23 grudnia 2015

Oh my God I see how everything is torn in the river deep


Ravenclaw| 24.06.2005| VII| bogin tajemnicą, patronus wydrą|heban, kwiat czarnego bzu, krew jednorożca i 12,3 cala| ćwierć wila| Klub Ślimaka| Irlandia 

  Nie  jest łatwo być córką człowieka, który zaczynał jako jedenastoletni grubas, wyśmiewany przez znaczącą część Domu Kruka, co? Zwłaszcza, jeżeli człowiek ten wyrósł na przystojnego mężczyznę o charyzmie, którą mógłby kupić połowę mugoli, drugą połowę zdobywając przy drobnej pomocy odpowiednich naparów. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest bycie córką kobiety, która urodziła się po to, żeby osiągnąć sukces. Piękna, zawsze uśmiechnięta i cudownie bezwzględna w piastowaniu urzędu aurora. Ciężko być jedyną córką takich ludzi, kiedy jest się niezbyt śmiałą, introwertyczną istotą, zakochaną w książkach i byciu z dala od innych czarodziei. 
   Nie możesz zaprzeczyć, że od matki dostałaś wrażliwość, wyssaną wraz z jej mlekiem i innymi cechami charakteru, które nie pozwoliły Ci zginąć w świecie, ale nie ułatwiły także drogi naprzód.       Ciągle błądzisz. Dłońmi macasz mury przyjaźni, przez które boisz się kogokolwiek wpuścić, a jednocześnie klniesz na siebie, że furtka którą stworzyłaś nie jest trochę większa. Czujesz samotność, która z każdym dniem rośnie coraz większa i bijesz ją. Rzucasz w nią kapciami, książkami i brzydkimi słowami, jak na natrętnego owada latającego tuż obok ucha, jednak wciąż... Wciąż, mimo robactwa, czujesz spokój, bo po siedmiu latach spędzonych w zamku, masz wrażenie, że wreszcie odnalazłaś swoje miejsce, w którym prócz oddechu, możesz zaczerpnąć szczęścia. Czerpiesz je ze wschodzącego słońca, ciepłej herbaty i piwa dyniowego. Z pojedynczych papierosów, które czasami uda Ci się zapalić i tym samym przejawić jedną z nielicznych form buntu, na które się świadomie zdecydowałaś.
 Nie potrzebujesz gratulacji samego Ministra, tak jak Twoja matka, bo wystarczy Ci porozumiewawcze mrugnięcie ojca, które jest warte więcej niż uścisk dłoni prezesa. Rzadko kiedy się odzywasz, a wszystko przez uraz jeszcze z pierwszego roku nauki, kiedy ludzi bardziej interesował irlandzki, silny akcent niż to, co miałaś do powiedzenia. Jasne, nie byłaś jedyną osobą, która pochodziła z Kraju Czterolistnej Koniczyny, jednak Twój sposób mówienia, usilnie próby naśladowania sposobu mówienia dziadków (którzy Cie wychowywali), powodowały bolesne skurcze u innych uczniów. Skurcze spowodowane oczywiście szczerym, dziecięcym śmiechem, który dla Ciebie przez pierwsze tygodnie nauki był jak płachta na byka. 
  Teraz jednak masz, wcześniej wspomniany, spokój i dlatego szukasz czegoś, co pobudzi Cie do działania, do cichej walki, którą skończyłaś, ucząc się naśladować brytyjski akcent i używać młodzieżowych powiedzonek.  


[Pod imieniem kryje się link do piosenki, z której pochodzi cytat w tytule. Dobry wieczór :) ]

31 komentarzy:

  1. [Jaka ona fajna (piosenka jest świetna, pierwszy raz słyszę i jestem zachwycona!), to co. Myślimy nad jakimś wątkiem? Zapraszam do Hyuna lub Avalon, później będziemy myśleć co i jak.
    No i cześć, samych cudownych wątków, mnóstwa weny i długiego pobytu tutaj z nami!]

    Han Hyun, Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  2. [Bardzo sympatyczna panienka! Witamy serdecznie i życzymy tj. ja i Ethel, miłego i jak najdłuższego pobytu, wielu ciekawych wątków i od razu wesołych świąt! ;)]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  3. [Kurczaki ja kiedyś próbowałam z wesołymi i szczęśliwymi postaciami, ale ja ich po prostu nie umiem prowadzić, chociaż się staram bardzo. Nawet jak chcę stworzyć jakiegoś wesołka to mi zawsze i tak wychodzi dramat stulecia, więc no... Już nawet z tym nie walczę.
    Co do wątku to świetnie, bo mi po urlopie sporo ich uciekło i właśnie miałam jeden taki fajny babski ale niestety... wyparował. Więc ja bardzo chętnie. Zaraz nam coś w takim razie rozpocznę! Powiedz mi tylko czy robimy z nich przyjaciółki czy raczej taka luźna, dobra koleżeńska znajomość? :)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  4. [O! Jest taka przyjazna, intrygująca i tylko do utulenia. Bardzo chętnie bym ją przygarnęła i poznała bliżej. Przyjemnie i płynnie się czytało kartę, nawet nie wiem, jak to się stało, że skończyła się tak szybko. ;C
    Stworzymy coś?]

    Ambrosia

    OdpowiedzUsuń
  5. [Hej ho! :) Myślę, że znają się ciut lepiej niż tylko z imienia i nazwiska, w końcu są razem właśnie w Klubie Ślimaka. Hmm, a co ty na to, aby Misha przypałętał jej się pod nogi jakoś wieczorem, kiedy to nielegalnie zapali sobie papierosa? Alan, biegnąc za kotem, zauważy ją i chwilę poudaje, że jest wielce zaskoczony i niezadowolony zachowaniem Ailisy, a później sam kilka razy może się zaciągnąć i zawrzą umowę, że nic takiego miejsca nie miało :D]

    Alan

    OdpowiedzUsuń
  6. [ cześć! Jaka przyjemna karta i taka miła dziewuszka. I kocham Irlandię <3 i zapraszam na wątek :) możesz sobie wybrać z kim :]
    Molly/Louise/Leathan

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cześć! Fajna karta, urocza dziewczyna i cudna piosenka. Trochę mi jej szkoda, dlatego Prim mogłaby pomóc odnaleźć jej coś, co ją pobudzi, więc zapraszam na wątek, tylko od razu mówię, że ostatnio nie mam zbyt wielu pomysłów w zanadrzu także, jeśli coś podrzucisz będę bardzo wdzięczna :) Poza tym to dużo weny, dobrej zabawy i Wesołych Świąt!]

    Primrose Oberlin

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Och, nie spodziewałam się twojego komentarza. Nowi autorzy nigdy nie piszą do starych, nie wiedzieć dlaczego. Co do ilości wątków nie ma problemu, bo obecnie prowadzę jakieś dwa, reszta gdzieś przepadła albo jest dopiero w trakcie. W każdym razie... niestety nie mam żadnego pomysłu :C ]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  9. [Przepiękne zdjęcie, muszę ci powiedzieć! <3 No nie mogę oderwać od niego wzroku. Ach, jak miło, że kolejny Kruczek do nas zawitał. Może to niesprawiedliwe, ale dla Kruczków zawsze mam odrobinę więcej miłości niż dla innych. Mam nadzieję, że będziesz się tu u nas świetnie bawić!]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jestem raczej człowiekiem, który nie słucha muzyki z kart, chociaż sama je umieszcza xD Ale nie mogłam wyłączyć Aerosmith :c Wybacz. W każdym razie witam się i życzę samej dobrej zabawy! Witam w szeregach.]

    M. Harrison/J. Gordon/J. Elias

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dlaczego nie, ich rodzice mogą się znać jeszcze z czasów szkolnych, a później w pracy też mogli mieć ze sobą do czynienia, więc to bardzo prawdopodobne, aby się przyjaźnili i dziewczyny znały się od małego. Spędzały ze sobą wakacje, takie nierozłączne siostry, a Prim ma jeszcze tyle rodzeństwa, że dla Ailisy, było to pewnie niezłe urozmaicenie. Później z każdym kolejnym rokiem spędzonym w Hogwarcie oddalały się od siebie i doszłoby do tego, że w końcu stałyby się dla siebie wręcz obojętne. Wtem! Któraś z nich chciałaby to naprawić i wtedy udałyby się np. do Trzech Mioteł, do kuchni, Astronomicznej czy gdziekolwiek (oczywiście nie bez przeszkód) i jakoś dalej by się to potoczyło. Co ty na to? I jeśli ci to odpowiada, to kto zaczyna?]
    Prim

    OdpowiedzUsuń
  12. Primrose trzymając w ręce małe pudełko, które wcześniej dokładnie owinęła papierem w zielone choinki, wybiegła z Pokoju Wspólnego, wpadając przy tym na kilka osób. Zostały jeszcze trzy dni do wyjazdu, ale Puchonce świąteczna atmosfera udzieliła się już teraz i postanowiła nie zwlekać z obdarowywaniem przyjaciół drobnymi upominkami. Później mogła nie mieć już czasu, a samo paradowanie w czapce Świętego Mikołaja po Zamku i rozdawanie własnoręcznie upieczonych pierniczków sprawiało jej wiele radości, nie wspominając nawet o uśmiechach niespodziewających się niczego uczniów czy profesorów. Do wręczenia został jej już ostatni prezent, który nie przypadkiem zostawiła na sam koniec. Stanęła tuż przed masywnymi drzwiami biblioteki w nadziei, że właśnie tam znajdzie przyjaciółkę. Wchodząc, uśmiechnęła się do bibliotekarki i rozglądając się, szukała wzrokiem upragnionej osoby. Szła, a z każdym kolejnym krokiem serce biło jej szybciej, nie miała pojęcia, co powiedzieć Ailisie. Zatrzymała się, gdy dostrzegła siedząca tyłem do niej dziewczynę i mocniej zacisnęła palce na paczce. Dopiero po chwili otrząsnęła się i podeszła do Krukonki, starając uśmiechnąć się przyjaźnie i opanować drżenie rąk.
    - Cześć, mogę? - szepnęła, siadając naprzeciwko blondynki, wciąż przyglądając jej się nie śmiało. - Nie mogłam znaleźć Cię nigdzie indziej, ale jeśli Ci przeszkadzam, to mogę pójść — powiedziała po chwili, nie mając pojęcia jak się zachować. Mimo że przez tyle lat znała Ailisę, traktowała nawet trochę jak siostrę, to teraz siedziała naprzeciwko niej zupełnie nieznana jej osoba, która podobno była, ale od kilku lat oddalała się coraz bardziej. Nie uzyskując od dziewczyny zbytnio entuzjastycznej odpowiedzi, spuściła wzrok i położyła na stole paczuszkę, powoli posuwając ją w stronę swojej rozmówczyni.
    - Wesołych świąt — uśmiechnęła się, by po chwili mówić dalej. - Jeśli masz ochotę i czas spotkaj się ze mną. Jutro o piętnastej w Trzech Miotłach pasuje Ci? Bardzo mi na tym zależy - poprawiła opadającą jej na czoło grzywkę i ponownie spojrzała na dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Pisałam już wczoraj na SB, że możesz sobie któregoś z moich panów, ale pewnie już Cię nie było w tym czasie ;)]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  14. [Hm, hm. W sumie to Jemma jest bardziej typem osoby, która zaczęłaby jej prawić morały o tym, że nie powinna palić i nie jest to dozwolone w szkole. Raczej nie poszłaby z tym do nauczyciela tak od razu, ale takie układy to raczej nie z nią. Nie chciałaby niczego w zamian, bo jeśli już coś dla kogoś robi, to nie musi czerpać z tego własnych korzyści.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jeśli chodzi o pomysły dotyczące Matta, to jestem żeby wykorzystać je wszystkie! :D Zaczęłabym, że poznali się przez sowę, potem spotykali się, potem pokłócili, potem byłaby akcja w pubie i wtedy zdecydowaliby się na rozmowę. Co myślisz?]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedział już od jakiejś godziny, wgapiając się w nietkniętą szklankę whiskey. A skąd miał ten zacny trunek? Znał się z Jimmy'm od czterech miesięcy, czyli od kiedy barman przyszedł do pracy w pubie pani Rosmerty i połączyła ich ta mugolska więź mimo że obaj pochodzili z zupełnie innych rodzin. Dlatego Gordon dawał mu nieco inny prowiant niż reszcie. Nie jakieś tam czarodziejskie siuśki. W dodatku Harrison nigdy nie upijał się w trupa, więc nie było niebezpieczeństwa wpadki. Jeśli wypił za dużo, po prostu był Matthew Harrisonem razy dwa - tak samo wesołym i ładnym chłopcem z domu Gryffindora. Postukał palcem w szklankę. Kostki lodu zdążyły się już rozpuścić, a plecy dawały mu znać o niezdrowej pozycji, w jakiej się ułożył - skrzyżował ramiona na ladzie i położył na nich podbródek. Leżąc na barze, nie mógł przez to ruszać głową, więc zakres jego widzenia ograniczał się tylko do napisu Jack Daniel's na szklance, przez którą przechodziło światło ubarwione złotem alkoholu. Jego jedynym jak dotąd towarzyszem. Sorcha poświęciła się i zabrała praktycznie nieprzytomnego Bellamy'ego i spółkę do domu. Gdy odchodziła, spojrzała na niego przeciągle i opuściła legendarny Pub pod Trzema Miotłami. Harrison wsłuchiwał się w I Got It Bad (And That Ain't Good) Niny Simone, które leciało ze starego radia Gordona i wzdychał co chwilę. Pub pustoszał i niedługo mieli go zamykać, dlatego też Matt tkwił na swoim miejscu. Nie miał ochoty nigdzie się ruszać. Słuchając dodatkowo tej piosenki, uświadomił sobie jak bardzo czuł się osamotniony. Niby miał Bellamy’ego, ale jego przyjaciel miał też swoje sprawy. Spotykał się jeszcze z jakąś dziewczyną od jakiegoś czasu i już nie spędzali wszystkich chwil razem jak to mieli w zwyczaju. Elody, jego ukochana Elody, przestała się do niego odzywać, po tym jak powiesił za ręce na drzewie tego frajera, który ją wystawił i nie przyszedł na randkę. Dając się ponieść ogólnej melancholii, nie zauważył zbliżającej się znajomej sylwetki pewnego osobnika. Harrison na chwilę oparł czoło o dłonie, gapiąc się na stołek, na którym siedział i nie widział jak Ślizgon wrzuca mu coś do szklanki. A Matt znał tego chłopaka. W końcu to jego niby dziewczynę podkradł. Ale to nie była prawda. Gryfon chciał być tylko miły i dodatkowo stanął w jej obronie, gdy tamten ważniak ją wyzywał. I kto by pomyślał, że jakiś czystokrwisty pofatyguje się i będzie chciał otruć mugolaka?
      Gdy chłopak podniósł głowę, po złośliwym typie nie było śladu. Gordona też akurat nie było za barem, bo pewnie zniknął w kuchni myjąc kufle i robiąc kolejną porcję piwa kremowego, więc nie mógł ostrzec nieświadomego Harrisona. Który właśnie podniósł whiskey do ust i upił całkiem spoty łyk. Nie minęła nawet minuta, gdy padł jak placek na ziemię.

      Usuń
  16. [ Ja bym ją przytuliła. Tak porządnie i mocno.
    Miłej zabawy i wielu wątków życzę! ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  17. - Nic takiego, prezenty zrobiłam prawie własnoręcznie — mówiła, zadowolona z tego, że dziewczyna od razu zgodziła się na spotkanie. W głębi duszy była przekonana, że właśnie tak będzie, ale jednak aż dotąd towarzyszyła jej dziwna niepewność. - Mam nadzieję, że Ci się spodoba — uśmiechnęła się, przyglądając się paczuszce, w której wnętrzu znajdowała się ramka z kilkoma ich zdjęciami i wełniane rękawiczki. Nie było to nic wielkiego, ale kupienie przyjaciółce czegoś, czego jeszcze nie miała, było trudne, bo przecież ona z pozoru miała wszystko, więc w tym roku Puchonka postanowiła podarować jej coś od serca, zresztą reszcie rodziny również. - Ja już pójdę, nie zapomnij tylko o spotkaniu — najciszej jak potrafiła, odsunęła krzesło i kiwając jeszcze głową na pożegnanie, ruszyła w kierunku drzwi, wciąż się uśmiechając.
    Reszta popołudnia minęła Primrose dosyć normalnie. Rozdała kilkadziesiąt ciastek i upiekła ich kolejną partię, dostała kilka świątecznych kartek oraz wiele cudownych życzeń, mimo to wciąż z niecierpliwością czekała na nadejście nowego dnia. Gdy w końcu zbliżała się godzina umówionego spotkania, odstrojona w nowy sweter z rudom wiewiórom, który dostała od jednej z przyjaciółek, pod postacią lisa śmignęła do Hogsmeade na skróty, dzięki czemu zjawiła się w pubie około piętnaście minut przed ustalonym czasem.
    - Wesołych Świąt! - krzyknęła trochę zasapana, wchodząc do ciepłego pomieszczenia. Uzyskała kilka odpowiedzi i jeszcze więcej radosnych uśmiechów, w pubie znajdowało się sporo osób i panowała niezwykle miła atmosfera. - Gorącą herbatę z cytryną i miodem, da radę? - stojąc przy barze, rozglądała się, by upewnić się, że dziewczyna jeszcze nie ma. Z dużym kubkiem podeszła do wolnego, najbardziej oddalonego stolika, jednocześnie stojącego przy oknie. Czekając na przyjaciółkę, przyglądała się gościom pubu i osobom spacerującym po ulicy. Dopiero gdy za szybą dostrzegła, znajomą jej blondynkę wyrwała się z rozmyślań i pomachała do wchodzącej już dziewczyny.
    - Jesteś — szepnęła, gdy Ailisa podeszła do stolika. - Siadaj, pewnie zmarzłaś, zamówić Ci herbaty czy może wolisz coś innego? - uśmiechnęła się, odstawiając na stolik kubek ze wciąż gorącym napojem.

    Prim

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Chęci są zawsze, pomysły również, z czasem u mnie gorzej. Mogę się skusić. Chociaż szczerze mówiąc, wolałabym spróbować uwić jakiś wątek z moją panią, którą dzisiaj pewnie wrzucę tutaj na bloga. Jeśli jednak zależy bardzo na Fredziaku może jakoś uda mi się wepchnąć do odpisów Ailisę c: ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  19. - Możesz go obudzić? - rzucił Gordon natychmiast wybiegając zza baru. - Ej! Rosmerta! - wydarł się, a w chwile później zjawiła się sama właścicielka pubu. Zakryła usta dłonią, jednak Jimmy gwizdnął i przywołał ją na ziemię. - Masz tu gdzieś świstoklik? Potrzebujemy się dostać do Londynu. A konkretnie świętego Munga.
    Kobieta pokręciła głową, ale rzuciła, że ma gdzieś proszek fiuu. James tylko kiwnął głową i po chwili ta zniknęła w poszukiwaniach. Potem przeniósł uwagę na Ailisę. - Nie wiem, co to jest, ale nie wygląda to dobrze - dodał bardziej do siebie, patrząc na leżącą na ziemi szklankę, z której wychodził jakiś szary dym. Przeklął pod nosem. Jak to w ogóle się stało? W tej samej chwili przybiegła właścicielka Trzech Mioteł, machając woreczkiem i krzycząc, żeby podeszli do kominka. - Ja łapię za ramiona, a ty za nogi - rzucił tylko do dziewczyny, po czym podnieśli nieprzytomnego Matta, który przybrał dziwnego, zielonkawego koloru. Tyle kurew przeleciało przez głowę Gordona, ile chyba jeszcze nigdy. Gdy znalazła się z Gryfonem w kominku, zatrzymał Ailisę ruchem głowy. - Dalej już sam sobie poradzę.
    Po czym jako tako złapał chłopaka pod pachę, wziął nieco proszku i powiedział 'Purge and Dowse'. Dzięki praktyce i doświadczeniu zdobytym w międzyczasie Gordon wylądował w miękko w publicznym kominie. Harrison nie miał tyle szczęścia, co on i leżał w dziwnej pozie na środku ulicy. Zmierzchało już, więc ruch w centrum handlowym był znikomy. Jimmy od razu rzucił się, by podnieść chłopaka, ale gdy ciągnął go we właściwym kierunku, zobaczył idącą w ich stronę postać. Z mgły wyłonił się nie kto inny a Ailisa.
    - Co ty tu robisz?! - mruknął zaskoczony Jimmy, ale nie było czasu na wyjaśnienia. Zresztą Harrison to Harrison. Nawet w Pubie słyszał plotki o jego powodzeniu. - Byłaś kiedyś w świętym Mungu?
    Szpital znajdował się w mugolskim miejscu - duża budowla nie była w stanie pomieścić się w lokalizacjach takich jak na przykład ulica Pokątna. Wybierając lokalizację, zwrócono uwagę także na funkcje, jakie szpital spełnia. Nie chciano, aby ośrodek zdrowia znajdował się pod ziemią właśnie ze względu na przeciwwskazania zdrowotne. Gordon poszukał drzwi z napisem 'Zamknięte z powodu remontu'. Stanął przed kobiecym manekinem i przedstawił cel ich niezapowiedzianej wizyty. Sztuczna głowa kiwnęła się lekko, a Jimmy machnął głową na dziewczynę, że mogą wchodzić. Po przejściu przez lustro natychmiast dopadli ich uzdrowiciele, odpychając dziewczynę i Jamesa. Jimmy zdał sobie sprawę, że znajdują się już w pokoju, który jest przystosowany do akcji ratunkowej.
    - Jak się nazywa? - spytał przygruby mężczyzna, nie patrząc na żadne z nich.
    - Matt - rzucił barman. Sam się zdziwił, że mimo wszystko był tak opanowany. Nie dawał po sobie poznać, że cholernie się boi. Wiele razy podczas jego nauki w Hogwarcie miały miejsce podobne akcje, ale zawsze wychodzili z nich cało. Teraz nie był tego taki pewny. Podszedł do Ailisy i złapał za ramiona, próbując odwrócić jej uwagę od tego, co działo się za jego plecami. Musiał nią potrząsnąć, żeby oderwała wzrok od Harrisona.
    - Chodź. Poczekamy obok - mruknął, prowadząc ją na kanapę. Posłuchała. Usiedli, ale wciąż patrzyli jak doktor razem z pielęgniarką, starają się ratować młodego gitarzystę.
    - Dobra! Kochany, usiądź może! - Uzdrowiciel miał pewny głos i mówił głośniej, chociaż na pewno wiedział, że Matt go nie słyszy. Ukląkł nad głową Harrisona, złapał go za plecy i popchnął w górę, żeby ten jako tako usiadł. - O tak! Dobry chłopak! Jeszcze trochę! Słyszysz? Co wziąłeś? Powiedz nam!
    Złapał Gryfona pod pachy, kobieta wzięła nogi i przewlekli go do wanny. Lekarz nie przestawał mówić:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Co brałeś, Matt?
      - Ieee wiem... - doszło do nich. Jednak było pewne, że Gryfon majaczył.
      - Wiesz! Powiedz nam! Matt, musimy zrobić ci płukanie żołądka, dobrze?
      - Musimy wprowadzić ci tubę - zaczęła pielęgniarka. Zza uchylonych drzwi łazienki widzieli jak uzdrowiciel trzymał Matta pod pachami, a kobieta stała i pochylała się nad nim z długą rurką w dłoniach. Lekarz wziął ją od niej i zasłonił plecami widok, ale wiadomo było, że wkładają to chłopakowi do gardła. Harrison niemrawo poruszył nogami.
      - Spokojnie! Na pewno dasz radę! Otwórz! Połykaj!
      Usłyszeli dziwny skrzek, a Matthew widać było, że nieco oprzytomniał, bo machał rękoma i wstrząsał nim odruch wymiotny.
      - Spokojnie! Matt! - Pielęgniarka musiała przytrzymać mu ręce, podczas gdy mężczyzna wpychał mu tubę w gardło po sam żołądek. Jimmy aż sam poczuł dziwne uczucie w środku. - Musimy to zrobić, Matt! Nie gryź! Spokojnie, spokojnie! Przełykaj! Już prawie! Otwórz usta!
      Harrison wydawał odgłosy jakby tonął. Widać było jak uciekał przed rurką.
      - Spokojnie! Przełykaj! O, tak!
      W pewnym momencie Matt drgnął i zwiotczał, a jego nogi rozsunęły się bezwładnie po posadzce. Widzieli jak długa rurka niknie w jego ustach, a pielęgniarka niesie następną z czerwonym workiem na końcu. Wlała do niego wodę i podniosła do góry podczas, gdy uzdrowiciel wpychał końcówkę do gardła Harrisona. Kobieta naciskała worek kilka razy, aż Matt nie zaczął wymiotować. Jimmy spojrzał na Ailę, która wciąż stała i patrzyła w stronę łazienki. Widział, że część strachu z niej zeszła, bo nawet uśmiechnęła się lekko na milisekundę, ale po chwili znowu spoważniała.

      Jimmy na zastępstwie za Matta xd

      Usuń
    2. Harrison otworzył oczy. Jak za mgłą zobaczył raz, dwa, trzy pary oczu, a potem każdą twarz po kolei. Wszystkie schylały się nad nim, a ich właściciele uporczywie się w niego wpatrywali. Zmrużył oczy i potarł je dłonią. Po chwili obraz zaczął wracać do normy. Zobaczył Jimmy'ego, Ailę i jeszcze kogoś. Mężczyznę. Jego twarz była skryta w cieniu.
      - O, Bożeno... Ale masz wielki nos - mruknął do niego na wpół śpiąco, by po chwili mocno ziewnąć.
      - Głupi! Dobrze, że się obudziłeś! - Matt usłyszał głos Gordona, z którego jakby spadła ulga, a po chwili poczuł jego dłoń na swoim ramieniu. Harrison nieprzytomnie skierował wzrok na barmana, ale zaraz potem wrócił spojrzeniem do Ailisy. Co ona tam do cholery robiła?! I co on tu robił? Co to za miejsce?! To chyba musiało być piekło skoro wylądował w nim z McKenną. Ale co robił w nim Jimmy? Ten złoty człowiek nie mógł być w piekle! Więc nie mogło to być to miejsce... Ailisa... Kiedyś spędzili naprawdę dużo czasu i było miło. Nie mógł zaprzeczyć. A wszystko zaczęło się od sowy... Tej małej, głupiej sowy, którą znalazł ledwo dychającą na wieży astronomicznej. Poznał ją od razu, bo w końcu zwierzę praktycznie nie odstępowało swojej właścicielki na krok. Zaniósł ją zrozpaczonej dziewczynie, a potem widział jak tamta płacze po jej stracie. Żal mu było ptaka, ale chyba pierwszy raz widział tak duże przywiązanie człowieka do swojego podopiecznego. Pocieszył ją jak mógł, a potem w sumie stali się nierozłączni. Początkowo nie chciał, żeby dziewczynie było smutno i dlatego często jej towarzyszył, ale potem przekonał się, że lubi z nią wychodzić. Że w ogóle ją lubi! Że każde spotkanie było wyczekiwanym etapem dnia. A potem coś się zesrało. Sam nie wiedział co. Zwyczajnie przestali się dogadywać. Podobno było to przez niego, bo zaczął się rozglądać za inną. Prawda była taka, że mając przy sobie kogoś takiego jak Aila, nie chciało się nawet patrzeć na inne dziewczyny. A że zajęcia się odbywały i lądował w parach z innymi przedstawicielkami płci pięknej i dobrze się z nimi dogadywał, nie znaczyło przecież, że McKenna mu się odwidziała. Ale tłumacz to zazdrosnej dziewczynie... Potem jak już z nim zerwała, to ciskała się o to, że zaczął rozmawiać z Emily. No, cóż. Zadawał się wtedy z innymi pannami no bo co go trzymało? Było mu smutno, ale nie miał zamiaru płakać w poduszkę. To nie był Harrison. On musiał działaś i żyć w stadzie.
      - Czemu głupi? - spytał w końcu. Jednak przed poznaniem odpowiedzi, musiał wstać. Nie wiedział, gdzie był, na czym leżał, więc wolał jak najszybciej się dowiedzieć. Czuł się niekomfortowo, leżąc tak bezczynnie przed nimi. Podparł się na łokciach, ale zaraz tego pożałował. Zakręciło mu się w głowie i zamiast stanąć na nogi, opadł z powrotem na poduszki.
      - Musisz leżeć. Przetransportowaliśmy cię ze świętego Munga, a teraz jesteś już z powrotem w Hogwarcie, ale nie wiemy co ci się stało, więc musisz zostać w łóżku - zawyrokował jakiś facio w pindlach, po czym obrócił się i zaczął rozmawiać z Damonem Hectorem - opiekunem Gryfonów.
      - Mnie czeka robota, ale zajrzę do ciebie jutro - rzucił wtedy Jimmy, kładąc mu rękę na ramieniu i uśmiechając się. Matt chciał powiedzieć, żeby go z nią nie zostawiał, ale coś go zabolało i nie mógł wydusić żadnego dźwięku. Nawet nie mógł przekląć! Leżał, więc jak jakiś paralityk, odprowadzając tęskno wzrokiem Gordona. Czuł, wiedział, że Aila dalej tam jest tylko dlaczego tam byla? Przecież go nie znosiła.

      Usuń
  20. [jaka śliczna i ma śliczne imię! cześć, dzień dobry, zapraszam do mnie jeśli masz chęć. :)]

    Lily, Samira&prawie Hope.

    OdpowiedzUsuń
  21. Za ostro go oceniała, a może od początku kierowała nią świadomość głupich plotek na jego temat? Owszem lubił towarzystwo dziewczyn, ale nigdy żadnej nie potraktował w sposób chamski i taki, na jaki nie zasługiwała. Bo prawda była taka, że mimo swojego wiadomego podejścia do przedstawicielek płci pięknej, Harrison był dżentelmenem kochającym wszystkie kobiety świata. Naprawdę to wyniósł z domu i miał coś w charakterze, co nie pozwalało mu na pochopne ocenianie, bagatelizowanie lub zwyczajne chamskie odzywki do żeńskiej części społeczeństwa. Każda miała w sobie coś wyjątkowego i czasem żałował, że nie może się sklonować, żeby podejść do każdej z nich i powiedzieć parę miłych słów. Nie nudziły go podkochujące się w nim dziewczęta. Nudziło go to, że jedynymi które do niego podchodziły były gwiazdeczki i księżniczki, a szare myszki chowały po kątach, zerkając tylko kiedy nie patrzył. Dziewczyny przed sobą wcześniej nie podejrzewał, że może coś do niego mieć. Po prostu wyczuwał w niej kogoś, kto nie lubi być zauważony. Ktoś kto reaguje ze zdziwieniem, gdy ktoś w końcu go zobaczy. Tacy ludzie nieco fascynowali Harrisona. On jako dusza towarzystwa i wszystkim znany ze swoich akcji Gryfon zastanawiał się jak to jest być kimś tak cichym. Jak na przykład ta Krukonka. Ale teraz była inna. Zmieniła się. Nie rozumiał, gdy krzyczała na niego za to, że podobno Lorei widziała go z jakąś Ślizgonką i wyglądali na zadowolonych. Wiedział, że grupa dziewczyn nie znosi Aili, tylko dlatego, że się z nią spotykał. Mówił jej, żeby się nie przejmowała, ale nie zawsze będzie w stanie ją ochronić przed tymi atakami.
    No, a potem sama z nim skończyła. Żałował tego wszystkiego. Już nie mógł na luzie walnąć się na łóżku z gitarą obok niej i słuchać jak uczyła się eliksirów lub pisała wypracowanie, rozmyślając na głos. Nie był typem romantyka, jednak tęsknił za tym, gdy mogli nielegalnie obejrzeć jakiś film na zaczarowanym telewizorze, zajadając się popcornem. Harrison chciał jej pokazać trochę swojego świata. Nawet przyjechał raz na jej urodziny do domu McKennów. Podobno żaden chłopak jeszcze tam nie był. Na pytanie o przyszłość wprost odpowiedział, że nie zamierza stosować magii, a jego marzeniem jest zostanie policjantem. Aila nigdy nie próbowała mu tego wybijać z głowy. Tak. Żałował, że tak to się skończyło.
    Matthew kątem oka obserwował każdy ruch dziewczyny. Jak rozmawiała z Jimmy’m, a potem podchodzi do niego i siada na krześle.
    - To ktoś musiał się nieźle wykosztować na tę trutkę. Ale na złość temu komuś żyję, a życie trzyma się mnie jak wrzód tyłka – mruknął, próbując się uśmiechnąć, ale zaraz rozbolała go klatka piersiowa. – O – rzucił, słysząc, że Hector znowu dostał do niego wezwanie. – Damon chyba przestanie mnie lubić.
    Zapadła cisza, którą przerwała Ailisa pomagając mu jako tako usiąść. Matt z wielką ulgą zauważył, że wciąż ma na sobie koszulkę z Hanem Solo. Uśmiechnął się lekko, słysząc słowa dziewczyny.
    - Nie chcę niczego. Możesz iść. Przecież nie umieram – odparł z ledwo wyczuwalną powagą, starając się ją przytłamsić swoim beztroskim tonem. – Jak spotkasz gdzieś Sama, powiedz mu, że tu jestem – zakończył, odgarniając włosy i zrzucając kołdrę. Spodnie też miał swoje. Na szczęście. Usiadł w siadzie skrzyżnym, po czym wyciągnął z tylnej kieszeni spodni paczkę mugolskich papierosów. W międzyczasie dziewczyna wstała i odeszła. Matt tylko lekko się zdziwił tym, że jednak nie została, ale czego miał się spodziewać?! Odpalił papierosa i po kilkunastu sekundach zdał sobie sprawę, że Ailina wróciła. – Zapomniałaś czegoś? – spytał, szukając wzrokiem jakieś potencjalnej własności dziewczyny. – Niczego ci nie zabierałem! – dodał, podnosząc dłonie w obronnym geście.

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  22. [Witam z delikatnym poślizgiem!
    Ciekawa panienka :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  23. I tak została mu odebrana jedyna rozrywka, jaką mógł mieć w ty nudnym jak cholera miejscu. Skrzydło szpitalne… Super. I cóż. Nie mógł nie być zaskoczonym, zdziwionym i zdezorientowanym wiadomością, że Ailisa pomogła Jimmy’emu w jego transporcie do Munga i ratowaniu mu tyłka. To było zwyczajnie… Nie do uwierzenia. W końcu w głowie obijało mu się miliony domysłów jak to się stało, że właśnie McKenna tam była. Pewnie był to zwykły przypadek. Jednak sam fakt, że niby jakieś tam zagrożenie nad nim wisiało, przypomniało mu jedną sytuację. Gdy byli z Elody, ich kuzynem i jego ciężarną żoną Alice na wyjeździe wakacyjnym. Ze snu wyrwał go wtedy dzwoniący telefon. Okazało się, że Alice trafiła do szpitala, a jej mąż praktycznie płakał przez słuchawkę. To nie była ot taka tam sytuacja. Ta laska była w ciąży. Harrison nigdy tak się nie spieszył, a gdy dobiegł do sali, gdzie leżała kobieta, był cały zlany potem. To, co tam zobaczył wyryło się na stałe w jego pamięci. Do końca życia. Obraz Alice przypiętej do aparatury, leżącej na szpitalnym łóżku ze wzrokiem wbitym w ścianę naprzeciwko. To było okropne. Straszny widok, przerażający. To, co wydarzyło się później, zmieniło jego podejście do... Właściwie do wszystkiego. I nie tylko jego. Starzy oni umarli w tej sali szpitalnej. Trudno było to wyrazić, ale... Do tego momentu życie było dla nas łaskawe - grupy dzieciaków, uczniaków tworzących coś swojego. Świat stał przed nimi otworem i mieli pomoc. Wspierali się nawzajem. A ona była jak snop światła, czuwająca nad nimi i zobaczyć ją w takim stanie, to była śmierć niewinności.
    - Straciłam go - powiedziała zachrypniętym, pozbawionym emocji głosem niczym robot. - Straciłam - powtórzyła, ale za tamtym razem się rozpłakała.
    Śmierć… Matt krzyknął i zdał sobie sprawę, że musiał przysnąć, a wspomnienie przylazło do niego jak niechciany insekt podczas snu. Wzdrygnął się. Nienawidził tego i sam nie wiedział kiedy zaczął płakać. Ze złości i tego okropnego wspomnienia szpitala. Zdał sobie sprawę, że mógł skończyć podobnie.
    - Pora na lekarstwo – wyrwał go z zamyślenia i rozpaczy głos pielęgniarki. Szybko otarł oczy i spojrzał na nią ze zmarszczonymi brwiami.
    - Chcę stąd wyjść – rzucił niemiło.
    - Trzeba było pomyśleć o tym, zanim dałeś się otruć! – odpowiedziała nieco zaskoczona tym chamstwem kobieta. Harrison zawsze był dla niej miły, więc taka odzywka mogła ją zbić z pantałyku. – Nie wiemy jakie to będzie miało skutki uboczne, więc zostaniesz tutaj jeszcze jakiś czas – zakończyła swój wywód i wepchnęła mu do ust łyżkę jakiegoś ruszającego się, czarnego gluta. Matthew myślał, że zwymiotuje się nie mógł otworzyć ust. Z wykrzywioną twarzą połknął lekarstwo i spojrzał błagalnie na pielęgniarkę. – Teraz masz odpoczywać – zarządziła i odeszła.
    Po jakiejś godzinie wpadł jeszcze Bellamy i przesiedział z przyjacielem ponad dwie godziny. Przyniósł mu radio ze słuchawkami i kasetami The Doors, a także górę słodyczy, które zebrał w dormitorium. Uzdrowiciele zabronili przychodzić całym tabunom ludzi i tylko przyjaciele mogli go odwiedzać. Harrison wspomniał mu o Ailisie i dyskutowali o tym jakiś czas. Pograli potem w pokera, a Sam musiał się zwijać. Matt znowu został sam. Tym razem z Jimem Morrisonem i jego zespołem. Z zamkniętymi oczami wsłuchiwał się w muzykę, gdy ktoś trącił go lekko w ramię. Nieco zaskoczony Harrison zsunął słuchawki z uszu, by spojrzeć z jeszcze większym zdezorientowaniem na lekki uśmiech Ailisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Moją prawdziwą fanką numer jeden jest Bellamy – odparł po pierwszym szoku. – Podobno była też Elody, ale byłem wtedy nieprzytomny – dodał ze smutkiem w głosie. Chciał posiedzieć ze swoją siostrą sam na sam. Ale gdy usłyszał o tabace, humor nieco mu się poprawił. – Wow! – wykrzyknął. – Serio? Skąd ją masz? – zaczął pytać i wyciągnął ręce po tytoń. – Kurde, Aila… - urwał i spojrzał dziewczynie w oczy. – Dzięki!
      Na jej następne pytanie zaprzeczył ruchem głowy.
      - Jeśli sprawisz, że wypuszczą mnie szybciej lub przynajmniej będę mógł się wymknąć na jedną noc, to będę wdzięczny – odparł, wzdychając ciężko. – A tak w ogóle… To co ty tu robisz? – spytał. Męczyło go to od kiedy zobaczył ją nad swoim łóżkiem. – Nie żebym chciał, żebyś sobie poszła, ale… To jest jakieś dziwne, nie uważasz? – dodał, parskając lekkim śmiechem i znowu siadając w siadzie skrzyżnym, nie przejmując się, że jego martensy leżały na pościeli. – Jednak fajnie znów móc cię zobaczyć, tym razem z uśmiechem – rzucił, zerkając na nią. Chciał położyć dłoń na jej ręce, ale rozmyślił się. W końcu mogłaby zareagować w jakiś nerwowy sposób. – Będę miał do ciebie jeszcze jedną prośbę. Jeśli się zgodzisz. Powiesz Elody, żeby przyszła, kiedy będzie mogła?
      Nie wiedział jak ciągnąć poruszony przez niego wcześniej temat. Nie chciał naciskać, ale nie miał zamiaru też udawać, że wszystko w porządku. To właśnie była z jego głównych cech – był bezpośredni i dociekliwy.

      Matt Harrison

      Usuń
    2. Matt zmarszczył brwi, podejrzliwie patrząc na dziewczynę. Co ona kombinowała? Czegoś chciała? W końcu na pewno całkiem nieźle musiała pokombinować, żeby zdobyć tabakę! Kto wie... Może nawet kupiła ją gdzieś na mieście. Raczej nikt tutaj jej nie używał, a jeśli używał to pewnie był zwariowanym profesorem Johnem Eliasem z tej rozpadającej się wieży. Zabawne ile ten stary koleżka miał rzeczy. Kiedyś Harrison włamał się do jego gabinetu i o mało nie dostał zawału, gdy ten przywitał go słupem ognia. Nauczyciel zbudował sobie ot tak na środku w salonie żelaznego smoka, który żył! Matthew myślał, że się posra w gacie, ale Elias tylko rzucił, że nie ma się czego bać i zsiadł z grzbietu swojego pupila z lutownicą i maską ochronną na twarzy. W ogóle nie poruszył go fakt, że Harrison mógł przed chwilą zginąć. A może profesor mugoloznastwa miał cichy plan wybicia wszystkich Gryfonów skoro sam był opiekunem węży? Nie. Raczej nie, ale kto tam wiedział tego alkoholika i opiumistę...
      - Jak myślisz, co ja tu mogę robić? Napawam się twoim cierpieniem - usłyszał dziewczynę i wrócił myślami na ziemię.
      - Taaaa... Coś w tym jest - mruknął przeciągle, po czym potrząsnął tabakierą. Popukał w denko i dopiero wtedy otworzył. Wysypał nieco tytoniu na dłoń, a potem bez ceregieli wciągnął najpierw w jedną, a potem w drugą dziurkę. - Chcesz? - spytał, wyciągając ją w stronę dziewczyny. Ta jednak odmówiła ruchem głowy. - Twoja strata - odparł, wzruszając ramionami i chowając tabakierkę w tylną kieszeń spodni. W sumie to wszystko nosił w tylnych kieszeniach. - Jakoś niezbyt interesuje mnie co za debil chciał mnie zabić. I to jeszcze nieudolnie. Spartolić coś takiego... - To ostatnie zdanie wypowiedział nieco ciszej i jakby do siebie, a nie do Ailisy. - W sumie to znam dużo zielonych. Mogę wypytać kto mnie nienawidzi, ale prócz tego że wyląduje u dyrcia, a potem trafi do mnie, to nic go nie czeka. Słaba kara.
      Skończył i spojrzał przeciągle na dziewczynę. Tak, rozluźnił się już. W przeciwieństwie jak było widać do niej, bo McKenna co chwila zmieniała jakiś nerwowy tik.
      - Spokojnie. Przecież nikt nas nie widzi. Nie obrażę się jak się schowasz - zaśmiał się, odchylając się w tył i podkładając dłonie pod głowę, położył się na poduszce. Lekko zmarszczył brwi, słysząc jej pomysł. - Spoko. Tylko wiesz, że przygotowanie soku trwa miesiąc? Każdy to wie, więc jak masz zamiar mnie stąd wyciągnąć? Jeśli coś skombinujesz, mogę lecieć. Ale najpierw - złapał ją za nadgarstek, nie podnosząc się. - Czemu jesteś dla mnie taka miła? Myślałem, że nie mamy już co liczyć na jakąś pozytywną... Ba! Nawet obojętną relację, a tu proszę. Chyba nie przeraziłaś się, widząc mnie na zejściu? - zaśmiał się, zdając sobie sprawę jak to musiało wyglądać. Co najmniej niesymetrycznie. I zanim zdążyła odpowiedzieć, dodał:
      - Miło znów cię mieć po swojej stronie.
      Uśmiechnął się szczerze i puścił do niej oczko.
      - A jeśli załatwisz ten kwas, to zabiorę cię w genialne miejsce! Już mnie tam znają. I kochają.

      Matt Harrison

      Usuń
  24. - I to w niej byłeś zakochany? Uff… Dalej nie mogę sobie tego wyobrazić, chociaż byłem tego świadkiem. Co za zboczona laska. Tak cię maca. Chryste!
    Samuel wstał z łóżka, wznosząc ręce ku niebu. Harrison z uśmiechem patrzył na poruszonego przyjaciela. Rozmowa znowu zeszła na dziwne zachowanie Ailisy. Matthew uważał, że to chyba dobrze, ale Sammie węszył podstęp. Może odpuściłby zamartwianie się o napój wieloskokowy i ofertę nocnego wypadu, gdyby tą dziewczyną nie była McKenna. Starszy z rodzeństwa mugolskich Gryfonów siedział z butami na ramach okna w skrzydle szpitalnym i palił papierosa, wydmuchując dym na zewnątrz. Przy okazji obserwując przyjaciela. Nic dziwnego, że w Hogwarcie brali ich za braci, bo spędzali każdą, dosłownie każdą chwilę razem. Nawet gadali o tym, że obaj chcą być gliniarzami i pójdą do tej samej Akademii Policyjnej. Nawijali tekstami z mugolskich filmów, ubierali się jak w latach osiemdziesiątych i najchętniej wynieśliby się na Alaskę albo Kanady, gdzie mieliby spokój. Chociaż bardziej pasowało im dizkie Los Angeles z setkami jak nie tysiącami przestępców do łapania.
    - Hej, Bell. Wszystko w porządku? – spytał nagle Harrison, widząc, że Sam przygasł.
    - Czemu? Wszystko gra – bąknął wyższy z braci Pistols. Matt znał go na tyle dobrze, że wiedział kiedy kryje poważniejszą sprawę za maską żartu. Odwracał uwagę wszystkich ciekawskich od swojej osoby, ale spędzili z Harrisonem tyle czasu, wpakowali się w tyle tarapatów, a potem z nich wyszli, że nie było szansy na omotanie.
    - No, zobaczmy… - zaczął, opierając nadgarstek na zgiętym kolanie i nonszalancko machając papierosem w dłoni. – Wczoraj wyskoczyłeś stąd bez żadnego uprzedzenie i wysłałem nawet do ciebie Elody, ale nie było cię w dormitorium.
    - Ta?
    - Ta – udał monosylabę w stylu Bellamy’ego. – Więc co robiłeś? Poszczęściło ci się? – spytał i zaraz dodał zmodelowanym na Sama głosem:
    - Hej, jestem Samuel Bellamy, jestem w wielkim dołku. Nie chcesz zabrać mnie do łóżka i pocieszyć?
    Zakończył, pozbywając się śmiesznego grymasu z twarzy i podśmiewując się pod nosem. Dziewczyny zawsze lubiły jego uśmiech, Elody wiele razy o tym już mówiła, żeby przestał się tak szczerzyć, ale nie mógł tego powstrzymać.
    - Więc wyobraź sobie, że wróciłem wcześniej do nas, poszedłem spać i zgadnij… Nie usłyszałem pukania Elody – odparł Sammie. Po czym podszedł do przyjaciela, oparł się prawym ramieniem o ścianę obok okna, w którym siedział Matt i odebrał od niego fajkę. – Masz niedojebanie mózgowe, stary.
    Postali chwilę w milczeniu, zastanawiając się, co by robili w normalnym liceum.
    - Pójdziesz na to? – spytał w końcu Bellamy, nie patrząc na Harrisona.
    - Czemu nie? Raczej nie wyglądała na taką która chce mnie zabić. Zresztą nie byłaby pierwsza.
    - Nie wierzę, że będziesz się dobrze bawił, kiedy ja tu zostanę. – Sam zwiesił głowę i wypuszczając dym przez nos.
    - Nie martw się, stary. – Matt poklepał go po ramieniu. – Przywiozę ci jakąś super pamiątkę.

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  25. ( Dobry. Bardzo ładna i prosta karta. Pewnie, że znajdę czas, aczkolwiek muszę ostrzec, że odpisuje w nocy lub wieczorem, bo jak wiemy, zaraz szkoła znowu pójdzie w ruch xd Także na wątek jestem chętna, ale wyczerpałam już wszystkie pomysły. Może jakiś masz? )

    Cornelius

    OdpowiedzUsuń
  26. [Witam!
    Podoba mi się i karta i postać. Jeśli chęć na wąteczek jest to zapraszam :)

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń