze śmiechem, próbując w ciemnościach pomieszczenia dojrzeć twarz Krukona. Gdzie ich to nogi poniosły? Podczas biegu nawet nie zwrócił uwagi na drogę, po prostu biegł za Julienem aż w końcu ten wciągnął go do jakiegoś pokoju. Gregorius wprawnie wyciągnął różdżkę zza pazuchy i lumosem oświetlił pomieszczenie. Większość mebli była przykryta białym płótnem, a wszystko dookoła oblepione było grubą warstwą kurzu. Chyba nikt od wieku tu nie zaglądał.
    - Na razie nie ryzykowałbym życiem, przeczekajmy chwilę tutaj – powiedział z łobuzerskim uśmiechem posłanym w stronę chłopaka, po czym odwrócił się by móc się rozejrzeć po sali. Był ciekawy czy znajdą tu coś ciekawego, czy też może same niewarte uwagi graty. Zakaszlał, kiedy odkrywając biurko wzbił w powietrze tumany kurzu.
    - Ekhemm...To chyba jakiś stary gabinet.

    Ciekawski Gregorius

    OdpowiedzUsuń
  22. [Dobra, wiem, że wyjdę na marudę, ale... dlaczego ja zawsze muszę być taka spóźniona?! Zabierają mi najlepsze dupy sprzed nosa :/
    Podoba mi się Julek. Jest taki... nieprzekombinowany, a jednocześnie zwraca uwagę.
    Cześć!]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  23. [ On jest boski! Ja chcę wątek! Chęci są, ale gorzej z pomysłem. Jak ty będzoesz jakiś miała to daj znać ]

    Tom S.

    OdpowiedzUsuń
  24. [Mi jak najbardziej pasuje :) Mel może spaść z tej miotły, to będzie jeszcze bardziej cute! No dobra to kto zaczyna? :)]

    OdpowiedzUsuń
  25. [Świetnie napisana karta, dokładnie nieprzesadzona tylko w sam raz xd
    Postać niezwykle wykreowana. Miły z niego chłopak ;)]
    Zack Wiliams

    OdpowiedzUsuń
  26. [Zła Sunshine to coś obcego, ale wkurzająca już nie, więc może ich niezbyt miła ( przynajmniej do czasu) relacja spowodowana by była rozproszeniem Juliena na treningu? Ona by coś od niego chciała albo coś w tym stylu i on spadł by z miotły albo dostał w głowę piłką. Dodatkowo Sunshine nie przeprosiła by go nawet za to i w popłochu uciekła. Może tym by go porządnie wkurzyła? Ale jeśli coś takiego Cię nie interesuje to coś wymyślę jeszcze! :D
    Czekam na odpowiedź ]

    Sunshine P.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Świetny jest :> Cześć, witam Juliana w gronie Krukonów]

    Isaiah

    OdpowiedzUsuń
  28. [Cieszę się, że przypadł do gustu. Ty sobie spokojnie zbierz myśli, ja będę czekać :)]
    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Weekend mnie nie było a panowie się tacy uroczy pojawiają.
    Cześć. ]

    Rachel i Benio

    OdpowiedzUsuń
  30. [Ktoś gdzieś wyżej wysunął wniosek, że Julek ma problem z emocjami. Lily ma podobnie, ale w drugą stronę - siedzi ich w niej aż nazbyt wiele. Ciężko mi go sobie jeszcze wyobrazić w wątku, ale może mogliby w jakiś sposób pomóc sobie nawzajem? Może pora, by się chłopaczek prawdziwie uśmiechnął, by prawdziwie żył? Nie wiem, jak to jest, ale w głowie rodzi mi się coś właśnie bardzo w tych emocjach siedzącego. Czy Lily powinna go "zaatakować" trochę swą osóbką? ]

    Potterówna

    OdpowiedzUsuń
  31. [Przyszedł mi do głowy taki pomysł, dosyć głupi i mało oryginalny w swej prostocie, ale stwierdziłam, że i tak ci dam o nim znać, może akurat się spodoba.

    Biorąc pod uwagę fakt, że nasi panowie są w tym samym domu i na jednym roku, a jakby tego mało, to jeszcze w tym samym dormitorium, nie ma opcji, żeby się nie znali. Czy się lubią, czy nie to już inna sprawa, która może ten pomysł trochę ubarwić, ale to już w praniu powinno wyjść. Sarkastyczne uwagi rzucane pod adresem drugiego bardzo mile widziane. Otóż wyobraź sobie: początek września, wczesny wieczór, słoneczko już zachodzi, nikt jeszcze nie zadał żadnego eseju, nie ma po co siedzieć z nosem w książkach, chłopakom się nudzi, więc wyjmują pudełko fasolek wszystkich smaków, dzielą się na dwie drużyny (po dwóch w każdej) i wiesz, niby każdy już ma mniej-więcej obcykane, który kolor fasolki będzie tym niedobrym, ale one są zdradliwe i nigdy nie wiesz, co ci się trafi. Zasady proste: której parze trafi się więcej obrzydliwych fasolek, ta ma do wykonania jakieś wcześniej ustalone zadanie. Przy okazji fasolki przepijają podprowadzonym z kuchni winem, no bo jakoś posmaku rzygowin albo skunksa trzeba się pozbyć. Julien i Emlyn przegrywają i zostaje przed nimi postawione zadanie (tu już naprawdę zmyślam, możemy je przedyskutować, jeśli wyda ci się debilne, nie mam nic przeciwko, warto rozmawiać): jeszcze dziś mają wymknąć się do Zakazanego Lasu i przynieść jakiś fant, na dowód, że kawałek się w dzicz zapuścili. Nie wiem, to może być nawet jakaś szyszka, o której wszyscy wiedzą, że ten gatunek wygląda jakoś wyjątkowo i można go znaleźć tylko tam. Tu już cokolwiek. Emlyn unosi się męskim honorem, choć normalnie by tego nie zrobił, bo jest prefektem i w ogóle, ale wino zrobiło swoje. Jak się zachowa Julien to już jego sprawa, ale wskazane jest, żeby nawet mimo oporów poszedł towarzyszyć koledze, no bo była umowa i zasady gry znał, jak się do niej przyłączał. Wybierają się więc do tego Lasu, żeby było ciekawiej można dodać, że na przykład tylko jeden z nich może zabrać ze sobą różdżkę. No a w Zakazanym Lesie po zmroku na pewno nie jest zbyt wesoło, mogą wspólnie wpakować się w jakieś bagno (jak najbardziej wskazane), przy okazji co chwilę mieć konflikt interesów, bo pan prefekt i gracz quidditcha mogą się tolerować na co dzień, ale współpraca to już inna sprawa. Wino wciąż szumi w głowach, niby idą za gwiazdą polarną, ale tak właściwie to nie wiedzą, czy to ona i w ogóle.

    Co o tym myślisz? Bo ja myślę, że mogłoby być wesoło, ale też wiem, że to pomysł wybitnie głupi. Ale z drugiej strony jak człowiek ma siedemnaście lat, to mu różne dziwne pomysły do głowy wpadają. ;P]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  32. Gregory ze wszystkich sił starał się zachować poważną minę, więc zagryzł mocno policzki od środka i posłał bazyliszkowe spojrzenie w stronę wściekle wirującego fałszoskopu, jakby ten właśnie zdradził jego niecne zamiary. Prychnął cicho pod nosem słysząc słowa Juliena i zaniechał na chwilę obecną dalszą penetrację opuszczonego pomieszczenia. Swoją różdżkę wsadził w stary wazon, robiąc z nich prowizoryczną lampkę.
    - Jestem Ślizgonem, to do czegoś zobowiązuję, Julio – odpowiedział z cichym cmoknięciem, już w duchu skręcając się ze śmiechu, kiedy wpadł mu do głowy bardzo głupi pomysł. Podszedł bliżej i się pochylił nad biurkiem by przyjrzeć się magicznemu urządzeniu z ostentacyjną ciekawością. Podumał chwilę, przyznając rację, że jest przedmiot jest bardzo stary po czym wyprostował się i spojrzał ponad ramię Krukona, robiąc duże oczy.
    - Merlinie! Co to jest? - zapytał żywo, wskazując brodą coś za chłopakiem.
    Wykorzystując chwilowe nieuwagę Vendrella, zwinął z blatu fałszoskop i czym prędzej pociągnął materiał jego szaty tuż przy szyi, wrzucając mu wirujące urządzenie pod ubranie. Taki złośliwy odwet za bystrzaka.
    On i Julien byli żywym dowodem na to, że kto się lubi, ten się czubi.
    Z śmiechem czmychnął na drugi koniec pomieszczenia, zastawiając się fotelem tak na wszelki wypadek. Stojąc w odpowiedniej odległości, by mieć czas na ucieczkę w razie czego, obserwował jak przyjaciel stara się pozbyć łaskoczącego przedmiotu.
    - Dam ci fory i poczekam aż przestaniesz miotać się jak trollica – odparł z uśmiechem.
    Odwrócił się bokiem i zajął się przeszukiwaniem półki ustawionej pod ścianą. Były tam książki, w większości zjedzone już przez mole i rozsypujące się od starości, a atrament już całkowicie wyblaknął.

    Gregory, your villain

    OdpowiedzUsuń
  33. Dobrze pamiętał pierwszy poranek w Hogwarcie. Wyspał się tak dobrze jak nigdy wcześniej i obudził pełen energii na nadchodzący dzień. Jednak nie wszyscy nowo poznani koledzy podzielali dobry humor Chesneya. Niektórzy pierwsze chwile po pobudce spędzili na narzekaniu na trudną noc, jęczeli, że ciężkie oddechy i lekkie pochrapywania innych nie pozwoliły im na zmrużenia oka w nocy. Widać pewne osoby, żeby móc zasnąć, potrzebowały idealnej ciszy. Swinton jednak należał do grona tych szczęśliwców, którzy mieli sen na tyle mocny, że byle hałas nie mógł ich obudzić.

    Chet potrafił zasnąć nawet w mocno ekstremalnych warunkach i spokojnie przedrzemać kilka godzin. Zauważył jednak, że w pewnych momentach jego sen przechodzi w inną fazę – w określonych chwilach Swinton był bardziej wrażliwy na różnego rodzaju dźwięki i istniało ryzyko, że się przebudzi. Właśnie tak stało się pewnej wrześniowej nocy roku dwa tysiące dwudziestego drugiego. Ktoś z dormitorium należącego do Krukonów z VII roku, zamiast, jak przykazał Merlin, wypoczywać przed następnym, na pewno wymagającym, dniem szkolnym, wędrował po pokoju i chociaż prawdopodobnie chciał zachowywać się subtelnie, nie uniknął wytworzenia drobnego hałasu. Szmery sprawiły, że Chesney został wyrwany z objęć Morfeusza.

    Znajdował się w tym specyficznym stanie między snem a jawą. Niby był świadomy tego, że znajduje się na swoim hogwarckim łóżku, a słowa, które wyszły z jego ust, brzmiały sensownie. Do jego umysłu dotarła nawet odpowiedź, jak się okazało, Juliena, który poinformował, że czegoś poszukuje. Teoretycznie Chesney już nie spał, w praktyce dryfował na skraju podświadomości, a po szybkiej wymianie krótkich zdań obrócił się na drugi bok i zachrapał. Wydawało mu się jeszcze, że słyszy, jak ktoś wychodzi z pokoju…

    Kilka chwil później ocknął się i usiadł na łóżku. Popadł w jakieś odrętwienie i przez dobrą minutę nie ruszał się i nawet o niczym nie myślał. Potem wyskoczył z pościeli, wsunął gołe stopy w buty, chwycił różdżkę i opuścił dormitorium, a potem Pokój Wspólny.

    – Lumos – mruknął, aby oświetlić hogwarckie mroki.

    Nikogo nie zauważył. Więc albo to wszystko mu się przyśniło i Julien wcale czegoś nie szukał, albo wydarzyło się to na tyle dawno temu, że chłopak zdążył już oddalić się dostatecznie daleko. Chesney mógł tylko wrócić do sypialni i sprawdzić, czy kolega nie leży w swoim łóżku. Wolał nie chodzić po Hogwarcie w poszukiwaniu Vendrella, bo doskonale zdawał sobie sprawę z ogromu zamczyska, więc prawdobieństwo odnalezienia Juliena o tej porze było nikłe.

    Chesney już miał zrobić zwrot o sto osiemdziesiąt stopni, kiedy ujrzał czyjąś sylwetkę. No tak, w swojej mądrości patrzył tylko w jedną stronę, a okazało się, że Julien szedł w drugą. Swinton pokręcił głową, pomstując na własnę głupotę, a potem podbiegł i dogonił kolegę.

    – Stary, co robisz? Rano poszukasz swojej zguby – jęknął. – Czego ty właściwie szukasz?

    Chesney Swinton

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Niezmiernie się cieszę. Przywykłam do wymyślania powiązań, więc się zadeklaruję, ale nie chcę powielać relacji, którą już możesz mieć. Czego twemu chłopcu brakuje?]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  35. [ " brak Ci aspiracji do pozostania szkolnym łobuzem"....a gdyby przypadkiem ktoś tam namącił? ;)
    Witam serdecznie :) ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  36. Mel kochała quidditch całym sercem. Zawsze walczyła do ostatniej sekundy i nawet treningi traktowała poważnie. Przeczytała chyba wszystkie możliwe książki na temat gry, a jej pokój w domu pani Simpson był cały wytapetowany zdjęciami i plakatami ulubionych drużyn. Zawsze nie mogła doczekać się wejścia na miotłę, którą dostała na zeszłą gwiazdkę.
    Ostatni trening przebiegł cudownie i wszyscy byli z siebie zadowoleni. Kapitan drużyny przekonywał, że taki sam przebiegł będzie miał następny, jednak już rano, kiedy Mel wyjrzała przez okno i zobaczyła strugę deszczu, wiedziała, że chyba niestety tak nie będzie. Podczas śniadania w Wielkiej Sali, zawodnicy byli posępni i nie mieli ochoty nawet wystawić nosa na zewnątrz. Kapitan mimo okropnych warunków na dworze, postanowił, że trening i tak się odbędzie. Nawet odgłosy burzy, które dochodziły z niedaleka go nie zniechęciły. Wszyscy przebrali się i o umówionej godzinie wyszli z zamku, kierując się w stronę stadionu. Po kilku minutach Mel była przemoczona do szpiku kości. Widoczność była okropna, a burza była coraz bliżej. Nikomu nie uśmiechało się latanie, jednak wszyscy posłusznie szli za kapitanem.
    Kilkanaście minut później wszyscy gracze byli gotowi do treningu. Każdy złapał swoją miotłę i po kolei, jak na ścięcie, wychodzili z szatni na boisko. Tuż przed murawą stało wielkie pudło z piłkami, które zaraz miały zostać wypuszczone. Mel odbiła się od ziemi i dołączyła do reszty drużyny. Krukoni kurczowo trzymali się swoich mioteł, rozglądając się dookoła i szukając błyskawic na niebie.
    Kapitan wypuścił po kolei piłki i trening się rozpoczął. Na początku wykonali kilka ćwiczeń, a następnie poszczególni zawodnicy zajmowali się czymś innym. Mel podawała sobie z innymi ścigającymi kafla i starała się przerzucić piłkę przez obręcz bronioną przez Vendrell’a. Po kilkunastu minutach zaczęli grać w uproszczoną wersję quidditcha.
    [No a teraz sobie wybierz sposób zrzucenia jej z miotły! :)]
    Mel

    OdpowiedzUsuń
  37. [Cześć. A może zrobić tak z Hattie Ślizgonkę, która kiedyś uwielbiała go tyrać?]

    H. Cathcart

    OdpowiedzUsuń
  38. [Zaczęcie wynagrodzi czekanie. ;D]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  39. Nigdy nie mogła nazwać siebie mistrzem eliksirów. Nigdy nie mogła nazwać siebie drugą tą zdolną i mądrą Hermioną Granger, choć nauczyciele bardzo chcieli, aby nią była. Czasami przez przepracowanie i chore ambicje zapominała wziąć ze sobą głowy na zajęcia, a kiedy Rose Weasley czegoś zapominała lub coś jej nie wychodziło, był to najlepszy czas do śmiechu w odwecie za odebrane punkty i szlabany. Mało kto ją lubił za to, że obowiązki prefekta wypełniała nad wyraz sumiennie. Każdy miał ją za tą „przemądrzałą”.
    Właśnie dlatego zapisała się na koło eliksirów – żeby coś więcej zrozumieć. Miała nadzieję, że uda jej się podciągnąć ocenę, mimo że całkowicie nie pałała sympatią do przedmiotu. Prawdopodobnie jak i większość uczniów. Znała jednak takich, którzy znajdowali w kipiącym kociołku zrozumienie, a nawet mieli do tego rękę – tacy właśnie ludzie przydawali się w tak beznadziejnych chwilach jak ta.
    Ważyli dzisiaj amortencję, eliksir bardzo przydatny dla miłosnych nieudaczników, takich jak właśnie Rose Weasley i całe jej otoczenie – bo kogo by nie zapytała, ten nie miał za grosz szczęścia w miłości. Jednakowoż nie miała najmniejszego zamiaru podrzucać jakiemuś przystojniakowi czekoladek z eliksirem miłosnym, do którego miała znacznie łatwiejszy dostęp niż zrobienie go samego. W Magicznych Dowcipach Weasleyów, gdzie pracował jej ojciec, było go od groma i schodził jak woda. Biedni chłopcy…
    Ta godzina dłużyła się w nieskończoność, a Rose siedziała nad podręcznikiem i miała wrażenie, że za moment się rozpłacze. Przepis był prosty, zrobiła wszystko zgodnie z instrukcją. A i tak nic z tego nie wyszło. Bała się przyznać do kolejnej porażki – zawsze tłum reagował tak samo, śmiechem. Bo przecież ja to, ta przemądrzała Weasley czegoś nie umie?
    - Na następnych zajęciach przyjrzymy się bliżej Wywarowi Żywej Śmierci – odezwała się profesor Skistad, a Rose usłyszała, jak reszta uczniów zaczyna pakować swoje rzeczy i wylewać lub przelewać do fiolek swoje eliksiry. Tylko ona nie ruszyła się z miejsca, podpierając czoło dłońmi. Nie otworzyła nawet oczu. Była sobą zażenowana.

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Mam wprawdzie pod ręką pewien pomysł, dosyć wiekowy, aczkolwiek nigdy nie doczekał się poważnego odzewu, a ja chociażby rozpoczęcia. Nie był przeznaczony do wątku z tą samą płcią, jednakże sądzę, że może wyjść naprawdę ciekawie, o ile przystaniesz, gdyż z odmową spotkałam się już zbyt wiele razy. Pozwól, że go skopiuję, by nie pisać kolejny raz tego samego.
    Inną sprawą jest to, że wraz z pisaniem o powtarzalności niektórych konceptów, przypomniało mi się o jednym, który wymyśliłam jakiś czas temu, jednak nie doczekałam się w zamian niczego konkretnego, co sprawia, że wciąż można go użyć. Jego głównym punktem był zakład. Jedno założyło się, że poderwie to drugie, z kolei to drugie założyło się z kimś innym, że poderwie te pierwsze. Przy tym pomyśle w grę wchodzi niechęć, a z nią tym ciężej byłoby im wygrać stawkę, o którą grają. Oczywiście żadne z nich nie wiedziałoby, że ładnie mówiąc, znajduje się w sytuacji bez wyjścia, gdyż nie mieliby pojęcia, iż namierzony przez nich obiekt także ma niecne zamiary. Co więcej, w kodeksie owego zakładu miałaby miejsce wzmianka mówiąca o tym, że w czasie jego trwania nie można dać się poderwać nikomu innemu i nieustępliwie zdobywać tego, na kim opiera się cała umowa. Wyobraź więc sobie ten chaos, gdy próbują dobrać się do siebie nawzajem, ale wciąż są odpychani, bo przecież nie można pozwolić swojej osobie na przegraną i ach, to po prostu wątek moich marzeń.]

    OdpowiedzUsuń
  41. [Nicky dziękuje. I chętnie wprosiłby się na wątek.]

    N. Hughes

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie wiedziała, jak to się działo, że zawsze trafiała w środek największej zawieruchy. Nawet kiedy unikała kłopotów jak ognia, one pierwsze znajdowały ją. Była magnesem na wszelkiego rodzaju problemy i zaczynała się dziwić dwóm rzeczom — że w Hogwarcie jeszcze znajdywały się osoby, które chciały z nią utrzymywać jakiekolwiek kontakty bez obawy o własne bezpieczeństwo, i to że dożyła tych siedemnastu lat. Nie była bowiem w stanie powiedzieć, czy uda jej się dożyć dwudziestki. Nie mówiąc już o ślubie, zostaniu matką i babką, bo to była zbyt daleka i niepewna przyszłość. Biorąc pod uwagę obecne tendencje do ściągania na siebie wszystkich nieszczęść, szanse na to, że czeka na nią długie i szczęśliwe życie, niebezpiecznie zbliżały się ku zeru.
    Naprawdę, ale to naprawdę przypuszczała, że tym razem wypad do Hogmeade zakończy się szczęśliwie; że ominie ją nawet nabicie guza, wpadając przez przypadek na drugiego człowieka lub mając bliskie spotkanie ze ścianą. Tym razem jednak zamiast zabitego guza, miała chyba złamany nos.
    Nie zdążyła jakkolwiek zareagować, kiedy zauważyła zbliżające się kłopoty. Miała wrażenie, że to stało się w ułamku sekundy — w jednej sekundzie stała koło Juliena, w drugiej jej znajomy upadał, a z jej ust wyrywał się zduszony okrzyk, w następnej zaś wir wydarzeń całkowicie ją wciągnął. Udało jej się uniknąć wydłubania oka przez różdżkę, którą wymachiwał jeden z chłopaków, nieudolnie próbując rzucić jakieś zaklęcie, wpadła jednak z deszczu pod rynnę — inny z mężczyzn nie zdążył jej zauważyć i obracając się, tak dotkliwie uderzył ją przedramieniem w twarz, że usłyszała tylko chrząknięcie łamanej kości.
    Poczuła, jak krew zalewa jej usta. Zanim zdążyła wynaleźć w kieszeni szaty chusteczkę, była już cała zakrwawiona i wybrudzona. Przyciskając bawełnianą chustkę z własnymi inicjałami, próbowała powstrzymać się przed przeklęciem. Nie udało jej się: mamrotała pod nosem, rzucając dookoła takimi obelgami, jakich świat nie słyszał. Z racji jednak tego, że do twarzy miała przytknięty kawałek materiału, a jej krew była wszędzie (czuła jej metaliczny posmak na końcu języka), jej słowa były raczej niezrozumiałym bełkotem. Pewnie i tak w tym tłumie nie byłyby słyszalne.
    Starała się podnieść, ale zamiast tego znowu opadła na kolana, kiedy ktoś ją popchnął. Zrezygnowała więc z prób postawienia się na nogi i ruszyła w stronę towarzysza, widząc że i on próbuje się do niej dostać. Kiedy była już w połowie drogi, zdawało jej się, że zrobiło się obok niej nieco luźniej i udało jej się wstać. Resztę drogi do Juliena pokonała półtruchem, wyciągając do niego wolną, chociaż nieco pobrudzoną krwią rękę, chcąc pomóc mu podnieść się.
    — Musimy się stąd wynieść — wymamrotała, starając się, aby jej słowa były jak najbardziej zrozumiałe.
    Chwila luzu nie oznaczała końca przepychanki. Już po sekundzie znowu się zakotłowało gdzieś po jej lewe i zmuszona była przykucnąć. Miała wrażenie, że zaraz zostaną rozdeptani.

    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
  43. Mel nie należała do tych szczególnie czułych osób, które od razu zwijają się z bólu, kiedy uderzysz je w szczepionkę. W swojej karierze gracza quidditcha miała już złamaną rękę, wybite palce, skręconą kostkę i obite żebra, ale nigdy nie użalała się nad sobą. Z zimną krwią utrzymywała, że może dalej grać.
    Wszystko szłoby dobrze, gdyby Julien nie wpadł na nią. Dotychczas, pomimo okropnych warunków pogodowych, grało jej się całkiem nieźle. Kolejno wbiła dwa gole i wykonała kilka problematycznych zwodów, które ostatnio starała się udoskonalać. Właśnie przerzuciła kafla przez obręcz, kiedy wpadła na ich obrońcę. To znaczy, kiedy on na nią wpadł. Może i udałoby jej się utrzymać na miotle, gdyby nie fakt, że w tamtym momencie ochoczo klaskała w dłonie, dopingując innym zawodnikom. Próbowała złapać się za jej trzon, jednak tylko zaledwie ją musnęła i zaczęła spadać w dół. Bezwładnie wylądowała na ziemi i powoli zaczęła sprawdzać, czy ma wszystkie ręce, nogi i palce. Już czuła, że ma złamany nos, bo upadła na twarz. Mieli niedługo mecz, a ona nie zamierzała przesiedzieć go na trybunach. Musiała być zdrowa jak ryba, a teraz wszystko zaprzepaściła. Każdy ruch tułowiem sprawiał jej problem, a to oznaczało, że mogła mieć połamane żebra, albo chociaż obite. Usiadła, ale nie zamierzała tak szybko wstać. Cała prawa stopa jej pulsowała i była wygięta pod dziwnym kątem. Po kilku sekundach zaczęła czuć ból i to praktycznie wszędzie. W życiu nie była tak poturbowana.
    - Mogę grać dalej! – skłamała – Naprawdę nic mi nie jest. – Powoli zaczęła podnosić się, jednak nawet zaciśnięte zęby nie pomogły i krzyknęła z bólu, bo kostka najwyraźniej była skręcona. Musiała wyglądać przekomicznie, jednocześnie podnosząc się i zwijając się z bólu, z potarganymi włosami, krwią cieknącą po brodzie i rozbieganymi oczami. Definitywnie potrzebowała pomocy, chociaż sama nie była świadoma w jak opłakanej sytuacji się znalazła. – Zaraz wszystko będzie dobrze…
    Mel

    OdpowiedzUsuń
  44. Gregorius długo niestety nie mógł nacieszyć się widokiem walki przyjaciela z wirującym fałszoskopem pod jego koszulką, liczył bowiem na małe widowisko jakiegoś egzotycznego tańca, niestety zabawę zepsuło coś, co nagle odpadło od sufitu i walnęło w głowę Juliana. Ślizgon zareagował instynktownie, uśmiech zszedł mu z twarzy jak za sprawą machnięcia różdżki i pełen powagi szybko i wprawnie odsunął fotel torujący mu drogę do poszkodowanego, ledwo jednak obrał kurs do chłopaka by spytać, czy nic mu się nie stało, kiedy usłyszał trzask a potem miliony drobin lustra posypały się na podłogę niczym lawina. Zachrzęściło w pomieszczeniu, sam dźwięk przyprawił Cavendisha o gęsią skórkę, a świtało z jego różdżki odbiło się od rozbitych kawałków i oślepiło go chwilowo. I nagle zapadła cisza, w której to Greg nie wiedział jak się zachować, dopóty nie padła groźba z ust Juliena.
    - Zabawa STOP – powiedział ostrożnie i głośno, całkowicie zapominając, że prawdopodobnie powinni zachować ciszę i czym prędzej zwiać z miejsca wypadku, bo wielce było możliwe, że znajdowali się w miejscu, w którym nie powinni się wygłupiać. Wszystko było oczywiście teoretyczną sprawą. Gregory podniósł obie dłonie do góry w geście chwilowego zawieszenia broni i zbliżył się na tyle, by móc dostrzec małe zacięcie na jego policzku. Zapewne jeden z kawałków lusterka musiał go drasnąć. Pod butami drobiny srebrnego szkła nieprzyjemnie chrobotały, krusząc się jeszcze bardziej.
    - Nic Ci nie jest? - zapytał starając się wyzbyć z głosu troskliwy ton i przywołać na ustach ten swój irytujący uśmieszek. Odruchowo chciał dotknąć miejsca, w którym się skaleczył, ale zamarł w pół drogi, zdając sobie sprawę, jak sam gest mógłby być odebrany. Speszony szybko odwrócił wzrok, spuszczając dłoń.
    - Powinniśmy się wynosić, zanim Irytek wróci i zacznie nas okładać ramą od lustra.

    Troskliwy Gregorius

    OdpowiedzUsuń