13 grudnia 2015

„Posadziłem dziś miętę w doniczce na balkonie. Może jak przyjdziesz, coś poczujesz.”

Neil Waterston nigdy nie zastanawiał się nad tym, co chce robić w życiu. W ponurych rozważaniach o ludzkim losie, w krótkich, ale intensywnych uniesieniach miłosnych oraz nieprzespanych nocach, spędzonych na czytaniu bądź pisaniu poezji, dotrwał do szóstego roku w Hogwarcie i nagle obudził się z melancholijnego snu. Rzeczywistość uderzyła w niego niczym tłuczek, którym oberwał na IV roku, siedząc na trybunach i będąc skupionym nie na grze, ale na skreślaniu poszczególnych słów w jednym ze swoich chaotycznych wierszy. Był wtedy świeżo po zerwaniu ze swoją pierwszą, jego zdaniem jedyną, miłością. Do złamanego serca dołączyła złamana ręka. 

Pomimo tego, że jest dzieckiem mugoli, nie wykazuje uzależnienia od sprzętów elektronicznych. Pochodzi z Greycrook – małej wsi, leżącej na wschodzie Szkocji. Jego rodzice są muzykami, przez co Neil od najmłodszych lat uczył się grać na pianinie oraz skrzypcach. Nie lubi brzmienia drugiego instrumentu, jest dla niego mało subtelne i krzykliwe, chociaż uważa, że jego matka potrafi wydobyć z niego to, co najlepsze.

Waterston ma tendencje do zachwycania się rzeczami oraz osobami. Wykazuje delikatne zachowania biseksualne, ale sam nie jest pewny, co do swojej orientacji. Nigdy nie zakochał się w mężczyźnie, jednak potrafi docenić piękno obu płci i czuć się tak samo zafascynowanym w towarzystwie ładnej dziewczyny, co przystojnego chłopaka. Od zawsze twierdził, że o atrakcyjności danej osoby decydują jedynie szczegóły takie jak sposób, w jaki ktoś się śmieje, czy mówi, zachowanie w stresujących sytuacjach, nawyki czy nawet ułożenie włosów po nieprzespanej nocy. 

Chłopak często się zakochuje, jednak nigdy nie udało mu się nawiązać takiej relacji, jak z pewną Ślizgonką, która złamała mu serce.

Waterston, nie mogąc zrozumieć, kim jest naprawdę, nie może pojąć niczego w pełni i w tej niewiedzy balansuje między obowiązkami, a marzeniami, na nowe nastawiając się z zaciekawieniem, ale jednak pesymistycznie.
Neil uczy się regularnie, jednak niezbyt często. Ma talent do szybkiego zapamiętywania informacji, umie logicznie myśleć, co wyjaśnia, czemu został przydzielony do Ravenclawu. 

Jest bezpośredni, porywczy i otwarty na nowe znajomości. Chce poznać jak najwięcej ludzi oraz słuchać o ich poglądach na świat. Nikogo nie ocenia, jest zdania, że każdy ma prawo kierować swoim życiem, w taki sposób, jaki uważa za słuszny.

– Chyba się zakochałem. – Neil uśmiechał się rozmarzony, wzrok miał odległy, w oczach igrały ogniki.
– Który raz w tym roku?
– Nie, nie rozumiesz – powiedział z pasją, wracając na ziemię i rzucając pełne osądu spojrzenie na swojego przyjaciela. – Gdybyś zobaczył jej uśmiech! Sprawia, że moje serce się zatrzymało, tuż po jednym, mocnym uderzeniu, nie mogłem oddychać. A gdy spojrzała na mnie, jak tak się uśmiechała... Chciałbym móc patrzeć na nią w nieskończoność. Gdy jest szczęśliwa, promienieje! Promienieje tak bardzo, że mógłbym fizycznie dotknąć tej radości…
– Skoro ci się tak podoba, to czemu jej po prosu tego nie powiesz?
Neil spojrzał na niego, na początku jak na wariata, a później uniósł brwi w zdumieniu, rozkładając ręce.
– Masz rację – przyznał. – Pójdę jej powiedzieć, już teraz… muszę jej powiedzieć. Dziękuję, życz mi szczęścia, albo nie, nie życz nic, bo zapeszysz. 

Kilka ciekawostek: 
Neila często dopadają zauroczenia w bibliotece. Sam często tam bywa i gdy widzi osobę, czytającą książkę, którą on wcześniej czytał, od razu podchodzi, żeby z nią porozmawiać. 
Przez przyjazne podejście do ludzi i dystans do siebie, Neil ma wielu znajomych oraz bliskich przyjaciół. Wychowywany na wsi, jest przyzwyczajony do ciągłego towarzystwa.
Waterston ma trójkę rodzeństwa. Jego starsza siostra jest mugolem, jednak młodsi bliźniacy są na trzecim roku w Hogwarcie.

Patronus: orzeł
Różdżka: Buk, giętka, szpon hipogryfa
Urodziny: 18 grudnia
Zajęcia: Zaklęcia, Eliksiry, OPCM, Transmutacja, Zielarstwo




WĄTKI, WĄTKI I JESZCZE RAZ WĄTKI! Poszukuję jakiejś bratniej duszy dla Neila.
E-mail: losiowatylos@onet.pl
GG:52477860
Zapraszam Mistrza Gry!

44 komentarze:

  1. [Neil to taka dobra duszyczka! Nie wiem co prawda czy to przez dobrany wizerunek mi sie takim czlowiekiem wydaje, czy przez sam opis charakteru... W kazdym razie witam serdecznie na kronikach :) Jesli masz jakies pytania, to ja chetnie odpowiem, ale i tak pod zakladka "Dyrekcja" pewnie wszystkie Twoje watpliwosci zostana rozwiane kilka razy szybciej. Jezeli masz checi na watek, a nie obstawiam, ze jest inaczej, to wybierz postac i cos obmyslimy!]

    Jihoon/Abigail/Alexander/Mei

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witamy serdecznie! Ethel chętnie poprowadzi za rączkę i pomoże :) Zapraszamy pod naszą kartę, na pewno wymyślimy coś ciekawego i stworzymy jakąś relację dla Ethel i Neila!]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jaki on fajny. Neil to taki miły chłopak. Bardzo jestem chętna na wątek, więc zapraszam do swojej Krukonki i Ślizgona. Na pewno coś razem wykminimy! I bardzo chętnie poprowadzę za rączkę, nawet za dwie! :D]
    Metin Probing/Freya Flores

    OdpowiedzUsuń
  4. [Bardzo sympatyczny człowiek. Miłej zabawy życzę i w razie chęci zapraszam do którejś z moich postaci :)]

    Adam, Sorcha, Damon

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Szukałam na youtubie fragmentu pierwszej części Pottera – pierwsze spotkanie Harry'ego z Draconem, kiedy to Malfoy mówi: Ja cię wprowadzę, ale nie znalazłam. ;< To tak odnośnie dopisku, a w związku z kartą – przyjemna postać i przyjemny jej opis. Cześć! ]

    Jacca/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ach, te romantyczne dusze... Witam!]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witam. Bardzo fajna karta, postać zresztą też. W razie chęci na wątek, zapraszam pod którąś z moich panów ;)]

    Louis/Kai

    OdpowiedzUsuń
  8. [Myślę, że mogli by za sobą nie przepadać. Metin by go nie lubił, bo uważałby go za mięczaka, czy coś. Mogliby się posprzeczać w Wielkiej Sali, przez co doszłoby do wielu niecenzuralnych określeń. Potem na dywanik do Dyra i koniec zabawy. Noc w zakazanym lesie z Hagridem?;)]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witam. Bardzo fajna postać. No i duży plus za wizerunek. Jeżeli masz ochotę na wątek z Rose, to oczywiście zapraszam. :)]

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ale z niego uroczy człowiek. *____* Chciałabym wątku, bardzo.]

    Estelle Murdock

    OdpowiedzUsuń
  11. [Witam! :)
    Bardzo fajnie napisana karta, dobrze się czyta, a gify tylko dodają jej uroku ;)
    Swoją drogą, może Neil jest panseksualny, skoro już ludzie muszą mieć na wszystko nazwę? :P Z twojego opisu mogłoby to do niego pasować; jednak, wiadomo, to autor zna najlepiej swoją postać.
    Życzę udanej zabawy na blogu, a w razie czego, gdyby naszła cię ochota lub zabrakło wątków, zapraszam serdecznie do Teda.]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Neil nie jest panseksualny, nawet mi to przez myśl nie przeszło XD Docenia piękno ludzi, przyrody owszem, ale w zupełnie inny sposób. A z chęcią skuszę się na jakiś wątek z Lupinem, jednak nie mam na razie żadnych pomysłów. :/]
      Neil Waterston

      Usuń
  12. [Hej. Mimo że na urlopie wpadnę się przywitać i życzyć nowej postaci miłego pobytu :D]

    M. Harrison/J. Gordon/J. Elias

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ethel prowadzi część zajęć jako stażystka, więc jak najbardziej może często uczyć Neila. Myślę, że tego typu zachowania (biorąc pod uwagę, że Ethel jeszcze nie jest nauczycielką) mogą się jak najbardziej pojawiać. Ona początkowo nie będzie zwracała na to szczególnej uwagi i będzie nieco zaskoczona słysząc takie rzeczy od ucznia. Pewnie żarty żartami, ale jeśli to pójdzie za daleko to na pewno kąśnie go mała trzepotka oczywiście zupełnie przypadkiem. Jestem bardzo na tak! W zamian za taki fajny pomysł chętnie zacznę wątek. Neil wolałby wpaść do Ethel do szklarni między lekcjami, czy może lepiej żeby dostał jakiegoś uczulenia i Ethel została wezwana do skrzydła szpitalnego, żeby coś na to zaradzić?]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  14. [a dobry, dobry wieczór! :) wątek? bardzo chętnie. masz może jakiś pomysł? mi przychodzi do głowy tylko tyle, że można by ich powiązać przez młodszych braci Neila. może jakaś potyczka między młodymi, albo może pierwsze miłości? choć, oczywiście, tu inicjatywa na pewno od Samiry nie wyjdzie, bo nie dla niej takie numery. :D]

    Samira.

    OdpowiedzUsuń
  15. Taki stażysta miał w Hogwarcie prawdopodobnie więcej roboty niż przeciętny nauczyciel. Wiele osób zrzucało na Ethel wiele zadań nie dlatego żeby ją docenić, czy aby mogła się wykazać odpowiedzialnością, ale po to, by pozbyć się obowiązków, których nikt nie chce podejmować. I tak to właśnie Ethel, pomijając prowadzenie zajęć, udzielanie zajęć dodatkowych, pojawianie się na kołach zainteresowań, wspieranie innych profesorów i uczniów zagubionych w szkolnej społeczności. I właśnie w tych ostatnich przypadkach Ethel była najprawdopodobniej najbardziej potrzebna.
    Rzadko się zdarzało, żeby coś wymagało od niej ogromnego przejęcia. Z reguły była dość zachowawcza w działaniach i nie robiła nic pochopnie. Dlatego z takim zdziwieniem obserwowali ją uczniowie, którzy być może po raz pierwszy w życiu widzieli jak Ethel porusza się korytarzami tak szybko, że aż przekrzywia się jej kapelusz. Zmierzała w stronę szklarni, marszcząc brwi i zastanawiając się co takiego powinna stamtąd ze sobą zabrać. Wiele razy była wzywana do nagłych wypadków w skrzydle szpitalnym, gdy to jeden z nieostrożnych uczniów bawił się przedmiotami, których nie powinien dotykać.
    Otworzyła gwałtownie drzwi szklarni i, zakładając roztargany kosmyk włosów za ucho, przeprosiła nauczyciela za przeszkadzanie w lekcji.
    -Jest mi bardzo przykro, ale muszę zabrać stąd możliwie jak najmłodsze pędy tykwobulwy. Młodszy pan Collins z czwartego roku właśnie dostał wysypki od zabawy w składziku profesora Hectora – wyjaśniła, marszcząc lekko brwi. I rozejrzała się po zadziwionych twarzach uczniów, którym przerwała lekcję.
    -Następnym razem, gdy jakaś inteligentna bestia będzie próbowała podbierać skórę boomslanga to już wie jak to się może skończyć – dodała ostrzegawczym tonem. Spojrzała na nauczyciela, który kiwnął głową w zrozumieniu i wskazał dłonią na fragment szklarni, gdzie pulsowały tykwobulwy.
    -Nie będziesz potrzebowała pomocy? – usłyszała głos nauczyciela i przystanęła na chwilę, rozglądając się ponownie. Parę twarzy było jej znajomych. Ostatecznie kiwnęła głową, oczekując, że może ktoś zgłosi się do pomocy przy przenoszeniu bulw roślin i podaniu ich poszkodowanemu Collinsowi.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ja go znam. No przysięgam, znam tego gościa, nie wiem skąd, ale go znam.
    A Neil to taki uroczy chłopak! Wiem, że pewnie słyszałaś to niejednokrotnie, ale muszę ci to powiedzieć, bo takich tu chyba brakuje, a mojej Simmons przydałby się ktoś, komu mogłaby naprawdę zaufać i wypłakać mu się na ramieniu. Wchodzisz w to?]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  17. [Cześć!
    O jejku, ty to wiesz, jak wywołać u człowieka rumieńce xD Dobrze, że Teddy ma z reguły pokerową twarz, bo by mi się chłopiec szczerze zawstydził :P Ale dziękuję, oczywiście, za bardzo miłe słowa! xx
    Apropos wątku... Hmm, zakładam, że chcesz coś pozytywnego, może nawet zabawnego? Zdradzę ci, że Teddy nie przepada za Świętami, nie bierze więc udziału w przygotowaniach do nich. Z całą pewnością jednak korzysta z faktu, że Skrzaty serwują przedświąteczne wypieki, bo to taki łasuch jest, szczególnie na czekoladę. Tak, nawet się przedstawiać nie musi; od razu wiadomo, kto jest jego ojcem xD
    Co byś więc powiedział/a na to, by Neil wpadł do swojego profesorka popołudniu, by o coś spytać? Może być coś związanego stricte z jego przedmiotem, albo z czymś innym; z mojej strony masz wolną rękę :) W każdym bądź razie, po wejściu do gabinetu, zastałby Teddy'ego w jego fotelu przy biurku, słuchającego mugolskiej muzyki (miałby słuchawki na uszach), z Huncwotem (jego kotem) na kolanach i zamkniętymi oczami, delektującego się czekoladowym ciastem? xD Neil, nie wiedząc jakby tu inaczej przyciągnąć uwagę Teda, mógłby go lekko szturchnąć, czym z całą pewnością wywołałby zabawną reakcję i litanię mugolskich przekleństw xD Nie wiem, czy może być?]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  18. [Ach, no i w sprawie wizerunku już wszystko dla mnie jasne! Dzięki za rozjaśnienie umysłu! c:
    Co do wątku to... hm, możemy też założyć, że już wcześniej... poznali się lepiej, że tak powiem. No chyba, że przeczy to koncepcji/historii twojej postaci, wtedy rozumiem. Po prostu pomyślałam, że mogli zostać przyjaciółmi już wcześniej.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  19. [Ooo, dobry pomysł, podoba mi się! Co do tego opiekuna, wydaje mi się, że jest nim Dragan, chociaż nie jest oficjalnie wpisany. Ma jednak w karcie, że jest opiekunem Klubu Ślimaka, so... Myślę, że Jemma szłaby tam niechętnie, ale ze względu na entuzjazm przyjaciela, zgodziłaby się uczestniczyć w spotkaniu. Okey, to zaczynamy już od samego przyjęcia czy od momentu, w którym Neil prosi ją o wyświadczenie przysługi?]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jasne, mogłoby to być związane ze świętami. Powiedzmy, że członkowie klubu postanowili, że warto z tej okazji zorganizować bardziej uroczyste i zabawowe spotkanie niż zazwyczaj. Może i nawet podzielić się opłatkiem, gdyby ktoś miał takie życzenie.
    A co do ognistej, dlaczego nie? Może by i ktoś przemycił, w końcu do klubu należą osoby różnej maści, nie tylko takie grzeczne i poukładane jak Jemma.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  21. [Gud ajdija ;)
    Więc tak się nam to rozkręci. ;) Jestem na tak, mogę oczywiście zacząć, ale to sooobie poczekasz.:)]

    OdpowiedzUsuń
  22. [W porządku, nie ma problemu. Powiedz mi tylko jaką długość preferujesz! c:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  23. [Mam nadzieję, że jest okey!]

    Trzeba było przyznać, że Jemma była bardzo zdziwiona, gdy na drugim roku otrzymała zaproszenie do Klubu Ślimaka. Wtedy była tylko dziewczynką, dla której taka wiadomość stanowiła jedną z najlepszych w życiu. Przecież już na pierwszym roku dowiedziała się, że są tam zapraszane tylko niektóre osoby, które albo posiadały znane nazwisko, albo cechowały się interesującymi zdolnościami. Tamtego dnia nie za bardzo wiedziała, za co została tam przyjęta. Jej ojciec co prawda był czarodziejem, pracującym w Ministerstwie Magii, ale na pewno nie na tyle znanym, aby z tego powodu Jemma została przyjęta do Klubu Ślimaka. Dopiero po pewnym czasie zrozumiała, że to przez jej wybitne wyniki w nauce. Już na pierwszym roku została zauważona przez nauczycieli, którzy często zwracali uwagę na to, że Simmons jest zdolną czarownicą. Tylko na miotle jej nie szło, bo zamiast szybować w chmurach, jak niektórzy jej koledzy i koleżanki, spadała na tyłek i za żadne skarby świata nie potrafiła porozumieć się ze swoją miotłą. W związku z tym już wtedy wiedziała, że profesjonalnym graczem Quidditcha z pewnością nie zostanie, ale raczej nie forsowała się tym faktem. Lubiła kibicować graczom i drzeć się na stadionie, ale gra jakoś nigdy jej nie pociągała. O wiele bardziej wolała schować nos między stare księgi i pisać obszerne referaty na Historię Magii lub inne przedmioty, które wymagały prac pisemnych.
    Przynależność do Klubu Ślimaka od samego początku była dla Jemmy ogromnym wyróżnieniem. Dzięki temu czuła się kimś więcej niż zwykłym uczniem Hogwartu. Należała przecież do bardziej elitarnej społeczności, która miała swoje zasady, spotykała się i lepiej lub gorzej, bawiła razem. Śmiało można było powiedzieć, że czuła się ważna. Ktoś dostrzegał jej obecność, nie była anonimowa, a to mimo wszystko było dla niej istotne. Pragnęła akceptacji ze strony społeczeństwa, jak każdy. Nigdy jednak nie pozwoliła, aby przysłowiowa woda sodowa nie uderzyła jej do głowy. Od zawsze należała do skromnych osób i nawet takie wydarzenie nie sprawiło, że nagle zaczęła uważać się za nie wiadomo kogo. W dodatku w Klubie Ślimaka nie do końca czuła się, jak ryba w wodzie. Kiedy tam dołączyła, było tam sporo osób ze starszych klas, przed którymi czuła respekt i nawet trochę się ich bała. Dlatego na spotkaniach nie mówiła zbyt wiele, bojąc się krytyki. Wolała słuchać i odzywała się tylko wtedy, gdy została o to poproszona. Zmieniło się to dopiero z czasem, ale Jemma musiała wykonać ogromną ilość pracy sama ze sobą, aby do tego doprowadzić.
    Opiekun Klubu Ślimaka zaproponował, aby za kilka dni zorganizować przyjęcie dla członków stowarzyszenia z okazji nadchodzących świąt. Oczywiście wszyscy przytaknęli na ten pomysł z niemałym entuzjazmem, chociaż tak właściwie Simmons sama nie wiedziała czy chce tam iść. Nie wyszłoby to jednak dobrze, gdyby tak po prostu olała to dość ważne spotkanie. Nie sądziła jednak, aby miała dostateczną ilość radości w sobie, aby nie zepsuć innym dobrej zabawy. A może po prostu się tym zasłaniała, bo o wiele bardziej pasowała jej wizja opłakiwania zmarłej przyjaciółki? Powinna przestać to robić. Minęło już tyle czasu i powinna na poważnie ruszyć do przodu zamiast czaić się na zmiany. Co prawda było chłodno, ale właśnie dziedziniec wybrała na miejsce dla swoich przemyśleń. Świeże powietrze pomagało jej skupić myśli i dobrze zastanowić się nad kwestią pójścia na to spotkanie.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  24. [Dziękuję za tyle ciepła. Neil jest rzeczywiście kochany. c:
    Chciałabyś wątek? Więc nie ma na co czekać. ]

    Od wieków po Hogwarcie chodziła pewna plotka odnośnie Krukonów. Jak oni to robią? Jakim cudem udaje im się zdążyć ze wszystkimi pracami na czas i jeszcze pomazać na pergaminie dodatkowe prace? Wszystkie trzy domu dwoiły się i troiły, próbując odgadnąć, co sprawia, że wychowankowie Roweny tak świetnie sobie radzą. Istotnie, Krukoni muszą mieć przecież jakąś sekretną metodę. Od nich i tak już wymaga się więcej przez samo to, że mają na piersi kruczkową plakietkę.
    Ambrosia nie miała pojęcia, o jaką tajemnicę może chodzić, choć jako głęboko zafascynowana czarodziejami pierwszoroczna zastanawiała się, czy rzeczywiście istnieje jakaś mistyczna metoda. Żadnej metody jednak nie było. Okazuje się, że to jedynie kwestia charakteru i kilku innych czynników, między innymi odpowiedniej pozycji. Tak, właśnie, pozycji. Gdy zbliżał się gorący okres nauki, dbała o to, aby mieć pełen brzuch, nierozłączną tabliczkę czekolady i mnóstwo wygodnych poduszek. Tak naprawdę miała swój naukowy ekwipunek i nie były to raczej książki. Książki były ciężkie, a wiedza w nich jeszcze cięższa. Wolała już stos pergaminów, na których sporządzono perfekcyjne notatki. O, jeśli Krukoni rzeczywiście mieli własne techniki, to mogłyby to być właśnie te przygotowywane wieki temu notatki. Sprawdzały się od wielu lat i żadne prawdziwy Kruczek nigdy przy nich nie oblał testu. Były dostępne jedynie dla zamkniętego kręgu Ravenclaw i zabezpieczone tak, aby nikt spoza tego domu nie mógł ich odczytać.
    Bardzo ważne było także miejsce. Ambrosia nie potrafiła uczyć się w dormitorium i już na pewno nie w bibliotece, gdzie wszyscy nerwowym szeptem powtarzali przyswojoną wiedzę. Wybierała zawsze miejsca niekonwencjonalne i, choć wprawiała co poniektórych w zdziwienie, to ta metoda zawsze się sprawdzała. Zaopatrzona więc w swój nieodłączny ekwipunek odnalazła szybko jakieś przypadkowe pomieszczenie, które prawdopodobnie było nieco większym schowkiem na niepotrzebne meble. Wpełzła tam zwinnie i wybrała wygodne miejsce pod ścianą. Ułożyła na podłodze stos poduszek, które ni stąd ni zowąd znalazły się nagle w jej dłoniach. Usiadła. Na tym jednak nie poprzestała, o nie! Położyła się przodem do ściany, a nogi podniosła do góry i pozwoliła, aby całe przyległy równolegle do ściany. Zawsze, gdy miała nogi w górze, wiedza z transmutacji łatwiej wpływała jej do głowy. Jedna ręka trzymała stosik pergaminów, a druga wcale nie dyskretnie sięgała do pudełka ze świątecznymi pierniczkami.
    - O, nie przeszkadzaj sobie. Mnie tu nie ma – powiedziała, gdy udało jej się na chwilę oderwać wzrok od notatek. Nie była w tym pomieszczeniu sama. Był tam też jakiś chłopak. Właściwie to nie jakiś, bo Neil – kolega Kruczek z tego samego roku. Jego obecność zdawała jej się jednak być czymś całkiem naturalnym. Tak samo jak jej obecność tutaj.
    Wtopiła spojrzenie w te wiekowe bazgroły. I dopiero po chwili stwierdziła, że to chyba trochę nieładnie.
    - Zjesz pierniczka? Są pyszne – zaproponowała, wyginając głowę tak, że patrzyła na niego do góry nogami. I wciąż leżała wygodnie na poduszkach z uniesionymi nogami.

    Ambrosia

    OdpowiedzUsuń
  25. Chłód na zewnątrz tak właściwie nie za bardzo jej przeszkadzał. Ignorowała go całkowicie, pogrążona w swoich myślach. Czasami potrzebowała chwili na wyrwanie się z zamku, który niejednokrotnie zaczynał ją męczyć. Co prawda uwielbiała Hogwart, a przerwy na wakacje nie byłyby wcale dla niej czymś przyjemnym, gdyby nie fakt, że mogłaby się wtedy spotkać z rodzicami, ale nawet ona miała go już kiedyś dojść, włącznie z czarodziejami, którzy tam przebywali. Szczególnie teraz, kiedy wśród nich nie było już Charity. I nawet jeśli chciała ją wyrzucić ze swoich myśli, odłożyć w ciemniejsze zakątki swojego umysłu i zapamiętać jako ważną w swoim życiu, ale przestać się w końcu zadręczać jej śmiercią, to nadal z jakiegoś nieznanego powodu nie mogła tego zrobić. Minęło już przecież sporo czasu, powinna już zaakceptować to, co się wydarzyło.
    I w końcu się zdecydować.
    Była tak pochłonięta myślami, że na początku nie zauważyła znajomej twarzy pewnego Krukona, który się do niej zbliżał. Prawdopodobnie nawet gdyby przyszedł do niej ktoś z zamiarem popełnienia na niej jakiegoś mordu, nie dostrzegłaby tego, bo świat zewnętrzny nagle przestał dla niej istnieć. Dopiero głos kolegi wyrwał ją z jej własnych czterech kątów, a nawet wywołał swego rodzaju strach. Jemma podskoczyła, przestraszona i prawie uciekła, ale na szczęście w porę zorientowała się, że nic jej nie grozi. Wzięła głęboki wdech, przeklinając w myślach swoją głupotę. Po chwili jednak uśmiechnęła się delikatnie. Zawsze było dobrze spotkać kogoś znajomego, a Neil już od dłuższego czasu należał do grona jej przyjaciół.
    – Cześć. Wybacz, ale całkowicie odpłynęłam – posłała mu przepraszające spojrzenie za swoją wcześniejszą reakcję. Przez kilka sekund zastanawiała się czy powiedzieć Krukonowi, dlaczego tak się zamyśliła, ale przecież byli przyjaciółmi i nie było powodu, dla którego miałaby przed nim cokolwiek ukrywać. – To w sumie nic takiego. Chodzi o Klub Ślimaka. Nasz opiekun zaproponował przyjęcie z tej okazji, na co oczywiście wszyscy chętnie się zgodzili. Ja w sumie też, bo dlaczego nie, przecież i tak spotykamy się przynajmniej raz w tygodniu, a wspólne cieszenie się radością świąt to świetna sprawa, ale teraz nie jestem pewna czy powinnam iść – zacisnęła usta w wąską linię, wpatrując się w jedną z zasp, która powstała na dziedzińcu. Potem przeniosła wzrok na chłopaka i westchnęła. – Wiesz... Myślę, że wszystkim zepsułabym ten wieczór. Nie wiem czy potrafię się bawić tak, jak kiedyś. A może po prostu wolę się zamknąć w pokoju i wcisnąć twarz w poduszkę, bo uważam, że bez Charity nie umiem dobrze funkcjonować – te słowa wypłynęły z niej nagle, może dlatego, że tak właściwie to niewiele rozmawiała z innymi na ten temat. Ale dzięki temu było jej lepiej. Czuła się, jakby zrzucała z siebie ogromny ciężar. – Tak, to beznadziejne, wiem. Przepraszam, że musisz tego słuchać – zaśmiała się gorzko, chowając twarz w swoim szaliku.

    Jemma Simmons, która trochę się rozgadała

    OdpowiedzUsuń
  26. [A ja przeczytałam o drugiej w nocy i było ok! Ale tego poniżej to nie sprawdzałam, choć powinnam, bo robię wszystko, by się nie uczyć. ]

    Ambrosia potrafiła obudzić czasami podzielność uwagi. Gdyby się tego nie nauczyła, to już dawno odebrano by jej krukońską plakietkę. W jej głowie rosły wciąż pomysły i niezmiennie wynajdowała sobie dużo różnych zajęć. Brakowało czasu, by zrealizować wszystkie plany, ale naprawdę starała się. W końcu nie była pewna, jaki będzie jej los po zakończeniu szkoły. Marzyła o tym, by zostać w świecie magii, by wreszcie stać się jego częścią i przenieść do niego swoją codzienność. Większość roku od sześciu lat spędzała w szkole, ale przecież formalnie nie przestała mieszkać w domu. Rodzice mugole życzyli jej jak najlepiej, ale chyba cierpieli, domyślając się, że ich dziecko nie jest częścią świata, do którego sami należą. Ambrosię ciągnęło do gwiazd, do tajemniczych mikstur i bajkowych różdżek. Jej osobista, wyśniona bajka została obudzona do życia. Jakże mogłaby z tego zrezygnować? Przeczuwała, że mama i tata chcieliby zatrzymać ją przy sobie i wiele czasu spędziła, rozmyślając nad jakimś kompromisem. I z coraz to większą świadomością mogła śmiało powiedzieć, że takiego po prostu nie ma. Dlatego, jeśli planowała zacząć samodzielne, dorosłe życie w świecie czarodziejów, w którym będzie tak naprawdę sama, to musiała się starać. Musiała go poznać od podszewki i nadrobić te wszystkie lata, kiedy magia była tylko snem. Była dobrej myśli, choć nie wiedziała, co ją czeka w przyszłości. Pięć lat nauki tutaj minęło naprawdę szybko i, nim się obejrzy, będzie już absolwentka Hogwartu. Hogwartu, który jest jej największą przygodą.
    I dziś naprawdę ciężko było ją rozkojarzyć tak, aby zupełnie oderwała się powtarzania notatek. Zauważyła, że Neil przysiadł się do niej. Z wielką radością przyjęła także fakt, że skusił się na pierniczka. Wierzyła, że słodycze mają moc znacznie większą od prawdziwej magii. A może to one właśnie są tą magią?
    - Kolorowy lukier pomaga się uczyć, wiedziałeś? – zapytała, jak tylko chwycił pierwszego pierniczka. Pierwszego i z całą pewnością nie ostatniego. – Ja wciąż próbuję różnych metod – dopowiedziała, wcale na niego nie patrząc. Dopiero, gdy zapytał, utkwiła w nim swoje zdziwione spojrzenie. Czy naprawdę nie wiedział, czego się uczyła? Nie zamierzała się śmiać, choć strasznie ją korciło. Nigdy nie byli wielkimi przyjaciółmi, więc i nie mieli raczej okazji do swobodnej konwersacji. Neil chciał zagadać. Ambrosia rozumiała.
    - Tego samego co ty – oznajmiła dumnie i pokazała mu swoje notatki, aby zobaczył, że korzystają z tych samych wersji. – Oboje mamy jutro test – dopowiedziała, jakby chciała mu przypomnieć, że są razem w klasie.
    Zdążyła zauważyć, że zajadanie pierniczków zdążyło oderwać go od powtarzania materiału. Rozumiała to doskonale. Sama nie potrafiła przeczytać żadnego akapitu bez co najmniej jednego ciasteczka. Niedługo będzie gruba i tym bardziej on na nią nie spojrzy, ech. Nie powinna w ogóle o tym myśleć.
    - Połóż się i unieś nogi, tak transmutacja szybciej wchodzi, wiesz?
    Zaproponowała, wierząc, że taka sama pozycja sprawi, że nawiążę się między nimi lepsza nić komunikacji. A może wspólna nauka nie byłaby takim złym pomysłem? Zawsze uczyła się sama, wierząc, że czyjeś towarzystwo skutecznie oderwie ją od notatek. Czy słusznie?

    Ambrosia

    OdpowiedzUsuń
  27. [Omgomgomg, Joseph! <333
    Skusiłabym się na wątek, tym bardziej że pana z gifów po prostu ubóstwiam, ale chyba niestety muszę odmówić. Ostatnio jakoś średnio idą mi męsko-męskie. :/
    Ale jeśli coś mi do głowy wpadnie, to z ręką na sercu obiecuję że przybiegnę.]

    Skorpionek

    OdpowiedzUsuń
  28. [ o jeju jaki on uroczy :D wątek musi być! ;) gorzej u mnie jak na razie z pomysłami, ale możemy coś razem stworzyć :D ]

    Louise

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Może Neil zauważy ją w bibliotece i zafascunuje to zachowanie Louise, bo ona to się swojego cienia boi i jest ogólnie cicha itd? Nic innego jak na razie mi nie przychodzi do głowy ]

      Usuń
  29. [Ajć, próba przekazania zbyt wielu informacji w jednym zdaniu mnie gubi, stąd problem z kotem. Cześć!
    Czytając kartę Neila od razu odezwała się moja tendencja do robienia z moich postaci ciepluszków! Ahg, to złe. Prze kochana, prze urocza postać, a ja z ogromną chęcią skrobnęłabym wątek między naszą dwójką. :)]

    selwyn

    OdpowiedzUsuń
  30. Już pierwsze słowa chłopaka sprawiły, że na twarzy Jemmy pojawił się szczery uśmiech. Neil zawsze potrafił ją pocieszyć i powiedzieć jej to, co potrzebowała usłyszeć i to wcale nie w złym sensie. Tym bardziej teraz, kiedy Krukonka nie do końca trzeźwo myślała, zaślepiona ponurymi myślami o Charity i tym, co się wydarzyło tego pamiętnego dnia. Właśnie w takich momentach potrzebowała przyjaciela, który powie jej, że to wcale nie jest tak, jak jej się błędnie wydaje. Potrzebowała kogoś, kto sprowadzi ją na ziemię. W takich chwilach dziękowała za to, że miała go przy sobie i mogła na nim polegać. Nie zawsze o tym mówiła, ale jej czyny z pewnością mówiły o tym, jak bardzo była za wszystko wdzięczna.
    W słowach chłopaka było naprawdę dużo racji, Jemma była tego świadoma. Nieustannie w jej głowie tliło się przeświadczenie, że każdy dzień był dobry na to, aby w końcu stanąć na nogi i na dobre zerwać z przeszłością. W myślach już nie raz mówiła sobie „od jutra to wszystko się skończy. Od jutra stanowczo wezmę się w garść”. Tyle, że to „jutro” tak właściwie nigdy nie nastało. Może nawet było tak, że Krukonka nie chciała zerwać z przeszłością. W końcu o wiele łatwiej było położyć się na łóżku w dormitorium i zacząć płakać w poduszkę. Do tego nie potrzebowała jakiegokolwiek wysiłku.
    – Jeju, jesteś niesamowity. A twoje towarzystwo będzie dla mnie samą przyjemnością – zaśmiała się, kiedy ujął jej dłonie. Świat nabrał nieco przyjemniejszych barw niż wcześniej, a decyzja przestała być aż takim dużym problemem. – Myślę, że zabranie cię na imprezę nie będzie żadnym problemem, ale czy na pewno chcesz tam iść? Nie robisz tego tylko dlatego, żebym nie była tam sama? Nie chciałabym, żebyś do czegokolwiek się zmuszał ze względu na mnie. Wiesz, będą tam różni ludzie. Puchoni, Krukoni, Gryfoni, ale też wielu Ślizgonów, bo oni bardzo lubią mieć ważne nazwiska i w ogóle – skrzywiła się nieco na tę myśl. Oczywistym było, że nie wszyscy w Klubie Ślimaka darzyli się sympatią. – Jeju, naprawdę chciałabym odwiedzić wieżę astronomiczną w tym czasie, dlatego ten punkt wieczoru możesz uznać za pewniak. A kto wie, co nam jeszcze przyjdzie do głowy! W każdym razie na przyjęcie na pewno idziemy, skoro tak stawiasz sprawę.
    To było zaskakujące, jak bardzo zmienił jej się nastrój, tak właściwie w jednej chwili. Nie mogła jednak narzekać, ponieważ teraz czuła się o wiele lepiej niż jeszcze kilkanaście minut temu, pogrążona w nieprzyjemnych rozważaniach.
    – A co do Charity… – zaczęła lekko niepewnie, patrząc pytająco na chłopaka. Chciała wiedzieć czy rozpoczynanie tego tematu będzie na miejscu. – Teoretycznie… To, o czym mówiłeś… Ja to niby wszystko wiem. Wiem, że powinnam w końcu stanąć na nogi i przestać o tym myśleć, ale to takie trudne. Ona zawsze była. Pomagała mi, śmiała się razem ze mną, zawsze mogłam na niej polegać. A gdy… ona potrzebowała mojej pomocy… – głos jej się załamał, gdy przed oczami znowu stanął jej ten moment, gdy była bezsilna wobec tego, co się działo. – Nie umiałam, rozumiesz? Nie umiałam… – kilka łez spłynęło po jej policzkach. Miała tylko nadzieję, że udało jej się odwrócić głowę w odpowiednim momencie, aby Neil tego nie zauważył.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  31. Louise jak co wtorek siedziała w bibliotece. Zresztą cały swój czas wolny spędzała w swoim dormitorium lub w zaciszu książek. Tu właśnie mogła się schować przed niechcianymi spojrzeniami i szeptami. W tym miejscu nikt jej nie przeszkadzał i mogła odetchnąć z ulgą. Czytała już chyba piąty raz rozdział OPCM, który teraz przerabiali na lekcji, ale za nic nie mogła sobie z nim poradzić. To zawsze z tego przedmiotu szło jej najgorzej. Skupiona, miała już zaczynać czytać kolejny raz, gdy nagle po bibliotece rozległ się ogromny huk. Przed oczami Ślizgonki od razu stanęła postać jej ojca. Zawsze gdy się wściekał krzyczał na nią i rzucał czym popadnie wywołując tym nie mało hałasu. Aż poskoczyła na swoim miejscu gdy sobie to wyobraziła. Od razu jednak się uspokoiła uświadamiając sobie, że przecież jest w szkole i nic oprócz niezbyt rozgarniętych uczniów jej tu nie grozi.
    – Przepraszam, jeżeli cię przestraszyłem - usłyszała za plecami i spięła się lekko – To tylko książka, fałszywy alarm.
    Nie wiedząc jak się zachować szepnęła pod nosem jedynie coś co brzmiało jak "w porządku" i zabrała swoją lekturę w zamiarze zmiany miejsca. Jednak jak to na niezdarę przystało gdy chciała odejść zaczepiła nogą o stolik i runęła jak długa przed zaskoczonym chłopakiem.

    [ Podoba mi się i myślę, że możemy to pociągnąć dalej :) ]
    Louise

    OdpowiedzUsuń
  32. - Och, bo ty kompletnie się nie starasz – skwitowała z wyraźnym zarzutem.
    Nie było w tym złości – raczej całkiem szczere stwierdzenie. Widziała jego zmieszanie. Mogła dostrzec, że raczej niezbyt chętnie przyjął zaproponowaną pozę. Może nie wszystkim nauka przychodziła wtedy łatwiej? Być może Neil należał do grona osób, które potrzebowały specjalnych metod. Był klasycznym Kruczkiem? Nie wiedziała. Chyba nigdy wcześniej razem się nie uczyli. Nie było to dziwne, bo Ambrosia wynajdowała czasem tak wymyślne miejsca, że nawet duchy niezbyt chętnie ją podglądały. Zwykle była tylko ona, stos notatek i jakaś przekąska z bardzo dużą ilością cukru. Mówiła sobie, że właśnie cukier ma duże znaczenie, że często tempo jej nauki zależy od niego. Jednak to nie do końca tak było. Czasami intensywne przyswajanie wiedzy pozwalało zapomnieć o kłopotach. Powtarzanie materiału dopełnione ciasteczkami stanowiło już mieszankę naprawdę idealną, a coraz częściej tego potrzebowała. Niektóre myśli bardzo uparcie siedzą nam w głowie, więc wymyślamy wciąż coś nowego, nie pozwalamy im rozlewać się obficie w sercu. Oczywiście nie chodziło tylko o to. Była w domu Roweny, więc nie miewała problemów z nauką, lubiła zgłębiać tajemniczy świat czarodziejów. Tylko czasami… zgłębiała naprawdę niepotrzebne zakamarki.
    - I w ogóle to źle trzymasz nogi – dopowiedziała, przyglądając się dokładnie jego pozie. Nie chciała oczywiście zmuszać go, aby nagle zaczął się ekscytować tymi wariacjami tak samo jak ona. Chociaż czy i jej entuzjazm był naprawdę prawdziwy? Ciężko czasami nadążyć za Ambrosią.
    Podobało jej się jego taka dziwna ostrożność. Nie była pewna, czy to aby na pewno dobre słowo. Był miły, postanowił spróbować, kiedy zaproponowała. No trudno. Może następnym razem, może z innym ułożeniem ciała, może z większą ilością słodyczy w brzuszku. Neil, pewnie nawet nieświadomie, sprawiał, że miała ochotę się uśmiechnąć. Patrzyła na niego jednak troszkę podejrzliwie, dopiero badała, jak się zachowuje w naturalnej sytuacji. Szkoda tylko, że to z perspektywy osoby trzeciej i być może również samego Neila nie była naturalna sytuacja. Może się jej przestraszył? Niektórzy dziwnie na nią reagowali, niektórych odrzucała ta promienność. Przecież nie znał jej od dziś, widział, że nie była tradycjonalistką, że zaskakiwała ludzi, a jeszcze częściej sama siebie. Ten świat skonstruowany jest tak, że w tłumie smutasów i złośliwców uśmiech zawsze się wyróżni. Zdawała sobie sprawę z tego, że dla niektórych była tylko chichoczącą, wesołą blondyną. Jednak dla niej liczyło się to, co jest prawdziwe, co siedzi w niej, a nie w głowach wszystkich pozostałych. I zdawało się, że nie jest tylko. Świetnie wiedziała, że w głębi duszy chowają się rzeczy, jakich chyba nikt nigdy z nią nie skojarzy.
    - Nie jestem pewna, czy potrafię się uczyć z kimś. Chyba nasze metody nie współgrają - powiedziała trochę rozczarowana, ale nie straciła zapału. – Ale wiem, co moglibyśmy zrobić. Chodźmy stąd, porzućmy gdzieś notatki. Mówią, że Krukoni nie muszą się uczyć, że oni po prostu umieją. Myślisz, że moglibyśmy to sprawdzić?

    OdpowiedzUsuń
  33. Wieczorne patrole bywały nużące, zwłaszcza po całym dniu wyczerpujących zajęć. Jednak jakkolwiek Estelle Murdock nie byłaby zmęczona i znudzona, tak ze swoich obowiązków wywiązywała się nader sumiennie. Dzisiejszego wieczora przypadł jej do patrolowania szkolny dziedziniec, najmniej lubiane miejsce przez większość prefektów, przynajmniej o tej porze roku, gdy niska temperatura dawała się we znaki.

    Zostało jej piętnaście minut do końca patrolu i Estelle ze zniecierpliwieniem dreptała już w miejscu. Mróz wdzierał jej się za kołnierz, mimo grubego szala w barwach Slytherinu, którym dziewczyna była opatulona. Policzki panny Murdock żywo się zarumieniły od zimna, co nadawało jej wyglądu delikatnej, porcelanowej lalki.

    Jakkolwiek mogła wyglądać jak porcelanowa lalka, tak z pewnością nie zamierzała zachować się, jak porcelanowa lalka, gdy w oddali przyuważyła jakiś wolno poruszający się cień. To był ten moment, w którym dobrze wychowana Este zaklęła pod nosem. Miała za chwilę wracać do ciepłego pokoju wspólnego, a tutaj jakiś pajac wybrał się na przechadzkę w świetle księżyca.

    Dziewczyna wcisnęła do kieszeni płaszcza niewielki słoiczek, w którym wyczarowała płomyczki do ogrzewania dłoni i dziarskim krokiem ruszyła w stronę łamacza szkolnego regulaminu. Mogła zignorować delikwenta w ramach świątecznego prezentu, jednak skoro już ruszyła się z miejsca…

    Chwilę później zatrzymała się przy chłopaku z szóstego roku, którego kojarzyła z… widzenia. Tak, zdecydowanie nie znała/pamiętała jego imienia.
    - Powinieneś już być w łóżku, albo przynajmniej w swoim pokoju wspólnym - powiedziała spokojnie. W zamierzeniach miała brzmieć trochę groźnie i władczo, ale jej zduszony szalikiem głos niestety nie osiągnął takich efektów. Nieważne.

    Estelle M.

    [Wybacz zwłokę. :)]

    OdpowiedzUsuń
  34. [Wszystko w porządeczku, każdy ma pewnie ostatnio milion rzeczy do zrobienia, zobaczenia, sprawdzenia z racji chwili wolnego i świąt, więc myślę, że nie ma się czym przejmować. W sumie to nie oglądałam, a pewnie powinnam, choć boję się, że nie wyjdę z mieszkania przez całe trzy części ;)]
    Zdecydowanie lubiła prowadzić ewentualne zajęcia z uczniami. Oczywiście nie dostawała od razu zajęć z piątym, kłopotliwym nieco rokiem, ale za to brała udział w przygotowaniu do SUM-ów po zajęciach. Osobiście bardzo lubiła profesora zielarstwa, a jednak, jak to zwykle bywa z młodą osobą wkraczającą w świat zawodowy, miała kilka zastrzeżeń i swoje zajęcia prowadziła często w dość niekonwencjonalny sposób.
    Cieszyła się, gdy uczniowie nie przysypiali, i gdy widziała, że dane zajęcia przepełnione są teorią, lojalnie uprzedzać o tym i obiecywała miłą odmianę na następnej lekcji. Po prostu ceniła sobie szczerość i spodziewała się, że i uczniowie sobie ją cenią. Drobne stałe elementy wprowadzały jako taki porządek i choć dla części uczniów grzebanie w ziemi nie był porywające, to starała się uczynić je chociaż znośnym.
    Pamiętała jednak przed czym przestrzegali ją niemal wszyscy pracujący tu nauczyciele. Za nic w świecie nie można było robić wszystkiego, by uczniowie cię lubili. Jeśli się spinasz i starasz się być fajną koleżanką, stażystką, to już przegrałaś, młoda. To akurat zgrywało się z jej stylem bycia i choć na pierwszych zajęciach bardzo się denerwowała, wyraźnie odczuła, że tego rodzaju kariera naukowa jej służy.
    Rozejrzała się lekko zdezorientowana nagłym zainteresowaniem jej osobą. Nie należała do kobiet lubiących być w aż takim centrum uwagi, choć momentami po ludzku jej to schlebiało. Nigdy nie miała ulubieńców, uważała to za głęboko niesprawiedliwe, więc bez problemu wzięłaby pierwszą lepszą osobę z brzegu, która podniosła rękę. Jej uwaga została jednak oderwana od uczniów siedzących najbliżej. W oczy rzucił się jej chłopak o zaskakującej pewności siebie, wyraźnie nie czekający na zbawienne wyrwanie się z lekcji. Uniosła lekko kącik ust, takie zachowanie bardzo przypominało jej postępowanie z czasów szkolnych.
    -Prosiłabym o pomoc w przeniesieniu paru sadzonek. Pędy najlepiej obciąć już w skrzydle szpitalnym – powiedziała do Neila. Choć kojarzyła go z widzenia, nie pamiętała jeszcze jego nazwiska. Zwróciła się więc do profesora.
    -Profesorze, czy mogłabym porwać na chwilę tego młodego człowieka? – cieszyła się, że zgłosił się właśnie chłopak, wizja samej siebie podążającej korytarzem z lewitującymi za nią doniczkami tykwobulw wydawała się jej co najmniej śmieszna.
    Oczywiście, zamierzała go przeprosić i spytać o nazwisko jak tylko wyjdą ze szklarni. Jakoś nie widziało jej się ucinać sobie takich pogawędek w trakcie zajęć. Z resztą, naprawdę nie chciała przeciągać, choć uczniowie na pewno się z tego faktu cieszyli.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  35. Lou poczuła ręce, które podniosły ją do góry. Była w lekkim szoku i trochę kręciło jej się w głowie. Zdezorientowana spojrzała w oczy chłopaka, ale od razu opuściła głowę zawstydzona.
    – Na Merlina, ty krwawisz – usłyszała zaniepokojony szept chłopaka.
    Gdy usłyszała o pechu prawie zachichotała, ale kiedy chłopak wspomniał o skrzydle szpitalnym uśmiech od razu zniknął z jej twarzy. Louise pokręciła zamaszyście głową co przysporzyło dodatkowe zawroty głowy. Mało brakowało, a znów znalazła, by się na ziemi gdyby nie to, że nieznajomy ją trzymał.
    - Ja nie chce iść do pielęgniarki... - szepnęła ledwie słyszalnie - Po prostu pójdę do swojego dormitorium.
    Próbowała uwolnić się z uścisku krukona i odejść.

    Louise

    OdpowiedzUsuń
  36. | Na mą brodę, jakie ty masz rozkoszne postacie ;_: Wracaj szybko, bo nie wiem, którą z nich mam większą ochotę wziąć w swoje lepkie rączki. Tego marzycielskiego chłopca jestem fanką numer jeden, dziękuję, pozdrawiam |
    Darwin

    OdpowiedzUsuń
  37. [Nie ma problemu, rozumiem. c: Ja za to ślę ci małą dawkę dramatyzmu, mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale Jemma kiedyś musi to wszystko z siebie wyrzucić. .-.]

    Jemma znała te wszystkie opowieści o Harry'm Potterze – chłopcu, który przeżył. Ojciec wiele jej o nim opowiadał, ponieważ sam go podziwiał i był jego skrytym fanem, do czego osobiście się nie przyznawał, jednak Simmons wiedziała swoje. Poza tym wiele czytała na ten temat, chcąc jak najwięcej dowiedzieć się o tych wydarzeniach, którymi w drugiej klasie była wprost zafascynowana. Próbowała się nawet wyobrazić w roli Harry'ego. Starała się myśleć o nim, jak o bohaterze z książki i wczuć w jego rolę, poznać jego uczucia i emocje, kiedy mierzył się z tak ogromnymi przeciwnościami. Przez pewien czas nawet marzyła, żeby stać się taką heroską, jak on, ale z czasem jej to przeszło i pozostał sam zdrowy szacunek i podziw dla osoby, która tak wiele zrobiła dla tego świata.
    Neil nie musiał jej mówić o trudnościach, które Harry przezwyciężał. Jemma słyszała o nich wszystkich, ale nigdy nie pomyślała, że ta wiedza mogłaby jej się przydać w takiej sytuacji. Nie sądziła, że mogłaby spojrzeć na swoją sytuację przez pryzmat decyzji, które musiał podejmować tamten chłopak z blizną na czole, który na początku swojej niebezpieczniej przygody był tylko dzieckiem. Przestraszonym chłopcem, przed którym nagle otworzyły się drzwi do ogromnego świata, którego był istotną częścią. Neil miał rację. Harry również tracił swoich znajomych czy przyjaciół, a mimo tego nie złamało to jego ducha. Żył dalej. Walczył. Dla nich.
    – Nie wiem… Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób – odparła, ocierając dyskretnie łzy, których na szczęście nie pojawiło się już więcej. Jemma wzięła głęboki wdech, żeby w końcu się ogarnąć. Nie mogła ciągle się mazgaić. Miała szesnaście lat, a nie pięć. – Ale widzisz, Harry Potter ratował świat. Niektóre rzeczy robił w imię wyższego dobra. Był silny, niezwyciężony i odważny, przecież był Gryfonem, a co najważniejsze – był bohaterem. Tak, bohaterem. A mnie daleko do bohaterki – uśmiechnęła się gorzko, patrząc na przyjaciela. – Może zabrzmi to okrutnie, ale jego przyjaciele… nawet jeśli ginęli… to dla dobrej i szlachetnej sprawy. W walkach, pojedynkach, broniąc swoich najbliższych. A Charity… – musiała zrobić przerwę i wziąć głęboki wdech, aby znowu się nie rozkleić. Trudno było jej wymówić imię dziewczyny, a w dodatku sprawiało ono, że Jemma miała ochotę krzyczeć i powyrywać sobie wszystkie włosy z głowy, żeby w jakikolwiek sposób ukarać się za to, co się wydarzyło. – Ona zginęła tak po prostu. Nie w imię czegoś wyższego. I nie zasłużyła na to. Nie zasłużyła na to, żeby umrzeć. Wiesz, jaka była. Zawsze uśmiechnięta, dobra i skora do żartów. Miała tyle planów… Tyle… Życia w sobie. To ja powinnam tam umrzeć. Tak byłoby lepiej. Zawsze byłam od niej gorsza. Zawsze robiłam nudne rzeczy i gdyby nie ona, prowadziłabym nudne życie, pogrążona w książkach, siedząc w bibliotece i odrabiając lekcje! Robiłam wszystko tak, jak chcieli inni! Miałam nudne i przewidywalne marzenia, byłam szara i mało interesująca! - znowu zebrało jej się na płacz, ale tym razem został powstrzymany przez falę gniewu, która niespodziewanie ją ogarnęła. Kopnęła śnieg, który bezbronnie leżał niedaleko. Potem zrobiła to jeszcze raz i jeszcze, a potem zaczęła wgniatać go butem w podłoże. Zacisnęła dłonie w pięści, niszcząc kolejną zaspę i robiąc na dziedzińcu kompletny chaos. Wrzeszczała, nie mogąc pogodzić się z samą sobą, a jej łzy zamarzały na mrozie.
    Wszystko skończyło się dopiero wtedy, kiedy poślizgnęła się na lodzie.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  38. [ Chyba już Cię lubię ♥ Na wątek jestem jak najbardziej chętna. Piszę tu, bo akurat tę kartę przeglądałam, ale obie postacie są świetne ;-; Nie mam pojęcia, z którą wolałabym zestawić Crawforda, więc może ty wybierzesz? C: Możeeee Corney/ Twoja postać mogłby/mogłaby mieć problem z jakimś przedmiotem i ten drugi (ta druga xd) będzie musiał/a pomóc? ]

    Cornelius

    OdpowiedzUsuń
  39. Kiedy poczuła, jak otaczają ją ramiona chłopaka, uspokoiła się nieco. Zrobiło jej się też nieco cieplej, bo wcześniejsze jej wybryki z pewnością nie sprawiły, że było jej gorącej, chociaż wewnątrz niej szalała okrutna burza, której nie sposób było zatrzymać. Wzięła kilka głębokich wdechów, zdając sobie sprawę z tego, jak głupio i irracjonalnie się zachowywała. Dotarło też do niej, że sprawiła mu problem, a w dodatku postawiła go w nieprzyjemniej sytuacji, bo na pewno nie uśmiechało mu się spędzać czasu z osobą, która najwyraźniej przeżywała jakieś wewnętrzne rozterki. Dlatego uznała, że musi wziąć się w garść. Zamiast jednak opanowania przyszła kolejna fala łez, która nią wstrząsnęła. Rozpłakała się, wtulając się w ciało Neila, jednocześnie czując się tak beznadziejnie, jak jeszcze nigdy wcześniej. Tylko część jego słów trafiała do niej, ale przynajmniej rozumiała ogólny ich sens. I nawet jeżeli tyle razy słyszała od innych, jak straszne to jest, kiedy ktoś próbuje cię pocieszyć w tragicznej sytuacji i wmówić, że będzie dobrze, to Jemma nie czuła się teraz źle. Właśnie tego potrzebowała i dziękowała wszystkim siłom na świecie, że Krukon był tu teraz razem z nią.
    Gdy przestała płakać, odsunęła się od niego i wzięła kilka porządnych wdechów. Otarła rękawem szaty swoje policzki, policzyła do dziesięciu i znowu zaczęła łaknąć powietrza, chociaż było chłodne i niezbyt przyjemne. W końcu jednak uspokoiła się i opanowała, a potem spojrzała na niego.
    – Tak, masz rację – odpowiedziała, nie będąc tak właściwie pewną czy mówi te słowa w kontekście jego wcześniejszych wypowiedzi, czy w kontekście jego propozycji. Powoli wyprostowała się i jemu też pomogła się podnieść, ostatni raz przecierając policzki. – Jestem ci to wina. Przepraszam. To było… Sama nie wiem co we mnie wstąpiło – posłała mu delikatny uśmiech, chociaż wyszedł on nieco sztucznie. Nie była zbyt dobrą aktorką.
    Takie reakcje na różne sytuacje zdarzały jej się naprawdę rzadko. Była osobą, która w większości przypadków potrafiła utrzymać swoje emocje na wodzy, ale utrata najlepszej przyjaciółki była tak silnym przeżyciem, że nadszedł taki moment, gdy Jemma nie miała już siły na to, aby ukrywać swoje prawdziwe uczucia.
    – Naprawdę jesteś wspaniałym przyjacielem. Dziękuję. Za to, że byłeś – dodała jeszcze, przypominając sobie nagle, że powinna to zrobić. – Możemy iść – zakomunikowała, biorąc chłopaka pod rękę.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  40. Chyba jego imię zaczynało się na M… może na N? Estelle wciąż przyglądała się Krukonowi uważnie, choć jej myśli uparcie wirowały wokół tego jedynego męczącego ją aspektu. Dziewczyna odsunęła z twarzy poły szala, odsłaniając piegowate policzki. Już miała coś powiedzieć, ująć trochę rubinów z za bardzo wypełnionej klepsydry Krukonów, ale nie zdążyła.

    Ciepło obcej dłoni było dość szokującym bodźcem, dlatego też Este w pierwszej chwili dała się bezwolnie pociągnąć w półmrok nocy. Przeszli parę metrów pośród śniegu, gdy Ślizgonka jakby ocknęła się ze zdumienia.
    - Co to w ogóle za pomysł? Jest środek nocy, ziąb i wicher, ja kończę patrol, a ty od dawna powinieneś grzać tyłek w łóżku - wyrzuciła z siebie zdecydowanie mniej spokojnie, co zupełnie nie leżało w jej naturze. Ach, emocje. Rzadko kiedy Murdock pozwalała dojść im do głosu.

    Wysunęła dłoń z jego uścisku, choć może lepszym byłoby określenie “wyrwała”. Zatrzymała się przy tym dość raptownie. Nerwowym ruchem ręki zaczesała rozwiewane wiatrem włosy za ucho.
    - Radziłabym ci operować jakimiś lepszymi argumentami, niż “potrzebuję gwiazd”, bo mój romantyzm mieści się na dnie łyżeczki od herbaty i jakoś nie trafiają do mnie te dyrdymały - powiedziała twardo, wracając do swojej codziennej roli. Tak bardzo aktorzyła na tej chybotliwej scenie, grała idealną uczennicę, miłośniczkę zasad, nie do końca w sumie wiedząc, czy to właśnie taka jest w rzeczywistości.

    Cóż, może niebo było tej nocy wyjątkowo czyste i jarzące się milionem srebrnych punkcików, jednak Estelle była raczej przyziemną personą. Nie dla niej ucieczki w przestworza i bujanie w obłokach. Gwiazdozbiory i galaktyki towarzyszyły Ślizgonce jedynie na zajęciach z astronomii, które kontynuowała już siódmy rok. Życie zaś toczyło się na twardym gruncie, a jego rutynę śmiały zakłócać takie przypadki, jak ten tutaj spragniony romantycznych uniesień chłopaczek

    Estelle M.

    OdpowiedzUsuń
  41. [Jasne, w następnym odpisie możesz już w sumie przejść do tego momentu, jeśli chcesz! ;)]

    Cieszyła się, że Neil postanowił zająć jej umysł innymi sprawami. To zagłuszało trochę ból, który odczuwała i cała ta sytuacja wcale nie wydawała się aż taka okropna, jak wcześniej. Odetchnęła, przez chwilę opierając głowę o ramię chłopaka i przymykając oczy. Potrzebowała tej chwili na oderwanie się od rzeczywistości i jak nikt inny doceniała fakt, iż posiadała takiego świetnego przyjaciela. Wielu było przecież takich, którzy przy pierwszej lepszej okazji wbijali komuś nóż w plecy, żeby skorzystać na czyimś nieszczęściu.
    – Mój brat ma podobnie, chociaż on boi się wysyłać do mnie jakiekolwiek listy – uśmiechnęła się na myśl o bracie, który zawsze potrafił poprawić jej humor. Sama myśl o nim sprawiała, że Jemma czuła się nieco lepiej niż wcześniej. – Ale przynajmniej stara się rozumieć ten świat, a to dla mnie bardzo ważne. Dzięki temu nie czuję się taka wyobcowana – przesunęła wzrok na sowę, która właśnie prawdopodobnie leciała do Sowiarni. - Przyjęcie jest w sobotę, czyli całkiem niedługo. Niby nie jest na bardzo, baardzo, baaardzo poważnie, ale wydaje mi się, że stroje wizytowe są wymagane. Z tego co wiem, dziewczyny będą się stroić, więc panowie pewnie także. To przecież kolejna okazja, żeby zabłysnąć – zaśmiała się, chociaż sama gorączkowo zastanawiała się, co powinna założyć. W głębi duszy wcale nie chciała odstawać wyglądem do swoich koleżanek, które na pewno będą wyglądały zjawiskowo. – Nie są tacy źli? No nie wiem. Jeden z nich to Zabini. Pewnie to zły pogląd, ale dla mnie oni wszyscy są tacy sami. Nie lubię żadnego, ale jak się tak nad tym zastanowić, to ci z klubu nie są dla mnie tak wredni, jak inni. Jest oczywiście też kilku Gryfonów, na przykład Rose Weasley. W sumie to każdego po trochu, chociaż… hm, nie kojarzę żadnego Puchona, ale może po prostu wypadła mi ta osoba z głowy. Na spotkaniach zawsze jest bardzo fajnie, a na przyjęciu na pewno nie będziemy się nudzić. Kurcze, nie wiem co ci jeszcze powiedzieć – przybrała minę myśliciela, kiedy zaczęli wchodzić powoli po schodach Sowiarni. – Pytaj o co chcesz, a ja na pewno udzielę ci odpowiedzi. No bo wiesz, to klub właściwie jak każdy inny. Niby taki elitarny, ale jak tam już jesteś, to wcale się taki nie wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  42. (Wybacz, zjebałam ugh. Jeśli nadal chcesz pisać to bardzo się cieszę, tym czasem podsyłam odpis i obiecuje, że teraz na blogu będę regularnie)
    Samotność była dla Crawforda jedną z najprzyjemniejszych rzeczy na świecie i czemu się dziwić - ludzie go irytowali, tylko kręcili się wokół, gadali niepotrzebne bzdety i wbijali nóż w plecy, gdy już postanowiłeś im zaufać. Dlatego czas pozalekcyjny starał się jednak spędzać w odizolowanych od społeczności miejscach. Czasem wchodził do pokoju życzeń, którego istnienie cudem odkrył na czwartym roku, kiedy to błagał wszystko wokół, by coś lub ktoś choć na chwile pozwolił mu poleżeć w ciszy. Bywał też w Wieży Astronomicznej - co prawda co jakiś czas nawijał się tam jakiś uczniaczek, ale wtedy Cornelius pospiesznie się zmywał. Chodził też nad jezioro - przepadał za szkicowaniem jej przejrzystej tafli, która niemal za każdym razem ukazywała coś innego. Tym razem wybrał trzecią opcję i niezwykle wcześnie rano - jeszcze przed świtem udał się nad jezioro. Wziął szkicownik i jakiś ołówek, żeby w razie czego coś naskrobać. Wena artystyczna mogła dopaść go w każdej chwili. Niepostrzeżenie przemknął się ciemnymi korytarzami. Zawsze lubił noc - była taka cicha, nieujarzmiona, przerażająca. A teraz, choć zbliżał się ranek, nie mógł pozbyć się wrażenia, że wymyka się koło północy. W końcu wyszedł z zamku i ruszył do celu. Znalazłszy się nad wodą, siadł na większym kamieniu i wgapił się w ciemną wodę, mając nadzieję, że niedługo rozświetli ją blask wschodzącego słońca. Gdy tylko pierwsze promienie zaczęły rozświetlać okolice złapał za kartkę i ołówek, a jego ręce, wiedzione jakby instynktem poruszały się same, tworząc pierwsze szkice. Nie miał pojęcia, ile tak siedział - w takich chwilach poczucie czasu wydawało się nieistotne. W końcu jednak musiał ruszyć swój tyłek i zwlec się z powrotem do szkoły. Wstał więc, otrzepał szatę z ziemi i zawrócił, szkicownik jak zwykle wciskając pod pachę. Patrzył w doł na swoje nogi i tak nagle znikąd szmaragdową zieleń mchu zburzyła zmięty kawałek pergaminu. Odruchowo po niego sięgnął, a w jego głowie od razu pojawił się obraz.
    Ciemnowłosy chłopak, znajoma twarz, chyba już kiedyś go widział, choć nie wiedział jak ma na imię (co zresztą nie było nowością). A poza tym, to była pewnie tylko jego wybujała wyobraźnia. Siedział na drzewie i bazgrał coś w zeszycie. Wydawał się tak oddany swojemu zajęciu, jakby widział siebie, kiedy rysuje. Wizja zniknęła tak szybko jak się pojawiła.
    Potrząsnął głową i zerknął na litery w kolejnych wersach. Wiersz. Niezły, nieco tajemniczy. Wcisnął kartkę w kieszeń szaty, a że jego brzuch jęknął, że potrzebuje mieć z czego czerpać energie od razu skierował się do Wielkiej Sali. Usiadł przy stosunkowo pustym jeszcze stole ślizgonów i zabrał się za cokolwiek. Podniósł kieliszek z sokiem dyniowym , kiedy ujrzał znajomą sylwetkę. Jego ręka zatrzymała się w połowie drugi do ust. Brwi uniosły się ze zdziwieniem, choć reszta twarzy nawet nie drgnęła. Przez chwilę gapił się na niego, mówiąc dosadnie, zaraz jednak opuścił wzrok, lekko zirytowany swoim zachowaniem. Niedorzeczne, że miał przejmować się kolejną bzdurną wizją i poezją chłopaka, którego nawet nie znał. Natychmiast skończył swój posiłek, z odrobinę poszarganymi nerwami i szybkim krokiem skierował się do wyjścia. Po drodze zerknął jeszcze raz na nieznajomego, lecz tym razem by rzucić mu lodowate spojrzenie. Wrócił do dormitorium, spakował się na lekcje i ruszył na eliksiry. Przepadał za tym przedmiotem, a profesor chyba nawet go lubił, nawet jeśli czasem rzucił na jego lekcji bezczelny komentarz. Oparł się o mur i ponownie wyciągnął wiersz. Czasem to nie mógł się jednak powstrzymać. Ołówkiem nabazgrał coś na czystym pergaminie, w głowie nadal mając słowa wiersza.
    (podejrzewam, że przeszłybyśmy do tej sceny z eliksirami? )

    OdpowiedzUsuń